Powered By Blogger

sobota, 23 grudnia 2023

Kobieta – foka z Wysp Owczych

 


Al Rosales


Na wyspie Kalsoy czyli "wyspie ludzkiej", w Danii krąży rzadka legenda związana z foką (Selkie) Kópakonanem.

Dawno temu, na tej wyspie wierzono, że każdy, kto umarł brutalną śmiercią lub popełnił samobójstwo, został przekształcony w fokę.

Te jednak raz w roku mogłyby wrócić do "ludzi", by szczęśliwie świętować do wschodu słońca, by wróciły do fok.

Pewnego dnia na wyspie Kalsoy młody rolnik wybrał się na plażę, ciekawy, jak foki znów stają się ludźmi i tańczą.

Mężczyzna podczas tańca wziął okrycie jednej z młodych "foczek", uniemożliwiając jej powrót nad morze i zmuszając dziewczynę do ślubu.

Mieli dzieci, a rolnik zawsze trzymał przy sobie klucz do szafy, przywiązany mocno do pasa, aż do dnia, kiedy na łodzi zdał sobie sprawę, że zapomniał go w domu.

Pobiegł do domu, ale kobieta już zniknęła i wróciła na swoją plażę.

Od tego dnia farmer już jej nie widział.

Gdy jednak wypłynął na morze łowić, jasnooka foka okrążała jego łódkę nieustannie i łowienie zawsze było bardzo dobre.

Podobnie, gdy jego dzieci spacerowały po plaży, kilka metrów od brzegu pojawiła się foka, podążając za nimi, pewnie po to, żeby towarzyszyć im w drodze.

Kobieta mimo miłości do bliskich należała do morza.

W sierpniu 2015 roku we wsi Mikladalur na brzegu wzniesiono przepiękny posąg poświęcony Kópakonanowi, wykonany ze stali nierdzewnej i brązu, ma 2,6 metra wysokości i waży 450 kilogramów.

Imponujący i kompaktowy, jest w stanie wytrzymać fale do trzynastu metrów.

Dzieło autorstwa rzeźbiarza Faroe Hansa Pauli Olse - 24 sierpnia 1957 r.

 

piątek, 22 grudnia 2023

CE0/CE-III-A z MIB w Anglii

 


 

Albert Rosales


Miejsce: Spalding, Lincolnshire, Anglia

Data: wrzesień 2006

Czas: noc

Opis incydentu:

Główny świadek przebywał w domu przyjaciela, który najwyraźniej już wcześniej spotkał UFO i zastanawiał się, czy zgłosić to władzom, czy nie. Jego przyjaciel (świadek pojawienia się UFO) właśnie poszedł spać, a świadek korzystał z toalety na parterze, gdy nagle usłyszał, jak ktoś majstruje przy tylnych drzwiach domu. W milczeniu zajrzał przez szczelinę w drzwiach toalety i zobaczył trzech wysokich mężczyzn stojących w drzwiach. Wydawało się, że poruszają się cicho. Byli to wysocy, krępi mężczyźni o ciemnych włosach, ubrani w czarne garnitury, białe koszule i czarne krawaty. Poszli na górę do pokoju przyjaciela. W tym momencie świadek bardzo się przestraszył, myśląc, że to rabusie. Szedł za nimi możliwie najciszej. Rozmawiali z jego przyjacielem o czymś w jego sypialni, czego nie do końca słyszał. Następnie wymknął się i zamknął w łazience, skamieniały. Po 5 minutach wyszedł z łazienki. Wyglądało na to, że mężczyźni wyszli. Wyjrzał przez okno i zobaczył trzech mężczyzn odjeżdżających czymś, co wyglądało na czarnego jaguara. Następnie zapytał przyjaciela, o co w tym wszystkim chodziło, ponieważ wyglądało na to, że niczego nie ukradli. Jednak jego przyjaciel nie przypomina sobie, żeby miał cokolwiek wspólnego z jakimikolwiek „facetami w czerni”. Być może ta trójka wolała podróżować ze swojego wymiaru do naszego czarnymi jaguarami zamiast czarnymi cadillacami.

Dodatek HC

Źródło: Dokumenty UK Department of Defense  (DEFE24/20991/1 s. 471)

Typ: E

 

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

czwartek, 21 grudnia 2023

Oficjalny kontakt z ETI w Związku Radzieckim

 


Albert Rosales

 

Do zdarzenia doszło w lesie Pirogowskij Lesopark, na północny zachód od Mytiszcze w Obwodzie Moskiewskim w Rosji (dziś NE przedmieście Moskwy– przyp. tłum.). Wydarzenie miało miejsce 17 marca 1985 roku pomiędzy godziną 15:00. i 16:30 MSK. Było to CE3/CE-III z Obcymi, którzy wyszli z czerwono świecących BOLi.

Według Otto Shamina z rosyjskiego miasta Taganrog, który upublicznił tę informację w 2001 roku, jest to niezwykły przypadek, który zachował w pamięci na wiele lat, a który zawiera część historii Michaiła S. Gorbaczowa.

Jak powszechnie wiadomo, Michaił Siergiejewicz Gorbaczow został wybrany na stanowisko Sekretarza Generalnego KPZR (Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego) 15 marca 1985 r., a w 1990 r. został ostatnim prezydentem byłego ZSRR. Następnego dnia w telewizji zwrócił się do narodu.

17 marca tego roku około godziny 16:00 nagle i niespodziewanie, nie mówiąc o tym wielu osobom w swoim otoczeniu, opuścił główny gmach Komitetu Centralnego KPZR mieszczący się na Starym Placu w Moskwie.

Szybko wsiadł do czarnego samochodu wołga i wraz z niezwykłą małą eskortą składającą się z zaledwie trzech identycznych czarnych samochodów GAZ-3102 Wołga, w tym jednego, którym Gorbaczow przyjechał w towarzystwie kilku najbardziej zaufanych funkcjonariuszy KGB/wojska/rządu. Nawet szef garażu Gorbaczowa, pan M. Wołodin, nie był świadomy wybranej trasy.

Następnego dnia wróciły trzy wołgi, wszystkie bardzo brudne, zabłocone aż po dachy. Liczniki wszystkich pojazdów wskazywały wzrost o 200 kilometrów. Dokąd pojechały, nie wiadomo, wszyscy uczestnicy wyprawy milczeli na temat tego, co się stało.

Jego kuzyn, zapalony wędkarz zimowy, powiedział Otto Shaminowi, że ma bliskie powiązania z szefami partii w Moskwie i próbował zbadać incydent, wskazując, że 17 marca wybrał się z przyjaciółmi na ryby w pobliżu miasta Mytiszcze (północno-zachodnie przedmieście miasta Mytiszcze) i w drodze powrotnej około godziny 3:00 po południu zauważyli wjeżdżające do lasu trzy czarne samochody wołga.


Dodał, że jakiś czas później zobaczyli dwie duże, czerwone, świecące kule schodzące z nieba mniej więcej w tym samym kierunku. Powiedział, że pozostali tam przez półtorej godziny, po czym obie kule wzniosły się i zniknęły na niebie.

Ale był ważny szczegół: przez cały czas trwała całkowita przerwa w dostawie prądu na kolei elektrycznej między Moskwą a Mytiszcze. Kolej została całkowicie odłączona od większych miast, a na peronach stacji podmiejskich czekały tłumy ludzi.

Inni w okolicy również zaobserwowali czerwone, świecące kule schodzące w las. Nikt nie był w stanie wyjaśnić, czym były te świecące kule i przyczyną awarii elektrycznej.

Na początku kwietnia inny człowiek, który znał pana Shamina, który zajmował stanowisko w Komitecie KPZR w mieście Zelenograd, powiedział Shaminowi, że kilka dni wcześniej wszystkie Komitety KPZR w północnych obszarach kraju otrzymały poufny list.

List brzmiał mniej więcej tak:

Jeśli 17 marca tego roku zostaniesz zapytany, co stało się z energią elektryczną w twoim regionie, wyjaśnij, że była to zwykła przypadkowa przerwa w dostawie prądu i został podpisany Gorbaczow.

Zdaniem części badaczy udało się odtworzyć przebieg wydarzeń, rzekomego kontaktu lub oficjalnego spotkania przedstawicieli rządu Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich z rzekomymi istotami pozaziemskimi.

Spotkanie (jeśli do niego doszło) było zaplanowane z wyprzedzeniem, po tym jak Gorbaczow potajemnie uzyskał dokładną informację o dokładnym czasie i współrzędnych w formie pilnego zaproszenia z zagranicy.

Prawdopodobnie informacja ta zawierała żądanie spotkania się z samym szefem rządu (Gorbaczowem) oraz dokładne dane o osobach, które miały przy nim być obecne i które pozwolono mu zabrać ze sobą. W sumie grupa liczyła prawdopodobnie 3 kierowców i około 9 pasażerów, w tym tylko około 12 mężczyzn.

Oprócz Gorbaczowa był tam generał Władimir Miedwiediew, szef ochrony Gorbaczowa, przewodniczący KGB Wiktor Michajłowicz Czebrikow, najbardziej zaufany przyjaciel Gorbaczowa, akademik Aleksander Nikołajewicz Jakowlew i kilku innych mężczyzn oraz być może około 4 lub 5 funkcjonariuszy KGB, głównie z biura generała Miedwiediewa (Ochrona Kierownictwa Partyjno-Państwowego i Urządzeń o Szczególnym Znaczeniu czyli IX Zarząd Główny KGB – przyp. tłum.).

Samochody przed dotarciem na miejsce przejechały długą drogę wykonując liczne zakręty i manewry wymijające.

Około godziny 3:00 po południu trzy czarne wołgi w końcu wkroczyły do ​​lasu Pirogovskij w centrum tak zwanego Pirogovskij Lesopark (park leśny lub rezerwat) około 2 km na północny zachód od Mytiszcze, pomiędzy Mytiszcze a zbiornikiem wodnym Pirogovskij, gdzie samochody zatrzymywały się na łące pośród brzóz i topoli.

Następnie ochroniarze ustawili się na obwodzie. 10-15 minut później na niebie pojawiły się dwa świecące statki Obcych (kule, BOLe), otoczone czerwonawą poświatą plazmy. Podleciały do ​​grupy i następnie unosiły się w powietrzu na małej wysokości, jasność wokół nich zmniejszyła się, po czym oba UFO wylądowały lub opadły bardzo blisko ziemi, kilkadziesiąt metrów od grupy.

Następnie z obiektów wyłoniły się dwie wysokie humanoidalne istoty, które w zasadzie przypominały ludzi, ale nie do końca, i komunikowały się z grupą przez około półtorej godziny.

Najwyraźniej wszystkie humanoidy były przebrane tak, aby wyglądały bardziej ludzko i były bardzo wysokie, zamaskowane hologramami. Negocjowano szereg „kwestii”, po czym obcy powrócili na swoje statki, które wzniosły się i zniknęły.

Wśród rzekomo omawianych elementów znajdują się m.in.:

1. Rozbrojenie nuklearne. W przypadku rozbrojenia nuklearnego zapewniłyby ZSRR zaawansowane technologie. ZSRR musiał przekonać USA (Ronalda Reagana i in.) do porzucenia programu „Gwiezdne Wojny” czyli SDI.

2. ZSRR musiał odrzucić technologie niszczące lub zanieczyszczające środowisko. W zamian za tę odmowę kosmici dostarczyliby ZSRR super zaawansowaną technologię, która zastąpiłaby normalną ziemską technologię niszczącą przyrodę.

3. Wszyscy świadkowie byli zobowiązani do końca życia zachować całkowite milczenie i tajemnicę na temat spotkania i nigdy nikomu o tym nie mówić (istnieją jednak dowody, że Gorbaczow powiedział swojej żonie Raisie).

