Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golem. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 września 2016

Golem: u źródeł Legendy




Zagadka Golema opisana przez Hermana Michajłowa - http://wszechocean.blogspot.com/2016/09/w-poszukiwaniach-praskiego-golema.html ma swój ciąg dalszy – zwróciłem się tedy do samego źródła tej Legendy. Dr Miloš Jesenský pisał o Golemie w swoich książkach „Čtyři hodiny do středověku” (Ústi n./Labem 1997) oraz „Utajené dějiny středověku” (Ústi n./Labem 2014). Najciekawszą częścią tych prac jest bez wątpienia korespondencja w tej sprawie pomiędzy nim, a inż. Ivanem Mackerle, który badał ten problem. W VIII rozdziale powołanej pracy dr Jesenský pisze tak:


Automaty, androidy… Golemowie


Opowiadania o wytworzonych sztucznych ludziach-androidach są w Europie ściśle związane z tradycjami Golemów, przy czym samo słowo Golem jest wzięte z języka aramejskiego i oznaczało w swym podstawowym znaczeniu coś nieforemnego, bezkształtnego, niedokończonego, coś w rodzaju „embrionalnej formie materii”. Takie znaczenie tego słowa pojawia się po raz pierwszy w oryginale „Psalmów króla Dawida”, które są zbiorem liturgicznych pieśni śpiewanych w czasie nabożeństw, które prawo hebrajskie umieszcza pomiędzy pismami sakralnymi (ketubim). Jako synonimu dla sztucznie wytworzonego człowieka używa się pojęcia „golem” już w Talmudzie – zbiorze traktatów objaśniających Biblię, które są pewnym kompendium wiedzy i encyklopedią w swoich czasach. Definitywne zestawienie tekstów Talmudu datuje się na V-VI wieku, kiedy w nim były zgromadzone pokłady wiedzy w języku babilońsko-aramejskim z ogromnego terytorium – czyli tzw. Babiloński Talmud. W jednym z traktatów pt. „Sanhedryn” znajduje się wzmianka o tym, jak pewien żydowski uczony imieniem Raba (IV wieku), który stworzył człowieka z gliny, który był jednak niemy. 

Dalszą legendę o Golemie znamy z wersji z XII wieku, kiedy to w Hiszpanii zbudował żydowsko-arabski polihistor Szelomo ben Juda ibn Gabirol jakiegoś żeńskiego Golema do wykonywania prac domowych. 

Następna wzmianka wiedzie nas do XII wieku, ku osobie rabina Eliezera z Worms/Wormacji (Nadrenia-Palatynat), który w swych pismach zajmował się problematyką konstrukcji i ożywiania sztucznie stworzonych istot. Niestety, z szeroko rozgałęzionego dzieła tego uczonego do współczesności nie pozostało nam właściwie nic. Przepadło bezpowrotnie w czasie jednego z pożarów Wormacji w czasie Wojny Trzydziestoletniej. 

Podobny los spotkał rękopisy innego rabina – żydowskiego uczonego Eliego ben Judy, który żył gdzieś w połowie XVI wieku w polskim Chełmie. Wiadomo o nim tylko to, że należał on do wielkich znawców Kabały i był ostatnim konstruktorem Golema przed znanym Golemem rabbiego Löwy. Jedna z wersji tej legendy mówi, że ben Juda zbudował Golema, który się potrafił ruszać, a kiedy się przewrócił na ziemię, to zranił swego konstruktora. 

U nas (w byłej Czecho-Słowacji – przyp. tłum.) jest powszechnie znana opowieść o Golemie, którego skonstruował Jehuda Löwe Ben Bezalel/Becalel. Pierwszym krokiem przy próbie przeprowadzenia jej weryfikacji miałoby być potwierdzenie realności osoby tego uczonego, jako protagonisty całego wydarzenia. To by mogło dać naszym rozważaniom właściwy kierunek i dostatecznie dużo punktów oparcia do rozwijania dalszych hipotez.      

Uzyskanie odpowiedzi na pytania dotyczących problemu istnienia samego rabina stało się celem długotrwałych poszukiwań prywatnego badacza inż. Ivana Mackerlego, którego poprosiłem o informacje na ten temat. Pozwoliłem sobie zacytować jego odpowiedź na mój list, który zastał go prawie w czasie, kiedy przygotowywał do wydania końcową wersję swej książki w swej daczy w Północnych Czechach.

A oto jego odpowiedź:

Doubice, 12.VIII.1991 roku

Szanowny Panie Jesenský,

- właściwie całe życie rabbiego Löwy’ego jest otoczone mgłą tajemnicy. Było o nim napisane bardzo wiele, ale w większości były to jedynie domysły czy nawet legendy. Nie ma się czemu dziwić, że niektórzy ludzie domniemywali, że jest to w ogóle postać wymyślona. Ale rabbi Löwy rzeczywiście żył, ale niestety źródeł informacji o nim zachowało się bardzo mało. W książkach, które napisał, o swej osobie pisze bardzo mało, także historycy narzekają na brak źródeł. Na przykład z napisu na jego steli nagrobnej – na szczęście dość obszernego – albo z jednego rozdziału kroniki Cemach Dawid („Gałąź Dawidowa”). Żydowski kronikarz David Ganz w wyd. I, rozdz. 64b, z roku 6352 (1592) pisze:
«Rabbi Löwe jest wielkim nauczycielem, koroną mędrców, cud naszego pokolenia, za jego światłem idą całe narody, z jego wód piją wszyscy Izraelici. To jest ten, który napisał księgę Gur Arje, komentarz do „Rašiho blahé pověsti” , księgę Govurat ha-szem, księgę Doroch chajjim, komentarze do Pirke avot. Napisał jeszcze wiele innych, ale tych nie miałem możliwości zobaczyć. Był głową starszyzny i naczelnym rabinem na całej ziemi morawskiej przez 20 lat. potem przybył w roku 333 do świętej ziemi praskiej, gdzie wychował wielu uczniów i założył dom nauki dla swych uczniów, wielką i słynną uczelnię, którą nazywa się „Klauz”, a w nim szerzył światło nauki przez 15 lat. W czwartek, 4 Ijjaru roku 352[1] skierował swe kroki do świątyni w mieście Poznaniu, gdzie dwukrotnie obwołano go naczelnikiem starszyzny i wielkim rabinem Wielkopolski.[2] I tak Bóg przedłużył jego dni i lata, niech nasze oczy ujrzą króla w jego krasie, niech sądzi narody wedle Prawa.»

Inż. Mackerle w swym liście podaje dalsze cytaty z ówczesnych źródeł, których jednak ze względu na ich objętość nie podam. Idzie o notatkę o audiencji, którą udzielił rabinowi Rudolf II. (dr L. Silbermann, Ha-magid # 14 (1872) i zapis z kroniki Cemach David od Davida Ganza, którą autor skomentował według eksponatu znajdującego się w Państwowym Muzeum Żydowskim w Pradze (przyp. aut.) I dalej: 

