Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morskie potwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morskie potwory. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 stycznia 2018

Morskie potwory znalezione na brzegach



Wszechocean to najbardziej zagadkowe miejsce na naszej planecie. Pokrywa on 70% powierzchni Ziemi i ogromne jego przestrzenie nie są w pełni zbadane. Prawdę powiedziawszy, została zbadana jego mała część – wszystkiego jakieś 5%. Nie ma się zatem co dziwić temu, że wyrzuca on na brzegi ze swych głębin stworzenia nie podobne do żadnych nam znanych. Potwory często obrastają plotkami i domysłami, chociaż zawsze jest jakieś logiczne, naukowe wyjaśnienie. I teraz spróbujemy znaleźć wyjaśnienie co do niektórych potworów, które morze wyrzuciło na brzeg.



1.      Wielkogębowy rekin

W styczniu 2002 roku, filipińscy rybacy zostali przestraszeni, kiedy znaleźli niezwykłe stworzenie długie na 4 m na brzegu oceanu. Dziwne stworzenie okazało się być rekinem wielko gębowym – Megachasma pelagios – głębokowodnym, długo żyjącym nawet do 100 lat, ale bardzo rzadko spotykanym. Gatunek ten został odkryty dopiero w 1974 roku, kiedy jeden taki rekin zaczepił się o kotwicę okrętu wojennego na Hawajach. Do sierpnia 2015 roku znaleziono łącznie 102 osobniki tego gatunku, z których nieliczne zdołano naukowo przebadać. O anatomii, zachowaniu i rozmnażaniu tego rekina wiadomo bardzo niewiele. Ogólnie rzecz biorąc, jest to zagadkowy potwór z morskich głębin.



2.     Wielorybie bliźnięta syjamskie

W styczniu 2015 roku, meksykańscy rybacy zetknęli się z niewidzianym nigdy fenomenem. Znaleźli oni w pacyficznych przybrzeżnych wodach Meksyku dwa martwe wieloryby z gatunku pływacz albo wal szary – Eschrichitus robustus – połączone w jeden organizm. Te wielorybie syjamskie bliźniaki miały dwie głowy, dwa ogony, a połączone były w rejonie brzucha. Niestety, znaleziono je już martwe. Sądząc wedle rozmiarów, samica nie donosiła ich i wielorybki urodziły się za wcześnie.

[Tak nawiasem mówiąc, to być może coś takiego stanowi mutację poradiacyjną powstałą wskutek napromieniowania po katastrofie w Daiichi-Fukushima 1 EJ. Wieloryby te występują tylko przy północnych brzegach Pacyfiku, a zatem na akwenach szczególnie skażonych przez uszkodzone reaktory tejże elektrowni – uwaga tłum.]



3.     Opancerzony morski Robin

Rybacy z Australii znaleźli na brzegu niezwykłą rybę, która miała łapy i pancerz. Morscy biolodzy zrazu stwierdzili, że była to ryba-zagadka – opancerzony morski Robin – Bellator brachychir.  Wiadomo także, że ten opancerzony morski bellator zalicza się do rzadkich gatunków ryb, zamieszkujących tylko głębokie tropikalne wody i bardzo rzadko pokazujących się powyżej 200 m głębokości. W odróżnieniu od innych ryb ma on nogi, które ryba ta wykorzystuje do przemieszczania się po dnie oceanu.



4.     Potwór z Sachalinu

Te zwłoki niepojętego potwora morskiego dwakroć dłuższego od wzrostu człowieka morze wyrzuciło na brzeg w czerwcu 2015 roku, na północy wyspy Sachalin, w rejonie miasta Szachtiersk. Morda z dziobem, dziwna sierść na ogonie, może to jakiś dinozaur. Uczeni z Sachalińskiego Instytutu Gospodarki Rybnej i Oceanografii szybko rozpoznali potwora. Okazało się, że był to dziobogłowiec północny – Berardius bairdii – duży przedstawiciel waleniowatych. Zamieszkują one Morze Ochockie i Japońskie. Jest to doskonale znany ssak morski, a jego sierść to były tylko wodorosty.



5.     Potwór z East River

Zwłoki nieznanego zwierzęcia zostały znalezione w lipcu 2012 roku na brzegu East River pod Brooklyńskim Mostem. Określić gatunku tego stworzenia nie był w stanie żaden zoolog, a trupa szybko zabrała i zutylizowała nowojorska służba oczyszczania miasta. pozostają nam tylko domysły, co to za Chupacabrę wyrzuciła rzeka.

[Osobiście mnie to stworzenie kojarzy się z Diabłem z Devonshire, który narobił tam tyle paniki w połowie XIX wieku. Szkoda, że nie przebadano dokładnie zwłok tej istoty – być może byśmy definitywnie wyjaśnili wreszcie tą zagadkę, która męczy zoologów i łowców sensacji od 1855 roku! – uwaga tłum.]



6.    Niebieski smok

Szokujący swym wyglądem morski ślimak niebieski smok - Glaucus atlanticus został znaleziony na brzegach Australii, w listopadzie 2012 roku. Zazwyczaj mięczaki tego gatunku nie zamieszkują w pobliżu brzegów, ale ten najwidoczniej zapędził się za daleko za swoim pożywieniem. Kapią się one z niektórymi gatunkami meduz, przy czym są niewrażliwe na ich jadowite komórki parzydełkowe – i na odwrót – one je zjadają. I co więcej – zostawiają dla siebie komórki parzydełkowa te, które służą im do obrony. Niebieskie smoki są jadowite i boleśnie żądlą, tak że nie należy ich brać do rąk, ale za to są piękne.



7.     Potwór z Macquarie Lake

Dziwna, przerażająca ryba-wielorybia została znaleziona w marcu 2016 roku na brzegu spokojnego jeziora Macquarie Lake w Nowej Południowej Walii (Australia). Jej zdjęcie ukazało się w Internecie. Zaczęła się tam burzliwa dyskusja nad tym, co to za dziwna krzyżówka krokodyla z delfinem? Jednakże nie ma tu żadnej zagadki. Jest to zwyczajny murenoszczuk indochiński – Muraenesox cinereus. Tylko że nie wiadomo, jak on znalazł się w australijskim jeziorze, wszak jego miejsce zamieszkiwania są tropikalne i subtropikalne akweny Oceanu Spokojnego i Indyjskiego. Można je spotkać u brzegów Australii, ale na dużych głębokościach. Ryba ta może dorastać do 2,5 m długości.



8.    Wstęgor królewski

W 2013 roku na kalifornijską plażę morze wyrzuciło nie jedną, ale dwie wielkie ryby z gatunku wstęgor królewski – Regalecus glesne. Ludzie się zaniepokoili, czy nie jest to czasami oznaka nadchodzącego trzęsienia ziemi? Przecież te morskie stworzenia są głębokowodne i zamieszkują one wody poniżej 900 m głębokości. Oto właśnie dlatego ludzie rzadko je widują. Jedna z tych wyrzuconych na brzeg ryb mierzyła 5,5 m długości i potrzeba było 15 ludzi, by ją podnieść z piasku plaży. Biolodzy morscy twierdzą, że te morskie giganty, które nie są najlepszymi pływakami, mogą być przywleczone do brzegów przez silne prądy morskie. One zgubiły się i nie mogły wyjść z niosącego je prądu, by wrócić z powrotem w głębiny morza. A wstęgorem królewskim tą rybę nazwano z dwóch przyczyn – a mianowicie: spotykano ją często w ławicach śledzi i na jej głowie znajduje się coś jakby korona, utworzona przez pierwsze promienie płetwy grzbietowej.



9.    Potwór z Folly Beach

Na amerykańskiej plaży w Folly Beach, SC, w 2012 roku morze wyrzuciło niezwykłego morskiego potwora o gigantycznych rozmiarach i z masywnymi kostnymi płytkami po bokach, jak u dinozaurów. Ludzie zaczęli zastanawiać się, co to być mogło. A prawda była taka: to nie był żaden potwór, a zwyczajny duży atlantycki jesiotr – Acipenser oxyrinchus, który nabrał tak niezwykłej barwy podgrzawszy się na spiekocie słonecznej. Właśnie dlatego ten jesiotr stał się tak podobny do jakiegoś potwora. Wywodzi on swój rodowód od osobników, które żyły miliony lat temu i może dorastać do 5 m długości i osiągać 250 kg wagi.



10.Panamski potwór

Stworzenie z Panamy, które nazywają także „panamskim potworem”, „potworem z niebieskiego potoku” albo „postrachem z niebieskich wzgórz” zostało znalezione i zabite przez panamskich podrostków we wrześniu 2009 roku. Znalezione zostało na brzegu rzeki. Według opowiadania świadków, złapało ono jednego z nich w wodzie za nogę, poczym oni się przestraszyli i zatłukli je kamieniami. Zdjęcie pokazała miejscowa stacja TV i historia miała szeroki rozgłos. Hipotez było wiele: a to, że to jakiś Kosmita; a to, że to jakiś leniwiec. Uczeni przeprowadzili autopsję zwłok i oświadczyli, że było to ciało samca leniwca, który wskutek podwodnego rozkładu stracił owłosienie...



11.   Potwór z plaży Bonvil Beach

W marcu 2016 roku, na plaży Bonvil Beach miasta Acapulco w Meksyku znaleziono 4-metrowego potwora. Nieznae martwe zwierzę nie było do czegoś podobne i nawet uczeni wedle jego wyglądu nie byli w stanie zidentyfikować jego gatunku. Stworzenie to zostało wyrzucone na brzeg przez silny prąd, potem trochę poleżało na słońcu i padło. Istnieje przypuszczenie, że jest to gigantyczny zmutowany kalmar albo ośmiornica.

[Jeżeli jest to prawda, to byłby to kolejny radiogenny mutant powstały z napromieniowanego materiału genetycznego kalmara czy ośmiornicy po katastrofie w Daiichi-Fukushima 1 EJ, albo wskutek ulotu do środowiska oceanicznego radioaktywnych substancji po amerykańskich i francuskich testach nuklearnych na rajskich atolach Pacyfiku – uwaga tłum.]



12. Mutant z Japonii

W Japonii na brzegu oceanu spacerujący po plaży ludzie znaleźli dziwne, martwe stworzenie, bardzo podobne do węża, ale mające wąsy jak sum i pyskiem przypominającym smoka. Na miejsc e przybyli od razu japońscy eksperci i profesorowie. Stworzenie mierzyło ok. 10 m długości. Do tego wydarzenia, oni nic o nim nie wiedzieli. Być może, że ten potwór jest mutantem, który pojawił się w rezultacie zmian klimatycznych i zanieczyszczenia środowiska. Uczeni będą dalej badać tego stwora w warunkach laboratoryjnych.

[Osobiście też jestem tego samego zdania, zważywszy skażenia wód Pacyfiku odpadami chemicznymi, ściekami przemysłowymi, radioaktywnymi substancjami i nade wszystko toksycznymi plastykami, które na pewno mają wpływ na zamieszkujące tam zwierzęta i rośliny – uwaga tłum.]

