Powered By Blogger

niedziela, 25 czerwca 2017

Agent donosi z terenu: PROJEKT X





Notatki służbowe są zwykle krótkie i treściwe, więc przejdźmy od razu do rzeczy. Celem wdrożenia „Projektu X” nie jest zniszczenie Starego Kontynentu, lecz podporządkowanie Europy tzw. rządowi światowemu. Niemcy wybijają się na hegemona europejskiego, co nie podoba się wielu anglojęzycznym decydentom i odbiega od ogólnej koncepcji budowy Nowego Światowego Porządku (NWO).

Wywiad amerykański donosi, że wśród uciekinierów z Bliskiego Wschodu znajdują się bojownicy państwa islamskiego. W punktach czerwonego krzyża rozdawane są im telefony komórkowe najnowszej generacji, niczym środki opatrunkowe i lekarstwa. Prawda, że są im niezbędne. Otrzymują je ludzie, którzy w swoim dawnym miejscu zamieszkania nie mieli nawet bieżącej wody. Teraz mogą się cieszyć z najnowszej technologii. Nie chodzi w tym przypadku o kontakt z rodzinami. Działania bojówkarzy na terenie Niemiec mają być koordynowane właśnie za ich pomocą. Sprawdza się mobilność jednostek rutynowymi akcjami, jak miało to miejsce w Kolonii. Tylko osoby wtajemniczone w plan elit światowych wiedzą, gdzie znajdują się magazyny z ukrytą broń i ostrą amunicją. Zostaną otwarte, w zasadzie splądrowane, jak przedstawi to prasa, w określonym czasie. Na umówiony znak sygnał rozpocznie się rzeź niewiernych, rzecz jasna w imię Allacha.

Poligonem doświadczalnych dla Iluminatów, stojących za tym wszystkim, była Jugosławia. Opracowano tam pewien schemat działań, którym posłużą się również w tym roku. Plan bojówkarzy zawiera częściowy paraliż krajów europejskich i atak na cele strategiczne, tj. elektrownie atomowe. Do tego przygotowuje się ok. 250 tysięcy wojowników, którzy „zgubili się” władzom niemieckim i słuch po nich zaginął. Reszta będzie prowadzić działania terrorystyczne i dywersyjne, z mniejszym lub większym skutkiem, ponieważ ich uzbrojenie będzie słabe (koktajle Mołotowa, kamienie, noże itp.), a broń palna najczęściej zdobyczna.

Jednak żeby to wszystko przeprowadzić należało wpierw uruchomić działania maskujące, propagandowe i inne, aby przemycić tych ludzi do Europy. W cały proceder uwikłani są najwyżsi rangą hierarchowie Kościoła Katolickiego. Mogą nas zdumiewać wypowiadane słowa papieża Franciszka o uchodźcach. Zresztą za większością ataków terrorystycznych w Europie stoją służby specjalne, które podgrzewają atmosferę, a nie państwo islamskie jako takie, więc sam papież czuje się rozgrzeszony. Zawsze może wytłumaczyć, że nie zapraszał terrorystów tylko matki z dziećmi. Sukurs za nim podążają dziennikarze, opinio twórcze gazety i media głównego nurtu, które próbują nam wcisnąć bajeczkę o prześladowanych sierotach z Aleppo, zdążających do „ziemi obiecanej” szlakiem bałkańskim. 70% z tych osób to dorośli mężczyźni, gotowi w każdej chwili chwycić za broń (dane wywiadu amerykańskiego). Celem ludzi za tym stojących jest skłócenie ze sobą świata chrześcijańskiego oraz muzułmańskiego. Wybuch na Zachodzie nastrojów antyislamskich. A w dalszej konsekwencji przyzwolenie opinii publicznej na atak USA na Iran. To powtórka średniowiecznych krucjat w wydaniu 2.0. Amerykanie od dawna czują się osamotnieni w walce z Arabami. Bardzo chcą, by ich akcje na Bliskim Wschodzie poparły kraje założycielskie UE. Tymczasem one zapierają się nogami i rękami.

Dlaczego w dużej mierze za atakami terrorystycznymi stoją służby specjalne? To proste pytanie, ponieważ to one stworzyły te organizacje i je kontrolują, o czym nie wiedzą prości bojownicy. Logiczne więc, że ci ludzie są manipulowani oraz wykorzystywani do partykularnych celów rządu światowego. Arabowie są niezwykle waleczni i zdyscyplinowani. Dlatego jest ogólne przyzwolenie władz państwowych niektórych krajów na to, aby emigranci blokowali ulice oraz zastraszali miejscową ludność. Są wypuszczani z aresztów. A śledztwa wobec nich umarzane. Od wieków obie nacje są karmione fałszywą ideologią religijną i wykorzystywane przez elity. Czasem zdarzy się samotny wilk, atakujący niewinnych, jakby ujęty całą tą otoczką walki z niewiernymi, rewolucją arabską itd. A ponieważ pojawia się ich coraz więcej, władze na ten temat milczą i ukrywają te informacje. Nie chcą jednak zbyt długo zwlekać, ponieważ z każdym rokiem tracą nad tym kontrolę. Musicie zrozumieć, że w Europie mamy miliony muzułmanów, to rzesza potencjalnych terrorystów. Zadaniem ortodoksyjnych Imamów, co was dziwi - niewydalanych za swoje poglądy, jest trzymanie ich w ryzach, tak długo jak się da. Lecz dzień X nadchodzi wielkimi krokami.


