Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Estonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Estonia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 kwietnia 2026

CE3 w Estonii

 


Bruce F. Oliver

 

Miejsce: dystrykt Viljandi, Estonia.

Opis incydentu:

    W kwietniu 1977 roku estońscy ufolodzy Tunne Kelam i Jüri Lina dotarli do kobiety, która twierdziła, że w dzieciństwie doświadczyła epizodu polegającego na lądowaniu niezidentyfikowanego obiektu latającego i obecności humanoidalnych postaci.

    Z obawy przed ujawnieniem i dla zachowania prywatności zdecydowała się nie ujawniać swojej tożsamości.

    Powiedziała, że kiedy mieszkała we wsi Liiduvöre i miała sześć lat, latem 1950 roku, była przed domem rodzinnym, kiedy zauważyła przedmiot rozciągnięty na polu koniczyny otoczonym lasem. Wkrótce poczuł nagły impuls, aby podejść bliżej.

    Po zbliżeniu się zauważyła cztery humanoidalne postacie w pobliżu miejsca. Były nieco wyższe od niej i nosiły jasnozielone ubrania. Ich twarze były odsłonięte i wykazały nietypową czerwonawą kolorystykę, natomiast coś podobnego do kapturów nadało im owalny kształt. Ich ruchy były powolne i niezdarne

    Obiekt miał około sześciu metrów długości. Jego kończyny były srebrne, a środkowa część ciemna, oznaczona otworem jak drzwi. Nie było skrzydeł ani kół. W pewnym momencie jedna z figurek kopnęła w bok obiektu, jakby testowała jego strukturę.

    Próbowała z nimi porozmawiać, ale odpowiedzi przyszły mylące i niezrozumiałe. Zadając pytania i wskazując na przedmiot, zauważyła oczy figurek wbite w nią, bez wyrazu. Scena wywołała u niej nagły i intensywny strach.

    Gnana strachem, pobiegła z powrotem do domu. Przed wejściem spojrzała wstecz i zobaczyła, jak obiekt wznosi się powoli, cicho, aż znika w niebie. Wciąż wstrząśnięta, powiedziała babci, co zobaczyła, a potem mamie, ale nikt jej nie uwierzył.

Tekst, badania i obraz autorstwa: Enigmas Fantásticos © 2026 — Bruce F. Oliver

 Źródło: Raport zbadany przez ufologów Tunne Kelam i Jüri Lina, opublikowany w Flying Sacer Review (FSR), vol. 24, #1, 1978.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 30 grudnia 2011

Historia jednego znaleziska



Walentyn Kukarenko

Niedawno kolejnego NOL-a widzieli mieszkańcy Saratowa i nawet nagrali to na video. Według oświadczenia naocznych świadków, kilka świecących obiektów pokrążyło nad miastem i odleciało w kierunku Engelsa.

Te zagadkowe wydarzenia rozpoczęły się w 1965 roku od całkiem zwyczajnej sytuacji. Mieszkaniec jednej z estońskich wiosek, mechanik samochodowy Virgo Mitt zabrał się za wykopanie studni na swoim podwórzu.

Tajemniczy metal

Wgłębiwszy się w ziemię na kilka metrów, Mitt natknął się naraz na jakąś metalową płytę. Nie dało się jej wydobyć, ani obejść, więc Virgo zdecydował się przebić przez płytę. Przez kilka dni przebijał się przez nią przy pomocy młotka pneumatycznego. Okazało się, że płyta miała grubość 4 cm, ale była niewiarygodnie odporna. Odbijając od niej niewielkie kawałeczki i wkładając je do wiadra, ślusarz wreszcie zrobił dziurę o odpowiednich rozmiarach, i studnia wypełniła się szybko wodą. Rozwścieczony próżna robotą, jaką wykonał, Virgo ponownie wrzucił kawałki metalu z wiadra do studni. Sobie zostawił jedynie dwa kawałki o długości ok. 10 cm.

