Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielkie wymierania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielkie wymierania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 stycznia 2025

Zegar zagłady tyka coraz głośniej…

 

Wulkany Półwyspu Apenińskiego

Jako że ostatnimi czasy media coraz bardziej straszą nas możliwymi wariantami Dni Ostatecznych, Armagedonu i Generalnego Końca Świata, postanowiłem dołączyć się do chóru płaskoziemców, foliarzy, antyszczepionkowców i innych 1/2-mózgowców by powiedzieć swoje zdanie na ten temat.

No cóż, odkąd wynaleziono i zastosowano broń jądrową i termojądrową przeciwko ludziom, wizja generalnego Końca Świata staje się coraz bardziej realna i wystarczy by jakiś wariat czy podżegacz wojenny w rodzaju Putina czy Trumpa nacisnął na guzik i nasza cywilizacja by się skończyła w jednym wielkim BUM! I koniec. Po Homo sapiens sapiens pozostałyby jeno niewyraźne ślady… I Ziemia by wreszcie odetchnęła, a zakładam pesymistycznie, że zgodnie z hipotezą Gai Jamesa Lovelocka nasza planeta żyje i jest jednym wielkim organizmem, który ma dość pasożytów ją gnębiących. I zaczęła się ich już pozbywać – jak Medea z hipotezy przedstawionej przez Petera Warda w jego książce „Hipoteza Medei”. Radzę przeczytać, bo jest bardziej prawdziwa od chorych majaczeń foliarzy i im podobnych szarlatanów i hochsztaplerów.

We wrześniu 2021 roku, sporo hałasu w mediach narobił wulkan Cumbre Vieja (krater Teneguia) na wyspie La Palma de Canaria, którego wybuchu obawiano się ze względu na możliwe osunięcie się całego zachodniego zbocza wulkanicznego łańcucha do Atlantyku, co zaowocowałoby wysoką na co najmniej 100 m falą tsunami, która po pewnym  czasie od 1 do 8,5 h zdewastowałaby wybrzeża obu Ameryk, zachodniej Afryki, południowo-zachodniej Europy, Islandii i Grenlandii. Wulkan wybuchł i – na szczęście – do tego ogromnego land slide’u nie doszło. Nie oznacza to, że jesteśmy bezpieczni, bowiem taka obsuwa grozi nam w każdej chwili, ale nie taraz…

Do czego zmierzam? Otóż w ostatnich latach od przełomu stuleci i tysiącleci odnotowuje się zwiększoną aktywność wulkaniczną na naszej planecie i właściwie za bardzo nie wiadomo, dlaczego? Mnie to zaczyna przypominać wydarzenia sprzed 252 mln lat, z przełomu Perm/Trias, kiedy to Ziemią wstrząsnął paroksyzm wybuchów wulkanicznych, które położyły kres 95% gatunków istot żywych na naszej planecie. Z nie do końca zrozumianego przez nas procesu, na środkowej Syberii doszło do utworzenia się Środkowosyberyjskiej Prowincji Magmatycznej i grubych na 3-4 km lawowych trapów syberyjskich. Ta ogromna ilość nagazowanej magmy po wylewie na powierzchnię Ziemi miała zasadniczy wpływ na klimat Ziemi – a właściwie na jej atmosferę, hydrosferę i biosferę. Atmosfera pełna gazów cieplarnianych: dwutlenku węgla i metanu oraz dwutlenku siarki najpierw ochłodziła się a potem, kiedy dwutlenek siarki został z niej wypłukany przez deszcze, zaczęła się grzać. Kwaśne deszcze wpłynęły na chemię Wszechoceanu i woda w nim zakwasiła się, co spowodowało z kolei wzrost ilości siarkowodoru i innych gazów rozkładu materii organicznej. Sytuacja wróciła do jakiej-takiej normy dopiero po jakichś 2 mln lat.

A jak będzie teraz?

Spójrzmy na tą listę niebezpiecznych i aktywnych wulkanów i superwulkanów świata:

1.      Aira Caldera, Japonia

2.     Aso, Japonia

3.      Bennet Lake, Kanada

4.     Bruneau – Jarbridge, USA

5.      Campi Flegrei, Włochy

6.     Cerro Galan, Argentyna

7.      Kaimyszyn, Rosja

8.     Kikai, Japonia

9.     Kolumbo, Grecja

10. Kurylskoje Oziero, Rosja

11.   Kyushu, Japonia

12.  La Garita Caldera, USA

13.  Laacher See, Niemcy

14.  Long Valley Caldera, USA

15.   Mt. Baekolu, Pn Korea/Ch.R.L.

16.  Mt. Ito, Japonia

17.   Mt. Tambora, Indonezja

18.  Pacana Caldera, Chile

19.  Pastos Garandes, Boliwia

20.                  Putoranskij, Rosja

21.  Taupo, Nowa Zelandia

22. Toba Lake, Indonezja

23. Values Caldera, USA

24. Yellowst0ne, USA

 

Te wszystkie wulkany mają to do siebie, że są superwulkanami i mogą eksplodować z taką energią, że wybuchy Mt. Tambora czy Wezuwiusza to przy nich śmieszne petardy… Ale najgorsze są wyrzucane przez nie produkty wulkaniczne: lawa, tefra, spływy piroklastyczne i bomby wulkaniczne oraz ekshalacje. Lawa i potoki piroklastyczne palą wszystko, co napotkają na swej drodze, ale ich zasięg wynosi maksymalnie kilka do kilkunastu kilometrów. Tefra (duszące popioły wulkaniczne i lapilli) są bardziej niebezpieczne, bo ich zasięg liczy się w skali całych kontynentów czy nawet hemisfery. Do czego jest zdolna, to możemy sobie zobaczyć w ruinach Pompei, Stabiae czy Herkulanum, a także w St. Pierre de Martynika. No i najgorsze są ekshalacje wulkaniczne - to przede wszystkim tlenki węgla (CO i CO2), dwutlenek siarki (SO2) i najbardziej toksyczne ze wszystkiego – halogeny: fluor (F), chlor (Cl), brom (Br), jod (I), astat (85At*) i tenes (117Ts*) – te dwa ostatnie są promieniotwórcze i syntetyczne o krótkich T1/2, natomiast pozostałe są pospolite – i gazy te są potężnym czynnikiem rażącym wulkanów. Wystarczy przypomnieć sobie to, co wydarzyło się na Islandii w latach 1783-84 po erupcji szczelinowej wulkanu Laki (d. Skraptar Jökull). Ich ofiarą padło 10.000 mieszkańców Islandii i nieokreślona ilość ofiar na wszystkich kontynentach. Są one w stanie zmienić skład atmosfery oraz – szczególnie fluor – zniszczyć warstwę ozonową, co spowoduje wpuszczenie do atmosfery wysokoenergetycznego promieniowania UV, które jest w stanie wysterylizować powierzchnię planety... – jak to już raz zdarzyło się w czasie Wymierania Ordowickiego – 438 mln lat temu. Wymarło wtedy 85% wszystkich gatunków we Wszechoceanie. Na lądach życia jeszcze wtedy nie było…  

W przypadku erupcji choćby jednego superwulkanu jego skutki będą opłakane. A takich groźnych wulkanów mamy 24 i to - jak mniemam – nie są wszystkie. A teraz będzie najgorsze. Zakładam, że wybuchnie wojna termojądrowa z nieograniczonym użyciem głowic A, H i N a może nawet D (czyli dezintegracyjna z bojowym ładunkiem antymaterii). Potężne eksplozje doprowadzą do trzęsień ziemi, a te z kolei do naruszenia warstw skalnych nad superwulkanami. Znajdująca się pod ogromnym ciśnieniem magma zacznie szukać dróg ujścia ku powierzchni i co za tym idzie do supererupcji… I tak do wszystkich bied wymienionych powyżej dojdzie kolejna – skażenie radioaktywnym fall-outem ze zdetonowanych głowic i zniszczonych elektrowni jądrowych. To taki Czarnobyl i Fukushima razem wzięte razy 20.000 i więcej. Tego nie wytrzymają nawet ekstremofile i karaluchy! Ale Putinów i Trumpów to nie obchodzi, oni mają swe ambicje i racje stanu – cokolwiek to oznacza. Życie będzie unicestwione przez kwaśne i radioaktywne deszcze.

Antarktyda współcześnie. To właśnie gdzieś w rejonie Morza Bellinghausena trafiła jakaś asteroida 252 mln lat temu, która spowodowała gigantyczny wulkanizm z granicy P/T...

Ziemia 252 mln lat temu

Na przełomie P/T doszło do potężnych erupcji wulkanicznych na Plateau Środkowosyberyjskim, w efekcie czego doszło do planetarnej masakry istot żywych. W odróżnieniu od wymierania kredowego, nie znane są do tej pory przyczyny wymierania permskiego. Istnieją trzy hipotezy dotyczące tychże przyczyn, a mianowicie:

Wulkanizm

Na przełomie Permu i Triasu powstały trapy syberyjskie, największe fanerozoiczne pokrywy lawowe. Wulkanizm, który utworzył je, jest uznawany za główną przyczynę wymierania. Erupcje te są prawdopodobnie również odpowiedzialne za bezpośrednio poprzedzający wymieranie skok zawartości dwutlenku węgla w atmosferze i oceanie.

Szacuje się, że trapy syberyjskie powstały w wyniku co najmniej 45 wylewów lawy; mają objętość ponad 1,5 mln km³. Datowanie tych skał wykazało, że powstały na przełomie Permu i Triasu, w czasie nie przekraczającym ok. 1 mln lat. W wyniku wzmożonego wulkanizmu mogło wówczas dojść do drastycznych i długotrwałych, choć przejściowych zmian w składzie atmosfery, a zatem także zmian klimatycznych: ochłodzenia wskutek zanieczyszczenia powietrza wyrzuconymi popiołami wulkanicznymi i związkami siarki, kwaśnych deszczów, pożarów czy zniszczenia warstwy ozonowej.

Dryf kontynentów

Zmiany układu kontynentów, związane z uformowaniem się superkontynentu Pangei, również mogły mieć wpływ na wymieranie, jest to jednak w odróżnieniu od innych rozważanych zjawisk proces długotrwały. Połączenie kontynentów sprawiło, że na większości lądów panował bardzo suchy i niekorzystny klimat, a ponadto zanikło wiele mórz szelfowych.

O tej hipotezie pisze w swojej książce Michael J.Benton, podkreślając, że dryf kontynentów trwał wiele milionów lat i trudno go wiązać z wymieraniem.

Katastrofa kosmiczna

W przeciwieństwie do wymierania kredowego, długo sądzono, że przyczyną zagłady permskiej nie była katastrofa kosmiczna. Jednak geofizycy analizując ziemskie pole magnetyczne odkryli pod lodami Antarktyki anomalię, mogącą być kraterem uderzeniowym o średnicy prawie 500 km. Mógł on powstać w wyniku uderzenia w Ziemię planetoidy o średnicy do 50 km. W roku 2004 u północno-zachodnich wybrzeży Australii wykryto pod powierzchnią wód oceanicznych następny możliwy krater, tzw. krater Bedout, o średnicy 195 km, którego wiek szacuje się również na ok. 251 milionów lat.

Upadek tak dużych ciał kosmicznych, o ile miał miejsce, nie pozostał bez wpływu na środowisko, łącząc się ze skutkami wulkanizmu.

Wielu badaczy poszukiwało śladów upadku meteorytu w osadach z pogranicza permu i triasu, ale nie znaleziono ani podwyższenia zawartości irydu, ani kwarcu szokowego, czy stiszowitu, ani sferul.[1]

 

Kilka lat temu pisząc o Wielkich Wymieraniach postanowiłem sprawdzić, co znajduje się na antypodach trapów syberyjskich, które mogły powstać przez analogię do trapów dekańskich dzięki impaktowi asteroidy Chicxulub, którego antypody znajdowały się tam, gdzie właśnie wtedy przemieszczał się Dekan i stwierdziłem, że domniemany impakt mógł mieć miejsce tam, gdzie dzisiaj jest Morze Bellinghausena. Oczywiście ze względu na dryft astroblem pozostały po tym uderzeniu musi znajdować się gdzieś indziej. Osobiście stawiam na południową część Ameryki Pd., która potem odpłynęła na północ. Tak czy owak – synergiczne nałożenie się efektów impaktu i wulkanizmu stworzyło machinę egzekucyjną, która omal nie wykończyła życia na Ziemi.

A jak to wygląda teraz? Podobnie. Pod superwulkanami gotują się całe dziesiątki i setki kilometrów sześciennych magmy zawierającej trujące gazy wulkaniczne, które są w stanie zmienić klimat Ziemi na wiele lat. To zmieni tok ewolucji biosfery i nas samych. Obawiam się, że gros ludzi zostanie zmiecionych przez te kilometry lawy i ich efekty...  Najgorsze jest to, że nie jesteśmy w stanie temu zapobiec ani przeciwstawić się w jakikolwiek sposób. Nie pozostało nam nic innego poza ucieczką do najmniej zagrożonych miejsc.

Wulkany Grecji

Jak to wygląda u nas, w Europie? W Europie mamy dwa superwulkany: Campi Flegrei we Włoszech i Laacher See w Niemczech. Poza tym jeszcze trzeci prawdopodobny Kolumbo w Grecji (związany z kalderą Palea i Nea Kameni na Santorynie) oraz gigantyczną formację Marsilli w Morzu Tyrreńskim i tajemniczy podmorski wulkan Empedokles (a właściwie Ferdinandea) w Cieśninie Sycylijskiej na południe od tej wyspy.

Wezuwiusz i ruiny Pompejów

Erupcja Wezuwiusza

Zbiorniki magmy pod Wezuwiuszem i Campi Flegrei

Do tego należałoby doliczyć 32 wulkany na Islandii, w tym: kaldera Grímsvötn, kaldera Krafla i kaldera Askja,  a także 1 na wyspie Jan Mayen. Jak dowodzi tego historia, wystarczy jeden solidny wybuch wulkanu na Islandii, by sparaliżować pół Europy – jak ukazała to słaba erupcja wulkanu Eylafjallajökull w 2010 roku.

Co z tego wynika? Ano to, że nie trzeba wojny atomowej, by wykończyć całą naszą cywilizację. Wystarczą supererupcje wulkaniczne, wskutek których Ziemia zamieni się znowu w Ziemię-śnieżkę na wiele lat jak w Kriogenie. I właśnie to stanowi realne zagrożenie dla naszego gatunku.

Ale kogo to obchodzi?    



[1] Wikipedia.

niedziela, 3 marca 2024

Potulni odziedziczyli Ziemię

 


Sara Chodosh

 

Gdyby ta asteroida spóźniła się o 30 sekund, dinozaury mogłyby rządzić światem, a ludzie prawdopodobnie by nie istniały.

Lokalizacja jest wszystkim, zarówno dla właścicieli domów, jak i dinozaurów. Kiedy kupujesz dom, lepiej dla twojego długoterminowego szczęścia znaleźć dzielnicę, która lubisz, która jest blisko pracy, zamiast mieć ten dodatkowy salon. A kiedy jesteś dinozaurem z okresu kredowego, lepiej dla twojego długoterminowego przetrwania jest uderzenie gigantycznej asteroidy w środku oceanu, a nie tylko u wybrzeży Meksyku.

Gdyby ten meteor pojawił się zaledwie pół minuty później, uderzyłby gdzieś na Atlantyku lub Pacyfiku. Każda lokalizacja zrobiłaby jakieś zabójcze fale (dosłownie), ale przynajmniej nie zabiłaby tylu dinozaurów. Ptaki są fajne i wszystko, po prostu miło było mieć trochę małych drapieżników biegających zamiast kurczaków. Były one w tym samym rozmiarze, więc nie mogły dotrzeć do klamek, jeśli postawimy je trochę wyżej. Te nowe odkrycia wyszły na jaw w filmie dokumentalnym BBC, „The Day the Dinosaurs Died”, z udziałem naukowców, którzy wiercili w podwodnym kraterze. W 2016 roku geofizycy Jo Morgan z Imperial College London i Sean Gulick z University of Texas wwiercili się głęboko w dno oceanu, aby dowiedzieć się więcej o uderzeniu. Od tego czasu analizują próbki, które przywieźli z powrotem. Konferencja Lunar and Planetary Science Conference w marcu 2017 roku zawierała wiele prezentacji zespołu, ale zaskakująco wiadomości nie rozprzestrzeniły się, dopóki ich odkrycia nie trafiły do głównego nurtu telewizji.

Ważne jest, aby pamiętać, zanim przejdziemy do większej ilości szczegółów, że nie ma tu żadnych dowodów przyczynowych. Jedną z wiodących teorii masowego wymierania nie-ptasiej populacji dinozaurów jest to, że było (co najmniej jedno) masowe uderzenie, które spowodowało serię katastrofalnych skutków, które zniszczyły największą florę i faunę. Ale stało się to 66 milionów lat temu. Krater Chicxulub u wybrzeży Meksyku został datowany na tę samą epokę, więc terminy pasują do siebie, ale wciąż są to dane sytuacyjne. A teoria wpływu nie jest jedyną. Paleontolodzy nie wszyscy zgadzają się, że krater Chicxulub jest odpowiedzialny za masowe wymieranie, chociaż dane zdecydowanie popierają teorię wpływu.

Zakładając, że w rzeczywistości było jedno duże uderzenie, które zabiło większość dinozaurów, odpowiedzialny za meteor uderzył w pobliżu Półwyspu Jukatan, gdzie można było swobodnie kopać pył z odparowanych skał i dwutlenku siarki. Jasne, wiele pierzastych dinozaurów zginęło z powodu siły wybuchowej asteroidy pędził w ich kierunku – było to równowartość około dziesięciu miliardów bomb jądrowych wielkości Hiroszimy – ale wiele z nich zmarło później.

Nie zapominajmy o światowym chłodzeniu, które zaczęło się od całego tego dwutlenku siarki. W przeciwieństwie do gazów cieplarnianych, dwutlenek siarki ma efekt chłodzący, który spowodował o wiele więcej zgonów, gdy świat zaczął zamarzać. Odparowana skała zaciemniła słońce i zapoczątkowała więcej śniegu niż ktokolwiek naprawdę chciał sobie poradzić (rozpoznanie: popularna nauka nie może zweryfikować, czy niektóre gatunki kredy faktycznie cieszyły się śniegiem. Mogli się zamrozić i zrobić śnieżne anioły z tego, co wiemy). Wiele zwierząt nie było przygotowanych na takie nagłe ochłodzenie (nie wynalazły jeszcze kurtki Canada Goose), ale wiesz, kto był? Ludzie. Cóż, nie ludzie, ale starożytni przodkowie ssaków linii, która kiedyś wytworzyłaby ludzi.

I dzięki Bogu, że tak, ponieważ z dinozaurami zniknęły z naszego gąbczastego ciała i żałośnie bezradnych dzieci mogły kwitnąć. Nasi maleńcy poprzednicy ssaków przeżyli mega-trzęsienie ziemi, chór erupcji wulkanicznych, kwaśny deszcz i obserwowali, jak większość roślin jedli. I dożyli, by opowiedzieć tę historię. Ponownie, nie do końca, ponieważ najprawdopodobniej nie mieli języka wystarczająco wyrafinowanego, aby przekazać historię. Współczesne psy preriowe mogą mówić o ludzkich kolorach koszul, ale nawet nie mogą kręcić przędzą o „tym czasie prawie wszystko umarło”. Pewnie.

Nasi bardzo odważni przodkowie byli tam obok starożytnych krokodyli i rekinów i zwyciężyli. Od tego czasu wydostaliśmy z łańcucha pokarmowego, z wyjątkiem tych ludzi, którzy próbują zaprzyjaźnić się z tymi bezbożnymi maszynami do zabijania: niedźwiedziami. I najwyraźniej nic z tego nie byłoby możliwe, gdyby ten meteor pojawił się 30 sekund później.

 

Moje 3 grosze

 

Teraz, po 66 MA możemy sobie gdybać, co byłoby gdyby. Fakt jest faktem – na granicy K/Pg w Ziemię trafiła nie jedna ale kilka asteroid i to było przyczyną zaurocydu. I nieważne co byłoby gdyby asteroid spadł 30 sekund wcześniej czy później – synergiczny efekt skumulowanego uderzenia kilku kosmicznych pocisków byłby taki sam – masowe wyginięcie dużych dinozaurów, dlatego teraz możemy sobie gdybać, bo nic by to nie dało – dinozaury MUSIAŁY wyginąć i kropka. Punctum.

 

Opracował - ©R.K.F. Sas – Leśniakiewicz

wtorek, 5 grudnia 2023

Czy jesteśmy życiem II generacji?

Ostatnimi czasy moi znajomi z FB zaczęli niezmiernie ciekawą, a przy tym filozoficzną, dysputę na temat tego, czy skomplikowana budowa ludzkiego organizmu nie jest dowodem na istnienie jakiegoś wyższego bytu, czyli Boga, który to wszystko zaplanował i wykonał. No cóż, prawdę powiedziawszy mógłby się bardziej postarać i zrobić to i owo lepiej. Przypomniały mi się słowa piosenki: że dobry Bóg zrobił co mógł, a potem zawołał fachowca. Poza tym jako materialista dialektyczny stoję na stanowisku, że żadnych bogów nie było i nie ma – jest tylko trójca: Materia/Energia – Przestrzeń – Czas. To właśnie tej trójcy zawdzięczamy ewolucję materii z prostych związków chemicznych do materii ożywionej – w naszym przypadku związków węgla. Owszem, w Kosmosie mogą być – a nawet na pewno – istnieją Istoty, Nadistoty i Superistoty, które stoją na wyższym poziomie rozwoju niż nasz własny, ale są One produktem ewolucji materii ożywionej i podlegają – jak my – wszystkim prawom naszego Wszechświata. Mogą też być Istoty z innych wszechświatów, ale znowu – też podlegają ich prawom.

Rozważając to, do czego doprowadziła nas ewolucja, ten ślepy proces tworzenia drogą prób i błędów coraz bardziej skomplikowanych układów biochemicznych, badaczom umyka pewien aspekt – a mianowicie upływu Czasu. W ich rozważaniach wygląda to tak, jakby nowe gatunki tworzyły się już, teraz, zaraz i natychmiast. A przecież ewolucja to są miliardy i miliony lat nieustannych wielokierunkowych przemian, które eliminują z życia próby nieudane i dają zielone światło tym udanym, które po upływie czasu i zmianach środowiskowych albo się przystosują albo zginą dając tym samym pole do rozwoju innych – bardziej udanych i lepiej przystosowanych konstrukcji biologicznych. Ale znowu – to wszystko trwa miliony lat. Ziemia istnieje jakieś 4,6 GA, Wszechświat liczy około 18 GA. Życie człowieka to przeciętnie 75 A czyli lat. Spójrzmy na załączoną tabelę stratygraficzną, gdzie doskonale ukazano te przepaście Czasu!

Patrząc na to wszystko z takiej perspektywy widzimy, że życie jakie znamy zaczęło się tuż przed Kriogenem i trwa około 760 MA. Patrząc na tabelę geochronologiczną widzimy, że jest to zaledwie jakaś 1/6 wieku naszej planety. Pytanie: co było zanim doszło do tzw. kambryjskiej eksplozji życia, która zapoczątkowała proces, w końcu którego ewolucja wydała Homo sapiens sapiens?

Spójrzmy na epizody Wielkich Wymierań, które stanowią punkty zwrotne ewolucji żywych organizmów na Ziemi - jest ich zasadniczo pięć:

0. Ziemia-śnieżka (Cm lub €) w Kriogenie – 635 MA – totalna zagłada życia, poza oceanicznymi oazami termicznymi;

1. Kambryjskie (Cm lub €) dwa wymierania: Botomanian (513-509 MA) i Dresbachian (502 MA);

2.     Ordowickie (O/S) – 438 MA – 85% gatunków;

3.     Dewońskie (F-F) – 374,5 MA;

4.    Permskie (P/T) – 252 MA – matka wszystkich wymierań  - 95% gatunków;

5.     Kredowe (K/Pg) – 65,8 MA – 75% gatunków;

6.    Antropocen – aktualnie.  

Pozwoliłem sobie dodać szóste wymieranie Antropocenowe, którego przyczyną jesteśmy my sami i zerowe – które miało miejsce w Kriogenie – środkowym okresie Neoproterozoiku czyli 720-635 MA. I to na nim skupmy swoją uwagę. 

Kriogen to ciekawy okres w dziejach Ziemi. Jak twierdzą uczeni, wskutek wzbogacenia atmosfery w tlen, co stało się m.in. dzięki panującym we Wszechoceanie sinicom, na ziemi nastąpił odwrócony efekt cieplarniany i w rezultacie Efekt Globalnego Ochłodzenia – EGP. A tak o zlodowaceniach pisze w Wikipedii:

Kriogen był bardzo zimnym okresem w historii Ziemi. Miały w nim miejsca duże zlodowacenia, z których dwa miały prawdopodobnie zasięg globalny – występowanie lodowców stwierdzono na wszystkich kontynentach, także tych, które znajdowały się wówczas na równiku. Dawniej sądzono, że w tym okresie nastąpiło jedno długotrwałe, całkowite zlodowacenie Ziemi nazwane Varanger od norweskiego półwyspu Varanger, gdzie znaleziono pierwsze dowody zlodowaceń neoproterozoicznych.

Pierwsza fala ochłodzenia nastąpiła pomiędzy 750 a 720 MA temu. Zlodowacenie Kaigas miało przypuszczalnie lokalny charakter, dowody na jego wystąpienie znaleziono w Namibii; w południowych Chinach występowały wówczas chłodne warunki, ale prawdopodobnie wystąpiło tam tylko zlodowacenie górskie.

Zlodowacenie Sturtian miało miejsce pomiędzy 720 a 660 MA temu; osady lodowcowe z tego okresu występują na wszystkich kontynentach, także położonych w tym czasie w okolicy równika. Osady z różnych kontynentów różnią się wiekiem, co może oznaczać, że zlodowacenie rozprzestrzeniało się na różnych kontynentach w różnym czasie, lub też że zlodowacenie to było niezwykle długie, zwłaszcza że osady mogą reprezentować tylko część okresu zlodowacenia. Istnieją dowody, że w tym czasie lód morski sięgnął tropików. Po zakończeniu zlodowacenia nastąpił relatywnie krótki okres ocieplenia.

Pod koniec Kriogenu miało miejsce zlodowacenie Marinoan (650–635 MA temu). Także to zlodowacenie miało potężny, być może globalny, zasięg. Koniec tego zlodowacenia nastąpił wszędzie generalnie w tym samym czasie. Warstwy węglanowe z południowych Chin, Australii i Namibii mają wiek zgodny w granicach niepewności pomiarowej, ok. 635 milionów lat temu. Minerały powstałe w tym okresie mają niezwykłe proporcje izotopów, co wskazuje na znaczące zaburzenie składu chemicznego atmosfery i krótkotrwały (do 1 mln lat) wzrost zawartości dwutlenku węgla na większą skalę niż kiedykolwiek w historii Ziemi, prawdopodobnie związany z deglacjacją.

Kriogen nie obejmuje wszystkich zlodowaceń neoproterozoicznych, ostatnie zlodowacenie Gaskiers miało miejsce w środkowym Ediakarze.    

 

Okres ten nazywany jest okresem Ziemi-śnieżki. A teraz o życiu:

 

Niewiele wiadomo o ekosystemach istniejących w okresie zlodowaceń, ale znane są różnorodne mikroskamieniałości z Kriogenu. Wszystkie wcześniej istniejące grupy eukariontów (Amoebozoa, Chromalveolata, Excavata, Opisthokonta, Rhizaria i rośliny) przetrwały ten czas, choć np. niektóre grupy akritarchów nie występują już w Ediakarze. Przed okresem glacjalnym oraz po jego zakończeniu nastąpiła radiacja ewolucyjna eukariontów. Sprzed zlodowaceń pochodzą pierwsze bezdyskusyjne skamieniałości zielenic i heterotroficznych eukariontów. Z interwału pomiędzy zlodowaceniami Sturtian i Marinoan pochodzą rzadkie, makroskopowe skamieniałości o kształcie dysków o niepewnej przynależności systematycznej, które mogą reprezentować zwierzęta. Pozostałości biomarkerów (steroli) wskazują, że w Kriogenie istniały już gąbki, a jedna z pospolitych grup mikroskamieniałości prawdopodobnie reprezentuje ameby skorupkowe.

 

I jeszcze o Ziemi-śnieżce:



Naukowcy powszechnie zgadzają się, że ważnym czynnikiem określającym temperaturę na Ziemi jest ilość dwutlenku węgla (CO2) w atmosferze. Wzrost poziomu CO2 powoduje wzrost średnich temperatur na całej planecie. Zjawisko to nosi nazwę efektu cieplarnianego. W sytuacji ubytku gazów cieplarnianych cała planeta może się znacznie oziębić. Być może erozja krzemianów może doprowadzić do szybszego niż zwykle wiązania dwutlenku węgla w glebie. Dodatkowo 750 mln lat temu na Ziemi istniały już zdolne do fotosyntezy bakterie. One również są w stanie wiązać CO2, produkując związki organiczne. Nagły wzrost aktywności takich organizmów oraz pochłaniania gazów cieplarnianych przez glebę mógł spowodować tak silny spadek sprawności efektu cieplarnianego, że średnie temperatury na całej planecie znacznie się obniżyły. Powstający lód spowodował jeszcze większe obniżenie temperatury (albedo Ziemi wynosiło prawie 100%) i w końcu cała Ziemia zamarzła. Podczas gdy w czasie ostatnich epok lodowych temperatura obniżała się o ok. 3 – 12°C, to po zamarznięciu całej planety jej średnia temperatura mogła wynosić nawet –50 °C.

 

Co to oznacza? Ano to, że pokryta lodowcami Ziemia nie była w stanie utrzymać życia na lądzie, a jedynie w największych i najcieplejszych głębinach Wszechoceanu, i to jedynie w sąsiedztwie kominów hydrotermalnych. A cokolwiek żyło na planecie poza wymienionymi miejscami musiało zginąć. To absolutny pewnik, chyba że istniały konkurencyjne, mrozoodporne formy życia, które wyginęły w cieplejszym Ediakarze.

Do czego zmierzam? Otóż do tego, że przed nami mogła istnieć cała generacja życia na naszej planecie. To, które znamy i którego częścią jesteśmy rozwinęło się tuż po epizodzie Ziemi-śnieżki, w Ediakarze – w czasie tzw. kambryjskiej eksplozji życia. Jedna rzecz mnie zastanawia: skoro po Ziemi-śnieżce nastąpiła eksplozja życia i radiacja gatunków, która  w ciągu 760 MA odprowadziła do powstania Hominis sapientis, to w takim razie co można powiedzieć o życiu przed Ziemią-śnieżką? Tam miało ono aż 1,5-2 GA czasu do dyspozycji! Nie sądzę, by były tam tylko prymitywne jednokomórkowce, jak to się powszechnie uważa. To właśnie była ta I generacja. Być może przed nią była jeszcze generacja 0 (zerowa), ale nie pozostały po niej żadne ślady w zapisie kopalnym, a jeżeli nawet, to nie zostały odkryte lub je… pominięto.  Problem polega na tym, że skały z tych er geologicznych uległy głębokiej metamorfizacji i tym samym zapis kopalny uległ zatarciu. Tak samo jak działalność lodowców w Kriogenie zatarła ślady z zapisu kopalnego z ostatnich lat przed zlodowaceniem – to tak, jakby wyrwano ostatnich kilka stronic z księgi życia na Ziemi.

Swego czasu wysunąłem nawet zwariowaną hipotezę o tym, że dinozaury naczelne znane jako Dinozauroidzi rozwinęły jednak cywilizację pod koniec Kredy i zdołały się uratować przed kosmicznym Armagedonem uciekając w Czasie do okresu poprzedzającego Kriogen – do Tonu, który trwał i dla nich trwa przez 280 MA, a zatem dłużej niż cały Mezozoik czyli 186 MA, w którym to gady niepodzielnie władały Ziemią. I być może to Ich działalność doprowadziła do burzliwego wzrostu EGP i pierwszego – najdłuższego zlodowacenia  jeszcze tońskiego Kaigasu trwającego 45 MA. Pozostałe trzy kriogenowe są już krótsze, ale niemniej niszczycielskie: Sturtian – 20 MA, Marinoan – 27 MA i wreszcie ediakariański Gaskiers – 1,3 MA.

Tak już nawiasem mówiąc, jakże to pasuje do Antropocenu, w którym obserwujemy antropogeniczny wzrost efektu globalnego ocieplenia – EGO, który po pewnym czasie wskutek działalności człowieka + erupcji superwulkanicznych może się zmienić w EGP i kolejną epokę lodowcową. To jest całkowicie możliwe.

Możliwy jest też odwrotny scenariusz – człowiek pchnął Ziemię w objęcia EGO, co wywoła już stałe globalne ocieplenia, wskutek czego Ziemia zmieni się w planetę w rodzaju Wenus lub Marsa – w obu przypadkach będzie to koniec życia na naszej planecie. Nie zapominajmy także, że nasze Słońce będzie wypalać paliwo wodorowe i powoli zacznie puchnąć, by za jakieś 5 GA stać się czerwonym olbrzymem, a Ziemia znajdzie się w obrębie jego fotosfery. Tak czy owak, będzie to definitywny koniec życia na planetach wewnętrznych Układu Słonecznego. Co nam zatem pozostaje? Tylko jedno – ucieczka w Przestrzeni lub Czasie. I dlatego nad sposobami uratowania ziemskiego życia powinniśmy zacząć prace już teraz. Innego wyjścia po prostu nie ma...

piątek, 8 lipca 2022

Jak przyszły dinozaury?


Tytuł nawiązuje do brytyjskiego filmu dokumentalnego „Zanim przyszły dinozaury”, w którym pokazano życie na Ziemi w Erze Paleozoicznej i w Triasie. Najnowsze badania zdają się wskazywać na to, że wszystko stało się inaczej, a jak – o tym mówi ten artykuł.  

 


Z lawą płynącą w oddali prymitywnie upierzony dinozaur teropod unosi ofiarę ssaka podczas śnieżnej wulkanicznej zimy spowodowanej masowymi erupcjami podczas triasowo-jurajskiego wymierania - T/J. Nowe badanie mówi, że dinozaury przeżyły, ponieważ były już przystosowane do mroźnych warunków na dużych szerokościach geograficznych. Źródło: Obraz Larry'ego Feldera

 

Badanie starożytnego masowego wymierania ujawnia, że dinozaury przejęły Ziemię spośród lodu, a nie ciepła. 


Prosperowanie w serii nagłych globalnych katastrof, które zabiły konkurentów

 

Wielu z nas zna popularną teorię o tym, jak dinozaury zginęły 66 milionów lat temu: w gwałtownym zderzeniu Ziemi z meteorytem, po którym nastąpiła globalna zima spowodowana pyłem i gruzem zapylającymi atmosferę. Ale było znacznie bardziej tajemnicze i mniej dyskutowane poprzednie wymarcie: to 202 miliony lat temu, które unicestwiło wielkie gady, które do tej pory rządziły planetą, i najwyraźniej utorowało drogę dinozaurom do jej przejęcia. Co spowodowało tak zwane wymieranie T/J i dlaczego dinozaury rozwijały się, gdy inne stworzenia ginęły?


Wiemy, że świat był ogólnie gorący i parny w okresie Triasu, który poprzedzał wymarcie, a podobne warunki panowały podczas kolejnej jury, która rozpoczęła epokę dinozaurów. Jednak nowe badania stawiają na głowie ideę kochających ciepło dinozaurów: przedstawiają pierwszy fizyczny dowód na to, że gatunki dinozaurów triasowych, które były niewielką grupą w dużej mierze zepchniętą w tamtym czasie w regiony polarne, regularnie znosiły tam mroźne warunki.

Charakterystyczne wskaźniki to ślady dinozaurów wraz z dziwnymi fragmentami skał, które mogły zostać osadzone tylko przez lód. Autorzy badania wyjaśniają, że podczas wymierania, kiedy zimno występujące już na biegunach rozprzestrzeniło się na niższe szerokości geograficzne, zabijając gady z zimną krwią. Dinozaury, które już się przystosowały, przetrwały ewolucyjne to wąskie gardło i rozprzestrzeniły się. Reszta to historia starożytna.

- Dinozaury były tam cały czas pod radarem w Triasie – powiedział Paul Olsen, geolog z Obserwatorium Ziemi Lamont-Doherty na Uniwersytecie Columbia i główny autor badania. - Klucz do ich ostatecznej dominacji był bardzo prosty. Były to zasadniczo zwierzęta przystosowane do zimna. Kiedy wszędzie zrobiło się zimno, były gotowe, a inne zwierzęta nie.

Badanie, oparte na niedawnych wykopaliskach na odległej pustyni północno-zachodnich Chin Junggar Basin, zostało opublikowane 1 lipca 2022 r. w czasopiśmie „Science Advances”.

 


Superkontynent Pangei 202 miliony lat temu, na krótko przed wymieraniem T/J. Na wskazanych obszarach znaleziono ślady wczesnych dinozaurów; większość gatunków ograniczała się do wysokich szerokości geograficznych, a te nieliczne bliżej tropików były mniejsze. Czerwony obszar na górze to basen Junggar, obecnie w północno-zachodnich Chinach. Źródło: Olsen i in., „Science Advances”, 2022

 

Uważa się, że dinozaury pojawiły się po raz pierwszy w okresie triasu na umiarkowanych południowych szerokościach geograficznych około 231 milionów lat temu, kiedy większość lądu planety została połączona w jeden gigantyczny kontynent, który geolodzy nazywają Pangeą. Dotarły na daleką północ około 214 milionów lat temu. Aż do masowego wyginięcia w wieku 202 milionów lat, bardziej ekspansywne regiony tropikalne i subtropikalne były zdominowane przez gady, w tym krewnych krokodyli i innych przerażających stworzeń.

W Triasie i przez większość Jury stężenie dwutlenku węgla w atmosferze wahało się od 2000 ppm — pięć razy więcej niż obecnie — więc temperatury musiały być wysokie. Nie ma wówczas dowodów na istnienie polarnych czap lodowych, a wykopaliska wykazały, że lasy liściaste rosły w rejonach polarnych. Jednak niektóre modele klimatyczne sugerują, że na wysokich szerokościach geograficznych czasami było chłodno; nawet przy całym tym CO2, przez większość roku otrzymywałyby mało światła słonecznego, a temperatury spadałyby przynajmniej sezonowo. Ale do tej pory nikt nie przedstawił żadnych fizycznych dowodów, że zamarzły.

Pod koniec Triasu, geologicznie krótki okres około miliona lat był świadkiem wyginięcia ponad trzech czwartych wszystkich gatunków lądowych i morskich na planecie, w tym stworzeń ze skorupami, koralowców i wszystkich dużych gadów. Niektóre zwierzęta żyjące w norach, takie jak żółwie, przeszły przez nie, podobnie jak kilka wczesnych ssaków. Nie jest jasne, co dokładnie się stało, ale wielu naukowców łączy to z serią potężnych erupcji wulkanicznych, które mogły trwać setki lat. W tym czasie Pangea zaczęła się rozdzielać, otwierając to, co jest teraz Oceanem Atlantyckim, i oddzielając dzisiejsze Ameryki od Europy, Afryki i Azji. Między innymi erupcje spowodowały, że atmosferyczny poziom dwutlenku węgla wzbiłby się ponad i tak już wysoki poziom, powodując śmiercionośne skoki temperatury na lądzie i zakwaszenie wód oceanicznych, aby wiele stworzeń mogło przetrwać.

 


Klif łupkowy w basenie Junggar w północno-zachodnich Chinach, gdzie naukowcy znaleźli kamyki spływające lodem wśród drobnoziarnistych osadów. Źródło: Paul Olsen/Obserwatorium Ziemi Lamont-Doherty

 

Autorzy nowego badania przytaczają trzeci czynnik: podczas najostrzejszych faz erupcji wyrzucały one aerozole siarki, które odbijały tak dużo światła słonecznego, że powodowały powtarzające się globalne zimy wulkaniczne, które pokonywały wysoki poziom gazów cieplarnianych. Te zimy mogły trwać dekadę lub dłużej; nawet w tropikach można było zaobserwować utrzymujące się mroźne warunki. To zabiło nieocieplone gady, ale przystosowane do zimna, izolowane dinozaury były w stanie wytrzymać, twierdzą naukowcy.

Dowody naukowców: formacje drobnoziarnistego piaskowca i mułowca pozostawione przez osady w płytkim, pradawnym dnie jezior w basenie Junggar. Osady powstały 206 milionów lat temu w późnym triasie, w wyniku masowego wymierania i nie tylko. W tym czasie, zanim masy lądu się zmieniły, basen leżał na około 71 stopni na północ, znacznie powyżej koła podbiegunowego. Ślady stóp znalezione przez autorów i innych pokazują, że dinozaury były obecne wzdłuż linii brzegowych. Tymczasem w samych jeziorach naukowcy znaleźli obfite kamyki o średnicy do około 1,5 centymetra w normalnie drobnych osadach. Z dala od jakiejkolwiek widocznej linii brzegowej, kamyki nie miały tam żadnego sensu. Jedyne wiarygodne wytłumaczenie ich obecności: były to szczątki spływów lodowych (IRD).

 

Krótko mówiąc, IRD powstaje, gdy lód tworzy się na lądzie przybrzeżnym i zawiera kawałki leżącej pod nim skały. W pewnym momencie lód odrywa się i odpływa do sąsiedniego akwenu. Kiedy topi się, skały opadają na dno, mieszając się z normalnymi drobnymi osadami. Geolodzy intensywnie badali starożytne IRD w oceanach, gdzie jest dostarczany przez lodowce góry lodowe, ale rzadko w dnach jezior; odkrycie Junggar Basin dodaje do skąpego rekordu. Autorzy twierdzą, że kamyki zostały prawdopodobnie zebrane zimą, kiedy wody jeziora zamarzły wzdłuż kamienistych linii brzegowych. Kiedy wróciła ciepła pogoda, kawałki tego lodu odpłynęły z próbkami kamyków, a później je upuściły.

- To pokazuje, że obszary te regularnie zamarzały, a dinozaury radziły sobie dobrze – powiedział współautor badań Dennis Kent, geolog z Lamont-Doherty.

Jak to zrobili? Od lat 90. gromadzone są dowody na to, że wiele, jeśli nie wszystkie nieptasie dinozaury, w tym tyranozaury, miało prymitywne pióra. Gdyby nie latanie, niektóre pokrycia mogłyby być używane do celów wystawowych, ale naukowcy twierdzą, że ich głównym celem była izolacja. Istnieją również dobre dowody na to, że w przeciwieństwie do gadów zimnokrwistych, wiele dinozaurów posiadało układy stałocieplne o wysokim metabolizmie. Obie cechy pomogłyby dinozaurom w chłodnych warunkach.

- Ciężkie epizody zimowe podczas erupcji wulkanów mogły doprowadzić do mrozów w tropikach, gdzie wydaje się, że miało miejsce wiele wyginięć dużych, nagich, nieopierzonych kręgowców – powiedział Kent. - Podczas gdy nasi wspaniali opierzeni przyjaciele przyzwyczaili się do niższych temperatur w wyższych szerokościach geograficznych.

Odkrycia przeczą konwencjonalnym wyobrażeniom dinozaurów, ale niektórzy wybitni specjaliści twierdzą, że są przekonani.

- Istnieje stereotyp, że dinozaury zawsze żyły w bujnych tropikalnych dżunglach, ale nowe badania pokazują, że wyższe szerokości geograficzne byłyby zamarznięte, a nawet pokryte lodem przez część roku – powiedział Stephen Brusatte, profesor paleontologii i ewolucji na Uniwersytet w Edynburgu. - Dinozaury żyjące na dużych szerokościach geograficznych tak się złożyło, że już miały zimowe płaszcze, podczas gdy wielu ich triasowych konkurentów wymarło.

Randall Irmis, kustosz paleontologii w Muzeum Historii Naturalnej w Utah i specjalista od wczesnych dinozaurów, zgadza się z tym.

- To pierwszy szczegółowy dowód z ostatnich okresów geologicznych, pierwszy dowód na ostatnie 10 milionów lat triasu i pierwszy dowód na naprawdę lodowate warunki klimatyczne – powiedział. - Ludzie są przyzwyczajeni do myślenia o tym jako o czasach, gdy cały świat był gorący i wilgotny, ale tak nie było.

 

Olsen mówi, że kolejnym krokiem w kierunku lepszego zrozumienia tego okresu jest poszukiwanie przez większą liczbę badaczy skamielin w dawnych obszarach polarnych, takich jak basen Junggar.

- Zapis kopalny jest bardzo zły i nikt nie prowadzi poszukiwań – powiedział. - Te skały są szare i czarne i znacznie trudniej jest znaleźć [skamieliny] w tych warstwach. Większość paleontologów pociąga późna Jura, gdzie wiadomo, że istnieje wiele dużych szkieletów. Paleo-Arktyka jest w zasadzie ignorowana.

 

Według opracowania: „Lód arktyczny i ekologiczny wzrost dinozaurów” Paul Olsen, Jingeng Sha, Yanan Fang, Clara Chang, Jessica H. Whiteside, Sean Kinney, Hans-Dieter Sues, Dennis Kent, Morgan Schaller i Vivi Vajda, 1 lipca 2022, w „Science Advances”.

DOI: 10.1126/sciadv.abo6342

Współautorami tych badań byli: Jingeng Sha i Yanan Fang z Nanjing Institute of Geology and Paleontology; Clara Chang i Sean Kinney z Obserwatorium Ziemi Lamont-Doherty; Jessica Whiteside z Uniwersytetu w Southampton; Hans-Dieter Sues z Smithsonian Institution; Morgan Schaller z Rensselaer Polytechnic Institute; oraz Vivi Vajda ze Szwedzkiego Muzeum Historii Naturalnej.

 

Źródło - https://scitechdaily.com/study-of-ancient-mass-extinction-reveals-dinosaurs-took-over-earth-amid-ice-not-warmth/?fbclid=IwAR2UYXqor7s6a4HIAiXjMmfl3_XGoTUNSPtdHujUfmZKfed2ZZ2rTnhzquY

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

poniedziałek, 19 lipca 2021

Dzień, w którym szkło spadło na ziemię

 


Vladislav Tchakarov

 

Dzień, w którym na Ziemi spadł deszcz, był tym samym dniem, w którym prawie wszystkie gatunki na Ziemi nagle się skończyły.

Naukowcy znaleźli dowody na to, co dokładnie mogło zniszczyć dinozaury 66 milionów lat temu. Przyczyna masowego wyginięcia dinozaurów, które nastąpiło w późnej kredzie i wczesnym paleolicie, pozostaje jedną z największych naukowych tajemnic. Istnieje wiele hipotez próbujących to wyjaśnić, ale żadna z nich nie została dotychczas uzasadniona.

Ostatnio jednak w Północnej Dakocie naukowcy odkryli unikalne „pole śmierci” pełne skamieniałości zwierząt i ryb, pochodzące z tego samego okresu, co może dać odpowiedź nie tylko na pytanie, co spowodowało wyginięcie, ale także jak do niego doszło.

 

Niesamowite odkrycie

 

Skamieniałe ryby są ułożone jedna na drugiej. Sugeruje to, że zostały razem wyrzucone na brzeg, gdzie pozostały. To uderzenie asteroidy było śmiertelne dla większości gatunków na Ziemi, w tym dinozaurów.

W 2013 roku paleontolog Robert DePalma odkrył cmentarzysko skamieniałości na terenie wykopalisk w formacji Hell Creek. Znalazł tam skamieniałe szczątki ryb ułożone jedna na drugiej, a także spalone pnie drzew, martwe ssaki, owady, kości mozazaurów, mikroorganizmy morskie, głowonogi morskie i częściowe szczątki Triceratopsa.

Już wtedy podejrzewał, że to nagromadzenie martwych stworzeń w jednym obszarze może być wynikiem uderzenia asteroidy, które zabiło dinozaury.

 

Jak wyglądał ostatni dzień dinozaurów?

 

Wiadomo, że około 66 milionów lat temu na Półwysep Jukatan spadł meteoryt o średnicy około 10-15 kilometrów. Zgodnie z główną hipotezą pył z eksplozji na wiele lat zmniejszał przezroczystość atmosfery, co spowodowało globalne ochłodzenie planety, co doprowadziło do wyginięcia nie tylko dinozaurów, ale także 75% wszystkich gatunków zwierząt.

Odkrycie skamieniałości w formacji Hell Creek pomogło naukowcom zrekonstruować wydarzenia, które miały miejsce bezpośrednio po upadku.

Małe tektyty, powszechnie nazywane deszczem szklanym, o wielkości około 1 milimetra, odkryto również in situ. W obu warstwach znalezionych skamieniałości występuje nadmiar irydu, a tylko w warstwie najniższej występują tektyty. W konsekwencji skamieniałości powstały w wyniku dwóch różnych wydarzeń.

Po pierwsze, w wyniku uderzenia w wodach śródlądowego morza na terytorium współczesnej Dakoty Północnej uniosły się gigantyczne fale. Następnie z nieba zaczął spadać „szklany deszcz” tektytów (kulki gorącej skały o średnicy około 5 milimetrów), które podpaliły większość roślinności na lądzie.

Podnoszące się morze zamieniło się w 10-metrową ścianę wody. Kiedy dotarło do ujścia wpadającej do niego rzeki, niezliczone ryby słodkowodne zostały wyrzucone na brzeg, gdzie przez prawie pół godziny były bombardowane szklanym deszczem.

Drugie wydarzenie obejmowało również kolejną potężną falę, która zalała wybrzeże i zakopała ryby, dinozaury i wszystkie inne gatunki pod tektytami i piaskiem. Małe kulki ze „szklanego deszczu” znaleziono w skrzelach ponad połowy wszystkich ryb. A złoża skamieniałości są pokryte gliną o wysokim stężeniu irydu – metalu, który prawie nigdy nie występuje na Ziemi, ale występuje w dużych ilościach w asteroidach.

 - Kiedy zaproponowaliśmy hipotezę uderzenia, aby wyjaśnić wielkie wyginięcie, była ona oparta tylko na znalezieniu anomalnego stężenia irydu – odcisku palca asteroidy lub komety – powiedział Alvarez. - Od tego czasu stopniowo gromadziły się dowody. Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że znajdziemy takie łoże śmierci.

Warto wspomnieć o kilku przybliżonych szacunkach obliczonych przez Waltera Alvareza, profesora Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Odniósł się do prędkości spadających tektytów i zasugerował, że mogły spadać na Ziemię z oszałamiającą prędkością 100-200 mil na godzinę.

Jak byś się czuł, gdyby coś takiego uderzyło cię tysiąc razy w ciągu kilku sekund? Według Alvareza, przy tej prędkości szklany deszcz zabiłby cię, podobnie jak prawdopodobnie w przypadku niezliczonych zwierząt i dinozaurów.

Podzielam to samo zdanie co do osób stojących za odkryciem tego „pola śmierci” – może to być początek nowej ery dla historycznych odkryć dotyczących dinozaurów. Żadne inne miejsce kopalne na świecie nie ma takiej obfitości szczątków z mniej więcej okresu, kiedy nie tylko dinozaury, ale większość gatunków na świecie dobiegła końca.

 

Źródła:

• Ben Guarino, T. (n.d.). Catastrophic New Details From The ‘Day The Dinosaurs Died’ Uncovered in Fossils. Retrieved December 05, 2020, from https://www.sciencealert.com/catastrophic-new-details-from-the-day-the-dinosaurs-died-uncovered-in-fossils

• Mack, E. (2019, September 10). The Day The Dinosaurs Died, Told In Horrifying New Detail. Retrieved December 05, 2020, from https://www.forbes.com/sites/ericmack/2019/09/09/the-day-the-dinosaurs-died-told-in-horrifying-new-detail/?sh=543394286df5

• UCBerkeleyNews. (n.d.). 66-million-year-old deathbed linked to the dinosaur-killing meteor. Retrieved December 05, 2020, from https://eurekalert.org/pub_releases/2019-03/uoc–6md032919.php?fbclid=IwAR1Kh5q-kVbTa1Eeg9IDJhIJho_MJhFuxZD-s7G-kMk5Sd6oOHag7DAs61s

 

Źródło - https://curiosmos.com/the-day-when-glass-rained-upon-the-earth/

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz