Powered By Blogger

wtorek, 29 grudnia 2015

Jeziora o złej sławie

Na obszarze Rosji występuje wiele jezior mających złą czy dobrą sławę...


Wiktor Swietłanin


W zachodniej części Kamerunu w kraterze wygasłego wulkanu znajduje się jezioro-zabójca Nyos. W 1985 roku wyemitowało ono ze swej toni obłok duszącego gazu, który zabił 2000 osób oraz bydło domowe.


Na świecie istnieją setki jezior, z którymi związane jest wiele tajemniczych historii i zjawisk anomalnych. Strach miejscowych mieszkańców przed takimi jeziorami, mającymi złą sławę, wyraża się nawet w ich nazwach: Czarcie Jezioro, Martwe Jezioro, Szatan i inne. Proponuję Czytelnikom małą wycieczkę do niektórych z nich.

Lokalizacja Jeziora Smierdiacziego (GoogleEarth)


Kosmiczny ślad


Jezioro Smierdiaczie (dosł.: „śmierdzące” – przyp. tłum.) znajduje się w Szaturskim Rejonie Obwodu Moskiewskiego, na N 55°44’06” – E 039°49’21”. Będąca onegdaj krystalicznie czysta woda, ma czerwonobrunatny kolor. Jezioro ma idealnie kolisty kształt o średnicy 250 m. Nazwę otrzymało ono od charakterystycznego zapachu siarkowodoru (H2S), który zanikł nagle jakieś 25 lat temu. A przecież kiedyś tam ten zapach doprowadzał do tego, że człowiek znajdujący się na jego brzegu mógł stracić przytomność.

[Wikipedia podaje: Próg wyczuwalności siarkowodoru w powietrzu to od 0,0007 do 0,2 mg/m³. Powyżej 4 mg/m³ zapach jest odczuwany jako bardzo silny, jednak przy jeszcze wyższych stężeniach, przekraczających 300 mg/m³ staje się niewyczuwalny z powodu natychmiastowego porażenia nerwu węchowego. Siarkowodór jest silnie trujący. Jako stężenie niebezpieczne dla zdrowia przyjmuje się 6 mg/m³. Stężenie 100 mg/m³ powoduje uszkodzenie wzroku, natomiast przy stężeniu powyżej 1 g/m³ śmierć może nastąpić już w wyniku zaczerpnięcia jednego oddechu – przyp. tłum.]

Tymczasem miejscowi mieszkańcy objaśniają to inaczej: nazwa jeziora Smierdiaczie pochodzi nie od słowa „śmierdzieć”, ale od słowa „smiert’ djaczja” – śmierć diacza (diaka czyli prawosławnego kleryka). Wedle tutejszych legend, kiedyś tam na wale wokół jeziora stała kaplica. Pewnego razu ziemia zadrżała, a kaplica w której prawie znajdował się diak wpadła do wody i zatonęła.
I jeszcze jedna zagadka – nagła zmiana głębokości jeziora. W 1985 roku wynosiła ona 20 m, a w ciągu 15 lat maksymalna odległość do powierzchni od dna wzrosła do 31 m.

W 2002 roku, nad jezioro Smierdiaczie przybyła duża ekspedycja naukowa. Specjaliści z Instytutu Geochemii i Chemii Analitycznej  im. W. I. Wiernadskiego zebrali dostatecznie dużo dowodów, by stwierdzić, że: jezioro ma meteorytowe pochodzenie. W zebranych próbkach gleby z brzegów jeziora znaleziono stopione udarowo cząstki miejscowych skał. Wyliczono także czas upadku Meteorytu Szaturskiego na 10.000 lat.

Lokalizacja Czarciego Jeziora na Łotwie

Bezdenne jezioro przerażenia

Jeszcze jeden tajemniczy akwen pod nazwą Czertok/Čertoka ezers (Czartowskie Jezioro) znajdujące się w okolicy Szkietowa, w Aglonskim powiecie, Łotwa – na N 56°05’01” – E 027°07’00”. Jezioro jest niewielkie, ale bardzo głębokie. Koło niego nigdy nie mieszkali ludzie, zaś najbliższe osiedla ludzkie znajdują się w odległości 2-3 km od niego. W prasie Czertok nazywa się „bezdennym jeziorem przerażenia”, i zgodnie z relacjami miejscowych, nie da się go przepłynąć nie ryzykując przy tym życiem, chociaż od brzegu do brzegu wszystkiego kilkadziesiąt metrów. Ponadto, wedle pogłosek, Czortowoje Oziero w ogóle nie ma dna i dlatego ciał topielców nigdy w nim nie znaleziono.

Woda tutaj bez żadnych widocznych przyczyn zmienia swój odcień od przejrzyście błękitnego do całkiem czarnego – i to wtedy, kiedy na niebie nie ma obłoków, a ilość wodorostów w akwenie jest minimalna. Dzięki tej osobliwości jezioro otrzymało swą drugą nazwę – Czertow Głaz – Oko Diabła.
Prezes Łotewskiej Akademii Parapsychologii – Walerij Paramonow jest przekonany, że akwen jest anomalną strefą wpływającą na ludzką psychikę. Według jego poglądów, z dna jeziora wydostaje się potężny strumień energii, który jest w stanie spowodować u człowieka stojącego na brzegu uczucie strachu.

Naukowe badania ustaliły, że z dna tego jeziora wydobywa się radioaktywny gaz – radon (Rn), który jest siedmiokrotnie (ośmiokrotnie – przyp. tłum.) cięższy od powietrza i słabo rozpuszcza się w wodzie. Według opinii uczonych, jezioro powstało w wyniku upadku jakiegoś ciała kosmicznego. Potwierdzają to badania śmiałków nurków ekstremalnych, którzy widzieli w głębinach zeszkloną skałę. Istnieje także hipoteza, że Czertok jest połączony pod ziemią z dalekim Jeziorem Agłońskim i dlatego topielcy znikają pod ziemia w podziemnych strumieniach.

[Obecność radonu w wodach jeziora można także wyjaśnić obecnością pod nim złoża rud uranowo-torowych. W Naturze radon powstaje właśnie w czasie naturalnego rozpadu jąder atomów uranu i radon występuje właśnie tam, gdzie następuje ten proces. W Polsce radon uwalnia się w Sudetach i jest wykorzystywany w lecznictwie – uwaga tłum.]

Czortowoje Oziero znajduje się w pobliżu szosy Agłona – Krasława i turyści często zatrzymują się na odpoczynek u jego brzegów. Jednakże po upływie jakiegoś czasu uciekają stamtąd, próbując się uwolnić od dojmującego uczucia strachu. Wielu z nich po opuszczeniu strefy Czortowego Oziera zwraca się do lekarzy. Z tego powodu, w 2005 roku miejscowi lekarze usunęli z trasy znak drogowy z informacją o polu namiotowym koło jeziora, aby nie przyciągał on uwagi turystów.


Umarli stoją niemal jak świece


W rejonie wsi Gierasimowka, w Obwodzie Tałdykurgańskim w Kazachstanie znajduje się niewielkie (100 x 60 m) jezioro Miertwoje – Martwe, na N 45°47’21” – E 080°52’52”.

Z nieznanych przyczyn, nawet w gorący letni dzień, jezioro nie wysycha i woda w nim pozostaje lodowato zimna. W akwenie tym nie rosną wodorosty, nie zamieszkują tam ryby, nie ma roślin wodnych, a na brzegach nie ma komarów i much.

W wodzie Martwego jeziora nie można przebywać za długo. Płetwonurek nawet z pełną butlą powietrza, wytrzymuje zaledwie trzy minuty w zanurzeniu, potem z nieznanej przyczyny zaczyna się dusić i musi szybko wynurzyć się na powierzchnię.

W każdym roku w Martwym Jeziorze toną ludzie, w głównej mierze ci, którzy nie słuchają rad miejscowych mieszkańców, albo w ogóle nic nie wiedzą o dziwnych właściwościach jeziora. Co dziwniejsze: topielcy nie wypływają na powierzchnię przez kilka dni, jak to zwykle bywa, a stoją oni na dnie pionowo – dosłownie jak świeczki…

Poza tym, obok Martwego Jeziora mają miejsce dziwne wydarzenia: ludzie tajemniczo znikają, a potem naraz się znajdują. Do tego oni pojawiają się w nieoczekiwanych miejscach, w dużej odległości od jeziora albo swego domu. Niektórzy nie potrafią przypomnieć sobie nawet swego imienia!

Istnieje domniemanie, że na dnie jeziora znajduje się szczelina, z której wydobywa się toksyczny gaz, trujący dla wszystkiego, co żyje. Ale jak dotąd, nie było tam przeprowadzonych żadnych badań naukowych…  


Fontanny i pływające wyspy


W Obwodzie Kirowskim przy mieście Urżum – N 57°07’02” – E 049°59’58”, znajduje się jezioro Szajtan, które ma kształt prawidłowego owalu, o powierzchni ok. 2 ha. Od czasu do czasu woda w tym jeziorze wrze i burzy się, a na powierzchni strzelają fontanny o wysokości 4-10 m. Według miejscowych są to wyczyny zamieszkującego w jeziorze złego ducha.

Naukowe wyjaśnienie tego fenomenu jest takie, że jezioro to ma krasowe pochodzenie i odznacza się syfonową cyrkulacją wody. Pod jego dnem znajduje się drugi zbiornik wodny, zawierający wodę artezyjską. Pomiędzy tymi dwoma zbiornikami istnieje połączenie poprzez krasowe kominy, ponory. Gromadzący się ił i torf zatyka te ponory, ale ciśnienie wód artezyjskich powoduje ich gwałtowne wyrzucenie właśnie w postaci fontanny.
Drugą osobliwością jeziora są pływające wyspy porosłe krzewami i niewysokimi drzewami. Takie wyspy powstają dzięki wyrzutom wody i tak naprawdę są fragmentami oderwanych, bagnistych brzegów. Największe z nich są w stanie utrzymać ciężar 3-4 ludzi. W normalnych warunkach, na powierzchni jeziora pływa około 20 takich wysp.


Podwodny kryształ nieziemskiej cywilizacji


Drugie jezioro nazywające się Szajtan znajduje się w Muromczewskim Rejonie Obwodu Omskiego, nieopodal wsi Okuniewo – N 56°26’20” – E 074°54’27”.  Jego woda odznacza się właściwościami leczniczymi, lecząca nawet niektóre formy raka i marskość wątroby. Zamknięta w pojemnikach może ona stać latami nie tracąc smaku i zapachu.

Specjaliści nie wykluczają, że Jezioro Szatana i pięć innych leżących obok niego pojawiły się w rezultacie upadku meteorytu. Skryty we wnętrzu Ziemi, wciąż emituje swą potężną energię. Na plus kosmicznego pochodzenia Oziera Szajtan świadczą także mnogie zjawiska anomalne, które występują na tym miejscu – częste pojawianie się nad wodami tych jezior świetlistych kul i prostokątów.

Hanuman

Wśród miejscowych mieszkańców popularna jest legenda, że na dnie jeziora stała świątynia indyjskiego bóstwa Hanumana Satra. Wedle podania opisanego w eposie „Ramajana” – olbrzym Hanuman, król małp, pomógł Ramie walczyć z siłami Zła i za to otrzymał w darze syberyjskie przestrzenie, gdzie postawił on swe miasto – Aku-Nego. Znajdowało się ono pod wodą, skryte przed wzrokiem ludzkim warstwami iłu i piasku.

Legenda o indyjskiej świątyni ukrytej na dnie jeziora jest ściśle związana z innym podaniem – o kosmicznym krysztale. Uważa się, że ta relikwia została przekazana ludziom przez Przybyszów z Innych Planet  jest główną relikwią świątyni Satra i do dnia dzisiejszego znajduje się w niej. Wedle tej legendy, kryształ ów zachowuje w sobie informacje o całej historii ziemskiej cywilizacji i zawiera klucz do zbawienia Ludzkości…

I jeszcze jedna osobliwość tej Strefy Anomalnej – w okolicach tego jeziora znajdowano ogromne, metrowej długości ślady nieznanych stworzeń. Istnieją nawet pisemne oświadczenia naocznych świadków, którzy widzieli tajemniczych mieszkańców jeziora.

Jezioro jest znane z tego, że kiedy ludzie próbowali się doń dostać, to kompasy wskazywały zły kierunek, a elektronika padała. Istnieje udokumentowane zdarzenie, kiedy to grupa pielgrzymów udała się do Jeziora Szatana, kierując się dokładnie kompasem. Droga nad jezioro nie powinna im zająć więcej niż godzinę. Po trzech godzinach marszu pątnicy się zaniepokoili. Po siedmiu godzinach nie napotykając nawet na ślady jeziora, zdecydowali się wrócić i… po 20 minutach znaleźli się w punkcie wyjścia w drogę. (!!!)

Jak widzimy, niektóre jeziora cieszą się złą sławą, ale także zawierają w sobie tajemnicze i niewyjaśnione zagadki. W legendy można wierzyć czy nie wierzyć – ale one nigdy nie rodzą się bez powodu i przyczyny…

Brzegi Jeziora Smierdiacziego...

...i Czarciego


Moje 3 grosze


Przekładając ten tekst przypomniały mi się opowiadania grozy H. P. Lovecrafta – a szczególnie „Kolor z przestworzy” (1927), w którym ciąg fatalnych i niewytłumaczalnych, destrukcyjnych zdarzeń zaczął się od upadku meteorytu, który zatruł okolicę swym oddziaływaniem. Oczywiście H.P.L. dał wyjaśnienie iż meteoryt ten pochodził od starej cywilizacji „Tych Dawnych”, którzy ulecieli w kosmiczne przestworza robiąc miejsce dla ludzi…

Czy tak może być w przypadku tych wszystkich jezior i ich niezwykłych właściwości? Lovecraft pisał swe opowiadania „z głowy”, ale w oparciu także o inne, ciekawe jego zdaniem, wydarzenia. Jeziora są bardzo wdzięcznym materiałem na opowieści grozy, a że niektóre z nich są rzeczywiście tajemnicze, to nie dziwota, że napisał to, co napisał. Takie legendy nie biorą się znikąd…

Do czego zmierzam – być może nie mamy tu do czynienia ze zwykłymi meteorytami, ale jakimiś artefaktami technicznymi pochodzącymi z Kosmosu albo z kosmicznymi konstrukcjami zbudowanymi przez ludzi z poprzednich cywilizacji, które po pewnym czasie spadły na Ziemię, a ich oddziaływanie na materię wciąż istnieje i daje znać o sobie (zob. Daniel Laskowski – „Dziwne dni” na http://wszechocean.blogspot.com/2014/11/dziwne-dni-1.html i in.)

A u nas? Istnieją legendy o dziwnych zjawiskach zachodzących w tatrzańskich stawach, gdzie widuje się jakieś nocne światła, a nad ich tonią unoszą się latające spodki, co opisałem w pracy „Projekt Tatry” (Kraków 2002). Idę o zakład, że w każdej części Polski znajdują się takie tajemnicze jeziora, w których i obok których dzieją się różne dziwne rzeczy o których ludzie wiedzą, ale nie mówią bojąc się dezaprobaty w swych środowiskach…

A może to i lepiej. Niech te tajemnice posiądą ludzie mądrzejsi, światlejsi, którzy nie wykorzystają ich przeciwko innym ludziom, ale wprost przeciwnie.  


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka”, nr 25/2015, ss. 28-29
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©  

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Diabelskie kotły Doliny Śmierci

Rzeka Wiluj - w jej górnym biegu znajdują się dziwne artefakty


Nikołaj Sosnin


Ze względu na małe zaludnienie Doliny Śmierci, w latach 60. zainteresowali się nią wojskowi. Została tam przeprowadzona seria podziemnych wybuchów atomowych, niektóre z nich zarejestrowały stacje sejsmiczne na całym świecie.

Ta anomalna strefa znajduje się w Jakucji, w dorzeczu rzeki Wiluj. Jakuci nazywają to miejsce Ełjuju Czerkieczech – Dolina Śmierci. To tutaj znajdują się wielkie metalowe półkule o średnicy 8-10 m. Miejscowi nazywają je kotłami i wzbraniają się podchodzić do nich, nieraz nocowali tam myśliwi, którzy potem zapadali na dziwne choroby i umierali. Kto postawił w tej głuszy dziwne półkule: dawne cywilizacje czy Przybysze z Kosmosu? Dlaczego wykazują one letalny wpływ na ludzi i zwierzęta? Odpowiedzi na te pytania nauka nie znalazła do dziś dnia.


Wybryki demona Uot-Usmu-Tong-Duuraja


Pierwsze relacje od Dolinie Śmierci przekazał światu nauki naturalista, pedagog i badacz Riczard Karłowicz Maak. Przebywał on w Jakucji w latach 1853-1855, przeprowadzając badania naukowe w basenach rzek Wiluj, Olekma i Czona, badając relief okolicy, geologię a nawet zaznajomił się z narodami zamieszkującymi te krainy. W swoich notatkach z 1853 roku Maak wspomina o tym, że na brzegu rzeki Ałgyj Timirbit, co oznacza „wielki kocioł utonął” rzeczywiście znajduje się wielkie kocioł z miedzi. Jego wielkość jest nieznana, a to dlatego, że nad ziemią widoczny jest jego skraj i w nim rośnie kilka drzew. Wielkiego zainteresowanie w świecie nauki to znalezisko nie znalazło: nikomu nie chciało się skierować ekspedycji w mało znany, trudnodostępny rejon tajgi dla jakiegoś tam kotła.


Sztuczne jezioro Wilujskiej EW z kosmosu i z helikoptera...

Dokładnie taki właśnie obiekt został znaleziony w połowie XX wieku przy budowie sztucznego jeziora dla Wilujskiej Elektrowni Wodnej. Kiedy budowlańcy podłączyli kanał odwadniający i osuszyli koryto Wiluja, wtedy odkryli wypukłą, metaliczną powierzchnię. Wezwane naczalstwo obejrzawszy znalezisko doszło do wniosku, że to jakaś bzdura nie warta uwagi, i nakazało kontynuować prace. Żeby było jasne – kierownictwo interesowało wykonanie planu i nikt nie śmiał zrywać grafiku prac z powodu jakiejś głupiej skorupy. Dzisiaj ten „kocioł” leży pod warstwą iłu na dnie rzeki.

W latach 70., jakuccy ufolodzy zebrali i udokumentowali świadectwa miejscowych mieszkańców. Np. oni twierdzą, że z otwierających się dachów-półsfer raz na 100 lat wyrywają się słupy i kule ognia, kierowane przez demona Uot-Usmu-Tong-Duuraja. Także w Dolinie Śmierci znajduje się przypłaszczony, czerwonawy, żelazny łuk, pod który można nawet wjechać na reniferze, a za nim znajduje się wejście prowadzące do wielu metalowych pomieszczeń. Tam jest o wiele cieplej, niż na zewnątrz, ale nieostrożni podróżnicy, którzy zdecydują się zanocować w tych pomieszczeniach wkrótce chorowali i nawet umierali. Szczególnie ciekawe są opowiadania starego myśliwego Ewenka o tym, że w rejonie międzyrzecza Njurgun Bootur (co oznacza „Słynny Bohater”) i Ataradak (co oznacza „duże, trójgranne żelazne więzienie”) znajduje się metalowa jaskinia, w której leżą dokładnie przemieszane „chudzi, czarne, jednoocy ludzie w żelaznych ubraniach”.


Ognisty złośliwiec w żelaznym domu


Zestawiając przekazy mieszkańców z ich legendami i podaniami – w tej liczbie z jakuckim eposem „Ołoncho” badacze zrekonstruowali historię Doliny Śmierci. W dawnych czasach okolicę tą zamieszkiwali nieliczni koczujący Tunguzi. Pewnego razu dolinę otoczyła nieprzenikniona mgła, a okolicą wstrząsnął straszliwy huk. Podniósł się niespotykanej siły huragan, i nastąpiło straszliwe trzęsienie ziemi. Błyskawice cięły niebo we wszystkich kierunkach. Kiedy wszystko się uspokoiło i mgła się rozeszła, pośrodku krainy stała błyszcząc w słońcu jakaś wysoka nieznana konstrukcja, którą widać było z wielu dni drogi. Przez długi czas, konstrukcja ta wydzielała nieprzyjemne, raniące słuch dźwięki i stopniowo się zmniejszała, póki całkiem nie znikła (być może właśnie pod ziemią). Kto z ciekawości zapuszczał się na to terytorium – nigdy nie wracał.

Z biegiem czasu nawieziona popiołem i pyłem ziemia utworzyła żyzną glebę. Młoda, soczysta zieleń przyciągała do siebie zwierzęta, a za nimi przybywali i koczowniczy myśliwi. Oni ujrzeli tam wysoki, kopulasty „żelazny dom”, stojący na wielu bocznych podporach. Ale wejść się do niego nie udało – był on wysoki i gładki, nie miał drzwi i okien.

Krajobraz wilujskiej tajgi

Z biegiem czasu, „dom” się zapadał w wiecznej marzłoci, a na powierzchni pozostał tylko łuk wejściowy. Ale pewnego razu miało miejsce trzęsienie ziemi i przez niebo przeleciała ognista trąba powietrzna. Na jej szczycie pokazała się oślepiająco jasna ognista kula. Kula ta poprzedzona „czterema gromami pod rząd”, pozostawiając za sobą ognisty ślad skierował się ku ziemi i znikł za horyzontem, a potem eksplodował. Koczownicy byli zaniepokojeni, ale nie porzucili swoich miejsc, bowiem ten demon nie wyrządził im szkody i eksplodował nad sąsiednim, wojowniczym plemieniem.

Po kilku dziesięcioleciach – historia się powtórzyła. Ognisty bolid znów przeleciał nad ich terenami i eksplodował nad sąsiadami. Widząc, że ów demon okazuje się być im ochroną, zaczęli opowiadać o nich legendy nazwawszy go Njurgun Bootur.

Ale pewnego razy z gardzieli z ogłuszającym hukiem i trzaskiem wyrwał się ogromny ognisty bolid i… tu właśnie eksplodował. Nastąpiło silne trzęsienie ziemi. Niektóre sopki pocięła sieć szczelin o głębokości ponad 100 m. Po wybuchu długo jeszcze pluskało „ogniste morze” nad którym wisiał dyskokształtna „latająca wyspa”. Następstwa wybuchu rozprzestrzeniły się w promieniu co najmniej 1000 km.

Ocalałe od kataklizmu plemiona koczowników rozbiegły się w różne strony od miejsca zagłady, ale nie uratowało to ich od paskudnej śmierci. Wszyscy oni umarli wskutek jakiejś dziwnej, tajemniczej, przenoszącej się tylko przez dziedziczenie, choroby.

Jeden z wilujskich "kotłów"

Pamiątka z kotła


W archiwum Biblioteki Narodowej Republiki Jakucji zachował się list niejakiego M. P. Korieckiego z Władywostoku, a oto jego fragment:

…widziałem siedem takich „kotłów”. Wszystkie one wyglądają całkowicie zagadkowo: po pierwsze – ich rozmiar – od sześciu do dziewięciu metrów w średnicy. Po drugie – sporządzono je z nieznanego metalu. Rzecz w tym, że nie bierze tego nawet szlifierskie dłuto (próbowaliśmy nieraz). Metal nie jest ani kruchy ani kowalny. Nawet zwykły młotek powinien był zostawić ślady uderzeń. Ale ten metal pokryty jest z wierzchu warstwą niezwykłego materiału, podobnego do szmergla…

Zauważyłem, że roślinność wokół „kotłów” jest anormalna – zupełnie niepodobna do tej, która rośnie wokół. Ona jest bardziej bujna: wielkolistne łopuchy, bardzo długie łoziny, dziwna trawa – wyższa od wzrostu człowieka o 1,5-2 razy. W jednym z „kotłów” nocowaliśmy w 6 ludzi. nikt potem poważnie nie zachorował. Jednakże jednemu z moich znajomych po trzech miesiącach wypadły wszystkie włosy. A u mnie, po lewej stronie głowy (na której spałem) pojawiły się trzy małe wrzody o rozmiarach główki zapałki każdy. Leczyłem je potem przez całe życie, ale żadna terapia nie skutkowała.

Wszystkie nasze próby odłamania chociażby kawałka metalu od dziwnego „kotła” nigdy się nam nie udało. Jedno, co mi się udało stamtąd zabrać, to kamień. To nie był zwykły kamień – była to połówka kuli o średnicy 6 cm. Jego kolor był czarny, nie miał żadnych śladów obróbki, ale był niezwykle gładki – jakby wypolerowany. Zabrałem go z ziemi wewnątrz jednego z „kotłów”. Ten „suwenir” przywiozłem ze sobą do wsi Samarka w Czugujewskim Rejonie Przymorskiego Kraju, gdzie mieszkali moi rodzice w 1933 roku. Leżał sobie w zapomnieniu, póki babci nie przyszło do głowy odnowić dom. Zachciało się jej wstawić szyby w okna, ale szklarza nie było w całej wiosce. Wypróbowałem kroić szkło krawędzią tego kamienia i okazało się, że tnie on szkło lekko i dokładnie.


Hipotezy i teorie


U końca XX i na początku XXI wieku, w Dolinie Śmierci przebywało kilka ekspedycji. Znalazły one tam kilkanaście idealnie okrągłych zbiorników wodnych. Posiadane przez ekspedycje przyrządy nie wykazały by znajdowały się w ziemi jakieś instalacje z metalu. Przydałoby się ponowne odwiedzenie tej miejscowości z dokładniejszym sprzętem.

Aktualnie istnieje kilka hipotez na temat powstania tajemniczych „kotłów”. Sceptycy uważają, że maja one w pełni ziemskie pochodzenie i są one faktycznie jedynie szczątkami rakiet kosmicznych, które zostały zniszczone przy starcie.

[Nawiasem mówiąc właśnie w okolicach Jakucka znajduje się zrzutowisko boosterów rakiet kosmicznych wystrzeliwanych z kosmodromu w Pliesiecku – uwaga tłum.]

Wykorzystane fragmenty rakiet są zrzucane na to terytorium, aliści „kotły” powstały znacznie wcześniej, o całe stulecia, od startu pierwszej rakiety…

Ufolodzy zakładają, że w Dolinie Śmierci znajduje się baza Kosmitów, pracująca w automatycznym reżimie badania Ziemi i chroniąca ją od kataklizmów. Ale możliwe jest, że te dziwne instalacje są kapsułami ratunkowymi statków kosmicznych Przybyszów z Kosmosu, które uległy katastrofie. Istnieje przypuszczenie, że „kotły” są pozostałościami po wielkiej ziemskiej cywilizacji, która zginęła w rezultacie wojny atomowej w skali planetarnej.

[Ta ostatnia hipoteza odnosi się bardziej do poglądów Andrzeja Kotowieckiego o atomowej wojnie bogów-astronautów, którzy będąc ludźmi wznieśli w Kosmos ogromne konstrukcje orbitalne, które mogły zostać zniszczone wskutek atomowej wojny i spadły na Ziemię tworząc pola rozrzutu tektytów – dziwnych, bardzo „suchych” (nie zawierających wody) kamieni noszących na sobie ślady działania niezwykle wysokich temperatur – uwaga tłum.]

Istnieje także hipoteza, że są to niezwykłe twory geologiczne, albo porzucone laboratoria atomowe z czasów ZSRR.

Mam nadzieję, że nauka kiedyś otrzyma dostatecznie dużo środków, żeby podnieść zasłonę tajemnicy nad jakucką Doliną Śmierci.



Dziwne koliste jeziora w Jakucji


„Kapsuły Jakucji”


Tyle Nikołaj Sosnin. Szperając w Internecie natrafiłem na ciekawy artykuł Aliony Fiedorowej pt. „Kapsuły Jakucji”, który przytaczam tutaj w obszernych fragmentach:

…zgodnie z przekazami starych mieszkańców tej krainy, zapisanymi przez ufologów, 100 lat temu na północnym-zachodzie ich kraju miała miejsce jakaś katastrofa naturalna, związana z bliskim przejściem komety koło naszej planety, która zostawiła po sobie zwały iłu i piasku, a także obruszyła na ziemię Jakucji potoki lodowych „igieł”.

Jednakże zapylenie i lodowe potoki przyniosły ze sobą z Kosmosu jeszcze coś dziwniejszego – z nimi na Ziemię spadły zagadkowe „obiekty” oczywistego, sztucznego pochodzenia, które potem nazwano jakuckimi kapsułami. W pierwszej chwili „Przybysze z Kosmosu” wpadłszy w błota Jakucji nie dawali o sobie znać, ale potem… zaczęli kolejno eksplodować. Do tego każdy ich wybuch stanowił prawdziwy kataklizm, w rezultacie którego wszystko co żyje w sąsiedztwie tej krainy ginęło, a sama miejscowość na długi okres czasu pozostawała martwa.

Miejscowi myśliwi – Ewenkowie, których przodkowie przez setki lat zamieszkiwali te miejsca, pamiętali opowiadania straszliwych wybuchach „skądś spod ziemi” i tak je opisywali: do nieba wzbijał się gigantyczny słup ognia, nad którym unosiła się gruba chmura pyłu, rozlegał się straszliwy huk i przenikliwy gwizd, potem szła seria gromowych uderzeń, miał miejsce straszliwie silny błysk światła, który spopielał wszystko co żyje w promieniu 100 km i słychać było ogłuszający wybuch. Po wybuchu zapadała ciemność i zapadał lodowaty chłód, pokrywający szronem wywrócone drzewa i rozwalone przez wybuch skały. Przypomina to bardzo wybuch jądrowy i następującą po nim „nuklearną zimę”.

Ale poza miejscowymi podaniami były i inne niezwykłe fakty. Tak więc w czasie testów jądrowych na północnym-zachodzie Jakucji, moc jednej eksplozji nieoczekiwanie przekroczyła „obliczoną” do 30 Mt TNT, zamiast „zaplanowanej” na 10 kt!  Tą eksplozję odnotowały wszystkie sejsmiczne stacje na całym świecie, a zagraniczne media w tym czasie wiele pisały, że jakoby ZSRR przeprowadził test bomby wodorowej (H) o niezwykłej sile. Jednakże, według oświadczeń ekspertów, urządzenie o takiej sile niszczącej opracowano w ZSRR znacznie później.

[Chodzi o słynną Car Bombę/AN-602/RDS-220, którą zdetonowano na poligonie na Nowej Ziemi w dniu 30.X.1961 roku, a której moc wyniosła – oficjalnie 50-58 Mt zaś nieoficjalnie 62 Mt – uwaga tłum.]

Przyczyna tej jakże wielkiej różnicy mocy tej eksplozji pozostała do dziś tajemnicą.

Niektórzy specjaliści zakładali, że przyczyną mógł być wybuch kolejnego jakuckiego „obiektu”, dla którego nasze jądrowe próby mogły stanowić rolę detonatora. Wszak cały czas myśliwi i geolodzy znajdowali nieziemskie „kapsuły” w tajdze. I tak np. w 1936 roku w rejonie rzeki Ołgujdach widziano gładką kapsułę-półkulę, o ściankach grubych na 2 cm, rozmieszczona pod stokiem, literalnie „wrośniętą” w ziemię. Kiedy w 1979 roku próbowała ja znaleźć ekspedycja geologiczna z Jakucka, to okazało się to niemożliwe – miejscowość ta znacznie zmieniła swój wygląd.

Drugi „obiekt” – jak widać – został „pogrzebany” w procesie budowy na rzece Wiluj. Wedle opowiadania jednego z budowniczych Wilujskiej EW, w czasie budowy kanału odwadniającego, osuszono główne koryto rzeki i odkryto w ziemi dziwną, metaliczną „wypukłość”. Nie przywiązali do znaleziska zbyt wielkiej wagi, nawet dokładnie go nie obejrzeli i zasypali gruntem w trakcie dalszych prac.

Należy przyznać, że do dziś dnia nie przedsięwzięto żadnych działań mających na celu dotarcia i zbadania dziwnych „obiektów” z całego szeregu przyczyn obiektywnych. Ta część Jakucji jest duża i trudnodostępna – bagniste jeziorka, błota i drzewne wywały bronią tajemnicy jakuckich „obiektów”, zaś część terytoriów do dziś dnia jest oznaczona jako SKAŻENIE RADIOAKTYWNE.

Czymże zatem są te „jakuckie kapsuły”? Skąd one się tam znalazły? Według jednej z hipotez są to „obiekty” w hipotetycznej planety Faeton, która kiedyś znajdowała się pomiędzy Jowiszem a Marsem. Wedle drugiej hipotezy – szeroko znanej wśród ufologów – są to „kapsuły ratunkowe” pozaziemskich aparatów kosmicznych, które zwyczajnie doleciały do Ziemi, ratując się przed termojądrowym konfliktem innych światów. Ufolodzy dopuszczają, że we wnętrzu „kapsuł” mogli znajdować się rozumni Kosmici oczekujący na pomoc, którzy jednak zginęli w czasie eksplozji atomowych źródeł zasilania ich „kapsuł”. Kto wie? Historia zna niemało faktów, w których wczorajsza fantastyka jest jutrzejszą realnością…

Czy nad wilujską tajgą doszło do katastrofy UFO?


Komentarz z KKK


Czyżby w Jakucji istniało depozytorium artefaktów prehistorycznych supertechnologii? Ktoś zrzuca śmiercionośne odpady, które wybuchają, kto inny wbudowuje jakieś podziemne struktury z wysokim czynnikiem Oz, i powodują one kataklizmy raz u sąsiada, raz u miejscowych? Mi to jednak nie wygląda na przypadek, co najwyżej na powierzchownie przypadkowe konsekwencje sytuacji przez nas nie dostrzeganych.
Na Youtubie są filmy wykonane przez amatorów posiadających kamery nagrywające w podczerwieni, na których to ujęciach widać wiele, niewidocznych gołym okiem, obiektów manewrujących po nieboskłonie, co jest komentowane jako bitwa pomiędzy dwoma, trzema frakcjami. Załóżmy teraz, że pewnego typu obiekt podczas jednej z potyczek uległ zniszczeniu, rozsiewając takie śmiercionośne kapsuły, jak przedstawionym opisie. Kiedy indziej superstruktura zaszyta pod ziemią raz celowała w inne obiekty, raz była ich celem, a obserwacje nie były prowadzone na poziomie umożliwiającym zrozumienie kompleksowości genezy tych zjawisk.
Zresztą, kto wie, czy ta superstruktura nie jest elementem obrony Ziemi lub strefy wpływów na Ziemię, nawet przed meteorami, a skoro tak, to czy sami ludzie, flora i fauna, to po prostu przypadkowe ofiary wliczone marginalnie w scenariusz działań o nieznanym nam charakterze? Ciężko coś powiedzieć, w końcu wnioskujemy tylko w oparciu o czyjeś słowa, zatem tyle to jest warte, ile prawdy w ów słowach. (Smok Ogniotrwały) 

Prędzej uwierzę w zamierzchłe i zaginione w pomroce Czasu cywilizacje, niż w Kosmitów, którzy budowali na Ziemi piramidy i inne megalityczne budowle oraz zostawiali takie artefakty, jak wilujsko-jakuckie „kotły”. (Daniel Laskowski)

Myślę, że te wszystkie cudowności, które opisują autorzy, o ile naprawdę istnieją – mogą mieć związek z poszukiwaną przez nas Księżycową Jaskinią, która mogła być jakimś zaczątkiem budowli, której albo nie ukończono, albo z której zrezygnowano jakieś 20.000 lat temu, tak że pozostał z niej tylko półksiężycowy szyb gdzieś na polsko-słowackim pograniczu. (Arystokles)

No to jest rzeczywiście ciekawa historia ,...

...właściwości tego metalu byłyby pierwszym dowodem ,że jakaś cywilizacja wcześnijesza była na wyższym etapie technologii......i w końcu jedyny materialny ślad po ich istnieniu,.... ale .......z drugiej strony brak zainteresowania rządu i brak jakiś współczesnych opracowań naukowych i jak milczenie ogólne  w tym temacie z kolei zabijają wcześniej postawioną tezę,.......więc.....ktoś coś chyba wie na ten temat i rżnie głupa... (Artur P.)  


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 22/2015, ss. 30-31
Aliona Fiedorowa – „Kapsuły Jakutii” - http://domfaktov.ru/poznavatelno/mir/kontinenty/kapsuly-jakutii.html
Przekład z j. rosyjskiego - Robert K. Leśniakiewicz ©

niedziela, 27 grudnia 2015

UFO albo nowa tajna broń?



Igor Nikitin


Nieznane Obiekty Latające są wszędzie: na niebie, pod wodą, na Księżycu i w otwartym Kosmosie… W dniu dzisiejszym, w Internecie zamieszczono dziesiątki tysięcy zdjęć, na których – wedle zapewnień ich autorów – znajdują się najprawdziwsze z najprawdziwszych i prawdziwych – UFO.


Spisek Supermocarstw


Co najczęściej uważa się za Nieznany Obiekt Latający? To może być sztuczny satelita albo „gwiazda spadająca” – meteoryt, sonda meteorologiczna, która odleciała od właściciela; powietrzny wąż (pyłowy ślad pozostały po przelocie bolidu – przyp. tłum.) albo zwyczajny balon; samolot albo ślad startu całkowicie ziemskiego statku kosmicznego. Za UFO często przyjmuje się miraże, blaski zorzy polarnej, rakiety sygnałowe czy flary albo fajerwerki wystrzelone w jakimś takim miejscu, gdzie ogni sztucznych się nie odpala. Niekiedy skrótowiec UFO używa się w stosunku do piorunów kulistych – które choć rzadko, ale spotyka się w Naturze, odbicia miejskich świateł, łuny pożarów albo zwyczajny dym, para, które przyjmują formę dysku lub kuli.

Najczęściej żurnaliści w celu podniesienia nakładów swoich pism, uznają kolejny NOL za próby nowej, tajnej broni należące do tego kraju, gdzie tenże NOL był widziany. Ale jest – jakkolwiek to paradoksalnie brzmi – efekt zupełnie przeciwny. Państwa te rzeczywiście wypróbowujące swe najnowsze uzbrojenie, każde jego nieplanowane pojawienie się publiczności składają na karb… Przybyszów z Kosmosu. To znaczy, że ZSRR i USA nie zmówiły się i na podobnym poziomie lansowały brednię o „Gościach z Kosmosu”, która stała się tak popularna jak raz w tym czasie, kiedy gwałtownie rozwijały się wszelkiego rodzaju bronie masowego rażenia i wektory ich przenoszenia – innymi słowy mówiąc – międzykontynentalne rakiety i bombowce strategiczne.



To wszystko to tylko „zjawisko anomalne”


Właściwie wśród wojskowych pojęcie UFO praktycznie nie istnieje. Ludzie w mundurach, będący blisko z najtajniejszymi pacami, to co my nazywamy „nieznanym obiektem latającym” oni nazywają „aero-kosmicznym zjawiskiem anomalnym”. To dla wtajemniczonych jest całkowicie jasny i zrozumiały obiekt, który w procesie prób i doświadczeń poleciał „nie tam, gdzie trzeba” i dał tym samym jakiś świetlny czy radiolokacyjny efekt dla publiki.

Zgodnie z tą koncepcją, rządy większości państw bardzo dokładnie śledzą każde pojawienie się UFO na terytorium potencjalnego przeciwnika (i także potencjalnego sojusznika). Szczególnie, jeżeli potencjalny „użytkownik” UFO albo odżegnuje się od jakichkolwiek komentarzy, albo zwala wszystko na działalność Przybyszy z Kosmosu.

Jednym z ostatnich takich pojawień się UFO była Daleka Obserwacja typu RV NOL-a sfotografowanego przez mieszkańca Omska, 15 maja br. ten obiekt przedstawia sześć wyciągniętych w poziomie świateł. Mieszkańcy osiedla Siedielnikowo położonego nieopodal miejsca, gdzie wykonano zdjęcie, także twierdzą, że widzieli na niebie coś podobnego.

A oto brytyjscy dziennikarze niczego nie widzieli, ale już 18.V napisali, że Rosjanie nade wszystko wypróbowują nad Omskiem nowego drona i to w największym sekrecie. Innych oświadczeń, w tym także oficjalnych, na temat omskiego UFO jakoś nie opublikowano.


Opinie z KKK


Niekiedy, gdy pojawia się tak lakoniczny tekst, zastanawiam się nad powodem jego powstania. Wiadomo, że trzeba pisać teksty ogólne dla raczkujących w temacie, lecz co daje taki artykuł? Jakże miło w takich momentach wspominam kwartalnik UFO. Dużo tekstu, poszerzone horyzonty, bulwersujące informacje, i mocny ładunek poznania (nawet jeśli rzekomego, to jednak poszerzającego horyzonty lepiej, niż staniecie na mającej za chwilę detonować bombie wodorowej). (Smok Ogniotrwały)

Nie tylko ty – Smoku – bo ja też i chyba zdrowo myśląca część naszych Czytelników. Z drugiej strony to może być także tak, jak z reakcją łańcuchową. Kiedy odkryto ten fenomen, pisano o nim na łamach prasy naukowej. Ale kiedy za rzecz wzięła się ekipa Oppenheimera i Grovesa – reakcja łańcuchowa znikła z łam prasy. Tak może być i w tym przypadku – póki ufologia zajmowali się nieprofesjonaliści – pisano o UFO bardzo wiele, ale od pewnego momentu temat nie istnieje lub jest traktowany po łebkach i po macoszemu, lub co gorzej dezinformacyjnie – a to znak, że najprawdopodobniej ktoś się nim zajął na serio… Oby tylko nie skończyło się to kolejnym wielkim „bum”! (Arystokles) 


Tekst i zdjęcia – „Tajny XX wieka”, nr 23/2015, s. 3

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©       

sobota, 26 grudnia 2015

Przeczucia Trzeciej Wojny Światowej

Salvator Dali - "Miękka konstrukcja z gotowaną fasolką - przeczucie wojny domowej" (1936)
Philadelphia Museum of Art


Wiktor Sinobin


W połowie XVII wieku, w Szkocji żył jasnowidz Brahan Seer, ślepy na jedno oko. Jego roboczym „instrumentem” był kamyk z dziurką w środku. Przykładając go do ślepego oka, Brahan „widział” Przyszłość.

Niemal na dniach, amerykański miliarder George Soros vel György Schwarz oświadczył dosłownie, co następuje: Jeżeli dojdzie do militarnego starcia pomiędzy wojskowym sojusznikiem Chin takim jak Japonia, to nie będzie przesadnym stwierdzenie, że znajdziemy się na progu III Wojny Światowej. W ślad za nim podobne oświadczenie wydał głównodowodzący JFC NATO w Brunsum (Holandia) Hans-Lothar Domrose. Te oświadczenia są zbieżne w swym sensie z wizjami i proroctwami zachodnich jasnowidzów w latach 50., 60. i 70., a dotyczącymi roku 2016 i lat dalszych. Przy czym w tych proroctwach jasnowidczych, jak i w oświadczeniu Sorosa – to Rosji przypadła rola tego „flankowego sojusznika Chin” atakującego Europę. Przypominamy te proroctwa tak jak jakiś paranormalny artefakt, ilustrujący permanentny strach Zachodu przed „nieprzewidywalnym rosyjskim niedźwiedziem”.


„Rosjanie wtargną do Niemiec”


W 1992 roku, kiedy Rosja w niczym nie przypominała dzisiejszego kraju, który „wstał z kolan”, wiele niemieckich wydawnictw opublikowało proroctwo profety Aloisa Irlmaiera (1895-1959). Przepowiednia z 1953 roku, wypowiedziana przez jasnowidza do mieszkającej po sąsiedzku dziewczyny, została później zapisane w jej pamiętniku. W tym czasie prognoza Irlmaiera wywołała wśród niemieckiej publiczności burzę ironicznych komentarzy, bowiem w tej prognozie nic nie wydawało się być realnym.

Dziewczyno ty moja, ty przeżyjesz w swym życiu niemało wstrząsów. Na początku nasz kraj będzie prosperował jak jeszcze nigdy w do tej pory. Potem nastąpi upadek wiary w Pana i ludzie pogrążą się w grzechu, a do nas zmierzają potoki uciekinierów z Bałkanów i z Afryki. Nasze pieniądze stracą wartość i nastąpi wysoka inflacja. Wkrótce potem, w Niemczech zacznie się rewolucja i wojna domowa, a potem nocą, nieoczekiwanie, do Europy wtargną Rosjanie.

Według Irlmaiera, w Europie zostanie użyta taktyczna broń jądrowa (tu i dalej podkreślenia moje – tłum.), która zmiecie Pragę z powierzchni ziemi, zaś zaraz potem dwie przeciwstawne sobie strony, a pod tym należy rozumieć „Żółtego Smoka w parze z Czerwonym Niedźwiedziem”, który przeciwstawi się „Orłowi Atlantyku” posłuchają głosu rozsądku. III Wojnę Światową uda się powstrzymać dosłownie na jej progu. Atomowa Apokalipsa nie rozprzestrzeni się.

Jeżeli w 1992 roku proroctwo Irlmaiera nie uzyskało ogólnonarodowej popularności, to w 2015 roku – kiedy je zamieszczono w Internecie – to w kilka tygodni osiągnęło ono 200.000 wejść na stronę. Czyżby współcześni Niemcy stali się przesądni? Nie, ich po prostu przeraziła ta część proroctwa o „potokach uciekinierów”. A także zbieżności pomiędzy infernalnymi widzeniami Irlmaiera i „strategiczną analityką”, którym straszy mieszkańców Starego Świata Sojusz Północnoatlantycki.


„Trzy cyfry: dwie ósemki i dziewiątka”


Veronica Lueken (1923-1995) stała się sławna w USA jako jedna z najbardziej dokładnych profetek wszystkich narodów i czasów. Co się tyczy dokładności jej przepowiedni, to sprawdzić jedną z nich się nie dało: większość z nich wyła wypowiedzianych w latach 1976-1978 i dotyczyło wydarzeń z lat 2015-2020. Interesujące jest to, że właśnie na te lata przepowiada ona III Wojną Światową. Veronica nie posługuje się ezopowym językiem w stylu Nostradamusa, czy tegoż Irlmaiera. Trzy cyfry: dwie ósemki i dziewiątka – jedyna zagadkowa fraza, której Lueken nie była w stanie objaśnić. W zwykłym życiu Veronica była zwyczajną gospodynią domową, ale operowała ona kierunkami głównych uderzeń, liczebnością i nazwami wojskowych jednostek, dosłownie jak doświadczony w bojach generał.

Zadziwiającym jest to, że Veronica podobnie jak Irlmaier przewiduje zniszczenie Pragi po użyciu taktycznej broni jądrowej. I znów do Europy wchodzą „wojska rosyjskie”. Wprawdzie nie poprzedza tego rewolucja w Niemczech, ale bunt w Watykanie, zamordowanie papieża i wojny na Bałkanach:
Do Belgradu wchodzą wojska rosyjskie, przemieszczają się po Włoszech, wchodzą trzema kolumnami do Niemiec, w kierunku Renu…

Jeżeli wierzyć Veronice, to wydarzenia w Europie będą sprowokowane przez konflikt pomiędzy Rosją a USA. Ta wizjonerka prorokuje „nadejście ery powszechnego pokoju”, ale tylko po nuklearnej Apokalipsie:
Ludzie nauczą się żyć życiem duchowym, odejdą od maszyn rozumnych twórczo i będą czerpać radość pracy z pługiem.

Przepowiednie tej Amerykanki są interesujące także z innego powodu. Po pierwsze – przyszły konflikt wojenny pomiędzy Rosją a USA widzi ona, żyjąc w „epoce odprężenia” – sławetnego detènte lat 70. Po drugie – Lueken po raz pierwszy używa wtedy kompletnie niezrozumiałego terminu „broni klimatycznej”: w jej widzeniach Rosja stosuje taką właśnie broń przeciwko USA, powodując koszmarne trzęsienia ziemi. Po trzecie – zapamiętajmy znamienne ostrzeżenie jasnowidki:
Wojna zacznie się wtedy, gdy po serii mniejszych konfliktów wszystkie strony naraz zaczną mówić o pokoju, i kiedy wszystkim się będzie wydawało, że udało się uniknąć najgorszego…



[Jeżeli idzie o atak atomowy na Pragę, to wcale nie musi tu chodzić o stolicę Republiki Czeskiej, ale o dzielnicę… stolicy Polski, która będzie stała na drodze wojsk rosyjskich idących do Niemiec. Praga po prawej stronie Wisły może być zmieciona kilkoma eksplozjami taktycznych ładunków jądrowych, a pretekstem do tego może być paranoiczna nienawiść, jaką żywią polscy politycy do Rosji, którzy w tym roku dorwali się do rządzenia… No i oczywiście przynależność Polski do NATO, którego bazy wojskowe będą w Polsce. A zatem TA CZĘŚĆ PRZEPOWIEDNI MOŻE DOTYCZYĆ WARSZAWY, a nie Pragi Czeskiej – uwaga tłum.] 


Widzenia ewangelisty


Szczególnie interesujące są przepowiednie tych, których proroctwa już się spełniły. I to nie jeden raz. To jest słuszne w stosunku do urodzonego w Kongo, należącego do norweskiego Ruchu Świętej Trójcy (Bevegelsen av den Hellige Treenighet) profety Emmanuela Minosa. Jak w 1954 roku Minos przewidział początek przekazu TV w Norwegii na 1968 rok, a w 1937 roku rozkwit Norwegii dzięki zasobom jeszcze wtedy nie odkrytej w tym kraju ropy naftowej.

Co dotyczy III Wojny Światowej, norweski ewangelista przewiduje ja na rok 2016. Wprawdzie jeżeli Veronica Leuken widziała w przeddzień nuklearnej apokalipsy „powszechne rozmowy o pokoju”, a także „jasną kometę na niebie, która pojawi się nieoczekiwanie dla wszystkich astronomów”, Minos uważał, że znakiem szybkiego nieszczęścia stanie się dążenie setek tysięcy ciemnoskórych ludzi ratujących się od głodu, wojny do Europy.

To proroctwo zostało wygłoszone w 1968 roku, kiedy nawet nie było jeszcze żadnej przesłanki ku masowym wędrówkom ludów do Europy z Afryki.


Soros – „wędrowiec w Czasie”?                  


A teraz powrócimy do amerykańskiego miliardera Sorosa i jego prognoz dotyczącej III Wojny Światowej, które ogłosił w czasie swego wystąpienia na konferencji Banku Światowego. Najbardziej zdumiewające było to, że o przepowiedniach Sorosa wygłoszonych wiosną tego roku (2015) było już wiadomo… sześć lat temu. W 2009 roku, w Internecie pojawił się zagadkowy prorok, twierdzący, że jest podróżnikiem w Czasie i podawał się za Ardona Krepa.

Oświadczając, że pojawił się on w naszym Czasie, aby ostrzec ludzi przed nieszczęściem. Krep w 2009 roku przewidział konflikt zbrojny na Ukrainie w 2014 roku, a potem – słowo w słowo z Sorosem – powiedział, że: Chińskiej wierchuszce, której w toku reformowania gospodarki trzeba będzie uspokoić naród i utrzymać władzę, może rozpętać wojnę napadając na Japonię i Koreę Pd. i tym samym spowodować wybuch III Wojny Światowej. Poza tym, Krep – podobnie jak Soros w 2015 roku, wezwał Waszyngton do pójścia na ustępstwa Chinom, które wezmą na sojusznika Rosję, i pozwolić włączyć juana do walutowego koszyka FBŚ.
Zbieżność proroctw Krepa i prognoz Sorosa takież – zmusza do stawiania wielu pytań. Np., czy pod pseudonimem Krep nie ukrywał się sam Soros? Albo czy miliarder nie ogłosił wcześniej swoich prognoz pod przykrywką mistycznych wynurzeń Krepa? Wprawdzie Soros posługuje się skrótowcem USA, to Krep zamiast niego używa skrótu AFE – nie rozszyfrowując go – twierdząc, że jest to oczywiste dla tych, którzy czytają te zdania, a stanie się w niedalekiej Przyszłości to, że państwa pod nazwą USA już nie będzie.


Proroctwa wiedeńskie


Na zakończenie przypomnimy o apokaliptycznych wizjach „wiedeńskiego proroka” Gotfryda von Werdenberga, które wygłosił w czasie telewizyjnego show w 1994 roku w głównym kanale austriackiej TV.

Zwróćmy uwagę – wtedy, 21 lat temu, Gotfryd prorokował powstanie nowego Imperium Rosyjskiego w 2017 roku mówiąc, że pretekstem się stanie zakręcenie gazowego kurka Europie przez Rosję i niezbyt udana próba Starego Świata zastąpienia go norweskim gazem. Zgodzimy się z tym, że to wszystko było wprost niewyobrażalnym w 1994 roku. Podobnie jak terrorystyczne pseudo-państwo ISIS, które von Werdenberg widział jako quasi-islamskie państwo I, jak i BPLA (bojowe bezpilotowe drony) na niebie Ukrainy.

Z proroctw von Werdenberga dotyczących lat 2016-2017, powodem wojny stanie się dojście do władzy w Moskwie junty wojskowej, a sama III Wojna Światowa, która zacznie się zaraz potem, potrwa dwa lata w rezultacie czego zaludnienie Ziemi zmniejszy się do 600 mln ludzi.

Straszne to proroctwa – nieprawdaż? Mimowolnie przypomina się obraz Salvatora Dali pt. „Przeczucie wojny domowej” i choć mowa o III Wojnie Światowej Planetarnej, to może ona być ostatnią. Pożyjemy – zobaczymy. Chciałoby się powrócić do tematu tych prognoz za kilka lat i zacząć od słów:
Właśnie mamy najlepsze potwierdzenie spornej zachodniej statystyki, która twierdzi, że w czasie ostatnich 200 lat na każdą setkę przepowiedni sprawdzała się tylko jedna – najczęściej – prawdziwa!


Od redakcji „Tajny XX wieka”


Alois Irlmaier (1894-1959) urodził się w Bawarii. W latach I Wojny Światowej służył w kajzerowskiej armii i był w rosyjskiej niewoli. W okresie II Wojny Światowej, wsławił się przewidywaniem miejsc wybranych do bombardowań przez lotnictwo Sprzymierzonych, znajdowaniem źródeł wody, a także zdalnym wyszukiwaniem ludzi pod zawałami. W 1947 roku stanął przed sądem oskarżony o oszustwa, jakoby brał pieniądze za przewidywania krajowych nieruchomości, ale żadne z nich się nie potwierdziło. Sąd go uniewinnił. W latach 1947-48 przewidział rozpad ZSRR, zjednoczenie Niemiec, datę lotu pierwszego człowieka w Kosmos, daty początku i końca wojny w Afganistanie. Zmarł na raka wątroby w 1959 roku, przewidując dla siebie taką śmierć jeszcze w 1939 roku.


Opinie z KKK


Parcie do konfliktu jest widoczne od pewnego czasu i nie zdziwię się jak taki będzie lada chwila . 

Przechodzimy do Ery Wodnika w 2016 r więc tego rodzaju zdarzenie będzie jak najbardziej na miejscu - NIESTETY.
Prawdę powiedziawszy nie widzę szansy na pokojowe przejście . Zmiany powinny być kolosalne - przewartościowanie życia, wartość jaką cywilizacja rozwija obecnie - posiadanie jest zgubną drogą rozwoju .
Doprowadziło to do tak kolosalnych rozwarstwień i takich niesprawiedliwości które permanentnie uniemożliwiają rozwój społeczeństwa w pozytywnych kierunkach . 
Niestety bez wielkiego wstrząsu społeczeństwo bezwolnie podąża ku totalitarnej dyktaturze posiadaczy.A szansy na świadome pokojowe zmiany mizerne . Więc pozostaje ...... 
Wojenko, wojenko cóżeś Ty za Pani .........

Życzę wszystkim spokoju ducha w tych czasach chaosu (Leszek O-O)

Pod tym artykułem znajdują się uwagi tłumacza wprowadzające w błąd co do niektórych kwestii. 
Po pierwsze baz NATO w Polsce nie ma i już jest w zasadzie postanowione, że nie będzie, to po pierwsze. 
Na zniszczenie dzielnicy Praga wystarczy jeden ładunek jądrowy a nie kilka jak sugeruje tłumacz, to po drugie. 

Z tym oskarżaniem o nienawiść chroniczną byłbym jednak ostrożniejszy. W Polsce już od jakiegoś czasu narasta przekonanie, że w gruncie rzeczy jedynym naszym sojusznikiem może okazać się właśnie Rosja, to po trzecie. (Jakub z Forum Kod Czasu)

Owszem baz NATO nie ma, ale wcale nie jest powiedziane, że nie będzie. Tajnych więzień CIA na terytorium RP też miało nie być, a były... - więc ten argument upada.
Czy to ważne czy będzie to jeden ładunek czy kilka? Broń taktyczna ma niewielką moc - rzędu kilku kt - i można będzie użyć kilku ładunków o małej mocy. Żeby osiągnąć większy efekt niszczący odpala się kilka ładunków w tym samym czasie - kumulacja błysku termicznego i fal uderzeniowych daje bardziej niszczące skutki, niż w przypadku jednej eksplozji ładunku o dużej mocy.
Co do polityków, to niestety obawiam się, że mam rację. Wystarczy posłuchać wystąpień polityków z PO czy PiS, przyjrzeć się polityce rugowania z przestrzeni publicznej grobów i pomników ku czci żołnierzy radzieckich, itd. itp. nieprzyjazne akty w stosunku do Rosji. Natomiast zgadzam się, co do tego, że Rosja może być naszym sojusznikiem w walce z zalewającym nas islamem. (R.K.L.)

Spójrzmy na proroctwo Nostradamusa:


Kosa połączy się ze stawem w Strzelcu 
Podczas jego górowania 
Zaraza, głód, śœmierć z ręki żołnierza 
Stulecie zbliża się do odnowienia. 
(Centuria I.16)


Kosa to Saturn, staw to Uran. Ich pierwsze spotkanie, czyli koniunkcja będzie miała miejsce na pograniczu konstelacji Bliźniąt i Byka od lutego do lipca 2033 roku. Natomiast ta w Strzelcu będzie miała miejsce w latach 2077-79, a do najbliższej koniunkcji dojdzie w dniu 15.II.2079 roku w Koziorożcu. I co najgorsze ma to mieć miejsce w warunkach jakiegoś konfliktu - pod koniec XXI stulecia. Tak czy owak - niczego dobrego to nie wróży... (Arystokles)

Odnośnie III wojny .....jak już to walnie to w 2017......rok KOGUTA .....jeden z gorszych możliwych pod względem relacji ludzkich...... (Artur P.) 


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka”, nr 25/2015, ss. 20-21
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©