Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna psychologiczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna psychologiczna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 lutego 2024

Odgrzany kotlet z Roswell?

 


Przedstawiam Czytelnikom fotokopię artykułu z ostatniego numeru „Faktów po mitach” w którym zamieszczono materiał Michała Kostura pt. „Pentagon, UFO i demony”, w którym omawia on ostatnie działania Amerykanów, a dokładniej ich służb specjalnych w zakresie ujawniania obecności UFO alias UAP. 


Choć nie bardzo mi po drodze z Fpm, a to za krytykowanie poczynań Straży Granicznej to tutaj akurat zgadzam się w zupełności. Cała sprawa przypomina mi majaczenia niektórych quasi-badaczy UFO na temat Incydentu w Roswell z 1947 roku, kiedy to Amerykanie nieoficjalnymi kanałami zawiadomili świat o przejętym rozbitym Latającym Spodku i zwłokach jego pasażerów. Potem co parę lat odgrzewano ten kotlet zamieszczając coraz bardziej sensacyjne informacje: a to znalazł się świadek, który rzekomo to widział, a to znaleziono fantastyczne odłamki z jeszcze bardziej fantastycznego materiału, a to znalazły się filmy z autopsji jakiejś kobiety-Kosmitki… No i oczywiście na tym dobrze się zarabiało. Znany włoski ufolog Roberto Pinotti obliczył, że rocznie miasto Roswell zarabia na turystach ok. 8 mln USD. Kto wyrzekłby się takiej kasy w imię prawdy???

Zwłaszcza tej niewygodnej.

A prawda być może jest taka, że Incydent w Roswell stał się bardzo wygodną przykrywką dla jakiejś afery – np. katastrofy bombowca B-29 z „atomówką” na pokładzie czy czegoś równie paskudnego. Dowództwo USAF (RAAF później SAC) puściło tą bajeczkę po to, by – zgodnie z zasadą brzmiącą, że nie ma lepszego sposobu na ukrycie tajemnicy, jak przykrycie jej jeszcze większą tajemnicą ukryć coś, czego nie powinni zobaczyć swoi i obcy – mowa oczywiście o obywatelach USA i obcych specsłużbach.  I to działa, także i w tym przypadku.

Wtedy zaczęła się Zimna Wojna i rozpalała się powoli, ale skutecznie. Oba Supermocarstwa straszyły się nawzajem. Każdy punkt przewagi był na wagę złota.

Spójrzmy, jaka sytuacja panuje dzisiaj: dwa Supermocarstwa znów stanęły do konfrontacji. Zaczęło się wzajemne straszenie. W Europie śmierdzi prochem. Obłąkaniec z Kremla grozi użyciem broni jądrowej. I co? I pojawia się diabli wiedzą skąd jakiś major David Grush i opowiada cuda-wianki o przejętych technologiach, materiale genetycznym Obcych i innych cudach na kiju. Klasyczne zagranie z teorii wojny psychologicznej. Grunt już przygotowany – setki i tysiące publikacji, reportaży, filmów i programów TV o UFO, Obcych i Ich możliwościach. Przeznaczone głównie dla własnej publiki, by ją utwierdzić, że Ameryka dzierży prymat we wszystkim więc Ruscy i Chinole jej nie zagrożą. Skądś to pamiętamy? Oczywiście – podobne brednie wygadywał niejaki płk Phillip J. Corso, który majaczył o miastach i bazach USA na Księżycu oraz o Kosmitach na usługach US Army, o superbroniach i ich możliwościach.

To jest także ostrzeżenie pod adresem tychże Ruskich i Chinoli: nie podskakujcie, bo wam dołożymy naszą nową, a więc ex definitio groźną bronią. Po prostu historia lubi się powtarzać i to właśnie widzimy na własne oczy. Typowa zagrywka w rozgrywce z Putinem. I dlatego nie wierzę w ani jedno słowo amerykańskim politykom opowiadającym banialuki o kosmicznych kontaktach wojska z Obcymi.   


sobota, 22 lipca 2023

A jednak UFO istnieją?

 


Kosmicie na serio! Tak przynajmniej twierdzą Amerykanie. Jak wynika z załączonego materiału z "Faktów po mitach" nr 29/2023, odżył stary – bo jeszcze zimnowojenny - mit o pochwyconym przez Amerykanów UFO. Oczywiście nikt nie ma żadnego latającego spodka, bo już zostałby użyty w warunkach bojowych w czasie niemal 300 konfliktów po II Wojnie Światowej. Teraz wszyscy czekają na wybuch III Wojny Światowej i użycie broni jądrowej i termojądrowej, co spowoduje inwazję Latających Spodków na Ziemię. Oczywiście ludzie będą się nadal straszyć jakąś nieznaną, a więc ex definitio straszliwą bronią, która zapewne będzie użyta. Jak więc widać, po krótkim detente lat 70. i odprężeniu lat 90. w Europie znów zapachniało prochem i zaczęła się nakręcać spirala zbrojeń. No i znów wprzęgnięto UFO do arsenałów wojny psychologicznej.

I o to właśnie chodzi…  



niedziela, 28 sierpnia 2022

Afera Roberta Lazara (3)

 


INNA PRZYCZYNA

 

[…] CUFORN nie posiada praw do tej części serialu z 14.XI.1989 roku, w której Lazar dał więcej wyjaśnień na temat pierwiastka 115, dylatacji czasu i jej stosunku do fal grawitacyjnych oraz militarnym potencjale Ich technologii. Knapp pokazał to w widowisku telewizyjnym pt. „UFOs – The Best Evidence” trwającym 2 godziny […], które niewiele wniosło do tej afery.*14

 

ŚMIERTELNE ZAGROŻENIE

 

Niezorientowanym przypominamy, że Strefa 51 – zawierająca S-4 znajduje się w odległości 10-15 mi/16-24 km od Groom Lake: około 125 mi/200 km na północ od Las Vegas, NV. Lazar pracował tam jako starszy pracownik naukowy. Jego telefon był zastrzeżony. Kiedy go wynajęto, kazano mu trzymać język na wodzy i nic nie mówić o swojej pracy. Zagrożono mu wszelkimi konsekwencjami – łącznie ze śmiercią.

- Chyba mam prawo do uczciwego procesu! – oświadczył Lazar. Sądzi on, że ma telefon na podsłuchu – kupiłem detektor p[odsłuchu telefonicznego i kiedy podnoszę słuchawkę, to pali się czerwone światełko.  – mówi Lazar. […]

Jak długo UFO mieści się w S-4?. Lazar odpowiada – niedługo, ale nie wiem nic pewnego.   

Lazar podsumował badania prowadzone w S-4.

- To jest najtajniejszy program badawczy w USA.

Zanim Lazar ujrzał „model sportowy” w akcji, sądził że ma do czynienia z pojazdem pozaziemskim. […]*15

Czy Lazar mówi prawdę? Przeprowadzono próby wariograficzne w obecności Knappa i urzędnika policji z Los Angeles. Było ich 4. Jednakże wyniki są tak rozbieżne, że na ich podstawie nie można wyciągnąć żadnych wniosków.*16 Rozbieżności te można wytłumaczyć strachem badanego.

