Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ICBM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ICBM. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 maja 2022

Wściekłość na Kremlu i ICBM

 

Pocisk rakietowy Satan-2

Will Stewart

 

Rosja oskarża Zachód o rozpoczęcie „totalnej wojny hybrydowej” przeciwko niej – po zagrożeniu bronią atomową UK i Finlandii jako „drugiej”.

Oświadczenie ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa pojawiło się po tym, jak Finlandia złożyła wniosek o wstąpienie do NATO – posunięcie to, które Władimir Putin określił jako „błąd”. Jego ostrzeżenie pojawia się po tym, jak kremlowi propagandyści zagrozili także Wielkiej Brytanii.

W przemówieniu z okazji 80. dnia od inwazji Rosji na Ukrainę Ławrow próbował przedstawić Rosję jako cel, a nie sprawcę agresji. Wskazał na falę sankcji nałożonych przez Zachód na Moskwę.

- Zachód zbiorowo wypowiedział nam totalną wojnę hybrydową i trudno przewidzieć, jak długo to wszystko potrwa, ale jasne jest, że konsekwencje odczują wszyscy bez wyjątku – powiedział. - Zrobiliśmy wszystko, aby uniknąć bezpośredniego starcia – ale teraz, gdy wyzwanie zostało rzucone, oczywiście je akceptujemy. Sankcje nie są nam obce: były one prawie zawsze obecne w takiej czy innej formie.

Pojawia się, gdy wysoki rangą rosyjski polityk Aleksiej Żurawliow zagroził zrzuceniem głowic atomowych na Wielką Brytanię przy pomocy naddźwiękowego pocisku Satan-2 w ciągu 200 sekund i zniszczeniem Finlandii w zaledwie dziesięć. Pociski rakietowe Satan-2 mają maksymalną prędkość 15.880 mph/~7,06 km/s.

59-letni Żurawliow, wiceprzewodniczący komisji obrony rosyjskiego parlamentu, powiedział w wywiadzie, że kwestionowanie przez Rosję istnienia Finlandii jest całkowicie uzasadnione.

Zapytano go, czy Rosja musi teraz rozmieścić swoje pociski nuklearne, w tym Sarmat – znany na Zachodzie jako Satan-2 – na granicy z sąsiadem.

- A po co? Nie potrzebujemy tego robić – odpowiedział. - Możemy uderzyć Sarmatem z Syberii, a nawet dotrzeć do Wielkiej Brytanii. A jeśli uderzymy z Kaliningradu, czas dotarcia do celu wynosi 200 sekund - więc śmiało, chłopaki.

Poza tym on stwierdził, że inne typy pocisków rakietowych umieszczone na fińskiej granicy mogą osiągnąć cele w Finlandii w 20 sekund albo nawet w 10 sekund.

W odpowiedzi na fińską decyzję wstąpienia do NATO, Rosja także odcięła im zasilanie prądem elektrycznym. Putin powiedział w sobotę swojemu fińskiemu odpowiednikowi Sauli Niinisto, że rezygnacja Finlandii z neutralności wojskowej będzie „błędem”, jak to ujął Kreml.

- Putin podkreślił, że zakończenie tradycyjnej polityki neutralności wojskowej byłoby błędem, ponieważ nie ma zagrożenia dla bezpieczeństwa Finlandii - powiedział Kreml w oświadczeniu.

 

Uderzenie rakietowo-jądrowe na Wk. Brytanię pociskami RS-28 Sarmat/Satan-2

Groźby Żurawliowa pojawiają się po tym, jak rosyjska telewizja państwowa zagroziła zatopieniem Wielkiej Brytanii pod wpływem radioaktywnego tsunami w dziwacznym filmie propagandowym. W przerażającej audycji prezenter pokazał też, jak pocisk jądrowy Satan 2 może również unicestwić Wielką Brytanię.

Dmitrij Kisieliov ogłosił drugą opcję Rosji, by pogrążyć Wielką Brytanię w głębinach morskich za pomocą podwodnego robota drona Posejdona.

W przerażającej grafice ostrzegł, że pocisk podniesie gigantyczną falę tsunami do wysokości 1640 ft/~500 m.

Później ostrzegł, że wzbierająca woda będzie zawierać wysokie dawki promieniowania, zmieniając to, co zostało z Wielkiej Brytanii w radioaktywną pustynię.

Groźba wynikała z bezpodstawnej przesłanki popełnionej przez rosyjskie media państwowe i tego, że Boris Johnson zagroził przeprowadzeniem ataku nuklearnego na Rosję bez konsultacji z NATO.

Hiperdźwiękowy pocisk balistyczny Sarmat ważący 208 ton Satan-2 ma prędkość 15.880 mil na godzinę i jest uważany przez przywódcę Kremla za „nie do powstrzymania”.

Rosja z powodzeniem wystrzeliła pocisk na początku tego miesiąca, a Putin ostrzegł, że test jest pożywką do przemyśleń dla tych, którzy próbują zagrozić Rosji.

Film pokazuje zabójczy pocisk wystrzeliwany z podziemnego silosu, wywołując ogromną kulę ognia. Przebył on prawie całą długość Rosji – czyli prawie 3600 mil/~5760 km - w około 15 minut i wylądował na poligonie rakietowym Kura na półwyspie Kamczatka.

Te głowice H są 1000 razy silniejsze niż bomby A zrzucone przez USA na Hiroszimę i Nagasaki w Japonii podczas II wojny światowej.

 

Zagrożenie pojawia się w związku z twierdzeniami szefa ukraińskiego wywiadu, że zamach stanu w celu odsunięcia od władzy „porażonego rakiem” Władimira Putina jest już w toku.

36-letni generał Kiriło Budanow uważa, że katastrofalna wojna tyrana na Ukrainie osiągnie latem „punkt krytyczny” i zakończy się przed końcem roku. Siły rosyjskie nadal walczą w wojnie na Ukrainie.

Żołnierzom Putina nie powiodły się jeszcze dwie próby przeprawy przez rzekę na Ukrainie po tym, jak 73 pojazdy zostały zniszczone w zaciętej bitwie, pozostawiając w błocie cmentarzysko czołgów.

 

Źródło – „The Sun” - https://www.thesun.co.uk/news/18566192/russia-threatens-nuke-britain-seconds-finland/?rec_article=true

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Sas-Leśniakiewicz

sobota, 30 października 2021

UFO contra radzieckie Strategiczne Wojska Rakietowe

 


Albert S. Rosales

 

Związki z Rosją

 

Poniżej znajdują się fragmenty niedawnego e-maila, którego dostałem od Paula Stonehilla. Jest on wiarygodnym informatorem w sprawach dotyczących UFO w Rosji. Paul Stonehill jest urodzonym w Związku Radzieckim badaczem UFO i autorem. Jego kanał na YouTube nazywa się Paranormal Research Paul Stonehill. Dotyczy to w szczególności incydentów związanych z bronią nuklearną i UFO w Rosji.

 

***

 

W jednym z najbardziej sensacyjnych radzieckich przypadków UFO w latach 80. pojawiły się UFO, które prawie spowodowały wojnę nuklearną. Stało się to, jak zapisano w raporcie z 5 października 1982 r. w bazie rakietowej pod Chmielnickim na Ukrainie.

 

Pierwszy epizod miał miejsce 5 października 1982 r. w miejscu jednej z dywizji wojsk rakietowych stacjonujących w rejonie Chmielnickiego na Ukrainie. W tym dniu, od godziny 18. do 22., wielu żołnierzy dywizji i członków ich rodzin, łącznie ok. 50 osób, było dla nich świadkami niezwykłego, barwnego zjawiska świetlnego. Przejawiało się to w tym, że w kierunku północnym, wystarczająco wysoko nad horyzontem, jasne obiekty świecące pojawiały się na kilka minut, znikały i pojawiały ponownie, przypominając kształtem statek powietrzny. Niektórzy naoczni świadkowie twierdzili, że widzieli na tych przedmiotach ciemne, przypominające okna plamy, z których czasami wyginały się łukowate strumienie światła sięgające ziemi. Opisane wydarzenie, choć dość imponujące i imponujące, nie byłoby przedmiotem pilnego doniesienia do Moskwy, gdyby nie jedna okoliczność towarzysząca. Faktem jest, że podczas obserwacji tego zjawiska na niebie na panelu sterowania stanowiska dowodzenia dywizji zapalił się baner kontrolny, wskazujący na awarię systemu wystrzeliwania rakiet. Po kilkudziesięciu sekundach ten baner również spontanicznie zgasł, ale załoga bojowa wciąż miała wątpliwości co do przydatności sprzętu. W takiej sytuacji dowódca dywizji postanowił pilnie zgłosić krótkotrwałą awarię wyposażenia stanowiska dowodzenia na stanowisku dowodzenia Sztabu Generalnego, wiążąc tę ​​awarię z pojawieniem się nietypowych świecących obiektów na niebie nad lokalizacją niektórych ICBM.

 

Szef Sztabu Generalnego po zapoznaniu się z raportem polecił pilnie wysłać na miejsce zdarzenia specjalną komisję, w skład której weszli specjaliści zajmujący się badaniem zjawisk anomalnych. Ta komisja rozpoczęła pracę rankiem 6 października, a dwie godziny później ustaliła, co widzieli rakietowcy wieczorem 5 października. Przesłuchanie naocznych świadków pozwoliło im określić kierunek (prawie na północ od lokalizacji części), w którym miały miejsce obserwacje dziwnego zjawiska.

Szukałem szczegółów na temat tej niesamowitej sprawy UFO z najciemniejszych dni zimnej wojny. Ja i kilku innych rosyjskich badaczy znaleźliśmy unikalne dokumenty dotyczące tego stanu wyjątkowego i znaleźliśmy świadków ataku Obcych. Ale sprawa jest ostatecznie bardzo skomplikowana. Według tych, którzy byli świadkami gigantycznego UFO, data zdarzenia jest wcześniejsza niż podana w raporcie.

 

Jeden z badaczy wojskowych z czołowego radzieckiego programu badań UFO, który był na miejscu tego pamiętnego października 1982 roku, później zmienił swoją historię; w 2000 roku nie było już Związku Radzieckiego, ale była oczywista presja… I on się wahał. Ale mówiłem o tym w moich książkach, opisałem ten przypadek w moich wykładach... Chcę tylko przekazać wam więcej informacji od tych, którzy byli obecni na tym terenie w październiku 1982 roku. Z biegiem czasu i nieubłaganym na całym świecie tajność namacalnych informacji o UFO, wątpię, czy dowiemy się więcej szczegółów. Ale zobaczmy…

 

Oto co mój kolega z Rosji, oraz niezwykle kompetentny badacz UFO i autor Michaił Gersztein napisał o tej sprawie:

 

Jednak to, co wydarzyło się 4 października 1982 r. w 50. Dywizji Rakietowej Karpackiego Okręgu Wojskowego, zjeżyłoby włosy każdego normalnego człowieka. W końcu mogłaby się rozpocząć wojna nuklearna!

Tego dnia nad bazą rakiet strategicznych w ukraińskiej wsi Usowo pojawiły się UFO. Raporty wojskowe opisują tajemnicze światła latające spokojnie na nocnym niebie. Jednak to, co wydarzyło się w podziemnym bunkrze jednostki wojskowej 52035, gdzie znajdowały się panele sterowania odpalaniem pocisków, było znacznie groźniejsze…

 

Teraz posłuchajmy tych, którzy byli tam, na ziemi, w 1982 roku.

 

Dla 20-letniego radiooperatora 50. Dywizji Rakietowej Strategicznych Sił Rakietowych, Władimira Matwiejewa, 4 października 1982 r. był dniem, który pamiętał do końca życia. Wieczorem wraz z tysiącem innych żołnierzy i oficerów był świadkiem, jak UFO wisiało przez prawie godzinę nad silosami, w których znajdują się pociski R-12.

– To było niesamowite – jakieś półtora kilometra od nas wisiał ogromny spodek w kształcie elipsy – Wielkość UFO była szokująca – wielkości pięciopiętrowego domu! Na spodek poleciały słabe światła. Chłopaki w tym czasie szli na kolację i wszyscy to widzieli! UFO nadal unosiło się w powietrzu, powoli przesuwając się w lewo, jakby dryfowało. Jeden z oficerów próbował podjechać do niego samochodem. To nie zadziałało - UFO odleciało od samochodu. Potem nagle nastąpiła awaria całego sprzętu do wystrzeliwania rakiet. Cały sprzęt, jednostki, które automatycznie odbierały sygnały, zapisał na taśmie absolutną ciszę - a tak być nie powinno! W końcu nawet przestrzeń wydaje dźwięki. Powiedziano nam, że wszystko się spaliło!

 

A teraz spójrzmy na meldunki.

 

RAPORT

 

W swoim raporcie major Michaił Katsman, który był odpowiedzialny za automatyczne systemy kontroli, poinformował, że sprzęt komputerowy i systemy bezpieczeństwa zostały wyłączone przez nagły, silny impuls. Napisał, że wszystkie wyświetlacze o komendach wystrzeliwania rakiet na cele strategiczne zapalają się w tym samym czasie.

- Ja też byłem świadkiem tych wszystkich wydarzeń, a także widziałem UFO, ale nie mam prawa opowiadać, co się stało z tajnym sprzętem - podpisałem dokument o nieujawnianiu tajemnic państwowych - były szef centrum łączności kontroli walki Federacji Rosyjskiej Jurij Zołotuchin powiedział rosyjskim mediom wiele lat później.

O tym, co wydarzyło się w podziemnym bunkrze, w którym znajdowały się panele sterowania wyrzutnią rakiet, świadczą wyjaśnienia oficerów. Zapaliły się wszystkie lampki na panelach sterowania, wskazując, że pociski były w pełni gotowe do wystrzelenia.

- Sprzęt przeszedł w stan gotowości bojowej - przypomniał były zastępca dowódcy jednostki Jurij Żuk.

Jest to możliwe dopiero po otrzymaniu odpowiedniego rozkazu z Moskwy. A tego nie było – wszystko wydarzyło się samo. Oficerowie dyżurni w załodze bojowej natychmiast osiwieli: informacja, która pojawiła się na tablicy kontrolnej, mówiła, że zhakowano wszystkie zabezpieczenia przed nieautoryzowanym odpaleniem rakiet! W ciągu zaledwie kilku sekund stracili oni kontrolę nad swoją bronią jądrową. Zszokowani incydentem żołnierze zaczęli dzwonić do Moskwy. Powiedziano im, że nikt nie wydał rozkazu startu. Po 15 sekundach wszystko samo wróciło do normy.

- Kilka dni później przybyła komisja, która przeprowadziła ankietę świadków. Chłopaki wręczyli im rysunki przedstawiające UFO – mówi były wojskowy radiooperator Władimir Matwiejew. - Jeden z oficerów przysiągł na swojej karcie członkowskiej partii komunistycznej, że nie jest pijany. Kilka dni później ustawiliśmy się na zbiórce i odczytaliśmy rozkaz Naczelnego Dowódcy Strategicznych Sił Rakietowych nr R010: nie panikuj na widok UFO i nie otwieraj ognia. Wtedy zrozumiałem, dlaczego oficerowie, którzy trzymali rękę „na guziku”, siwieli ponad swój wiek.

Pozwólcie, że opowiem wam o kilku innych przypadkach UFO nad strategicznymi siłami rakietowymi nad ZSRR z akt Michaiła Gershteina.

 

Był rok 1980.

 

Otrzymaliśmy dwa listy od Olega Walentinowicza K-vy (nazwisko jest skrócone), który służył w części Strategicznych Sił Rakietowych stacjonującej w pobliżu miasta Tatiszczewo (obwód Saratowski). Nie możemy podać numeru jednostki wojskowej i adresu do korespondencji polowej zgodnie z Ustawą Federacji Rosyjskiej „O tajemnicy państwowej” oraz „Wykazem informacji o klauzuli tajności państwowej” (cz. II, s. 13, 15), ale korzystając z otwartego źródła - amerykańskiej książki informacyjnej „Soviet Nuclear Weapons” (1989) - zauważamy, że pociski SS-19 (radzieckie oznaczenie RS-18) zostały tam umieszczone w stacjonarnych silosach startowych.

 

Z pierwszego listu:

 

... Naocznych świadków jest 7... O 19.15 czasu lokalnego na wysokości około 6-8 km pojawiła się świecąca kropka. Unosiła się nieruchomo, po czym zaczęła obracać się wokół własnej osi, uwalniając ciągły strumień białego dymu. Wyglądało to jak ślimak. To musiało być jakieś wyładowanie. Następnie wypuściła jasnozieloną, świecącą chmurę, która zaczęła się powiększać, nie tracąc koloru ani światła. Moim zdaniem była to jonizacja powietrza, w każdym razie promieniowanie, na pewno. Następnie świecąca kropka przesunęła się płynnie równolegle do podłoża i nagle (było już ciemno) włączyła szperacz! To było niesamowite! Widoczny był snop światła reflektora. Leciała w ten sposób i nagle nabierając wysokości zniknęła. Chmura stała i świeciła przez 20 minut, a potem rozwiała się... 10 marca 1980 roku.

 

Z drugiego listu:

 

…Prosisz o więcej szczegółów. Swój pierwszy list napisałem do Ciebie trzy dni po wypadku.

Jeśli chodzi o promieniowanie, to sam tak postanowiłem, bo jak świeciła zielona chmura (bardzo jasno), to była jonizacja powietrza.

Polecenie nie bierze tego pod uwagę. W naszym kraju zdarza się to bardzo często. Oddział otrzymał zakaz strzelania do nieznanych obiektów latających. Zostało to powiedziane na odprawie dowódców oddziałów ochrony. Było to po lecie 1979 roku, kiedy nad magazynami uzbrojenia artyleryjskiego zawisł świecący spodek. Wartownik pilnujący magazynów wystrzelił w niego magazynek i natychmiast stracił przytomność. W tym momencie inny facet był na dyżurze bojowym. Obecnie służy u nas (sierżant A.P. Borisko). Pewnej nocy zobaczył świecący obiekt około 10 metrów od siebie. To było jak balon. Zadzwonił do oficera dyżurnego, a oficer powiedział: „Nie rób nic”. NOL zawisł i odleciał.

Ja, Valera, nie mogę pisać bardziej szczegółowo, bo opowiedział mi to dawno temu, a teraz nie rozmawiam z nim (pokłóciliśmy się). Tutaj, jeśli chodzi o to, co widziałem: niektórzy, gdy ich pytasz, mówią obojętnie - spodek, a inni, którzy nie wierzą w latające spodki, mówią, że to prawdopodobnie nasze rakiety są wystrzeliwane. Ale to nie może być tak… Byłem po prostu zszokowany reflektorem, który zapalił. 30 marca 1980 roku.

 

Tak więc co wydarzyło się w 1982 roku na sowieckiej Ukrainie? Jeśli eksperymenty były tajne, ale zaplanowane przez sowieckie siły zbrojne, po co wysyłać na miejsce specjalny zespół w celu zbadania zdarzenia? Aby oszukać Amerykanów… nie sądzę. Ale Moskwa straciła kontrolę nad swoim silosem rakietowym, a konsekwencje mogły być bardzo smutne dla planety, mimo że rakiety nie mogły i nie byłyby natychmiast wystrzelone…

Po prostu nie wiemy wystarczająco dużo.

Paul Stonehill

 

 

Jeśli o mnie chodzi, raporty te obalają pogląd, że cokolwiek widzieli piloci marynarki wojennej i nasi świadkowie, to NIE była ROSYJSKA technologia. Gdyby tak było, do tej pory włączyliby go do swoich najnowszych samolotów, a my spróbowalibyśmy również włączyć go do naszego! To pozostawia nam oczywisty wniosek, że reprezentują one technologię pozaplanetarną. Społeczności wojskowe i wywiadowcze nie mogą wykręcić się z tego wniosku. Kongres musi poprosić te agencje o wyjaśnienie implikacji tych dowodów.

 

 

Moje 3 grosze

 

Tak więc okazuje się, że w ZSRR i Rosji działy się i dzieją takie same incydenty z UFO w okolicach baz wojskowych oraz – co wiem z innych źródeł – cywilnych instalacji nuklearnych, co w USA czy UK. Ale dlaczego uparliśmy się, że są to działania sił pozaplanetarnych? Jestem zdania, że jest to działanie sił jak najbardziej planetarnych! Opowiastki o tym, że Obcy chcę nam wypowiedzieć wojnę wkładam raczej pomiędzy bajki, natomiast bardziej przemawia do mnie to, że ci Obcy są po prostu istotami ludzkimi i Ich robotami obserwującymi nas zza zasłony Czasu. Pisałem już o tym w 2011 roku i zdania nie zmieniam, a wręcz odwrotnie – poznawane fakty utwierdzają mnie w tym. Zainteresowanych odsyłam do mojej monografii „UFO i Czas”, gdzie wyłożyłem ten pogląd.

Ciekawy jestem, czy takie obserwacje miały miejsce i u nas – wszak mieliśmy trzy magazyny broni jądrowej w Polsce:

1.    Podborsk k./Białogardu (skład 3001)

2.   Brzeźnica-Kolonia k./Jastrowia (skład 3002)

3.   Templewo k./Trzemeszna Lubuskiego (skład 3003)

Każdy ze składów zajmował blisko 300 hektarów i miał obsługę składającą się z 120 żołnierzy i 30 oficerów. I jak podaje Wikipedia - składy mogły pomieścić 192–288 ładunków jądrowych. Według ujawnionych danych w połowie lat 80. zmagazynowano w nich 14 głowic o mocy 500 kT, 83 głowice o mocy 10 kT, dwie bomby o mocy 200 kT, 24 bomby o mocy 15 kT i 10 bomb o mocy 0,5 kT. W połowie lat 70. w każdym składzie zbudowano dodatkowy magazyn broni jądrowej typu Granit. Przyczyna rozbudowy składów nie jest znana. Możliwe, że związana była z pojawieniem się na uzbrojeniu LWP kolejnych nosicieli broni jądrowej, takich jak samoloty Su-20 (połowa lat 70.), MiG-23 (1979), MiG-21bis (1980) i Su-22 (1984), zestawy rakiet operacyjno-taktycznych 9K52 (1983), armaty samobieżne 2S7 Pion i rakiety 9K72 zestawu Elbrus (Polska nie posiadała zestawu Oka. Czyniono przygotowania do jego wprowadzenia do 3 Brygady Artylerii w Biedrusku, jednak kryzys gospodarczy w jakim znajdował się PRL pod koniec lat 80. uniemożliwił wprowadzenie zestawu do tej „frontowej” jednostki nowej myśli technicznej mimo wyszkolenia w ZSRR specjalistów do obsługi w/w sprzętu).

Poza bronią jądrową przeznaczoną dla WP na terenie Polski znajdował się szereg składów broni jądrowej przeznaczonej dla Północnej Grupy Wojsk Radzieckich. Był to skład w pobliżu Szprotawy tzw. typ Monolit (około 40 bomb jądrowych 244N, a później 8U46, 8U47, RN-28, RN-40, a także głowic dla lotniczych pocisków rakietowych), obiekty typu Granit znajdujące się na lotniskach w Chojnie i Bagiczu (składy pogotowia mieszczące 10-20 bomb przeznaczonych dla radzieckiej 239. Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego), oraz Kluczewie (dzielnica Stargardu).

A zatem – jak widać – Polska też miała trochę tego paskudztwa w swych granicach. Szczególnie powinien podlegać Ich zainteresowaniu Dolny Śląsk i terytoria północno-zachodnie naszego kraju. I faktycznie – jak dowodzą tego prace Damiana Treli i Jarosława „Foxa Muldera” Krzyżanowskiego – Dolny Śląsk był i nadal jest penetrowany przez Obcych. Być może powodem są znajdujące się tam hitlerowskie instalacje z czasów II Wojny Światowej – a w szczególności nazistowskie Alamogordo, w którym realizowano kopię amerykańskiego Projektu Manhattan w Górach Sowich, co atoli jest już tematem w innej ballady.

 

Przełożył i opracował - ©R.K.F. Leśniakiewicz 

 

niedziela, 29 grudnia 2019

Rosja wprowadziła do służby „zabójczą broń”




Media doniosły:


Od dzisiaj Rosja wprowadziła do służby nowy hipersoniczny pocisk jądrowy Avangard. Pocisk osiąga 27-krotną prędkość dźwięku zachowując możliwość manewrowania i aktywnego omijania systemów obrony wroga.

Prezydent Rosji Władymir Putin opisał Avangard jako przełom technologiczny porównywalny z radzieckim wystrzeleniem pierwszego satelity w 1957 roku. Nowa broń rosyjska i podobny system rozwijany przez Chiny zaniepokoiły Stany Zjednoczone, które zastanawiają się nad strategiami obronnymi.

Nową broń Rosji miesiąc temu z bliska obejrzeli inspektorzy ze Stanów Zjednoczonych. Nie wiadomo do końca na czym dokładnie polegały oględziny rakiet. Rosyjskie ministerstwo obrony przedstawiało to jako próbę podtrzymania rosyjsko-amerykańskich rozmów o przedłużeniu traktatu New START - porozumienia, w ramach którego Stany Zjednoczone i Rosja zobowiązują się do ograniczenia i redukcji zbrojeń strategicznych. Traktat został podpisany w 2011 roku i w teorii ma zostać przedłużony w 2021 roku. Stany Zjednoczone jak na razie nie kwapią się jednak do rozpoczęcia rozmów nad podpisaniem jego nowej wersji.





Fazy lotu pocisku Awangard

Minister obrony Sergei Szoigu poinformował Putina, że pierwsza jednostka rakietowa wyposażona w hipersoniczny pocisk Avangard weszła do służby bojowej. Stacjonuje podobno w okolicach Orenburga na Uralu.

Kiedy w marcu 2018 roku Putin ujawnił, że Rosja kończy prace nad nowym pociskiem powiedział: Zmierza do celu jak meteoryt, jak kula ognia. Dodał także, że Avangard został zaprojektowany przy użyciu nowych materiałów kompozytowych tak, aby wytrzymać temperatury do 2000 Celsjusza, wynikające z przelotu przez atmosferę z prędkością hipersoniczną.

Artystyczna wizja Awangarda

Z innych źródeł:


 Minister obrony Rosji Siergiej Szojgu oświadczył, że rozpoczął dyżur bojowy pułk strategicznych rakiet balistycznych, wyposażonych w hiperdźwiękowe głowice manewrujące Awangard. Nie podał jednak liczby tych rakiet.

Uczestniczący w naradzie dowódca strategicznych wojsk rakietowych Siergiej Karakajew poinformował, że kompleks Awangard wszedł na uzbrojenie jednego z pułków stacjonującej w obwodzie orenburskim Jasnienskiej Dywizji Rakietowej.

Według oficjalnych rosyjskich źródeł, poruszająca się lotem ślizgowym nad gęstymi warstwami atmosfery nuklearna głowica Awangard może osiągać prędkość nawet 20 razy większą niż dźwięk oraz wykonywać manewry unikowe dla obezwładnienia obrony przeciwrakietowej. Głowice te montuje się na międzykontynentalnych pociskach balistycznych UR-100N (oznaczenie zachodnie Stiletto)[1].

Pomysłodawcą hiperdźwiękowych statków powietrznych przedłużających swój lot kolejnymi odbiciami od gęstych warstw atmosfery był jeszcze w latach II wojny światowej niemiecki inżynier Eugen Saenger.[2] Nad konstrukcjami tego rodzaju pracuje się obecnie również w USA, ale w odróżnieniu od Rosji mają one tam służyć jako instrument konwencjonalnych Natychmiastowych Uderzeń Globalnych (Prompt Global Strikes) w dowolnych punktach kuli ziemskiej.




Przelot i rozpad bolidu nad Guam

Moje 3 grosze


Jak widać, idea powstania takich pocisków jest stara jak powojenna Europa. Inż. Eugen Sänger pracował nad kilkoma projektami Wunderwaffe, które miały za zadanie przechylić szalę wojny na korzyść III Rzeszy. Był tam i hiperdźwiękowy bombowiec, który miał za zadanie zbombardować Nowy Jork i inne wielkie miasta USA, przy czym nie mówiło się o bombardowaniu konwencjonalnym, ale nuklearnym. Idea była prosta – booster wynosił bombowiec na LEO i to z niskiej orbity bomby miały spadać na Amerykę. Na szczęście Niemcy nie zbudowali dostatecznie małej i dostatecznie silnej głowicy A, by można ją było umieścić w podorbitalnym samolocie Sängera czy rakiecie A-4/V-2, co jednak już było możliwe w A-4/V-2 Urzel znanej bardziej jako V-6. Przypominam tutaj, że Urzel mogły być wystrzeliwane z pokładów U-bootów. Ale to już temat z innej ballady.


 Pociski te mają latać na dużych wysokościach poza gęstymi warstwami atmosfery, a zatem 40.000< m z prędkościami Ma 20-27 czyli – proszę ja kogo – 6,6-8,91 km/s, a do tego możliwości manewrowe… Tak szybko poruszający się obiekt jest niesłychanie trudny do przechwycenia. Nieciekawie to widzę i nie dziwię się, że Amerykanie się tego obawiają. Wydaje się, że zbrojenia – w tym kosmiczne – weszły na kolejny poziom, poza którym grozi nam wszystkim totalna zagłada, świat znów stanie się nieprzyjazny do życia jak w Kriogenie, a ewolucja będzie startować od nowa – od pierwszej sinicy.

Ale niewielu to rozumie, zaś bezmyślna reszta potakuje i hałłakuje idiotom, których nie obchodzi los planety i życia na niej, zapatrzonym w siebie chciwym ½-mózgom, którzy biorą ich na patriotyzmy, religie i inne idiotyzmy wymyślone po to, by zniewalać ludzi...


Źródła:



[1] Właściwie Stillet. Są one na wyposażeniu Kolejowych Wojsk Rakietowych FR i cechuje je wysoki współczynnik CEP.
[2] Właściwie Sänger.

niedziela, 15 września 2013

Świetlista spirala nad Norwegią - Buława contra UFO?


W dniu 10 grudnia media przyniosły niezwykłą wiadomość, która zaintrygowała wszystkich badaczy Nieznanego. Oto nad północna Norwegią ukazało się niezwykłe zjawisko – najpierw na horyzoncie ukazała się świetlista kropka, która zaczęła wspinać się ku zenitowi wlokąc za sobą niebieskawy „ogon”. Naraz świetlista plamka jakby znieruchomiała, a wokół niej zaczęła narastać niebieskawo-zielonkawa spirala. Po kilkunastu sekundach plamka zgasła, a świetlista spirala rozproszyła się.  Oczywiście z miejsca runęła lawina spekulacji i…


…test nowej broni wywołał "gorączkę UFO"


Dziwny wir niebieskiego światła, widziany wczoraj na porannym niebie w Norwegii, jest przypisywany nieudanemu testowi rosyjskiej rakiety. Zjawisko to można było obserwować w całej Norwegii, a świadkowie opisywali je jako wir światła, który około godziny 8.00 rano czasu lokalnego pojawił się na niebie, a potem eksplodował.

Rosyjskie ministerstwo obrony potwierdziło, że flota wystrzeliła tego dnia pocisk balistyczny typu Buława, ale zaprzeczyło jakoby test miał związek ze światłami widzianymi nad Norwegią. Ministerstwo potwierdziło też, że pocisk został wystrzelony z atomowego okrętu podwodnego RFS TK-208 Dymitr Doński, ale nie podało danych na temat położenia okrętu w momencie, kiedy doszło do wystrzelenia.

Truls Lynne Hansen, szef obserwatorium geofizycznego w Tromsø w północnej Norwegii, powiedział CNN, że starty rakiet to powszechny widok w tym rejonie.

- Widzieliśmy rakiety wystrzeliwane z północno-zachodniej Rosji i poligonu rakietowego w Kiruna w północnej Szwecji oraz z pobliskiego Andenes na północy Norwegii, ale czegoś takiego nie widzieliśmy – powiedział jednak Hansen.

- Zazwyczaj widzimy, jak drugi człon rakiety spala się, a potem znika. To było coś niespotykanego - mówi.

W pisemnym oświadczeniu rosyjskie ministerstwo obrony stwierdziło, że test rakiety nie powiódł się na trzecim etapie lotu.

- Niestabilna praca silników w trzecim członie (rakiety) została wykryta przez systemy monitorujące - stwierdzono w oświadczeniu. - Przyczyny tego technicznego problemu są ustalane przez państwową komisję.

Erik Tandberg, konsultant w państwowej agencji Norweskiego Centrum Kosmicznego (Norwegian Space Center), powiedział, że centrum zostało zasypane pytaniami o pochodzenie wirującego światła.

W ciągu kilku godzin agencja stwierdziła, że zjawisko to nieudany test rosyjskiej rakiety.

- Było niemal pewne, że problem spowodowała rosyjska rakieta - powiedział CNN Tandberg. - Od pierwszego telefonu wczoraj rano upłynęły dwie, może trzy godziny, zanim dla większości ludzi stało się jasne z czym mamy do czynienia.

Pierwsze teorie, które pojawiły się w Internecie wiązały to zjawisko z przylotem kosmitów, a nawet wizytą prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy w Oslo i związanym z tym odbiorem przez niego Pokojowej Nagrody Nobla.

- Myślę, że dla większości ludzi jasne było, że to nie UFO, w takim sensie jak większość z nas je rozumie. Oczywiście wszystko stanowi UFO do czasu, aż zostanie ustalone, co to jest. Jednak większość ludzi łączy pojawienie się UFO z kosmitami, a takie pomysły pojawiły się tylko na początku, potem już nie - powiedział Tandberg.

W obserwatorium geofizycznym w Tromsø naukowcy badają pole magnetyczne Ziemi, w tym między innymi zorzę polarną, obserwowaną w pobliżu północnego pola magnetycznego. Tandberg stwierdził, że połączenie kilku czynników spowodowało, że światło było tak wyraźnie widoczne. Błękit obłoku przypisuje on podświetleniu gazów wydobywających się z rakiety od spodu przez słońce.

- Obecnie nie widać u nas słońca. Nie wschodzi ono i jest tuż za horyzontem na wschodzie. Niebo było bardzo, bardzo czyste. Zimne i czyste powietrze pozwoliło na to, że gazy z rakiety zostały podświetlone od dołu przez słońce. To jeden z powodów, dla których były one tak wyraźnie widoczne - wyjaśniał Tandberg. (Onet.pl)






Zwróciłem się do szwedzkiego ufologa Clasa Svahna z prośbą o komentarz do tej informacji i oto, co mi odpisał:

Tak, jest potwierdzone, że był to jeden z 13 pocisków rakietowych wystrzelonych próbnie z pokładu SSBN Dimitrij Donskoj i jeden z tych, który nie funkcjonował tak, jakby tego sobie życzyli rosyjscy wojskowi. Start tego pocisku był obserwowany także na północy Szwecji.

Jak podaje z Moskwy Wacław Radziwinowicz z "Gazety Wyborczej", rakieta Buława zamiast na poligon Kura na Kamczatce pomknęła nad norweskie Tromsø, a potem ponoć uległa samozniszczeniu. Początkowo Rosjanie jak zwykle zaprzeczali wszystkiemu, ale operatorom telewizji VG-TV udało się sfilmować cały przebieg zdarzenia.  Już się go nie udało ukryć przed światem, czy nałożyć na nie odpowiednią „kryszę” albo „maskirowkę”.



* * *

Oglądałem ten film i zdjęcia. Faktycznie, jest to normalny widok lecącej rakiety. Podobne zdjęcia wykonał pilot szwedzkiego samolotu lecącego z Bangkoku do Kopenhagi w 2005 roku, o czym mówi artykuł Clasa Svahna, który prezentuję poniżej w całości:


UFO czy rosyjska rakieta?


Jeden ze szwedzkich pilotów kpt. Anders Ahlberg miał niezwykłe szczęście, a mianowicie – udało mu się wykonać 9 zdjęć startującej rakiety nad południową częścią WNP, w dniu 16 czerwca 2005 roku. Początkowo sądził, że widzi UFO... Materiał o tym niezwykłym spotkaniu został opublikowany w szwedzkim magazynie "UFO-Aktuellt" nr 3/2005.

Wydarzyło się to w czasie, kiedy kpt. Ahlberg znajdował się na trasie z Bangkoku do Kopenhagi. On i jego kopilot zauważyli jasne światło, które jakby leciało kursem równoległym do trasy jego samolotu i wlokło za sobą świetlistą smugę. Było to o godzinie 23:06 GMT i samolot znajdował się mniej więcej w połowie trasy z Samarkandy do Aktiubińska, 150 mil (około 240 km) od Moskwy.
- Siedzieliśmy sobie spokojnie w górze i naraz zobaczyliśmy jasny obiekt, która zmierzał w stronę naszej maszyny. Ale zorientowaliśmy się, że to nie był żaden samolot, który ciągnął za sobą smugę, więc sięgnąłem po aparat fotograficzny i wykonałem kilka zdjęć.










Kpt. Ahlberg opisuje, jak obiekt wznosił się z kierunku Moskwy i poszedł prosto na wschód. Obaj piloci mogli podziwiać jego lot przez dwie minuty. Zauważony był on po raz pierwszy „na godzinie dziesiątej” (tzn. 60º w lewo od kursu samolotu), w czasie kiedy samolot leciał kursem pomiędzy 280º a 290º (tj. kierunek WN-W).
- Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś podobnego – powiedział on, kiedy później dowiedział się, że widzieli oni start rosyjskiej rakiety kosmicznej. Wygląd i rozmiary smugi kondensacyjnej także całkiem różnił się od mu znanych typów statków powietrznych.
- Pytaliśmy kontrolę ruchu powietrznego o to, co tam było. Ale oni nie chcieli nam pomóc. Po prostu odpowiedzieli, że „nie mamy żadnych oficjalnych informacji o tym, co to było”. Tak właśnie było. Cały czas odpowiadali: „nic się nie dzieje” na nasze pytania. To tak, jak kiedyś było w Chinach – widzę MiG-31 lecący w kierunku Pekinu i mówię kontroli lotów: „Widzę, że tutaj jest jakiś wojskowy samolot”. A oni odpowiedzieli: „Tam NIE MA żadnego samolotu wojskowego”. Następnym razem taki numer nie przejdzie!

UFO-Sverige może odpowiedzieć na pytanie zadane przez kpt. Ahlberga o to, co widzimy na zdjęciach. Była to rakieta nośna Sojuz-U ze statkiem kosmicznym Progress-M-53, który udawał się w rejs do ISS. Została ona wystrzelona z kosmodromu Baikonur w Kazachstanie.


A może jednak UFO?


Zdjęcia są rzeczywiście ciekawe, bo przypominają mi fotografię UFO zrobioną ponoć w archipelagu Wysp Kanaryjskich dnia 22 czerwca 1976 roku, lub 5 marca 1979 roku, o czym już pisałem, a także serię zdjęć wykonanych przez japońskiego fotografa Isao Tanii’ego w dniu 28 października 1987 roku o godzinie 18:00 czasu miejscowego (02:00 GMT) w okolicach Los Angeles, CA. W obydwu przypadkach przedstawiają one start rakiety i to wielostopniowej. A zatem nie ma mowy o meteorach czy UFO, a o wytworach rąk ludzkich – ICBM czy rakietach kosmicznych. Na Kanarach mógł to być pocisk balistyczny odpalony z okrętu podwodnego, zaś w przypadku Los Angeles mógł to być jakiś satelita szpiegowski wystrzelony z wojskowego kosmodromu Vanderberg III AFB.   

Start SLBM w okolicach Wysp Kanaryjskich...



...i Los Angeles, 28.X.1987 roku

Kiedy tłumaczyłem ten materiał, to pojawiły się pewne wątpliwości, co do tego, czy był to rzeczywiście tandem Sojuz-U/Progress-M-53 w locie ku ISS. Pierwszą sprawą było położenie samolotu kpt. Ahlberga. Clas Svahn pisze, że znajdował się on w połowie drogi  pomiędzy Samarkandą w Uzbekistanie a Aktiubińskiem w Kazachstanie – pkt. 1 na mapce. Oznacza to, że znajdował się on nieco na południe i wschód od Bajkonuru, a zatem mogli oni faktycznie zobaczyć start Progressa, który miał miejsce w dniu 17 czerwca o godzinie 01:09 czasu warszawskiego, (tj. 05:09 czasu lokalnego Bajkonuru), ale jeszcze 16 czerwca o godzinie 23:09 GMT. Analiza zdjęć wykazuje jednak, że najprawdopodobniej szwedzki samolot znajdował się bardziej na wschód – czyli bliżej Samarkandy, gdzieś w okolicy pkt. 3.

No dobrze, ale w takim przypadku samolot nie mógł się znajdować w odległości ok. 240 km od Moskwy – jak to twierdzi autor. Znajdując się w tym miejscu – pkt. 2 na mapce – piloci nie mogliby zobaczyć startu i lotu w atmosferze Progressa, bowiem znajdowali się zbyt daleko na zachód od Bajkonuru i nawet lecąc na wysokości 12.000 m mogliby oni widzieć przedmioty terenowe leżące w odległości ok. 392 km od samolotu, bo tyle wynosiła odległość od niego do linii horyzontu. Dalej widok zasłaniała krzywizna Ziemi. Tak zatem dnia 31 października napisałem email do Clasa Svahna z zapytaniem w tej materii.

W dniu 1 listopada otrzymałem odpowiedź, że istotnie nastąpił błąd – chodziło bowiem o dystans wynoszący nie 150 mil, czyli 240 km, ale o 200 mil szwedzkich, z których każda liczy sobie 10 km, a zatem odległość wynoszącą 2.000 km! Czyli sprawa została wyjaśniona i załoga szwedzkiego stratolinera faktycznie widziała i sfotografowała lot w atmosferze tandemu Sojuz-U/Progress-M-53 lecącego do ISS. A zatem nie było to UFO i trochę żal, bo padła kolejna legenda, którą na pewno wylansowałyby media goniące za tanią sensacją...


* * *


Jeszcze o pseudo-UFO nad Norwegią


W dniu 12.XII. zwróciłem się do kolegów z FUFORA z prośbą komentarze i ewentualne relacje z obserwacji zjawiska świetlnego nad Norwegią, które było zaobserwowane kilka dni temu i wiąże się je z nieudaną próbą rosyjskiego pocisku rakietowego Topol/Buława. A oto odpowiedź:

O ile mi wiadomo, żaden Fin nie widział tego zjawiska na niebie. Było to zbyt daleko na północ od naszych granic. Na ten temat ukazała sie tylko niewielka wzmianka w naszej prasie bulwarowej. Sprawdziłem tez na naszej stronie internetowej FUFORA, ale tez nikt nie komentował tego wydarzenia. Nasz prezes sądzi, że była to po prostu nieudana próba z rosyjską rakietą.

Usko Ahonen

Tego samego dnia otrzymałem odpowiedź od prezesa FUFORA, która brzmiała tak:

Ten incydent nad Norwegią został dokładnie opisany przez prasę w różnych krajach. Pokazano go również w wielu stacjach TV i ich programach informacyjnych. Niestety, incydent ten nie był widoczny w Finlandii, i nie mogę na jego temat niczego powiedzieć. Zdarzenie to bardzo szybko zidentyfikowano jako nieudaną próbę rosyjskiego ICBM systemu BUŁAWA wystrzelonego w okrętu podwodnego. Na ten temat pojawiło się sporo informacji, do których linki podaję poniżej: (i dalej nastąpiła lista linków do stron internetowych)

Z poważaniem -

FUFORA Finland
Björn Borg - Prezes


A zatem - jak widać z powyższego - na pewno nie było tam żadnego UFO. Trochę szkoda, bo tak to spektakularnie wyglądało. Ale takie widowiska nie są czymś nowym, bo coś podobnego - jak przypomniał to Arkadiusz Miazga - widziano nad Azją, kiedy doszło do awarii chińskiej rakiety nad Tybetem. Oczywiście także w tym przypadku na informacje nałożona była całkowita „czapa”… Krótko mówiąc - trzeba dobrze obserwować niebo, szczególnie przy naszej wschodniej i północnej granicy, bo takie widowisko mogą nam Rosjanie zafundować także nad Bałtykiem czy Białorusią...

Upłynął kolejny dzień i…


Test nowej broni ASAT?


Tak się ciekawie złożyło, że 13 grudnia otrzymałem od mojej australijskiej korespondentki taki oto list w sprawie HAARP:

Armia USA od dawna analizuje pogodę pod kątem wykorzystania jej w działaniach wojennych. W ośrodku HAARP (High Frequency Active Auroral Research Program) w Gakona na Alasce sztab naukowców zawiaduje siecią nadajników radiowych olbrzymiej mocy. Według oficjalnych doniesień HAARP prowadzi między innymi badania jonosfery, jednak niektórzy naukowcy zwracają uwagę na fakt, że dysponując mocą nadajników ośrodka można nie tylko badać pogodę, ale również ją zmieniać. Falami elektromagnetycznymi o odpowiedniej częstotliwości wystarczy rozgrzać na przykład chmurę pyłu rozsianego w górnych warstwach atmosfery. Zupełnie jak w gigantycznej mikrofalówce. A stąd już tylko krok do sterowania masami powietrza, chmurami, a nawet huraganami.

Rezolucja przyjęta w 1976 r. przez Zgromadzenie Ogólne ONZ zakazywała modyfikowania pogody dla celów militarnych. Naukowcom pozwolono jedynie „bawić się” klimatem w pokojowych celach. O tym, że ta zabawa nadal trwa, świadczą ostatnie doniesienia.

Mając broń mikrofalową można skierować fale na chmury i spowodować ich rozgrzanie i odparowanie. Chmury, to para wodna, której cząsteczki pod wpływem fal zaczynają drgać, a drgania powodują wzrost temperatury. Chmury zbierają się, bo woda na Ziemi paruje. Jak ciepły front powietrza jest wysoko, to para jest wchłaniana przez kosmos. Ciepły front powietrza ma konsystencję rzadką. Natomiast zimny front powietrza ma konsystencję gęstą i kiedy przechodzi nisko, to zatrzymuje parę wodną tworząc chmury. Jak HAARP chce odparować chmury, to musi podgrzewać nie tylko chmury ale i front chłodnego powietrza nad chmurami. Teraz wszystko zależy, jaki gruby jest ten zimny front powietrza i jaką moc nadajnika fal mamy do dyspozycji.

Można też podgrzewać wodę w oceanie, w morzu w rzece czy w innym zbiorniku. HAARP nakierowując fale na jakiś obszar wodny powoduje podgrzanie wody i jej szybkie parowanie. Jak akurat nad podgrzewaną powierzchnią przechodzi wysoko chłodny front atmosferyczny, to chmury będą tworzyły się bardzo szybko. Kiedy się jeszcze zna aktualny kierunek wiatru, to te chmury można skierować w odpowiednie miejsce i spowodować obfity opad z nagromadzonych chmur. Ostatnio taki nietypowy opad był spowodowany w Anglii. W niektórych miejscach woda sięgała 2,5 metra.
HAARP może przesyłać chłodne powietrze. O tym przekonałam się sama. Kilka razy leżąc w łóżku czułam syberyjski powiew powietrza. To było coś niesamowitego, ale to mi podpowiada, że HAARP może ochładzać parę wodną w chmurach powodując jej skraplanie - deszcz.

Anglicy też mają bazy HAARP, bo oni do tego programu należą, tak jak do ECHELON.
Ja wiem o trzech brytyjskich bazach. Jedna jest w Australii, a o drugiej wiem na Cyprze i o trzeciej w Hondurasie. O tych bazach zdołałam się doczytać. Wszystkich baz HAARP jest 132.

(W kontekście powstania w Polsce bazy wojsk USA) Ano nie jest wiadomo, co będzie w Polsce. Jak instalowała się baza amerykańska w Australii w 1963 roku, to premier Australii bardzo chciał się dowiedzieć, do czego będzie przeznaczona ta baza, ktora się mieści na ośmiu kondygnacjach pod ziemią. Okazało się, że to była wielka tajemnica, a że premier był nieugięty, to CIA go odwolała, a królowa brytyjska przyklasnęła. Premier całą sprawę rozkręcił w telewizji na ten temat. Teraz już wiadomo, że w Pine Gap mieści się amerykanski HAARP, ale to po latach wydali australijscy pracownicy, bo ponad tysiąc ich tam pracowało, ale nie było wolno im wchodzić na amerykańskie piętra i spotykać się z Amerykanami.

Takie to są sprawy tego świata Anglosasów. W Polsce będą robili, co będą chcieli.

Tyle moja korespondentka. Ile jest w tym prawdy - trudno powiedzieć. Jest coś na rzeczy i rzeczywiście manipulacje z pogodą mają miejsce już od Wojny Koreańskiej i w Wietnamie, kiedy to Amerykanie usiłowali spowodować obfite opady deszczu lub wręcz odwrotnie - ich zanik - nad atakowanymi rejonami. Rosjanie zawsze przed 1-majowymi obchodami rozpylali w chmurach argentorat albo halogenki srebra w celu „wylania się" chmur sunących na Moskwę - tam musiała być zawsze słoneczna pogoda. Podobnie robili Chińczycy - ostatnio przed ceremonią otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Pekinie.

Nad Norwegią zaobserwowano wir niebiesko-zielonkawego światła, który był spowodowany przez niezbyt precyzyjnie odpalony i sterowany ICBM typu Topol-M z morskiego systemu Buława. Tak podały media i z tym zgadza się większość uczonych i ufologów. W dniu przedwczorajszym (12.XII.) na łamach Seattle Exopolitics Examiner pojawiła się ciekawa notatka, której treść przedstawiam poniżej zgodnie z jej internetową wersją:

Dwaj badacze przypisują światło nad Norwegią instalacji HAARP - anty-ETI kosmicznej broni masowego rażenia

12 grudnia, Alfred Lambremont pisze:

W dniu 9 grudnia 2009 roku zauważono spiralne światło nad Tromsø, Norwegia. Idąc śladem różnych interpretacji tego zjawiska w przededniu wygłoszenia przez Baracka Obamę mowy z okazji nadania mu Nagrody Nobla (a chodziło o nieudany rosyjski test rakietowy - Rosyjski ICBM został uszkodzony przez Obcych), dwaj badacze niezależnie od siebie doszli do wniosku, że w tym przypadku zadziałał HAARP, którego antenowe pole znajduje się stosunkowo blisko miejsca tego rakietowego incydentu nad Norwegią.

Zgodnie z jednym z tych badaczy Davidem Wilcoxem - jedno z jego poufnych źródeł twierdi, że spiralne światło nad Norwegią było częścią Projektu Blue Beam. Jednym z jego celów jest użycie fal elektromagnetycznych i wysoko zaawansowanych technik ich przesyłu i propagacji do - jak pokazano to nad Norwegią - przygotowania i wprowadzenia na masową skalę warunków do wprowadzenia na świecie Nowego Porządku Światowego - NWO. Jeżeli ta analiza jest trafna, to te norweskie światło mogło być indukowaną przez HAARP próbą zakotwiczenia pozaziemskiej czy transcendentnej aury wokół przemówienia prezydenta Obamy w Oslo, co miało miejsce w dniu 10 grudnia.


Może tak akurat było, ale nie chce mi się w to wierzyć. Natomiast pewne jest jedno - w reaganowskich planach „wojen gwiezdnych” programu SDI/NMD przewidziano stosowanie antyrakietowej i antysatelitarnej broni mikrofalowej służącej do oślepiania i niszczenia samonaprowadzających się na cel głowic nuklearnych oraz satelitów zwiadowczych. I tutaj jest właśnie miejsce dla instalacji HAARP. Silna wiązka mikrofal wyemitowana z Ziemi teoretycznie mogłaby rozregulować elektroniczne układy satelitów i ich czujniki do tego stopnia, że byłyby one bezużyteczne.

W przypadku norweskim pocisk rakietowy wystrzelony z pokładu SSBN mógł zostać trafiony wiązką wysokoenergetycznego promieniowania radiowego o częstotliwości kilku czy kilkunastu GHz (gigaherców) i jego elektronika „padła" z wiadomym efektem - eksperyment się nie udał, a sam pocisk nie doleciał do celu... W takim kontekście, HAARP okazałby się niezwykle groźną bronią - o wiele lepszą od wszystkich systemów OPB i ASAT razem wziętych!


A zatem nie pozostaje nic innego, jak czekać na dalszy rozwój wypadków.