Powered By Blogger

czwartek, 14 stycznia 2021

Styczniowe katastrofy nuklearne

 

Flota samolotów bombowych B-52 do przenoszenia bomb i rakiet A i H...

Stanisław Bednarz

 

Styczeń to miesiąc specyficznych rocznic, gdy świat o mało nie stawał  w obliczu nie kontrolowanego wybuchu bomby wodorowej. 

60  lat temu, 24 stycznia 1961 r., w rejonie miejscowości Goldsboro w Północnej Karolinie, rozbił się B-52, przenoszący dwie bomby termojądrowe.

57 lat temu, 13 stycznia 1964 r. w Cumberland w stanie Maryland w Stanach Zjednoczonych rozbił się kolejny B-52, z dwoma  bombami  termojądrowymi.

17 stycznia 1966 r., do podobnej katastrofy doszło w rejonie Palomares w Hiszpanii, gdy B-52 z czterema bombami termojądrowymi (i prawdopodobnie z 2 pociskami rakietowymi z głowicami jądrowymi) rozbił się podczas tankowania.

21 stycznia 1968 r. B-52, z czterema tego typu bombami, rozbił się u wybrzeży Grenlandii.

We wszystkich opisanych przypadkach szczęśliwie nie doszło do katastrofy nuklearnej, jednak w trzecim i czwartym miało miejsce skażenie. Wszystkie te katastrofy miały związek z operacją amerykańskich sił powietrznych polegających na utrzymywaniu alarmowej gotowości bombowców strategicznych, patrolujących w powietrzu z bronią jądrową. W jej ramach, samoloty B-52 wykonywały długotrwałe loty – nad obszarem Alaski, Kanady,  Arktyki, Grenlandii. 

Intensywna eksploatacja samolotów, musiała doprowadzić do wypadków, Katastrofa pod Goldsboro. Nocą z 23 na 24 stycznia 1961 r., po starcie z macierzystej bazy w Goldsboro w Karolinie Północnej, samolot B-52G z ośmioosobową załogą, rozpoczął tankowanie w powietrzu. W trakcie tej operacji dostrzeżono wyciek paliwa ze zbiornika skrzydłowego. W tej sytuacji pilot przerwał tankowanie i skierował się na specjalną trasę okrężną, Jednak wyciek coraz bardziej się powiększał. Na podejściu do bazy piloci stracili panowanie nad samolotem, który przechylił się na skrzydło. W tej sytuacji, na wysokości ok. 2700 m dowódca wydał rozkaz zrzutu nieuzbrojonych bomb, a następnie katapultownia załogi. Ta ostatnia czynność udała się tylko sześciu członkom załogi, z których jeden zginął w wyniku. Bombowiec rozbił się na plantacji tytoniu ok. 19 km na północny zachód od Goldsboro. Jednej z bomb otworzył się po zrzuceniu spadochron hamujący (lotnicze bomby jądrowe zwykle zrzucano na spadochronach, aby samolot miał czas odlecieć poza pole rażenia wybuchu). Opadła ona bezpiecznie i zawisła na drzewie. W drugiej z bomb spadochron się nie otworzył, w wyniku czego zaryła się z prędkością ok. 310 km/h w błotnistym gruncie na głębokość ok. 55 m, sama bomba rozpadła się. Według oficjalnej wersji bomby opadły na ziemię bezpiecznie. Jednak w 2013 r. Departament Obrony USA odtajnił dokumenty, z których wynikało, że w przypadku bomby, która opadła na spadochronie, z 6 systemów zabezpieczających 5 zawiodło, a przed uruchomieniem sekwencji detonacji ochronił ładunek tylko zwykły bezpiecznik elektryczny. Również bomba, która zaryła się w glebie, opuściła samolot częściowo uzbrojona. Ze względu na podmokły grunt z ziemi wydobyto jedynie jej część, resztę (w tym ładunek uranu i człon termojądrowy) zasypano, a wojsko wykupiło teren w promieniu 120 m.




Katastrofa pod Cumberland. 13 stycznia 1964 r. B-52 powracał do Albany w Georgii po odbyciu długiego patrolu aż nad Europą. Na pokładzie znajdowały się dwie bomby, typu Mk-39. W rejonie Cumberland w stanie Pennsylvania samolot wpadł w silne turbulencje, w wyniku których samolot utracił statecznik pionowy. W tej sytuacji dowódca wydał rozkaz opuszczenia samolotu. Udało się to tylko 4 członkom załogi. Samolot wraz z operatorem radaru i bombami rozbił się w rejonie góry Savage. Spośród czterech członków załogi, którzy się katapultowali, strzelec i nawigator zmarli z wyniku wyziębienia, natomiast pilot i drugi pilot dotarli do siedzib ludzkich. Wrak samolotu gdy go odnaleziono  był przykryty 40-centymetrową warstwą śniegu. Obie bomby przetrwały.





Bomba wodorowa z Palomares

Najbardziej znany wypadek – katastrofa pod Palomares, dnia 17 stycznia 1966 nad wybrzeżem Hiszpanii. Samolot B-52 z czterema bombami termojądrowymi wykonywał lot po trasie która wiodła nad Morzem Śródziemnym Samolot rozpoczął tankowanie paliwa. Doszło do  zderzenia z latającym tankowcem KC-135. Bombowiec doznał uszkodzeń i rozbił się. Jedynie 4 członków załogi zdołało się katapultować. Spośród czterech bomb, trzy upadły na ląd, a jedna wpadła do morza. Bomby rozbiły się w rejonie wsi Palomares w Almeríi. W dwóch z nich eksplodował konwencjonalny materiał wybuchowy powodując rozrzucenie plutonu w promieniu ok. 500 m i skażenie Armia amerykańska objęła kontrolą teren.Wywieziono kilkaset ton skażonej ziemi. Problemem okazało się znalezienie czwartej, bomby. Na jej poszukiwanie ściągnięto okręty 6. Floty USA. Kluczowe okazały się zeznania hiszpańskiego rybaka Francisco Orts-Simo, który widział upadek bomby. Bombę ostatecznie odnaleziono po 81 dniach poszukiwań, była nieuszkodzona. Jednak podczas próby podniesienia z dna przez batyskaf została ona upuszczona. Ostatecznie podniesiono ją dopiero 7 kwietnia przy pomocy zdalnie sterowanego pojazdu DSV CURV. O wypadku poinformowały obszernie francuskie media. Stało się to przyczyną skandalu międzynarodowego.





Katastrofa na Grenlandii i trasy lotów patroli z bombami A i H

Katastrofa na Grenlandii. 21 stycznia 1968 r. samolot bombowy B-52 przenosił cztery bomby termojądrowe typu o mocy wybuchu 1,1 Mt każda. Po starcie trzeci pilot umieścił przeszkadzającą mu piankową poduszkę w pobliżu kanału grzewczego. Podczas krążenia nad Zatoką Baffina doszło do awarii systemu grzewczego. W efekcie w samolocie zrobiło się niezwykle gorąco i doszło do zapalenia poduszki. W kabinie wybuchł szybko pożar, wnętrze wypełniło się trującym dymem. Przestała działać instalacja elektryczna i sterowanie. Kapitan wydał rozkaz katapultowania. Samolot runął na lód ok. 12 km od bazy Thule – dziś Quaanaag. W bombach eksplodował konwencjonalny ładunek, rozrzucając pluton i powodując skażenie. Jednocześnie temperatura wywołana przez pożar paliwa spowodowała stopienie lodu i zatonięcie wraku. Natychmiast rozpoczęto akcję ratowniczą i poszukiwanie wraku, uratowano trzech członków załogi, a po 23 h odnaleziono drugiego nawigatora. Jeden poniósł śmierć, okazało się, że miejsce zostało pokryte kożuchem rozlanego paliwa lotniczego skażonego z bomb, wysokie było stężenie plutonu. Warunki pracy były b. ciężkie, temperatura wynosiła -40°C. Usunięto ok. 92% skażonych elementów. Jednak, pomimo poszukiwań, nie odnaleziono pozostałości jednej z czterech bomby termojądrowej, która najprawdopodobniej zatonęła wraz z samolotem. Odtąd wstrzymano stałe dyżury samolotów z podwieszoną bronią jądrową. Cała sytuacja spowodowała także prawdziwe trzęsienie ziemi w Danii, do której należała w tym czasie Grenlandia, i innych krajach skandynawskich.

 

Moje 3 grosze

 

Rzecz jest bardzo ciekawa. Oczywiście nie są to jedyne wypadki z bronią jądrową i instalacjami nuklearnymi. Tak się składa, że mamy przygotowaną do wydania książkę pt. „Piekielne katastrofy nuklearne”, która ukaże się wkrótce, a którą polecamy! A oto projekt okładki:



środa, 13 stycznia 2021

Pakistański black-out

 

Zaciemnione ulice Rawalpindi

W dniu wczorajszym media doniosły o totalnym zaciemnieniu, czyli elektrycznym black-out’cie, które miało miejsce na całym terytorium Pakistanu. W historii ufologii znane są takie zaciemnienia, które miały miejsca w USA i Europie o czym, pisał Mistrz Lucjan Znicz-Sawicki w swej ufologicznej biblii „Goście z Kosmosu – UFO”, a także na terytorium ZSRR i kilku innych krajów, o czym pisano już o tym na moim blogu.[1] W niemal każdym przypadku w rejonie zaciemnienia obserwowano aktywność Nieznanych Obiektów Latających – UFO. Tym razem elektryczna epidemia dotknęła Pakistanu, o czym zasygnalizowało Radio Plus w dniu 10 stycznia. Pisze o niej Sophia Saifi (CNN) z Rawalpindi:

 

Awaria prądu spowiła Pakistan w ciemnościach

 

Ludzie stali się sylwetkami w światłach samochodowych na ciemnych ulicach w czasie ogólnokrajowego braku prądu, który dotknął Rawalpindi w niedzielę, 10.I.2021 r. Pakistan pogrążył się w ciemnościach późnym wieczorem w sobotę, pozostawiając miliony ludzi w ciemnościach, o czym doniosły miejscowe media.

