Powered By Blogger

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Podwodna cywilizacja: Ziemianom wstęp wzbroniony!



Aleksandr Smirnow[1]


Ludzie, którzy cierpią na krótkowidztwo (kiedy obraz powstaje nie na siatkówce, ale przed nią) dzięki propagacji światła w wodzie widzą pod wodą znacznie lepiej, niż ci, którzy mają dobry wzrok.

W magazynie „Tajny XX wieka” nr 14/2015 został opublikowany artykuł Jurija Dawidowa pt. „Podwodne fantomy” (zob. http://wszechocean.blogspot.com/2015/10/podwodne-fantomy.html - przyp. tłum.). Po jego publikacji, oceanolog Roman Smagin przedstawił ciekawe fakty, dotyczące głębokowodnych badań z lat 60. i na początku lat 70., które przeprowadziło wiele państw. A potem…

Jakby głowom wielu wiodących państw naszej planety ktoś zakazał czy nakazał przerwać badania tego rodzaju…


Zakaz z Głębiny Marracot?


W latach 1927-1929 angielski pisarz-fantasta sir Arthur Conan Doyle napisał nowelę pt. „Głębina Marracot” (wyd. polskie 1930 – przyp. tłum.). w niej autor serii opowiadań o legendarnym detektywie Sherlocku Holmesie nieoczekiwanie dla czytelników zwrócił się w stronę głębokowodnych badań. Dokładniej pisał na temat możliwości istnienia na naszej planecie podwodnej cywilizacji równoległej do ziemskiej. Sir Arthur wywiódł jej pochodzenie z legendarnej Atlantydy. Jakby to nie było, ale angielski pisarz był pierwszym, który dokładnie sformułował wiarygodną naturę niewyjaśnionych przez człowieka, ale zaobserwowanych przez niego sygnałów z oceanicznych głębi. 
 
 [No, to nie jest takie oczywiste, bo poza nim był jeszcze Jules Verne ze swymi „20.000 milami podmorskiej żeglugi” (1870), gdzie autor podaje dziwne, choć możliwe technicznie wyjaśnienie kilku morskich tajemnic, czy Karel Čapek z „Inwazją jaszczurów” (1935), w którym przedstawił on możliwość istnienia równoległej do nas cywilizacji podwodnych gadów, czy wreszcie Hovard P. Lovecraft w opowiadaniu grozy „Widmo nad Innsmouth” (1931), w którym także pisał o podwodnej cywilizacji „żabo-ryb” wrogich ludziom. Podobne opowiadanie napisał także Herbert G. Wells – „W otchłani” (1896)  – przyp. tłum.]

W 1930 roku, kiedy to jego nowela została opublikowana w oddzielnej książce świat miał już doświadczenie w budowaniu okrętów podwodnych. I także doświadczenia w spotkaniach z Nieznanymi Obiektami Podmorskimi – USO lub Nieznanymi Obiektami Podwodnymi – UAO, mówiąc prościej – statkami podwodnymi nieznanego pochodzenia. I tak w 1951 roku, radzieckie okręty ZOP zagnały UAO do zatoki i tam obrzuciły bombami głębinowymi. Pacyficzny „Nautilius” wypłynął na powierzchnię i… odpłynął prześladowcom z oszałamiającą prędkością.

I to nie jest jedyny przykład „bojowego kontaktu” USO z okrętami podwodnymi czy okrętami nawodnymi ziemskich flot. Wszechocean zajmuje większą część planety niż lądy, ale i cała powierzchnia lądów wcale nie jest dobra dla zamieszkania jej przez ludzi. jeżeli porównać naszą planetę z wielopokojowym mieszkaniem, to Ludzkość dostałaby „nakaz kwaterunkowy” do jej najmniejszego pokoju. Ale rządzi się tutaj tak, jakby była jedynym mieszkańcem planety. I samo utwierdzenie się w poglądzie, że ziemskie wyżyny to jedyne miejsca do życia w „mieszkaniu Ziemi” – jest nieuzasadnione.

Faktów kontaktów ziemskich flot ze statkami podwodnymi nieznanego pochodzenia jest tak wiele, że nie sposób ich wszystkich przypisać marynarskiej fantazji. Ciekawe jest to, że te wszystkie przypadki miały miejsce wtedy, kiedy zaczęliśmy budować okręty podwodne z napędem atomowym. Teoretycznie rzecz biorąc, istota USO i UAO może mieć co najmniej kilka przyczyn:

v Ziemska. Jeżeli naziści z hitlerowskich Niemiec już w lecie 1943 roku wysłali w stratosferę kilka rozpoznawczych latających dysków (czyli latających talerzy) i do 1945 roku zbudowano ich kilka egzemplarzy, to dlaczegóż by nie sądzić, że odnieśli sukcesy nie tylko w stratosferze, ale także w dziedzinie superokrętów podwodnych, a także podwodnych kolonii – pogrobowców Trzeciej Rzeszy? [Taką kolonię opisała Lucyna Penciak – w powieści „Neurony zbrodni” (1980). Powieść jest naiwna i śmieszna, ale niektóre pomysły są nawet niezłe. Dobra lektura na plażę – przyp. tłum.]
v Oryginalna. Rozumna cywilizacja początkowo uformowała się we Wszechoceanie naszej planety, zaś Ziemianie są jej potomkami, którzy wyszli (czy zostali wygnani???) na powierzchnię Ziemi. Ale już o tym zapomnieli…
v Równoległa. Głębokowodna cywilizacja powstała równolegle z ziemską, ale osiągnęła wyższy poziom rozwoju. Być może, że ta część cywilizacji, która uciekła w głębiny morskie po Potopie Generalnym zachowała większy zapas dawnej wiedzy. Natomiast ludziom na ladzie przyszło wszystko zaczynać od zera.
v Pozaplanetarna – kosmiczna. Kosmici rozmieścili swe placówki badawcze, bazy i statki podwodne w głębinach Wszechoceanu. Tam jest wiele przestrzeni i brak ludzkich oczu.
Petersburski oceanolog dr Roman Smagin nie jest stronnikiem żadnej z tych hipotez, ale właśnie to on zwrócił uwagę na dziwne i nagłe przerwanie prac nad podbojem głębin w wielu krajach po 1973 roku.

Załoga batyskafu Trieste, która osiągnęła Głębinę Challengera


Domy w głębi oceanu


Od początku lat 60., Ludzkość pociągały zarówno Kosmos jak i głębiny Wszechoceanu. I chociaż w wyścigu w Kosmos uczestniczyły tylko dwa supermocarstwa – ZSRR i USA, to w głębiny rwali się akwanauci nie tylko radzieccy i amerykańscy, ale także francuscy, angielscy, bułgarscy, czechosłowaccy i nawet kubańscy. I tak np. francuski uczony Jacques Piccard w 1960 roku w batyskafie opuścił się w głąb Rowu Mariańskiego – najgłębsze miejsce naszej planety. A opracowanie możliwości zamieszkania w głębinach Wszechoceanu? Cel był bardziej osiągalny, niż loty w daleki Kosmos: budowa podwodnych wiosek, miast i nawet państw.

[Istnieje ciekawa młodzieżowa powieść Moniki Hughes – „Bunt na Konszelfie 10” (1980) ilustrująca te marzenia – podboju Kosmosu i innych planet oraz podboju Wszechoceanu naszej planety. W podobnym tonie Arthur C. Clarke napisał swoich „Kowbojów oceanu” (1972), która także podnosi kolonizatorski aspekt tych podbojów oraz zagadki kryptozoologii. Obie pozycje – mimo tego, że już trącą myszką jest warto przeczytać! – uwaga tłum.]

Podwodny domek J. Cousteau 

W akwanautyce przodujące miejsce zajęła Francja. W oceanicznych głębinach był jej prekursor – Jacques Yves Cousteau. Zaczął on w roku 1962, kiedy to pod jego kierownictwem przeprowadzono cały szereg eksperymentów Precontinent, których zadaniem było udowodnienie możliwości długotrwałego przebywania człowieka w głębinach. Pięcioosobowa grupa akwanautów mieszkała przez miesiąc na głębokości 10 m w podwodnym domu L’Astèrie - Starfish – czyli nasza  Rozgwiazda. W 1965 roku, zespół akwanautów przeżył już na głębinie 100 m aż 22 dni.

W Anglii, w 1965 roku został wypróbowany podwodny dom Glaucus, w 1966 roku u brzegów Kuby czechosłowaccy specjaliści wypróbowali podwodny dom Permon-3, a w 1967 roku Bułgarzy zbudowali i wypróbowali podwodne laboratorium naukowo-badawcze Chebros. Amerykanie nie pozostawali w tyle i 1969 roku zbudowali oni głębokowodne laboratorium Tektite, zaś podwodny dom-laboratorium Eager w 1971 roku, który pracował na głębokości 177 m.

Oceanolog dr Roman Smagin wspomina o naszych doświadczeniach:
- W Związku Radzieckim na początku lat 60., akwanauci nie odstawali w swych rekordach od kosmonautów: aparat Osa-3 był batyskafem mogącym zanurzyć się do 600 m z załogą złożoną z 3 ludzi. Instytut Oceanologii AN ZSRR w 1968 roku zanurzył w Morzu Czarnym podwodną platformę Czernomor o wadze 55 ton, w której mieszkało i pracowało w czasie miesiąca na zmianę 28 akwanautów. W 1971 roku na tej stacji pracowało już 5 ekip – razem 60 specjalistów. Mieli oni do dyspozycji podwodne samobieżne laboratorium Bentos-300 pracujące na głębokości 300 m.


Sealab

Tabu


Wychodzi na to, że wiele krajów poważnie próbowało badać głębiny, by potem, w przyszłości zasiedlić je swoimi obywatelami. Na fali tych eksperymentów, Cousteau postulował konieczność powstania na planecie OZOZ – Organizacji Zjednoczonych Oceanów Ziemi na wzór ONZ na kontynentach. I naraz, jakby na czyjś rozkaz, w połowie lat 70., wszystkie państwa na naszej planecie przerwały finansowanie swoich programów zasiedlenia głębin morskich. O podwodnych koloniach we Wszechoceanie już nikt nie wspomniał. Dosłownie jakby ich nigdy nie było. Podwodne laboratoria i domy doświadczalne zostały rozebrane, albo porzucono na dnie. Decyzja wszystkich rządów naszej planety, została sformalizowana Konwencją ONZ z dnia 10.XII.1982 roku. Mówi się w niej, że zakazuje się osiedlania ludzi w głębinach. Tabu!

Kto to nam narzucił? No np. załoga nieznanej podwodnej platformy, której załoga omal nie zderzyła się z UAO na głębokości 500 m w Rowie Mariańskim w Oceanie Spokojnym. Albo posiadacze USO, którzy omal nie zatopili amerykański batyskaf w 1995 roku w tym samym Rowie Mariańskim.

Aroganckiej Ludzkości wyznaczono jej „przestrzeń życiową” na planecie. I wygląda na to, że sir Arthur Conan Doyle w swej noweli opisał bardziej realne wydarzenia, niż sądzimy.


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 24/2015, ss. 28-29
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©     




[1] Autor jest członkiem rzeczywistym Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. 

niedziela, 3 stycznia 2016

Teatr cieni Führera

"Autentyczny" Hitler w czasie Parteitagu


Wiktor Swietłanin


Igrzyska Olimpijskie w lecie 1936 roku w Berlinie powinny były pokazać całemu światu przewodnictwo i wyższość rasy aryjskiej. Plany te zniweczył amerykański czarnoskóry sportowiec Jesse Owens zdobywając cztery złote medale.