Tak jak stan środowiska naszej planety się pogarsza, to my jeszcze niejeden raz usłyszymy o jakichś strasznych potworach, które będą znajdować w wielu zakątkach naszej planety, a uczeni będą wyjaśniać, do jakiego gatunku one należą.


Opinie z KKK


Życie nie zna granic, zawsze wszędzie da sobie radę z nami czy bez nas, wymaga to czasu i wielu prób ewolucyjnych, te potwory to pewnie takie próby w poszukiwaniu doskonałości, nie zawsze udane. A może to po prostu błędy genetyczne, które właśnie pchają życie do przodu??? (K A ZE K)

Życie zawsze znajdzie sposób. Być może w głębinach znajdują się takie formy życia, które nie istnieją na Ziemi od miliardów lat? Coś jak Świat Zaginiony tylko pod kilometrami wody, w niskiej temperaturze i bez dopływu światła. Takie istoty znamy z miejsc koło kominów hydrotermalnych, a co jest na reszcie dna oceanu poza bułami polimetalicznymi??? (Daniel Laskowski)



Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

środa, 27 września 2017

Potwory i katastrofy

Morze - odwieczna tajemnica...

Ostatnio media bombardują nas dziwnymi wieściami na temat nieznanych zwierząt, które znaleziono lub złowiono w morskich głębinach. Niektóre z nich, to prawdziwe potwory, o których wspominają legendy i gadki marynarzy i rybaków. A oto doniesienia z ostatnich dni:



Huragan wyrzucił na brzeg tajemnicze stworzenie.
Naukowcy próbują odgadnąć, co to jest

Pewna Amerykanka spacerując po plaży w Teksasie natknęła się na tajemnicze stworzenie. Kobieta sfotografowała je i zamieściła w sieci zdjęcia z pytaniem „co to do diabła jest?”
Preeti Desai z National Audobon Society spacerowała plażą w Teksasie, gdy ujrzała olbrzyma leżącego na brzegu. Odwaga zwyciężyła ze strachem i kobieta zdecydowała się podejść do znaleziska. Początkowo zaczęła je ściskać i przewracać, jednak nie potrafiła rozpoznać gatunku. Z prośbą o pomoc zwróciła się do internautów.
Zdjęciem zainteresował się jeden z biologów Keeneth Tigh, który uważa, że potwór ten może być węgorzem z gatunku Aplatophis chauliodus. Stworzenia te często występują na głębokości od 30 do 90 metrów i mogą mierzyć nawet do 85 centymetrów.
Naukowcy twierdzą, że zwierzę prawdopodobnie zostało wyrzucone na brzeg przez huragan HARVEY, który kilkanaście dni temu przeszedł przez Teksas.


Na dalekim wschodzie Rosji złowiono rybę jak z horrorów.
Ważyła ponad tonę

Grupa rosyjskich rybaków z obwodu sachalińskiego pochwaliła się fotografiami monstrualnej ryby. Przyznają, że czegoś takiego jeszcze nie widzieli.
W sobotę 9 września grupa rybaków wyciągnęła na brzeg gigantyczną rybę z rodziny samogłowowatych (Mola mola). Wyłowiony z Oceanu Spokojnego stwór ważył 1100 kilogramów i prezentował się wprost upiornie. Można to ocenić dzięki fotografiom wykonanym przez lokalnych dziennikarzy, zawiadomionych o niezwykłym połowie. Ryba przypominająca wytwór sennych koszmarów zaplątała się w sieci kutra opływającego wyspę Iturup w archipelagu Kuryli. Samogłów, który w regionie uważany jest za prawdziwy przysmak, nie przeżył jednak podróży do portu. Po 3 dniach gnijące mięso wyrzucono na portowe wysypisko śmieci, gdzie rybne odpady wyjadają dzikie zwierzęta, także niedźwiedzie.
– Odkąd sięgam pamięcią, nigdy nie widziałem tu czegoś takiego. Z dużych stworzeń trafiały nam się delfiny, osiągające 1,5 metra, ale takiej ryby, ważącej ponad tonę, nigdy tu nie było – opowiadał portalowi sakhalin.info rybak Artur Balkarow. Samogłowy występują w niemal wszystkich morzach i oceanach strefy ciepłej i umiarkowanej. To ryby o najcięższych kościach. Handel ich mięsem jest zakazany w Unii Europejskiej i niektórych krajach Azji Wschodniej.


Głębinowy rybak pokazuje zdjęcia swoich zdobyczy.
Niezwykłe stworzenia przerażają

Roman Fedorcow, rosyjski rybak głębinowy, mieszka w Murmańsku. Pływając po wodach Oceanu Arktycznego, zamieszcza w sieci zdjęcia stworzeń, które udaje mu się złowić. Oto niektóre z dziwacznych i przerażających stworzeń, jakie można spotkać w głębinach. Po więcej zdjęć zapraszamy na Twittera Fedorcowa: https://twitter.com/rfedortsov.  













Gigantyczny, 700-kilogramowy gad wyrzucony na plażę.
Gapowicze oniemieli

Na plażę w hiszpańskim mieście Calella, niedaleko Barcelony, morze wyrzuciło gigantycznego dwumetrowego żółwia. Martwe zwierze ważyło aż 700 kg i do jego przetransportowania z plaży władze musiały użyć dźwigu i koparki.
Eksperci poinformowali, że żółw należy do gatunku skórzastych (Dermochelys Coriacea). Jest to gatunek gada z podrzędu żółwi skrytoszyjnych oraz jedyny współcześnie żyjący przedstawiciel rodziny żółwi skórzastych. To największy żyjący żółw oraz jeden z największych i najcięższych współcześnie żyjących gadów - większe rozmiary od niego osiągają tylko niektóre krokodyle. Tego typu bliskie spotkanie z olbrzymim żółwiem w basenie Morza Śródziemnego należy do rzadkości. Eksperci wskazują, że w ciągu ostatnich 2 tysięcy lat źródła naukowe opisują jedynie dziesięć tego typu przypadków. Zwierzęta te preferują wody tropikalne i subtropikalne i zwykle spotykana są w Ameryce Południowej. Żółwie skórzaste całe życie spędzają w morzu. Mają delikatne szczęki, więc żywią się miękkimi zwierzętami jak meduzy, skorupiaki, mięczaki, małe ryby oraz wodorostami morskimi. Największy znany okaz („żółw z Harlech”) ważył 916 kg.


To jest właśnie to, o czym pisałem już wcześniej w kontekście innej straszliwej katastrofy – mowa o megatsunami, które w dniu 26.XII.2004 roku uderzyło w brzegi Oceanu Indyjskiego - http://wszechocean.blogspot.com/2017/03/co-sie-dzieje-w-gebinach.html. Na brzegi Indyka woda wyrzuciła egzemplarze wielu rzadkich gatunków zwierząt głębinowych, o których nauka wie niewiele lub zgoła nic… A przecież są to drobne zwierzęta.

Co je wygnało na powierzchnię morza? To oczywiste – potężne fale tsunami, które zmyły brzegi Indyka. Do tego należy dodać erupcje wulkaniczne, erupcje pokładów klatratów metanowych, jądrowe i termojądrowe testy, skażenie chemiczne środowiska, rejsy atomowych okrętów podwodnych, poszukiwania ropy naftowej i minerałów oraz wiele innych przyczyn.

No bo weźmy na przykład takiego Megalodona. Ponoć wyginął jakieś 2-20 mln lat temu i nie ma po nim już żadnego przedstawiciela tego gatunku. No, być może. Nie ma ich w strefie fotycznej Wszechoceanu, a co ze strefą eufotyczną? Co ze strefą hadalną? Tego po prostu NIE WIEMY… A Megalodony mogłyby istnieć – jak zakłada to amerykański pisarz Steve Auten w powieści „Meg” – w rowach oceanicznych, na głębokościach poniżej 4-5 tys. metrów. Pisałem o tym już na blogu KKK – zob. :  http://wszechocean.blogspot.com/2014/10/megalodon-postrach-wszechoceanu-istnieje.html, http://wszechocean.blogspot.com/2012/04/megalodon-postrach-wszechoceanu.html, http://wszechocean.blogspot.com/2011/10/czy-istnieje-gigantyczny-rekin.html.    

Kraken. Do dziś dnia nie wiadomo, czy kiedykolwiek istniał, ale ludzie morza wiedzą swoje. I znowu – Krakeny mogłyby istnieć we wszechoceanicznych głębiach na głębokościach 6000 m i niżej. Temperatury i ciśnienia tam panujące akurat nie miałyby wpływu na ich życie. Jaka jest możliwość wykrycia takiego stwora? Bardzo mała, ale wyższa od zera. Dokładniej opisałem to na stronie - http://wszechocean.blogspot.com/2017/09/antarktyczny-kraken.html i http://wszechocean.blogspot.com/2015/04/globalny-kraken.html.   

Wszechocean jest jeszcze mało zbadany i żaden nieznany stwór w nim zamieszkujący nie powinien nas dziwić. W pewnym aspekcie jest to kapsuła czasu przechowująca stworzenia z dalekich okresów geologicznych – np. latimeria – Latimeria chalumnae, która przetrwała w Oceanie Indyjskim od Dewonu, a które to ryby trzonopłetwe uważano za wymarłe od 60 mln lat. Jeszcze większą osobliwością są skrzypłocze - Limulidae, które są rówieśnikami trylobitów i powstały w środkowym Sylurze – 425 mln lat temu i dożyły do dnia dzisiejszego.

A takie meduzy – Medusozoa istnieją już 600 mln lat i jak widać, żadne wielkie wymierania i inne kataklizmy im nie zaszkodziły! A zatem dlaczego nie znalazłby się we Wszechoceanie potwór na miarę Megalogona czy Krakena…??? Trzeba tylko przełamać standardy i uprzedzenia, a na pewno je znajdziemy.


Tylko trzeba chcieć. 

Zdjęcia - MSN  

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

CE z morskimi, wężowatymi UMA…


Rekonstrukcja plezjozaura w DinoParku w Rybniku (Internet)



Wadim Ilin



…czyli po prostu z wężami morskimi. Relacje o wężach morskich zaczęły się pojawiać w prasie w połowie XIX wieku. Informacje o Bliskich Spotkaniach z tymi UMA pojawiają się także w naszych czasach, przy czym sądząc po wszystkiemu, te gigantyczne morskie kryptydy zamieszkują wszystkie akweny Wszechoceanu.



Potwory w wodach Nowej Szkocji



Jedno z pierwszych spotkań z tymi dziwnymi stworzeniami – znanymi w kryptozoologicznym światku jako UMA – miało miejsce w okolicach Nowej Szkocji (południowy-wschód Kanady) w 1845 roku, kiedy to rybacy John Bockner i James Wilson ujrzeli 30-metrowego „węża morskiego” w zatoce St. Margaret. Opowiedzieli o tym wydarzeniu swojemu pastorowi, wielebnemu Johnowi Ambrose’owi, który także osobiście spotkał się z takim potworem.



A w roku 1855, ludzie na brzegach zatoki Green Harbor z przerażeniem obserwowali, jak „coś dziwnego, podługowatego, co wykonuje faliste, wężowe ruchy” prześladowało łódki miejscowych rybaków. Opis tych wydarzeń zrobiony w oparciu o słowa naocznych świadków zamieścił jeden z numerów amerykańskiego dziennika „Ballou’s” wychodzącego w XIX wieku:



Zaraz po tym, co się zdarzyło, zobaczono głowę zwierzęcia, a za nią jakieś wypuczenie podobne do garbu uwieńczonego masą poskręcanych i zwisających ku dołowi długich i skołtunionych włosów, przypominających końską grzywę. Dalej zwijały się i rozwijały pierścienie długiego na jakieś 12 – 15 m ogromnego  ciała monstra. Te falujące ruchy przebiegały w płaszczyźnie poziomej, przy czym pierścienie przebiegały od głowy do ogona i pozostawiały na lustrzanej gładzi morza ślad podobny do kilwateru i śruby parostatku.



Kiedy UMA przybliżyło się do brzegu, rozległ się syk jak od strumienia uchodzącej z kotła pary czy powietrza, który dobiegał z wnętrza zwierzęcia. Można było zobaczyć jego lśniące zęby, łuki brwiowe nad połyskującymi złowrogo oczami, ciemnoniebieską lśniącą metalicznie łuskę na głowie i na grzbiecie, a brudnożółtą na stronie brzusznej. Głowa potwora była długa na co najmniej dwa metry.



I wreszcie przestał interesować się rybakami, a oni przerażeni nie na żarty szczęśliwie dopłynęli do brzegu.



Kolejne spotkanie z UMA miało miejsce w 1883 roku. Sześciu żołnierzy łowiło ryby w zatoce Mahoney Bay zauważyło nieopodal nich ogromnego węża – z wody wystawała dwumetrowa, jak w przypadku rybaków z Green Harbor głowa potwora. Szyja stworzenia była gruba jak pień potężnego drzewa, miała kolor ciemnobrązowy czy nawet czarny z nieregularnie rozmieszczonymi na skórze białymi paskami. Reszty jego ciała rybacy nie widzieli, ale sądzili, że długość tego UMA wynosiła co najmniej 25 m.



„Krowia głowa bez rogów i uszu…”



Jedno z najbardziej dokładnie opisanych i udokumentowanych CE z wężokształtnym UMA miało miejsce latem 1905 roku (wg innych źródeł miało to miejsce w dniu 7 grudnia 1905 r., o godzinie 10:15 BRT – zob: http://www.strangemag.com/definitiveseaserpent.html - uwaga tłum.) na Oceanie Atlantyckim u wybrzeży Paraiby – najbardziej wysuniętego na wschód stanu Brazylii. Niemal cała załoga luksusowego jachtu SY Valhalla zobaczyła duże zwierzę bardzo długą szyją i wyrostkiem na grzbiecie przypominającym pofałdowana płetwę grzbietową. Szyja wystawała z wody na 2,5 - 3 m, a całe ciało zwierzęcia było doskonale widoczne pod powierzchnią wody. W składzie załogi znajdowali się dwaj doświadczeni naturaliści – Michael J. Nicoll i E. G. B. Meade-Waldo, którzy unisono oświadczyli, że nigdy czegoś takiego nie widzieli.



…Trwała Pierwsza Wojna Światowa. W dniu 23 maja 1917 roku, uzbrojony statek handlowy SS Hillary wypierający 6000 ton znajdował się u wybrzeży Islandii. Morze było spokojne, panował sztil. Naraz marynarz na oku zauważył przed dziobem, pod wodą „coś ogromnego”. Obawiając się ataku ze strony niemieckiego U-boota, kapitan statku F. W. Dean ogłosił alarm bojowy i skierował statek na zbliżenie z tym UAO. Po chwili okazało się, że to nie był żaden U-boot, ale czymś… niezwykłym?



Z odległości około 25 m, kapitan ze zdumieniem patrzał jak spod wody pokazała się „głowa podobna do krowiej, ale o wiele większa”, tylko bez rogów i uszu. „Ona była czarna, tylko na przodzie mordy widoczny był biały pas czy pasy w miejscu, gdzie bywa on także u krów”. Poza tym nad wodą na jakiś metr sterczało coś, co wyglądało jak płetwa grzbietowa. Całkowitą długość tej krypydy marynarze ocenili na 20 m, z których sześć przypadało na muskularną szyję.



I wtedy zdarzyło się coś, co było najgorszym błędem w historii żeglugi i zoologii, a mianowicie – kapitan Dean zdecydował, że jego artylerzystom nadarzyła się okazja postrzelać ćwiczebnie do celu. Wydał rozkaz oddalić się od celu na kilometr i rozkazał dać doń ognia. Na tą odległość nie sposób było chybić i pociski zabiły to UMA. Jego agonia spowodowała silne falowanie na powierzchni morza i „żywa łódź podwodna” szybko skryła się pod wodą.



„Oczy o rozmiarach spodka”



Powróćmy na południe, ku Nowej Szkocji. 5 lipca 1976 roku, Eisner Penney mieszkaniec wyspy Sable Island, zobaczył na morzu ogromne nieznane zwierzę i opowiedział o tym swoim znajomym. Oczywiście – jak zwykle w takich przypadkach – wyśmiali go, ale w ciągu kilku następnych dni jeden z nich – Keith Ross ze swym synem Rodneyem ujrzeli na własne oczy przedmiot swych niedawnych drwin.



Jego oczy był wielkie jak spodki i lśniły złowrogo czerwonym światłem – opowiadał roztrzęsiony Keith Ross – a z jego gigantycznej, szeroko otwartej paszczy sterczały groźnie dwa ogromne kły. Rozmiarami były one podobne do kłów morsa czy nawet słonia, i zwisały ku dołowi z górnej szczęki. Ten potwór podpłynął do nas za rufą łodzi całkiem blisko. A my doskonale widzieliśmy jego cielsko o długości 12 – 15 m, pokryte szarą skórą podobną do wężowej, pokrytej ogromną ilością jakichś guzków, wzgórków i przyczepionych pąkli. No i zobaczyliśmy, że ono ma ogon jak u ryby z pionową płetwą ogonową, nie taką jak u wieloryba.



Ross skierował swój kuter byle dalej od UMA, która szybko znikła we mgle (szczegóły zob. - http://www.qsl.net/w5www/sea.html).



Wyłowiony plezjozaur



W kwietniu 1977 roku, załoga japońskiego statku rybackiego MV Zuiyo Maru znajdującego się u brzegów Nowej Zelandii, wyciągnęła na powierzchnię zwłoki jakiegoś 15-metrowego UMA, który na pierwszy rzut oka prawdziwego monstrum głębin oceanicznych. Załoganci podnieśli szczątki na pokład i zrobili kilkanaście kolorowych zdjęć tego UMA, a potem – obawiając się, że rozkładająca się tusza zanieczyści złowione ryby – kapitan polecił wyrzucić padło za burtę.



Profesor Takeo Shikama, japoński kryptozoolog badający dawne zwierzęta i wykładający w Narodowym Uniwersytecie Jokohama, przejrzawszy zdjęcia oświadczył, że zwłoki te nie są zwłokami żadnego ssaka morskiego czy ryby. A z wyglądu, potwór ten przypomina plezjozaura – wodnego dinozaura zamieszkującego Wszechocean 100 MA temu. (W rzeczywistości plezjozaury zamieszkiwały Ziemię od 240 do 64,8 MA temu, czyli właściwie przez cały Mezozoik – uwaga tłum.)



Po takim sensacyjnym oświadczeniu uczonego, kilka statków skierowano do poszukiwań wyrzuconego trupa, ale nie udało się go znaleźć. Dramatyzm całej sytuacji polega na tym, że wskutek lekkomyślności jednego człowieka nauka straciła bezcenny – z jej punktu widzenia – eksponat, a którego materialna wartość była wyższa od ceny połowu wraz z całym statkiem!



To nie węże!



Na początku 1999 roku, do redakcji amerykańskiego „Fate Magazine” przyszedł list od czytelnika, który natknął się w swym archiwum na wycinek z miejscowej gazety wychodzącej w miejscowości Astoria, OR. Wycinek ten ów mężczyzna załączył do listu, bowiem mniemał, że tekst i fotografia znajdujące się w artykule mogą być ciekawe dla „Fate”.



Magazyn zamieścił ów wycinek z gazety, która wyszła w 1940 roku w swym lutowym numerze w 1999 roku. Tekst pod fotografią głosi, co następuje:



Morski potwór postawił na nogi całą miejscową społeczność.

Ilwaco, WA.



Szczątki nieznanego morskiego zwierzęcia z długimi płetwami, rozmieszczonymi po obu stronach głowy, z pięciometrowym ogonem, zostały znalezione w piątek na przylądku Long Beach. Pozostały one nierozpoznane mimo tego, że obejrzało je dziesiątki osób. Rysunek pokazuje nam, jak to nieznane zwierzę mogło wyglądać przy życiu. Jego długość powinna wynosić około 15 m, a waga około 1500 – 1800 kg. Całe ciało nieznanego zwierzęcia pokrywała gęsta szczecina.



Nie patrząc na to, że „morskie węże” na przestrzeni wieków napatoczają się ludziom przed oczy na morzach i oceanach praktycznie całego świata, jak dotąd nikt nie objaśnił, czym te stworzenia są, pomimo tego że zoolodzy spierają się o to dwa stulecia. Ale czymkolwiek by nie były te „gigantyczne wodne UMA”, to można z całą pewnością powiedzieć – to nie są węże!



Węże nie mogą pływać wznosząc głowę ponad wodę, a poza tym nie mają one ogonów podobnych do rybich.


Appendix



Potwór z Sachalinu



W sierpniu 2006 r. na wyspie Sachalin w Rosji odkryto leżące na morskim brzegu szczątki dużego drapieżnego zwierzęcia. Zwierzę miało ok. 7 m długości, tyle co dorosły okaz krokodyla, ale jego skóra nie była pokryta pancerzem tylko porośnięta sierścią szarego koloru, o włosach długich na 5 cm. Powierzchowne analizy układu kostnego i uzębienia tajemniczego zwierzęcia wykazały, że nie jest ono rybą.



- Jeden z rybaków próbował zidentyfikować znalezisko przeglądając encyklopedie. Z zaskoczeniem odkrył, że zwierzę jest najbardziej podobne do plezjozaura - stwierdził w wypowiedzi dla mediów Władimir Bedżisow, dyrektor Departamentu Kultury Obwodu Sachalińskiego.



Podobno szczątkami zajęły się rosyjskie służby i nie wiadomo gdzie przewieziono to tajemnicze znalezisko.



A może była to jakaś zwariowana krzyżówka, rezultat manipulacji genetycznych? Coś takiego chyba nikomu (na razie) nie przyszło do głowy…?

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 1/2012, ss. 30-31



Przekład z j. rosyjskiego –

Robert K. Leśniakiewicz ©


środa, 14 września 2011

Potwory w głębinach oceanów






Igor Walentinow

W roku 2008 uczeni znaleźli szczątki dawnego kaszalota. Jego długość wynosiła ponad 17 metrów. Nazwali tego potwora Lewiatanem Melville’a na cześć biblijnego Lewiatana i Hermana Melville’a – autora powieści i ogromnym wielorybie – Moby Dicku.  Media podały to tak:

Niezwykłe odkrycie - 13-metrowy drapieżny "Lewiatan"

Francuscy naukowcy odkryli w Peru szczątki prastarego, drapieżnego wieloryba. Skamieniałe kości liczą 12-13 milionów lat.

Czaszkę i szczęki wieloryba, przypominającego dzisiejsze kaszaloty, znaleziono na pustyni niedaleko wybrzeża Peru. Pomiary wskazują, że zwierzę miało około 13 metrów długości, nie było więc największym ze znanych wielorybów. Prastary kaszalot był jednak prawdopodobnie bardzo groźnym drapieżnikiem.

- Jego zęby były większe niż u innych znanych nam dzisiaj wielorybów, niektóre miały nawet 36 centymetrów długości - powiedział Polskiemu Radiu autor badań opublikowanych w prestiżowym tygodniku "Nature", Olivier Lambert z Muzeum Przyrodniczego w Paryżu. Dodał, że ów morski ssak prawdopodobnie odżywiał się innymi wodnymi zwierzętami, przede wszystkim wielorybami z grupy fiszbinowców.

Prastary gatunek otrzymał łacińską nazwę Leviathan melvillei na cześć autora traktującej o wielorybie powieści „Moby Dick”, Hermana Melville'a. (Portal WP, 1.VII.2010 r.)

W czasie długiej historii żeglugi po morzach i oceanach, napłynęło wiele świadectwo spotkaniach z ogromnymi oceanicznymi potworami. I tak np. w średniowiecznych kronikach spotyka się na oświadczenia o spotkaniach z gigantycznymi wężami morskimi, które swymi rozmiarami przewyższały statki. Dzisiaj w spotkaniach na oceanie z ogromnymi zwierzętami częściej mówi się o dinozaurach…

Rekiny pokryte… sierścią?

Tylko w XX wieku co najmniej dwudziestokrotnie morskie fale wyrzucały na brzeg szczątki nieznanych nauce zwierząt. I chociaż trudno spierać się z naocznymi świadkami, oficjalna nauka albo odrzuca, albo przemilcza takie fakty.

I tak na przykład w całej Europie zyskała rozgłos historia z roku 1932, kiedy to na popularnej miejskiej plaży w okolicach Cherbourga we Francji, fale wyrzuciły na brzeg szkielet nieznanego zwierzęcia. Jego tułów mierzył 10 m, miał on długą szyję i maleńką główkę, podobną do wielbłądziej. Pośród tych, którzy oglądali szkielet byli także paleontolodzy. Wszyscy oni przyznali, że mieli do czynienia ze szkieletem dinozaura. Zaś kapitan miejscowego statku wycieczkowego opowiadał dziennikarzom o tym, że widział to zwierzę żywe w okolicach Querqueville. Według jego słów, ogromny „wąż morski” płynął powoli i wystawiał nad powierzchnie swą głowę.

Podobne szczątki ocean wyrzucił na brzeg w okolicach Santa Cruz, CA, USA w 1925 roku. Jego ciało już się rozłożyło, ale wywierało wrażenie, że jeszcze niedawno to stworzenie pływało w oceanie. Szyja tego stworzenia miała długość 10 m i kończyła się głową z kaczym dziobem. Biologowie z University of California badając te resztki długo nie mogli wydać ostatecznego werdyktu. Wreszcie oświadczyli oni, że to niezwykle rzadki gatunek pacyficznego wieloryba, ale ta hipoteza od razu spotkała się ze zjadliwą krytyką ze strony innych specjalistów.

W zimie 1941 roku, na brzegu jednej z szetlandzkich wysp znaleziono dwa ośmiometrowe stworzenia. I podobne byłyby one do rekinów, gdyby nie długie szyje. Ale nie to było najdziwniejsze – najdziwniejsze było to, że ich tułowia pokrywała sierść! Rekinów porośniętych włosem jak wiadomo – nie ma!

Po pięciu latach od tego wypadku, nieopodal miasta Dunrey w Szkocji, miejscowi natknęli się na szczątki podobnego monstrum, ale jego długość wynosiła 10 m i żaden specjalista nie był w stanie stwierdzić, co to było za stworzenie…

W identycznej sytuacji znajdowali się biologowie, oglądający jeszcze dziwniejsze martwe stworzenie wyrzucone przez trzydniowy sztorm na brzegi Zatoki Sueskiej w 1969 roku.

Szkielet dinozaura  albo Wyspa Zatopionego Okrętu?

Niemało tego rodzaju znalezisk odkryto także na drugiej półkuli Ziemi – w Australii i Oceanii. W roku 1948, w przybrzeżnym rejonie australijskiego portu Dunk Island został znaleziony trup ogromnego stworzenia morskiego, którego skóra była bardzo wytrzymała i zaczęła się rozłazić dopiero w miesiąc po znalezieniu tego stwora. Wedle doniesień mediów, stworzenie to ważyło kilka ton, miało cztery wielkie płetwy i coś w kształcie grzebienia na grzbiecie.

W sierpniu 1960 roku, podobny szkielet morze wyrzuciło na brzegi Tasmanii. Stworzenie to za życia musiało ważyć jakieś 200 ton. Badający je specjaliści nie doszli do żadnego konkretnego wniosku…

W roku 1977, japońscy rybacy ze statku MT Tsuyo Maru wyłowili zwłoki morskiego potwora koło Nowej Zelandii, w rejonie Sount Island. Długość jego tułowia sięgała 10 m, wysokość środkowej części – 4 m. Na zdjęciach wyraźnie widać cztery płetwy, długą szyję i długi, cienki ogon. Dyrektor Japońskiego Muzeum Przyrodniczego prof. Yoishinore Imayzumi kategorycznie stwierdził, że znaleziony ogromny gad miliard[1] lat temu żył w oceanie, który znajdował się na obszarach dzisiejszej Australii.

