Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morświny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morświny. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 października 2012

Podróż uczona na Hel (3)




18.IX – Śpiąca piękność

Obudziłem się o godzinie 06:30. Jak zauważyłem, jestem pierwszym na nogach, bo cała reszta pracowników naukowych i wolontariuszy przysypia do siódmej – ósmej. U mnie stare przyzwyczajenia, jeszcze z wojska.

Zapowiada się kolejny słoneczny dzień. Wiatr ustał niemal zupełnie i temperatura w nocy wyniosła +15,6˚C, a w dzień może być nawet upał. Wcześnie rano wychodzę na miasto – i tu niemiłe zaskoczenie: poczta jest czynna tylko w godzinach 09:30 – 16:30! Miasteczko jest senne, ale ma swój jakiś urok, jak Peenemünde zanim odkryli je rakietowcy od dr von Brauna i gen. Dornbergera. Wtedy też ktoś nazwał je „śpiąca piękność”... Nikt się nie spieszy, nikt nie gna na złamanie karku… 



Totalny i całkowity luz, brak pośpiechu, bo tu jeszcze jest lato, choć widać, że jest już po sezonie, ale wczoraj się przez Fokarium przewaliło jakieś 800 osób. Bardzo dużo przychodzi oglądać karmienie i trening fok.  Przy tym trzeba uważać nie tyle na foki, ile na ludzi, których bezmyślność i głupota czasami jest wprost nokautująca! Przykładem może być los foki Krysi, która zmarła wskutek zatrucia solami metali ciężkich po spożyciu niemal 700 monet (3 kg!!!). Rzeczywiście rację ma ktoś, kto napisał na stronie internetowej Fokarium, że do ludzi trzeba mieć jeszcze więcej cierpliwości, niż do dzikich zwierząt. Coś w tym jest, a przynajmniej jest wiele prawdy w stwierdzeniu, że pogłowie matołów wzrasta wprost proporcjonalnie do ogłupienia społeczeństwa po 23 latach obłędnych rządów różnych nawiedzonych pazerniaków, fanatyków religijnych i sprinterów z krótkim oddechem… Taki sam problem, jest ze śmieciami, do czego jeszcze powrócę.


Dzisiaj przez Fokarium przeszło około 600 ludzi. Po raz pierwszy widziałem, jak się podaje fokom lekarstwa – to jest bardzo ryzykowne, bo foka imieniem Agatka traktuje nas jak intruzów na jej terenie i usiłuje nas przegonić. A ma czym – jej ostre zęby lekko mogą odciachać palce… Poza tym ukąszenie może wprowadzić paskudne zakażenie – jak każdy drapieżnik, foka ma pomiędzy zębami resztki gnijącego mięsa, które zawierają trupi jad. Tak podobno zabijały tyranozaury – wystarczyło ukąszenie takiego triceratopsa, by po kilku dniach rozwinęła się infekcja i triceratops padał. Oczywiście ku uciesze tyranozaurów i innych padlinożerców…

Poza Agatką poznałem się także z małym Rowkiem – szczeniaczkiem, który został znaleziony w okolicy Rowów – wyczerpany i odwodniony, najprawdopodobniej porzucony przez matkę. W tej chwili jest wychowywany przez ekipę Fokarium. Zrobiłem mu dwa ujęcia filmowe, jak pływa sobie w basenie.



Z miłych chwil, to wymienię to, że pogadałem sobie z sympatykami fok z Zawiercia oraz z włoskiego Vado, a także pojawili się Rosjanie z Rygi, którzy podawali się za pracowników tamtejszego ZOO. Przyznaję, że ci Włosi, to bardzo sympatyczni ludzie. Zainteresowani polskimi fokami i foczkami… Marynarze z jakiegoś statku czy okrętu, który stoi w Gdańsku. Jak widać, muszę sprostować swój wcześniejszy osąd.

No i pogoda – cudownie letnia, widzimy ludzi opalających się na plaży, całkowity luz, brak pośpiechu – po prostu jeszcze lato. Lekka bryza, słońce i temperatura +25˚C. Nawet teraz, kiedy piszę te słowa jest bardzo ciepło – temperatura wynosiła +19˚C o godzinie 19:00, a o 18-tej było +20,2˚C! A do tego widzialność niemal nieograniczona. Trwaj lato, trwaj jeszcze! Ale widać, że jego złote nogi już gotują się do drogi, jakby napisał to Mistrz Konstanty…

No i na koniec do naszej drużyny dołączył Tadeusz. Chłopak w trakcie studiów weterynaryjnych. Jesteśmy teraz w szóstkę.

