Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przełęcz Diatłowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przełęcz Diatłowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 października 2025

Jeszcze o tragedii na Przełęczy Diatłowa

Na szczycie Otortenu

Parę dni temu stacja TV POLSAT DOKU wyemitowała film pt. „Śmierć studentów – Tajemnica Przełęczy Diatłowa” o tragedii na Przełęczy Diatłowa na Uralu, która wydarzyła się w lutym 1959 roku. Ukazano tam niektóre fakty, które miały tam miejsce i mogły przyczynić się do śmierci studentów. Przeciwstawiono w nim hipotezy stworzone przez naukowców:  dr. Aleksandra Puzrina i dr. Johana Gaume’a ze Szwajcarii, a także prof. Wiktora Popownina z Rosji oraz entuzjastki Teodory Hadżijskiej z Russe w Bułgarii. Na temat tragedii na Przełęczy Diatłowa zamieściłem 3 artykuły na moim blogu:

·        https://wszechocean.blogspot.com/2012/04/zmasakrowani-przez-ufo-czy-pocisk.html

·        https://wszechocean.blogspot.com/2012/04/zmasakrowani-przez-ufo-czy-pocisk_23.html

·        https://wszechocean.blogspot.com/2013/08/ogniste-kule-nad-gora-umarych-mordercze.html

·        https://wszechocean.blogspot.com/2013/08/ogniste-kule-nad-gora-umarych-co-mowia.html

·        https://wszechocean.blogspot.com/2018/05/tajemnice-przeeczy-diatowa-1.html

·        https://wszechocean.blogspot.com/2018/05/tajemnice-przeeczy-diatowa-2.html

Wszyscy uczeni są zdania, że tragedia ta została wywołana przez osunięcie się na namiot Diatłowców deski śnieżnej, która przeraziła ich do tego stopnia, że w panicznej ucieczce ulegli złamaniom i zmiażdżeniom, ale bezpośrednią przyczyną ich śmierci była hipotermia. Ofiary zamarzły na śmierć w panującej wtedy kurniawie. Szwajcarscy uczeni przedstawiają konkretne dowody na poparcie swych tez.

Pani Hadżijska z kolei twierdzi, że Diatłowcy rozbili namiot nie na stoku, ale u jego podnóża – w lesie. I to stało się przyczyną tragedii, bowiem wichura czy lawina obruszyły drzewo na namiot, co zabiło przez zmiażdżenie czworo wspinaczy. Pozostali w przerażeniu rozbiegli się i zamarzli na śmierć.

A potem miał miejsce zdumiewający ciąg dalszy. Po paru dniach na miejsce dotarli ratownicy, wysłani przez miejscowy komitet KPZR. Wśród nich byli zapewne pracownicy KGB oraz żołnierze Armii Radzieckiej. I teraz uwaga! – żeby nie narazić się na represje ze strony władz za niedopełnienie obowiązków, ci ludzie popełnili oszustwo polegające na przeniesieniu obozowiska 1,5 km wyżej – na stok Przełęczy Diatłowa. Że niby tam ich zasypała lawina, która zabiła co najmniej cztery osoby, zaś pozostałe zmusiła do ucieczki z wiadomym rezultatem.

Oczywiście nauka radziecka zna nie takie wypadki, ale coś takiego jest trudne do wyobrażenia. Już bardziej mi odpowiada hipoteza pośrednia o synergicznym działania kilku czynników, a mianowicie szalejącej kurniawy, osunięcia się deski śnieżnej i… nieudanej próby z radzieckim ICBM!

W grudniu 1960 roku Rosjanie postawili na starcie najnowszą rakietę R-16U, która mogła być rakietą balistyczną do przenoszenia głowic nuklearnych – czyli po prostu ICBM, albo rakietą kosmiczną mogącą wynieść satelitę na orbitę. Jak podaje Wikipedia:

R-16U 8K64/U (w kodzie NATO: SS-7 Saddler) – radziecki dwustopniowy międzykontynentalny pocisk balistyczny o zasięgu 11-13 tys. km z zależności od głowicy o mocy 3 do 5 Mt. Pierwszy udany lot rakiety odbył się 2 lutego 1961. Pierwszy pocisk wszedł do służby 1 listopada 1961. Rakiety zakończyły służbę w latach 1976-77 w związku z wejściem w życie SALT I. Największa liczba pocisków, 202 sztuki, było czynnych w 1965.

Awaria takiej rakiety była przyczyną katastrofy w Bajkonurze, 24 października 1960, w której zginęło 126 osób.

R-16 jest określany jako pocisk pierwszej generacji, prezentujący duży postęp wobec pocisku R-7, tzw. generacji zerowej. Był jednak bardzo podatny na rażenie rakietami głównego przeciwnika ZSRR, Stanów Zjednoczonych Ameryki. Pociski były gromadzone w hangarach, podatnych na bomby lotnicze i rakiety. Wytoczenie rakiety, jej zatankowanie i przygotowanie do startu zajmowało około trzech godzin. Pocisk mógł pozostawać zatankowanym 30 dni, z powodu bardzo korozyjnych własności utleniacza AK-27I składającego się z kwasu azotowego (HNO3) i tetratlenku diazotu (N2O4), jednego ze składników paliwa zwanego „jadem diabła”. Przed wystrzeleniem rakiety konieczne było też rozpędzenie żyroskopów układu naprowadzania, co zajmowało dodatkowe 20 minut. Na rysunku widzimy, jak wielka była to konstrukcja.

Rakieta R-16U w zestawieniu z wielkością człowieka

Rzecz w tym, że próby takiego ustrojstwa miały miejsce na 2-3 lata przed oficjalnym wprowadzeniem go do eksploatacji, a zatem w latach 1958-1959. Próby odbywały się na poligonach rakietowych w Pliesiecku – gdzie aktualnie znajduje się wojskowy kosmodrom Wojsk Kosmicznych FR, albo z poligonów rakietowych w okolicach Orenburga i Orska. Chodziło o to, by starty rakiet R-16 nie mogły być obserwowane z Europy Zachodniej. A zatem mogła tam być także rakieta R-16, która leciała z Pliesiecka na stepy Kazachstanu albo na poligon Kura na Kamczatce. Raczej do Kazachstanu lub innego pustynnego „stanu”. Być może po to, by pokazać towarzyszowi Mao, że lepiej trzymać z Sowietami niż z kimś innym. Ale to już kwestia polityki. 

Góra Otorten, Cholat Sjakl i Przełęcz Diatłowa

Przebieg wydarzeń mógł być następujący:

Diatłowcy rozbili obóz na zboczu pod przełęczą. Położyli się spać, ale jeszcze nie zasnęli. Nad namiotem powoli tworzył się śnieżny nawis…

Naraz usłyszeli oni gromowy odgłos pracujących silników rakietowych R-16 dobiegający z góry. Ktoś wyskoczył by zbadać sytuację i ujrzał pocisk rakietowy lecący w ich stronę. Ostrzegł innych, ale na nieszczęście rakieta eksplodowała siejąc ognistymi odłamkami dookoła w promieniu co najmniej dwóch kilometrów. Odłamki te później znajdowali i wyzbierali żołnierze oraz Mansowie, którzy pamiętali te eksperymenty. Potężne fale uderzeniowe oberwały śnieżną lawinę, która ich przysypała.

Przerażeni ludzie wydostali się z namiotu i rzucili się do ucieczki w jedynym logicznym kierunku – w dół stoku. Ślizgając się i przewracając nabawili się urazów i złamań, wskutek których nie byli w stanie dojść ani do namiotu ani do rozpalonego w lesie ogniska. Zamarzli na śmierć. Ciekawe, że u nikogo nie zaobserwowano zjawiska rozbierania się przed mroźną śmiercią, no chyba że nie byli oni w stanie się rozebrać bo już byli półnadzy i obolali od urazów i złamań. I koniec. W szalejącej kurniawie i przy kilkunastostopniowym mrozie ich ciała szybko zamarzły i tym sposobem przetrwały do wiosny.

Ślad po śnieżnej lawinie, która zeszła z Przełęczy Diatłowa w 2021 roku

Tymczasem ekipa ratowników i żołnierzy posprzątała ślady eksplozji i stwierdziła, co miała stwierdzić: „śmierć z hipotermii z nieznanych przyczyn”. I to stanowi do dziś podstawę teorii spiskowych i kłamstwa diatłowskiego, bardzo wygodnego władzom ZSRR.

Tak zatem prawda jest gdzieś pośrodku, głęboko schowana w sejfach rosyjskich służb specjalnych i Wojsk Rakietowych i/albo Aerokosmicznych FR.  

niedziela, 22 sierpnia 2021

Diatłowcy vs. Ałmas

 

Ałmas-Yeti z Ałtaju na rysunku w tybetańskiej kronice

W poprzednim materiale przekazałem 16 hipotez odnośnie tego, co mogło stać się na Przełęczy Diatłowa, gdzie w nocy 1/2.II.1959 roku doszło do masakry dziewięcioosobowego zespołu turystów mających zamiar zaliczyć przejście graniowe od góry Cholatczachl do góry Otorten – w linii prostej jest to 10 km. Członkowie grupy zginęli w do dziś niewyjaśnionych okolicznościach, a ich ciała odnaleziono i zniesiono z gór po pewnym czasie. Szczegóły Czytelnik znajdzie w mnogich artykułach, opracowaniach i książce Anny Matwiejewej pt. „Przełęcz Diatłowa – tajemnica dziewięciorga” (MOVA, Białystok 2020), którą polecam wszystkim zainteresowanym tą historią, a w której analizuje ona możliwe przyczyny tej dziwnej i niesamowitej tragedii.

