Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tunele podziemne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tunele podziemne. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lutego 2021

Babia Góra – Góra Wielka Baba

 


Babia Góra to wizytówka północnej Orawy, której nie można przegapić. To urwiste wyniesienie pnie się nieustraszenie i często jest niewidoczne przez złe warunki pogodowe. Według mieszkańców okolicznych wiosek na tym górskim olbrzymie dzieje się wiele dziwnych i tajemniczych rzeczy.

Pod koniec II wojny światowej Hitler gorączkowo próbował zapobiec zbliżającej się klęsce faszystowskich Niemiec. Opinia publiczna wie coś o projektach rakietowych V-1 i V-2, ale niewielu wie, że było znacznie więcej projektów pod oznaczeniem „V”. Na przykład projekt o kryptonimie V-7 obejmował opracowanie tego, co obecnie nazywamy latającymi spodkami lub UFO. Istnieje podejrzenie, że projekt ten zakończył się sukcesem i latające spodki zostały ostatecznie przeniesione do bazy na Antarktydzie.

Rozwój tego typu samolotów odbywał się potajemnie w kilku miejscach. Spekuluje się, że jednym z takich miejsc była Babia Góra na Orawie. Potwierdza to pośrednio - przynajmniej przez istnienie tajnego projektu - dziwne zachowanie wojsk na tym terenie podczas drugiej wojny światowej. Niemcy utworzyli na Orawie kilka ważnych składów amunicji i paliw.[1] Ale co jest najbardziej tajemnicze i naprawdę trudne do zrozumienia, przez dwa miesiące zaciekle broniono terytorium północnej części Babiej Góry - w zasadzie nagiego wzgórza.[2] Po klęsce Niemców Armia Czerwona zachowywała się podobnie tajemniczo. Bezpośrednio po zdobyciu Wielkiej i Małej Lipnicy na ten teren przeniesiono jednostki specjalne NKWD, które posiadały również jednostki o podobnym charakterze, co niemiecka Ahnenerbe. Miejscowa ludność została natychmiast - choć tymczasowo - ewakuowana.

Przypadek tajnego tunelu prowadzącego do Babiej Góry i łączącego Rosję z Ameryką Północną jest dobrze znany. Zachował się opis małego chłopca Wincentego, którego jego ojciec zabrał kiedyś do wejścia do tego tunelu.[3] Weszli do zstępującego korytarza, który był tak duży, że mógł się do niego zmieścić powóz konny lub nawet pociąg. Był prosty z profilem lekko spłaszczonego koła. Na ścianach tunelu widoczne były małe rowki, prawdopodobnie te, które pozostały po wielkim wierceniu. Tunel był w zasadzie bez wody, co jest naprawdę dziwne, ponieważ nie ma czegoś takiego w żadnym naturalnym tunelu, szybie czy jaskini. Wyciekom prawdopodobnie zapobiegła dziwna powłoka na ścianach, która wyglądała jak szkło.[4]

Odwiedziliśmy też tą górę. Oczywiście kwestia istnienia podziemnego tunelu łączącego Rosję z kontynentem amerykańskim jest naprawdę interesująca. Wbrew naszym oczekiwaniom nauczyliśmy się jednak czegoś zupełnie innego.

Wnętrze Babiej Góry składa się z ogromnych, pustych przestrzeni, w których znajduje się ogromna liczba artefaktów o jednakowych wymiarach. Zostały one nam pozostawione przez naszych Przodków w odległej przeszłości.

W rzeczywistości istnieje wiele mechanizmów, które stopniowo zaczynają „ożywać” w tym okresie. Zaczynają działać w oparciu o określone wibracje, czyli częstotliwości, na które nasza Ziemia już weszła.

Mechanizmy zostały tutaj właśnie dlatego, że gdy Ziemia przełączy się na inny tryb wibracyjny - środowisko o podwyższonych częstotliwościach - zaczną stopniowo działać samodzielnie, bez interwencji człowieka.

A pierwszy z tych mechanizmów, pod wpływem zwiększonych częstotliwości, już zaczyna samoczynnie wibrować. Według naszej wiedzy, wraz ze wzrostem częstotliwości rezonansów Schumanna nie tylko niektóre maszyny już się uruchamiają, ale również wykazano, że niektóre z tych maszyn są w jakiś sposób połączone z innymi mechanizmami o podobnej naturze, które są rozmieszczone w innych miejscach na Ziemi. Takich miejsc na Ziemi jest wiele.

Nasi przodkowie tworzyli repozytoria takich mechanizmów na całej Ziemi w czasie, gdy jej wibracje zaczęły przechodzić na najniższe poziomy Nocy Swaroga.[5]


Kiedy poziom rezonansów Schumanna wzrośnie powyżej pewnego poziomu, mechanizmy te można już wykorzystać i będą działać również jako źródła energii. Wtedy nie będziemy już potrzebować samochodów ani samolotów do poruszania się.

Wejście do tych obszarów, tj. możliwość dotarcia do nich i rozpoczęcia ich używania jest związana z podejściami wysokowymiarowymi, więc tylko ci, którzy są świadomi w strukturach przestrzennych „MY”, które są wibracjami Złotego Wieku, czyli czakrą 10-12, będą mogli się tam dostać. W każdym razie nie chodzi tu o „zręczność” i doświadczenie w odnajdywaniu niektórych jaskiń i wejść, nawet za pomocą urządzeń. Przed takimi podejściami wnętrze jest dobrze chronione. Nie zalecamy nikomu podejmowania żadnego ryzyka.[6]

Dokładniej, tylko te Osoby, które wiedzą, jak obsługiwać urządzenia, będą miały dostęp do tych obszarów. Posłużą między innymi do wsparcia transferu Ziemi, a zwłaszcza narodu, do jakościowo odmiennego środowiska o wysokich częstotliwościach.

Jednym ze wskaźników gotowości do wejścia - dokładniejsze dane wejściowe, bo takich przestrzeni jest więcej nie tylko na Ziemi, ale i na Słowacji - będzie coś w rodzaju brzęczenia, czyli dźwięku, który zdaje się nie dochodzić skądkolwiek. Nawet dzisiaj w niektórych miejscach i w pewnym momencie słychać np. odgłos głośnego buczenia pszczół, mimo że w pobliżu nie widać żadnych pszczół.

Wszyscy usłyszą brzęczenie, ale nie wszyscy będą wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.