4. Obcy rzekomo zaprosili także kilku członków grupy, w tym Gorbaczowa, aby obejrzeli układ napędowy ich statków i inne wyposażenie znajdujące się wewnątrz ich statków.

5. Rzekomo negocjowali także z Gorbaczowem i jego zespołem w sprawie szerokiego programu przebudowy ZSRR i deklarowali, że będą go w tym wspierać; Program ten wkrótce nazwano „Pierestrojką”.

Źródło: Otto Shamin „Tajemniczy odcinek” w: „Tajemnice XX wieku”, Sankt Petersburg, 12 sierpnia 2001 r.

 

Uwagi:

Tak naprawdę historia się zmieniła, gdy Gorbaczow został przywódcą Związku Radzieckiego, nastąpiły zmiany bezprecedensowe, ale wiele obietnic nie zostało w pełni spełnionych i w wywiadzie prasowym z Gorbaczowem stwierdził on, że rządy świata (czyli Zachodu) „zmarnowały zbyt wiele czasu” i nie wykorzystały wspaniałej szansy, jaką dał im koniec zimnej wojny (28 marca 2006).

 

Dodatkowe informacje:

Najwyraźniej w 1987 roku Gorbaczow zbadał pozostałości rozbitego UFO przechwyconego przez Sowietów w pobliżu Pribyłowa w rejonie Wyborga, które było przechowywane na wojskowym lotnisku obrony powietrznej Monczegorsk. Gorbaczow prawdopodobnie wiedział także o innych wypadkach i incydentach związanych z UFO.

 

Moje 3 grosze

 

Historia ta jest zbyt piękna, by była prawdziwa, zresztą dalszy bieg historii ZSRR i potem Federacji Rosyjskiej dowodzi, że tak właśnie jest. Z drugiej jednak strony wiele wskazuje na to, że komuś bardzo zależało na tym, by nie doszło do rozbrojenia nuklearnego i jego następstw. Gorbaczowa obalono w czasie tzw. puczu moskiewskiego Jazowa-Kriuczkowa-Pugo-Janajewa (sierpień 1991 r.) i władzę po nim objął Borys Jelcyn, a po nim dwaj twardogłowi politycy związani z KGB i specsłużbami – Władimir Putin i Dimitrij Miedwiediew. Skutki tego widzimy właśnie na Ukrainie… Jeżeli nawet opisane wydarzenia są prawdą i Gorbaczow rzeczywiście spotkał się z Obcymi, to poza pieriestrojką, która spowodowała rozpad Układu Warszawskiego i RWPG w zasadzie niewiele się zmieniło. Twardogłowi od razu zarzucili Gorbaczowowi zdradę interesów Rosji i odsunęli go od władzy, a teraz wywołali III Wojnę Światową, która może doprowadzić do degradacji cywilizacji do Epoki Kamienia Nierozłupanego (w najlepszym przypadku) albo do całkowitej depopulacji Ziemi. Chyba nie o to chodziło Ufiastym?

 

Przekład z hiszpańskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

środa, 20 grudnia 2023

CE0/CE-III-A z Szarakiem

 


Albert Rosales

 

Miejsce: St. Thomas, Swansea, Walia

Data: zima 1969

Czas: wieczór

Opis incydentu:

Młoda nastolatka wracała do domu ze spotkania z przewodnikami w ciemny zimowy wieczór. Mieszkała przy Grenfell Park Road i korzystała z tylnego wejścia do ogrodu, prowadzącego do swojego domu, przy Wallace Road, w ślepej uliczce. Lokalizacja znajduje się na niższym południowym zboczu wzgórza Kilvey, na skraju budynków komunalnych zbudowanych w latach dwudziestych XX wieku. Zbliżając się do końca ślepej uliczki, zauważyła postać spoglądającą zza jednego z ceglanych filarów podtrzymujących bramę Przedszkola Św. Małgorzaty, przez którą miała przejść, aby dostać się do ogrodu na tyłach domu. Postać rozglądała się wokół prawego filaru, po jego lewej stronie. Jedyne, co widziała, to jego głowę, prawe ramię i górną część prawego ramienia. Jego głowa była bulwiasta i miała kształt odwróconego jajka, spiczasty podbródek i ogromne, ustawione pionowo oczy w kształcie migdałów, białe z czarną kropką pośrodku. Nie miał włosów ani uszu, a ona nie była świadoma istnienia ust ani nosa.

Jego ciało, z tego, co widziała, było wątłe, jak dziecko, z wąskim, wrzecionowatym ramieniem. Jego ręki nie było widać, gdyż znajdowała się za filarem. Nie było widać szyi, która wydawała się garbić. Wyglądało na to, że nie miał żadnego ubrania, a jego skóra była szara i miała metaliczny wygląd, który wydawał się lekko połyskiwać. Nie poruszył się ani nie wydał żadnego dźwięku, po prostu patrzył prosto na przerażoną dziewczynę. Powiedziała, że wydawało jej się to wiecznością, choć w rzeczywistości trwały tylko sekundy.

Dziewczyna była tak zaniepokojona tym, co zobaczyła, że pobiegła z powrotem Wallace Road i przez ulicę do znajomych, a gdy już uspokoili rozhisteryzowaną dziewczynę, poszli z nią z powrotem do bramy, ale ślad gościa był niewidoczny.

Otrzymała surowe katolickie wychowanie i nie miała wówczas żadnej wiedzy o fantastyce science fiction ani nawet wiedzy o kosmitach czy UFO. W czasie spotkania myślała, że to, co widzi, to pewnego rodzaju diabeł, będący wynikiem jej przekonań religijnych. Około dwa tygodnie po jej doświadczeniu ksiądz katolicki w jej szkole zapytał klasę, czy ktoś doświadczył czegoś dziwnego w swoim życiu. Dziewczyna zapisała relację ze swoich przeżyć w podręczniku, który wciąż gdzieś ma.

Dodatek HC

Źródło: http://www.sufon.co.uk/index.php?page=8 

Typ: E

 

Moje 3 grosze

 

Mamy tutaj typowe Bliskie Spotkanie Zerowego Rodzaju z typowym Szarakiem. Co ciekawe – wiele wskazuje na to, że mamy tu do czynienia nie z żywą istotą, ale robotem, jak zasugerowała to pewna komentatorka z Albanii...

Jeszcze w latach 90. rzuciłem propozycję – na łamach „Wizji peryferyjnych” – że Oni nie są istotami z krwi i kości, ale właśnie robotami: mechanicznymi lub cyborgami. To oczywiste, że Oni mogą je stosować choćby w eksploracji Kosmosu, np. w sondach Bracewella, które mogą przez tysiąclecia wykonywać swe misje obserwacyjno – penetracyjne obcych układów planetarnych. Dlatego też uważam ten domysł za bardzo prawdopodobny.

 

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

wtorek, 19 grudnia 2023

Słowackie zagadki

 

dr Milos Jesensky

Jana Čavojská

 

Dr Miloš Jesenský rozwiązuje takie zagadki naszej historii, a mianowicie: Czy byli na Słowacji Templariusze i czy zakopali swój skarb wraz z tu pochowanym Wielkim Mistrzem? Czy alchemikom z Bratysławy udało się zrobić złoto? Zobaczcie wraz z nami miejsca największych słowackich zagadek.

Wojownicy, którzy byli także zakonnikami, Rycerze Czerwonego Krzyża, których zwano także Rycerzami Chrystusa ze Świątyni Salomona, skąd właśnie stali się słynni Templariusze. Czy prawdą jest, że uroczy kościółek w liptowskiej wsi Martinček jest dziełem ich rąk? I to, że kilka kilometrów dalej w krypcie kościoła w Ludrovej spoczywa ich Wielki Mistrz Johannes Gottfried von Herberstein, którego w czasie inspekcji na Węgrzech w roku 1230 zamordowali zbójcy lub jego właśni doradcy. Wraz z nim do jego grobu miał być włożony skarb o ogromnej wartości… 

 

Zabawa w muzeum

 

- Na badania archeologiczne w kościele nam niestety nie zezwolili – mówi dyrektor Kysuckiego Muzeum z Czadcy i badacz tajemnic dr Miloš Jesenský, który już od wielu lat rozwiązuje największe zagadki z przeszłości. Na koncie ma także co najmniej 40 książek i porównywany jest z Erichem von Dänikenem.  Dr Jesenský jest przekonany, że Templariusze przebywali na terytorium Słowacji. Wyczytał to z pisemnych źródeł i różnych historycznych relacji. Z wielu średniowiecznych twierdz zostały już tylko ruiny i trudno dziś powiedzieć, czy kryją one jakieś tajemnice.

- Ale dlaczego mielibyśmy się mylić, co do tego co dotyczy Templariuszy? – pyta dr Jesenský i oczy mu zaświeciły jak zawsze, gdy mówi o jakiejś zagadce.

Ten naczelny badacz tajemnic studiował – o dziwo! – weterynarię, ale weterynarzem nigdy nie był. Od dziecka interesowały go zagadki i tajemnice, nieodpowiedziane pytania o przeszłość, zjawiska paranormalne, polemiki o Kosmitach i Ich odwiedzinach na Ziemi. tematem jego dysertacji była historia alchemii. Według jego poglądów, na historię nie powinien spadać kurz zapomnienia. W muzeach nie ma prawa być nudnych, pachnących naftaliną eksponatów. Wręcz odwrotnie – powinny być miejscami spotkań z przeszłością, gdzie ukazuje ona swą autentyczną formę. Potwierdzeniem tego jest fakt, że wynalazki Leonarda da Vinci dzieci poznają w sklepach i centrach handlowych, a nie w muzeach. 

 

148 Ojczenaszów i banki

 

Wojskowy zakon Templariuszy został założony na przełomie lat 1118 i 1119 przez ośmiu francuskich rycerzy, członków I Krucjaty. Zakon miał chronić święte miejsca i pątników na drogach do Jerozolimy. Już w 10 lat później, ubodzy rycerze mieli swoją bazę w pobliżu Świątyni Salomona w Jerozolimie, 300 członków oraz ponad 1000 piechocińców.  Musieli też trzymać się reguł: nosić biały habit, odmówić 148 razy dziennie modlitwę „Ojcze nasz”, milczeć przy wspólnym posiłku, dobrze się obchodzić ze swą bronią i ekwipunkiem, mieszkać w skromnie wyposażonych przybytkach i utrzymywać ścisły celibat. Nie było własności prywatnej jako takiej – wszystko było społeczne. Ani także tajemnic – osobiste listy do każdego z nich były czytane na głos. Jeszcze bardziej dokładne były reguły walki. Nie mieli prawa się cofnąć, póki nad nimi łopotała ich chorągiew. Za jeńców zakon nie dawał okupu.

Ubodzy bracia stopniowo się bogacili. Byli wolni od płacenia kościelnych i świeckich podatków i danin. Mogli je pobierać dowolnie na swych ziemiach. Dokonali w tym czasie rewolucyjne transakcje finansowe, które były podobne do nowoczesnej bankowości. W tym czasie posiadanie gotówki w podróży było bardzo ryzykowne. Podróżujący mógł zostawić pieniądze w jednej templariuszowskiej twierdzy i pobrać w innej – w miejscu zamieszkania lub u celu podróży. Niektórzy jednak myśleli, że alchemicy Zakonu Templariuszy znaleźli sposób jak zamienić ołów w złoto i dlatego są oni tak bogaci.

 

Kościół Templariuszy w Martinczyku

Dokument potwierdzajacy bytność Templariuszy na Słowacji

Czerwoni mnisi i zagadkowa śmierć

 

Na górze w wiosce Martinček, kilka kilometrów od Różemberoka stoi średniowieczny kościółek ozdobiony przedziwnymi freskami. W starych źródłach góra ta nosi nazwę Mnich. Zaś ówcześni historycy z XIX wieku są zgodni co do tego, że stał tam templariuszowski klasztor. Historyk Damian Fauxhoffer w swym dziele „Monasteriologia Regni Hungariae” wydanym w Estergom (Ostrzygomiu) w 1803 roku pisze: Dokumenty potwierdzające ten fakt dostały się do naszych rąk z archiwum słynnego rodu Herbesteinów z rozkwitającej Austrii, a pisze tam dosłownie tak:

Johannes Gottfried Herberstein – wielki wizytator i przedstawiciel Zakonu Templariuszy zmarł w czasie inspekcji w 1230 roku na Węgrzech, na peryferii Liptowa, na górze mnich przy Świętym Marcinie.   

Śmierć wizytatora jest do dziś dnia owiana tajemnicą. Nie wiadomo, czy zginął w bitwie, kiedy przybył na pomoc kupcom, których napadli zbóje, albo zginął z ręki zdrajcy. W każdym razie skonał na szczycie Mnicha w klasztorze, kiedy kościół tam jeszcze nie stał (według dostępnych źródeł zbudowano go 300 lat później), pochowano w najbliższym kościele. Miał to być kościół pw. Wszystkich Świętych (w Ludrowej), w którym według Jána Kalinčaka: …z wyprawy przeciwko Turkom wracający Jan III Sobieski, król polski, służby Boże wykonał…

Skarb, czyli wóz załadowany skrzyniami ze skarbami, wspominają także opowieści. A także tajne przejście podziemne pomiędzy templariuszowskim kościółkiem na szczycie Mnicha a Likavským Hradem.

Historycy nie mogą dojść do zgody co do tego, czy czerwoni mnisi byli na naszych ziemiach czy nie. O ich obecności mówią bardziej legendy i podania ludowe niż papierowe dokumenty. Ale mimo wszystko…

 

Rzeźba alchemika w Bratysławie

Alchemik Kempelen

 

Szukali oni Kamienia Mędrców (Kamienia Filozoficznego), tynkturę potrzebną do zamiany zwykłych metali w złoto, usiłowali wytworzyć eliksir życia, odtwarzać żywe organizmy z ich własnego popiołu, czy stworzyć homunkulusa – żywą istotę w sposób laboratoryjny. Alchemicy działali także w Bratysławie. Stefan de Liszty ma nawet pomnik i tablicę pamiątkową na ul. Laurinskej na budynki jednej z restauracji, ale w rzeczywistości od początku XVII w. próbował on robić złoto nieco dalej, na ul. Uršulinskej 11. Najznamienitszy z bratysławskich alchemików i wynalazców był baron Ján Wolfgang Kempelen (1734-1804). Ten sekretarz i radca dworu zajmował się także fizyką i mechaniką. Studiował prawo i filozofię w Bratysławie, Gyor, Wiedniu i Rzymie, znał 6 języków. Jego dom rodzinny wciąż stoi na rogu ul. Dunajskiej i Klemensovej w Bratysławie. I chociaż jego fasadę przebudowano, to widać na nim ślady ówczesnej architektury do dziś dnia.

Wynalazca skonstruował wiele pomysłowych urządzeń, które nie przestawały zadziwiać jego współczesnych, w tym mówiąca maszyna czy maszyna do pisania dla niewidomych.

 

Turek, który wygrywał w szachy

 

Ale na całym świecie von Kempelena rozsławił inny wynalazek: legendarna maszyna grająca w szachy znana jako Turek. Figura ze skrzyżowanymi nogami miała wygląd Turka. Siedziała przed stołem na którym znajdowała się szachownica. Turek pokonał w szachowych meczach najlepszych szachistów swych czasów: Benjamina Franklina, Fryderyka II i Napoleona Bonapartego. Von Kempelen pokazał Turka na wiedeńskim królewskim dworze, a potem z nim pojechał na tournée po Europie. Potem tę dziwną maszynę sprzedał on Johannowi Nepomukowi Maelzenowi za 30.000 franków. Ten z nim występował w Paryżu, Londynie i USA. Turek przyniósł mu sławę i pieniądze. Niestety, legendarny automat skończył w zapomnieniu w jakimś muzeum osobliwości a następnie został zniszczony przez pożar.

Jaka była tajemnica tego ustrojstwa? W jego wnętrzu siedział szachista świecąc sobie świeczką a ruchy na wierzchniej szachownicy śledził dzięki magnesom w figurkach. I chociaż tą zagadkę wyjaśniło czasopismo „The Chess Monthly” w 1857 roku, to nikt już nie mógł tego zweryfikować, bowiem maszyna spaliła się 3 lata wcześniej.

Von Kempelen w Wiedniu zaznajomił się z włoskim anatomem Giovannim Spalanzanim i zaprzyjaźnił się z nim.  Spalanzani często odwiedzał przyjaciela w Bratysławie i w końcu postawił pałac na przedmieściu Zuckermandel. Tam właśnie oddawał się swoim doświadczeniom. Udało mu się stworzyć sztuczną krew z roślin. Hodował je w swym wielkim ogrodzie i w szklarniach, zaś uzyskane z nich specyfiki aplikował do żył zwierzętom doświadczalnym. Miejscowi zaczęli nazywać jego pałac Blutfabrik  - fabryka krwi. Krążyły o nim różne straszne historie.

 

Czy zainspirowaliśmy Juliusza Verne’a?

 

Czy słynny autor powieści sci-fi odwiedził Słowację i czerpał tu tematy swych powieści?  Miloš Jesenský jest przeświadczony, że tak. Twierdzi on, że podróż do Słowacji zainspirowała go do napisania książki „Tajemnica zamku w Karpatach” – podobnie jak Brama Stokera, kiedy napisał „Drakulę”. Według dr. Jesenský’ego Jules Verne przyjechał na Słowację w 1892 roku. Przebywał tu parę dni, a oprowadzał go student Janko – naprawdę Ján Maliarik, późniejszy ewangelicki ksiądz, filozof, pisarz i publicysta.

O podróży na Słowację Verne opowiedział pewnemu duńskiemu dziennikarzowi, któremu udzielił obszernego wywiadu.

- Kiedy zwiedziłem obie stolice c.k. Monarchii, pojechałem do znacznie mniejszego, ale bardzo starego miasta Prešporku (Bratysławy). Tam miałem się spotkać z pewnym węgierskim pisarzem, który miał mnie oprowadzać po karpackich wierchach. (Był to Mór Jókai de Ásva, także Maurns Jokay albo Maurycy Jokai). Z powodów rodzinnych nie mógł przyjechać do Bratysławy, tak że zostałem w hotelu zupełnie sam. Wszyscy koło mnie mówili po niemiecku, węgiersku i słowacku, a ja nie rozumiałem z tego ani słowa. Nadaremno prosiłem hotelarza, by mi załatwił jakiś przewodnik. Czegoś takiego tam nie mieli. Ale w jednej kawiarni napotkałem pewnego młodzieńca, który czytał francuską gazetę. Zagadałem do niego i poprosiłem, by mnie oprowadził po drogach. Zgodził się. Był to Słowak, student teologii. Miał na imię Ján , a jego przyjaciele mówili do niego Janko. Powiedział mi, że to jest zdrobnienie jego imienia, i gdybym był Słowakiem, to moje imię brzmiałoby Julko.

Wraz ze studentem Jankiem, Verne zwiedził zamek w Devinie, wędrował górami i dolinami. Poznał słowacki krajobraz. Książkę „Zamek w Karpatach” skończył zaraz po powrocie.

 

Źródło – „NotaBene”, lipiec 2014, ss. 7-10

Przekład ze słowackiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz