Powered By Blogger

wtorek, 23 października 2012

Tajemnica Meteorytu Jamajka 1862-08-10 (2)


Granice, których w opowiadaniu naszem przekraczać nie możemy, zmuszają nas wypuścić w tem miejscu nie jednę kartę z zajmującego pamiętnika Dra Hopkins. Przytoczymy tu tylko, że tenże wraz z przewielebnym Janem Ergail przepędził noc w pobliżu swej drogiej relikwii, i że pan W. Yorel udał się do Linguania-Side, aby nad ranem powrócić z kilku zręcznymi robotnikami, opatrzonymi w narzędzia i przybory, potrzebne do wydostania kamienia z ziemi, i złożenia go w miejscu dogodnem. Pominiemy także opis różnych ostrożności drobnych, z któremi pozabierano z miejsc swoich piętnaście kawałków, porozrzucanych w niejakiej odległości od kamienia głównego, a przystępujemy do opisu tego kamienia, który wydostano cał­kiem z jego wgłębienia się w ziemię dopiero około godziny południowej. Wbił on się w ziemię na 21/2 stóp, a ważył nie­mal 70 cetnarów polskich. Siła, z którą uderzył w ziemię, mu­siała być znacznie osłabioną przez ów gruby krzak indygowy, na który padł tak, iż go zgniótł do szczętu.

Czarniawość górnej powierzchni kamienia stanowił py­łek nader subtelny, który zebrałem starannie; a z odbytych z nim później badań mikroskopijnych i z rozbioru chemicznego pokazało się, że to pyłek węgla naturalnego.

Zebrałem równie w rozmaitych załamach tego kamienia substancyę brunatną, lekką i raczej podającą się niż kruchą, której na pierwszy rzut oka nic wyrzec nie mogłem. Dopiero po ośmiodniowych doświadczeniach w pracowni chemicznej z pomocą pana J. Servais, profosora chemii w instytucie fran­cuskim w Port-Royale, i jego adjunkta P. Snelesse, doszedłem, że ta substancya rozpuszczalna w alkoholu, i dająca się przez kalcynacyę zamienić w węgiel, jest substancyą organiczną, bitumiczną. A więc życie panowało na powierzchni tego ciała niebieskiego, którego jeden odłamek wybuchnął z hukiem przed mojemi oczyma (Według zdania Dra Hopkins spadły te a na ziemię aerolit Jest tylko pewną cząstką bolidu, gdy znowu ten bolid jest odłamkiem, który oderwał się od płanety przy jakimś dawnym potopie, i w skutek tego wprawiony został w ruch obiegowy, w którym dostał się  z czasem w strefę atrakcyjną naszej ziemi. Z obrachowania dra Hopkins, kamień o którym mowa, jest tylko trzytysięczną częścią bolidu; inne zaś odłamki krążą teraz w przestrzeniach świata po drogach nieznanych; atoli mechanika uczy nas, że w jakimkolwiek kierunku zostały one rzucone, muszą wszystkie prędzej czy później w obiegu swoim wrócić przez ten sam punkt przestrzeni, w którym rozpryśnięcie nastąpiło [jeżeli tylko na drogach swoich nie ulegną jakimś nowym przeszkodom] Jest więc prawdopodobieństwo, że niektóre z tych odłamów spadną jeszcze kiedyś na naszą ziemię); a węgiel naturalny, którym część kamienia pokrytą była, utworzył się prawdopodobnie z jakichś istot roślinnych, zwęglonych przez silne gorąco w chwili wybuchu powstałe.

Ta bryła ma w ogóle kształt sześcianu nieforemnego, wierzchnia jej ściana nieco wypukła wygląda jak trapez, a spodnia ściana jest wyraźnie częścią sklepiania walcowego. Z czterech ścian bocznych dwie są konchoidalne, a kształt ich wynikł widocznie z rozbicia się bryły; trzecia z tych ścian jest płaska i gładka, zastanowimy się nad nią później; ostatnia nareszcie ściana płaska i chropowata, nie jest tworem natury; stanowi ona powłokę sztuczną na dwa cale grubą, bardzo scisłą, litą i nader twardą. Kolor jej popielato-zielonawy przypomina rodzaj niektórych łupków. Z rozbioru chemicznego pokazało się, że w skład tej substancyi wchodzi:

Wapna……………………………………………………….części 62,1
Krzemionki……………………………………………….     „     21,2
Glinki………………………………………………………..     „       6,2
Drugiego niedokwasu żelaza………………….      „       4,9
Niedokwasu kobaltu………………………………..       „       1,0
Potasu, sodu……………………………………………..       „      0,0
Gazu kwasu węglowego i straty……………       „       4,3
                                                               -------------
                                                                         100,0

Przy tym rozbiorze uzyskano znaczną ilość krzemionki w stanie zgalareciałym. Reszta była w proszku czyli pyłku tak subtelnym, iż najdoskonalszym naszym przemysłem uzyskać takiego nie umielibyśmy. Wykryto też jedną okruszynę, widocznie przypadkową, która przez mikroskop łatwo było rozeznać, że pochodzi z kryształu kopalnego.

Proszek ten stanowił zapewne jakiś cement, któremu przyznać możemy, że przewyższa nieporównanie te zaprawy, które nasi inżynierowie przyrządzają. A jeżeliby co do sztucznego wyrobu tego cementu mogła być jaka wątpliwość, usunie takową następująca szczególna okoliczność: wyżłobienie w kształcie rury na pół wzdłuż przeciętej, w którym spoczywała rura o średnicy niemal trzycalowej, znajduje się na brzegu owej powłoki, tworząc kabłąk rozwarty ku części spodniej. Rura służąca za rynnę do odprowadzenia cieczy była, jak o tem wątpić nie można, wpuszczona w to wżłobienie.

Otóż mamy wyrób przemysłowy istot, które zamieszkują płanetę, od którego aerolit dostał się na naszą ziemię; a dzieło to przemysłu jest namacalnem świadectwem wyższej cywilizacyi posiadającej sztukę robienia cementów wodotrwałych i budującej nawet pomieszkania według pewnych prawideł architektonicznych. Jakoż widoczny kształt sklepieniowy spodniej ściany bryły przekonywa dobitnie, że jest to robota mechaniczna; kamień bardzo twardy wyciosano w kształt walcowy i wyżłobkowano stosownem narzędziem regularnie w kierunku linii rodzących; jeśli kamień sklepieniowy należał do sklepienia kabłąkowatego, średnica otworu tego sklepienia, obrachowana z kabłączastości tego jednego kamienia (jako odłamka) nie przechodziła pewno 5 stóp.

Ostatnia wreszcie ściana bryły, o której mam tu pomówić, zastanawia bardziej jeszcze od poprzedzającej (w oryginale pamiętnika umieszczona jest podobizna tej ściany; żal że dać jej tutaj nie możemy): jest ona płaska, sztucznie wygładzona, a jej powierzchnia ma 0,84 sążnia kwadratowego angielskiego (4 stóp kwadr. polskich). Na pierwszy rzut oka wydała mi się bardzo pokreślona mnogiemi linijkami nieforemnymi, ale gdym ja umył najpierw alkoholem, aby rozpuścić materyję bitumiczną rysy linijne zamazującą, a następnie spłukał wodą destylowaną, jakież było moje zdumienie, gdym ujrzał przed sobą wyryty w kamieniu krajobraz, który artysta z jakiegoś tam świata przesłał ziemi naszej na wystawę.

CDN.  

niedziela, 21 października 2012

Tajemnica Meteorytu Jamajka 1862-08-10 (1)





Po raz pierwszy ze sprawą Meteorytu Jamajka 1862-08-10 zetknąłem się na łamach bydgoskich „Faktów” (było kiedyś takie czasopismo społeczno-kulturalne, zanim doszło do powszechnego schamienia) w 1988 roku. Wtedy nie poświęciłem temu specjalnej uwagi, bowiem Mistrz Lucjan Znicz-Sawicki podawał zawsze bardzo dużo faktów i w ich powodzi sprawa ta jakoś mi umknęła. Może dlatego, że trąciła myszką – wszak dzieliło ją ode mnie ponad 120 lat – a może dlatego, że to, co przekazał nam Mistrz było zbyt niewiarygodne, by było prawdziwe… Przeczytałem to i szybko zapomniałem, aliści sprawa powróciła jak bumerang, bo w tym roku otrzymałem ksero oryginalnej relacji o tym wydarzeniu, zamieszczonej w książce pt. „Pisma Józefa Supińskiego”, Gebertner i Wolff, Warszawa 1883, tom I, ss. 297-306.

Kim był Józef Supiński? W Wikipedii na jego temat piszą tak:

Józef Supiński (ur. 21 lutego 1804 w Romanowie koło Lwowa, zm. 16 marca 1893 we Lwowie) - polski naukowiec i ekonomista, przedstawiciel polskiego nurtu ekonomii klasycznej.
W swoich pracach skupiał się przede wszystkim na konieczności podjęcia reform gospodarczych na ziemiach polskich. Był też znanym polskim socjologiem. Pierwsze pokolenie socjologów polskich kształciło się na jego dziełach, popularyzowało jego dorobek. Supiński zainteresowany w szczególności światem ludzi, traktował go jako fragment Wszechświata. Starał się odnajdować działania praw przyrody w społeczeństwie i odkrywać prawa rządzące społecznym współżyciem i rozwojem społecznym. Twierdził, że praca jest zasadniczym celem i zadaniem człowieka prowadzącym do postępu, ponieważ ona stwarza wszystkie wartości.
Walczył w powstaniu, zapoznał się z filozofią pozytywistyczną - praca u podstaw. Uważał, że dzięki socjologii Polska może wybić się na niepodległość.
Od 1865 był członkiem honorowym Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Od 1873 należał do Akademii Umiejętności w Krakowie. Był też doktorem honoris causa Uniwersytetu Lwowskiego i honorowym obywatelem Lwowa (1877).
W okresie międzywojennym we Lwowie jedna z ulic nosiła jego imię (prostopadła do ul. Mochnackiego). W Warszawie ulica Józefa Supińskiego (pasaż pieszy) znajduje się w dzielnicy Stara Ochota, pomiędzy ul. Maurycego Mochnackiego i ul. Akademicką. We Wrocławiu ul. Józefa Supińskiego biegnie prostopadle do ulicy Kobierzyckiej.
Dzieła Supińskiego:
v "Myśl ogólna fizjologii powszechnej" 1860; wersja cyfrowa
v "Szkoła ogólna fizjologii powszechnej" 1862;
v "Szkoła polska gospodarstwa społecznego" 2 T. 1862-1865 wersja cyfrowa
v "Pisma Józefa Supińskiego." cztery tomy

Tyle Wikipedia. Przypomnienie przyszło ze strony Redakcji „Nieznanego Świata”, do którego przesłał te kserokopie Pan Stefan C. z Łodzi z prośbą o przypomnienie tego niezwykłego wydarzenia, które miało miejsce równo 150 lat temu. A oto, co pisze o nim sam Józef Supiński:

D. 5. Str. 81.
Gdy mi się przesunęło przez myśl przypuszczenie, że jak istoty organiczne na ziemi, tak pojedyncze ciała niebieskie w ogromnym przestworze wszechświata, muszą przebywać pewne okresy życia i niknąć jak one, odstępując innym ciałom pierwiastki, które w ich skład wchodziły; nie sądziłem podówczas, aby po upływie lat kilkunastu dziwny, a po raz pierwszy dostrzeżony pojaw przerody, przyszedł wesprzeć przypuszczenie moje. „Indepedence belge” z dnia 10 kwietnia 1863 podaje zajmujący w tej mierze opis, którego treść udzielam czytelnikom moim.
Spostrzeżenie, z którego tu zdamy sprawę, zrobił w sierpniu r. 1862 w Jamajce w pobliżu Port-Royal uczony Anglik Dr. Hopkins, członek stowarzyszenia naukowego w Kingstown. Pamiętnik bardzo zajmujący, który o tym przedmiocie napisał Dr. Hopkins, umieszczony jest w roczniku tegoż stowarzyszenia z r. 1862: „Proceedings of the Kingstown Assoc., Vol. XII. 1862”. Gdyby nie autentyczność źródła tak szanownego, gdyby nie powaga świadectw przytoczonych przez Dra Hopkins, czytelnik mógłby posądzić tego uczonego, że to co nam dał w swoim opisie, jest tylko igraszką przywidzenia. Ależ tak nie jest, przewertowawszy bowiem uważnie ten pamiętnik, przyznać musimy, że Dr. Hopkins w sądzeniu o rzeczy powoduje się roztropnością i nawet zbytniem może powstrzymywaniem się; że w całej rozprawie wnioski swoje ma tylko za prawdopodobne, chociaż nam wydają się one mieć widoczne piętno prawdy czyli pewności.
Większą połowę pamiętnika Dra Hopkins zajmują akta wierzytelne, jakoto:
1.         Oświadczenie dziewiętnastu mieszkańców Port-Royal i Kingstown, z których jedni widzieli jak spadał aerolit, o którym tu mowa, drudzy zaś dopomagali przenieść go do doktora, inni nareszcie przypuszczeni zostali w jego gabinecie do szczegółowego zbadania aerolitu.
2.        Rozbiór chemiczny trzech chemików, którzy zajmowali się tą substancyą meteoryczną.
Część pamiętnika poświęcona samemu opisowi, chociaż w każdym szczególe swoim nader zajmująca, jest tak obszerna, że jej tu w całości podać nie podobna; musimy poprzestać na skróceniu, ile możności treściwem i dokładnem, i tylko najważniejsze ustępy dajemy w dosłownym przekładzie:
„Dnia 10 sierpnia 1862 o godzinie pół do dwunastej wieczór, w powrocie do Port-Royal płynąłem małą rzeczką Sixtien Mile-Walk przy mnie był przewielebny Jan Ergail i jego szwagier W. Yorel, sędzia w Linguania-Side. Niebo było całkiem pogodne, a mimo jasności, z jaką księżyc przyświecał od zachodu, rozróżniałem wyraźnie gwiazdy 4-tej wielkości. Wzrok mój zwrócony był ku zenitowi na przepyszną gwiazdę spadającą, która przebiegała właśnie konstelacyę Kasyopei, gdy oto naraz spostrzegam spuszczającą się raptownie ku nam kulę świecącą, której średnica wydawała mi się wielkości dwóch trzecich części średnicy księżyca. Czerwono zadymiona w pierwszej części swego biegu, przybrała nagle białość świetną; wtedy jak gdyby po zatrzymaniu się przez pół sekundy (Ta chwila zatrzymania się, fizycznie nie do wytłumaczenia,, pochodzi bez wątpienia ztąd, że oko nie przestaje mieć wrażenia przedmiotu świecącego, chociaż ten przedmiot przestał już wywierać działanie na błonę nerwową oka. Trwanie tego wrażenia podają fizyjologowie na 1/3 sekundy ), rozprysła gwałtownie a raptownie, rzucając promienie w kierunku trzech głównych stron świata. W sześć do ośmiu sekund po tern zjawisku usłyszeliśmy o jakich pięćdziesiąt kroków za nami łomot gałęzi zgruchotanych i uderzenie ciała ciężkiego, spadającego na grunt pulchny. W tej samej prawie chwili huk mocnego wybuchu doszedł uszu naszych, powstał tedy ten huk ponad naszemi głowami w odległości niemal pionowej, o półtorej mili angielskiej (niemal 1/3 mili austr.). Gdyby to ciało spadło było ze spoczynku ruchem jednostajnie przyspieszonym, nie byłoby w ośmiu sekundach przebyło jak tylko 1/5 część mili angielskiej (około 170 sążni austr.); snać, iż wyruszając z swego miejsca, ożywione już było znaczną siłą ruchu. W tem miejscu autor roztrząsnąwszy związek fizyczny, jaki mógł zachodzić między gwiazdą spadającą (Nigdzie w opowiadania swojem nie mówi Dr. Hopkins, czy tejże samej nocy dostrzegł był gwiazdy spadające w znacznej liczbie. Milczenie jego w tym przedmiocie zastanawia nas, bo wszystkim meteorologom wiadomo, że właśnie około 10-go sierpnia pojawiają się gwiazdy spadające i bolidy liczniej i częściej niż zwykło. Prawda, że już od kilku lat w Europie pojawy te znacznie się przerzedziły, ale rzecz ta nie ma się tak samo na drugiej półkuli, a przynajmniej w Ameryce Północnej.), a jednoczesnem prawie pojawieniem się bolidu, któryto związek wydaje mu się wątpliwym, tak dalej rzecz prowadzi:
Ja i moi dwaj towarzysze skierowaliśmy się ku miejscu, w którem przypuszczaliśmy, że padł aerolit, i niebawem spostrzegliśmy okazały krzak ziela indygowego, przywalony i do szczętu na kawałki zsiekany. Tuż obok, w gruncie lekkim i wilgotnym wgłębiona była masa czarna, której część wystająca, przedstawiała powierzchnię nieforemną, cokolwiek większą niż sążeń (yard) kwadratowy angielski (niemal ćwierć sążnia kwadratowego austr.), a mającą wysokość 11 cali.
Chciałem korzystać z ostatnich promieni, które nam księżyc z ukosa przesyłał, aby zbadać przedmiot zbliska; ale W. Torel zwrócił uwagę moje, że zadanie to, aby było należyte, wymaga jasności światła dziennego. Z przenikliwością sędziego śledczego, mającego rozpoznać sprawę dodał on, że po ciemku depcąc ziemię, moglibyśmy niechcący zatrzeć jakie bardzo cenne ślady, mogące być wskazówką sposobu, w jaki spadł meteor. Uznając słuszność tej uwagi, cofnęliśmy się o kilka kroków; wprzód jednak przekonałem się, że temperatura masy była daleko niższa, niżelim się mógł domyślać, pomnąc na kolor różowy , w jakim widzieliśmy ten meteor w chwili wybuchu; prawda że masa była na tyle gorącą, że nie mogłem jej dotknąć ręką; atoli grunt wilgotny wydawał z siebie parę tak słabą, że dostrzedz ją można było tylko w kierunku promieni księżyca. Sądzę, że temperatura w pięć minut po spadnięciu aerolitu nie przenosiła 220 stopni Fahrenheita (84 stopnie Raeumura).

CDN.

sobota, 20 października 2012

NASZA BŁĘKITNA PLANETA: Czyli eksperyment jakiego jeszcze nigdy nie było! (4)




Artykuł Eleonory – pomijając aspekty religijno-metafizyczne – jest bardzo interesujący z ekologicznego punktu widzenia. Właściwie autorka punktuje to, o czym ekolodzy wiedzą od dawna i od dawna biją na alarm w tej sprawie. Zagrożenia opisane przez nią są jak najbardziej autentyczne i jak najbardziej realne. Najgorsze jest to, że niewielu ludzi nadal zdaje sobie sprawę z tego, co się wokół nas dzieje, zaś milcząca lub obojętna większość się tym po prostu nie przejmuje, bo szarpie się z życiem i walczy o przetrwanie w coraz gorszych i trudniejszych warunkach.
  
