Pogoda, Przyroda & Jordanoviana: Czym oddychamy?: Rozpisałem się na temat plastyków we Wszechoceanie, a tymczasem z powodu wyżowej pogody nad miastami naszego kraju zawisł paskudny smog...
sobota, 25 listopada 2017
środa, 22 listopada 2017
„K S I Ę G A W Y J Ś C I A”
W cztery lata po wydaniu swej pierwszej książki Erich von
Däniken wydał swoją trzecią książkę
„Aussaat Und Kosmos” (Dusseldorf 1972). W IV rozdziale autor przedstawił jedną
ze swych spekulatywnych hipotez, którą warto tu w skrócie przypomnieć.
W zamierzchłych czasach w głębiach Galaktyki rozgorzała
wojna pomię-dzy humanoidalnymi istotami. Grupa pokonanych istot ratuje się
ucieczką na statkach kosmicznych i po wielu perypetiach dociera do naszego
układu słonecznego. Na piątej planecie naszego systemu pozostawiają większą
część swojej flotylli, budują makiety zabudowań, instalują nadajniki radiowe a
całość po cichu przeprawia się na trzecią planetę układu, czyli na Ziemię. Na
Ziemi, w obawie przed unicestwieniem, chowają się głęboko pod powierzchnię
planety w rozległym kompleksie tuneli. Zwycięzcy po dotarciu za uciekinierami
do naszego układu słonecznego dokonują unicestwienia piątej planety, czyli
Faetona, poczym wracają na macierzystą planetę.
Pokonani wychodzą teraz z tuneli i innych podziemnych
budowli i posta-nawiają też stworzyć na Ziemi nową inteligencję. Są
niepodzielnymi władcami na dzikiej planecie. Dają początek nowej rasie.
Jest wiele przesłanek potwierdzających powyższą hipotezę.
Nie o nich tu będzie mowa. Chociaż, tak na marginesie, zakładając, że to co
powiedziano powyżej jest prawdą – to co się stanie w chwili, kiedy do
macierzystej planety Bogów dotrą sygnały radiowe z Ziemi? Może powrócą by dokończyć
dzieła? …
Ja jednak chciałbym zatrzymać się na samym momencie wyjścia pokonanych spod powierzchni
Ziemi. Przy czym nie będzie to kolejna, jałowa dysputa o Agharti czy
Shangri-la. Zaintrygował mnie kierunek przybycia Bogów. Nie przybyli z kosmosu
– choć są i takie koncepcje kosmologiczne by wspomnieć tu tylko Dogonów z Mali
– ale spod ziemi ! Czy jest możliwe udowodnienie tego punktu hipotezy E. von
Dänikena ? Na pewno NIE ! Ale przeglądając literaturę światową , szczególnie tę
z zakresu paleoastronautyki, dochodzę do wniosku , że przekazów i legend o
wyjściu Bogów (i ludzi) spod ziemi jest niezmiernie wiele. Dlaczego tak się
dzieję ? Dlaczego na całym świecie są o tym liczne wzmianki i
przypowieści ? Czyżby to był kolejny, li tylko i jedynie, przypadek ?
Czym są zatem jaskinie, groty, pieczary, katakumby i inne
podziemne budowle ? Na ogół jaskinie były wejściem do świata zmarłych. W
jaskiniach zamieszkiwały potwory i demony (Kakus, Polifem, Guro, smok
wawelski). Jaskinie zatem związane były z ich potęgą chtoniczną poprzez
ciemność, seksualizm i potworność mieszkańców. Groty natomiast czczono jako
waginalny symbol ziemi. Toż to w pieczarach odbywały się zaślubiny Dodony,
Medei, Mai. To w pewnej grocie Gunlod oddała się Odynowi. W jaskini urodził się
Zeus, Hermes i Mithra. Jaskinia była miejscem kultu płodności, symbolizowała
jedność życia i śmierci.
Jaskiń i grot znamy na całym świecie wiele. Tylko w
ostatnich 50 latach odkryto w Polsce ponad 2 tysiące nowych jaskiń.
Najdłuższą jaskinią na świecie jest słynna Mammoth Cave w
Kentucky w USA. Jaskinia ma 563 kilometry i 270 metrów długości ! Stanowi ona
system korytarzy o niewielkiej różnicy wysokości rozciągających się na
powierzchni około 12 kilometrów średnicy. Druga na świecie to Jaskinia
Optymistyczna na Ukrainie – ma 191,5 km długości.
Najgłębsza jaskinia na świecie nazywa się Lamprechtsofen,
leży w Austrii i sięga 1.632 metrów głębokości. Najgłębsza studnia jaskiniowa
świata znajduje się po słoweńskiej stronie masywu Canin i ma 643 m głębokości.
Za to największą salą pod ziemią jest Sarawak Chamber w jaskini Lubang Nasib
Bagus na Borneo – ma ona aż 750 metrów szerokości i 100 metrów wysokości.
Najwyższy otwór jaskiniowy świata ma 180 m wysokości i prowadzi do
brazylijskiej jaskini Gruta Casa de Pedra w stanie Sao Paulo. Otwór jaskini
Minye w Nowej Brytanii ma rozmiary 500 na 500 metrów !