CDN. 

wtorek, 2 października 2012

Podróż uczona na Hel (2)



17.IX – Spotkałem szczęśliwe foki…

Pogoda jak na razie bez zmian. Wieje z kierunku SE-E, zachmurzenie całkowite, ale to są wysokie chmury, niegroźne. O 12:00 odprawa wolontariuszy. Przydzielono nam zadania. Nie są trudne, ale – w przypadku regulowania ruchu – nieco męczące. Przygotowanie paszy (mrożonych śledzi i/lub szprotek) dla fok i karmienie, stanie na bramce i przepuszczanie ludzi w dwie strony, sprzątanie po fokach i ludziach w muzeum – oto nasza robota. Dzisiaj patrolowałem teren i stałem na bramce. 





Zrobiłem kilka fotek fokom. Fascynujące stworzenia. Tak nawiasem mówiąc, to się nie dziwie, skąd wziął się mit o morskim mnichu czy nawet o Syrenach. Robiąca w wodzie stójkę na ogonie foka przypomina postać ludzką człowieka zanurzonego po tors w wodzie… Tylko te dźwięki, jakie wydaje – głośne sapanie i prychanie nie przypominają człowieka. Mamy tutaj sześć dorosłych fok: Anna, Agata, Ewa, Unda Marina, oraz Bubas i Fok, a ostatnio także szczeniaczek Rowek. Bubas i Anna są dominującą parą tego stada.


Zauważam przy okazji, że szaloną furorę robi tutaj czasownik „ogarniać”.  Ogarnia się tutaj w wielu znaczeniach. Ogarnia się siebie, miejsce pracy, miejsce przyrządzania posiłków, foki, zwiedzających Fokarium… Brzmi to nieco śmiesznie.

Dowiaduję się, że foki często chorują na oczy. No tak, pływanie w takim syfie, jaka jest woda w Bałtyku może doprowadzić do rozstroju zdrowia: sinice ze swymi neurotoksynami, BŚT zatopione po dwóch wojnach światowych, potężne ilości ŚOR – DDT, HCH, PCB i inne powoduje wiele chorób, które tu się leczy.

Pogoda cudowna jak na tą porę roku – temperatura koło południa wynosiła +22˚C, ciśnienie chyba dość wysokie, wiatr się uspokaja i o 19:00 – o tej kończymy tutaj pracę, mamy jeszcze +19˚C! widziałem kilkoro plażowiczów w kostiumach kąpielowych. Nie jest ich dużo, ale są dla nich czynne knajpy. 



Zaraz idę na taką zapoznawczą wieczorynkę. Na razie jestem tutaj ja i cztery inne wolontariuszki: Ania, Diana, Iza i Kasia, ale ma być dokwaterowany jeszcze jeden chłopak – Tadek.  

CDN.

poniedziałek, 26 marca 2012

WSZECHOCEAN: STAN KLĘSKI ROZUMU (1)

Morświn bałtycki (WWF)

S.O.S. dla Bałtyku!

Naukowcy alarmują w sprawie waleni z Bałtyku. W Morzu Bałtyckim żyje mniej niż 600 morświnów; zagraża im coraz więcej niebezpieczeństw m.in. przypadkowe złowienie w sieci rybackie, rozwój agresywnej turystyki motorowodnej, głośne prace hydrotechniczne. WWF Polska apeluje o intensywną ochronę zagrożonego ssaka. Morświn - obok kaszalota, orki i delfinów - należy do waleni uzębionych; jest jedynym gatunkiem walenia stale zasiedlającym Bałtyk.

Na dziedzińcu warszawskiego Muzeum Narodowego WWF Polska zorganizowało w czwartek happening, w którym udział wzięła aktorka Joanna Jabłczyńska - ambasadorka morświna w projekcie prowadzonym przez WWF Polska.

Jabłczyńska prezentowała zebranym specjalną "bałtycką ścieżką przetrwania", na której na morświna czyha mnóstwo niebezpieczeństw. Ekolodzy wykonali makietę Bałtyku, a na nim umieścili atrapy statków, łodzi, a nawet sinic. Zaprezentowano też gumowe fantomy dwóch morświnów oraz prawdziwe sieci, w które zaplątują się ssaki. Akcja ma na celu m.in. wyprowadzenie z błędu tych Polaków, którzy myślą, że morświn to ptak lub świnka morska.

Z badań opinii publicznej wykonanych na zlecenie WWF Polska wynika, że ponad połowa (59 proc.) Polaków nigdy nie słyszała o istnieniu morświna. Wśród tych respondentów, którzy o morświnie słyszeli, co trzeci ankietowany nie wiedział, że morświn jest ssakiem. - Chcemy, żeby w świadomości Polaków morświn się przede wszystkim na moment pojawił (...). Kolejnym etapem będzie pokazanie, z jakimi problemami boryka się morświn w Bałtyku i jak możemy mu pomóc - mówiła Anna Dębicka, kierownik projektu "Ssaki bałtyckie", w ramach którego prowadzona jest akcja WWF.

Ostatnie dane dotyczące liczebności morświna w Bałtyku pochodzą sprzed kilkunastu lat - z 1996 roku. - Wówczas w Bałtyku występowało ok. 600 morświnów. Naukowcy przyjmują, że od tego czasu nie nastąpił ich przyrost. Dziś ich liczebność to zdecydowanie mniej niż 600 osobników - powiedział Paweł Średziński z WWF Polska. Niektóre nieoficjalne dane wskazują nawet, że ssaków w Bałtyku może być tylko ok. 100.

Morświnom zagraża przede wszystkim przyłów, czyli przypadkowe złowienie w sieci rybackie. Szczególnie groźne są tzw. sieci skrzelowe, skonstruowane z mocnej nylonowej przędzy. Morświny wpadają w nie w pogoni za rybami, gdyż cienkie jak włos nitki sieci prawie nie odbijają niesłyszalnych dla człowieka fal akustycznych, a to właśnie takich fal te ssaki używają do orientacji w wodzie i lokalizacji zdobyczy. Jeżeli morświn wpadnie do sieci, nie jest już w stanie się z niej wyplątać i dusi się z braku powietrza.

Można by jednak temu zapobiec stosując specjalne urządzenia ostrzegające tzw. pingery, które emitują sygnał rozpoznawalny przez morświna i są w stanie ostrzec go przed niebezpieczeństwem.

- Inne niebezpieczeństwa to zakłócenia hydroakustyczne, płoszące morświna z jego siedlisk, utrudniające komunikację i orientację. Wszelkiego rodzaju podwodne eksplozje, rozwój agresywnej turystyki motorowodnej, głośne prace hydrotechniczne pod wodą, mają wpływ na kondycje morświna - mówił Średziński.

WWF wspólnie ze Stacją Morską w Helu prowadzi monitoring polskiego wybrzeża. Pomaga im w tym Błękitny Patrol WWF, który patroluje cały polski brzeg Bałtyku i zbiera informacje m.in. na temat obserwacji morświnów wyrzuconych przez morze. Jak dotąd odnajdywane są tylko martwe osobniki.

Każde odnalezienie morświna, wyrzuconego na brzeg, powinno być zgłaszane do Błękitnego Patrolu WWF (tel. 795 536 009) lub Stacji Morskiej w Helu (tel. 601 88 99 40).

WWF Polska apeluje też, aby - w przypadku znalezienia żywego morświna - zapewnić mu spokój, nie dopuszczać do niego ludzi i zwierząt, nie wrzucać go z powrotem do wody. Należy polewać jego ciało wodą, uważając, by nie zalać jego otworu nosowego, znajdującego się na szczycie głowy.

Jak powiedziała Anna Dębicka, projekt, który rozpoczął się w zeszłym roku, potrwa do 2012 r., ponieważ do tego czasu WWF ma zapewnione środki finansowe na prowadzenie tej działalności. Dębicka dodała, że jeżeli zostanie zapewnione finansowanie projektu, akcja będzie kontynuowana do momentu, w którym populacja morświna nie osiągnie odpowiedniego poziomu.

Morświn - obok kaszalota, orki i delfinów - należy do waleni uzębionych; jest jedynym gatunkiem walenia stale zasiedlającym Bałtyk. W Bałtyku występuje u wybrzeży Danii, Niemiec, płd. Szwecji oraz Polski. W Morzu Północnym samice dorastają do 189 cm, a samce do 178 cm. Wśród osobników bałtyckich największe sztuki osiągały 169 i 178 cm długości. W wodach mórz europejskich morświny żyją do 15 lat. Morświny mają krótko ścięty pysk. Płetwa grzbietowa osadzona jest bliżej ogona niż u delfinów, oraz jest krótsza. Płetwy piersiowe są krótkie i trójkątne. (Onet.pl)

* * *

Bałtyk jest umierającym morzem. Zatrute wody polskich i niemieckich rzek niosą ze sobą szkodliwe związki chemiczne, zanieczyszczenia biologiczne, wyjątkowo szkodliwe dla żywych organizmów - co dobitnie pokazało się w czasie Gigapowodzi w 2009 roku. Rosjanie, Litwini, Łotysze, Estończycy do tego dokładali odpady radioaktywne ze swych elektrowni jądrowych. Jedynie Szwedzi i Finowie szkodzą najmniej temu morzu i jego mieszkańcom. Odprowadzanie zanieczyszczeń z terytorium lądowego naszego kraju do morza jest bardzo duże i tylko dzięki wysokiej dynamice wód, wynikającej z otwartego charakteru brzegów, zawdzięczamy stosunkowo czyste wybrzeże. Jako kraj gęsto zaludniony (około 50% mieszkańców obszaru zlewiska Bałtyku stanowią Polacy) i posiadający dużo ziemi uprawnej (około 50% terytorium) mamy "prawo" do większego odprowadzania zanieczyszczeń do morza. Jednak w przeliczeniu na mieszkańca, należymy do najmniej uciążliwych "trucicieli" Bałtyku. Ilościowo jednak Polska zajmuje wśród nich pierwsze miejsce i głównie od naszych działań zależy stan wód akwenu.

Najbardziej zurbanizowanym i uprzemysłowionym rejonem kraju, ale również jednym z najbardziej zanieczyszczonych jest górny bieg Odry i dorzecza Wisły. Według Komisji Helsińskiej (Helcom), jest tam najwięcej tzw. hot spots, czyli źródeł emisji zanieczyszczeń o szczególnym zagrożeniu dla środowiska, na obszarze całego zlewiska Bałtyku! Nadmierna urbanizacja pociągnęły za sobą zwiększenie ilości ścieków i liczby oczyszczalni oraz składowisk niebezpiecznych odpadów przemysłowych. Polska należy do grona ich największych wytwórców w Europie. Kontrole Państwowej Inspekcji Ochrony Środowiska wykazały, że tylko jedna trzecia składowisk odpadów toksycznych jest chroniona przed przedostawaniem się zanieczyszczeń do środowiska. Od lat zakłady produkcyjne stosują także niepokojącą praktykę mieszania odpadów niebezpiecznych z mniej toksycznymi, by mniej płacić za ich składowanie. Wody w okolicy Podgórza Krakowskiego to najbardziej zanieczyszczony odcinek Wisły. Tuż poniżej Krakowa jej wody nie nadają się już nie tylko do celów komunalnych, ale i przemysłowych. Zasolenie jest tam większe niż w Zatoce Gdańskiej! To samo dotyczy Odry na jej górnym odcinku.

Problem rosnącego zanieczyszczenia Morza Bałtyckiego musi zostać jak najszybciej dostrzeżony przez rządzących. W przeciwnym razie już wkrótce grozi nam katastrofa ekologiczna, której skutki będą nieodwracalne. (http://www.gdynia.pl/g2/skrypty/ekologia/eko-3/strony/17.html) No a do tego problemem staje się planktonowy zakwit wód tego morza – niebezpieczny dla wszystkich istot żywych w nim zamieszkujących, w tym także dla ludzi – którzy beztrosko kąpią się w zielonej brei zakwitu, a co może się skończyć nawet zatruciami i alergią na neurotoksyny.  


Kiedy zwiedzałem Danię i Szwecję w latach 80. ubiegłego stulecia, to szokiem dla mnie były czyściutkie plaże, na których nie było ani jednego papierka czy butelki. A przecież Sund to jeden z najruchliwszych akwenów Wszechoceanu! Szwedzi w wyniku ogólnonarodowej akcji w ciągu kilku lat doprowadzili do powstania sielanki na swych wybrzeżach, które właśnie w okolicy Göteborga i Helsingborga były straszliwie zanieczyszczone różnymi odpadami, w tym kilogramowymi bryłami mazutu i innymi substancjami ropopochodnymi, śmieciami, plastykami i innym barachłem. To przyciągnęło wczasowiczów i turystów. Narzucono drakoński reżim dla statków poruszających się na szwedzkich wodach terytorialnych i w szwedzkiej strefie ekonomicznej. Efekty - widać na szwedzkich plażach, aktualnie najczystszych na świecie.

A u nas? Zakopywanie śmieci w piaskach plaż jest na porządku dziennym. Od czasu do czasu słyszy się o zakopywanych w piasku martwych zwierzętach lub nieświeżym mięsie, które nie wykorzystano w garkuchniach i restauracjach – jak to miało miejsce w Miedzyzdrojach. To jest jakaś paranoja, która może doprowadzić do tragedii, zbiorowego zatrucia czy nawet czyjejś śmierci.

Poza tym w Bałtyku cały czas cyka bomba zegarowa w postaci zatopionych w nim Bojowych Środków Trujących, które od czasu do czasu dają o sobie znać w postaci zatruć czy poparzeń. Bałtyckie BŚT mogą zostać uaktywnione przez poszukiwania gazu czy ropy oraz poprzez przeprowadzenie Gazociągu Północnego z Rosji do Niemiec. Problem BŚT jest nierozwiązany od czasu obu wojen światowych i nie widać mądrego, który ten problem by rozwiązał w sposób zadowalający...

Wszystkie te czynniki są zagrożeniem życia biologicznego w Bałtyku i każda inicjatywa dla jego ratowania jest bezcenna i ze wszech miar pożądana. Ratowanie ginących zwierząt morskich powinno być priorytetem, bowiem w przypadku ich wyginięcia już nie odtworzymy ich gatunków. A zagrożenie wyginięciem stale istnieje i jest realne. Bardzo realne. Nie możemy do tego dopuścić. Po prostu normalnie myślący ludzie nie chcą, by Bałtyk jeszcze za naszego życia zamienił się w martwą biologicznie zatokę Minamata ze wszystkimi tego faktu implikacjami... 


CDN. 

środa, 7 marca 2012

Wodni Ludzie


A ka makani hema pa
Ka Manua o Kanoli Ikea
A kanaka ke kauahiwihoopii

Gdy wieje południowy wiatr
Góra Kanoli zdaje się być widoczna
A szczyt zda się być zaludniony

Clive Cussler – „Hawajski wir”



Na początku roku 2000, w pierwszym programie TVP wyemitowano zbiór kilku amatorskich filmów pod wspólnym tytułem „Nieujawnione tajemnice” wyprodukowany w koprodukcji francusko-niemieckiej. Jest to zestaw siedmiu filmów, traktujących o zniknięciach ludzi, których nijak nie da się wytłumaczyć za pomocą znanych praw fizyki.

Szczególnie interesującymi okazały się zapisy dokumentalne, które dotyczyły morza. Chodziło przede wszystkim o zagadkowe zniknięcia ludzi nad morzem, w strefie plaży albo z łodzi na otwartym oceanie, przy czym na temat paranormalnego charakteru niektórych zaprezentowanych przypadków można by dyskutować. Zniknięcie rozbitka z szalupy ratunkowej. Na filmie widzimy rozbitka z jakiegoś radzieckiego statku, który uległ awarii i zatonął na Oceanie Indyjskim. Widzimy rozbitka, który żyje przez wiele dni, w tropikalnym słońcu i w otwartej łodzi. Wreszcie kładzie kamerę na czymś i sam skacze w wodę odpływając w dal, by wreszcie zniknąć. Można wytłumaczyć od biedy dysfunkcją sił psychicznych ofiar po 40-dniowym pobycie w otwartej szalupie na pełnym morzu, bez wody i żywności (inna rzecz, że teoretycznie człowiek nie miał szans przeżycia w takim stanie psychofizycznym i w takich warunkach pogodowych tyle dni). Co on takiego widział? – tego nie wiadomo… Być może było to jakieś UFO albo USO?

Jeżeli idzie o płetwonurka z Zodiaku to został on porwany z otwartego pontonu w czasie ćwiczeń przez… - no właśnie, przez kogo?, Mogło tu wchodzić w grę działanie obcych (czytaj: radzieckich) służb specjalnych, które – znowu teoretycznie – porwały (po co?) płetwonurka sił zbrojnych NATO (nie takie rzeczy się zdarzały). Tylko po co? bezsporne jest natomiast, że owego płetwonurka odnaleziono na plaży PO TYGODNIU żywego, ale w takim stanie, że trzeba go było odwieźć do szpitala psychiatrycznego.

Prawdziwą sensacją w dobrym tego słowa znaczeniu okazał się film nakręcony przez anonimowego amerykańskiego żołnierza stacjonującego na Sycylii. O ile bowiem dwa wspomniane przypadki da się jakoś wytłumaczyć, ten stanowi prawdziwą zagadkę.
 Pierwszy kontakt wzrokowy z Wodnymi Ludźmi...
...podchodzącymi wodą do plaży...

Oto widzimy na jego filmie dwie istoty: młodą kobietę w kostiumie pływackim z lat 40. i chłopca w wieku 10-12 lat, które wynurzają się z fal , przez chwilę spacerują plażą, by następnie powoli wejść do wody i w postawie wyprostowanej skryć się pod jej powierzchnią. Co się dalej z nimi stało – tego nie wie nikt. Zapewne ów Amerykanin chciał się tego dowiedzieć, i… No właśnie – i zaczął działać irracjonalnie. Kładzie on bowiem notes i bluzę obok włączonej kamery filmowej, a potem w spodniach i butach na nogach – podobnie jak TAMCI wkracza do wody w postawie wyprostowanej – co rejestruje jego kamera filmowa… Dzięki niej widzimy, że młody mężczyzna idzie jak zahipnotyzowany w głąb Morza Śródziemnego… - i już z niego nie powraca – ani żywy, ani martwy.
 ...a potem odchodzące w kierunku otwartego morza
 Pozostawiły one ślady bosych ludzkich stóp
 Żołnierz zdjął bluzę i ustawił włączoną kamerę, po czym także ruszył w kierunku wody i... 
...po chwili także znikł w wodzie. Film trwa póki nie rozkręciła się sprężyna mechanizmu napędowego kamery. Żołnierza nigdy nie odnaleziono...

Cała ta sekwencja – co tu zaprzeczać – robi niezwykłe wrażenie. Chodzi zwłaszcza o nienormalność sytuacji; z jednej strony niesamowity spokój krajobrazu: rozsłoneczniona plaża, jasne morze, delikatne fale, a z drugiej ślady stóp na piasku powoli zmywane przez wodę. Normalne ślady normalnych ludzi…

Co więc zdarzyło się na sycylijskiej plaży w dniu 18 sierpnia 1943 roku? Kogo czy co zobaczył młody Amerykanin w wodzie nieopodal St. Antonio? Dlaczego zaprawiony w bojach żołnierz 7. Armii gen. Pattona nie sporządził żadnej notatki w swym notesie (zdając się tylko na kamerę filmową) – co powinien był zrobić, skoro cała sytuacja zainteresowała go do tego stopnia, że zdecydował się pójść z ślady Istot…? 

Odpowiedź na to pytanie dał swego czasu Clive Cussler, pisząc o sztucznie wyhodowanej rasie ludzkich istot przystosowanych do życia we Wszechoceanie. Podobnie Aleksandr Bielajew tworząc postać Ichtiandra wskazał na możliwość sztucznego zaadaptowania Homo sapiens sapiens do środowiska wodnego. Temat ten był ekspoatowany przez wielu autorów SF. Otwarte pozostaje jedynie pytanie, czy takie istoty występują tylko w powieściach SF?

Jeżeli tak, to za prekursora wszystkich tego rodzaju pisarzy-fantastów powinien zostać bez wątpienia Homer. To przecież on opisał w „Odysei” piękne Syreny, które wabiły śpiewem żeglarzy ku ich zgubie. Tylko przebiegły król Iraki – Ulisses zwany Odyseuszem zdołał je przechytrzyć stosunkowo prostym sposobem: zatkał swym towarzyszom uszy stoperami z wosku, a sam przywiązał się do grotmasztu… - i przeżył ten eksperyment. W świetle tego, co pisali później krytycy i badacze szlaków wędrówek Odyseusza, Syreny zamieszkiwały południowo-wschodnie wybrzeża Sycylii. Właśnie tam, gdzie latem 1943 roku operowała amerykańska 7. A i brytyjska 8. A, które wyparły stąd Niemców i Włochów od il Duce.

Ale i nie tylko, gdyż cała światowa mitologia zdaje się sugerować, że Wszechocean jest gęsto zaludniony różnymi morskimi boginkami, że wspomnę tutaj choćby córkę króla Bałtyku, którą zamordowano w Trzęsaczu i pochowano na przyfarnym cmentarzu. Bałtyk upomniał się o doczesne szczątki swej córki – Zielenicy – i rozmył klifowy brzeg z farą i cmentarzem tak, że została tam jedynie południowa ściana kościoła…

W Morzu Śródziemnym mieszkały Nereidy – córki Nereusa – starca mówiącego zawsze prawdę. Syreny miały także mieszkać w zimnych i niegościnnych morzach Północy, strasząc tamtejszych żeglarzy: Słowian, Normanów czy Wikingów.

A i współcześnie ludzie je widzą. I tak latem 1890 roku, pewien szkocki nauczyciel widział Syrenę w morzu przy Caithness. w 1403 roku w pobliżu Edam w Holandii, rybakom udało się pojmać Syrenę, która przeżyła potem 15 lat w Haarlem, a potem zmarła. Pogrzebano ja po chrześcijańsku, ale morze się o nią upomniało i zalało holenderskie niziny i depresje. Z kolei w dniu 15 czerwca 1625 roku, żeglarz Henry Hudson widział Syrenę gdzieś na Atlantyku. Jednym słowem, relacje o spotkaniach z dziwnymi istotami wodnymi odnotowuje się we wszystkich akwenach Wszechoceanu i na dobrą sprawę nie ma miejsca na Ziemi, gdzie by nie zaobserwowano ich pojawienia się… Bo są to stworzenia także słodkowodne!

A u nas? Oczywiście każdy zna legendę o warszawskiej Syrenie i córce króla Bałtyku i o Świetlanie z Zalewu Szczecińskiego. A przecież w wodach naszych rzek znajdują się także Utopce – które to, jak głoszą podania ludowe, wciągają ludzi w głębinę i topią…

Czyżby Utopce, Syreny, Nereidy oznaczały różne miana tego samego zjawiska? Cóż, głębiny wód, a szczególnie oceanów są w równym stopniu mało zbadane, mniej niż powierzchnia Księżyca! Nieprzypadkowo temat Wodnych Ludzi tak często powraca w rozmaitych kulturach i cywilizacjach. Co się za nimi kryje? Oto jest pytanie…

* * *
Te słowa napisałem w 2000 roku i ukazały się na łamach „Nieznanego Świata” nr 8/2000 ss. 16-17, kiedy to naiwnie wydawało mi się, że nauka pójdzie naprzód i ta zagadka zostanie rozwiązana w najbliższym czasie. Niestety, nic bardziej mylnego! Nauka obeszła problem bokiem, a znaki zapytania pozostały – ba! – jest ich jeszcze więcej!

Problem Wodnych Ludzi jest marginalizowany ale do czasu, bowiem w miarę coraz szerszej penetracji człowieka we Wszechoceanie czy prędzej czy później, ale nieuchronnie dojdzie do spotkania z tymi istotami i – czego obawiam się najbardziej – konfrontacji, której przedmiotem będą bogactwa dna Wszechoceanu: rudy metali, ropa naftowa i gaz ziemny, hydraty metanowe, zasoby biologiczne i inne. I nie chciałbym, by spełniło się ponure proroctwo i ostrzeżenie Franka Schätzinga, które zawarł on w swej kobylastej powieści „Odwet oceanu”, (Wrocław 2006), a którą polecam zainteresowanym tą problematyką. W każdym razie będąc w czasie wakacyjnych wędrówek nad morzem rozglądajmy się pilnie – a nuż może ujrzymy jakąś Pannę Wodną wygrzewającą się na słońcu? A nawet kiedy się nam to nie uda, to warto rozejrzeć się za bałtyckimi fokami i morświnami, których populacja jest odbudowywana z takim trudem!

Jordanów, 2012-03-07