Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą formacje geologiczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą formacje geologiczne. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 września 2020

Hieroglify z Jordanowa

 

Ślady robaków w mule z czasów Środkowego Eocenu

 

Stanisław Bednarz

 

Ciekawostki geologiczne Jordanowa – potok hieroglifowy. Gdy wracam z grzybów z Przykca zawsze fascynuje mnie potok Chrobaczanka, który w górnych partiach biegu płynie wzdłuż wychodni warstw hieroglifowych (wiek Eocen Środkowy). Na tle monotonii szarego fliszu magurskiego jest ciekawostka. Dziwuję mu się.

Warstwy hieroglifowe zawierają liczne ślady żerowania bezkręgowców jak i struktur prądowych (np. opływania gałęzi). W XIX wieku nie znano pochodzenia tych dziwnych struktur i nazwano je hieroglifami, nazwa ta utrzymała się. Ten kompleks cienko ławicowych niebiesko-zielonych piaskowców i zielonych łupków rytmicznie przewarstwionych jak harmonijka stanowi na tle szarości piaskowca magurskiego duże urozmaicenie. W ilastym osadzie bezkręgowce np. pierścienice zostawiały ślady potem były przysypywane piaskiem i tak powstawały odlewy. Szczególnie liczne hieroglify są w tym potoku i dlatego nazwałem go Potokiem Hieroglifowym.

Na szczególne bogactwo hieroglifów w tym potoku zwrócił uwagę prof. Książkiewicz w swej pracy z 1963 „Stratygrafia płaszczowiny magurskiej w Beskidzie Średnim”. Profesor zgromadził wielką kolekcję skamieniałości śladowych m.in. z tego potoku, który to błędnie nazywał Grapa. Ale taka nazwa funkcjonowała w starych mapach.


Hieroglifowy Potok na mapach

Teraz coś o tych hieroglifach. Hieroglify mechaniczne to struktury będące odlewem niewielkich form erozyjnych (np. jamek wirowych), lub struktur obciążeniowych (pogrązów) zachowane na spągowej (dolnej) powierzchni ławicy skalnej. Wyróżnia się hieroglify prądowe (odlewy wyżłobień, jamek utworzonych przez prąd wodny), hieroglify deformacyjne (odlewy związane z pogrązami). Hieroglify narzędziowe (odlewy zagłębień wytworzonych przez wleczone przez falowanie lub prąd przedmioty).

Hieroglify występują najpowszechniej w skałach fliszu karpackiego i są w skałach fliszu karpackiego. Hieroglify są używane do wyznaczania pierwotnego ułożenia sfałdowanych warstw skalnych, gdyż tworzyły się zawsze na pierwotnej dolnej powierzchni ławicy. Niektóre rodzaje hieroglifów są użyteczne w rekonstrukcji kierunku przepływu prądu.

Hieroglify będące śladami działalności organizmów to tzw. skamieniałości śladowe (np. żerowania, drążenia w osadzie, tropy, odchody). Niektóre skamieniałości śladowe bezkręgowców odgrywają dużą rolę jako wskaźnik paleośrodowiska, zwłaszcza w osadach ubogich w skamieniałości (np. we fliszu). Niektóre z nich tworzą ciekawe wzory geometryczne, np. spirale, siatki, meandry, wachlarze.

Skamieniałości śladowe są nośnikiem informacji o warunkach ekologicznych na dnie głębokich mórz, aczkolwiek geneza wielu z nich nie jest w pełni wyjaśniona. Po okresach wzmożonych opadów woda wyrywa z dna fragmenty i składa je u podnóży stromych stoków w postaci osypisk rumoszu. Tam też można znaleźć liczne okazy. Mam ich kilkadziesiąt. Gdy ktoś będzie przekraczał ten potok niech zwróci na te ciekawostki uwagę. Polecam moim kolegom geologom.