TIK-TAK


Kiedy rozpocznie się akcja: chaos? Iluminaci o swoich intencjach często informują opinię, na przykład przy okazji nowego teledysku znanej gwiazdki muzyki pop, lub w filmach przez nich produkowanych. Dlaczego to robią? Powszechnie uważa się, że wierzą w karmę i dlatego umieszczają wskazówki w teledyskach. Nic bardziej mylnego. To bardzo bogaci i cyniczni gracze, którzy zachowują się jak seryjni mordercy, pozostawiający za sobą okruszki, które mogą naprowadzić policję do ich odnalezienia. To zabawa w kotka i myszkę z całą populacją. Czas rozpoczęcia „Projektu X” wyjawiono społeczeństwu w filmie pt. „Kingsman”. W tej produkcji zobaczymy również, że pewien szalony naukowiec za pomocą satelity i telefonów komórkowych rozpętuje na ziemi prawdziwe piekło.



PS. Ton, jakiego użyłem przy pisaniu tego tekstu świadczy za tym, że coś wiem i próbuję to przekazać szerokiej opinii publicznej, jak najlepiej potrafię, żyjącej w nieświadomości, błogo śpiącej, może lekko się budzącej, lecz wciąż rozespanej, rozkojarzonej. Tak naprawdę zrobiłem to po to, aby czytało się go lepiej. Wszystko, co państwo przeczytaliście, to jedynie moje domysły i hipotezy, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością, poza kilkoma faktami, #1 istnieje napływ ludzi z Afryki i Bliskiego Wschodu do UE; #2 istnieje produkcja pt. „Kingsman” i zobaczymy tam niesamowite sceny agresji oraz rzeź w kościele. Film momentami jest głupi, wręcz powiedziałbym absurdalnie głupi, ale jak się zdaje nie o to w nim chodzi, aby był poważny i nostalgiczny. Co sugeruje mi, że ukryto w nim jakiś ważny przekaz. Podobnie, jak miało to miejsce w teledysku znanej piosenkarki Kety Perry, nazywanej księżniczką iluminatów. Ujęcie jej zegarka nie pasuje do całej sceny i jest na siłę wkomponowane w obraz. Ale to nie ja pierwszy zwróciłem na to uwagę.

Zakładam różne hipotezy oraz warianty i zastanawiam się, co może czekać świat? Wszystko to są tylko i wyłącznie spekulacje. Powyższy tekst należy rozumieć jako opowiadanie political-fiction stylizowane na artykuł. Nie było moją intencją nikogo obrażać, ani stygmatyzować. Za wszelkie podobieństwa z żyjącymi ludźmi z góry gorąco przepraszam. Niech poprawność polityczna zatriumfuje na świecie, a nas zarąbią islamscy terroryści, w myśl pięknej idei asymilacji z Arabami. Niech tylko ta asymilacja nie zamieni się w anihilację białej rasy, która uparła się wierzyć w istnienie Jezusa Chrystusa.

Zastanawiamy się, czy to czasem nie spisek ten zalew imigrantów? Skłonni jesteśmy w to uwierzyć ze względu na opieszałość władz lub wręcz brak ich zainteresowania. Skarżą się mieszkańcy Francji, Niemczech, Austrii i Włoszech, co możemy obejrzeć w Internecie, jeszcze możemy. Ale większość tych głosów nie przebija się przez główny nurt, są bagatelizowane. Dlaczego wojna w Syrii wciąż trwa, chociaż armia amerykańska, czy też NATO, są w stanie zdusić ją w zarodku w ciągu paru miesięcy i zapobiec dalszemu rozlewowi krwi? Widać na wydarzeniach, które obserwujemy, komuś bardzo zależy.

Cyniczne elity, syte kocury z pałaców, znudzone wydawaniem pieniędzy myślą o nieśmiertelności. Ach, żyć tak wiecznie. Bawić się i korzystać z życia pełnymi garściami. Ich nie najnowszą zabawką jest inżynieria społeczna. Bogatych ludzi jest jakieś 1% na planecie i po prostu obawiają się całej reszty, że ta większość kiedyś pójdzie po rozum do głowy i się zbuntuje. Myślicie, że się niczego nie boją? Wprost przeciwnie. Boją się stracić swoje bogactwo, oszczędności, nieruchomości i wpływy. Inżyniera społeczna (pasterze baranków), sztuczki socjotechniczne (telewizja), mają ich utrzymać u steru. Ale na jak długo?

Nie jesteśmy naiwni wierząc w Boga, czy siłę wyższą, ale instytucje religijne wykorzystują naszą wiarę, która jest immanentną częścią naszej egzystencji. Prawie wszystkie ludy w coś wierzą. Niektóre lewackie ugrupowania walczą zażarcie z Kościołem Katolickim, uważając, że więcej szkodzi niż pomaga. W pewnym sensie mają rację. Ale również oni uważają, że wojny znikną, jak znikną religie. Mylą się. Znikną tylko wojny religijne. A przecież człowiek znajdzie zawsze powód, aby ze sobą walczyć, gdyż taką jesteśmy konstrukcją psycho-fizyczną. Walczyliśmy o jedzenie, przetrwanie. Obecnie o ropę i surowce. Nie wiem, kto nas stworzył i dlaczego, czy był to Bóg, czy Kosmici, czy budowniczowie piramid, ale nie bez powodu rosną nam siekacze. W islamie człowiek może liczyć na zbawienie walcząc z niewiernymi i umierając dla ogólnej idei. Idzie do raju, gdzie dostaje dziewice. Gdy zabije kogoś ważnego może liczyć na jakiś dodatkowy bonus w postaci kabrioleta? W jednostkach kurdyjskich walczą kobiety. Muzułmanie ich się obawiają, gdyż według Koranu, człowiek zabity przez kobietę nie może pójść do nieba. A czy na zabitą bojowniczkę czekają w raju huryse płci męskiej? A co gdy islam przejmie już cały świat i nie będzie niewiernych, i nie będzie kogo zabijać? Absurd goni absurd. Nie jesteśmy doskonali. Co znaczy tyle, że mamy swoje słabe punkty i dajemy się wykorzystywać, często nieświadomie. A spece od reklam pracują nad tym nie ustanie, jak skutecznie i szybko drenować nasze kieszenie.

Nie chciałem swoim tekstem nikogo obrażać i szkalować, ale jako obywatel dużego państwa w Europie mam chyba prawo do wyrażania własnej opinii oraz pytań. Myślę, że się ze mną zgodzicie. Pytania te skierowane są głównie do władzy zwierzchniej Unii Europejskiej. Dlaczego pozwalają na to, by zwykłym ludziom działa się krzywda? W myśl jakich idei i planów? Dlaczego pozwalają, aby ginęły niewinne ofiary? Dlaczego jesteśmy zmuszani do rzeczy, które burzą nam krew i spędzają sen z powiek? Dlaczego narzucają nam siłą prawa i obowiązki rodem z reżimowych republik bananowych? Helsińska fundacja praw człowieka oburzona jest postawą Polski, ale nie zachowaniem Arabów wobec kobiet w europejskich strefach no-go, gdzie panuje szariat. Do dziś kobiety są obrzezane, zawierane są małżeństwa z nieletnimi. Jest na ten temat wiele dokumentów i oficjalnych danych.

Dzieje się chyba tak w myśl bogatych snobów, którzy nie widzą nic poza czubkiem swojego nosa. Dla ułatwienia ich życia. Dla nakręcania konsumpcji. Bo obecny system zachodni tworzy nierówności społeczne. To jest dla nich jak tlen. Ten system ekonomiczno-polityczny z samego założenia jest antyhumanitarny. Pewien facet opublikował na ten temat swoją pracę i wiecie co? Dostał Nobla. Nie trzeba być geniuszem, aby to widzieć. W jednym z krajów muzułmańskich wysoki w tamtejszej hierarchii dostojnik cieszy się wielką popularność wśród swoich obywateli. Sponsoruje szpitale, szkoły, żłobki, przytułki, dosłownie wszystkie ośrodki publiczne, a ludzie go kochają. Skąd ma pieniądze? Z roby naftowej. A co zrobi, gdy ropa skończy się? A kiedyś na pewno skończy się. Arabowie mają takie powiedzenie – dziadek jeździł na wielbłądzie, ojciec automobilem, ja jeżdżę ferrari, a wnuk będzie jeździł na wielbłądzie.

Agent 007


Moje 3 grosze


Kiedyś nie wierzyłem w to, że Europa może stać się islamska. Moja naiwna wiara właśnie legła w gruzach. Jedno jest pewne – Europa teraz płaci frycowe za bezlitosną kolonizację i eksploatację krajów Afryki i Azji, które trwały od XIII wieku. Wielka Brytania, Francja, Belgia, Holandia, Niemcy, Włochy, które były swego czasu mocarstwami kolonialnymi są odpowiedzialne za to, co teraz dzieje się na naszym kontynencie. Ale to jest jedynie część prawdy.

Druga część prawdy jest taka, że ktoś za tym wszystkim stoi i że źródło tego bałaganu znajduje się po drugiej stronie Atlantyku. Bo komu zależy na tym, by Europa była słaba – jedynie gospodarce USA, która znajduje się od lat w permanentnym kryzysie. W 1989 roku skończyła się Zimna Wojna, więc na gwałt potrzebna jest kolejna, która będzie bodźcem dla stygnącej gospodarki. To właśnie dlatego poleciały bomby na Irak (posiadanie przez ten kraj broni atomowej okazało się być zwykłą bajeczką), na Jugosławię (konflikt w Kosowie i zrujnowane Bałkany), kolorowe rewolucje na Bliskim Wschodzie i Północnej Afryce, które nikomu nie przyniosły żadnej korzyści, poza USA, które pozbyły się swych wrogów, a przede wszystkim Saddama, Kadafiego czy teraz Asada. Dla USA wojna w Europie byłaby kolejnym poligonem dla amerykańskich sił zbrojnych, no i oczywiście ogromnym rynkiem zbytu na broń i środki walki. W zamyśle wojna z Rosją i dorwanie się do jej zasobów naturalnych i rynków zbytu. Temu właśnie ma służyć konflikt na Ukrainie. Obruszenie na Europę wojującego islamu to jest kolejna perfidna gra supermocarstwa wymierzona przeciwko UE i Rosji. I tylko tam to można postrzegać.

Oczywiście główną bronią USA były i są tzw. prawa człowieka. Coś w imię czego rzuca się ludziom bomby na głowy, smaży napalmem i destabilizuje gospodarczo słabsze kraje. Doświadczyliśmy tego my sami. Polacy sami zdestabilizowali polską gospodarkę pod dyktando amerykańskich ekspertów (związanych przede wszystkim z CIA) i za pieniądze z tamtejszego kongresu. Doszło do przemiany ustrojowej i rozkradzenia polskiego majątku narodowego, pauperyzacji znacznej części polskiego społeczeństwa po to, by Polska przestała być konkurencyjna dla Zachodu i stała się kolejnym pionkiem w grze przeciwko Rosji. Dzięki zmanipulowanemu społeczeństwu do władzy doszły proamerykańskie męty i brunatne szumowiny wspierane przez watykańskich manipulatorów i rodzimych pożytecznych idiotów, które zamiast w interesie Polski i Polaków działają w interesie Stanów Zjednoczonych i ich zaborczej polityki – szermując, a jakże, patriotyzmem i nacjonalizmem oraz religijnością Polaków.