Przedstawiona przez nią „hipoteza rakietowa” – nr 9 ma sens. Faktycznie, to właśnie w 1959 roku zaczęto eksperymenty z różnymi rakietami – wektorami broni jądrowej i termojądrowej, a także – jak usiłowałem to udowodnić – antyrakietami i bronią antysatelitarną – ASAT, czego może dowodzić zestrzelenie amerykańskiego bio-satelity Zeta SCORE w styczniu 1959 roku, który spadł w wody Baseny IV w porcie handlowym w Gdyni. Rzecz opisana w pracy „UFO i Kosmos” (Tolkmicko 2009), gdzie odsyłam Czytelnika. Chodzi tutaj o sławetny Incydent Gdynia 1959. Otóż te dwa pozornie oddalone od siebie wydarzenia mają punkty wspólne – a są to właśnie próby pocisków rakietowych… Szczątki rakiety na Uralu i satelita z Gdyni zostały dokładnie posprzątane przez ekipy KGB, GRU czy Wojsk Rakietowych, stąd nie pozostało nam nic innego poza domysłami, bo dowody znikły. Ale to wszystko dotyczy hipotezy nr 9, która brzmi nawet dość prawdopodobnie.

Aliści jest jeszcze jedna hipoteza – nr 17: atak ludzko-zwierzęcych hybryd.

Zacznijmy od lat 20. i 30., kiedy teoria ras święci swe tryumfy. W III Rzeszy „uczeni” pracują nad wypracowaniem modelu idealnego Aryjczyka. Według szefa organizacji Ahnenerbe – SS-Reichsführera Heinricha Himmlera tylko Niemcy wywodzący się z Ariów są godni przewodzić innym narodom. I przeprowadza ostrą selekcję ludzi na Ariów i resztę. Tą resztę przeznaczono do tego, by służyła narodowi panów – Übermenschom – panom ich życia i śmierci.

Nieco inaczej było w ZSRR. Tam pracowano nad stworzeniem Nowego Człowieka Radzieckiego – NCR, który byłby silny, odporny na wszystkie ciosy, choroby, czynniki zewnętrzne, itp., był bezmyślnym wykonawcą rozkazów i był lojalnym wobec Stalina i Partii. NCR miał być idealnym żołnierzem nie mającym żadnych skrupułów moralnych – jak członek hitlerowskiego SS.

NCR zamierzano wyhodować drogą krzyżowania człowieka z różnymi zwierzętami – padło na małpy. Prof. Ilia I. Iwanow krzyżował zatem ludzi z szympansami i orangutanami. Prace te wywoływały etyczne kontrowersje, na które odpowiedział w 1910 r. na konferencji zoologicznej w Grazu, gdzie zapowiedział próbę skrzyżowania człowieka z małpą. W 1921 r. wysłano go na staż do Instytutu Pasteura w Paryżu. Tam zaproponował ponownie podjęcie próby skrzyżowania człowieka z małpą. Pomysł znalazł poparcie Instytutu Pasteura, zaproponowano mu jako miejsce eksperymentu szympansi rezerwat w Kindli we Francuskiej Afryce Zachodniej. Poszukując środków na jego przeprowadzenie uzyskał m.in. dotację od ludowego komisarza oświaty Anatolija Łunaczarskiego – a zatem jeszcze za czasów rządów Lenina.

Do Afryki Iwanow dotarł w listopadzie 1926 r. i przystąpił do pracy. Pierwsze próby zapłodnienia szympansic ludzkim nasieniem przeprowadził w lutym 1927 r., wówczas też zwrócił się do gubernatora kolonii o pomoc w znalezieniu kobiet do zapłodnienia nasieniem szympansa, w związku z czym skierowano go do szpitala w Konakry. Iwanow nie miał oporów wobec prowadzenia eksperymentów na Afrykankach bez ich zgody, co wynikało z jego rasizmu i pogardy dla czarnoskórych.

Ostatecznie jednak władze kolonialne zakazały mu eksperymentów w obawie przed niezadowoleniem miejscowej ludności, a Akademia Nauk ZSRR wycofała dla niego poparcie. Już latem 1927 roku (a zatem w czasach rządów Stalina) Iwanow był zmuszony opuścić teren Francuskiej Afryki Zachodniej i wrócił do ZSRR, gdzie zgłosiła się do niego ochotniczka do zapłodnienia nasieniem szympansa. Władze radzieckie zaczęły mu jednak blokować możliwość prowadzenia takich eksperymentów, uznając je za zbyt kontrowersyjne. Zapładniał samice małp ludzką spermą i ludzkie kobiety spermą orangutana. Nic z tego nie wyszło, boż genetyki w ZSRR nie było. Dzięki szaleństwu Stalina, genetyka podobnie jak cybernetyka były wyklęte, a genetykę oddano w ręce szarlatanów pokroju Trofima Łysenki czy Olgi Lepieszyńskiej. Dzisiaj coś takiego byłoby możliwe dzięki inżynierii genetycznej i klonowaniu, ale w 1959 roku było to raczej wątpliwe, chociaż…

Pojawiające się tu i ówdzie opowieści o spotkaniach z Ałmasnym-Alma-Yeti właśnie w latach 20. XX wieku pozwala sądzić, że mamy do czynienia ze zbitką człowieka z małpą i niedźwiedziem, aczkolwiek pierwsze wzmianki o Ałmasnym pojawiają się już w XV wieku. Taka istota byłaby odporna na chłód i warunki wysokogórskie – czyżby prof. Iwanow chciał wyhodować coś takiego??? Gdyby tak choć jedna napadła na diatłowców, to nie zdziwiłbym się, że ci ostatni prysnęliby, gdzie pieprz rośnie. A że nie było ich śladów? No i co z tego? Taka istota na pewno potrafiłaby je zatrzeć za sobą i szukaj wiatru w polu! 

Nieprawdopodobne? Równie jak Neodinozaury w Gorcach. Ale Neodinozaurów nikt nie widział, a Ałmasa owszem – i to nieraz. Być może Iwanow słyszał o nich i zapragnął wyhodować sztucznie idąc naprzeciwko zachciankom przywódców radzieckich? Osobiście zakładam, że istoty pokroju Yeti i im podobnych kryptyd naprawdę istnieją, i są rezultatem genetycznych manipulacji prowadzonych jeszcze w czasach Atlantydy. Podobnie jak Syreny i inne mityczne (czy aby?) stworzenia.

Ale to już jest inna ballada.            

piątek, 20 sierpnia 2021

Tajemnica Góry Śmierci

 

Od czasu do czasu ludziom przypomina się jedna z najciekawszych tajemnic ZSRR, a konkretnie chodzi o tajemnicę śmierci 9 turystów na Przełęczy Diatłowa znajdującej się na Północnym Uralu. Rzeczywiście, wydarzenie to, które rozegrało się w okolicy góry Cholat Sjachl (Cholatczachl na N 61°45’ – E 059°27’; 1079 lub 1096,7 m n.p.m.) i sąsiedniego szczytu Otorten - (N 61°51’ - E 059°20’; 1182,0 lub 1234,2 m) jest zagadkowe i bardzo trudne do wyjaśnienia. Trudne o tyle, że skończyło się ono tragicznym finałem – zmasakrowane zwłoki dziewięciorga ludzi nie dały odpowiedzi na to, co stało się owej feralnej nocy na przełęczy Diatłowa, a martwi mają to do siebie, że milczą...

Ostatnio wpadła mi w ręce bardzo ciekawa powieść rosyjskiej pisarki Anny Matwiejewej pt. „Przełęcz Diatłowa – tajemnica dziewięciorga” (MOVA, Białystok 2020), którą polecam wszystkim zainteresowanym tą historią, a w której analizuje ona możliwe przyczyny tej dziwnej i niesamowitej tragedii. Tedy Anna Matwiejewa podaje w niej następujące hipotezy:

 



1.     Aryjska albo skarby dawnych Ariów.

Wiarygodność: 0,001%;

Źródło – „Moskowskij Komsomolec – Ural”;

Autorzy – J. Tiszczenko, S. Kazakow.

Treść: Podczas wyprawy diatłowcy trafili przypadkiem na jedno z wejść do dawnych aryjskich skarbców i zostali zabici przez strażników. Hipoteza aryjska narodziła się już dawno – jeszcze w XIX wieku i w niektórych kręgach jest nadal brana pod uwagę. Dość wspomnieć, że wyznawcą tej teorii był Himmler, który szukał śladów Ariów na całym świecie już w latach 30-tych XX wieku. Autorka zaznacza, że Ariowie ukryli gdzieś na Uralu, a właściwie pod Uralem, ogromny skarb, którego nikt nie był w stanie oszacować. Wedle legend, składa się nań złoto z grobowca Czyngiz-Chana, biblioteki Iwana IV Groźnego, Bursztynowa Komnata, złoto KPZR i III Rzeszy. No i oczywiste jest, że złoto to jest pilnowane w sposób szczególny.

Ariowie by je chronić uciekają się do użycia oślepiających „fałszywych słońc”, „śnieżnego człowieka” czy sztucznie wywołanych kataklizmów ekologicznych.

Autorka uważa jednak tą hipotezę za całkowicie absurdalną, która nadawałaby się po pewnej przeróbce na film grozy z Hollywood.

(Nawiasem mówiąc film taki powstał w 2003 roku i nosi tytuł „Dyatlov Pass Incident”, reż. Renny Harlin, koprodukcja Rosja/USA/Wk. Brytania. Horrorek jest słabiutki i szkoda nań czasu, a poza tym nie wnosi niczego nowego do sprawy. Brednie o Ariach wypisywali różni ezoterycy, zaś naziści poszukiwali tych krain w czasie swych podbojów.)

 

2.   Broń próżniowa (termobaryczna???)

Wiarygodność: 50%.

Źródła: I. Cariejew w „Encyklopedii cudów” (1998) i in.

Treść: Przyczyną śmierci diatłowców było to, że znaleźli się na terenie, gdzie przeprowadzono próby „broni próżniowej”. Jest to broń wywołująca znaczne rozrzedzenie powietrza na dużej przestrzeni. Od wewnętrznego ciśnienia na obrzeżach takiej strefy człowiekowi pękają naczynia krwionośne, a w epicentrum ciało rozrywa się na części. Mogło tak być, jednak nie da się zweryfikować tej teorii.