Jak podaje CNN, awaria pakistańskiej sieci energetycznej pogrążyło 212-milionowy naród w ciemnościach sobotniej nocy 9/10.I.2021 r. – powiedzieli urzędnicy.

- Ogólnokrajowe zaciemnienie zostało spowodowane przez nagły spadek częstotliwości w systemie transmisji energii – oświadczył na Twitterze pakistański minister energetyki Omar Ayub Khan. Poprosił on swych krajanów o spokój. To jest największy spadek w dostawach energii elektrycznej w tym kraju od 2015 roku.

W oświadczeniu ministra energetyki mówi się, że zgodnie z początkowym raportem, do awarii doszło w elektrowni cieplnej Guddu w pakistańskiej południowej prowincji Sindh, co spowodowało wyłączenie wszystkich elektrowni w kraju. W Karaczi świadkowie opowiadali o długich kolejkach na stacjach benzynowych, w których ludzie kupowali paliwo do swych domowych generatorów prądu, które uruchomiono w nocy.

- W mieście były długie kolejki do pomp benzynowych, gdzie ludzie kupowali paliwo do swych domowych generatorów prądotwórczych. Ludzie czekali po kilka godzin z pustymi kanistrami w rękach – powiedział Akbar Saifi – mieszkaniec Karaczi. 

Obecnie podejmowane są wysiłki w celu przywrócenia zasilania w różnych częściach kraju. Według informacji udostępnionych przez K-Electric, spółkę dostarczającą energię do miasta, duże połacie Karaczi, największego miasta w Pakistanie, nadal nie mają zasilania.

W niedzielę o godzinie 06:44 PKT, minister ds. energii Omar Ayub Khan napisał na Twitterze, że w głównych częściach stolicy Islamabadu przywrócono dostawę energii.

Abdullah Khan, rzecznik PIA, głównej linii lotniczej Pakistanu, powiedział, że wszystkie operacje lotnicze działają pomimo przerwy w dostawie prądu.

- Wszystkie główne lotniska w kraju mają zapasowe generatorypowiedział on.

Awarie zasilania nie są rzadkością w Pakistanie, a większość głównych szpitali, lotnisk i innych instytucji ma własne generatory. Tych, których stać na trzymanie w domu generatorów na benzynę na wypadek przerw w dostawie prądu.

 

I jeszcze informacja z „The Guardian”:

 

Ogólnonarodowe zaciemnienie pogrążyło Pakistan w ciemnościach

 

- Drugi incydent tego rodzaju w ciągu trzech lat został spowodowany przez awarię techniczną – powiedział premier. Agencja AFP donosi z Islamabadu:

 

W głównych miastach Pakistanu stopniowo przywracany jest prąd po tym, jak doszło do masowej przerwy w dostawie energii. System dystrybucji energii elektrycznej w kraju liczącym ponad 210 milionów ludzi to złożona i delikatna sieć, a problem w jednym odcinku sieci może prowadzić do kaskadowych awarii w całym kraju.

Ostatnia awaria została spowodowana „awarią techniczną” w południowym Pakistanie o godzinie 23:41 PKT (18:41 GMT) w sobotę, która spowodowała wyłączenie systemu i zamknięcie elektrowni, powiedział minister energii Omar Ayub Khan na konferencji prasowej w Islamabadzie.

- Nasi eksperci starają się określić dokładną lokalizację awarii, której nie byliśmy w stanie ustalić.

 

Zaciemnienie w Rawalpindi

Khan powiedział, że zajmie to jeszcze kilka godzin, ponieważ obszar jest nadal pokryty gęstą mgłą i że zasilanie zostało częściowo przywrócone w większości obszarów Pendżabu, najbardziej zaludnionej prowincji, a także gospodarczego centrum Karaczi na południu.

Awaria pogrążyła w ciemności wszystkie główne miasta Pakistanu, w tym stolicę Islamabad, Karaczi i drugie co do wielkości miasto, Lahore.

Nie było żadnych natychmiastowych raportów o zakłóceniach w szpitalach, które często mogą polegać na generatorach zapasowych.

Rzecznik ministerstwa wody i energii powiedział, że w niektórych częściach kraju przywrócono prąd, ale wiele obszarów w Lahore i Karaczi wciąż czeka.

Firma NetBlocks, która monitoruje przerwy w dostępie do Internetu, twierdzi, że łączność on-line w kraju załamała się w wyniku awarii. Łączność była na „62% zwykłego poziomu”, napisała na Twitterze.

To była druga poważna awaria władzy w Pakistanie w ciągu mniej niż trzech lat. W maju 2018 roku zasilanie zostało częściowo przerwane na ponad dziewięć godzin.

W 2015 roku pozorny atak rebeliantów na kluczową linię energetyczną pogrążył około 80% Pakistanu w ciemności.