W roku 1954, japońscy oceanografowie dokonali zadziwiającego odkrycia. W czasie badania dna morskiego na wschód od Wysp Karolińskich, uczeni zobaczyli w iluminatorach batyskafu spuszczonego na dno podwodnego kanionu szkielet ogromnego morskiego stworzenia. Szereg masywnych żeber osiągających długość 15 m początkowo uznali oni za jakąś podmorską konstrukcję czy wrak statku. Silne światła nie były wstanie oświetlić całości szkieletu, długość tego zwierzęcia nie mogła być mniejszą, niż 100 m.[2] Szkielet ten musiał należeć do zwierzęcia, które padło niedawno, bowiem nie zdążył on obróść polipami.[3] Niezbyt dobre zdjęcia wykonane z pokładu batyskafu były badane przez ekspertów, którzy jednak nie byli w stanie powiedzieć czegoś konkretnego o tej istocie.

Otchłanie pełne tajemnic

Dno oceaniczne, zajmujące około 70% powierzchni Ziemi, jest do dziś dnia niemal ziemią nieznaną, nadzwyczaj trudną do zbadania. I jak na razie, wszystkie stworzenia tam występujące stanowią dla nas zagadkę. Zdecydowana większość badaczy operuje na najpłytszej części Wszechoceanu – na szelfie kontynentalnym otaczającym tarcze kontynentalne do 200 m głębokości. No ale szelf to jedynie jakieś 7% całej powierzchni Wszechoceanu i w wielu parametrach silnie odbiega od oceanicznych głębi, pogrążonych w wiecznych mrokach. W te głębiny nie zapuszczają się okręty i łodzie podwodne. Tylko nieliczne, kosztowne i pracochłonne ekspedycje przenikają w te otchłanie i obszary skryte pod wielometrową warstwą wody. A między innymi oceaniczne płaskowyże, które znajdują się na głębokości 3500 – 4000 m – i zajmujące powierzchnię około 40% powierzchni globu ziemskiego!

Uczeni uważają, że znamy około połowę gatunków zamieszkujących Wszechocean, ale tylko tych na płytkich wodach. A jakie istoty mieszkają w głębinach na dwa kilometry i głębiej? Te otchłanie są pełne tajemnic. Zgodnie z dzisiejszymi poglądami, pod wodami Wszechoceanu może ukrywać się jeszcze nie mniej, niż 750.000 jeszcze nieznanych nauce gatunków istot żywych. Pogląd głoszący, że dna oceanów są gołą pustynią już odszedł do lamusa. W wodach oceanu, bez względu na ciemności w nich panujące, kolosalne ciśnienia i chłód, kipi życiem!

Badacze już od dawna zwrócili uwagę na ciekawe zjawisko: gatunki zwierząt żyjących w głębinach są o wiele większe od swych płytkowodnych krewniaków. I tak np. u wybrzeży Wielkiej Brytanii niektóre kraby mieszczą się w dłoni, zaś w Atlantyku stworzenia te mogą dorastać do 23 cm i więcej.

Tunelami do jeziora Loch Ness

We Wszechoceanie praktycznie bez zmian zachowały się pewne gatunki zwierząt, które zamieszkiwały Ziemię wiele milionów lat temu. I tak, w wodach Oceanu Indyjskiego u wybrzeży Madagaskaru spotyka się ryby z gatunku Latimeria, której skamieniałości uczeni znajdują w skałach pochodzących z okresu Kredy.[4] Tak zatem dlaczego nie można założyć, że w wodach Wszechoceanu znalazły schronienie nie tylko ryby, ale także gigantyczne wodne jaszczury? Przez te wszystkie miliony lat zdołały one wyewoluować i przystosować się do skrajnych warunków ciemności i wysokich ciśnień głębin Wszechoceanu i prosperować tam, gdzie znajduje się ogromna ilość żywności dla nich.

Giganty mogły się przystosować do życia na dnie oceanu, gdzie znajdują się głębokie kaniony, szczeliny i pieczary, a także tunele, którymi te zwierzęta mogłyby przenikać nawet do kontynentalnych zbiorników wodnych, jak na przykład ma to miejsce w jeziorze Loch Ness w Szkocji.

Czasami te stworzenia pojawiają się na powierzchni wody i wtedy widzą ich marynarze, żeglarze, rybacy… Jeszcze rzadziej te resztki monstrów są wyrzucane na brzegi, gdzie specjaliści mogą je dotknąć swymi rękami.

Mówi się, że największym zwierzęciem na naszej planecie jest wieloryb – płetwal błękitny. Jego długość sięga do 33 m, zaś masa do 160 ton, co stanowi równoważnik masy 25 słoni afrykańskich. Ale to są całkiem skromne parametry w porównaniu z gabarytami potworów, które mieszkają w głębinach oceanów.

Źródło – „tajny XX wieka” nr 28/2011, ss. 26-27.

Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©          


[1] Miliard lat temu nie było jeszcze w ogóle mowy o gadach, które nie istniały nawet jako jednostka taksonomiczna. Chodziło chyba o miliony lat temu…
[2] Nie ma się zatem co dziwić, że potem poszedł hyr o Godzili, o którym pierwszy film powstał właśnie w 1954 roku…
[3] Teza dość dyskusyjna, jako że na takich głębokościach polipy koralowe nie występują, autorowi chodziło chyba o głębokowodne ukwiały.
[4] Okres 145,5 – 65,5 MA  temu.