Gdzie i kiedy się on urodził, tego nikt do dziś dnia nie wie. Według Blocha było to w Wormacji w roku 1512, według Rosenberga w roku 1513, Grün twierdzi wreszcie, że urodził się on w 1520 roku, w Poznaniu. Wiarygodnych relacji o nim z jego młodości właściwie nie ma żadnych. Żył on długo życiem spokojnym i bogobojnym, ożenił się mając 32 lata, ze swą (drugą – przyp. tłum.) żoną Perl miał syna i sześć córek. W latach 1553-1573 był rabinem i rektorem w Mikulovie na Morawach. Do Pragi przyjechał w 1573 roku, kiedy miał już 60 lat. Założył tam swoją szkołę talmudyczną przy Synagodze Klausowej i był jej rektorem. Swój pobyt w Pradze kilkakrotnie przerwał. Pierwszy raz w latach 1584-1588, po raz drugi opuścił Pragę w roku 1592, kiedy stał się rektorem szkoły w Poznaniu i naczelnym rabinem Wielkopolski.
Kiedy potem wrócił do Pragi, to było już pod koniec jego życia w 1597 roku. Mieszkał w getto na ulicy Pinkasovej (dzisiaj Široká) nr 36. W swoim środowisku był wysoce poważanym jako człowiek bardzo mądry i sprawiedliwy. Jego ziomkowie nadali mu przydomek Maharal mi-Prag – Wielki Mistrz z Pragi – co odzwierciedlało nie tylko jego wysoki wzrost, ale wielkość serca i ducha. Napisał on 17 wydanych drukiem ksiąg, wszystkie o charakterze filozoficzno-religijnym, ich tytuły wymieniono na jego nagrobku. Zmarł w 1609 roku i pochowano go na praskim kirkucie.
Rabin był wszechstronnym uczonym, zajmował się matematyką, astronomią, alchemią, mechaniką, ale przede wszystkim wiedzą tajemną, a w szczególności Kabałą. Pokazał nawet rzeczy nadprzyrodzone. Dlatego go tak często odwiedzali różni uczeni z dworu cesarza Rudolfa II i z całego świata.
To są historycznie dowiedzione i uznane fakty. W jego życiorysie jednak jest wiele ciemnych plam i niewyjaśnionych faktów, z czego powstała żyzna gleba dla bajek i legend o jego niezwykłych czynach i dokonaniach.
Jak i dlaczego te opowieści powstały, tego możemy się tylko domyślać. Dawniej do tego wystarczył jakiś drobiazg, nieopatrzny impuls, który inspirował ludzi i podniecał ich fantazję. Innym razem opowieści się opierają o fakty historyczne i o rzeczywiste wydarzenia.
I to byłoby wszystko.
Życzę panu powodzenia i z serdecznymi pozdrowieniami –

Ivan Mackerle

I to wszystko na ten temat od inż. Mackerlego, który wykonał ogromną pracę wertując stare źródła historyczne dotyczące postaci tajemniczego rabina, ale jak się wydaje, nie ma w nich ani jednej wzmianki o tym, by skonstruował on Golema. To się obserwuje aż do połowy XVIII wieku. Jednakże niektórzy badacze przecież spróbowali poszukać choćby wskazówek potwierdzające racjonalne jądro opowieści w tym aspekcie.

 Golem 2 - grafika ze strony www.golemphysilogyfile

Sługa to czy obrońca?


Sytuacja jest o wiele bardziej złożona, jak twierdzi to Vladimír Liška – autor kilku monografii na ten tamat (zob. V. Liška – „Zvláštní zpráva o pražském Golemovi, Historycké otazníky”, wyd. I., Praga 1990, ss. 1-10, „Causa Golemové” – ibidem, ss. 81-87), że o stworzeniu Golema istnieją co najmniej dwie wersje:

  •   wedle pierwszej został on stworzony przez samego rabina;    
  • wedle drugiej pomagał mu jego zięć i jeden z jego uczniów.

Za miejskimi murami ulepili oni z gliny postać podobną do człowieka, a ożywili ją przy pomocy zaklęć na skrawku pergaminu z jakiegoś starego magicznego rękopisu. To był właśnie tenże szem, który był zasadniczym pierwiastkiem w realizacji całego życiotwórczego procesu. 

W tym kontekście często się uważa, że Golemowi nigdy nie były dane ludzkie właściwości, ale mówiło się o nim jako o istocie człekopodobnej. Ponadto – jak napisali to w swych ostatnich relacjach o Golemie Judy ibn Gabriola czy Eliasz ben Juda z Wormacji – on nie mówił. Był zatem niemy. Cel jego egzystencji nie jest nawet z grubsza jednoznaczny, i kiedy starsza wersja Legendy mówi o nim jako o słudze, zaś nowsze przydają mu funkcję jakiejś nieznanej broni. To zaś by wyjaśniało, dlaczego po śmierci rabbiego Löwy’ego było takie zainteresowanie Golemem. 

Jedna z legend mówi, że po śmierci rabina android został skradziony ze strychu Staronovej Synagogi przez pomocnika rabina Abrahama Chajima, który jako że był asystentem rabbiego, to przyczynił się do aktywacji Golema. Przy pomocy swego szwagra Abrahama ben Secharjego ukryli go w piwnicy Pinkasowej Szkoły, a potem do domu zięcia Chajima – Aschera Balbiera, który był kabalistą. W jego domu wszyscy trzej prowadzili eksperymenty nad aktywacją Golema. 

Jeżeli przyjmiemy za prawdę domniemanie, że Golem był jakąś maszyną bojową, jakimś rodzajem nieznanej broni, to problematycznym pozostaje pytanie o materiał, z którego go skonstruowano. Tradycja mówi, że była to glina, ale jest wiadomym, że glina z powodu swych właściwości do tego celu się nie nadaje. Natomiast racjonalne wyjaśnienie korespondujące z Legendą przynosi co następuje:

Glina mogła rzeczywiście posłużyć jako materiał podstawowy np. jako forma do odlewów z metalu. Taka technologia była znana i stosowana w XVI wieku, a skoro Golem miał funkcję jakiejś broni, to jego odporność i twardość musiała być oczywista. […] Mówi się, że przez długi czas z Golema pozostała jedynie metalowa obręcz, która obejmuje teraz pierwszą kolumnę we wnętrzu Staronovej Synagogi. Potwierdzałoby to domniemanie, że Golem był wykonany z metalu. (zob. V. Liška – „Zvláštní…” s. 7) 

O następnym ważnym szczególe legendy Golema już był wspomniany. Jest to element, który go ożywił – szem. Według Legendy, rabin w każdą sobotę wyjmował mu z ust szem, i tym samym go dezaktywował, żeby sobie wypoczął i ładował akumulatory na następny pracowity tydzień. Zaniechanie tej czynności doprowadziło do zakłóceń pracy robota. Kiedy odrzucimy opowiadanie o tym, że szem był kawałkiem pergaminu zapisanego kabalistycznymi formułami, to musimy przyjąć, że był to jakiś mechaniczny aktywator, którego można było wykonać bez jakichś specjalnych problemów. Wymiana starego, zużytego szemu na nowy miała miejsce każdego tygodnia. 

Liška widzi ten problem w związku z rodzajem energii, który był siłą napędową automatu rabbiego, takimi słowy:

Jeżeli był Golem maszyną lub przyrządem (np. nieznaną bronią), to jest oczywistym, że musiało istnieć źródło energii, które było wykorzystane do jego napędu:
1.      Energia mechaniczna, np. na zasadzie rozkręcania się sprężyny. Szem mógł być kluczem, którym się Golema „nakręcało”. Jednakże w takim przypadku do manipulacji z szemem musiało dochodzić wielokrotnie w tygodniu, a nie tylko w sobotę, jak twierdzi Legenda.
2.    Energia chemiczna, np. na zasadzie baterii, które znane były w Średniowieczu.[3] Wynikiem tego mógł być napęd elektryczny, zaś szem mógłby działaś jako wyłącznik. Tej możliwości nie wolno wykluczyć.
3.    Inny, nam nieznany rodzaj energii, który mógłby być opisany w niektórych starych księgach i innych źródłach mówiących o osiągnięciach naukowych dawnych uczonych. (zob. V. Liška – „Zvláštní…” s. 9)

Golem - obraz Warrena Criswella (1979)


[…] a co z kradzieżą Golema ze strychu synagogi? Wszystkie legendy zgodnie twierdzą, że kiedy próby ożywienia Golema się nie powiodły, to Ascher Balbier zakopał nieaktywny automat na kirkucie na wierzchołku św. Krzyża, gdzie jego szczątki zmieszały się z gliną tzw. morowego cmentarza.[4] Dzisiaj już tego świadectwa nie jesteśmy w stanie zweryfikować. Na miejscu starego cmentarza strzela w górę wieża przekaźnika TV, i w jej cieniu wstępujemy do dalszego etapu wykładu o średniowiecznej cybernetyce. (M. Jesenský - „Čtyři hodiny do středověku”, op. cit. ss.184-191)


* * *

Moje 3 grosze





Tyle na ten temat pisze dr Miloš Jesensky. Wszystko to brzmi zgoła fantastycznie i nieprawdopodobnie: androidy w Średniowieczu? Automaty napędzane nieznaną energią? Co to za bzdury! 

