Powered By Blogger

środa, 27 marca 2019

Wielki Potop na Marsie


System dolin Valles Marineris - widok z kosmosu

Igor Nikitin


Kiedy włoski astronom Giovanni Schiaparelli odkrył na Marsie dziwne linie, najbardziej podobne do sztucznej sieci kanałów nawadniających, to odkrycie wstrząsnęło całym światem naukowym: znaczy się na Marsie jest woda!? Ale co tam woda – Marsjanie! No bo kto poza tamtejszymi mieszkańcami mógł skonstruować coś podobnego?

Mapa Marsa i jego kanałów sporządzona przez Giovanniego Schiaparellego w 1888 roku

Złudzenie optyczne?


To odkrycie zostało dokonane w 1877 roku. Potem astronomowie dostali do dyspozycji lepszą aparaturę, dokładniej zbadali powierzchnię Czerwonej Planety i doszli do wniosku, że lwia część sztucznych kanałów to iluzja optyczna.

Mapa Marsa sporządzona przez Gerarda de Vaucouleursa w latach 1939-1941 na podstawie obserwacji i zdjęć wykonanych przez różnych obserwatorów. Trzyliterowe oznaczenia są skrótami nazw 30 stref kartograficznych, które pochodzą od najbardziej widocznych obiektów na powierzchni Czerwonej Planety

No dobrze, ale ta „lwia część” wcale nie oznacza, że wszystkie odkryte przez Schiaparellego i innych astronomów kanały (a było ich ponad setkę) były tylko złudzeniem optycznym? Zrobione pod koniec XX wieku zdjęcia satelitarne po raz kolejny potwierdziły: tak, kanały istnieją, ale przede wszystkim przypominają one gigantyczne kaniony[1], ale wcale nie przeznaczone do ruchu statków. No bo komu jest potrzebny kanał o szerokości ponad 100 km?

Czas upływa, i to odkrycie przestało być sensacją i burzyć umysły. Ale teraz, kiedy w perspektywie zamajaczyło pierwsze lądowanie ludzi na Marsie i jego kolonizacja, znów powrócono do tematyki kanałów. Jakie jest ich realne pochodzenie?

 Szerokość kanionów na Marsie sięga nawet do 100 km!
 Zespół gigantycznych kanionów Valles Marineris. Ich pochodzenie nie jest jasne do dziś dnia...
Rozmiary Valles Marineris w porównaniu do terytorium USA i rozmiarów Wielkiego Kanionu w Arizonie   

Ogromne potoki


I tak uczonym udało się wyjaśnić, że przede wszystkim te kanały trzeba by było nazwać kanionami, tzn. one zostały wykonane przez Przyrodę, a nie rozumne istoty i zostały utworzone przez potężne potoki wody. Podobne formacje istnieją także na Ziemi (niektóre nawet do dziś dnia, np. słynny Grand Canyon w USA (AR), czy Great Canyon na Grenlandii – przyp. aut.), ale w rezultacie procesów tektonicznych, erozji wodnej i powietrznej większa część z nich po prostu znikła. A na Marsie, gdzie już od milionów lat nie ma żadnej aktywności tektonicznej w globalnym wymiarze, kaniony od dawien-dawna zachowały swój pierwotny kształt.[2]

Mimo wszystko, na Marsie była kiedyś woda i to całkiem dużo. Jedyne, czego nie są w stanie zrozumieć uczeni, czy ciekły po dnach tych kanionów wielkie, leniwe rzeki, czy też potężne, ale krótkotrwałe strumienie wody błyskawicznie wycinając sobie drogi w czerwonej ziemi?

Jak na razie badacze wskazują na ten drugi wariant wydarzeń. Detaliczne zdjęcia ścian kanionów wykonane przy pomocy marsjańskich łazików i orbiterów świadczą o tym, że miliony lat temu większa część planety Mars znalazła się w zasięgu potężnego, ogólnoplanetarnego potopu. Woda znajdująca się na powierzchni planety najprawdopodobniej w postaci lodu, została momentalnie roztopiona przez erupcję czy serię erupcji ogromnych wulkanów. Potężne potoki wody płynęły po powierzchni planety żłobiąc szerokie i głębokie kaniony, które odkrył Giovanni Schiaparelli w 1877 roku.  



Opinie z KKK

Cześć. Z tego co wiem to wybiera się na Marsa sonda, właśnie w celu sprawdzenia czy jest tam życie. Oglądałem ciekawy program w którym analizowano na Ziemi warunki bardzo zbliżone do tych na Marsie i życie tam BYŁO! 😜 (K A ZE K)


Na Marsie było życie, i to całkiem niedawno! To, że powstały tam wulkany tak wielkie jak Olympus, to jest następstwem, a nie przyczyną. Woda jest zapewne pod warstwami piasku i pyłu w stanie stałym, ale parę kilometrów niżej może być w stanie ciekłym. Podobnie może być na Księżycu - wszak regolit ma 1000 razy mniejsze przewodnictwo cieplne, niż skały na Ziemi, więc woda może być tam kopalna. I to jest nadzieja dla kolonistów... (Daniel Laskowski)

Cześć Robert.
Odnośnie art. który zamieściłeś na Blogu! Dzisiaj rano przeczytałam art. na angielskojęzycznej stronie o rozważaniach naukowców na temat wody na Marsie - załączam poniżej.
Mars miał wielkie rzeki na miliardy lat wcześniej.
Mars ma duże rzeki na długo po tym, jak planeta straciła większość atmosfery w kosmosie, sugerują nowe badania.
…Starożytne rzeki Marsa nie płynęły tylko w kilku ulubionych miejscach; raczej były rozpowszechniane na całej planecie, znaleźli Kite i jego koledzy.
…Prawdopodobnie przyczyni się do tego także łazik marsjański NASA w 2020 roku. Robot do polowania na życie, którego uruchomienie planowane jest na lipiec przyszłego roku, będzie badał starożytną deltę rzeki w kraterze Jezero Marsa.
A to drugi art. o Marsie i jego atmosferze...
Burze geomagnetyczne wygasiły życie na Marsie.
Silne burze geomagnetyczne wywołane aktywnością Słońca, które uderzyły w Marsa, były odpowiedzialne za utratę praktycznie całej atmosfery, co spowodowało wygaszenie zarówno wody, jak i klimatu mieszkalnego czerwonej planety, wraz z jej cywilizacją. To właśnie powiedziała NASA, co skłoniło wielu teoretyków do myślenia: czy Ziemia nie może mieć takiego samego przeznaczenia jak Mars?
…Atmosfera Marsa ma zaledwie 1% gęstości ziemskiej atmosfery. To mówi nam, że utrata przestrzeni kosmicznej była niezwykle ważnym procesem. O tym powiedział Bruce M. Jakosky, naukowiec z Laboratorium Fizyki Przestrzeni i Atmosfery Uniwersytetu w Kolorado, a także główny badacz misji MAVEN.
…Naukowiec uważa, że jest to jeden z pierwszych przekonujących dowodów na to, że ucieczka gazów w kosmos była podstawowym czynnikiem zniszczenia i zmian klimatycznych, które Mars poniósł w odległej przeszłości.
Jednym z głównych celów ponad 125 naukowców, którzy są częścią misji NASA, jest ustalenie, jakie gazy i ile z nich uciekło w przestrzeń kosmiczną z atmosfery Marsa, gdy miało miejsce to katastrofalne zdarzenie.

Pozdrawiam (Eleonora)


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 49/2018, s. 3
Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz  




[1] Jedynym kanałem pokrywającym się z mapami Schiaparellego, Antoniadiego i in. jest Wielki Kanion Coprates  w równikowej strefie Marsa o tej samej nazwie – Coprates (COP). Po jego zachodniej stronie znajduje się skomplikowany system wąwozów nazwany Labiryntem Nocy – Noctis Labirynthus. Obecnie cały ten zespół formacji nosi nazwę Doliny Marinerów – Valles Marineris, a sam kanion Coprates nazywa się teraz Coprates Chasma – Szczelina Coprates.
[2] I nie tylko one, ale także gigantyczne wulkany tarczowe: Olympus Mons (Nix Olympica), Arsia Mons, Ascraeus Mons, Pavonis Mons czy Elysium Mons, które są największymi formacjami tego rodzaju w całym znanym Układzie Słonecznym!

wtorek, 26 marca 2019

Dinos na znaczkach




Stanisław Bednarz


Kiedyś wszyscy pasjonowaliśmy się filatelistyką. Każda nowa seria wywoływała dreszcz emocji. Dziś mało kto zbiera znaczki.