Drugi z zastosowanych przez Knappa sposobów to była hipnoza. I tutaj także Knapp i dr Layne Keck ponieśli porażkę. Nic nowego nie uzyskano tą drogą. Keck wie, że człowiek może kłamać nawet pod hipnozą, jednakże istmnieją sposoby ujawnienia prawdy nawet w takim przypadku. Po kilku seansach doszedł on do wniosku, że w podświadomości Lazara „panuje bałagan”, który można osiągnąć przy pomocy technik mentalnych lub środków farmakologicznych – co jak się zdaje, miało miejsce w przypadku Lazara.

[…] Po ich zastosowaniu w celu zlikwidowania prymitywnego lęku o siebie i „odblokowaniu” podświadomości, dr Keck stwierdził, że Lazar mówi prawdę.

George Knapp stwierdził, że jego stacja TV zna więcej osób, które wiedzą w prowadzonym w S-4 programie badawczym nad latającymi dyskami, i tak np. technik pracujący w newralgicznym miejscu S-4 powiedział Knappowi, że: wszelkie odnalezione dyski Obcych są magazynowane na pustyni Newada, zaś inny emerytowany pracownik S-4 powiedział, że widział latający dysk, który przyziemił się przy granicy Strefy 51 i został natychmiast otoczony przez pracowników ochrony, którzy go zabrali i rozebrali w czasie kilku godzin.

- Pewien człowiek, który nieopatrznie wszedł do jednego z hangarów, ujrzał tam metalicznie lśniący dysk pod plandeką. Potem został przesłuchany przez ludzi w laboratoryjnych fartuchach – powiedział Knapp.  

- Pewien lotnik służący w Nellis AFB jako radarzysta opowiedział, jak to on i jego kolega obserwowali w ciągu 5 nocy dziwne obiekty nad Groom Mountains, które latały tam z prędkością rzędu 7000 mph/10.000 km/h i mogły momentalnie zatrzymać się w powietrzu, czego nie może żadna ziemska maszyna. Kiedy zameldował o tym swoim przełożonym, kazano mu wyłączyć radiolokator i przerwać obserwację przestrzeni powietrznej nad tą okolicą. Poza tym kazano mu zachować milczenie na ten temat, jakby nic się nie wydarzyło – oświadczył Knapp.

Lazar mówi o ludziach, którzy pracują dla tego projektu – czy to jest naprawdę sprawa US Navy, czy kogoś innego – oni mają wielkie uprawnienia – nie opowiadają się przed nikim. Dlatego też nikt nic nie powie – istnieje bowiem dużo sposobów by zamknąć usta zbyt gadatliwym.

 

Przypisy

 

* Ostrożność uzasadniona, bowiem jak wynika z dalszych partii tekstu, cała ta afera Lazara przypomina inną aferę – aferę Morrisa K. Jessupa – astronoma, który wyeliminowany przez tajne służby amerykańskie właśnie za rozpowszechnianie pogłosek o tajnych badaniach prowadzonych przez Pentagon nad UFO. John Keel wykazał, że Jessup był zamieszany w sprawę Incydentu nad Maury Island, WA, a także w Eksperyment Filadelfijski i został zamordowany przez agentów Narodowej Agencji Atomowej.

** W oryginale użyto słowa „projectile” co dosłownie oznacza „ciężki pocisk” konwencjonalny bądź rakietowy.

*** Dosłownie „Kraina Marzeń” i „Skunksia (śmierdząca) Robota”.

**** Moskowit (Mc) znajduje się na tzw. „pierwszej wyspie stabilności” Układu Okresowego Pierwiastków. Niestety, jak dotąd nie znaleziono stabilnych aktynowców i transuranowców o liczbie atomowej powyżej 97.

***** Synteza jądrowa została wykorzystana w bombach wodorowych (H), zaś reakcja rozpadu atomowego w bombach atomowych (A). Reakcja anihilacji materii i antymaterii będzie miała zastosowanie w broni D od słowa „dezintegracja”.

*6 - Są to tzw. „targety” czyli „cele” albo „tarcze”.

*7 – Reakcja anihilacji materii dostarcza energię głównie w postaci wysokoenergetycznych kwantów gamma, więc mowa o „gorącu” w takim przypadku stawia opowieść Lazara pod znakiem zapytania.

*8 – Tym można wytłumaczyć także efekt znikania przedmiotów i ludzi w pobliżu UFO dla postronnych obserwatorów.

*9 – Dla porównania: masa krytyczna dla U-235 wynosi ok. 8 kg, zaś dla Pu-238 wynosi ok. 4,1 kg.

*10 – Pogląd ten wydaje się być mylnym po wydarzeniach w Woroneżu , które miały miejsce jesienią 1989 roku.

*11 – Nasuwa się ciekawa analogia do legend dogońskich, w których dwaj „kosmici” Nommo i Ogo korzystali z paliwa, w które zaopatrywali się na Syriuszu C. Lazar prawdopodobnie znał tą legendę i mógł wykorzystać ten wątek w swych opowieściach.

*12 – W oryginale użyto słowa „greys” – „szaraki”.

*13 – W oryginale „Exhibit A – An Alien”.

*14 – Opuściłem tutaj fragment relacji Lazara uzasadniającego dlaczego nie lubi on ufologii.

*15 – Opuszczono tutaj opis wnętrza „modelu sportowego” – jest on podobny do opisu podanego przez Betty Andreasson w „The Andreassons’ Affair” Raymonda Fowlera.

*16 – Zastosowanie wariografu nie może być dowodem w sprawie, tak jak i zastosowanie hipnozy. Oba te środki nie są uznawane przez większość systemów prawnych jako dowód.

 


Moje 3 grosze

 

Im bardziej wgryzałem się w te rewelacje Lazara – Knappa, to coraz bardziej nabierałem pewności, że jest to jedna wielka – jak mówiliśmy w szkolnych czasach – wyjątkowo przednia brednia! Niestety, ale jest dokładnie tak, jak piszę.

Oczywiście, że w Area 51 testuje się najnowsze samoloty itp. latające maszyny dla US Navy i nie tylko, ale nie ma tam żadnych pozaziemskich cudów, których amerykańska publiczność tak łaknie!

Po drugie – Lazar cały czas opowiada, jakie to straszliwe kary ściągnąłby na siebie w przypadku rozpowiadania o tym, jakie to cuda na kiju znajdują się w S-4. I co? I kłapie dziobem na prawo i na lewo w mediach i jak na razie włos z głowy mu nie spadł. Dziwne – nieprawdaż? Chińczyk, który szpiegował na rzecz Ch.R.L. za swą działalność dostał 10 lat odsiadki, Lazar opowiadający o największych tajemnicach USA chodzi sobie na wolności i bezkarnie opowiada swoje cuda wianki…

To przypomina mi działalność niejakiego Wiktora Suworowa alias Władimira Bogdanowicza Rezuna, ex-majora, renegata z GRU, który uciekł na Zachód i zaczął pisać książki historyczne, m.in. o swej dawnej firmie. I rzecz przeciekawa – w ZSRR wydano na niego wyrok śmierci, w Rosji go nie anulowano. Facet jeździ sobie po świecie i opowiada o tym, jakie to straszne jest to GRU i jego zbrojne ramię – SPECNAZ. Ile jest warte, wyszło właśnie na Ukrainie…

Kolejna sprawa – pierwiastek 115 czyli moskowit – Mc. Moskowit został zsyntetyzowany dopiero w 2006 roku w Dubnej – i zsyntetyzowano zaledwie 4 (słownie: cztery!) atomy moskowitu! A Lazar twierdzi, że USA mają tego na kilogramy. Problem polega na tym, że atomy moskowitu rozpadają się w ciągu 100-200 ms czyli 100-200 x 10-3 sekundy! I nie ma na to żadnej rady, bo procesy jądrowe są niepowstrzymalne. No ale nie każdy o tym wie i brednie Lazara bierze za dobrą monetę.