Według oficjalnej wersji, śmierć Adolfa Hitlera nastąpiła w dniu 30.IV.1945 roku w podziemnym bunkrze, znajdującym się pod Kancelarią Rzeszy na Wilhelmstrasse 77. Ale czy znalezione zwłoki były rzeczywiście zwłokami Hitlera? To jest pytanie, które do dziś dnia nie daje spokoju historykom i śledczym. Z powodu silnego zwęglenia trupa można było tylko powiedzieć, że były to zwłoki człowieka o wieku 50-60 lat.


Operacja „Archiwum”


Nie ma się co dziwić, że przez cały szereg lat pojawiały się doniesienia o tym, że Führera widziano i rozpoznano – już to w Ameryce Południowej, już to w Hiszpanii czy nawet w Japonii.

Ktoś powie: o czym tu gadać? Przecież w naszych czasach istnieje coś takiego, jak ekspertyza genetyczna. Wystarczy wykopać resztki i wykonać analizę, i co z tego wyniknie.

Jednakże to jest niemożliwe.

W marcu 1970 roku, pod kierownictwem ówczesnego przewodniczącego KGB Jurija Andropowa została przeprowadzona sekretna operacja pod kryptonimem „Archiwum”, z konkretnie postawionym zadaniem: wydobyć i fizycznie unicestwić szczątki pochowanych w dniu 21.II.1946 roku w Magdeburgu (Saksonia-Anhalt), w miasteczku wojskowym, na ulicy Westendstrasse, obok domu nr 36, przestępców wojennych. Zgodnie z zachowanymi w archiwum dokumentami, szczątki te zniszczono spalając je w ognisku, zaś popioły wrzucono do rzeki Biederitz.

Sobowtór Hitlera i sobowtór Blondi


Najbardziej podobny sobowtór


Z zachowanej dokumentacji wynika, że Führer miał kilku sobowtórów. Najbardziej podobnym do niego był ponoć niejaki Gustaw Weller, który wyglądał dokładnie jak kopia Hitlera. Do 1942 roku, Weller pracował w zakładzie poligraficznym w Breslau/Wrocławiu, skąd wpadł pod parasol ochronny szefa Gestapo – SS-Gruppenführera Heinricha Müllera. Weller okazał się być dalszym krewnym Hitlera (choć nie wiedział o tym) i też urodził się w Austrii. Ten sobowtór był nieco niższym od dyktatora i nieco grubszym, zaś w przeciwieństwie do lidera NSDAP miał nałóg palenia. Wedle wspomnień Müllera (opublikowanymi w latach 90. w USA, choć przez wielu uważanych za literacką mistyfikację), kiedy „przyszło mu popracować”, to odzwyczaił się palenia, odchudził się i przyjąć gesty i maniery Führera. Niedostatek wzrostu kompensowały buty na grubej podeszwie.

Müller już w 1942 roku zaproponował w celach bezpieczeństwa użycie Gustawa Wellera do niektórych przedsięwzięć, ale Hitlerowi ten pomysł się nie spodobał. Sobowtór zaczął podmieniać Führera dopiero po zamachu płk von Stauffenberga w dniu 20.VII.1944 roku.

Po raz pierwszy, tytułem testu, Weller zastąpił Hitlera w czasie jego tradycyjnego spaceru z psem. Takie spacery miały miejsce każdego dnia, więc nikogo to nie zdziwiło, że z bunkra wyszedł Hitler z owczarkiem, suką Blondi, a powrócił sobowtór z podobnym do niej owczarkiem.

Drugi raz w charakterze obiektu do testu stał się były sekretarz Führera. Weller wezwał go do sypialni Hitlera i dał mu polecenie do wykonania. Potem zza portiery wyszedł autentyczny Hitler i też dał mu polecenie sprzeczne z pierwszym. Biedny sekretarz zgłupiał widząc przed sobą dwóch wodzów i nie wiedział, co robić. A do tego każdy z Hitlerów wycelował w drugiego pistolet i twierdził, że to on i tylko on jest tym prawdziwym…

Potem Weller przyznał się, że to on jest sobowtórem, a prawdziwy Hitler zrugał sekretarza za to, że był gotów wykonać polecenie samozwańca. Potem Führer pokazał sekretarzowi różnice pomiędzy nim a jego sobowtórem, a które powinien był on zauważyć.

Hitler i jego bonzowie: Ribbentrop, Goering i Bormann


Całkiem inny Hitler


Wielu świadków twierdziło, że po 20.IV.1945 roku, fizyczny i moralny stan Hitlera znacznie się pogorszył. Jego mowa stała się bełkotliwa i bez sensu, często zawodziła go pamięć (którą miał fenomenalną – jak twierdzili jego najbliżsi współpracownicy) i co najważniejsze – zmienił się jego charakter pisma. Stwierdzenia te pozwalają na założenie, że po 20 kwietnia w bunkrze znajdował się już nie Hitler, ale jego sobowtór Gustaw Weller. Próbując ukryć różnicę w życiowych przyzwyczajeniach i stereotypach, symulował utratę pamięci i zaburzenia mowy.

Dowodzi tego epizod, kiedy 24 kwietnia, do bunkra przybył generał artylerii, Generalleutnant Helmuth Weidling, którego Führer kazał rozstrzelać za cofnięcie się bez rozkazu. Generał wszedł do bunkra, już przygotowany na najgorsze, ale nawet nie zdążył niczego powiedzieć, bo Hitler nieoczekiwanie poklepał go po ramieniu i mianował komendantem Berlina. Wedle zeznań Weidlinga, Führer znający go osobiście nieoczekiwanie wziął go za kogoś innego i zrozumiawszy to pod koniec rozmowy stwierdził – „ja zapamiętuję nazwiska – ale nie pamiętam twarzy”.

To oznacza, że w bunkrze zamiast Hitlera generała przyjął jego sobowtór, którego już nie zmieniono do inscenizacji śmierci dyktatora.

Według niektórych wersji wydarzeń, podmianą kierowali SS-Obergruppenführer Martin Bormann i Müller. W dniu 22 kwietnia, o około wpół do dziewiątej rano, dyktator jak to miał w zwyczaju poszedł do ogrodu pospacerować ze swym owczarkiem Blondi. Tam spotkał go Müller. Führer podziękował szefowi Gestapo za służbę, wyraził nadzieję na szybkie spotkanie, potem wsiadł do samochodu i odjechał. Zaś po kilku minutach ludzie Müllera przyprowadzili nowego Hitlera i nową Blondi. Po tym wszystkim osobisty kamerdyner Hitlera – SS-Obersturmbannführer Heinz Linge jakoby powiedział: „Gospodarz wyjechał i to na zawsze”. A dowódca ochrony Führera SS-Gruppenführer Johann Rattenhuber dodał: „Führer nas opuścił. Teraz mamy nowego Führera” – i mowa była oczywiście o sobowtórze Hitlera.


Żołnierze radzieccy nad zwłokami sobowtórów Hitlera i Ewy Braun

Samobójstwo nowożeńców


Jak wiadomo, w dniu 30 kwietnia, niedługo przed samobójstwem, miała miejsce sławetna ceremonia zaślubin Adolfa Hitlera z Ewą Braun. Ale, jak uważa wielu historyków, w bunkrze znajdowały się już sobowtóry Hitlera i Ewy. Nie znamy nazwiska dublerki Ewy Braun, wszystkie jej dokumenty zostały zniszczone, ale fizyczne podobieństwo obu kobiet – według świadków – było porażające.

Jeżeli wszystko poszło tak jak powyżej, to – kiedy Hitler i Ewa uciekali – ich sobowtóry zajęły ich miejsce w bunkrze. Bormann rozgrywał swój spektakl przez kilka dni, póki nie przekonał się, że Hitlerowie są bezpieczni. Potem nastąpił drugi „spektakl” pt. „Samobójstwo nowożeńców” – pseudo-Führera i jego młodej żony.

Według zeznań świadków, obraz samobójstwa Hitlera wyglądał następująco: 30 kwietnia o godzinie 15:30, Führer pożegnał się ze wszystkimi, którzy przebywali w bunkrze. Ochrona opuściła pomieszczenie, adiutant Hitlera SS-Sturmbannführer Otto Günsche stał przy drzwiach wiodących z korytarza do pomieszczenia. Osobisty kamerdyner Führera Linge poszedł do bufetu. To właśnie on poczuł zapach spalonego prochu (bufet był połączony z pomieszczeniami Hitlera szybem wentylacyjnym) i powiedział o tym Bormannowi. Wraz z Bormannem wszedł do gabinetu i zobaczyli Führera i Ewę Braun siedzących na sofie bez oznak życia. Na prawej skroni Hitlera Linge zauważył otwór wejściowy po kuli. Wprawdzie później Linge przyznał, że: „Prawdę powiedziawszy nie wiem na pewno, czy to rana od kuli – tą czerwoną plamę mogli narysować…”

Esesmani wynieśli trupy do ogrodu i położyli na ziemię. Günsche oblał je benzyną z przygotowanych wcześniej kanistrów i podpalił. Wcześniej Hitler kazał spalić swego trupa, bowiem obawiał się, że jego zwłoki wystawiałoby w panopticum.

Tak więc martwego Hitlera widział tylko Bormann i Linge – pozostali widzieli tylko ciała nowożeńców owinięte w szare koce. Także Günsche twierdził, że poznał Hitlera tylko po butach, które on zawsze nosił.


Dwa trupy


Ale najważniejsze – trup „Hitlera” nie był jedynym! Było ich co najmniej dwa!
Pierwsze ciało odnalazła grupa funkcjonariuszy SMIERSZ-u dowodzona przez ppłk Iwana Klimienko w ogrodzie Kancelarii Rzeszy. Były to szczątki zastrzelonego, ale nie całkiem spalonego Gustawa Wellera. Sądząc ze wszystkiego, pochowano go właśnie tak, by żołnierze nieprzyjaciela mogli go łatwo znaleźć. Sam Weller do ostatniej minuty nie zdawał sobie sprawy z szybkiej śmierci, licząc na dalsze granie swej roli fałszywego wodza na użytek Sprzymierzonych, póki prawdziwy Hitler nie ukryje się w bezpiecznym miejscu. Ale żywym tego pseudo-Führera nikt nie zamierzał zostawiać – przecież w takim przypadku Alianci nigdy by nie przerwali poszukiwań prawdziwego Hitlera. Sobowtóra zastrzelono z pistoletu Walther w środek głowy.

Badając dokładnie szczątki eksperci zauważyli pewne niespójności, np. na nogach zabitego były dziurawe skarpetki – Hitler z całą pewnością nie nosiłby takich. Poza tym ludzie blisko znający Hitlera mówili o różnicach w budowie uszu – które jak wiadomo – u każdego człowieka są różne jak odciski linii papilarnych.

Stalin, dowiedziawszy się o znalezieniu sobowtóra, z początku kazał zniszczyć zwłoki, ale szybko to przemyślał i przewieziono je do Moskwy w skrzyni z lodem. Potem je spalono w moskiewskim krematorium.

To znaczy, że Gustawa Wellera zastrzelono po to, by zaplątać tropy i zmylić ślady. Właśnie jego znaleziono wpółspalonego z pocerowanymi skarpetkami.
No, ale w takim razie kogo zastrzelono i spalono w kocach? Czyje zwłoki znaleziono 4 maja w leju po bombie lotniczej – wraz z ciałem prawdziwej czy fałszywej Ewy Braun?

Są na to dwie hipotezy: według pierwszej z nich zwłoki należały do drugiego sobowtóra Hitlera – Klausa Buschtera, którego trzymano właśnie na taki wypadek i którego nikt nie znał. Jemu to właśnie wstawiono protezy zębowe identyczne z protezami Hitlera (ustalając tożsamość zwłok w pierwszym rzędzie porównano uzębienie trupów z kartami dentystycznymi ich osobistego stomatologa dr Heizermana).

Według drugiej hipotezy – zabito prawdziwego Hitlera, zaś jego sobowtóra Bormann wysłał do Ameryki Południowej w celu prowadzeniu dalszej gry politycznej – wszak Führer jako człowiek numer jeden w Reichu mógł żyć na szczególnych prawach i nie przeszkadzać człowiekowi numer dwa…


Moje 3 grosze


Ostatnio w TV na kanale NGC i History wyemitowano film dokumentalny pt. „Polowanie na Hitlera”, w którym dwóch historyków przeprowadza dochodzenie w sprawie udanej ucieczki Adolfa Hitlera z płonącego Berlina samolotem do Hiszpanii, a potem U-bootem z Vigo via Wyspy Kanaryjskie do San Antonio Oeste w Argentynie. Okazuje się, że coś takiego było całkowicie możliwe przy pomocy Kościoła rzymsko-katolickiego – tzw. szlakiem klasztorów, którym wyekspediowano z Rzeszy do Ameryki Pd., Bliski i Daleki Wschód, Australii i USA kilka tysięcy esesmanów – w tym wielu zbrodniarzy wojennych. Patrząc na to w ten sposób, w świetle dokumentów FBI, którymi posługują się obaj badacze, wydaje się całkiem możliwe, że Hitler zdołał zbiec do Argentyny.

Jest jeszcze jedna rzecz mówiąca in plus hipotetycznej ucieczki Hitlera do Ameryki Południowej – jak twierdzą Rosjanie, KGB poszukiwał Führera na tym kontynencie jeszcze w latach 80. XX wieku, czyli do jego możliwego biologicznego końca. Czy znaleźli? Trudno powiedzieć. Być może agenci KGB poznali prawdę o losach prawdziwego Hitlera i utrzymywali ją w sekrecie przed światem i przede wszystkim własnym narodem, bo chcieli by ich zwycięstwo – którego odmówić im nie można – było pełne i kompletne. Dlatego też prawdę o tym możemy poznać dopiero teraz.
Hitler uciekł i wymknął się sprawiedliwości, ale hitleryzm został osądzony tak czy tak. Niestety – brunatna hydra znów podnosi swe łby coraz śmielej, chociaż z innej strony – a w Europie znów zaczyna pachnieć prochem…   
  

Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 25/2015, ss.14-15
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©   

sobota, 2 stycznia 2016

Nocne Światła w sylwestrową noc…?



W sylwestrową noc, jak to mam w zwyczaju, obserwowałem iluminację naszego miasta – tysiące ogni sztucznych wypuszczanych o północy na powitanie Nowego Roku. Świąteczna kanonada przewalała się swym stacatto przez jakieś pół godziny w tą mroźną, zimową i całkowicie bezśnieżną noc.

Wtedy zobaczyłem to. W pewnej chwili spojrzałem w zenit i zobaczyłem dwa czerwone światełka na dużej wysokości poruszające się z N-NW na S – w kierunku Tatr. Pomyślałem, że to jakiś samolot i zająłem się fotografowaniem półksiężyca i znajdującego się nieopodal Jowisza oraz fajerwerków. Tymczasem ów „samolot” bardzo szybko przeleciał nad nami i znikł w dali. A oto metryczka tej obserwacji:

TYP INCYDENTU: NL
MIEJSCE:
Jordanów -  N 49°3857 - E 019°4948
Koskowa Góra – N 49°45’08” – E 019°47’00”
DATA: 1.I.2016 r.
CZAS: 00:08 CET/31.I.2015 r. 23:08 GMT
CZAS TRWANIA: ok. 20 s
ILOŚĆ OBIEKTÓW: 1
ŚWIADKOWIE: kilka osób
ZDJĘCIA: nie było
PRAWDOPODOBNE WYJAŚNIENIE: samolot pasażerski z Kopenhagi do Istambułu

Warunki pogodowe były następujące:

TEMPERATURA POWIETRZA: -8°C
WILGOTNOŚĆ POWIETRZA: 65%
WIATR: 0,0°B
CIŚNIENIE ATMOSFERYCZNE: 953/1014 hPa
ZACHMURZENIE: 0,0
WIDZIALNOŚĆ: CAVU, widoczny Księżyc w III kwadrze, planeta Jowisz i najjaśniejsze gwiazdy.

Odpaliłem komputer i usiłowałem znaleźć ten samolot przy pomocy aplikacji Flightradar24.com. i faktycznie – w naszej okolicy znajdował się tylko jeden samolot Boeing 737-82R z lotu PC 832 o znakach TC-CPC należący do tureckich linii lotniczych Pegasus Airlines lecący z Kopenhagi (CPH) do Istambułu (SAW) na wysokości 11.278 m i z prędkością 964 km/h. Nad Jordanowem mógł on być o godzinie 00:08 – 00:10 CET i mógł to być właśnie on. Ale czy na pewno?

Obiekt ten był widziany także przez grupę kilku osób – w tym Pana Stanisława Bednarza z małżonką Teresą ze szczytu Koskowej Góry, którzy także widzieli w opisywanym czasie przelot tego „samolotu”. I także jak w moim przypadku wydawało się, że ten „samolot” leci bardzo szybko – za szybko jak na zwyczajnego stratolinera. Poza tym leciał on z kierunku NW na SE.

A zatem istnieje możliwość, że widzieliśmy jeden i ten sam obiekt z dwóch różnych miejsc. Czy było to UFO w postaci Nocnych Świateł? Państwo Bednarzowie twierdzą, że widzieli światła stroboskopowe tego samolotu, natomiast ja widziałem tylko dwa czerwone światła pozycyjne.