Był rok 1964 paleozoologia kręgowców w Polsce raczkowała. Właśnie w 1964 roku Poczta Polska zdecydowała się opracować serię znaczków zatytułowaną „Zwierzęta prehistoryczne”. Było to 10 wspaniałych znaczków o nominałach od 20 gr do 6,50 przedstawiających ewolucję gadów od górnego Karbonu aż po Kredę.

Seria wspaniała, znaczki wprowadzono do obiegu 5 marca 1965 roku. Projekty technicznie opracował znany litograf znaczków i banknotów A. Heidrich, ale opracował w oparciu o grafiki Zdenka Buriana czeskiego ilustratora, słynnego z rekonstrukcji paleontologicznych Josefa Augusty – austriackiego paleontologa. Z powodu odkryć w latach 80-90 XX w., które zmieniły poglądy, rekonstrukcje Buriana mają dziś charakter historyczny. Np. Brontosaurus (Apatosaurus) wlecze ogon za sobą i brodzi w wodzie co nie jest prawdą.





Mnie interesuje znaczek o najmniejszym nominale 20 gr. Przedstawia Edafozaura z rzędu pelikozaurów. Nie znano pojęcia gady ssakokształtne na formy karbońsko-permskie stad nazwa archaiczna jaszczur. Nic nie wiedziano o katastrofach wymierania na granicy Perm/Trias. Dlaczego ten pelikozaur z dziwnym żaglem jest tak ważny dla ewolucji. Pod wieloma względami ich szkielety przypominały szkielety pierwotnych ssaków i umieszcza się je teraz w grupie gadów ssakokształtnych. Niektóre miały nawet sierść. Edafozaur był roślinożerny Występował na terenie Laurazji znany z USA i Czech). Nie osiągały jednak szczególnych rozmiarów – największe gatunki niewiele przekraczały 3 metry. Niektóre wykształciły swoisty sposób termoregulacji ciała, mianowicie miały na grzbietach wysoki żagiel z wydłużonych kręgów między którymi rozpostarta była dobrze ukrwiona skóra. Wystarczyło, że zwierzę ustawiało się bokiem do wschodzącego słońca by większą powierzchnią chłonąć ciepło a układ krwionośny rozprowadzał je po całym ciele szybko ożywiając zwierzę (czyżby stałocieplność?).

Wszystkie gady ssakokształtne za wyjątkiem jednego gatunku wymarły wskutek katastrofy z końcem Permu. Do Triasu przedostał się jeden gatunek Lystosaurus i z niego wyewoluowały dinozaury. W ogóle katastrofa z pogranicza Permu i Triasu wymiotła 90% gatunków. Przyczyną były wielkie erupcje trapów bazaltowych na Syberii, tak się dzisiaj uważa.




Gdyby nie katastrofa Perm/Trias ssaki by wcześniej wyewoluowały, dinozaurów by nie było, a formy ludzkie byłyby już w kredzie. A wszystko zaczęło się od tego stwora za 20 gr. Ten post szczególnie dedykuję Beacie Nowak, Krzysztofowi Pacyga, Teresie Starzec, Robertowi Leśniakiewiczowi, Milošowi Jesenský’emu, Małgorzacie Treli, Małgorzacie Malik. Gdy prof. Alexandrowicz wykładał paleontologię, nie było teorii katastroficznych, zwierzęta miały wymierać powoli na skutek deformacji ewolucyjnych, nie było pojęcia gadów ssakokształtnych. Czas leci.


Moje 3 grosze


Chciałbym polecić Czytelnikowi następujące pozycje:
v M.J. Benton – „Gdy życie prawie wymarło”
v Trepka – „Zwierzęta wychodzą z mórz”
v W. Alvarez – „Dinozaury i krater śmierci”
v D. Jarząbek – „Zaginione krajobrazy”
v P. Ward – „Kres ewolucji”
v D. Desonie – „Kosmiczne katastrofy”
v T. Hallam – „Ewolucja i zagłada”
- w których przedstawiono różne teorie i punkty widzenia na ewolucję i rozwój życia na Ziemi. Fascynująca lektura i wspaniała przygoda intelektualna! No i dla złowrogich Kosmitów raczej nie ma tam miejsca…

poniedziałek, 25 marca 2019

Dlaczego Północny Biegun Magnetyczny Ziemi zmienia się tak bardzo?


Przebiegunowanie może sprawić kłopoty migrującym zwierzętom...

Maria Lozano Sierra


Naukowcy twierdzą, że północny biegun magnetyczny - PBM jest tam, gdzie zdarzają się najbardziej niewytłumaczalne zjawiska, i że jest to spowodowane zmianami polaryzacji Ziemi... Pole magnetyczne Ziemi jest rodzajem tarczy, która chroni życie, ponieważ powoduje bańkę, która gwarantuje przetrwanie istot ludzkich i zwierząt. Ale…


Jak działa ta naturalna tarcza?


To pole występuje wewnątrz Ziemi, szczególnie w jądrze. Ponieważ występuje tam wysoka temperatura, wytwarzane są silne prądy elektryczne.


Czy północne pole magnetyczne Ziemi może się zmienić?


Rzeczywiście bieguny magnetyczne kilkakrotnie zmieniały swoją biegunowość. Oznacza to, że planeta Ziemia ma północ magnetyczną i drugi biegun magnetyczny na południu.

Dawno temu Ziemia miała magnetyczny biegun północny, który po chwili zmienił się w magnetyczny biegun południowy. To nie jest coś, co można przewidzieć, ponieważ nie jest to coś cyklicznego. Lecz jednak zmieniają się one miejscami co około 20.000 lat.

Uważa się, że obecnie PBM porusza się nieustannie. Z tego powodu naukowcy muszą aktualizować jego położenie co 5 lat ze względu na szybki ruch.


Czy zmiana pola magnetycznego ma wpływ na Ziemię?


Naprawdę ta zmiana nie ma wpływu na planetę Ziemia. Jednak ma to wpływ na technologię, która jest używana prawie masowo. Tak więc możliwe jest, że zmiany północnego bieguna magnetycznego zmienią nawigację, urządzenia elektroniczne, takie jak telefony komórkowe, tablety, notebooki, technologie, takie jak używane przez kuchenkę mikrofalową, pralkę automatyczną itp.


Czy może to spowodować masowe awarie urządzeń elektrycznych/elektronicznych?


Hipotetycznie mówiąc, naukowcy twierdzą, że gdyby Magnetyczny Biegun Północny byłby w 100% powiązany z technologią, a ta nagła zmiana mogłaby zmienić cały świat elektroniczny, w którym żyjemy od dziesięcioleci ...


Co dzieje się ze zwierzętami i ludźmi?


Zwierzęta, zwłaszcza te, które migrują, byłyby zdezorientowane i mogły umrzeć w ogromnych ilościach, bez wyraźnego wyjaśnienia dla ludzi. Jednak nie dotyczy to tylko zwierząt, ale nagła zmiana pola magnetycznego może spowodować jego osłabienie. Również to osłabienie spowodowałoby napromieniowanie nadmiarem energii, które mogłoby spowodować czerniaki, rodzaj raka skóry.


Co mówią naukowcy?


Aby uspokoić ludność i uniknąć apokaliptycznych przepowiedni, naukowcy twierdzą, że tego typu zmiany magnetyczne nie będą miały niszczących konsekwencji. Ale:
Musimy nadal badać i zrozumieć, że obecnie nie można potwierdzić żadnej z tych teorii, ale możemy poczynić pewne przypuszczenia, aby być czujnym w obliczu możliwych zmian, które przyniesie Północny Biegun Magnetyczny i których nie możemy powstrzymać ...

Mapka ukazująca przemieszczanie się Północnego Bieguna Magnetycznego (PBM) w okresie od 789.400 do 785.900 lat temu. Transfer z półkuli południowej na północną trwał 100 lat – w tym czasie PBM przesunął się z Antarktydy, poprzez Afrykę i Europę na Pn. Atlantyk pomiędzy Islandią a Szpicbergiem    


Moje 3 grosze


A jednak jak uważam, że nie ma się czego bać. W ciągu ostatnich 4 mln lat Ziemia 22 razy zmieniała polaryzację swego pola magnetycznego i jak widać, nic szczególnego się nie stało. Bardziej szkodliwe były zlodowacenia, wybuchy i superwybuchy wulkanów czy bombardowanie meteorytami. Jak dotąd, to panikę sieją przede wszystkim wszelkiego rodzaju szmatławce w celu podniesienia nakładów. Co do reszty, to znając orientacyjny termin zmiany polaryzacji Ziemi można uwzględnić ją w pracy różnych urządzeń technicznych.

Co do ptaków i innych zwierząt kierujących się zmysłem magnetycznym, to sądzę, że one dadzą sobie z tym radę, jak i w pozostałych przypadkach przebiegunowania naszej planety. I tylko Ufiaści mogą się tym zainteresować, więc trzeba będzie obserwować niebo, bo a nuż Ich zobaczymy?

Jedno jest pewne, że zobaczymy wspaniałe zorze polarne i przez jakiś czas będziemy musieli zrezygnować z plaży, ze względu na zwiększoną ilość słonecznego ultrafioletu w powietrzu. Będzie ciekawie, ale nie tak strasznie jak malują to różni sensacjoniści z kolorowych tabloidów… Życie na Ziemi przetrwa.  


Przekład z hiszpańskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

niedziela, 24 marca 2019

Lepiej tutaj nie mieszkać


Mapka najbardziej skażonych miejsc świata

Konstantin Kariełow


W zakresie przetwarzania śmieci i odpadów przoduje Szwecja. Tam wtórnie przerabia się 50,6% nieczystości, 48,6% używa się do spalania w celu wytwarzania energii, a na wysypiska trafia jedynie 0,8%.

Wiele problemów usiłujemy związać ze zmianą klimatu. A czy klimat ma jakieś odniesienia do kup śmieci składających się z polietylenowych pakietów i wykorzystanych pampersów? Albo całodobowej pracy zakładów chemicznych z wydalanymi wszelkimi paskudztwami z kominów do atmosfery i z rur do hydrosfery?


Jak to się robi


Pamiętając o tym, uczeni z różnych krajów, od czasu do czasu próbują zbadać lub zmienić klimat i biorą się za zestawianie list najbardziej zanieczyszczonych miejsc świata – po to, by nastraszyć ich mieszkańców albo choć ktoś zajął się ich ekologicznym otoczeniem. Rosjanie mogą się pocieszyć tym, że chociaż rosyjskie miasta są brudne i jest ich dużo, to nie są to najbrudniejsze miejsca na planecie.

Do tej listy najbrudniejszych miejsc weszło kilkadziesiąt miast, ale ja tu opowiem teraz tylko o tych, które zajmują najwyższe miejsca w rankingu.

Ale jakimi kryteriami kierują się uczeni tworząc tą okropną listę? Wiadomym jest, że głównym źródłem skażeń są sole metali ciężkich i one same. Dostając się do organizmu człowieka, one zostają tam na zawsze, co powoduje zachorowania onkologiczne, prowadzące do wczesnej śmierci. No i, ma się rozumieć, wliczone są w to efekty wielkich katastrof radiacyjnych i chemicznych, a także próby nad „brudnymi” BMR - broniami masowego rażenia… 


Czarnobyl już nie jest pierwszy


Przez długi czas ta niecna lista miała na czele Czarnobyl (INES 7), który został uznany za najbardziej zanieczyszczone i niebezpieczne miejsce na naszej planecie. Prawdą jest, że nikt tam prawie nie mieszka poza kilkoma wieśniakami, którzy nie chcieli opuścić swych gospodarstw. Tym niemniej do dziś dnia w zamieszkałych osadach i wioskach widać następstwa katastrofy. Sarkofag wzniesiony nad rozwalonym przez wybuch reaktorem nr 4, jak się okazało, jest tylko czasowym rozwiązaniem problemu. Niektórzy eksperci uważają, że nie wszystkie radioaktywne elementy „pracowały” w dniu 26.IV.1986 roku. Ponad 100 ton uranu (U) i innych radioaktywnych materiałów, jak np. plutonu (Pu), pozostało pod sarkofagiem w całości i nienaruszone tak, że są podobne niewybuchu bomby i czekają na swój czas. A potem istnieje możliwość powstania ponownej katastrofy. Uczeni obawiają się, że deszcze obmywające sarkofag mogą skazić wody gruntowe.

No, ale dzisiaj Czarnobyl spadł na trzecie miejsce. Pierwsze zajęło osiedle Karaczaj (Obwód Czelabiński, INES 6) rozmieszczone obok zakładów przetwórstwa metali nieżelaznych Majak, które produkują komponenty broni jądrowej, radioizotopy i zajmują się także przetwarzaniem zużytego paliwa jądrowego.


Drugie miejsce zajmuje Fukushima (INES 7), w rezultacie katastrofy w dniu 11.III.2011 roku. Jak na razie, to na obszarze tej elektrowni jądrowej znajduje się 280.000 ton wody zmieszanej z chemicznymi zanieczyszczeniami. I jeszcze na dodatek jeszcze 100.000 ton trującej cieczy znajdujących się w ruinach czterech rozwalonych wybuchami reaktorów. I co z tym wszystkim zrobić? Jak na razie tego nikt nie wie.[1] 


Rosyjska czarna lista


W Rosji najbardziej niebezpiecznymi dla mieszkańców miejscami są: Norylsk, wioska Rudnaja Pristań (Przymorski Kraj), Dalniegorsk, Dzierżyńsk, Wołgograd, Magnitogorsk, Komi, Nowokuźnieck i cały półwysep Kola.[2] 

Prawdą jest, że Norylsk i Rudnaja Pristań wpadły do pierwszej dziesiątki na sam dół (dokładnie na 8. i 9. miejsce). Ale jeżeli Norylsk jest znany każdemu Rosjaninowi jako potężne centrum wydobycia węgla i metali[3], to o Rudnej Pristani mało kto słyszał, a przecież tam mają miejsce prace nad ołowiem – jednym z najbardziej trujących metali ciężkich.

To tam właśnie w zimie pada czarny śnieg, nasycony siarką i metalami. W Rosji ludzie niezbyt długo żyją, ale w Norylsku przeciętnie ludzie żyją 10 lat krócej, niż przeciętnie w naszym kraju.

Dzierżyńsk zajmuje 2. miejsce. Jest to „miasto – chemik”, gdzie w charakterze zanieczyszczenia figurują odpady poprodukcyjne takich „produktów pierwszej potrzeby” jak sarin – C4H10FO2P, luizyt – C2H2AsCl3, gaz musztardowy[4] - C4H8Cl2S, kwas cyjanowodorowy – HCN, i in. Te nazwy dokładnie wskazują na to, że produkowano tam broń – chemiczną czyli broń C z podstawowej triady ABC BMR, od którego najwięcej ucierpieli ci, którzy je produkowali.[5]  Dzierżyńsk trafił także do „Księgi rekordów Guinnessa” jako miasto, w którym poziom skażenia chemicznego jest najwyższy na Ziemi. W 2003 roku śmiertelność w nim przewyższyła ilość urodzin o 260%!


Dominikana, Zambia i Peru


Następnym niebezpiecznym dla życia miejscem jest miasto Haina (Republika Dominikana), gdzie źródłem skażenia powietrza związkami ołowiu (Pb). Przez długi czas pracowała tam fabryka produkująca samochodowe akumulatory, w rezultacie czego stężenie ołowiu w krwi mieszkańców Hainy i w glebie przekracza normy kilka tysięcy razy! A oto lista chorób grożących miejscowym: wrodzone wady postawy, choroby oczu, ołowica, choroby psychiczne, przedwczesna śmierć w rezultacie zatrucia ołowiem.


Dalej następuje miasto Kabwe w Zambii, gdzie począwszy od 1902 roku przez 90 lat, bez jakichkolwiek zabezpieczeń ekologicznego bezpieczeństwa, wydobywano ołów. Teraz poziom skażenie miejscowej gleby i wody ołowiem przekracza dopuszczalne normy czterokrotnie. Przede wszystkim narażone są bawiące się tam na ziemi małe dzieci. Prawdą jest, że aktualnie na terenie miasta i w okolicy są prowadzone prace dekontaminacyjne.  

Miasto La Oroya w Peru jest znane z tego, że nie prowadzi się tam żadnych prac dekontaminacyjnych. A przecież w tym położonym w Andach osiedlu górniczym 99% dzieci chorują z powodu wysokiego stężenia ołowiu we krwi. Roślinność wokół miasta została już dawno zniszczona przez kwaśne deszcze. Nie ma żadnych dokumentów na temat stężenia trujących substancji w glebie i wodzie – takich badań tam nikt nie wykonywał. Niedawno z tego powodu organizacje chroniące środowisko wytoczyły proces rządowi Peru oskarżywszy go o łamanie praw człowieka.


Chiny, Kirgizja i Indie


Miasto Linfyn to centrum wydobycia węgla w Ch.R.L. Bronchit, pylica i rak płuc na stałe zadomowiły się w tym wypełnionym cząstkami siarki i ołowiu, zaciągniętym mgłą węglowego pyłu mieście. Ilość zagrożonych ludzi w tym mieście przekracza 200.000 osób. Ale władze Chin nie martwią się tą sytuacją – kraj potrzebuje węgla!

A oto w kirgiskim mieście Maili-Saj wydobywają nie węgiel, ale coś jeszcze gorszego. Tam, w dolinie rzeki Maili-Suu na wysokości 2000 m n.p.m. jeszcze w 1948 roku pojawiły się kopalnie uranu.

Wg danych ekspertów, w 23 mogilnikach na brzegach Maili-Suu znajduje się co najmniej 7000 ton radioaktywnych, półpłynnych substancji. Ponadto znajduje się tam 13 hałd kopalnianych o łącznej ilości 2,7 mln m³ z zawartością radioaktywnego uranu w ilości 200 g/t. Radioaktywne tło na powierzchni tych hałd wynosi do 100-200 μR/h przy dopuszczalnej normie 17 μR/h!

A najstraszniejsze jest to, że zdarzają się tutaj błotne lawiny (lahary) i osuwiska, które wcześniej czy później przeniosą całe to „bogactwo” do sąsiednich rzek – a wtedy katastrofa jest nieunikniona!

Dostało się także Indiom, a dokładniej czwartemu pod względem wielkości miastu o nazwie Ranipet (stan Tamil Nadu).


W Ranipecie nie wydobywają uranu czy nie kopią węgla. Tutaj garbują skóry. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że coś takiego nie może szkodzić środowisku, ale tak może sądzić tylko człowiek nie mający pojęcia o procesie obróbki i garbowania skór. Rzecz w tym, że zakłady skórzarskie, a jest ich tam niemało, używają w procesie garbowania takie środki chemiczne jak chromian potasu – K2CrO4, sole chromu i siarczan chromu – Cr2(SO4)3. W rezultacie 1,5 mln ton twardych odpadów każdego roku zatruwa miejscowe wody gruntowe.[6] 


Gwoli sprawiedliwości należy zauważyć, że rząd Indii jest zainteresowaniu w oczyszczeniu i okolicy z szkodliwych związków chemicznych i nawet w 1996 roku zamknięto jeden z zakładów. Ale tak czy owak, w tym kraju pozostaje Vapi (stan Gujarat) – miasto umieszczone w silnie zindustrializowanym rejonie. Poziom rtęci (Hg) w rzece przepływającej przez Vapi przekracza o ponad 100 razy najliberalniejsze światowe normy!


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 46/2018, ss. 30-31
Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz  




[1] Na domiar złego, ani władze Japonii ani koncern TEPCO nie podają dokładnych wartości skażeń powstałych po katastrofie w Daiichi-Fukushima 1 EJ i jak na razie podawane są szacunkowe dane.
[2] Półwysep Kola podobnie jak Nowa Ziemia jest skażony radioaktywnymi odpadami i pozostałościami po radzieckiej flocie podwodnej. Skażenia te można tylko porównywać ze skażeniami w amerykańskim mieście Hanford (WA), gdzie znajdują się zakłady rafinacji i wzbogacania uranu i wytwórnie plutonu.
[3] A także diamentów.
[4] Iperyt.
[5] Należałoby tutaj wspomnieć o znajdującej się na Wyspie Wniebowstąpienia na Jeziorze Aralskim laboratorium i fabryce broni B – biologicznej. Fabryka ta jest porzucona, ale jej złowrogie produkty mogą uaktywnić się w każdym czasie i warunkach…
[6] To i tak nieźle, jako że w Polsce, w latach 90 wrzucano całe beczki odpadów garbarskich do rzek Podhala, m.in. Skawy i nazwano ten proceder „utylizacją”, wskutek czego dochodziło do zatruć rzek i wszystkich związanych z tym problemów. 

sobota, 23 marca 2019

Meteoryt Wilkanówko




Stanisław Bednarz


Na ziemie obecnej Polski spadło w czasach historycznych i przedhistorycznych około 22 znacznych meteorytów - obrazuje to mapka.

 22 marca 1841 roku o godzinie 15.30 na pola w okolicy dzisiejszego Wilkanowa spadł meteoryt Wilkanówko (Grüneberg). Meteoryt ten spadł koło Heinrichau w dobrach Seifersholz pow. Grüneberg, czyli w okolicy Wilkanówka, pow. Zielona Góra, w b. ks. Legnickim.

Spadły dwa odłamy, łącznie około 1 kg. Wspomnianego dnia i godziny mieszkańcy Wilkanówka, którzy pracowali na polach usłyszeli trzy silne grzmoty podobne do wystrzałów armatnich. Niebo było zupełnie pogodne, z wyjątkiem jednego małego obłoczka. Bezpośrednio potem dał się słyszeć w powietrzu głośny gwizd, który zdawał się iść z zachodu i im bardziej się „zbliżał”, tym stawał się silniejszy i wreszcie przypominał jak gdyby dźwięki organów, co miało trwać około 5 min. Dźwięki te im bardziej „zbliżały się do ziemi” tym bardziej stawały się podobne do gwizdu i wreszcie usłyszano jakby jakieś ciężkie ciało spadło na ziemię.








Robotnicy idący w kierunku źródła dźwięków zbliżyli się do miejsca spadku i w odległości około 100-150 kroków znaleźli na głębokości pół stopy w ziemi „kamień”. Otwór wskazywał pionowy kierunek spadku. Robotnicy bali się dotknąć kamienia, myśląc że jest gorący, jednak okazał się zupełnie zimny. Eksplozję słychać było m.in. w Żaganiu, Sulechowie, Nowej Soli i wielu wioskach okręgu Zielonej Góry.

Według literatury waga odłamków była następująca: 1 – 30 uncji, 2 drachmy, 2 skrupuły i 2 – 6 uncji, 11 drachmy. Nieco później udało się aptekarzowi z Zielonej Góry uzyskać jeszcze jeden odłamek wagi 169,05 g, który po poszukiwaniach znalazł pewien robotnik na ugorze. Największy fragment znajduje się w Muzeum w Berlinie. Znalezione odłamki zdawały się fragmentami prawdopodobnie jakiejś większej masy, która rozpadła się w powietrzu i mogła pierwotnie ważyć 2 funty 9 łutów. Meteoryt nasz został sklasyfikowany jako szary żyłkowaty chondryt. Upadek meteorytu był bezpośrednim przyczynkiem zbudowania Wieży Braniborskiej w Zielonej Górze – zabytkowa wieża widokowa, a obecnie budynek Instytutu Astronomii. Dyrektor Obserwatorium Berlińskiego, profesor Wilhelm Foerster był synem zacnego obywatela Zielonej Góry, Fryderyka Foerstera. Syn namówił ojca, ojciec zlecił budowę. 22 marca 2002 roku w Wilkanowie postawiono głaz narzutowy z tablicą upamiętniającą upadek meteorytu. Na pewno zainteresuje to badacza meteorytów Roberta Leśniakiewicza.

(Badaczem meteorytów nie jestem, ale interesują mnie różne upadki kamieni z nieba – R. Leśniakiewicz.)