Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzoplanety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzoplanety. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 lipca 2021

System Alfy Centaura ma dobre warunki do życia

 

Alfa Centaura (Toliman) i jego słońca A i B.

Amber Jorgenson

 

Promieniowanie rentgenowskie nie sprawia zagrożenia dla planet orbitujących obie gwiazdy Tolimana, które są podobne do Słońca.

Alfa Centaura czyli Toliman jest systemem gwiezdnym najbliższym Ziemi i składa się z dwóch słońcopodobnych gwiazd. Znajduje się on nieco ponad 4 ly, albo 25 trylionów mil lub 40 trylionów kilometrów, satelita Chandra odkrył, że obie gwiazdy mogą mieć warunki do podtrzymania życia na tamtejszych egzoplanetach.

Poszukiwania egzoplanet nadających się do zamieszkania rozciągają się daleko i szeroko, przesuwając granice tego, do czego zdolne są nasze nowoczesne teleskopy. Zapewniamy jednak, że nie ignorujemy tego, co jest na naszym własnym podwórku. Naukowcy uważnie przyglądają się Alfa Centaura, najbliższemu Ziemi systemowi, w którym znajdują się gwiazdy podobne do Słońca. A teraz obszerne badanie opublikowane w Research Notes of the AAS oczyszcza dwie najjaśniejsze gwiazdy Alpha Centauri z kluczowego czynnika sprzyjającego zamieszkiwaniu: niebezpiecznego promieniowania X – czyli rentgenowskiego.

W ramach badania, Obserwatorium Rentgenowskie Chandra (NASA) obserwowało trzy gwiazdy Alfa Centaura, które znajdują się zaledwie 4 lata świetlne od Ziemi, dwa razy w roku od 2005 roku. W celu określenia, czy planety znajdujące się na ich orbitach mogą być zamieszkiwane, Chandra monitorował ilość promieniowania rentgenowskiego, które każda gwiazda wyemitowała do swojej strefy nadającej się do zamieszkania - ekosfery. Nadmiar promieniowania rentgenowskiego może siać spustoszenie na planecie, zdmuchując jej atmosferę, powodując szkodliwe skutki dla potencjalnych mieszkańców i tworząc niszczycielską pogodę kosmiczną, która może zepsuć każdą używaną technologię. Ale na szczęście potencjalne planety krążące wokół dwóch z trzech gwiazd nie muszą się tym martwić. W rzeczywistości te gwiazdy mogą faktycznie stworzyć lepsze warunki planetarne niż nasze własne Słońce.

- Jako że jest ona relatywnie blisko, system Alfy Centaura jest przez wielu postrzegany jako najlepszy kandydat do poszukiwania znaków życia – mówi Tom Ayers z Uniwersytetu Kolorado w Boulder, CO w czasie konferencji prasowej. – Kwestią jest czy odkryjemy planety z warunkami sprzyjającymi życiu jakie znamy?

Trzy gwiazdy tworzące system α Centauri  nie są dokładnie sobie równe, niektóre są bardziej przyjazne dla życia niż inne. Dwie najjaśniejsze gwiazdy w układzie to para znana jako α Cen A i α Cen B (w skrócie Toliman AB), które krążą tak blisko siebie, że Chandra jest jedynym obserwatorium wystarczająco precyzyjnym, aby rozróżnić ich promieniowanie rentgenowskie. Dalej w układzie znajduje się α Cen C, znana jako Proxima, która jest najbliższą Ziemi gwiazdą niepodobną do Słońca. Obie pary AB są niezwykle podobne do naszego Słońca, z Tolimanem A prawie identyczną pod względem wielkości, jasności i wieku, a Toliman  B tylko nieco mniejsza i ciemniejsza.

Toliman A i Toliman B mogą wyglądać odmiennie na tym zdjęciu wykonanym przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a, ale bez bardzo precyzyjnych instrumentów, dwie podobne do Słońca gwiazdy wydają się być pojedynczym jasnym obiektem na niebie. (ESA/NASA)

Jeśli chodzi o promieniowanie rentgenowskie, α Cen A w rzeczywistości zapewnia bezpieczniejsze środowisko planetarne niż Słońce, emitując niższe dawki promieniowania rentgenowskiego do swojej ekosfery; α Cen B tworzy środowisko, które jest tylko nieznacznie gorsze od Słońca, uwalniając tylko pięciokrotnie większe ilości promieni rentgenowskich.

- To bardzo dobra wiadomość dla α Cen AB, jeśli chodzi o zdolność możliwego życia na dowolnej z ich planet do przetrwania ataków promieniowania z gwiazd – powiedział Ayres. - Chandra pokazuje nam, że życie powinno mieć szansę na egzystencję na planetach wokół którejkolwiek z tych gwiazd.

Toliman A i Toliman B

Proxima to już osobna historia. Jest to znacznie mniejszy czerwony karzeł, który emituje około 500 razy więcej promieniowania rentgenowskiego do swojej ekosfery niż Ziemia otrzymuje od Słońca i może promieniować 50.000 razy więcej podczas masywnych rozbłysków rentgenowskich, o których wiadomo, że rzucają w kosmos. O ile promieniowanie rentgenowskie duetu AB nie jest zagrożeniem dla życia, o tyle ogromna dawka wyrzucana przez Proximę zdecydowanie nim jest.[1]

I na szczęście jedyna egzoplaneta zidentyfikowana w Alpha Centauri krąży wokół niezamieszkałej Proximy.[2] Jednak naukowcy nie tracą nadziei. Kontynuują poszukiwania egzoplanet wokół pary AB, chociaż ich ciasna orbita utrudnia dostrzeżenie czegokolwiek pomiędzy nimi. Ale nawet jeśli poszukiwania nadal będą puste, szeroko zakrojone badania Chandry pomogą naukowcom zbadać wzorce promieniowania rentgenowskiego gwiazd podobnych do naszego Słońca, co pozwoli nam zidentyfikować potencjalne zagrożenia dla Ziemi. A jeśli natkniemy się na planety krążące wokół tych dwóch gwiazd, możemy po prostu znaleźć ślady życia na naszym własnym podwórku. 