Dziwię się tylko lewicy, która z determinacją godną lepszej sprawy łaknie w Polsce „uchodźców” i „migrantów”, a jej publicyści wypisują jakieś głupoty na łamach prasy. Kościołowi się nie dziwię – jak tylko zorientował się, że będzie można pociągnąć trochę kasy z UE, od razu to stał się orędownikiem przyjmowanie „migrantów” w naszym kraju. Oczywiście pod nasze dachy, a nie pałaców biskupich… Natomiast lewica rzuca gromy na PiS i chciałaby tychże „migrantów” przyjmować, naturalizować, multi-kulti, itp. bzdury… Nie wiem, czy lewicowcy rozumieją to, że stworzenie w Polsce enklaw islamu (jak to już ma miejsce we Włoszech, Francji czy Niemczech) stanie się czynnikiem kryminogennym? Czy lewicowcy rozumieją, że islamiści będą wymuszali na nich kolejne ustępstwa powołując się na prawa człowieka tylko po to, by osiągnąwszy niezależność te prawa podeptać? Czy lewicowcy rozumieją, że to, że nie są wierzącymi chrześcijanami nie uchroni ich przed przymusową islamizacją? Czytając ich wypociny wcale się nie dziwię, że lewica przerypała wybory i nie może się pozbierać. No cóż – głupota ma to do siebie, że się za nią płaci i to drogo.

Pomagać „uchodźcom” i „migrantom”? Tak, oczywiście można i trzeba – ALE W ICH WŁASNYCH KRAJACH! I to muszą zrozumieć wszyscy filantropi i ludzie złaknieni innych „kultur”. Obawiam się jednak, że wszelkiej maści oszołomy i pożyteczni idioci nie pojmą tej prostej prawdy nawet mając bagnet na gardle i bat nad grzbietem…           

sobota, 24 czerwca 2017

Pakt z diabłem



Marcin Kołodziej


UWAGA! Tekst został napisany w lutym 2017 roku i miał zostać zamieszczony w jednym z tygodników. Ostatecznie nigdy nie powędrował do druku. Od tego czasu miały miejsce znacznie poważniejsze incydenty: ostrzelanie pod koniec marca polskiego konsulatu w Łucku z granatnika, wymalowanie napisów na bramie konsulatu RP we Lwowie czy niedawne podpalenie polskiej szkoły w Mościskach. Banderofile pokroju Petro Tymy, szefa Polskiego Związku Ukraińców w Polsce czy Wołodymyr Wiatrowcz szefujący ichniemu IPNowi, którego rzecznik spraw Kresowian, ks. Isakowicz Zaleski określił mianem „ukraińskiego Goebbelsa” zwalają całą winę na tzw. „trzecią siłę”, czyli… wiadomo kogo.

Koniec roku 2013 to półmetek drugiej kadencji koalicji PO - PSL. W tym czasie na kijowskim Majdanie wybuchły pierwsze demonstracje przeciwko prorosyjskiemu prezydentowi Janukowyczowi. Poszło o niepodpisanie umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z UE, która to kosztowałaby Kijów mnóstwo pieniędzy. Faktem jest, że ten przeżarty przez korupcję, mafię kraj nie jest i nie będzie jeszcze długie lata przygotowany na podpisanie owej umowy. Obalenie Janukowycza było na rękę GŁÓWNIE USA, bowiem Ukraina stała się kolejnym terytorium rywalizacji między USA, a Rosją. Polskie władze, niestety, jak zwykle zapatrzone w „amerykańskich przyjaciół”, zrobiły to, co im kazano, czyli bezkrytycznie poparły „rewolucję”, która z czasem przerodziła się w wojnę na wschodzie kraju. Zapłacili za to polscy rolnicy, których produkty zostały objęte rosyjskim embargiem, płacimy cały czas my. Janukowycz był jaki był, ale trzymał krótko faszystowskie organizacje, jak Prawy Sektor czy Swoboda za mordy; gdy tylko został obalony, do głosu zaczęły dochodzić „demokratyczne” ruchy, jak określały je niemal wszystkie główne dzienniki, portale oraz stacje telewizyjne. Mało kto, jednak, dostrzegał, czerwono czarne sztandary UPA i OUN, symbolizujące bandytów jawnie kolaborujących z faszystowskimi Niemcami i odpowiedzialnych za dokonanie rzezi na CO NAJMNIEJ 100 000 Polakach… Ci, co dostrzegali, automatycznie stawali się ruskimi trollami…

Pomniki niezgody

25 stycznia br. „nieznani” sprawcy zdewastowali polski cmentarz w Bykowni na Ukrainie. Nagrobki na polskiej części cmentarza „ozdobiono” napisami „Galizien SS”, na ukraińskiej części groby wymalowano napisami „OUN - UPA”. Kilka tygodni wcześniej pomnik polskich ofiar w Hucie Pieniackiej został wysadzony w powietrze również przez „nieznanych sprawców”, którzy „przyozdobili” go faszystowskimi. Winnych szybko znaleziono: to „ruskie”, chcący zakłócić „wzorowe” relacje między naszymi krajami. Tak sądzi też słynący z banderowskich sympatii prezes Związku Ukraińców w Polsce, Petro Tyma, Przypatrzmy się, jak wyglądają owe wzajemne, „wzorowe” relacje… Mimo poparcia dla przewrotu, nowe władze w Kijowie, 28 lipca 2014 roku wprowadziły embargo na polską wieprzowinę. Pretekstem miały być przypadki pojawienia się kilku przypadków afrykańskiego pomoru świń. Warto dodać, że w roku 2013, kiedy to Ukrainą rządził zły, „ruski” Janukowycz, polscy producenci sprzedali na tamtym rynku 19 tysięcy ton wieprzowiny  o wartości 33 milionów euro. Tymczasem, po rewolucji, ichni resort rolnictwa dodatkowo podniósł cło na polskie produkty do takiego stopnia, że zdaniem prezesa Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego Wiesława Różańskiego, eksport na Ukrainę przestał być opłacalny.

Konieczność zmiany polityki wschodniej

NIE MA w obecnym sejmie ŻADNEJ partii, która zdecydowanie skrytykowałaby odradzający się ukraiński faszyzm, choć przyznać trzeba, że coraz więcej głosów krytycznych pochodzi z ugrupowania Kukiz’15. Trudno jednakże orzec, czy jest to zwykła kalkulacja i chęć zabłyśnięcia czy może ktoś w końcu przejrzał na oczy, bo lider ugrupowania jeździł na Majdan i śpiewał piosenki ku pokrzepieniu serc… Czy banderowskie symbole były wtedy niedostrzegalne dla Pawła Kukiza? Na rewizję stosunków między Warszawą i Kijowem na razie nie ma co liczyć: rząd PiSu, jest zapatrzony w „prozachodnie” władze w Kijowie i samego prezydenta Poroszenkę, który w 2014 roku złożył hołd bandytom z UPA. Ukraiński faszyzm nie przeszkadzał posłance PiSu, Małgorzacie Gosiewskiej, pstrykać fotek z ukraińskimi „żołnierzami” z batalionu Ajdar, oskarżanych przez Amnesty International o zbrodnie wojenne dokonywane na ludności Donbasu oraz… jawnie odwołujących się do ideologii UPA i OUN. Obiekcji nie miał również prezes PiS, aby stanąć na Majdanie, u boku jawnego faszysty domagającego się zwrotu m.in. Przemyśla, Ołeha Tianhyboka ze „Swobody” i „bojowników Majdanu” przywitać… banderowskim pozdrowieniem. Można powiedzieć, że rząd PiSu prześcignął PO w dogadzaniu i bezkrytycznym popieraniu rządu w Kijowie. Platforma Obywatelska bowiem równie głośno opowiadała się za izolacją Rosji oraz wsparciem „bratni zza Sanu”. Oto przykład: rząd Ewy Kopacz pożyczył Kijowowi przynajmniej 100 milionów euro na „niezbędne reformy”. Cóż, reform brak, za to polskie pomniki wylatują w powietrze. Ponieważ Ukraina to polityczny i ekonomiczny bankrut, na zwrot pieniędzy nie ma co liczyć. Nie pani Kopacz płaci, jeno podatnicy. Prezydentowi Komorowskiemu nie przeszkadzał również proporzec w barwach UPA, który na garniturze miał prezydent Poroszenko podczas wizyty na Westerplatte… pierwszego września 2015 roku. Obecny rząd w Kijowie często jest krytykowany przez rozmaite organizacje, w tym RE, OBWE oraz ONZ za dyskryminowanie mniejszości narodowych. Najwięcej protestów składała Rosja, politykom PO i PiS nie przeszkadza dyskryminacja Polaków na Ukrainie. Pod koniec 2015 roku prezydent Duda przybył na Ukrainę. Odwiedził m.in. na wspomniany powyżej cmentarz w Bykowni, by oddać hołd ofiarom komunizmu. Plan jego wizyty nie przewidywał podobnej wizyty na Wołyniu…

Korzystałem z:
Sputnik news.com
Forbes.pl
Onet.pl

Kresy.pl

piątek, 23 czerwca 2017

Życie na Enceladusie?

Enceladus sfotografowany przez sondę Cassini (NASA)


George A. Filer III (MUFON)


NASA ogłasza, że jeden z księżyców Saturna może podtrzymywać pozaziemskie życie. Cząsteczkowy tlen - O2 - znaleziony na Enceladusie jest jedną z zasadniczych cegiełek życia na Ziemi.

Nowe odkrycia napłynęły z sondy kosmicznej Cassini, która przeleciała w dużym obłoku wody, która została wystrzelona z powierzchni Enceladusa. Ponad 100 pojedynczych gejzerów wyrzuca wodny lód, organiczne molekuły i inny materiał w przestrzeń kosmiczną z Południowego Rejonu Biegunowego satelity Saturna – Enceladusa, jak to zaobserwowano z Cassiniego. (Dzięki NASA, JPL i SSI)

To właśnie te statek kosmiczny sporządził odczyt składu chemicznego wody i wysłał go na Ziemię w celu dalszych studiów. A studia te znalazły dowody na istnienie tam cząsteczkowego wodoru – H2 – w tych dżetach pary wodnej  i cząstki, które pochodzą z materii tego księżyca. Ten molekularny wodór najprawdopodobniej pochodzi z reakcji hydrotermalnych zachodzących pomiędzy gorącymi skałami i wodą pod lodowym pancerzem tego księżyca, jak twierdzą naukowcy. Na Ziemi ten sam proces zapewnia energię dla całego ekosystemu istot żywych zamieszkujących wokół wylotów kominów hydrotermalnych (palaczy) na dnie Wszechoceanu.

Ten wodór stanowi znakomite źródło pożywienia i wiele bardzo dawnych form ziemskiego życia używało go jako paliwa. Rodzaj życia zamieszkującego Enceladusa może spożywać ten wodór i wydalać metan – CH4 – który także wykryto w materiale pochodzącym z tego księżyca.

Dalsze badania wykazały, że Cassini przeleciał przez wyrzut materii, w którym znajdowały się nie tylko cząstki wodoru ale także dwutlenek węgla – CO2. Razem te dwa składniki są niezbędne w procesie metanogenezy – reakcji uprawianej przez mikroorganizmy w podobnie ciemnych, podmorskich środowiskach na Ziemi.
Naukowcy sądzą, że trzy komponenty są potrzebne do powstania i rozwoju życia na planetach: woda, molekuły organiczne i źródło energii. Dwa pierwsze odkryto na Enceladusie już wcześniej, ale najnowsze odkrycia znaczą, że wszystkie trzy komponenty tam się znajdują, wraz z dodatkowym źródłem paliwa do utrzymania życia.
- Teraz wiemy, że jest tam nie tylko ciepłe i wilgotne środowisko – teraz dowiedzieliśmy się, że jest tam pożywka dla życia – powiedział Lewis Dartnell, astrobiolog z Uniwersytetu Westminster. – Tam jest paliwo dla ekosystemu Enceladusa.

Ukazane są pęknięcia zwane „tygrysimi paskami”, z których biją gejzery wody i lodu oraz innego materiału z podlodowego oceanu księżyca Saturna na stronie NASA/JPL/Space Science Institute -       http://www.independent.co.uk/news/science/nasa-announcement-today-alien-life-exist-saturn-enceladus-cassini-hydrogen-plume-hydrothermal-a7681821.html

Wyrzuty pary wodnej na Enceladusie (NASA)

Od Wydawcy:

Rozwinięte podwodne CNT - cywilizacje naukowo-techniczne mogły się rozwinąć na tych wodnych planetach albo księżycach i posiadły możliwości do lotów kosmicznych. Sumerowie opowiadali o tym, że byli oni odwiedzani przez kosmicznego podróżnika Oannesa, który zamieszkiwał w morzu i przekazał im wiele praktycznych wiadomości i pismo. Carl Sagan wskazał na zdumiewające opisy pozostawione przez Sumerów, mówiące o pozaziemskiej inteligencji przybyłej na Ziemię i prowadzącej edukację Ludzkości. Dziennikarz śledczy Phillip Coppers z kanału TV History Channel twierdzi, że babilońska opowieść o Oannesie, który mieszkał w morzu jest pomiędzy najlepszymi dowodami na to, że byliśmy odwiedzani przez Kosmitów w przeszłości. Sumerowie jak i wcześni Egipcjanie i Babilończycy opowiadali o tym, że ich pismo nie zostało „wynalezione”, ale „dostali” je od swych bogów, którzy przybyli na Ziemię z nieba w „ognistych rydwanach” czy „niebiańskich łodziach”. Czy te wszystkie dziwne budowle i drogi istniejące na dnie Wszechoceanu zostały przez Nich zbudowane? – zob.  http://wszechocean.blogspot.com/2017/06/zatopione-bazy-obcych-na-googleearth.html.


Przekład z angielskiego – ©Robert K. F. Leśniakiewicz       


czwartek, 22 czerwca 2017

Niepotrzebna wojna



Gdy u nas był stan wojenny świat fascynował się konfliktem brytyjsko-argentyńskim o Falklandy z hiszpańska Malwiny. Ta wojna pozostaje dla wielu osób jednym z najbardziej niezrozumiałych i bezsensownych konfliktów w historii ludzkości. Bili się o smagane wiatrem jałowe wyspy.

Mój kalendarz - 35 lat temu, 20 czerwca 1982 roku po 80 dniach zakończyła się zwycięstwem Wielkiej Brytanii wojna o Falklandy.  W końcu XVI wieku wyspy zostały odkryte przez angielskich żeglarzy. Anglia ustanowiła swoje zwierzchnictwo nad nimi. W praktyce wyspy pozostawały nieskolonizowane i swe pretensje do nich zgłosiła w 1820 r. Republika Argentyńska.. W 1833 Wielka Brytania zdecydowała się w końcu skolonizować wyspy. Argentyna nie wycofała jednak swoich żądań w sprawie  tego terytorium…


Wojna rozpoczęła się 2 kwietnia 1982 roku wraz z lądowaniem argentyńskiej armii… Podłożem konfliktu było ogromne niezadowolenie społeczeństwa Argentyny  pod rządami junty wojskowej – kierowanej przez Jorgego Videlę – zbrodniarza popieranego przez biskupów. W tym wypadku zastosowano starą i niezawodną metodę, czyli „temat zastępczy”. Cały naród argentyński uznawał roszczenia państwa co do wysp. Na garnizon brytyjski składało się zaledwie siedemdziesięciu Brytyjczyków. Margaret Thatcher przy aprobacie rodaków podjęła decyzję o wysłaniu wojsk. Argentyńczycy  szybko opanowali Falklandy i dalej położone wyspy Georgia Południowa i Sandwich. Tym samym los junty wojskowej odwrócił się. Zamiast strajkować lud Argentyny wyszedł na ulice wiwatować.

Wielka Brytania przystąpiła do kontrataku. W kierunku Falklandów płynęło 13 000 żołnierzy i dwa lotniskowce. 25 kwietnia, brytyjscy komandosi wylądowali na Georgii Południowej. 2 maja brytyjski okręt podwodny o napędzie atomowym zatopił argentyński krążownik General Belgrano, Z kolei 4 kwietnia Argentyńczycy  zatopili brytyjski niszczyciel rakietowy HMS Sheffield. W wyniku tego ataku okręt stał  się pierwszym brytyjskim okrętem wojennym zatopionym po II wojnie światowej.




Pod koniec maja, wojsko argentyńskie w  przeciągu zaledwie czterech dni (22–25 maja)  zatopiło  aż cztery duże  okręty (niszczyciel, 2 fregaty, transportowiec). Przysłużyły się myśliwce z rakietami przeciw-okrętowymi Exocet.

21 maja wojna wkroczyła w końcową fazę. Brytyjski 2. batalion spadochroniarzy i Ghurkowie odbił Darwin. W bitwie zginęło 18 Brytyjczyków i 200 Argentyńczyków…

14 czerwca argentyński garnizon w Port Stanley został zdobyty. Dowódca sił argentyńskich podpisał akt zawieszenia broni. W tym momencie poddało się 9800 żołnierzy argentyńskich…


Formalnie wojna zakończyła się wraz z odbiciem wyspy Południowy Sandwich – 20 czerwca 1982 roku. Ta wojna to niezła demonstracja potęgi Imperium Brytyjskiego i kunsztu jego sił zbrojnych. Albion udowodnił, że dalej jest mocarstwem. Ktoś już wspomniał - Thatcher nie miałaby żadnych szans utrzymać się przy władzy bez np. „małej zwycięskiej wojenki”, a taką ona była.
Anegdotycznie ujmując krajobraz i klimat Falklandów są po stronie Brytyjczyków. Nikt normalny tam za długo nie wysiedzi, tylko Szkoci. Mają tam jak u siebie. Dodatkowo jeszcze po wojnie falklandzkiej w społeczeństwie argentyńskim panuje coś, co można by nazwać „syndromem falklandzkim”, i co przypomina syndrom wietnamski w USA. Różnica polega na tym, że Ameryka to przezwyciężyła, a Argentyna nie.

Na wyspach smaganych bezustannie zimnymi wichrami oceanicznymi i deszczami oficerowie rozlokowali żołnierzy w namiotach, często bez dobrej odzieży, bez pożywienia i odpowiedniego uzbrojenia. Znęcali się nad nimi. Systematycznie bili i kopali rekrutów, wstawiali ich boso do lodowatej wody, przywiązywali nagich do pali wbitych w grunt i trzymali tak godzinami. To był cały Videla zbrodniarz.


* * * *


W tym czasie służyłem w WOP w świnoujskim porcie i pamiętam, jak wracały stamtąd nasze statki rybackie, których załoganci opowiadali o ruchach brytyjskich okrętów, które otoczyły pierścieniem te niegościnne wyspy.

Podsumowując działania wojenne, to był to pokaz siły Wielkiej Brytanii, ale także kolejny poligon dla nowych technologii – amerykańskiego i radzieckiego zwiadu satelitarnego, francuskich pocisków rakietowych klasy powietrze-woda, które niszczyły angielskie okręty, pokaz możliwości uzbrojenia żołnierzy obu walczących stron, itd. itp. Tak jak w 1936 roku Hiszpania była poligonem dla Niemców przed uderzeniem na Polskę… 

Patrząc na to z szerszej perspektywy, był to popis siły podobny do tego, jaki Ronald Reagan urządził na Grenadzie, która w końcu była wyspą należącą do brytyjskiego Commonwealth’u… Reaganowi wystarczyły dwa problemy w Ameryce Południowej: Kuba i Nikaragua, a do tego na Grenadzie pojawił się lewicowy prezydent… - ale to już inna historia.


Opracował: Stanisław Bednarz

Komentarz – Robert K. F. Leśniakiewicz 

środa, 21 czerwca 2017

UFO: przystanek w Belgii



W. Gołowjaszkin


…OSTATNIA WERSJA: psychoza zbiorowa. Obiektów, o których mówią naoczni świadkowie, nie zarejestrowały jednoznacznie radary centrów kontroli resortu obrony państwa. Samoloty F-16 spenetrowały wskazane przez świadków rejony i nie wykryły żadnych oznak występowania NOL. Specjaliści skłaniają się ku wariantowi, iż zarejestrowane przez radary sygnały, być może były spowodowane meteorologiczną inwersją słoneczną.
Jest to fragment informacji opublikowanej przez Ministerstwo Obrony Belgii. I swego rodzaju wynik badań podjętych na żądanie deputowanych tamtejszego parlamentu.


Historia zaczęła się 29 listopada (1989 roku), Patrycja Barbier – mieszkanka niedużej osady w pobliżu Liége spożywała z dwójką dzieci kolację w kuchni. Nagle podwórze rozświetliło się z góry, jakby spadały na nie żółte i czerwone promienie. Gdy kobieta podbiegła do okna zobaczyła, że nad domem płynie duży obiekt. Początkowo poruszał się powoli, potem szybko nabrał prędkości i wysokości. I znikł.


Tego samego wieczoru podobne zjawisko widziały trzy kobiety w mieście Obel.

Są i poważniejsze dow0dy. Tegoż wieczoru, 29 listopada patrol policyjny (żandarmerii), składający się z dwóch osób, odbywał codzienny obchód po mieście Eupen, w pobliżu granicy z Niemcami. Nieoczekiwanie, na szarzejącym niebie mężczyźni zauważyli duży, okrągły przedmiot, który poruszał się zygzakami „szybciej niż balon, ale wolniej niż samolot”. Wydobywały się z niego trzy promienie, mocno oświetlające ziemię. Jednym słowem, ni mniej ni więcej tylko „latający talerz”.  Po pewnym czasie „talerz” zawisł nad zaporą na rzece Wedr na wysokości około 200 m i pozostawał nieruchomy przez okres mniej więcej 45 minut. Policjanci poinformowali o tym swych przełożonych i kontynuowali obserwację. Wkrótce do obiektu zbliżył się drugi obiekt. Ten miał kształt dysku. Nad dyskiem miał jakby kopułę. W kopule były trzy iluminatory. Na dużej wysokości oba „talerze” połączyły się i oddaliły w kierunku południowym.

Po upływie kilku dni grupa młodych ludzi znów zaobserwowała pojawieniem się na wieczornym niebie „czterech czy pięciu źródeł światła” poruszających się w kierunku granicy holenderskiej.

Zaledwie w ciągu niespełna miesiąca do Belgijskiego Towarzystwa Badań Zjawisk Kosmicznych (SOBEPS)[1], wpłynęło około 150 doniesień naocznych świadków, wiele z nich się pokrywało. Przyniesiono liczne zdjęcia obiektów. Władze lokalne bardzo poważnie potraktowały te informacje. I tak 5 grudnia wyleciały dwa samoloty F-16 Belgijskich Sił Lotniczych. Spenetrowały dany rejon. Ale… niczego nie wykryły. Nie przyniosły efektów i poszukiwania przy pomocy samolotów dalekiego zasięgu i zwiadowczych.

Pierwsze informacje o Niezidentyfikowanych Obiektach Latających, jakie trafiły do druku, oczywiście wprawiły mieszkańców w zaniepokojenie. Wielu godzinami wystawało na dachach swoich domów w nadziei ujrzenia tego tajemniczego zjawiska, o czym można by opowiadać nawet wnukom.