Między nakręceniem tego filmu a dotarciem na szczyt góry [Babiej Góry] minęliśmy miejsce, przez które przechodzi wspomniany wcześniej podziemny tunel. To naprawdę istnieje i nawet dzisiejsze mocarstwa o tym wiedzą tzn. wiedzą, gdzie jest wejście do tego tunelu. Tutaj jednak stykają się z technologią, wobec której są bezsilni, tj. nie mogą jej w żaden sposób używać. To także potwierdzenie, że są to Istoty, które nie pozostają w przyjaznych stosunkach z powierzchownymi mocarstwami - demokracją. Zgodnie z naszymi założeniami jest to ta część ludzkości, która podczas ostatniej inwazji Kosmitów - 10-12.000 lat temu - schroniła się pod ziemią i postanowiła więcej nie wychodzić na powierzchnię. Możemy założyć, że aż do ostatecznej klęski Ciemnych Sił na powierzchni ziemi. W jakiś sposób mówi o tym starożytna legenda o Szambali i Agarcie. Są to wrogo nastawione do siebie siły podziemne[7], ale - według legendy - wojownicy Szambali wychodzą na powierzchnię w ostatnich dniach decydujących walk z Ciemnością i angażują się w ich likwidację.[8]

Wielu dzisiaj martwi się pytaniem, które możemy określić następująco: „Kiedy to się zacznie?” Cóż, już się zaczęło. Rozpoczął się nieodwracalny proces, który kładzie kres panowaniu pasożytów na Ziemi. Należy jednak wiedzieć, że Świat Subtelny ma priorytety, których jeszcze nie rozumiemy, ale które określają je tak szybko, jak to możliwe i później.

Możemy wrócić do rezonansów Schumanna. W porównaniu z przeszłością fundamentalnie „skoczyli” - przynieśliśmy już artykuł na ten temat.

Tak więc z oryginału ok. 8 Hz przeskoczyły już przez krótki czas powyżej poziomu 100 Hz, ale w sumie dziś często osiągają średnią wartość 40-70 Hz, czyli okres przygotowawczy. Złoty Wiek to częstotliwość Schumanna przy 160-170 Hz. Na stałych poziomach powyżej 100 Hz pasożyty zaczną się wyczerpywać - przyjdą na nie ciężkie choroby, a dokładniej te wszystkie choroby, które dla nas przygotowali. Mówimy przede wszystkim o tych, którzy spożywają krew i ciało człowieka, czyli składają krwawe ofiary.

Po osiągnięciu częstotliwości Złotego Wieku - 160-170 Hz - rozpłyną się już na naszych oczach w czystą energię, tj. po prostu zaczynają „znikać”.

Żyjemy w ciekawych czasach zmiany epoki[9]. W takich czasach możliwe jest zresetowanie wszelkich negatywów (tzw. karmy, przeznaczenia, klątw, itp.) w formie oczyszczenia i medytacji. Dzieje się tak, ponieważ powstaje nowa gra, stara się kończy. Jednak gdy gra jest w pełnym rozkwicie – tzn. karty są rozdawane - więc nie można już zmieniać zasad, tj. nie bez konsekwencji. Dlatego żyjemy w wyjątkowym czasie.


W grze ciągle występują pewne warunki, chociaż przyzwyczailiśmy się nazywać to „życiem”. Jednak gdy zaakceptujemy cudze warunki, stajemy się uczestnikami cudzej Gry. Wewnątrz 12-wymiarowej Gry znajduje się wiele innych Gier. Naszym zadaniem jest uwolnienie się od wszystkich innych gier w 12-wymiarowej Grze. Ponieważ im bardziej jesteśmy zaangażowani w więcej Gier, tym bardziej ograniczają nas ich warunki. Ale opuścimy ten Świat tylko z tym, nad czym pracowaliśmy na poziomie Duszy, Ducha i Życia. Wszystkie prace na poziomie ciała materialnego ulegają szybkiemu zniszczeniu (mają swoją żywotność) i w żadnym wypadku nie można ich zabrać poza „granicę”.

A kiedy dokładnie to miało być? Nikt ci tego nie powie, nawet jeśli są tacy, którzy o tym wiedzą. Ale jedno jest pewne. To, co grupa żreców[10] z Syberii zaczęła programować 4 lata temu, spełnia się dzisiaj. Z uwagi na znacznie większy przepływ energii dzisiaj - jest to Poranek Swaroga - można przypuszczać, że programy wejścia w Złoty Wiek - które już dziś realizujemy na Słowacji i zostały już zaakceptowane przez Subtelny Świat - zaczną się zmaterializować się w ciągu 1,5-2 lat.

Dlatego nie rezygnujmy z nieistotnych atrakcji, takich jak Matelko i tym podobne. Może się zdarzyć, że stracimy wielki obraz toczącej się historii. I o to właśnie chodzi. Zbliża się nieodparcie meta.


 Od Czytelników

 

I jeszcze à propos tajemnic Babiej Góry - polecam doskonały kryminał Ireny Małysy pt. „W cieniu Babiej Góry”, w którym fikcja literacka splata się w historią katastrofy samolotu An 24B z lotu LO-165 z dnia 2.IV.1969 roku. Świetnie napisana, z nerwem i zębem i co najważniejsze - osadzona w realiach PRL i współczesnej Polski, co czyni tą powieść naprawdę wciągającą. Czyta się bardzo ciekawie. (Platon)


Źródło - https://www.tartaria.sk/zaklady/energie-zivota/674-hora-baba

Zob. także:

·        filmik - https://youtu.be/hppiBd0O_gU

·        https://globalna.info/2021/01/31/przedresetowe-tunele-obcych-pod-babia-gora/?fbclid=IwAR2yV9BcAwosyj8dkOqDZOQfYtKpYLLYGpaY2nOrOD5RQDBpkgb9tMNhPEs

Przekład ze słowackiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz



[1] Opowieści ludzi zamieszkałych w Lipnicach mówią o tym, że w tym rejonie w czasie wojny odbywały się eksperymenty z dalekonośnymi działami strzelającymi z przełęczy Krowiarki w kierunku łańcucha Tatr Wysokich, czyli na odległość 51-53 km.

[2] Nie ma w tym nic dziwnego – to było już terytorium Rzeszy, a granica pomiędzy Generalną Gubernią a III Rzeszą przebiegała właśnie tamtędy, więc Niemcy bronili granicy.

[3] Zob. Jan Pająk i Kazimierz Pańszczyk – „Tunele NOL spod Babiej Góry”, Nowy Targ - Kota Samarahan (rękopis) 1998.

[5] Swaróg – słowiański bóg, wiązany z ogniem, kowalstwem, słońcem i niebem.

[6] A jednak tak nie jest, bowiem Wincenty wraz ze swym ojcem weszli do takiej podziemnej przestrzeni i wyszli żywi.

[7] Zob. W. Montyhert – „Atlantyda i Agharta”, IWZZ, Warszawa 1981 (I wydanie – 1935). Powieść tą napisał prawdopodobnie Kamil Giżycki, który podobnie jak F.A. Ossendowski był w Azji Środkowej w czasach Rewolucji Październikowej.

[8] Według legend tybetańskich i chińskich podanych przez F.A. Ossendowskiego Agharta powstała już 61.000 lat temu i ludzie ci chronili się przed katastrofami naturalnymi.

[9] Kończy się właśnie trwająca 2150 lat Epoka Zodiakalna Ryb a zaczęła się Epoka Wodnika.

[10] Żrec (ros.) – kapłan.

wtorek, 9 lutego 2021

Inna historia: świat wewnątrz-ziemski Cueva de los Tayos (Ekwador)

 

Tajemnicze inskrypcje na metalowych płytkach znalezionych przez Moricza

Cueva de los Tayos jest geograficznie położona w Republice Ekwadoru, a dokładniej w prowincji Morona Santiago, kantonie Limón Indanza. Uważany ze względu na swoją orografię za nieregularny obszar górski, zwany Cordillera del Cóndor. Cueva de los Tayos znajduje się w dziewiczej dżungli i graniczy w odległości 2 km na południe z rzeką Santiago i 800 metrów w kierunku wschodnim z rzeką Coangos (Kuankus); znajduje się na: S 03°02’46” – W 076°12’19” i jest na wysokości 539 m n.p.m.

Przyczyną tej nazwy są idealne warunki siedliskowe dla nocnych ptaków z rodziny sów, zwanych także tayos (Steatornis caripensis), które zamieszkują tylko kilka jaskiń w Ameryce Łacińskiej. Najbliższe miasta to: Méndez i Santiago.

Jaskinia znajduje się w krainie, która obecnie należy do rdzennych mieszkańców Kuankus Union Center (Coangos) - jaskinie Tayos, stanowiące część niezależnego terytorium Shuar Arutam. Główne wejście do jaskini Los Tayos znajduje się na górzystym i nieregularnym terenie na wysokości około 800 metrów, pośrodku północnej polany Kordyliery del Cóndor. W tym miejscu znajduje się wejście do podziemnego świata jaskini Tayos. Wejście składa się z pionowego tunelu o średnicy 2 m i głębokości 63 m.

 

Trochę historii

 

Można by go podać jako datę jego odkrycia, 21 lipca 1969 r. W nadmorskim mieście Guayaquil jest napisane, że „odkryto cenne obiekty o wielkiej wartości kulturowej i historycznej dla ludzkości”. Wymienione obiekty składają się przede wszystkim z metalowych tabliczek, które prawdopodobnie zawierają podsumowanie historii wymarłej cywilizacji, o której nie mamy najmniejszej wzmianki.

Shuarasowie, dawniej nazywani Jíbaros, mieszkają w pobliżu Cueva de los Tayos w Ekwadorze, co było obraźliwą nazwą ich sztuki w przeszłości redukowania głów. Byli to pierwsi badacze podziemnego systemu, ponieważ każdego kwietnia schodzili do jaskini, aby ukraść pisklęta Tayos, które są znacznie większe niż gołąb. Ale w czasie tej pracy pojawiły się niespodzianki, takie jak ta uderzająca, która niewątpliwie była odkryciem gigantycznych śladów na kamiennych blokach, które sądząc po ich nienaturalnym kształcie, sugerują sztuczne pochodzenie.

Wracając do wspomnianej wyżej kwestii znalezionych obiektów, wyróżniają się METALICZNE ARKUSZE OJCA CRESPI. Ojciec Crespi to jedno z nazwisk związanych z Tayos. Jedno z najbardziej niepokojących wyjaśnień na temat przyczyny powstania tabliczek przypisuje się istnieniu rzekomej metalowej biblioteki, która istnieje i zawsze pod świadectwem Janosa Moricza, postaci, której ten dźwięk jest o i tak nawiasem mówiąc, przez lata Janos zmienił imię na hiszpańskie Juan… cóż, według Juana Moricza, tam znaleźlibyśmy historię ludzkości zapisaną przez ostatnie 250 000 lat.

Te tablice prowadzą nas w linii prostej do dziwnych obiektów, których kiedyś strzegł salezjanin ksiądz Carlo Crespi na dziedzińcu kościoła María Auxiliadora w Cuenca. Przedmioty, które znaleźli tubylcy, w akcie dobroci i wdzięczności oddali je o. Crespiemu.

Wiele z tych przedmiotów, jeśli nie wszystkie, zostało później skradzionych. Hinduski filolog Dileep Kumar miał szczęście przeanalizować symbole na jednej ze złotych płyt, najwyraźniej około 52 cm wysokiej, 14 cm szerokiej i grubej na 4 cm. Hinduski ekspert doszedł do wniosku, że ideogramy należą do klasy pisarstwa Brahmi, używanej w okresie Asokan w historii Indii, około 2300 lat temu.

Cztery lata później dr Barry Fell - profesor biologii na Uniwersytecie Harvarda - zidentyfikował 12 znaków omawianej płytki ze znakami zodiaku. W końcu odkryli artefakty wyryte w skorupie: koraliki naszyjne, kwadratowe i prostokątne płytki, dysk z wizerunkami węży i ​​drugi z kocimi rysami. Uważa się, że wszystkie te przedmioty służą do jakiegoś rytuału. Dekoracje i metalowe formy są związane z kulturą Narrío 1 (Cañar i Azuay), na którą wpłynęła kultura Machalilla. Cały znaleziony materiał został określony na okres od 1500 do 1020 p.n.e.