 








Znaleziska z Hieroglifowego Potoku

Moje 3 grosze

 

Miło jest pomyśleć, że ślady pradawnego życia mamy także i u nas. I nie musimy jechać do Rosji, Chin czy USA, by je sobie zobaczyć na własne oczy. Trochę małe, ale skoro nie ma dinozaurów, to muszą wystarczyć „chroboki w skałach” (jak pisał to ongi prof. Passendorfer) z wiele późniejszych czasów – jakieś 56-34 MA temu, czyli już po Piątym Epizodzie Wielkiego Wymierania K/Pg.

Ale nie narzekajmy, przypominam, że jakieś 7000 m pod nogami mamy coś, co powoduje anomalię grawitacyjno-magnetyczną. Rad bym wiedzieć, co to jest. To musi być masywne i żelaziste – może jakieś złoże rud żelaza albo żelazno-niklowa asteroida, która tu spadła miliony lat temu? Może jakiś „wymrożony” wulkaniczny batolit sprzed milionów lat? Niestety, tego się na razie nie dowiemy…

sobota, 29 sierpnia 2020

Ciepłe wody pod Podhalem

 


 

Stanisław Bednarz

 

Dzień był przepiękny Zaczęło się skromnie najpierw roboty geotechniczne koło Sierockiego z Teresą Bednarz, aby znaleźć się na kąpielisku termalnym Chochołów. Tu mocząc się w ciepłej wodzie rozmyślałem o genezie tego zjawiska.

Wody termalne Tatr i Podhala osiągają temperaturę od 20°C (Witów) do 86°C (Bańska Niżna i Biały Dunajec) i wianuszkiem otaczają Tatry.  Wody geotermalne Podhala związane są z mezozoicznym podłożem niecki podhalańskiej o charakterze serii tatrzańskich...

Wody termalne w niecce podhalańskiej na przedpolu Tatr wzbudzały zainteresowanie od połowy XIX wieku, kiedy to Zejszner odkrył w Jaszczurówce w 1844 r. źródło o temperaturze, 20,4°C. Jest to jedyny wypływ powierzchniowy. Po raz pierwszy wody termalne uzyskano z otworu Zakopane w latach 60-tych XX wieku i była długie lata tylko Antałówka (36°C). Od lat 70. do 2001 r. wody geotermalne o temperaturach 26–36°C były stosowane w niewielkim ośrodku na Antałówce w Zakopanem w odkrytym basenie kąpielowym, brodziku i kaskadzie.







W następnych latach kolejnymi wierceniami, w których stwierdzono wody termalne były: Bańska (72°C), Furmanowa (42°C), Chochołów (70°C), Bukowina Tatrzańska (32°C), Biały Dunajec (49°C), Poronin (45°C). Nastąpiła masowa budowa ośrodków kąpielisk termalnych. Utwory wodonośne zalegają na głębokości od kilkuset metrów do 1,5 km w rejonie Zakopanego i od 2,5 do 3,5 km w północnej części Podhala.

Wody termalne Podhala występują w skałach stanowiących podłoże niecki podhalańskiej. Skałami zbiornikowymi są spękane skały węglanowe mezozoiczne. Obszar zasilania zbiornika znajduje się w Tatrach. Tam w podłoże wnikają wody opadowe, krążąc w systemie szczelin i pustek przemieszczają się na znaczną głębokość, sięgającą 2,5 – 5 km. Temperatura wód wzrasta systematycznie, osiągając nawet ponad 100 st. C dzięki tzw. gradientowi geotermicznemu, który tu jest wyższy (wzrost temperatury na jednostkę głębokości).[1] Niebagatelną rolę odgrywa ciepło głęboko zakorzenionego trzonu krystalicznego Tatr.

