Powered By Blogger

niedziela, 24 listopada 2019

Nowe wyspy na Indyku




Stanisław Bednarz


Tektonika płyt kontynentalnych nie gościła jeszcze, a jest okazja.

24 listopada 1984 roku Jezioro Malawi (inaczej zwane Niasa) w Afryce leżące na Wielkim Rowie Afrykańskim zostało uznane Parkiem Narodowym.

Jezioro Malawi jest przykładem jak pęka Afryka i kiedyś oddzieli się z niej kontynent jak to wcześniej miało miejsce z Madagaskarem. Jezioro Malawi jest jednym z głównych Wielkich Jezior Afrykańskich i leży w dolinie powstałej w pęknięciu afrykańskiej płyty tektonicznej. Basen jeziora zaczął tworzyć się już 8,6 miliona lat temu. Od swojego powstania w niektórych okresach jezioro wysychało, pozostawiając jedynie dwa stosunkowo małe, solankowe jeziora w miejscach, które obecnie stanowią głębię Niasy.

Wielkie Rowy Afrykańskie we wschodniej części Afryki obejmują zespół południkowo rozciągniętych rowów tektonicznych (ryftów). Jej charakterystycznym elementem są strome zbocza i dna częściowo wypełnione jeziorami. Rowy powstały na skutek oddalania się płyty afrykańskiej od płyty arabskiej i somalijskiej, co prowadzi do powolnego (natomiast bardzo szybkiego w skali czasu geologicznego) oddzielania się wschodniej Afryki.









Wielkie Rowy Afrykańskie powstały ok. 20 mln lat temu. Przedłużeniem Wielkich Rowów Afrykańskich jest rów Morza Czerwonego i Rów Jordanu. Długość całego układu Wielkich Rowów Afrykańskich od Syrii do Mozambiku wynosi 6 tys. km. Ich rozwój zaczął się około 35 mln lat temu w rejonie Morza Czerwonego, polegał na odsuwaniu się płyty litosferycznej, na której leży kontynent afrykański, od płyty Półwyspu Arabskiego i reszty Azji; postępował stopniowo ku południowi, gdzie wschodnia Afryka zaczęła się oddzielać od pozostałej części kontynentu około 15 mln lat temu.

Wielki ryft afrykański sprawi, że wschodnia część tego kontynentu się oddzieli. Półwysep Arabski oderwie się ostatecznie od Czarnego Lądu, podobnie Półwysep Somalijski.


Jezioro Malawi ma od 550 do 580 km długości i około 75 km szerokości w najszerszym miejscu. Największa występująca głębokość to 706 m i znajduje się w północnej części w miejscu głównej depresji jeziora. Linia brzegowa jeziora przebiega przez wschodnie Malawi, zachodni Mozambik i południową Tanzanię. Jezioro znajduje się około 350 km na południowy wschód od jeziora Tanganika będącego kolejnym z grupy Wielkich Jezior Afrykańskich. Park Narodowy Jeziora Malawi zlokalizowany jest na jego południowym brzegu w granicach państwa Malawi. Żyje tam wiele endemicznych gatunków ryb, głównie z rodziny pielęgnic będących kluczowym przykładem specjalizacji ewolucyjnej. Z tego względu park ten w 1984 roku wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Powierzchnia parku wynosi 94 km².

sobota, 23 listopada 2019

,,Szpony diabła''


Są książki, które czyta się w czasie długich jesienno-zimowych wieczorów albo na słonecznej plaży, jednym tchem. 

Są autorzy, którzy takie powieści piszą: McLean, Ludlum, Cussler, Forsyth, Fleming... - do tych nazwisk należałoby dopisać red. Marka Boszko-Rudnickiego, który napisał i wydał dwie kapitalne powieści: "Szpony diabła" i "Remedium 111", które Czytelnikom polecam z pełną odpowiedzialnością za słowa! 


Obie te powieści, są napisane z zębem i nerwem, z pełnokrwistymi postaciami, z dramatycznymi sytuacjami, strzelaninami, tajemnicami najdalszej Starożytności i zjawisk spod znaku PSI. Całość stanowi nieprawdopodobną mieszankę sensacji, szpiegostwa, kryminału i rzeczowej obserwacji obyczajowej Polski i Polaków XX i XXI wieku. Widać, że pisał nie jakiś amator, ale fachowiec, dziennikarz i rasowy powieściopisarz. Życzę przyjemnej lektury!

piątek, 22 listopada 2019

Dziwne losy HMHS „Britannic”


HMHS "Britannic"

Stanisław Bednarz


Katastrofa Titanica była bardzo głośna i znana, natomiast katastrofa bliźniaczego RMS Britannic okryła zasłona zapomnienia. Zatonął on 21 listopada 1916 roku na Morzu Egejskim. Był to brytyjski parowy statek pasażerski, jeden z trzech transatlantyków typu Olympic, do którego należały także Titanic i Olympic. Zatonął 21 listopada 1916 r.

Początkowo miał się nazywać Gigantic jednak po katastrofie Titanica w 1912 roku nazwę zmieniono na mniej pretensjonalną Britannic. Zwodowany 26 lutego 1914. Po wybuchu I wojny światowej niegotowy jeszcze Britannic zostały zarekwirowany na potrzeby wojska. Statek przekształcono w statek szpitalny, przez okres 3 miesięcy kursował na trasie Anglia-Irlandia-Francja. Dziewiczy rejs Britannica przypadł na 23 grudnia 1915 roku. Britannic wypłynął z Liverpoolu do Neapolu. Po drodze zatrzymał się także w Moudros na wyspie Lemnos. Do Southampton przypłynął 9 stycznia 1916 roku. Do 6 listopada 1916 wykonał jeszcze trzy takie rejsy.

W ostatni rejs wypłynął 12 listopada 1916 roku z Southampton do Lemnos.

  • 15 listopada minął Cieśninę Gibraltarską, a 17 listopada dotarł do Neapolu.
  • Zła pogoda zatrzymała statek w tym mieście do 19 listopada; później wyruszył do Grecji.
  • 21 listopada 1916 roku o 8:12 rano Britannic wpadł na minę postawioną przez niemiecki okręt podwodny SM U-73 i zatonął w ciągu 55 minut.
  •  Britannic przechylił się na sterburtę i odłamał się od dziobu. Wrak osiadł na dnie o 9:07. Jego pozycja to N 37°42′05″ - E 024°17′02″. Liczba ofiar była niewielka ze względu na wystarczającą liczbę szalup, bliskość lądu i stosunkowo ciepłe wody Morza Egejskiego.
  • O 10:00 na miejsce katastrofy dopłynął krążownik HMS Scourge i uratował rozbitków. Na statku było około 1300 ludzi, a zginęło 30, większość wskutek wciągnięcia przez wciąż pracujące śruby statku.


Wrak Britannica odkrył Jacques Cousteau w 1975 roku niedaleko greckiej wyspy Kos. Wrak jest w dobrym stanie, spoczywa na głębokości 133 metrów.
Tragedia parowca doczekała się ekranizacji w filmie „Britannic” w 2000 roku. Wspomnijmy zatem też o Olympicu, który doczekał się złomowania w 1935 roku. Chlubą załogi było staranowanie i zatopienie niemieckiego U-Boota U-103. Po zakończeniu wojny w poszyciu statku odkryto dziurę spowodowaną uderzeniem torpedy, która nie wybuchła. Na pasażerski szlak transatlantycki powrócił w 1920 roku.

Na początku 1934 roku został przetransferowany do konsorcjum Cunard. Wkrótce później, nocą 15 maja w gęstej mgle przeciął na pół i zatopił amerykański latarniowiec Nantucket nr 117, powodując śmierć 7 z 11 członków załogi (4 osoby zginęły na miejscu, a 3 rozbitków zmarło później z powodu ran). Po tym wydarzeniu, w 1935 roku Olympic został wycofany z obsługi pasażerskiej i przeznaczony na złom. Niektóre elementy dekoracyjne z transatlantyku trafiły do hoteli i pubów, w większości w Londynie.


Moje 3 grosze


Przypomnę także film z 2000 roku pt. „HMHS Britannic” w reżyserii Briana Trencharda-Smitha, w gwiazdorskiej obsadzie (Amanda Ryan, John Rhys-Davies, Jacqueline Bisset, Edward Atterton) ukazujący prawdopodobne przyczyny zatonięcia tego transatlantyku (niemiecki sabotaż).

Statek jest znany, to fakt. Ale nie tak jak „Titanic”. W jednym z artykułów do „Nieznanego Świata” pisałem o podobieństwie losów „Titanica”, „Britannica” i „Lusitanii”. Otóż wszystkie te statki zatonęły wskutek uszkodzeń prawej burty, w części dziobowej. „Titanic” uderzył w lód, „Britannic” wskutek eksplozji w magazynie bunkrowym, zaś „Lusitania” oberwała torpedą. Natomiast inny liniowiec - „Empress of Ireland” został uderzony w część dziobową prawej burty przez statek SS „Storstad” i też poszedł na dno rzeki św. Wawrzyńca.
Cała ta sprawa została opisana w artykule „Księżniczka, która zatopiła Titanica” - https://wszechocean.blogspot.com/2015/11/ksiezniczka-ktora-zatopia-titanica.html.

sobota, 16 listopada 2019

Ślęża – Śląski Olimp czy też Polska Atlantyda (3)




Ogromną tajemnicą jest to, co Niemcy znaleźli na Ślęży i w Górach Sowich (np. w Walimiu). Prawdopodobnie ogromne korytarze, części miast podziemnych, które zaadoptowali i rozbudowali dla swoich celów. Co jeszcze znaleźli we wnętrzu Góry Ślęży? Jakie tajemnice kryje ta góra? Naukowcy hitlerowscy znali prawdę. Być może tam znaleźli coś, co mogłoby poszerzyć wiedzę techniczną i wygrać wojnę.  Musiała to być naprawdę wielka tajemnica skoro 4 tys. hitlerowskich nadzorców, oraz 12 tys. więźniów pracujących pod ziemią - zamordowanych tuż przed zakończeniem wojny- prowadziło prace jeszcze kilka dni po jej zakończeniu, do 6 maja 1945 roku. Z tego też powodu „Twierdza Breslau” wiązała ogromne siły Armii Czerwonej w celu odwrócenia uwagi wroga od prac prowadzonych na Ślęży i na Dolnym Śląsku. Czy twórcą podziemnego miasta na Dolnym Śląsku był któryś z ludów hetyckich czy też protohetyckich a może perskich?, a może starszych o dziesiątki i więcej tysięcy lat.

Zresztą nasuwa się pytanie ile śladów kultur i cywilizacji zostało zniszczonych i startych na proch przez lodowiec na ziemiach polskich.

    Gdy patrzymy na Masyw Ślęży tj. Ślęża, Wieżyca i Gozdnica, z lotu ptaka to przypomina on układ w gwiazdozbiorze Oriona lub też układ piramid w Gizie w Egipcie. Jednocześnie układ ten jest identyczny do tego, jaki można było zaobserwować na Ziemi w 10450 p.n.e. i wcześniej. Czy przypadkiem piramidy nie wskazują, że należy poszukać masywu górskiego podobnego do nich, aby poznać tajemnicę przechowywanego tam archiwum i tajemnic ludzkości?





     Wnioski wysuwane przez niektórych naukowców, że rzeźby w okolicach Ślęży znaleziono, przemieszczono i np. porzucono jak to piszą niektórzy autorzy prac naukowych są nieadekwatne, zbyt uproszczone i niewiarygodne. Rzeźby i ciosy kamienne niejednokrotnie posiadają takie obrażenia, że nie można przyjąć, aby dokonała tego ręka ludzka, ale właśnie świadczą o tym, że dokonały tego żywioły przyrody takie jak lodowiec, woda i wiatr.

Moim zdaniem to właśnie lodowiec zniszczył jakąś prastarą kulturę na Ślęży i jej okolicach, niszcząc i następnie przesuwając się i topniejąc przetransportował poszczególnie elementy. Fragmenty rzeźb jak i rzeźby zostały następnie użyte wtórnie jako materiał budowlany przez inne kultury. Bo tak naprawdę komu by się chciało transportować na kilku lub kilkunastokilometrową odległość np. wielosetkilogramową rzeźbę, po to tylko, aby wmurować go w ścianę kościoła czy też budynku. Przecież po całej okolicy było pełno głazów narzutowych. Wiele obrobionych przed tysiącami lat bloków granitowych spotkał ten sam los, gdyż były łatwo zauważalne wśród zwykłego rumowiska i powodowały zaoszczędzenie czasu na obróbkę.

Przedstawiłem tutaj różne moje koncepcje i teorie, jeżeli je można tak nazwać, dotyczące zachowanych zabytków na Ślęży, resztę pozostawiam do przemyślenia drogim czytelnikom.
Myślę, że badaniami nad tajemnicami Ślęży należy zająć się konkretnie, może tam a są ku temu poszlaki, znajdziemy wiele odpowiedzi na wiele pytań, ale należy na wszystko spojrzeć z innej strony.*


Moje 3 grosze


Ze Ślężą poznałem się bliżej jesienią 1976 roku, kiedy to wraz z kolegami z wrocławskiego Zmechu pracowaliśmy w czynie społecznym przy wyrównywaniu stoku narciarskiego w okolicach Sobótki, a właściwie gdzieś w masywie Raduni – dziś już nie pomnę dokładnie – gdzie. W każdym razie podziwialiśmy ten niezwykły masyw górski, który wynurzał się naraz i niespodziewanie z Doliny Odry i który od razu wydał mi się jakiś taki… niezwykły? Magiczny? Zaczarowany? Później jeżdżąc do i przez Wrocław zawsze podziwiałem z pociągu górę, która zamykała mi południowy horyzont i przyciągała magnetycznie wzrok. Tak więc nie dziwiłem się temu, że nazwano ją śląskim Olimpem, i że ciągnęli tam ludzie od niepamiętnych czasów.

Autor wspomniał tutaj o odkrytych złożach żelazianu tytanu czyli ilmenitu. Otóż machając łopatą na stoku zwróciłem uwagę na dziwne kamienie, których pełno było dookoła. Miały niebieskawo-popielatą barwę i miały biało-zielone włókniste żyłki jakiegoś minerału. Początkowo sądziłem, że jest to jakiś kamień półszlachetny w rodzaju malachitu, ale potem zreflektowałem się, że przecież kamienie półszlachetne nie mogłyby leżeć całymi hałdami nie zwracając niczyjej uwagi… A potem dowiedziałem się, że było to zwykłe gabro z wtrąceniami skaleni. No a teraz okazało się, że jest tam także tytan i być może inne pierwiastki – w tym także niektóre promieniotwórcze.

Przypominam szerokiej publiczności, że tytan to bardzo ważny metal używany w konstrukcjach morskich, lotniczych i kosmicznych ze względu na dużą odporność na czynniki chemiczne i mechaniczne. Buduje się z nich kadłuby okrętów podwodnych, samolotów i statków oraz stacji kosmicznych. Tytan i inne metale był wydobywany przed tysiącleciami przez cywilizacje Atlantydy i wcześniejszej od niej Atlantyki. A po co? – na to pytanie odpowiedź znajduje się w „Bhagavad Gita”, „Mahabharata”, „Ramajana” i innych świętych księgach Wschodu, legendach i podaniach Zachodu, obu Ameryk i Oceanii. Zainteresowanych odsyłam do prac poświęconych Atlantydzie oraz kosmicznym wojnom bogów-astronautów – zob. Al. Mora – „Atomowe wojny bogów”, M. Jesensky – „Bogowie atomowych wojen” – http://hyboriana.blogspot.com/2012/07/bogowie-atomowych-wojen-1.html. I oczywiscie Ludwik Zajdler - „Atlantyda”!

Ale to nie wszystko. Jak dowodzą tego badania wyżej wspomnianego prof. dr. hab. Benona Zbigniewa Szałka ze Szczecina, dawno temu – jakieś 20.000 lat p.n.e., na Ziemi posługiwano się jednym językiem i jednym pismem! Prof. Szałek przedstawia na to twarde i mocne dowody w swych pracach, które – jak każda outsiderska praca – zostały zignorowane przez „oficjalną” naukę. Badając języki starożytne i nowożytne wykrył on cały szereg podobieństw, które nie mogą być dziełem przypadku. Podobnie rzecz ma się z pismem. A wszystko to dowodzi, że dawno temu istniała jedna, światowa cywilizacja-matka, która łączyła ludzi poprzez środki masowego przekazu: język i pismo – podobnie jak to ma miejsce dzisiaj. Przypomina to dość dokładnie świat z Ery Hyboryjskiej z opowiadań Roberta E. Howarda i jego naśladowców oraz kontynuatorów, tyle że istniał on naprawdę.

Kolejna rzecz ciekawa – Autor wspomina tutaj słynny system Der Riese w Górach Sowich. Pisze, że Niemcy rozbudowywali jedynie JUŻ ISTNIEJĄCY system korytarzy, komór i szybów wykopanych o wiele wcześniej. I to jest prawda. Pisząc wraz z dr. Milošem Jesenským książkę „Wunderland – pozaziemskie technologie III Rzeszy” natrafiliśmy na żywego świadka – robotnika przymusowego z Dolnego Śląska, który pracował w Osówce i Soboniu – znajdujących się w okolicy Głuszycy Górnej (d. Oberwüstegiersdorf) gdzie znajdowała się jedna z filii KL Groß-Rosen. Świadek ów twierdził, że pracowano tam nad poszerzaniem już istniejących korytarzy, sztolni i komór, które – jak objaśniali niemieccy inżynierowie – zostały wykute przez walońskich poszukiwaczy skarbów z XV-XVI wieku. Ale były one najprawdopodobniej jeszcze starsze. A tak nawiasem, to przecież tyle mówi się o podziemnych tunelach: system podziemnych tuneli Moricza, tunele pod Europą i Uralem, Tunel w Babiej Górze czy Księżycowy Szyb, który także wydaje się być fragmentem większej całości… 

Poza tym świadek był pewien, że Niemcy zamierzali produkować tam pociski rakietowe A-4/V-2 lub głowice do nich, bowiem widział je załadowane na lory kolejowe na bocznicy na stacji kolejowej w Głuszycy Górnej. Rakiety były przykryte plandekami, ale ich charakterystyczne kształty były dobrze widoczne.

Trzecia istotna sprawa to dbałość niemieckich inżynierów o źródła wody. Każde z nich zostało pieczołowicie zabezpieczone, bowiem – jak mówili Niemcy – miała ona posłużyć do rafinacji rudy czegoś metodą flotacji, a jak wiadomo jest to proces pochłaniający wielkie ilości wody. Czy chodziło o rudy uranowe? Być może, bo potem mogłyby one pójść do dalszego wzbogacania do wirówek we Wrocławiu – na pl. Strzegomskim i ul. Ołbińskiej – zob. B. Wołoszański - https://www.focus.pl/artykul/slady-hitlerowskiego-programu-atomowego-w-polsce. To nie były reaktory czy cyklotrony, to były baterie wirówek separujące wybuchowe izotopy 233U*, 235U* od niewybuchowego 238U* zawartych w mieszaninie izotopów uranu w sześciofluorku uranu -  UF6.

Może kogoś dziwi, że Niemcy tak chlapali jęzorami? Nie ma w tym nic dziwnego – byli pewni, że kogo nie zabije praca czy pała nadzorcy, ten zostanie zlikwidowany przez strażników z SS po ukończeniu prac budowlanych i wykończeniowych. Rosjanie uratowali życie wielu jeńcom: Rosjanom, Francuzom, Włochom (od marsz. Badoglio), robotnikom przymusowym i więźniom KL: Ślązakom, Polakom i innym. Ale teraz o tym mówić niepolitycznie… - obrzydliwość! Poza tym Niemcy, a właściwie SS usiłowali znaleźć i wykorzystać pozostałości po dawnych cywilizacjach, artefakty które mogłyby dać im ultymatywną broń masowego rażenia. Na szczęście im się to nie udało, bo za bardzo nie wiedzieli czego mają szukać i kogo o co pytać – a okultystyczne brednie zawiodły ich na manowce.

I wreszcie kolejna zagadka ze Starożytności: przyjrzyj się Czytelniku wizerunkom mezopotamskich bogów – co jest w nich dziwnego? Są skrzydlaci, co oznacza, że mają zdolność latania. To akurat mają wszyscy bogowie, których Ludzkość wymyśliła na przestrzeni milleniów i to nikogo nie dziwi. Dziwi nas to, co trzymają oni w lewej ręce. I to wszyscy: Marduk, Nisroh i Oannes. To coś wygląda jak koszyk czy torebka. Znany polski pisarz Marek Boszko-Rudnicki ze Szczecina założył, że było to coś w rodzaju urządzenia obronnego, które dezorientowało wrogów pozwalając bogom na odlot czy odejście. Opisał to w swej książce pt. „Remedium 111”, którą polecam. Osobiście uważam, że jest to jakaś aparatura osobista podtrzymująca życie Obcych bogów-astronautów, albo Ziemian z nieskażonych po Wielkiej Wojnie Bogów-Astronautów obszarów… Tak czy inaczej, jest to jakieś urządzenie techniczne niezbędne Gościom spoza naszego świata do życia i działania na naszej planecie czy w skażonych enklawach.

Co z tego wszystkiego wynika? Otwiera się całe pole domysłów na temat naszej historii i historii naszej planety. Jedno jest pewne: NIE JESTEŚMY TUTAJ PIERWSI! Na każdym kroku widzimy artefakty wcześniejszych cywilizacji nie rozumiejąc ich – np. piramidy czy budowle megalityczne. Jestem przekonany, że największe odkrycia są jeszcze przed nami…     

--------------------------
* - Andrzej Kotowiecki - "Ślęża – Śląski Olimp czy też Polska Atlantyda" - trzy części...... jest to skrót mojej książki z 2002 roku - Ślęża - polska Antlantyda / (C)Andrzej Kotowiecki.
ISBN : 8391222020
OCLC : (OCoLC)838607333