Wkrótce w domu Mittów zaczęły pojawiać się niezwykłe rzeczy: gliniane garnki same przemieszczały się, słychać było jakieś dziwne dźwięki i kroki, a na suficie zapalała się lampka, której nikt nie włączał. Na podwórko z całej okolicy zaczęły schodzić się koty. I wreszcie tymi niezwykłymi rzeczami zainteresowali się ufolodzy. Oni przeprowadzili badania radiestezyjne okolicy i wyznaczyli granice anomalnej strefy. I co się okazało: pod ziemią znajduje się owalny, talerzowaty obiekt, o średnicy około 15 m, leżący pod katem 35-40°, z przegłębieniem na wschód. Grubość obiektu w jego środkowej części wynosi około 4 m i zmniejsza się ku krawędziom. A na dodatek tajemniczy talerz znajdował się dokładnie pod domem.

Anomalne zjawiska w domostwie Mittów ufolodzy objaśnili tym, że obiekt naruszył strukturę czasoprzestrzenną tamtego miejsca, i ciałom astralnym z TAMTYCH światów ułatwiło to przenikanie do naszego materialnego świata. Ale według oficjalnego oświadczenia, przyczyną kłopotów ślusarza samochodowego było naruszenie wodoodpornej warstwy gleby i zawilgocenie fundamentu domu.

W roku 1969, jeden z pozostawionych dla siebie kawałków metalu został przesłany do pracownika naukowego G. A. Vijdinga. Przez długi czas nic osobliwego z nim się nie działo, ale pewnego razu odłamek ten został dotknięty przez jednego z pracowników Vijdinga i… człowiek ten stracił świadomość i upadł.

Próbka z „Obiektu M”

Zdumiony uczony postanowił  sprawdzić działanie niezwykłego metalu na innych ludziach i „przepuścił” przezeń swoich podwładnych, krewnych, przyjaciół, znajomych i ekstrasensów[1] wypełnił ponad 300 ankiet z tego eksperymentu. Reakcje na interakcję z nieznanym metalem były różne: jedni odczuwali potężny skok ciśnienia, inni jedynie lekkie wibracje, jednych metal przyjemnie chłodził, zaś u innych na skórze pozostawały ślady oparzeń.

Chcąc dowiedzieć się, co to za niezwykły materiał, Vijding wysłał jego próbki drogą oficjalną do NII[2] w Moskwie, Leningradzie i Kijowie, nazywając to „próbką z Obiektu M”. Mijały lata, a uczony – który tymczasem stał się Zastępcą Dyrektora ds. Naukowych Ministerstwa Geologii Estońskiej SRR – nie uzyskał rezultatów badań tych próbek.

W roku 1983, Vijding zwrócił się z prośbą o pomoc do E. K. Parve – najbardziej tajemniczego człowieka w Estonii – jak go nazywano, o wielkim autorytecie i dysponującego wielkimi możliwościami związanymi z opracowaniami nowych technologii dla kosmonautyki. Zmarnowawszy kilka diamentowych pił, odłamek „Obiektu M” pocięto na cienkie plastry i wysłano do zbadania do wiodącego NII w Moskwie.

Pozioma warstwa pirytu

W badaniach wykonanych we wszechzwiązkowych placówkach naukowych: Instytucie Materiałów Lotniczych, Instytucie Przemysłu Metali Ziem Rzadkich, Przemysłu Mineralnego i tym podobnych, użyto najnowocześniejszych mikroskopów elektronowych, spektrografów masowych, analizy laserowej i najnowocześniejszych metod analizy chemicznej. Uczeni znaleźli w tych próbkach 38 pierwiastków chemicznych. Okazało się, że materiał ten był jednorodną kompozycją metalowego szkliwa zbrojoną kalcytowo-żelazno-krzemiennymi włóknami. Nie był on radioaktywnym, ale miał za to właściwości silnego magnesu, z twardością wynoszącą 1280 kG/mm², poza tym było ono tworzywem odpornym na gorące kwasy o dowolnym stężeniu i żaroodpornym. Czegoś takiego nigdy nie wyprodukowano w technice lotniczej.

Na dokumentach z wynikami analiz znajdowały się podpisy akademików: N. F. Obrazcowa i S. T. Kuszkina, a także prof. A. I. Jełkina. Końcowy wniosek uczonych był jednoznaczny: takiego spławu przy aktualnym poziomie nauki i techniki na Ziemi nie można uzyskać.

Zgodnie z rozporządzeniem wiceprzewodniczącego AN ZSRR akademika A. A. Janszina w roku 1984, spróbowano wydobyć wyrzucone próbki tego materiału. Ze studni Mittów wyczerpano wodę i przeszukano jej ściany magnetometrami. Na głębokości 6,5 m „odnotowano sygnał obecności silnie magnetycznego materiału”. Niestety, silny przypływ wody do studni uniemożliwił jego wydobycie. Zaś latem 1985 roku, prace te zostały oficjalnie zakończone i oświadczono, „że w czasie tych prac znaleziono nic innego tylko położoną poziomo warstwę pirytu”.

„Żelazny trójkąt”

W roku 1986, jeden z byłych pracowników naukowych Specjalnego Wojskowego Instytutu Saperskiego podpisał umowę z Instytutem Geologii AN ZSRR „O eksperymentalnym sprawdzeniu możliwości przenoszenia informacji przed D-pole”. Dysponując ekipą 14 ludzi – często wojskowych – uczony ów ustawił na „Obiekcie M” 34 przyrządy, z których 8 było generatorami tego tajemniczego „pola D”, zaś za perymetrem anomalnej strefy przy pomocy koparki wykopano krater o głębokości 6 m i o rozmiarach 10 x 12 m. Pod garażem, na głębokości 6 m zaczęto kopać poziomą sztolnię. Udało się im dokopać do „anomalnego, elipsoidalnego obiektu o wymiarach 17 x 12 x 3,5 m, z silnie odrzucającym polem D, rozmieszczonym nierównomiernie na obiekcie  (od 4 do 34 obrotów ramki w dłoniach operatora-radiestety). Obiekt zalegał w gruncie na głębokości 3,4 – 12 m.”

W ciągu czterech miesięcy prac, jeden z uczestników został uderzony w brzuch „żelaznym trójkątem”, który wyskoczył ze ściany studni, i stracił przytomność. Na ciele człowieka znaleziono ślady „czterech wypalonych rombów”. Prace pośpiesznie zakończono, zaś ich rezultaty zostały głęboko utajnione.

Potem SWIS zwrócił się do geologów o postawienie trzech stanowisk wokół obiektu i umieszczenie w nich specjalnej aparatury. Latem 1988 roku przyjechał tutaj Vijding w celu wybrania miejsca na te stanowiska, ale wyburzenie budynków jeszcze się nie zaczęło. We wrześniu uczony ten nieoczekiwanie zmarł. Oficjalna przyczyna śmierci – zawał serca. Z jego gabinetu znikł sejf z cała dokumentacja związana z „Obiektem M”. Po roku zmarł także Parve. Krótko po jego śmierci, z jego teczki znikła próbka metalu z „Obiektu M”. Plastykowe pudełko, w którym przechowywana była próbka rozleciało się jakimś sposobem…

Tajemnic ciąg dalszy

Pewien dziwny człowiek, czarownik o imieniu Enn poradził władzom by zasypać studnię, przy czym dał nieprzekraczalny termin – 15.XI.1988 r. I co najciekawsze – władze zastosowały się do jego słów. Ale dziwne wydarzenia zaczęły się pojawiać dalej. Kiedy do studni wrzucono pierwsze wiadro piasku, rozległ się ogłuszający huk. Jego przyczyna jest wciąż nieznaną. Nie było żadnych zniszczeń w okolicy.

Kiedy Estonia stała się niepodległym państwem po rozpadzie ZSRR w 1991 roku, władze wydały zezwolenia na wykopaliska japońskim archeologom. Ci od razu energicznie zabrali się do dzieła. Podzielili teren na kwadraty i zaczęli kopać, a potem rychło dokopali się do wody. Doszło do tego, że władze znalazły jakieś problemy z dokumentacja i roboty przerwano. Jednakowoż Japończycy jakoś się tym nie przejęli i z całą pewnością odkryli coś ważnego i istotnego dla siebie. Po pewnym czasie władze Estonii uzyskały wiarygodne informacje, że pracami japońskich „archeologów” kierował… kadrowy pracownik wywiadu.

…i od tej pory nikt już nie zamierza dobrać się do „Obiektu M”. Ktoś tam obliczył, że się go nie da wykopać. A przecież znajdują się tam setki ton niezwykłego metalu, a poza tym przecież silniki i cała niezwykła aparatura i inne cuda pozaziemskiej technologii. Ufolodzy są przekonani, że w ziemi pod domem Mittów znajduje się uszkodzony statek kosmiczny – ale skąd on się wziął i kiedy tu się znalazł – pozostaje zagadką.

Jest jeszcze inna hipoteza, a mianowicie taka, że „Obiekt M” to nie UFO, ale pozaziemska sonda-generator korygująca pole „psi” Ziemi. Ale jakby to tam nie było, to znalezisko ślusarza samochodowego wpływa pozytywnie na kolejne pokolenie badaczy. A zatem zanim zajmiemy się znowu wykopaliskami, to trzeba będzie wszystko jeszcze raz wszystko przemyśleć…

Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©


[1] Ludzie podatni na zjawiska psi.
[2] NII – Instytut Naukowo-Badawczy. 

piątek, 11 listopada 2011

ESTONIA: Kosmiczny desant na szosie



Estońska "szosa cudów"
Walentin Psałomszczikow

Od razu chciałbym uprzedzić Czytelnika, że informacja o poniższych wydarzeniach została skierowana do trzech komisji ds. zjawisk anomalnych: Centralnej Komisji ds. Zjawisk Anomalnych, której kierownikiem jest członek-korespondent AN ZSRR W. S. Troickij; Leningradzkiej KZA przy Towarzystwie Geograficznym ZSRR – kierownik A. I. Mordwin-Szczedro oraz Estońskiej KZA pod kierownictwem I. Volke. Materiał ten pojawił się na łamach rosyjskiego czasopisma „Kalejdoskop NLO” nr 45(312)/2003 z dnia 3 listopada 2003 roku.

CE3 o północy.

Niestety, pełny pakiet informacji na temat tych unikalnych zdarzeń został sformowany po upływie kilku lat od opisanych wydarzeń, co bardzo utrudniło ich zbadanie.
1 października 1989 roku, około północy, mieszkaniec Tallina – Andres Sepp wiózł w swym żiguli swoją żonę do miejskiej porodówki – bowiem tymczasowo przebywał u rodziców na podstołecznej wsi. Sądził, że do miasta pozostało mu jakieś 50 km, kiedy naraz silnik zgasł i zgasły także światła samochodu i światełka kontrolek na desce rozdzielczej. I naraz – w gasnącym świetle lamp samochodowych – on zobaczył na środku drogi nr 4 (E-67) Tallin – Pärnu (Pjarnu) – dwóch „karzełków” w srebrzystych skafandrach (wzrost Seppa wynosił około 2 m). Kiedy lampy wreszcie zgasły, sylwetki „karzełków” świeciły się dalej. Odległość około 10 m i świecenie nie pozwalało na rozpoznanie ich twarzy. Po naradzie – jak się to wydawało kierowcy – dziwne istoty zaczęły zbliżać się do auta. Być może w innej sytuacji Andres zachowałby się inaczej, ale znajdując się na pustej szosie, w naraz zatrzymanym samochodzie, bez światła i co gorsza z ciężarną żoną, którą należało jak najszybciej dostarczyć do szpitala, on zobaczył w nich coś groźnego, chociaż – jak potem się przyznał – w tym momencie nie czuł strachu.

Strzał na drodze.

Kierowca nie miał broni, ale w skrytce samochodowej leżała rakietnica załadowana czerwoną flarą (Sepp był żeglarzem). Dobywszy jej, strzelił w asfalt pomiędzy zbliżające się sylwetki. Kiedy oczy przywykły do ciemności, sylwetek na szosie już nie było, zaś od strony Tallina pokazały się światła samochodowe. Tymczasem lampy samochodu Sepa zaczęły powoli się rozjaśniać.
Kiedy samochód z naprzeciwka przejechał obok nich bez zatrzymania, Andres spróbował uruchomić silnik auta (kiedy stwierdził, że silnik nie pracuje, wyłączył zapłon). Zapalić ponownie silnik udało mu się z trudem, bowiem wydawało się, że został niemal całkowicie rozładowany akumulator. I kiedy silnik wreszcie zaskoczył i zaczął pracować, Andres postanowił się rozejrzeć dookoła. Po lewej stronie, za pozbawionymi liści drzewami, ujrzał on owalny, świecący się obiekt, którego rozmiarów nie był w stanie ocenić, bo nie wiedział, w jakiej odległości od szosy się on znajdował. Po kilku sekundach NOL płynnie i bezszelestnie podniósł się w powietrze i zaczął powoli się oddalać równolegle do szosy, lecąc nad wierzchołkami drzew. I na tym to CE3 się skończyło.
Żona Andresa spała na tylnej kanapie i na szczęście niczego nie widziała.[1]

Inne CE3 na 69 kilometrze drogi E-67.

W poniedziałek – dnia 2 października 1989 roku – wczesnym rankiem, na tej samej szosie jechał samochód-cysterna z mlekiem. Było jeszcze ciemno i padał drobny deszczyk. W szoferce samochodu znajdował się kierowca Tomas Vendel (lat 39) i laborantka z mleczarni Łajne Piłowa (47 lat). Około godziny 06:30, przed tablicą informacyjną o treści „Pärnu – 69 km”, skręcili na drogę do osady Haimre i kierowca ostro zahamował. Pośrodku drogi, w odległości 12-15 m od nich stała „beczka” srebrzystego koloru o wysokości 3,5 m i szerokości 2 m. Góra „beczki” była zaokrąglona, zaś pod spodnią częścią widać było niebieskawą aureolę. Tomas zapalił silnik, ale „beczki” nie dało się objechać. Po chwili od „beczki” oddzieliły się dwie człekopodobne istoty o wzroście około 1,5 m i odziane w srebrzyste skafandry. Ich ruchy były płynne, zaś ręce były dłuższe od ludzkich, zaś zamiast głów – tylko jakaś wypukłość. Kierowca nie mógł sobie przypomnieć, skąd pojawiły się te istoty – czy wyszły z NOL-a czy też pojawiły się na środku drogi przed samochodem.
Z zapartym tchem ludzie patrzyli, jak istoty podchodziły powoli do ich samochodu. Ale w odległości 3-5 m od nich, Istoty się zatrzymały. Kierowca na wszelki wypadek uchylił drzwi, by móc uciec, ale nie zdecydował się wyjść z szoferki. Tymczasem istoty dziwnie gestykulowały. Przy tym mówiły one coś w dziwnym, skrzypiącym języku.
Widząc, że ludzie nie kwapią się z nawiązaniem kontaktu, istoty zrobiły w tył zwrot i znikły w swym pojeździe, chociaż oboje Ziemianie nie zauważyli w „beczce” ani okien czy drzwi. Błękitna aureola zaświeciła jaśniej i NOL wystartował z ogromną prędkością. Zaraz potem kierowca zapalił silnik i cysterna pojechała dalej. On i Łajne długo nie mogli przyjść do siebie, zanim wymienili pierwsze spostrzeżenia z dziwnego spotkania.
Chociaż w ich ocenie, całe to CE3 nie trwało dłużej, niż 3-5 minut, to niektóre jego szczegóły w dziwny sposób „wyparowały” z ich pamięci. Jak wyglądał obiekt, Łajne zapamiętała ogólnie, zaś wyglądu Obcych w ogóle nie pamięta. W czasie CE ludzie nie odczuwali strachu, ale wkrótce okazało się, że ich odzież była przesiąknięta zimnym potem... Potem Łajne zdając mleko pomyliła się kilkanaście razy w wystawianych dokumentach, czego jej się nigdy nie zdarzało za dwadzieścia lat pracy i przez kilka następnych dni skarżyła się na luki w pamięci.
Tymczasem tego samego dnia, w rejonie tego samego rozwidlenia dróg na Hajmre, tylko w godzinę później – dwaj kierowcy międzynarodowego icarusa – A. Ott i jego zmiennik W. Kuzin odstawiali pusty autobus po generalnym remoncie do Tallina. Już z daleka zauważyli oni na szosie dwóch robotników drogowych pracujących na drodze bez wymaganego zabezpieczenia. Kiedy podjechali bliżej, to zauważyli, że ci „robotnicy drogowi” są ubrani w srebrzyste skafandry i postawili oni na drodze trójnóg z kulą u góry. Kiedy zbliżyli się do tej przeszkody na 20 m, zgasły im wszystkie kontrolki na desce rozdzielczej autobusu, ale silnik (diesel) nadal pracował, i icarus wjechał na sąsiedni pas i wyminął przeszkodę. Zmiennik zauważył, że przy omijaniu tych istot, zachowały się one dziwnie – jakby „katapultowały” się na pobocze drogi...
Niemniej ciekawe wydarzenia miały miejsce w dniu 4 października z miejscowości Hajmre. Robotnik H. Smirnow (lat 35) skończył pracę i wyszedł na ulicę. W pewnej chwili ujrzał on nad drzewami parku świecące zielono-niebieskie kręgi o średnicy około 6 m. Kręgi wisiały jeden nad drugim i zbliżały się, stając się jeszcze jaśniejsze. Potem rozległ się silny stukot i w niebo wystrzeliła ognista kula.
To samo wydarzenie obserwował z większej odległości uczeń R. Gens, który jeździł w parku na rowerze. Widział on nad drzewami dwa wrzecionokształtne NOL-e, które potem zlały się w jeden, podniosły się w górę i odleciały.
O godzinie 19:15 skończyła pracę także młoda dojarka – M. Tamm – która nic nie mówiła nikomu o swej przygodzie. Otóż wracając do domu przez park, spotkała dwie dziwne, świecące istoty o wzroście 1,5 m. Jedna z tych istot podniosła rękę, dojarka myślała, że w geście pozdrowienia, ale po chwili usłyszała ona głuchy dźwięk. Kiedy wreszcie dobiegła do domu, jej odzież była mokra od potu. Przez dwie następne noce, dziewczyna nie mogła spać ze strachu...

Dochodzenia.

EKZA, która pierwsza dostała informacje o wydarzeniach na 69 kilometrze drogi nr 4, natychmiast udała się na miejsce Kontaktu i przeprowadziła tam rekonesans. Niestety – nie udało się znaleźć żadnych śladów Lądowania, ale radiesteta stwierdził na miejscu CE istnienie promienistej anomalii.
20 października, na miejsce CE przybył znany badacz NOL-i i anomalnych zjawisk z Tomska – W. Salnikow. Żeby nie sugerować mu niczego, nie podano mu żadnych informacji wstępnych, a powiedziano mu jedynie, że na 150-metrowym pasie asfaltu zaszło coś niezwykłego i trzeba ustalić dokładnie – gdzie. Miejsce Lądowania ustalono z dokładnością do 3 m.
Metodami fizycznymi nie ustalono niczego anomalnego czy anormalnego. Nie stwierdzono obecności promieniowania jonizującego czy zmian pola magnetycznego.
Jednakże najwięcej informacji można zebrać z miejsca Lądowania nie na asfalcie, ale na zwykłym trawiastym gruncie. W przypadku CE3 z Andresem Seppem trudno było LKZA ustalić cokolwiek, bowiem spotkali się oni z nim dopiero po miesiącu i szczegóły tego CE zacierały mu się w pamięci, a materialne ślady zostały zatarte.
Należy jednak podkreślić jeden fakt – otóż   w s z y s c y   świadkowie zdarzeń   n i e z a l e ż n i e    od siebie podają dokładnie   t a k i   s a m   opis humanoidów, które napotkali na drodze. Od razu pojawiają się pytania: kto? kiedy? i dlaczego? Poza tym jest znany fakt częstszego spotykania NOL-i w czasie zwiększonej aktywności słonecznej. Być może w takie lata otwierają się bramy do innych światów? Kto wie? Być może gdzieś w głębinach Galaktyki tych dwóch „srebrzystych” leciało za swymi sprawami i naraz znaleźli się w naszym świecie! Spójrz Czytelniku na to z tego punktu widzenia na opisane wyżej wydarzenia. Po 4 października 1989 roku już nikt tych istot nie widział więcej, zatem mam nadzieję, że Przybysze wrócili z powrotem w te wymiary, z których się u nas pojawili.

Przekład z j. rosyjskiego –

Robert K. Leśniakiewicz © -



[1] Ciekawym jest to, że nie obudził jej huk wystrzału z rakietnicy. Można to wytłumaczyć tym, że była w stanie sztucznego snu wywołanego przez Obcych, co zdarza się w przypadkach CE3 tego rodzaju. Być może Obcym chodziło o porwanie noworodka, co także zdarzało się niejednokrotnie w takich incydentach...