Powered By Blogger

sobota, 10 stycznia 2015

Nieznany latający pocisk



Oksana G. Czigwincewa, m. Oziery, Moskiewska Obłast’


To wydarzyło się zimą 1991 roku. W tym czasie miałam 5 lat. Od rana było zachmurzenie, ale pogoda była ciepła, nadchodziły opady śniegu. Niebo zaciągnęło się chmurami, a poprzez nieliczne przerwy pomiędzy nimi świecił księżyc.

A że to były ferie, to gościłam się u babci. Ona miała kozy i każdego wieczoru o godzinie ósmej ona wychodziła je doić. Nie lubiła mnie brać ze sobą. Kozy to bardzo nerwowe stworzenia, one mogły się mnie przestraszyć i rozlać mleko. Ale tego wieczoru uprosiłam babcię by wzięła mnie na dojenie.

Długo się ubierałam, i dlatego babcia poszła przodem. Wreszcie wybiegłam na ulicę. Ale kiedy przebiegłam pół dystansu z domu do kozińca, zatrzymałam się. Powodem był jakiś błysk na niebie. Podniósłszy wzrok ujrzałam, jak na wysokościach leci jakiś nabój, podobny do pistoletowego, tylko że o długości pół metra. Poruszał się on powoli, równolegle do powierzchni ziemi. Jego kształt był idealny, jakby odlano go z wielkiego kawałka złota.

Stałam z zamierającym sercem i otwartymi szeroko ustami pośrodku drogi, póty ów nieznany latający pocisk nie znikł za horyzontem. Jedyne, co przyszło mi do głowy to, że zaczęła się wojna! Ja także oczekiwałam, że ten dziwny pocisk spadnie gdzieś niedaleko i usłyszę wybuch. Jednak do tego nie doszło.  
Kiedy nieco przyszłam do siebie, udałam się do zagrody, i tam ponownie spojrzałam w niebo. Niemal dokładnie nade mną, w zenicie, w prześwicie chmur wisiał ogromny owal, o rozmiarach dwukrotnie przekraczających średnicę Księżyca w pełni. Miał on czarny kolor, pokrywały go ośmiokąty, pomiędzy którymi jarzyły się silne reflektory, świecące różnymi kolorami. Ochota na dojenie od razu mi przeszła. Przerażona z krzykiem uciekłam do domu.
- A czemu-żeś to nie przyszła? – zapytała babcia po powrocie od kóz.

Opowiedziałam jej, że widziałam UFO. Babcia uspokoiła mnie mówiąc, że najpewniej była to rakieta albo jakiś sputnik. Później się okazało, że znalazło się poza mną wielu naocznych świadków i w ciągu 2-3 tygodni tematyka UFO była najważniejsza we wsi.


Tekst i ilustracja – „Tajny XX wieka” nr 27/2014, s. 25

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©  

piątek, 9 stycznia 2015

Zdjęcie ducha

Duch to, czy Kosmita?


Roza A. Kajgorodowa, m. Czeposz, Ałtajski Kraj


W dniu 2.II.2011 roku przebywałam w Wołgogradzie na obchodach święta rocznicy Bitwy o Stalingrad. No, a na koniec zaszłam do piwnic Centralnego Uniwermagu, gdzie znajduje się muzeum. To właśnie tutaj, w tym budynku, 31.I.1943 roku feldmarszałek von Paulus podpisał akt kapitulacji swej 6. Armii.

W muzeum wisi obraz, na której po prawej stronie znajduje się von Paulus, a po lewej – radzieccy dowódcy. Zrobiłam zdjęcie tego obrazu. A kiedy już później wydrukowałam zdjęcie, to się zdumiałam – na środku obrazu pokazała się głowa. To oczywiście nie mógł być defekt matrycy.
Myślę, że w tym historycznym miejscu, związanym z tragicznymi wydarzeniami wojennymi, skupiło się wiele negatywnych energii i to one objawiły się na zdjęciu.


Moje 3 grosze


Mnie to bardziej przypomina zdjęcie jakiegoś Kosmity, w końcu Bitwa Stalingradzka była punktem węzłowym, zwrotnym punktem w historii Ludzkości, wiec czemuż by nie miała być oglądana przez Obcych, choćby w muzeach?


Tekst i foto – „Tajny XX wieka”, nr 27/2014, s. 25

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

czwartek, 8 stycznia 2015

Gwiazda spadająca

Czy to jest portret Kosmity?


Bogdan Tichij


Jesienią 1997 roku, kiedy przebywałem w swej daczy, około godziny 6-7 wieczorem na niebie naraz pojawiła się gwiazda. Ona zaczęła się szybko przybliżać. W pewnym momencie odniosłem wrażenie, że zawisła ona nad moją głową, a potem ona naraz przyspieszyła spadanie i upadła w odległości 40-50 m ode mnie. Być może był to meteoryt.

A że szybko się ściemniło, to nie mogłem znaleźć miejsca jego upadku. Kraterek znalazłem następnego dnia – a poszedłem szukać z samego rana. No i wyciągnąłem z ziemi kęs „przybysza”. Okazało się, że to był kawałek metalu. Po pewnym czasie dałem go do ekspertyzy do Lwowa. Pomógł mi to zrobić pewien znajomy fizyk, który zajmuje się podobnymi zjawiskami. I oto co się okazało: masa odłamka wynosiła 203,331 g, objętość – 25 cm³, gęstość - 8,131 g/cm³, skład chemiczny – stop żelaza z niklem. Ale najciekawsze było to, że zobaczyłem na fragmencie jakieś wyobrażenie. Ujrzałem tam jakąś twarz. Moi znajomi zaproponowali, że jest to posłanie z Kosmosu albo coś w rodzaju kosmicznej ikony. Popatrzcie sami. Co to? Osądźcie sami. A na dodatek ten przedmiot ma silną energię. Już od 16 lat nie rozstaję się z tym „kosmicznym przybyszem” i czuję się doskonale!


Tekst i ilustracja – „Tajny XX wieka” nr 27/2014, s. 24

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©    

środa, 7 stycznia 2015

Zaginiony samolot malezyjski (19)



Spisek specsłużb Izraela?


Dwie kolejne katastrofy samolotów związanych z Malezją dają sporo do myślenia. No bo czy przypadkowo zestrzelono akurat malezyjskiego Boeinga 777 z lotu MH-017 nad Wschodnią Ukrainą w dniu 17.VII.2014 roku, mimo tego, że leciało tam kilkanaście innych samolotów? Właśnie to wydaje mi się dziwne, że Ukraińcy kropnęli ten, a nie żaden inny samolot. Pominę tutaj wszystkie brednie opowiadane przez stronników STD i tworzone przez nich legendy miejskie, które szybko zostały wprowadzone w obieg, a skupię się tylko na jednym, ale znamiennym fakcie: otóż Malezja jest jedynym krajem, którego parlament uznał Izrael za państwo terrorystyczne.

Zapytałem moich znajomych i oto, co mi powiedzieli:

E.K.:  Przeczytaj sobie ten wpis mojego znajomego na FB: Marek ty nie leć nad tą Indonezją kurka wodna liniami Malezji. Tam Amerykanie strzelają bronią energetyczną. Pewnie JJ to cuś wie :-). Kolejny malezyjski samolot pierdyknęli (we współpracy z pewnym małym krajem atomowym :-)). Wiadomo za co. Bo Parlament Malezji jako jedyny na świecie (!) uznał Izrael za państwo terrorystyczne... (Autor jest pilotem lotnictwa cywilnego)

M.R.F.: Nie ma przypadków, nawet w tak gorącej sprawie jak ta. Nie wierzę w to, że jakieś fatum zapanowało nad tą linią, skłaniam się raczej w stronę tego, że komuś piekielnie zależy na tym, aby zastraszyć pasażerów wszystkich linii lotniczych. Być może to akt terrorystyczny, a być może zagranie któregoś z państw, które testuje nowe sposoby unicestwiania. Może niebezpieczeństwo nie pochodzi z powierzchni tej planety, a z któregoś ze sztucznych satelitów w ramach Gwiezdnych Wojen, które trwają w najlepsze, a teraz wchodzą w nowy etap. (Autor jest emerytowanym lotnikiem wojskowym)

Foxbat: Nie sądzę, że MOSSAD miałby jakiś interes polityczny czy strategiczny w strąceniu samolotu z lotu MH-370. Wydarzenia sugerują, że lot MH-370 miał problemy ze sterami i inne duże problemy – utratę łączności radiowej, utrata transpondera, itp. Być może wybuchł pożar w sekcji ogonowej samolotu. Każdy samolot z takimi problemami musiałby wrócić do bazy. Lot MH-370 nie mógł, bowiem jego stery nie działały. Na mój rozum, spadł on gdzieś w ocean pomiędzy Malediwami a Sumatrą. Jego szczątków więc na próżno szukano w złym miejscu na Południowym Oceanie Indyjskim. Nie jestem pewien, co do tego, że rząd Malezji uważa Izrael za państwo terrorystyczne. Ale faktem jest, że nie mamy z nim żadnych stosunków dyplomatycznych. Malezyjczycy nie mają zezwolenia na odwiedzanie Izraela i na odwrót, żadnemu Izraelczykowi nie zezwala się na wjazd do Malezji. U nas traktuje się ich jako terrorystów. I to tych najgorszych! (Autor jest malezyjskim emerytowanym lotnikiem wojskowym)  

Aga Draco: Mnie się zdaje, że to jednak zbieg okoliczności. Pierwszy z tych trzech rzeczywiście nie został znaleziony i nadal stanowi zagadkę. Drugi zestrzelono, a na ten ostatni mogły wpłynąć niekorzystne warunki atmosferyczne, albo jakieś nagłe zdarzenie na pokładzie, na które nie zdążyła zareagować załoga, ale trzeba jeszcze poczekać bo cały czas trwa akcja poszukiwawcza.
Jedynie zastanawia tu jakieś fatum (?) zawisłe akurat nad Malezyjskimi liniami.
Poza tym w tym roku wydarzyły się jeszcze inne katastrofy w innych krajach, o których się tak nie pamięta, bo nie były tak charakterystyczne.

Smok Zorzakowy: Przypomniało mi się ostrzeżenie rzekomego kontaktowca, który ponoć nauczył się budować układy elektromagnetyczne i komunikacyjne wykorzystujące sześciowymiarowe struktury przestrzeni. Dostał on nie tylko schematy budowy takich urządzeń, ale i ostrzeżenie przed prowadzeniem prób nuklearnych, które powodują silne zaburzenia nie tylko w naszych czterech wymiarach. W dodatku, ponoć po drugiej stronie Ziemi tworzą się zwierciadlane leje zaburzeń, które mogą powodować katastrofy lotnicze. Problem w tym, że antypody Malezji to Peru, więc ta hipoteza pozostaje wśród luźnych dywagacji.

Bardziej bym podejrzewał testy broni elektronicznej lub zaburzenia wynikające z bliskości rejonu tajemnic. Na końcu warunki pogodowe zamachy samobójcze i wady sprzętu. Nie jest też wykluczone, że dochodzi o wymuszeń terrorystycznych. Ostatnio celem stało się Sony, więc warto się zastanowić, czy nie chodzi o coś w tej skali. 

A jednak! Wszyscy oni podejrzewają albo Amerykanów albo Izraelczyków, albo jednych i drugich… Przypadek?

Aktualnie trwa akcja wydobywcza już niestety tylko ciał i szczątków wraka indonezyjskiego Airbusa z lotu QZ-8501, który wpadł do Morza Jawajskiego. Mam nadzieję, że zbadanie jego szczątków da odpowiedź na pytanie, co było przyczyną tej katastrofy i być może także odpowie na pytania dotyczące ostatniego lotu Boeinga 777 z lotu MH-370, jestem bowiem pewien, że te dwie sprawy się ze sobą łączą.  Bo jeżeli okaże się, że był to sabotaż, to implikacje tego faktu mogą być znamienne i wcale nieprzyjemne dla Izraela. Zamordowanie kilkaset osób w trzech katastrofach lotniczych miałoby konkretny cel: osłabienie pozycji malezyjskiego przewoźnika, który jak dotąd cieszył się doskonałą renomą. Byłoby to prestiżowe i nade wszystko ekonomiczne odwetowe uderzenie w Malezję. I już tak jest, bowiem akcje malezyjskich przewoźników spadły o kilka punktów procentowych, co przelicza się na miliony dolarów… Tak czy inaczej, jest to bardzo złe.