O mechanice fal grawitacyjnych nie mówię, bo to jest obszar, który dopiero nauka poznaje. Swoją drogą ciekaw jestem, jak działa „falowód fal grawitacyjnych”? Wszak grawitacja przenika wszelką materię i nie da się jej tak po prostu zaekranować czy odgrodzić, by zbudować takie falowód.

Kolejna bajka – dokumenty na temat UAP, które rzekomo przechodziły przez jego ręce. Oczywiście, że takich meldunków było od jasnego groma i trochę. To akurat jest możliwe.

Reasumując – cała ta relacja i rewelacja to tylko kolejna legenda miejska, dezinformacja i element wojny psychologicznej, którą sporządzono i puszczono w obieg w czasie najgorszego rozpalenia się Zimnej Wojny – w 1984 roku. Po obu stronach straszono się ilością głowic nuklearnych i termonuklearnych, triadą BMR czyli A, B, C i N, a także przebąkiwano o broni D – czyli dezintegracyjnej z wykorzystaniem antymaterii, broniach kosmicznych – falowych i cząsteczkowych, itd. itp. ZSRR ten wyścig absurdu przegrał. Niestety – teraz chce się odegrać, a przynajmniej przywrócić status quo ante 1939 czy nawet 1914!

Ale to już temat z innej ballady…

 

Opracował - ©R.K.F. Sas-Leśniakiewicz

niedziela, 7 lutego 2021

Samotny wilk

Wiktor Suworow vel mjr GRU Władimir Bogdanowicz Rezun w Warszawie


Władimir Pietrow

 

Obok działalności pisarskiej Suworow zajmuje się wygłaszaniem wykładów. Wygłasza odczyty historyczne w prestiżowej brytyjskiej uczelni wojskowej. Aktualnie mieszka w Bristolu.

Pojawiająca się od czasu do czasu na witrynach księgarni książka „Akwarium” Wiktora Suworowa zrobiła furorę wśród czytającej publiczności. Na temat potężnego Głównego Urzędu Wywiadu – GRU – napisał nie jakiś żurnalista-amator, ale były pracownik GRU, który przez wiele lat pracował w systemie, a potem zdał się zdrajcą, uciekinierem i na koniec nieoczekiwanie transformował się na znanego pisarza, którego prace przetłumaczono na wiele języków i wydano w milionowych nakładach.

 

Pochodzenie i wykształcenie są nienaganne!

 

Głasnost’ i pierestrojka spowodowały, że można było wydać „Akwarium” w naszym Rosji. Za nią pojawiły się mnogie artykuły o autorze, wywiady z nim, filmy o nim. Tak pojawia się obraz fajnego profesjonalisty, który w jeden wspaniały moment rozczarował się tymi wartościami w które wierzył i zapragnął żyć drugim życiem.

Do tego on nie obawia się zemsty swych byłych kolegów, chociaż na samym początku „Akwarium” opisywał on, jak postępowano z dezerterami z GRU: palono ich żywcem w ogromnym piecu krematoryjnym, by potem rozwiać jego popioły na wietrze. A jeszcze autor opisuje sekrety radzieckich służb za granicą, dokładnie opisując systemy łączności pomiędzy agentami, dokładnie rozpracowując psychologię agentów, dokładnie opisuje techniki werbowania i dając wiele opisów swych kolegów i stosunków pomiędzy nimi, które bardziej przypominały zachowania pająków w słoiku.

Interesujące, że biografia samego autora nijak nie pasuje do jego pokręconego życiorysu. W charakterystyce tego rodzaju pracowników zazwyczaj pisali: Oddany interesom partii rządu. Morale wysokie. Politycznie uświadomiony. Negatywnych związków nie posiada.!

Wychodzi z tego nonsens: politycznie świadomy o wysokim morale pracownik wywiadu stał się zdrajcą. Wychodzi na to, że czegoś kierownictwo nie dopatrzyło. I to chociaż pochodzenie i wykształcenie u naszego bohatera były bez zastrzeżeń.

 

Rozstrzelany zaocznie

 

Władimir Bogdanowicz Rezun – tak brzmi prawdziwe nazwisko Wiktora Suworowa – urodził się w 1947 roku we wsi Barabasz w Przymorskim Kraju w rodzinie wojskowego. Życie w warunkach garnizonowych wpłynęło na jego dalsze losy.

W 1957 roku 10-letni Wołodia wstąpił do Szkoły Wojskowej im. Suworowa w Woroneżu z 7-letnim cyklem szkolenia. W wieku lat 17 został kursantem Wyższej Ogólnowojskowej Szkoły Dowodzenia w Kijowie. Mając lat 19 wstąpił do Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Uczestniczył w operacji wojsk radzieckich na terytorium Czechosłowacji.

W latach 1971-1974 uczył się w Akademii Wojskowo-Dyplomatycznej. Potem przez 4 lata pracował w genewskiej rezydenturze GRU. W 1971 roku Władimir ożenił się z Tatianą Korż, ur. 1952 r. W 1972 roku urodziła się im córka Oksana, a w 4 lata później – syn Aleksander. W 1978 roku Rezun uciekł do Wielkiej Brytanii wraz z rodziną. Uciekał – według jego słów – nie od ojczyzny, ale od systemu.

W tym czasie zagraniczna prasa opowiadała różne wersje ucieczki Rezuna. Wedle jednej z nich, Władimir nawiązał kontakt z brytyjskim MI6 dlatego, że chciano z niego zrobić „kozła ofiarnego” za większą wpadkę w genewskiej rezydenturze GRU. Wedle innej wersji, jeszcze wcześniej został przewerbowany przez brytyjski wywiad. Pojawił się nawet wariant porwania Rezuna przez MI6.

Reakcja radzieckiego rządu na dezercję nastąpiła wkrótce: Rezun został skazany zaocznie na najwyższy wymiar kary – rozstrzelanie. I do dziś dnia ten wyrok pozostaje w mocy.

 

Konflikt we wszechmocnych organizacjach

 

Ale w skąpych linijkach biografii Rezuna nie układają się myśli, wyrzuty sumienia, załamania psychiczne i emocjonalne spostrzeżenia profesjonalnego zwiadowcy. To wszystko czytelnik znajduje w jego autobiograficznych powieściach. Można w nich prześledzić, jak młodzieniec urodzony w zabitym deskami garnizonie, piął się po szczeblach drabiny kariery i jak zmieniały się jego poglądy i wzgląd na wiele spraw.

Od 1981 roku Władimir Rezun zajmuje się pisaniem pod pseudonimem Wiktor Suworow. Pierwsze trzy książki napisał on po angielsku. Wybór pseudonimu autor objaśnia tym, że angielski wydawca zalecił mu posłużenie się rosyjskim nazwiskiem złożonym z nie więcej niż trzech sylab i do tego wywołującego wojskowe skojarzenia u zachodniego czytelnika. I tak właśnie pojawił się Wiktor Suworow, który napisawszy dwie dziesiątki książek, których bohaterami stali się Józef Stalin, marszałek Gieorgij Żukow, gensek Jurij Andropow, wspaniały radziecki SPECNAZ i inne ważne osobistości.

Pracując za granicą, szpieg Rezun nieraz spotykał się z tym, jak w czasie zastoju, ostro walczyły o informacje i skonfliktowały się dwie potężne organizacje wywiadowcze ZSRR – KGB i GRU. One miały ze sobą stare porachunki: w latach 30-tych czekiści zdrowo przetrzebili szeregi wojskowych zwiadowców. Wielu ich wezwano zza granicy i zamęczono na śmierć w stalinowskich kazamatach.

 

Werbunek to nie nauka ale sztuka!

 

Według poglądów Rezuna, gerontokraci z Politbiura bardzo obawiali się sojuszu KGB i GRU, i dlatego tak namiętnie rozdmuchiwali konflikt pomiędzy nimi. Interesy KGB przed panowaniem genseka Leonida Ilicza Breżniewa zabezpieczał szef tej służby Jurij Władimirowicz Andropow, zaś interesy GRU lobbował w wyższym kierownictwie marszałek Andriej Antonowicz Greczko. Rezun podkreśla, że pracownikom GRU kategorycznie zakazano jakichkolwiek kontaktów z pracownikami KGB. O jakimkolwiek (także zwyczajnym) spotkaniu albo kontakcie o małym znaczeniu należało meldować niezwłocznie przełożonym.

W każdej ambasadzie czy konsulacie ZSRR znajdowało się ok. 40% „czystych dyplomatów” i 60% pracowników KGB i GRU. Proporcja ta ostro zmieniła się w tamte lata. Na werbowanie informatorów i posiadaczy cennej wiedzy o systemach obronnych rząd nie żałował pieniędzy. W sprawie zdobywania informacji każdy zwiadowca polegał na sobie i działał tak jak „samotny wilk”.

Suworow pisał: Werbowanie to nie nauka – to sztuka, jak łowienie ryb gdzieś na Dnieprze: siedzisz i zarzucasz wędkę. Podrywasz, a tu taki wielki i tłusty karaś: wyciągasz go i na patelnię z nim!

 

Operacja „Burza”

 

Przed wyjazdem za granicę z Rezunem rozmawiał jakiś wysoko postawiony urzędnik (on w „Akwarium” występuje pod nazwiskiem Kir Lemzienko). To właśnie Kir odprawiał jadących na wykonanie zadania szpiegów. To właśnie on palnął mu napuszoną mówkę przybyłemu Rezunowi, życzył powodzenia w pracy, a swoją mowę zakończył tak: Pamiętaj Włodzimierzu – kapitalizm daje pieniądze, ale nie daje władzy i poszanowania. Są u nas chytrusy, które nie uciekają na Zachód, ale zostają tutaj niejawnie sprzedając nasze sekrety. Oni mają pieniądze kapitalizmu i wykorzystują sytuację nadczłowieka, którą daje socjalizm, ale my takich szybko znajdujemy i unieszkodliwiamy.

Należy zauważyć, że Rezun nie jest pierwszym szpiegiem zajmującym się literaturą i przed nim takiego wyboru dokonali Beaumarchais, Swift, Defoe, Simenon, John le Carré… ale w odróżnieniu od słynnych kolegów Suworow nie poprzestał na beletrystyce, ale zajął się historią.

W swoich książkach zadaje on „niewygodne pytania”, które niepokoiły go przez całe jego życie:

·        Dlaczego w sierpniu 1939 roku w ZSRR wprowadzono powszechny pobór do wojska, który powołał w jego szeregi 6 mln ludzi?

·        Co robiły 4 mln z nich na ówczesnej granicy z Niemcami w czerwcu 1941 roku?

·        Dlaczego radzieckie wojska bezładnie cofały się aż do Moskwy?

·        Czemu Stalin nie przyjmował Defilady Zwycięstwa?

 

W swoich książkach literat Suworow formułuje wywód: Stalin planował napad na Niemcy w lipcu 1941 roku, jednakże Hitler go wyprzedził o miesiąc, a nasza armia cofała się ponosząc porażkę za porażką dlatego, że nie była przygotowana do wojny obronnej. Ona przygotowywała się do agresji i prowadzić wojnę na cudzej ziemi.

Suworow twierdzi, że ten radziecki plan nosił oznaczenie Operacja „Burza”. I wreszcie, Stalin zrezygnował z przyjmowania Parady Zwycięstwa i zlecił to marsz. Georgijowi Żukowowi z prostej przyczyny: był kiepskim jeźdźcem i po prostu bał się koni.

 

Literat-zdrajca?

 

Po pojawieniu się skandalizujących prac Rezuna-Suworowa, cała społeczność czytelnicza podzieliła się na gorących stronników i bezlitosnych krytyków. Do tego pojawił się podział także w środowisku zawodowych historyków, co jeszcze raz ukazuje aktualność tych prac, co pozwala na dyskutowanie ponad wszelkimi dogmatami.

Ciekawy jest stosunek dezertera Suworowa do brytyjskich szpiegów, którzy przeszli na stronę ZSRR. On przyznaje się: Niech zabrzmi to brutalnie, ale my takich ludzi nie szanujemy. Oto mi mówią: „Philby uciekł do ZSRR, a ty do Anglii” a ja odpowiadam: Dajcie spokój chłopaki, nie mieszajcie. Według was jestem zdrajcą, sprzedawczykiem, ale zmieniłem ustrój totalitarny, niewolnictwo – a tamci zdradzili kwitnące społeczeństwo, oni zdradzili wolność i demokrację, i dlatego pomiędzy nami istnieje mała różnica i proszę ja mieć na uwadze. Tak to Suworow próbuje usprawiedliwiać się, ale należy mu przypomnieć, że ojczyzna mu jego zdrady nie wybaczyła i nie zapomniała.

Mimo tego ten dezerter czuje się dobrze i całkiem komfortowo. Nie patrząc na podeszły wiek, szykuje do wydania nową książkę. Tak że każdy z nas będzie mógł ja przeczytać i dojść do wniosku któż to jest ten Wiktor Suworow: obiektywny literat, którego książki burzą ostatnie bastiony stalinizmu, czy tak czy owak zdrajca ojczyzny, cynik, drań i łajdak, który oczernia Zwycięstwo i państwo radzieckie?

 

Moje 3 grosze

 

Z książkami Suworowa zetknąłem się pod koniec lat 80-tych, kiedy były przywożone z Zachodu i zatrzymywane na granicy, dzięki czemu przeczytałem „Lodołamacz” i „Dzień M”. W tzw. „wolnej” Polsce przeczytałem wszystko, co zostało u nas wydane. No i nie dziwiłem się cenzorom – ilość pomówień, oskarżeń i kłamstw podawanych jako „najprawdziwsza” prawda biły wszelkie rekordy. Magia pisarstwa Suworowa polega na tym, że kłamstwo rozmija się o cal z prawdą – NB, co doprowadził do sztuki mistrz propagandy, piekielny kuternoga dr Goebbels. Ta sama sztanca, ten sam styl i ten sam cel – zohydzenie komunizmu i ZSRR. Ale do diabła z tym. Wiadomo, że po dezercji z szeregów GRU i ucieczce na Zachód, Rezun wykonuje polecenia i dyrektywy od swych nowych panów, specjalistów od wojny psychologicznej i robi to najlepiej jak umie. To jest warunek sine qua non jego bezpiecznego pobytu w Wielkiej Brytanii.

Interesujące w tym wszystkim jest jedno – a mianowicie to, że na Rezunie wisi cały czas wyrok śmierci i mimo głasnosti i pierestrojki nie został on anulowany. Jednocześnie nie został on nigdy wyegzekwowany. Jakże to – ktoś zapyta – przecież za o wiele mniejsze przestępstwa na przeciwnikach ZSRR i Rosji wykonywano wyrok kary śmierci? Wspomnieć wystarczy ofiary Departamentu Mokrej Roboty czyli V Dyrekcji Generalnej KGB, które truto polonem-210, nowiczokiem czy po prostu zastrzelono na ulicy, takich Nawalnych, Wołkowów, Litwinienków, Skripkinów i im podobnych… - a tymczasem Suworow sobie jeździ po całej Europie, opowiada swe rewelacje i… I nic. Żyje i nadal głosi swe prawdy objawione.

Coś w tym wszystkim cuchnie. Być może jest tak, że Rezunowi kazano uciec po to, by zrobić z niego wtykę w MI6. Tak jak pozwolono uciec Kuklińskiemu do USA w celu infiltracji naszej Polonii i jej kontaktów z CIA. Ale to już jest inna ballada. Tego być może Polacy się dowiedzą za 50-100 lat, a jak na razie to łykają ckliwe bajeczki made by IPN.

 

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 6/2020, ss. 22-23

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz           

sobota, 22 listopada 2014

NLW-PSI: Uderzenie w próżnię

Wedle stronników Spiskowej Teorii Dziejów - broń psychotroniczna może dopaść każdego człowieka w każdym miejscu i czasie!


Wiktor Sinobin


Dzienne problemy grają rolę swoistych granic zdarzeń dla naszego mózgu. Eksperymenty dowiodły, że z jednym i tym samym zadaniem ludzie dają sobie radę w granicach jednego pomieszczenia, niż wtedy, kiedy trzeba wykorzystać dwa.

Pod koniec kwietnia br., Internet rozniósł na cały świat wieść o użyciu psychotronicznej broni przeciwko jednej ze stron w walkach na Ukrainie. Wkrótce ta kaczka dziennikarska została podchwycona i rozpropagowana przez „zaangażowaną prasę”. Do tego wszystkiego, żadne psychotroniczne generatory i im podobne urządzenia nie przechodziły w „prasie niezależnej” ani w tajnych operacjach SBU, ani u stronników federalizacji, w tym przypadku można mówić tylko o wykorzystaniu „broni psychotronicznej” przez propagandystów. Albo – jak wkrótce zobaczysz Czytelniku – wspomniana broń okazuje się być „rażącą bzdurą”, o której krąży tyle pogłosek i plotek, by zwieść na manowce ludzi z niestabilnym stanem psychiki.


„Radiowy sen”[1] rozumu rodzi potwory


Przede wszystkim zajmiemy się terminologią. Co to jest takiego broń psychotroniczna – NLW-PSI? NLW to z angielskiego Non Lethal Weapon – broń nie zabijająca istot żywych. PSI, psi albo grecka litera y to psychika. A zatem jest to broń psychicznego, a właściwie psychotronicznego oddziaływania. Są to wszelkie środki oddziaływania na psychikę nieprzyjaciela – osobowe (z udziałem ekstrasensów[2]) i nieosobowe (z zastosowaniem środków technicznych) – korygujących naprowadzaniem tak, by broń była zawsze skierowana we właściwą stronę. Czy taka broń istnieje? Ależ tak, istnieje. Pracami nad psychotronicznymi technicznymi środkami walki (w tym osławionych „psychogeneratorów”) zajmowało się w ZSRR i Rosji wielu wojskowych, specjalistyczne i naukowe organizacje, włączając tajemniczą Jednostkę Wojskową nr 10003 (Ekspertyzowo-Analityczny Wydział Sztabu Generalnego ZSRR). Co się zaś tyczy USA, to mało kto słyszał o takim wydarzeniu: znany zaoceaniczny pracownik amerykańskiego wywiadu Joseph McMoneagle otrzymał w swym czasie Order Legion of Merit[3] (najbardziej prestiżowe odznaczenie nadawane za sukcesy w wywiadzie – przyp. aut.), za wykonanie z powodzeniem – co uwidoczniono w uzasadnieniu – „ponad 200 zadań bojowych i zidentyfikowanie ponad 150 znaczących «elementów informacyjnych»”, z wykorzystaniem psychotronicznych środków specjalnego przeznaczenia. 


Joseph McMoneagle

[Amerykańska Wikipedia ujmuje to następująco: Joseph McMoneagle (urodzony 10 stycznia 1946 roku w Miami na Florydzie) był zaangażowany w doświadczeniach zdalnej obserwacji przeprowadzonych przez US Army Intelligence i Stanford Research Institute. Był jednym z pierwszych oficerów zatrudnionych w ekstra-tajnym programie obecnie znanym jako Stargate Project. Wraz z Ingo Swannem, McMoneagle jest najbardziej znany z prac nad wykrywaniem i zdalną obserwacją z wykorzystaniem zdolności paranormalnych dla wywiadu wojskowego. McMoneagle był znany jako Remote Viewer nr 1 w Oddziale Psychotronicznym Wywiadu Armii USA (G2) w Fort Meade w stanie Maryland. Po przejściu na emeryturę McMoneagle został odznaczony orderem Legion of Merit za jego ostatnie 10 lat służby, w tym 5 lat pracy w SIGINT, czyli radio-wywiadzie i 5 lat w programie RV (…) – przyp. tłum.]

Ruchomy emiter mikrofalowy "Radioson" - amerykańska NLW-PSI

No i teraz wydawałoby się, że najwyższy czas opowiedzieć Czytelnikowi o nieznanych szczegółach psychotronicznym zestawie „Radioson” (w składzie którego wykorzystuje się generator EHF – ekstra wysokich częstotliwości – przyp. aut.) Albo zwalić Czytelnika z nóg opisami opracowywanych w ZSRR psychotronicznych kosmicznych platform bojowych, wpływających odpowiednimi częstotliwościami fal radiowych na całe miasta i obszary „najbardziej odpowiadające nieprzyjacielowi” i wywołujących u wrażych mieszkańców panikę (względnie sen, frustrację czy apatię – przyp. aut.) Ale i jedno, jak i drugie nie są wcale wymysłem, powiem o tym coś-niecoś, ale rozczarowawszy wielbicieli sensacji. U końca lat 80., w USA i ZSRR doszli do wniosku, że skoro finansowe nakłady sięgną wielkości strat, to prace nad NLW-PSI są nieopłacalne. W 90% nakłady na inwestycje tego rodzaju okazały się nieopłacalne. I podobno tylko w 10% inwestycji okazywały się być obiecujące – np. w przypadku broni radiobiologicznej. Mówiąc prościej, prace 9 na 10 uczonych pracujących na tej niwie zostało zamrożone. Tak więc tylko tym dziesięciu procentom poświęcono więcej uwagi, nie poświęcając jej reszcie. 


Król umarł – niech żyje król!


Pod koniec lat 80., psycholodzy – do tego czasu zatrudnieni w programach prac nad NLW-PSI „w drugoplanowych rolach” dokonali – zupełnie samowolnie – ważnego odkrycia: do tego, by osiągnąć efekt indywidualnego lub kolektywnego zmienienia stanu świadomości (ISS) niepotrzebna jest żadna broń – wystarczy rozpuszczenie pogłosek o tym, że była ona wypróbowana.

