Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egipt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egipt. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 sierpnia 2025

Miloš Jesenský - BOGOWIE ATOMOWYCH WOJEN (17)

 

III.

 

Jak już tu wspominano, zarówno w Chinach, jak i na terenie obu Ameryk, a przede wszystkim w Indiach istnieją legendy o kolosalnym konflikcie, który zdarzył się w dalekiej głębi wieków. Na tych obszarach powinny znajdować się dowody materialne tego kataklizmu.

Jeszcze na początku XIX wieku znaleziono pierwsze ślady protoindyjskiej kultury, kiedy podczas budowy kolei w pobliżu osady Harappa napotkano na zwęglone ruiny jakiegoś starożytnego miasta. O mieście tym wspomina znany badacz L. R. Sprague de Camp pisząc, że musiało ono być poddane działaniu bardzo wysokich temperatur. Ruiny te obejmują olbrzymie stopione razem, jakby wydrążone w środku bryły – niczym sterta blaszanych puszek rażona strumieniem stopionej stali.

Na południe od tego miejsca, urzędnik brytyjski J. Campbell odkrył podobne ruiny. Szereg innych podróżników opisywał pozostałości budynków wzniesionych z niezwykłych materiałów, przypominających grube płyty kryształów. I one również podziurawione i potrzaskane, nosiły na sobie ślady działania wysokich energii termicznych.

Jednak dopiero po upływie stu lat, w roku 1921, podjęto systematyczne badania tajemniczych ruin. Prace wykopaliskowe odkryły duże miasto, dobrze rozplanowane, z szerokimi ulicami i doskonałą siecią kanalizacyjną. Późniejsze badania pozwoliły na stwierdzenie, że wedle podobnego planu zbudowano i inne odkryte przez archeologów starożytne miasta na obszarze Doliny Indusu: Mohendżo-Daro[1], Czahu-Daro, Amri Lothal i szereg innych. W wykopaliska archeologicznych znajdowano szkielety ludzkie noszące znamiona gwałtownej śmierci. szkielety te są najbardziej radioaktywnymi szczątkami ludzkimi, jakie kiedykolwiek znaleziono i przebadano   p r z e d   tragedią Hiroszimy. A. Gorbowskij  w „Zagadkach historii starożytnej” (Moskwa, 1968) podaje, że radioaktywność znalezionych szkieletów przekraczała 50-krotnie poziom normalny.

Z pewnością pod ruchomymi piaskami pustyń ukrywać się musi wiele rzeczy, których istnienia do niedawna nawet nie podejrzewaliśmy. Użyteczne być może okazałoby się przebadanie tych obszarów, chociażby tylko z punktu widzenia natężenia promieniowania radioaktywnego. Nie ulega wątpliwości, że natężenie to mogło obniżyć się po upływie wielu tysięcy lat do poziomu promieniowania tła, istnieją jednak szanse znalezienia pewnych śladów pochodzących od izotopów o najdłuższym okresie życia.[2] Podobnie dżungle Indii oraz Centralnej i Południowej Ameryki ciągle stanowią obszar niezbadany, istnieje tam szereg regionów, gdzie nie stanęła jeszcze stopa białego człowieka. A przecież te tajemnicze rejony zawierać mogą klucz do rozwiązania zagadki naszej przeszłości.

A może piramidy egipskie ukrywają w sobie rozwiązanie jądrowego konfliktu zamierzchłej przeszłości? Ekipa uczonych z kairskiego Ein Shams University, pracująca pod kierownictwem noblisty w dziedzinie fizyki -  prof. dr Luisa Alvareza – umieściła detektor promieniowania kosmicznego we wnętrzu Piramidy Chefrena u jej podstawy, by sprawdzić, czy w piramidzie nie znajdują się jeszcze jakieś nieznane komory. Całość przedsięwzięcia odbywała się pod auspicjami uniwersytetu Ein Shams w Kairze, amerykańskiej Komisji ds. Energii Atomowej oraz Smithsonian Institute. Pomiary prowadzono przy założeniu, że jednorodny strumień promieniowania kosmicznego, przenikając przez piramidę i natrafiając w jej wnętrzu na puste przestrzenie, przechodzić będzie przez nie z większą łatwością, co zostanie zarejestrowane przez detektor.

Badania trwały cały rok, przy czym aparatura pracowała bez przerwy, rejestrując promieniowanie przez 24 godziny na dobę, wyniki zaś przekazywane były do uniwersyteckiego komputera IBM-1120. Kiedy komputer podał dane końcowe, zdumienie ogarnęło uczonych. Okazało się, że zapisy natężenia promieniowania kosmicznego, pochodzące z kolejnych dni pomiaru, wykazywały zupełnie odmienny charakter i były kompletnie ze sobą nieporównywalne. Dr Amr Gohed, odpowiedzialny za funkcjonowanie całej elektroniki oświadczył: Z naukowego punktu widzenia jest to niemożliwe. Musi tu istnieć jakaś tajemnica, której nie jesteśmy w stanie wyjaśnić [...] istnieje jakaś tajemnicza siła w piramidach, która przeciwstawia się znanym prawom nauki.

Dla starożytnych Egipcjan piramidy   t a k ż e   stanowiły zagadkę, dlatego opierając się na legendach, przypuszczać można, że   n i e   są one grobami, lecz miejscem schronienia przygotowanym na wypadek wielkiej katastrofy. I to niekoniecznie dla ludzi, chociaż niektórzy ludzie mogliby się tam schronić, ale służącym najprawdopodobniej przede wszystkim  zachowaniu i zabezpieczeniu   w i e d z y   i   i n f o r m a c j i . Jeśli katastrofa przybrała formę kataklizmu wywołanego przez człowieka, z użyciem broni jądrowej włącznie, to hipoteza ta zyskuje na znaczeniu, ponieważ wyjaśniałaby ona przedziwne wyniki uzyskane podczas badań promieniowania kosmicznego wewnątrz i w pobliżu piramidy.[3]

Istnieje możliwość, że piramidy będąc schronami i dysponując wszystkimi cechami, których wymaga się od tego typu budowli, są zabezpieczone także przed promieniowaniem.[4] Wydaje się, że niezależnie od tego, jakich środków użyto dla zapewnienia piramidom tej właściwości, środki te czy mechanizmy funkcjonują w dalszym ciągu w chwili obecnej. Czyżby więc istniał i działał ciągle jeszcze, sugerowany przez Andrew Thomasa w jego książce „Nie jesteśmy pierwsi” jakiś generator umieszczony pod piramidami? Takie urządzenie zapewne musiałoby znajdować się bardzo głęboko pod piramidą, znacznie głębiej, niż prowadzone dotychczas prace wykopaliskowe. Trudno powiedzieć, jaki ono mogłoby mieć kształt, czy też jak można by je wykryć, ponieważ urządzenie takie przekracza jeszcze możliwości współczesnej technologii.[5]

Piramidy ciągle kryją w sobie niewyjaśnione tajemnice i przejawiają zagadkowe cechy, a pomimo tego istnieją ludzie, którzy twierdzą, że są one jedynie grobowcami faraonów. Nie oznacza to, że zgodzić się należy z wymyślnymi historyjkami, które opowiada się na temat ich budowy. Na przykład, że wysokość Wielkiej Piramidy[6] pomnożona przez milion daje nam w wyniku odległość Ziemi od Słońca.[7] Podaje się cały szereg innych liczb, które mają wskazywać rozmaite wielkości charakterystyczne, takie jak: długość roku, wielkość miesiąca księżycowego, czy masę kuli ziemskiej. Wysuwa się również przypuszczenia, że piramidy były wybudowane przez Noego po Potopie, że zbudowali je Kosmici, lub że zbudowane zostały według instrukcji Kosmitów, albo też że stanowią one punkty orientacyjne lub drogowskazy dla astronautów przybywających na Ziemię z innych planet.

Pogląd, że cała ludzka wiedza ukryta jest gdzieś w piramidach, nie musi być zupełnie dziwaczny, chyba będzie jednak słuszniej powiedzieć, że choć cała wiedza starożytnego świata została tam umieszczona, to jednak już jej tam   n i e       m a . Wiele hipotez i interpretacji narosło wokół piramid egipskich w ciągu ostatnich 100 lat, zaś prawda leży prawdopodobnie gdzieś pośrodku, pomiędzy przypuszczeniami zupełnie fantastycznymi, a całkowicie prozaicznymi.

Zdecydowanie odrzucić trzeba teorie i sugestie pozbawione podstaw, nie można się jednak zgodzić z absurdalnym poglądem, że te kolosalne konstrukcje postawione zostały przez grupę ludzi zaopatrzonych jedynie w prymitywne narzędzia, bez transportu kołowego, dźwigów, wyciągów, kołowrotów i innych urządzeń. Że zbudowano je w kraju, w którym w okresie budowy piramid był prawie niezamieszkały![8] – nie posiadał miast i z rzadka był tylko pokryty małymi wioskami.

Znacznie bardziej uzasadniony wydaje się pogląd, że piramidy, a szczególnie rozległa ich grupa postawiona na płaskowyżu w Gizie, pochodzą z okresu przed-egipskiego. Zbudowane zostały nie jako budowle o znaczeniu sakralnym lub po to, by przechowywać czcigodne zwłoki wielkich przywódców, lecz stanowiły urządzenia ochronne przeznaczone właśnie do zabezpieczenia zdobyczy wiedzy. Wiele spośród tych urządzeń mogło zostać zużytych przez... nosicieli kultury, którzy pojawili się, aby z powrotem do cywilizacji doprowadzić prymitywnych potomków tych, którzy pozostali przy życiu po katastrofie.

Wśród wszystkich piramid egipskich – a znamy ich około 70[9] - nie istnieje   a n i   j e d n a ,  w której stwierdzono, by odbył się kiedykolwiek w niej pochówek. Wszyscy faraonowie, a szczególnie najwięksi i najpotężniejsi z nich władcy, jak Ramzes II[10] i Tutmozis III pochowani byli w sławnej Dolinie Królów. Zadziwiające, jak wielu ludzi jest przekonanych, że zmumifikowane szczątki faraonów zostały odkryte w obrębie piramid. Przekonanie to opiera się prawdopodobnie na pewności, z jaka niektórzy archeolodzy wypowiadają opinię, iż piramidy są grobowcami władców Egiptu.

Jeśli najwięksi i najsławniejsi władcy Egiptu zostali pochowani w skalnych grobowcach w Dolinie Królów, to dlaczego przyjmuje się, że mniej znani i nie zawsze realnie istniejący[11] pochowani zostali w tych ogromnych budowlach, rzekomo wzniesionych tak ogromnym wysiłkiem i znojem ludzkim?

Egiptolodzy wydają się znajdować pod przemożnym wpływem przekazów dostarczonych przez wielkiego podróżnika Starożytności – Herodota. Ale Herodot opisuje to, co powiedzieli mu uczeni i kapłani, jakich napotykał na trasach swych wędrówek. Piramidy   j u ż   w ó w c z a s   liczyły sobie kilka tysięcy lat i stanowiły dla Egipcjan zagadkę w nie mniejszym stopniu, niż są one nią dla nas dzisiaj...



[1] Oznacza to Miasto Umarłych, Osiedle Umarłych – przyp. aut.

[2] Chodzi o izotopy o bardzo długim połowicznym zaniku – T1/2 - który może wynosić do kilku miliardów lat – uwaga R.K.L.

[3] w tym kontekście staje się zrozumiałe postępowanie ortodoksyjnego egiptologa prof. Zahi Hawassa, który pragnie sam dorwać się do tajemnic piramid i załatwił sobie wyłączność na ich badanie, przy okazji od czasu do czasu dając popisowe widowisko dla całej reszty świata, jak to miało miejsce we wrześniu 2002 roku – uwaga R.K.L.

[4] Już sama masa użytego przy ich budowie kamienia stanowi doskonałą ochronę przed promieniowaniem α, β i γ oraz neutronami, które są czynnikiem rażącym wybuchów jądrowych – uwaga R.K.L.

[5] Wydaje się, że elementem zabezpieczającym przed promieniowaniem jest sama masywna konstrukcja piramidy oraz jej kształt, który powoduje zmniejszenie energii cząstek promieniowania kosmicznego oraz zmianę torów ich lotu – uwaga R.K.L.

[6] Piramidy Cheopsa – przyp. aut.

[7] Wynik wychodzący w metrach jest mniejszy o 1.000 i dlatego należy zastosować mnożnik 1.000.000.000 – uwaga R.K.L.

[8] Całkowitą populację Egiptu szacowano na 2 mln ludzi – przyp. aut.

[9] Aktualnie - na początku 2003 roku – mamy już odkrytych 110 piramid egipskich – uwaga R.K.L.

[10] Zwany także Ramzesem Wielkim – przyp. aut.

[11] Imienia Cheopsa (Chufu) nie ma na liście Manethona panujących w Egipcie – przyp. aut.

poniedziałek, 15 maja 2023

Nowy korytarz w Wielkiej Piramidzie

 


W prasie ukazały się newsy z Egiptu, np. :

Władze Egiptu poinformowały w czwartek o odkryciu w Wielkiej Piramidy w Gizie ukrytego, dziewięciometrowego korytarza — pierwszej tego rodzaju struktury, znalezionej po północnej stronie tej sławnej budowli.

A pamiętacie mój mail z 12.10.2022 roku ?

Pisałem :

Jakiś czas temu, a będzie to już parę dobrych lat doborowy zespół naukowców z Japonii, Francji, Wielkiej Brytanii oraz Egiptu po raz kolejny „badał” piramidę Cheopsa w pobliżu Gizy w Egipcie. Naukowcy korzystali z najnowocześniejszych urządzeń jakimi dysponuje nauka i prześwietlili piramidę korzystając z promieniowania kosmicznego. Jego aktywne cząstki , czyli miony, przenikają przez wszystko na swej drodze.  Oczywiście gdy natrafią na zbitą i gęstą materię to zwalniają nieco. Przez piramidę Cheopsa, ogromną bryłę głazów i kamieni, powinny odczuwalnie zwolnić. I tu naukowców spotkała niespodzianka, były takie strefy i rejony gdzie miony przyspieszały, co świadczyło, że natrafiono na przestrzenie puste ! Odkryto, że nad korytarzem prowadzącym do Komory Królewskiej znajduje się pusta przestrzeń. Po przekształceniu danych na obraz komputerowy odkryto puste pomieszczenie o powierzchni około 30 metrów kwadratowych.

Co odkryto ? Opinii jest wiele. Być może jest to jakiś korytarz, może inna  galeria, może pomieszczenie gdzie pochowano mumię faraona. A może jest to korytarz prowadzący do głębiej krytych pomieszczeń. Gdyby do środka wprowadzić sondę lub jakieś inne urządzenie penetrujące to kto wie co byśmy odkryli. Ale, choć minęło już parę lat to nic się nie dzieje. Podobnie jak z rewelacjami profesora Dobsona, który badał komorę grobową w dolinie grobowców i stwierdził, że obok komory grobowej Tutenchamona znajduje się zamurowane pośpiesznie przejście do dalszych korytarzy …

Lata biegną nieubłaganie i wygląda na to , że nie doczekam się odpowiedzi na pytania, których mam mnóstwo...

 

S.S.

 

Moje 3 grosze

 

Kiedy patrzę na te wszystkie „badania” i badania piramid i innych megalitów, to widzę, że komuś bardzo zależy na tym, by z tych badań nic nie wyszło… Dlaczego? Po prostu dlatego, że naukowy beton nie zamierza zejść z wieży z kości słoniowej, na który wylazł przed laty. Nie wyobraża on sobie sytuacji, w której musiałby pisać podręczniki historii od nowa i na dodatek wyrzucać z nich ukochane teorie i teoryjki.

Swoją drogą powinniśmy być wdzięczni dr. Zahi Hawassowi za to, że żelazną ręką trzyma w Egipcie skarby kultury starożytnej i nie pozwala na ich rabunek różnym Indiana Jonesom i im  podobnym. Pół biedy, gdy skarby te znajdą się w muzeum a nie w prywatnych kolekcjach.

Piramidy są zbadane w znikomym procencie i na razie lepiej, niech tak zostanie. Obawiam się bowiem, że nowe odkrycia mogą być spożytkowane nie na korzyść Ludzkości lecz przeciwko Niej. Nie wiem, co tam się kryje i obawiam się, że nic dobrego – np. przetrwalniki zarazków chorobotwórczych, które wyrwawszy się na wolność mogłyby wywołać kolejną pandemię jakiejś paskudnej infekcji – podobnie jest zresztą z mikrobami zamrożonymi w okolicach biegunów Ziemi. Wystarczy nam na razie COVID-19 δ…

Już raz tak było w historii nauki, że mikrospory grzyba Aspergillus aureus zabiły kilkanaście osób, które naruszyły spokój władców Egiptu i… Polski! Swoją drogą zastanawiające jest to, czy starożytni Egipcjanie nie wprowadzali celowo do grobowców zarodniki tego kropidlaka w celu zabicia hien cmentarnych?

Przy ich wielkiej wiedzy medycznej to jest całkiem możliwe…   

piątek, 2 grudnia 2022

Ogromna sieć tuneli pod Saharą

 


Natálie Borůvková

 

Ogromna sieć tuneli pod Saharą zaskoczyła uczonych. Stworzyła ją tajemnicza cywilizacja o dziwnej płci. Miasto zostało dosłownie zasypane tonami saharyjskiego piasku. Według wstępnych badań okazało się, że powstał prawdopodobnie za panowania króla Amenhotepa III. Ale eksploracja tego miejsca z pewnością na tym się nie kończy. - To praca na kilka lat – powiedział Mohammed Al-Abalah, francuski archeolog pracujący na tym stanowisku.

Miasto zostało pogrzebane pod piaskami Luksoru w Górnym Egipcie. W miejscu wciąż w dużej mierze nieznanym badaczom. Jakaś niewielka część niezbadanej Sahary, która stanowi około 30% kontynentu afrykańskiego i naukowcy nie mogą i nie chcą do niej dotrzeć. Ale teraz, jak się wydaje, wreszcie nadszedł długo oczekiwany przełom.

To, co zapoczątkowali archeolodzy z XVIII wieku oraz kartografowie i geodeci wojskowi z początku XX wieku, ma szansę na dokończenie. Niemniej jednak wciąż jest wiele rzeczy, z którymi naukowcy nie do końca wiedzą, jak sobie radzić.

 

Zostały stworzone przez starożytną cywilizację z dymorfizmem płciowym

 

Naukowców zaskoczyła na przykład starożytna sieć komunikacji podziemnej. Leży na środku Sahary w pobliżu oazy Ghat. Pierwsze zachowane wzmianki pochodzą z pierwszej połowy XX wieku. Od czasu, gdy na to miejsce trafiła ekspedycja francuska.

Jednak miejsce o charakterystycznej nazwie Last Oasis kryje w sobie znacznie więcej. Należą do nich kilka klasztorów, kurhany i inne stanowiska archeologiczne.

Prawdopodobnie najbardziej tajemniczą częścią są tunele, pomysłowo połączone z pomieszczeniami, szybami i innymi przestrzeniami wykutymi bezpośrednio w skale. Tworzą kilometry długich dróg o łącznej długości 1600 km.

Chociaż nadal nie jest jasne, jaki był cel tej podziemnej sieci i jaki był powód jej powstania, jedna rzecz jest całkowicie niezapomniana. Stojąca za tym starożytna cywilizacja musiała włożyć ogromny wysiłek w stworzenie tak rozbudowanej komunikacji. Szacuje się, że budowa tej sieci była bardziej wymagająca niż budowa samej piramidy.

- Fakt, że zostali stworzeni przez ludzi w trzecim tysiącleciu p.n.e. bez narzędzi do układania torów, sprzętu górniczego, oświetlenia, wentylacji, wydaje nam się fantazją – powiedział James Wellard, badacz i podróżnik, który odwiedził to miejsce w drugiej połowie XX wieku.

Uważa się, że to Garamanci są rzekomymi twórcami. Zaawansowana cywilizacja rasy kaukaskiej, ocaleni z Atlantydy, charakteryzująca się dymorfizmem płciowym.

 


Tunel do Morza Śródziemnego

 

Także z północnego Egiptu napłynęła ciekawa informacja o tym, że w Aleksandrii odkryto wylot 1300-metrowego tunelu wiodącego do Morza Śródziemnego. Na jego północnym końcu uczeni spodziewają się znaleźć grobowiec Kleopatry albo Aleksandra Wielkiego. Jak na razie sprawa pozostaje otwarta…

 

Źródło - https://www.msn.com/cs-cz/zpravy/historie/ob%C5%99%C3%AD-s%C3%AD%C5%A5-tunel%C5%AF-pod-saharou-zasko%C4%8Dila-v%C4%9Bdce-stvo%C5%99ila-je-tajemn%C3%A1-civilizace-s-podivn%C3%BDm-pohlav%C3%ADm/ar-AA14IDGb?ocid=sf&cvid=9070d69b6fd941aeb3ccc4053b6be799

Przekład z czeskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

sobota, 11 lipca 2020

Egipskie loty poza świat: tajemnicze kanopy




Pamiętam, jak w latach 70. obejrzałem w TV film grozy o jakiejś mumii egipskiej, która ożywiona magiczną siłą powstała z martwych i do pełnego zmartwychwstania potrzebne jej były kanopy z organami wewnętrznymi. Coś podobnego ukazali potem twórcy filmów „Mumia” i Powrót mumii”. We wszystkich tych filmach, kluczowymi okazały się być kanopy zawierające zmumifikowane organy wewnętrzne zmumifikowanych ludzi.

Czym były kanopy? Kanopy (także wazy lub urny kanopskie) – w starożytnym Egipcie rytualne naczynia, w których umieszczano wnętrzności, wyjęte z ciała przed mumifikacją i zakonserwowane.

Nazwa pochodzi od greckiej nazwy starożytnego egipskiego miasta Kanopos (Kánōbos) w Delcie, w okolicach dzisiejszej Aleksandrii, w którym odnaleziono te naczynia po raz pierwszy. Zwykle wykonane były z alabastru lub gliny, spotyka się również naczynia drewniane, kamienne i fajansowe. Zawsze występowały w liczbie czterech.

Gliniane kanopy znane są już z okresu Starego Państwa. Początkowo zamykane były płaskimi pokrywami, na początku Nowego Państwa nakrywkami wyobrażającymi głowę zmarłej osoby (lub głowy Synów Horusa w postaci ludzkiej – według innej wersji), a w Epoce Późnej zaczęto je przyozdabiać głowami Synów Horusa w postaci zwierzęcej: Imseta (głowa ludzka – dla wątroby), Hapiego (głowa pawiana – dla płuc), Kebehsenufa (głowa sokoła – dla jelit) i Duamutefa (głowa psa podobnego do szakala – dla żołądka). Każdy z geniuszy opiekuńczych zmarłego był z kolei pod ochroną bogiń opiekuńczych: Izyda strzegła wątroby, Neftyda – płuc, Neit – żołądka, a Selkit – jelit.

Egipskie kanopy

Kanopy zwykle umieszczane były w specjalnie na ten cel wykonywanej skrzyni-kaplicy, na ścianach której umieszczano rzeźbione wizerunki bogiń opiekuńczych. Pozy bogiń, ich kolejność oraz przyporządkowanie do kierunków świata, ściśle określały święte teksty.


Etruska urna kanopijska

Później nazwę tę stosowano także dla etruskich urn z nakryciem wyobrażającym głowę ludzką.

Zmarłego mumifikowano i wkładano do trumny, a trumnę do sarkofagu, zaś kanopy kładziono obok.

 Starożytny Egipt przyciąga nas swoją tajemniczością i bogactwem. Jego mieszkańcy od samego początku przykładali ogromną uwagę do tego, żeby po śmierci nie rozpłynąć się zwyczajnie w powietrzu. To właśnie dlatego przez cały czas trwanie tej starożytnej cywilizacji udoskonalali sposoby na zachowanie w jak najlepszym stanie ciała po śmierci. Mumie – jak i dlaczego je robiono?

Już od najdawniejszych czasów w Egipcie powszechne było przekonanie o tym, że na ludzi czeka życie w pośmiertnej wiecznej krainie. Co więcej, aby się tam dostać, nie wolno było dopuścić do uszkodzenia ciała zmarłego. Wiara ta doprowadziła do tego, że starożytni Egipcjanie niezwykle dużo energii poświęcali na ciągłe udoskonalanie metod balsamowania zwłok.

To ciało w piasku wyschło!

Jaki wpływ na wprowadzenie tego sposobu zachowywania zwłok miała obserwacja, że ciała osób zmarłych zakopanych na pustyni wysychają, zamiast gnić? Czy kiedyś ktoś natrafił na takie zwłoki i pomyślał sobie „Hej! To ciało w piasku wyschło!”? Według wierzeń pierwszej mumifikacji dokonał bóg Anubis na ciele zmarłego Ozyrysa.

Mumifikacja pojawiła się w starożytnym Egipcie już w czasach II dynastii, czyli około 2800 roku p.n.e. i stanowiła już wtedy ważny element obrządku pogrzebowego. Jednak to dopiero około 200 lat później, w czasach IV dynastii, osiągnęła poziom, który nazwać możemy „prawdziwą mumifikacją”.

W Średnim Państwie (około 2050-1710 p.n.e.) balsamowanie zwłok stawało się coraz bardziej popularne i zaczęło się rozprzestrzeniać na większą skalę. Jednak sam proces mumifikacji nie został doprowadzony jeszcze do perfekcji, a ciała z tego okresu nie zachowały się zbyt dobrze. Metody jednak ciągle ulepszano i ostatecznie starożytni Egipcjanie osiągnęli perfekcję w balsamowaniu ciał swoich zmarłych.

Boskie mumii początki. Według wierzeń egipskich wynalazcą mumifikacji był bóg Anubis. Dokonał jej po raz pierwszy, balsamując zwłoki boga Ozyrysa. Ta tradycja była tak silnie zakorzeniona w umysłach Egipcjan, że przez cały okres, kiedy wykonywano mumifikację zwłok, jeden z kapłanów nosił na głowie maskę szakala. Informacje na temat przebiegu mumifikacji czerpiemy ze źródeł greckich. Z pomocą przychodzą nam tu Herodot, Diodor, Plutarch i Porfiriusz. Naszą wiedzę na ten temat uzupełniły badania m.in. mumii Ramzesa II, a także anonimowej mumii z Okresu Późnego, które przeprowadzili naukowcy w 1986 roku. Podczas mumifikacji wnętrzności wyciągano i umieszczano w urnach kanopskich

Co zatem trzeba było zrobić, aby poprawnie zabalsamować ciało? Zabrać zmarłego do specjalnego domu nazywanego domem oczyszczenia.

Wydobyć mózg. Według Herodota robiono to przez nos za pomocą żelaznego haczyka, którym całość rozdrabniano, a następnie wydobywano na zewnątrz. Współczesne badania sugerują jednak, że zawartość czaszki wydobywano dzięki grawitacji poprzez umieszczony w niej pręt.

Zrobić krzemiennym nożem nacięcie na prawym boku i po przerwaniu przepony, wyciągnąć na zewnątrz wszystkie narządy. Organy poddać osobnemu balsamowaniu, a następnie umieścić w czterech urnach zwanych kanopskimi. W ciele pozostawić jedynie serce i nerki.

Następnie ciało należało „posolić”. Zajmował się tym specjalnie wykwalifikowany w tej dziedzinie taricheuta. Ciało umieszczano w natronie (naturalna soda – Na2CO3 · 10H2O) i pozostawiano na około 35 dni. Aby zniwelować czernienie skóry, nakładano na nią hennę lub ochrę – odpowiednio czerwoną dla mężczyzn i żółtą dla kobiet. Otwór w ciele wypełniano bandażami, a na samym przecięciu umieszczano plakietkę poświęconą czterem synom Horusa.

Zwłoki należało teraz umyć i oczyścić, a następnie owinąć bandażami. Krok ten przebiegał według ściśle określonego rytuału i podzielony był na kilka następujących po sobie etapów. Na początku ciało przykrywano płachtą i owijano lnianymi bandażami wszelkie członki. Osobno zatem bandażowano palce czy fallusa. W następnym etapie przechodzono do zawijania całego ciała. Pomiędzy kolejne zwoje wkładano amulety, klejnoty czy płatki róż. Od czasów Nowego Państwa dodatkowo wkładano między zwoje święte teksty. I tak np. między nogami zmarłego odnaleźć możemy „Księgę umarłych”.

Na samym końcu na twarz zmarłego zakładano maskę pośmiertną. Maska ta ewoluowała i z czasem stała się rodzajem planszy pokrywającej całe ciało.
Skoro ciało zmarłego zostało już zabezpieczone przed zniszczeniem, należało teraz wyposażyć go w odpowiednie sprzęty. Egipcjanie wierzyli bowiem, że na tamtym świecie będą prowadzić życie podobne do tego na ziemi. Do grobu trzeba było zatem włożyć wszystko, co było niezbędne do spokojnej i dostatniej egzystencji.

Złota maska faraona Tutenchamona

To właśnie dlatego, w grobach i grobowcach odnajdujemy tyle przedmiotów codziennego użytku. Już w okresie predynastycznym zmarłych chowano ze skromnymi ozdobami, naczyniami czy paletkami do szminek. Zmarły potrzebował także jedzenia i napojów, najgorszym bowiem losem było pozostanie bez nich w zaświatach. Musiałby on w takim wypadku żywić się ekskrementami i pić urynę. Rodzina regularni przynosiła zatem swoim bliskim jedzenie, napoje, kadzidła, a nawet ubrania. Najbardziej znaną maską pośmiertną jest ta, która przykrywała zmumifikowaną głowę Tutanchamona.
Egipcjanie byli w tej kwestii tak bardzo zapobiegliwi i przewidujący, że na wszelki wypadek umieszczali w widocznym miejscu grobu inwokację do Ozyrysa. Po jej przeczytaniu na głos ujawniać się miała magia słów, a bóg miał dzięki temu zmaterializować wszelkie produkty niezbędne zmarłemu w zaświatach.

W starożytnym Egipcie proces mumifikacji przeprowadzany był z największą starannością i dokładnością. Potrzeba zachowania ciała była tak ważna, że w samym przebiegu balsamowania nie było tutaj rozróżnienia na biednych i bogatych. To jedynie jakość bandaży, bogactwo amuletów czy maski pośmiertnej, a także rodzaj i ilość darów grobowych pozwalała na określenie, kto był ważniejszy, bogatszy czy biedniejszy.

Odnajdywane w grobach mumie od zawsze napawał świat fascynacją i lekkim niepokojem. Egipcjanie proces balsamowania zwłok doprowadzili do takiej perfekcji, że czasem można mieć wrażenie, że zmarły zwyczajnie wstanie i zaatakuje nas za mącenie jego spokoju. Nie bez przyczyny powstało tyle wytworów naszej kultury opowiadających właśnie o takich przypadkach.[1]

Tyle wyczytać można w źródłach. Jednakże żadne źródło nie odpowiada na pytanie: skąd się wziął pomysł balsamowania zmarłych i robienia z nich mumii. Oczywiście wszyscy odpowiedzą, że z religii Egipcjan. Owszem, to prawda, ale skądże ten właśnie element znalazł się w tejże religii? Na to pytanie nie ma już jasnej odpowiedzi. Odpowiedź ginie w pomroce dziejów.

Jestem zdania, że jednak odpowiedź taka istnieje, ale jest dziwaczna i nie wszystkim przypadnie do gustu. Jestem bowiem pewien tego, że balsamowanie zwłok ma związek z podróżami kosmicznymi Ziemian z dawnych, właściwie bardzo dawnych cywilizacji Preantyku.

Żeby to zrozumieć musimy cofnąć się do opisywanej przez Dogonów tajemniczej przeszłości. Do czasów lotów kosmicznych do układu Syriusza. Nie Z, ale DO. Któraś z preantycznych cywilizacji – nieważne która – opanowała technikę lotów kosmicznych poza Układ Słoneczny. Do układu gwiezdnego Syriusza i zapewne Tolimana C – Proximy Centauri. Syriusz jest jedną z gwiazd najbliższych do Słońca, dzisiaj to jest tylko 8,601 ly. Ale nie - Syriusz jest najjaśniejszą gwiazdą na nocnym niebie nie dlatego, że jest niezwykle jasny (jest jaśniejszy niż Słońce, ale wiele gwiazd ma znacznie wyższą jasność absolutną), lecz dlatego, że znajduje się tak blisko. W swoim ruchu dookoła Centrum Galaktyki Syriusz zbliża się do Słońca i za 60.000 lat minie je w minimalnej odległości 7,8 ly; będzie wówczas świecił z jasnością −1,64 mag. Od 90 tysięcy lat jest on najjaśniejszą gwiazdą nocnego nieba, ale za 210 tysięcy lat jaśniejszą stanie się Vega.

A zatem Syriusz wciąż zbliża się do Słońca, a nie oddala. Lecąc do Syriusza z VIII sonda Voyager 2 minie tą gwiazdę w odległości 4,3 ly za około 296.000 lat, lecąc z prędkością 15,327 km/s robiąc 3,233 AU/rok w kierunku konstelacji Pawia. Przy okazji, w roku 40.176 minie gwiazdę Ross 248 w konstelacji Andromedy.

Tymczasem lecąca z prędkością 16,967 km/s sonda Voyager 1 za 300 lat osiągnie Obłok Oorta, którego przebycie zajmie mu następne 30.000 lat, NB po 18.000 lat oddalając się od Ziemi na odległość 1 ly. W roku 40.272 sonda minie gwiazdę Gliese 445 (AC +79.3888) w Żyrafie odległej o 17,5 ly, w odległości 1,64 ly, natomiast sonda Voyager 2 za około 44.000 lat zbliży się do niej na odległość 2,77 ly. Sytuacja ta będzie głównie wynikiem zbliżenia Gliese 445 do Słońca na odległość ok. 4 ly, a nie dotarcia sond kosmicznych Voyager na znaczną odległość od Słońca.

To daje pojęcie o ogromie kosmicznych odległości! Tak więc to jest ślepy zaułek – żaden żywy organizm nie przeżyje tak długiego okresu czasu.

Żywy nie, ale martwy?

Ongi założyłem, że do eksploracji Kosmosu Obcy używają automatów – już to cyborgów, już to robotów. To oczywiste – śmierć biologiczna nie zagrozi czemuś/komuś, co ex definitio jest już martwe. Dlatego eksploracja Wszechświata przeprowadzana przy ich użyciu ma sens. Nie naraża się ludzi i automaty są w stanie robić to samo, co ludzie. Poza tym można uzupełniać ich programy w czasie lotu, co zwiększy ich zorganizowanie, a co za tym idzie uniwersalność. To wszystko da się zrobić.

A jednak starodawne przekazy mówią o wysyłaniu ludzi. I teraz do tego włączają się Egipcjanie i ich antyczna religia, a w szczególności wierzenia na temat życia pozagrobowego i przygotowania człowieka do życia pozagrobowego. Jednakże jestem pewien, że nie chodzi tu o życie pozagrobowe, ale poza-globowe. Pamiętam różne rozważania na temat wysłania w Kosmos ludzi w stanie głębokiej anabiozy. Rzecz w tym, że człowieka łatwo dawało się zamrozić, ale już takiego odmrożeńca nie dało się (jak na razie) przywrócić do życia. Organizm człowieka to wielce skomplikowana maszyna i to, co robi się ze szczurami w laboratorium, nie da się zrobić z ludźmi.

A co będzie, jeżeli postąpi się tak, jak robili starożytni Egipcjanie: rozkładali człowieka na czynniki pierwsze i pakowali w kanopy – czyli indywidualne naczynia na narządy wewnętrzne, zaś wypatroszone ciało konserwowali i kładli do trumny, zaś wszystko do sarkofagu i do komory grobowej.

Tylko dlaczego Egipcjanie traktowali tak po macoszemu mózg delikwenta? Tego nie wiem, ale jak widać, że uważali oni, że mózg nie jest potrzebny człowiekowi po TAMTEJ stronie…? W skrócie wyobrażam sobie to tak: astronautę wprowadza się w stan odwracalnej śmierci, następnie wyjmuje się wszystkie narządy, a nie zapominajmy, że one żyją przez jakiś czas po śmierci. Potem konserwuje się je i pakuje do pojemników. Ciało astronauty także zabezpiecza się i ładuje do przetrwalnika, a potem ładuje do statku kosmicznego, który leci w kierunku odległego obiektu kosmicznego.

Po przylocie w okolicę celu astronauta jest kompletowany i ożywiany przez uniwersalne automaty medyczne. Dalej dowodzenie statkiem przejmuje już żywa załoga, która dokonuje eksploracji czy kolonizacji nowego świata. Na papierze wygląda to nader ciekawie, ale czy da się zrealizować? Może kiedyś, kiedy postęp medycyny pozwoli na tak skomplikowane operacje chirurgiczne, a postęp robotyki na stworzenie takich automatów, które będą je mogły przeprowadzić…

Z pewnego punktu widzenia rzecz ma sens i jest do zrobienia. Tylko kto starożytnym Egipcjanom powiedział, że ludzi trzeba posłać w podróż w zaświaty w zmumifikowanym stanie i co więcej, że ta śmierć jest odwracalna? Bo przecież wystarczy mniej czy bardziej kompletny łańcuch DNA, by odtworzyć organizm, który zmarł przed tysiącami lat? Ale to już inna kwestia.


Opracował -  ©R.K.F. Leśniakiewicz    


czwartek, 16 maja 2019

Piramidy = kopie gwiazdolotów?




Margarita Troicyna


Jedną z największych zagadek Przeszłości są egipskie piramidy. Do dziś dnia nie jest jasny sposób ich budowania i właściwe przeznaczenie. Wedle jednej z hipotez, nie obeszło się tutaj bez legendarnych Atlantyków. Ale nawet dla samej staroegipskiej cywilizacji, jak się okazuje, nie wszystko było takie proste.


Nośniki informacji


Wiemy, że piramidy służyły jako grobowce faraonom. Ale czy one naprawdę były do tego przeznaczone? Jeszcze 150 lat temu, uczeni-egiptolodzy wysunęli przypuszczenia co do prawdziwości tej teorii. Tak wiadomo, że Piramida Cheopsa była budowana przez 20 lat i do tej roboty zapędzono około 100.000 ludzi. I po co było tracić tyle czasu i sił na budowę grobowca?

Jedna z teorii mówi, że piramidy mogły pełnić funkcję obserwatoriów astronomicznych. Rzecz w tym, że budowle te zorientowano według stron świata, a liczba ich stopni jest równa z liczbą dni w roku. 

Francuscy badacze: A. de Belisal i L. Chomerie zakładali, że Wielka Piramida w Gizie mogła służyć jako stacja nawigacyjna. Uczeni uważali, że być może istniały kopie piramidy, które były czymś w rodzaju dzisiejszych odbiorników GPS. Ustawione na pokładach statków one wyławiały „sygnał” płynący z Wielkiej Piramidy, co pomagało Egipcjanom na morzu trzymać kurs do ojczyzny.

A średniowieczny mnich Bernard de Clairvaux uważał, że piramidy mogły być magazynami ziarna. Jakimś sposobem udało się mu dostać do Egiptu, skąd powrócił on twardo przekonany o tym, że piramidy początkowo służyły do … przechowywania ziarna. A jako dowód przedstawiał on wersety z biblijnej Księgi Rodzaju (Genesis): Piękny Józef wieszczy Egiptowi głód i radzi faraonowi zbudować wieże, aby można było uchronić przygotowane zapasy.[1]
Być może, najatrakcyjniejsza teoria przekonuje, że starożytni Egipcjanie wiedzieli, jak koncentrować kosmiczną energię. Właśnie do tego celu służyły piramidy. A na co im była potrzebna energia z Kosmosu? Na pewno w niej nurzali się faraonowie, którzy zamierzali żyć wiecznie wspomagając się energią z piramid. 

Ufolodzy zaś przekonują, że piramidy zbudowali nie ludzie, ale Kosmici. Oni potrzebowali punktów orientacyjnych dla swych statków kosmicznych.[2] I nie jest wykluczone, że te „pozaplanetarne znaki nawigacyjne” działają do dziś dnia. 

Brytyjski matematyk John Lagon zaproponował, że w samym kształcie piramid zakodowano ogromną ilość informacji – w tym liczbę π i φ – zgromadzonej przez tą cywilizację od początku jej istnienia do czasu budowy piramid. Potwierdzeniem tej hipotezy może być to, że stosunek podstawy piramidy do jej wysokości wynosi dokładnie 2π. Tym sposobem, każda tego typu budowla może przedstawiać sobą kartograficzne odwzorowanie Półkuli Północnej w skali 1 : 43.200. 

Nawet jeżeliby staroegipska cywilizacja zginęła, to megalityczne konstrukcje być może przetrwałyby i przedstawiciele młodszych cywilizacji mogliby je wykorzystywać do swoich celów. Tak samo sprawa ma się z jej wiedzą.


Bogowie i ich namiestnicy


Ponadto, jeżeli wierzyć arabskim i innym źródłom, a także starym legendom, piramidy postawiono ponad 13.000 lat temu i to jak raz pasuje do okresu rozkwitu legendarnej Atlantydy. 

Zgodnie z hipotezą Herodota, ocalali mieszkańcy zatopionej Atlantydy emigrowali szczególnie do Egiptu. Jest jeszcze jedna, jeszcze bardziej fantastyczny wariant – Atlantydzi byli Przybyszami z Kosmosu. To właśnie dlatego ich cywilizacja była tak wysoko rozwinięta w porównaniu do rdzennych ziemskich kultur. 

Przede wszystkim, tubylcy uznali Atlantydów za bogów, wszak oni dysponowali wysoką wiedzą i techniką w porównaniu z nimi. W rezultacie czego mógł powstać kult Atlantydów.

Dowodem wprost na powyższe może być ten dziwny fakt, że egipscy faraonowie nazywali siebie synami Słońca i uważali się za namiestników bogów na Ziemi.[3]  Pobielali oni swe twarze, nosili peruki z jasnych włosów i doczepiali sobie brody. Kiedy faraon umierał, to na oczy kładli mu niebieskie kamyki. Większość Egipcjan była ciemnowłosa, smagła i ciemnooka, zaś w wielu różnych kulturach zdarzają się opisy białoskórych, jasnowłosych i niebieskookich bogów.[4] 


Mumie w Kosmosie


Po śmierci ciała faraonów były mumifikowane. Wyciągano z nich organy wewnętrzne, nasycano balsamującymi środkami chemicznymi i na koniec dokładnie bandażowano… angielski badacz Oliver Taywer twierdzi, że dawni Egipcjanie wcale nie byli tacy mądrzy i po prostu ślepo kopiowali sposób życia i aktywności „bogów-Atlantydów”.

I tak np. widzieli oni jak Atlantydzi, wśród których na pewno byli i chirurdzy, operowali swych chorych. Nasamprzód dawali oni swym pacjentom coś w rodzaju narkozy, a potem prowadzili operacje, a po bandażowaniu pacjentów umieszczali ich w specjalnym miejscu (salce pooperacyjnej albo na OIOM). Być może tych najciężej chorych wprowadzali w stan anabiozy i wysyłali statkiem kosmicznym na ojczystą planetę (jeżeli wziąć za dobrą monetę hipotezę o kosmicznym pochodzeniu Atlantydów). 

Egipcjanie mogli dojść do wniosku, że wszystkie te manipulacje służą nie tylko wyzdrowieniu, ale i wskrzeszaniu umarłych. I tak zaczęli imitować czynności Atlantydów: mumifikowali ciała zmarłych faraonów, umieszczali ich w kapsułach-sarkofagach, a te z kolei – do piramid, które były kopiami ogromnych gwiazdolotów.


Droga do nieba


Tym sposobem piramidy w pełni mogły zasłużyć na miejsca wiecznego spoczynku. Ci, którzy się tam znaleźli, powinni przejść do innego świata i powstać z martwych. Zgodnie z mitami, dusza faraona na początku zmierzała do Duat (Duath, Tuat, Tuaut, Akert, Amenthes, Amenti czy Neter-Khertet) – podziemnego „tajnego miejsca, skąd można dojść do Niegasnącej Gwiazdy”.[5]
Jak pisze znany badacz Zaharia Sitchin w książce „Schody do nieba. Poszukując nieśmiertelności”, zmarły faraon miał przebyć w tej drodze aż 12 etapów. Tak więc w podziemiach przechodził on szereg prób, w czasie których bogowie przygotowywać go do podróży do nieba. Wraz z nimi wychodził on z piramidy i przepływał na barce Jezioro (Morze) Trzcinowe. Potem musiał przejść wąwóz pomiędzy skałami i wejść na jakiś pustynny teren. Zgodnie z ówczesnymi źródłami, teren ten miał rozmiary 26 x 65 km. Czyżby chodziło tutaj o … kosmodrom? Nieprzypadkowo na staroegipskich freskach niebiańska barka boga Ra stoi na szczycie okrągłego płaskowyżu i unosi się w niebo w objęciach języków płomieni. Czyżby rakieta? Na ostatnim etapie zmarły władca zajmował miejsce pomiędzy dwoma bogami i wznosił się z nimi do nieba. 

Nie wiadomo, czy Egipcjanie wierzyli w fizyczne wskrzeszenie faraonów, czy mowa była tylko o podróży wyzwolonej z cielesnej powłoki duszy.[6] Ale jest hipoteza, że jeżeli imitacja ta jest prawdziwa, to wszystko naraz wskakuje na swe miejsce. Tak przy okazji, pięknie się wpisują do tego teorie o tym, że piramidy pełniły rolę centrów energetycznych lub informacyjnych, a także służyły jako „znaki nawigacyjne” dla statków kosmicznych.   


Źródło – „Tajny i zagadki”, b/n, ss. 10-11
Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz    
           


[1] Rdz 41, 25-36, jednakże nie ma w nim ani słowa o wieżach…
[2] Jakby nie wynaleźli radiolatarni i innych tego rodzaju urządzeń!
[3] Zob. Bolesław Prus – „Faraon”, w którym dokładnie i przystępnie opisane są relacje pomiędzy faraonami a bogami.
[4] To dało pożywkę hitlerowskim magom z III Rzeszy do stworzenia wzorcowego modelu Aryjczyka.
[5] Według innej wersji Duath jest konkretnym obszarem wiosennego nieba północnego, na którym znajduje się mało gwiazd, tak że sprawia on wrażenie zupełnie pustego miejsca, zob. Brinsley Le Poer-Trench – „Temple of the Stars”.
[6] Wszystko to może wskazywać, że sam proces mumifikowania ciała człowieka stanowi naśladownictwo przygotowania go do podróży kosmicznej na dalekie dystanse w stanie odwracalnej śmierci i rozczłonkowania. Po przybyciu na miejsce, człowieka i jego organy ogrzewano, „składano” z powrotem do kupy i ożywiano. Proces ten pokazano także na słynnych Kamieniach z Ica. Jednakże takie loty kosmiczne wymagałyby wysokiej klasy robotów będących w stanie wykonać te wszystkie czynności bez kontroli człowieka…