Ta awaria, jedna z najgorszych w historii Pakistanu, spowodowała odcięcie prądu w głównych miastach w całym kraju, w tym w Islamabadzie, i dotknęła jedno z międzynarodowych lotnisk w tym kraju.

 

I „Sputnik”:

 

W Pakistanie wznowiono dostawy prądu

 

Prawie na całym terytorium Pakistanu przywrócono dostawy prądu. Do awarii na ogromną skalę doszło w nocy w soboty na niedzielę – poinformowało Radio Pakistan.

Władze oświadczyły, że przerwa w dostawach prądu była spowodowana awarią techniczną, gdy moc w krajowym systemie dystrybucji energii nagle spadła z 50 do zera.

Państwowe przedsiębiorstwo energetyczne powołało komisję do zbadania przyczyn awarii.

 

***

 

Tak więc scenariusz podobny do już znanych przypadków elektrycznego black-out’u. Niestety nie mamy żadnych informacji odnośnie obserwacji UFO na tym terenie. A szkoda. Nie zapominajmy, że Pakistan jest jednym z państw klubu atomowego i posiada własną broń jądrową – a jak dowodzą badania Amerykanów – właśnie w okolicach instalacji nuklearnych cywilnych i wojskowych – UFO widuje się nader często. Dlatego też wcale bym się nie zdziwił, gdyby z terytorium tego kraju pojawiły się relacje o obserwacjach i Bliskich Spotkaniach z NOL-ami i nie byłyby to tylko indyjskie czy amerykańskie samoloty i drony zwiadowcze… Niestety, właśnie z tego względu na wszelkie informacje o dziwnych wydarzeniach z terytorium Pakistanu była, jest i będzie nałożona „czapa i knebel” tajemnicy wojskowej.

I nie ma co liczyć na jakieś zmiany w tej polityce informacyjnej…  

 

Źródła:

·        CNN

·        AFP

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

wtorek, 12 stycznia 2021

Tragedia MS „Nysa”


 

Stanisław Bednarz

 

Mija 56 lat od największej katastrofy morskiej po wojnie . 10 stycznia 1965  zatonął na Morzu Północnym  MS Nysa. Zginęli wszyscy z 18 członków załogi.  W  Stoczni Gdańskiej, w 1951 roku zwodowano pierwszy ze statków typu B 51, który po otrzymał nazwę Nysa. Matką chrzestną była przodownica pracy Anna Walentynowicz znana z innych okoliczności. Była to niewielka, bo raptem 60-metrowa jednostka o wyporności 486 ton, prędkość 10 węzłów.

30 grudnia 1964 r. Nysa wyszła z Gdyni z ponad 23 tys. worków cebuli. do portów brytyjskich. Kiedy Nysa była już na morzu, PŻM zdobył kontrakt na trasę powrotną - ze szkockiego portu Leith miała zabrać do Oslo pocięte szyny kolejowe. Jak wynika z akt, powołani przez Izbę Morską biegli orzekli, że szyny nie zostały odpowiednio zasztauowane, czyli ułożone i zabezpieczone drewnianymi wypełnieniami tak, by w czasie kołysania na morzu się nie przesunęły.

Wykonanie sztauerki szyn ciętych wykonane zostało bez użycia drewna sztauerskiego. W niedzielę 10 stycznia nadszedł sztorm o sile 10 stopni w skali Beauforta. Na pokład statku wdzierały się przeszło 12-metrowe fale. Nie wiemy co wtedy działo się na pokładzie polskiej jednostki, bo nie ustaliła tego do końca nawet Izba Morska. Wiemy natomiast, że niedaleko Nysy sztormował norweski statek Berby. To właśnie jego załoga po godzinie 22. odebrała sygnał SOS nadany z polskiej jednostki.

W zeznaniach norweskiego kapitana Knuta Kristoffersena możemy wyczytać, iż obserwując obcy statek, zobaczył, jak w pewnym momencie polski statek ustawia się bokiem do nadchodzących fal. Kapitan nadał przez radio sygnał ratunkowy i ruszył na pomoc. Niestety po przybyciu na miejsce nie znaleziono już niczego - ani statku, ani załogi… Z 18 członków załogi 11 nigdy nie odnaleziono.







15 stycznia morze wyrzuciło na norweski brzeg ciało jednego z członków załogi
Nysy, a w ciągu następnych dwóch dni sześć kolejnych. 21 stycznia na pokładzie norweskiego statku Olter przypłynęło do Szczecina siedem białych trumien przystrojonych biało-czerwonymi goździkami, w asyście norweskiej załogi w strojach wyjściowych oraz pastora. Kiedy Norwegowie zobaczyli, że PŻM wysłał na nabrzeże ciężarówki usmarowane wapnem, nie chcieli wydać trumien. Wybuchł skandal.