Przypomnijmy: w 1991 roku rozpuszczano masowo plotki o tym, że przeciwko uczestnikom znanych sierpniowych wydarzeń[4] użyto „psychogeneratorów” i statystyki Szpitala Psychiatrycznego im. Aleksiejewa (d. Kaszczenki) już na początku jesieni zarejestrował masowy, niewidziany dotąd, napływ „zzombizowanych” pacjentów. To już nie mówiąc o zastępach „zombie” brodzących w te dni na ulicach naszych miast i opowiadających redakcjom cuda o tym, jak ich obrabiano, itd. itp.

W 1993 roku, na fali wydarzeń październikowych, powtórzył się efekt „uderzenia w próżnię”. Mało tego, że prasa rozsmakowała się na temat jakoby posiadanych przez Alfę[5] przenośnych „psychogeneratorów”. A jak jeszcze znani politycy zaczęli „puszczać farbę”, że owe „psychogeneratory” były – niechby w skali masowej – zastosowane! Tylko że w dniu dzisiejszym stało się wiadomym, że żadnych „PSI-blasterów” w czasie rozpędzenia parlamentu grupa antyterrorystów zupełnie nie miała. Przed szturmem na (moskiewski) Biały Dom, w KGB zastanawiano się nad propozycją jednego z doradców, który proponował wyposażenie Alfy w wynaleziony przez niego „uspokajacz tłumów”. Prawda jednak wyglądała tak, że sam pomysłodawca okazał się być „zombie z pierwszego szeregu z 1991 roku”. No i jeszcze wymyślił on nie coś innego jak… potężny laser przeznaczony do rozcinania przedmiotów. Zrozumiałe, że ten „technotroniczny trankwilizator” nie został zastosowany. Ale statystyka znów zafiksowała zwiększenie się ilości „zzombizowanych” obywateli – drepcących do psychiatrycznych klinik, jak i dowożonych na posterunki milicji w związku ze zwiększeniem się ilości niczym nie umotywowanych przestępstw, w tym i zabójstw.

Demonstracka przeciwko badaniom, produkcji i proliferacji NLW-PSI


„Technika wampirów”


A teraz ocenimy potencjalną strefę rażenia – podkreślam: nie psychotroniczną bronią – NLW-PSI, ale samym tylko działaniem pogłosek o zastosowaniu takowej. Wedle danych WHO, około 20% mieszkańców kuli ziemskiej tak czy inaczej cierpi na najrozmaitsze zaburzenia czy choroby psychiczne. Według danych tejże organizacji, około 400 mln ludzi ma problemy z niestabilną psychiką. Wszyscy oni stanowią klientelę „uderzeń w pustkę”.

Być może Czytelnik zainteresuje się , co w wąskich kręgach specjalistów od NLW-PSI bez wykorzystania ani jednej z nich, nazywa się „techniką wampirów”? Coś podobnego wykorzystywali średniowieczni japońscy wojownicy ninja. Jeżeli przyszło im zająć jakieś zamieszkałe miejsce, to wysłani przodem zwiadowcy-dywersanci rozpuszczali pogłoski wśród mieszkańców o pokazujących się w okolicy wampirach, które łapią i zabijają ludzi. dla potwierdzenia prawdziwości tych pogłosek, ninja łapali, mordowali och, a ciała ludzi z charakterystycznymi znakami „kłów wampirów” w nocy podrzucali w najbardziej ludne miejsca miasta. Później – jak to ma miejsce z NLW-PSI – wszyscy „doskonale wiedzieli” o tym, co trzeba było wiedzieć. I kiedy wojownicy napadali na miasto przebrani za wampiry, to garnizon – jakim by on nie był silnym – rozbiegał się po okolicy, nie mówiąc już nawet o bezbronnych cywilach.

Oczywiście taki jest właśnie cel używania broni psychotronicznej: osłabienie woli i chęci walki u wrogich wojsk i posianie chaosu wśród jego ludności cywilnej.

[Krótko mówiąc, jest to klasyczna zagrywka w wojnie psychologicznej, w której specjalizowały się obie strony Zimnej Wojny w latach 1947-1990. Jedną z tych właśnie zagrywek jest UFO i opowiastki o tym, jak to rząd USA ma przyjazne kontakty z Ufiastymi. Inną – bardzo nośną pogłoską z tej dziedziny, która zrobiła światową karierę – są opowiadania na temat katastrof UFO na terenach USA i innych krajów – a szczególnie historia o rozbitym UFO w okolicach miasta Roswell, NM w 1947 roku. Oczywiście brednie te są firmowane przez „wiarygodne” relacje wojskowych i niektórych naukowców oraz Hollywood, też będący na usługach kompleksu polityczno-wojskowego. Mit Ufokatastrofy w Roswell jest od czasu do czasu odgrzewany przez różnych „uczonych” i „specjalistów”, którzy umiejętnie sprzedają mediom różne sensacje mające na celu utrzymanie mitu przy życiu przez dalsze lata – przyp. tłum.]


Zamiast zakończenia


Być może Czytelnik dowiadujący się z różnych źródeł coraz to nowszych sensacji o zastosowaniach NLW-PSI – wszystko jedno i nie wiadomo jasno, dlaczego w USA i w Rosji przerwano przeważającą ilość badań nad bronią psychotroniczną. I aby postawić wszystkie kropki nad „i” zacytuję tu taki przykład. W pewnym kraju testowano „psychotroniczny generator” przy pomocy którego planowano wpływać na pilota samolotu bojowego. Generator okazał się modelem działającym. Chociaż u pilota nie stwierdzono zmian w psychice, jak to planowano, stwierdzono u niego zwiększenie się liczby leukocytów we krwi i w efekcie rozwinęła się u niego leukocytoza.
Wniosek ekspertów głosił:
Gdyby lot trwał odpowiednio dłużej, cel eksperymentu zostałby osiągnięty. Sukces? Jeżeli tak, to minimalny, cząstkowy sukces. Na pierwszy rzut oka, tak. A teraz założymy, że podobny generator o minimalnej sprawności, będzie działał w warunkach bojowych. Kto zgadnie jak zachowa się „zzombizowany” nieprzyjacielski lotnik? Czy będzie to sukcesem, jeżeli zbombarduje on bezbronne miasto, zamiast zamaskowanego stanowiska dowodzenia? Odpowiedź jest oczywista. Czy jest nam potrzebna taka egzotyczna technika, jeżeli nie jest ona stuprocentowo skuteczna? Dlaczego to ona, jeżeli jest 1000-krotnie sprawdzona państwowo pewna ochrona OPLOT?

I jeszcze trzeba tutaj wspomnieć o jednej ambicjonalnej kwestii, która niedawno pojawiła się przed specsłużbami w kontekście broni psychotronicznej: opracowanie nieosobowych środków w celu – dosłownie: przeprogramowywania we właściwym, pożądanym kierunku psychiki liderów wrogich państw. Czasy wciąż się zmieniają, i dzisiaj w danym kierunku działa o wiele bardziej efektywnie inna „psychotroniczna broń” – przekupywanie polityków i kompromitowanie ich.


Moje 3 grosze


Patrząc na to wszystko z pozycji dinozaura Zimnej Wojny mogę powiedzieć tylko to, że autor ma sporo racji. Plotka, pogłoska, przekupstwo, kompromitacja – to wszystko działania z zakresu wojny psychologicznej, a nie psychotronicznej. Ta działała zawsze starymi, sprawdzonymi metodami – co widać w Polsce w ciągu ostatnich 50 lat…

Jednakże nie zgodzę się z tym, że nie ma żadnych prac nad NLW-PSI. Niektóre wydarzenia, które miały miejsce na Bałtyku pod koniec lat 70. – że wspomnę tylko przypadki „ataków” UFO na polskie kutry rybackie z Helu jednak kojarzą się z zastosowaniem wobec ich załóg jakiegoś rodzaju NLW-PSI. Być może tak właśnie było, jak uważa Bronisław Rzepecki i inni badający to CE2.

Innym odpryskiem legendy o NLW-PSI jest cała histeria związana z instalacjami w rodzaju HAARP, EISCART czy SURA. Wedle legend miejskich szczególnie HAARP w swej wszechmocy równy jest Bogu, a na dodatek wraz z chemtrails jest odpowiedzialny za wszelkie biedy, które dotykają Ludzkość – od epidemii swine-flu do tsunami i katastrofy w Fukushimie  - o innych katastrofach i nieszczęściach już nawet nie wspominając…

Wydaje mi się, że parapsychologia jak nasi politycy – dawała wiele obietnic, a spełniła niewiele. Może to i lepiej, bo jak znam życie i ludzi, to od razu każdy wynalazek zostałby wykorzystany przeciwko człowiekowi w kolejnej wojnie.


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 22/2014, ss.20-21
Przekład z j. rosyjskiego i angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©                                      




[1] Gra słów: amerykańska nazwa „Radioson” – to rosyjskie „radio son” co można przetłumaczyć jako „radiowy sen”. 
[2] Czyli osób o wyczulonych zmysłach i rozwiniętym postrzeganiu pozazmysłowym.
[3] Legia Zasługi - wysokie odznaczenie USA, ustanowione w 1942 roku, przyznawane wojskowym za zasługi podczas pokoju lub wojny. Od 1943 roku obywatele Stanów Zjednoczonych mogą być odznaczeni jedynie najniższym stopniem – pozostałe stopnie nadaje się wyłącznie żołnierzom innych państw.
[4] Chodzi o sławetny pucz Janajewa-Kriuczkowa-Pugo w dniach 19-21.VIII.1991 roku, który zakończył rządy prezydenta Michaiła S. Gorbaczowa a rozpoczął rządy prezydenta Borysa N. Jelcyna.
[5] Elitarna jednostka komandosów podlegająca KGB. 

czwartek, 6 grudnia 2012

Chemtrails: czy „maskirowka”?


Contrails nad Zatoką Pucką



Od czasu do czasu wraca problem chemtrails, którymi rządy poszczególnych państw w ramach Nowego Porządku Świata - NWO, pacyfikuje ludność poszczególnych krajów jak i całej planety. Przypomina mi się chemiczna utopia opisana przez Stanisława Lema w opowiadaniu „Kongres futurologiczny” (1973), w którym ludzkość zostaje poddana chemicznej psychoterapii, której celem jest przesłonięcie faktów ogromnego przeludnienia, kryzysu gospodarczego i na dodatek globalnego ochłodzenia. To był Lem, natomiast w dniu dzisiejszym krążą wśród pospólstwa legendy miejskie na temat chemtrails, przy pomocy których rząd światowy (musi iluminacki, masoński czy jeszcze jakiś inny, a na pewno żydowski i to związany z Klubem Bilderberg) trzyma w ryzach zniewolone narody.

To zapewne pasowałoby do Polski, w której Polacy z bezrozumnym wręcz idiotycznym uporem głosują wciąż na tych samych skompromitowanych polityków i nie chcą niczego zmieniać, wbrew bijącej w oczy niesprawiedliwości, niekompetencji i pazerności tychże. Za tzw. „komuny” podwyżki cen o kilka groszy wywoływały histerię – dzisiaj podwyżki cen o wiele złotych nie wywołują żadnych reakcji. Ludzie przywykli do tego, że w tzw. „wolnej” Polsce człowieka można okraść w majestacie prawa i nie ma na to żadnego sposobu. No ale to jest kwestia 23-letniego prania mózgów propagandą o tym, jak to jest nam dobrze w „wolnym” kraju, a będzie jeszcze lepiej, karmienia ludzi banialukami o „zielonych wyspach”, czy wreszcie opowieściami o civitas Dei, prawie i sprawiedliwości, które na pewno zapanuje – tylko za bardzo nie wiadomo, kiedy… I tutaj nie ma żadnej chemii, poza wypróbowanym, goebbelsowskim prawem głoszącym, że kłamstwo powtórzone milion razy staje się prawdą.








Contrails oświetlone podhoryzontalnym słońcem wyglądają niezwykle ekspresyjnie...


Tak właśnie jest i nie potrzeba żadnych środków farmakologicznych, by doprowadzić do tego bezkrytycznie nastawionych do rzeczywistości, ogłupianych przez media, niedoedukowanych ludzi i w razie czego, gładkie zwalenie win na mitycznych „onych”, a z braku takowych na Żydów, komunistów, gejów z lesbijkami, ekologów i ekologistów czy Zielonych, a ostatnio w modzie są Kosmici – szczególnie wredni i odpowiedzialni za efekt globalnego ocieplenia. To wszystko robi się w ramach trwającej od lat 40. ubiegłego stulecia wojny psychologicznej USA najpierw z Blokiem Wschodnim, a teraz prawie z całym światem. Przypomina to dość dokładnie rzeczywistość kreowaną przez Nieznanych Ojców z powieści „Przenicowany świat” (1973) Arkadego i Borysa Strugackich przy pomocy systemu przekaźników promieniowania o określonych częstotliwościach działających na mózgi ludzkie – coś à la dzisiejszy HAARP. Tak zatem – jak widać – wszystko już było i zwolennicy Spiskowej Teorii Dziejów z udziałem chemtrails i HAARP nie wymyślili nic nowego, a wręcz można by ich spokojnie oskarżyć o plagiat i wygrać ewentualny proces!

Miejska legenda o chemtrails zrodziła się wskutek zbiegu kilku okoliczności, a mianowicie istnieniu i rozprzestrzenianiu się:
v informacji o formach i metodach prowadzenia wojny chemicznej (przykład: stosowanie przez Amerykanów i Rosjan defoliantów w czasie wojen w Wietnamie i Afganistanie);
v pogłosek o powstaniu i działalności NWO oraz przejawach jego działania: kryzysach finansowych i gospodarczych mających na celu deregulację światowej gospodarki w celu podporządkowania sobie lub zniszczenia opornych państw i grup narodowościowych, religijnych, i in., stworzenia rządu światowego opanowanego przez Żydów, czemu ma służyć szerzący się ateizm, antysemityzm przez nich indukowany w społeczeństwach w celu oskarżenia ich i spacyfikowania, itp.
v informacji i pogłosek na temat zmian klimatycznych związanych z globalnym efektem cieplarnianym i próbom jego powstrzymania;
v informacji i pogłosek o dziurze ozonowej i środkach zaradczych;
v pogłosek o przejawach działalności na Ziemi wrogich Kosmitów;
v informacji o pojawieniu się GMO będących rezultatem inżynierii genetycznej;
v informacji i pogłosek o eksperymentach naukowych, których cel jest niejasny lub związany z obronnością państw. Typowym przykładem jest HAARP, EISCART i inne tego typu instalacje
v pogłosek o zmianie magnetyzmu Ziemi i możliwych środkach zaradczych…

Jak widać, spektrum zagadnień i związany z nim obszar niejasności jest ogromny, i właśnie w takich mętnych wodach doskonale czują się specjaliści od wojny psychologicznej i zajmujące się dezinformacją służby specjalne wielu krajów.