Wody termalne to nie tylko rekreacja ale i ciepłownictwo. Ważnym momentem w historii polskiej geotermii był rok 1981 – wtedy wykonano na Podhalu głęboki odwiert Bańska IG 1, który wszedł w skład pierwszego dubletu geotermalnego Bańska Niżna. Podłączono pierwsze budynki do geotermalnej sieci ciepłowniczej, powstała Geotermia Podhalańska S.A., której celem było komercyjne wykorzystanie gorących wód. Początkowo produkcja ciepła odbywała się w oparciu o 2 otwory, jeden produkcyjny, drugi chłonny. W kolejnych latach następował dalszy rozwój infrastruktury, podłączano kolejnych odbiorców z Zakopanego i gmin ościennych, prowadzono prace wiertnicze. Na obszarze Słowacji wody termalne są wykorzystywane jedynie do rekreacji - jest to niecka skoruszyńska ze słynnymi Orawicami i niecka liptowska.



[1] Wynosi on ok. 33 m/1°C.

czwartek, 9 stycznia 2020

Granity z Bugaja: czy to część JAG?




Stanisław Bednarz


Ciekawostki geologiczne bliskiej okolicy. Granit we fliszu karpackim - ewenement.

Podczas budowy w 1884 roku linii kolejowej Skawina–Sucha Beskidzka w miejscowości Bugaj koło klasztoru OO. Bernardynów w Kalwarii, odkryto grupę różnej wielkości bloków granitowych odsłaniających się na odcinku ok. 150 m w korycie potoku Bugajka - lewy dopływ Cedronu. Tkwią one jak wielkie rodzynki w cieście piaskowcowo-łupkowym. Szczególną uwagę zwraca obecnie istniejący olbrzymi blok o objętości kilkudziesięciu metrów sześciennych, odsłaniający się u podstawy wzgórza podciętego przez potoczek.

Skała granitowa, występuje w głębi ponasuwanych na siebie płaszczowin fliszowych śląskiej i podśląskiej.

·        Pierwsza najstarsza hipoteza to porwak tektoniczny oderwany od podłoża i przywleczony na swe dzisiejsze miejsce podczas sfałdowań i jest ona najbardziej prawdopodobna.

·        Później powstała teoria sedymentacyjną mówiąca ze granit został doprowadzony do danych osadów fliszowych podczas ich powstawania, najprawdopodobniej z niszczonych abrazją brzegów wysp prakarpackich - czyli obryw klifowy, który przedostał się do basenu fliszowego i spływami podmorskimi przeniesiony został w głębsze partie.

·        Ostatnio zrodziło się podejrzenie, iż związany jest ze zlodowaceniem południowopolskim i jest to wielki eratyk lodowcowy (najmniej prawdopodobne - tak wielkich bloków lodowcowych nigdzie nie notuje się). Badania przeprowadzone na próbkach skały pozwoliły ustalić jego wiek bezwzględny na 485 mln lat (Kambr).






Granit z Bugaja charakteryzuje się jasnoróżową barwą. Mineralogia granitu z Bugaja upodobnia go do granitoidów z Wyspy Goryczkowej w Tatrach, ale wiek się nie zgadza te tatrzańskie są dużo młodsze (karbon). Pod względem strukturalnym i wiekowym granit z Bugaja wykazuje podobieństwo do granitoidów nawierconych w głębszym podłożu w okolicach Kęt, co umacnia teorię, że jest to porwak tektoniczny z podłoża.

Wiek 485 mln lat miałby wskazywać na orogenezę kaledońską, co łączy granit z Bugaja z podłożem krystalicznym podfliszowym rejonu Kęt…

W późniejszych latach był on eksploatowany na niewielką skalę przez bernardynów z pobliskiego klasztoru. Wykorzystano go na miejscowe potrzeby m.in. do budowy nieodległego wiaduktu nad torami kolejowymi, wyłożenia i obramowania groty poniżej kościółka oraz grobu Matki Bożej w Brodach. Mimo wielu opisów w publikacjach o tematyce geologicznej, miejsce to nie doczekało się zagospodarowania jako atrakcja turystyczna ani stosownej tablicy informacyjnej i jest odwiedzane jedynie przez nielicznych. Nawet okoliczni mieszkańcy nie mają świadomości istnienia tej ciekawostki geologicznej. W roku 1980 podczas chłodnego końca kwietnia z kolegą Krzysztofem Pacygą badaliśmy tą osobliwość.


Moje 3 grosze


Czy istnieje punkt wspólny dla granitów z Bugaja i… UFO? Godzi się wspomnieć, że w lipcu 2004 roku w miejscowości Brody pojawiły się dwa piktogramy w zbożu, które badałem osobiście wraz z członkami ówczesnego CBUFOiZA – Marcinem Mioduszewskim i jego ekipą. Potem na stronie CBUFOiZA pojawiła się taka notatka:


W dniu 20 lipca 2004 roku, o godzinie 13:30, redakcja „Gazety Krakowskiej” powiadomiła nas o tym, że w dniu 19 bm. we wsi Brody koło Kalwarii Zebrzydowskiej – N 49°52'02" – E 018°41'57" - miejscowi chłopi znaleźli dwa piktogramy zbożowe. Tego samego dnia o godzinie 14:30 na miejsce udała się ekipa krakowskiej Centrali: Marcin Mioduszewski, Paweł Polzer, Mariusz Krzemień oraz ekipa z Oddziału Beskidy: Wiktoria Leśniakiewicz i Robert Leśniakiewicz z zadaniem odszukania i zbadania tych agroformacji. Towarzyszył nam także redaktor Jerzy Pałosz z „Gazety Krakowskiej”.


O godzinie 16:00 rozpoczęto badanie agrosymbolu oznaczonego jako AS Brody (KWA 2004-1). Piktogram ten składa się z 6 kręgów zbożowych i łączących je ścieżek. Całość przypomina pięcionogiego pająka o rozmiarach około 25 x 25 m. Niestety, odwiedzający tłumnie przez niecałe dwa dni piktogram gapie zniszczyli strukturę tego agroznaku tak, że trudno jest orzec o jego autentyczności.
W rozmowie z właścicielką pola i osobą, która odkryła piktogram ustalono tylko, że był on gładki jak lustro - odbijał promienie słoneczne oraz jego krawędzie były ostre, co przemawia za jego autentycznością. Znaleziono jednak kilka cech świadczących potencjalnie o jego fałszywości (wykonaniu przez ludzi;  chodzi o sposób ułożenia kłosów zboża w poszczególnych kręgach i różnice występujących w poszczególnych elementach).


Podobnie sytuacja przedstawiała się z agroformacją AS Brody (KWA 2004-2), która wygląda, jak czterokrotnie zapętlony klucz wiolinowy i jest odległa o 700-800 m od pierwszej. Tworzy go ścieżka o szerokości 70 cm, zaś jego łączna długość wynosi ok. 150 m. I ten piktogram został zniszczony przez tłumy turystów. Badania skończono o godzinie 19:00. W obu agroformacjach nie stwierdzono anomalii magnetycznych i radioaktywności. Obecnie trudno wydać jednoznaczną opinię, jednak warto nadmienić, że w kręgach znaleziono szereg cech, mogących świadczyć o wykonaniu przez ludzi, przeczy jednak temu wiele mikrocech ułożenia kłosów w stosunku do gleby, jakie odnaleziono. Raport końcowy i zdjęcia zostaną zamieszczona na naszej witrynie internetowej.



I tak też się stało. Czy nieznane siły tworzące agrosymbole zostały ściągnięte przez dziwną formację geologiczną? Być może, choć równie dobrze mogło Ich uwagę przyciągnąć pole bitwy z czasów Konfederacji Barskiej w nieodległej Kalwarii, która jest także znanym miejscem kultu maryjnego, jak w wielu przypadkach znalezienia agroznaków na ziemiach Polski, co atoli jest już inną sprawą...


