Powered By Blogger

czwartek, 20 sierpnia 2020

UVB-76: dalszy ciąg zagadki

 


Jiří Nahodil

 

Tajna rosyjska radiostacja UVB-76 już dziesiątki lat wysyła brzęczący szum i zagadkowe wiadomości. Nikt nie wie dlaczego. Rosja od 1973 roku utrzymuje tą zagadkową stację. Wysyła ona brzęczący dźwięk od czasu do czasu przerywany dziwnymi wiadomościami. Radiostacja ta jest utajniona i przemieszcza się, zaś jej cel jest tajemnicą.

Całe dnie, od 1973 roku, emituje w pętli brzęczący dźwięk, co samo w sobie jest interesujące. Ale to, co czyni tę stację jeszcze bardziej interesującą, to coś innego. Od czasu do czasu monotonny dźwięk jest przerywany i słychać zakodowaną wiadomość w języku rosyjskim. Biorąc pod uwagę, że nie jest znana oficjalna opinia na temat przyczyny istnienia stacji, nadal możemy tylko spekulować. Jaki jest cel tajemniczego Buzzera, czyli w wolnym tłumaczeniu „brzęczyka”?

 

Poszukiwania radioamatorów rozpoczęte

 

Po raz pierwszy transmisję odkryto w 1973 roku na częstotliwości 4625 kHz. Później okazało się, że pochodzi z miasta Powarowo, które znajduje się niedaleko Moskwy. Jednak lokalizacja, z której stacja nadaje, była kilkakrotnie zmieniana.

W 2010 roku stacja została wykryta w pobliżu Sankt Petersburga, pięć lat później jej sygnał został przechwycony w moskiewskim regionie Naro-Fomińsk. Przeniesienia te są prawdopodobnie spowodowane zachowaniem tajności i anonimowości stacji.

Ale dlaczego rosyjskie władze prowadzą programy, których rzekomo nie potrzebują? W 2011 roku grupa ludzi postanowiła zbadać opuszczoną bazę wojskową w Powarowie. Tutaj znaleźli pamiętnik, w którym były zapisy audycji stacji, w którym była też wzmianka o częstotliwości nadawania, czyli 4625 kHz.

 

Czy UVB-76 służy celom wojskowym?

Rosyjskie urzędy nigdy oficjalnie nie wyjaśniły funkcji „brzęczyka”, co rzecz jasna daje przestrzeń do spekulacji. Na temat tej stacji wypowiedział się były minister komunikacji Litwy – Rimantas Pleikys – który powiedział, że emitowane transmisje na fonii służą do potwierdzenia stanu gotowości odbiorcy. Popularna jest też teoria, która pojawiła się w rosyjskiej prasie i mówiąca, że częstotliwość w „brzęczyku” jest używana do obserwowania zmian w jonosferze. Ale najprawdopodobniejszą jest teoria, która jest najprostsza – zgodnie z „brzytwą Occhama”. UVB-76 używa rosyjska armia po prostu dlatego, żeby jej nikt częstotliwości 4625 kHz nie zajął.

Z wykorzystaniem wojskowym tej częstotliwości zgadza się jedna z najdziwniejszych teorii. Według niej chodzi o wyrzutnie rosyjskich pocisków nuklearnych, które zostały uruchomione podczas Zimnej Wojny. Miał on działać tak, aby system (na wypadek zniszczenia wszystkiego na powierzchni) oceniał sytuację i odpalał rakiety z bronią jądrową w z góry określone miejsca. Mówi się, że Rosja chciała wyłączyć ten system po zakończeniu Zimnej Wojny. Ale ponieważ system mógł zareagować na próbę wyłączenia, odpalając ICBM i MIRV, nigdy się to nie zdarzyło.  

 

Tajemnicze szyfry i dźwięki

 

Od czasu do czasu brzęczący dźwięk jest przerywany i słychać głos wypowiadający mieszaninę liter i cyfr. Rosyjskie imiona mają wówczas prawdopodobnie za zadanie ułatwienie identyfikacji poszczególnych liter, ponieważ przekaz może nie być całkowicie jasny. W większości przypadków jest to głos mężczyzny, tylko w wyjątkowych przypadkach kobieta odczytuje wiadomość. Jakość przekazu dodaje przekazowi grozy.

Do 2010 roku komunikaty te były nadawane bardzo rzadko, ale stopniowo ich liczba zaczęła rosnąć. 17 października 2016 roku stacja nadała nawet 18 takich tajemniczych szyfrów. Oprócz wiadomości, brzęczenie czasami przerywa zwykła cisza, innym razem w tle słychać dziwne dźwięki. Należą do nich rozmowy, przesuwanie mebli w pokoju, telewizja. Kiedyś dźwięk był naprawdę przerażający, gdy płacz kobiety nagle przeszedł w monotonne brzęczenie.

 


Co mogą oznaczać kodowane informacje?

 

Jest wiele spekulacji na temat wiadomości. Nikt nie wie dokładnie, co mogą oznaczać te szyfry. Ponadto przechwycony szyfr jest zwykle bezużyteczny bez książki kodów. Dlatego nie mamy innego wyboru, jak tylko spekulować.

Nie jest to chyba przeciek tajnych informacji, ani też informacji o „złotym wieku” ZSRR. Nieco bardziej prawdopodobna wydaje się teoria, że ​​może to być komunikacja z atomowymi okrętami podwodnymi. Jeśli wpiszemy liczby z jednej wiadomości do współrzędnych, okaże się, że to miejsce znajduje się na Morzu Barentsa. Jednak z drugiej strony fakt, że częstotliwości o 2-3 rzędy wielkości niższe są wykorzystywane do komunikacji z okrętami podwodnymi. Istnieje inna szalona teoria związana ze znajdowaniem współrzędnych w morzu. Niektórzy entuzjaści uważają, że to właśnie w tych miejscach znajduje się tajna baza okrętów podwodnych.

Często wspomina się też, że mogą to być polecenia dla rosyjskich tajnych agentów działających za granicą, co brzmi nieco bardziej przekonująco.

 

Czy UVB-76 jest jedyną tajną radiostacją?


Tutaj odpowiedź jest trochę łatwiejsza. Zdecydowanie nie. Tylko w Rosji istnieją dwie inne podobne stacje. Nazywają się „Squeaky Wheel” (Piszczące Koło) i „Pip” (Sygnał). Przesyłają również dźwięk w pętli, który czasami jest przerywany przez zaszyfrowaną wiadomość. Jednak sytuacja z tymi dwoma stacjami jest inna niż z UVB-76, ponieważ działają one pod jedną firmą. Bardzo często jest też tak, że po przesłaniu szyfru na jednej stacji, na drugiej słychać zakodowaną odpowiedź. Ponadto podobne stacje krótkofalowe nie są bynajmniej rzadkimi, numerycznymi stacjami szpiegowskimi, na przykład w Czechosłowacji.

 

UVB-76 jest zagadkowym fenomenem do dziś dnia  

 

Jeśli chodzi o działalność stacji, jedna rzecz jest wyjątkowa. Sygnał UVB-76 nie zniknął po upadku ZSRR, a wręcz przeciwnie, stacja stopniowo stawała się znacznie bardziej aktywna. Wzrosła liczba wiadomości, nastąpiły częstsze ich emisje i oczywista próba ukrycia funkcji „brzęczyka”. W każdym razie nie ma problemu ze znalezieniem transmisji na żywo UVB-76 w Internecie, a jeśli masz szczęście, możesz usłyszeć jedną z wiadomości.

Na koniec trochę spekulacji. Dlaczego nadal działa coś, co mogło zostać odłączone dawno temu? Czy to prawda, że ​​to przecież system detonacji broni atomowej z czasów zimnej wojny, którą Rosja wciąż prowadzi, choć w ulepszonej formie? Chodzi o instrukcje dla tajnych agentów, czy test połączenia z atomowymi okrętami podwodnymi, a mimo to wydaje brzęczący dźwięk, aby zachować częstotliwość do użytku wojskowego. Podobno „brzęczyk” nie służy już żadnemu z tych celów, więc dlaczego nie wyłączyć go po prostu, gdy jest niepotrzebny. Wydaje się, że to najrozsądniejsza opcja, ale co, jeśli tak się nie stanie…


CDN.

środa, 19 sierpnia 2020

Ufokatastrofa koło Salem EJ?

 



 

George A. Filer III (MUFON)

 

Salem EJ

 

Lower Alloways Creek Township, NJ, niedziela 21.IV.1991 roku, o godzinie 22:18 EDT, trzy kobiety doniosły o tym, że zauważyły coś co wyglądało jak katastrofa helikoptera w hrabstwie Salem, NJ, nieopodal Elektrowni Jądrowej w Salem.

Salem-Hope Creek EJ - widok ogólny

Pani H. lat 38 powiedziała, że była w łazience w niedzielny wieczór o godzinie 22:22, kiedy zobaczyła coś co przypominało jej helikopter w opałach. Wyjrzała przez okno i ujrzała w lesie jakieś iskry nisko nad drzewami. Zadzwoniłam do swojej sąsiadki i powiedziała, że widzi płomienie spadające na ziemię.

Sąsiadką była pani W., 22 lata,  która zobaczyła tą domniemaną katastrofę i zawiadomiła policję.

- Roberta zadzwoniła do mnie i zapytała czy widziałam helikopter, a ja potwierdziłam. Spojrzałam przez moje kuchenne okno na New Bridge Road i ujrzałam iskry, które wyglądały tak jakby spadały w kierunku naszych domów. Wciąż obserwując, widziałam ogniste błyski pryskające na boki od nich, a potem wielką kulę ognia, która spadła – opowiedziała ona. – Po wypadku rozłączyłam się z Robertą i zadzwoniłam na policję.

Pani E. często bywała w domu pani W., i także widziała ten wypadek. Opowiedziała potem, że siedziała w domu oglądając telewizję, kiedy pani W. wykrzyknęła – O mój Boże!  Podbiegła i ujrzała iskry, a potem helikopter eksplodował i spadł na ziemię. Żadna z tych trzech kobiet nie słyszały jakiegokolwiek dźwięku i nie zauważyły czerwonych świateł normalnie widoczne u helikopterów. Zgodnie z ich oświadczeniami, w tym czasie padał deszcz. Obiekt opisywały one jako solidny, w kształcie helikoptera z białymi i niebieskimi światłami na pierwszy rzut oka, z „prysznicem” czerwonych i pomarańczowych iskier lecących za jaskrawoczerwonym światłem na ziemię.       

Chociaż policja i służby ratunkowe przeprowadziły intensywne poszukiwania z powietrza i na ziemi od razu i następnego dnia, nie znaleziono jakiegokolwiek śladu rozbitego helikoptera. Nie doniesiono także o jakichkolwiek zaginionych helikopterach. Natomiast takie szczegóły w relacjach świadków jak brak dźwięku i błyski światła lecące w kierunku ziemi sugerowały, że obiekt, który obserwowały, nie był helikopterem tylko UFO.

Na dodatek, pewna kobieta w hrabstwie Salem doniosła o dziwnych, powtarzających się snach przed opisanym incydentem. Incydent ten jest rozpatrywany jako możliwe uprowadzenie na pokład NOL-a, z „katastrofą helikoptera” użytą jako tzw. wspomnienie osłonowe. Budd Hopkins skontaktował się z nami w sprawie tego wydarzenia. Istnieje możliwość, że było to uprowadzenie na pokład UFO, czyli CE-III-G/CE4.

W czerwcu 1991 roku, dr Donald A. Johnson był dyrektorem MUFON-u na stan New Jersey i wziął udział w spotkaniu w domu dyr. stanowego majora George Filera w Medford, NJ, w dniu 23 lutego.

Policyjny zapis w dokumentacji ukazuje, że pani W. zadzwoniła na policję o godzinie 22:18. Policja i ekipa ratownicza pojawiły się na miejscu natychmiast po wezwaniu. Pani W. powiedziała, że spędziła pewien czas rozmawiając z pilotem jednego z helikopterów, którego skierowano nad ten obszar, usiłując mu opowiedzieć dokładnie to, co widziała w czasie tego wypadku, a pilot latał nad wskazanym miejscem.


Mapki ukazujące sytuację z wieczora dn. 21.IV.1991 roku - strzałka wskazuje na miejsce upadku NOL-a

Na mapie ukazano ogólny widok miejsca obserwacji: Beasleys Neck Rd., gdzie znajdują się domy świadków. Strzałką oznaczono lokalizację New Bridge Rd., gdzie NOL-a zauważono po raz pierwszy. W poszukiwaniach uczestniczyła także Straż Pożarna z Lower Alloways Creek. Tamtejszy komendant SP Calvin Hill skontaktował się z Federalną Agencją Lotnictwa (FAA) i dowiedział się, że nie było żadnych doniesień o zaginionych statkach powietrznych w żadnym z tutejszych lotnisk. Komendant skontaktował się także z miejscowymi lotniskami w Salem i Wilmington, DE, które też nie meldowały zaginięcia jakiegoś pojazdu latającego. Nie było żadnych informacji z dzienników pracy FAA, które sugerowałyby by jakikolwiek samolot czy helikopter latał nad tymi terenami w podanym czasie wypadku. 

Incydent ten był także pokazany w późnych wieczornych wiadomościach na Kanale 3 Informacje przez stację TV z Filadelfii. Michael Talpas z Roebling, NJ, nagrał ten program. Poszukiwania rozpoczęły się w niedzielę o godzinie 22:30 w lesistym terenie koło Beasley Neck Road. Najbliższy sąsiad pan Scott A. George z Cross Roach powiedział policji, że sądzi iż usłyszał katastrofę, ale być może był to tylko podmuch wiatru. Policja wzięła na serio doniesienia od dwóch telefonujących do niej i nie wzięła pod uwagę tego, że byłaby to fałszywka.

- Nie sądzę, by był to fałszywy alarm – powiedział rzecznik policji – zadzwoniło do nas dwóch różnych ludzi. Byli to dorośli o dobrej reputacji i nie mam żadnych zastrzeżeń, co do tego, co oni powiedzieli.

Rzecznik sądzi, że okolica ta jest gęsto zalesiona i helikopter po prostu mógł zniknąć im z widoku.

Jednakże śledczy z MUFON-u Richard Butler po odwiedzeniu ich w domach nie stwierdził, by ta okolica była aż tak lesista. Poza tym nie zgadza się ze stwierdzeniem, że rozbity helikopter byłby trudny do znalezienia w tym terenie. Trzy helikoptery ratownicze pracowały nad tym terenem w deszczu, wzdłuż rzeki Delaware w niedzielny wieczór i poniedziałkowy ranek, zaś jednostki pływające Straży Przybrzeżnej – USCG przeszukiwały wody rzeki i górę potoku. Jest doniesienie, że USCG natrafiła na szczątki po katastrofie w postaci dwóch dużych, czarnych plandek na bagnach sąsiadujących z potokiem.

Rzeka Delaware znajduje się w odległości ok. 5 mi/8 km od domów świadków. Policja stanowa z komisariatu w Trenton powiedziała, że helikopter używa kamery podczerwieni do przeszukiwania nadbrzeżnych rejonów, ale bezowocnie. Ratownicy skończyli poszukiwania w poniedziałek o godzinie 03:30, nie znalazłszy żadnych śladów katastrofy, ale podjęli poszukiwania o godzinie 08:00 – które oficjalnie zakończono o godzinie 10:15.

W poniedziałek, Eric Peterson szef policji w Lower Alloways Creek Township powiedział, że w poniedziałek, około godziny 14-tej otrzymał telefon od pewnej kobiety z Deptford Township, która powiedziała, że zaobserwowała takie samo zdarzenie.

Śledczy z MUFON-u Michael Talpas, który rozmawiał z policją powiedział, że przynajmniej dwie osoby, które prowadziły swe samochody dzwoniły na policję, by powiadomić o widzianym przez nie „helikopterze w ogniu”.  Kiedy spekulowano na temat meteorytu spadłego w tej okolicy, to policja tak nie uważała. Obie panie W. i E. utrzymywały, że incydent trwał jakieś 3 minuty, ale nie ma sposobu by to sprawdzić. To było dostatecznie długo, by pani L. doszła do telefonu, zadzwoniła do sąsiadki, która wyjrzała przez okno i zobaczyła na niebie obiekt, który „uległ katastrofie”. Pewna osoba twierdziła, że słyszała jakby stłumiony odgłos katastrofy – zob.  https://youtu.be/saLiQh3IUFw       

Młodsza z kobiet, pani W., doniosła o dziwnym, iluzorycznym śnie we wtorkową noc poprzedzającą niedzielne wydarzenia. Od poniedziałku do czwartku była ona zdenerwowana, zmęczona, podniecona i niespokojna. W piątkowy wieczór ona wraz z mężem spóźniła się na przyjęcie.  

 

Szaraki-mangusty

 

Powrócili do domu o około 04:15, a śniło się jej, że wyszła z domu na jakiś wpół zarośnięty lasem obszar, gdzie napotkała 3-4 „ogromne klatki na chomiki”, z jasnymi czerwonymi i pomarańczowymi kręcącymi się krawatami na kratach klatek. W klatkach znajdowały się szare i białe „mangusty”, które chodziły w postawie wyprostowanej. Kiedy szły tak krok po kroku w skoordynowanym ruchu i zaczęły ją gonić. W jej śnie były też dwa duże węże i czuła, że chronią ją przed mangustami.

Szarak i mangusta

Twierdzi ona, że wcześniej nigdy nie widziała mangusty i nawet nie wiedziała, jak one wyglądają. Śledczy Richard Butler uważa ten sen jako wspomnienie osłonowe autentycznego wzięcia przez Obcych, gdzie wielkie klatki chomikowe to były UFO (ze światłami wokół krawędzi), zaś „mangusty” to były albinotyczne ubarwione szare humanoidy. To jest bardzo ciekawy domysł w tym momencie, ale jest nadzieja, że ona się zgodzi na badanie tego snu przy użyciu regresji hipnotycznej.

Raporty pogodowe sporządzone przez komercyjnego pilota Boba Duranda z portu lotniczego w Filadelfii ukazują, że dolny pułap chmur w opisywanym czasie wynosił 1100-1200 ft/370-400 m, a zachmurzenie sięgało do 2000 ft/670 m. W tym czasie padał słaby deszcz. To wszystko tworzy hipotezę spadku meteorytu bardzo niewiarygodną. Nie ma tam także żadnych przesyłowych linii energetycznych zgodnie z mapami i in situ.      

Z raportów policyjnych wynika, że pani W. zawiadomiła policję o godzinie 22:18. Policja i ratownicy pojawili się na miejscu niemal zaraz po telefonie. Pani W. powiedziała, że spędziła część nocy na rozmowie z pilotem śmigłowca, który prowadził poszukiwania.

Mapa miejsca katastrofy pokazuje domy i rejon poszukiwań nad Black Creek.

 

Od edytora:

 

W ciągu paru lat MUFON przyjął wiele doniesień o światłach i NOL-ach nad tym obszarem. Typowym doniesieniem był raport pewnego pastora, który napotkał UFO najwidoczniej pobierającego energię elektryczną wisząc parę stóp nad przewodami i niebieski łuk elektryczny pomiędzy nimi a NOL-em.

 

Salem - Hope Creek EJ - widok z Delaware

Moje 3 grosze

 

Dlaczego UFO interesują się miejscowością Salem i okolicami? Trzeba nam bowiem wiedzieć, że w Salem znajduje się coś, co jest chronione ze szczególną uwagą, a mianowicie – dwie instalacje nuklearne: Salem-Hope Creek EJ oraz Centrum Prób Jądrowych – Nuclear Testing Center. Już samo to wystarczy, by podjąć szczególne środki bezpieczeństwa.

Instalacje nuklearne w okolicach miasta Salem, NJ

W książce „UFO i atom” przekazałem polskiemu Czytelnikowi przekłady materiałów Roberta Duvala i Roberta Hastingsa dotyczących Obserwacji Dalekich i Bliskich Spotkań z NOL-ami i ich Pasażerami w okolicach ziemskich cywilnych i wojskowych instalacji nuklearnych. Dowodzą oni, że Obcy interesują się naszą energetyka jądrową i jej wykorzystaniem. Wnioski pozostawiam Czytelnikowi.

W świetle informacji zawartych w tych materiałach można powiedzieć, że opisane powyżej wypadki są jednym z wielu przypadków takich incydentów z NOL-ami, a zatem nihil novi sub Sole… Jest to kolejny dowód na potwierdzenie tej tezy i nic ponadto.  

 

 

Źródło – „Filer’s Files” nr 34/2020

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz   

poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Tajemnicza stacja nadaje…

 

 

Jeden z czeskich portali podrzucił ciekawy temat w sezonie ogórkowym:

 

Częstotliwość radiowa w Rosji działa od 48 lat. Nikt nie wie, kto wysyła tajemnicze kody.

Tajemnicza stacja radiowa nadaje na częstotliwości 4625 kHz

Od połowy lat 70. działa stacja radiowa, która emituje tajemnicze brzęczące dźwięki wraz z przerywanymi słowami kodowymi i numerami. Praktycznie cały świat może dostroić się do tej stacji na częstotliwości 4625 kHz, ale nikt nie wie, kto z dowolnego miejsca nadaje na tej częstotliwości. Dla łowców tajemnic ten fakt od lat jest zupełną sensacją.

Od lat 70., na częstotliwości 4,625 MHz (λ = 15,4 m), która może być odbierana na całym świecie, pracuje zagadkowa rosyjska stacja radiowa i wysyła bzyczący dźwięk wraz z zakodowanymi słowami i cyframi. Dla łowców tajemnic ta stacja jest nie lada sensacją, która obfituje w najdziwniejsze teorie.

Zagadka rosyjskiej stacji radiowej-widma nazwanej Buzzer (brzęczyk) na tym się nie kończy. Ta radiostacja, której emisję na częstotliwości 4625 kHz wykryto w 1970 roku i która działa do dziś dnia, jest wciąż osłonięta tajemnicą. Nie wiadomo także, gdzie znajduje się nadajnik, co on wysyła i kto za nim stoi.

Na tej częstotliwości, która mieści się w zakresie UHF, którą może wychwycić każdy na całym świecie, poza bzyczeniem można usłyszeć jakieś kodowe słowa, litery i cyfry wymawiane w języku rosyjskim.  

Jedyną znaną wskazówką, którą uzyskano w wyniku namierzania źródła sygnału przeprowadzonego w połowie lat 90., mówi że nadajnik jest umieszczony gdzieś na rozległym obszarze błot w rejonie Sankt Petersburga. Radiostacja znana jest jako „brzęczyk” albo MDZhB (MDŻB) jest właśnie najlepiej słyszalna z tego rejonu.

Obok samej egzystencji tej zagadkowej radiostacji istnieją od szeregu lat dzikie teorie związane z Armią Radziecką/Rosyjską i badaniem Kosmosu. Niektóre z nich mówią o tajnym systemie aktywacji BMR przy pomocy kodowanego nadawania na UKF.

Ta stacja radiowa po raz pierwszy odezwała się i była zarejestrowana w latach 70., ale urzędowo odnotowano ją dopiero w 1982 roku. Nadawanie z biegiem lat się zmieniało, ale zawsze była to jakaś forma brzęczenia, przerywanego głosem mówiącym liczby albo jakieś kodowe słowa.

Jednak najprawdopodobniejszą nigdy nie potwierdzoną teorią jest ta, że radiostacja ta należy do Armii Rosyjskiej, ale jej zastosowanie jest dla specjalistów zagadką. Być może pewnego dnia dowiemy się czym ona jest, ale na razie stacja-widmo nadal pozostaje otulona tajemnicą.[1]

 

Buzzer i UVB

 

Mój czeski znajomy Pan Vladimír Šiška skomentował to krótko:

- Artykuł pełen bzdur, który wyraża przede wszystkim twierdzenie, że częstotliwość 4625 kHz to UHF (nie, to fale krótkie) i że częstotliwość transmituje...

Fakt, ale… poszperałem w Internecie, bo sprawa mnie zainteresowała. Znalazłem coś takiego w Wikipedii:

 

UVB-76 – znak militarnej radiostacji fal krótkich, która nadaje na częstotliwości 4625 kHz. W środowisku angielskojęzycznych krótkofalowców jej potoczna nazwa to brzęczyk (ang. buzzer), natomiast wśród rosyjskich krótkofalowców żużżałka (ros. жужжалка). Organizacja ENIGMA zajmująca się nasłuchem i klasyfikacją stacji numerycznych nadała oznaczenie XB, później zmienione na S28. Nadaje krótki monotonny sygnał brzęczenia powtarzany w przybliżeniu 25 razy na minutę przez 24 godziny na dobę. Pierwsze transmisje brzęczenia prawdopodobnie zaczęła nadawać między 1976, a 1982 rokiem.

 

Na przestrzeni lat stacja miała różne znaki wywoławcze:

 

do 2010: UVB-76

2010 – grudzień 2015: MDŻB

28 grudnia 2015 – marzec 2019: ŻUOZ.

Obecny znak wywoławczy to ANWF.

 

Stacja nadaje brzęczący sygnał trwający 0,8 sekundy, przerywany na 1–1,3 sekundy i powtarzany 21–34 razy na minutę. Dawniej minutę przed każdą pełną godziną dźwięk był przerywany, po czym przez kolejne 60 sekund stacja nadawała sygnał ciągły. Obecnie stacja nie emituje sygnału ciągłego. Pomiędzy 07:00 i 07:50 UTC z powodu prac konserwatorskich na głównym nadajniku emisja następuje z nadajnika zapasowego. Czasami stacja zmieniała swoje częstotliwości m.in. na 4585, 4666, 4712, 4753, 9250 kHz.

Buzzer rozpoczęła nadawanie prawdopodobnie między 1976 a 1982, początkowo jako zmieniający się dwusekundowy ton, a od 1990 sygnał brzęczenia. 16 stycznia 2003 nastąpiła na krótko zmiana na sygnał o wyższej częstotliwości (20 tonów na minutę) o dłuższym okresie, jednak powrócono do wcześniejszej formy sygnału.

Transmisje głosowe były rzadkie do czasu nagłej aktywności w sierpniu 2010 roku. Zwykle są nadawane na żywo, czasem kobiecym, a czasem męskim głosem w języku rosyjskim i powtarzane. Na przestrzeni lat odnotowano kilkadziesiąt wiadomości. Poniżej podano niektóre z nich.

·        24 grudnia 1997 o 21:00 UTC osoby dokonujące nasłuchu wyłowiły transmisję wiadomości, która brzmiała: Ja UVB-76, ja UVB-76. 180 08 BROMAL 74 27 99 14 – Boris, Roman, Olga, Michaił, Anna, Larysa 7 4 2 7 9 9 1 4.

·        9 grudnia 2002 w eter został wysłany kolejny przekaz, ale głos był zniekształcony. Wiadomość przetłumaczono na: UVB-76, UVB-76. 62691 Izafet 3693 8270.

·        21 lutego 2006 roku o 07:57 UTC miała miejsce inna transmisja głosowa, ale głos był także mocno zniekształcony. Wiadomość częściowo przetłumaczono na: UVB-76, UVB-76. 05 529 FELAK 17 09 08 98 TEPEPSzczIK 95 59 95 59 TPLEABF 95 25 25 9 – 0 5 5 2 9 Fjodor Jelena Leonid Anna Konstantyn 1 7 0 9 0 8 9 8 Tatiana Jelena Paweł Jelena Paweł Szczuka Iwan Konstantyn 9 5 5 9 9 5 5 9 Tatiana Paweł Leonid Jelena Anna Boris Fjodor 9 5 2 5 2 5 9.

·        23 sierpnia 2010 roku o 13:35 UTC: UVB-76, UVB-76, 93, 882, NAIMINA, 74, 14, 35, 74, 9, 3, 8, 8, 2, Nikołaj, Anna, Iwan, Michaił, Iwan, Nikołaj, Anna, 7, 4, 1, 4, 3, 5, 7, 4.

·        25 sierpnia 2010 roku o 6:54 UTC: UVB-76, UVB-76. 38 527 AKKRECIJa 36 09 55 73.

·        5 grudnia 2010 roku o 14:40 GMT+01:00: Michaił Dmitrij Żenja Boris, Michaił Dmitrij Żenja Boris, 13 842, Paweł Roman Jelena Fiodor Jelena Konstantyn Tatiana Ulijana Roman Anna, 48 95 79 68.

Aktywność w 2010 roku. Stacja stała się bardziej aktywna w 2010 roku. W czerwcu 2010 odnotowano krótką przerwę w regularnej transmisji, ale wróciła 6 czerwca.

·        1 września o 04:05 UTC stacja przestała nadawać sygnał brzęczenia. Zamiast tego, można usłyszeć cykliczne transmisje w postaci kodu Morse’a, w treści których znajdują się znaki zapytania. Okazały się być interferencją ze stacji M21 nadającą parę kiloherców wyżej.

·        2 września 2010 roku stacja nadawała naprzemiennie sygnał brzęczenia oraz fragment Jeziora łabędziego (Taniec małych łabędzi) Czajkowskiego. Sporadycznie można było usłyszeć ludzką mowę – najczęściej ciągi liczb odczytywane po rosyjsku. Rzadko pojawiał się dźwięk przypominający odgłos telefonu. Parokrotnie można było usłyszeć wszystkie wymienione dźwięki oraz ludzką mowę jednocześnie. Odbierano również transmisje w alfabecie Morse’a, okazały się one jednak być dziełem radiowych piratów-żartownisiów.

·        Od 3 września do 8 września stacja UVB-76 prawdopodobnie nie nadawała. 8 września znów można było odbierać charakterystyczny sygnał stacji, tym razem jednak na dwóch częstotliwościach – 4625 i 4670 kHz. Stacja nadaje w dalszym ciągu, jednak ogranicza się do komunikatów w alfabecie Morse’a oraz sporadycznych komunikatów głosowych w języku rosyjskim. W owych komunikatach stacja przedstawiała się jako MDŻB.

·        8 września 2010 nadano kilka testowych sygnałów typowych dla tej stacji, później stacja wróciła do nadawania pierwotnego sygnału ze zwiększoną mocą.

·        Od 9 września do 14 września stacja prawdopodobnie ponownie nie nadawała.

·        Od 16 września stacja na krótko powróciła do swojego pierwotnego sygnału. 24 września znów zamilkła.

·        6 października wróciła do nadawania. 15 października przestała nadawać sygnał brzęczenia – zamiast tego można było usłyszeć buczenie. 19 października powróciła do brzęczenia.

·        27 października znowu zamilkła. 4 listopada powróciła, lecz z dłuższym dźwiękiem.

·        11 listopada miała miejsce 32-minutowa rozmowa na żywo.

Sprzęt. Stacja jako główny nadajnik wykorzystuje Molniya-2M (PKM-15) i Molniya-3 (PKM-20), a jako zapasowy Viaz-M2. Prawdopodobnie moc nadawcza pierwszego to w 10 kW, a drugiego 2,5 kW (wykorzystywanego między 7:00 i 7:50 UTC). Antena jest horyzontalnym dipolem VGDSh (Nadenenko), wysokim na około 20 metrów.

Lokalizacja i funkcja. Przez długi czas obecne położenie lokalizacji nadajnika było jedynie spekulowane. Poprzednio nadajnik znajdował się w rosyjskiej miejscowości Powarowo (N 56°05′00″ - E 037°06′37″), w połowie drogi między Zielenogradem i Sołniecznogorskiem – 40 km na północny zachód od Moskwy, niedaleko wioski Łożki. Lokalizacja i znak wywoławczy nie były znane do czasu pierwszej transmisji głosowej z 1997. We wrześniu 2010 nadajnik został przeniesiony w okolice Pskowa. Może to być powiązane z reorganizacją wewnątrz rosyjskiej armii.

Funkcjonowanie UVB-76 nie zostało potwierdzone przez władze rosyjskie ani oficjalne instytucje powiązane z nadawaniem. Były litewski Minister Komunikacji stwierdził, że celem transmisji głosowych może być potwierdzenie czujności operatorów stacji odbierających komunikaty.

Inna z teorii głosi, że jedno z naukowych obserwatoriów bada zmiany w jonosferze nadając sygnał o częstotliwości 4625 kHz, identycznej z UVB-76. Nie wyjaśnia to jednak transmisji głosowych i w alfabecie Morse’a.

W 2011 roku grupa miejskich eksploratorów wybrała się do opuszczonych budynków po stacji w Powarowie. Wyniki wyprawy potwierdziły przypuszczenia, że była tam baza wojskowa. Odnalezione zostały dzienniki radiowe. Prawdopodobnie transmisje głosowe są wykorzystywane do przekazywania rozkazów do jednostek wojskowych.

Ostatecznie w maju 2014 r. udało się odkryć położenie kilku miejsc, z których nadawany jest Buzzer. Od sierpnia 2015 roku Buzzer najprawdopodobniej jest nadawany z 69 Centrum Komunikacji w Naro-Fominsku.

Występują także dwie rosyjskie stacje podobne do UVB-76 – The Pip oraz Squeaky Wheel.

 

Radiosygnały i UFO?

 

Ciekawe to jest, nieprawdaż?

Ale jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Jestem bowiem pewien tego, że takie radiostacje-widma nadawały już w latach 60. Opisałem to w mojej książce „Projekt Tatry”, w której napisałem, co następuje:

 

 NOL-e posługują się od czasu do czasu falami radiowymi, ale chyba w celu dezinformacji ludzi. Miałem kiedyś taki dziwny przypadek - to było pewnego czerwcowego poranka 1991 roku. Wtedy to właśnie w godzinach 07:00 - 07:15 w moim radioodbiorniku prze dobry kwadrans nie słyszałem niczego innego, tylko coś w rodzaju „ki-ki-ki” - natomiast w telewizorze był biały szum, jakby nie był podłączony do anteny. Po 15 minutach radiowe „ki-ki-ki” się skończyło, a w telewizorze pojawił się poranny program lub plansze kontrolne. Czy była to próba nawiązania Kontaktu - bardzo wątpię. Chyba że Oni chcieli na siebie zwrócić naszą uwagę, ale czy nie wystarczyło powiedzieć coś w rodzaju: „Mieszkańcy Jordanowa! Oto przybyliśmy!” - a tu nic, poza głupim „ki-ki-ki”...

NOL-e mogą być odpowiedzialne za pojawiające się od czasu do czasu fadingi w odbiorze fal UKF naszej TV, co stwierdzaliśmy niejednokrotnie. Ale te wydarzenia nie miały charakteru próby nawiązania Kontaktu, a raczej były produktem ubocznym Ich działalności, kiedy np. UFO weszło w wiązkę fal radiowych biegnących ze studia do przekaźnika... […]

Ta historia wydarzyła się w 1967 czy 1968 roku, w zimie. Nie pamiętam dokładnej daty poza tym, że był to dzień imienin którejś z moich ciotek. I było to na krótko po przeczytaniu przeze mnie książki Marii Kann pt. „Błękitna planeta”, moralitetu fantastyczno-naukowego, którego bohaterowie - harcerze z Warszawy - spotykają w uroczych plenerach Bieszczadów kosmonautę pochodzącego z planety krążącej wokół słońca Tau Ceti. Jun Atlan - bo tak zwał się ów kosmonauta - był potomkiem Atlantydów i powrócił na Ziemię, by odnaleźć pozostałości po kulturze swych przodków.

Imieniny mojej cioci były standardowe: dorośli jedli, pili, palili i gadali, gadali i jeszcze raz gadali o milionach nieważnych spraw. Miałem wtedy 11 czy 12 lat, i takie imprezy mnie szalenie nudziły. Wyniosłem się tedy do drugiego pokoju, gdzie było wielozakresowe radio i zacząłem - wzorem bohaterów „Błękitnej planety” - „czesać” skalę radioodbiornika na falach średnich i krótkich. Głosy w radio syczały coś nienawistnie, bełkotały, przemawiały napuszenie w kilkudziesięciu językach. Od czasu do czasu dolatywały do mnie strzępy muzyki i ćwierkliwy głos pracy radiodalekopisów. Lubiłem słuchać tej muzyki - bo telex przekazywał szybciej wiadomości od antycznego aparatu nadawczego Morse’a. Tutaj emisja pięciobitowych znaków tchnęła dla mnie urzekającą prostotą: znak /....o/ oznaczał „a”, znak /...oo/ to „b”, /..o.o/ to „c”, /..ooo/ to „d”, itd. itp. - a alfabet Morse’a wydawał mi się w porównaniu z tym szybkim kodowaniem i przekazywaniem informacji czymś żałośnie prymitywnym...

Kręciłem pokrętłem strojenia wsłuchując się w dźwięki otaczającego mnie Wszechświata, patrząc jednocześnie przez okno na nabiegające granatem niebo, na którym wybijały się srebrzyste ćwieki gwiazd wśród nagich koron drzew, jak na obrazach Siódmaka...  Słyszałem ćwierkanie radiodalekopisów - po latach dowiedziałem się, że były to głównie stacje szyfrowe MON, MSW i MSZ, pracujące w ramach Układu Warszawskiego. I naraz złapałem Morse - ktoś nadawał tak wolno, że mogłem wyłapać niewprawnym uchem nadawany znak: kropka, kropka, kropka, kreska, kropka - czyli /...-./ - chwila przerwy i znów ti, ti, ti, ta, ti. Już po imprezie, w domu spojrzałem do którejś z encyklopedii mojego dziadka i wyczytałem, że kombinacja /...-./ oznacza ZROZUMIAŁEM. Hmmm... - za to ja nie rozumiałem jednego - dlaczego ktoś przez niemal dwie godziny tłukł kluczem w eter na fali o długości około 31 metrów (9,5 MHz) jeden i ten sam sygnał: ZROZUMIAŁEM?...

Zaintrygowało mnie to i przez kilka następnych dni „czesałem” fale krótkie we wszystkich dostępnych mi pasmach: 16,8 m, 19 m, 25 m, 31 m, 41 m i 49 m - czyli od 17 do 6 MHz. Wyłapałem kilka takich dziwnych „audycji”, w czasie których przez kilka nawet godzin ktoś puszczał w eter: /..-/ czyli „u”, /..-./ czyli „f”, /-/ czyli „t” oraz /..../ czyli „h”... Nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Teraz myślę, że to któraś z central szpiegowskich wysyłała dla swych agentów sygnały na HF i VHF. Trwała przecież Zimna Wojna i radiostacje szpiegowskie po obu stronach Żelaznej Kurtyny grały jej ponurego walca...

Nie liczyłem na to, że wychwycę w tym zgiełku Znak z Kosmosu i wreszcie spasowałem, ale... jednak pewnego dnia udało mi się wychwycić coś niezwykłego. Brzmiało to tak, jak melodyjka złożona z trzech rodzajów tonów: krótkiego /./, średniego - /-/ i długiego /__/. Przelewało się to-to gdzieś na skraju pasma 49 metrów, pomiędzy 5,8 a 6,0 MHz i brzmiało to mniej więcej tak:

.__-.--__-__.  .__-. ---.__  __-  ..__ __ __  ... ---.__.--. __..-..__ __.--  __..-__ __ itd.

Co to było? Nie wiem. Brzmiało to chwilami melodyjnie, jak pozdrowienie ze świata, którego już nie ma... Być może to był jakiś nowy rodzaj kodu albo szyfru stosowanego przez którąś ze służb specjalnych albo agencję kosmonautyki? A może to była próba Kontaktu? Mogę to tylko zgadywać. W jakiś czas potem wpadła mi w ręce książka SF jakiegoś francuskiego pisarza pt. „Planeta Kalgar” - w której ów autor także pisał o takich sygnałach, a zatem mógł to być jakiś żart radioamatora? A może to autor słyszał to samo, co ja i to zainspirowało go do napisanie tej książki?

 

Martwa ręka?

 

To byłoby na tyle, co pamiętam z mojej młodości. Składając to wszystko w jedno przyszła mi do głowy straszna myśl, a mianowicie: mamy tu do czynienia z radziecką „martwą ręką”. Przypomina to opisany w powieści „Czas nietoperza” Roberta Strattona vel Wiesława Górnickiego czy w noweli „Głowa Kassandry” Marka Baranieckiego  system „martwej ręki” odpalający ICBM i MRBM po odwetowym uderzeniu jądrowym na terytorium własne. To akurat jest możliwe – wyłączenie transmisji radiowej „brzęczyka” byłoby sygnałem do kontruderzenia…

Możliwe? Ależ jak najbardziej! W czasie stanu zwanego pokojem sygnały są emitowane non stop, bez przerwy. Nadaje się byle co, sieczkę, chłam byle tylko sygnał był emitowany na określonej częstotliwości. W przypadku uderzenia ze strony NATO i USA, w przypadku zniszczenia ośrodków decyzyjnych, kiedy nie będzie już nikogo do wydawania rozkazów, zadziała system „martwej ręki” – zespół komputerów, który zadziała w momencie urwania się sygnału. Po prostu odpali rakiety, które czają się w silosach i choć gdzie i bądź gdzie, a które polecą na USA, kraje NATO – w rezultacie czego Polska zamieni się w radioaktywne, ogniste bajoro. I tyle będziemy mieli z wojny z Rosją. No, ale nie rozumieją tego ani idioci na stołkach ani nadęte papugi w mundurach.

I to będą ostatnie rakiety wystrzelone na planecie Ziemia, która zostanie wyjałowioną, radioaktywną pustynią, jak Zirda z powieści prof. Jefremowa

Czy tego naprawdę chcemy?

 

(Fragment nieopublikowanej jeszcze książki St. Bednarza i R. Leśniakiewicza pt. „Piekielne katastrofy nuklearne”)  

niedziela, 16 sierpnia 2020

Ogromna eksplozja odnotowana na powierzchni Betelgeuse

 

Betelgeza

Betelgeuse/Betelgeza (α Ori) jest uważana za umierającą gwiazdę i jej wybuch jest kwestią krótkiego czasu. Obserwatorzy z NASA teleskopu kosmicznego Hubble (HST) stwierdzili nagłe pociemnienie supergigantycznej gwiazdy Betelgeuse, które jest najprawdopodobniej spowodowane przez nienormalną ilość materii wyrzuconej w przestrzeń kosmiczną, która uformowała chmurę pyłową, który zablokował jej światło emitowane z powierzchni (fotosfery) Betelgeuse.

Naukowcy przypuszczają, że obłok pyłu powstał, gdy super gorąca plazma uwolniona z przepływu w górę dużej komórki konwekcyjnej na powierzchni gwiazdy przeszła przez gorącą atmosferę do chłodniejszych warstw zewnętrznych, gdzie ochłodziła się i utworzyła cząsteczki pyłu. Powstały obłok pyłu blokował światło z około jednej czwartej powierzchni gwiazdy od końca 2019 roku. Do kwietnia 2020 roku gwiazda powróciła do normalnej jasności.

Betelgeuse to starzejący się czerwony nadolbrzym, którego rozmiar urósł w wyniku złożonych zmian ewolucyjnych w jej jądrze. Gwiazda jest teraz tak ogromna, że gdyby zastąpiła Słońce w środku naszego Układu Słonecznego, jej zewnętrzna powierzchnia sięgałaby poza orbitę Jowisza.

Zjawisko pociemnienia tej gwiazdy było widoczne gołym okiem, zaczęło się w październiku 2019 roku. W połowie lutego 2020 roku, ta monstrualna gwiazda straciła około 2/3 swego blasku. To nagłe zaćmienie blasku gwiazdy zadziwiło astronomów, którzy spróbowali stworzyć kilka hipotez na temat tego gwałtownego przygaśnięcia. HST odnotował ślady gęstej, gorącej materii poruszającej się poprzez atmosferę gwiazdy we wrześniu, październiku i listopadzie 2019 roku. Potem w grudniu, kilka naziemnych teleskopów z południowej półkuli Ziemi, zaobserwowało spadek jasności gwiazdy.

Wizualizacja wybuchu i powstania chmury pyłu na Betelgezie

- Przy pomocy HST widzimy materię opuszczającą widoczne warstwy gwiazdy i poruszającą się poprzez jej atmosferę zanim utworzył się pył, który spowodował, że gwiazda widocznie przyciemniała – powiedział Dupree. – Możemy powiedzieć, że ten efekt powstał na południowo-wschodniej części gwiazdy. Materiał ten był od 2 do 4 razy jaśniejszy od normalnego światła gwiazdy. A potem, około miesiąc później, południowa część Betelgeuse zauważalnie pociemniała, a cała gwiazda stała się ciemniejsza. Sądzimy, że stało się to za sprawą wystrzelonego w przestrzeń obłoku pyłu zaobserwowanego przez HST.

 

Moje 3 grosze

 

Od siebie dodam tylko tyle, że Betelgeuse jest kandydatka na Supernową i – jak twierdzą uczeni – jej wybuch jest możliwy każdego dnia! Co więcej, nie wiadomo, jaki będzie miał on wpływ na życie na Ziemi, bowiem nie znamy dobrze odległości do niej – waha się ona ok. 640 ly. Nie wiemy, jaki będzie przebieg tego zjawiska. A najgorsze jest to, że zobaczymy je dopiero, kiedy dobiegnie do nas rozbłysk jej eksplozji.

Nawiasem mówiąc, za jakieś 5-6 mld podobny los czeka nasze Słońce, co będzie końcem naszego układu planetarnego.

Ale to już temat z innej ballady.

 

Artykuł opublikowano w „Astrophysical Journal” w dniu 13.VIII.2020 r.

 

Źródło - https://www.soulask.com/a-giant-explosion-recorded-on-the-star-betelgeuse/?fbclid=IwAR2OT4KOUViVlVN9hlwyOIukOnIAcQkEzdEmMt4uJjWbKytkhl6awA2d_b8  

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

sobota, 15 sierpnia 2020

„Cholernie fajne”: Szwedów zadziwił rosyjski okręt podwodny

 


Wypoczywając w pobliżu Półwyspu Skandynawskiego, Szwedzi natknęli się na rosyjski okręt podwodny i byli zdumieni jego rozmiarami. Opowiedzieli o tym gazecie „Expressen”.

23-letni Rasmus Karlsson i jego przyjaciele popłynęli jachtem na wyspę Dragor Havn. Około szóstej wieczorem, gdy jacht przepłynął pod mostem Øresund, pojawił się obok niego okręt podwodny.

 - Wszyscy go widzieliśmy i byliśmy zdumieni: był po prostu gigantyczny – cytuje Szweda tabloid.

Początkowo Szwedzi wzięli okręt podwodny za szkocki, ponieważ flaga tego kraju jest podobna do flagi rosyjskiej marynarki wojennej.

 - Mój przyjaciel tylko żartował, że to zdecydowanie rosyjski okręt podwodny – powiedział Rasmus.

Opowiedział, że na mostku kapitańskim były cztery osoby, jedna z nich pomachała do nich.

Według chłopaka okręt podwodny przepłynął zaledwie 30 metrów od jachtu.

- Był bardzo, bardzo duży i wydawał głośny dźwięk – podzielił się swoimi wrażeniami z dziennikarzami Szwed.

Rasmus Karlsson dodał, że on i jego przyjaciele cały czas pamiętają spotkanie z rosyjską łodzią podwodną. 

- Często wypływam w morze, ale nigdy nie widziałem czegoś podobnego. To było trochę niepokojące, ale w rzeczywistości cholernie fajne – powiedział.

Szwedzkie Siły Zbrojne potwierdziły, że okręt podwodny należy do rosyjskiej floty. Nazwali ten incydent „zwykłym przemieszczeniem”.

 

Moje 3 grosze

 

Być może było to fajne, ale już nie dla większości Szwedów, którzy pamiętają 20.X.1981, kiedy to do Karlskrony wpłynął radziecki okręt podwodny – ponoć wskutek pomyłki nawigacyjnej. I od tego dnia zaczęła się przeciwpodwodna histeria trwająca do dziś dnia.

Oczywiście był to tylko epizod w historii Zimnej Wojny i pokazuje, jaki był stan umysłów w tym czasie mieszkańców spokojnej, neutralnej Szwecji. Oczywiście winnym tego stanu rzeczy mógł być tylko i wyłącznie ZSRR. Tymczasem jestem pewnym, że były tam nie tylko podwodne jednostki zwiadowcze z ZSRR, ale także z krajów NATO i USA, dla których Bałtyk był i nadal jest akwenem o znaczeniu strategicznym. To właśnie przez Bałtyk wiodą drogi zaopatrzenia dla Rosji i krajów nadbałtyckich – w tym Polski. Obrona tych dróg jest zadaniem pierwszoplanowym dla polskiej Marynarki Wojennej, czego nie potrafią zrozumieć rządzące naszym krajem matoły i ćwierćinteligenci rozwalające nasze siły zbrojne. W II RP, która miała 50 km morskiego brzegu istniała Polska Liga Morska i Kolonialna, m.in. dzięki której nasza marynarka miała okręty i wyposażenie do jego obrony: niszczyciele, okręty podwodne, stawiacze min... – jakie były, takie były, ale były i stanowiły realną siłę, NB której nie potrafiono wykorzystać we Wrześniu 1939 roku.

Dzisiaj – szkoda mówić. Jeden stary niszczyciel rakietowy, jakieś przestarzałe fregaty w spadku po Amerykanach, 3 stareńkie Kobbeny, które nie mogą się zanurzyć bez asysty… To ma być flota broniąca 775 km naszego wybrzeża??? O czym my w ogóle mówimy?  Na co liczą polscy politycy? Na to, że będą nas bronili nasi „sojusznicy”? Już raz widzieliśmy, ile są warte z nimi sojusze, jak zdradzieccy to partnerzy. Kiedy wreszcie te matoły na stanowiskach pojmą, że nikt nam nie pomoże, gdy nie będziemy w stanie się obronić sami. I już. Dogmat prosty i jasny jak budowa cepa. Ale czy jest do pojęcia przez „polityków”, których oderwano granatem od pługa (nie ubliżając chłopom)? Czy rozmaitych patriotów-idiotów, koryciarzy i wyżeraczy, którzy dorwali się do państwowej kasy? Niestety nie. W razie czego, to będą uciekać z walczącego kraju do swych kumpli na Zachodzie, jak już raz było w historii.

Bo historia powtarza się tyle razy, ile tylko może. Na ile jej na to pozwolimy.   

 

Źródło - https://pl.sputniknews.com/swiat/2020072712811838-cholernie-fajnie-szwedow-zadziwil-przeplywajacy-rosyjski-okret-podwodny-sputnik/