Z polskich jaskiń – najgłębszą jest Wielka Śnieżna (Tatry) i
ma 814 metrów głębokości. Najgłębszą studnią w Polsce jest studnia Wazeliniarzy
w Śnieżnej Studni i ma ponad 250 metrów głębokości. Największy polski otwór
jaskiniowy o rozmiarach 20 metrów na 10 metrów prowadzi do jaskini Komora
Gwiaździsta w Tatrach.
W gorącej Afryce istnieją mity manistyczno-chtoniczne,
zgodnie z którymi pierwsi ludzie na tym kontynencie wyszli z ziemi. Dotyczy to
głównych klanów Aszantów a być może i całego ludu Aszantów. Mity podają, że
Odomankoma, bóg-stwórca, spotkał dwóch przodków, którzy wynurzyli się z ziemi.
W okolicach Matse istnieje podanie, że bóg Mawu-Ga najpierw
stworzył bogów ziemi zwanych Trowo a pierwszych ludzi umieścił najpierw w
pieczarach i dopiero po pewnym czasie zezwolił im wyjść na otwartą przestrzeń.
W religii ludu Ewe (Togo) mówi się, że kiedyś istniał na świecie rodzaj ludzki,
który wyszedł z ziemi. Mówi się, że po potopie ukazała się utwardzona ziemia, z której wnętrza wyszła na powierzchnię grupa
ludzi. Ludy Kurumba opowiadają, że Sawadugu i inni ludzie pojawili się na ziemi
wychodząc ze skalnej szczeliny.
Także lud Dogonów mówi o pierwszych ludziach wynurzających
się z ziemi. Według starego mitu starzec Djon wynurzył się na powierzchnię
ziemi z otworu kija bambusowego i o jego potomkach mówi się do dziś, że są to
„Kopacze, którzy wynurzyli się z bambusowego kija”. Inni proto-ludzie wyszli na
powierzchnię ziemi w osadzie Amoni, a jeszcze inni u podnóża góry Bamba.
W mitologii irańskiej spotykamy budowlę zwaną War co oznacza
„schronienie”. Jest to kwadratowa, podziemna budowla zbudowana z rozkazu
Ahuramazdy poprzez Jimę w Arjana Wedży, gdzie przebywali ludzie uratowani przed
boskimi karami. W mitologii indyjskiej spotykamy nieśmiertelnych Nagów ( w
sanskrycie „węże”). Istoty te, identyfikowane dziś z ludami przedaryjskimi,
przebywały pod ziemią i od czasu do czasu zrzucały wężową skórę przybierając
ludzką postać. Tak uczyniła np. nagini Ulupi poślubiając Ardżunę. Ta sama
mitologia wspomina o dużej grupie 60 000 mędrców-karłów zwanych
Walakhiljowie. Na świecie pojawili się ze szczeliny w ziemi a mieszkali w
Himalajach. Telluryczna genealogia ludzi przejawia się w podaniu o pochodzeniu
Sity oraz Gajomarta wprost z ziemi. W języku irańskim słowo Gilszah znaczyło
dosłownie ”Ziemny król” a Dumnageni „syn ziemi”.
Również podania koreańskie mówią o świecie podziemnym .
Według tradycyjnych pojęć koreańskich wszechświat składa się z trzech światów :
ziemi ludzi, niebios i świata podziemnego. Mity mówią, że na bezludnej wyspie
Dzedzu wyszli spod ziemi trzej boscy młodzieńcy. Wyszli z otworu w ziemi (podobnego do pieczary) zwanego Mohyng.
Młodzieńcy nazywali się Jang Ylna, Ko Ylna i Pu Ylna. Do dziś członkowie rodów
Jang, Ko i Pu składają ofiary swym przodkom pobliżu Samsonghjol (Dziura trzech
bogów).
To że ludzie wyszli spod ziemi być może zasugerowało władzom
Chin „powrót do źródeł”. W 1997 roku Chiny, gdzie występuje dotkliwy brak
przestrzeni życiowej, postanowiły zbudować podziemne miasta. Do tego celu
wykorzystane zostaną też liczne schrony zbudowane w okresie maoistowskim. Ale
nie zapominajmy, że w 2010 roku aż 630 milionów Chińczyków żyło w miastach !
W mitologii greckiej zwracają uwagę dwa wątki związane z
wyjściem z ziemi. Pierwszy wiąże się z Ateńczykami – twierdzą oni, że mieszkają
tam od niepamiętnych czasów, gdyż ich praojcowie wyszli wprost z łona ziemi.
Pierwszy król Kekrops miał być synem ziemi attyckiej i miał postać
półczłowieka, półwęża. Następny władca Erichtonios także nie miał ojca, ani
matki a urodził się wprost z ziemi, jak kłos zboża. I on miał do pasa postać
ludzką, a zamiast nóg ogon węża.
Jeszcze inny mit mówi o walce Kadmosa z wojownikami, którzy
wyłonili się z ziemi a nazwano ich później Spartoj. Po walce ocalało tylko
pięciu Spartoj i to oni dali początek
znanym później rodzinom tebańskim. Spartowie, którzy uszli z życiem nosili
znamienne imiona : Chtonios („Ziemny”), Hyperenor („Najpotężniejszy”), Peloros
(„Olbrzymi”), Udajos („Podziemny”) i Echion („Wąż”).
Z powyższym koresponduje mit o górze Waszitta, którą
zapłodnił „obcy człowiek”. Być może mit o rodzącej górze dotarł do Anatolii z
Sumeru.
Nie sposób tu nie wspomnieć o słynnych podziemnych miastach
tureckich, z których najbardziej znane to Kaymakli i Derinkuyu. W olbrzymich
katakumbach przez dłuższy okres czasu żyło około 1,2 miliona ludzi!
W bliskiej nam mitologii bałtyckiej odnajdujemy Patollo,
boga pod-ziemia, zmarłych i zmor nocnych. Imię tego brodatego boga pochodzi od pa-/po- „pod” i tulla „ziemia”.
W polskiej mitologii ludowej spotykamy tylko jednego
przedstawiciela interesującej nas tematyki. Chodzi o karkonoskiego Ducha Gór,
który rezyduje we wnętrzu góry Śnieżki ale jego działalność jest słabo
udokumentowana – nie ulega jedynie wątpliwości jego panowanie nad fauną i florą
Karkonoszy. Do dziś spotykamy w Polsce dziwne, nieznane podziemne pomieszczenia
i korytarze. Z wieloma z nich wiążą się legendy i opowieści. Jedna z
ciekawszych legend wiąże się z podziemnym kompleksem w miejscu, gdzie dziś
biegnie droga z Raciborza do Łubowic.
Mitologia frygijska mówiła, że to ziemia zrodziła wszystkie
istoty. Ormianie twierdzili, że to z łona ziemi wywodzą się wszyscy ludzie. Na
Litwie modlą się : „Ziemio, moja matko, pochodzę z ciebie…”
W mitologii celtyckiej wielu rodzimych bogów irlandzkich
żyło pod ziemią – czasem w jaskiniach, a częściej w grobowcach dawno poległych
bohaterów. Najsławniejszym z tych grobowców jest Bruig na Bóinne – obecnie
zwany New Grange (Nowa Stodoła). Bogów podziemia zwie się aes side a ich siedziby side.
Przejść pomiędzy światem ludzi a królestwem side
jest wiele. Najbardziej znane to jaskinia w skale, w pobliżu dworu Aililla i
Medb w Cruachain w Connachcie. Jak twierdzi Robert Charroux w pracy „Księga
zdradzonych tajemnic” (Pandora 1994) : „… otwarte kurhany i podziemne galerie w
Bretanii i Irlandii również służyły jako osłona przed „spadającymi z nieba
głazami” podczas wielkiego kosmicznego kataklizmu. Na skraju lasu Broceliande niedaleko Neant, w bretońskim
departamencie Morbihan, istnieje miejsce zwane Petruis Neanti, które – jak
twierdzą okultyści – jest wejściem do tajnego celtyckiego schroniska,
analogicznego do tybetańskiej Agarthy.”
Kontynent amerykański jest wprost usiany w miejsca, z
których wyszli nasi praojcowie a mitologia z tym związana jest wprost
zdumiewająca.
Według Azteków pierwsi Meksykanie wyszli z siedmiu otworów
strzelistej góry zwanej Chicomoztoc w Quinehuayan. Nazwa góry oznacza „siedem
jaskiń” a legenda mówi, że wyszło z niej sześciuset bogów. Tam też stworzono
pierwszego człowieka – w jaskini Tamoanchan. Z kolei Texcoco założone zostało
przez parę, mężczyznę i kobietę, którzy wyszli z otworu w ziemi utworzonego po
upadku niebiańskiej strzały. Strzała uderzyła w miejsce zwane Tezcalque, gdzie
obecnie istnieje miasto.
W czasach azteckich jeden z bogów miał na imię Tepeyollotl,
czyli „serce góry” i zawsze przywoływany był, gdy mowa była o wejściu do
jaskini, bądź
innego
podziemnego schronienia – jak to ilustruje Kodeks Rios. Pomieszczenia podziemne
budował też Quetzalcoatl; były to Mictlancalco.
Mitologia aztecka mówi o wielu
kataklizmach, które zniszczyły świat a ludzie, np. po potopie zaludnili świat
po wyjściu z pewnej jaskini. Drugi okres zniszczony przez potęgę wiatru
przeżyła tylko jedna para ludzi schroniwszy się wewnątrz skały. Trzeci okres
przeżyła tylko jedna para ludzi ukryta w jaskini.
Jedna z
bogiń o imieniu Iztacchalciuchtliicue urodziła czterystu pięciu mixcohua,
którzy schronili się wewnątrz jaskini, której nazwa uległa zapomnieniu.
Także Peruwiańczycy z doliny Xauxa oraz
Indianie z jezior opowiadają, że istnieją tajne schrony i jaskinie dla
uprzywilejowanych, którym po kataklizmie powierzono misję odtworzenia życia na
nowo.
Zapotekowie wierzą, że w zamierzchłej
przeszłości wyszli oni na świat z olbrzymich jaskiń. Araukarie mówią o sobie:
Mapucze co dosłownie oznacza Ludzie Ziemi. Pierwotną ich ojczyzną było środkowe
Chile. W okolicach Cuzco znajdują się gigantyczne podziemne labirynty z okresu
megalitycznego – zwą się chinkana. Jedno z wejść do nich znajduje się pod
kościołem Santo Domingo w Cuzco. Do tunelu biegnącego od inkaskiego sanktuarium
Quorikancha w Cuzco zapuścił się nawet Garcilaso de la Vega.
W rękopisie Catariego (Biblioteka
Watykańska) z XVI w. jest mowa o przejściach
do podziemi Tiahuanaco (dawn. Chukara). Jest tych wejść kilka a do
korytarzy prowadzących w głąb Tiahuanaco wchodzili tacy uczeni jak i podróżnicy
jak Alcide d’Orbigny (1802-1857), Tachudi, Castelnau czy Squier. Pierwszym
władcą Chukary („Dom Słońca”) był Huyustus.
Zabytki kultury Tiahuanaco znaleziono
również w Solekatiti, Chirapa, Wancani, Pucara i w Huari – gdzie odkryto
rozległe, podziemne korytarze i szereg kamiennych posągów.
Wspaniałe podziemia znajdują się w
Akakorze. W tych podziemnych pałacach
schronił się lud Ino. W podziemnych świątyniach Akakoru znajdują się groby 4
tajemniczych istot, latający dysk Lhasy i pojazd, który potrafił przekraczać
góry i wody.
Nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć
o gigantycznych korytarzach w Ekwadorze odkrytych i eksplorowanych przez Juana
Moricza. O spotkaniu z J. Moriczem pisał E. von Däniken w I rozdziale książki
„Aussaat Und Kosmos”.
W dawnych mitach i legendach wnętrz gór
i podziemne kompleksy zamieszkiwały istoty wrogie ludziom (cyklopi, tyani,
smoki). Niektóre z tych miejsc były miejscem spoczynku „Gospodarzy świata”,
mędrców i bohaterów (np. śpiący rycerze tatrzańscy, Endymion, Kronos). Jaskinie
zamieszkiwały demony i potwory (Polifem, Guro, Loki czy lew nemejski). Dawne
plemiona wierzyły też , że to właśnie człowiek pochodzi z ziemi. Słowo
łacińskie homo
pochodzi
od humus tj. ziemia – podobnie jak
polskie słowo ziemianin. Tuż pod
powierzchnią Ziemi mają się znajdować schrony Hiperborejczyków, które miały ich
osłaniać przed skutkami kosmicznego kataklizmu. To może być tych schronów
szukało 7 oficerów bułgarskich, którzy od grudnia 1990 roku do listopada 1992
roku kuło w skale 30 km od Sofii spiralny korytarz.
Niektóre z przytoczonych tu mitów i
legend wiążą się ze szklistymi korytarzami, które pod powierzchnią ziemi
oplatają całą planetę. Jedno z wejść do tych niezwykłych tuneli znajduje się
tuż obok szczytu masywu Babiej Góry. Niestety, znane do tej pory trzy inne
wejścia zostały w dziwny sposób zawalone. Ale jest znane w całym świecie jedno
z takich ciekawych wejść, otwarte dla turystów, w Deer Cave – tyle tylko, że
jest to na Borneo.
Może warto najbliższe wakacje spędzić w
okolicach masywu Babiej Góry i poszukać wejścia/wyjścia do naszego, polskiego
tunelu UFO ?
Opracował ©Stanisław
Sawkiewicz
wtorek, 21 listopada 2017
„Przystojny” bolid nad Finlandią
Fiński super-bolid z 12.V.2016 roku
W dniu 19.XI.2017 roku media
podały, że w Finlandii spadł na ziemię duży i jasny „przystojny”[1]
meteoryt. Jego przelot wychwyciły kamery śledzące zorzę polarną oraz lot
meteorów i meteorytów poprzez ziemską atmosferę. Świadkowie i zapisy twierdzą,
że w czasie lotu i eksplozji kosmicznego „gościa” na moment zrobiło się jasno
jak w dzień.
Jak podają fińskie media, meteoryt ten został zaobserwowany nad
najbardziej na północ wysuniętym regionem Finlandii – Laplandią. Autorem filmu
zamieszczonego na YT jest Tony Bateman,
który ustawił swoją kamerę w nadziei sfilmowania zorzy polarnej. Naraz usłyszał
głośny huk dochodzący od kuli białego ognia przemierzającej nieboskłon.
Jyrki Manninen – fizyk z Fińskiego
Uniwersytetu w Oulu – orzekł, że był to meteor. Ale powiedział także, że mógł
to być jakiś fragment kosmicznego złomu powracający w atmosferę ziemską.
FBC doniosła, że także inni ludzie w Laplandii widzieli to
wydarzenie, słyszeli „głośny huk” w promieniu kilkuset kilometrów.[2]
Z kolei polskie media, a
dokładniej Telegazeta podała, co następuje:
Przelot meteoroidu nad
północna Finlandią i wybuch, któremu towarzyszył silny rozbłysk, zarejestrowała
fińska stacja sejsmograficzna oraz m.in. kamera do obserwacji zórz polarnych.
Według ekspertów w okolicach jeziora Inari spadły meteoryty ważące
kilkadziesiąt kilogramów.
Niecodzienne zjawisko
jest jednym z głównych tematów weekendowych wydań fińskich dzienników. Lot
ognistej kuli nad północną Finlandią i rozbłysk o dużej mocy zarejestrowano
16.XI.
Meteor, który noc w
fińskiej strefie arktycznej zamienił na kilka chwil w dzień, został nagrany
przez co najmniej trzy kamery, w tym ustawione do obserwacji zorzy polarnej i
zwierzyny w rejonie jeziora Inari.
To trzecie największe
jezioro w Finlandii znajduje się ok. 1100 km na północ od Helsinek oraz 120 km
na południe od granicy fińsko-norweskiej.[3]
Wystąpienie zjawiska
zarejestrowały też urządzenia pomiarowe Obserwatorium Geofizycznego w
Sodankyla, ok. 200 km na południe od Inari.
(PAP, ASO)
„To, że sejsmograf
zapisał dane oznacza, że większy wybuch lub uderzenie o ziemię” – powiedział
kierujący stacją Esa Turunen
dziennikarzowi „Lapidan Kansa”. Wyniki sugerują falę uderzeniową wywołaną przez
wybuch w powietrzu oraz duże rozmiary obiektu.
Zjawisko bada też
fińskie Towarzystwo Astronomiczne Ursa, według którego na ziemię spadły
meteoryty o wadze przynajmniej kilkudziesięciu kilogramów. „W Finlandii
rozbłyski meteorytów o takiej mocy są obserwowane średnio raz na 10 lat” –
napisano w komunikacie. Badacze z Ursa powiedzieli fińskiej rozgłośni Yle, że
najprawdopodobniej miejscem upadku jest południowa część jeziora Inari lub cała
jego okolica.
Sprawa meteoru
poruszyła ludność zamieszkałą nad jeziorem. „Helsingin Sanomat” opublikował w
niedzielę reportaż i rozmowę z jednym z mieszkańców znad jeziora. Według niego,
zjawisko wyglądało, jakby ktoś włączył jasne światło LED.
Niektórzy mieszkańcy
opowiadali, że rozbłysk i huk był taki, jakby meteoryt spadł na ich podwórko.
Każda napotkana osoba (znad Inari) widziała lub słyszała, ale jak dotąd żadna
nie szukała meteorytów” – wskazuje helsińska gazeta.
Według mieszkańców,
szanse na ich znalezienie mają opiekunowie reniferów, którzy dużo spacerują po
terenie. Inni wskazują, że poszukiwania na jeszcze nie w pełni
zamarzniętym jeziorze nie przyniosą
rezultatu. W dodatku teren jest przykryty śniegiem, a dzień jest bardzo krótki
– od grudnia rozpocznie się tu noc polarna i do początku stycznia słońce nie
pojawi się nad horyzontem.
Meteor jest zjawiskiem
świetlnym, który jest efektem przelotu meteoroidu, okruchu skalnego czy
kamienia poruszającego się po orbitach przez atmosferę ziemską i towarzyszącego
mu spalania. Meteoroid, który spadnie na Ziemię jest nazywany meteorytem i
otrzymuje nazwę zgodnie z miejscem upadku lub znalezienia.
Dotychczas w Finlandii
opisano kilkanaście miejsc upadku meteorytów, a znalezione kawałki ważyły
łącznie ok. 400 kg. Największe o wadze około kilkunastu do kilkudziesięciu
kilogramów znaleziono na przełomie XIX i XX wieku; część z nich jest w Muzeum
Historii Naturalnej i w Ogrodzie
Botanicznym w Helsinkach. (PAP, ASO)[4]
Jezioro Inari
Tyle nasze media. A teraz
agencja Xinhua:
Helsinki, 16.XI (Xinhua) –
Najprawdopodobniej to meteoryt spowodował potężny błysk na niebie i huk
odnotowane na wielkim obszarze północnej Finlandii w czwartkowy wieczór (16.XI)
– jak doniesiono.
Na podstawie rozmów telefonicznych
z ludźmi, regionalne centrum alarmowe w Oulu jako pierwsze ogłosiło alert „o
katastrofie w powietrzu” krótko przed godziną 19:00 EET (17:00 GMT), ale
później informacja ta została skorygowana, kiedy kontrola ruchu lotniczego
powiadomiła, że żaden samolot nie był zaginiony.
Skoro nie było żadnej
katastrofy lotniczej, centrum alarmowe w Oulu doszło do wniosku, że mogło
chodzić o meteoryt.
Jukka Hermanen, komendant służb ratowniczych na region Laplandii powiedział
dziennikarzom z gazety „Kaleva”, że kula ognia była widziana na niebie na
minutę przed usłyszeniem fali dźwiękowej.
- To brzmiało jak huk
wystrzału artyleryjskiego – powiedział on.
Zgłoszenia obserwacji
napływały z obszaru o średnicy setek kilometrów. Południową granicą była
Kokkola. Zdjęcia zostały zamieszczone przez miejscowych mieszkańców w mediach
społecznościowych. Najbardziej północne zgłoszenia nadeszły z rejonu Nellimo w
Norwegii.
Hermanen powiedział, że
jest zadowolony z tego, że
system alarmowy został przetestowany. Powiedział, że informacje o sytuacji
osiągnęły „wyższe poziomy” już wkrótce, zanim faktyczny charakter wydarzenia
może zostać zweryfikowany. Nie zdefiniował, co oznaczają „wyższe poziomy”.
Fińskie władze nie otrzymały
żadnych raportów o zniszczeniach w terenie. Kierownik ratowników Mauri Saniola z Inari powiedział
fińskiemu radiu Yle, że okna się trzęsły i dzwoniły co zauważono wewnątrz
budynków.
Jouko Manningen – astrofizyk z Sodankyla OA powiedział radiu Yle późno w
czwartek, że obiekt ten mógł być jakimś fragmentem jakiegoś obiektu stworzonego
przez człowieka jak np. satelity. Manninen nie był chętnym przyznać, że obiekt
ten był pociskiem rakietowym, a to ze względu na kierunek jego ruchu.
Meteoryt Inari - wybuch w atmosferze
Meteoryt ten najprawdopodobniej
pochodził z roju Leonidów. Poza nimi w ziemską atmosferę wpadają meteoroidy z 5
innych rojów. Całościowo wygląda to tak, jak w załączonej tabeli:
Rój
|
Gwiazdozbiór
|
Okres i max.
|
Vg (km/s)
|
RHS (N/h)
|
Pd-Taurydy
|
Byk
|
1-25.XI (5.XI)
|
27
|
5
|
δ-Erydanidy
|
Erydan
|
6-29.XI (10.XI)
|
31
|
2
|
Pn-Taurydy
|
Byk
|
1-25.XI (1o.XI)
|
29
|
5
|
ζ-Puppidy
|
Rufa Okrętu
|
2-20.XI (13.XI)
|
41
|
3
|
Leonidy
|
Lew
|
14-21.XI (17.XI)
|
71
|
30.000
|
α-Monocerydy
|
Jednorożec
|
15-25.XI (21.XI)
|
60
|
var.
|
Tak więc jeżeli nie był to
jakiś zużyty satelita czy pocisk rakietowy, to mamy do czynienia z meteorytem z
któregoś z tych rojów, albo z jakimś przybyszem spoza Układu Słonecznego, co
też jest możliwe.
Uwagi Czytelników
Najprawdopodobniej to jednak nie był meteoroid z
roju Leonidów. W opisanym czasie, tj. ok. godziny 16:40 GMT czyli 18:40 EET (jak
podała to NewsCom.au) nad Finlandią wschodziła konstelacja Byka, z której
promieniują dwa radianty, co da się łatwo sprawdzić przy pomocy programu Stellarium.
Osobiście obstawiam meteoryt z roju Pn. Taurydów. (Daniel Laskowski)
Opracował – ©R.K.F. Leśniakiewicz
niedziela, 19 listopada 2017
SS „Minden” - skarb w Atlantyku
Czy Atlantyk
kryje w swych głębinach miliardowy skarb? Poszukiwacze skarbów znaleźli u
wybrzeży Islandii wrak hitlerowskiego statku.
Reykjavik/Praga –
Poszukiwacze skarbów z Wielkiej Brytanii znaleźli na południe od wybrzeży
Islandii wrak niemieckiego statku SS Minden. Ładownie zatopionego statku
ukrywała skarb, który zawiera 4 tony jakiegoś cennego metalu. Przypuszcza się,
że chodzi tu o złoto, które w 1939 roku przewożono do Niemiec, ale statek
został celowo posłany na dno przez załogę. Znalazcy zwrócili się do władz
Islandii z prośbą o pozwolenie na zrobienie otworu we wraku i wydobycia sejfu z
drogocenną zawartością.
Ekipa towarzystwa
Advanced Marine Services (AMS), której aktywność to przede wszystkim szukanie i
wydobywanie cennych ładunków z morza, odkryła w Oceanie Atlantyckim, prawie 200
km na południe od wybrzeży Islandii wrak niemieckiego frachtowca SS Minden. Statek został zatopiony w dniu
24.IX.1939 roku, wkrótce po rozpoczęciu II Wojny Światowej. Płynął on z Ameryki
Południowej, z której to banków miał zabrać cenny ładunek 4 ton –
najprawdopodobniej złota. Według brytyjskiego serwera „The Independent”, jego
wartość wyniosłaby 125 mln GB£, czyli 35,822 mld CZK albo 5,922 mld PLN (po
kursie dnia).
Ten właśnie
ładunek był tym, co przesądziło o losie statku. SS Minden wpadł w
wszechwidzące oczy radarów brytyjskiej marynarki wojennej. Aby nieprzyjaciel
nie dostał w swe ręce cennego ładunku, kapitan statku na rozkaz samego Adolfa Hitlera pogrzebał go na dnie
oceanu.
Po swoim
odkryciu, AMS poprosiła władze Islandii o pozwolenie na przebicie się przez
burtę statku do pancernych safesów, w których kryje się skarb. Twierdzi też, że
należy on do znalazcy i chce zabrać go ze sobą do Wielkiej Brytanii, a to
dlatego iż już wcześniej byli oni obwinieni o to, że po wraku statku prowadzili
poszukiwania bez żadnego odpowiedniego zezwolenia.
Islandzkie urzędy
o aktywności AMS dowiedziały się potem, kiedy na swoich wodach terytorialnych
napotkały zakotwiczony statek norweski MV Seabed Constructor, który został
wynajęty przez AMS jako baza do swych poszukiwań.
Brazylijskie złoto
Wedle
islandzkiego serwera „Iceland Monitor”, załoga nie była w stanie odpowiedzieć
na pytania Straży Przybrzeżnej co robi w tym miejscu. Jej reakcja była według
niej „niejasna i sprzeczna”. Patrol nakazał statkowi płynąć do Reykjaviku,
gdzie na pokład wkroczyła policja, która przesłuchała załogantów.
Według rzecznika
islandzkiej Straży Przybrzeżnej Georga
Lárussona, nie mieli oni zezwolenia na szukanie skarbu.
- Powiedzieli nam
tylko, że szukali tam oni interesującego celu z II Wojny Światowej, ale nie
mogli podać więcej szczegółów – wyjaśnił on.
SS Minden
wyszedł w dniu 6.IX.1939 roku z Brazylii, gdzie wziął on na pokład ładunek z
Banco Germanico – filii niemieckiego Dresdener Banku. Kiedy u brzegów Islandii
dostrzegły go brytyjskie krążowniki HMS Calypso i HMS Dunedin, Adolf Hitler
wydał kapitanowi rozkaz, by jak najszybciej się wycofał. Jedną z dalszych
możliwości było samobójcze zatopienie statku z ładunkiem, do czego też doszło,
bowiem ładunek nie mógł wpaść w ręce wroga.
Załogę SS Minden
uratował HMS Dunedin i została ona dostarczona do bazy marynarki wojennej w
Scapa Flow na Orkadach. Wedle oficjalnych zapisów archiwalnych, był to
właściwie bezcenny ładunek, ale bez względu na to, jak kosztowny jest wynajem
specjalistycznych statków, załoga musiała być przeświadczona o tym, że
poszukiwania mają sens.
Przekład z
czeskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz
sobota, 18 listopada 2017
Potwierdzono istnienie Proximy b!
Proxima b - wizja artysty
Europejskie Obserwatorium
Południowe (ESO) w końcu potwierdziło, że odkryto nowego kandydata na
egzoplanetę zwana Proxima b wewnątrz ekosfery Proximy Centaura (Toliman C) –
czerwonego karła w naszym sąsiednim systemie gwiezdnym Alfy Centaura.
To jest wspaniała wiadomość,
bowiem oznacza ona, że Ziemiopodobna planeta znajduje się w odległości tylko
4,26 roku świetlnego (ly) od nas, i potencjalnie może podtrzymać życie (jakie
znamy). Potrzebne są dalsze badania w celu potwierdzenia charakterystyki
atmosfery i możliwości istnienia ciekłej wody na jej powierzchni, ale ta ekipa
naukowców także planuje, jak tam się możemy dostać.
- Jest wiele egzoplanet, które odkryliśmy, i wiele tych, które
dopiero odkryjemy, ale poszukiwania najbliższego Ziemi potencjalnego analogu
będzie doświadczeniem życia dla wielu z nas – powiedział
dziennikarzom członek ekipy Guillem
Anglada-Escudé z Uniwersytetu Queen Mary w Londynie, w dniu dzisiejszym
(15.XI. br.).
Nazwana Proximą b kandydatka
na egzoplanetę orbituje wokół Proximy Centaira – czerwonego karła, który należy
do systemu gwiezdnego Alfy Centaura/Tolimana w konstelacji Centaura. Jest to
najbliższy Ziemi system gwiezdny, co tworzy Proximę b najbliższą Ziemi
egzoplanetę jaką kiedykolwiek odkryto.
- To jest naprawdę
ekscytujące ze względu na jej bliskość, nie mogło być lepiej –
powiedział inny członek ekipy Michael Endl z Uniwersytetu Teksaskiego w Austin,
TX.
Proxima b w swym otoczeniu gwiezdnym - widoczne są dwa słońca Alfy Centaura i Słońce jako jasna gwiazda w prawym górnym rogu... (wizja artysty)
Ekipa ta, która skupia
naukowców z ESO i program zwany Pale Red
Dot Campaign, była w stanie odkryć kandydata na egzoplanetę poprzez
obserwację Tolimana C w I połowie 2016 roku i porównywanie z danymi z
obserwacji z ostatnich 16 lat, zebranymi przez teleskopy z całego świata. Poprzez
porównanie danych uzyskanych w ciągu tych 16 lat, odkryto dostatecznie mocny
dowód statystyczny na istnienie Proximy b.
-Sprawdzałem
charakterystyki sygnału każdego dnia poprzez 60 nocy Pale Red Dot Campaign. Pierwsze 10 było obiecujących, pierwszych 20
spełniało nasze oczekiwania, zaś po 30 dniach rezultaty były pewne, że można je
było przedstawić na papierze! – powiedział Anglada-Escudé.
To co wiemy o Proximie b to
to, że jest ona 1,3 razy większa od Ziemi i jest duża szansa na to, że będzie
to glob skalisty. Orbituje ona w odległości 6,92 mln km od Proximy Centauri i
jeden obrót trwa 11,2 dnia. Na jej powierzchni panuje temperatura -40°C, a to
stwarza możliwość, że ma ona możliwą do życia atmosferę i wodę w stanie ciekłym
na swej powierzchni – czyli coś, co stanowi kluczowy warunek do powstania i podtrzymania
życia na planecie. Potrzebne są dalsze obserwacje w celu potwierdzenia tego,
ale na szczęście Proxima b jest w zasięgu naszych próbników, co oznacza, że pewnego
dnia w nieodległej Przyszłości, wyślemy tam statek kosmiczny w celu zrobienia zdjęć
tej planety.
Widok nieba z powierzchni Proximy b - widoczna Proxima Centaura oraz układ gwiezdny Tolimana A i B (wizja artysty)
Ekipa badawcza planuje także
związanie się z Markiem Zuckerbergiem,
Stephenem Hawkingiem i rosyjskim
miliarderem Jurijem Milnerem, który
ogłosił wart 130 mln USD projekt nazwany Starshot jeszcze w tym roku zostanie
stworzony projekt małego statku kosmicznego do Alfy Centaura w nadziei na
odkrycie tam życia. Ekipa Starshot ma nadzieję na wystrzelenie
tego statku kosmicznego do Tolimana w ciągu 30 lat. w czasie trwania tego
projektu ekipa ESO ma nadzieję na uzyskanie więcej danych o Proximie b.
- Proxima b jest naszą sąsiadką –
mówią oni – więc wykorzystajmy to.
Odkrycia tej ekipy zostały opublikowane w „Nature”.
Moje
3 grosze
Początkowo zakładano, że wokół
Tolimana C krąży planeta o masie ok. 600 razy większej od masy Ziemi czyli ok.
2 razy większa od Jowisza, której czas obiegu miał wynosić ok. 2,5 ziemskiego
roku. Obserwacje nie potwierdziły jej istnienia, co mogło wskazywać na
istnienie układu planetarnego złożonego z wielu ciał niebieskich. Okazuje się,
że prawda jest jeszcze inna. Ale poznamy ją całkowicie, kiedy się tam
wybierzemy i zobaczymy te planety na własne oczy.
A teraz o podróży do tego
układu - spójrzmy na to z praktycznego punktu widzenia. Proxima jest oddalona
od nas o zaledwie 4,26 ly. W kilometrach jest to iście astronomiczna liczba:
4,0302582 x 10^13 km, albo 4.030.258.200.000 km. Taką odległość mamy do
przebycia. I to w czasie zaledwie jednego ludzkiego życia albo sztafety
pokoleń.
Literacko wygląda to dosyć
ciekawie. U K. Borunia i A. Trepki ich statek kosmiczny Astrobolid poruszający się z prędkością
50.000 km/s przebywa ten dystans w ciągu 130 lat, aliści fotonowy statek
kosmiczny RER – zbudowany w oparciu
o technologię mieszkańców planet Proximy - porusza się już z prędkością 147.000
km/s i miał pokonać odległość 14 x 10^11 km czyli 55 dni świetlnych dzielących
Tolimana C od układu Tolimana A i B w ciągu 232 dni.
U St. Lema jego Gea
porusza się z prędkością 170.000 km/s i przelot trwał już tylko 12 lat w jedną
stronę. W obu przypadkach statki kosmiczne były rozpędzane i hamowane przy
pomocy napędu nuklearno-jonowego działającego w oparciu o III Zasadę Dynamiki. No
i nie zapominajmy o jednym, że taka podróż składałaby się z trzech faz:
rozpędzania, lotu bezwładnego i hamowania – stąd wydłużony czas takiego lotu.
Ciekawy jestem, jakie będzie
rozwiązanie zasady napędu statku kosmicznego z projektu Starshot? Czy będzie to
coś rewelacyjnego na miarę XXI wieku? Nie zapominajmy, że sondy kosmiczne Voyager
potrzebowały 30 lat by opuścić Układ Słoneczny… U Borunia i Trepki statek
kosmiczny CM-2 Celestia lecący z prędkością 50 km/s potrzebowałby aż 19.600
lat do przebycia dystansu z Ziemi na planety Układu Tolimana A i B. Niewyobrażalna
przepaść Czasu. Potrzebne nam zatem jest coś, co otworzy nam bramy
Wszechświata. I zamiast toczyć jałowe spory i zabijać się w bezsensownych
wojnach, powinniśmy szukać tego klucza, jeżeli na serio myślimy o kolonizacji
innych planet… - bo w przeciwnym razie będzie tak, jak u Isaaca Asimova – gdziekolwiek
się nie ruszymy, na planetach i księżycach będziemy znajdywać tabliczki z
napisem ZAJĘTE. I co wtedy?
Opinie z KKK
Ciekawe, że jak zacząłem czytać ten artykuł to
pomyślałem:"po co się zabijać i trwonić pieniądze na broń-lepiej
przeznaczyć je na badania". A tak
"poważnie", przydał by się jakiś wehikuł czasu, żeby zobaczyć co tam
się znajdzie? 😏 (K A ZE K)
Masz 100% racji. Gdyby agresję wewnątrzgatunkową
skierować na zewnątrz, to już od dawna skolonizowalibyśmy Księżyc i mieli bazy
kosmodromiczne na Plutonie, a tak... Grzęźniemy w jakichś bezsensownych wojnach
i konfliktach nie rozumiejąc, że Ziemia jest naszym domem i z tego domu trzeba
będzie wyjść na szerokie ulice, inne domy, inne miasta... (Daniel Laskowski)
Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz
Subskrybuj:
Posty (Atom)













