Pacyfik między
Hawajami a Filipinami
Dziękuję Glenowi Hesslingowi za tę relację:
„Był kwiecień 1967
roku. Byłem żołnierzem armii amerykańskiej na pokładzie okrętu transportowego
USS Geiger.
Płynęliśmy do Republiki Wietnamu. Znajdowaliśmy się gdzieś między Hawajami a
Filipinami, na środku Oceanu Spokojnego. Była godzina około 23:00 i noc była
bardzo pogodna. Widzieliśmy wszystkie gwiazdy na niebie!
Korzystając ze
spektakularnego widoku, siedziałem na przednim luku ładunkowym z kilkoma
chłopakami z mojej jednostki. Podawaliśmy sobie lornetkę o powiększeniu 1000
razy, żeby obserwować gwiazdy. Tak się złożyło, że moja rozmowa z przyjacielem
dotyczyła mojego wspomnienia z obserwacji rosyjskiego Sputnika dziesięć lat
wcześniej. Aby lepiej zwizualizować sobie trajektorię Sputnika, wyciągnąłem
prawą rękę i wskazałem palcem w niebo, w kierunku… na północny zachód pod kątem
około 45 stopni. Następnie powoli i spokojnie przesunąłem rękę w kierunku
północy, nagle przerywając rozmowę w pół zdania.
Do tej pory wierzyłem
w to, co rząd mówił o UFO. To jednak miało się zmienić! Mój wzrok utkwił w
dwóch świecących obiektach w kształcie dysków, około dziesięciu stopni nad
horyzontem. Na północ, zmierzających prosto w kierunku naszego statku. Leciały
w formacji obok siebie i wydawały się być oddalone o około dwadzieścia mil. Z
pozornej odległości obiekty te były ogromne! Z palcem wciąż skierowanym w niebo
nie mogłem ich objąć.
Mój przyjaciel nagle
zapytał mnie, co się stało, na co patrzę? Powiedziałem mu, żeby spojrzał i
powiedział, czy widzi to, co ja. Wykrzyknął: „Holly S---!”. „Co to, do cholery,
jest?”. Ponieważ żandarmi z MP stali na posterunku i obok nas, zawołałem go,
żeby zasugerował, żeby skontaktował się z oficerem MP i poinformował go, że
mamy dwa obiekty powietrzne zbliżające się z północy i nie wyglądają jak nasze.
Krzyknąłem do Poprosiłem gości na pokładzie, żeby podali mi lornetki. Wieść
rozeszła się i wszyscy na pokładzie obserwowali obiekty. Pojawiły się teraz w odległości
około dziesięciu mil i zbliżały się. Wysokość w nocy trudno oszacować, ale
wydawały się mieć około 3000 stóp (ok. 910 m). Patrząc przez lornetkę,
zaobserwowałem świecącą dolną część obiektu. Zobaczyłem okrągłą, wypukłą
powierzchnię, świecącą białym światłem na całej powierzchni. Ze śladami srebra.
Najlepiej opisać to, jak patrzenie na perłę świecącą od środka. Srebrzysta
substancja zdawała się poruszać chaotycznie, jak migoczący ogień. Nad świecącym
dyskiem znajdowała się duża, ciemna struktura, okrągła, której wysokość
wynosiła około jednej czwartej średnicy świecącego dysku. Obiekt był teraz tak
blisko, że nie mogłem już dostrzec dziury (sic-całości) przez lornetkę. To, co
wydarzyło się później, przekonało mnie, że były to inteligentnie sterowane pojazdy.
Gdy zbliżyli się do prawej burty statku, obiekt po lewej stronie skręcił na
zachód pod kątem 45 stopni i zwolnił. Prawy kontynuował lot na południe,
bezpośrednio nad Statek. Po przelocie nad statkiem wykonał nagły skręt o 90
stopni na zachód, nie tracąc prędkości. Oba obiekty ponownie się do siebie
zbliżały. Ten po lewej wykonał kolejny skręt o 45 stopni na zachód i ponownie
leciały równolegle, kierując się na zachód.
To był bardzo zręczny
i precyzyjny manewr, który wydawał się zautomatyzowany lub zaprogramowany
(sic). Załączam link do schematu tego manewru i zdjęcia obiektów.
Kontynuowaliśmy obserwację tych obiektów, aż zniknęły za zachodnim horyzontem.
Nie pozwolę już nikomu wmówić mi, że to gaz bagienny albo balony. Teraz
wiedziałem z pierwszej ręki, że jesteśmy odwiedzani, a ten incydent
zapoczątkował moją przyszłość w badaniu UFO. Od tego czasu dowiedziałem się z
pierwszej ręki rzeczy, o których niewielu wie, w tym o elementach wnętrza
rozbitych spodków. Ale to już inna historia.
OK, Peter, to incydent,
który zmienił moje życie, wyrwał mnie z mojej ignorancji, że tak powiem. To
tylko kwestia czasu, zanim kosmici zaczną szaleć na tej planecie!”
Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz


