Powered By Blogger

sobota, 22 lipca 2023

A jednak UFO istnieją?

 


Kosmicie na serio! Tak przynajmniej twierdzą Amerykanie. Jak wynika z załączonego materiału z "Faktów po mitach" nr 29/2023, odżył stary – bo jeszcze zimnowojenny - mit o pochwyconym przez Amerykanów UFO. Oczywiście nikt nie ma żadnego latającego spodka, bo już zostałby użyty w warunkach bojowych w czasie niemal 300 konfliktów po II Wojnie Światowej. Teraz wszyscy czekają na wybuch III Wojny Światowej i użycie broni jądrowej i termojądrowej, co spowoduje inwazję Latających Spodków na Ziemię. Oczywiście ludzie będą się nadal straszyć jakąś nieznaną, a więc ex definitio straszliwą bronią, która zapewne będzie użyta. Jak więc widać, po krótkim detente lat 70. i odprężeniu lat 90. w Europie znów zapachniało prochem i zaczęła się nakręcać spirala zbrojeń. No i znów wprzęgnięto UFO do arsenałów wojny psychologicznej.

I o to właśnie chodzi…  



niedziela, 16 lipca 2023

Radioasteroida czy urządzenie jądrowe na Księżycu?

 


Ostatnie odkrycia na Księżycu budzą zrozumiałe zainteresowanie ludzi nauki i rozmaitych fantastyków (jak ja) i poszukiwaczy rozumnego życia pozaziemskiego. No bo odkrycie takiego hot spot’u, jakim jest obszar pomiędzy kraterami Compton i Belkovich jest sensacją. Tak pisze o tym  Kenneth Chang na łamach „New York Timesa” kilka dni temu. A oto jego artykuł:

 

Naukowcy odkryli gorącą plamę po drugiej stronie Księżyca

 

Dane z dwóch chińskich orbiterów pomogły zespołowi naukowców wyjaśnić, dlaczego skrawek księżycowego terenu jest o wiele cieplejszy niż otaczający go obszar.

Czarno-biały widok z góry na skalistą kopułę na powierzchni księżyca.

Kopuła w regionie Compton-Belkovich na Księżycu, która zdaniem naukowców ma pochodzenie wulkaniczne.

Skały pod starożytnym wulkanem po drugiej stronie Księżyca pozostają zaskakująco ciepłe, naukowcy ujawnili na podstawie danych z orbitującego chińskiego statku kosmicznego.

Wskazują na dużą płytę granitową, która zestaliła się z magmy w geologicznej kanalizacji pod tak zwanym kompleksem wulkanicznym Compton-Belkovich.

„Powiedziałbym, że wbijamy gwóźdź do trumny, że to naprawdę jest cecha wulkaniczna” – powiedział Matthew Siegler, naukowiec z Planetary Science Institute z siedzibą w Tucson w Arizonie, który kierował badaniami. „Ale interesujące jest to, że jest to bardzo podobna do Ziemi funkcja wulkaniczna”.

Odkrycia, które ukazały się w zeszłym tygodniu w czasopiśmie Nature, pomagają wyjaśnić, co wydarzyło się dawno temu pod dziwną częścią księżyca. Badanie podkreśla również potencjał naukowy danych zebranych przez chiński program kosmiczny oraz sposób, w jaki naukowcy w Stanach Zjednoczonych muszą omijać przeszkody, aby wykorzystać te dane.

Na potrzeby tego badania dr Siegler i jego współpracownicy przeanalizowali dane z instrumentów mikrofalowych na Chang'e-1, wystrzelonym w 2007 r. i Chang'e-2, wystrzelonym w 2010 r., dwóch wczesnych chińskich statkach kosmicznych, które już nie działają. Ponieważ Kongres obecnie zabrania bezpośredniej współpracy między NASA a Chinami, a badania były finansowane z grantu NASA, dr Siegler nie mógł współpracować z naukowcami i inżynierami, którzy zbierali dane.

„To było ograniczenie, że nie mogliśmy po prostu zadzwonić do inżynierów, którzy zbudowali instrument w Chinach i powiedzieć:„ Hej, jak powinniśmy interpretować te dane? ”- powiedział. „Byłoby naprawdę wspaniale, gdybyśmy cały czas pracowali nad tym z chińskimi naukowcami. Ale nam nie wolno. Ale na szczęście upublicznili część swoich baz danych”.

Był w stanie wykorzystać wiedzę chińskiego naukowca, Jianqinga Fenga, który spotkał dr Sieglera na konferencji. Dr Feng pracował nad projektem eksploracji Księżyca w Chińskiej Akademii Nauk.

Graficzny widok kompleksu wulkanicznego Compton-Belkovich z małą wstawką w kolorze czerwonym, niebieskim, zielonym i żółtym.

Kompleks wulkaniczny Comptona-Belkovicha po drugiej stronie Księżyca, z zaznaczonym obszarem wskazującym na dużą strefę granitową, której topografia nie mogła wykryć.

„Zdałem sobie sprawę, że połączenie danych z eksploracji Księżyca z różnych krajów pogłębiłoby nasze zrozumienie geologii Księżyca i dokonałoby ekscytujących odkryć” – powiedział dr Feng w e-mailu. „Dlatego rzuciłem pracę w Chinach, przeniosłem się do Stanów Zjednoczonych i dołączyłem do Planetary Science Institute”.

Oba chińskie orbitery miały instrumenty mikrofalowe, powszechne w wielu orbitujących wokół Ziemi satelitach pogodowych, ale rzadkie w międzyplanetarnych statkach kosmicznych.

Dane z Chang'e-1 i Chang'e-2 dostarczyły zatem innego obrazu księżyca, mierząc przepływ ciepła do 15 stóp pod powierzchnią – i okazały się idealne do badania osobliwości Comptona-Belkovicha.

Wizualnie region nie wyróżnia się niczym szczególnym. (Nie ma nawet własnej nazwy; łączona nazwa pochodzi od dwóch sąsiednich kraterów uderzeniowych, Compton i Belkovich). Mimo to region ten fascynuje naukowców od kilku dekad.

Pod koniec lat 90. David Lawrence, wówczas naukowiec z Los Alamos National Laboratory, pracował nad danymi zebranymi przez misję NASA Lunar Prospector i zauważył jasny punkt promieni gamma wystrzeliwanych z tego miejsca po niewidocznej stronie Księżyca. Energia promieni gamma, forma światła o najwyższej energii, odpowiadała torowi, pierwiastkowi radioaktywnemu.

 „Było to jedno z tych dziwacznych miejsc, które wyróżniały się jak ból kciuka pod względem obfitości toru” – powiedział dr Lawrence, obecnie planetolog z Johns Hopkins Applied Physics Laboratory w Maryland. „Jestem fizykiem. Nie jestem ekspertem w geologii Księżyca. Ale nawet jako fizyk zauważyłem, że to się wyróżnia i powiedziałem: „OK, to jest coś wartego dalszych badań”.

Widok powierzchni księżyca z purpurową powłoką i jaskrawoczerwoną plamą pośrodku wskazującą na obecność toru.

Złożony obraz pokazujący obecność toru w kompleksie wulkanicznym Compton-Belkovich, dzięki danym z Lunar Prospector, misji kosmicznej wystrzelonej w 1998 roku.

Kolejne rewelacje nadeszły po przybyciu sondy Lunar Reconnaissance Orbiter w 2009 roku. Bradley L. Jolliff, profesor nauk o Ziemi i planetach na Uniwersytecie Waszyngtońskim w St. Louis, kierował zespołem, który zbadał te wysokiej rozdzielczości obrazy Comptona-Belkovicha .

To, co zobaczyli, „podejrzanie przypominało kalderę” – powiedział dr Jolliff, odnosząc się do pozostałości krawędzi wulkanu. „Jeśli weźmiesz pod uwagę, że te cechy mają miliardy lat, są one wyjątkowo dobrze zachowane”.

Nowsza analiza przeprowadzona przez Katherine Shirley , obecnie na Uniwersytecie Oksfordzkim w Anglii, oszacowała wiek wulkanu na 3,5 miliarda lat.

Ponieważ księżycowa gleba działa jak dobry izolator, tłumiąc wahania temperatury między dniem a nocą, emisje mikrofalowe w dużej mierze odzwierciedlają przepływ ciepła z wnętrza księżyca. „Wystarczy tylko zejść około dwóch metrów pod powierzchnię, aby przestać widzieć ciepło słoneczne” – powiedział dr Siegler.

W Compton-Belkovich przepływ ciepła wynosił aż 180 miliwatów na metr kwadratowy, czyli około 20 razy więcej niż średnia dla wyżyn po drugiej stronie Księżyca. Miara ta odpowiada temperaturze -10°F/23.33°C około sześciu stóp (ok. 180 cm) pod powierzchnią lub około 90°F/32.22°C cieplej niż gdzie indziej.

„Ten wyróżniał się, ponieważ był po prostu gorący w porównaniu z jakimkolwiek innym miejscem na Księżycu” – powiedział dr Siegler.

Aby wytworzyć tak dużo ciepła i promieni gamma toru, dr Siegler, dr Feng i inni badacze doszli do wniosku, że najbardziej prawdopodobnym źródłem jest granit, który zawiera pierwiastki radioaktywne, takie jak tor, i że musi być go dużo.

„Wydaje się, że dokładniej określa, jaki rodzaj materiału naprawdę znajduje się pod spodem” – powiedział dr Lawrence, który był jednym z recenzentów artykułu dla Nature.

„To coś w rodzaju czubka góry lodowej” — powiedział o pierwotnych emisjach promieniowania gamma. „To, co widzisz w Compton-Belkovich, jest rodzajem powierzchownej ekspresji czegoś znacznie większego pod spodem”.

Wulkanizm jest widoczny w innych miejscach na Księżycu. Równiny stwardniałej lawy — jeziora lub morza bazaltu — pokrywają rozległe połacie powierzchni, głównie po bliższej stronie. Ale Compton-Belkovich jest inny, przypominając niektóre wulkany na Ziemi, takie jak Mount Fuji i Mount St. Helens, które wypluwają bardziej lepką lawę.


Radioaktywna plama z toru-232 na powierzchni Księżyca w rejonie Compton-Belkovich - wartości podano w ppm

Rejon Compton-Belkovich z wysokości orbity wokółksiężycowej

Położenie rejonu Compton-Belkovich na planisferze niewidocznej strony Księżyca

Czarno-biały widok kompleksu wulkanicznego Compton-Belkovich przedstawiający kratery i góry na powierzchni księżyca.

Niewielka część kompleksu wulkanicznego Compton-Belkovich. Górne dwie trzecie sceny przedstawia kompleks wulkaniczny; dolna trzecia część obrazu znajduje się poza kompleksem.

Wydaje się, że granit jest rzadkością w innych częściach Układu Słonecznego. Na Ziemi granit tworzy się w regionach wulkanicznych, gdzie skorupa oceaniczna jest spychana pod kontynent przez tektonikę płyt, siły geologiczne, które popychają kawałki zewnętrznej skorupy ziemskiej. Woda jest również kluczowym składnikiem granitu.

Ale Księżyc jest w większości suchy i brakuje mu tektoniki płyt. Skały księżycowe przywiezione przez astronautów NASA ponad 50 lat temu zawierały tylko kilka ziaren granitu. Ale dane z chińskich orbiterów sugerują formację granitu o szerokości ponad 30 mil/48 km poniżej Compton-Belkovich.

„Teraz potrzebujemy geologów, aby dowiedzieć się, w jaki sposób można wytworzyć tego rodzaju cechy na Księżycu bez wody, bez tektoniki płyt” – powiedział dr Siegler.

Dr Jolliff, który nie był zaangażowany w badania, powiedział, że artykuł był „bardzo miłym nowym wkładem”. Powiedział, że ma nadzieję, że NASA lub inna agencja kosmiczna wyśle ​​statek kosmiczny do Compton-Belkovich w celu przeprowadzenia pomiarów sejsmicznych i mineralogicznych.

Taka misja mogłaby przede wszystkim pomóc przetestować pomysły na to, jak powstał tam wulkan. Jedna z hipotez głosi, że z płaszcza pod skorupą uniósł się pióropusz gorącej materii, podobnie jak pod wyspami hawajskimi.

Dla doktora Fenga jego obecna wiza uprawniająca go do pracy w Stanach Zjednoczonych wkrótce wygaśnie. Ubiega się o nową, poruszając się w swojej karierze naukowej pośród sporów geopolitycznych między USA a Chinami.

„Zaczynamy teraz badać inne potencjalne systemy granitowe na Księżycu” – powiedział. „Ponadto rozszerzymy nasze modele, aby badać lodowe księżyce Jowisza. Dlatego staram się zostać w Stanach Zjednoczonych jak najdłużej”.

 

Kopuły księżycowe w strefie Compton-Belkovich świadczące o pochodzeniu wulkanicznym regionu

Kaldery wulkaniczne (u góry) i kratery uderzeniowe (u dołu) w strefie Compton-Belkovich świadczące o jego wulkanicznym pochodzeniu

Granitowa prowincja Compton-Belkovich

Moje 3 grosze

 

Granity na Księżycu, „gorący punkt” – a czemużby nie? Byłby to namacalny dowód na istnienie wulkanizmu księżycowego. Wszak na widocznej stronie Księżyca istnieją „gorące punkty”, które znajdują się w lokalizacjach takich kraterów impaktowych jak Kopernik, Arystarch, Aristillus czy Kepler. Mają tam miejsce wytryski gazów spod powierzchni Srebrnego Globu – w głównej mierze dwutlenku węgla i argonu.

Para wodna emitowana jest w kilku miejscach, z których najbardziej znana jest formacja Rainier Gamma. Co więcej woda, która się tam wydostaje jest najwyraźniej słona jak w ziemskich oceanach. Coś takiego występuje na księżycach Jowisza, Saturna i Uranu.

A jednak nie sądzę, by to były przejawy aktywności wulkanicznej. Istnieje możliwość, że są to gazy zaległe pod powierzchnią Księżyca wyrzucane przez rozszerzanie się termiczne. W czasie księżycowej nocy temperatura spada, gaz przestaje się ulatniać i taka aktywność ustaje.

Jeszcze jedna możliwość, a mianowicie – dawno, dawno temu – jakieś 3,2 mld lat w Księżyc wbiła się radioasteroida. Część z niej rozsypała się po okolicy tworząc radioaktywną plamę jej szczątków, zaś druga część wbiła się w grunt i promieniuje… NB, wiek takiej radioasteroidy mógłby nam powiedzieć niejedno o powstaniu i wczesnej historii Wszechświata czy Miltiuniversum. Wszak coś takiego mogłoby być przybyszem z innego układu gwiezdnego, innej galaktyki czy wręcz innego Wszechświata!

Tyle odnośnie przyczyn naturalnych. Jeżeli idzie o nienaturalne, to oczywiście działalność jakichś istot rozumnych, które miały na Księżycu jakąś wytwórnię energii działającą w oparciu o znacznie bezpieczniejszy niż uran i pluton – tor 232 – 232Th*, który dopiero po T1/2 = 14 mld lat rozpada się do izotopu 228Ra* a finalnie do 208Pb dzięki czemu jest on tak bezpieczny. Należałoby to dokładnie zbadać – być może znalazłyby się tam jakieś ślady po Obcych lub po istotach z planety Ziemia… Oczywiście mogłyby to być inne urządzenia jądrowe, ale wszystkie wiązałyby się z uzyskiwaniem energii. Być może zostały one rozbite w czasie impaktu jakiejś asteroidy czy celowo zniszczone w czasie Atomowej Wojny Bogów-Astronautów, o której swego czasu pisał dr Miloš Jesenský. Ale to będziemy wiedzieli nie wcześniej, niż po wyprawie w tamten zakątek Księżyca.  

 

Źródło: https://www.nytimes.com/2023/07/11/science/moon-hot-spot-granite.html

Opracował - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 14 lipca 2023

COVID i inne: spadały z nieba?

 


Zacznę od przypomnienia pewnych faktów, które już zostały zapomniane przez te 35 lat względnego pokoju na świecie, a które należy przypomnieć w związku z niebezpieczną sytuacją panującą za naszymi wschodnimi granicami, i tak:

 

Czytelnik doinformowany wie, że SDI czyli Strategic Defense Initiative - po polsku Inicjatywa Obrony Strategicznej powstała po telewizyjnym wystąpieniu amerykańskiego prezydenta Ronalda Reagana w dniu 23 marca 1983 roku. Ci lepiej poinformowani wiedzą, że to pierwszymi byli Rosjanie, którzy wysłali na orbitę wokółziemską bojowe satelity z laserową bronią radiacyjną - (dalej LBR) na pokładach, a rozwój LBR w byłym ZSRR zaczął się znacznie wcześniej i wyłożono nań więcej pieniędzy, niż w USA... A kiedy w „Deklaracji o współpracy w przestrzeni kosmicznej” podpisanej w dnia 27 stycznia 1967 roku obie strony dogadały się, że nie będą umieszczały we Wszechświecie Jądrowe czy inne BMR, sowiecka polityka w praktyce dowiodła, że LBR nie jest ani jednym, ani drugim - przeto Rosjanie rozkręcili na pełne obroty zbrojenia w najbliższym sąsiedztwie Ziemi. Jak to pokażę dalej, nie był to pierwszy nieszczęsny pomysł, który narodził się w chorych mózgach mieszkańców Ziemi w przeszłości.

Historia wojskowych satelitów zaczyna się już w połowie lat 50., kiedy to USAF zainstalowały na orbicie satelitarny system MIDER, który miał ochronić Stany Zjednoczone przed atakiem radzieckich ICBM. Wkrótce przemianowano go na system DSP - Deep Space Platform, o którym wiele mówiło się w czasie Wojny w Zatoce Perskiej, kiedy to satelity DSP lokalizowały irackie SCUD-y zaraz po ich starcie z wyrzutni.[1] W rzeczywistości siedem satelitów DSP krąży na wysokości (a raczej w odległości) 38.000 km nad Ziemią i monitoruje 100% jej powierzchni.[2]

Aż do końca XVIII wieku wszystko, co poruszało się na niebie i wymykało się doświadczeniom codzienności było nazywane kometą - z łaciny: cometes, stella crinita.

 

Najciekawszym jest to, że od początku komety miały jak najgorszą opinię i zawsze wspominało się o nich - czy wręcz pisało - jako o powodzie wystąpienia morowej zarazy czy  morowego powietrza. I nie jest to jedynie produkt fantazji mieszkańców średniowiecznej Europy - jeszcze w 1829 roku, angielski lekarz G. Forster napisał opasłą księgę, w której detalicznie opisał niszczycielskie dokonania co najmniej pół tysiąca komet. Pisał on tedy o komecie, która przywlokła do Fryzji pomór bydła, w Szkocji zaś się objawiła meteorytem, który uderzył w kościelną wieżę i uszkodził zegar, a także wspomina kometę z 1668 roku, po której w Westfalii masowo wymierały... koty!

 

Nasuwa się tu uwaga, że właśnie coś podobnego obserwuje się w Polsce, gdzie zwierzęta te umierają wskutek zarażenia wirusem grypy aH5N1, który pojawił się u nas… no właśnie, znikąd. To jest to morowe „powietrze”, o którym śpiewa się w kościołach: „od powietrza, głodu, ognia i wojny…”

 

Słowa „meteoryt” czy „kometa” powinniśmy pisać właściwie w cudzysłowie, bowiem mamy podstawę sądzić, że nie wszystkie te ciała niebieskie możemy identyfikować z informacjami, które mamy teraz o „prawdziwych” meteorytach i kometach.

A zatem zapamiętajmy sobie, że nie wszystkie te „komety” były w przeszłości kometami sensu stricto - na ten temat będzie jeszcze dużo w tej książce. Innymi słowy mówiąc - nasza wiedza o BMR umożliwia nam zrekonstruować to, co tak naprawdę stoi za tradycją, która obwinia komety o grzech rozsiewania Czarnego Moru.

Kiedy wraz z Robertem poszliśmy ciernistą drogą w poszukiwaniu wskazówek istnienia Wielkiego Konfliktu, czy nawet całej ich serii, w przeszłości Ziemi, znaleźliśmy wspólny mianownik, spiritus movens, całkiem nieoczekiwanie w naszej współczesnej kosmonautyce.[3]

Jestem przekonany, iż powszechnie wiadomo o tym, że efektem kosmicznej technologii rozwijanej w czasie Zimnej Wojny pomiędzy Wschodem a Zachodem muszą być sztuczne satelity Ziemi, które już dawno spełniły swoją rolę. Już mniej znanym jest fakt, że około 8.000 „martwych satelitów” zagraża naszej planecie spadkiem na jej powierzchnię i ta groźba wstępuje w swe finalne stadium. To, że owe satelity pozostają na swych orbitach, zawdzięczają swej ogromnej prędkości wynoszącej VI ≥ 7,9 km/s, jednakże po kilkunastu latach taki satelita zamienia się w bombę zegarową.

- W każdej chwili może przyjść nieszczęście - twierdzi amerykański ekspert ds. satelitów inż. Gabriel Heller na marginesie sprawy spadku na Ziemię chińskiego satelity fotozwiadowczego FSW-1, który w dniu 13 marca 1996 roku około godziny 05:00 GMT wpadł w wody Wszechoceanu, nawet dokładnie nie wiadomo, gdzie... Amerykanie twierdzą, że FSW-1 wpadł do Pacyfiku u wybrzeży Chile, zaś Rosjanie twierdzą, że do Atlantyku u wybrzeży Argentyny. Wszyscy zaś są zadowoleni, że FSW-1 wpadł w głębiny, a nie na ląd.[4]

Ten chiński kosmiczny szpieg wymknął się spod kontroli w 1993 roku i od tej poru w sposób nieobliczalny poruszał się po nieprzewidywalnej wokółziemskiej orbicie. Jego spadek był czymś niekontrolowanym i nieodwracalnym. Jest zatem udowodnione, że prawdę o „martwych satelitach” się ukrywa przed społecznością światową. Idzie tu o dość realne ryzyko - już w latach 60. wypalony człon amerykańskiej rakiety spadł na gęsto zamieszkałą część stanu Iowa i zatłukł na śmierć kilka sztuk bydła.

Jeszcze większą plamę dała NASA w styczniu 2002 roku, kiedy to zapowiedziała, że jeden z jej satelitów badawczych ultrafioletowego promieniowania Słońca - EUVE[5] wystrzelony w 1992 roku, ma spaść na obszar pomiędzy Australią a Florydą. EUVE faktycznie spadł... w wody Zatoki Perskiej, w dniu 31 stycznia 2002 roku. Wielka to zaiste dokładność, z jaką sprowadzane są tego rodzaju obiekty kosmiczne na Ziemię!!! A przecież uczeni z pewnością w głosie twierdzili, że wszystko jest absolutnie pod kontrolą!...[6]

 

Te słowa napisał dr Miloš Jesenský jeszcze pod koniec lat 90-tych XX wieku, kiedy wydawało się, że wszystko idzie ku lepszemu. Niestety – myliliśmy się wszyscy – na Ukrainie trwa bratobójcza wojna Słowian ze Słowianami ku uciesze autentycznych faszystów i neohitlerowców, a w Europie po 70 latach względnego spokoju i pokoju znów zaczyna pachnieć prochem… W Azji quasi-komunistycznym Chinom Ludowym zachciało się wojny o Tajwan i pogróżek w kierunku Japonii. I tak dalej i temu podobnie. Oczywiście w przypadku rozszerzenia się konfliktu na Ukrainie – Rosja zacznie używać kosmicznych BMR, podobnie jak USA. Wojna wkroczy już na full w Kosmos…

I znów się wszystko powtórzy, co usiłowałem przedstawić w mojej powieści pt. „Bractwo Zielonego Smoka” – takiej parodii „Kantyczki dla Leibovitza” Waltera M. Millera i osiemnastu kanonicznych opowiadań hyboryjskich Roberta E. Howarda, która po bólach może wreszcie ukaże się w Polsce. Stawiam tam tezę, że każda ziemska cywilizacja – a było ich kilka – po osiągnięciu pewnego etapu rozwoju ginie w płomieniach kolejnej wojny wszechświatowej, a na tych zgliszczach powstaje nowa… I tak na nowo w koło Macieju ab ovo

A teraz w oczekiwaniu na kolejny Armagedon, wciąż mamy do czynienia z resztkami pozostałymi po atomowych wojnach bogów-astronautów z poprzedniej cywilizacji.

Ale powiedzmy coś o COVID i szczepionkach przeciwko niemu.

 

Przeczytałem wstępniaka red. Anny Ostrzyckiej-Rymuszko w przedostatnim numerze „Nieznanego Świata”. Przyznaję się do tego, że nie wierzyłem w te wszystkie głosy protestu przeciwko szczepieniom na COVID-19. Niestety musiałem zmienić punkt widzenia i chciałbym się podzielić z Czytelnikami z moimi doświadczeniami z tym paskudztwem.

Najpierw zaszczepiłem się dwoma dawkami szczepionki AstraZeneca. Musiałem to zrobić, bo bez tego nie mógłbym wyjechać za granicę. Najzabawniejsze jest to, że nikt, dosłownie nikt mnie o te szczepienia nie zapytał. No ale mniejsza o to. Po zastrzyku trochę bolała mnie lewa ręka i przez dwa dni miałem stan podgorączkowy. Potem wszystko powróciło do normy.

Trzecią dawkę szczepionki zaaplikowano mi w czerwcu ub. roku. Tym razem nie była to AstraZeneca ale Pfizer. No i się zaczęło. Znów ból lewej ręki, gorączka, które minęły po dwóch-trzech dniach. I wszystko wydawało się, że będzie OK., aliści po kilku dniach zaczęły się schody. Najpierw zaczęły pokazywać się przed oczami jakieś mroczki – czarne plamy, które latały mi w polu widzenia. Do tego dołączyły się jakieś dziwne stany lękowe i nieuzasadnionego niepokoju: coś złego czaiło się w ciemności, to coś emanowało chłodem i powodowało zimne dreszcze. Poza tym pojawiły się stany lękowe na widok odbić światła słonecznego na np. maskach samochodowych czy opakowaniach plastykowych… Po pewnym czasie do tego dołączyły się nocne koszmary, po których budziłem się mokry od zimnego potu, choć w sypialni było +20°C.

Ale nie to było najgorsze. Do wyżej wymienionych objawów dołączyło się jeszcze zjawisko deja vú. To było bardzo ciekawe i męczące zarazem. Zaczynało się od lodowatego dreszczu i uczucia strachu. Potem następowało kilka rzeczy naraz: odczuwałem coś w rodzaju uderzenia w splot słoneczny i falę mdłości, a jednocześnie przed moimi oczami pojawiała się wizja. Jakieś krajobrazy przypominające niemieckie landszafty przedstawiające zachód słońca w górach, a ja widziałem jakąś miejscowość w dolinie, której domy zaczynały rozbłyskać światłami. Raz widywałem tą dolinę, innym razem jakąś pustynię czy coś jakby równinę z wypaloną trawą aż po horyzont i oświetloną jakimś upiornym światłem zamglonego słońca na zachodzie… Po ułamku sekundy wizja znikała, a ja pokrywałem się potem i znów czułem przerażenie. Wszystko to trwało kilka sekund i było męczące. Po tych wszystkich sensacjach wszystko wracało do normy, tylko przez parę minut serce łomotało jak szalone…

Trwało to wszystko do września czyli 3 miesiące – deja vú się skończyły, mroczki przestały latać i koszmary powróciły do zwyczajnej normy. Pozostał mi tylko męczący kaszel, co zwaliłem na alergię, a który trwał aż do kwietnia tego roku.

Wszystko to mógłbym złożyć na karb mojego wieku, ale przepytywałem moich znajomych, którzy też się zaszczepili i niemal wszyscy opowiedzieli mi dokładnie o takich samych dziwnych objawach, które stały się i moim udziałem. Oczywiście jedni odczuwali je mocniej inni słabiej – to chyba zależało od indywidualnej odporności na szczepionkę. Przekonałem się zatem, że poza szczepionką w tych zastrzykach było jeszcze coś innego, co działało na mózg. No i zwracam honor przeciwnikom szczepień na COVID-19 – tam rzeczywiście coś było! Jakiś depresor albo halucynogen i to o długotrwałym działaniu. Wszystkie te niepokojące objawy pojawiły się u mnie po zaszczepieniu szczepionką Pfizera.

Jest jeszcze druga strona tego medalu, a mianowicie – wszystkie moje przeżycia dziwnie kojarzyły mi się z opisami tego, co widzieli ludzie Średniowiecza i Odrodzenia w czasie wielkich epi- i pandemii różnych Czarnych i Czerwonych Morów, grypy, czerwonki, cholery, rozmaitych infekcji bakteryjnych i wirusowych. Te wszystkie znane z kronik mamidła, diabły pukające do drzwi domostw, morowe dziewice, demony rażące chorobami, etc. etc. – to wszystko mogło być wytworem porażonych przez wirusy czy bakterie mózgów ludzkich. Szczepionki Pfizera mogły być takim wyzwalaczem tego, co trzęsie katakumbami naszej podświadomości – tego ID.

 

Info z ostatniej chwili:

 

Zaszczepieni dwukrotnie Pfizerem nie będą spać spokojnie. – twierdzą naukowcy z Oksfordu…

Naukowcy ujawnili nowe, ale tym razem bardzo niepokojące informacje na temat skuteczności szczepionki Pfizer. Osoby, które przyjęły obie dawki jednak nie będą spać spokojnie.

Uniwersytet Oksfordzki pozbawił złudzeń zaszczepionych Pfizerem

Wariant Delta koronawirusa jest już dominującym na świecie. Jest wyjątkowo zjadliwy i atakuje osoby młodsze. Często też omija przeciwciała, które powstały w wyniku szczepień lub po przechorowaniu. W dodatku okazało się, że nawet zaszczepieni roznoszą wirusa w społeczeństwie.

Te niepokojące informacje podważają sens szczepień i burzą nadzieje, że kiedykolwiek uda się wygrać z koronawirusem. O odporności zbiorowej tez chyba można pomarzyć. Takie są ostatecznie wnioski z opublikowanych 20 sierpnia badań. Przeprowadzono na Uniwersytecie Oksfordzkim.

Naukowcom z Oksfordu udało się przebadać aż 2,5 mln testów przeprowadzonych u ponad 700 tys. osób mieszkających w Wielkiej Brytanii. Do tej pory to największe tego typu badanie wykonane na świecie.

Szczepionki były skuteczne, ale na wariant alfa?

Kiedy na świecie szalał wariant Alfa, wspomniane szczepionki były wyjątkowo skuteczne. Niestety wariant ten został już wyparty przez Deltę. Szczepionki mają o wiele mniejszą zdolność do powstrzymywania tego wirusa. W dodatku nawet osoby po szczepieniu dwiema dawkami mogą zostać zakażone i zakażają pozostałych.

Skuteczność Pfizera w nowym badaniu wyniosłą 85 proc., co jest mimo wszystko o wiele lepszym wynikiem, niż w przypadku preparatu AstraZeneca (68 proc.). Niepokojące jest jednak to, że skuteczność Pfizera spadała w szybszym tempie z biegiem czasu. Kolejną złą informacją jest to, że u osób, że poziom wirusa Delta w organizmach zaszczepionych i niezaszczepionych osób może być bardzo zbliżony.

W przypadku wariantu Delta prawdopodobnie niemożliwe będzie osiągnięcie odporności zbiorowej i naukowcy tym badaniem potwierdzają ten fakt. – Fakt, że osoby te mogą mieć wysoki poziom wirusa sugeruje, że ludzie, którzy nie są jeszcze zaszczepieni, mogą nie być tak chronieni przed wariantem Delta, jak mieliśmy nadzieję – wskazała prof. Walker z Uniwersytetu Oksfrodzkiego.

Preparaty – zgodnie z nowymi badaniami – mimo wszystko chronią przed ciężkim przebiegiem choroby oraz śmiercią, dlatego warto się szczepić.

Oficjalny koniec epidemii koronawirusa w 2023?

– Jestem przekonany, że w 2023 roku będziemy mogli ogłosić, że pandemia Covid-19 zakończyła się i przestała stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego na skalę globalną – ogłosił w poniedziałek 13 marca dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Adhanom Ghebreyesus.

 

*

 

I co z tego wynika? Ano to, że poprzednia cywilizacja stworzyła broń B, która przetrwała do naszych czasów i stała się przyczyną niejednej epidemii czy epizootii. My to tylko powtarzamy – na swoją zgubę. Co więcej – te wszystkie mikroby czają się w lodach wiecznej marzłoci na Dalekiej Północy i pod lodami Najdalszego Południa. Postęp zmian klimatycznych związanych z EGO doprowadzi do uwolnienia się letalnych mikrobów i co za tym idzie – do powstania nowych-starych infekcji, które będą roznoszone przez „migrantów” na cały zamieszkały świat. Efekt może być tylko jeden – albo zagłada Ludzkości, albo jej regres do czasów przedcywilizacyjnych. I wszystko wskazuje na to, że tak właśnie być może.     

 

Źródło: https://buzzday.info/pl/2023/03/20/zaszczepieni-dwukrotnie-pfizerem-nie-beda-spac-spokojnie-naukowcy-z-oksfordu/?utm_medium=cpc&utm_source=mgid.com&utm_campaign=buzzday_pln_desk&utm_term=57707089s3731763360&utm_content=15755950&adclid=c75aa6a54434e3b699ab54767fb6ca00            



[1] Dlatego też dyktator Iraku Husajn Saddam w 1991 roku postawił na projekt pod kryptonimem Mały Babilon i Wielki Babilon, które de facto były powtórką hitlerowskiego programu V-3 Tausendfüßler. Były to ogromne działa o kalibrze 500 i 1000 mm i o zasięgach 800-1200 km. Pociski wystrzelone pod odpowiednim kątem mogły strącić satelitę lecącego na LEO i razić cele na terenie całego Izraela, który był celem numer jeden w tej wojnie - przyp. tłum.

[2] W czasie Wojny w Zatoce Amerykanie stracili ponoć 5 satelitów, z czego 4 były satelitami szpiegowskimi a 1 telekomunikacyjny - przyp. tłum.

[3] Zob. R. K. Leśniakiewicz - „Czarna Zaraza spada z nieba?...” w „Wizje Peryferyjne” nr 4,1996, ss. 15-19.

[4] Radość ta jest spowodowana głównie faktem, że na pokładzie satelity znajdował się generator energii elektrycznej napędzany wysoce toksycznym i radioaktywnym izotopem 239Pu+IV - przyp. tłum.

[5] Extreme UltraViolet Explorer.

[6] M. Jesensky – „Bogowie atomowych wojen”, Bratysława 1998.

wtorek, 11 lipca 2023

Zagadkowy obiekt IM1: gość z Wszechświata?

 

Pozaukładowa kometa Borisowa przelatuje koło układu gwiezdnego Kurger 60 - wizja artysty

Od pewnego czasu śledzę prasę naukową i witryny internetowe, gdzie od czasu do czasu przewijają się informacje na temat zagadkowego obiektu, meteorytu ponoć, który spadł w okolicach Nowej Gwinei nie tak dawno temu. „The Space Academy” tak pisze o obiekcie pozaukładowym nr 2:

 

Drugi międzygwiezdny gość przybył do Układu Słonecznego – tym razem astronomowie wiedzą, skąd przybył

 

Kiedy w 2017 roku A/2017 U1 - 1I/‘Oumuamua przeleciał przez Układ Słoneczny to nikt nie wiedział, skąd on przybył. Z drugiej strony,  astronomowie sądzą, że wiedzą skąd przyleciała do nas kometa C/2019 Q4 Borisov - 2I/Borysow. Astronomowie znaleźli obiekt spoza Systemu Słonecznego, który przelatywał przezeń po raz drugi w historii. Ale uczeni sądzą, że dowiedzieli się, skąd on przyleciał do nas tym razem.

Kometa międzygwiezdna została po raz pierwszy dostrzeżona przez Giennadija Borysowa, astronoma-amatora na Krymie, który używał własnego teleskopu do obserwacji nieba. Kiedy go znalazł, obiekt był pierwszym międzygwiezdnym gościem znalezionym od 2017 r., kiedy długi ‘Oumuamua przemknął obok naszego słonecznego sąsiedztwa. W publikacji grupa polskich astronomów odkryła, w jaki sposób ta nowa kometa, zwana Kometą 2I/Borisov lub (we wcześniejszych opisach) C/2019 Q4, dostała się do studni grawitacyjnej naszego Słońca. I ta ścieżka prowadzi z powrotem do Krugera 60, który jest układem dwóch czerwonych karłów oddalonych o 13,15 lat świetlnych.

Naukowcy odkryli, że kometa Borysow minęła w odległości zaledwie 5,7 lat świetlnych (ly) od centrum Krugera 60, 1 milion lat temu. Oznacza to, że poruszała się z prędkością zaledwie 2,13 mps (3,43 km/s).

Z ludzkiego punktu widzenia jest to szybkość — mniej więcej taka, jak X-43A Scramjet, który jest jednym z najszybszych samolotów, jakie kiedykolwiek stworzono. Ale z powodu grawitacji Słońca X-43A Scramjet nie może opuścić naszego Układu Słonecznego. A naukowcy odkryli, że jeśli kometa poruszała się tak wolno i znajdowała się nie dalej niż 6 lat świetlnych od Krugera 60, to nie tylko przechodziła przez nią. Myśleli, że najprawdopodobniej pochodzi z tego układu gwiezdnego. Kometa Borysow krążyła wokół tych gwiazd w taki sam sposób, w jaki komety w naszym systemie krążą wokół naszego.

 

A zatem Kruger 60?

 

Ye Quanzhi, astronom i ekspert od komet z University of Maryland, który nie był częścią tego projektu, powiedział „Live Science”, że dowody łączące kometę 2I/Borisov z Kruger 60 są bardzo mocne w oparciu o to, co wiemy do tej pory.

Jeśli masz kometę z innego układu gwiezdnego i chcesz dowiedzieć się, skąd ona pochodzi, musisz sprawdzić dwie rzeczy – powiedział. Po pierwsze, czy ta kometa była blisko układu planetarnego? Ponieważ jeśli nadchodzi stamtąd, jego trajektoria musi przebiegać przez miejsce, w którym znajduje się ten system.

Chociaż odległość między nową kometą a Krugerem, wynosząca 5,7 ly, wydaje się większa niż „mała przerwa” (jest ponad 357.000 razy większa niż odległość między Ziemią a Słońcem - AU), jest wystarczająco blisko, aby można ją było uznać za „małą” dla tego rodzaju obliczeń, mówi.

„Po drugie”, kontynuował Ye, „komety są zwykle wyrzucane z układu planetarnego, gdy ich grawitacja oddziałuje z głównymi planetami tego układu”.

W naszym Układzie Słonecznym mogłoby to wyglądać tak, jakby Jowisz łapał spadającą kometę, wysyłał ją na krótką, częściową orbitę, a następnie wyrzucał w przestrzeń między gwiazdami.

„Ta prędkość wyrzucania może być tak dużą” - powiedział Ye. „Nie może być nieskończona, ponieważ planety mają określoną masę”, a to, jak mocno planeta może rzucić kometę w pustkę, zależy od jej masy. Powiedział również: „Jowisz jest dość duży, ale nie możesz mieć planety 100 razy większej od Jowisza, ponieważ wtedy byłaby to gwiazda”.

Ye mówi, że ten próg masy ogranicza szybkość, z jaką komety mogą poruszać się w przestrzeni między gwiazdami. A jeśli ich oszacowania trajektorii komety są prawidłowe, autorzy tego badania wykazali, że kometa 2I/Borisov przeleciała wystarczająco blisko Krugera 60 pod względem prędkości i odległości, aby sugerować, że pochodziła stamtąd.

     Ye powiedział: „Badanie komet międzygwiezdnych jest ekscytujące, ponieważ daje nam rzadką szansę na badanie innych układów słonecznych za pomocą tych samych narzędzi, których używamy do badania własnego”.

Astronomowie mogą patrzeć na kometę 2I/Borisov przez teleskopy, które mogą dostarczyć im informacji o powierzchni komety. Mogą dowiedzieć się, czy zachowuje się tak, jak komety w naszym Układzie Słonecznym (jak dotąd), czy też robi coś dziwnego, jak ‘Oumuamua. To cały obszar badań, który normalnie nie jest możliwy w przypadku odległych układów słonecznych, gdzie małe obiekty pojawiają się jedynie – jeśli w ogóle – jako słabe, odbarwione cienie na ich słońcach.

Dzięki tym badaniom wszystko, czego dowiemy się o komecie Borysow, może nas nauczyć czegoś o Kruger 60, pobliskim układzie gwiezdnym, w którym nie znaleziono jeszcze żadnych egzoplanet. Z drugiej strony wydaje się, że ‘Oumuamua przybyła z kierunku jasnej gwiazdy Vega (α Lutni), ale astronomowie z Laboratorium Napędu Odrzutowego NASA sądzą, że pochodzi z nowego układu gwiezdnego, chociaż nie wiedzą z którego. Jeśli te wyniki są prawdziwe, kometa Borysow będzie pierwszym obiektem z innego systemu gwiezdnego, który został wyśledzony z powrotem do swojego systemu macierzystego.

Ale ludzie, którzy przeprowadzili badania, byli ostrożni, mówiąc, że te wyniki nie są jeszcze dowodem. Astronomowie wciąż zbierają informacje o trajektorii komety 2I/Borisov w kosmosie. Więcej informacji może wykazać, że pierwotna trajektoria była błędna i że kometa przybyła z innego miejsca.

Artykuł, który próbuje dowiedzieć się, skąd pochodzi kometa, nie został jeszcze zrecenzowany przez innych naukowców, ale jest dostępny na serwerze preprint arXiv.

 

Obiekt 1I/'Oumuamua w pobliżu Słońca

Obiekt 2I/Borisov leci ku Słońcu

Porównanie orbit 'Oumuamua i komety układowej

Porównanie orbit obiektów 'Oumuamua i Borisowa

To byłoby na razie na tyle odnośnie drugiego obiektu pozaukładowego. A jednak okazało się, że jest jeszcze trzeci i czwarty – i to w zasięgu naszych rąk! Chodzi o meteoryt oznaczony jako IM1[1], który spadł parę lat temu do Pacyfiku. A oto ten materiał Aleksandra Kowala:

 

IM1 uderzył w taflę Pacyfiku, żeby go zbadać, ekspedycja musi zanurzyć się na głębokość 1,7 kilometra

Zdaniem badacza z Uniwersytetu Harvarda w wodach Oceanu Spokojnego, na głębokości niecałych dwóch kilometrów, mogą spoczywać szczątki statku należącego do obcej cywilizacji.

Avi Loeb to postać równie wybitna, co kontrowersyjna. Z jednej strony nie można mu bowiem odmówić naukowych osiągnięć, lecz z drugiej nietrudno odnieść wrażenie, że jego zamiłowanie do pozostawania w świetle reflektorów — jak na przedstawiciela świata nauki — jest zaskakująco duże. Mimo wszystko, dotychczas zebrane informacje pozwalają sądzić, iż coś faktycznie może być na rzeczy.

Loeb już nie pierwszy raz wypowiada się na temat życia pozaziemskiego i jego potencjalnej obecności w Układzie Słonecznym. Jeśli pamiętacie historię tajemniczego obiektu międzygwiezdnego, znanego jako ‘Oumuamua, to warto podkreślić, iż przedstawiciel Uniwersytetu Harvarda był jednym z propagatorów teorii, w myśl której pozasłoneczny gość był w rzeczywistości sondą wysłaną przez obcych. Miał na to wskazywać między innymi nietypowy kształt tego obiektu oraz sposób jego poruszania.

Trzy lata wcześniej doszło do nawet bliższego kontaktu, ponieważ 9 stycznia 2014 roku nad Oceanem Spokojnym doszło do eksplozji tajemniczego meteorytu. Nazwany IM1, znalazł się w centrum zainteresowania Loeba, który w 2021 roku postanowił uruchomić projekt Galileo. W jego ramach prowadzone są działania mające na celu uwiecznianie UFO w wysokiej rozdzielczości.

 

Domniemany statek obcych miał wpaść do wód Oceanu Spokojnego w styczniu 2014 roku

 

Teraz natomiast naukowiec próbuje zrozumieć, skąd przyleciał do nas IM1 oraz czym w ogóle był. Obiekt ten uderzył w taflę Pacyfiku z gigantyczną prędkością i okazał się twardszy aniżeli wszystkie inne meteoryty opisane w ramach katalogu Center for Near Earth Object Studies prowadzonego przez NASA. Na ile jednak prawdziwe mogą być twierdzenia o tym, że IM1 był w rzeczywistości sondą wystrzeloną przed miliardami lat przez zaawansowaną obcą cywilizację?

Dzięki przybliżonej lokalizacji, w której tajemniczy obiekt wpadł do wód Oceanu Spokojnego badacze wiedzą, gdzie powinni rozpocząć poszukiwania. Planowana ekspedycja może pochłonąć nawet 1,5 miliona dolarów i ma zostać rozpoczęta z terenów Papui Nowej Gwinei. Szacowana głębokość, na której mogły spocząć szczątki pozaziemskiego gościa to nawet 1,7 kilometra.

Jednym z ostatnich przełomów w realizowanym przedsięwzięciu było znalezienie osobliwych sferuli. Takie niewielkich rozmiarów kulki mogą powstawać właśnie za sprawą uderzeń meteorytów. Ich gwałtowne eksplozje prowadzą do realizacji takiego scenariusza, a szczególną uwagę wzbudza w tym przypadku fakt, że sferule z Pacyfiku mają bardzo nietypowy skład. Co jest w nim takiego zadziwiającego? Chodzi przede wszystkim o brak niklu. Namierzono natomiast żelazo, magnez i tytan. Do wydania ostatecznego werdyktu w tej sprawie będzie potrzebne przeprowadzenie dokładniejszych analiz. Te mają wykorzystywać technikę spektrometrii mas, za sprawą której możliwa powinna być identyfikacja składników sferuli z niemal 100-procentową pewnością.

 

Moje 3 grosze

 

Czwarty pozasłoneczny obiekt ponoć spadł w okolicach Portugalii i być może też zostanie wydobyty. Oczywiście miejmy nadzieję, że nie skończy się to jakąś katastrofą, jak to było z nieszczęsnym DSV Titan

Onegdaj rzuciłem propozycję, by poszukać meteorytów w hałdach kopalnianych, założę się, że znalazłby się niejeden i to pozaukładowy. Tak samo może być ze sferulami – w materiale kopalnianym może być ich do bólu! Nie wiem, czy ktoś się tym zainteresował… Znając Polaków, to nikt, bo przecież naszym „uczonym” trzeba wszystko podsunąć pod nos, ale komu się chce grzebać w hałdach? Gdyby przeprowadzić takie systematyczne poszukiwania na całym świecie, to takich „gości” z kosmosu znaleziono by o wiele, wiele więcej!

Czy były to statki kosmiczne Obcych? – raczej nie, a jeżeli nawet, to mogły być jakieś sondy Bracewella. Wysyłanie w Kosmos automatów zwiadowczych ma większy sens, niż żywych przedstawicieli cywilizacji. Żywe istoty są niepowtarzalne, natomiast robotów można wytworzyć każdą ilość. I to jest ta przewaga automatycznej astronautyki nad normalną astronautyką. Póki nie znajdziemy sposobu na „bezkarne” pokonywanie przestrzeni Kosmosu, będziemy wysyłać roboty – bo to i bezpieczniej i taniej. A rachunek ekonomiczny obowiązuje zarówno na Ziemi jak i w najdalszej galaktyce…       

 

Źródła:

·        https://blog.thespaceacademy.org/2023/06/a-second-interstellar-visitor-has.html?fbclid=IwAR2JI6JvA_6fq3SBoLke9-x2lKmunYIgSQ1vUGEbnrnwIw8q3oDkxM3X92c

·        https://www.focus.pl/artykul/statek-obcych-szczatki-w-pacyfiku-1m1

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz



[1] W oryginalnym tekście 1M1. Winno być IM1 – Interstellar Meteorite 1.

poniedziałek, 10 lipca 2023

Anomalia magnetyczne na polach czyli po co powstają kręgi zbożowe? (3)

 


Ewolucje znaków w zbożu

 

Tadeusz Oszubski 3 sierpnia 2006, 0:00

 

https://expressbydgoski.pl/ewolucje-znakow-w-zbozu/ar/11361727

 

...Eksperci od piktogramów coraz częściej mówią, że za powstawanie tego fenomenu może odpowiadać wojsko lub nasi odlegli potomkowie wędrujący w czasie i prowadzący na nas badania. Ufolodzy uważają, że kosmici jako „kręgoroby” są najmniej podejrzani.

 

W tym zgiełku gubi się tajemnica, nie ma mowy o zadumie nad przyczyną i metodą powstawania „prawdziwego” zjawiska. Tym bardziej, że i sami badacze fenomenu nie są tu bez winy.

 

- Ufologia coraz bardziej schodzi na psy za sprawą niektórych quasi-badaczy, którzy promują tylko i wyłącznie swoją osobę, a nie temat. Poza tym stała się przedmiotem wyścigu szczurów. To błędne ogniki komercjalizacji - stawia diagnozę Robert Leśniakiewicz, jeden z czołowych polskich ufologów, wiceprezes ogólnopolskiego Centrum Badania Zjawisk Anomalnych.

 

Cóż pozostaje zadeklarowanym badaczom znaków w zbożu? Będą musieli zaostrzyć procedury, by odróżnić fałszywki od fenomenów. Według ekspertów, w „prawdziwych” piktogramach dochodzi do zaburzeń elektromagnetycznych. Tego efektu fałszerz deską nie wytworzy - zdemaskuje go brak anomalii. Dla większości jednak praca badaczy nie ma znaczenia.”

 

WNIOSKI

 

Powtórzę jeszcze raz - analizując sprawę anomalii magnetycznej i kręgów zbożowych w kontekście moich wieloletnich badań doszłam do wniosku, który dosłownie wywraca wszystko. Trzeba na to spojrzeć zupełnie inaczej!

 

Uważam, że nasi przodkowie to super zaawansowana technicznie cywilizacja, która żyła na Ziemi setki lub miliony lat temu. Dokładnie ile? Trzeba to sprawdzać w każdej anomalii magnetycznej w ziemi, gdyż jest tam wszystko zapisane w sposób informatyczny, fizyczny. Anomalie magnetyczne są w lasach, na polach, w górach, na pustyniach, w morzach i oceanach, w jeziorach, w miastach. Wszędzie na całej Ziemi.    

 

Po wielu kataklizmach ludzkość jako cywilizacja straciła pamięć.... Dlatego ani ufolodzy ani naukowcy nie widzą związku - przyczyny i skutku powstawania piktogramów, gdyż ograniczają ich obowiązujące TEORIE NAUKOWE o pochodzeniu człowieka i historii Ziemi. Kto ogranicza? Czy naukę, wiedzę można ograniczać? Świat jest wielowymiarowy, a nie płaski!

 

Na podstawie przeczytanych raportów ufologów dotyczących oględzin i badań zaistniałych kręgów zbożowych oraz wielu artykułów i filmów wyciągnęłam wnioski. Są one zbieżne w odniesieniu z opisaną przeze mnie anomalią magnetyczą w Nowej Kiszewie i w wielu innych miejscach o których jeszcze napiszę. Wiele spraw się potwierdza w sposób analogiczny.

 

- Ufolodzy i badacze piktogramów piszą, że ułożenie kłosów zbóż, trawy, itp. w kręgach jest prawy czyli zgodnie ze wskazówkami zegara. W symbolu i dosłownie wir energii w prawo.

 

- Średnice kręgów są różnej wielkości, co jest ważną wskazówką.

 

- Radiesteta  Pan Andrzej Lamparski w wywiadzie mówi, że w badanym przez niego kręgu zbożowym jest wyczuwalny wir, uważa że jest to miejsce mocy. Ale jakiej mocy, czyjej mocy? Tego nikt z nich nie wie. To samo mówił w kamiennych kręgach, że jest tam miejsce mocy, mierzonej w skali BSM. Dlaczego w takich „miejscach mocy” jedni czują się źle, a inni dobrze? Ja źle się czułam w anomalii magnetycznej w lesie, którą odkryłam w 2011 r. w Nowej Kiszewie. Strasznie bolała mnie głowa i robiło mi się niedobrze - tak samo jak koleżance pani Haliny Dąbrowskiej w kręgu zbożowym. Częstotliwość promieniowania w anomalii magnetycznej wówczas odpowiadała kolorowi czerwonemu. Obecnie od wiosny 2023 r. częstotliwość promieniowania jest w kolorze platynowym. Czy tak jest we wszystkich anomaliach magnetycznych i w zaistniałych kręgach zbożowych w Polsce i na Ziemi?

 

 Pan Andrzej Lamparski twierdzi, że inaczej rozkładają się energie w środku, a inaczej na obwodzie kręgów zbożowych. Wg mnie jest to typowy „pakiet” energetyczny podczepiony przez OBCYCH. Oznacza to, że jest zmiana polaryzacji i czyszczenie z „wirusów” OBCYCH. Obniżony poziom częstotliwości promieniowania do poziomu podstawowego w widmie światła białego jest dostosowany do ich celów OBCYCH, dlatego jedni czują się tam dobrze, a inni źle. Tak było do zeszłego roku. W spektrum promieniowania w anomalii magnetycznej w lesie są fale radiowe, akustyczne, infradźwięki, promieniowanie elektromagnetyczne, itp. Czy tak samo jest w kręgach zbożowych?

 

- Pan Arkadiusz Miazga w swoim raporcie napisał, że podczas badań poczuł się słabo, źle, ale poza kręgami zbożowymi. Być może właściwa anomalia jest w innym miejscu, właśnie tam gdzie źle się poczuł. Robert Leśniakiewicz mówił, że będąc w Pigży k/Torunia stał w jednym z kręgów zbożowych gdy poczuł straszny ból głowy, który zmusił go do wyjścia - tak samo jak mnie w anomalii magnetycznej w lesie.

 

- Wszyscy badacze potwierdzają, że w prawdziwych kręgach zbożowych jest niewielka anomalia magnetyczna podobnie jak w anomalii magnetycznej w lesie w Nowej Kiszewie.

 

- Kręgi zbożowe początkowo przypisano ufologom, ale z czasem zajęli się tym również ludzie nauki. Teorii  jest wiele ale nikt nadal nie wie o co chodzi z kręgami zbożowymi. Ufolodzy zostali rozbici na grupy, skłóceni i ośmieszeni, aby nic nie badali.

 

- Archeolodzy i historycy odkryli w pobliżu Oławy zasypany krąg na polach, który wg ich datowania ma 7 tys .lat.  A jak datować istniejące anomalie magnetyczne na Ziemi? Jest tam zapis ich powstania, ale w sposób fizyczny. Po naszych przodkach pozostały tajemnicze budowle i piramidy oraz tajemnicze anomalie magnetyczne w ziemi. Wszystko wskazuje na to, że byli na dużo wyższym poziomie technicznym niż nasza cywilizacja, dlatego przy naszym poziomie wiedzy i nauki mamy problem ze zrozumieniem i odczytaniem przekazów.

 

- Jest schemat w polu zbożowym w USA. Jest to najnowszej generacji procesor.... W urządzeniach anomalii magnetycznej w lasach czy na polach są również super procesory, które w analogiczny sposób działają na nas wszystkich.

 

- Jaka siła każe robić podróbki kręgów zbożowych?  Czy aby zrobić chaos, utrudnić badania, oszukać, zniechęcić, zrobić z ludzi wariatów? Po co tak wiele podróbek? Aby ukryć te prawdziwe? OBCY pojawiają się tam  gdzie pojawia się jakiś piktogram.

 

- OBCY doprowadzają do wojny i kataklizmów celowo m.in. za pomocą manipulacji anomaliami  magnetycznymi. Tylko w ten sposób  cywilizacja Człowieka zapomina kim jesteśmy.

 

- Jeżeli szaraki są bogami i błogosławią, to czy tylko swoich ludzi czy wszystkich, którzy w nich wierzą?

 

- Czy kręgi zbożowe to przeslanie mistyczne mające związek z wiarą i religią? Częściowo tak...

 

Tak daleko odeszliśmy od prawdy o pochodzeniu Człowieka, że zapomnieliśmy kim jesteśmy i co tutaj robimy. Czy miejsca anomalii w lasach i na polach, kręgi zbożowe nic nam już nie mówią...? Jeżeli wykorzystamy te wskazówki i skomunikujemy się z naszymi inteligentnymi Przodkami za pomocą urządzeń w anomaliach to otrzymamy odpowiedź?

Dlatego jeszcze raz dedykuję wszystkim badaczom motto cz. 1. „Generalny Remont ” Ziemi  zaczynamy od starożytnych anomalii magnetycznych. - Człowiek rozsądny dostosowuje się do świata. Człowiek nierozsądny usiłuje dostosować świat do siebie. Dlatego wielki postęp dokonuje się dzięki ludziom nierozsądnym. George Bernard Shaw

 

Rozsądni ludzie dostosują się do obowiązujących TEORII naukowych o pochodzeniu Człowieka od małpy. Nierozsądni ludzie zaczną to badać, gdyż tylko tak dokonuje się wielki postęp na Ziemi. Ci zrozumieją czym są anomalia magnetyczne w lasach i na polach i będą wiedzieli co zrobić wykorzystując współczesną wiedzę i technologie do badań miejsc anomalnych na całej Ziemi.

 

Eleonora – Zofia Piepiórka