Mogą w grę wchodzić także inne względy, o których jeszcze nie wiemy. Być może nad Indonezją, Malezją i innymi krajami Azji Południowo-Wschodniej trwają testy jakiejś broni kosmicznej – podobnej do opisanej w „Mahabharacie” thastra – która powoduje utratę świadomości i dezorientację pilotów pojazdów powietrznych i kosmicznych…  Niedaleko jest Australia ze swymi amerykańskimi bazami USAF i Sił Kosmicznych a także baza USN na Diego Garcia. Nad takimi „zabawkami” chłopcy w mundurkach zawsze pracowali, pracują i pracować będą.

Tak czy inaczej – sprawa zaczyna się klarować: zamiast Kosmitów i/albo dziur w Przestrzeni i Czasie mielibyśmy bezpardonową walkę o dominację nad światem. A jak ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, to proszę, niech przeczyta sobie ze zrozumieniem Stary Testament i zwróci uwagę na to, do jakich czystek etnicznych i religijnych, do jakich eksterminacji całych plemion i narodów, do jakich zbrodni przeciw ludzkości dopuszczano się w imieniu i z imieniem Jahve na ustach! Po czymś takim, to zamordowanie kilkuset ludzi, to doprawdy mały pikuś. Albo taka sprawa Jedwabnego – sztandarowy przykład presji wywieranej na polskie rządy. Kłamstwo Jedwabnego pokazuje dokładnie mechanizmy działania służb Izraela w Polsce. No, ale to miało swój konkretny cel: wyłudzić od Polski 60 mld USD odszkodowań za mienie żydowskie utracone w czasie II Wojny Światowej. Ciekawe: Żydów mordowali Niemcy, Ukraińcy z UPA, Rosjanie z RONA, Szaulisi i kto tam jeszcze, ale to Polacy mają za to płacić? A to z jakiej racji? Jak długo jeszcze będzie trwała ta paranoja? Polskę najechano z dwóch stron, okupowano 5 lat, potem narzucono jej przemocą ustrój, którego nie akceptowano i to za sprawą podłej zdrady ze strony Aliantów Zachodnich, i Polska ma być jeszcze za to karana? 

I w kontekście tych trzech katastrof warto się zastanowić nad tym, czy katastrofa naszej rządowej maszyny Tu-154M o numerze bocznym 101, która wydarzyła się  w Smoleńsku 10.IV.2010 roku, nie była spowodowana także przez taki subtelny sabotaż? Piloci prowadzili samolot tak jak należy, tylko że na pokładzie była jakaś bombka (no powiedzmy urządzenie), które uszkodziło np. stery czy choćby altimetr…? Jeżeli coś takiego zostanie wykazane w czasie śledztwa w sprawie lotu QZ-8501, to implikacje tego faktu będą mogły (ale rzecz jasna nie muszą) dotyczyć także katastrofy polskiego Tu-154M.

W naszym przypadku chodziłoby o skonfliktowanie Polaków poprzez rozbudzenie animozji politycznych, a co za tym idzie – rozbicie już i tak podzielonego narodu i łatwiejsze przejmowanie jego dóbr materialnych – co właśnie obserwujemy. A zatem jeżeli był to zamach, to była to robota z zewnątrz, co daję pod rozwagę naszym politykom i śledczym, którzy powinni zbadać także i taką możliwość (Boże! – kogo ja oszukuję…) I tylko problem w tym, że w Rzeczpospolitej Polskiej nr III i ½ obce służby hulają sobie jak tylko chcą, a nasze rządy-nierządy rżną głupa i udają, że o niczym nie wiedzą, że wspomnę tylko haniebną sprawę więzień CIA w Polsce… 

Ale to już osobna sprawa. 

Zdjęcia - TVP  

wtorek, 6 stycznia 2015

Historia katastrof polskich statków handlowych i rybackich po 1945 roku



 Stanisław Bednarz


     W okresie powojennym zdarzyło się 36 katastrof morskich statków handlowych i rybackich oraz wypadków w stoczniach  z czego 19 zdarzeń skutkowało  ofiarami śmiertelnymi wśród marynarzy. W niniejszym artykule zajmiemy się szczegółowo tymi ostatnimi. Zestawienie to nie obejmuje  największej katastrofy promu  „Heweliusz” , omówionej w poprzednim artykule. Wyjątkowo został włączony zbiornikowiec  pod cypryjską banderą raz z powodu że pływali sami Polacy, dwa że był to długie lata statek polski „Karkonosze”, trzy że armator grecki miał siedzibę w Gdyni.

  I tak kolejno:

1) 27 czerwca 1946 roku Tonie statek żeglugi przybrzeżnej „Anna” na redzie w Gdyni po zderzeniu z tureckim statkiem. Zginęło 11 osób 4 członków załogi i 7 pasażerów.

2) 19.09.1946 tonie holownik „Atlas” w czasie sztormu w pobliżu Karwi  zginęło 11 osób.

3) 28 maja 1954 roku ze statku pasażerskiego „Batory” wracającego z Indii, fala zmyła czterech marynarzy , których nie odratowano.

4) 10 maja 1955 na Morzu Północnym zatonął okręt rybacki MV „Czubatka”. Zginęło 14 osób. Był jednym z lugrotrawlerów serii B-11 nazywanymi imionami ptaszków. 9 maja około 20 rozpętał się na Morzu Północnym sztorm. Około 4. nad ranem usłyszano na innym trawlerze słabe wezwania pomocy ze statku „Czubatka”. Nie potrafiono zlokalizować statku. 14 maja na wybrzeżu norweskim znaleziono tratwę pochodzącą z tego statku. 12 maja około 1830  kuter „Arnholm”  znalazł  tratwę z ciałami 2 członków załogi. „Czubatka” według ustaleń zatonęła 10 maja nad ranem 15 km od zachodnich wybrzeży Norwegii. Za przyczynę uznano wywrócenie się jednostki na skutek rezonansu uderzeń bocznych. Z powodu blokady informacji w Polsce podano nieprawdziwie że miała kolizje z miną.

5) 4 października 1956 roku na Morzu Północnym zatonął statek rybacki MV „Cyranka”. Zginęło 12 osób. Był to identyczny jak „Czubatka lugrotrawler B-11. Do zdarzenia doszło podczas sztormu. W wyniku nieprawidłowo przeprowadzonego manewru, a także słabej stateczności statek przewrócił się i zatonął. 6 marynarzy uratowały dwie jednostki polski trawler „Mysikrólik” i włoski statek „Italian Victoria”. Pozostali utonęli:  1 zamknięty  wewnątrz statku, pozostali utonęli na powierzchni morza 3  od razu, część po krótkim pływaniu w zimnym morzu.

6) 26 lipca 1963 na w cieśninie Kattegat tonie podczas sztormu trawler „Mazurek”, na którym ginie 6 osób. 24 lipca zmodernizowany lugrotrawler B-17 wpływa w sztormowej pogodzie na łowiska w pobliżu Kattegat. Statek zachowywał się nietypowo był obficie zalewany przez wodę, która nie spływała. Gdy sztorm nieco ustał podczas porządkowania w ładowni wykryto 4 metry wody. Pompy nie mogły tego wypompować. Nastąpiło kolejne uderzenie sztormu. Około 1900 26 lipca sztorm zalał statek i zerwał część ładowni. Kolejna silna fala przykryła i przechyliła na burtę  „Mazurka” , który zaczął tonąć. Spuszczono pneumatyczne tratwy. Część załogi 12 osób uratowały obce statki, 6 osób utonęło.
Reasumując czarną serie katastrof statków rybackich trzeba stwierdzić że konstrukcje te nie były udane. Na życzenie władz PRL konstruktorzy wymyślili tzw. lugrotrawlery, wg nich statki do wszystkiego. Jak coś jest do wszystkiego to bywa do niczego. Okazały się za duże na Bałtyk za małe na inne morza. Wg konstruktorów podobnie jak w przypadku „Titanica” miały być niezatapialne. Załogi były niedoświadczone, trafiali na nie ekonomiści i poloniści. Brakowało rutynowanych kadr dowódczych, nastąpiły błędy ludzkie i reakcje paniczne wobec zagrożenia.

