Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metafizyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metafizyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 listopada 2011

Kim Jesteś?


Zofia Piepiórka (Eleonora)

Motto:
Pozostawił po sobie coś nieuchwytnego, jak delikatny zapach wiosennych  kwiatów lub zapach pięknych perfum ciągnących się za nim jak niewidzialny delikatny woal. Co to jest? To pytanie męczyło mnie przez wiele lat, bo żaden mężczyzna nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak on!

Od tego dnia minęło 27 lat…

 Chcę opowiedzieć o niezwykłym spotkaniu i powitaniu w Małych Stawiskach gm. Kościerzyna. Wówczas wydawało mi się to dziwne i bez sensu, ale właśnie to spotkanie z czasem nabrało wielkiego znaczenia oraz sensu jakiego się nie spodziewałam. Miałam 28 lat i nie przeczuwałam co mnie czeka.

  Był początek sierpnia 1984 roku, słoneczny i upalny dzień, ok. godz. 10-11  (dokładnej daty nie pamiętam). Było w sumie 9 dorosłych osób i moja 5-cio letnia córeczka. Nikt z nas nie mieszkał tutaj na stałe tylko w okresie letnim. Wracaliśmy polną drogą do domu dziadka dyskutując o plantacji. Ja z mężem, córeczką i matką, Jola i Wojtek Sz. (małżeństwo) i ich dwóch krewnych - Tomek i Grzegorz oraz  Tadeusz K. i Krzysztof Sz. Zatrzymaliśmy się za domem mojego dziadka pod dużym klonem stojąc w kręgu i wciąż dyskutując, ale po chwili odeszłam w kierunku pobliskiej rzeki Wierzycy, aby umyć ręce. Odruchowo spojrzałam w prawą stronę na drogę biegnącą wzdłuż rzeki i małego ogrodu warzywnego. Droga ta schodzi w bok od głównej drogi biegnącej powyżej łączącej dwie wsie - Nową Kiszewę i Małe Stawiska.
  W oddali spod zielonego tunelu utworzonego z gałęzi drzew olchy wyłonił się jakiś mężczyzna. Był wysoki i szczupły - wzrost co najmniej 180 cm, w wieku ok. 30 lat.  Miał ciemne krótko ostrzyżone włosy, szczupłą twarz, ciemne wąsy, oczy zasłaniały ciemne słoneczne okulary, które wydawały mi się dziwne, bo w tym czasie była moda na duże okulary słoneczne, a te były proste i stosunkowo małe. (Myśląc o tym szczególe powiedziałabym, że właśnie obecnie są w modzie tego typu okulary  i właśnie teraz takie  noszę, ale wtedy  były lata 80-te i nosiłam zupełnie inne).
Ubrany był w ciemny garnitur, jasną koszulę w delikatny wzorek i modny wówczas ciemny wąziutki krawat. Później, gdy był już blisko zobaczyłam, że na stopach ma czarne buty ze skóry, zawiązane sznurowadłami. W przeciwieństwie do nas wyglądał odświętnie i niezwykle jak na te czasy. Było to po „stanie wojennym” i wszystkiego brakowało. My byliśmy ubrani w zwykłych ubraniach roboczych, w dżinsach i flanelowych koszulach, gdyż wracaliśmy z pola. Na jego widok pomyślałam – O idzie jakiś elegant!
 Z daleka wydawał mi się znajomy. Przypominał mi krewnego - Leona K. mieszkającego ok. 15 km stąd, w Wielkim Klinczu, który w lecie czasami nas odwiedzał. Ledwie o nim pomyślałam, ten młody mężczyzna podniósł do góry prawą rękę w geście powitania, ale nie poruszał dłonią, tylko trzymał rękę jakby zastygłą w bezruchu. Dłoń była lekko zgięta i zwrócona bokiem do mnie. Lewą rękę trzymał na wysokości serca, poniżej kieszonki w marynarce. Widząc ten gest odruchowo podniosłam dłoń na powitanie z uśmiechem na twarzy. Ale on się nie uśmiechał... Patrzył na mnie długo i poważnie. Idąc dalej drogą ręce trzymał wciąż w takiej samej pozycji, co mnie zastanowiło, bo nagle zdałam sobie sprawę, że to nie jest mój krewny, którego miałam na myśli, lecz ktoś do niego podobny. Zastygłam w bezruchu trzymając rękę podniesioną tak jak on  myśląc - kto to jest?
  Kuzyn o którym pomyślałam wcześniej, od dzieciństwa ma sparaliżowaną prawą rękę oraz kuleje na prawą nogę zaciągając ją przy każdym kroku. Ten mężczyzna szedł sprężyście. 
  Miał okulary słoneczne na oczach, ale wyraźnie patrzył na mnie. Stałam na środku drogi którą szedł. Pomyślałam znowu – kto to jest? Jak on się dziwnie zachowuje, jak klaun który wyszedł z cyrku! Patrząc jak trzyma rękę na wysokości kieszonki pomyślałam - po co tam trzyma rękę? A może sprawdza czy ma portfel? Nic innego wtedy nie przyszło mi do głowy i może dlatego zapamiętałam te dziwne gesty rąk, które absolutnie nic mi nie mówiły!
Szedł dalej drogą w moim kierunku trzymając ręce wciąż w ten sam dziwny sposób. Zaczęłam się jemu przyglądać uważniej. Normalny młody mężczyzna jakich widziałam wielu w tym okresie życia, bo sama byłam młoda. Tylko... szedł jakoś miękko, sprężyście i jakby płynął nad ziemią. Gdy o tym pomyślałam spojrzałam na jego stopy. Szedł drogą pomiędzy koleinami, gdzie rosła trawa, dlatego nie widziałam dokładnie jakie i czy w ogóle  miał buty, aż był całkiem blisko. Miał zwyczajne czarne buty, garnitur również był zwyczajny, prosty, nie wyszukany. Gdy tak szedł miałam wrażenie - chociaż nie wiem czemu, że płynie, ale jednocześnie szedł sprężyście, lekko, miękko. Zaczęło mi coś w tym wszystkim nie pasować...coś się nie zgadzało! Pomyślałam, że albo coś mi się stało z oczami z powodu słońca i upału i mam  jakieś halucynacje, albo coś z moją głową nie tak, albo on jest jakiś dziwny!
Gdy podniosłam oczy z jego stóp na  twarz,  patrzył w prawą stronę w kierunku łąki po drugiej stronie rzeki, gdzie rosła duża kępa drzew i krzaki. Trzymając wciąż podniesioną rękę jak do...  błogosławieństwa, a drugą na sercu wciąż patrzył długą chwilę w to miejsce. Spojrzałam tam również, ale dla mnie nie było tam nic ciekawego, tylko łąka i kępa drzew. Gdy tak patrzył w tym kierunku, pomyślałam że może jednak się trochę  zmieszał tym, że tak patrzę? Skierował po chwili głowę w moją stronę i patrzył tak przez długą chwilę. Był już w połowie drogi do mnie.
W tym momencie zdałam sobie sprawę, że ja również trzymam wciąż podniesioną rękę. Patrzyłam na swoją rękę i nie wiedziałam co dalej z nią zrobić, czy opuścić i schować za siebie? Jednocześnie zaczęły docierać do mnie głosy dosłownie kłótni, której w tym czasie gdy patrzyłam na tego dziwnego młodego przybysza w ogóle nie słyszałam, a stali kilka metrów dalej. Gdy spojrzałam w ich stronę stali nadal w kręgu i spierali się o coś zawzięcie! Zawołam do nich dwa razy - uspokójcie się, ktoś tu idzie! W ogóle nie słyszeli mojego głosu. Szybko podeszłam do nich, jeszcze raz powtórzyłam i zaraz powróciłam w to samo miejsce. Oni uspokoili się i podeszli do mnie. Wszyscy patrzeliśmy na tego młodego mężczyznę. Szedł spokojnie, ale ręce miał już opuszczone wzdłuż ciała, patrzył na nas poważnie.
  Był już kilka metrów od nas, gdy spojrzał w prawo na łąkę w głębi przy rzece, na pole za domem, a potem znowu na ogródek warzywny i obok ściętego pnia drzewa i znowu w to samo miejsce za domem na wzgórzu. Potem spojrzał w lewo przy drodze i na pole powyżej na górce i gdzieś w głąb na pola. Wyglądało to jakby się rozglądał, ale tam gdzie patrzył właściwie nic nie było, a patrzył tak jakby coś tam było ciekawego!
Oni patrzeli na niego obojętnie, zeszli z drogi poniżej na łąkę idąc w kierunku rzeki tak jak ja, z zamiarem umycia rąk Zatrzymali się na łące poniżej i oglądali się w jego stronę.
Ja stałam wciąż w tym samym miejscu, ale gdy był już blisko zeszłam z drogi i stanęłam z boku, bliżej domu i patrzyłam wciąż na niego myśląc - kim jest i do kogo idzie. Skoro nie jest moim krewnym ani znajomym, to pewnie idzie do sąsiadów? Może to ich krewny lub znajomy, bo  k o g o ś  mi przypominał... Już chciałam się zapytać czy kogoś szuka, ale pomyślałam, że jeżeli idzie do nich, to zna drogę i pewnie idzie na skróty naszą drogą i wyjdzie przez podwórze na drogę prowadzącą do nich. Jeżeli zbłądził, to sam zapyta  o drogę. Ale młody mężczyzna przeszedł obok nas bez słowa i już skręcał w stronę domu i  podwórza - tak jak myślałam.
  Nagle zaczął ujadać nasz piesek „Misiu”, a młody mężczyzna który był już za mną nagle błyskawicznie się odwrócił z taką energią, że aż poły marynarki z rozcięciami z boku podniosły się. Odwrócił się tak raptownie, jakby dostał batem w plecy...  Stał obok mnie, a ja patrzyłam zaskoczona i pomyślałam, że pewnie przestraszył się psa. Ale on nie patrzył na psa, lecz na mojego męża! Stał na wprost niego w pozycji jakby gotowy do obrony lub ataku, przygarbiony, z podniesioną głową i bardzo długo patrzył na niego.
Pies szczekał więc powiedziałam - niech pan się nie boi, ten pies nie gryzie, on tylko tak szczeka, na każdego kogo zobaczy, on nie gryzie. Niech pan się nie boi. Patrzyłam na „Misia” i usiłowałam go uspokoić. Siedział trochę za nimi wszystkimi, jakby sam się bał, ale szczekał zajadle. Spojrzałam na tego mężczyznę, ale on nie patrzył na psa, tylko nadal na mojego męża, który stał niżej na łące w odległości 3m na wprost nieznajomego. Obok męża stali po jednej i drugiej stronie w szeregu pozostali uczestnicy tego spotkania - na końcu z lewej strony stała moja córeczka z moją matką. Patrzyłam na ten szereg zaskoczona, bo nie zauważyłam nawet jak i kiedy tak się ustawili!
  Krzyknęłam do męża - uspokój tego psa! Ale on stał i patrzył na przybysza z widoczną wrogością. Powtórzyłam, ale nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Nikt z nich nic nie mówił oprócz mnie, nie reagował na ujadanie psa. Ogarnęła mnie bezsilność i złość na nich.  Nieznajomy nadal patrzył na mojego męża, jakby nie chciał „spuścić go z oka”, a po długiej chwili podniósł głowę wyżej i patrzył przed siebie, gdzieś w głąb na rosnące tam drzewa. Za tymi drzewami jest wieś Nowa Kiszewa. Stałam za nim i po ruchu jego głowy zrozumiałam, że przygląda się wszystkim po kolei w rzędzie.
Pies nadal szczekał więc już wściekła zawołałam do męża - uspokój tego psa! Zamiast niego odezwała się Jola uspokajając psa - „Misiu” spokój, spokój! Pies uspokoił się na chwilę, ale potem dalej poszczekiwał. Wtedy odezwał się mąż, pies trochę odsunął się dalej, ale nadal szczekał. Mężczyzna jeszcze chwilę patrzył na nich, a potem powoli odwrócił się w moją stronę i długo patrzył na mnie z powagą na twarzy. Nie widziałam jego oczu, bo zasłaniały je ciemne okulary. Na jego twarzy zobaczyłam smutek i cierpienie, ale również ciepło i miękkość, spokój...
I znowu ogarnęło mnie to samo uczucie, jakie ogarnęło mnie na jego widok, gdy  wyłonił się z tunelu drzew na drodze. Było to jak odległe wspomnienie kogoś bliskiego, ale dawno nie widzianego i jakaś dziwna radość, błogość... sprzeczna z logiką i rozumem. To uczucie było tak silne i niezwykłe dla mnie, że stałam jak zahipnotyzowana nie rozumiejąc co się ze mną dzieje!
 Powoli ruszył w kierunku domu i podwórza. Poszłam za nim, a oni w przeciwną stronę do rzeki umyć ręce.  Szedł powoli, a potem zatrzymał się w tym miejscu pod drzewem, gdzie oni  stali w kręgu i kłócili się zaledwie kilka minut wcześniej. Stałam za nim i widziałam jak długą chwilę patrzy przed siebie na drogę i pola, a potem opuścił głowę i patrzył na ziemię. Po chwili odwrócił się do mnie bokiem i spojrzał w kierunku ściany szczytowej domu patrząc tam znowu długą chwilę. Spojrzałam tak jak on, ale nic tam nie było, tylko ściana bez okien i drzwi. Pomyślałam - co on tak się wpatruje w tę ścianę? Przecież nie może widzieć co tam jest w środku! 
Popatrzył trochę na prawo, a potem odwrócił się do mnie. Stał w odległości ok. 1m ode mnie. Widziałam jego delikatną, bladą twarz, bez opalenizny jaką my mieliśmy. Zobaczyłam w kącikach ust dwie długie i głębokie bruzdy. Pomyślałam - taki młody, a tak cierpi? Ledwie to pomyślałam, on uśmiechnął się do mnie, jakby wiedział co myślałam. Patrzył tak na mnie z uśmiechem na twarzy długą chwilę, ale nadal nie powiedział ani słowa. Patrzyłam na niego nie rozumiejąc z czego się tak cieszy, a  po chwili powiedziałam do niego coś w duchu, co było sprzeczne z moim rozumem - „oni ciebie tutaj nie wpuszczą, nie przyjmą!” Patrzył na mnie wciąż z uśmiechem, a ja miałam ochotę zdjąć mu okulary i spojrzeć w oczy... No kim jesteś?
Powoli i z ociąganiem odwrócił się i ruszył przed siebie, a ja za nim. Zatrzymał się jeszcze na podwórzu rozglądając się, potem spojrzał na wschód na pole, potem za róg domu, ale nie na drzwi wejściowe. Myślałam, że może spojrzy na drzwi, ale przesunął głowę tak jakby ich tam nie było, albo nie miały znaczenia. Ruszył dalej, a ja za nim, aby zobaczyć dokąd idzie. Patrzył znowu w kierunku zachodnim na pola i dalej w kierunku wsi Małe Stawiska. Wszedł na drogę i skręcił na wschód, tam gdzie mieszkają sąsiedzi o których pomyślałam, gdy szedł drogą do domu. Patrzył znowu długo w różne miejsca, a z daleka jeszcze bardziej wydawał mi się samotny, szukający czegoś, lub kogoś... Znikł za najbliższym wzniesieniem.
Pozostawił po sobie coś nieuchwytnego, jak delikatny zapach wiosennych  kwiatów lub zapach pięknych perfum ciągnących się za nim jak niewidzialny delikatny woal. Co to jest? To pytanie męczyło mnie przez wiele lat, bo żaden mężczyzna nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak on!
Teraz to wiem czym był ten przepiękny zapach... Była to jego niezwykła energia jak zapach delikatnych perfum, która za nim się ciągnęła jak welon i ogarniała każdego kto spojrzał na niego, przenikała duszę i umysł, chociaż  rozum mówił mi co innego! To było właśnie to dziwne uczucie i wrażenie, którego długie lata nie potrafiłam zrozumieć, a miałam zrozumieć, przypomnieć sobie, myśleć i działać...  

Całe spotkanie trwało kilka minut (tak mi się wydaje, bo mogę mieć lukę w pamięci, w  tym czasie gdy zobaczyłam ich stojących w szeregu!) i pomimo że minęło wiele lat  mocno tkwi w mojej pamięci, tak jakby to zdarzyło się dzisiaj. Mam wciąż w oczach każdy ruch tego mężczyzny, każdy gest chociaż nie wypowiedział ani jednego słowa. Miałam to wszystko zapamiętać, chociaż wtedy nic z tego nie rozumiałam. Zrozumienie przyszło później. Czy dlatego uśmiechał się do mnie długo i serdecznie... koło domu.
Po tym zdarzeniu, kilka dni później pytałam sąsiadów, czy był u nich ten mężczyzna, czy jest ich krewnym lub znajomy, ale nikt z nich go nie znał ani nie widział oprócz nas.

Rok później zaczęło się w moim życiu istne piekło, a ja nie rozumiałam „o co i po co?”! Nie zdawałam sobie wówczas sprawy, że nie było to przypadkowe spotkanie i że mój mąż miał z tym ścisły związek, dlatego Nieznajomy bardzo długo na niego patrzył, a potem na mnie.
Mijały kolejne lata i w natłoku zdarzeń zapomniałam o tym „epizodzie” w moim życiu. Coraz częściej miałam dziwne prorocze sny, których nie rozumiałam.
Minęło 7 lat od tego dziwnego spotkania i zdarzyło się znowu coś niezwykłego  w tym samym miejscu, w Małych Stawiskach.
Był maj 1991 roku i po drugiej stronie rzeki, zobaczyłam wiele „płonących drzew”. „Płonęły” złocistym ogniem właśnie te drzewa i krzewy, na które patrzył ten tajemniczy młody mężczyzna, gdy szedł z podniesioną prawą ręką jak do błogosławieństwa, a lewą trzymał na sercu...
 Miałam wówczas 33 lata... Czy to ważne ile miałam lat? Wszystko w tej sprawie jest ważne, bo jest wskazówką dla KOGO pracuję i z kim. Nie byłam dzieckiem, lecz w pełni świadomą i dorosłą kobietą, która wierzyła, lecz jednocześnie szukała wszelkich dowodów na potwierdzenie tego, że to jest prawda. Ale sama wiara to za mało! Wiele spraw wcale nie było tak oczywistych ani w naszej religii, ani w nauce! Jak odróżnić prawdę od fałszu?
Od tego dnia moje życie jeszcze bardziej się skomplikowało, ponieważ zaczęły się sny i wizje, jasnosłyszenie, jasnowidzenie, bioenergia... i miałam już wszystkich przeciwko sobie, tak jak wtedy, gdy stałam obok tajemniczego młodego mężczyzny na drodze. Mąż, matka, krewni, sąsiedzi i znajomi oraz różni ludzie których poznawałam i o tym mówiłam... „ujadali” jak nasz  kundel!
Dwa lata później (1993 rok) pierwszy raz pojechałam do kamiennych kręgach w Odrach, gdzie rozpoczęłam badania, bo USŁYSZAŁAM że mam je badać. Był w kamiennych kręgach w Odrach i pokazywał bez słów, które kręgi będę badać... Nie rozumiałam wówczas jaki to ma związek z naszą wiarą i religią oraz z naukową teorią o Gotach. Teraz po latach wiem już dokładnie Odkryłam tam m.in. pasma energetyczne, na których z dokładnością astronomiczną na przesilenie letnie ustawione są cztery kamienne kręgi. Na temat tych pasm kosmicznych później pisałam w różnych artykułach oraz w referacie wygłoszonym w czasie sympozjum naukowego w Sulęczynie w 1997 roku,  zat. „Logika radiestezyjna w badaniach kamiennych kręgów”. Te pasma odpowiadają kolorom w widmie światła białego, pomarańczowo - czerwony oraz biało - fioletowy.  A co to ma wspólnego z opisanym wyżej zdarzeniem? Kim był Nieznajomy? To on  kazał mi badać pasma kosmiczne, bo są one namalowane w symbolu  na obrazku zat. „Jezu ufam Tobie” i dlatego mają duże znaczenie dla całej sprawy!

 Na  obrazku zat. „Jezu ufam Tobie”,  Pan Jezus jest wysoki, w długiej jasnej sukni jakie 2000 lat temu nosili mężczyźni. Ma długie włosy i wąsy oraz brodę. Prawą rękę ma uniesioną w geście błogosławieństwa, a lewą wskazuje na serce z którego wychodzą dwa pasma promieni w kolorze pomarańczowo - czerwonym oraz biało - niebieskim. ( Na różnych obrazkach te promienie maja różne odcienie). Na tym obrazku Pan Jezus ma bose stopy, jest w ruchu, idzie, ale jednocześnie stoi na chmurce nad samą ziemią lub posadzką z kafelek...  Podobny opis postaci Chrystusa jest we wstępie proroctwa św. Jana czyli  APOKALIPSY w Nowym Testamencie.
  Patrzyłam na obrazek z niedowierzeniem, bo te same symboliczne gesty widziałam nie na obrazku, lecz... pokazywał je tak jak na obrazku, żywy i prawdziwy Jezus Chrystus. Gdy szedł drogą przy rzece miałam wrażenie że unosił się nad ziemią, tak jak na tym obrazie, ale wyglądał jak współczesny młody mężczyzna, no i nie miał widocznej aureoli nad głową, tylko ta dziwna pachnąca energia... A ja wciąż  pytałam „kim jesteś?” Otrzymałam w końcu w ten sposób odpowiedź i wszystko sobie przypomniałam, każdy gest, spojrzenie, uśmiech... Tego się nie da opisać....   
Wiele razy zastanawiałam się nad tym, dlaczego osobiście  przyszedł do nas? Jaką rolę i zadanie w tym wszystkim miała i ma moja rodzina oraz Małe Stawiska? Odpowiedź jest w moich  snach i wizjach oraz w tajemnicy tej ziemi i rodzie...
Czy to niezwykłe spotkanie to zaszczyt czy przekleństwo? Powinno być zaszczytem dla każdej katolickiej i wierzącej rodziny. Pobożni ludzie tacy jak np. moja rodzina,  sąsiedzi, czy znajomi, no i oczywiście kapłani - nie uwierzyli i nie chcieli nic zrobili dla dobra tej sprawy! Po prostu zrobili mi „piekło”! Więc czym jest wiara i w co właściwie wierzymy w naszych kosmicznych czasach?
Myślałam o tym spotkaniu wiele razy i za każdym razem odkrywałam wiele znaczeń i spraw pokazanych w symbolu...
Gdy Pan Jezus  pojawił się na drodze od razu gestem rąk pokazał KIM jest, ale ja tego wówczas nie rozumiałam!!
Miał zwykłe słoneczne okulary, ale ich kształt bardziej pasuje do współczesnej  mody, a więc była to wskazówka dla mnie. Czas kiedy to napiszę, dokładnie zrozumiem i kiedy ma to się wydarzyć.
Tylko ja zobaczyłam wówczas te symboliczne gesty rąk, a pozostali nie! Dlaczego? Przyszedł tylko do mnie, czy może do nas wszystkich?
  Wydawał mi się znajomy... Kogoś mi przypominał... Przypomniałam sobie później, że widziałam go już wiele razy w swoim życiu. Ale gdzie? W dzieciństwie przychodził do  domu w Gdyni, przychodził do Małych Stawiskach - wtedy żył jeszcze dziadek, w szkole, w pociągu, na stacji... w kawiarni, w gościnie... Wszędzie gdzie działy się ważne dla mnie sprawy. Więc to nie był przypadek, że tutaj przyszedł i w końcu ujawnił się w ten sposób...
Idąc z podniesioną ręką jak na obrazie, a drugą na sercu pokazał mi miejsce, gdzie siedem lat później zobaczyłam „płonące drzewa”, bo to dotyczy proroctw Starego Testamentu oraz sprawy Boga Ojca Jahwe i Chrystusa... Tutaj jest Dysk Króla Pierwszej Cywilizacji  Jahwe. Dlaczego tutaj i co to znaczy? Zrozumiałam to później badając kamienne kręgi.
  Tutaj wg planu gwiazdozbioru Byka nałożonego na plan Kaszub - gdzie kamienne kręgi w Odrach to Hiady, a w Węsiorach to Plejady, a pomiędzy nimi jest odwzorowane Radoźródła 3c 123... Jest to bardzo odległa galaktyka z której pochodzi nasza cywilizacja i dlatego tutaj jest Dysk Króla, który znajduje się w strategicznym miejscu jako wskazówka astronomiczna dla potomków naszej cywilizacji! Ale to zrozumiałam po kilku latach, a także  wiele innych spraw. Zbyt dużo było przypadków w tym miejscu, aby to był przypadek!
  Dlaczego Jezus Chrystus osobiście tutaj przyszedł i pokazywał mi wszystko bez słowa, a ja miałam patrzeć, zapamiętać i zrozumieć? Po kilku latach to wszystko musiałam  badać, nadać sygnał i w ten sposób uruchomić system... To było zadanie dla naszej rodziny oraz innych wybranych ludzi, którzy tutaj byli.
  Razem z mężem i Tadeuszem K. chodziliśmy do tej samej szkoły w Rzucewie. Jezus Chrystus też tam często był, chociaż nikt z nas nie wiedział kim on jest. Przygotował nas do tego zadania, a gdy przyszedł do Małych Stawisk mój mąż i reszta potraktowała go jak wroga... Przyszedł do nas w strategicznej chwili i sytuacji. Od tego wiele zależało, ale oni odwrócili się i poszli umyć ręce jak... Piłat, który skazał Jezusa Chrystusa na śmieć! Oni nie chcieli mieć nic z ta sprawą wspólnego! Dlaczego?! Wszystko w symbolu i dosłownie! Pokazał to swoim zachowaniem koło domu... kłócili się o coś?
Powitałam Go gestem ręki, a potem byłam obok... Pozostali stali w szeregu, a potem poszli umyć ręce do rzeki. Denerwujące ujadanie psa... Dlaczego szczekał na Jezusa jak na obcego? Nie szczekał na Niego, lecz  symbolizowało to ich „ujadanie” później...
Błyskawicznie się odwrócił i stanął przy mnie, gdy pies zaczął szczekać... Wymownie długo patrzył na mojego męża... Wiedział co zrobi mój mąż ze mną i z tą sprawą, więc pokazał mi co sam zrobi i jak ja mam zareagować.
  Patrząc ponad głową mojego męża pokazał mi innego wroga w Nowej Kiszewie, który właśnie się tam sprowadził... pobożny ”diabelski młynarz” z rodziną! Jak się później okazało on  i kilka innych osób w tej okolicy, są żywym wspomnieniem z przeszłości, bo z poprzedniej cywilizacji...
Patrzył na wszystkich pozostałych w szeregu po kolei, ale krótko... Moja córeczka stała na końcu z moją matką, która trzymała ją za rękę, gdy ja stałam przy Jezusie Chrystusie.
Jezus patrzył na mnie ze smutkiem i cierpieniem na twarzy, bo to co miałam zrobić wymagało wielu wyrzeczeń, cierpienia, a nikt z nich mi nie pomoże i tak właśnie było...
Poszłam za nim, a oni w drugą stronę umyć ręce od tej sprawy i samego Jezusa Chrystusa. Wszędzie tam gdzie patrzył... pokazywał co w tym miejscu w przyszłości będzie się działo. Ważne kamienie, Zjazd Rodu Piepiórka, kamienie z urządzeniami sygnalizacyjnymi, które dzisiaj stoją na górce za domem...
Stary dom który odziedziczyłam po dziadku... Jestem tutaj, aby myśleć, pisać, badać... Pokazał drzwi w szycie domu, których wtedy nie było... jako ważną wskazówkę czasu.
  Stał w miejscu gdzie oni stali kłócąc się... Miał być z nimi.... Oni byli wybrani... Oni urodzili się i znaleźli się w tym miejscu, aby wykonać zadanie i tym samym naprawić błędy jakie zostały popełnione w poprzedniej cywilizacji, ale nic nie zrobili... Odwrócili się i poszli znowu umyć ręce... Historia się powtarza...?
Patrzył w ziemię stojąc przy domu... On był tu w poprzedniej cywilizacji... został sam... przyrzekł OJCU - Królowi  Pierwszej Cywilizacji Jahwe, że powróci...
Stał blisko mnie, na wyciągnięcie ręki i uśmiechał się do mnie... Rozmawialiśmy...? Odpowiedziałam „ale oni ciebie tutaj nie wpuszczą, nie przyjmą...” Oni - to mój mąż, matka, rodzina i krewni, sąsiedzi... Uśmiechał się nadal... Dlaczego?
Patrzył za róg domu na pomieszczenie magazynowe, gdzie później były dwie sesje plenerowe na temat megalitów, które tutaj odkrywałam...
Stojąc na podwórzu patrzył na pole na wschodzie... Tam teraz stoją najważniejsze kamienie, ale pokazał też, że będzie tam coś jeszcze...
Patrzył na starą wierzbę, gdzie w dniu gdy „płonęły setki drzew” na tle starej wierzby pojawiła się olbrzymia żółto mleczna kula... Zrozumiałam później że symbolizuje ona „apokaliptyczną niewiastę obleczoną w słońce...” opisaną w proroctwie Apokalipsy. Nie chodzi o kobietę, czyli o mnie, ale o Pana Jezus oraz Jego DYSK w kształcie kuli, który tam był...
W proroctwie Apokalipsy mowa jest o dwóch niewiastach w sukniach, ale to symbol taki sam jak na obrazku zat. „Jezu ufam Tobie”, gdzie Jezus ubrany jest w długą jasną suknię jak kobieta. Jest więc tą „apokaliptyczną niewiastą obleczoną w słońce”, którą widziałam w Małych Stawiskach na drodze „obleczoną” w słoneczną kulę na tle starej wierzby...
Druga kobieta o której jest mowa w tym proroctwie, to kobieta w purpurze i szkarłacie siedząca jak królowa na tronie; a w sercu swoim mówi; wdową nie jestem i żałoby nie zaznam...” To oczywiście kapłani - mężczyźni a nie kobiety, w swoich długich czarnych sukniach, w purpurze i szkarłacie siedzący jak królowa na tronie... To zastępcy Jezusa Chrystusa... Co zrobią z tą sprawą?
Patrzył w kierunku wsi Małe Stawiska...
Poszedł drogą na wschód  i znikł za wzniesieniem... 
Całe spotkanie od  początku do końca działo się  w obrębie mojego  gospodarstwa... nie dalej. A więc dotyczy tej ziemi oraz rodziny, przodków oraz wcześniejszych cywilizacji.
  Kiedyś tu znowu przyjdzie... przyleci... „w całej potędze i mocy z nieba...” z Kosmosu...! Ta wiara jest cudowna... jak zapach który pozostawił po sobie...
Nikt z rodziny, sąsiadów i znajomych nie uwierzył, ale wszyscy są bardzo „wierzący” i gorliwie chodzą do kościoła! Po co? A gdyby na ich drodze stanął Jezus Chrystus w którego podobno wierzą? Czy pójdą do swoich spraw  i umyją ręce jak oni wtedy, jak Piłat, czy staną przy nim i za nim gdy tego będzie potrzebował? Tylko czy Go poznają, gdy się pojawi i po czym, bo obrazek to tylko symbol i wizja malarza!

Jezus Chrystus 2000 lat temu Zmartwychwstał i został wzięty do nieba, a teraz  przyszedł przygotować to wszystko sam z ludźmi do tego wybranymi.
W Nowym Testamencie - Jezus mówi o „końcu świata” jak za dni Noego i swoim ponownym  przyjściu z nieba - z kosmosu. Chyba na tym polega nasza wiara od tysięcy lat?  Potomkowie małp tego nie zrozumieją, a potomkowie KAINA celowo lekceważą od pokoleń.  Dlatego Jezus tutaj  przyszedł..
W podobny sposób zachowywał się Nauczyciel w moich  snach i wizjach -   np. „Mistyczna Podróż”,  „ Zadanie do rozwiązania”, „Straszny Dwór” i innych. Przez wiele lat nie zdawałam sobie sprawy jak ważne jest to spotkanie dla mnie i dla całego Chrześcijaństwa. Okazało się, że jest to sedno tajemnicy wiary i Plan Zbawienia naszej  cywilizacji - potomków Adama i Ewy. 
Spisałam to, co się wówczas zdarzyło, przesłałam do wiadomości papieża Jana Pawła II oraz kardynała i biskupów ponieważ z rozumiałam, że Pan Jezus szedł tutaj tak jak na obrazie namalowanym wg wizji św. Faustyny Kowalskiej zat. „Jezu ufam Tobie”. Do tego obrazu od lat modli się  miliony ludzi na świecie. To co się tutaj zdarzyło oznacza, że przeznaczenie i spełnienie proroctw jest w Małych Stawiskach, ale Kościół tego nigdy nie uzna, gdyż odpowiedzi nie było. Ich odpowiedzią były oszczerstwa pewnego księdza – zakonnika podczas niedzielnych mszy w Stawiskach? Wyglądało to, jakby czas zatrzymał się w czasach Średniowiecza, gdy zakonnicy „świętej inkwizycji” manipulowali ludźmi dla własnych celów i korzyści skazując takich jak ja na tortury i stos. Księdza odsunęli wmawiając „owieczkom” że jest chory, ale mnie nikt nie przeprosił,  ani nie „odszczekał” oszczerstw na kazaniu w tej wsi.  Dlaczego? Bo ksiądz jest ważniejszy od Boga? Czy potrzebują męczenników – ofiar? Jest XXI wiek, a ja idę z Jezusem, a nie z jego kapłanami! Oni również nic nie zrobią w tej sprawie!
Ponieważ wiele spraw się zazębiało, nakładało, trudno było mi było od razu to wszystko ogarnąć. Wyszłam jednak z założenia (co wielokrotnie powtarzałam!), że jeżeli coś jest prawdą to się potwierdzi na wszelkie sposoby! Zrozumiałam na czym polegał „błąd” wcześniejszych cywilizacji oraz naszej! Zrozumiałam do czego to prowadzi oraz jak może to się skończyć  dla mnie jeżeli nie odkryję „błędu” czyli pułapki jakim jest taki Kościół!
Wizjonerzy zawsze wyprzedzają co najmniej o dziesiątki lub setki lat czasy w których to co mówią oraz piszą stanie się OCZYWISTE, jak to, że Ziemia kręci się wokół Słońca, a nie Słonce wokół Ziemi. I pomyśleć, że za takie odkrycia papieże czyli „ojcowie święci” przeklinał oraz skazywał  niewinnych ludzi na tortury i śmierć!
Mój dziadek był katolikiem, ale wielokrotnie powtarzał stare proroctwo – „Piekło będzie wybrukowane głowami księży”. O tym mówi proroctwo Apokalipsy w Biblii, ale współcześni katolicy  nie czytają Biblii ani proroctw…
Proroctwa się wypełniają, ale kto to zrozumie i wie?
Od tamtego spotka minęło 27 lat. Co zrobił dla tej sprawy papież Jan Paweł II? Co zrobi kolejny papież? Czy ja sama muszę wykonywać to zadanie, bo katolików to nie dotyczy?

* * *

Komentarz Admina:

Tyle Zofia Piepiórka. Osobiście wierzę w realność tych wizji i przekazów, które ona widziała i przeżyła, ale nie zgadzam się z wieloma wnioskami, które wyciąga i nie identyfikuję się z jej poglądami, a to dlatego, że tak właśnie wyglądają przekazy kontaktowców.

Tak właśnie to wygląda, jak na załączonym obrazku - jest to zbitka rzeczy zapamiętanych ze szkoły, religii i osobistych doświadczeń, przeżyć oraz opowiadań, relacji, wspomnień innych ludzi, a do tego być może Przekazy od Innych. Ktoś mógłby powiedzieć, że jest to bełkot. I byłby w błędzie.

Zakładając, że istnieją jacyś Kosmici, Ludzie z Innych Wymiarów, Ludzie z Innych Czasów, itd. itp. posługujący się telepatią czy mających wpływ na nasze mózgi - usiłują Oni podać nam jakieś przekazy, które to przekazy my interpretujemy po swojemu opierając się o naszą wiedzę i doświadczenia. Stąd właśnie bierze się fenomen KONTAKTU mentalnego i jego pokręconych efektów. To, co Oni nam przekazują wcale nie musi być bełkotem, ale celową fałszywką podaną tak, że ludzie którzy ją odbierają są święcie przekonani i jej prawdziwości. Innymi słowy mówiąc jest to klasyczna dezinformacja. Zauważmy, ile przepowiadano nam kataklizmów, ile końców świata, itd. itp. I co? – świat istnieje i jakoś się trzyma. Przepowiadane kataklizmy? Owszem, tylko ktoś śledzący rozwój wydarzeń na świecie też jest w stanie „przewidzieć” jakieś katastrofy naturalne czy technologiczne i nie ma w tym niczego niezwykłego. NB, najbliższy koniec świata już w przyszłym roku. Dr Goebbels miałby niezły ubaw oglądając to, co dzieje się teraz na świecie…

Kim są kontaktowcy? Najczęściej są to ludzie mający różne trudności życiowe, które pobudzają ich mózgi do ogromnego wysiłku. Wielu z nich jest samotnych czy wręcz wyalienowanych ze społeczeństwa, w którym żyje. I oczywiście prześladowanych przez pospólstwo za to, co głosili. Być może właśnie ten stan nieustannego pobudzenia, aktywności czy nawet zagrożenia zdrowia i życia powoduje, że mózg jak tuner radiowy czy TV dostraja się do Ich przekazów, albo - co jest jeszcze bardziej prawdopodobne - staje się bardziej czuły na wszelkiego rodzaju bodźce - w tym np. na fale EM czy strumień cząstek elementarnych - np. neutrin. Skąd to wiem? – wiem, bo sam przez to przeszedłem. Też miałem wizje, też miałem przedsmak odmiennych stanów świadomości. A wszystko to działo się w czasie jednego z moich zakrętów życiowych, w czasie pokonywania którego otarłem się nawet o śmierć, dlatego wiem że tak właśnie jest…  

Otwórzmy Biblię i zobaczmy, kim byli wielcy prorocy i mistycy Starego Testamentu? To byli ludzie opętani swoimi wizjami, fanatycznie religijni wizjonerzy, niejednokrotnie skłóceni ze społeczeństwem czy wręcz nastawieni doń wrogo, a mimo wszystko przekazujący gawiedzi Głos Pana. Syndrom nawiedzenia. Czym od nich różnią się kontaktowcy? Niczym - robią dokładnie to samo, a zatem nihil novi sub Sole... Uważam, że zjawisko to powinno zostać wreszcie gruntownie zbadane, bowiem wszyscy wiedzą, że istnieje, ale nikt się nie kwapi, by je przestudiować.

Źle się wyraziłem – jest cała gromada naukowców, która pracuje nad tym zagadnieniem, są to uczeni pracujący dla wojska i służb specjalnych na całym świecie. Ich cel jest jeden: zbadać i wykorzystać postrzeganie pozazmysłowe do łamania, inwigilacji i wreszcie zabijania ludzi – bo w końcu do tego powołano armie i służby. I wątpię, czy Jezus z Nazaretu byłby z tego zadowolony, gdyby się dowiedział, co ci „uczeni” chcą zrobić z Jego kanałem informacyjnym, którym przekazuje On swe nauki… A Obcy? – obawiam się, że Obcy (o ile istnieją) robią nam skutecznie wodę z mózgów w obawie przed naszą ekspansywnością i agresywnością. Słynny Bronisław Rzepecki napisał wprost, że nie ma żadnej podstawy, by ufać Obcym, bo Oni nam też nie ufają – i słusznie! Nie można ufać wściekłej bestii przyczajonej do skoku.

Nasza radosna twórczość też może obrócić się przeciwko nam zważywszy, że Obcy dostali teraz do ręki potężne narzędzie wywiadowcze jakim jest Internet. Sieć zawierająca ogromną ilość informacji o Ludzkości i Ziemi. Przesada? – bynajmniej! Zobaczcie, jak bardzo zmniejszyła się po 1990 roku ilość obserwacji UFO, a ilość CE spadła niemal do zera. Uważam, że te dwa fakty mają ze sobą ścisły związek, czego już nie potrafią zrozumieć niektórzy moi „krytycy”…

Ale to już jest inna ballada.

Robert K. Leśniakiewicz
Jordanów, 2011-11-04     

czwartek, 3 listopada 2011

„STRASZNY DWÓR” czyli wykład Wielkiego Nauczyciela o Kosmicznym Królestwie na Ziemi (2)


Zofia Piepiórka (Eleonora)

W Apokalipsie – proroctwie biblijnym dla całego Chrześcijaństwa, w symbolu jest mowa „o morzu ognia siarczystego, do którego zostaną wrzuceni wszyscy grzesznicy”. Tego „strasznego ognia” obawiają się ludzie wierzący, ale nic nie rozumiejący – Chrześcijanie. Powinni to rozumieć i analizować naukowcy – chemicy, wiedząc czym jest siarka i jak reaguje. Zostało to pokazane w symbolu we snie i o tym w symbolach mówi proroctwo Apokalipsy. Lecz „genialni” uczniowie Chrystusa – kapłani oraz naukowcy potrafią „genialnie mieszać” w głowach ludzi im bezkrytycznie wierzącym, co oznacza ograniczenie zdolności logicznego myślenia, wolności działania, czyli bezkrytycznego posłuszeństwa wobec Kościoła i kapłanów! Gdybym słuchała kapłanów na pewno nie słuchałabym Chrystusa oraz „Wielkiego Nauczyciela, który wymaga od swoich uczniów – studentów, nie ofiar, lecz inteligencji oraz odwagi i dokładnego wykonania poleceń, abyśmy wszyscy wyszli z tego błędu - grzechu, do jakiego doprowadzili jego „uczniowie” przed potopem i po potopie. Wykonywałam to „ćwiczenie” ponad trzy lata temu, zgodnie z tym jak pokazał i powiedział mi Wielki Nauczyciel. Wykonałam to „ćwiczenie” pod Jego ścisłą kontrolą i równocześnie z Nim… Moi znajomi i „przyjaciele”, którym o tym mówiłam patrzeli na mnie tak, jakbym postradała zmysły, nie rozumiejąc po co to wszystko robię. Byłam świadoma tego, że uważają mnie za wariatkę, „ale w tym szaleństwie jest metoda” jak powiada przysłowie. Lecz nie bez obawy patrzyłam na „niebezpiecznie bulgoczącą siarkę”… Ja jestem studentem – uczniem „Rektora rektorów” i dostaję szkołę według wzorca Starego Testamentu, gdzie prorocy musieli pokazywać w symbolu co czeka Jerozolimę i cały Izrael oraz musieli pokazać i zrobić coś w symbolu i dosłownie, dla dobra swojego ludu, na polecenie Boga Jahwe, a ja miałam to zrobić – przygotować dla dobra Polski. Reakcje kapłanów Izraela i całego ich narodu były gwałtowne i straszne… Prorocy – wizjonerzy najczęściej stawali się ofiarami ludzi niczego nie rozumiejących, z ograniczoną inteligencją, której wystarczało im tylko na tyle, aby potem ze swoich ofiar zrobić narodowe świętości! Lecz wina za ten straszny błąd spadała na cały Naród… To samo dotyczy Chrześcijaństwa. Na szczęście dla mnie ta „siarczysta mieszanka”, którą miałam przygotować była mądra, inteligentna i jest gotowa do pracy, bo się uspokoiła i czeka… To „ćwiczenie” z siarką nazwałabym „Sąd Ostateczny” i w przełożeniu na prawdziwe „laboratorium chemiczne”, zdarzy się to w najbliższym czasie… Od precyzyjnego wykonania przeze mnie tego niebezpiecznego „ćwiczenia” zależał wynik końcowy, czyli co zrobi każda z postaci z osobna i wszyscy razem, dla dobra i przyszłości Polski i całej cywilizacji… Był to mój egzamin, a także egzamin dojrzałości Chrześcijaństwa, na wybranych – nie przeze mnie! - „aktorach”.
Zobaczyłam wiele „płonących drzew” w Małych Stawiskach (maj 1991 rok) - tak jak Mojżesz na pustyni zanim wyprowadził Naród Izraela z niewoli Egipskiej. To co ja miałam do zrobienia, to… badać megality, aby przygotować świat na przyjście „Rektora Rektorów” z nieba – KOSMOSU, zgodnie z proroctwami w Biblii i naszą wiarą Chrześcijańską, gdyż na to nigdy nie przygotują nas wybrani „genialni uczniowie” Chrystusa… oraz inne religie. Dlatego Wielki Nauczyciel prosi, abym następne ćwiczenie wykonała sama, dla Niego. Wykonuję prostą mieszankę wody z wapnem. Nauczycielowi podoba się ta mieszanka i prosi – zrób to dla mnie. Co oznacza musująca mieszanka wody i wapna? Wapno jest składnikiem i budulcem kości oraz minerałem niezbędnym do wzrostu i trwałości kości i nie tylko… Symboliczna EWA została wzięta z żebra ADAMA! Czy ten Kościół Chrześcijański – żebro Adama z którego powstała EWA - jest trwały czy kruchy jak glina? Czy popełni ten sam błąd jaki popełnili Pierwszy ADAM i EWA doprowadzając do zagłady poprzednią cywilizację? Zrozumiałam, że przygotowując prostą mieszankę wapna z wodą, który jest niezbędnym składnikiem trwałości kości…ADAMA, z którego powstało Chrześcijaństwo, czyli symboliczna EWA. Mam wzmocnić Kościół – EWĘ i wykonać to ćwiczenie dla dobra Kościoła i przyszłości całego Chrześcijaństwa oraz ADAMA - Izraela. Rola Izraela w tym wszystkim jest istotna, gdyż stamtąd wyszło Chrześcijaństwo i Islam.
Zadaniem które miałam wykonać - to badanie megalitów, które prowadzę w inny sposób niż naukowcy od 10 lat. Okazało się że jest w nich zakodowana w prosty sposób wiedza z różnych dziedzin nauki, również wiedza mistyczna. Jeżeli moje dotychczasowe opinie na temat Kościoła i naukowców, były krytyczne, to tak zostałam przygotowana przez Wielkiego Nauczyciela, aby dostrzegać to co wcześniej nie dostrzegałam i wskazywać to, co inni nie dostrzegają i traktują jako dobro oczywiste… dla nich, ale nie dla przyszłości Cywilizacji ADAMA i EWY. Wiem, że nie podoba się to kapłanom przyzwyczajonym do tego, aby wszystko co mówią i zrobią nie podlegało krytyce… nawet samego Wielkiego Nauczyciela oraz „Rektora rektorów”, a cóż dopiero przez kogoś takiego jak ja! To samo dotyczy ludzi nauki, do których zwracałam się oczekując od nich zrozumienia i pomocy, gdyż to oni są „siarką niebezpiecznie bulgoczącą…” Gdy „siarka” uspokoi się, zrozumie to co robię i czego od nich oczekuję oraz po co wciąż piszę i piszę, może wtedy wyleje się…” spokojne morze siarki…” Potrzebni są najlepsi specjaliści z różnych dziedzin, którzy wezmą udział w tych badaniach, dla dobra całego Chrześcijaństwa i Polski. Prośbę Wielkiego Nauczyciela i jednocześnie „Rektora rektorów” mogę spełnić tylko pod jednym warunkiem… Moja wieloletnia praca zostanie przyjęta, rozpatrzona i uznana przez „świat nauki” oraz przez głowę Kościoła Katolickiego, który jest mi „najbliższy”, dla dobra i przyszłości nauki oraz całego Chrześcijaństwa. ”Ma to uzdrowić ludzkość” a nie doprowadzić do zagłady! Ja słucham mojego Nauczyciela oraz „Rektora rektorów”, który będzie nas prowadził i wszyscy którzy wezmą w tym udział, będą wiedzieli co trzeba zrobić, bo oni mają w tym swój udział, tak jak ja ! To rodzaj Nowej Ewangelii dla przyszłych pokoleń. O tym mówi II część snu.
Moje ćwiczenie z „wapnem” jest proste i wykonałam je na prośbę NAUCZYCIELA. Wapno w reakcji z wodą buzowało jak szampan wytrącając na powierzchnię wody część białego osadu. Była to zaledwie próbka – próba tego co stanie się później na wielka skalę. Oznacza to, że będą się tym zajmować ludzie, którzy zrozumieją i wzmocnią EWĘ oraz wytyczą przyszłość – drogę Chrześcijaństwa… w KOSMOS, w inny sposób niż Amerykanie i o tym mówi druga i trzecia część tego proroczego snu. To stanie się w Polsce…chociaż to jeszcze potrwa.
To „ćwiczenie” wykonałam w zeszłym roku, czyli w 2003 roku. Najpierw na polecenie Wielkiego Nauczyciela miałam przygotować konferencję, która odbyła się w kwietniu, w Urzędzie Gminy w Kościerzynie. Konsekwencją tego były dwie Sesje Plenerowe w Małych Stawiskach, (częściowo sponsorowane przez UG oraz firmę „Benox” ) w czerwcu i sierpniu. Miały one doniosłe znaczenie w tym co robię i co zrobią naukowcy oraz radiesteci i bioterapeuci. Konferencja i późniejsze publikacje mojego referatu była wapnem wsypanym do wody, gdyż „szampańska reakcja” była już podczas I Sesji, a podczas II Sesji było już „wytrącenie” białego osadu. Wszystko to jednak w ramach „ćwiczenia”. Wnioski przedstawiłam w tekście przesłanym do w/w osób oraz do wiadomości publicznej zat. „ Stonehenge –„Pas Oriona” - czyli egzamin dojrzałości cywilizacji” oraz „Poszukiwania zaginionej „Arki Przymierza” – czyli tajemnice wielkich kamiennych kręgów na Kaszubach”. Było to tylko „ćwiczenie”, a jednocześnie podsumowanie wielu lat pracy z megalitami. Wnioski z tych badań pozwoliły mi pójść dalej i „dokopać się” do tego co również jest wyryte -„napisane” na „tablicy pamiątkowej” w kręgu „33 – niebieski”, czyli do „ARKI PRZYMIERZA”, która jest w Gdyni! Jak to udowodnić? Tak samo prosto, jak proste było „ćwiczenie” z wapnem. Wielu „geniuszy” nazywających siebie geomantami, czyli znawcami tajemnic ziemi, wciąż poszukuje tzw. „CZAKRAMU ZIEMI” w Polsce. Nie będę rozpisywała się na ten temat, gdyż napisano o tym dużo książek i setki publikacji. Najbardziej znany geomanta w Polsce, Leszek Matela napisał na ten temat bardzo dużo i wskazał Kraków, jako miejsce „czakramu ziemi”. „Bada”również megality w Europie i Afryce o czym pisze w swoich książkach. Opierał się również na moich badaniach kamiennych kręgów w Odrach, Węsiorach, Grzybnicy, itp. Jednak on również nie wie czym jest „czakram ziemi” i podaje jedynie regułkę ze starych ksiąg i legend mnichów buddyjskich oraz różnych badaczy. Na tej podstawie twierdzi, że czakram ziemi jest w Krakowie. Ja na podstawie moich wieloletnich badań megalitów twierdzę, że „4 Czakram ziemi” poszukiwany przez mnichów buddyjskich w Polsce, jest w SREFIE 3c 123 na Kaszubach, a w Gdyni jest ARKA PRZYMIERZA. Uduchowieni ludzie, czyli radiesteci, bioterapeuci oraz duchowieństwo nie zna się na tym, a „genialni” geomanci wszystko mieszają tak genialnie, że nic z tego nie wynika, bo nie może! Aby to rozstrzygnąć powinno dojść do kongresu poświęconego badaniom megalitów, z udziałem naukowców i radiestetów, tak jak było w Sulęczynie w 1997 roku - z mojej inicjatywy. Ale USŁYSZAŁAM słowa – Kościół niech się do tego nie miesza. Więc kto to zrobi? Czy „siarczysta” inteligencja ludzi nauki, Wojska i Prezydenta Polski i innych, rozleje się w „morze ognia, gdzie zostaną wrzuceni wszyscy grzesznicy”, po to aby naprawić błędy – grzechy, dla dobra przyszłości Chrześcijaństwa? Jest to również wkład w umacnianie Kościoła – EWY.
Publikowałam moje wyniki badań megalitów, a także sny i wizje z tym związanych, po to aby wypełniła się wola Boga Ojca Jahwe i Syna Jezusa Chrystusa, w Duchu Świętym, który jest w nas. Te sny i wizje są od wielu lat moją inspiracją do badań oraz pisania, ale dla wielu współczesnych katolików w świadomości wciąż pokutuje wzorzec „świętości” z czasów średniowiecza jaki podtrzymuje Kościół, pomimo że żyjemy już XXI wieku i żyjemy w zupełnie innych realiach. Wypracowanie nowego wzorca chrześcijanina jest możliwe pod warunkiem, że Kościół w Polsce zaakceptuje, przyjmie moją pracę, badania megalitów, dla dobra i przyszłości Kościoła i Chrześcijaństwa. W tym okażą swoją mądrość i posłuszeństwo wobec Nauczyciela Jezusa Chrystusa i wyjdą jako pierwsi z tego „błędnego koła”. O tym mówi druga część snu…

II część snu – lekcja mistyki

Druga część snu jest też dla mnie drugą lekcją – wykładem Wielkiego Nauczyciela i mówi o znaczeniu Nowego Przymierza, które zostało zawarte w Jerozolimie 2000 lat temu – przez „Ucznia” „Rektora rektorów” wraz z jego wybranymi dwunastoma uczniami. Co z tym zrobili, do czego doprowadzili…? Stoję w tym samym miejscu, z boku przy tym samym stole – katedrze przykrytym białym obrusem, który tym razem pełni rolę ołtarza i przyglądam się wszystkiemu z uwagą. Wielki Nauczyciel oraz jego czterej „Uczniowie” stoją w tych samych miejscach lecz ubrani są w białe długie, suknie przewiązane żółtymi sznurkami w pasie. Nauczyciel ma sznur biały, a na szyi stułę w kolorze fioletowym. Patrząc na Niego widzę, że raz ma na sobie biało - srebrzystą pelerynę jak kapłan, a po chwili znowu jest w prostej białej sukni, jak uczniowie. Oznacza to, że dotyczy to Jezusa Chrystusa – „Ucznia”, który stał się Nauczycielem Chrześcijaństwa, pod kierunkiem Wielkiego Kapłana i Nauczyciela. Sam „Rektor rektorów” wykonuje „ćwiczenie” jakim jest Nowe Przymierze, które zostało zawarte z Narodem Izraela, przez Jezusa Chrystusa wraz z Jego uczniami. Podnosi prosty złoty kielich wysoko w górę, na znak zawartego Przymierza, a potem podaje go uczniom, którzy wpatrują się w kielich powtarzając słowa, które mówił Wielki Nauczyciel. Piją z niego wino, symbolizujące krew Chrystusa. Oznacz to również, że są świadomi powagi Nowego Przymierza oraz winy, która spadnie na nich – każdego kto pije krew – wino z tego kielicha, jeżeli Nowe Przymierze zostanie złamane, a „krew” Chrystusa wypita przez nich stanie się obrazą w oczach Wielkiego Nauczyciela i Kapłana. Świadomość tej wielkiej odpowiedzialności wobec Boga Jahwe i Jezusa Chrystusa, jaką mieli za zadanie wypełniać uczniowie i apostołowie - kapłani w Nowym Przymierzu oraz tego co z tego pozostało… Co zrobili z Nowym Przymierzem? Obecność tam uświadomiła mi w czym biorę udział, oraz co robię przy tym stole – katedrze Wielkiego Nauczyciela! Mogę badać kamienne kręgi, megality, pod kierunkiem Wielkiego Nauczyciela, ale ja nie jestem kapłanem, to nie jest miejsce dla mnie… Nie mam też zamiaru zostać zakonnicą, aby podporządkować się temu „mieszaniu”, zgodnie z ich wolą, a nie wolą „Rektora rektorów”, bo tylko Jego będę słuchała wiedząc i rozumiejąc to wszystko co już zrozumiałam w czasie 14 lat. Chcę odejść od tego wszystkiego, gdyż ani ten Kościół, ani ci naukowcy nie zaakceptują mnie taką jaka jestem oraz tego co robię, mówię i piszę… Odwracam się… i to właśnie stało się niedawno, ale obok mnie pojawia się wysoka biała postać, która ubiera mnie w biały fartuch, jaki nosili lekarze - ze sznurkami zawiązywanymi na plecach, a w pasie przewiązuje mi biały sznurek z bandaża. Nie rozumiałam tego szczegółu do chwili, gdy zaczęłam analizować ten sen. Czyżbym miała zostać… „doktorem” dla tego Kościoła ? Słyszałam o „doktorach Kościoła”, lecz nigdy nie czytałam ich dzieł, ani nie miałam ich czytać, ponieważ jeżeli to co robię, piszę, mówię jest zgodne z wolą „Rektora rektorów” to musi się potwierdzić we wszystkim, również w tym co mówili i pisali tamci „doktorzy”, a przede wszystkim musi potwierdzić się w tym co mówi Biblia. Biała, wysoka postać wkłada mi w dłonie wielką jak talerzyk Hostię, na którą patrzę z nie dowierzeniem i radością. Nauczyciel oraz jego uczniowie trzymają w dłoniach takie same Hostie wysoko w górze, patrzę na nich i podnoszę dłonie w górę… W tym momencie staję się częścią „ciała Chrystusa” oraz świadkiem, uczestnikiem i wykonawcą NOWEGO PRZYMIERZA, ale nie ponoszę winy – nie piję wina z kielicha Nowego Przymierza - za to co oni zrobili i zrobią. Ta biała wielka hostia oznacza również „świadomość Chrystusa” i Jego cierpienia, które wynika z błędów Jego uczniów i ich „genialnego mieszania”. Biała hostia symbolizuje również związek z kosmosem, co w symbolu przedstawiano na tysiącach obrazów we wszystkich kościołach Chrześcijańskich, czyli aureolę wokół głów „świętych” lub błogosławionych. Hostia jest również symbolem UFO… W 1990 roku w Gdyni zobaczyłam złociste światło nad Świętą Górą które zalewał miasto, a w 1991 roku zobaczyłam olbrzymią żółtą (jak siarka) kulę oraz wiele płonących drzew w Małych Stawiskach. Opisałam to min. w książce zat. „Z pamiętnika jasnowidzącej Tajemnice kamiennych kręgów”. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co mnie czeka…
Jestem z boku, przy stole – katedrze – ołtarzu z woli „Rektora rektorów” i Jezusa Chrystusa, który czekał na mnie, aż zostanę pośpiesznie przygotowywana do tego zadania, po wykonaniu „ćwiczenia” na prośbę Wielkiego Nauczyciela, aby wzmocnić Kościół Chrystusa - Ewę. Przy ołtarzu stoi sześć osób, które wykonują dzieło Boga Jahwe, zarówno dla Izraela, całego Chrześcijaństwa, religii Mahometa i religii Buddy. Czterech głównych religii! To co zrobili zostało mi pokazane w I części snu, czyli w lekcji w laboratorium chemicznym. Stoję z boku ołtarza w białym fartuchu, co ma podkreślić, że jestem w tym zespole, ale moje zadanie jest inne. Badając kamienne kręgi na polecenie Wielkiego Nauczyciela oraz rozumiejąc jakie mają znaczenie dla Chrześcijaństwa i nie tylko, a następnie wykonując „ćwiczenie z niebezpiecznie bulgoczącą siarką” i „ćwiczenie z roztworem wapna”, zrozumiałam czym jest ARKA PRZYMIERZA, która jest sensem zawarcia Nowego Przymierza, a o czym „zapomnieli” współcześni uczniowie Nauczyciela, lub co gorsza utrzymują w wielkiej tajemnicy, aby manipulować i wykorzystywać to dla własnych celów. Wiem gdzie jest ARKA PRZYMIERZA, dla Nowego Przymierza, co ma ścisły związek z Czwartym „Czakram Ziemi”, (czakram serca). To miejsce „święte” dla Chrześcijan lecz w dzisiejszych czasach już w zupełnie innym znaczeniu! Ma to znaczenie KOSMICZNE w całym tego słowa znaczeniu. Jerozolima – „święte miasto”, w którym zostało zawarte Nowe Przymierze 2000 lat temu… Co dzieje się w tym „świętym mieście” wszyscy wiemy! Czy tak również ma wyglądać przyszłe „święte miasto” w Gdyni – NOWA JEROZOLIMA opisana w Apokalipsie?! Ale w innych „świętych miastach” wygląda podobnie! O czym to świadczy? Zostało to dokładnie pokazane w moim proroczym śnie w prosty sposób jak również to do czego to doprowadzi ! „Genialni Uczniowie” namieszali na wielka skalę i nikt z tego błędu – obłędu sam nie wyjdzie. Chyba że „uczniowie” Nauczyciela Chrześcijaństwa zaczną wyprowadzać cywilizację z błędu jako pierwsi… Wtedy stanie się jak mówią proroctwa biblijne – „ostatni staną się pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”… Jest to również ważne dla Izraela! Co pozostało z Wielkiego Przymierza zawartego z „Rektorem rektorów” – Bogiem Jahwe a ich narodem? Gwarancją tego Wielkiego Przymierza była prawdziwa ARKA PRZYMIERZA do której mieli „dojść” – zrozumieć i odszukać ją, pod warunkiem, że chociaż jeden z „wybranych ludzi” wykona przeznaczone dla nich „ćwiczenie”. Czy w Izraelu „dokopano się” do ich „Czakramu Ziemi” – jak nazywają to Hindusi?! Jest przygotowany dla każdego „Ucznia” w Uczelni Duchowej „Rektora rektorów”, ale oni nie wykonali prostych ćwiczeń laboratoryjnych. Czy były to również… kamienne kręgi i megality i dlatego nie wiedzą gdzie i jak mają szukać - bo są one drogowskazami? Czy z ich drogowskazów nie pozostał już… „kamień na kamieniu” ? Ja to „ćwiczenie” wykonałam badając resztki kamiennych kręgów, które w Polsce jeszcze pozostały, bo to one miały doprowadzić do ARKI PRZYMIERZA, ale dla każdego jest inna wskazówka i gdzie indziej, a wszystkie razem są „w jednym” Wielkim Przymierzu zawartym po Potopie z Bogiem Jahwe. Był to sprawdzian na inteligencję, tych kultur i religii, który trwa już od wielu tysięcy lat! Okazuje się, że to co proste najtrudniej zrozumieć i wykonać, dlatego „geniusze mieszali”, bo wydawało im się, że wiedzą lepiej i sami mogą stworzyć coś lepszego! Co stworzyli? - mamy tego liczne przykłady i dowody, ale na jeszcze większą skalę, bo kosmiczną… Dzieje się tak również w…niebie, gdyż w modlitwie „Ojcze Nasz” mówimy, „jak w niebie tak i na ziemi”. Z trudem, ale doszłam – zrozumiałam, gdzie jest Arka Nowego Przymierza i dlaczego tutaj… w Polsce! Jest ona w Gdyni i tutaj jest początek Nowej Drogi. Gdybym tego nie zrozumiała, historia byłaby podobna do tej jaka jest w Izraelu. Jednak… aby zadanie zostało wykonane w 100% należy odszukać pozostałe, gdyż to jest gwarancją POKOJU na Ziemi i START TREK w Kosmos do Ojca naszej Cywilizacji. Jeżeli nam się to uda, oznaczać to będzie, że jesteśmy dojrzali duchowo i intelektualnie.
Obecnie przedstawiciele nauki będą musieli odczytać i zrozumieć co kryje się w każdej z „ziemi świętych”, gdyż dopóki tego nie zrobią, dopóty będzie tam piekło jakie widzimy… a na wielką skalę również w Kosmosie! Gdy wszystko zostanie wykonane, wyjaśnione i przygotowane na „przyjście Królestwa z nieba, w całej potędze i chwale…” jak powiada Chrystus na kartach Ewangelii, zostanie wówczas zawarte Nowe Przymierze Kosmiczne – Nowa Cywilizacja, II- go ADAMA i EWY, na Ziemi i w Kosmosie. Mówią o tym czterej pisarze – sekretarze „Ucznia” Wielkiego Rektora rektorów”, który jest OJCEM CYWILIZACJI – JAHWE. „Sad Ostateczny” tutaj na Ziemi ma ujawnić „Wielką Nierządnicę” – cywilizację, która jest najbardziej odpowiedzialna za błędy w Kosmosie, a w mniejszej skali jest to również odzwierciedlone na Ziemi… My jesteśmy tutaj marionetkami – aktorami tej wcale „nie boskiej komedii”. Dlatego zrozumienie „kto jest kto i co tutaj robi oraz dla kogo”, jest bardzo ważną sprawą.
Minęło kilka lat zanim powoli zaczęłam rozumieć o co chodzi, bacznie obserwując wszystko i wszystkich, gdyż wszystko działo się jednocześnie na kilku poziomach, to znaczy we snach, wizjach jasnosłyszeniu, a do tego doszły badania megalitów, gór, wysp, pisanie i wiele innych spraw… Ogarnąć to wszystko rozumem wcale nie było łatwo, a gdy w końcu zaczęło mi się to układać jak fragmenty „puzzli” w wielki obraz CZŁOWIEKA, zrozumiałam kim jesteśmy, co tutaj robimy, zrozumiałam cierpienie BOGA - naszego OJCA. Zrozumiałam, że życie tutaj ma jeszcze inny wymiar i sens, że jesteśmy tutaj, aby wykonać PLAN NASZEGO ZBAWIENIA, który przygotował dla nas OJCIEC JAHWE, a nie kto inny!!! Dlatego stałam z boku ołtarza – katedry Ojca wraz z Jego synami – „Uczniami”, jako córka i uczennica, wypełniając wolę Ojca. Jesteśmy wszyscy Jego dziećmi i dotyczy to KAŻDEGO z nas, a nie tylko mnie. Wszyscy mamy takie same szanse, wolną wolę i rozum. Nic się samo nie zrobi, musimy to zrozumieć i wykonać wszyscy, bo po to tutaj jesteśmy. To co teraz się dzieje na Ziemi, działo się w Cywilizacji Adama i Ewy przed zagładą, jaką był globalny POTOP, do którego doszło z ich winy. O tym mówi Biblia w symbolach, proroctwach i dosłownie. My jesteśmy ich potomkami. Czy musimy popełniać te same błędy? Czy historia musi się powtórzyć? O tym świadczą Wielkie Kamienne Kręgi wychodzące z Ziemi Kaszubskiej i wiele innych wokół Morza Bałtyckiego i nie tylko, o czym już pisałam. Czterej „Uczniowie” Wielkiego Nauczyciela, to również przedstawiciele czterech znaków – gwiazdozbiorów o których w symbolu mówi Apokalipsa. Są to Byk, Lew, Orzeł, Człowiek - Orion w naszej Galaktyce, lecz Wielki Nauczyciel pochodzi z „Radioźródła 3C 123”, czyli z innej Galaktyki, gdzie żyją Cywilizacje CZŁOWIEKA w Kosmosie. „Uczniowie” stali się Nauczycielami każdy w swoim znaku. A ja skąd przybyłam? Urodziłam się w Gdyni w 1956 roku i chyba nie przypadkiem właśnie tutaj. Ja jestem tylko uczniem, który ma wykonać swoje zadanie tutaj. Miałam zrozumieć co nas czeka i co mamy zrobić, aby przygotować się na nadejście Kosmicznego Królestwa Boga – Ojca naszej Cywilizacji Jahwe - co było zapowiedziane przez proroków Starego i Nowego Testamentu. Sam Bóg OJCIEC Jahwe będzie nas uczył, aby przywrócić nam „pamięć źródła”, abyśmy odzyskali dawną świadomość i wiedzę człowieczeństwa, która przez błędy ADAMA i EWY została ziszczona. Będzie z nami, a my z Nim…i powrócimy do Domu OJCA… w Kosmosie na zawsze. Tak się stanie, bo o tym mówią stare proroctwa. O tym mówi III część - „Straszny Dwór”, czyli wykład Wielkiego Nauczyciela o KOSMICZNYM KROLESTWIE na ziemi. Czyżbym miała również zostać „doktorem” dla nauki ?!

III część snu „STRASZNY DWÓR” czyli wykład Wielkiego Nauczyciela

Stoję w białym fartuchu z boku katedry Wielkiego Nauczyciela, ale Nauczyciel nie zwraca na mnie uwagi zajęty uzupełnianiem dziennika, więc szukam wolnego miejsca na sali wśród studentów. Sala wykładowa wypełniona jest po brzegi i w końcu znajduję wolne miejsce na końcu sali. Nagle obok pojawia się znajomy ksiądz, który zawiązuje mi pozostałe sznurki – przygotowuje mnie do wykładu Wielkiego Nauczyciela, ale za moimi plecami zachowuje się… po świńsku. Dotyczy to księdza – zakonnika z Wielkiego Klincza, który zamiast mi pomóc, „za moimi plecami” szerzył na mój temat oszczerstwa, tak jak robili to w odległych czasach… tylko, że wtedy kończyło się to śmiercią męczeńską dla każdej z ich ofiar. Po kilku tygodniach, gdy w końcu dowiedziałam się co on głosi na swoich kazaniach podczas mszy - w kawiarni w Ośrodku Wypoczynkowym w Stawiskach USŁYSZAŁAM: Idź mu powiedz! Poszłam tam w Dniu Zesłania Ducha Św. i po zakończeniu mszy powiedziałam przy wszystkich – „Proszę o uwagę! Tutaj siedzą moi krewni, znajomi i sąsiedzi, którzy znają mnie i moją rodzinę od lat - i nikt z nich, nigdy nie powiedział na mój temat tego co wygaduje ten ksiądz! Dlatego twierdzę, że jest oszczercą i kłamcą! Przynosi wstyd Chrystusowi jako kapłan i człowiek…” To co się potem działo… to dużo do opowiadania. Opisałam wszystko i przesłałam do wiadomości biskupa, kardynała i papieża oraz do wiadomości mediów. Dowiedziałam się później, że z tego powodu zebrało się 50 księży w Pelpinie i rozpatrywali całą sprawę… ale nikt z nich, nigdy mnie nie przeprosił w imieniu tego księdza. Księdza wysłali na długi urlop do rodziny… bo podobno jest schizofrenikiem. Ilu jest takich księży w Polsce? Czy w ich chorych umysłach – żeby nie powiedzieć opętanych – głosząc swoje opinie nie wiedzą, że robią krzywdę swoimi oszczerstwami wielu ludziom? I to są kapłani?? Chyba wydaje im się, że to wciąż czasy Średniowiecza, gdy takie sprawy były na porządku dziennym? Od tej pory przestałam zwracać uwagę na księży i skupiam uwagę na Wielkim Nauczycielu.
„Spoglądam na siedzącego obok mnie studenta, który nie zwraca na mnie uwagi skupiając się na swoich sprawach, więc rozglądam się po sali. Wszyscy rozmawiają, kręcą się, coś sobie rzucają, jest jeden wielki rozgardiasz, tak jak w szkole.” Poznaje w tym okresie czasu wielu ludzi – studentów DUCHOWEJ Szkoły i zachowują się tak jak we śnie. Są to dorośli ludzie zajęci sobą i swoimi sprawami. Nikt z nich nie patrzy na Wielkiego Nauczyciela!
„Nauczyciel zaczyna wykład, mówi spokojnie, patrzy po kolei na twarze uczniów, aby zwrócić ich uwagę, ale nikt nie patrzy na niego oprócz mnie. NAUCZYCIEL wciąż mówi, ale nagle zaczyna po cichu śpiewać, potem coraz głośniej jakby krzyczał… znaną pieśń operową. Przysłuchuję się tej pieśni i wiem, że jest to aria z opery S. Moniuszki zat. „Straszny dwór”. Śpiewa poważnym głosem – basem, groźnie, potem prosząco. Śpiewając rozgląda się wciąż po klasie. Patrzę na niego jak urzeczona, nic nie widząc oprócz niego, nie mogąc oderwać oczu od jego twarzy. Pieśń jest piękna, a ja jestem zachwycona przepięknym głosem NAUCZYCIELA i jego możliwościami wokalnymi. NAUCZYCIEL swoim śpiewem starał się zwrócić uwagę uczniów, ale oni nie słuchali. W końcu dostrzegł mnie wpatrzoną w niego i zasłuchaną. Patrzy na mnie i śpiewa na cały głos, przepięknie, tak jakby śpiewał tylko dla mnie, a przecież śpiewa dla wszystkich, ale oni go nie słuchają! NAUCZYCIEL śpiewa i śmieje się do mnie, a ja jestem zachwycona… tym śpiewem i NAUCZYCIELEM. Kończy śpiewać i jednocześnie kończy wykład, a ja chcę słuchać dalej, dalej…”
Nauczyciel patrzył na swoich uczniów, ale oni zajmowali się różnymi religiami i obrzędami skupiając się na sobie, bo przecież to mistrzowie i nauczyciele duchowości! To co zrozumiałam z wizji i snów, czytając Biblię oraz patrząc na to co się dzieje na świecie wiem, że to jest „STRASZNY DWÓR”. WIELKI NAUCZYCIEL opowiada o swoim Kosmicznym Królestwie, ale nikogo z nich to nie interesuje. Ja chcę słuchać dalej i dalej… ale wykład się kończy. Czas się skończył i trzeba wykonać zadanie. Ja wiem o czym był wykład, ale wy nie słuchaliście, bo wiedzielibyście co tłumaczył Wielki Nauczyciel i o czym mówi proroctwo APOKALIPSY. Gdy piszę i mówię o wykładzie Wielkiego Nauczyciela nic z tego nie rozumiecie? Dlaczego?
Jest to wstępna analiza mojego proroczego snu z 1990 roku, który zrozumiałam, gdy zaczęłam wykonywać „ćwiczenia” i pisać, aby pokazać sens i znaczenie mojej dotychczasowej działalności. W tym sensie ja już część swojej pracy wykonałam. Jak chcecie zaliczyć egzamin jeżeli nie wiecie o czym mówił Wielki Nauczyciel? Chyba wam nie zależy na tym, więc nie zdacie tego najważniejszego egzaminu przed „Rektorem rektorów”.

środa, 2 listopada 2011

„STRASZNY DWÓR” czyli wykład Wielkiego Nauczyciela o Kosmicznym Królestwie na Ziemi (1)



Zofia Piepiórka (Eleonora)

Najtrudniej być prorokiem we własnym domu i kraju!

Sen był wiosną 1990 roku w Gdyni, po zobaczeniu „złocistego światła” nad miastem. Był jednym z wielu niezwykłych snów jakie miałam w swoim życiu, którego nie rozumiałam i z pewnością bym już nie pamiętała, gdyby nie to, że USŁYSZAŁAM – zapisz go. Zapisałam go w zeszycie, a w styczniu 1992 roku, przepisałam na maszynie pozostawiając go do analizowania w swoim czasie. Ten czas nadszedł 14 lat później, gdyż USŁYSZAŁAM, że mam go jeszcze raz przepisać i zrozumieć. Czytając teraz, zaczęłam rozumieć sens tego proroczego snu, gdyż najpierw musiały zdarzyć się pewne sprawy i sytuacje, które we śnie zostały pokazane w symbolu - bardzo wymownie i dosadnie. A więc sen zapowiadał to co się zdarzy oraz to, w jakim stopniu dotyczy mnie. Okazało się, że potwierdza się wszystko co do tej pory zrozumiałam, mówiłam, pisałam, zrobiłam oraz to co jeszcze zrobię… Poniżej opiszę sen oraz przedstawię analizę i wnioski.

Opis snu!

We śnie stoję na końcu długiego stołu, jak katedra w sali wykładowej. Po środku stół jest wyższy, po bokach niższy. Stoję z lewej strony katedry, z boku niższego stołu i patrzę na pięciu mężczyzn stojących tam i obserwuję to co robią. Wygląda to na ćwiczenia z chemii lub w jakimś laboratorium chemicznym, gdyż na stole jest pełno szklanych naczyń, menzurek i probówek w drewnianych skrzyneczkach. Nauczyciel stoi pośrodku grupy pokazując proste ćwiczenia chemiczne. Najpierw coś tłumaczy, wszyscy słuchają z uwagą, potem bierze szklaną probówkę z jakimś ciemnym płynem i przelewa część do drugiej pustej probówki. Patrzy, porównuje proporcje, coś tłumaczy. Stojący obok Nauczyciela uczeń – student bierze do ręki szklane naczynia i robi to samo całkowicie pochłonięty wykonywanym ćwiczeniem. Patrzę na to z zaciekawieniem chociaż nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. Przyglądam się wszystkim po kolei i temu co robią, a potem rozglądam się po sali. Widzę w głębi trzy długie i puste rzędy ławek i tylko nasza mała grupa stoi stłoczona przy stole Nauczyciela. Obok mnie z prawej strony stoi dwóch uczniów – studentów, za nimi stoi Nauczyciel, a dalej jeszcze dwóch uczniów. Nauczyciel jest młody, szczupły, ma długie ciemne włosy do ramion i wyróżnia się od nas jedynie wzrostem, gdyż jest wyższy od nas wszystkich. Nie wyróżnia się od nas ubraniem, gdyż ma na sobie luźny ciemny seter i ciemne spodnie. Patrzę na jego twarz z profilu - ma prosty nos i skupione oczy. Jest spokojny i opanowany pokazując proste ćwiczenia, które oni mają powtórzyć. Początkowo patrzę na to wszystko biernie, ale im dłużej się przyglądam z jakim zapałem wykonują ćwiczenia stojący przy mnie mężczyźni, nabieram ochoty do wzięcia udziału w tych ćwiczeniach. Wiem, że ja też tak potrafię. Mężczyzna stojący obok mnie kogoś mi przypomina. Jest niższy od Nauczyciela, grubszy, ma wysokie czoło i dużą łysinę, a oczy mu błyszczą. Po jego zachowaniu widzę, że to co robi bardzo mu się podoba. Patrzę na jego twarz, tak jakbym oglądała go z różnych stron – z góry, z boku, twarzą w twarz… W tym czasie nauczyciel cofa się do tyłu pozostawiając ich przy stole, ale jednocześnie wszystko bacznie obserwuje… tak jak ja.
Uczeń stojący obok mnie - pełen entuzjazmu zaczyna kombinować po swojemu. Dolewa inne odczynniki, miesza, wychodzą jakieś nieoczekiwane i niebezpieczne doświadczenia. Tak już namieszał, że nie potrafi odtworzyć pierwotnej, prostej mieszanki jaką pokazał Nauczyciel. Na końcu doszedł do czegoś prostego, ale nie było to, to samo co pokazywał i tłumaczył Nauczyciel. Wyszedł mu jakiś prosty aminokwas, który był tylko jedną z cząsteczek tamtej mieszanki. Odczynniki i probówki przejmuje następny mężczyzna. Ten wykonuje swoje ćwiczenie spokojnie, bez entuzjazmu, ale i on robi inną prostą mieszankę i wychodzi coś niezwykłego, jeszcze bardziej genialnego. Obaj są zadowoleni z siebie. Początkowo ich doświadczenia były w sali wykładowej, potem już widzę prawdziwe laboratorium chemiczne. Obaj są tak zaaferowani sobą i swoimi odkryciami, że nie zważają lub zapomnieli o Nauczycielu. Oczekują „Nagrody Nobla”, ale może ją otrzymać tylko jeden z nich. Uzgadniają miedzy sobą, który jest lepszy i który ją dostanie. Patrzę na to zaciekawiona, potem zdziwiona, ale potem przestaje mi się to podobać, gdyż za daleko poszli w swoich eksperymentach. Nie zrobili tego co mieli wykonać, nie pytali Nauczyciela o radę, chociaż stał tuż za nimi. Gdy robili swoje eksperymenty chemiczne Nauczyciel przysunął się bliżej bacznie wszystko obserwując z wyrazem niepokoju i niezadowolenia na twarzy. Nadal nic im nie mówił, lecz swoją osobą jakby im przypominał, że są uczniami w jego klasie. Ale oni zajęci rozmową nie zwracali na niego uwagi, całkowicie lekceważąc jego obecność. Nauczyciel zdecydowanie staje przy nich i ostro przypomina, że to jest lekcja, a doświadczenia nie wykonali tak jak im pokazał i tłumaczył, więc nie zaliczą ćwiczeń i nie zostaną dopuszczeni do egzaminów. Nie zmartwiłam się tym, bo mnie to nie dotyczyło. Pozostali uczniowie starali się jak mogli, ale nie potrafili powtórzyć prostego ćwiczenia. Odeszli, pozostałam z Nauczycielem, który patrzył na mnie chwilę i zapytał czy chcę spróbować. Kiwnęłam głową mówiąc - tak. Wziął do rąk menzurkę i przelał jakiś płyn do drugiej, pomieszał, popatrzał na to, a potem mi podał. Zrobiłam dokładnie tak samo, nie kombinując nic po swojemu. Nauczyciel patrzył, pokiwał z uśmiechem głową mówiąc, a teraz inne ćwiczenie… Stoję obok Nauczyciela przy stole pełnym odczynników chemicznych i szklanych naczyń, a on przygotowuje nowe ćwiczenie dla mnie.

Obraz się zmienia.

Jest ten sam stół – katedra, przykryta w całości białym obrusem i te same osoby stoją w tych samych miejscach. Na wyższym – środkowym stole - centralnie stoi prosty, złoty kielich taki jaki używany jest podczas mszy świętej w kościele. Ten stół jest ołtarzem przy którym stoją uczniowie i NAUCZYCIEL. Wszyscy, z wyjątkiem mnie ubrani są w długie, płócienne, białe szaty. NAUCZYCIEL stoi w środku grupy, a przed nim stoi złoty kielich. Jest wyższy od pozostałych osób, a jego biała szata jest bielsza od pozostałych. Patrzę na NAUCZYCIELA, który wygląda jak kapłan w białej pelerynie, a za chwilę tak jak uczniowie, w białej długiej sukni przewiązanej białym sznurem w pasie i fioletową stułą na szyi. U uczniów widzę żółte sznury przewiązane w pasie. Ja stoję w tym samym miejscu, jak na początku poprzedniej lekcji - z lewej strony stołu - z boku bacznie wszystko obserwując. Jestem w zwykłym ubraniu, a oni w bieli. Nauczyciel zachowuje się tak, jakby coś mówił, tłumaczył, przygotowywał ich do czegoś, do… NOWEGO PRZYMIERZA, bo tym jest „ofiara mszy świętej”. Potem bierze do rąk złoty kielich i podnosi do góry, trzymając wysoko nad głową długą chwilę. Uczniowie patrzą na uniesiony kielich i na NAUCZYCIELA. Po chwili NAUCZYCIEL podaje im kielich po kolei, a oni patrzą i skupiają się na nim, a potem piją z niego. Ja nie otrzymuję kielicha. Patrzę na siebie, na swoje ubranie i myślę – co ja tutaj robię? Przecież nie pasuję ani do nich, ani do tego ołtarza! Jest mi smutno, odwracam się w lewo i chcę już odejść, ale w tym momencie obok mnie staje wysoka postać, w bieli, której twarzy nie widzę. Pośpiesznie pomaga mi nałożyć biały, długi fartuch, jaki noszą lekarze - ze sznurkami z tyłu. Zawiązuje szybko co drugi sznurek i uważnie patrzy na mnie, czy jestem gotowa. Widzę, że NAUCZYCIEL również patrzy na mnie i czeka. Staję przy stole w tym samym miejscu. Nauczyciel bierze do rąk dużą białą hostię, która jest wielkości talerzyka. Wszyscy uczniowie trzymają w rękach taką samą hostię. NAUCZYCIEL podnosi ją do góry, a uczniowie za nim. Spoglądam długą chwilę na swoje dłonie oparte na stole, w których nic nie trzymam. Nagle ta sama biała postać wkłada mi w dłonie taką samą hostię. Patrzę z nie dowierzeniem na białą wielką hostię – symboliczne CIAŁO HRYSTUSA. Patrzę na NAUCZYCIELA i uczniów, którzy trzymają uniesione ręce z hostią. Ja również podnoszę ręce do góry z moją hostią, tak jak oni. Przez okna wpadają złote promienie słońca, jest uroczyście, cicho, pięknie, niezwykle… i tylko w sercu gra niebiańska muzyka.

Obraz się zmienia.

Ołtarz znikł, ale wciąż jest ten sam stół – katedra, przy której stoję w tym samym miejscu i w tym samym białym fartuchu zawiązywanym na sznurki z tyłu. Przy katedrze siedzi ten sam NAUCZYCIEL, ale w przeciwieństwie do mnie w normalnym ubraniu, zajęty swoimi sprawami. Patrzę na siebie trochę zdziwiona, a potem na salę wykładową. W trzech długich rzędach ławek siedzą studenci – dorośli ludzie przeważnie w średnim wieku, ale nikt z nich nie w jest białym fartuchu, takim jak ja. Są ubrani w normalne, ciemne ubrania. Idę przejściem i rozglądam się za jakimś wolnym miejscem, ale wszędzie gdzie spojrzę są miejsca zajęte. W końcu dostrzegam jedno wolne miejsce w ostatniej ławce, w rzędzie pod ścianą. Chcę tam usiąść i gdy się tam zbliżam natychmiast pojawia się nie wiadomo skąd ksiądz w czarnej sutannie, który wydaje mi się znajomy. Rozmawiamy, potem zawiązuje mi resztę sznurków na plecach zachowując się przy tym… po świńsku za moimi plecami. Siadam na krześle opierając się rękami o blat stołu, a on wciąż związuje mi na plecach sznurki. Nie zwracam na niego uwagi i w końcu znika. Spoglądam na siedzącego obok mnie studenta, który nie zwraca na mnie uwag skupiając się na swoich sprawach, więc rozglądam się po sali. Wszyscy rozmawiają, kręcą się, coś sobie rzucają, jest jeden wielki rozgardiasz, tak jak w szkole. Tym czasem NAUCZYCIEL wstaje i mam wrażenie, że to kobieta, gdyż ma długie do ramion skręcające się włosy, jasną koszulę i niebieski rozpinany sweter z kieszeniami. Gdy się przyglądam widzę, że to jednak mężczyzna. Coś jeszcze sprawdza w dzienniku, coś zapisuje, zamyka dziennik i rozgląda się po klasie. Nikt z ich nich nie zwraca na niego uwagi, gdyż nadal są zajęci sobą, rozgadani i rozbawieni. Ja przyglądam się NAUCZYCIELOWI i klasie. Nauczyciel zaczyna wykład, mówi spokojnie, patrzy po kolei na twarze uczniów, aby zwrócić ich uwagę, ale nikt nie patrzy na niego oprócz mnie. NAUCZYCIEL wciąż mówi, ale nagle zaczyna po cichu śpiewać, potem coraz głośniej jakby krzyczał… znaną pieśń operową. Przysłuchuję się tej pieśni i wiem, że jest to aria z opery S. Moniuszki zat. „Straszny dwór”. Śpiewa poważnym głosem – basem, groźnie, potem prosząco. Śpiewając rozgląda się wciąż po klasie. Patrzę na niego jak urzeczona, nic nie widząc oprócz niego, nie mogąc oderwać oczu od jego twarzy. Pieśń jest piękna, a ja jestem zachwycona przepięknym głosem NAUCZYCIELA i jego możliwościami wokalnymi. NAUCZYCIEL swoim śpiewem starał się zwrócić uwagę uczniów, ale oni nie słuchali. W końcu dostrzegł mnie wpatrzoną w niego i zasłuchaną. Patrzy na mnie i śpiewa na cały głos, przepięknie, tak jakby śpiewał tylko dla mnie, a przecież śpiewa dla wszystkich, ale oni go nie słuchają! NAUCZYCIEL śpiewa i śmieje się do mnie, a ja jestem zachwycona… tym śpiewem i NAUCZYCIELEM. Kończy śpiewać i jednocześnie kończy wykład, a ja chcę słuchać dalej, dalej… Budzę się i nadal słyszę ten śpiew i muzykę i radość… i jestem zachwycona tym niezwykłym snem.

ANALIZA I WNIOSKI


I część snu – Laboratorium chemiczne.

Zostaję uczniem – studentem od dnia w którym miałam sen, a może jeszcze wcześniej. Różne lekcje, wykłady, ćwiczenia odbywają się podczas snu, wizji, w jasnosłyszeniu i na wiele innych sposobów. Nauczyciel ma już swoich wybranych uczniów, których przygotowuje do egzaminu i to oni stoją centralnie wzdłuż stołu. Stoję z boku, a wiec zostałam wybrana nie przez Nauczyciela lecz przez „Rektora rektorów” tej Uczelni Duchowej i jestem Jego studentką – uczennicą oraz uczestnikiem i obserwatorem. To co robią świadczy o tym, że nie potrafią wykonać prostego ćwiczenia zgodnie z instrukcją i wykładem Wielkiego Nauczyciela. Każdy z nich miesza po swojemu i wychodzą z tego „genialne” mieszanki religijne oraz naukowe. Maja to znaczenie dla przyszłości przede wszystkim Chrześcijaństwa, na rozwój duchowy i umysłowy jednostek i rodzin oraz tego jak to się odbija w ich życiu rodzinnym, zawodowym. Ma to wpływ i znaczenie na dalszy rozwój nauki oraz wykorzystywania odkryć nie w celu pokoju i rozwoju Chrześcijaństwa na wszelkich poziomach lecz w konsekwencji doprowadzi do zagłady i zniszczenia dorobku kulturowego i naukowego z powodu genialnego mieszania „genialnych” uczniów. Widzę, że to co robią w sali wykładowej, na wielką skalę przekłada się w prawdziwym laboratorium jakim jest całe Chrześcijaństwo. To bardzo niepokoi Nauczyciela lecz oni nie zwracają na niego uwagi, kompletnie ignorując jego obecność, tak jakby oni byli najważniejsi. Uważają się za geniuszy godnych „Nagrody Nobla”, a przecież są tylko uczniami! Obserwuję wszystko początkowo biernie, nie rozumiejąc o co chodzi, potem zaczynam rozumieć sens tego ćwiczenia i z zainteresowaniem oczekuję końcowego wyniku, ale ten wynik nie podoba mi się. Widzę, że Nauczyciel też jest bardzo zaniepokojony i zdecydowanie interweniuje przypominając im o swojej obecności oraz oświadcza, że nie zaliczyli tego ćwiczenia, a więc nie zostaną dopuszczeni do egzaminu. Ci uczniowie znikli, a ja stoję w tym samym miejscu patrząc na Nauczyciela, który podchodzi do mnie i pyta, czy chcę wykonać to ćwiczenie. Zgadzam się i wykonuję je szybo i poprawnie. Nauczyciel jest bardzo zadowolony. Tym ćwiczeniem, które przygotował dla mnie Nauczyciel były kamienne kręgi, na badanie których poświęciłam 10 lat. To „ćwiczenie” wykonałam zgodnie z instrukcją Nauczyciela w prosty sposób, który był zbyt trudny dla ludzi, którzy byli do tego wybrani i przygotowani, czyli naukowcy oraz ludzie rozumiejący czym jest duchowość człowieka i do czego ma służyć, to znaczy psychotronicy oraz duchowieństwo.
Przystąpiłam do wykonania „ćwiczenia” – badań kamiennych kręgów w Odrach w 1993 roku, a po trzech latach rozumiejąc o co chodzi miałam założyć Stowarzyszenie Badań Kamiennych Kręgów w Gdyni. Tak zrobiłam, powstało Stowarzyszenie lecz ludzie, którzy przyszli – przekrój społeczeństwa, nie potrafili zrozumieć prostych spraw. Wszystko mieszali tak genialnie, jak „geniusze” w moim proroczym śnie. W rzeczywistości, w przełożeniu na wielką skalę mieszali do tego stopnia, że musiałam odejść już podczas I Walnego Zebrania, gdyż niczego nie można było zrobić zgodnie ze Statutem, tz. żadnych badań i współpracy z naukowcami, Gminami i Urzędami Miast, żadnego programu badań. Aby wykonać polecenie Nauczyciela zgodnie z tym co słyszę, widzę, czuję musiałam odejść, aby wykonać to sama w prosty sposób, gdyż „oni nic nie zrozumieli i nie zrobią niczego”. Założyłam Klub „Mega Lit” i sytuacja się powtórzyła. Każda próba zrobienia czegokolwiek razem, kończyła się tak jak w moim śnie – nic z nimi nie można było zrobić. Podporządkowując się ich woli pozwoliłabym sobą manipulować, ośmieszyć i zniszczyć sprawę badań megalitów, oraz ośmieszyć Nauczyciela, jego wkład pracy w nauczenie nas „czegoś” ważnego dla nas wszystkich oraz całego Chrześcijaństwa. Początkowo, gdy wciąż nic z tej współpracy nie wychodziło pomimo moich wysiłków, myślałam że to moja wina… lecz, gdy sytuacja się powtarzała, jak schemat, jak refren piosenki, zrozumiałam, że przyczyna jest w nich a nie we mnie! Zaczęłam analizować sprawę na wszelkie sposoby i okazało się, że odpowiedź jest w tym proroczym śnie. W przełożeniu na wielkie laboratorium - oni są ludźmi czterech „genialnych uczniów” Nauczyciela, z którymi nie można nic zrobić, gdyż „mieszają wszystko” zgodnie z programem swoich „nauczycieli”. Po prostu powtarzają to samo co ich „nauczyciele” w laboratorium Wielkiego Nauczyciela!!! Zrozumiałam w końcu… że moje cierpienie z tego powodu jest niczym w porównaniu z cierpieniem Wielkiego Nauczyciela, który jest „Rektorem rektorów”. Zrozumiałam, że nie mogę ich winić za to, bo to jest również ich dramat oraz tragedia naszej cywilizacji na Wielką Skale. Ta Wielka Skala odnosi się do całego CHRZEŚCIJAŃSTWA, czyli KOŚCIOŁÓW oraz naukowców, itd. Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Tak… Jeżeli chociaż jedna z wybranych osób w tej grupie uczniów – studentów we śnie i w rzeczywistości wykona „ćwiczenie laboratoryjne z chemii” dokładnie i wszystko bez „błędu”. Oznacza to, że jest szansa naprawić błędy „uczniów” zgodnie z wolą Nauczyciela. Ja (jako przedstawicielka tego „ucznia”) wykonałam „ćwiczenie” zgodnie z wolą Nauczyciela, dlatego zaproponował, abym wykonała kolejne „ćwiczenie”, a wraz ze mną „losowo wybrana grupa doświadczalna”, jako przekrój społeczny, duchowy, intelektualny, po to, aby wykonać o wiele ważniejsze „ćwiczenie” na Wielką Skalę i wprowadzić do nauki i wiary chrześcijańskiej nowe zadania, cele zgodnie z proroctwami. Oznacza to, ze ciężar tego zadania spadnie na mnie i wybranych do tego zadania ludzi – ale nie ja ich wybieram lecz Wielki Nauczyciel, który jest „Rektorem rektorów” wszelkich uczelni.
Będąc uczniem – studentem Uczelni Duchowej „Rektora rektorów” musiałam poznać „genialnych uczniów” Wielkiego Nauczyciela, czyli zrozumieć, że… są to czterej główni przedstawiciele religii - począwszy od Abrahama, Mojżesza, Jezusa, Mahometa… Potem zrozumiałam, że odnosi się to również do czterech Głównych Religii na Ziemi. Przez te wszystkie lata, od chwili proroczego snu, „genialni uczniowie” – Nauczyciele dawali mi swoje lekcje, a każdy mówił, pokazywał to, co było ważne dla Niego, po to, abym zrozumiała na czym polegał ich błąd… Od tego wszystkiego zaczynało mi się mieszać, czysty obłęd, wariactwo…! Gdy zaczęłam rozumieć o co w tym wszystkim chodzi miałam już serdecznie dosyć ich lekcji! Tak „mieszają” w mózgach swoim wyznawcom i zwolennikom, że ci nigdy nie dojdą do „rozumu”. „Próbką” tego byli ludzie z którymi miałam do czynienia, chcąc badać kamienne kręgi i inne sprawy. „Mieszali tak genialnie” , że gdybym na wszystko nie patrzyła uważnie, tak jak nauczył mnie patrzeć Wielki Nauczyciel, to nie zauważyłabym nawet kiedy wrobiliby mnie w swoje „genialne mieszanie”. Gdzie jest więc prawda? Prawda jest w Biblii i w kamieniach ustawionych z dokładnością astronomiczną i tego się trzymałam. W Nowym Testamencie są cztery Ewangelie i ewangeliści, którzy są też symbolami czterech znaków – Byka, Lwa, Orła i Człowieka – który symbolizuje Oriona. Te cztery ZNAKI to również znane gwiazdozbiory. Ja zaczęłam badania od BYKA, który jest odwzorowany w kamiennych kręgach w Odrach. Potem był Orion, Lew i Orzeł… Te cztery znaki, powtarzają się również od tysięcy lat w różnych religiach i symbolizują epoki. Odzwierciedlają również to co w przekroju „reprezentują” na wielką skalę od początku dziejów naszej cywilizacji oraz to do czego doprowadzili przed POTOPEM i dużo wcześniej… Cztery znaki, czterej „genialni uczniowie”, cztery tysiące lat Narodu Wybranego - Izraela… Po Potopie Bóg Izraela i Bóg całego Chrześcijaństwa zawarł I Przymierze, potem Było II Przymierze, czy teraz będzie III Przymierze? To zależy od tego czy jesteśmy na to przygotowani duchowo i intelektualnie. To jest Przymierze Serca… Tyle ile w nas prawdziwej miłości, tyle Nowego Przymierza. W każdym ZNAKU jest „Brama” – wyjście w Kosmos, które musi otworzyć ten kto to zrozumie… ale pod kierunkiem „Rektora rektorów”, a nie pod kierunkiem „genialnych uczniów – nauczycieli”, którzy mieli to zrozumieć i już dawno wykonać. Wychowana w religii katolickiej uznałam za swojego Nauczyciela Jezusa Chrystusa, którego prosiłam, aby doprowadził mnie do NASZEGO OJCA JAHWE. Tak się stało… i BRAMA została otwarta! Nowe Przymierze, które zostanie teraz zawarte oznacza pracę i porozumienie pozostałych Nauczycieli – uczniów Wielkiego Nauczyciela, który jest „Rektorem rektorów”. O tym mówi II i III część tego snu oraz stare Proroctwa.
Wybrani „Uczniowie” maja swoich przedstawicieli w „świecie nauki”, w religiach chrześcijańskich, a symboliczne „ćwiczenia chemiczne w sali wykładowej” to rodzaj, próby, sprawdzianu i ujawnienia ich zamiarów i inteligencji oraz posłuszeństwa. Wielki Nauczyciel przygotował ich do egzaminu końcowego ważnego dla całego Chrześcijaństwa i całej cywilizacji na Ziemi, gdyż jest sprawdzianem tego na ile spełni się Nowe Przymierze. To co zrobili podczas „ćwiczeń” miało pokazać co zrobią – jak namieszają później na wielką skalę w Chrześcijaństwie oraz co ja z tego zrozumiem i co mam robić!
Najbliżej mnie stojący uczeń kogoś mi przypomina, jest znajomy… Przypomina mi znajomego i bardzo uduchowionego naukowca, który jest również psychotronikiem. Ale symboliczna postać stojąca blisko mnie przypomina mi również znajomą „głowę”… Kościoła Katolickiego, gdyż pozostałych „uczniów” nie znałam. W tym sensie ich „genialne” mieszanki w ich oczach są tak wspaniałe, że oczekują za to „Nagrody Nobla”… Ten motyw snu przez te wiele lata, był dla mnie niezrozumiały do chwili, gdy kilka miesięcy temu papież został kandydatem „Nagrody Nobla”, a kilka lat wcześniej otrzymał ją Dalaj Lama (?). Jest to wiec efekt końcowy tego „ćwiczenia” na, z którego wyszedł na wielką skalę tylko jeden z elementów prostej mieszanki, jaką wykonał i kazał im powtórzyć Wielki Nauczyciel. Tym elementem w Chrześcijaństwie jest wielki kult matki Jezusa, wyolbrzymiony i prowadzący… do czego ? Nie mam nic przeciwko matce Jezusa, ale ona była tylko składnikiem tej mieszanki, którą przygotował Jezus Chrystus, a nie najważniejszym elementem tego „ćwiczenia”! I co z jej nauki – objawień(?!) wynika dla dobra Chrześcijaństwa? Jak nazywa się jej „Rektor rektorów”, bo nigdy nie wymienia Jego Imienia - jako posłuszna córka Izraela i matka Zbawiciela, który urodził się, aby wykonać wolę Ojca Jahwe?! Nikt z wybranych „Uczniów” nie wykonał prostego ćwiczenia i nie zdał egzaminu u Wielkiego Nauczyciela, a to znaczy, że w Chrześcijaństwie (w innych religiach również) już dokonała się taka „genialna” mieszanka różnych składników innych religii, że wyszło z tego zupełnie co innego niż miało wyjść i w takiej postaci nie ma żadnej przyszłości, bo nic z tego nie może wyniknąć dobrego dla cywilizacji.
To proste „ćwiczenie” – laboratorium miało pokazać co oni zrobią i co zrobi Nauczyciel. Nie dopuści ich do egzaminów, bo są nieodpowiedzialni i doprowadzą do zniszczenia nie tylko Chrześcijaństwa, z którego nic nie wynika, bo nie może, gdy tacy „geniusze” otrzymają władzę i moc… Wielkiego Nauczyciela, czyli zgodę na swoje dalsze „eksperymenty”. Chrześcijaństwo miało uzdrowić ludzkość, a nie zniszczyć oraz cofać w rozwoju duchowym i intelektualnym. W założeniu Wielki Nauczyciel ma wyprowadzić całe Chrześcijaństwo „na wielkie pastwiska, gdzie będą obfitować” – na „pastwiska” Kosmiczne! „Uczniowie” nie mogą być ważniejsi od wielkiego Nauczyciela.
Z wybranej grupy pozostaję sama i Wielki Nauczyciel zwraca się do mnie. Pokazuje mi ćwiczenie, które mam wykonać. Tym ćwiczeniem są kamienne kręgi, do których mnie prowadzi i pokazuje co mam zrobić. We śnie Nauczyciel jest zadowolony z wykonanego ćwiczenia. Nie byłam wybranym uczniem Wielkiego Nauczyciela, raczej „zapasowym zawodnikiem” w tym zespole, ale z woli „Rektora rektorów”, zostałam wybrana i dopuszczona do tego, że stanęłam przy Katedrze Wielkiego Nauczyciela, po to, abym zrozumiała o co chodzi, wykonała ćwiczenie które mi pokazał – dokładnie i szybko. Ta grupa „uczniów”, była wybrana do wykonania prostego zadania, od którego zależą dalsze losy całego Chrześcijaństwa i świata mając na to określony czas i miejsce. Ten czas, to nasze pokolenie w XX - XXI wieku. Jeżeli chociaż jeden z uczniów w tym „zespole” poprawnie wykona „ćwiczenie laboratoryjne z chemii” i zrozumie o co chodzi, jest szansa, że cała nauka Wielkiego Nauczyciela nie zostanie zmarnowana i losy Chrześcijaństwa potoczą się zgodnie z planem „Rektora rektorów – OJCA Cywilizacji i założyciela UCZELNI DUCHOWEJ! ( Nie mylić z „ojcem świętym” w Watykanie, który jest uczniem i zastępcą Jezusa Chrystusa, a nie Boga Ojca Jahwe, na określony czas !) Dlatego Wielki Nauczyciel patrząc na mnie mówi – a teraz inne ćwiczenie… W tym momencie ta część snu kończy się. W czasie tych lat nie wiedziałam jakie przygotuje mi ćwiczenie Wielki Nauczyciel. Gdy myślałam o tej część snu USŁYSZAŁAM skup się… i zaczęła się wizja.
W wizji widzę Wielkiego Nauczyciela - „Rektora rektorów”, stojącego przy stole pełnym szklanych naczyń i odczynników. Zobaczyłam szklany baniaczek umocowany na stojaku, a pod nim płonący palnik spirytusowy. (Nie pamiętam jak to fachowo się nazywa, nie jestem chemikiem!) W szklanym naczyniu niebezpiecznie bulgotał żółty płyn. Domyślam się, że była to mieszanka wody z siarką… Zobaczyłam przed sobą drugie takie urządzenie, przygotowane dla mnie, ale szklane naczynie było puste. Miałam wykonać to samo ćwiczenie, tak jak pokazał mi Nauczyciel. Zobaczyłam, że dolewam wody, a potem wsypuje (?) proszek, wszystko niebezpiecznie buzuje, jakby miało za chwilę wybuchnąć. Patrzę na to z niepokojem, a potem na Nauczyciela, jednocześnie przysuwając się do niego. Patrzy na mnie, a potem przygląda się mieszance i spokojnie mówi – spokojnie, nic nie wybuchnie. Widzę jak żółty, bulgoczący płyn powoli uspakaja się, aż całkowicie przestaje reagować. Reakcja chemiczna została wykonana prawidłowo i… jednocześnie z Wielkim Nauczycielem, bo zobaczyłam, że jednocześnie bierzemy do ręki „szklane korki” i odstawiamy do tyłu, na stół stojący za nami, pod ścianą. Obie mieszanki były identyczne w proporcjach i gotowe… do użytku. Patrzę na Nauczyciela. Uśmiecha się do mnie i wyciąga rękę gratulując dobrze wykonanego ćwiczenia. A po chwili powtarza ten sam gest, tak jakby to były dwie postacie w jednej osobie, czyli Nauczyciel i „Rektor rektorów”. Widzę tę sytuację oraz mój dystans w stosunku do Nauczyciela i „Rektora rektorów”. Z wrażenia siadam na stole pod ścianą i staram się ochłonąć po emocjach związanych z tym „ćwiczeniem”.
Tym czasem Nauczyciel patrzy na mnie, a potem długą chwilę na swoje laboratorium tak jakby zastanawiał się jakie jeszcze przygotować dla mnie ćwiczenie. Bierze do ręki menzurkę, którą mi podaje, a potem naczynie z wodą mówiąc – a teraz ty zrób dla mnie ćwiczenie, wybierz sama odczynniki. Wlewam wodę do menzurki, a potem sięgam po biały proszek – wapno i dosypuję do menzurki. Po chwili następuje reakcja i z dna wydobywają się buzujące pęcherzyki powietrza, a na powierzchni wody wytrąca się biały osad. Podaję naczynie Nauczycielowi, który patrzy przez chwilę na tę mieszankę i mówi z uśmiechem na twarzy – zrób to dla mnie. Wizja się na tym kończy.
„Ćwiczenie” z mieszanką siarki – żółty gwałtownie bulgoczący płyn, wykonałam w laboratorium chemicznym Wielkiego Nauczyciela, ponad trzy lata temu, w 2000 roku. Polegało to na tym, że miałam przygotować „proroctwo polityczne dla Polski”. „Ćwiczenie” trwało trzy miesiące i przełożyło się później na wielkie laboratorium, w czasie trzech lat, które już minęły, a ja zdążyłam ochłonąć z wrażenia, obawiając się gwałtownej, „bulgoczącej” reakcji „roztworu siarki”, jakim było to „ćwiczenie”. O tym, że wykonam to „ćwiczenie” uprzedziłam Prezydenta Polski – pana Aleksandra Kwaśniewskiego, Szefa Polskiego Sztabu NATO w DMW w Gdyni – admirała Ryszarda Łukasika, Akademię Morską w Gdyni – pana Marka Szczepańskiego oraz Nuncjaturę Apostolską w Warszawie. Podałam długą listę osób biorących udział w tym – „ćwiczeniu”, czyli „Proroctwie dla Polski”. Tę listę przesłałam do osób, które brały w tym udział, ale nie wtajemniczałam ich w szczegóły. Osoby wyżej wymienione również brały udział w tym „ćwiczeniu”, dlatego obawiałam się „gwałtownej, bulgoczącej reakcji siarki” – piekielnej awantury, w końcu ludzi bardzo inteligentnych, bo kierujących losami Polski, Wojska oraz są autorytetami uczelni, a to świadczy o „sile i energii siarki” i „siarczystej inteligencji”, gdyż kolor siarki to również kolor aury… świętych, Jezusa Chrystusa, a przede wszystkim „Rektora rektorów”. Ale Wielki Nauczyciel uspokoił mnie, że nic nie wybuchnie, chociaż „siarka gwałtownie reagowała”, że aż „wyskakiwała” z tego „naczynia”. Gdy wszystko się uspokoiło, odparowało wtedy odstawiamy „korki szklane”, gdyż ten „roztwór siaki” jest gotowy do „wykorzystania”, a jej uczestnicy staną się „jeziorem ognistej siarki…” o jakiej jest mowa w APOKALIPSIE. Wielki Nauczyciel pogratulował mi wykonania tego niebezpiecznego eksperymentu z „siarką”, a po chwili powtórnie pogratulował…”Rektor rektorów”. Ten szczegół jest bardzo ważny, gdyż ujawnia kim faktycznie jest Wielki Nauczyciel.

CDN.