Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jordanowszczyzna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jordanowszczyzna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 kwietnia 2018

Skawa: subfosylne pnie drzew


Stanowisko zwęglonych drzew koło Kamieniołomu

Stanisław Bednarz


Rzeka Skawa w górnym biegu to przedziwna rzeka. Zamiast płynąć wartkim prądem wśród kamieńców jak przystało na górską rzekę meandruje powoli po piaszczystym, czasem mulistym, rzadko kamienistym dnie. Kamieńce są bardzo rzadkie w miejscach wychodni piaskowcowych. Zdarzają się tylko malutkie odsypy plażowe. Tak się dzieje aż do ujścia Bystrzanki, która transportując materiał z niszczenia pasma Polic zamienia ją cudownie w górską roztokową rzekę.

Wyjaśnienie jest proste od źródeł  po stację kolejową w Jordanowie płynie przez tzw. Pogórze Orawsko – Jordanowskie o małych spadkach zbudowane głownie z łupków ilastych i margli typu łąckiego. Skąd więc kamieniec ma się brać?

Trzy większe dopływy  Pożoga, Malejówka i Strącze niosą znikome ilości materiału kamienistego (Malejówka i Strącze wprawdzie erodują masyw Przykca  ale  tam też jest  dużo łupków, a siła transportowa tych dopływów nie pozwala skutecznie dostarczać większego ładunku rumoszu kamienistego z piaskowców Przykca.) Zwróciło to już uwagę dawnych geomorfologów. Proponowano nawet aby Skawę pociągnąć do Sidziny do źródeł, a ten leniwy dopływ nazwać Spytkówką. Ale kryterium kilometrażowe zwyciężyło nad wizualnym i mamy Skawę.

Niektóre meandry są tak rozbudowane, że odcinki rzeki zbliżają się do siebie szczególnie miedzy  Jordanowem, a Bystrą Podhalańską. Gdy przyjdzie powódź rzeka prostuje meandry odcinając je od koryta. Odcięty meander najpierw jest stawem, potem zarasta gromadzi się w nim obumarła roślinność, padające drzewa, zamienia się powoli w torfowisko. Gdy koryto Skawy w swej wędrówce powróci na miejsce odciętego meandra rozcina je i nagromadzoną roślinność, w tym pnie drzew  nazywane subfosylnymi gdyż nie są całkowicie przeobrażone.

Cała dolina Skawy w okolicach Jordanowa tworzy tzw. terasę nadzlewową  (nazywano malowniczo przez Klimaszewskiego rędzinną - choć nie ma to nic wspólnego z rędzinami) wzniesioną około 3 metry nad poziom lustra wody. W wielu  miejscach od granicy z Toporzyskiem koło „Zrywu”, aż po Bystrą jest wiele miejsc gdzie krawędź terasy ukazuje swą budowę. Wszędzie jest ona podobna - idąc od góry czyli od osadów najmłodszych:

a) Glina pylasta szaro –żółta  około 1, 20 m
b) ił ciemno popielaty około 0,30 m
c) ił ze szczątkami storfiałych roślin , niekiedy pni całych drzew około 0,5 m.
d) żwiry żelaziste z otoczakami wiązane z czasem  tzw.  zlodowacenia  Wisły około 20.000-18.000 lat temu.

Czyli osady leżące nad żwirem są wieku holoceńskiego, który miał epizody cieplejsze i chłodniejsze, wilgotniejsze i suchsze.




Obserwując w latach 80-tych liczne odsłonięcia storfiałych pni  szczególnie dobrze odsłaniających się wtedy przy czerwonym szlaku nieco powyżej Pańskiej Ławy zainteresowałem tym prof. Aleksandrowicza, który orzekł że storfiałe pnie muszą pochodzić z tzw. fazy atlantyckiej holocenu około 7000  lat temu. Ale zastrzegł, że odpowiedź da datowanie radiowęglowe. Wysłał próbki do Mińska gdyż robili to dziesięć razy taniej niż Gliwice i okazało się że drzewa pochodzą z optimum klimatycznego, ale Średniowiecza to  jest około 1000 roku. Temperatura była wyższa niż dzisiaj i wilgotność też większa, zatem były wtedy liczne silne powodzie odcinające meandry. Potem w 1985 roku przysłał do Jordanowa świeżo upieczonego absolwenta Marka Krąpca (dziś profesor specjalizujący się w dendrologii – największy jej znawca) Okazało się, że w osadach jest nie tylko olsza, która nie daje przyrostów rocznych, ale także sosna i świerk, które dają znakomite odczyty rocznych przyrostów. Okazało się że drzewa rosły pomiędzy rokiem 1010 a 1060 co jest zgodne z datowaniem radiowęglowym. Dodatkowe badania zespołów ślimaków holoceńskich towarzyszących iłowi ze szczątkami dały o dziwo zespół ślimaków leśnych, a nie bagiennych. Świadczyło by to zatem, że konkretnie ten  zespól powalonych drzew nie jest związany z odciętym meandrem tylko z czynnym meandrem, który podciął fragment lasu, który runął do rzeki. Ułożenie drzew świadczyło że nie były transportowane tylko tkwią na miejscu.

Po ustaniu powodzi koryto wróciło do swego biegu pozostawiając pował , który stopniowo torfiał i był zasypywany glinami. Później koryto wróciło na miejsce powału rozcięło gliny i odsłoniło warstwę wraz ze storfiałymi drzewami.  Zatem pokrywa ponad 1 metrowa glin w stropie jest młodsza niż 1000 lat. Dziś z powodu obrywów brzegowych stanowisko jest zasypane częściowo glinami. Nowe stanowisko, które zbadał kolega Leśniakiewicz wymagało by badań metodą C-14. Bowiem nie wszystkie nagromadzenia musza łączyć się ze średniowiecznym optimum klimatycznym. Prawdopodobnie są i z okresu atlantyckiego. Intensywny  czarny kolor nagromadzeń świadczył by o silniejszym storfieniu niż na moim stanowisku - czyli wiek starszy. Jednak zawsze tego typu nagromadzenia musza się łączyć z okresami wilgotnymi i ciepłymi. Zwilgocenie i ożywienie działalności rzek w X-XI wieku chociaż, powszechne  ma wyraźny podtekst klimatyczny.

Dodatkowo, bo nie wiąże się już to ze Skawą, epizod z początku Średniowiecza rysuje się ostro w obszarach pozakarpackich, w powałach tzw. czarnych dębów w południowej Polsce (425-625 n.e.) i południowych Niemczech 500-800 n.e. Odpowiadają mu epizody wzmożonego przyrostu torfu. Szacowane światowe złoża czarnego dębu są mniejsze niż światowe złoża diamentów. W carskiej Rosji za posiadanie mebli z czarnego dębu groziła kara śmierci, były one bowiem zastrzeżone dla rodziny panującej. Ale o czarnych dębach innym razem.

* * * 

A oto filmik i seria zdjęć ukazujących odkrywki, rzekę Skawę i jej terasę rzeczną:


środa, 18 kwietnia 2018

Torfowy las przy Skawie

Rzeka Skawa - odkrywki

Wiosenne spacery dobrze mi służą. Ostatnio będąc na ulicy Mickiewicza spojrzałem w kierunku zakola Skawy i ujrzałem tam coś bardzo ciekawego. Otóż wiosenne wody znów zabrały kawał gruntu z zachodniego brzegu i odsłoniły coś ciemnobrązowego – niemal czarnego tuż nad lustrem wody. Zaintrygowało mnie to, boż z daleka wyglądało to jak pokład węgla, albo przynajmniej jakieś dawne pogorzelisko przysypane niemal 2,5-metrową warstwą żółtobrunatnej gliny. Postanowiłem tedy obczaić sprawę i w dniu 5.IV.2018 roku udałem się na to miejsce, by zobaczyć z bliska tą intrygującą warstwę.

Zejście było trudne i dość nieprzyjemne. W szczęśliwych latach 60., kiedy to dzieci i młodzież z całego Jordanowa szła nad Skawę w poszukiwaniu słońca i wody, a Skawa była jeszcze krystalicznie czysta, były tam plaże, na których wygrzewaliśmy się w słoneczku, z dość dobrymi dojściami do nich. Dzisiaj zarosły różnymi chraściami i zasypały je śmieci. Dawniej organizowałem z kuzynami spływy Skawą na materacach pneumatycznych z plaży nieopodal mostu kolejowego w dół Skawy – poprzez Zakręt, potem Kamieniołom (gdzie udałem się teraz) – Podlaski (kolejna plaża przy ławie) – Zakręt na Majerzówce (przyjemna łączka nad wodą) - Fotele (kilka głazów, które ktoś z Bystrej Podhalańskiej rozbił i wywiózł) – Jaz (ulubione kąpielisko przy Harcerskiej Polanie) – aż do Przylądka Tysiąca Dziewic (kiedy tam przypłynęliśmy po raz pierwszy to opalały się tam jakieś trzy małolatki, stąd nazwa) przy Pańskiej Ławie. Dzisiaj coś takiego byłoby niemożliwe, boż Skawa stała się płytsza i niestety jej wody są delikatnie mówiąc… toksyczne. Łatwo o egzemę czy inne problemy skórne, a przecież niedawno jeszcze żyły w niej raki i szczeżuje!  

Ale ad rem – po kilku minutach woltyżerki udało mi się zejść na dół, na byłą plażę i co zobaczyłem? Istotnie, po drugiej stronie rzeki była tam warstwa ciemnego iłu czy nawet torfu, w którym tkwiły jakby zwęglone pnie czy gałęzie. Szybko ustaliłem współrzędne wg GPS: N 49°38’38,19” – E 019°49’04,58”; 439 m n.p.m. i zrobiłem serię zdjęć, poczym zatelefonowałem do mgr inż. geologa Stanisława Bednarza, który powiedział mi, że faktycznie może to być pozostałość po torfowym lesie, który rósł tutaj kilka tysięcy lat temu. Początkowo sądziłem, że są to pogrzebane w glinach zgliszcza jakiejś budowli, ale Pan Bednarz wyprowadził mnie z błędu. Podobną formację widziałem właśnie w okolicach Jazu, na urwistym brzegu. Po powrocie do domu posłałem mu zdjęcia i czekałem na jego opinię na ten temat.


Przypomnieliśmy sobie także o innych odkrywkach i w słoneczną niedzielę 8 kwietnia, udaliśmy się na Majerzówkę i Końskie Ugory, by obejrzeć pozostałe odkrywki poczynione przez rzekę. Poszliśmy zatem na Zakręt Za Jazem, gdzie ustaliliśmy pozycję na N 49°38’48,10” – E 019°48’20,52”; 437 m n.p.m. I faktycznie – tuż przy lustrze wody widoczna była ciemna warstwa jakby torfu. A mnie przypomniało się, jak w latach 60. można tam było zobaczyć jeszcze zwęglone pnie i kolorowe warstwy iłów i glin w kolorach czerwonawym i niebieskim… Niestety, fotki mi nie wyszły, boż padły mi baterie w aparacie fotograficznym, a zdjęcia wykonane telefonem są niezbyt czytelne.

Poza odkrywką widzieliśmy ślady działalności bobrów, które wycięły wszystkie młode topole i wierzby w starorzeczach Skawy. Niestety, nie widzieliśmy ani jednego bociana czy czapli. Zamiast nich cały czas kołowała nad nami parka jastrzębi i potężny myszołów.

Pozostało mi jedynie czekać na opinię eksperta-geologa, która – jak sądzę – wniesie coś więcej do sprawy storfowanego lasu... 

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Deszcz, deszcz, deszcz...




Coś niesamowitego dzieje się z naszą pogodą. Praktycznie trzeci z kolei miesiąc był słotny, wilgotny i prze(o)kropny! Żebym nie był gołosłownym – w maju bieżącego roku spadło 91,7 l/m² deszczu, w czerwcu spadło już 81,53 l/m² opadu, a w lipcu, który właśnie pożegnaliśmy spadło aż 222,74 mm wody na każdy metr kwadratowy! Przypominam, że norma wynosi 160 – 170 l/m² i jak widać, została ona dość dokładnie przekroczona. Na szczęście cała ta lejba rozeszła się w czasie i nie doszło do podtopień czy wylewów Skawy.

I tutaj rzecz najciekawsza, a mianowicie – od pewnego czasu obserwujemy w Jordanowie ciekawe zjawisko. Otóż o ile w poprzednich latach Jordanów był nękany przez burze – już to frontowe, już to termiczne, które potrafiły zrzucić na nasze miasto i gminę nawet do 50 mm i więcej wody w ciągu krótkiego czasu, teraz tego nie obserwowano. Natomiast obserwujemy zjawisko omijania przez burze naszego miasta!

Jak to wygląda? Bardzo ciekawie – burze, które nadciągają do nas z zachodu omijają Jordanów kierując się na północny-wschód – ku Krakowowi i Myślenicom, gdzie wyładowują swój ładunek wody. natomiast burze nadciągające do nas od Orawy, czyli z kierunku południowego-zachodu – omijają nas od południa i idą w kierunku na Rabkę, Limanową i Nowy Sącz. Tym sposobem docierały do nas tylko te, które szły od wschodu i południa, natomiast wszystkie inne muskały nas swymi skrzydłami, dając w sumie niewielkie opady...

Co z tego wynika? Przede wszystkim to, ze odwrócenie cyrkulacji zachodniej na południową i południowo-wschodnią jest kolejnym efektem globalnego ocieplenia (którego oczywiście nie było i nie ma – jak twierdzą niektórzy „uczeni” i publicyści na usługach lobby paliwowo-energetycznego) i co za tym idzie – powstanie lokalnego „cienia” opadowego. Naprawdę groźne są bardzo wilgotne masy powietrza, jakie tworzą niże znad Adriatyku i Morza Czarnego, które wylewają na nas ogromne ilości deszczów.

Słowo o rozkładzie ciśnień tego lata. Pole baryczne i jego konfiguracja przypominały dość dokładnie okres tzw. „megapowodzi” z lipca 1997 roku, kiedy to nad Rosją zawisł potężny Wyż Rosyjski, a nad zachodnią Europą – Wyż Azorski. Pomiędzy nimi wytworzyła się aleja, którą szybko przesuwały się mokre i chmurne wyże znad Morza Północnego. W tym roku były to niże znad Morza Czarnego i Śródziemnego – w tym tzw. Niże Genueńskie – mokre, deszczowe i bardzo niebezpieczne. To ich przejścia powodowały perturbacje powodziowe w ubiegłym roku na terytorium całego naszego kraju!

Sierpień zapowiada się suchy i słoneczny, a opady tylko o charakterze burzowym. Oby. No i mamy wszyscy nadzieję, że wreszcie ruszy się prawdziwy wysyp grzybów, kiedy letnie słońce pobudzi grzybnię do owocowania!