Praski Oroloj - zegar odliczający czas do Armagedonu...
 

A jednak nie. Przypomnij sobie Czytelniku artykuł dr Jesenský’ego na temat jednego z najbardziej tajemniczych artefaktów Średniowiecza tak skomplikowanego i zaawansowanego technicznie, że wprost niewiarygodnego. Ale jednak taki artefakt w przeciwieństwie do Golema istnieje i co najciekawsze – działa do dziś dnia! Jest nim tajemniczy „zegar końca świata”, „zegar zagłady” – praski Oroloj. (Zob.: M. Jesenský, R. Leśniakiewicz - http://wszechocean.blogspot.com/2012/01/sprawa-nr-010x-tajemnica-orloja-1.html i dalsza) 

Oroloj powstał najprawdopodobniej gdzieś w połowie XIV wieku, a zatem jest jeszcze starszy od automatu rabina Löwego. I równie skomplikowany. Pisaliśmy o tym na łamach „Nieznanego Świata” bodaj czy nie w 2002 roku, i postawiliśmy tam tezę, że mechanizm te pochodzi z bardzo odległej Przeszłości i być może takim mechanicznym robotem był także i Golem. (M. Jesenský - „Utajené dějiny středověku”, op. cit. ss. 352-360, zob. także: Oleg Gorosow - http://wszechocean.blogspot.com/2011/06/chronomocja-czy-oszustwo-artefakty-z.html) 

I wcale by nas to nie zdziwiło…


[1] Data podana według kalendarza żydowskiego, w którym nazwy miesięcy pochodzą z czasów niewoli babilońskiej, zaś rok podany jest w formie skróconej – trzycyfrowej. Tak więc pełna data powinna być zapisana 4 ijjar 6352 roku.
[2] Według innych źródeł był on naczelnym rabinem całego Królestwa Polskiego.
[3] I nie tylko, bowiem baterie chemiczne znano już w Starożytnym Egipcie i Mezopotamii.
[4] Chodzi o cmentarz ofiar epi- i pandemii chorób zakaźnych dziesiątkujących ludność Europy w Średniowieczu i Odrodzeniu.

piątek, 16 września 2016

W poszukiwaniach praskiego Golema



Golem

Herman Michajłow


Rabbi Lew (Löwy, Jehudi) ben Bezalel/Becalel jest znany jako Macharal mi-Prague. W praskiej Staronovej Synagodze na znak szacunku i wiecznej pamięci do dziś dnia nikt nie śmie usiąść na stojące po prawej stronie krzesło Bezalela. 

Stara Praga mistyczna i tajemnicza zrodziła mnóstwo podań. Bohater jednego z nich powstałego w żydowskiej dzielnicy, z czasem stał się nieoficjalnym symbolem całego miasta. Historia Golema – zrobionego z gliny powolnego sługi, jego życie, bunt i zguba – fascynuje umysły ludzi do dziś dnia. Czeski badacz (niestety już nieżyjący) inż. Ivan Mackerle postanowił wyjaśnić, co kryje się za tą legendą.

 Rabin Lew (Löwy, Jehudi) ben Bezalel/Becalel

Cudotwórca z getta


W czasach panowania Rudolfa II pośród praskich Żydów mieszkał człowiek o nazwisku Jehuda Lew ben Bezalel, znany z wysokiego wzrostu i wielkiej uczoności jako „wysoki rabbi Lew”. Znał on wszelkie sztuki i nauki, a szczególnie Kabałę. Z jej pomocą mógł on tchnąć życie w posągi ulepione z gliny czy wycięte w drewnie, a one – jak żywi ludzie – wykonywały zadaną im robotę. Tacy właśnie stworzeni ludzkimi rękami słudzy nie jedli, nie pili, nie potrzebowali odpoczynku i pracowali bez ustanku, poza tym można ich było wykorzystywać nie obawiając się buntu. Rabbi stworzył swego sługę z gliny, włożył szem (zwitek papieru z kabalistycznym zaklęciem) mu w usta i w ten sposób go ożywił. 

[Według innej wersji szem był magicznym kamykiem włożonym w specjalny otwór w czole Golema, przynajmniej tak pokazuje to czeski reżyser Martin Frič w filmie „Cesarski piekarz” (1951); podobnie pokazał to Kazimierz Tarnas w filmie „Pan Samochodzik i praskie tajemnice” (1988) – uwaga tłum.] 

Sztuczny sługa przez cały tydzień wykonywał najczarniejszą domową robotę: rąbał drewno, nosił wodę, zamiatał ulicę. Ale w sobotę, czyli szabas, powinien był odpoczywać. Gospodarz wyjmował szem z jego ust i Golem stawał się martwym… 



Rabbi Jehudi ben Becalel i jego dzieło

Pewnego razu rabbi Lew zapomniał tego zrobić i zdarzyło się nieszczęście. Sługa się zbiesił, zaczął rzucać kamieniami, wyrywać drzewa z korzeniami, szedł ulicą niszcząc wszystko po drodze. Mieszkańcy rzucili się o pomoc do rabbiego, ale tutaj powstała trudność: był szabas a w ten dzień Żydom zabroniona jest wszelka praca, a także tworzenie czy niszczenie. Na szczęście w Staronovej Synagodze jeszcze nie ogłoszono nadejścia soboty. Jest to jedna z najstarszych synagog w Pradze i wszystkie inne dorównywały do niej. Był zatem czas, by sprostować błąd. Rabbi przybiegł i wyjął magiczną formułę z ust Golema. Gliniany potwór upadł i rozbił się na kawałki. Przerażony tym, co zaszło, rabin nie chciał więcej dawać życia niebezpiecznym służącym. Do dziś dnia szczątki Golema można zobaczyć na poddaszu Staronovej Synagogi. 

Pierwsza wersja legendy została opublikowana przez Leopolda Weizela w 1847 roku. Rabbi Lew ben Becalel (1512-1609) – znany matematyk, astronom i kabalista był znany daleko poza Pragą. Rudolf II (1552-1612), król czeski, sam zajmował się okultyzmem i alchemią, dlatego też uczony był częstym gościem na Hradčanach.

Staronova Synagoga w Pradze


Zakazane poddasze


Po tym, jak dzięki wysiłkom  Weizela legenda stała się symbolem całej Pragi, amatorzy mocnych wrażeń ściągali do Staronovej Synagogi. Okazało się, że wchodzenie na poddasze, gdzie znajdowały się szczątki Golema było ściśle zabronione od czasów ben Becalela. Żeby nikt tam nie wszedł, zostały rozebrane schody. Żydzi wierzyli, że karą za złamanie zakazu będzie natychmiastowa śmierć. 

Jedynym człowiekiem, który nie przestraszył się klątwy był główny rabin Pragi – Ezechiel Landau (1713-1793). Przeszedł on przez ścisły obrzęd oczyszczenia – posty i modlitwę – zanim zaryzykował pójście na poddasze. Przystawił do ściany drabinę z bierwion i desek. Drzwi na poddasze były zardzewiałe, ale nie puściły. Wreszcie tam wszedł.

Rabbi przebywał na poddaszu parę minut. Kiedy znów pojawił się w drzwiach, jego ciało drżało, a twarz była blada ze strachu. Zszedłszy na dół, Landau kazał zniszczyć drabinę i więcej razy nie próbował tam powrócić. Co on tam ujrzał, jest tajemnicą do dnia dzisiejszego. 

Jest jeszcze jeden ślad, który pozostawiła historia Golema – to jest niezwykły porządek nabożeństw w Staronovej Synagodze przed nastąpieniem szabasu. Do dziś dnia odczytywany jest w niej dwukrotnie Psalm 92, a nie jeden raz, jak we wszystkich innych świątyniach. Zostało to wprowadzone jako znak pamięci o Lwie Ben Bezalelu. Kiedy Golem się zbuntował, rabbi śpiesznie wybiegł z synagogi przerywając modły i nie dośpiewał psalmu do końca. Kiedy niebezpieczeństwo minęło, Lew powrócił i odśpiewał psalm od początku do końca.

Grób rabbiego ben Becalela i jego żony Hawy na Zidovskym Hrbitove w Pradze


Sztuczne życie


Alchemicy próbowali stworzyć życie naśladując Naturę. Próbowali oni stworzyć w retorcie homunkulusa – sztucznego człowieka – łącząc ze sobą różne żywe elementy w rodzaju moczu, spermy albo krwi. Kabaliści chcieli czegoś więcej – naśladując Boga. Oni wierzyli w to, że przy pomocy Szem ha-Meforasz (jasno wyjaśnionego imienia) to jest dokładnego i pełnego imienia Bożego, można tchnąć życie w glinianą rzeźbę, tak jak Bóg tchnął życie w Adama. 

W traktacie „Sanhedryn” wchodzącym w skład Talmudu cytuje się źródła rabinów prekursorów w tworzeniu sztucznego życia. Rabin żyjący w IV wieku „stworzył człowieka” i wysłał go do swego przyjaciela Zeira. Ten zaś odezwał się do posłańca, ale nie otrzymał odpowiedzi. Zorientowawszy się, że przed sobą ma „stworzenie mędrców”, rabin obrócił go w proch. Drugie opowiadanie mówi o żyjących mniej więcej w tym samym czasie Haninie i Oszaju. Mędrcy ci stwarzali w piątek cielaka o rozmiarach jednej trzeciej dorosłego byka i zjadali go przy szabasowym stole.

Chodziło w tym wszystkim tylko o to, że stworzenie życia było kabalistycznym testem na prawidłowość i opanowanie tajemnicy Szem ha-Meforasz. Stworzone zwierzę należało natychmiast zlikwidować czytając zaklęcie wspak. Żydowscy mędrcy doszli do wniosku, że naśladować Boga jest czymś niebezpiecznym i bezmyślnym. Lew ben Bezalel nie mógł o tym nie wiedzieć. 

Ponadto uważano, że sztuczny człowiek był wyposażony jedynie w niższą duszę, czyli nefesz. Nie dotyczyły go żydowskie przepisy religijne, więc mógł pracować w sobotę. Widać więc, że Golem nie był gliną ożywioną zaklęciami.
 

Robot czy psychopata?


- Od razu odrzuciłem wszystkie hipotezy o mechanicznej figurze – opowiadał czeski badacz Ivan Mackerle. – Człekokształtny automat nie byłby w stanie dokonać czegokolwiek poza tym, na które go zaprogramowano. Słowo „golem” stało się kluczem do zagadki. Ma ono kilka znaczeń. Poza znanym nam „sztuczny człowiek, stworzony przy pomocy Kabały” ono znaczy także „niekształtna materia” i… „głupek”, „tępak”! I naraz mnie olśniło: w osnowie legendy mogła znajdować się historia człowieka psychicznie chorego. Niektórzy chorzy szkodzą sobie w czasie przypływów bezrozumności okazując w ich czasie niewiarygodną wprost siłę. Być może rabbi wziął sobie takiego właśnie człowieka na służącego. Będąc wszechstronnie wykształconym, Bezalel postanowił go wyleczyć. Ludzie widzieli, jak wkłada mu do ust lekarstwa. I stąd właśnie poszedł chyr, że to jest magiczny szem, który wkłada się mu do ust. W getto wybuchła panika, kiedy się okazało, że Bezalel zapomniał dać mu lekarstwo i służący w przypływie szaleństwa uciekł na ulicę. Przerażeni ludzie przybiegli po gospodarza do synagogi, przerywając nabożeństwo. Nie czekając na pomoc rabina służący umarł. Mógł się udusić, poranić, albo dano mu za dużą dawkę leku. Żeby nie było kłopotów, o jego śmierci nie powiadomiono nikogo, zaś ciało ukryto. 

Hipoteza Ivana ma tylko jeden słaby punkt, a mianowicie – trup na poddaszu zdesakralizowałby synagogę i byłaby ona nie nadająca się do modlitw. Rabbi nie mógłby tak postąpić, zwłaszcza że obok niej znajdował się żydowski cmentarz. Służący przestrzegał szabasu, zatem mógł być pochowany jak zwyczajny Żyd. 

[Należałoby tutaj postawić pytanie: a gdyby Golem nie był Żydem, to co? Czy jego zwłoki mogłyby zdesakralizować synagogę, czy nie? Czy nie-Żyda można było pochować na żydowskim kirkucie? Teoria o ukrytych zwłokach jakiegoś chorego biedaka raczej nie ma sensu, bowiem Żydzi są nadzwyczaj wrażliwi na punkcie swej religii i zapewne szybko sakralizowali by swoją świątynię, a zwłoki pochowali gdzieś indziej – uwaga tłum.]




Zaginiona tajemnica


Ivan Mackerle i kilku jego przyjaciół postanowił wejść na poddasze Staronovej Synagogi. A oto co opowiedział on o tej „ekspedycji”:
- Metalowe drzwi z przymocowaną na nich gwiazdą Dawida otworzyła się z trudem. Trzymając się jedną ręką metalowego sworznia wbitego w ścianę wisiałem 10 m nad ruchliwą, stołeczną ulicą. Jeden krok i znalazłem się w ciemnym pomieszczeniu, w którym zatrzymał się czas. Stare krokwie wychodziły z ciemności przypominając żebra jakiegoś mitycznego zwierzęcia. Balansowałem na długiej belce wiodącej do środka. 

Ivan Mackerle był rozczarowany. Nie zobaczył on żadnych śladów Golema.
- Strych Staronovej Synagogi jest niewielki i jest go łatwo obejrzeć. Chociaż my nie oczekiwaliśmy ujrzenia w każdym kącie starych świeczników, stare czapeczki i tony modlitewników, to panująca tam pustka zdumiała nas. Były tam tylko grube bale, kurz i odchody gołębi. Postawiliśmy na podłodze i włączyliśmy wniesiony na górę georadar. Powoli z cichym buczeniem wypluwał on papierowy pasek. Radar pokazał, że grubość podłogi wynosi mniej niż 40 cm, co wyklucza możliwość ukrycia czegoś w niej. Ale naszą uwagę przyciągnęły pustki nad kolumnami wypełnione brudem i cegłami.
Tymczasem nad drugą kolumną georadar wskazał, że jest tam coś. Złapaliśmy za łopaty i zaczęliśmy kopać przebijając się przez warstwę ptasiego guano. Na głębokości 50 cm wreszcie natknęliśmy się na coś twardego. Ale nie była to część szkieletu mechanicznej lalki. Leżał tam kawałek metalowego dachu…

Na belce nad drzwiami ktoś wyciął datę – 1883 rok. Ivan zaczął poszukiwania w archiwach i wyjaśniło się, że właśnie w tym roku strych odremontowano. Remontu dokonali ludzie o czeskich nazwiskach (jeden z nich spadł z dachu zabijając się na miejscu, co jeszcze umocniło wiarę w klątwę). To, co przerażało rabina Ezechiela i dlatego właśnie pozwolono chrześcijanom zabrać się za tą robotę. Czyli że przekleństwo to samo znikło. 

Tajemnica przeklętego poddasza pozostaje nadal zagadką. Odwiedzający synagogę tak właśnie uważają, że tak właśnie być powinno – lepiej nie znać niektórych sekretów…


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka”, nr 44/2015, ss. 22-23
Przekład z rosyjskiego – ©Robert K. Leśniakiewicz