(Być może autor tego pomysłu miał na myśli bombę paliwowo-powietrzną w rodzaju amerykańskiej MOAB i rosyjskiej FOAB, których siła wybuchu jest o wiele większa od konwencjonalnych bomb i mają takie działanie, jak opisane przez autorkę. Użycie bomby termobarycznej wyjaśnia wiele z zaobserwowanych efektów, ale… Implozja takiej bomby dałaby o wiele silniejszy efekt audiowizualny, niż to, co obserwowano. Dlatego właśnie bełkot Macierewicza i jego speckomisji jest taki niewiarygodny…)

 

3.   Karły z Arktydy

Wiarygodność: 0%

Źródło: M. Burlieszyn – „Koszmar północnych szerokości geograficznych, Globus” w „Energetyce Stref Polarnych”.

Treść: Turystów Diatłowa zabiły posiadające zdolności PSI tajemnicze karły z Arktydy czyli nieodkrytego do dziś dnia kontynentu na Oceanie Arktycznym. Przy wejściu do swych siedzib karły ustanowiły barierę PSI, co tłumaczy przerażenie na twarzach zmarłych.
Michaił Burlieszyn jest znany ze swej fascynacji Północą i jej mieszkańcami, ale… - jak dotąd Arktydy nie odkryto, a nawet jeżeli karły z Arktydy istnieją, to ich spotkanie z diatłowcami i Mansyjczykami budzi poważne wątpliwości. Ani Ortoten ani Chołatczachl nie były i nie są świętymi uroczyskami i w pobliżu nie ma żadnych obiektów tego rodzaju. Wyraz przerażenia na twarzach to wymysł autora i nic ponadto, nie ma o nim ani słowa w dokumentach medycznych. 

(Przy całym szacunku, jaki żywię dla autora, muszę się zgodzić z Anną Matwiejewą, że jest to wszystko ciągnięte za włosy i pachnie na milę humbugiem. Owe karły przypominają mi Szare Karły z powieści Stefana Wula i chyba autor popełnił tu swego rodzaju zapożyczenie lub plagiat…[1] Poza tym to jest taka sama bajeczka jak ta o Ariach.)

 

4.   Kłótnia

Wiarygodność: 5%

Źródło: Opinia społeczna

Treść: Członkowie grupy Diatłowa pokłócili się z powodu dwóch dziewcząt w ekipie. Kłótnia miała tragiczne skutki.

Autorka uważa tą wersję za cyniczną bzdurę i pomówienie. Wszyscy znajomi diatłowców odrzucają to z oburzeniem. Poza tym wersja ta nie wyjaśnia dlaczego ich ubrania były skażone radioaktywnym pyłem, i innych.

(Ja też nie uważam tego za możliwe. Autopsja ciał dziewcząt ujawniła, że obie były dziewicami, więc nie chodziło tutaj o seks. To wyjątkowo przednia brednia.)

 

5.    Lawina

Wiarygodność: 3%

Źródło: M. Akselrod – znajomy diatłowców.

Treść: Turystów z grupy Diatłowa zabiła lawina śnieżna, która zeszła z gór wskutek jakiegoś wojskowego wybuchu. Lawina uderzyła w namiot i przygniotła go częściowo do podłoża. Dwie osoby doznały obrażeń głowy. Pozostali doznali pęknięć żeber i innych kości. Udało im się uciec z namiotu, ale kiedy po złożeniu rannych poszli do niego, to już nie wrócili. Zmarli z obrażeń i wyczerpania zabici przez dwudziestostopniowy mróz.

Wszystko jasne i proste, tylko że jest małe „ale”: nie było żadnych śladów zejścia lawiny, która powinna połamać stojące narty. Tego nie było. Nie wyjaśnia to śladów radioaktywności na ubraniach członków wyprawy. Poza tym, skoro lawinę spowodował jakiś wybuch, to gdzie są jego ślady???

(Nie mówiąc już o tym, że taki wybuch musiałby być słyszalny w promieniu wielu kilometrów, a o czymś takim dokumenty nie wspominają…)

 

6.   Hipoteza mansyjska

Wiarygodność: 5%

Źródło: Opinia społeczna, Władimir Korotajew w wywiadzie dla „Moskiewskiego Komsomolca”

Treść: Diatłowcy złamali święty zakaz, za co zostali zamordowani przez Mansów. Poza tym Mansowie mogli połaszczyć się na spirytus, który mieli diatłowcy ze sobą. Autorka wprost stwierdza, że to bzdura i że Mansowie nigdy nie uznawali tych terenów za święte. Władze usiłowali wrobić Mansów w morderstwo grupy Diatłowa, ale nie znaleziono na to żadnych dowodów mimo ostrych przesłuchań i tortur. I znów, brak wyjaśnień dla radioaktywnych śladów i innych anomalii. Poza tym Mansowie są ludźmi życzliwymi i przyjaznymi dla turystów, co potwierdzają wszyscy, którzy się z nimi zetknęli.