A tak swoją drogą, nawet jeżeli to byli Ufiaści, to dlaczegóż by nie chcieli podziwiać świątecznej iluminacji naszych miast? Przecież na pewno Oni też mają swój zmysł estetyczny…  

A oto zdjęcia fajerwerków, Księżyca i Jowisza:










Komentarze z KKK

Robert, tutaj puszczane są lampiony z papieru, które poruszane są w górę i w powietrzu ciepłem wydalanym przez coś w nich co się pali jak świeczka. Wiem, że taki lampion może unieśc się bardzo wysoko i z ziemi wygląda na światełko, ale nie samolotu, ponieważ nie błyska.
- pozdrawiam! (Basia z Holandii)

Owszem, wiem, ale to nie mógł być taki lampion, bo po pierwsze - unosił się bardzo wysoko, po drugie miał ostrą jazdę. Jak nie samolot, jak nie balon, to albo jakaś kolejna zabawka chłopców w mundurkach, albo... UFO. (Platon)

Czytałam, że właśnie w noc  Nowego Roku będzie widoczna kometa. Nie zapisałam jej numeru.
Pozdrawiam! (Atena)

No, to na pewno nie była żadna kometa, ale albo samolot, albo jakaś nowa zabawka chłopców w mundurkach, albo - UFO... (Platon)

Nie wiem czy zapowiada się nieciekawie czy ciekawie ten rok to dopiero zobaczymy .
Życzę wszystkim radości i spokoju .
Co do obserwacji to pogratulować pozostaje czujności Kolegi :)
a w ramach ciekawostki podsyłam link o obserwacjach w Ameryce Poł.: 
Pozdrawiam! (Dingir)

piątek, 1 stycznia 2016

„Japonia Wielka «F» wybuchnie”

Benjamin Solari Parravicini


Igor Nikitin


Frazę, która posłużyła za tytuł, teraz można wyjaśnić całkiem łatwo. Wielka „F”, to oczywiście Fukushima. Ale jeżeli dodać do tego fakt, że zdanie to pojawiło się pod rysunkiem z lat 30. XX wieku, to może już wywołać wiele pytań.


Wielka "F" wybuchnie...

Pod upalnym niebem Argentyny…


…prawie 80 lat temu działy się zadziwiające rzeczy, a my dowiemy się o nich dopiero teraz.

Być może nasi Czytelnicy słyszeli coś o argentyńskim malarzu i rzeźbiarzu Benjaminie Solari Parravicinim. Jego niezrozumiałe dla nikogo obrazki z podpisami – nie mającymi, według otaczających go ludzi – jakiegokolwiek sensu, interesowały tylko przyjaciół i krewnych artysty. Pomyślcie sami, jeżeli wam w połowie 1938 roku pokażą obraz na którym pokazany będzie znany nam (dzisiaj) telewizor, a podpis pod nim głosi:

Świat stanie się zdepersonalizowany pod władzą domowego ekranu. Masy będą oglądać głupotę i bezguście przyjemnością. Zahipnotyzowana Ludzkość otępieje. Nią z łatwością będzie można manipulować.

- to o czym pomyślicie w pierwszej kolejności? Przede wszystkim to, że autor tego tekstu ma coś nie w porządku z głową. I dopiero w latach 60. rysunek stanie się zrozumiały, a w latach 90. podpis pod nim.

[Nie jest to takie oczywiste, bowiem telewizja jest znana już od 1928 roku, kiedy to przeprowadzono pierwszą transmisję TV z Londynu do Nowego Jorku. W tymże roku przeprowadzono pierwszą transmisję TV w kolorze. NB, XI LIO w 1936 roku były już regularnie transmitowane do 19 kablowych odbiorników TV, co wykorzystał Carl Sagan w swej kultowej powieści „Kontakt” – sfilmowanej przez Roberta Zemeckisa z Jodie Foster w roli głównej – uwaga tłum.]


Hitler – Mussolini- ich czeka taki sam koniec.

Na rysunku z 1939 roku obaj sojusznicy pokazani są jako związani.

[Mussoliniego rozstrzelano wraz z jego kochanką Clarettą Petacci i powieszono głową w dół. Co do Hitlera, to coraz więcej wskazuje na to, że udało mu się uciec z płonącego Berlina w kwietniu 1945 roku do Kilonii lub Hamburga, a stamtąd U-bootem do Argentyny, gdzie zaszył się na całą resztę życia – uwaga tłum.]

Na rysunku z 1938 roku jasno widoczna jest wieża Eiffla i francuska flaga. Pod tym podpisano:

Serce świata padnie w 1940 roku. Padnie i będzie należało do Niemiec do 1944 roku.

„Serce świata” to jak my teraz rozumiemy to Paryż, został zajęty przez Niemców w 1940 roku.

Człowiek z brodą, który wszystkim pokaże się jako święty, podpali Wyspy Antylskie.

To jest podpis pod rysunkiem. Fidel Castro (a rzecz dotyczy oczywiście tylko niego, zaś do Antyli należy Kuba) w czasie powstania tego rysunku miał 11 lat i na pewno nie myślał na serio o rewolucji.

Pies będzie pierwszym stworzeniem, które poleci w Kosmos.

- to proroctwo artysty z 1938 roku

Ludzie wylądują na Księżycu. Oni będą w stanie wylądować na nim, ale go nie zasiedlą, oni zobaczą go, ale nie będą w stanie spenetrować jego wnętrza. Usłyszą, ale nie zobaczą. Powrócą nie powróciwszy.

To było w 1940 roku. Do lądowania człowieka na Księżycu pozostało 29 lat.


Przepowiednia wydarzeń z 11/9?

Przyszłość pokaże


Następny rysunek z 1939 roku pokazuje stylizowane nowojorskie wieże WTC i podpis:

Pochodnia Ameryki Północnej nie będzie świeciła jak zawsze. Na nią przypuszczą dwa ataki.

A przecież wtedy wieże te w ogóle nie istniały! Nawet w planach!

Papież z Watykanu przeniesie się do Ameryki. Kochankowie będą jednej płci. Ludzie zaczną się rodzić w laboratoriach. Wybuchy atomowe i promieniowanie doprowadzą do tego, że matki będą rodziły potwory. Rak stanie się powszechną chorobą.

Z tego wszystkiego nie spełniło się tylko to, że papież nie uciekł z Watykanu, ale nie będziemy się na tym zatrzymywać, bowiem dalsze proroctwa są jeszcze bardziej interesujące:

Pojawią się świetliste kręgi, które przywiozą dziwne istoty z innych planet. Oni są tymi, którzy zasiedlili Ziemię ludźmi. W Piśmie Świętym zwą ich Aniołami – Oni znów będą usłyszani. Rosjanie i „żółtlicy” będą rządzić światem.

No to zobaczymy. Przyszłość pokaże, przecież to już tak niedaleko.


Moje 3 grosze


Wiele z tych proroctw jest znanych z innych źródeł. A zatem proroctwo o ucieczce papieża do Ameryki, III Wojna Światowa z islamem, losy Mussoliniego i Hitlera…

Chociaż nie. Ostatnio pojawia się coraz więcej głosów i faktów wskazujących na to, że Hitlerowi udało się odlecieć z płonącego Berlina samolotem pilotowanym przez kpt. pil. Hannę Reitsch, czy odpłynąć jakąś łodzią z Berlina do Hamburga, gdzie przesiadł się na U-boota o numerze taktycznym U-977 i odpłynął do Ameryki Południowej, a dokładniej do Argentyny, gdzie wysadzono go albo na brzegu Bahia Grande albo w okolicach Mar del Plata, skąd udał się do swej kryjówki gdzieś w argentyńskiej Pampie.

W Berlinie pozostawił sobowtóry: swojego i Ewy Braun. Zostały one zastrzelone i spalone w Berlinie, koło Kancelarii Rzeszy. Stąd właśnie wszystkie dziwne rzeczy, jakie potem wyrabiały się z szczątkami doczesnymi Führera III Rzeszy. To jest oczywiste, bowiem nie mogło być ich zwłok w Berlinie. Nikt nie powiedział, że ci, którzy byli z nim w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy mówili prawdę radzieckim śledczym ze SMIERSZ-u. Żaden z nich nie powiedział prawdy – wszyscy trzymali się założonej z góry tezy – Hitler i Ewa Baun popełnili samobójstwo, a ich ciała zostały wyniesione z bunkra i spalone. A dlaczego mieliby mówić prawdę znienawidzonym Iwanom? A z jakiej racji?

Hitler panicznie bał się tego, że po jego złapaniu przez Rosjan zostanie on przekazany do panoptikum i pokazywany jak małpa… Miał się poddać? Nigdy. Miał się zastrzelić czy otruć? Nigdy! Nie był głupi, więc po prostu miał na tyle rozumu, że zorganizował sobie ucieczkę do Ameryki Południowej, gdzie nikt go nie pytał o nic, ale miał swych wiernych wspólników, pomocników i popleczników, którzy zapewnili mu bezkarność i anonimowość. Ci, którzy coś mówili, czy zadawali niewygodne pytania szybko gryźli piach…- zgodnie z Prawem Burdego.
I jeszcze jedno. Poszukując w Internecie proroctw Parraviciniego znalazłem ciekawe proroctwo na temat kosmicznej kolizji Ziemi z jakimś kosmicznym przybłędą:


Moja planeta będzie zraniona przez planetę, która krąży w Kosmosie. Tą planetą jest Ziemia. Rana po zderzeniu będzie w południowej części Półkuli Północnej, a potem zacznie się „kolofon”. Światem wstrząsną wulkany, co podzieli na części Amerykę Południową, dzisiaj nazywaną wysoka „Suna”. Ponownie nastanie powódź ciemności, nowe uderzenie pioruna w to miejsce ponownie, i nowe falujące morze w kanale i znowu inny księżyc zaświeci bardziej. Amnis (1938 rok) 

Poza tym jest jeszcze drugie dziwne proroctwo, mówiące o tym, że:

Kataklizm, LUDZKOŚĆ Zwycięża, kataklizm będzie przewidziany, ale nikt nie uwierzy tobie. Ale nadchodzi!

Diabeł będzie zakuty w łańcuchy na koniec. Reszta świata w tak wielkiej rzezi. (11/1939)


Ostateczny dzień nadchodzi, Maria matka w stronę jego piersi dla sprawiedliwości demon zostanie obalony nad urwiskiem jego wiecznością. 1000 lat pokoju nadejdzie na koniec. (Niedatowane)


To spadnie na Ziemię, w 5 dniu z 5 uderzy ogień z gwiazd. To spadnie na rejon Gibraltaru i Balearów. W trzy dni później dwa w Amerykę Północną. I na koniec przez 5 godzin dziennie w Indiach Zachodnich. Ogień oczyszcza. (1938 rok)

Jakiś deszcz meteorytów czy atak rakietowy??? I niepokojąca przepowiednia dotycząca UFO:

Statki kosmiczne niewidzialne dla ludzkich oczu przybywają na Ziemię. Te Istoty są niewidzialne dla ludzkich oczu, Zawsze współistniały na naszej planecie, i One mieszkają w świątyniach i klasztorach, ponieważ one są mistyczne i One starają się narzucać wiarę. (1939 rok)

…Teoria Darwina nie będzie więcej uznawaną, ponieważ stanie się wiadomym, że ludzie zstąpili z innych planet. (bez daty)

Czy tego właśnie obawiają się wielcy tego świata? Boga nie ma, są za to Kosmici? Czy to ta informacja jest trzymana w tajemnicy i rozwadniana na wszelkie możliwe sposoby…?