Sytuacja zaogniła się jeszcze bardziej po tym, jak stało się wiadome, że operatorzy radarów w rejonie Liége (Glons) i Gandawy (Semmerzake) w ostatnim czasie zaobserwowali na ekranach niejasne sygnały[2], których nie potrafili zidentyfikować. Przedstawiciel MON Belgii potwierdził te informacje, jednakże podkreślił, że pojawienie się zagadkowych sygnałów może być związane z procesami atmosferycznymi nad terytorium kraju.


Lakoniczny ton takiej informacji nikogo – ma się rozumieć – nie uspokoił. – To nie jest wyjaśnienie – powiadali ludzie i domagali się bardziej szczegółowej wypowiedzi. Bowiem nie brakowało rozmaitych hipotez. W prasie pojawiły się nawet informacje, że nocami nad Belgią latają wcale nie NOL-e, a nowe tajne samoloty amerykańskie, pokryte specjalną warstwą, dzięki której nie są one widoczne na ekranach radarowych.

Wiele osób uważało tą wersję za najbardziej absurdalną. Kategorycznie odrzuciła ją Ambasada Stanów Zjednoczonych Ameryki w Belgii.

Najwięcej uwagi naocznym świadkom tych zjawisk poświęciło Towarzystwo Ufologiczne od 20 lat działające pod kierownictwem prof. Michela Bougara. Najnowsze badania Towarzystwa pozwoliły ustalić, co następuje:

·        Wszystkie obiekty miały trójkątną platformę podobną do kopuły, na której niektórzy widzieli iluminatory.
·        Z reguły na obiektach znajdowały się trzy „reflektory” w tylnej części i dwa w przedniej. Włączały się one na przemian.
·        Centrum obiektu świeciło zazwyczaj światłem jasnopomarańczowym.
·        Obiekty przemieszczały się w zasadzie nie wydając żadnego dźwięku, ale niekiedy słychać było słabe brzęczenie, przypominające hałas silnika elektrycznego.
·        Prędkość była niewielka, od 60 do 90 km/h.
·        Obiekty mogą zawisać nieruchomo.
·        „Talerze” nie dokonują gwałtownych przemieszczeń.
·        Intensywność światła „lamp” zależy od prędkości pojazdu, co pozwala wnioskować o identyczności źródła energii tak dla lotu, jak dla oświetlenia.   

Zatem… cóż za zjawisko obserwowali mieszkańcy Belgii? Niezidentyfikowane Obiekty Latające, samoloty amerykańskie, nieznane jeszcze procesy atmosferyczne? Uzasadnionej odpowiedzi dać nie można. Ostatnia wersja fizyka, profesora Uniwersytetu Belgijskiego dr Augusta Massena  brzmi:

…chodzi tu o tak zwaną reakcję psychopatologiczną, która przejawia się w formie histerii, majaczenia paranoicznego i psychozy grupowej.

Być może, ale … oto obrazek. Chłodny wieczór 20 grudnia. Około setki ciekawskich zebrało się na Zaporze Michel w pobliżu Liége na wezwanie Towarzystwa Ufologicznego w celu grupowej obserwacji „latających talerzy”. Zimny deszcz i wiatr, ludzie cierpliwie czekają. Psychoza grupowa jest – „latających talerzy” nie ma. Tym razem nie przyleciały, za to pojawiały się w dużej liczbie w kilka dni później. Może histeria tu niepotrzebna. Pobudzają do rozważań fotografie i zapisy wideo. Technikę o majaczenie raczej trudno posądzić…

Przekład – J.B.
„Sfinks” nr 2(7)/1990, s. 9   


Moje 3 grosze


Czytam te rewelacje wciąż na nowo i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że rozwiązanie tej zagadki wcale nie kryje się w Kosmosie, ale na Ziemi i że te pojazdy nie są pojazdami Kosmitów, ale jak najbardziej ziemskimi konstrukcjami. Szczególnie ciekawym jest stanowisko Ambasady USA, która szybciutko zaprzeczyła jakoby nad Belgią latały jakiekolwiek amerykańskie samoloty wojskowe, a tym bardziej doświadczalne.

Także kuriozalnym jest oświadczenie prof. Massena o „masowych reakcjach psychopatologicznych”.  Tak czy inaczej, ta sprawa zalatuje mi znów jakimiś skunk works i black projects z udziałem USAF…

Nie od rzeczy należałoby tu przypomnieć, że w sierpniu 1990 roku zaczęła się Wojna w Zatoce Perskiej i przygotowania do niej mogły mieć miejsce – i miały – nad Belgią i innymi krajami NATO. To właśnie w tej wojnie wykorzystano masowo „niewidzialne” samoloty stealth F-117 Nighthawk i bombowce B-2 które siały potem spustoszenie na irackich pustyniach…


Tak więc testowano te samoloty w dzień i w nocy, a potem po prostu analizowano zapisy ze stacji radiolokacyjnych i… relacji naocznych świadków. Mogło tak być? Mogło i zapewne było. Można powiedzieć, że Wojna w Zatoce rozpoczęła się w Belgii, w 1989 roku.

Oczywiście jest to przypuszczenie, ale dość dobrze umocowane w faktach.
Istnieje jeszcze jedna możliwość, a mianowicie taka, że testowano w Europie jakiś nowy typ pojazdu powietrznego poruszającego się na zasadzie antygrawitacji lub zredukowanej grawitacji. To już jest czysta fantastyka, ale czy nie zaczynano wielu rzeczy od czystej sci-fi?   




[1] Aktualnie COBEPS - Comité Belge pour l’Étude des Phénomènes Spatiaux – Belgijski Komitet Badań Zjawisk Kosmicznych.
[2] Odbicia albo echa radarowe.