I jeszcze jeden aspekt tego zagadnienia, a mianowicie wraz z mgr inż. Stanisławem Bednarzem wysunąłem hipotezę, że granit ten mógł się oberwać i przesunąć z zatopionej w skałach fliszu masie krystalicznych skał tworzących Jordanowską Anomalię Grawimagnetyczną (JAG) – zob. https://wszechocean.blogspot.com/2012/01/jag-wrak-kosmolotu-pod-beskidami.html. Jak twierdzi mgr inż. Bednarz, hipoteza może być trafna ze względu na kierunek, w którym posuwały się masy skalne – z południa na północ. Mankamentem jest to, że JAG znajduje się na głębokości ok. 7000 m pod powierzchnią ziemi, więc nie mogła to być jakaś jej część, no chyba że jest to oderwany krystaliczny czub, który przemieścił się ku północy i wynurzył na powierzchnię pod wpływem ruchów mas skalnych w czasie tworzenia się Beskidów. Rzecz wymaga jeszcze dogłębnego zbadania, na które prywatni badacze nie mają środków. 

I na koniec najciekawsza zagadka – w jednym z pięciu kręgów agroznaku nr 1 źdźbła zboża były ułożone w kształcie greckiej litery φ – czyli phi albo fi. W matematyce istnieje liczba φ, której wartość wynosi w przybliżeniu 1,618… Nie będę się rozpisywał na temat dziwnych właściwości tej liczby – zainteresowanych odsyłam do literatury...

czwartek, 9 lipca 2015

Kamienne kule w Polsce (2)


Sprawa ma jednak swój ciąg dalszy.

W dniu 8.VII.2015 roku, wraz z geologiem - mgr inż. Stanisławem Bednarzem przedsięwziąłem podróż uczoną do odkrywki w korycie strumienia Targoszówka, w okolicy II mostu na drodze z Kukowa do Targoszowa. Wyruszyliśmy wcześnie, bo zapowiadała się frontowa burza, która nadciągała z zachodu. Ale u nas było jeszcze w miarę pogodnie. Na niebie świecił księżyc, kiedy o godzinie 04:45 wyruszyłem z domu wraz z Panem Bednarzem do geologicznej odkrywki w okolicy Targoszowa – 36 km na NW od Jordanowa. Jadąc do Suchej Beskidzkiej widzieliśmy wciąż pogodne niebo, ale po wyjeździe z Suchej nad Beskidem Małym ujrzeliśmy piętrzące się dziko ciemne chmurzyska, a kiedy dojechaliśmy do Kukowa, ciemnoszary granat chmur przecięła pierwsza błyskawica. Dojechaliśmy do odkrywki i wtedy zaczęło regularnie grzmieć, a jednocześnie zapadała coraz gęstsza, hucząca gromami ciemność.

Szybko zeskakujemy na dno Targoszówki w miejscu odległym o parę metrów od poprzedniego miejsca, które eksplorowałem. Pan Bednarz pokazuje mi warstwę, o której mówił. Rzeczywiście jest to zlepieniec warstw istebniańskich, w którym jak rodzynki w cieście tkwią konkrecje. Nie są duże – co najwyżej kilka centymetrów. Ale wokół można zobaczyć charakterystyczne odłupy półkuliste z piaskowca, co oznacza, że większe kule tutaj były, tylko zniszczyła je erozja, a inne nadal są w górotworze.







Druga odkrywka w potoku Targoszówka. Skały, które je tworzą pochodzą z początków Paleogenu - Paleocenu (66-56 MA temu)

W strumieniu znajdują się inne kulistopodobne twory i to o dużej średnicy – na oko do 3-4 m średnicy! A zatem jeszcze raz potwierdza się to, że jesteśmy na właściwym miejscu i obraz odkrywki w potoku Targoszówka jest niemal identyczny z tym, co widzieliśmy w klokoczowskim kamieniołomie na Kysucach na Słowacji. Tylko ze tam działali ludzie w a naszym przypadku – siły Natury. Niszczący efekt jest podobny. Możemy sobie tylko wyobrazić, jaki jest destrukcyjny wpływ rozpędzonej masy wody, która jest w stanie przenosić i obracać wielotonowe bloki skalne i rzucać nimi jak piłeczkami w korycie potoku!