Komentarze z KKK


Dobry tekst na początek roku. Wbija w fotel. Uruchamia w człowieku dziwne emocje. Aż chce się krzyczeć: „pożyteczni idioci” obudźcie się! A tak prywatnie, to od dłuższego czasu kolekcjonuję takie historię, aby się natchnąć przed pisaniem opowiadania science-fiction. Wejść w buty i nastrój ogólnoświatowego spisku. Aż ciarki chodzą po plecach, gdy czyta się o przepowiedni UFO:
Statki kosmiczne niewidzialne dla ludzkich oczu przybywają na Ziemię. Te Istoty są niewidzialne dla ludzkich oczu, Zawsze współistniały na naszej planecie, i One mieszkają w świątyniach i klasztorach, ponieważ one są mistyczne i One starają się narzucać wiarę…
…Teoria Darwina nie będzie więcej uznawaną, ponieważ stanie się wiadomym, że ludzie zstąpili z innych planet…

„Czy tego właśnie obawiają się wielcy tego świata? Boga nie ma, są za to Kosmici? Czy to ta informacja jest trzymana w tajemnicy i rozwadniana na wszelkie możliwe sposoby…?”

O mistycznych mieszkańcach świątyń mam osobną teczkę. Ale bardzo przepraszam, muszę wejść Panu w słowo, bo z tekstu przepowiedni nie wynika jasno, że nie ma Boga. Jestem osobą niepraktykująca, ale wierzącą (prywatne doświadczenia, o których wolę się nie wypowiadać). Nie uznającą instytucji kościelnych. Mogłyby dla mnie rozpłynąć się w niebycie. Osobą, która nie uznaje istnienia Jezusa Chrystusa urodzonego ok. I w. n.e. Na marginesie, postać opisana w Nowym Testamencie nigdy nie istniała. Ale to inny temat…
Wracam do sprawy. Przecież i dzisiaj potrafimy klonować zwierzęta, rozwijać ludzkie zarodki w probówkach itp. A za parę lat w laboratoriach będą sztuczne macice. Płody mogą się więc całkowicie rozwijać w sposób naturalny w sztucznych warunkach.
Jeden ze swoich tekstów kończę takimi słowy, jeżeli Kosmici stworzyli ludzi, jak uważają (tu wymieniam autorów), to kto w takim razie stworzył samych Kosmitów?
Jeżeli zjawią się Obcy i podadzą za naszych stwórców, aspirując do miana bogów, to możemy założyć dwie lub trzy hipotezy. Pierwsza, to prawda, od początku ingerowali w nasz rozwój. Dwa, powstaliśmy z naczelnych, ale jesteśmy organizmami zmodyfikowanymi genetycznie. Trzy, to wszystko bajki (manipulacja celowa).
Faktycznie, Boga w rozumowaniu starotestamentowym, nie ma. Jahwe, to bóg materii. A więc praktycznie może być wszystkim. Bliżej mi bardziej do agnostyka, chociaż uważa się, że nie dotyczy to osób wierzących. Uważam jednak, że ludzki umysł nie jest w stanie odpowiedzieć na fundamentalne pytania.
Moim zdaniem wchodzimy w erę upadku fałszywych religii, jako takich, przez wywrotowe działania, bo już nie hasła, jak miało to miejsce podczas rewolucji. Hasła dla większości inteligentnych ludzi to tylko pustosłowie. Uwierzą, jak zobaczą na własne oczy. Stąd może niedorzeczne książki, artykuły i filmy, że niby Jezus był Kosmitą. Może byłby nim, gdyby w ogóle istniał. Watykan broni się przed tą myślą rękami i nogami, wysyłając na bój z ateizmem i zdrowym rozsądkiem w pierwszej kolejności swoich najlepszych mówców i zaufanych ludzi. Cóż proces, który już został zaprojektowany i jest wdrażany, zakłada, że jeżeli religie znikną, to być może ludzkość się opamięta i przestanie zabijać się w wojnach cywilizacyjnych, de facto religijnych. Ale to krótkowzroczne myślenie. Ponieważ nadal będziemy walczyć, ale już o surowce, przestrzeń do życia, żywność, pitną wodę. Tej ostatnie zabraknie nam najszybciej. Oczywiście wiem, że powstają destylarnie wody słonej w różnych częściach świata. Chińczycy nawet stworzyli ogólny panel zapraszając do współpracy wszystkich zainteresowanych. Głównym celem jest zmniejszenie kosztów produkcji i jej szeroka dostępność. Butelka nie może być droższa o szampana. Ale powiedzcie to ubogim ludziom z Afryki i Azji, którzy teraz czerpią wodę do picia ze studni lub rzek. Mieszkańcom minionych slumsów z Indii, czy Meksyku.
Moim zdanie, co by nie pisać, może być to krok w dobrym kierunku, wszak intencje są bardzo szczytne. Boję się źle pisać o muzułmanach ze względu na ich fanatyków religijnych. Ale i oni i chrześcijanie, a więc miliardy ludzi na Ziemi, musi zrozumieć, że zostali zwiedzeni, przez pasożytnicze instytucje religijne.
Uważam, że generała Władysława Sikorskiego zabito, ponieważ przestał być potrzebny aliantom. I uważam, że religie wyczerpały swój mandat zaufania, a ich hipokryzja oraz obłuda przerosła Monte Everest dwukrotnie.
„Czy tego właśnie obawiają się wielcy tego świata? Boga nie ma, są za to Kosmici? Czy to ta informacja jest trzymana w tajemnicy i rozwadniana na wszelkie możliwe sposoby…?”

Z tego, co przeczytałem wcześniej jasno wynika, że na zgliszczach starego systemu powstanie nowa religia. (M.S.)

Faktycznie - wszystkie proroctwa dotyczące New Age czyli Epoki Wodnika, która może się wkrótce zacznie, mówią o tym, że po okresie chaosu związanego z przełomem Epok Zodiakalnych, wyłoni się całkiem nowa religia, zupełnie odmienna od dotychczasowych religii Księgi - czyli chrześcijaństwa, judaizmu i islamu. I tutaj się zgodzę, że te fałszywe religie - stanowiące balast Ludzkości - znajdą się wreszcie na śmietniku historii. (Arystokles) 

Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 25/2015, s. 3

Przekład z j. rosyjskiego i hiszpańskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©