7) 13 grudnia 1963 rok pożar w stoczni gdańskiej  na statku „Konopnicka”. Zginęło 21 stoczniowców. Zapalił się rurociąg tłoczący ropę wskutek nieumyślnego otwarcia zaworu. Równocześnie ropa zaczęła rozlewać się po pokładzie. Gdy płonąca ropa wywołała pożar stoczniowcy zaczęli uciekać  zmykając kolejne drzwi aby zahamować szerzenie się pożaru. 21 stoczniowców nie zdążyło uciec, schronili się w maszynowni. Akcja ratownicza była spóźniona, strażacy nie mieli odpowiedniego sprzętu i ubrań. Nikt nie podjął decyzji wypalenia otworu do maszynowni aby uratować stoczniowców. Czekano w tej sprawie na decyzje z Warszawy, w tym czasie stoczniowcy udusili się. Dyrektor Stoczni bał się wypalić otwór aby nie zniszczyć statku przeznaczonego do ZSRR. Haniebne tchórzostwo.

8) 7 kwietnia 1964 na mieliźnie nieopodal Islandii zatonął statek rybacki „Wigry” (wg innych źródeł  „Wisłok”). Utonął 1 marynarz.

9) 10 stycznia 1965 roku na Morzu Północnym tonie statek „Nysa”, ginie 18 marynarzy. Był to polski niewielki zbiornikowiec typu B-51 o wyporności około 500 RT. MS „Nysa” płynął ze szkockiego portu Leith do Oslo z ładunkiem pociętych szyn kolejowych. W dniu katastrofy o 2233 norweski statek „Berby” zauważył nieznana jednostkę nadającą światłami sygnały S.O.S. Gdy o 2250 Norwedzy dopłynęli w silnym  sztormie na miejsce nie znaleźli śladu statku. Następnego dnia znaleziono koło ratunkowe, a od 14 do 16 stycznia morze wyrzuciło zwłoki 7 marynarzy. Przyczyną było złe umieszczenie szyn kolejowych, kapitan nie chciał w obcych portach za dewizy kupować tzw. drewna sztauerskiego do mocowania. Dodajmy że kapitan był bez odpowiedniego wykształcenia. Drewno sztauerskie miał dostarczyć spedytor, ale nie znający języków obcych kapitan nie zrozumiał umowy frachtu.

10) 20 grudnia 1972 roku. W wietnamskim porcie Hajfong w czasie postoju statek „Conrad” został zbombardowany przez amerykańskie bombowce, zginęło 4 marynarzy. Statek został podniesiony z basenu portowego, ale po oględzinach trafił do stoczni złomowej. Był to po II wojnie światowej jedyny przypadek gdy statek ucierpiał na skutek działań wojennych.

8) 4 stycznia 1974 roku podczas wchodzenia do portu Aberdeen w czasie sztormu został wyrzucony na brzeg  trawler „Nurzec”, śmierć poniosły 3 osoby.

9) 9 stycznia 1975 rozbił się o bloki falochronu statek „Brda” w duńskim porcie Hanstholm. Ginie 10 osób. Po uderzeniu w falochron statek położył się na boku. Załoga skupiła się w dwóch grupach. W międzyczasie trwały negocjacje o koszty akcji ratunkowej. Kapitan nie chciał zgodzić się na podjęcie samej załogi i nie ratowanie statku. W końcu helikopter podniósł jedną grupę 7 osób. Podczas ich transportu na statek uderzyła wielka fala zmywając 10 osób i z wielka siła rozbijając je o falochrony. Odnotować należy odmowę przez polski statek „Barycz” podjęcia akcji ratowania, tłumaczyli się zmęczeniem po długim rejsie. Statek został wkrótce potem rozbity przez wzburzone morze.

11) 1 sierpnia 1975 roku katastrofa promu na Motławie, ginie 18 osób. Promem podróżowało około 40 osób. Do katastrofy doszło kiedy o napięte liny stalowe zawadził inny statek. Statek wciągnął prom pod wodę i spowodował zatonięcie w ciągu minuty. Część pasażerów zginęła uwięziona w obudowie promu, a część w wirze po zatonięciu promu.

12) 16 kwietnia1979. Na statku „ Reymont” tzw. dziesięciotysięczniku (10 000 ton nośności)  miał miejsce pożar w maszynowni  niedaleko wyspy, Bornholm. Pożarowi towarzyszy eksplozja i słup ognia. Akcje ratunkową podjęły duńskie statki ratownicze. 2 ludzi zginęło kapitan popełnił samobójstwo.

13) 18 czerwca 1980 roku w stoczni północnej podczas prac wykończeniowych na statku trawlerze B-406 (tuńczykowiec) produkowanego dla ZSRR nastąpiła eksplozja. Na miejscu i w wyniku odniesionych ran zmarło 35 stoczniowców (wg innych źródeł 18). Tragedia ta była zatajana.

14) 20 stycznia 1983. Na Morzu Śródziemnym zatoną statek „Kudowa-Zdrój”. Zginęło 20 osób. Był to drobnicowiec B-452 zbudowany przez stocznie rumuńską. Statki tej serii nazywano Zdrojami. Statek płynął z Hiszpanii do Libii, katastrofa wydarzyła się w pobliżu wyspy Ibiza podczas silnego sztormu. Statek przewrócił się wskutek silnych uderzeń bocznych. Ładunek był za duży statek wiózł 16 kontenerów, więcej  niż wolno było, a ładunek był źle rozmieszczony. O 4. rano statek położył się na bok, a o 420 zatonął. Załoga nie umiała spuścić szalup, ani tratw pneumatycznych, brakowało jej szkolenia ratunkowego. Marynarze musieli tkwić w zimnej wodzie do chwili gdy nadleciały hiszpańskie helikoptery. Uratowano 8 osób. Była to jedna z większych katastrof floty handlowej.

15) 19 czerwca 1983. W rejonie Ushant w rejonie Kanału La Manche na statku „Phenian” (dziesięciotysięcznik) w trakcie eksplozji w maszynowni zginął III mechanik.

16) 8 lutego 1985 roku na Morzu Północnym zatonął statek „Busko-Zdrój”. Był to bliźniaczy statek do wcześniej wymienionej „Kudowy Zdrój”. W czasie sztormu nastąpiło przesunięcie żle umocowanego ładunku i  w rezultacie statek przewrócił się i błyskawicznie zatonął. Zginęło 24 marynarzy. Uratowano jednego radiooficera. Była to druga po „Heweliuszu” tragedia morska.

17) 22 kwietnia 1988 zatonął zbiornikowiec „Athenian Venture” pod banderą cypryjską  w okolicach Nowej Szkocji był to ex polski zbiornikowiec „Karkonosze”. W 1988 sprzedano go greckiemu armatorowi, który wywiesił cypryjską flagę. Załoga składała się wyłącznie z Polaków. Eksplodował ładunek  benzyny. Statek przełamał się na dwie części, część dziobowa natychmiast zatonęła, część rufowa unosiła się w wodzie. Utonęła cała załoga 24 marynarzy i 5 towarzyszących żon. Morze oddało 1 marynarza martwego.

18) 1 listopada 1988 na statku „Aleksander Zawadzki” na skutek zatrucia alkoholem umiera 4 marynarzy.

19) 27.09.1989  na statku „Feliks Dzierżyński” w wyniku eksplozji w kambuzie w rejonie Las Palmas zginęło 2  marynarzy.

Ogółem do końca PRL zginęło 330 marynarzy, pasażerów i stoczniowców, (bez MF „Heweliusz”).

Po roku 1989 nastąpiła niekontrolowana dzika likwidacja polskiej floty. Marynarze  nie mając pracy masowo przenosili się na obce statki maltańskie, cypryjskie, brytyjskie, duńskie, greckie, panamskie  ,austriackie lub bliżej nieokreślonych armatorów pływających pod banderami egzotycznych wysepek. W niektórych przypadkach całe załogi składały się z Polaków. Od roku 1990-do 2015  pod obcymi banderami w kilkunastu katastrofach zginęło ponad 100 polskich marynarzy. Parę dni temu na cypryjskim statku zginęło 7 polskich marynarzy. O tych katastrofach opowiem w innym artykule.