Znany pisarz Wiktor Suworow (alias Władimir Bogdanowicz Rezun) ex-major GRU – a zatem człowiek doskonale zdający sobie sprawę z tego, co pisze – zacytował, kiedyś jednego ze swych wykładowców z Akademii GRU: Nie wierzcie w to, co wam bez końca pokazują, szukajcie tego, co przed wami skrywają. A kiedy wreszcie znajdziecie, nie cieszcie się przedwcześnie. Być może macie do pokonania kolejną łamigłówkę. Pamiętajcie – każdej ważnej tajemnicy bronią co najmniej dwa zabezpieczenia. Albo trzy... („Samobójstwo” 2004) 

W wielu rzeczach nie zgadzam się z Suworowem, ale akurat w tej sprawie zgadzam się w stu procentach. Tak rzecz się ma z tajemnicą UFO i innymi tajemnicami. Gdyby USAF posiadały technologię UFO, to czy ich służby specjalne zezwoliły na gadaninę takiemu Bobowi Lazarowi czy Johnowi Learowi i zdradzanie ich największych tajemnic? Nie, tak nie było, nie ma i nie będzie, bo służby mają swe tajemnice, które nigdy nie wyjdą na jaw – z różnych względów i tylko w Polsce powierza się idiotom pieczę nad nimi. W służbach obowiązuje to, co kiedyś napisał Herman Zdzisław Scheuring w swej książce „Czy królobójstwo” (Londyn 1964): Ale istnieją archiwa tajne, do których profani nie mają dostępu, a których tajemnice nie przedawniają się nigdy. To właśnie tą zasadę złamał Macierewicz publikując m.in. listy naszych agentów na Wschodzie. Na Kremlu i Łubiance chyba przez dwa tygodnie pili z radości po publikacji raportu tego nieodpowiedzialnego popaprańca po likwidacji WSI…

Rzecz polega na tym, że opowieści o UFO, chemtrails, itd. itp. przeciętny obywatel USA (teraz także i Polski) łyka jak gęś kluski w papce serwowanej mu przez media. Ale w tym szaleństwie jest metoda – chodzi o narzucenie określonych skojarzeń i taki obywatel na widok nieznanego mu samolotu będzie przysięgał, że widział UFO, a nie nowy typ samolotu. Korzyść podwójna: UFO tworzy „przykrywkę” dla nowej zabawki chłopców w mundurkach, a jednocześnie tworzy się kolejna legenda. Słowem – pełna maskirowka jak to nazywają Rosjanie.

Do czego zmierzam? A do tego, że gdyby nawet miała miejsce jakaś akcja rozsiewania środków chemicznych (jakich i po co?) nad kontynentami naszej planety byłoby to nie do ukrycia przed personelem naziemnym i latającym i prędzej czy później ktoś by się wygadał. Cudów nie ma. Nixonowi też się wydawało, że jego szwindle wyborcze nie wyjdą na jaw, a one zostały zdemaskowane szybciej, niż mu się to wydawało. Efekt był bardzo szybki – Nixon poszedł w odstawkę.








Contrails w różnych stadiach rozwiewania się w stratosferze - tworzące je kryształki lodu mogą spaść tysiące kilometrów dalej od miejsca powstania. Na niektórych zdjęciach widać tworzące się tęczowe tzw. perłowe obłoki - pearl clouds


Jak to się ma do chemtrails? Zakładam, że jesteśmy podtruwani przez środki chemiczne wylewane nam na głowy z samolotów. Na filmach pokazuje się opryski dżungli defoliantami z samolotów i helikopterów. Rzecz w tym że zrzuty, czy jak kto woli opryski, są dokonywane z wysokości kilkudziesięciu metrów. Tylko wtedy oprysk jest skuteczny, bo czynnik roboczy – w tym przypadku defoliant – osiąga stężenie groźne dla życia roślin i zwierząt (w tym oczywiście ludzi) i jest letalny. Natomiast zrzut jakiegoś środka chemicznego na wysokości 10-12 km nad Ziemią nie ma sensu, bowiem kropelki tegoż zamarzają tworząc chmury zwane Cirrus – które dorobiły się nawet osobnej nazwy: Aviation Inducted Cirrus. Chmury te rozwiewają się i co za tym idzie czynnik roboczy rozprasza się – rozcieńcza w milionach metrów sześciennych powietrza. Jego skuteczność w takim rozrzedzeniu wynosi dokładnie zero. Jeżeli spada na Ziemię, to w odległości 1000 i więcej kilometrów od atakowanego obszaru. Ale to nie przekonuje zwolenników STD, którzy opowiadają coraz to nowe historie mające potwierdzić wiarygodność ich rojeń.

Bardzo fajnie na filmach pokazano opryski dokonane przez samoloty pasażerskie. Rzecz w tym, że faktycznie – te samoloty zrzucały coś ze swych zbiorników w skrzydłach. Oczywiście – są to zrzuty paliwa przed lądowaniem i nic ciekawego w tym nie ma – oczywiście poza skażeniem naftą lotniczą kilku kilometrów sześciennych atmosfery. Tu się zgodzę – paliwo lotnicze jest toksyczne i potencjalnie niebezpieczne dla zdrowia istot żywych.

Innym argumentem stronników istnienia chemtrails jest to, że samoloty czasami zostawiały za sobą smugi a czasami nie, ergo wylewały ze swego wnętrza jakieś chemiczne paskudztwa. Rzecz jest o wiele prostsza, niż się komu wydaje. Samoloty lecą w powietrzu, które – w troposferze – jest złożone z wielu warstw przemieszczających się w poziomie i pionie. Odczuwamy to lecąc samolotem w postaci tzw. turbulencji. Samolot wpada w warstwy powietrza ciepłe i wilgotne oraz  zimne i suche, dzięki czemu smuga kondensacyjna znika lub pojawia się. Zwykłe zjawisko fizyczne i nie ma w nim niczego tajemniczego. Oczywiście nie dla wielbicieli STD.     

Innym problemem są zrzuty nieczystości, które zamarzają na kadłubach samolotów – co zostało udowodnione w warunkach laboratoryjnych, w sztucznie chłodzonym tunelu aerodynamicznym – i odrywają się od nich tworząc śmierdzące amoniakiem bryły lodu spadające z nieba. To jest autentyczne zagrożenie, bo taka bryła może spaść komuś na głowę i po prostu zabić. W kale czy moczu mogą znajdować się niebezpieczne drobnoustroje chorobowe, które mogą spowodować epidemię gorączki krwotocznej czy innego dopustu Bożego. Ale to i wszystko. Nie ma w tym żadnej tajemnicy.

A teraz uważam, że prawidłowo postawione pytanie brzmi: kto za tym stoi i komu to służy. Komu jest potrzebna bajeczka o chemtrails? I trzeba przede wszystkim tutaj szukać odpowiedzi. Ja podałem tylko jedną z możliwości – ochrona nowych zabawek przez chłopców w mundurkach. Oczywiście może to być również coś innego – o czym mogę nie mieć zielonego pojęcia. Jedno jest pewne – jeżeli ktoś chciał uzyskać „dach” przykrywający jakąś tajemnicę, to mu się to udało. Postulat Suworowa jest nadal w mocy, a zatem nie cieszmy się, bo ta tajemnica może mieć swoje drugie i trzecie dno…