Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wektory BMR. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wektory BMR. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 marca 2026

O tajnych projektach i miastach-widmach w ZSRR

 


Patrząc na to, co się dzieje na świecie, wspominam wczesne lata 80. ubiegłego stulecia, kiedy to peerelowska propaganda karmiła nas wizjami Armagedonu spowodowanego przez Amerykę i jej sojuszników przy pomocy BMR – oczywiście triady ABC a także bardziej egzotycznymi D, N, DEW, RFDEW, LBR, MWW, ADS, etc. etc. no i oczywiście kosmiczne ASAT i te z programu High Frontier, którym straszył nas Ronald Reagan. Natomiast niczego się nie mówiło o broniach i bazach stworzonych przez ZSRR. Temat był zakazany jako że Rosjanie i w ogóle Sowieci mieli być gołąbkami pokoju powstrzymującymi szaleńców z Zachodu straszących nas wojną i totalnym końcem świata. Na temat radzieckich środków prowadzenia wojny nie mówiło się i nie pisało w krajach demokracji ludowej, bo rzecz była ŚCIŚLE TAJNE/POUFNE/PRZED ODCZYTANIEM SPALIĆ – sic! Tylko kilkunastu wtajemniczonych wiedziało co tam, w ZSRR się znajdowało i co gotowano do walnej rozprawy z Zachodem. I tak na temat radzieckich/rosyjskich broni kosmicznego bazowania zaczęło się pisać pod koniec lat 80-tych.

Nie tak dawno, dzięki Krzysztofowi Piechocie, miałem okazję zaznajomić się z niezwykle ciekawą pracą pt. „ZATO – Miasta zamknięte w Związku Radzieckim i w Rosji” (wyd. Czarne, Wołowiec 2025) autorstwa Alice Lugen. A nad czym się tam pracowało, to pokazuje lista 20 tajnych oczywiście, projektów broni i technologii:

v Car Tank z czasów I Wojny Światowej to projekt z lat 1914-1915. W czasie prób utknął w bagnie i projekt ten zarzucono. Poza tym był technicznie niemożliwy do wprowadzenia go na pole walki.

v Samolot z projektu Zweno z lat 30. Konstrukcja nawet ciekawa, ale nieużyteczna. Jeden duży samolot miał podwieszone 3 myśliwce I-16. Wypróbowano je w 1941 roku w Rumunii, ale pod względem taktycznym był to niezbyt udany projekt i go porzucono.

v Transportowiec morski A-90 Orionok – był to ekranoplan transportowy z lat 1972-1979. Zob. także: https://wszechocean.blogspot.com/2013/07/wodoloty-i-ekranoplany.html

v Samolot z projektu Ekip – radzieckie UFO z lat 1970-1990. Pisze szerzej o tym na stronie: https://wszechocean.blogspot.com/2011/07/ekip-czy-ufo-startuja-z-newady.html

v Latająca twierdza K-7 Kalinin. Projekt z lat 30-tych ub. stulecia. Ogromny wielosilnikowy bombowiec, którego prototyp uległ katastrofie, w której zginęło 12 z 16 osób i projekt zarzucono.

v Statki i okręty porzucone na cmentarzysku jednostek pływających w okolicach osady Teriberka – 130 km od Murmańska.

v Kolejny ekranoplan i samolot VVA-14 De Bartini Berriew. Była to maszyna do zwalczania okrętów podwodnych. Projekt z lat 80-tych upadł z powodów ekonomicznych.

v Superciężki ekranoplan MD-160 Łuń. Szybki i uzbrojony w 6 pocisków przeciwokrętowych. Wykończyła go ekonomia. Opisany na stronie: https://wszechocean.blogspot.com/2013/07/wodoloty-i-ekranoplany.html oraz https://wszechocean.blogspot.com/2020/02/co-sie-stao-z-radzieckimi-potworami.html. 

v Odrzutowy dwupłatowiec M-15 Belphegore. Samolot rolniczy kompletnie nieprzystosowany do tych zadań. Jako polonicum dodam, że produkowano go też w Polsce. Zachłystywała się nim propaganda z czasów E. Gierka.  

v Lotniskowiec Mińsk – kompletnie nieprzydatny dziś lotniskowiec i helikopterowiec. Sprzedano go Chińczykom i teraz rdzewieje gdzieś w okolicach Nantongu k./Szanghaju u ujścia Jangcy-kiang. Chińczycy ponoć go zezłmowali.

v Kolejny przykład LBR – laserowej broni radiacyjnej: działo laserowe na podwoziu czołgowym 1K17 Szapik. Służyło ono do oślepiania i niszczenia wrogich instalacji optycznych wykrywania i naprowadzania broni. Użyto go w czasie wojny radziecko – chińskiej nad Amurem we wczesnych latach 70-tych. Na ten temat pisano na stronie: https://wszechocean.blogspot.com/2011/07/strzay-nad-ussuri-i-radziecka-lbr-2.html

v Baza samolotów myśliwskich w Smirnym na Sachalinie. Była to wysunięta rubież obronna ZSRR chroniąca przed atakiem bombowym ze strony USA i Japonii. Dziś jest to rozpadająca się ruina…

v Porzucone helikopterowiska w europejskiej części ZSRR – m.in. w miejscowości Goriełowo k./Sankt Petersburga.

v Super haubica atomowa 2B1 Oka strzelająca pociskami jądrowymi o kalibrze 420 mm. Opisy na stronie: https://wszechocean.blogspot.com/2017/01/atomowe-dziao-w-sowackich-koszycach.html

v Okręt podwodny SSBN K-84 Jekaterynburg klasy Delta IV uzbrojony w wielogłowicowe pociski rakietowe. Okręt końca świata à la SSGN Czerwony Październik z powieści Toma Clancy’ego. 

v Latający dźwig MIL Mi-10 do przenoszenia ciężkich pojazdów lub elementów konstrukcyjnych.  

v Radiolokator DUGA w Czarnobylu na Ukrainie i na Dalekim Wschodzie ZSRR, zwany „rosyjskim dzięciołem”. Miał on za zadanie podhoryzontalne wykrywanie odpaleń wrogich ICBM. Aktualnie rozsypuje się w rdzę… Pisze się o tym na stronie: https://wszechocean.blogspot.com/2012/12/czarnobyl-2-albo-rosyjski-dziecio.html

v Cmentarzysko radzieckich atomowych okrętów podwodnych w okolicy Murmańska – m.in. Zatoka Andriejewa.

v Krążownik Murmańsk – uzbrojony w 10 dział kalibru 152 mm miał bronić radzieckiej Arktyki przed zakusami NATO. Dzisiaj rdzewieje od 1994 roku w Morzu Barentsa.

v Promy kosmiczne Burań – jeden z nich odbył bezzałogowy lot orbitalny 2-krotnie okrążając Ziemię w 1987 roku. Aktualnie 2 egzemplarze rdzewieją w muzeum i nie ma środków na ich konserwację.[1]

No i do tego należałoby dodać dwie najnowsze konstrukcje morskie i jedną lotniczą:

v Okręt podwodny AS-12 Łoszarik, który uległ katastrofie w Morzu Barentsa – zob.: https://wszechocean.blogspot.com/2019/07/atom-na-dnie-morza.html   

v Jądrowy podwodny super dron z projektu Posejdon – zob.: https://wszechocean.blogspot.com/2022/05/maszyny-konca-swiata-ai-moze-wywoac-iii.html i https://wszechocean.blogspot.com/2018/08/posejdon-bron-sadu-ostatecznego.html oraz: https://wszechocean.blogspot.com/2016/05/nowa-rosyjska-bron-podwodna.html;       https://wszechocean.blogspot.com/2018/02/icnt-miedzykontynentalna-torpeda-atomowa.html;

 https://wszechocean.blogspot.com/2018/02/odkrycie-rosyjska-ultratajna-torpeda.html;  https://wszechocean.blogspot.com/2018/02/gebokowodny-problem-radzieckarosyjska.html.

v Jądrowy pocisk rakietowy z atomowym napędem – zob.: https://wszechocean.blogspot.com/2019/09/buriewiestnik-tajemnica-morza-biaego.html  https://wszechocean.blogspot.com/2019/09/tajemnica-morza-biaego-buriewiestnik.html i   https://wszechocean.blogspot.com/2024/09/gdzie-jest-buriewiestnik.html   

       

Supersoniczny pocisk balistyczny "Oriesznik" 

To zaledwie kilka przykładów tego obłędnego pragnienia dominacji. Kiedyś wraz z kolegami próbowaliśmy obliczyć (a to były wczesne lata 80-te XX wieku) ile przypada ton trotylu na głowę Ziemianina. Wyszło nam wtedy jakieś 2 tony na osobę. 2 tony! A przecież wystarczy 75-gramowy nabój wiertniczy, by pozbawić życia człowieka… I nad takimi broniami i środkami (wektorami) ich przenoszenia pracowano w ZATO. Skrótowiec ten oznacza tyle, co Zakryto Administratiwno-Territorialno Obrazowanije czyli zamknięta jednostka administracyjno-terytorialna albo bardziej adekwatnie zamknięty wydzielony administracyjnie teren bez swobodnego dostępu. Krótko mówiąc – zona.  

Autorka wylicza ponad 30 takich zon i obszarów zamkniętych. To właśnie tam wykuwane są bronie i technologie wojenne ZSRR i Rosji. Najstarszą i najbardziej złowrogą z nich jest zona na Wyspie Odrodzenia na Jeziorze Aralskim - N 45°0930 - E 59°1747. Pracowano tam nad bronią B z triady BMR ABC. Najbardziej ucierpiały na tym zwierzęta doświadczalne, które konały w niewysłowionych mękach w tamecznych laboratoriach. Pracowano tam nad najbardziej zjadliwymi patogenami: ospą czarną, wąglikiem i dżumą, no i oczywiście różnymi innymi paskudztwami w rodzaju wirusa ebola. Być może to właśnie z ruin na Wyspie Odrodzenia pochodzą różne infekcje grypopodobne w tym COVID-19…

Jest książka autorstwa Roberta Jungka pt. „Państwo atomowe” (Warszawa 1982), w której opisuje on implikacje prac i posiadania broni i technologii jądrowych. Wszystkie te znalazły swe dokładne odzwierciedlenie w radzieckich/rosyjskich ZATO. Szpiegomania, paranoiczna podejrzliwość, kontrola dokumentów, przekonań, korespondencji, rozmów, itd. itp. – to wszystko miało i ma miejsce w miastach zamkniętych. Obłęd wprowadzony do realnej rzeczywistości w ZSRR. Obłęd ten trwał do czasy rozpadu Związku Radzieckiego. Pamiętam, jak w 1995 roku zaprosiliśmy do nas naszego znajomego z Federacji Rosyjskiej. Był zdumiony tym, że w sklepach można było dostać wszystko bez kartek, że ludzie mogli chodzić do kościoła bez problemów i że mieliśmy paszporty w domu a nie w urzędzie i mogliśmy wyjechać za granicą w każdej chwili… I cóż z tego, że latali w kosmos, jak nie można było kupić czy załatwić towarów zwyczajnych nawet nie luksusowych. Zdumiewał go nasz – przecież nie tak znów wysoki – standard życia. Nie mówiąc już o łączności telefonicznej i rozwijającej się sieci połączeń komórkowych. Tak właśnie było. A dla niego skończyło się fatalnie – odwołano go do Matuszki Rossiji i tyleśmy go widzieli. Nie odezwał się już nigdy. Takie są realia przyjaźni rosyjsko – polskiej jakby kto pytał… Patrząc na to wszystko daję wiarę opowieściom z Ukraińskich frontów, gdzie Rosjanie rabują wszystko co popadnie. Po prostu tego, co znajdowali na Ukrainie w ich kraju nie ma. Głód towarów luksusowych i głód pieniądza odpowiada za takie, a nie inne ich zachowania. 

W 1991 roku ZATO, które doskonale prosperowały za czasów czerwonych rządów, naraz podupadły. Skończyły się zamówienia, skończył się run na broń i loty kosmiczne… Mieszkańcy ZATO zostali zrównani i biedującą resztą ludzi radzieckich. I to ich bardzo zabolało. Skończyły się przywileje, skończyły się specjalne prawa, a zaczęła się szara rzeczywistość i bezrobocie. Zaczęły się wyjazdy za chlebem. Pamiętam doskonale ten okres lat 90., kiedy to zza wschodniej granicy ciągnęły masy „turystów” z asortymentem towarów – od szpilek po samochody, od kałasznika do różnego rodzaju wiatrówek i pistoletów. Za milion ówczesnych (dziś 100) złotych można było kupić na bazarze kałacha i wiadro amunicji. Oczywiście meldowaliśmy o tym komu trzeba, ale nikt się tym nie przejmował. „Co wy tam-wicie rozumicie na granicy” – przekonywał mnie pewien pułkownik z KG SG – „my tu w Warszawie wiemy najlepiej…” Akurat wiedzieli. Nie wiedzieli czy nie przyjmowali do wiadomości, że przybysze zza wschodniej granicy wymieniali złotówki na twardą walutę i tym sposobem wywozili nam co najmniej 16 mln US$ rocznie, a nasze zakłady przemysłu lekkiego padały jeden po drugim. Ale to był najmniejszy problem. Niektórym wreszcie oczy się otworzyły po kilkugodzinnej strzelaninie w Magdalence w 2003 roku, kiedy to dwóch bandytów szachowało pluton AT – zabijając dwóch i raniąc 17 funkcjonariuszy. Niestety – było już za późno, bo…

…kiedy skończyły się rządy Borysa Jelcyna na jego miejscu pojawił się tandem Władimir Putin – Dymitrij Miedwiediew. Ci doskonale wiedzieli czego chcą. Przede wszystkim restauracji ZATO i przywrócenia Rosji dawnej mocarstwowości oraz granic status quo ante 1914 a.D.,  a do tego potrzebna im była kolejna wojna, którą rozpętali w 2022 roku na Ukrainie. I taka jest geneza tego, co doprowadzi świat do III Wojny Światowej. I dlatego znów powrócono do tworzenia ZATO i kolejnych generacji broni – w tym BMR. Jak dotąd wojna rozlała się z Ukrainy na Izrael, Zachodni Brzeg, Strefę Gazy, Iran, Irak, Arabię Saudyjską, ZEA i inne kraje regionu. W Europie cały czas są niespokojne wschodnie granice UE i NATO, gdzie Rosja i Białoruś prowadzi szarpaną wojnę hybrydową realizowaną przez tzw. migrantów, a tak naprawdę to męty i szumowiny z całego świata, którym zachciało się lekkiego oraz łatwego życia w Unii. Oczywiście sprzyjają im różne śmieszne figury ze świata kultury, którym marzy się multi-kulti, mieszanie genów i inne idiotyzmy wymyślone przez różnych pseudofilozofów od siedmiu boleści i zdziwaczałe stare panny. To, co się wyrabia w Europie Zachodniej jest ostrzeżeniem. W pierwszym rzędzie należy wyeliminować takich oszołomów z życia publicznego, bo to oni wspierają rzeczywistych szkodników z rządu i parlamentu, którzy łakną napływu migrantów do Polski, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji.

A to jest właśnie plan na przywrócenie Imperium Rosyjskiego kosztem terytoriów Polski (i nie tylko Polski) o którym pisał już Lenin w 1922 roku po laniu jakie dostał w Polsce. I tak właśnie będzie, do tego dojdzie jeśli się nie opamiętamy.       



[1] Na podstawie filmu „20 radzieckich maszyn, które Rosja ukrywa przed światem”.

wtorek, 3 września 2024

Gdzie jest Buriewiestnik?

  


Na temat tej tajnej rosyjskiej broni pisałem już na tym blogu – wystarczy kliknąć na https://wszechocean.blogspot.com/2018/11/incydent-vela-wbp-czy-powtorka-z_53.html, https://wszechocean.blogspot.com/2019/08/nuklearnego-lata-ciag-dalszy.html, i jak widać, sprawa Buriewiestnika zaczęła się znacznie wcześniej – co najmniej 6 lat temu. W 2024 okazuje się, że ta sprawa ma swój ciąg dalszy, o czym poniżej:

***

Dwóch amerykańskich naukowców twierdzi, że odkryli bazę, w której Rosja przetrzymuje nowoczesny pocisk znany jako Buriewiestnik - donosi agencja Reutera. Jako dowód analitycy opublikowali zdjęcie satelitarne przedstawiające cały kompleks. Specjaliści opisali szczegóły i wskazali, do czego służą poszczególne elementy konstrukcji. Kreml twierdzi, że broń wyposażona w napęd atomowy i głowicę nuklearną jest "niezwyciężona". Rosyjska baza z eksperymentalnym pociskiem ma znajdować się niecałe 500 km na północ od Moskwy.

Według Deckera Eveletha i Jeffrey'a Lewisa rosyjski ośrodek mieści się około 475 km na północ od Moskwy. Badacze twierdzą, że to tam Kreml przechowuje swój nowoczesny pocisk manewrujący 9M370 Buriewiestnik z eksperymentalnym napędem atomowym i wyposażony w głowicę nuklearną. Baza została zlokalizowana na podstawie analizy zdjęć satelitarnych wykonanych 26 lipca przez komercyjne przedsiębiorstwo Planet Labs, dysponujące fotografiami wykonanymi z kosmosu. Widać na nim zalesiony obszar, wytyczony na kształt przypominający okręg, a także wciąż budowany kompleks.

Naukowcy twierdzą, że odkryli bazę z nową rakietą Kremla. Eveleth wskazał, że na zdjęciu dostrzec można dziewięć wyrzutni będących jeszcze na etapie konstrukcji. Są rozmieszczone w trzech grupach wewnątrz wysokich nasypów, aby chronić je przed atakiem lub zapobiec przypadkowemu wybuchowi w jednej z głowic, co mogłoby zdetonować pociski w pozostałych nasypach - powiedział analityk w rozmowie z agencją Reutera. Wspomniane nasypy są zdaniem naukowca połączone siecią dróg z budynkami, które najprawdopodobniej będą docelowo miejscem serwisowania pocisków oraz ich podzespołów. Drogi prowadzą również do istniejącego kompleksu pięciu bunkrów, gdzie mają być przechowywane same głowice.

Buriewiestnik zachwalany przez Rosjan jest zdaniem propagandy Kremla bronią "niezwyciężoną". Zachwalając konstrukcję pocisku, Władimir Putin mówił dotychczas, że ma on "nieograniczony zasięg", a także jest zdolny do omijania amerykańskiej obrony przeciwrakietowej. "Niektórzy zachodni eksperci kwestionują jednak twierdzenia Putina i strategiczną wartość Buriewiestnika, twierdząc, że nie doda on zdolności, których Moskwa już nie miała" - wskazuje Reuters. Cytowani przez agencję specjaliści wskazują ponadto, że potencjalna detonacja broni może spowodować niepożądane promieniowanie. CriteoReuters skontaktował się w sprawie odkrycia amerykańskich naukowców z Ministerstwem Obrony w Moskwie oraz z ambasadą Rosji w Waszyngtonie. Ani resort, ani placówka dyplomatyczna nie odpowiedziały jednak na pytania dotyczące faktycznej wartości strategicznej Buriewiestnika, wyników testów jego użycia, a także ryzyka, jakie stwarza.

 

I jeszcze jedna info o tajemniczej broni:

 

Odkryli bazę "latającego Czarnobyla" Putina. To tu może być Buriewiestnik

 

Dwóch amerykańskich badaczy twierdzi, że zidentyfikowali prawdopodobne miejsce rozmieszczenia pocisku manewrującego 9M370 Buriewiestnik, zwanego potocznie latającym Czarnobylem. Baza została wykryta w odległości 500 km od Moskwy. Według Putina Buriewiestnik jest "niezwyciężony".

Jak podaje Reuters, podejrzenia gdzie jest pocisk mają amerykańscy badacze Decker Eveleth i Jeffrey Lewis z firmy analitycznej CNA oraz Middlebury Institute of International Studies, po analizie danych satelitarnych.

 

Buriewiestnik "niewrażliwy" na obronę powietrzną

 

Obiekt uwieczniony na fotografiach amerykańskiego Planet Labs znajduje się 475 km na północ od Moskwy, niedaleko magazynu głowic nuklearnych i nosi kryptonimy "Wołogda-20". Według Eveletha i Lewisa składa się z dziewięciu wyrzutni, które są rozmieszczone w trzech grupach wewnątrz wysokich nasypów zaprojektowanych w celu ochrony przed atakiem z zewnątrz lub przypadkową eksplozją.

- Ten obiekt jest przeznaczony dla dużego stacjonarnego systemu rakietowego – powiedział Lewis. Dodaje, że jedynym takim systemem, jaki obecnie rozwija Rosja, jest Buriewiestnik.

Pocisk o napędzie atomowym, który miałby nieograniczony zasięg, został po raz pierwszy zaanonsowany przez Putina w 2018 roku i był reklamowany jako "niewrażliwy" zarówno na obecne, jak i przyszłe systemy obrony powietrznej.

 

Nieudana seria testów latającego Czarnobyla

 

Jednak według Inicjatywy na rzecz Zagrożenia Nuklearnego z 13 znanych testów 11 zakończyło się niepowodzeniem. W 2019 roku Buriewiestnik rozbił się na Morzu Barentsa, a podczas misji jego odzyskania doszło do eksplozji, w wyniku której zginęło 7 osób, w tym naukowcy z centrum nuklearnego.

Latem 2020 roku specjalny wysłannik USA do spraw kontroli zbrojeń Marshall Billingsley wezwał Rosję do "zaprzestania niebezpiecznych testów wątpliwego rozwoju".

- To nic innego jak latający Czarnobyl - powiedział w Senacie. Dodał, że rakieta oprócz głowicy nuklearnej ma na pokładzie paliwo nuklearne, a podczas lotu może pozostawić po sobie "spaliny" promieniowania. Jej upadek jest obarczony z kolei ryzykiem zanieczyszczenia terenu.

- Prawdopodobne miejsce startu Buriewiestników znajduje się w pobliżu magazynu głowic nuklearnych, co jest niezwykłe dla rosyjskiej armii - zauważają Lewis i Eveleth. Armia rosyjska robi to wyłącznie za pomocą stacjonujących rakiet międzykontynentalnych, co oznacza, że ​​w rejonie Wołogdy Buriewiestniki prawdopodobnie znajdą się w silosach z głowicą bojową - twierdzą eksperci.

- Dzięki temu, jeśli zajdzie taka potrzeba, możliwe będzie ich szybkie uruchomienie - podkreślają.

Niewiele wiadomo o parametrach technicznych Buriewiestnika, pierwszej takiej rakiety na świecie: eksperci sugerują, że rakieta wykorzystuje paliwo stałe do przyspieszania i włącza napęd jądrowy już na trajektorii, co oznaczałoby, że pocisk ma nieograniczony zasięg.

 

Moje 3 grosze

 

Ze swej strony tylko dodam, że taka rakieta w zasadzie jest możliwa, a jej projekt powstał jeszcze w latach 50-tych ubiegłego wieku. Wystarczy, że wspomną powieść Stanisława Lema pt. „Astronauci”, gdzie właśnie przedstawił on projekt takiej rakiety Kosmokratora. Rzecz w tym, że rzeczony Kosmokrator jest rakietą, zaś Buriewiestnik (z ros.: petrel) jest pociskiem odrzutowym, w którym reaktor stanowi źródło ciepła a powietrze jest czynnikiem roboczym – masą odrzutową. Jeżeli reaktor rozgrzeje się do temperatury 2000 i więcej stopni Celsjusza, to taki silnik mógłby zadziałać…

Największy problem byłby z możliwością skażenia środowiska w przypadku awarii takiego pocisku nad własnym terytorium. Podobny problem jest z podwodnym dronem projektu Neptun, aliści stanowi to osobną historię.

 

Źródła:

·        https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-odkryli-tajemnicza-baze-w-rosji-maja-tam-trzymac-eksperyment,nId,7771408?fbclid=IwY2xjawFDzS9leHRuA2FlbQIxMQABHVnl1U1JgY0uOon32j-ECoCP1W3UKQqW5R3R5p7NDJMHAZI1CWnMqSz3IA_aem_iL4PPIzIrfZjE_HQBe9cwg#google_vignette#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

·        https://wiadomosci.wp.pl/odkryli-baze-latajacego-czarnobyla-putina-to-tu-moze-byc-buriewiestnik-7066929439349344a?fbclid=IwY2xjawFD0-VleHRuA2FlbQIxMAABHVEK80vbdTyy5SMOliEonDO2bvKz3GMvV4YtwREiYm0dl-OE2ATGflaktQ_aem_xhuGZSWIxsiCehFpfpUfCg

 

Opracował: ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 14 lipca 2023

COVID i inne: spadały z nieba?

 


Zacznę od przypomnienia pewnych faktów, które już zostały zapomniane przez te 35 lat względnego pokoju na świecie, a które należy przypomnieć w związku z niebezpieczną sytuacją panującą za naszymi wschodnimi granicami, i tak:

 

Czytelnik doinformowany wie, że SDI czyli Strategic Defense Initiative - po polsku Inicjatywa Obrony Strategicznej powstała po telewizyjnym wystąpieniu amerykańskiego prezydenta Ronalda Reagana w dniu 23 marca 1983 roku. Ci lepiej poinformowani wiedzą, że to pierwszymi byli Rosjanie, którzy wysłali na orbitę wokółziemską bojowe satelity z laserową bronią radiacyjną - (dalej LBR) na pokładach, a rozwój LBR w byłym ZSRR zaczął się znacznie wcześniej i wyłożono nań więcej pieniędzy, niż w USA... A kiedy w „Deklaracji o współpracy w przestrzeni kosmicznej” podpisanej w dnia 27 stycznia 1967 roku obie strony dogadały się, że nie będą umieszczały we Wszechświecie Jądrowe czy inne BMR, sowiecka polityka w praktyce dowiodła, że LBR nie jest ani jednym, ani drugim - przeto Rosjanie rozkręcili na pełne obroty zbrojenia w najbliższym sąsiedztwie Ziemi. Jak to pokażę dalej, nie był to pierwszy nieszczęsny pomysł, który narodził się w chorych mózgach mieszkańców Ziemi w przeszłości.

Historia wojskowych satelitów zaczyna się już w połowie lat 50., kiedy to USAF zainstalowały na orbicie satelitarny system MIDER, który miał ochronić Stany Zjednoczone przed atakiem radzieckich ICBM. Wkrótce przemianowano go na system DSP - Deep Space Platform, o którym wiele mówiło się w czasie Wojny w Zatoce Perskiej, kiedy to satelity DSP lokalizowały irackie SCUD-y zaraz po ich starcie z wyrzutni.[1] W rzeczywistości siedem satelitów DSP krąży na wysokości (a raczej w odległości) 38.000 km nad Ziemią i monitoruje 100% jej powierzchni.[2]

Aż do końca XVIII wieku wszystko, co poruszało się na niebie i wymykało się doświadczeniom codzienności było nazywane kometą - z łaciny: cometes, stella crinita.

 

Najciekawszym jest to, że od początku komety miały jak najgorszą opinię i zawsze wspominało się o nich - czy wręcz pisało - jako o powodzie wystąpienia morowej zarazy czy  morowego powietrza. I nie jest to jedynie produkt fantazji mieszkańców średniowiecznej Europy - jeszcze w 1829 roku, angielski lekarz G. Forster napisał opasłą księgę, w której detalicznie opisał niszczycielskie dokonania co najmniej pół tysiąca komet. Pisał on tedy o komecie, która przywlokła do Fryzji pomór bydła, w Szkocji zaś się objawiła meteorytem, który uderzył w kościelną wieżę i uszkodził zegar, a także wspomina kometę z 1668 roku, po której w Westfalii masowo wymierały... koty!

 

Nasuwa się tu uwaga, że właśnie coś podobnego obserwuje się w Polsce, gdzie zwierzęta te umierają wskutek zarażenia wirusem grypy aH5N1, który pojawił się u nas… no właśnie, znikąd. To jest to morowe „powietrze”, o którym śpiewa się w kościołach: „od powietrza, głodu, ognia i wojny…”

 

Słowa „meteoryt” czy „kometa” powinniśmy pisać właściwie w cudzysłowie, bowiem mamy podstawę sądzić, że nie wszystkie te ciała niebieskie możemy identyfikować z informacjami, które mamy teraz o „prawdziwych” meteorytach i kometach.

A zatem zapamiętajmy sobie, że nie wszystkie te „komety” były w przeszłości kometami sensu stricto - na ten temat będzie jeszcze dużo w tej książce. Innymi słowy mówiąc - nasza wiedza o BMR umożliwia nam zrekonstruować to, co tak naprawdę stoi za tradycją, która obwinia komety o grzech rozsiewania Czarnego Moru.

Kiedy wraz z Robertem poszliśmy ciernistą drogą w poszukiwaniu wskazówek istnienia Wielkiego Konfliktu, czy nawet całej ich serii, w przeszłości Ziemi, znaleźliśmy wspólny mianownik, spiritus movens, całkiem nieoczekiwanie w naszej współczesnej kosmonautyce.[3]

Jestem przekonany, iż powszechnie wiadomo o tym, że efektem kosmicznej technologii rozwijanej w czasie Zimnej Wojny pomiędzy Wschodem a Zachodem muszą być sztuczne satelity Ziemi, które już dawno spełniły swoją rolę. Już mniej znanym jest fakt, że około 8.000 „martwych satelitów” zagraża naszej planecie spadkiem na jej powierzchnię i ta groźba wstępuje w swe finalne stadium. To, że owe satelity pozostają na swych orbitach, zawdzięczają swej ogromnej prędkości wynoszącej VI ≥ 7,9 km/s, jednakże po kilkunastu latach taki satelita zamienia się w bombę zegarową.

- W każdej chwili może przyjść nieszczęście - twierdzi amerykański ekspert ds. satelitów inż. Gabriel Heller na marginesie sprawy spadku na Ziemię chińskiego satelity fotozwiadowczego FSW-1, który w dniu 13 marca 1996 roku około godziny 05:00 GMT wpadł w wody Wszechoceanu, nawet dokładnie nie wiadomo, gdzie... Amerykanie twierdzą, że FSW-1 wpadł do Pacyfiku u wybrzeży Chile, zaś Rosjanie twierdzą, że do Atlantyku u wybrzeży Argentyny. Wszyscy zaś są zadowoleni, że FSW-1 wpadł w głębiny, a nie na ląd.[4]

Ten chiński kosmiczny szpieg wymknął się spod kontroli w 1993 roku i od tej poru w sposób nieobliczalny poruszał się po nieprzewidywalnej wokółziemskiej orbicie. Jego spadek był czymś niekontrolowanym i nieodwracalnym. Jest zatem udowodnione, że prawdę o „martwych satelitach” się ukrywa przed społecznością światową. Idzie tu o dość realne ryzyko - już w latach 60. wypalony człon amerykańskiej rakiety spadł na gęsto zamieszkałą część stanu Iowa i zatłukł na śmierć kilka sztuk bydła.

Jeszcze większą plamę dała NASA w styczniu 2002 roku, kiedy to zapowiedziała, że jeden z jej satelitów badawczych ultrafioletowego promieniowania Słońca - EUVE[5] wystrzelony w 1992 roku, ma spaść na obszar pomiędzy Australią a Florydą. EUVE faktycznie spadł... w wody Zatoki Perskiej, w dniu 31 stycznia 2002 roku. Wielka to zaiste dokładność, z jaką sprowadzane są tego rodzaju obiekty kosmiczne na Ziemię!!! A przecież uczeni z pewnością w głosie twierdzili, że wszystko jest absolutnie pod kontrolą!...[6]

 

Te słowa napisał dr Miloš Jesenský jeszcze pod koniec lat 90-tych XX wieku, kiedy wydawało się, że wszystko idzie ku lepszemu. Niestety – myliliśmy się wszyscy – na Ukrainie trwa bratobójcza wojna Słowian ze Słowianami ku uciesze autentycznych faszystów i neohitlerowców, a w Europie po 70 latach względnego spokoju i pokoju znów zaczyna pachnieć prochem… W Azji quasi-komunistycznym Chinom Ludowym zachciało się wojny o Tajwan i pogróżek w kierunku Japonii. I tak dalej i temu podobnie. Oczywiście w przypadku rozszerzenia się konfliktu na Ukrainie – Rosja zacznie używać kosmicznych BMR, podobnie jak USA. Wojna wkroczy już na full w Kosmos…

I znów się wszystko powtórzy, co usiłowałem przedstawić w mojej powieści pt. „Bractwo Zielonego Smoka” – takiej parodii „Kantyczki dla Leibovitza” Waltera M. Millera i osiemnastu kanonicznych opowiadań hyboryjskich Roberta E. Howarda, która po bólach może wreszcie ukaże się w Polsce. Stawiam tam tezę, że każda ziemska cywilizacja – a było ich kilka – po osiągnięciu pewnego etapu rozwoju ginie w płomieniach kolejnej wojny wszechświatowej, a na tych zgliszczach powstaje nowa… I tak na nowo w koło Macieju ab ovo

A teraz w oczekiwaniu na kolejny Armagedon, wciąż mamy do czynienia z resztkami pozostałymi po atomowych wojnach bogów-astronautów z poprzedniej cywilizacji.

Ale powiedzmy coś o COVID i szczepionkach przeciwko niemu.

 

Przeczytałem wstępniaka red. Anny Ostrzyckiej-Rymuszko w przedostatnim numerze „Nieznanego Świata”. Przyznaję się do tego, że nie wierzyłem w te wszystkie głosy protestu przeciwko szczepieniom na COVID-19. Niestety musiałem zmienić punkt widzenia i chciałbym się podzielić z Czytelnikami z moimi doświadczeniami z tym paskudztwem.

Najpierw zaszczepiłem się dwoma dawkami szczepionki AstraZeneca. Musiałem to zrobić, bo bez tego nie mógłbym wyjechać za granicę. Najzabawniejsze jest to, że nikt, dosłownie nikt mnie o te szczepienia nie zapytał. No ale mniejsza o to. Po zastrzyku trochę bolała mnie lewa ręka i przez dwa dni miałem stan podgorączkowy. Potem wszystko powróciło do normy.

Trzecią dawkę szczepionki zaaplikowano mi w czerwcu ub. roku. Tym razem nie była to AstraZeneca ale Pfizer. No i się zaczęło. Znów ból lewej ręki, gorączka, które minęły po dwóch-trzech dniach. I wszystko wydawało się, że będzie OK., aliści po kilku dniach zaczęły się schody. Najpierw zaczęły pokazywać się przed oczami jakieś mroczki – czarne plamy, które latały mi w polu widzenia. Do tego dołączyły się jakieś dziwne stany lękowe i nieuzasadnionego niepokoju: coś złego czaiło się w ciemności, to coś emanowało chłodem i powodowało zimne dreszcze. Poza tym pojawiły się stany lękowe na widok odbić światła słonecznego na np. maskach samochodowych czy opakowaniach plastykowych… Po pewnym czasie do tego dołączyły się nocne koszmary, po których budziłem się mokry od zimnego potu, choć w sypialni było +20°C.

Ale nie to było najgorsze. Do wyżej wymienionych objawów dołączyło się jeszcze zjawisko deja vú. To było bardzo ciekawe i męczące zarazem. Zaczynało się od lodowatego dreszczu i uczucia strachu. Potem następowało kilka rzeczy naraz: odczuwałem coś w rodzaju uderzenia w splot słoneczny i falę mdłości, a jednocześnie przed moimi oczami pojawiała się wizja. Jakieś krajobrazy przypominające niemieckie landszafty przedstawiające zachód słońca w górach, a ja widziałem jakąś miejscowość w dolinie, której domy zaczynały rozbłyskać światłami. Raz widywałem tą dolinę, innym razem jakąś pustynię czy coś jakby równinę z wypaloną trawą aż po horyzont i oświetloną jakimś upiornym światłem zamglonego słońca na zachodzie… Po ułamku sekundy wizja znikała, a ja pokrywałem się potem i znów czułem przerażenie. Wszystko to trwało kilka sekund i było męczące. Po tych wszystkich sensacjach wszystko wracało do normy, tylko przez parę minut serce łomotało jak szalone…

Trwało to wszystko do września czyli 3 miesiące – deja vú się skończyły, mroczki przestały latać i koszmary powróciły do zwyczajnej normy. Pozostał mi tylko męczący kaszel, co zwaliłem na alergię, a który trwał aż do kwietnia tego roku.

Wszystko to mógłbym złożyć na karb mojego wieku, ale przepytywałem moich znajomych, którzy też się zaszczepili i niemal wszyscy opowiedzieli mi dokładnie o takich samych dziwnych objawach, które stały się i moim udziałem. Oczywiście jedni odczuwali je mocniej inni słabiej – to chyba zależało od indywidualnej odporności na szczepionkę. Przekonałem się zatem, że poza szczepionką w tych zastrzykach było jeszcze coś innego, co działało na mózg. No i zwracam honor przeciwnikom szczepień na COVID-19 – tam rzeczywiście coś było! Jakiś depresor albo halucynogen i to o długotrwałym działaniu. Wszystkie te niepokojące objawy pojawiły się u mnie po zaszczepieniu szczepionką Pfizera.

Jest jeszcze druga strona tego medalu, a mianowicie – wszystkie moje przeżycia dziwnie kojarzyły mi się z opisami tego, co widzieli ludzie Średniowiecza i Odrodzenia w czasie wielkich epi- i pandemii różnych Czarnych i Czerwonych Morów, grypy, czerwonki, cholery, rozmaitych infekcji bakteryjnych i wirusowych. Te wszystkie znane z kronik mamidła, diabły pukające do drzwi domostw, morowe dziewice, demony rażące chorobami, etc. etc. – to wszystko mogło być wytworem porażonych przez wirusy czy bakterie mózgów ludzkich. Szczepionki Pfizera mogły być takim wyzwalaczem tego, co trzęsie katakumbami naszej podświadomości – tego ID.

 

Info z ostatniej chwili:

 

Zaszczepieni dwukrotnie Pfizerem nie będą spać spokojnie. – twierdzą naukowcy z Oksfordu…

Naukowcy ujawnili nowe, ale tym razem bardzo niepokojące informacje na temat skuteczności szczepionki Pfizer. Osoby, które przyjęły obie dawki jednak nie będą spać spokojnie.

Uniwersytet Oksfordzki pozbawił złudzeń zaszczepionych Pfizerem

Wariant Delta koronawirusa jest już dominującym na świecie. Jest wyjątkowo zjadliwy i atakuje osoby młodsze. Często też omija przeciwciała, które powstały w wyniku szczepień lub po przechorowaniu. W dodatku okazało się, że nawet zaszczepieni roznoszą wirusa w społeczeństwie.

Te niepokojące informacje podważają sens szczepień i burzą nadzieje, że kiedykolwiek uda się wygrać z koronawirusem. O odporności zbiorowej tez chyba można pomarzyć. Takie są ostatecznie wnioski z opublikowanych 20 sierpnia badań. Przeprowadzono na Uniwersytecie Oksfordzkim.

Naukowcom z Oksfordu udało się przebadać aż 2,5 mln testów przeprowadzonych u ponad 700 tys. osób mieszkających w Wielkiej Brytanii. Do tej pory to największe tego typu badanie wykonane na świecie.

Szczepionki były skuteczne, ale na wariant alfa?

Kiedy na świecie szalał wariant Alfa, wspomniane szczepionki były wyjątkowo skuteczne. Niestety wariant ten został już wyparty przez Deltę. Szczepionki mają o wiele mniejszą zdolność do powstrzymywania tego wirusa. W dodatku nawet osoby po szczepieniu dwiema dawkami mogą zostać zakażone i zakażają pozostałych.

Skuteczność Pfizera w nowym badaniu wyniosłą 85 proc., co jest mimo wszystko o wiele lepszym wynikiem, niż w przypadku preparatu AstraZeneca (68 proc.). Niepokojące jest jednak to, że skuteczność Pfizera spadała w szybszym tempie z biegiem czasu. Kolejną złą informacją jest to, że u osób, że poziom wirusa Delta w organizmach zaszczepionych i niezaszczepionych osób może być bardzo zbliżony.

W przypadku wariantu Delta prawdopodobnie niemożliwe będzie osiągnięcie odporności zbiorowej i naukowcy tym badaniem potwierdzają ten fakt. – Fakt, że osoby te mogą mieć wysoki poziom wirusa sugeruje, że ludzie, którzy nie są jeszcze zaszczepieni, mogą nie być tak chronieni przed wariantem Delta, jak mieliśmy nadzieję – wskazała prof. Walker z Uniwersytetu Oksfrodzkiego.

Preparaty – zgodnie z nowymi badaniami – mimo wszystko chronią przed ciężkim przebiegiem choroby oraz śmiercią, dlatego warto się szczepić.

Oficjalny koniec epidemii koronawirusa w 2023?

– Jestem przekonany, że w 2023 roku będziemy mogli ogłosić, że pandemia Covid-19 zakończyła się i przestała stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego na skalę globalną – ogłosił w poniedziałek 13 marca dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Adhanom Ghebreyesus.

 

*

 

I co z tego wynika? Ano to, że poprzednia cywilizacja stworzyła broń B, która przetrwała do naszych czasów i stała się przyczyną niejednej epidemii czy epizootii. My to tylko powtarzamy – na swoją zgubę. Co więcej – te wszystkie mikroby czają się w lodach wiecznej marzłoci na Dalekiej Północy i pod lodami Najdalszego Południa. Postęp zmian klimatycznych związanych z EGO doprowadzi do uwolnienia się letalnych mikrobów i co za tym idzie – do powstania nowych-starych infekcji, które będą roznoszone przez „migrantów” na cały zamieszkały świat. Efekt może być tylko jeden – albo zagłada Ludzkości, albo jej regres do czasów przedcywilizacyjnych. I wszystko wskazuje na to, że tak właśnie być może.     

 

Źródło: https://buzzday.info/pl/2023/03/20/zaszczepieni-dwukrotnie-pfizerem-nie-beda-spac-spokojnie-naukowcy-z-oksfordu/?utm_medium=cpc&utm_source=mgid.com&utm_campaign=buzzday_pln_desk&utm_term=57707089s3731763360&utm_content=15755950&adclid=c75aa6a54434e3b699ab54767fb6ca00            



[1] Dlatego też dyktator Iraku Husajn Saddam w 1991 roku postawił na projekt pod kryptonimem Mały Babilon i Wielki Babilon, które de facto były powtórką hitlerowskiego programu V-3 Tausendfüßler. Były to ogromne działa o kalibrze 500 i 1000 mm i o zasięgach 800-1200 km. Pociski wystrzelone pod odpowiednim kątem mogły strącić satelitę lecącego na LEO i razić cele na terenie całego Izraela, który był celem numer jeden w tej wojnie - przyp. tłum.

[2] W czasie Wojny w Zatoce Amerykanie stracili ponoć 5 satelitów, z czego 4 były satelitami szpiegowskimi a 1 telekomunikacyjny - przyp. tłum.

[3] Zob. R. K. Leśniakiewicz - „Czarna Zaraza spada z nieba?...” w „Wizje Peryferyjne” nr 4,1996, ss. 15-19.

[4] Radość ta jest spowodowana głównie faktem, że na pokładzie satelity znajdował się generator energii elektrycznej napędzany wysoce toksycznym i radioaktywnym izotopem 239Pu+IV - przyp. tłum.

[5] Extreme UltraViolet Explorer.

[6] M. Jesensky – „Bogowie atomowych wojen”, Bratysława 1998.