Komentarz psychotroniczki Ewy W. zamieszczony na  Facebooku:

Ewa W.: "Dziura ozonowa jest naturalnym zjawiskiem atmosferycznym. Zawsze była i będzie. Ozon tworzy się w atmosferze, ze zwykłego tlenu, pod wpływem promieniowania ultafioletowego. Nie ma nic dziwnego w fakcie, że nad biegunami Ziemi, w miejscach najmniejszego nasłonecznienia, ozonu jest najmniej. Ozon jest gazem ulegającym bardzo szybkiemu rozpadowi. Wystarczy noc, kiedy ultrafioletu nie ma, a zawartość ozonu w powietrzu radykalnie się zmniejsza.

Dwutlenek węgla jest znany w technice chłodniczej jako czynnik R 744 i ma długą historię wykorzystywania, sięgającą do połowy XIX wieku. Jest to bezbarwny gaz, skraplający się pod ciśnieniem, o lekko kwaśnym zapachu i smaku. Dwutlenek węgla nie ma zdolności do niszczenia warstwy ozonowej Jest niepalny, obojętny chemicznie i cięższy od powietrza. Dwutlenek węgla jest łatwy do pozyskiwania, ponieważ naturalnie występuje w dużej obfitości."

Czy dwutlenek węgla, którym odżywiają się rośliny wytwarzające tlen, może być szkodliwy?
Czy słońce, bez którego niema życia, może być złe?.........

Procesy zachodzące w ozonosferze są dalece bardziej skomplikowane, niż się to tej pani wydaje. Skoro dziura ozonowa jest zjawiskiem naturalnym, to dlaczego zaobserwowano je dopiero w 1990 roku? Czyż nie jest to dziwne, że to „naturalne” zjawisko objawiło się dopiero teraz i ma związek z globalnym ociepleniem spowodowanym przez dwutlenek węgla, siarkowodór i metan? Czy dwutlenek węgla może być szkodliwy? Na litość – a ilu to ludzi zmarło wskutek zatrucia dwutlenkiem węgla? Wystarczy proste doświadczenie – tzw. „sucha łódź podwodna”. Wystarczy włożyć komuś plastykowy worek na głowę i uszczelnić go wokół szyi. Po paru minutach delikwent traci przytomność wskutek zatrucia dwutlenkiem węgla. A Słońce? Słońce może zniszczyć nas w każdej chwili podwyższoną aktywnością, która sparaliżuje naszą cywilizację. I to takie brednie wypisują ludzie uchodzący za wykształconych!... Szkoda gadać.

Nie jestem wizjonerem, jak Eleonora i nie miewam jakichś widzeń czy objawień. Tym niemniej jej artykuł wzbudził moje zainteresowanie, bo jest zbieżny z zagadnieniami, którymi sam się interesuję.

To co widzimy na niebie każdego słonecznego dniapisze onato "cerowanie" dziur ozonowych, które powstały nad nami z powodu nadmiaru różnych gazów, np. freonów, wybuchów nuklearnych, itp - zobacz np. ENCYKLOPEDIA (7 tomowa)! Bez warstwy ozonowej nie ma dla nas na ziemi życia! Bez warstwy ozonowej padają na nas 100% promieniowania kosmiczne i słoneczne, które są śmiercionośne dla człowieka, zwierząt, roślin, a nawet ryb w wodzie!!! Muszą być zmienione napędy i różne technologie, aby zatrzymać proces niszczenia ozonu nad Ziemią, a to w najbliższych latach jest mało realne. Więc jak długo to potrwa i ile jeszcze wytrzymamy opryski tlenkami azotu, tlenkami aluminium, itd.? To jest agonia naszej cywilizacji! Ja to wiem... ale uduchowieni i "anioły" nic z tego nie rozumieją i robią "zadymy" na różnych forach o to że politycy i wojsko "robią coś za naszymi plecami"... A co robią "mistrzowie duchowości"? Po mistrzowsku bajerują o przyszłości naszej cudownej cywilizacji...To "cerowanie" dziur ozonowych, które powstały nad nami z powodu nadmiaru freonów, gazów, wybuchów nuklearnych, itp. - zobacz ENCYKLOPEDIA ( 7 tomowa)! Bez tego waliłoby na nas 100% promieniowania kosmicznego i słonecznego - które są śmiercionośne dla człowieka, zwierząt, roślin, a nawet ryb w wodzie!!! Muszą być zmienione napędy, aby zatrzymać proces niszczenia ozonu nad ziemią, a to jest w najbliższych latach mało realne. Więc ile jeszcze wytrzymamy? To jest agonia naszej cywilizacji!
         
Budowa atmosfery naszej planety - ozonosfera stanowi jej maleńką - ale jakże ważną - cząstkę! ( Źródło - http://recursos.cnice.mec.es/biosfera/profesor/galeria_imagenes/recursos_galeria3.htm)


A zatem kluczem do zrozumienia tajemnicy chemtrails jest ozonosfera. Czym jest ozonosfera?

Ozonosfera, to warstwa zwiększonej koncentracji ozonu w stratosferze. Znajduje się na wysokości ok. 15-50 km nad Ziemią. Główna warstwa ozonu znajduje się 25–30 km nad poziomem morza.

Ozonosfera jest warstwą ochronną bardzo ważną dla życia na Ziemi. Chroni przed promieniowaniem ultrafioletowym, które jest szkodliwe dla organizmów żywych. Dzięki niej jest możliwe życie na lądzie.

Ozonosfera przyczynia się do wzrostu temperatury w warstwie stratosfery, ponieważ ozon pochłania promieniowanie nadfioletowe. Mimo iż nazwa sugeruje jego duży udział, cały ozon z ozonosfery w warunkach normalnych utworzyłby na poziomie morza warstwę o grubości ok. 3 mmtyle podaje Wikipedia.

Od siebie dodam tylko tyle, że samoloty latają niżej o co najmniej 3 km – jak to widać na rysunku, i siłą rzeczy nie są w stanie "łatać" ozonosfery, a zatem być może robi to ktoś inny... Sam pomysł nie jest taki głupi, ale wydaje się być pałą o dwóch końcach i tak zapobieżenie jednej katastrofie może skończyć się drugą.

Oczywiście mogą to być także Obcy – tylko czemu mieliby to robić? Ewentualnie jakaś równoległa do nas cywilizacja na Ziemi. Gdyby to była cywilizacja zamieszkująca głębiny Wszechoceanu, to nie musiałaby tego robić. Woda dobrze chroni organizmy przed promieniowaniem UV i nawet przed promieniami X i γ (co prawda musi być jej co najmniej 30 m), czego zresztą dowiódł Epizod Ordowickijak podaje Wikipediawielkie wymieranie ordowickie, czyli masowe wymieranie, które miało miejsce około 438 MA temu, pod koniec Ordowiku. Wymarło wtedy około 85% gatunków (ponad 100 rodzin). Największe zmiany dotknęły ramienionogi, mszywioły, trylobity, a także graptolity i konodonty. Do gwałtownego wymierania ordowickiego mógł się przyczynić wybuch bliskiej supernowej lub rozbłysk gamma (γ), co mogło spowodować zaburzenia w Układzie Słonecznym oraz przyjęcie przez Ziemię dużej dawki promieniowania gamma. A zatem kto?

Nie wiem, ale sam pomysł „łatania” dziur ozonowych jest ciekawy. Samoloty nie latają wyżej, niż dolny poziom ozonosfery, ale… - no właśnie – można by cerować owe dziury nie NAD czy W ozonosferze, ale POD ozonosferą! Samoloty mogłyby rozpylać środki chemiczne wytwarzające osłonę przed promieniami UV na wysokości 10-13 tys. metrów. Problem polega na tym, że środki te opadałyby potem z deszczami i trzeba by było rozpylać je ciągle. Ile by to kosztowało? Tego nie wiem, bo nie znam składu chemicznego tych środków wygaszających promieniowanie UV.

Elegancko i jasno. Tylko że raczej jest to niemożliwe, bowiem jak dotąd opalamy się nad morzem i w górach, a nie ma lepszego indykatora promieniowania UV od opalenizny, która jest normalną reakcją obronną organizmu człowieka na napromieniowanie. A zatem nie tędy droga. Promieniowanie UV jest także zabójcze dla mikroorganizmów – w tym tych chorobowych. Gdyby nagle zanikło, wszystkie organizmy na naszej planecie rychło by uległy inwazjom bakteryjnych, wirusowych i innych infekcji – w tym oczywiście także ludzie... 



Samoloty, które codziennie latają nad Ziemią pożerają tysiące ton tlenu z naszej atmosfery, o czym niewielu ludzi ma jakiekolwiek pojęcie...

Nie zapominajmy, że codziennie nad Ziemią lata kilka tysięcy samolotów, a każdy z nich pożera tlen z atmosfery pozostawiając na niebie ślady w postaci smug złożonych z pary i dwutlenku węgla. To wystarczy do wytworzenia się wysokich chmur Cirrus, które składają się z kryształków lodu. Kiedy nad głową przelatuje nam kilkadziesiąt czy nawet kilkaset samolotów dziennie, to jest rzeczą oczywistą, ze pozostanie po nich spektakularna siatka smug kondensacyjnych na niebie, na wysokościach podróżnych przelotów – czyli 10.000 – 13.500 m n.p.m. Nie czarujmy się – dość spojrzeć na załączony screeny wykonane w przypadkowym czasie na obszarze Europy i Ameryki Północnej. Może coś takiego wreszcie przemówi ludziom do wyobraźni? – w co zresztą szczerze wątpię, bo ludzie wolą roić sobie o najstraszliwszych spiskach i zmowach, niż przyjąć za prawdę oczywisty fakt, że TO MY SAMI niszczymy wytworzoną przez nas cywilizację PRZY POMOCY JEJ WYTWORÓW. I tutaj się całkowicie zgadzam z Eleonorą. Naszej cywilizacji grozi tylko jej twórca – Homo sapiens sapiens… - człowiek (ponoć) rozumny.

Istnieje teoria spiskowa mówiąca, że samoloty rozpylają różne psychotropy - coś jak w „Kongresie futurologicznym” Stanisława Lema - mające na celu utrzymać Ludzkość w ryzach i stworzyć ludziom złudzenie Arkadii, podczas kiedy na Ziemi trwa piekło kolejnego zlodowacenia. NB, odmianą tego rodzaju piekiełka jest wizja planety Saraksz z powieści „Przenicowany świat” (Warszawa 1971) Arkadego i Borysa Strugackich, w którym akcję zniewalania tamecznych mieszkańców realizowano przy użyciu urządzeń jako żywo przypominających HAARP – a zatem nic nowego pod Słońcem. Czy jest to możliwe? Owszem, ale wymagałoby na to ogromnych kosztów, któremu nie każde państwo by podołało, a poza tym czy prędzej czy później by się wydało. Tak naprawdę, to ma to miejsce chyba tylko w Polsce, gdzie ogłupieni ludzie wbrew własnym interesom wciąż od ponad dwudziestu lat wybierają tych samych skompromitowanych polityków, a potem z lubością narzekają, że źle im się dzieje…      

Oczywiście zaraz znajdzie się jakiś niedouczony mędrek, który powie, że to wszystko nieprawda i że z całą pewnością jest artykuł napisany na zamówienie tych konspiratorów, którzy chcą ukryć obecność UFO na Ziemi, nie mówiąc już o innych teoriach spiskowych, które akurat są na dziennikarskim topie. Nie wiem, czy ktoś taki jest w stanie zrozumieć, że OBECNOŚCI UFO UKRYĆ SIĘ NIE DA, bo jest to zjawisko powszechne, ale wcale nie jest powiedziane, I NIE MA NA TO DOWODÓW WPROST, że są to jacyś Kosmici. Bóg z nimi, nie mam zamiaru kruszyć kopii ze stronnikami obecności Obcych, bo szkoda mi czasu na przelewanie z pustego w próżne, natomiast chciałbym zwrócić uwagę Czytelnika na coś innego, co ma jednak związek z contrails, chemtrails i samolotami je produkującymi. Tym problemem są…


Samolot lecący na małych wysokościach w ciepłym i suchym powietrzu właściwie nie pozostawia smugi kondensacyjnej, ale słychać pracę jego silników...


…bezdźwięczne samoloty. Od jakiegoś czasu obserwuję przeloty nad Ziemią dziwnych samolotów, które ani nie wydzielają smug kondensacyjnych, ani nawet nie słychać pracy ich silników, a przecież poruszają się one z prędkością samolotów komunikacyjnych – czyli w granicach 800 – 900 km/h, na różnych wysokościach – najczęściej od 2000 do 5000 m, a oto kilka przykładów:

1. UFO nad Międzyzdrojami

Typ incydentu: DD
Miejsce: Międzyzdroje, molo; 53°55'44” N - 014°27'05” E 
Data: 15.09.2010 r.
Czas: 17:24 CEST
Czas trwania obserwacji: 6 min.
Ilość obiektów: 2
Świadkowie: wielu
Zdjęcia: 6
Możliwe wyjaśnienie: przelot 2 samolotów z kierunku N na S-SW  

2. UFO nad Strečnem:

Typ incydentu: DD
Miejsce: Zamek Strečno n/Váhem, Żylina, Słowacja; 49°10'37" N - 018°51'46" E
Data: 09.09.2012 r.
Czas: 09:55 CEST
Czas trwania obserwacji: ok. 30 s.
Ilość obiektów: 1
Świadkowie: ok. 20 osób (Polacy, Słowacy, Czesi)
Zdjęcia: nie wykonano
Możliwe wyjaśnienie: przelot samolotu z kierunku W na E.

I ostatni przykład z całkiem niedawna:

3. UFO nad Helem

Typ incydentu: DD/RV
Miejsce: Fokarium Stacji Morskiej UG w Helu, Hel, 54˚36’26”N - 018˚48’04”E
Data: 23.09.2012 r.
Czas: 06:35
Czas trwania obserwacji: ok. 30 s.
Ilość obiektów: 1
Świadkowie: 1
Zdjęcia: 1/nieudane
Możliwe wyjaśnienie: brak.

We wszystkich tych przypadkach zaobserwowano obiekty PRZYPOMINAJĄCE samoloty, i które zachowywały się podobnie jak samoloty, z tym że nie emitowały dźwięku i smug kondensacyjnych – to od biedy można jakoś wytłumaczyć efektami rozchodzenia się fal akustycznych w atmosferze i zmianami temperatury i wilgotności powietrza. Natomiast w ostatnim przypadku nawet trudno mówić o samolocie, bowiem obiekt ten przypominał raczej gruby, dwuwypukły dysk, a nie podłużny kształt samolotu – vide foto. To właśnie było prawdziwe UFO. I co najciekawsze – moi znajomi (a wśród nich i Eleonora) stwierdzili, że często się je widuje nad naszym Wybrzeżem. To są tylko trzy przykłady, które zarejestrowałem, a w rzeczywistości musi być ich o wiele więcej.


Także i ten samolot leciał w ciepłej i suchej warstwie powietrza nie zostawiając za sobą smugi kondensacyjnej, ale jego silniki były słyszalne...


Czym są – nie wiem, i to właściwie wypełnia definicję UFO – NIEZNANE obiekty latające. Możemy sobie teraz gdybać. Co można zrobić? – zachęcam do obserwacji nieba i odnotowywania stwierdzonych przelotów „milczących samolotów” w naszej przestrzeni powietrznej. Być może Oni (kimkolwiek są) zmienili taktykę obserwacji nas i naszej cywilizacji i po prostu stosują maszyny latające przypominające nasze, ale z innym, doskonalszym, bezdymnym i bezdźwięcznym napędem. NB, coś takiego przewidział w swej powieści sci-fi czeski pisarz i polarnik František Bĕhounek już w latach 50. ubiegłego stulecia.[1] Czyżby więc nihil novi sub Sole???

W każdym razie nie obawiam się zwykłych samolotów – bo te znamy i są ziemskiego pochodzenia. Obawiam się tych „cichych”, bo nie wiadomo, czym one są naprawdę, a stanowią one idealny środek napadu powietrznego – mówiąc w języku wojskowych – i jako takie są potencjalnie bardzo niebezpieczne. Wystarczy wspomnieć tylko pomysły autorów Programu S3…  

A tak już nawiasem mówiąc – to czy nie ma racji Bronisław Rzepecki, który stwierdził, że Obcy wcale nas nie kochają – jak się to nam w naszej naiwności wydaje, a traktują jak króliki doświadczalne czy robactwo pod szkłem powiększającym? A zatem patrzmy i obserwujmy. 


KONIEC       




[1] Fr. Bĕhounek – „Akcja L”, wydanie czeskie: Praha 1956, wyd. polskie: Warszawa 1962. 

piątek, 19 października 2012

NASZA BŁĘKITNA PLANETA: Czyli eksperyment jakiego jeszcze nigdy nie było! (3)




Co w tej sytuacji robią naukowcy i wojsko?

Czy siedzą z założonymi rękoma przed TV i oglądają idiotyczne seriale, lub modlą się do obrazów i figur, lub mantrują, medytują i oczyszczając się duchowo z brudów energetycznych (?) licząc że będzie cud? Żadnego cudu nie będzie! Cudem będzie gdy będą ludzie, którzy będą usiłowali coś w tej sytuacji robić!

Co w tej sytuacji zrobili naukowcy, rządy i wojsko?

Konsekwencją UMOWY w MONTREALU z 1987 r., naukowcy opracowali strategię awaryjną, przy pomocy symulacji komputerowej. Wzięło w niej udział 300 naukowców z całego świata. Zgodzili się na eksperyment o zasięgu globalnym, aby schłodzić klimat przy pomocy „lustra” odbijającego promieniowanie słoneczne za pomocą pyłków aluminium i kwarcu w stratosferze nad państwami sprzymierzonymi w szczególności!

Symulacja komputerowa wykazała, że może to powstrzymać ocieplenie planety o ponad 85 % pomimo spodziewanego podwojenia się dwutlenku węgla CO2 w atmosferze w ciągu najbliższych 50 lat.

Pod koniec 1997 roku rozpoczęto rozpylanie chemikaliów w atmosferze przy pomocy samolotów wojskowych. Najpierw rozpylano w USA i Kanadzie, a następnie za zgodą państw sprzymierzonych UKŁADEM również w Europie (w tym również nad Polską) oraz w Azji i Australii - nad głowami niczego nie domyślających się ludzi. Na niebie pojawiły się smugi w kształcie szachownicy, linii, kół, x-sów, itp.

Skutki uboczne tego niebywałego eksperymentu jakiego nie było i nigdy nie będzie jest to, że ludzie w czasie tych „oprysków” odczuwali: silne bóle głowy, chroniczne bóle stawów i mięśni, zawroty głowy i omdlenia, ostre bezgorączkowe objawy grypopodobne, zaniki pamięci i to dużej liczy ludzi naraz - tak że nie wiedzieli gdzie są i gdzie np. zostawili samochody, bóle gardła i krtani, kaszel, chrypki, ból dziąseł i zębów, alergie, zaburzenia układu nerwowego i immunologicznego, chroniczne zmęczenia, stresy, poważne choroby serca, stwardnienie rozsiane, itd. Lista była długa… Okazało się również, że m.in. opady pyłków aluminium zakłócały prace radarów. (Nexus)

Wszystko to jest nie tylko efektem samych oprysków, ale również wzrostem promieniowania kosmicznego i skażenia środowiska!



Jak „zacerować” dziury ozonowe?

Naukowcy głowili się nad tym długo. W Anglii przypadkiem odkryli, że spaliny samochodów czyli tlenki azotu + promieniowanie słoneczne powoduje, że związki te reagują z wolnym tlenem przekształcając go w OZON. Ten ozon potem wypływa z miast na podmiejskie łąki i uprawy rolne, gdzie sieje spustoszenie pośród wrażliwych na ten gaz roślin i obniża ich odporność na choroby i pasożyty. A jak to wpływa na odpoczywających ludzi na podmiejskich łąkach, działkach i ogrodach?

Ozon w czystej postaci jest trujący i szkodliwy dla ludzi, zwierząt, roślin, ptaków i ryb.

Naukowcy w czasie lotu badawczego w górnej troposferze przypadkiem odkryli, że silniki samolotów mogą również stymulować produkcję czystego ozonu. Zmierzyli stężenie różnych składników wpływających na bilans ozonu, szczególnie na górnej warstwie troposfery, gdzie odbywa się największy ruch samolotów ponieważ jest tam mało pary wodnej. Okazało się, że tlenek azotu NO wytwarzany w dużej ilości przez silniki samolotów i spalanie dużej ilości materii organicznej znacznie przyśpiesza produkcję ozonu w górnej warstwie troposfery i umożliwia rozprowadzanie ozonu po sąsiednich warstwach uzupełniając ubytki. No, ale tlenek azotu NO ulega przetworzeniu w kwas azotowy w niższych warstwach i w konsekwencji mamy opady kwaśnego deszczu, a to nie jest obojętne dla zdrowia ludzi, zwierząt, roślin i ryb w wodzie, a więc dotyczy także zdrowej żywności. („Świat Wiedzy” 04/97) Pomimo to w sprawie ratowania ozonu zastosowano rozpylanie tlenku azotu NO w górnych warstwach ozonowych, który miał związać i zwiększyć ilość ozonu, czyli „zacerować” dziury ozonowe nad Ziemią. Oczywiście do „cerowania” użyto setki samolotów wojskowych.

Oba eksperymenty rozpoczęto jednocześnie - „cerowanie” warstwy ozonowej i schładzanie klimatu! Rząd Polski i Wojsko również bierze udział w tym eksperymencie, podobnie jak inne kraje związane UMOWĄ o ochronie ozonu.

Jest 2012 rok i niebywały EKSPERYMENT TRWA NADAL!

Kilka lat temu w Japonii zebrali się eksperci z całego świata, aby m.in. kolejną UMOWĄ ograniczyć wydzielanie CO2 do atmosfery. Ograniczenia są maksymalne, po to aby ochraniać warstwę ozonową, a co robią „świetliści” psychotronicy? Z nimi w żaden sposób nie można się dogadać!

Gdy przed laty o tym mówiłam smugi chemiczne były widoczne kilka razy w roku, a teraz coraz częściej - kilka razy w tygodniu. To oznacza, że ozonu ubywa dramatycznie. To jest powolna agonia naszej cywilizacji… Wiele lat temu w moich wizjach widziałam umierających ludzi w strasznych męczarniach. Wówczas nie rozumiałam dlaczego, aż do dnia gdy przeczytałam artykuł o powiększającej się dziurze ozonowej. Od dwóch lat masowo padają różne gatunki ptaków i ssaków morskich i wiem, że moje wizje niedługo zaczną się realizować, gdyż zabraknie warstwy ozonowej nad Ziemią.

Oznacza to jedno… nasza cywilizacja jest skazana na zagładę tak jak cywilizacja naszych przodków - Adama i Ewy w Raju na Ziemi! Posłuchali rad symbolicznego WĘŻA ( jak na obrazkach) i zostali cynicznie oszukani… Czy wyglądało to tak samo jak dzieje się to od wielu lat w naszej cywilizacji – co opisałam wyżej?

 „A to jabłko zerwane z rajskiej jabłoni jeszcze nie całkiem do końca zostało zjedzone… A w Raju były dwa drzewa. Drzewo mądrości i drzewo wiedzy dobra i zła… czy jak to tam było…”

Jabłko zerwane z „drzewa wiedzy dobra i zła” utknęło (naukowcom) ADAMOWI w gardle, a Ewa (uduchowieni) mówi że „nas trują”. Bez warstwy ozonowej nasza cywilizacja zostanie „naga” jak symboliczny Adam i Ewa w Raju, bo zabije nas 100% promieniowanie słoneczne i kosmiczne.

Pytanie zasadnicze – ile naprawdę pozostało ozonu???

Ta wiedza pozwoli nam zrozumieć ile czasu pozostało do końca naszej cywilizacji. Czy naukowcy powiedzą nam prawdę o stanie ozonu czy będą utrzymywać do końca wszystko w tajemnicy? Pamiętać przy tym należy, że nieodwracalnie została naruszona równowaga ekologiczna na Ziemi, a skutki tego są lawiną, która na nas zaczyna spadać… Niesamowite  zagrożenie jest nie tylko z powodu braku osłony ozonowej, ale również kataklizmów na ziemi, morzach i oceanach. Wybuchają uśpione wulkany (które również niszczą ozon), zaczęły pękać płyty tektoniczne…

Płyty tektoniczne Euroazji, które przez miliony lat(?) nachodziły  na siebie teraz  rozdzielają się. Płyta europejska zmieniła kierunek i nachodzi na płytę afrykańską, dlatego w Europie jest coraz więcej trzęsień ziemi. Z moich wizji i snów wynika, że Europa będzie wyspą!! To samo dotyczy Ameryki Północnej! Kataklizmu w żaden sposób nie unikniemy, jedynie co można zrobić to częściowo zneutralizować skutki. Ale aby to zrobić ludzie muszą być świadomi i przygotowani na to co nas czeka. Ludzie nie przygotowani na tak straszny kataklizm nie będą wstanie opanować paniki i chaosu.

Jak to się skończy dla naszej cywilizacji?

O tym mówią stare proroctwa biblijne i Apokalipsa, ale nie religie wschodnie i ich zwolennicy w Polsce i na całej Ziemi. A o czym mówią psychotronicy w obliczu zagłady? Wciąż słodko mówią o miłości, o wybaczaniu innym i sobie (?!), o planecie Nibiru, jakieś projekty Cheops, o wolnej ludzkości i innych bzdetach… Są jak „kołtun” na głowie każdego myślącego człowieka w obliczu zagłady!

Wszyscy myślący ludzie (tak jak pani profesor L.F.) wiedzą, że opis biblijnego Raju to symbole, za którymi kryje się dramatyczna rzeczywistość cywilizacji naszych przodków, a my ich potomkowie  popełniamy ten sam błąd! Adam i Ewa zjedli zakazany „owoc” z „drzewa wiedzy dobra i zła” na którym siedział Wąż - bazy kosmiczne cywilizacji Węża na Ziemi. Jako kolejna cywilizacja znowu  „konsumujemy” owoce z ich „drzewa wiedzy dobra i zła”. Okazało się, że to dobro jest dla nas złem, gdyż niszczy warstwę ozonową i cywilizację. Co w tej sytuacji jest prawdziwym dobrem a co złem?  Kogo posłuchali naukowcy i psychotronicy - w tym również kościół i dlatego popełniają błędy za które zapłacimy wszyscy wygnaniem z Raju jakim jest Ziemia?

Własną głupotę ludzie zwykli nazywać doświadczeniem – mawiał Oscar Wilde. Czy dlatego psychotronicy i niektórzy naukowcy nadal nie wyciągają wniosków z tego co się dzieje na Ziemi i kto za tym stoi? Ja wyciągam wnioski i dlatego mówię oraz piszę co myślę! Jestem wizjonerką, a to upoważnia mnie do pisania tak jak ja to widzę, a nie tak jak im się podoba. Nie słuchałam ludzi WĘŻA i odszukałam „drzewo mądrości” w naszym RAJU.

Czym jest symboliczne „drzewo mądrości”?

To olbrzymi DYSK – Baza Kosmiczna Króla Jahwe wraz ze 123 dyskami na wielkim obwodzie, na terenie Polski i Europy, ale wiem, że jest ich więcej na całej Ziemi. Są ukryte w ziemi oraz w morzach i oceanach od początku istnienia cywilizacji CZŁOWIEKA na Ziemi. Król Jahwe przybył wraz ze swoimi ludźmi z odległej galaktyki nazwanej przez astronomów „Radioźródło 3c 123” pozornie na tle gwiazdozbioru Byka. Jak wiemy z opisu biblijnego doszło do buntu aniołów za sprawą cywilizacji Węża. Główna Baza Kosmiczna Króla Jahwe jest w STREFIE 3c 123 na Kaszubach, gdzie w 1991 roku „płonęło” setki drzewa jak w opisie biblijnym Mojżesza. To jest najważniejsza dla nas wskazówka astronomiczna, fizyczna, techniczna i mistyczna. Jest to ważne dla ludzi myślących i szukających wyjścia z pułapki w jakiej znalazła się nasza cywilizacja. Pisałam na ten temat wielokrotnie. Ma to szczególnie  znaczenie w sytuacji, gdy znika błękitny płaszcz nad Ziemią, a naukowcy szukają wyjścia z tej dramatycznej sytuacji. Ta Baza Kosmiczna pozwali uruchomić wyjście awaryjne dla naszej cywilizacji. Jest to symboliczne „drzewo mądrości” na szerokości geograficznej rajskiej jabłoni! Zacznijmy jeść „owoce” z „drzewa mądrości” CZŁOWIEKA, a nie z drzewa „dobra i zła” cywilizacji WĘŻA (szaraków), bo „konsumując” ich „owoce” czeka nas zagłada! Ale jak ugryźć „owoc” mądrości? Pomyślcie… Zacznijcie badać ten teren tak jak ja badam od blisko 20 lat!

Eksperyment jakiego jeszcze nigdy nie było na Ziemi…

W 2004 roku nadałam sygnał do Bazy Kosmicznej Króla Jahwe i otrzymałam odpowiedź akustyczną wg wzoru Fibonacciego. Pisałam na ten temat wielokrotnie. Nadajcie sygnał do bazy kosmicznej! Sprawdźcie to sami na wszelkie sposoby! Wg przepowiedni wszystko miało zacząć się od Polski! Stwórca – Bóg i Król Jahwe nigdy nie pozostawi nas bez wyjścia - jeżeli tego chcemy i szukamy. Na tym polega nasza wiara od tysięcy lat! Prawdziwi wizjonerzy zawsze uprzedzali o nadchodzących zdarzeniach oraz co należy zrobić! Fałszywi wizjonerzy robią odwrotnie – co w naszych czasach widać na różnych portalach ezoterycznych!



Gdy po blisko 12 latach od czasu moich prelekcji na temat ozonu słyszę jak „świetliści” psychotronicy i chodzące „anioły” z sekt religii wschodnich mówią o spisku i truciu nas za pomocą chemitralis, itp., to wiem, że znowu „gadają” przewrotnie zwodząc ludzi, bo wcale nie chodzi im o nasze dobro. Czy te „upadłe anioły” naprawdę nic nie wiedzą o zniszczeniu warstwy ozonowej i dlaczego tak się dzieje? Kto jak kto, ale „anioły” powinny o tym wiedzieć najlepiej! Niech te „anioły” zostawią swoje luksusowe auta i przesiądą się na rowery, to przestaną niszczyć ozon i zatruwać powietrze spalinami! 12 lat temu w Polsce było zarejestrowanych ponad 70 tysięcy psychotroników, a teraz jest ich co najmniej dwa razy tyle! A ilu jest takich ludzi na Ziemi i co robią ci „mistrzowie duchowości”? „Po mistrzowsku bajerują o cudownej przyszłości naszej cywilizacji...” Jakiej przyszłości gdy ozonu dramatycznie ubywa każdego dnia? Aby ratować ozon naukowcy chcąc coś robić wymyślili opryski chemikaliami, które spadają również w ludzi. Jeżeli psychotronicy chcą dobra ludzi i Ziemi niech zaczną od siebie, tak jak ja zaczęłam… Niech zrozumieją problem zniszczonej ozonosfery oraz dlaczego tak się stało, a potem niech szukają rozwiązań, bo czasu pozostało niewiele... Tyle, aby wyciągnąć wnioski dotyczące zniszczonej warstwy ozonowej i przyszłości cywilizacji, póki „to jabłko zerwane z rajskiej jabłoni jeszcze nie całkiem do końca zostało zjedzone…”

Każdy ma wolną wolę i rozum. Wybór należy do was… http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/usa-przygotowuje-sie-masowy-pomor-mieszkancow

10.10.2012 r., Gdynia

* * *

CDN.

Fot. R. Leśniakiewicz