 

Moje 3 grosze

 

Wygląda na to, że mamy trudny orzech do zgryzienia. W ogóle sprawa istnienia układów planetarnych wokół podwójnych i w ogóle wielokrotnych gwiazd jest mocno problematyczna. Obawiam się, że większych planet w układzie Tolimana AB po prostu nie ma, bo dwie bliskie sobie gwiazdy wyłapały grawitacyjnie wszystkie grudki materii leżące wewnątrz ich orbity.

Co innego z ciałami niebieskimi będącymi poza ich orbitą, takimi jak Toliman C Proxima. Owszem, mogą mieś trwałe orbity, ale daleko od obu słońc i co za tym idzie daleko poza ekosferą Tolimana. Planety mogą być tak wymrożone jak nasz Pluton i życia białkowego na nim nie uświadczysz. Ale nie znaczy to, że nie mogło tam się rozwinąć życie w oparciu o inny chemizm. Mogą istnieć jacyś Kryonidzi czy Krynoidzi już nawet u nas, w Układzie Słonecznym, na lodowych pustkowiach Plutona czy Sedny…

Jest jeszcze druga strona medalu – życie może się rozwijać i prosperować w jakichś planetarnych podziemiach Proximy b, gdzie nie zagrozi mu ani promieniowanie X rodzimej gwiazdy ani kosmiczny mróz. Jest jeszcze trzecia możliwość – to, co zabija nas, dla Nich może być źródłem energii i życia. Im więcej zabójczego promieniowania X, tym lepiej dla Nich. Tak więc nie przekreślałbym możliwości istnienia życia na Proximie b i Proximie c – którą już ponoć odkryto…

I jeszcze z drugiej beczki.

A może jest tak, że są to rozumne maszyny stworzone przez cywilizację, która dawno wygasła, a co genialnie prorokował Stanisław Lem w swych dziełach? Kosmos jest tak wielki, a przepaście Czasu tak głębokie, że może w nim istnieć dosłownie wszystko. Stanisław Lem doskonale to rozumiał, dlatego uważam, że jego „Bajki robotów” nie są wcale takimi bajkami, jakimi się być wydają…

Ale czy takie „życie robocie” można nazwać życiem…? Uważam, że tak.


Komentarze Czytelników

 

Drogi Platonie – czyżbyś zapomniał już o swym artykule „Przybysze z Kosmosu – żywi czy martwi”. Bo wiesz – być może jest tak, że my, żywe organizmy, jesteśmy tylko formą przejściową pomiędzy światem żywego intelektu a światem maszyn rozumnych, o czym wspominał cytowany przez Ciebie Stanisław Lem. Co więcej – być może Kosmos jest pełen takich właśnie maszyn rozumnych, które ewoluują dalej, aż do stadium Kosmicznego AC z nowelki A.C. Clarka.

A zatem być może mamy a na pewno będziemy mieli do czynienia z Rozumem, ale nie w postaci żywych istot, ale rozumnych lecz martwych maszyn. Lem to właśnie przewidział i przekazał w swych powieściach i opowiadaniach takich jak: „Niezwyciężony”, „Księga robotów”, „Bajki robotów”, „Cyberiada” i in. (Daniel Laskowski) 


Źródło:  https://astronomy.com/news/2018/06/alpha-centauri-system-could-have-favorable-conditions-for-life?utm_source=asyfb&utm_medium=social&utm_campaign=asyfb&fbclid=IwAR3jxh53M6kxtHmN8XqT-jZxc3Skju75ohm9ax_jkpeIk31TbMN4ASjgTw0  

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

 

 



[1] Proxima jest gwiazdą zmienną rozbłyskową, która potrafi rozbłysnąć nawet o całe 2 magnitudy…

[2] Proxima b.

środa, 4 listopada 2020

Planety-przybłędy: nowe zagrożenie

 

Przypuszczalny wygląd planety OGLE-2016-BLG-1928

O planetach-przybłędach zwanych także wędrownymi wiadomo już od dłuższego czasu. Niektóre z nich nawet zlokalizowano i okazały się być planetami typy jowiszowego albo niewielkimi globami o gęstości diamentu i o takim właśnie składzie. Osobiście jestem przekonany, że takie kosmiczne diamenty są pozostałościami po gazowych olbrzymach, które pozbyły się atmosfer i pozostało po nich tylko jądra w postaci diamentów właśnie. Bardzo przystępnie wyjaśnił to Arthur C. Clark w powieści „Odyseja Kosmiczna – 3001”, w której przedstawia „diamentową” hipotezę jąder gazowych olbrzymów.

Ale ad rem. W polskiej edycji rosyjskiego „Sputnika” natrafiłem na taką informację:


Niesamowite odkrycie polskich astronomów: natrafili na „bezpańską planetę” wielkości Ziemi

Naukowcy po raz pierwszy odkryli w pustce przestrzeni międzygwiezdnej bardzo małą „bezpańską planetę”, którą można porównać pod względem rozmiarów do Ziemi i innych wewnętrznych światów Układu Słonecznego – poinformowała służba prasowa Uniwersytetu Warszawskiego, powołując się na artykuł w czasopiśmie „Astrophysical Journal Letters”.

„Kiedy otrzymaliśmy pierwsze sygnały, uzyskane dzięki mikrosoczewkowaniu grawitacyjnemu, od razu uświadomiliśmy sobie, że światło odległej gwiazdy jest zakrzywione przez bardzo niewielki obiekt, planetę OGLE-2016-BLG-1928, zbliżoną pod względem rozmiarów do Marsa czy Ziemi. Jesteśmy przekonani, że nie mógł wywołać tego obiekt, krążący wokół gwiazdy, ponieważ odnotowalibyśmy ślady jej istnienia” – powiedział dr Radosław Poleski, planetolog z Uniwersytetu Warszawskiego, którego wypowiedź cytuje biuro prasowe uczelni.

    W ciągu ostatnich dziesięcioleci astronomowie odkryli w leżących niedaleko Ziemi układach ISM jednocześnie kilka bardzo słabo świecących i zimnych ciał niebieskich, które często nazywa się „bezpańskimi planetami”. Ich dokładne pochodzenie i właściwości nie są na razie znane.

Część naukowców uważa je za duże planety, które zostały wyrzucone poza granice ich systemów gwiezdnych w wyniku serii złożonych oddziaływań grawitacyjnych, podczas gdy inni uczeni przypuszczają, że w rzeczywistości są bardzo  zimnymi i niedużymi brązowymi karłami, „nieudanymi” gwiazdami o bardzo małej masie.

Przed tym odkryciem wszystkie potencjalne i znane „bezpańskie planety” były kilkukrotnie cięższe i większe od Jowisza, co nie pozwalało stwierdzić naukowcom, jak często mniejsze obiekty o rozmiarach Ziemi są wyrzucane do przestrzeni międzygwiezdnej. Jest to po części związane z tym, że istniejące instrumenty po prostu fizycznie nie są w stanie zaobserwować tak niewielkich obiektów poza Układem Słonecznym.

 

Ewidencja „bezpańskich planet”

 

Z tego powodu naukowcy próbują znajdować „bezpańskie planety” na podstawie tego, jak bardzo ich przyciąganie wykrzywia światło gwiazd, przechodzących w ich pobliżu. Podobne obserwacje już od wielu lat są prowadzone w ramach projektu OGLE, jednak od czasu jego rozpoczęcia dr. Poleskiemu i innym jego uczestnikom udało się znaleźć tylko czterech kandydatów do roli swobodnych planet.

Poleski i jego koledzy odkryli pierwszą „swobodną planetę” o rozmiarach Ziemi, analizując dane, jakie uzyskano w ramach OGLE jeszcze w czerwcu 2016 roku. Uwagę naukowców zwróciła jedna z gwiazd, położona w Gwiazdozbiorze Strzelca, której światło było skrzywione bardzo niedużą mikrosoczewką grawitacyjną przez zaledwie 42 minuty.

Po szczegółowej analizie tego zjawiska astronomowie potwierdzili, że nie doszło do niego z powodu błędów instrumentów czy aktywności samej gwiazdy, a także określili przykładowe rozmiary „bezpańskiej planety”, która je wywołała. Według ich ocen pod względem swoich rozmiarów i masy jest ona porównywalna do Ziemi czy powiększonej kopii Marsa, ustępującej naszej planecie pod względem wielkości mniej więcej trzy razy.

Naukowcy są praktycznie na 100% przekonani, że ten układ znajduje się w ośrodku międzygwiazdowym, a nie krąży wokół innej gwiazdy, ponieważ wtedy znajdowałby się w ogromnej odległości od niej, przekraczającej dystans między Ziemią i Słońcem ponad ośmiokrotnie.

Odkrycie OGLE-2016-BLG-1928, jak podkreślają dr Poleski i jego koledzy, daje duże nadzieje, że powstające obserwatorium orbitalne WFIRST, przeznaczone do poszukiwań „swobodnych planet”, odkryje dziesiątki podobnych, niedużych obiektów, wyrzuconych z ich systemów gwiezdnych. Z kolei ich „ewidencja” pomoże zrozumieć, jak często tak się dzieje i w jaki sposób podobne procesy mogą wpływać na możliwość zamieszkania całej galaktyki.[1]

 

Pod pewnym względem odkrycie jest niesamowite, bowiem może ono – ale nie musi – mieć związek z legendami o brunatnym karle towarzyszu Słońca, o Nibiru, Nemezis i innych jeszcze nieodkrytych ciałach niebieskich czających się gdzieś hen, w ciemnościach Pasa Kuipera czy Obłoku Oorta.[2]

 

Przyjdzie Nibiru i wyrówna…

 

Czytam te wszystkie posty na portalach społecznościowych i zastanawia mnie, jak można żerować na ludzkiej głupocie i niewiedzy? Kiedy czytam wieści ze świata, to przypominają mi się od razu lata 1980-81, kiedy to na fali społecznych niepokojów pojawiła się fala doniesień o końcu świata, III Wojnie Światowej, itd., itp. Czytając te głupoty można było tylko osiwieć. Teraz mamy znów to samo – do grozy pandemii COVID-19 dołącza się asteroida Bennu, która ma spaść za kilka lat, kolejna – jeszcze gorsza choroba z – a jakżeby inaczej – z Chin, ograne już HAARP i chemtrails oraz inne dopusty boże. To jest raczej normalne – im bardziej niepewna sytuacja społeczno-polityczna – tym bardziej ludzie są podatne na te i inne hiobowe wieści i zwyczajne brednie. Ludzie się boją, a że strach ma wielkie oczy… I tak właśnie jest teraz.

Jednym z takich straszydeł jest planeta (inni mówią o gwieździe) Nibiru. Ta towarzyszka Słońca znajduje się gdzieś na dalekich peryferiach Układu Słonecznego, a okres jej obiegu wynosi co najmniej 3600 lat. Oczywiście Nibiru jest zamieszkała przez jakieś Istoty, które odwiedzały Ziemię przy każdym peryhelium, czyli co te właśnie 3600 lat. Ostatnio ponoć widziano ją w Mezopotamii za czasów Sumeru i Babilonii, więc znakiem tego Nibiru powinna pojawić się teraz na naszym niebie. Ale jak na razie jej nie widać, choć różni panikarze i szarlatani już ją widzą i to w okolicy Słońca!

A teraz na poważnie. Nibiru nie ma, bo gdyby była choćby wielkości Ziemi, to jej wpływ grawitacyjny zaznaczyłby się co każde 3600 lat, co jest oczywiste. Każde przejście tej planety/gwiazdy przez Układ Słoneczny zaowocowałby potwornym chaosem: wytrąceniem planet wewnętrznych z orbit, zwichrowaniem orbit planet-olbrzymów i obruszeniem do środka układu masy komet i asteroid z Pasa Kuipera i Obłoku Oorta. Bombardowanie planet będzie przypominały czasy Wielkiego Bombardowania sprzed 3,8-4,1 GA temu. Bredzący androny o Nibiru czy Nemezis nie zdają sobie sprawy z tego, jak potężną siłą jest grawitacja i jakie efekty dałoby to bombardowanie. Upadek asteroidy Chicxulub 64,8 MA temu, to mały śmieszny epizod w historii naszej planety.

Poza tym na pewno odnotowaliby jej obecność Chińczycy i Hindusi oraz Indianie mezo- i południowoamerykańscy, którzy mieli doskonale rozwiniętą astronomię obserwacyjną. Osobiście obstawiam taką możliwość, że był to obiekt jednopojawieniowy, który przeleciał przez Układ Słoneczny prostopadle od płaszczyzny ekliptyki i przepadł w ciemnościach Kosmosu.

Takie obiekty już znamy – to I1/’Oumuamua i I2/Borisow. Ta pierwsza pochodzi z jasnej Wegi w konstelacji Lutni, odległej o ok. 26 ly. Ta druga pochodzi z pobliża ciemnej gwiazdy Kruger 60/DO Cephei o klasie widmowej M3V– czerwonego karła odległego od nas o 13 ly. Jest to gwiazda podwójna – dwa czerwone karły, z których mniejszy jest gwiazdą rozbłyskową – stąd to DO. Ale obliczenia wskazują, że milion lat temu kometa międzygwiezdna 2I/Borisov przeszła w niewielkiej odległości od tej gwiazdy podwójnej, nominalnie 1,74 parseka, z bardzo małą prędkością względną wyznaczoną na 3,43 km/s. To sprawia, że ten system gwiezdny jest dobrym kandydatem na miejsce pochodzenia tego obiektu. Wraz z dalszymi obserwacjami komety, która w 2019 roku zbliżyła się do Słońca, poprawi się dokładność wyznaczenia jej orbity i będzie można precyzyjniej scharakteryzować jej zbliżenie do gwiazdy Kruger 60. (Jak na razie nie ma żadnych informacji na ten temat.)

Ciekawe jest to, że czerwone karły są gwiazdami, które świecą niezmiennie przez miliardy lat, o wiele dłużej niż nasze Słońce, a zatem życie mogło rozwinąć się tam wcześniej i osiągnąć wyższe formy, niż na Ziemi. Ale to już historia z innej ballady…

Powróćmy do wędrownych planet. Ich geneza nie jest zupełnie jasna. Jedna z hipotez twierdzi, że są to planety wyrzucone grawitacyjnie z formułujących się układów planetarnych. Nasz Układ Słoneczny też takie miał – teraz gdzieś bujają w przestrzeni międzygwiezdnej albo zostały wychwycone przez inne słońca. Może to wyjaśniać istnienie tzw. gorących Jowiszów, które powstały w czasie formowania się układów planetarnych, a potem zostały wyrzucone poza ich pola grawitacyjne, a następnie przechwycone przez inne gwiazdy. Los takiego gorącego Jowisza jest bardzo nieprzyjemny, bo potężne promieniowanie gwiazdy zdziera z niego atmosferę i pozostaje z niego samo jądro – w postaci diamentu…

Znamy takie. Takim obiektem jest kosmiczny diament BPM-37093 Lucy (Cen) V886. To diament o wielkości Ziemi. Obiekt ten jest oddalony o – tylko! – 17 ly, i znajdujący się na RA = 12h38m48s - DEC = -49°50’35” – nieco na południe od gwiazdy Iota Centauri - Alhakim. Obliczono masę tego diamentu – wynosi ona 1027 K. NB, największy ziemski brylant – Cullinan ma masę zaledwie 530 K. A jest ich jeszcze więcej. Wokół pulsara PSR 1257+12/Lich oddalonego o 2316 ly od Ziemi, w konstelacji Panny, krążą aż cztery planety, które mogą składać się z węgla w postaci diamentu.

Kolejną diamentową planetą może być glob krążący wokół gwiazdy 55 Cnc w gwiazdozbiorze Raka, odległej od nas o 40 ly, i noszący oznaczenie 55 Cancri e. Diament stanowi aż 1/3 jej masy.

I jeszcze jeden pulsar i jego planeta z diamentu. Z obserwacji jego układu wynika, że regularność pulsów PSR J1719-1438 jest zakłócana poprzez obecność pobliskiego, masywnego towarzysza, oddziaływującego grawitacyjnie z pulsarem. Masę tego towarzysza oszacowano na „nieznacznie więcej niż masa Jowisza”. Wiadomo także, że planeta rotuje wokół pulsara z okresem nieco ponad dwie godziny, w odległości 372.000 mi/595.500 km od gwiazdy (jest to mała odległość - większa tylko o 56% od średniej odległości Ziemia - Księżyc!) Ta bliskość dwóch ciał umożliwiła obliczenie, jak bardzo gęsta musi być planeta, by nie rozerwały jej siły pływowe (przyciąganie grawitacyjne) pulsara. Wynika z niego, że planeta ma gęstość około 23 g/cm³ (Ziemia tylko 5,5 g/cm³). Wiadomo jednak, że węgiel ściśnięty do takiej gęstości musi się skrystalizować - czyli stać się czystym diamentem. Niestety, wyliczenia te zależne są od inklinacji orbity planety i może jeszcze okazać się, że jej masa została oszacowana błędnie. Po pewnym czasie planeta ta spadnie na pulsara i tak się skończy jej kariera, bo zamieni się w neutrony…

Jak widać, takie wędrowne planety mogą pałętać się w Kosmosie i stanowić problem w lotach międzygwiezdnych. Mogą rodzić się w pobliżu masywnych gwiazd, które po pewnym czasie wybuchają jako Supernowe. Wybuch odziera planety z atmosfery i pozostawia tylko jej węglowe albo węglowo-krzemianowe jądro. Eksplozja może wyrzucić planetę poza zasięg pola grawitacyjnego umierającej gwiazdy i kosmiczny diament rusza w swą wędrówkę przez Galaktykę…

Czy taka planeta może zagrozić Ziemi? Odpowiedź brzmi – tak, co wynika z rachunku prawdopodobieństwa. Możliwość zderzenia z taką planetą jest niewielka, ale większa od zera, ergo coś takiego MUSI się kiedyś wydarzyć. Oby nie za naszego życia. Przypominam, że 4 GA temu Protoziemia zderzyła się z planetą Tea, wskutek czego ponoć powstał Księżyc. Obawiam się, że teraz takie zderzenie skończy się dezintegracją obu planet, i na orbicie Ziemi pozostaną się tylko asteroidy… - tak jak pomiędzy Marsem a Jowiszem.   

czwartek, 14 września 2017

Nowa egzoplaneta: Proxima c

Planeta wielkości Ziemi odkryta w pobliżu Układu Słonecznego

Ivan Bylvan


Nowa planeta oznaczona jako Proxima c okrąża Proximę Centauri – gwiezdny system odległy o ok. 4 ly od Ziemi. Być może pamiętasz Czytelniku, że w 2016 roku astronomowie odkryli w okolicy Proximy planetę, którą określono jako drugą Ziemię. (zob. Christopher Crockett - http://wszechocean.blogspot.com/2017/01/proxima-b-nasza-najblizsza-egzoplaneta.html i http://wszechocean.blogspot.com/2017/02/ze-wiesci-dla-ludzi-z-proximy-b.html)  

W sierpniu 2016 roku, astronomowie ogłosili odkrycie Proximy b, potencjalnie nadającej się do zamieszkania planety przy najbliższej nam gwieździe, odległej zaledwie cztery lata świetlne od Ziemi.

Proxima Centauri mierzy zaledwie 1/7 średnicy Słońca, zaś jej masa wynosi 1/80 masy Słońca, zaś jej gęstość wynosi 40 razy gęstości słonecznej.

Odkrycie planety Proxima b bardzo podekscytowało astronomów, którzy sądzą, że odkryli świat bardzo podobny do Ziemi, na którym może istnieć życie jakie znamy. Kilku z nich nazwało Proximę b Drugą Ziemią albo Bliźniaczką Ziemi. Teraz, kiedy napłynęły nowe dane odnośnie istnienia innego świata okrążającego Proximę Centauri, to nazwano go Proxima c.

Używając spektrografu HARPS zainstalowanego w 3,6 m teleskopie ESO w Obserwatorium Astronomicznym La Silla w Chile, astronomowie rozwinęli Red Dots Project, dzięki któremu byli w stanie wykrywania sygnatur innych egzoplanet krążących wokół Proximy Centaura.

Red Dots Project objął trzy czerwone karły leżące w pobliżu Układu Słonecznego: Proximę Centaura (4,24 ly, Centaur), Gwiazdę Barnarda (5,95 ly, Wężownik) i Ross 154 (9,67 ly, Strzelec).

Tak jak gwiazda wpływa na planety siłą swej grawitacji, tak planety także wpływają na swe gwiazdy macierzyste, powodując iż gwiazdy „kiwają się” i zmieniają długość fali swej jasności o bardzo małą, ale mierzalną wartość. Analizując te małe, ale powtarzające się i możliwe do przewidzenia zmiany, astronomowie są w stanie wywnioskować obecność innych planet.

Zdumiewające jest to, że eksperci wciąż wierzą w to, że Proxima b – obcy świat odkryty w 2016 roku – może podtrzymywać życie takie jakie znamy. Odkrycie Proximy c znów podsyciło nadzieje na znalezienie innego świata do zamieszkania lub zamieszkałego poza naszym Układem Słonecznym.

Wykresy udowadniające istnienie planet Proxima b i Proxima c

Następujący wykres ukazujący dane z 2016 roku potwierdzające istnienie planety Proxima b (u góry na lewo), gdzie można zobaczyć krzywą reprezentującą „chybotanie” gwiazdy wraz z regularnym wzorem zmian prędkości radialnej, który powtarza się co każde 11d4h48m. Nowe pomiary dokonane przy użyciu aparatury HARPS (u góry w prawo), astronomowie wykryli inny, bardzo p0dobny sygnał, który pozwalał na wnioskowanie, że istnieje druga planeta Proxima c, inny obcy świat orbitujący w Układzie Proximy Centauri.

Jak zauważają to astrobiolodzy, nowe dane ponownie potwierdzają sygnał Proximy b (żółta linia), ale także zawierają dodatkowe wzory – tu widoczne jako opadającą linię na obu wykresach z 2016 i 2017 roku – wskazujące na to, że coś tam byłoby do odkrycia. Aby można było wydać potwierdzające oświadczenie o tym, co tworzy takie wzory, astronomowie muszą użyć kwantytatywnych narzędzi matematycznych.

Aby z kolei ustalić czy jest tam planeta, astronomowie mogą użyć kwantytatywnych narzędzi matematycznych takich jak periodogram – ukazany na spodzie powyższej ilustracji – wyrysowany jako wysokie piki – które wskazują na istnienie planety.

Tak więc pierwszy sygnał (biały) odpowiada Proximie b. Drugi zestaw możliwych okresów (czerwony), przez ok. 200 dni, należy najprawdopodobniej do hipotetycznej planety Proxima c.

Poszukiwawcza kampania Programu Red Dots będzie kontynuowana do końca września, tak więc kilka następnych dni będzie krytycznych dla potwierdzenia lub zanegowania tych danych.
                      

Przekład z angielskiego – ©R.K.F. Leśniakiewicz

niedziela, 16 lipca 2017

Planeta numer 9: nowe hipotezy „za” (1)

Dziewiąta Planeta na dalekich peryferiach Układu Słonecznego

Pokazały się nowe dowody wspierające hipotezę o istnieniu 9 Planety.

Czy do listy zawierającej Merkurego, Wenus, Ziemię, Marsa, Jowisza, Saturna, Urana i Neptuna dodamy jeszcze jedną planetę Układu Słonecznego? Ekstremalnie dalekie obiekty transneptunowe - ETNO prowadzą do Dziewiątej Planety.

Ruchy najodleglejszych ETNO (jak to widać na ilustracji) sugerują, że znajduje sie tam nieznana planeta, przynależąca Układowi Słonecznemu. W wyścigu do odkrycia Dziewiątej Planety w Układzie Słonecznym uczeni z całego świata usiłują wyliczyć jej orbitę badając ślady pozostawione przez małe ciała niebieskie poruszające się poza Neptunem. Obecnie astronomowie z Hiszpanii i Uniwersytetu w Cambridge potwierdzili, że według ich najnowszych obliczeń orbity sześciu ETNO jakie służyły do ogłoszenia światu istnienia Dziewiątej Planety nie są tak stabilne, jak to się wydawało.

Na początku 2016 roku, astronomowie K. Batygin i M. Brown z Caltech, CA, USA ogłosili, że mają dowody na istnienie wielkiej Dziewiątej Planety o masie 10 razy większej od masy Ziemi i należącej do Układu Słonecznego. Poruszając się ona po bardzo wyciągniętej orbicie, ta tajemnicza planeta okrąża Słońce raz na 10.000 – 20.000 lat. W celu udowodnienia tej tezy, Batygin i Brown uruchomili komputerową symulację z danymi wprowadzonymi dla 6 obiektów ETNO, którymi są: 90377 Sedna, 2012 VP113, 2004 VN112, 2007 TG422, 2013 RF98 i 2010 GB174.

Orbity sześciu znanych ETNO i orbita Dziewiątej Planety

Teraz jednakże dwaj bracia Carlos & Raúl de la Fuente Marcos – dwóch hiszpańskich astronomów, wraz z naukowcem Sverre J. Aarsethem z Instytutu Astronomii Uniwersytetu Cambridge, UK, rozważali kwestię z innej strony: Jak ewoluowałyby orbity tych sześciu ETNO, gdyby Dziewiąta Planeta – jak proponują to K. Batygin i M. Brown – naprawdę istniała? Odpowiedź na to bardzo ważne pytanie została właśnie opublikowana w magazynie MNRAS.[1]

- Z orbity Dziewiątej Planety wskazanej przez astronomów w Caltech’u, nasze wyliczenia wskazują że te sześć ETNO, które oni uważają za Kamień z Rosetty do rozwiązania tej tajemnicy, poruszałyby się one po długich i niestabilnych orbitach – ostrzega Carlos de la Fuente Marcos. – Obiekty te uciekłyby z Układu Słonecznego w czasie mniejszym niż 1,5 mld lat, a w przypadku 2004 VN112, 2007 TG422 i 2013 RF98 opuściłyby one je w czasie krótszym niż 300 mln lat; co jest ważniejsze ich orbity stałyby się realnie niestabilne już w czasie 10 mln lat, co stanowi krótki okres czasu w astronomicznych kryteriach.

Zgodnie z nowymi badaniami, także opartymi na cyfrowych symulacjach ruchu wielu ciał niebieskich, orbita nowej planety zaproponowana przez Batygina i Browna musiałaby być zmodyfikowana jeżeli orbity tych sześciu analizowanych ETNO miałyby być stabilne na długi okres czasu.

Rezultaty tego prowadzą także do nowej kwestii: Czy te ETNO stanowią krótkookresową i niestabilną populację albo czy są one stałe i stabilne? Fakt, że te obiekty stanowią pewną drogę ewolucji swoich orbit i są także modelowane matematycznie.

- Jeżeli te ETNO są krótkookresowe, to są one stale wyrzucane i muszą mieć stabilne źródło znajdujące się poza odległością 1000 AU (w Obłoku Oorta) skąd pochodzą – odnotowuje Carlos de la Fuente Marcos. – Ale jeżeli one są stabilne długookresowo, to może być ich wiele na podobnych orbitach, chociaż nie zaobserwowaliśmy ich dotychczas.


Obiekty ETNO prowadzą nas do Dziewiątej Planety


Orbity tych sześciu ETNO zagadkowo są wyciągnięte w jednym kierunku, która to konfiguracja może być wytłumaczona istnieniem Planety 9 w Naszym Układzie Słonecznym, zgodnie z twierdzeniami astronomów z Caltech.

W każdym przypadku, statystyczne i cyfrowe dowody przedstawione przez autorów w tej i poprzedniej pracy, doprowadzają ich do wniosku, że najbardziej stabilnym scenariuszem jest to, że nie ma tam tylko jednej planety, ale wiele planet za orbitą Plutona w wielokrotnym rezonansie, co doskonale tłumaczy osiągnięte rezultaty. – Tak więc możemy przypuszczać, że w dodatku do Dziewiątej Planety znajduje się tam Dziesiąta Planeta i jeszcze inne – komentuje hiszpański astronom.


Międzynarodowe poszukiwania Dziewiątej Planety


Badania te sa tylko małą częścią niezliczonych międzynarodowych publikacji dotyczących poszukiwań Planety 9 przy pomocy symulacji komputerowej rozwiązywania problemu wielu ciał i innych technik. Batygin & Brown chcą zaprezentować nowe modele orbity tajemniczej 9. Planety na podstawie najnowszych danych. Po drugiej stronie Atlantyku, we Francji, ekipa prof. Jacquesa Laskara z Obserwatorium Paryskiego usiłuje być pierwszą, która wyliczy pozycję tej hipotetycznej Planety 9 w celu jej zaobserwowania.

Ta sytuacja jest podobna do odkrycia Neptuna, kiedy to francuski matematyk Urbain LeVerrier był pierwszym, który „odkrył” nową planetę tylko przy pomocy obliczeń opartych o pozycję Uranu, a później niemiecki astronom J.G. Galle zaobserwował ją w miejscu przewidzianym przez Francuza.

- Jeżeli Neptun był pierwszą planetą odkrytą tylko przy pomocy pióra i papieru, Planeta 9 może być pierwszą odkrytą tylko na podstawie komputerowych obliczeń i modeli – odnotowuje de la Fuente Marcos, chociaż od wskazuje na to, że rezultaty francuskiej ekipy bazują na odchyleniach danych obserwacyjnych uzyskanych przez sondę Cassini orbitującej wokół Saturna, a spowodowanych przez obecność hipotetycznej planety, ale NASA zaprzeczyła temu sugerując, że są one rezultatem statystycznego błędu w sygnale z sondy.


Czy Dziewiąta Planeta jest egzoplanetą?


Jednym z najbardziej rewolucyjnych badań w ostatnich miesiącach, wraz z symulacjami komputerowymi i partycypacją francuskich instytucji, prowadzonych przez badacza Alexandra Mustilla z Uniwersytetu w Lund, Szwecja, który podniósł ideę iż Dziewiąta Planeta przyleciała spoza Układu Słonecznego, i jak to się mówi, była kiedyś egzoplanetą.[2]

W świetle jego hipotezy, około 4,5 mld lat temu, młode Słońce „ukradło” tą planetę jakiejś sąsiedniej gwieździe dzięki zbiegowi kilku szczęśliwych okoliczności: bliskości gwiazd w gwiezdnym klasterze, planeta miała odpowiednio szeroką orbitę, itd. … Oczywiście inni uczeni twierdzą, że coś takiego jest niemożliwe.

Dyskusja na ten temat trwa. Jedna rzecz, co do której wszyscy astronomowie są zgodni, jest ważność bliższego przyjrzenia się i śledzenia ruchom tych ETNO w celu bycia w stanie wykonania obliczeń, które doprowadzą do zlokalizowania Dziewiątej Planety nie zapominając, że najlepszym dowodem będzie jej bezpośrednia obserwacja – wyścig, który kilka ekip będzie chciało wygrać. Zob. także - https://phys.org/news/2016-05-theft-planet-solar.html

*

CDN.



[1] Monthly Notices of the Royal Astronomical Society.
[2] Albo tzw. planetą wędrowną, która została wychwycona przez grawitację słoneczną i „zakotwiczona” na wydłużonej orbicie – zob. także - http://wszechocean.blogspot.com/2016/09/planety-wedrowne-loty-galaktyczne.html.  

sobota, 11 lutego 2017

Złe wieści dla ludzi z Proximy b



Proxima b (wizja artysty)


Ziemiopodobna egzoplaneta Proxima b, która odkryto w ubiegłym roku, może nie nadawać się w ogóle do zamieszkania, jak odkryli to uczeni z NASA. I chociaż znajduje się ona w ekosferze Proximy Centaura (Tolimana C), to jest ona niegościnna dla życia ze względu na wystawienie jej na częste erupcje gwiezdne.

Proxima b była całkowitym faworytem uczonych, astronomów i entuzjastów lotów kosmicznych od czasu jej odkrycia w 2016 roku, kiedy uznano ja za najbliższą Ziemi planetę nadającą się do zamieszkania lub nawet zamieszkałą. I faktycznie – zgodnie z raportem zawartym w „Popular Mechanics” – były nawet plany wysłania tam automatycznej misji by zwiedzić tą egzoplanetę w najbliższej przyszłości. Jednakże cały ten zapał otaczający tą planetę, mógłby się ostudzić. 

Przyczyną dla której Proxima b była proponowana jako kandydatka do bycia drugą Ziemią jest jej lokalizacja w ekosferze swej gwiazdy. Ekosfera czyli mieszkalna strefa każdej gwiazdy, to obszar przestrzeni, w którym nie jest ani za zimno, ani za gorąco dla występowania wody w stanie ciekłym. Jednakże ciekła woda nie jest jedynym składnikiem do występowania życia. Obecnie naukowcy z NASA odkryli, że taka ekosfera małych czerwonych karłowatych gwiazd jak Proxima Centaura może być mniejsza, niż to pierwotnie przypuszczano. 

Ostatnie odkrycia NASA na temat czerwonych karłowatych gwiazd są takie, że intensywne rozbłyski gwiezdne i koronalne wyrzuty masy (protuberancje) mogą wyeliminować lub znacznie zwęzić ekosferę gwiazdy. Ponadto, odkąd Proxima Centaura jest mniejsza w porównaniu ze Słońcem, to Proxima b i ekosfera są o wiele bliżej do gwiazdy. W konsekwencji tego, burze słoneczne przedstawiają o wiele większe zagrożenie dla życia na tej planecie.

Potężne rozbłyski słoneczne i koronalne wyrzuty masy mogłyby zdmuchnąć w przestrzeń większość atmosfery Proximy b, jeżeli ta planeta nie posiadałaby naprawdę silnego pola magnetycznego. W konsekwencji tego, najważniejsze komponenty życia jak tlen, wodór i azot zostałyby utracone w przestrzeni kosmicznej, i w rezultacie planeta straciłaby swe możliwości do odtworzenia lub utworzenia wody.

Na dodatek, młode gwiazdy jak Proxima Centaura są gwałtowne, co wskazuje na potężne burze słoneczne bombardują promieniowaniem Proximę b. Zgodnie z uczonymi z NASA, atmosfera Proximy b jest w szybkim zaniku, o ile już nie znikła. Tak więc jako że zbyt wiele niesprzyjających czynników działa na planetę, jest bardzo możliwe, że jest ona niesprzyjająca życiu.

Układ słońc Centaura z powierzchni Proximy b (wizja artysty)


Moje 3 grosze




Owszem planeta może być pozbawiona życia NA SWEJ POWIERZCHNI ale to wcale nie znaczy, że nie może być zamieszkała W SWOIM WNĘTRZU. Jak dotąd panuje egzobiologiczny dogmat, że życie może się rozwijać tylko i wyłącznie na powierzchni planety i tylko w tamecznym wszechoceanie. A przecież wcale nie jest powiedziane, że życie mogło się rozwinąć wewnątrz planety i tam egzystować korzystając z planetarnych źródeł energii- jak ekstremofilne zwierzęta zamieszkujące wyloty hydrotermalnych „palaczy” na dnie ziemskich oceanów. Tak więc sprawa wcale nie jest przesądzona.


Proxima jest gwiazdą zmienną rozbłyskową typu UV Ceti i chociaż jej jasność jest niewielka – wszystkiego +11,13 mag, to jej rozbłyski mogą ogarnąć całą powierzchnię gwiazdy i emitować tyle promieniowania rentgenowskiego, co Słońce. Rozbłysk może osiągnąć nawet 1 mag. w ciągu kilku minut. Większość promieniowania gwiazdy jest emitowana w podczerwieni. 


Wiek Proximy jest szacowany na 10^9 lat (Słońce = 4,567*10^9 lat)a zatem jest to gwiazda młoda. Trudno jest powiedzieć, czy na jej planecie/planetach mogłoby się wykształcić życie typu ziemskiego w tak krótkim okresie czasu. Nie jest jednak wykluczone, że wykształcił się tam typ życia oparty na innych pierwiastkach, niż na Ziemi – np. na krzemie.


Opinie z KKK


Czytałam na temat tej planety bodaj 2 lata temu na Fb. Ku mojemu zdumieniu wielu psychotroników pisało i mówiło, że ta planeta nadaje się do zamieszkania i chcą tam mieszkać w przyszłości. Twierdzili (!) że to jest ich wymarzona planeta bo Ziemia nie nadaje się do życia. Dało mi to dużo do myślenia....Może powinni tam zamieszkać? (Pytia)

Być może na tej planecie istnieje jakieś życie, ale nie typu węglowego. Może krzemowe czy jeszcze jakieś inne - zainteresowanych odsyłam do lektury Isaaca Asimova – „Nauka z lotu ptaka”, gdzie podaje on całą paletę możliwości istnienia żywych organizmów - od niemalże Zera Absolutnego do temperatury żaru. A zatem nie ma co jeszcze przesądzać o kwestii nieistnienia życia na planecie Proxima b czy planetach Układu Słonecznego. (Daniel Laskowski) 


Co do Proximy b..... pewnie gdzieś jest jakaś nadająca się do zamieszkania planeta. Widać, że ludzkość zdaje sobie sprawę, że jeszcze trochę, a sami zniszczymy Ziemię.
Właściwie to szkoda, że nie budujemy androidów, czyli maszyn zdolnych do wykonywania prac, dla wykonania których ludzie muszą używać różnych paliw,  dla których wydobycia i obróbki używają niszczącą przyrodę technologię - to raz, a po drugie - niszczą jednocześnie swoje zdrowie wykonując za ciężką lub niebezpieczną pracę..
Patrzyłam wczoraj przez okno na dwóch młodych mężczyzn (około 28-32 lat). Zajęci byli usuwaniem płyt chodnikowych, krzewów, pni z mocnymi korzeniami, ogrodzenia itp. z 'podwórka'  otaczającego sąsiedni dom, który czekał na nowych mieszkańców.  A na dworze szalał zimny wiatr, temperatura była minusowa, kafle bardzo ciężkie.
Z racji wieku, wiem, że wszystkie dźwigania ciężarów wychodzą 'bokiem'  po 40-50 roku życia. Dlaczego nie ma maleńkiego pojazdu-robocika, który z łatwością usuwałby te ciężkie kafle? Dlaczego? A no dlatego, że jeszcze jest bardzo dużo ludzi na świecie. Jak mrówek. Nikt w państwie mrówek nie przejmuje się losem jednej mrówki.
Może nie potrzebujemy szukać nowej planety do zasiedlenia, może powinniśmy najpierw doprowadzić do szacunku dla życia i zdrowia każdego człowieka, a tym samym  do szacunku dla Ziemi. (Basia z Holandii)                  
   
             

Przekład z angielskiego - ©Robert K. F. Leśniakiewicz