Niestety, na tym musimy poprzestać. Robi się coraz ciemniej, a w powietrzu pojawiają się pierwsze krople deszczu. Szybko wracamy do samochodu i kiedy otwieram drzwi na głowy runęła nam kaskada wody! W kilka sekund jesteśmy całkiem mokrzy. Jednocześnie uderza w nas potężna fala wiatru. Potężne smreki miotane wiatrem wyglądają, jakby miały zaraz paść… Trzeba uciekać, bo zaraz mogą polecieć na nas drzewa!

Z ulgą zatrzaskuję drzwi, zapinam pas i odpalam silnik. Wycofuję mojego Caspera na drogę i… z przerażeniem stwierdzam, że drogi nie ma. Wokół nas jest szara, hucząca wiatrem i piorunami przestrzeń. Niesiony wiatrem deszcz jest tak intensywny, że wycieraczki nie nadążają ze zbieraniem wody z przedniej szyby. Temperatura spada z +24°C do +17°C.

Jedziemy powoli w kierunku Kukowa. Przez zalewane deszczem szyby mało co widać, więc wleczemy się jakieś 30 km/h, dopiero na Trakcie Suskim przyciskam gaz i stwierdzam, że deszcz słabnie. Wlokąc się wjeżdżamy do Suchej Beskidzkiej, gdzie na głównej ulicy leży potężna akacja. Objeżdżamy ją i po drodze widzimy pourywane konary innych drzew.

Na DK 28 pomiędzy Suchą a Makowem Podhalańskim zatrzymuje nas korek. Przez CB-radio dowiadujemy się, że koło Drewdomu powalone drzewo zatrzymało ruch, zaś dwa inne zatarasowały drogę w innych miejscach, więc przychodzi nam czekać jakieś pół godziny. Przez radio dowiadujemy się, że strażacy pracują już na miejscu. Czekając słuchamy także JEDYNKI i RADIA PLUS, gdzie mówią o przechodzących nawałnicach i trąbach powietrznych, które dały się we znaki na Opolszczyźnie, Ślasku i Wielkopolsce. Ponoć 4000 miejscowości jest bez prądu, a spadające drzewo zabiło kierowcę… 1000 razy wzywano Straż Pożarną do interwencji, w tym 700 razy w Małopolsce. To coś mówi o skali kataklizmu.










Efekty nawałnicy, która przeszła nad Beskidami

Tymczasem deszcz powoli ustaje i robi się jaśniej. Burza odchodzi w kierunku Jordanowa i Rabki… Zator zlikwidowano, więc ruszamy dalej. Po drodze obserwujemy mgły wiszące na szczytach gór – niezawodny znak dalszych opadów. Wszędzie widać ślady przejścia silnego wiatru: połamane gałęzie, zerwane liście, pozrywane i połamane reklamy… Na szczęście nie widzimy zerwanych dachów czy zrujnowanych budynków.

W Jordanowie jesteśmy o 07:00. Na Plantach widzimy połamane wierzby ozdobne – potężne uderzenia wiatru zerwały im wierzchołki. Podobnie okaleczona została wierzba koło Biblioteki Publicznej. U mojej siostry wiatr złamał sumaka octowca. Poza tym większych strat nie było.

W południe mamy znów upał – temperatura podskakuje do +31,5°C, wilgotność spada do 53%, ale ciśnienie oscyluje z częstotliwością 1 hPa/2 h, wokół wartości 1005 hPa. Spadło ogółem 12,48 l/m²„Tylko” albo „aż”, dla letników – „aż”, dla rolników, leśników, plantatorów i grzybiarzy – „tylko”. A przydałoby się tego deszczu tak dwa-trzy razy więcej… I na tym przygoda się skończyła.

Podsumowując – kamienne kule nie są żadnym pozaziemskim ewenementem, a normalnym zjawiskiem ziemskiego pochodzenia i wytworem Natury. Występują w twardych piaskowcach i zlepieńcach magurskich, które z kolei występują w Beskidzie Śląskim i Małym. Najwidoczniej taka jest ich właściwość, że wytwarzają kuliste konkrecje o średnicy nawet do kilku metrów średnicy, które wzbudzają (i słusznie) ludzki podziw.


Jestem winien Czytelnikowi ostrzeżenie: gdyby ktoś chciał poszukać tych kul w korytach górskich potoków, to musi uważać na warunki pogodowe. Czasami krótki burzowy „norymny” opad może zamienić te ciurkające strumyki w mordercze potoki wody, które rwą niepowstrzymanie w dół stwarzając niebezpieczeństwo dla wszystkiego, co żyje. Tak było kilka lat temu w Makowie Podhalańskim, gdzie w ciągu kilku minut wody z czterech ciurkających strumieni zalały miasto niemal dwumetrową warstwą wody! Szybkość z jaką to się stało jest zdumiewająca bo nawet szczury się potopiły! Nie zdążyły uciec przed tym meteorologicznym Armagedonem! A zatem – trzeba uważać. 

środa, 8 lipca 2015

Kamienne kule w Polsce (1)



Kamienna kula w potoku Targoszówka (foto - A. Kośmider)


Ten materiał powstał w nawiązaniu do wcześniejszego raportu na temat kamiennych kul na terytorium Słowacji i Republiki Czeskiej, zamieszczonego na stronie - http://wszechocean.blogspot.com/2015/03/kule-dyski-skay-1.html i dalsze. wniosek końcowy był niezbyt optymistyczny, aliści czas pokazał, że się myliłem i kamienne kule występują także na terytorium Polski, a dokładniej na terenie Beskidu Małego.

Wszystko zaczęło się w dniu 19.VI.2015 roku, od emaila, który napłynął od Pana Adama Kośmidera, w którym napisał on tak:

Witam. Myślę, że to Pana zainteresuje. Wygląda na naturalną formację (nie jest idealną kulą), ale jest dość dziwna, jak i skały dookoła niej. Lokalizacja: powiat suski, gmina Stryszawa, przy drodze z miejscowości Kuków do Targoszowa, za drugim mostem, 50 m po prawej stronie w korycie potoku Targoszówka. W razie zainteresowania tematem mogę udzielić informacji. 

I dalej numer telefonu.

Mapka terenu występowania kamiennych kul w Beskidzie Małym

Drugi email od Pana Kośmidera, z dnia 30.VI.2015 roku zawiadamiał mnie, że znajduje się tam także druga kula w odległości 5 m od tej pierwszej, większej. Sprawa bardzo mnie zainteresowała, więc w dniu 4.VII.2015 roku zdecydowałem się pojechać i obejrzeć rzecz in situ.

Dzień jest cudowny, idealny na takie wyprawy i podróże uczone – bezchmurne niebo, jaskrawe słońce, przejrzysta aeria – jakby napisał to x. Staszic. Widzialność jest nieograniczona, a nad zachodnim horyzontem wisi już nadgryziony Księżyc. 

Wyruszyłem o szóstej rano i szybko znalazłem się na miejscu, od którego – jak się okazało – dzieliło mnie tylko 36 km. I rzeczywiście, drugi drewniany most na Targoszówce – wybudowany jeszcze w 1940 roku – przerzucony jest przez bystry potok, na szczęście znajdujący się w tzw. niżówce, co pozwalało rzucić okiem na jego kamieniste dno. Robię pomiary przy pomocy nawigacji GPS – znajduję się na 49°45’15” N - 019°27’35” E i na 496 ± 5 m n.p.m. W lesie, który mnie otacza, temperatura jest niższa, niż w Jordanowie. Kiedy wyjeżdżałem było +13°C, tutaj jest tylko +9°C i od wody ciągnie lodowaty chłód…








Widok spod drugiego mostu na Targoszówce w obu kierunkach

Stromą ścieżką schodzę pod most i rozglądam się pilnie. Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to ciemne, czerwono-brązowe kęsy piaskowca istebniańskiego – dokładnie takie jak w Klokočovie na słowackich Kysucach, a zatem jestem na właściwym miejscu. Zastanawiam się przez moment, dokąd skierować swe kroki, w końcu decyduję się pójść w górę strumienia. Dobry wybór, po przejściu półsta metrów ostrożnie przedzierając się przez nabrzeżne krzaki i uważając by nie poranić gołych rąk i nóg, dostrzegam wreszcie pierwszą kulę. Jest niezbyt regularna – przypomina bardziej jajo – ale kształt jest regularny i jajo to jest ostro i wyraźnie oddzielone od reszty górotworu.













Uroczysko Targoszówka i kamienne kule oraz inne formy skalne wymyte wodami tego potoku

Druga kula jest nieco mniejsza, ale za to bardziej regularna. Znajduje się ok. 5 m wyżej od większej kuli. Obie znajdują się na uroczysku skalnych obłomów i głazów z brązowawego piaskowca istebniańskiego. Szybko robię zdjęcia i trzęsąc się z zimna wracam do samochodu, a po paru minutach jadę na południe…

Po powrocie do domu spotykam się z mgr inż. geologiem Stanisławem Bednarzem, który pokazuje mi inne kamienne jajo, które znalazł w okolicach Targoszowa. Twierdzi on, że w okolicach tej miejscowości, w jednym ze strumieni znajduje się cała warstwa skalna, w której tkwi kilkadziesiąt kamiennych kul o różnej wielkości. Jest to typowy przykład powstania odkrywki warstw piaskowców istebniańskich, w których znajdują się konkrecje kuliste (czasami o średnicy do 5 m!) i dodaje, że rzecz jest znana geologom od dawna. Na prawdziwość swoich słów podaje mi kilka adresów do stron internetowych poświęconych Beskidowi Małemu i jego geologii.












Głazy Uroczyska Targoszówka i tajemnicze "runy" na jednym z nich

A zatem legenda padła, z czego bardzo się cieszę! Nie ma żadnych kosmicznych przyczyn powstania tych dziwnych tworów, ale jest tylko fenomen przyrody nieożywionej…   


Opinie z KKK


Od początku optowano za taką genezą wszelkich kul, ale problem zasadzał się na generalnie dwóch rzeczach: pozornie niezwykłej, także w wymiarze symetrycznosci, geometrii kul; oraz na tym, że nie chciano generalizować. Ostatni punkt to akurat rzecz niezbywalna, bowiem na przestrzeni dziejów nie raz przywoływano w rękodzielnictwie bryłę kuli, a zatem od przypadku do przypadku trzeba taką generalizacje rozbijać.

Geoida trzymana w ręku przez p. Bednarza jest przypadkiem formacji nie wymagającej szczególnych pokładów imaginacji. Osobiście znajdywałem podobne, mogę spokojnie uznać, że natura tworzy takie coś bez większego problemu. Pozostałe kule przedstawione na zdjęciach noszą znamiona naturalnego występowania - wkomponowanie w otoczenie skalne, odłupania, zasadzenie w podobnym materiale, bezprecedensowość wystąpienia w danym materiale. Polskie kule zatem to dzieło fortuny - i w przypadku ludzi, i w przypadku natury. (Smok Ogniotrwały)     


Mgr inż. Stanisław Bednarz i kamienna kula z drugiej odkrywki w rejonie Targoszowa


CDN.