(Klasyczne poszukiwania kozła ofiarnego w postaci Mansów, całkowicie niewiarygodne z naszego punktu widzenia. Zresztą to był 1959 rok, zapadły kąt ZSRR i stalinowskie metody miały się tam bardzo dobrze mimo chruszczowowskiej odwilży. Na szczęście nie znaleziono winnego…)

 

7.    Niedźwiedź

Wiarygodność: 0,001%

Źródło: pisarz W. Miasnikow i inni

Treść: w nocy 1/2.II.1959 roku na przełęcz zabłąkał się głodny niedźwiedź, który nie zapadł w zimowy sen i napadł na diatłowców. Przestraszył pierwszą grupę, która uciekła i napadł na drugą grupę.

Wedle autorki wersja jest bez sensu, bowiem nie znaleziono żadnych śladów zwierzęcych poza śladami ratowniczego psa tropiącego. Poza tym na ciałach zabitych nie było śladów napaści przez dzikiego zwierza (zadrapania, ugryzienia, rozszarpania, itd.).

(Trudno przypuszczać, by misiek obudził się w czasie trwania tak silnych mrozów – poniżej -20°C. To się zdarza, ale niezmiernie rzadko. Poza tym głodny niedźwiedź zaatakowałby najpierw zapasy żywności diatłowców, bo to było najłatwiejsze i najszybsze źródło uzyskanych kalorii, a nie ich samych.)

 

8.   Piorun kulisty

Wiarygodność: 0,2%

Źródło: Opinia społeczna

Treść: Do namiotu diatłowców wpadł piorun kulisty. Turyści uciekli z namiotu i nie byli w stanie znaleźć drogi powrotnej i zamarzli na śmierć.

Czy mogła być to „ognista kula”?

Tak czy siak – pisze autorka – wersja jest absurdalna. Piorun kulisty jest poruszającym się ładunkiem elektrycznym, przez co reaguje na najmniejszy ruch fizyczny. Oznacza to, że zabiłby turystów jeszcze w namiocie…

(Niekoniecznie, mógł on przeniknąć przez płótno namiotu i wystraszyć turystów, co skończyło się ich śmiercią z urazów i wychłodzenia. Poza tym świadkowie widzieli jakieś pomarańczowe kule nad szczytem Cholatczachl, a zatem niedaleko od Przełęczy Diatłowa. Dla mnie ta wersja ma wiarygodność do 50%, jednakże nie ma wyjaśnienia skąd wzięły się pioruny kuliste zimową porą w górach…)

 

9.   Satelity albo/i obłok sodowy

Wiarygodność: 70%

Źródło: Turysta Aleksiej Koskin, radiotelegrafista ekspedycji Igor Niewolin.

Treść: W miesiącach zimowych 1959 roku na Uralu Północnym miały miejsce próby rakiet z ładunkiem sodowym. To właśnie te rakiety okoliczni mieszkańcy, turyści i myśliwi wzięli za „ogniste” lub świetliste” kule. To zupełnie prawdopodobne, że jedna z takich kul wylądowała w okolicach przełęczy, gdzie nocowali diatłowcy. Próby te trwały co najmniej od lutego 1958 roku, drugi z wystrzelonych satelitów spadł na Alaskę. Satelity te wystrzeliwano z 68 równoleżnika w kierunku południowym i miały one spadań na poligon Nadym. Satelity te spadały także w iwdelskiej tajdze, a ich lot przypominał przelot kul z ogonami. To były właśnie ziemskie NOL-e Korolowa.

Autorka skomentowała to krótko, że jest to najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie i wystrzelenie jednego z takich satelitów mogło być przyczyną śmierci diatłowców.

(A zatem przyczyną śmierci była panika i cios fali uderzeniowej, który rzucił ludźmi na kamienie. Pozostałych pary sodu oparzyły i oślepiły, co w rezultacie też doprowadziło tych ludzi do śmierci. I to wyjaśnia niemal wszystkie zagadki związane z zagładą grupy Diatłowa.)

 

10.                     UFO

Wiarygodność: 2%

Źródło: Opinia społeczna, w wersję tą wierzył także – uwaga! – prokurator śledczy Lew Nikitowicz Iwanow (!)

Treść: W nocy 1/2.II.1959 roku, na przełęczy wylądowało UFO, które zabiło w sposób bezpośredni lub pośredni diatłowców i odleciało z powrotem. Cóż – hipoteza ta wyjaśniała wszystko, co niewyjaśnialne…

(Pomysł niezły, ale niestety brak jakichkolwiek śladów lądowania NOL-a. Poza tym dlaczego Ufiaści mieliby zabijać tych ludzi? Już prędzej mogli ich porwać…)

 



11.                       Upozorowanie

Wiarygodność: 35%

Źródło: Turysta Jurij Kuncewicz i inni.

Treść: Po niewyjaśnionej eksplozji, która spowodowała ciężkie obrażenia u jednych i śmierć u pozostałych turystów z grupy Diatłowa, na przełęczy pojawiła się grupa wsparcia lotniczego, która towarzyszyła rakiecie. Po ocenie sytuacji oficer wydał żołnierzom rozkaz, by dobili jeszcze żywych turystów. Namiot z rzeczami przenieśli na miejsce, gdzie potem znaleźli je uczestnicy akcji poszukiwawczej, a ciała wyrzucili ze śmigłowca, z niedużej wysokości. Prawdopodobnie stąd wzięły się złamania nie mające oznak zewnętrzych – wszak ci ludzie już nie żyli. Cel spektaklu był oczywisty: zagmatwać śledztwo i odsunąć podejrzenia od testów kosmicznych.

Autorka skomentowała to krótko: początkowo wydawało się, że hipoteza ta ma rację bytu, ale… nie pasuje do znanych faktów.

(Od siebie dodam tylko, że wystarczyło zabrać ciała i wszystkie przedmioty do nich należące, zatrzeć ślady na śniegu. Wszystko potem spalić, popioły rozsiać i szukaj wiatru w polu… Tak robiono, by ludzie znikali z powierzchni Ziemi na wieki wieków i amen. Prosto, szybko i bez zbędnych śledztw, poszukiwań, dochodzeń i całego tego cyrku nazywanego wymiarem sprawiedliwości… Według mnie wiarygodność tej teorii równa się 5% i nie więcej!)

 

12.                      Wybuch atomowy

Wiarygodność: 0%

Źródło: Powszechna opinia społeczna

Treść: Nocą 1/2.II.1950 roku, na Uralu Pn., w rejonie iwdelskim, w pobliżu góry Chołataczachl, w dolinie 4-go dopływu rzeki Łoźwy, miała miejsce próba broni atomowej. Dokładnie właśnie w tym czasie zaczynał się jądrowo-kosmiczny boom i najprawdopodobniej takie próby były prowadzone w całym kraju, w bezludnych okolicach. Diatłowcy mogli stać się ofiarami prawdziwego wybuchu jądrowego.

Autorka komentuje to jednoznacznie: gdyby doszło tam do wybuchu jądrowego, to jego skutki wpłynęłyby znacznie na środowisko, tymczasem na Uralu Pn. nie zauważono takowych. Wybuch był, ale testowano nie broń jądrową, ale coś innego.

(Przede wszystkim taki wybuch pozostawiłby ślady w postaci napromieniowanych roślin i zwierząt, braków w pokrywie śnieżnej, zwitryfikowanej gleby i skał, no i zapewne byłby widziany przez Mansyjczyków i innych mieszkańców okolicy z miejscowości Uszma (50 km), Ust’-Manja (60 km) czy Berdysz (80 km)… )

 

13.                      Szwadron śmierci i zbiegowie z więzienia

Wiarygodność: 25%

Źródło: Opinia społeczna

Treść: Miejsce, gdzie w styczniu 1959 roku wydarzyła się tragedia, która doprowadziła do śmierci dziewięciorga turystów ze Swierdłowska, należało (i nadal należy) do rejonu iwdelskiego. Nazwa „Iwdel” oznaczała wówczas mniej więcej to samo, co Kołyma”, była tylko mniej rozpowszechniona. „Iwdel” jest tym samym, co Iwdelłag” – to tutaj „siedzieli” więźniowie z całego ZSRR. […] Niewielką częścią tej schedy po Stalinie są szwadrony śmierci.

Szwadrony śmierci to nie mężni żołnierze gotowi przylegnąć piersią do ambrazury, wręcz przeciwnie. Szwadrony składały się z profesjonalnych katów, których chlebem powszednim byli zbiegli przestępcy – więźniowie, kacetowcy, zeki[2]… […]

W lutym 1959 roku w poszukiwaniach rzekomo brał udział zbiegły z Iwdelłagu zek, „wor w zakonie”[3] o ksywce Iwan. Z Iwanem zbiegło kilku współwięźniów, równie niebezpiecznych. Na ich poszukiwania wysłano szwadron śmierci.

Chodzi w tym wszystkim o to, że diatłowcy mogli natknąć się na szwadron śmierci i zostali przez nich zamordowani jako zbiegowie.

Autorka komentuje te „rewelacje” następująco – nie było żadnego napadu. No to wskazywał brak jakichkolwiek obcych śladów i fakt, że nie zabrano żadnych rzeczy z wyposażenia grupy, a przecież były tam rzeczy bardzo przydatne w górach i tajdze… Nie mówiąc już o tym, że obie dziewczyny zostałyby zgwałcone (obie były dziewicami), poza tym na pewno doszłoby do walki z zekami czy łagiernikami, a tego nie stwierdzono.

(Hipoteza ciekawa, ale nie pasuje do faktów, a poza tym ostatnio modne demonizowanie wszechwładzy KGB i jego „departamentu mokrej roboty”[4] w ramach podlizywania się Zachodowi – choroba, która nie ominęła także Rosji – nie sprzyja dochodzeniu do prawdy o tych wydarzeniach. A zatem rzecz jest wiarygodna na 25% ze wskazaniem in minus.)

 

14.                       Zaczystka

Wiarygodność: 50%

Źródło: Opinia publiczna.

Treść: Ta tzw. zaczystka jest jedną z najstraszniejszych hipotez dotyczących sprawy diatłowców. Istnieje szereg pośrednich dowodów na to, że na przełęczy i w pobliżu szczytu 1079 prócz grupy diatłowców byli też inni ludzie. Świadczą o tym znalezione na przełęczy i nierozpoznane jako należące do grupy ślad obcasa i ebonitowy futerał (na nóż).

Zgodnie z tą wersją przebieg zdarzeń był następujący:

1 lutego 1959 roku odbyła się jedna z prób rakietowych. Możliwe, że rakieta została wystrzelona w Pliesiecku. Jednak broń zboczyła z trasy i spadła w pobliżu miejsca noclegu diatłowców. Turyści zostali ranni wskutek eksplozji i rozprzestrzeniającego się natychmiast promieniowania, ale nie umarli.

Zgodnie z ówczesnymi standardami na miejsce nieoczekiwanego lądowania rakiety przybyła GWP – grupa wsparcia powietrznego – jeden oficer i kilku żołnierzy, żeby sprawdzić, czy nie ucierpiały środowisko naturalne, ludzie i co najważniejsze – tajność przedsięwzięcia.

Kiedy na miejscu katastrofy wojskowi spotkali 9 osób, postanowili działać zgodnie z instrukcją, według której wydarzenie nie powinno mieć świadków. […] Czwórce z nich pozwolono zamarznąć na śmierć, pozostałych zabito, a następnie zakopano w śniegu przykrywając gałęziami, skąd wymyła je woda.

Autorka skomentowała to następująco: Wersja o zaczystce często pojawia się z wersją o upozorowaniu. Wersje te się wzajemnie nie wykluczają, a wręcz uzupełniają. Wersja o zaczystce wydaje się być prawdopodobną.

(Tyle autorka. Uważam, że obie wersje są niewiele warte, bo jak już napisałem wcześniej – nie ma śladów upozorowania i/lub zaczystki. Poza tym trudno przyjąć, że ci, którzy to zrobili nie posprzątali po sobie i zostawili zabitych i umierających oraz ich sprzęt, narażając eksperyment na ujawnienie – bo zawsze znajdzie się ktoś zadający niewygodne pytania. Powinni byli zabrać wszystko z miejsca incydentu i pozbyć się poprzez spalenie czy zatopienie w głębinach Morza Karskiego – przecież mieli takie możliwości! I szukaj wiatru w polu! Był człowiek, był problem – nie ma człowieka, nie ma problemu – po stalinowsku. Dlatego też obie wersje można o kant potłuc… Ich wiarygodność jest niska.)

 

15.                      Zamarznięcie

Wiarygodność: 5%

Źródło: W 1959 roku na tą teorię naciskało kierownictwo partyjne i wojskowe, a także wszyscy, którzy uważali inne przyczyny tragedii za niewygodne.

Treść: W nocy 1/2.II.1959 roku turyści z grupy Diatłowa z jakiegoś powodu nagle opuścili namiot, nie mogli znaleźć drogi powrotnej i po prostu zamarzli.

Autorka komentuje to tak: Troje zmarłych turystów leżało w tzw. dynamicznych pozach, co oznacza, że śmierć dosięgła ich w czasie próby czołgania się po śniegu. Możliwe, że wówczas zamarzli, ale zamarznięcie nie było przyczyną ale skutkiem.

Dowody: Wysoki poziom zanieczyszczenia odzieży substancjami radioaktywnymi, wylewy krwi i złamania u Dubininy i Zołotariowa, złamanie podstawy czaszki u Thibeaux-Brignolle’a, pęknięcie czaszki u Słobodina.

(Nareszcie jakieś dowody. Te obrażenia sugerują albo upadek z wysokości, albo… zabójstwo. I tego chyba obawiały się ówczesne władze, co oczywiście powoduje powstawanie teorii spiskowych, w których występują funkcjonariusze KGB, żołnierze SPECNAZ-u GRU, żołnierze GWP z Wojsk Rakietowych, krwiożerczy Mansowie, jeszcze bardziej krwiożerczy Ałmasny-Yeti, zekowie i łagiernicy, itd. itp.)

 

16.                      Zatrucie spirytusem

Wiarygodność: 0%

Źródło: Opinia publiczna

Treść: Turyści z grupy Diatłowa zatruli się, bo pomylili spirytus metylowy z etylowym.

Autorka skomentowała to tak: Zupełnie niemożliwe. Po pierwsze – w grupie Diatłowa nie było alkoholików. Po drugie – piersiówka pozostała na miejscu, a znajdujący się w niej spirytus był tym „właściwym”. Po trzecie – sekcja zwłok nie wykazała żadnego alkoholu w ciałach diatłowców.

(Autorka zamieściła to przypuszczenie chyba tylko ze względu na istnienie takiej możliwości. Doświadczeni turyści wiedzą, że picie alkoholu w górach może spowodować wypadek, więc na pewno go nie używali. Osobiście sądzę, że prawda jest gdzieś pośrodku i być może zostaną ujawnione pozostałe dokumenty, które definitywnie rozwiążą tą zagadkę. A jak na razie jesteśmy skazani na domysły…)



[1] Stefan Wul – „Remedium”, 1982.

[2] Zek – więzień z zakładu karnego.

[3] Zawodowy przestępca, recydywista.

[4] V Zarząd Główny KGB.