Przy dużym sztormie załoga nie miała szans na szybkie opuszczenie szalup. Szansą mogły być pneumatyczne tratwy ratunkowe, ale przed rejsem zostały zdjęte, bo nie miały już atestu, nowych nie założono. Wyjaśniło się też, dlaczego z Nysy nadano sygnał SOS tylko reflektorem, a nie o wiele bardziej widocznymi flarami. Po prostu metalowa skrzynka z materiałami pirotechnicznymi została zamknięta na kłódkę z powodu kradzieży, więc zapewne nikt nawet nie próbował szukać kluczyka do nieszczęsnej kłódki.

W 2006 roku jedna z rodzin ujawniła list, który miał zostać napisany przez członka załogi "Nysy". Jego treść była niezwykle dramatyczna:

Statek nasz załadowany jest szynami, mocno przeładowany, ogromny sztorm. Wiem, że nie ma dla nas ratunku, fale zalewają statek, silniki przestały pracować, a wraz z nimi pompy. Próbowaliśmy opuścić szalupę. Woda zalewała ją jednak. Statek pogrąża się coraz bardziej w głębinę. Dalej nie mogę pisać.

Dziś możemy  stwierdzić, że ów list jest falsyfikatem. Jak czytamy w relacji kapitana Kristoffersona tragedia Nysy była kwestią zaledwie kilku chwil. Trudno przypuszczać, że jeden z marynarzy w tym czasie zamiast ratować siebie pisał list, który następnie zamknął w butelce i wyrzucił za burtę…

Izba Morska ostatecznie nie zdołała ustalić przyczyn zatonięcia Nysy. Pozostały jedynie przypuszczenia i pewnego rodzaju spekulacje. Na jesieni 2018 roku w kościele morskim św. Jana Ewangelisty w Szczecinie odsłonięto tablicę upamiętniającą tamto tragiczne w skutkach wydarzenie.

niedziela, 10 stycznia 2021

Nad Antarktydą znikła gigantyczna dziura ozonowa

 


Dziura ozonowa, jedna z największych od 40 lat, znikła nad Antarktydą w ostatnich dniach grudnia. W ubiegłym roku dziura ozonowa rozszerzyła się z powodu bardzo niskich temperatur w stratosferze i z tego samego powodu wystąpiła również nad Arktyką.

W ubiegłym roku dziura ozonowa zaczęła się znacząco otwierać w połowie sierpnia, a na początku października osiągnęła maksymalny rozmiar 25 milionów kilometrów kwadratowych. Według Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO) dziura była jedną z największych, najgłębszych i najdłużej trwających w ciągu ostatnich 40 lat.


Tymczasem w roku 2019 miała ona relatywnie małą powierzchnię.

- Te dwa lata pokazują nam, jak dziura ozonowa może zmieniać się z roku na rok, i pomagają nam zrozumieć czynniki wpływające na rozmiar, czas trwania i szkodliwość dziury ozonowej - powiedziała Oxana Tarasova z WMO.

Według niej nadal konieczne jest przestrzeganie Protokołu Montrealskiego z 1987 r., Który pomógł zmniejszyć emisje freonu - CFC. Ten rodzaj gazu przyczynia się do niszczenia ozonu.

Rozwój dziury ozonowej nad Antarktydą ma charakter sezonowy. Luka w ozonosferze otwiera się najbardziej podczas australijskiej wiosny (od sierpnia do października) i zamyka się podczas australijskiego lata - pod koniec roku kalendarzowego. Zubożenie warstwy ozonowej jest związane z temperaturami panującymi w stratosferze, tj. na wysokości od dziesięciu do 50 kilometrów od powierzchni Ziemi, na której znajduje się warstwa ozonowa.

Gdy temperatura w stratosferze spada poniżej -78°C, zaczynają się tworzyć tzw. chmury perłowe[1] (pearl clouds), dzięki którym zachodzą reakcje chemiczne niszczące ozon. W 2020 roku w stratosferze przez długi czas notowano niskie temperatury, co pomogło w tworzeniu się tych chmur.

 


W zeszłym roku, nawet nad Arktyką…

 

Z podobnych powodów w kwietniu ubiegłego roku nad Arktyką powstała dziura w warstwie ozonowej, co jest zjawiskiem niezwykłym.


Pisze agencja ČTK:

 

Naukowcy z European Copernicus Service zauważyli, że warstwa ozonowa nad Arktyką skurczyła się do rekordowo niskiego poziomu, tworząc niezwykłą dziurę ozonową nad biegunem północnym. Tworzenie się dziur ozonowych nad biegunem północnym nie jest powszechne.

Podczas gdy dziura ozonowa na południu nad Antarktydą tworzy się corocznie podczas australijskiej wiosny, dziury ozonowe nad Arktyką są rzadkie. Ostatni raz podobne wydarzenie miało miejsce wiosną 2011 roku.

Eksperci z Copernicus Atmospheric Monitoring Service (CAMS) przewidują, że spadek zawartości ozonu w Arktyce będzie jeszcze bardziej intensywny w tym roku. Zgodnie z artykułem opublikowanym w czasopiśmie Nature, ta dziura ozonowa jest obecnie około trzy razy większa niż w całej Grenlandii.

Warstwa ozonowa chroni żywe organizmy na planecie przed promieniowaniem ultrafioletowym. Występuje w warstwie atmosfery zwanej stratosferą na wysokości od 10 do 50 kilometrów nad ziemią. Według ekspertów stopniowe pogarszanie się jego grubości doprowadziło do nasilenia się raka, chorób skóry i oczu oraz innych negatywnych konsekwencji.

Jednak według „Nature” obecna dziura ozonowa nad Arktyką nie stanowi zagrożenia dla zdrowia i powinna zniknąć w najbliższych tygodniach.

Niskie temperatury co roku umożliwiają gromadzenie się chmur na dużych wysokościach nad biegunem południowym. Pierwiastki takie jak chlor i brom, które dostają się do atmosfery np. Z urządzeń chłodzących, powodują reakcje chemiczne na powierzchni tych chmur, które niszczą warstwę ozonową.

Arktyka ma zwykle bardziej zróżnicowane warunki pogodowe niż Antarktyda, ale tegoroczne silne wiatry zachodnie spowodowały powstanie wiru powietrznego o bardzo niskiej temperaturze nad biegunem północnym. Umożliwiło to tworzenie się chmur stratosferycznych i reakcje chemiczne, w których dochodzi do zubożenia ozonu.

 


Warstwa ozonowa chroni żywe organizmy na planecie przed promieniowaniem ultrafioletowym. Zdaniem ekspertów stopniowe pogarszanie się jego grubości doprowadziło do wzrostu zachorowań na raka, chorób skóry i oczu oraz innych negatywnych konsekwencji.

Na biegunach zubożenie warstwy ozonowej nastąpiło szczególnie szybko w latach osiemdziesiątych. Sytuacja uległa jednak poprawie dzięki Protokołowi Montrealskiemu z 1987 r., Który praktycznie wstrzymał produkcję substancji zubożających warstwę ozonową. Wymienione głównie freony znalazły szerokie zastosowanie np. jako gazy nośne w aerozolach ciśnieniowych lub jako medium chłodzące w lodówkach. W ostatnich latach naukowcy zauważyli wzmocnienie warstwy ozonowej w stratosferze.

 

Źródła:

·        https://www.novinky.cz/veda-skoly/clanek/nad-antarktidou-se-zacelila-obri-ozonova-dira-40347311

·        https://www.novinky.cz/veda-skoly/clanek/nad-arktidou-je-rekordni-ozonova-dira-40319746

Przekład z czeskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz



[1] Znajdują się one na wysokości 20-25 km nad ziemią i są niezwykle barwne, z tego powodu nazywa się je także obłokami iryzujacymi.

sobota, 9 stycznia 2021

10 kosmicznych obiektów, które w 2021 r. przelecą koło naszej planety

 


Poza ośmioma planetami w składzie naszego Układu Słonecznego znajduje się niezliczona ilość planetek, asteroidów i innego „kosmicznego drobiazgu”. Niektóre z nich w czasie orbitowania wokół Słońca krzyżują swe drogi z orbitą Ziemi i niejednokrotnie zbliżają się do niej. Wybraliśmy zatem 10 znanych asteroidów, które w tym roku przelecą koło Ziemi w niewielkiej odległości.

Informacje o nich zaczerpnięto w bazie CNEOS ze strony internetowej NASA. Uszeregowano je tam wedle odległości od Ziemi, a my zrobiliśmy to wedle daty perigeum – największego zbliżenia do naszej planety. Daty podano według czasu amerykańskiego – w niektórych przypadkach w stosunku do czasu europejskiego różnica może wynosić 1 dzień.

W każdym razie w ciągu roku obiekty, o których jeszcze nie wiemy, mogą również wpływać na nasz ranking. Na przykład w sierpniu zeszłego roku asteroida wielkości samochodu przeleciała zaledwie 2950 km od Ziemi i astronomowie nie zauważyli jej, dopóki nie oddalała się od naszej planety.

 

2020 YE5 - 22.I.2021

 

Już 22 stycznia jedno z zeszłorocznych odkryć - odkryta 18 grudnia 2020 roku asteroida 2020 YE5, już leci w kierunku naszej planety.

Od czasu jego odkrycia astronomowie trzymają ten obiekt „w wizjerze” i nieustannie obserwują, jak zbliża się do Ziemi. Obliczenia pokazują, że najmniejsza odległość będzie wynosiła 430.528 kilometrów, czyli 1,12 razy odległość od Księżyca. Następnie będzie kontynuowała podróż w kierunku Wenus, ale nie przekroczy jej orbity.

2020 YE5 ponownie przekroczy orbitę Ziemi 9 kwietnia, ale tym razem znajdzie się na znacznie większej odległości prawie 66 milionów kilometrów. Następnie wyrusza w długą podróż daleko poza orbitę Marsa. Jedna orbita wokół Słońca zajmuje temu obiektowi 788 dni, czyli ponad dwa lata.

 

2018 BA3 - 25.I.2021

 

25 stycznia możemy spodziewać się wizyty na stosunkowo mało znaczącej asteroidy 2018 BA3, której orbita rozciąga się również poza orbitę Marsa. Asteroidę po raz pierwszy zaobserwowano 18 stycznia 2018 r., zniknęła z pola widzenia w ciągu dziewięciu dni i od tamtej pory nikt jej nie widział. Będzie latała wokół Ziemi w odległości 273 tysięcy kilometrów - czyli około trzech czwartych odległości, na której krąży Księżyc.

Obiekt ma wymiary od 15 do 33 metrów i porusza się względem Ziemi z prędkością względną 8,08 km/s (29.088 km/h). Jest to asteroida należąca do grupy Apollo, co oznacza między innymi, że jej orbita przecina orbitę naszej planety, a jeden oblot wokół Słońca trwa dłużej niż rok na Ziemi.

 

2020 SO - 2.II.2021

 

Drugi najbliższy przelot znanego obiektu blisko Ziemi czeka nas za niespełna miesiąc - 2 lutego. Nie jest to jednak asteroida - w przypadku 2020 SO jest to najprawdopodobniej duża część wystrzelonej 20 września 1966 r. Rakiety Surveyor 2 Centaur, której orbita znajduje się tuż za orbitą Ziemi, która jednak w żaden sposób się nie przecina.

Już przy odkryciu astronomowie podejrzewali, że jest to obiekt sztucznego pochodzenia. Wynikało to głównie z niskiej prędkości względem Ziemi i zauważalnego wpływu wiatru słonecznego na jej orbitę. Teorię potwierdziła obserwacja z grudnia 2020 roku, która wykazała, że ​​widmo obiektu jest zbliżone do widma stali nierdzewnej.

W każdym razie 2 lutego obiekt ten zbliży się do naszej planety na odległość 226.800 kilometrów, czyli około 0,59 razy odległość Księżyca od Ziemi. Ciało mierzące od 5 do 12 metrów porusza się ze względną prędkością „zaledwie” 1,79 km/s (6444 km/h) względem Ziemi.

 

2018 CH2 - 5.II.2021

 

Zaledwie trzy dni po sztucznym obiekcie 2020 SO odwiedzi nas prawdziwa asteroida, zwana 2018 CH2. W tym przypadku jest to stosunkowo nieistotny i mały „kawałek kamienia”, którego wymiary wahają się od siedmiu do piętnastu metrów.

Obiekt poruszający się z prędkością 9,91 km/s (35.676 km/h) krąży wokół Słońca raz na 1094 dni, czyli prawie dokładnie trzy lata. Podczas swojej pielgrzymki sięga głęboko poza orbitę Marsa - do 3,1 razy większą niż orbita Ziemi.

Dwukrotnie przecina orbitę naszej planety - po raz pierwszy nastąpi to wspomnianego już 5 lutego, kiedy znajdzie się w odległości 507,4 tys. kilometrów. Po raz drugi stanie się to pod koniec marca, ale będzie to ponad 39 milionów kilometrów od Ziemi.

 

2016 DV1 - 2.III.2021

 

Absolutnie najbliższy przelot słynnej asteroidy w 2021 roku czeka nas 2 marca, kiedy ciało DV1 2016 zbliży się do naszej planety. Jest to stosunkowo duży obiekt, którego wymiary astronomowie szacują na 29 do 65 metrów.

Szybko wirująca asteroida z grupy Apollo, która obraca się wokół własnej osi raz na 303 sekundy, została po raz pierwszy zaobserwowana przez Mount Lemmon 28 lutego 2016 r. 3 marca tego roku przeleciała wokół Ziemi na odległość 395.000 kilometrów, mniej więcej tyle samo, co odległość Ziemi. z Księżyca.

Ciało krąży po silnie ekscentrycznej orbicie, jego odległość od Słońca wynosi od 0,7 do 3,0 jednostek astronomicznych. Jeden cykl zajmuje mu 2 lata i 6 miesięcy. Zbliża się do Ziemi na odległość zaledwie 161.448 kilometrów, czyli mniej niż połowę (dokładnie 0,42 raza) odległości Księżyca. Jest to jedna z najszybszych asteroid - porusza się w kosmosie z prędkością 18,4 km/s (tj. 66.240 km/h).

 

2015 HA177 - 26.IV.2021

 

Dokładnie 25 lat po awarii w Czarnobylu asteroida 2015 HA177 zbliży się do Ziemi. Z astronomicznego punktu widzenia jest to stosunkowo mało istotny obiekt o wymiarach od 8 do 17 metrów. Ciało waży 3000 ton, a jego objętość szacuje się na 905 metrów sześciennych.

Orbita między Wenus a Marsem dwukrotnie przecina orbitę Ziemi, przy czym jedna orbita wokół Słońca trwa 438 dni. Ciało porusza się z prędkością 8,71 km/s, czyli 31.400 km/h, co można określić jako normalną prędkość dla tej kategorii obiektów.

Będzie latał obok naszej planety w odległości 319 052 kilometrów, co stanowi około 83% odległości, na której krąży Księżyc. Gdyby asteroida uderzyła w Ziemię, uwolniłaby energię równoważną wybuchowi dwóch bomb atomowych użytych w Hiroszimie. Jednak to - przynajmniej w tym roku - nie stanowi żadnego zagrożenia.

