Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św. Graal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św. Graal. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 maja 2013

TEMPLARIUSZE, WULKANY I ZŁOTE BOLIDY




Od niemal dwóch tysięcy lat roztrząsa się problem istnienia bądź nieistnienia jednego z najsłynniejszych i najważniejszych artefaktów chrześcijaństwa – świętego Graala. Święty Graal to kielich, z którego Jezus Chrystus pił w czasie Ostatniej Wieczerzy w Wieczerniku, a do którego zebrano Jego krew po Ukrzyżowaniu – jak chce tego tradycja arturiańska. Jak dotąd nikt tego legendarnego kubka nie znalazł, pomimo intensywnych poszukiwań trwających już od dwóch tysiącleci… Z biegiem czasu Święty Graal stał się symbolem wzniosłych poszukiwań, najwyższego, najszlachetniejszego celu, do którego należy dążyć słuszna i prawą drogą, poprzez cierpienie i walkę w słusznej sprawie. Jego poszukiwania było jedynym godnym czynem godnym rycerza bez skazy i zmazy. Tak chce tego Legenda.


A jak może wyglądać prawda? Prawda może wyglądać tak, że święty Graal wpadł w ręce Krzyżowców w czasie jednej z wypraw krzyżowych zwanych Krucjatami, i został przewieziony do Europy gdzieś w XI czy XII wieku. Istnieje całkiem realna możliwość, że relikwia ta wpadła w ręce tajemniczych i potężnych Rycerzy Świątyni - Templariuszy.


Nie będę tutaj przypominał dziejów wzlotu i upadku Braci Świątyni, a jedynie wspomnę, że ich skarbów do dziś dnia nie odnaleziono, pomimo intensywnych poszukiwań prowadzonych już przez ich pogromcę, króla Francji, Filipa IV Pięknego i jego dwóch ministrów: Enguerrana de Marigny’ego i Guillaume de Nogareta za zezwoleniem i błogosławieństwem ówczesnego papieża z Avinionu Klemensa V - Bertranda de Got. I nie znaleźli. Owszem, coś tam od czasu do czasu się znalazło, ale te „skarby” były zaledwie mikroskopijną częścią ułamka największego skarbu Templariuszy, a do dziś dnia nie natrafiono nawet na jego ślad. Badacze epoki i poszukiwacze skarbów stoją przed murem tajemnicy, którego nie da się w żaden sposób naruszyć, bo wszystkie drogi okazały się być równie skomplikowane, co fałszywe. Historia poszukiwań skarbu Rycerzy Świątyni przypomina labirynty Dimitriady... - i jest równie nieprzenikniona. Ta ponura tajemnica niepokoi i mało kto jest w stanie oprzeć się jej niesamowitemu urokowi - jak napisał kiedyś Tadeusz Rojek w „XIII tajemnicach historii”.


Ian Wilson - znany brytyjski syndolog  twierdzi, że Templariusze byli w posiadaniu kilku artefaktów pozostałych po Jezusie Chrystusie, a były to m.in.: Całun Turyński, włócznia Longinusa - którą przebito Jego bok i właśnie Graal. Całun Turyński znajduje się w Turynie, włócznia Longinusa w Wiedniu, zaś święty Graal przepadł bez wieści. Odnalazł go tylko Indiana „Indy” Jones, ale to tylko w filmie - dość zresztą udanym...


11 marca 1314 roku, Wielki Mistrz Templariuszy Jacques de Molay oświadcza królowi Filipowi IV:
- Muszę przyznać, że tylko dla uratowania życia i uniknięcia straszliwych tortur nie broniłem swego zakonu... Oświadczam, że zakon jest niewinny! Nie dopuściliśmy się ani jednej zbrodni, o jakie nas oskarżają. Należał do nas Cypr, Świątynia Salomona, Templ, który górował nad całym Paryżem, i wiele zamków. Kiedy napadnięto na nas, posiadaliśmy wielkie skarby i najlepsze zbrojownie. Z całego złota, świątyń,   r e l i k w i i   ś w i ę t y c h,  dzwonów, monstrancji, obrazów, ołtarzy i świętych przybytków została nam tylko myśl o Bogu...
- Daruję ci życie i wolność, jeżeli odwołasz to, co powiedziałeś, a powiesz, gdzie są ukryte skarby Templariuszy - wycedził król.
-   S ą   b a r d z o   d o b r z e   u k r y t e   i   s ą   p r z e k l ę t e !   Ciebie też przeklinam!...


I przekleństwo się spełniło, bo chociaż Jacques de Molay spłonął na stosie wraz z Geoffreyem de Charnay, to ich oprawcy pożegnali się z życiem w dniach od 20 kwietnia do 20 listopada 1314 roku. Klemens V zmarł na udar mózgu. Nogaretowi serce odmówiło posłuszeństwa i zmarł na zawał. Marigny okazał się zdrajcą stanu i został powieszony jako angielski i flamandzki szpieg. Najstraszliwszą śmiercią zmarł sam animator pogromu Zakonu Świątyni- król Filip IV - którego na polowaniu zaatakował raniony odyniec. Spłoszony królewski koń wysadził go z siodła, ale strzemiona zaplątały się i koń zawłóczył na śmierć jeźdźca... Nie można go było poznać, cała twarz była okrutnie zmasakrowana i tylko po ubiorze można było dokonać identyfikacji zwłok. Cała Francja szeptała, że to Templariusze zgotowali królowi tak straszliwy koniec...


No i skarbu szukano we Francji i poza Francją - głównie tam, gdzie znajdowały się templaryjskie komandorie: w Anglii, Hiszpanii, Portugalii, Szkocji, Włoszech i Niemczech... - a wszystko z jednym rezultatem - zerowym!


Potem zaczęto szukać skarbu Templariuszy poza Europą i tym, co popularnie nazywa się Starym Światem. Pewien dość „ciepły” ślad wiedzie poszukiwaczy do Etiopii, a dokładniej do miejscowości Aksum (Axum), gdzie do dziś dnia kwitnie kult innego świętego przedmiotu - Arki Przymierza - drugiego po Arce Noego artefaktu starotestamentowego. Zostało udowodnione, że w Aksum jeszcze do XIV, a nawet XV wieku działali Bracia Świątyni, którzy najprawdopodobniej przywieźli Arkę Przymierza z terenów dzisiejszego Izraela lub Palestyny. Mogło być także odwrotnie - to Templariusze przybyli do Aksum po Arkę Przymierza, by ją wywieźć - podobnie jak świętego Graala i Całun Turyński do Europy, i to właśnie w Aksum zastał ich fatalny dla Zakonu dzień 13 października 1307 roku. Wstrzymano zatem transfer Arki przymierza i utworzono komandorię, która przetrwała jeden - dwa wieki. Kto wie, czy to właśnie w Arce Przymierza nie przechowuje się poza szczątkami Tablic Mojżesza także świętego Graala? Jak dotąd, to nikt nie wziął takiej możliwości pod uwagę... Święty Graal w Afryce!? A czemu nie!?


Drugi trop, to Wyspa Dębów - Oak Island - położona w Zatoce Fundy w Nowej Funlandii. Hipoteza o Templariuszach, którzy pozostawili w głębokim na 48 metrów szybie, zabezpieczonym wieloma kanałami zalewowymi, swych skarbów jest bardzo chwytliwa i tłumaczy w zasadzie wszystkie zagadki Oak Island, ale pomiary czasu budowy szybu Money Pit wskazują na to, że wybudowano go, co najmniej dwa wieki po pogromie Zakonu Świątyni, a zatem trudno jest przypuszczać, by Templariusze w ciągu dwustu lat z okładem trzymali skarb w jakiejś tajnej komandorii, a następnie cichcem przewieźli go na Oak Island i tam go zakopali... Technicznie mogli to zrobić - posiadali odpowiednie środki i tzw. „know-how”, ale sęk w tym, że konstrukcja na Wyspie Dębów jest   u n i k a l n a   i    n i g d z i e   dotychczas nie stosowana przez Templariuszy, ani kogokolwiek innego - ergo przemawia to na korzyść hipotezy templariańskiej. Poza tym nie ma tam żadnego znaku wskazującego na działalność Braci Rycerzy Świątyni. Wygląda zatem na to, że trop ten jest fałszywy.


Słuchając wspomnianego na wstępie programu radiowego odniosłem niejasne wrażenie, że rozwiązanie zagadki Graala i w ogóle skarbu Templariuszy - bo zakładam milcząco, że to właśnie oni mieli go we własnym posiadaniu - leży dosłownie o krok. Podejrzenie, iż to Templariusze wywieźli swój największy depozyt z Europy pogłębiło się w momencie, kiedy ujrzałem ozdoby zamku i katedry Tomár  w Portugalii. Twierdza Tomár była komandorią Templariuszy, w której mieszkali Bracia-Żeglarze i kto wie, czy to właśnie oni, a nie Christoforo de Colon zwany Kolumbem odkryli Amerykę w latach 1100-1300! I to właśnie wyjaśniałoby, dlaczego ten ostatni tak pewien swego, kiedy w 1492 roku płynął z Palos na Hispaniolę - on po prostu   z n a ł   d r o g ę  do Ameryki, którą odbyli już niejednokrotnie Bracia Rycerze Świątyni. Pisze o tym m.in. Piri Reis - admirał turecki: 
Niewierny imieniem Colombo odkrył te ziemie (Amerykę) - owemu Colombo wpadła w ręce książka, z której się dowiedział, że na końcu Morza Zachodniego, zupełnie na Zachodzie znajdują się   w y s p y   i    z i e m i e ,  złoża metalu i drogie kamienie. Wspomniany Colombo długo studiował tę książkę, a następnie zwrócił się do różnych możnych Genueńczyków mówiąc im:  „Dajcie mi dwa okręty, abym mógł tam pojechać i odkryć te ziemie...” Odpowiadali mu: „O dziwny człowieku! Jak można dotrzeć do krańców Morza Zachodniego? Giną one przecież w nocy i mgle!”  


Ciekawe, nieprawdaż? Książka, o której pisze Piri Reis, mogła pochodzić z czasów Aleksandra Wielkiego. Ale może nie była ona tak strasznie stara? Może dotarła ona do rąk Wielkiego Nawigatora z którejś z tajnych komandorii Templariuszy lub... Krzyżaków? - czyli Rycerzy Szpitala Zakonu Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego oraz Kawalerów Mieczowych?  Centrala tego zakonu mieściła się - uwaga! polonicum - w Malborku. Po kasacji Templariuszy część z nich przeniosła się do tego właśnie zakonu. Książka, o której pisze Piri Reis, mogła faktycznie być jakąś egipską czy grecką relacją z podróży do Ameryki, którą Templariusze znaleźli gdzieś na Bliskim Wschodzie, przełożyli na łacinę i przywieźli do Europy, gdzie mogła się znaleźć w jakiejś bibliotece, jako prohibit. Ktoś, komu zależało na odkryciu Ameryki - a raczej na dorwaniu się do skarbów obu tych kontynentów - pomógł Kolumbowi właśnie dając mu to dzieło. Czy był to jakiś Neotemlariusz? To możemy teraz tylko zgadywać.


Osobiście jednak jestem zdania, że Templariusze wywieźli i ukryli swe skarby gdzieś indziej. Jak już powiedziałem, wykluczam Wyspę Dębów w Kanadzie, a w zamian proponuję trzy adresy skrytek, co zawdzięczamy... Panu Juliuszowi Verne!


Juliusz Verne napisał trzy powieści, w których wspólnymi mianownikami są: złoto, wulkany i terytoria polarne czy subpolarne: „Wyprawa do wnętrza Ziemi” (1864), „Wulkan złota” (1902) i „Łowcy meteorów” (1905). O „Wyprawie do wnętrza Ziemi” już pisałem. Być może szyfrogram Arne Saknussemma, który naprowadził prof. Otto Lidenbrocka  na trop odkrycia drogi do wnętrza Ziemi był de facto wskazówką, gdzie szukać skarbu Templariuszy, bądź - co jest jeszcze bardziej fantastyczne, ale realne - wiana Uminy Berzeviczy primo voto Tupac Amaru vel Condorcanqui... Tak zatem ten fantastyczny skarb może znajdować się we wnętrzu krateru islandzkiego wulkanu Snefelljökull (1.446 m n.p.m.), wznoszącego się na 64°49’ N - 023°46’ W, nieopodal wsi Olafsvik i Hellissandur, a którego nie można mylić z wulkanem Snaefelljökull wznoszącego się w interiorze Islandii. Wiedzie doń droga zalewana wodą przypływu, łącząca miejsce depozytu skarbu z powierzchnią Faxaflói... – jak założył to dr Ludvik Souček i za nim dr Miloš Jesenský w swoich pracach na ten właśnie temat.

Trasy możliwej ewakuacji templariuszowskich skarbów z Europy na Daleką Północ

Drugi adres i zarazem chronologicznie druga powieść, to „Wulkan złota” - wydana u nas w 1923 roku i wznowiona w szczecinie w śladowym nakładzie w 1996 roku. Jest to powieść awanturnicza o wulkanie, który zamiast lawy wypluwał ze swego wnętrza czyste złoto. Juliusz Verne podaje dokładne położenie geograficzne tego cudu: 68°37’ N - 136°15’ W, a zatem ów Golden Mount znajduje się gdzieś w okolicy ujścia rzeki Mackenzie do Mackenzie Bay, w paśmie górskim Richardson Mts., nieopodal miasteczka Aklavik w Kanadzie. Nawiasem mówiąc, to nazwa Aklavik brzmi czysto skandynawsko i kojarzy się z językami skandynawskimi - słowo „vik” czy „vick” znaczy tyle, co „zatoczka”... - a zatem Zatoczka Akla - Aklavik. I znowu, jak w przypadku islandzkim, Golden Mount stoi nad brzegiem morza czy zatoki morskiej, i ponownie woda dokonuje tutaj aktu dezintegracji i zniszczenia złotonośnego wulkanu, a ogromne bogactwo, które w sobie kryje - przepada na wieki... Teraz nie dziwię się, że po przeczytaniu tych trzech powieści, słynny czeski pisarz i badacz Nieznanego dr Ludvik Souček napisał swą najlepszą trylogię: „Tajemnica ślepych ptaków”, „Znak Jeźdźca” i „Jezioro Słoneczne”, w których wykorzystuje wszystkie pomysły Juliusza Verne’a dostosowane do realiów lat 70. XX wieku! Czego tam nie ma!? - są tam Przybysze z Kosmosu, skarby i ponure wnętrza wygasłych wulkanów na Islandii...


Trzeci adres Juliusz Verne podał w powieści „Łowcy meteorów”: to południowy cypel wysepki Upernavik na 72°51’30” N - 055°35’18” W, gdzie miał spaść ściągnięty przez szalonego i genialnego wynalazcę, ogromny bolid ze złota, wart setki trylionów (ówczesnych) franków... Niestety, kiedy wynalazca ów - Monsieur Zefiryn Xirdal - zobaczył, że ten złoty podarunek z Kosmosu uczynił więcej szkód, niż pożytku, zatopił go w Morzu Baffina...


Co chciał nam powiedzieć Juliusz Verne w tych trzech niezwykłych powieściach? Otóż sądzę, że pan Verne natrafił na jakiś ślad skarbów - być może skarbów Templariuszy - i chciał nam to przekazać w zawoalowanej formie powieści fantastyczno-awanturniczo-podróżniczo-naukowej. Sam nie mógł tych skarbów wydobyć - zresztą pytanie za 64.000 dolarów - kto uwierzyłby takiemu pisarzowi-fantaście!!!???... No kto? - pytam. Znając mentalność ludzi nauki, przemysłu i biznesu z XIX i XX wieku mogę spokojnie odpowiedzieć:   n i k t ...   Owszem, Juliusza Verne’a uznaje się za genialnego wizjonera technicznego - wszak przewidział wynalezienie m.in. statku podwodnego, samolotu, helikoptera, projektora kinowego, żarówki, radia, lotu w Kosmos, itd. itp. Ale tutaj chodziło tylko o wyobraźnię techniczną i technologiczną, natomiast w dalszym ciągu nikt nie mówi o tym, że Pan Verne interesował się także poszukiwaniami węża morskiego czy złotych meteorów, albo drogi do wnętrza pustej Ziemi, w której można spotkać dinozaury i pierwotnych ludzi... Tego już dziewiętnasto- i dwudziestowieczni uczeni i przemysłowcy nie potrafili strawić. I dlatego właśnie tych skarbów nikt nie odnajdzie - a zatem czyżby działała tutaj klątwa Jacquesa de Molay’a?...


Jak to się wszystko odbyło? Być może Juliusz Verne znalazł jakieś nieznane nauce dokumenty, z których wynikało, że skarb Templariuszy ukryto gdzieś na Dalekiej Północy. Był on na Islandii i w USA, więc znał realia tam panujące na tyle, by postaci i warunki, w których im przyszło żyć i działać ukazały się prawdopodobnie na stronicach jego powieści. Być może spuścił on się na dno krateru Snefelljökull i ujrzał tam coś, co zmusiło go do napisania „Wyprawy...” – no może nie w kraterze, bo ten jest zaczopowany przez lodowiec na amen, ale w jakiejś jaskini czy lawowym tunelu u jego podnóża? Nie, nie był to skarb - być może była to inskrypcja czy artefakt... - resztę znamy.


Czy i kiedy mogli Templariusze wywieźć swe skarby z Francji? Oczywiście, że tak! kiedy owej fatalnej dla nich nocy 12/13 października 1307 roku, królewscy seneszale i bajliwi wtargnęli do templaryjskich komandorii aresztując Braci Świątyni, to pewna ich część uniknęła aresztowania i od razu zaczęła działać, by uchronić majątek Zakonu przed pazernością króla i jego ministrów oraz papieża, który na pewno miał w tym i swoją działkę łupów... (Papież później uwolnił Templariuszy specjalną bullą znaną jako Pergamin z Chinon od zarzutu herezji, pozostawiając jednak w mocy pozostałe zarzuty.)


Skarby zostały wywiezione do krajów, gdzie Zakon Świątyni mógł działać bez żadnych problemów: Hiszpanii, Portugalii, Szkocji i Anglii. Najprawdopodobniej translokacja skarbu odbyła się do Szkocji, gdzie rządził wtedy sir Henry Sinclair of the Orkneyes. Ten człowiek miał wszelkie możliwości dotarcia do Islandii i Grenlandii, a nawet do kanadyjskiej Dalekiej Północy... - co umożliwia przebieg tzw. letniej granicy strefy lodowej na Północnym Oceanie Lodowatym, na Morzu Baffina, Morzu Arktycznym i Morzu Beauforta. Wtedy - w XIV wieku - były to morza potworów i ciemności, o których Europejczycy bali się nawet pomyśleć... Ale Templariusze nie byli ludźmi tuzinkowymi. Mieli oni do swej dyspozycji wiedzę uczonych trzech kontynentów Starego Świata i wiedzieli o wiele więcej, niż przeciętny Europejczyk. Zgromadzona przez nich wiedza europejska, arabska, żydowska, egipska, chaldejska i koptyjska, a może nawet chińska i hinduska umożliwiła im stworzenie gigantycznego imperium finansowego, a znajomość sztuki żeglarskiej i nawigacji po otwartym oceanie dawała im możliwość wywiezienia swych skarbów w każdy dowolny punkt kuli ziemskiej! To nie jest eufemizm - oni naprawdę potrafili to zrobić!


 Dr Miloš Jesenský podejrzewa, że Templariusze mogli mieć jakieś kontakty z Pozaziemianami, a łącznikiem pomiędzy Nimi a Templariuszami była figurka Baphometa (Bafometa), którego - jak to było wtedy w zwyczaju - wzięto od razu za samego diabła in persona i potraktowano odpowiednio...


Ewakuacja skarbów mogła przebiegać w dwóch fazach. W fazie pierwszej - która trwała w zimie 1307-1308 przemycono go z Francji do Anglii via Kanał La Manche - lub, co jest bardziej prawdopodobne - do Anglii via Hiszpania i Portugalia, bo Filip Piękny mógł zablokować wybrzeża, ale trudniej było upilnować granicę lądową, z czego skorzystali Templariusze.


Faza druga zaczęła się na wiosnę 1308 roku, i statki ze skarbami popłynęły na północ do Islandii i Grenlandii, a może także do Zatoki Fundy i do ujścia Mackenzie - co wskazuje załączona mapka. Dwufazowość tej operacji była determinowana zalodzeniem Północnego Oceanu Lodowatego. To, ze nie pozostało śladu po tej operacji też jest całkowicie zrozumiałe i oczywiste - Bracia Świątyni zacierali wszystkie ślady wiodące do skarbów, by nie wpadli na nie szpiedzy Filipa IV Pięknego, Marigny’ego i Nogareta, co NB im się znakomicie udało. Jednakże zostawili znaki czytelne i zrozumiałe dla wtajemniczonych lub dla ludzi o przenikliwych i pełnych wyobraźni umysłach - czyli takich, jak Juliusz Verne lub Ludvik Souček...


A co stało się z tymi, którzy te skarby ukryli? No cóż - to dobre pytanie. Może udało im się wrócić do Europy i tam przekazać informację o miejscu ukrycia skarbów swym współbraciom, albo zginęli gdzieś w drodze powrotnej w starciu z Indianami, Eskimosami albo siłami natury. Podejrzewam jednak, że komuś udało się wrócić i stąd wiedza pana Verne’a...


Tak czy owak, należałoby sprawdzić wszystkie lokalizacje wymienione w tym artykule: wulkan Snefelljökull na Islandii, okolice Upernawik (Uppernivick, Uppernavick) na Grenlandii - jest to grupa wysepek z miejscowością o tej nazwie - oraz ujście rzeki Mackenzie w Kanadzie w okolicach Aklavik. Natomiast Oak Island w tym przypadku jest tylko typowym elementem dezinformującym - lepem na muchy dla naiwnych poszukiwaczy...


Czy byłaby możliwa taka żegluga? Zasadniczo tak, w lecie, od czerwca do połowy sierpnia Szlak Północno-Zachodni jest możliwy do sforsowania i Templariusze mieliby jedynie do sforsowania pak lodowy pomiędzy wyspami Archipelagu Królowej Elżbiety, powyżej 70° N. Od września do maja szlak ten jest zatarasowany pakiem dryfującym i sprawia trudności nawet dla współczesnych statków wyposażonych w stalowe burty i potężne maszyny...


Może znajdzie się ktoś dysponujący środkami i pójdzie wytyczonym tutaj szlakiem Wielkiej Przygody, na końcu którego być może czeka albo legendarny skarb w postaci świętego Graala (bo wciąż mam nadzieję, że jest to jednak artefakt), figurki Baphometa i masy złota i kosztowności, albo - jak chcą tego dr Souček i dr Jesenský - także dowody, materialne dowody na Kontakt ludzi z Obcymi! To też byłoby niezłe!... (zob. M. Jesenský - http://hyboriana.blogspot.com/2012/07/bogowie-atomowych-wojen-11.html) A jeżeli nawet nie znajdzie niczego, to zawsze pozostanie mu piękno i romantyka Wielkiej Przygody!

wtorek, 1 stycznia 2013

Św. Graal: Czy tego szukał Hitler na Kaukazie? (1)


Elbrus


Borys Szarow

26 lipca 1882 roku, w Bayreuth miała miejsce premiera ostatniej części napisanej przez Richarda Wagnera opery „Parsifal”. Kompozytor uważał operę za ceremonię religijną i zabronił widzom jej oklaskiwania.

Elbrus – to dwuwierzchołkowy stratowulkan na Kaukazie – jest on najwyższym szczytem Rosji (zachodni szczyt – 5642, wschodni – 5621). Jego ostatni wybuch miał miejsce w 50 r. n.e.

Cała historia hitlerowskich Niemiec jest literalnie wypełniona okultystycznymi tajemnicami i mistycznymi mrzonkami jej kierownictwa. Zdając sobie sprawę w głębi duszy z tego, że nie mieszkają w największym i najbogatszym kraju, który ma rzucić sobie do stóp cały świat, z maniakalnym uporem postanowili zmienić losy Ludzkości. Te obłędne żądze władzy nad światem i ludźmi przy niemożności spełnienia ich, spowodowały rozwój nauk okultystycznych, wiarę w siłę magicznych artefaktów i nadzieję na cudowne interwencje nadprzyrodzonych sił wyższych. W praktyce przełożyło się to na bardzo kosztowne ekspedycje do Tybetu, Południowej Ameryki i na Kaukaz oraz do Indii. Historia dawnych Germanów została także doposażona w magiczne pierwiastki, które w XX wieku padły na podatną glebę bezrozumności niemiecko-nazistowskich wodzów.


Kopia w rękach, szlaban na rozumie


Jeszcze w 1912 roku przyszły Führer germańskiej nacji zwyczajnie znalazł się w dziale skarbów Habsburgów na zamku Hofburg w Wiedniu. Tam on ujrzał Włócznię Przeznaczenia alias Włócznię Longinusa i usłyszał jej piękną legendę od przewodnika. W różnych okresach dzięki Włóczni Przeznaczenia bizantyjski imperator Justynian, Karol Wielki i Fryderyk Barbarossa prowadzili wielkie i zwycięskie wojny z sąsiednimi krajami. Do pełni szczęścia brakowało im tylko kielicha św. Graala, który gwarantowałby im na dodatek nieśmiertelność.

Grot włóczni Longinusa...

...i św. Graal (Dante Gabriel Rosseti)

Ale zakon Templariuszy – chroniący Graala – został rozgromiony przez francuskiego króla Filipa IV Pięknego, a jego skarby znikły bez śladu. Ich prześladowcom dostały się pieniądze, ziemia, zamki, ale ANI JEDNEJ RELIKWII! Rycerzy Świątyni prześladowano niemal w całej Europie, ale wielu z nich udało się umknąć śmierci. (Ostatnie badania słowackiego historyka dr Miloša Jesenský’ego wykazują, że Templariusze w XIII wieku zostali osiedleni na Słowacji, gdzie służyli królom węgierskim aż do XVI wieku i mieli się całkiem dobrze, na co istnieją dokumenty oraz legendy i podania, które zawarł on w swych pracach. Poza tym wielu Templariuszy po kasacie Zakonu Świątyni w roku 1312 przeszło do Zakonu Szpitala N.M.P. Domu Niemieckiego w Jerozolimie czyli Krzyżaków, w tym także na ziemiach polskich  – uwaga tłum.) Kierownictwo Zakonu znalazło się w rękach Filipa Pięknego, ale z niższych rangą Rycerzy Świątyni nie udało się wyaresztować. Przedstawiciele świeckiej władzy usiłowali przeniknąć tajemnicę ukrycia św. Graala, ale nie udało im się to, zaś sam artefakt znikł bez śladu.

...Templariusze - strażnicy św. Graala...

Ale za to Lanca Przeznaczenia była pod ręką – na terytorium sąsiedniej Austrii. Sam Hitler przyznawał, że jak tylko zobaczył artefakt, to od razu poczuł z nim niezwykle silną więź i stwierdził, że był to przełomowy moment w jego życiu. Już później, kiedy doszedł on do pełni władzy w Niemczech, Führer swym pierwszym dekretem zrabował skarby Habsburgów. Wprawdzie nie mógł on zabrać tych wszystkich rzeczy do Niemiec, ale zabezpieczył je inaczej.

W połowie lat 30., sytuacja się zmieniła. W 1934 roku Hitler spróbował dokonać przewrotu w Austrii – nie udało mu się to. Jednakże w 1938 roku, pod groźbą wejścia i przy pomocy miejscowych faszystów, rząd Austrii upadł. Hitler dostał w swe ręce grot Włóczni Przeznaczenia i od razy wywiózł go do Norymbergi, do kościoła p. w. św. Katarzyny, o czym oznajmił narodowi niemieckiemu w przemówieniu radiowym, iż „wypełnił on najważniejszą misję swego życia”.

No i pozostałe europejskie państwa zaczęły padać pod ciosami Rzeszy jedno po drugim, jak domki z kart: Czechosłowacja, Polska, Dania, Norwegia, Jugosławia, Grecja, Francja… W krótkim czasie Niemcy rozpostarły się na takim terytorium, o jakim nawet nie śniło się antycznym imperatorom.

I bez tego, dowartościowany mistycznymi teoriami Hitler uważał, że powinien mieć kielich Graala, skoro już Włócznia Longinusa okazała swoją moc. Wtedy jego władza nad światem byłaby całkowita.

No i stronników w tym temacie Hitler miał wielu. W 1938 roku skromne zbiory niemieckich – a właściwie germańskich – starożytności, które zorganizował historyk-awanturnik Herman Wirth, zostały przekształcone w potężny instytut naukowy Ahnenerbe (właściwie: Studiengesellschaft für Geistesurgeschichte‚ Deutsches Ahnenerbe e.V. czyli  Towarzystwo Badawcze nad Pradziejami Spuścizny Duchowej, Niemieckie Dziedzictwo Przodków – przyp. tłum.) będącego pod kuratela najwyższych funkcjonariuszy SS. (Byli to dowódca SS i policji SS-Reichsführer Heinrich Himmler oraz minister rolnictwa i żywności SS-Obergruppenführer Richard Walter Darré – przyp. tłum.)

Poza próbami otrzymania złota z wód Renu, próby dotarcia do Szamballi i prób wykorzystania telepatii do celów łączności wojskowej, instytut ten otrzymał także zadanie poszukiwania św. Graala.


Widma Asgardu


Dokąd mogli uciekać Templariusze strzegący św. Graala? W Europie była to Portugalia, Aragonia i Cypr, gdzie prześladowania ich były stosunkowo najlżejsze i nie ścigały ich sądy kościelne. Szczególnie Cypr był prawdziwą cytadelą Braci Świątyni, gdzie stanowili oni kwiat rycerstwa. I to właśnie ta wersja wydarzeń owładnęła poszukiwaczami św. Graala z lekkiej ręki Jeana de Mayer – francuskiego rycerza i pisarza z XVI wieku.

...i podpalacze świata, którym marzyły się 1000-letnie rządy nad Ludzkością...

Ale na Cyprze nie znaleziono nawet śladów św. Graala – tak w Średniowieczu, jak i później. W kraje islamskie Templariusze wywieźć go nie mogli. Do wrogo do nich nastawionych krajów Europy – też nie. Zatem mistycy spojrzeli na kraje zamieszkałe przez chrześcijańskie narody Kaukazu: Gruzję i Armenię zamieszkałe przez niewielkie górskie plemiona. Do towarzystwa stronników tej hipotezy należał niemiecki uczony – etnograf i historyk – Blumenbach, który żył w XIX wieku. To on jako pierwszy nazwał białą (europejską czy indoeuropejską) rasę kaukaską i właśnie na Kaukazie umieścił on kolebkę aryjskich narodów.

Znane jest niezbyt pozytywne nastawienie hitlerowskich wodzów do chrześcijaństwa, bowiem bardziej ich interesował ich starogermański (skandynawski) kult Odyna. Ale bogowie ci nie lądują z niebios – oni mają, jak wiadomo, swoją ojczyznę, ziemię, rodzinę i ich ziemska droga. Historycy z Ahnenerbe umieścili kraj ojczysty Odyna – Asgard – na Kaukazie. Poza tym jeszcze antyczni mistycy uważali grzbiet górski Kaukazu za jakąś oś, która dzieli zamieszkałe ziemia na obszary Dobra i Zła.

Osobne miejsce w teoriach uczonych mężów z Ahnenerbe zajmował najwyższy punkt w górach Kaukazu – Elbrus. Uważano ją za świętą górę Ariów, skrywającej historyczną tajemnicę władzy i mogącej wesprzeć ambicje zdobywców. W czasie istnienia ZSRR i III Rzeszy, Kaukaz był zdeptany przez Niemców wzdłuż i w poprzek. Do pewnego czasu władze to tolerowały, ale pod koniec lat 30., wojska NKWD obsadziły niektóre obszary Przyelbrusia, o czym zachowało się wiele opowieści i relacji wśród tamecznych pasterzy. Kremlowscy pragmatycy wyciągnęli z tego wniosek, że Niemcy poszukują tam ropy naftowej i innych kopalin. Wszak wiadomo, że na Północnym Kaukazie i na Zakaukaziu przed wojną wydobywało się 90% radzieckiej ropy. Jeżeli zaś idzie o germańskich bogów, to Kremla ta sprawa nie interesowała.

Jednakże niemieccy historycy w czasie tych wycieczek nie poszukiwali drogocennych metali, węgla czy ropy naftowej. Oni poszukiwali przede wszystkim jakichś aryjskich śladów zakładając, że do tej pory one się tam znajdują, gdzie narodziła się rasa aryjska – na Kaukazie.

CDN.