Wracając do naszego bohatera, węgierski badacz narodowości argentyńskiej, Juan Moricz, dokładnie zbadał jaskinię w 1969 roku, znajdując wiele arkuszy złota, które zawierały archaiczne nacięcia podobne do hieroglifów, starożytne posągi w stylu bliskowschodnim i inne liczne przedmioty ze złota, srebra i brązu: berła, hełmy, dyski i płyty. Węgierski badacz również podjął dziwną próbę oficjalnego ujawnienia swojego odkrycia, rejestrując je w biurze i przed notariuszem w Guayaquil, 21 lipca 1969 r., Ale jego prośba została odrzucona.

 

Deprecjacja, kontrowersje i konspiracja

 

Jak to często bywa w przypadku wielkich znalezisk, które mogą stać się zagrożeniem dla oficjalnej historii opowiadanej ludzkości, pojawiają się sytuacje i inne postacie, które zajmując się osobistymi korzyściami, w końcu sieją wątpliwości u reszty tych, którzy próbują szukać pewników w co jest ukryte i milczące, albo staramy się odczuwać bez intelektualizacji, aby pewność opowieści, które są przynajmniej określane jako ekscentryczne lub czysto science-fiction, wypływa z naszego wnętrza.

W 1972 roku na scenę wkroczył szwajcarski pisarz Erik von Däniken, który korzystając z informacji od Juana Moricza, rozpowszechnił na całym świecie odkrycie węgierskiego badacza w swoim bestsellerze „The Gold of the Gods”, podczas gdy w rzeczywistości Erich von Däniken nigdy nie był w dżungli otaczającej te jaskinie.

Zdumiewające odkrycie Juana Moricza przyciągnęło szwajcarskiego pisarza i badacza do Ekwadoru i Cueva de los Tayos. Spotkał się z Moriczem i przeprowadził z nim wywiad z ojcem Crespim, zebrał wszelkiego rodzaju informacje, które później zapisał w swojej książce „El Oro de los dioses”, wydane w 1974 roku, z którego sprzedano aż 5 i pół miliona egzemplarzy.

Niefortunne we wszystkim, co się wydarzyło, było to, że Moricz jako „odkrywca” nie otrzymał ani jednej grosza za swoją nieocenioną współpracę z von Dänikenem.

 

Skany

 

W chwili, gdy wieść o odkryciu Juana Moricza rozeszła się po świecie, zaczęła się poruszać maszyneria możliwości uczonych, ezoterycznych, ciekawskich itp. a eksploracje w Cueva de los Tayos rozpoczynają się od wypraw finansowanych z prywatnego kapitału. Być może jest to wyprawa prowadzona w 1976 roku przez szkockiego badacza Stanleya Halla, jedną z najbardziej ryzykownych i niebezpiecznych, w tym samym, co ciekawe lub nie tak ciekawe, wziął w niej udział astronauta Neil Armstrong, ten sam, który oficjalnie występuje jako człowiek, który wyszedł na Księżyc w 1969 roku.

Sam Armstrong mówi, że trzy dni, które spędził w jaskini, były równie lub bardziej interesujące niż jego podróż na Księżyc. Współuczestnikiem był argentyński grot baskijski Julio Goyen Aguado, który z kolei był bliskim przyjacielem Juana Moricza. Sam Juan Moricz podał dane, aby móc zlokalizować długo oczekiwane i kontrowersyjne płyty i rzeźbione złote blachy.

Podczas wyprawy, w której Moricz nie brał udziału, to Goyen Aguado pod kierunkiem swojego bliskiego przyjaciela zadbał o wprowadzenie w błąd Stanley’a Halla, aby uniemożliwić Brytyjczykom przywłaszczenie sobie cennych i starożytnych sztuk złota. Wręcz przeciwnie, i aby rozproszyć możliwą prawdę, inne wersje głoszą, że Anglosasi zajęli dużą część tego, co tam odkryto i nielegalnie przetransportowali do Ekwadoru.

Inna historia świadczy o tym, że odkrywcą ogromnych skarbów archeologicznych ukrytych od tysiącleci w Cueva de los Tayos nie był Węgier Moricz, ale salezjanin ksiądz Carlos Crespi (1891-1982). Pierwotny zakonnik z Mediolanu przybył do ekwadorskiej dżungli amazońskiej w odległym 1927 roku, to on miał wskazać drogę i drogę do wejścia do groty, a także ułatwić bezpieczną drogę wewnątrz labiryntu znajdującego się w głębinach jaskini.

Z kolei wiedza Crespiego na temat wszystkiego, co było komentowane, wynikała z wczesnego zdobycia zaufania ludności zamieszkującej obszar znany jako Jíbaro. Nieznany czas, wiele z nich wykonano ze złota lub walcowanych w złocie, w zdecydowanej większości wyrzeźbiono po mistrzowsku starożytne glify, których nikt nie potrafił interpretować do dziś. Po 1960 roku Crespi zwrócił się do Watykanu o zezwolenie mu na otwarcie muzeum w mieście Cuenca, ponieważ w tym miejscu znajdowała się jego misja salezjańska. Po pożarze w 1962 roku część znalezisk zaginęła bezpowrotnie.

Crespi był przekonany, że znalezione i zbadane przez niego złote płyty i płytki jasno wskazywały, że starożytny świat Bliskiego Wschodu przed powszechną powodzią był w kontakcie z cywilizacjami, które rozwinęły się w Nowym Świecie od sześćdziesięciu tysiącleci. Według ojca Crespiego archaiczne wyryte hieroglify nie były ani więcej, ani mniej niż językiem ojczystym ludzkości, językiem używanym przed potopem. Wnioski Crespiego były dziwnie podobne do wniosków innych badaczy z tego samego okresu, takich jak peruwiański ezoteryczny Daniel Ruzo (uczeń Marcahuasi), amerykańskie medium G.H. Williamson, włoski archeolog Constantino Cattoi czy włosko-brazylijski badacz Gabriel d’Annunzio Baraldi (który dokładnie udokumentował Pedra do Ingá).

Pod koniec lat 70. ubiegłego wieku Gabriel D'Annunzio Baraldi często odwiedzał Cuenca, gdzie poznał zarówno Carlo Crespiego, jak i Juana Moricza. Przy tej okazji Carlo Crespi ujawnił Włochowi-Brazylijczykowi, że Cueva de los Tayos nie ma dna i że tysiące podziemnych odgałęzień nie były naturalne, ale zostały zbudowane w przeszłości przez człowieka. Według Crespiego większość znalezisk, które dali mu tubylcy, pochodzi z wielkiej podziemnej piramidy, znajdującej się w sekretnym miejscu. Włoski zakonnik wyznał później Baraldiemu, że ze strachu przed przyszłymi grabieżami nakazał tubylcom całkowite pokrycie piramidy ziemią, tak aby nikt nigdy nie mógł jej znaleźć.

 

Mistrzowie wkraczają do akcji

 

Praca Dänikena została przeczytana przez Stanleya Halla, oficjalnie szkockiego inżyniera, który skontaktował się z Moriczem, aby zaproponować wyprawę do wnętrza Jaskini Tayos. Moricz zgodził się, o ile byłby szefem wyprawy i pod warunkiem, że angielska wyprawa nie zabierze znalezionych znalezisk archeologicznych.

Prawdziwym zainteresowaniem Stanleya Halla było zdobycie informacji z pierwszej ręki od Juana Moricza w 1973 roku. Moricz nie ufał Hallowi i dlatego odrzucił zaproszenie do udziału w wyprawie brytyjskiej. Hall, który nie przyjął warunków Moricza, gdyż jego zamiarem było przejęcie dowództwa nad angielską wyprawą mającą na celu splądrowanie skarbu Ekwadoru i zebranie wszystkich możliwych części.

Inną opcją Halla było porozumienie się z władzami Ekwadoru w celu ostatecznego zorganizowania w lipcu 1976 r. Brytyjsko-ekwadorskiej wyprawy, która w rzeczywistości była brytyjsko-amerykańska, składająca się głównie z personelu naukowego i wojskowego. Argentyński grotołaz hiszpańskiego pochodzenia Julio Goyen Aguado, który został wynajęty do wyprawy, podejrzewał, że Stanley Hall należy do brytyjskich służb specjalnych MI5 (i nie mylił się), i że z kolei był również aktywny w angielskiej loży masońskiej. W rzeczywistości sam Goyen Aguado oświadczył, że brytyjska ekspedycja miała obsesyjny interes w znalezieniu metalowej biblioteki Tayos, oczywiście, aby potajemnie zabrać ją do Anglii.

Neil Armstrong i Stanley Hall byli finansowani w tej wyprawie przez loże masońskie Illuminati wraz z anglo-amerykańskimi tajnymi służbami. Ta wyprawa, o której wspominaliśmy, była w rzeczywistości tajną, bezwstydną i niesławną wyprawą oświeconych masonów, związanych z anglo-amerykańskimi tajnymi służbami, ich elementami i środkami ekonomicznymi, wspieranymi przez konspiracyjną elitę iluminatów na świecie.

Ekspedycja masońska zwróciła się o pomoc do miejscowych przewodników Shuarasów, którzy później oświadczyli, że czują się wykorzystywani i zmuszani. Wyprawa wyszła z nie mniej niż 4 drewnianymi skrzyniami, pełnymi starych kawałków i od tego czasu cisza ciszy zawisła nad tą dziwną wyprawą w 1976 roku. O tej cichej wyprawie nic więcej nie było wiadomo. Neil Armstrong, Stanley Hall ani jakikolwiek członek brytyjskiej ekspedycji z 1976 r. Nigdy nie uczestniczyli w konferencjach prasowych ani wystąpieniach przed mediami lub konferencjami, tylko niektóre wybrane obrazy fotograficzne przekraczały, ale nie wszystkie.

Nie było też wywiadów ani książek pisemnych z wyprawy jej członków. Wszystko było w absolutnej tajemnicy. Zastrzeżona sprawa, sklasyfikowana jako ściśle tajna. Juan Moricz zmarł w dziwnych okolicznościach, nigdy nie wyjaśniono, w 1991 roku, pozostawiając Julio Goyen Aguado jako spadkobiercę całej swojej fortuny skarbów archeologicznych. W 1999 roku Julio Goyen Aguado, obecny na wyprawie z 1976 roku, spadkobierca skarbu Moricza, zginął w wypadku drogowym, kiedy jego ciężarówka przewróciła się o świcie na drodze w pobliżu San Rafael, w pobliżu mostu nad rzeką Diamante, na południe od Mendozy.

 

Śródziemne i pozaziemskie pochodzenie Tayos

 

Juan Moricz NAPRAWDĘ NIE BYŁ ODKRYWCĄ JASKINI, ale wewnątrz-ziemskiej cywilizacji w jaskini Tayos. Mówi się, że jego spuścizna po jego śmierci w dziwnych okolicznościach przeszła w ręce Julio Goyén Aguaso, baskijskiego speleologa żyjącego w Argentynie od 1947 roku, do którego przybył z rodziną w wieku 6 lat. Rewelacje zawarte w dokumentacji zebranej w latach pracy Juana Moricza potwierdzają istnienie wydrążonej ziemi, ziemskiej i pozaziemskiej cywilizacji, gdzie Moricz przebywał w 1969 roku 2 km na południe od rzeki Santiago w Ekwadorze.

W połowie 1991 roku miasto Victoria (Entre Ríos) w Argentynie było sceną wielkiej fali obserwacji UFO. Historie o dziwnych światłach, które przelatują nad nabrzeżem lub nurkują w Laguna del Pescado, podążają za sobą bez przerwy. We wrześniu 1991 roku gazeta „Clarín” zatytułowała: „Technicy NASA badali pojawienie się UFO w Entre Ríos”, niedługo potem udowadniając, że był to wynalazek lokalnego spikera, mimo że co weekend miasto spotykało się na nabrzeżu, gra świateł na niebie.

15 sierpnia 1992 roku o godzinie 8 rano sześciu mężczyzn przybyło do Victorii dwoma samochodami z Buenos Aires, niosąc „dziwne instrumenty” i nadmuchiwaną łódź. Zostali przez trzy dni i nie chcieli z nikim rozmawiać. Na czele grupy stał wysokiej rangi wojskowy, resztą byli naukowcy z różnych specjalności.

W tej grupie cywilów był naukowiec i badacz UFO, obaj z Argentyny, inny z NASA, dwóch wojskowych i amerykańscy naukowcy, którzy przybyli w cywilnych ubraniach. Konkluzją wspólnego dochodzenia było istnienie podziemnej bazy pod wodami, prawdopodobnie połączonej z Tayos przez szereg podziemnych galerii, które biegłyby przez pasmo górskie Andów. Julio Goyén Aguado był, jak wspomniano wcześniej, przewodnikiem wyprawy szkockiego badacza Stanleya Halla w 1976 roku na Tajos.

Hall okazał się w końcu agentem wywiadu pracującym zarówno dla CIA, jak i MI5 (kontrwywiad) i który próbował przejąć to, co znalazł Moricz. Wspólna brytyjsko-amerykańska wyprawa składała się ze 120 członków wojskowych i cywilów, z udziałem astronauty Neila Aldena Armstronga, jako honorowego przewodniczącego wyprawy.

Znając prawdziwe intencje ekspedycji, które polegały na zawłaszczeniu całej wiedzy odkrytej przez Moricza i nawiązaniu kontaktu z mieszkańcami wewnątrz Ziemi w celu uzyskania wiedzy i wskazówek Shuarasów, Juan Moricz prosi Goyéna Aguado, aby wprowadził ich w błąd w jaskini, aby uniemożliwić im spełnianie swojego celu. Po tej sfrustrowanej wyprawie Moricz postanawia zabezpieczyć część tego, co odkryto, chroniąc to w Argentynie. Oto kilka akapitów z książki „Lirico y profundo” z życia Julio Goyén Aguado:

 

Po wydarzeniach związanych z wyprawą brytyjską ´76, o których będzie mowa później, obaj zdecydowali, że Aguado zatrzyma niektóre z tych płyt i innych materiałów w Buenos Aires, co faktycznie zostało zrobione.

Plan strategiczny wycofania się z Ekwadoru, a następnie wprowadzenia wspomnianych materiałów do Argentyny. Wszystko to odbyło się poprzez przygotowanie precyzyjnego i skrupulatnego planu, który obejmował przelot samolotu z Argentyny do Ekwadoru wraz z komercyjnym podstępem argentyńskich biznesmenów.

Shuarasowie byli stróżami jaskini i jej tajemnic na zawsze, ponieważ mieszkańcy wnętrza powierzyli im obowiązek ochrony tajemnicy. Po kilku latach badań i sporadycznym współistnieniu z tubylcami, opowiadają Moriczowi o istnieniu wewnątrz jaskini wejścia do "wewnętrznego świata bogów", który tylko oni znali. Po zdobyciu jego zaufania i szacunku, prowadzą go na spotkanie z „bogami człowieka”, przechodząc godzinami przez głębokie i nieznane galerie, aż dotarł do zagrody strzeżonej przez wielkie posągi. Szuarowie poprzez rytuał słów i ruchów, których nie znam (otwarty sezam tysiąca i jednej nocy), otwierają „portal” w litej skale i wchodzą z Moriczem do idyllicznego świata wewnątrz ziemi,

Wraz z mieszkańcami wnętrza były Istoty, które nie pochodziły z tej ziemi, były to gwiezdni podróżnicy, którzy przejeżdżali lub mieszkali obok nich. Mieszkańcy wnętrza powierzają mu instrumenty lub naczynia (nie wiem, czy były to złote płyty, jak te zgłoszone, czy coś innego), które później przywożą i ukrywają w Argentynie. Kiedy Moricz leci na powierzchnię, Shuaras podają mu lokalizację źródła „płynnego złota” w zamian za jego milczenie i ochronę przed „białym człowiekiem” z jaskini Tayos i jej tajemnicami, które zostaną ujawnione, gdy ludzkość powierzchnia jest przygotowana.

Jakiś czas później Juan Moricz założył firmę wydobywczą złota, której jedynym członkiem jest on sam i staje się niezwykle bogaty. Znaczna część wygenerowanego przez nią bogactwa została przeznaczona altruistycznie na prace dla potrzebujących.

Dlaczego Shuarasowie powierzyli mu tajemnicę i zabrali go na spotkanie bogów, kiedy nie mogli? Nie wiemy tego, ale mieliby ważny powód i na pewno nie była to ich całkowita decyzja, ponieważ byli jedynie stróżami tajemnicy. Być może była to decyzja bogów człowieka, mieszkańców wnętrza ziemi, którzy ich przyjęli.

Julio Goyén Aguado zginął w 1999 roku w wypadku drogowym, który miał miejsce w zeszłą niedzielę o świcie w San Rafael w Mendozie. Ponadto czterech jego współpracowników odniosło poważne obrażenia w wyniku przewrócenia się ciężarówki Kia Besta, którą prowadził Goyén Aguado, który stracił kontrolę w okolicach mostu na rzece Diamante i którym jechali wzdłuż Droga krajowa 146, na wysokości departamentu San Rafael, 240 kilometrów na południe od Mendozy.

Goyén Aguado, pomimo swojego baskijskiego pochodzenia, był bardziej Argentyńczykiem niż wielu. Poświęcił swoje życie służbie narodowi argentyńskiemu, a nie tylko badaniom naukowym, pasji, która doprowadziła go do odkrycia ponad 500 naturalnych jaskiń w Argentynie i na świecie: był także historykiem z San Martín.

Szlachetny, z niewzruszonym słowem, wytrwały aż do zachwytu, przez lata pracował się w założonym przez niego w 1970 roku argentyńskim Centrum Speleologii – to setki młodych ludzi, których przyciągnęła nauka, która w tym czasie ledwie budziła się w naszym kraju.

Wszystko, bez wyjątku, znalazło w Goyén Aguado (oczywiście baskijskim) nie tylko orientację w rodzącym się powołaniu, ale także zakończoną lekcję życia przekazaną w jedyny możliwy sposób, poprzez przykład. I zawsze promiennie trzymający „ikurriñę” (flagę Basków), z jej czerwonymi, białymi i zielonymi kolorami, którymi lśnił na swoim biurku.

Organizował i uczestniczył w setkach wypraw speleologicznych na terenie całego kraju, a także poza naszymi granicami. Prowadził wykłady na temat swojej specjalności w różnych częściach świata. Doradzał w tej sprawie Żandarmerii Narodowej i ONZ.

 

Moje 3 grosze

 

Wszystko to brzmi dość nieprawdopodobnie i w stylu Jamesa Bonda + Indiany Jonesa. Tylko że nie przybliża nas to do rozwiązania tej zagadki – podziemnych tuneli pod Peru.

I jeszcze à propos tuneli pod Ameryką Pd., to pragnę przypomnieć sprawę zaginięcie płk Percy’ego Fawcetta gdzieś w dżunglach Mato Grosso w Brazylii. Otóż tam też występuje system podziemnych tuneli i strzegące je, wrogie białym plemiona. Zob.:

·        https://wszechocean.blogspot.com/2011/11/eldorado-miasto-z-tarapalanda.html

·        https://wszechocean.blogspot.com/2013/07/straszyda-z-podziemnych-labiryntow.html

Jak na razie nikomu nie udało się tam dotrzeć i tajemnice tych terenów są nadal aktualne.   

A teraz przejdziemy do Poloniców, a konkretnie do tajemniczych tuneli w Babiej Górze…

 

Opinie z KKK

 

Wszystko to bardzo ciekawe, chociaż wydaje się na pierwszy rzut oka nieprawdopodobne. Zawsze twierdziłem, że tego typu opowieści nie biorą się z wymysłów, czy fantazji, coś na rzeczy musi być. W każdym razie wątki ukrytych skarbów są bardzo prawdopodobne, nawet powiedziałbym, że prawdziwe. (Avicenna)

Tak czy inaczej, coś jest na rzeczy, bo te wszystkie przekazy zbyt często się powtarzają w różnych stronach świata. (Daniel Laskowski)


Źródło - https://despiertacordoba.wordpress.com/2016/03/07/la-otra-historia-el-mundo-intraterreno-cueva-de-los-tayos-ecuador/

Przekład z hiszpańskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

poniedziałek, 8 lutego 2021

Tunele pod światem

 


Walerij Kukarenko

 

Niektórzy badacze są absolutnie przekonani o tym, że przeszywające kontynenty tunele nie są śladami dawnej cywilizacji, ale istniejącej na Ziemi do dziś dnia, równolegle do naszej, podziemnej wysoko rozwiniętej cywilizacji humanoidów.

Na wszystkich kontynentach Ziemi badacze napotykają nie tylko z jaskiniami naturalnymi. Napotykają także na gigantyczne, cyklopowe pomieszczenia i podziemne tunele zbudowane w odległej przeszłości przez nieznane cywilizacje. Dlatego pojawia się uzasadnione przypuszczenie, że pierwszy przodek człowieka pojawił się co najmniej 2 mln lat temu. W dawnych warstwach skalnych znaleziono jednak artefakty, które mówią o czymś innym, i tak np. w czasie kalifornijskiej gorączki złota (1849 r.) znaleziono wiele szczątków ludzkich i narzędzi pracy w warstwach o wieku 38 – 45 mln lat…

 

Ziemia przeszyta korytarzami

 

Dawne tunele podziemne wyróżniają się idealnym ukierunkowaniem i orientacją przestrzenną oraz zadziwiającą obróbką ścian. Wygląda na to, że działały tam wysokie temperatury i mechaniczna obróbka, dzięki czemu pokryte one są dwumilimetrowej grubości mocną glazurą, której nie da się wykonać współczesnymi sposobami. Ściany są literalnie wypolerowane do blasku, niektóre z nich są w idealnym stanie. Rozpoznano już dziesiątki kilometrów takich podziemnych korytarzy, sal i szybów wentylacyjnych, ale sądząc po wszystkim, jest to jedynie nieznaczna część…

I tak pod wzgórzami Miedwiedskoj Griady w Obwodzie Wołgogrodzkim znajduje się rozprzestrzeniona sieć tuneli. One są okrągłe w przekroju poprzecznym, o średnicy 6-30 m. Mówi się, że idąc nimi można dojść do Krymu, na północ Rosji i nawet poza jej granice.

Na zagadkowe podziemne konstrukcje znajdujące się na dużych głębokościach napotykają górnicy. Do jednego z nich, w Workuckiej Odkrywkowej Kopalni Węgla wpadł kombajn wydobywczy. Udało się go wyciągnąć z wielkim trudem. Znajdowane są całe miasta podziemne. Powoli wyjaśnia się, że tunele przenikają i łączą ze sobą wszystkie kontynenty świata. Ale część z nich jest już zniszczona i zasypana wskutek obwałów, a inne zalane są wodą.

 

Kamizelka ratunkowa i zagadkowe drzwi

 

W 2003 roku, w okolicy miasta Sołnecznogorsk (Obwód Moskiewski) w jeziorze Bezdonnym wyłowiono … kamizelkę ratunkową marynarza Sama Belovsky’ego  z amerykańskiego niszczyciela przeciwlotniczego USS Cole (DDG-67) uszkodzonego przez terrorystów w dniu 12.X.2000 roku w Adenie. Tam zginęło tragicznie 4 marynarzy, zaś 10 przepadło bez wieści[1], w tym także Sam. W jaki sposób kamizelka ratunkowa z Oceanu Indyjskiego znalazła się w Centralnej Rosji przebywszy w ciągu trzech lat 4000 km? To było tylko możliwe przy pomocy jakichś podziemnych tuneli zalanych wodą.



W 1950 roku zostało wydane tajne postanowienie Rady Ministrów ZSRR o budowie tuneli pod cieśniną Tatarską w celu zabezpieczenia bezpośredniej łączności wyspy Sachalin z kontynentem. Ale budowlańcy, szczególnie zekowie z Gułagu, nie musieli się wiele natrudzić, przebijając się już do istniejących korytarzy i podziemnych przejść, które istniały tam od niepamiętnych czasów. Zostały one zbudowane bardzo mądrze z uwzględnieniem geologii dna cieśniny. Tam właśnie budowlańcy znajdywali dziwne mechanizmy, poza tym natknęli się na wielką bramę do której wiodły marmurowe stopnie.

W 1953 roku, po śmierci Stalina, pomiędzy jego współpracownikami zaczęła się walka o władzę i zajmowali się tym, a nie tunelem. Poza tym miała miejsce reorganizacja systemu Gułagu, zwolniono wielu zeków, nie było komu tam pracować, budowę zamrożono i utajniono zmuszając tam pracujących do podpisania klauzuli milczenia…

 

Metalowa biblioteka

 

Znana na całym świecie teozofka Helena Pietrowa Bławatska (1831-1891) przy pomocy jej tylko znanych magicznych sposobów „odkryła” a potem narysowała na mapie podziemny tunel, który przechodził przez całą Południową Amerykę. Według jej informacji, budowla ta została wykonana przez Atlantów, a Indianie ukryli w nim swe złoto przed konkwistadorami…

W czerwcu 1965 roku, argentyński przedsiębiorca, etnolog i kolekcjoner tajemniczych faktów Juan Moris vel Janos Moricz twierdził pod przysięgą, że odkrył w Ekwadorze podziemne pomieszczenia, w których znajdowało się wiele artefaktów i setki kilometrów łączących je korytarzy. Mają one przekrój prostokątny i przebiegają na głębokości 230 m. Wejście do podziemnego labiryntu, który ochrania plemię Shuarasów, wskazał mu pewien człowiek, którego nazwiska nie podał. Prezydent Ekwadoru dał zezwolenie na zorganizowane w te miejsca ekspedycji naukowej.

Ta detektywna historia rozciągnęła się na dziesięciolecia. Moricz coś jawnie ukrywał i doprowadził badaczy tylko do jaskini Cueva de los Tayos. W 1991 roku Moricz zmarł, ale znaleziono człowieka, na którego się on powoływał. Był to Petronio Giaramillo Abarca. Wuj tego człowieka przyjaźnił się z plemieniem Shuarasów i to oni właśnie pokazali mu wejście do tajemniczych pomieszczeń. Abarca był tam dwa razy i widział tam… metalową bibliotekę! Na miedzianych płytkach umieszczonych tam ksiąg były jakieś znaki. Rzeźby ludzi i różnych zwierząt umieszczone w salach wykonano z materiału przypominającego ceramikę.

W jednym z pomieszczeń Petronio natknął się na duży sarkofag z półprzeźroczystego materiału, w którym znajdowała się mumia olbrzyma pokryta pozłotką. Wkrótce Abarca został zamordowany, a wielu uważa, że morderstwo to ma związek z jego zamiarem ujawnienia drogi do tajemniczych podziemi.

W 2005 roku ustanowiono kontakt z Shuarasami i pojawiła się nadzieja, że pokażą oni miejsce wejścia. Mówili, że znajduje się ono od strony rzeki Pastasy i jest pod wodą. Niestety, z niezrozumiałych przyczyn do ekspedycji nie doszło.

 

Skarby Inków i wybuchy atomowe

 

Po zdobyciu Peru, władca Inków – Manco II spotkał się z hiszpańskim posłem i wysypał przed nim na stół pełną misę kukurydzianych ziaren. Wziąwszy jedno z nich do ręki, rzekł:

- Oto wszystko, co wy mogliście ukraść ze złota Inków – i wskazawszy na resztę, dodał: – A oto złoto, które zostało u nas.

Od tego czasu trwają nieprzerwanie poszukiwania złotych skarbów Inków. W jednym z ukryć przebywał – i oczywiście wziął ile mógł unieść – służący w Ekwadorze, w XVI wieku, żołnierz Valverde żonaty z córką jednego z indiańskich wodzów. W archiwach zachowało się doniesienie Valverde’a o tym wydarzeniu przeznaczone dla króla.

W XX wieku tego właśnie ukrycia w miejscowości o nazwie Lianhanates, bezskutecznie poszukiwali Amerykanie i Australijczycy, Włosi i Szwedzi.

Do nieoczekiwanego efektu doprowadziły doświadczalne testy jądrowe Amerykanów przeprowadzone na Pustyni Newada, które trwały tam od 1951 roku. Po 2 godzinach od pierwszej eksplozji, 2000 km dalej, w Kanadzie w jednej z baz wojskowych został zarejestrowany skok promieniowania 20 razy przekraczający normę. Przy okazji wyjaśniło się, że obok bazy znajduje się ogromna jaskinia, która jest połączona systemem podziemnych korytarzy z podziemnymi budowlami w Ameryce Pd. Kilkanaście tuneli schodzi się w górze Shasta, CA, gdzie dla turystów otwarto „ucywilizowany” odcinek jednego z nich. Są tam pomieszczenia. Gdzie z małych otworków słabo sączy się światło, a na suficie widoczne są jakieś heroglify. Niekiedy spod ziemi dobiega jakiś dziwny szum jakby pracowały tam jakieś mechanizmy.

Oczywiście pojawia się pytanie: Kto i po co stworzył te kolosalne sieci podziemnych korytarzy i pomieszczeń?  

 

Schrony antyasteroidowe

 

Wedle obliczeń badaczy, co każde 200 mln lat dochodzi do globalnej katastrofy spowodowane upadkiem wielkich asteroid. Spowodowane przez ich impakty trzęsienia ziemi, erupcje wulkaniczne, tsunami i potopy zmywają wszystko z oblicza planety i niemal zabijają wszystko, co żyje.

Na północy Platformy Syberyjskiej, w basenie rzeki Chatangi znajduje się Kotlina Popigajska – krater poimpaktowy o średnicy 100 km! Katastrofa, w wyniku której powstał, miała miejsce 300 mln lat temu. Mniejsze, ale także śmiercionośne kataklizmy wydarzyły się przez 100, 41 i 21 tysięcy lat. Dawni ludzie doskonale wiedzieli o tym, i zbudowali na całej Ziemi sieć podziemnych instalacji – swego rodzaju schronów przeciwasteroidowych, w których ukrywszy się można było przetrwać szalejące na powierzchni planety kataklizmy.

 

Wedle drugiej hipotezy – labirynty w swym czasie służyły jako ukrycia, w których ludzie chowali się przed następstwami… atomowych wojen! Na powierzchni ziemi znaleziono około setki zagadkowych kraterów o średnicy 2-3 km. Badania wykazały, że nie są to kratery poimpaktowy, a rezultat użycia broni jądrowej.

 

Moje 3 grosze

 

Ze swej strony zapewniam Czytelników, że pociągnę ten temat na łamach tego bloga, bo wiele rzeczy wskazuje na to, że coś jednak jest na rzeczy i to nie tylko gdzieś tam na świecie, ale również u nas w Polsce, a zatem czekajmy na nowe informacje…

Następnym będzie materiał na temat Juana Moricza i jego rewelacji.

 

Opinie Czytelników

 

Czekam niecierpliwie ... (Bogusław Nosidlak)

Coś w tej "trawie" piszczy. Te tunele pod Babią wpisują się w ten temat i łączą nas z pozostałymi. Chętnie bym je zobaczył nie tylko czytał o nich. Może jakiegoś Reptila bym spotkał i mu w "michę".... 😉 (L.O-O)


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 6/2020, ss. 32-33

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz       



[1] Inne źródła podają, że zginęło tam 17 marynarzy zaś 37 zostało rannych.