Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UOSO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UOSO. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 maja 2013

UOSO sfotografowane przez NASA


Kontrowersyjne zdjęcie wykonane przez jednego z astronautów na orbicie wokółziemskiej (NASA)


George A. Filer III (MUFON)


To zdjęcie wywołało intensywną dyskusję pomiędzy ufoentuzjastami a ufosceptykami. Wielu wierzy w to, że zdjęcie jest autentyczne i że NASA nie jest do końca uczciwa w stosunku do nas, zaś inni twierdzą, że to nie jest dowód i należy go pominąć.
- Najwidoczniej astronauci z NASA sądzili że to było na tyle interesujące, by to sfotografować, a jeden z nich zamieścił to zdjęcie na internetowej stronie NASA – dodaje Waring.

Ten Nieznany Obiekt Latający został sfotografowany jak wisiał nad powierzchnią Ziemi, a kiedy jego zdjęcie opublikowano na stronie NASA, to wywołało to żywą dyskusję pomiędzy obywatelami USA. Zdjęcie to wykonane na orbicie i pokazane na stronie NASA pokazuje potencjalnie pozaziemski statek kosmiczny.

To spektakularne zdjęcie zrobiono na dużej wysokości ponad wstęgami chmur, które widać daleko poniżej. Jednak orle oczy internautów ujrzały jeszcze coś w tym kadrze – niewielki dyskokształtny obiekt wiszący w lewej-górnej części kadru.
- Oglądając dokładniej to zdjęcie z NASA, można zobaczyć nie tylko UOSO, bo kiedy podkręcicie jasność monitora waszego komputera, to zobaczycie świecącą aurę wokół tego obiektu – mówi ufolog Scott C. Waring. 


Przekład z j. angielskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©

piątek, 10 maja 2013

BOLID SKANDYNAWSKI I LODOWE KULE




Na północy, przy Zwrotniku Raka
Pojawi się kometa
Słuchajcie: Susa, Siena, Beocja, Erytrea
Umrze wielki z Rzymu, noc już nie istnieje
Nostradamus, Cen. VI,6

Łowcy sensacji i wszelkich innych dziwnych historii na przełomie lat 1999/2000 znajdowali się w stanie „podwyższonej gotowości bojowej”, a wszystko za sprawa informacji napływających z mediów.

Wszystko zaczęło się od sensacyjnego doniesienia o przelocie czegoś, co nazwano Bolidem Skandynawskim, a stało się to wieczorem, 20.XII.1999 roku. Ów bolid zaobserwowano zrazu nad Narwikiem, Norwegia, jak leciał w kierunku S-SW z prędkością ok. 1,11 km/s, tak że po pół godzinie zaobserwowano go w szwedzkim Malmö i Kopenhagą (CPH) w Danii, jak poleciał w kierunku Kanału La Manche, gdzie widziano go po upływie kolejnych 30 minut. Tym razem leciał na SW-W, a zatem musiał on wykonać skręt o 45° na W gdzieś nad Kopenhagą!

Od razu skontaktowałem się telefonicznie z red. Andrzejem Zalewskim z Eko-Radio PR-1, od którego uzyskałem dalsze informacje na ten temat. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że nie mógł to być żaden bolid czy meteoryt, bo żaden meteoroid nie może wykonywać skrętów w czasie lotu atmosferycznego. Żaden! Pozostały w takim razie tylko super czy hipersoniczne samoloty szpiegowskie typu Uragan czy Aurora albo… UFO. Zresztą Bolid Skandynawski ex definitio jest UFO, boż nie wiemy, czym on był naprawdę!

Skontaktowałem się także z Panem Tora Greve z UFO-Malmö , by dowiedzieć się czegoś więcej o Bolidzie Skandynawskim. Odpowiedź, jaką otrzymałem wprawiła mnie w niejakie zdumienie:
W dniu 1999-12-20: Zjawisko zaobserwowane nad południową Szwecją i Danią było albo bolidem z roju Geminidów, albo stopniem satelity amerykańskiego wystrzelonego z Vandenberg III AFB w Kalifornii tego lata.

OK., niech i tak będzie, ale w takim razie dlaczego ów „bolid z roju Geminidów” – radiant w konstelacji Bliźniąt – RA = 112°,3 DEC = +32°,5 - leciał w cztery dni po przelocie roju (radiant promieniuje w dniach 4-16.XII z maksimum 14.XII) i na dodatek z prędkością 1,11 km/s zamiast „przepisowych” dla niego 34,4 km/s?... Trudno także przyjąć, że był to człon rakiety , bo musiałby się on już Spalic na trasie Narvik – Malmö – czyli na dystansie prawie 2000 km.

Tora Greve doniósł mi o jeszcze jednym bolidzie, który pokazał się w dniu 4.I.2000 roku – i tym razem uważa się go za meteoroid z roju Kwadrantydów… Równie dobrze mogłaby to być rakieta wystrzelona z kosmodromu w Pliesiecku k./Archangielska czy jakiegoś rosyjskiego okrętu nawodnego czy podwodnego na Morzu Barentsa, ale… to akurat jest najbardziej wątpliwe.

Skojarzyłem pojawienie się Bolidu Skandynawskiego ze zbliżającą się do nas Kometą Millenijną – o oznaczeniu C/1999 S4 (LINEAR), której peryhelium wyniesie 0,977 AU w połowie lipca 2000 roku.

[Nawiasem mówiąc sprawiła ona zawód, bowiem można ją było obserwować tylko przez przyrządy. Ja ją widziałem na tle Plejad w Byku jako niebieskawo-zielonkawą mgiełkę na granicy widzialności… - niestety. Powtórzyła się zatem historia jak ze słynną kometą Kohoutka z 1973 roku.]

Poza tą kometą ekipa Marcina Mioduszewskiego znalazła jeszcze komety: C/1999 S1 z q = 0,058 AU, a zatem niemal muskającą Słońce w peryhelium jak słynna kometa P/Ikeya-Seki; dalej – kometa Kearns-Kwee, Tempel 2, C/1999 K8 i C/1999 R1. Wszystkie one zostały odkryte jesienią 1999 roku, i któraś z nich może nam realnie zagrozić…

Zagrożenie to już daje znać o sobie, czego dowodem są spadające tu i ówdzie lodowe kule przypominające gradziny, ale o ogromnych rozmiarach i masie co najmniej 10 kg! Do dnia 2.II.2000 roku bombardowane lodem były: Belgia, Hiszpania i Włochy – nikt jak dotąd nie wie, skąd wziął się ten lód… Podejrzewam, że część towarzyszących kometom drobnych ciał niebieskich – tzw. poputczykow komiety jak nazywają je Rosjanie – to są właśnie te lodowe i lodowo-kamienne bryły, które po wtargnięciu w atmosferę Ziemi rozpadają się tworząc wysokie – do 80.000 m n.p.m. srebrzyste obłoki czy świecące obłoki (silver clouds) utworzone głównie z mikrocząstek żelaza (sic!) i niższe – do 25.000 m perłowe obłoki (pearl clouds) składające się z kometarnej pary wodnej. Takie zjawiska obserwowałem m.in. latem w 1986 i 1987 roku nad Pomorzem Szczecińskim, w czerwcowe, lipcowe i sierpniowe noce, kiedy warunki do ich obserwacji były idealne. Wtedy właśnie przelatywała przez naszą cześć Układu Słonecznego słynna kometa P/Halley!

[Zagadkę powstawania lodowych brył wyjaśniła seria eksperymentów w chłodzonych tunelach aerodynamicznych, w których zamrażano nieczystości wypuszczane ze zbiorników samolotów. Uzyskiwano w ten sposób kilkukilogramowe lodowe bryły, które odrywały się od kadłuba samolotu i spadały na pola. Jest jednak małe „ale” – co z bryłami - tzw. megakriometeorytami, które spadały z nieba, na którym nie było żadnego samolotu??? Tej zagadki nadal nie rozwiązano…]

A najgorsze jest to, że w dalszym ciągu tak naprawdę nie mamy żadnego sposobu obrony przed tymi kosmicznymi przybłędami. 




* * *

W latach 1998-2012 Hollywood zbił kupę kasy na katastroficznych produkcjach filmowych w rodzaju „Meteoryt”, „Armagedon” i innych, w których wszystkie wysiłki ludzi zmierzają do rozwalenia kosmicznego intruza – najchętniej przy pomocy całego ziemskiego arsenału jądrowego. Pomysły te są o tyle głupie, że asteroid rozpadając się na rój drobniejszych ciał i tak spadnie na Ziemię, spowoduje zanieczyszczenie pyłem kosmicznym atmosfery naszej planety i na dodatek radioaktywne skażenie „gorącymi” pozostałościami po eksplozji kilkuset głowic nuklearnych. Tego żaden reżyser nie brał pod uwagę…

Ekologicznych skutków rozwalenia asteroidy na drobny mak nie biorą pod uwagę nawet uczeni – a powinni. Wtargniecie takiej ilości pyłu w atmosferę tak czy owak spowoduje powstanie „zimy poimpaktowej”, która może się przekształcić w kolejne zlodowacenie. Dlatego ten właśnie wariant jest najgorszy z możliwych. Jedynym sensownym posunięciem z naszej strony powinno być zepchnięcie asteroidy na inną orbitę, która nam nie zagraża, a im szybciej opracujemy technologię takiego przedsięwzięcia i będziemy na niego mieli środki, tym lepiej dla nas. Nie zapominajmy, że aktualnie może w nas trafić asteroida 99942 Apophis i to w latach 1026 i 1036. Wprawdzie uczeni uspokajają, że prawdopodobieństwo trafienia jest małe, że niemal bliskie zeru, ale wyższe od zera, a więc może się zdarzyć… Energia impaktu Apophisa była wyliczona na ~0,51 Tt, co jednak nie spowoduje większych zmian na Ziemi – rzecz jasne poza strefą impaktu i terenach do niej przyległych.

środa, 24 kwietnia 2013

KSIĘŻYCOWE SEKRETY - dokończenie



Co świadczy za tym, że Księżyc mógł być wielkim statkiem kosmicznym? Przede wszystkim jego niezwykła sejsmika. Uderzona przez meteoryt czy wypalone człony rakiet Apolla bryła księżycowa drgała jak pudło rezonansowe instrumentu muzycznego. Czyli wygląda na to, że jest ona pusta w środku? Oczywiście nie znajduje się tam próżnia kosmiczna, a raczej wysoka próżnia o gęstości materii rzędu 10-13 – 10-14 tego, co mamy na Ziemi, ale mogą się tam znajdować gazy szlachetne: argon – Ar, krypton – Kr, ksenon – Xe, radon – Rn oraz ciężkie gazy takie jak dwutlenek węgla czy tlenki siarki. Wyglądałoby na to, że Księżyc jest wydrążona w środku skorupą. Świadczyłyby o tym: mała masa Księżyca – zaledwie 7,32 x 1019 ton czyli 0,01226 masy Ziemi, stosunkowo duży promień wynoszący 1736,67 km czyli aż 0,27227 promienia Ziemi, czyli nieco więcej od ¼.

[Jeżeli idzie o Księżyc i jego wnętrze, to jest jeszcze jedna możliwość, a mianowicie taka, że wnętrze Srebrnego Globu może być autentycznym „wodnym światem”, a dowodem na to mogą być obszary takie, jak formacja Reiner Gamma – 7°30’ N - 059°W. Formacja ta jest bardzo jasna ze względu na to, że pokrywa ją szron parujący za dnia. Podobne formacje znajdują się na Mare Igenii i Mare Marginis, co sugerowałoby, że we wnętrzu Księżyca znajdują się duże ilości wody, która szczelinami przesącza się na powierzchnię. Reiner Gamma cechuje lokalne pole magnetyczne, którego natura jest nieznana. Przypuszcza się, że ta i inne tego rodzaju formacje powstały wskutek impaktów komet, ale na razie hipoteza ta jest niepotwierdzona. Hipotezę „wodnego świata Księżyca” opisał Daniel Laskowski w swym opowiadaniu sci-fi pt. „W kryształowej dżungli Księżyca” - http://hyboriana-air.blogspot.com/2012/03/11-w-krysztaowej-dzungli-ksiezyca-1.html i dalsze. Woda mogłaby występować tam także pod warstwą regolitu księżycowego, a przesłanką może być fakt, że przewodnictwo termiczne skał skorupy księżycowej jest ok. 1000 razy mniejsze niż skał na Ziemi!]

Jest jeszcze inny aspekt sprawy mający ścisły związek z lunarnymi cudami, a mianowicie – chodzi o niezwykłe kratery.

Kratery księżycowe mają ogromne rozmiary – od kilku kilometrów do kilkuset, i tak np. Clavius mierzy 233 km średnicy, Struve – 280 km, Schickard – 216 km, Gagarin – 344 km – ale ich głębokość wcale nie idzie w parze ze średnicą! Przeciętnie wynosi ona 2-3 km, zaś maksymalnie wynoszą: w kraterze Clavius – 5,5 km, w Gagarinie – 7,5 km, a przecież powinno być co najmniej dwa razy tyle! Wniosek z tego wypływa taki, że Srebrny Glob składa się z co najmniej dwóch warstw: lekkiej skorupy w która wbijały się mniejsze meteoroidy i z potężnego, grubego pancerza, o który roztrzaskiwały się większe pociski kosmicznej artylerii. Niekiedy spodnie poszycie puszczało i płyty pancerne wyginały się tworząc na jego powierzchni formacje w rodzaju Prostej Ściany czy Prostego Grzbietu, Szczeliny Hyginusa czy Doliny Alpejskiej. Niekiedy co bardziej szybkie meteoroidy przebijały pancerz i skutki impaktów doprowadziły do wycieku gazów znajdujących się pod tym pancerzem – czyli to, co dzisiejsi uczeni biorą za wulkanizm księżycowy. To samo dotyczy ciepłych plan, utożsamianych z niektórymi kraterami. Po prostu Księżyc rozgrzewa się silniej tam za dnia i w nocy wolniej oddaje ciepło. Na potwierdzenie lub zanegowanie tych hipotez trzeba będzie poczekać do czasów, jak ludzie znów staną na Księżycu.

I jeszcze à propos Protodogonów czy jak Ich tam nazwiemy – po przybyciu w pobliże Ziemi i „zakotwiczeniu” Luny/Księżyca na wariackiej orbicie wokółziemskiej rozpoczęli Oni etap kolonizacji Ziemi i innych planet Układu Słonecznego. Ich ślady widzimy na Marsie, być może na Wenus (w co jednak wątpię, o czym poniżej) oraz na księżycach gazowych olbrzymów. I wszystko szło dobrze, ale gdzieś 15.000 – 20.000 lat temu doszło pomiędzy nimi do okrutnego konfliktu. O co Im poszło – możemy tylko zgadywać. Może o prawo do osiedlania się, może o podział surowców i innych dóbr – możemy tylko przypuszczać. Co się wtedy działo? Odsyłam Czytelnika do starożytnych eposów i mitologii – bo tam znajdują się odpowiedzi na pytania dotyczące historii (a właściwie prehistorii) gatunku Homo sapiens sapiens. My jesteśmy tylko ich skundlonymi, dalekimi potomkami. Straszliwy konflikt, o którym pisał Aleksander Mora w opracowaniu „Atomowe wojny bogów” i już tutaj wspomniany dr Miloš Jesenský w pracy „Bogowie atomowych wojen” cofnął tą wspaniałą cywilizację do epoki kamienia jeszcze nierozłupanego i w pamięci naszych praszczurów pozostały jeno mętne, niejasne obrazy i wspomnienia o kwitnącej ongi cywilizacji kosmicznej w dosłownym tego słowa znaczeniu. Pozostały po niej tylko ruiny na Ziemi, Księżycu i Marsie. Wenus w wyniku działań wojennych została zamieniona w piekło efektu globalnego ocieplenia i nie będzie się nadawała do życia, póki się nie schłodzi jej atmosfery. Mars kiedyś miał wodę, a więc i życie. Wskutek wojny zatrzymał się ruch jego kontynentów, utworzyły się gigantyczne stratowulkany na Tharsis Planitia i Elysium Planitia, które podgrzały atmosferę planety poprzez wzbogacenie ją w dwutlenek węgla i inne gazy cieplarniane, z czego CO2 stanowi obecnie aż 98% atmosfery tej planety. Woda wyparowała i została usunięta z atmosfery Marsa. Mars został wymrożony po uprzednim wyżarzeniu i wszelkie życie pozostało jedynie w formie utajonej, przetrwalnikowej – czego dowodzą szczątki organiczne z meteorytów ALH-84001 i meteorytów z grupy SNC.

[Prace Mory i Jesenský’ego udostępniłem w Internecie na stronach http://hyboriana.blogspot.com/2012/07/bogowie-atomowych-wojen-1.html i następnych. Co do Marsa, to okazało się, że znajduje się tam woda w postaci lodu pod wierzchnią warstwą pyłu, co potwierdza jedynie najgorszy scenariusz klimatycznej katastrofy, która dotknęła Czerwoną Planetę…]

A Księżyc? Księżyc pozostał suchą, martwą, bezpowietrzną pustynią, nie nadającą się do życia… - ale czy jest tak na pewno?

Nie, nie jest. Wszystkie wyprawy Apollo i radzieckich pojazdów bezzałogowych były śledzone przez kosmiczne UFO – czyli UOSO – Unknown Outer Space Objects. Oznaczałoby to, że Księżyc nie jest taką „ziemią niczyją” jakbyśmy sobie tego życzyli. Być może pozostały po kosmicznym konflikcie rozumne automaty, które ewoluowały i obecnie ich rozwój, ich stopień zaawansowania predestynuje je do nadania Im miana istot rozumnych. Martwych, mechanicznych, ale rozumnych. Byłby to idealny model cywilizacji humanoidalnej o wyższym od naszego stopniu rozwoju. Coś, co przewidział Stanisław Lem w swych powieściach i opowiadaniach!

Być może część uczestników konfliktu sprzed 20.000 lat uciekła z kosmicznych pól bitewnych i teraz wróciła zwabiona niepokojącymi trendami rozwoju naszej cywilizacji: użycie broni jądrowej i termojądrowej, rozbicie świata na rywalizujące gospodarczo i militarnie obozy, rujnacja środowiska naturalnego planety, wyprowadzenia zbrojeń w Kosmos, itd. itp. – wszystko to spowodowało, że Oni znowu zainteresowali się bardziej Ziemią i jej kosmicznym pobliżem. No, ale to jest temat z innej ballady…

[Istnieje jeszcze jedna możliwość, którą nazwałbym hipotezą o rekolonizacji Ziemi. Otóż zakładam, że jedna z poprzednich cywilizacji – nazwijmy ją cywilizacją Atlantyki – wysłała wyprawy kolonizacyjne do układów planetarnych najbliższych gwiazd: Tolimaka, Gwiazdy Barnarda, WISE J104915.57-531906, Wolf 359, Lalande 21185, Syriusza, Luyten 726-8, Ross 154, Ross 248, Epsilon Eridiani, Lacaille 9352, Ross 128 – że wymienię tylko te znajdujące się w odległości do 11 ly i po wielu latach jedna z tych kolonii postanowiła powrócić na Ziemię. Być może wskutek niesprzyjających warunków na tamtej planecie. Powróciła już po upadku cywilizacji Atlantyki i za czasów panowania Imperium Atlantydy. To mogło właśnie doprowadzić do bratobójczego konfliktu, którego ślady znajdujemy we wszystkich mitologiach i religiach świata. No i teraz wiadomo, dlaczego koloniści mogli się krzyżować z ludźmi – przecież to byli także ludzie! Hipoteza ta wyjaśnia wiele dziwnych zagadnień związanych z historią człowieka w ogóle i dowody na jej prawdziwość lub nieprawdziwość, znajdują się w granicach naszych możliwości.]  

Uważam, że to, co właśnie napisałem stanowi preludium do szukania odpowiedzi na wszystkie trzy pytania postawione na początku tego referatu. Właściwe odpowiedzi znajdziemy na pewno po dokładnym przebadaniu księżycowej powierzchni i ewentualnych podziemi (jaskiń, rozpadlin i szczelin) których jest tam niemało. Przed nami czas najważniejszych odkryć, które być może będą miały decydujący wpływ na dalszy rozwój cywilizacji i wytyczą one dalsze drogi rozwoju Ludzkości. Pozwól Czytelniku, że zakończę mój referat znanym z moich poprzednich wystąpień sloganem:
Kosmos woła – Kosmos czeka!

* * *

Skrócony tekst tego referatu opublikowało czeskie czasopismo „Fantastická Fakta” nr 7/1998. W Polsce nie został on nigdy opublikowany – był zbyt fantastyczny nawet dla ufologów. Odpowiedzi trzeba szukać, choćby to nie wiem  jak bardzo bolało naszą miłość własną. Czy starczy nam odwagi, by spojrzeć na naszą historię z nieco innej perspektywy i dalej, niż poza czubek naszego nosa?