Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meduzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meduzy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 stycznia 2013

Przeźroczyści mieszkańcy Wszechoceanu


Meduza Nomury


Konstantin Fiedorow

Istnieją meduzy, które potrafią cofnąć swój cykl życiowy – od nowa stać się maleńkimi, a potem ponownie wzrastać do postaci dorosłej meduzy. W rzeczy samej, te zwierzęta mogą żyć wiecznie.

Około 700 MA temu, u końca Proterozoiku , w oceanach pojawiły się pierwsze prymitywne, bezkręgowe organizmy: robaki i meduzy. Od tej pory meduzy stały się najbardziej rozpowszechnionym mieszkańcem na naszej planecie.

Meduza kostkowa


Giganty i karły

Meduza to w sumie taka puca galarety, nie ma szkieletu wewnętrznego czy zewnętrznego i na pierwszy rzut oka nie wiadomo, w czym – jak się to mówi – jej dusza się trzyma. Jednak w rzeczy samej ciało meduzy jest gęste na tyle, by zachowało ono swoją formę. Objaśnia się to tym, że masa ciała zwierzęcia jest wzmocniona silnymi włóknami. Na dodatek meduza potrafi wpompowywać w siebie wodę, dzięki czemu jej ciało zachowuje kształt. Taki sposób zachowywania kształtu ciała nazywa się szkieletem hydrostatycznym. Woda także pozwala meduzie na aktywne przemieszczanie się. Meduza zasysa wodę, a potem silnym skurczem wyrzuca ją w kierunku przeciwnym do kierunku ruchu. W ten sposób porusza ją swoisty silnik odrzutowy.
Przy ogólnym schemacie budowy (grzybowaty dzwon lub parasol i parzydełka) meduzy odróżniają się różnokształtnością form i kolorami, a co do rozmiarów, to już w ogóle nie ma o czym mówić! Np. meduza zamieszkująca na głębokości 500 – 1500 m ma jedynie 5 cm średnicy. Ale wielkość Przyroda skompensowała jej ilością parzydełek – aż 32 sztuki – które z kolei posiadają bardzo ciekawą właściwość posiadana także przez lądowe gady – w przypadku zagrożenia lekko oddzielają się od ciała swej właścicielki i odwracają uwagę napastnika, a potem odrastają. I przeciwieństwo tej meduzki – arktyczna meduza Cyanea zamieszkująca północno-zachodni Atlantyk. Jeden z egzemplarzy znaleziony na brzegu Zatoki Massachusetts miał średnicę parasola wynoszącą 2,5 metra, zaś jej parzydełka rozciągały się na długość 36,5 metra!
Ale bez względu na rozmiary tych zwierząt morskich, maja one jedną cechę – zapotrzebowanie i ciągłe pochłanianie przez nie pożywienia. Można powiedzieć bez kozery – jedzenie to cel życia meduz. Podstawowym pokarmem są ryby, przy czym zapotrzebowanie na nie jest ogromne.

Małe ale wyjątkowo toksyczne meduzy kostkowe


Użądlenie morskiej osy

Jak już powiedziano, niektóre meduzy są jadowite, ale większość nie jest niebezpieczna dla człowieka. Jednakże pośród meduz istnieją prawdziwi zabójcy, spotkanie których może zakończyć się śmiercią dla każdego żywego stworzenia. Najbardziej niebezpieczną z nich jest tzw. morska osa (Chironex fleckeri) albo – jak ją inaczej nazywają – oceanic stinger.

W każdym roku tysiące turystów przyjeżdża odpoczywać na słoneczne plaże północnej Australii. I właśnie tuta, wśród cudów piękna Przyrody, może ich napotkać śmierć. Na pierwszy rzut oka, morska osa wcale nie wygląda strasznie – zwyczajna parasolowata meduza o rozmiarach nie większych od piłki do koszykówki z pękiem macek o długości do 8 metrów. A jednak to zwierzę należy do najbardziej niebezpiecznych na całym świecie! Jad który zawiera jest analogicznym do jadu kobry i działa tak samo. Po kontakcie z morską osą, u człowieka szybko przerywa się oddychanie, a w ciągu 2-3 minut następuje paraliż serca. Zapas jadu tej meduzy wystarczy na uśmiercenie 50-60 ludzi.





Wygląd oparzeń przez parzydełka meduz 


Morska osa ma jeszcze jedną osobliwość: ta meduza ma zmysł wzroku. Ona obserwuje otoczenie dzięki czterem grupom oczu. Inną zagadkową rzeczą jest to, gdzie tak naprawdę idą impulsy wzrokowe – wszak meduzy nie mają mózgu jako takiego. Wiadomo także, że meduzy nie atakują przeciwnika – one oczekują aż krewetka czy rybka sama wpadnie w parzydełka, z którego jak kula wystrzeliwane jest „żądło” z jadem.

Następstwa ukłucia morskiej osy niełatwo się leczy. Jeżeli żmije i pająki kąsają swe ofiary tylko raz i tylko w jedno miejsce, to morska USA parzy swe ofiary w wielu miejscach naraz. Wprawdzie australijskim uczonym udało się zsyntetyzować przeciwciała, które okazały się bardzo efektywną odtrutką. Po iniekcji u poszkodowanego udało się zachować funkcję oddychania, ale pozostał silny ból i osłabienie, które odczuwał on jeszcze przez wiele minut.

Uczeni wyjaśnili, że morska osa ma tylko jednego naturalnego wroga – pewien gatunek żółwi morskich, które żywią się tymi meduzami i nie boją się ich śmiercionośnego jadu. Ale jak one to robią, tego nie wiadomo. A póki co, władze zalecają miłośnikom kąpieli wkładanie lekkich neoprenowych kostiumów chroniących całe ciało, albo – od złej biedy – z lycry, z której wykonuje się kobiece rajstopy.


Znaki ostrzegawcze na australijskich plażach


Syndrom Irukandji

Poza morskimi osami, australijskie wybrzeża są zagrożone przez jeszcze jedną meduzę-mordercę – Carukia barnesi. W odróżnieniu od morskiej osy, zauważyć ją w wodzie jest niemal niemożliwe, bowiem średnica jej kostki wynosi 12 mm. I tak dzięki temu stworzeniu, Australia zapoznała się z pojęciem Syndromu Irukandji – który w 2002 roku zabił kilkunastu turystów. Syndrom ten przyjął swoja nazwę od plemienia Aborygenów Irukandji zamieszkujących Palm Cove na północno-wschodnim wybrzeżu Australii, gdzie najczęściej można spotkać meduzę-mordercę.

Wszystko zaczyna się od ukąszenia podobnego do ukąszenia komara. Potem, w ciągu godziny ofiara zaczyna odczuwać silne bóle, które rozprzestrzeniają się po całym ciele, następnie następują duszności, rwące bóle, kaszel, silna potliwość. Następstwa intoksykacji organizmu jej jadem są poważne – od paraliżu aż do wylewu krwi do mózgu lub zawału serca.

Boom

Z nieznanych dotąd przyczyn, w ciągu kilku ostatnich lat meduzy przeżywają swoisty demograficzny boom. W marcu tego (2012) roku tysiące tych zwierząt wypełniły plaże Australii. Miejscowi i turyści byli w panice, a uczeni nie mogli wyjaśnić przyczyn takiego zmasowanego ich pojawu.
- Nigdy nie widziałem czegoś podobnego – mówi przedstawiciel instytutu oceanograficznego Trevor Long. – Jest ich setki tysięcy i jest się ich coraz więcej z każdym przypływem. Woda wprost kipi od nich. To jest naprawdę dziwne i niebezpieczne zjawisko.


Występowanie i najczęstsze przypadki poparzenia ludzi przez toksyczne meduzy na świecie i w Australii


W maju 2012 roku, w Sewastopolu sezon kąpielowy skończył się, zanim rozkręcił się na dobre. Przyczyna była prosta – Morze Czarne zapełniło się meduzami. Odchodząc na metr od brzegu człowiek pływa nie w wodzie, ale w nieprzyjemnej w dotyku „zupie” z żywych i martwych meduz. Ukraińscy uczeni, tak jak i ich australijscy koledzy nie są w stanie znaleźć przyczyn tego boomu meduz. Władze sądzą, że w wody morskie przedostały się toksyny, pozostałości działalności człowieka. Dlatego też część meduz wymarła, ale większość migrowała w kierunku brzegów. Zazwyczaj meduzy pojawiają się u sewastopolskich brzegów w połowie jesieni, kiedy zaczynają się sztormy. A dlaczego one pokazały się tam tak wcześnie, należałoby jak najszybciej wyjaśnić.   


Japonia - świecące meduzy wyrzucone przybojem na brzeg przedstawiają niecodzienny widok


3 grosze od tłumacza

Ten tytuł powinien brzmieć: „Przeźroczyści władcy Wszechoceanu”. Na temat toksycznych meduz i ich roli we Wszechoceanie oraz zagrożeń pisałem na tym blogu m.in. na - http://wszechocean.blogspot.com/2011/06/meduzy-odwet-wszechoceanu.html oraz http://wszechocean.blogspot.com/2011/06/i-pozostana-tylko-meduzy.html w których ostrzegałem przed następstwami bezmyślnej, antyekologicznej działalności człowieka, która doprowadziła do niekontrolowanego i już niczym nie powstrzymywanego rozwoju meduz we Wszechoceanie. Winnymi są tylko i wyłącznie ludzie.

A przykładem może być niepohamowany niczym rozród meduz Nomury – Nemopilema nomurai, który został spowodowany przez trzy antropogeniczne czynniki: masowe odłowy ryb w morzach okalających Japonię, zatrucie środowiska w Morzu Południowochińskim i masowy odłów żółwi morskich. Ryby i żółwie morskie żywią się meduzami i ich larwami, z których tworzą się polipy. Zatrucie wód morskich, a szczególnie ich wysłodzenie sprzyja rozwojowi młodych egzemplarzy meduzy Nomura w Morzu Południowochińskim, co z kolei powoduje zwiększenie ich populacji i jeszcze bardziej powoduje zmniejszenie pogłowia ryb, bowiem meduzy żywią się ikrą i larwami ryb unoszonych w morskiej toni. Meduzy te są wprawdzie jadalne i w Japonii uchodzą za przysmak, ale akurat tylko te, które odławia się w wodach otaczających Półwysep Malajski. Inne są po prostu niesmaczne lub toksyczne, bo zawierają trucizny wylewane przez Chińczyków do rzek i do morza…   

To tylko jeden wymowny przykład, do czego doprowadził człowiek swoją bezrozumną i grabieżczą działalnością. A takich jest więcej i każdy z nich uderzy w końcu w nas samych. Nie potrzeba zemsty Wszechoceanu, o której pisał Frank Schätzing w książce „Odwet oceanu” (Wrocław 2006) – to my sami mścimy się na nas samych za naszą własna głupotę, bezmyślność, chciwość i brak przewidywania. Niestety – jest to wołanie pa puszczy i w najbliższym czasie nic się nie zmieni.

I to jest tragedia naszego gatunku.

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 24/2012, ss. 38-39
Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz © 
Foto - Internet
               

piątek, 24 czerwca 2011

MEDUZY: ODWET WSZECHOCEANU?



Zaczęło się jak w powieści fantastyczno-naukowej i sensacyjnej zarazem. Coś jak w „Odwecie oceanu” Franka Schätgzinga. W dniu 3 listopada media podały następującą bulwersującą wiadomość:

„Potwór morski” zatopił 10-tonowy statek

Dziesięciotonowy statek rybacki płynący w pobliżu japońskiego portu Chiba został zatopiony przez gigantyczną meduzę - informuje "Daily Telegraph".

Trawler, Diasan Shinsho-maru wywrócił się do góry dnem, gdy trzech członków załogi próbowało wyciągnąć sieć pełną olbrzymich meduz Nomura.

Waga "potwora morskiego" mogła sięgać nawet 200 kilogramów. W tym roku wody okalające Japonię są zamieszkane przez wyjątkowo dużą ilość tych stworzeń.

Załoga łodzi rybackiej została wrzucona do morza może mówić o wielkim szczęściu, gdyż trzej mężczyźni zostali ocaleni przez przepływający nieopodal statek. Lokalne biuro meteorologiczne poinformowało, że w momencie wypadku niebo było przejrzyste, a morze spokojne.

Największe osobniki mogą osiągać nawet do dwóch metrów średnicy - pisze "Daily Telegraph".

Ostatnim razem, kiedy zwierzęta te zaatakowały, było lato 2005 roku. Wtedy zniszczyły one siatki rybackie, a nawet zaatakowały rybaków. W 2007 roku straż wodna otrzymała 15,5 tysiąca zgłoszeń o uszkodzeniu przez meduzy sprzętu do połowu.

Eksperci są przekonani, że nagły wzrost liczby tych stworzeń na tym obszarze związany jest z mniejszą liczbą ich naturalnych wrogów, czyli żółwi morskich i niektórych gatunków ryb. (Onet.pl)

Meduza według Wikipedii – to jedna z dwóch form morfologicznych parzydełkowców. Pojawiła się na naszej planecie nie wcześniej niż 580 milionów lat temu. Jest swobodnie unoszona przez toń morską. Płciowa postać krążkopławów i niektórych stułbiopławów. Ma kształt parasola. Z zapłodnionych jaj meduzy rozwija się planula, a z niej polip. Meduza oddycha całym ciałem. W swoim galaretowatym ciele ma aż 24 oczy. Jad z jej parzydełek może powodować pękanie czerwonych krwinek.

Meduzy dzielą się na:

scyphomeduzy
hydromeduzy
cubomeduzy.

Przykład scyphomeduzy to chełbia modra.

Ciało chełbi modrej jest galaretowate i przejrzyste ponieważ w 95% składa się z wody. Na obwodzie ciała chełbi występują ciałka brzeżne (ropalia) odbierające bodźce ze środowiska, np. światło. Otwór gębowy służy meduzie do spożywania pokarmu, a jednocześnie do wydalania go. Kiedy meduza nie strawi całego pobranego pokarmu, wydala go tym samym otworem. Wokół otworu gębowego znajdują się cztery płaty gębowe – ramiona. Ramiona zaopatrzone są w komórki parzydełkowe, zaś w nich występuje substancja parząca, która umożliwia chełbi obronę i zdobywanie pokarmu. Przez to, że meduza w większości składa się z wody, jej życie na lądzie byłoby niemożliwe. Kiedy meduza zostaje wyrzucona na brzeg, zostaje osuszona przez słońce.

Meduza rozmnaża się płciowo. Osobniki męskie wytwarzają plemniki, natomiast żeńskie – komórki jajowe. Kiedy dojdzie do połączenia się komórki z plemnikiem, tworzy się larwa – planula, która osiada na dnie. Z niej tworzy się polip (pokolenie bezpłciowe), który rozwija się powoli. Kiedy polip rozwinie się w pełni, składa się krążków, czyli będzie strobilą. Drogą strobilizacji (odrywania się w wyniku poprzecznych podziałów) odrywają się efyry, czyli młode meduzy.

Kiedy meduza jest atakowana z zewnątrz, to aby chronić swoje potomstwo, wyrzuca je na dno, a sama staje się ofiarą ataku. Spoczywające na dnie miliony małych polipów czekają na zapłodnienie przez samca. Jeżeli samica nie będzie mogła długo znaleźć sobie odpowiednich warunków, zdolna jest oczekiwać z porodem jajeczek nawet pół wieku.

Rodzaje parzydełek:

penetranty – wbijają się w ciało ofiary i wstrzykują substancję parzącą, są to ostro zakończone nici;
glutynanty – długie nici, pokryte lepką substancją, unieruchamiają ofiarę, przylepiając do niej wiele tych parzydełek; biorą również udział w transporcie biernym polipa, przyczepiając nici do poruszającego się obiektu;
wolwenty – krótsze nici, zaplątujące ofiarę.

Drugim przykładem meduzy może być żeglarz portugalski (lwia grzywa).

Wśród jamochłonów zamieszkujących powierzchnię wody najlepiej widoczne są bąbelnice, należące do rurkopławów. Ich pływające pęcherze mają jaskrawe kolory: niebieskie, fioletowe, purpurowe. Z powodu tych kolorów, przypominających barwy średniowiecznych statków portugalskich, bąbelnica otrzymała nazwę żeglarz portugalski (aretuza). Wierzchnia część pęcherza ma postać grzebienia, który spełnia funkcję żagla. Za jego pomocą bąbelnica przemieszcza się w wodzie. U dołu pęcherza o średnicy 20 cm znajdują się polipy oraz zwisają liczne nici chwytne długości 30 metrów. Nici te są wyposażone w jadowite parzydełka. Siła jadu bąbelnicy jest tak duża, że człowiek, który dotknie nici wyrzuconych na brzeg, doznaje poparzenia, któremu towarzyszy silny ból. Znane są także przypadki śmiertelne. Tyle encyklopedia.

Problem ogromnych meduz Nomura – Nemopilema nomurai, gnębi Japończyków od kilku lat. To plaga, której pochodzenie nie jest jeszcze dokładnie zbadane. Podobnie jest z rozgwiazdą korona cierniowa – Acanthaster plancii, która pustoszy koralowe rafy na Pacyfiku. Meduzy Nomura stanowią już realne zagrożenie dla Japonii i nie tylko, bo to dotyczy wszystkich krajów nad Morzem Żółtym i nie tylko. Te ogromne meduzy mierzące do 220 cm średnicy i o masie do 200 kg mają niesamowite możliwości rozrodcze i w krótkim czasie są w stanie opanować Wszechocean naszej planety. Najciekawsze jest to, że maksimum możliwości rozrodczych tych meduz występuje zawsze w czasie śmierci osobniczej zwierzęcia!

Według sondaży internetowych, meduzy te mają ułatwione warunki do rozrodu, bowiem Japończycy wybijają ich naturalnych wrogów – wieloryby, które żywią się planktonem, w którym znajdują się także ich jaja i małe meduzy. Poza tym winowajcami są także Chińczycy, którzy wpuszczają do morza ogromne ilości nawozów sztucznych i materiałów organicznych, które stanowią pożywkę dla meduz. Coś w tym jest, bo zwiększona ilość NPK w wodzie morskiej powoduje burzliwy rozrost planktonu roślinnego i co za tym idzie zooplanktonu, którym meduzy się żywią. Klasyczny, wręcz akademicki przykład skutków głupiej ingerencji człowieka w środowisko naturalne.   

Ale nie tylko meduzy Nomura są zagrożeniem, bo najgorszymi z nich są małe – do 1 cm długości – meduzy kostkowe. Nazwa ich pochodzi od kształtu przypominającego sześcian i są one klasą bezkręgowców należących do rzędu Cubozoa, jak również odnosi się to do wyjatkowo niebezpiecznego gatunku Chironex fleckeri.

Klasa Cubozoa zawiera przynajmniej 19 różnych gatunków, które są tylko nieznacznie mniej śmiercionośne niż C. fleckeri.

Używane są jeszcze nazwy osa morska kłujący robak morski, ale są one mylące i zmniejszaja one niebezpieczeństwo, które stanowią  Chironex fleckeri i Carybdea alata i ich niewłaściwe użycie może spowodować beztroskę, która mogłaby wywołać zgon wskutek zastosowania mylnego leczenia w przypadkach porażenia przez nie.

Zasięg występowania meduz kostkowych. Różne typy toksycznych meduz kostkowych można było znaleźć w Australii, Filipinach, indonezyjskim Wybrzeżu, Hawajach, Wietnamie, na Karaibach i innych tropikalnych obszarach. Meduzy są niezmiernie jadowite i mogą zabić ludzi; jednak pewne zwierzęta morskie (takie jak żółwie) są odporne na ich jad i nawet się nimi żywią.

Meduzy te najlepiej jest poznane, ponieważ ich wszystkie gatunki posiadają potężnie toksyczny jad, niebezpieczny dla ludzi. Chironex Fleckeri, Carukia barnesi i Malo kingi należą do najjadowitszych stworzeń na świecie. Użądlenia czy może lepiej, oparzenia parzydełkami tych gatunków należą do najbardziej niebezpiecznych, są straszliwie bolesne i mogą spowodować zgon w strasznych cierpieniach. Jednakże, nie wszystkie te meduzy są niebezpieczne dla ludzi.

Jad meduz jest najbardziej śmiertelnym w zwierzęcym królestwie i spowodował przynajmniej 5568 zarejestrowanych zgonów od 1954. Każda macka meduzy ma około 500.000 parzydełek, z których każdy jest harpunem ukształtowanym z igły, które wstrzykują jad w ciało ofiary. Najczęściej zdarza się to w przypadku meduz z gatunku, Chironex fleckeri, i odnotowuje się rocznie przynajmniej dwa zgony w Australii, a inne zostały przypisane meduzie o wielko0ści paznokcia kciuka z gatunku Carukia barnesi. Symptomy poparzenia przez nią są znane jako choroba Irukandji. Meduza kostkowa aktywnie poluje na zdobycz, przeciwnie jak to ma miejsce w przypadku zwykłych meduz. Są one zdolne do rozwijania prędkości 4 węzłów (1.8 m / s).
Najwyższe ryzyko zostania poparzonym przez meduzy występuje od października do maja (lato na półkuli południowej) – ale sporadyczne poparzenia zdarzają się przez wszystkie miesiące w roku i we wszystkich warunkach pogodowych i hydrosferycznych.

Meduzy są obfite w ciepłych wodach północnej Australii i Indo - Pacyfiku. Jednakże, roje ogólnie znikają podczas australijskiej zimy (chociaż sporadyczne osobniki są znajdywane przez rok). Amerykańscy badacze używający specjalnych etykiet sonarowo-odzewowych doszli do wniosku, że te stworzenia śpią na dnie oceanicznym między 15:00 a świtem; jak ustalono – w celu uniknięcia strat energii i drapieżników.  Jednakże hipoteza ta została podważona przez innych uczonych, którzy uważają, że urządzenia odzewowe stanowią pewien balast, który ściąga te zwierzęta w dół, na dno i wyniki przez nich uzyskane są błędne. Tak zatem hipoteza snu może być zdyskontowana. (Wikipedia - http://en.wikipedia.org/wiki/Box_jellyfish - przekład mój - autor)

Co z tego wynika – ano to, że meduzy, które powstały 500 MA (mln lat) temu, dzięki swej niesamowitej rozrodczości przetrwały wszystkie kataklizmy i następujące po nich epizody Wielkich Wymierań, które tak straszliwie trzebiły – czasem nawet do 50% gatunków lądowych i 95% - gatunków morskich – że wspomnę hekatombę z granicy Perm/Trias – 245 MA temu oraz masakrę dinozaurów z granicy Kreda/Paleogen – 64,8 MA. Meduzy przeszły przez nie śpiewająco. Teoretycznie powinny wyginąć w czasie epizodu wymierania P/T wraz z trylobitami, liliowcami i innymi przedstawicielami fauny morskiej paleozoicznego świata. a jednak one przetrwały, co dowodzi tylko doskonałości ich przystosowania do zmian w środowisku. Podobnie zresztą przeszły przez epizod wymierania K/Pg, który przetrzebił wiele gatunków fauny morskiej, że wspomnę belemnity czy amonity, które wydawały się nie do usunięcia z wód ówczesnego Wszechoceanu. A jednak wyginęły, a meduzy pozostały. Ale to jest tylko jedna z ich zagadek.  

Meduzy w dniu dzisiejszym są gatunkami ekspandującymi na obszarze wszystkich akwenów Wszechoceanu, nawet w tak małych i zatrutych morzach jak Bałtyk czy Morze Czarne, co widać zawsze pod koniec sierpnia, kiedy to fale wyrzucają na plaże miliony tych stworzeń. Winę za to ponosi tylko i wyłącznie człowiek, który trzebi naturalnych wrogów meduz i jednocześnie powoduje wzrost ilości pożywienia dla tych zwierząt wzbogacając wody w sztuczne nawozy NPK, a które z kolei są doskonałą pożywką dla fitoplanktonu i dalej dla zooplanktonu…

Tak zatem nie ma mowy o jakimś odwecie Wszechoceanu, choć tak to wygląda, to odwet ten jest spowodowany tylko przez nieracjonalną gospodarkę rabunkową człowieka. Zmasowane odłowy ryb powodują naruszenie delikatnej równowagi i co za tym idzie – powstanie lokalnej „próżni gatunkowej”, a w którą to próżnię – czyli niszę ekologiczną – wchodzą natychmiast gatunki mające największą siłę przebicia, w naszym przypadku są to właśnie meduzy. Jeżeli ludzie nie opamiętają się wreszcie i nie zaprzestaną drastycznej ingerencji w środowisko, to Wszechocean zapełni się wkrótce samymi meduzami i to będzie jeden jedyny rodzaj istot w nim panujący…