 

2019 HF4 - 26.IV.2021

 

26 kwietnia możemy spodziewać się kolejnego kosmicznego gościa na naszej planecie - asteroidy 2019 HF4. Obiekt, odkryty 23 kwietnia 2019 roku, okrąża Słońce raz na 732 dni (czyli prawie dokładnie dwa lata) i w następnych latach będziemy go częściej widywać.

Ciało, które mierzy od 8 do 18 metrów, porusza się w przestrzeni z prędkością 6,74 km/s (24 264 km/h) i osiąga swoją orbitę poza orbitą Marsa. Po raz pierwszy przekroczy orbitę Ziemi pod koniec marca - ale znajdzie się na stosunkowo dużej odległości prawie 17 milionów kilometrów.

W kolejnych dniach obiekt zbliża się do Słońca na odległość do 0,98 jednostki astronomicznej (jednostka astronomiczna odpowiada odległości Ziemi od Słońca), po czym zaczyna się ponownie oddalać. 26 kwietnia po raz drugi przekroczy orbitę Ziemi, z której będzie w tym momencie oddalona o zaledwie 468.968 kilometrów.

 

2018 LB - 1.VII.2021

 

Pierwszego dnia lipca odwiedzi naszą planetę asteroida 2018 LB, którą astronomowie odkryli 1 czerwca 2018 roku i ostatnio obserwowali następnego dnia. Potem obiekt, mierzący od 17 do 38 metrów, zniknął z pola widzenia, ale obserwacje wystarczyły do ​​obliczenia jego orbity.

Asteroida przecina orbity Wenus i Ziemi dwukrotnie podczas swojej podróży dookoła Słońca, która zajmuje tylko 273 dni. W dziesięciostopniowej skali potencjalnie niebezpiecznych asteroid według tzw. Skali Turyńskiej jest oceniana na poziom 1, co oznacza bardzo małe ryzyko zderzenia.

Po raz pierwszy przekroczy orbitę Ziemi na przełomie lutego i marca, ale znajdzie się w szacunkowej odległości 54 milionów kilometrów. 1 czerwca 2021 roku obiekt poruszający się z prędkością 7,69 km/s (27.700 km/h) zbliży się do naszej planety na odległość zaledwie 349.804 kilometrów, czyli około 91% odległości między Księżycem a Ziemią.

 

2015 TQ21 - 7.X.2021

 

Asteroida 2015 TQ21 zbliży się do Ziemi z największą prędkością, którą jak spodziewamy się, nawiedzi 7 października. Porusza się w przestrzeni kosmicznej z prędkością 20,5 km/s, więc w ciągu godziny pokona niewyobrażalną odległość prawie 74.000 kilometrów.

Patrząc na ekscentryczną orbitę, możemy nazwać tę asteroidę z odrobiną przesady jako kosmicznego wędrowca. Podczas 438-dniowej podróży dookoła Słońca stopniowo przecina orbity Merkurego, Wenus, Ziemi i Marsa.

Obiekt o rozmiarach od 9 do 20 metrów będzie latał wokół Ziemi w odległości około 342.116 kilometrów, czyli 0,89 razy większej od Księżyca. Jest trochę bliżej niż w 2015 roku, kiedy została odkryta - osiągnęła wówczas odległość około 390 tysięcy kilometrów.

 

2019 XS - 9.XI.2021

 

Ostatni z dziesięciu obiektów, które zbliżą się do naszej planety w tym roku, jest zdecydowanie największym 2019 XS. Jej wymiary są szacowane przez astronomów na 38-86 metrów. Taki obiekt mógłby uwolnić energię odpowiadającą eksplozji 3190 kiloton trotylu w zderzeniu z ziemią.

Na szczęście nie jest to zagrożenie - XS z 2019 roku zbliży się na odległość około 573 tysięcy kilometrów, czyli około 1,5 raza dalej niż orbity Księżyca - w skali Układu Słonecznego, więc jest to odległość bezpieczna. Ciało porusza się z prędkością względną 10,68 km/s, czyli 38.448 kilometrów na godzinę.

Asteroida krąży po orbicie dwukrotnie większej niż orbita Ziemi i Wenus. Jedna orbita trwa 368 dni, a po minięciu naszej planety odsunie się w kierunku Marsa. Możemy spodziewać się kolejnego bliskiego spotkania w podobnym miejscu w listopadzie 2022 roku. Tym razem jednak odbędzie się ono na dystansie mniejszym niż 8 milionów kilometrów.

 

Źródło - http://www.msn.com/cs-cz/zpravy/v%c4%9bda-a-technika/10-vesm%c3%adrn%c3%bdch-objekt%c5%af-kter%c3%a9-v-roce-2021-t%c4%9bsn%c4%9b-minou-na%c5%a1i-planetu/ar-BB1cwnFU?ocid=sf#page=1

Przekład z czeskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz