Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 marca 2024

Kalima 2 nad Jordanowem

 


Koniec marca i początek Triduum Paschalnego zafundowały nam różnorakie atrakcje pogodowe. Otóż skończyły się zimne noce, powiało od południa i zrobiło się zupełnie letnio! Temperatura z +2,1°C podskoczyła do +22°C, zaś wilgotność powietrza z 80-90% spadła do 41%. Wiatr halny wysuszał błyskawicznie glebę i ściołę, a drzewa zaczęły szybko pokrywać się kwiatami i zielenią liści. Nawet nasza magnolia dała sobie radę z przymrozkami i pokazała swe piękne kwiaty!


Ale w te dni zrobiło się jeszcze ciekawiej, bowiem nad Europą pojawił się układ baryczny, który ściągnął znad Afryki masy ciepłego, wygrzanego, suchego powietrza saharyjskiego, który sprowadził wiosnę do Europy. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie… No właśnie – gdyby nie to, że powietrze to uniosło ze sobą ogromne ilości lekkiego pyłu tworzącego płowo-szarą zawiesinę, która zmętniała znacznie przyziemne warstwy atmosfery. Nazwałem to Kalima 2 (arab.: piasek), bo ta pierwsza pojawiła się nad Jordanowem pod koniec lutego br.


Różnica polegała na tym, że Kalima 1 miała swe źródło na Saharze Zachodniej, a konkretnie w Algierii, gdzie jeszcze w latach 60-tych Francuzi dokonali 17 testów nuklearnych i dlatego pyły Kalimy 1 były lekko radioaktywne – do 180 nSv/h. Piaski Egiptu i Libii – skąd pochodzą pyły Kalimy 2 są „czyste” i nasze pomiary zatrzymały się na wartościach 80-100 nSv/h, co mogło być spowodowane m.in. skokiem promieniowania słonecznego i/albo kosmicznego.






Tak czy inaczej, po raz trzeci czy czwarty w tym roku mamy nawiewy saharyjskich pyłów, co jest uciążliwe szczególnie dla osób mających kłopoty z alergiami – a szczególnie z układem oddechowym. Mam nadzieję, że wszystko wróci do normy po pierwszym solidnym deszczu, szczególnie iż po wietrze halnym zazwyczaj przygodzą opady deszczu lub śniegu, które oczyszczają powietrze.   





 

wtorek, 25 maja 2021

Czerwony alarm dla Gomy

 


Kilka dni temu nastąpiła potężna erupcja wulkanu Nyiragongo (3470 m n.p.m.) w paśmie górskim Wirunga, w Demokratycznej Republice Konga. Pisze o tym Marzena Rabczewska na swym blogu:

 

Zabici i zaginieni po erupcji wulkanu w DRK

 

Turyści, którzy byli w pobliżu krateru, kiedy wybuchł wulkan Nyiragongo w Demokratycznej Republice Konga, są bezpieczni – poinformował w niedzielę Kongijski Instytut Ochrony Przyrody (ICCN). Instytut dodał, że rzadkie goryle górskie w Parku Narodowym Virunga nie były zagrożone erupcją.

- Turyści, którzy w trakcie erupcji byli w pobliżu krateru, są cali i zdrowi – poinformował na Twitterze instytut nadzorujący rezerwat dzikiej przyrody, nie wskazując ich liczby ani narodowości. Park, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, obejmuje 600 tys. hektarów (tropikalnego lasu deszczowego, w którym żyje największa na świecie populacja wschodnich goryli nizinnych.

Wulkan Nyiragongo, którego zbocza dominują nad miastem Goma i jeziorem Kivu, wybuchł niespodziewanie w sobotni wieczór (22.V), wywołując panikę wśród tysięcy mieszkańców.

Wielka rzeka stopionej lawy zatrzymała się w niedzielę na obrzeżach Gomy, oszczędzając miasto.

Fundusz Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci (UNICEF) poinformował w niedzielę, że w wyniku chaosu powstało po erupcji wulkanu zaginęło kilkadziesiąt dzieci. Organizacja podała, że ponad 150 osób zostało oddzielonych od swoich rodzin podczas wielkiej ucieczki z Gomy, a około 170 uznano za zaginione.

Około 8 000 osób przybyło do Rwandy z Demokratycznej Republiki Konga (DRK), szukając schronienia po erupcji wulkanu – poinformowało w niedzielę Ministerstwo Zarządzania Kryzysowego Rwandy. - Dziś rano, po zatrzymaniu wypływu lawy z wulkanu Nyiragongo, większość ewakuowanych do Rubavu wraca do domu. Granicę z Rwandą przekroczyło zeszłej nocy około 8000 ludzi – podało ministerstwo na swoim oficjalnym koncie na Twitterze.

 





Aktywność wulkanu

 

Według rzecznika Norweskiej Rady ds. Uchodźców (NRC), tysiące mieszkańców Gomy spędziło noc pod gołym niebem po sobotniej erupcji wulkanu.

- Nie było wielkiej paniki, ale ludzie są naprawdę zmartwieni – oświadczył Tom Peyre-Costa, rzecznik Rady ds. Afryki Zachodniej i Środkowej.

- Ewakuowani najpierw udali się w kierunku Rwandy – oświadczył Peyre-Costa w wywiadzie dla CNN. Granica została zamknięta, więc wrócili do Gomy i udali się na północ od miasta. Peyre-Costa zamieścił na Twitterze film przedstawiający ludzi opuszczających miasto.

- Wszędzie w mieście widać było ludzi błąkających się ze swoim dobytkiem, swoimi dziećmi, nawet kozami i wszystkim, co byli w stanie złapać. Większość z nich po prostu siedzi na chodniku i czeka na powrót – dodał.

- Ci, którzy zgodzili się na powrót, zastali zniszczone domy, brak wody i prądu – informuje UNICEF. Agencja planuje wysłać w ten rejon zespół do pracy nad ograniczeniem rozprzestrzeniania się cholery. We współpracy z lokalnymi władzami kongijskimi tworzy również dwa ośrodki tranzytowe dla dzieci pozostawionych bez opieki i odseparowanych od rodziców.

Agencja Associated Press pisze o śmierci co najmniej 15 osób, w tym czterech, które zginęły podczas wybuchu paniki po erupcji wulkanu.

- Czterech więźniów zginęło również podczas próby ucieczki z więzienia Camp Munzenze – powiedział rzecznik rządu Patrick Muyaya. Dodał, że więźniowie - próbowali uciec i starli się ze strażnikami.

Muyaya powiedział, że w niedzielę zginęły kolejne dwie osoby, ale nie wyjaśnił okoliczności ich śmierci. Według szacunków NRC, sześćset domów wokół Gomy zostało zniszczonych, w tym pięć szkół.

- Wydaje się, że erupcja wulkanu ustąpiła – zauważa obserwatorium wulkanu Goma, które bada wulkan. Władze miasta uruchomiły plan ewakuacji jako środek ostrożności.

- Przyjechaliśmy szybko, nie spodziewaliśmy się takich rzeczy, które właśnie nam się przydarzyły – powiedział CNN w Buhene, dzielnicy na północ od Gomy, Theophile Tulinabo, mieszkaniec, który uciekł ze swojego domu po wybuchu. - A gdzie teraz będziemy mieszkać? W tej chwili nie wiemy – dodał.

Region Goma to strefa wzmożonej aktywności sejsmicznej, z sześcioma wulkanami, w tym Nyiragongo i Nyamuragira, które wznoszą się odpowiednio 3470 i 3058 metrów nad poziomem morza. Erupcje są częste, nie tylko z kraterów, ale także po bokach wulkanów.

Poprzednia erupcja wulkanu miała miejsce 17 stycznia 2002 r., kiedy chmura popiołu wzbiła się na wysokość 3 kilometrów i wyrzucił od 15 do 25 mln metrów sześciennych lawy w kierunku Gomy. Ponad 100 osób zginęło, a część miasta została zniszczona. Lawa zdewastowała 14 tys. budynku, pozostawiając bez dachu nad głową 130 tys. osób.

Według szacunków niektórych naukowców w styczniu 1977 r. w następstwie erupcji zginęło od 600 do 2000 osób. Wybuch był tak intensywny, że strumień lawy dotarł do miasta w ciągu pół godziny, zupełnie zaskakując okolicznych mieszkańców.

 




Moje 3 grosze

 

Dlaczego mnie ten wulkan tak zajmuje? Jeszcze będąc uczniem w podstawówce przeczytałem książkę belgijskiego wulkanologa polsko-tatarskiego pochodzenia Harouna Tazieffa (1914-1998) pt. „Kratery w płomieniach” i obejrzałem jego film pt. „Spotkanie z diabłem” – jeszcze z lat 60-tych (polecam!). I książka i film były zrobione m.in. w DRK, gdzie autor w latach 50. badał wulkany Nyiragongo, Nyamuragira i obecnie wygasły zupełnie Kituro (1860 m), którego powstanie i rozwój obserwował on od marca do lipca 1948.

Wulkan Nyiragongo posiada pewną osobliwość, a mianowicie – otwarte jezioro lawy w kalderze swego krateru, które jest widoczne z Kosmosu. Tylko kilka wulkanów może się pochwalić czymś takim – m.in.:

·        Kilauea na Hawajach,

·        Erebus na Antarktydzie,

·        Erta Ale w Etiopii,

·        Villarrica w Chile,

·        Marum na Vanuatu i…

·        …Masai w Nikaragui.

Jezioro to znajduje się na dnie kaldery wulkanicznej i cały czas emituje ono ekshalacje lawowe – tlenki siarki, dwutlenek węgla i halogenki.

Wulkany te znajdują się wzdłuż szczeliny, która w przyszłości spowoduje rozpad kontynentu afrykańskiego wzdłuż Wielkiego Rowu Afrykańskiego. Za kilka czy kilkanaście milionów lat będzie tam morze…   

 

Źródło: AFP/CNN

niedziela, 24 listopada 2019

Nowe wyspy na Indyku




Stanisław Bednarz


Tektonika płyt kontynentalnych nie gościła jeszcze, a jest okazja.

24 listopada 1984 roku Jezioro Malawi (inaczej zwane Niasa) w Afryce leżące na Wielkim Rowie Afrykańskim zostało uznane Parkiem Narodowym.

Jezioro Malawi jest przykładem jak pęka Afryka i kiedyś oddzieli się z niej kontynent jak to wcześniej miało miejsce z Madagaskarem. Jezioro Malawi jest jednym z głównych Wielkich Jezior Afrykańskich i leży w dolinie powstałej w pęknięciu afrykańskiej płyty tektonicznej. Basen jeziora zaczął tworzyć się już 8,6 miliona lat temu. Od swojego powstania w niektórych okresach jezioro wysychało, pozostawiając jedynie dwa stosunkowo małe, solankowe jeziora w miejscach, które obecnie stanowią głębię Niasy.

Wielkie Rowy Afrykańskie we wschodniej części Afryki obejmują zespół południkowo rozciągniętych rowów tektonicznych (ryftów). Jej charakterystycznym elementem są strome zbocza i dna częściowo wypełnione jeziorami. Rowy powstały na skutek oddalania się płyty afrykańskiej od płyty arabskiej i somalijskiej, co prowadzi do powolnego (natomiast bardzo szybkiego w skali czasu geologicznego) oddzielania się wschodniej Afryki.









Wielkie Rowy Afrykańskie powstały ok. 20 mln lat temu. Przedłużeniem Wielkich Rowów Afrykańskich jest rów Morza Czerwonego i Rów Jordanu. Długość całego układu Wielkich Rowów Afrykańskich od Syrii do Mozambiku wynosi 6 tys. km. Ich rozwój zaczął się około 35 mln lat temu w rejonie Morza Czerwonego, polegał na odsuwaniu się płyty litosferycznej, na której leży kontynent afrykański, od płyty Półwyspu Arabskiego i reszty Azji; postępował stopniowo ku południowi, gdzie wschodnia Afryka zaczęła się oddzielać od pozostałej części kontynentu około 15 mln lat temu.

Wielki ryft afrykański sprawi, że wschodnia część tego kontynentu się oddzieli. Półwysep Arabski oderwie się ostatecznie od Czarnego Lądu, podobnie Półwysep Somalijski.


Jezioro Malawi ma od 550 do 580 km długości i około 75 km szerokości w najszerszym miejscu. Największa występująca głębokość to 706 m i znajduje się w północnej części w miejscu głównej depresji jeziora. Linia brzegowa jeziora przebiega przez wschodnie Malawi, zachodni Mozambik i południową Tanzanię. Jezioro znajduje się około 350 km na południowy wschód od jeziora Tanganika będącego kolejnym z grupy Wielkich Jezior Afrykańskich. Park Narodowy Jeziora Malawi zlokalizowany jest na jego południowym brzegu w granicach państwa Malawi. Żyje tam wiele endemicznych gatunków ryb, głównie z rodziny pielęgnic będących kluczowym przykładem specjalizacji ewolucyjnej. Z tego względu park ten w 1984 roku wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Powierzchnia parku wynosi 94 km².

niedziela, 25 sierpnia 2019

Nunda: afrykańska Chupachabra


Sielski widoczek z j. Tanganika, ale na jego brzegach czai się prehistoryczny potwór - Mngwa...


Dimitri Sokołow


Niezwykłe stworzenie, przez krajowców zwane Chupachabra, w dniu 31.X.2018 roku w czasie tylko jednej nocy zamordowało około 100 królików i kur, a także kilka owiec we wsi Bystrowka n./Obem (Iskitimsij Rejon, Obwód Nowosybirski; N 15°32’09” – E 082°33’43”).

Kilka lat temu, mieszkańcy Europy i Ameryki z niejakim przerażeniem przekazywali sobie historie o Chupakabrze – potworze podobnym do kota albo rysia, który krąży po nocach i literalnie rozrywa na sztuki zwierzęta domowe. Co to za stworzenie, zoologowie nie mogą stwierdzić do dziś dnia. A przecież Afrykańczycy wiedzieli o tym potworze już na początku XX wieku i zawsze uważali je za zrodzone przez ciemne siły…

Mngwa/Nunda - rekonstrukcja R. Ucrytel


Zagadkowe ślady


Gdyby w afrykańskiej dżungli rosnącej na brzegach jez. Tanganika miejscowemu mieszkańcowi opowiedzieć o wyczynach Chupacabry, on by się nawet nie zdziwił, bowiem takie stworzenie na Czarnym Kontynencie jest znane od niepamiętnych czasów. Plemiona Centralnej Afryki nazywają je Nunda albo Mngwa. Od czasu do czasu potwór ten wychodzi z dżungli i, podobnie jak Chupachabra, zabija domowe bydło, a czasami też i ludzi.

Do naszych czasów ostał się dokument, w którym opisuje się wydarzenie, które miało miejsce w 1920 roku pewnej nocy, w pobliżu największego miasta Tanzanii – Dar-es-Salaam z mroku wyskoczyło tajemnicze zwierzę, które w mgnieniu oka zamordowało dyżurnego policjanta. W czasie oględzin ciała w dłoni zabitego znaleziono kłak szarej sierści, a naoczni świadkowie opisywali je jako kota wielkości cielaka. W następną noc zwierzę rozprawiło się z jeszcze jednym stróżem porządku. Wszystkiego w ciągu tygodnia na liście ofiar nocnego potwora znalazło się ponad 10 ludzi i kilkanaście zwierząt domowych. Tym niemniej złapać potwora się nie udało.



Nunda według różnych relacji

W swej książce, opisującej niezwykłe zwierzęta z afrykańskiego kontynentu, Frank Lane spośród wielu przytacza historię zapisaną ze słów znanego podróżnika Patricka Bouznego. Pewnego razu podróżnik stał obozem na brzegu Tanganiki, kiedy przybiegli do niego przerażeni krajowcy z jednej z wiosek. Z ich bezładnych opowiadań Bouzne zrozumiał, że na tą wioskę napadła jakaś Nunda i porwała małego chłopca. Zbadawszy ślady, które pozostawiło zwierzę, podróżnik był absolutnie zdziwiony. W pierwszej chwili sądził, że to był trop lwa, ale przyjrzawszy się dokładniej stwierdził on ze zdumieniem, że był on wielokrotnie większy.

Dziwną relację potwierdzili także miejscowi krajowcy przerażeni nocną wizytą.


Pasiasty potwór


Brytyjczyk – kpt. William Hichens – w 1937 roku, w magazynie dla podróżników opublikował opowieść o dziwnym wydarzeniu, które miało miejsce we wsi Mchingu znajdującej się na brzegu Tanganiki. Pewnego razu, kiedy Hichens znajdował się we wsi, krajowcy przynieśli mu do leczenia myśliwego, na którego napadło w lesie nieznane zwierzę. Na pytanie Williama, kto napadł na mężczyznę ten z trudem odpowiedział, że Mngwa. Znając doskonale opowieści o krwawym kocie o rozmiarach cielaka, Hichens zapytał myśliwego, czy się nie omylił i czy nie napadł nań lampart. Myśliwy jednak nie dał się zbić z tropu i ponownie odpowiedział mu – Mngwa. Opowiadając o tym wydarzeniu Hichens solennie przekonywał, że jemu byłoby prościej objaśnić Mngwę zwyczajnym lwem czy dużym lampartem, ale ilość widzianych przezeń ofiar zagadkowego kota i ich opowiadania o spotkaniach z potworem nie pozostawiły nawet cienia szansy na takie wyjaśnienie. Według poglądu Hichensa – Nunda czy Mngwa istnieje naprawdę. Najczęściej europejscy badacze i podróżnicy opisywali Nundę wedle słów krajowców jako ogromnego, puszystego kota wielkości osła. Na jego tułowiu widoczne są wąskie paski. Niezwykłe właściwości tego zwierzęcia potwierdza jego nazwa – Mngwa – co w jednym ze starych tamtejszych narzeczy oznacza „dziwne zwierzę”. Zwierzę to jest dostatecznie dziwne, a do tego jeszcze stare. Jego pierwsze potwierdzone obserwacje datują się na rok 1150 i są one opisane w jednym z miejscowych hymnów wojennych. Według tekstu pieśni, na pożarcie strasznemu zwierzowi zostawiają jeńca wojennego. Do tego byłoby naiwnością zakładać, że żaden z europejskich myśliwych ani raz nie próbował złapać Nundę, czy chociaż ustrzelić ją. 

Jedna z rekonstrukcji Mngwy

W 1924 roku, Londyńskie Muzeum Zoologii wysłało w afrykańskie dżungle ekspedycję pod kierownictwem prof. Henry’ego Stone’a. pewnego razu podróżnicy wyszli na brzeg Tanganiki, gdzie usłyszeli mnóstwo opowiadań o spotkaniach z Nundą. Ma się rozumieć, profesor zapragnął złapać to dziwne, mityczne zwierzę. Pomocy w tym mieli mu udzielić trzej miejscowi myśliwi: Mngawi, Zuaza i Bangwa. Chodząc po dżungli napotkali na świeży trop, podobny do śladów lamparta, ale kilka razy większe. Ciemniało już, więc postanowili poszukiwania odłożyć do jutra. Na próżno. W nocy na wieś napadł potwór. Nieznany stwór rozerwał ogrodzenie koszaru z owcami i śmiertelnie poranił miejscowego pasterza. Na pytanie profesora, kto to wszystko zrobił, miejscowi w odpowiedzi unisono powtarzali tylko słowo – Mngwa. Okazało się przy tym, że Mngwa niejednokrotnie napadała na tą wieś, ale potem gdzieś przepadła. Krajowcy uwierzyli w to, że ich modlitwy zostały wysłuchane i bogowie wreszcie zabrali potwora. Myśliwi rzucili się w dżunglę na poszukiwanie Mngwy. Po godzinie potwór stanął przed nimi w całej swojej krasie. Nunda czy też Mngwa w rzeczywistości okazała się być ogromnym kotem, mierzącym w kłębie 1,5 m, z silnymi łapami i małymi uszami. Jej skórę pokrywały szaro-czarne plamy i podłużne pasy. Ujrzawszy ludzi Nunda z miejsca zaatakowała jednego z przewodników. Na szczęście któryś z członków ekspedycji zdążył dać ognia ze strzelby i ranił zwierzę w grzbiet. Ryknąwszy donośnie, Nunda skryła się w leśnej gęstwinie.


Złowrogi kot


Jest takie prawidło, że pojawianie się mitycznych stworzeń zawsze przychodzi nieoczekiwanie. Miejscowi krajowcy w ogóle nie mogą sobie przypomnieć przykładu, kiedy tego czy innego potwora udało się im zobaczyć pierwszego. Nunda nie jest wyjątkiem. W Afryce krąży dawna legenda opisująca historię pojawienia się Nundy w dżunglach tego kontynentu. Zgodnie z tym podaniem, pewnego razu olbrzymi kot sułtana uciekł z woliery i wpadł do kurnika. Ma się rozumieć, że po kilku chwilach w kurniku nie było ani jednej żywej kury. Żołnierze z gwardii sułtana poprosili o zezwolenie na zabicie bestii, ale otrzymali odmowę. Swoją decyzję sułtan uzasadnił całkiem prosto: „Kury moje, kot mój – niech robi, co chce.” Potem po kurach ofiarami dziwnego kota stały się owce, krowy, i nawet wielbłądy sułtana. Za każdym razem sułtan odpowiadał podobnie. „Zwierzęta moje, kot mój – niech robi co chce”. Kroplą, która przepełniła czarę była śmierć od kocich pazurów trzech dzieci sułtana. Dowiedziawszy się o tym, władca wykrzyknął: „To już nie jest kot, to Nunda!” Widząc ból ojca jego najmłodszy syn przyrzekł wyśledzić i w odwecie zabić kota. Jednakże zadanie było ponad jego siły, więc zabił dzikiego psa i przyniósł go matce. Kobieta nie uwierzyła synowi i wyprawiła go z powrotem w dżunglę. Następnymi razami syn przyniósł jej żyrafę, nosorożca, wiwerę i słonia, za każdym razem sądząc, że to złowrogi kot. Ale matka wciąż wysyłała go w las opisując jak powinna wyglądać prawdziwa Nunda. I wreszcie chłopiec napotkał Nundę i zastrzelił ją ze swej strzelby. Z wdzięczności za to, ojciec ustąpił mu z tronu.



Wielkie koty szablastozębe - czy to one są odpowiedzialne za legendy o Mngwie/Nundzie?


Moje 3 grosze


Osobiście jestem zdania, że Mngwa czy też Nunda jest zwierzęciem reliktowym. Pozostałością po afrykańskiej megafaunie – drapieżnikiem w rodzaju Mahajrodona z przełomu Trzeciorzędu i Plejstocenu czy Machairodusa żyjący w Pliocenie i Miocenie, albo amerykańskiego Smilodonta. Jakimś cudem te wielkie koty przetrwały ostatnie Wielkie Wymieranie i teraz czają się w głębinach afrykańskich dżungli.

Mngwa/Nunda jest znana nie tylko w Tanzanii ale także w Kenii i Ugandzie. Te wielkie koty są jeszcze bardziej niebezpieczne od lwów, ale działają tylko i wyłącznie w nocy. Tym niemniej nikomu nie udało się takiego upolować czy schwytać żywcem. Zagadka pozostaje nadal otwarta. Podobnego zdania jest Daniel Laskowski, który opisał je w jednym ze swych fantastyczno-sensacyjnych opowiadań pt. „W cieniu góry Elgon” – zob. https://daniel-laskowski.blogspot.com/2017/07/wysoka-ponoc-55.html i dalsze. On także zakłada, że te koty są kryptydami z czasów, kiedy w Europie i Ameryce panowały mamuty, a Atlantydzi dopiero tworzyli zręby cywilizacji.

Ale to już temat z innej ballady. 


Źródło – „Tajny XX wieka”, nr 3/2019, ss. 32-33
Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz     

sobota, 24 października 2015

Oko Afryki – kosmodrom Atlantydy?

Lokalizacja Atlantydy wg. Ignatiusa Donelly'ego i inne miejsca, w których poszukiwano jej śladów...


Nie tak dawno dowiedziałem się z mediów o tajemniczej formacji zwanej Okiem Sahary bądź Okiem Afryki, znajdującej się na Saharze w Mauretanii. Wikipedia pisze o niej tak:

Oko Sahary/Oko Afryki -  N 21°07'29,67” - W 011°24'12,96” Mauretania

Kalb ar-Riszat – okrągła, przypominająca krater struktura geologiczna na Saharze, ok. 25 km na północny wschód od miasta Wadan w Mauretanii.
Struktura mierzy prawie 50 km średnicy i jest doskonale widoczna z kosmosu. Jej pochodzenie nie jest do końca wyjaśnione. Pierwotnie uważano ją za krater meteorytowy, później za niedoszły wulkan.
Ze względu na charakterystyczny kształt formacja nazywana jest Okiem Afryki, według innych źródeł ze względu na położenie nosi zwyczajową nazwę Oka Sahary.




Oko Sahary i...

Faktycznie – formacja ta przypomina wielkie oko wycelowane w niebo nad Saharą. Składa się ona z trzech pierściennych struktur otoczonych okręgiem wyrównanego terenu i czymś, co przypomina fosę. Cała formacja jest częściowo zasypana przez piaski Sahary i dlatego trudno powiedzieć, czy jest ona regularna czy nie. Zakładamy, że jest regularna i w takim przypadku ta regularność jest bardzo niepokojąca… Wiek tej formacji ma wynosić według niektórych uczonych aż 600 MA, co jednak wydaje się być liczbą znacznie przesadzoną. Z drugiej strony niektórzy widzą w niej jakąś bazę Kosmitów, którzy przybyli na Ziemię już w późnym Prekambrze, u zarania życia na Ziemi! Czyżby było to legendarne Miasto Bogów, którzy zasiali życie na naszej planecie? Ale…

Z czym mi się to kojarzy? Przede wszystkim z … miastami Atlantydów, które opisywał Platon w swych „Dialogach”. Arystokles opisywał miasto Atlantis (inni autorzy piszą o Cerne), które było stolicą Atlantydy i składało się z trzech pierścieni lądu otoczonych wodami. (Zainteresowanych odsyłam do pracy Ludwika Zajdlera – „Atlantyda”, w której dokładnie opisano jej rozplanowanie.) To wszystko bardzo pasuje do Oka Sahary, z tym że otoczone jest ono przez piaski pustyni, tym niemniej otoczone ono jest siecią wadi, a zatem wypełniało się ono – chociaż częściowo – wodą w porze deszczowej. Oczywiście nie w naszych czasach, w których EGO robi swoje.

OK., ale nie zapominajmy, że Sahara była kwitnącym lądem i to nie tak dawno, bo jakieś 5000 lat temu, a zatem jeszcze za czasów panowania w Egipcie Starego Państwa. Potem stało się coś takiego, że Sahara sięgnęła nad Nil z jednej strony i Atlantyk z drugiej. Zmiana klimatu, którą coś wywołało. Co to było – tego nie wiem. Natomiast jestem pewien tego, że pod piaskami tej pustyni znajdziemy jeszcze niejedne ruiny, które nas wprawią w osłupienie.

Czy był to kosmodrom? A czemuż by nie? Jego średnica jest ogromna – wynosi 50 km i obiekt jest widoczny z Kosmosu. Czegoś trzeba więcej? No i położenie geograficzne, które umożliwia umieszczanie obiektów kosmicznych na orbitach geostacjonarnych. Na podobnej szerokości geograficznej leży Cape Canaveral na Florydzie (N 28°27’20”) i Mt. Baigong w Tybecie (N 37°09’18”,82), który – jak twierdzą niektórzy uczeni - był kosmodromem w dalekiej przeszłości. Jak widać z podanych lokalizacji – był on jeszcze lepiej usytuowany, niż ten z Cape Canaveral, nie mówiąc już o Bajkonurze, który znajduje się na N 45°54’43”! Z tego wszystkiego najlepszą lokalizację ma kosmodrom Kourou w Gujanie Francuskiej - N 05°09’35”.




...Atlantyda i jej stolica Atlantis - czy Oko Sahary nie przypomina miasta...?

Kosmodrom Kalb ar-Riszat mógł służyć przede wszystkim do ekspediowania w Kosmos dużych statków kosmicznych, które posługiwały się potężnymi silnikami rakietowymi i to z napędem termojądrowym – stąd te osłony biologiczne w formie pierścieni, które miały za zadanie odbijać strugi gazów w górę… To oczywiście przypuszczenie, ale bardzo łatwo je będzie zweryfikować – ślady witryfikacji skał, długookresowe radioaktywne izotopy w gruncie, zwiększona ilość helu w okolicy… To tylko moje propozycje, bo zapewne metod udowodnienia niezwykłości tego miejsca jest więcej i są o wiele bardziej wyrafinowane technicznie. Bo tu potrzeba mędrców szkiełek i oczu, a nie jakichś nienaukowych psychotronicznych hokus-pokus.

Podsumowując – byłby to kolejny fizyczny, materialny i namacalny ślad na istnienie albo cywilizacji kosmicznej na Ziemi już 600 MA temu, albo istnienie ziemskiej cywilizacji Atlantydy, której miasto czy kosmodrom znajduje się wśród piasków Sahary. Tak czy inaczej, Oko Afryki wpisuje się jako kolejny punkt na długiej liście zagadek przeszłości już to nawet nie naszej cywilizacji, ale naszej planety!


I dlatego zbadać ją trzeba…   


Opinie z KKK


Wątpiący mądrze,

- uderzyło mnie stwierdzenie, a być może założenie, iż upadek i pochłonięcie przez Atlantyk Atlantydy było powodem/pomniejszym przyczynkiem/gwoździem do zmiany klimatu na mniej arktyczny, ergo do końca epoki lodowcowej. Bardziej bym obstawał przy gwoździu, bowiem koniec zaczął się już jakieś 17k lat temu, zależnie zresztą od źródła powołania się.


 Jednakże sama esencja tej konkluzji pozostała we mnie i wykiełkowała nowymi połączeniami (nb. Connections na Discovery rozprawiało się pan przekładniowo z historią i powszechnym jej pojmowaniem pod względem ludzkiej wynalazczości). 

Oko Sahary... hmm, hmm, a skądże ten piasek jeśli nie dzięki biciu fal o dawne morze? O ile dobrze pamiętam, przeszłość Sahary obfituje w niezwykłe fakty: Nil płynął na zachód; obecny Nil cofnął się wgłąb lądu i pewnych miast, nawet tych za Nefretete, należy szukać na dnie Morza Śródziemnego; Piramidy, a najpewniej Sfinks, pamietają okresowe powodzie, co widać po liniach bicia fal napływowych; Sahara była nie raz pustynią, nie raz ogrodem, nie raz sawanną, zupełnie jak inne obszary globu; listy nie sposób dokończyć... Jakże mali jesteśmy, że tak ciężko nam zgłębić przeszłość większą od naszej teraźniejszości...

Non Nihil Vadisus (Smok Ogniotrwały)


Smoku Ogniotrwały,

- przypomnij sobie rysunki świata Ery Hyboryjskiej z opowiadań Roberta E. Howarda, w którym nie było jeszcze Morza Śródziemnego, Nil płynął na Zachód, a Sahara była kwitnącą krainą. A wszystko to było mniej więcej 12.000 lat temu, pod panowaniem Imperium Atlantydy. Jestem pewien, że Howard pisał pod czyimś wpływem i to niekoniecznie z naszego świata. Podobnie jak Poe, Lovecraft i inni. Nie myślę akurat o Dawnych Wielkich, ale o ludziach z dawnej Przeszłości, których energie pałętają się gdzieś w skorupie astralnej Kroniki Akaśnej. Nie jestem wprawdzie stronnikiem tej teorii i innych bajeczek spod znaku PSI, ale jednak coś w tym być może... (Arystokles)


A czy nie można by było pojechać do Mauretanii i zbadać rzecz in situ, zamiast mielić tu po próżnicy ozorami? NB, ciekawe dlaczego nikt tam się nie pofatyguje i nie zobaczy to na własne oczy? I jeszcze jedno - też jestem pewien, że niejedno takie odkrycie czeka nas pod piaskami Sahary i innych pustyni. (Daniel Laskowski)   

sobota, 30 sierpnia 2014

Epidemia EVD: Ebola w Afryce (5)


Bilans epidemii - 1556 osób:
Liberia - 700
Gwinea - 430
Sierra Leone - 420
Nigeria - 6

Dane wg: 
WHO
JEDYNKA Polskiego Radia
Teleexpress
WP.pl


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Epidemia EVD: Ebola w Afryce (4)


Bilans Eboli na dzień dzisiejszy:
- 221 nowych zakażeń w Gwinei, Liberii i Sierra Leone,
- 106 nowych zgonów tamże,
- 2 nowe zachorowania w Demokratycznej Republice Konga
(Dane: RMF FM)

wtorek, 19 sierpnia 2014

Epidemia EVD: Ebola w Afryce (3)

Do tego wszystkiego prawdopodobnie dwa zachorowania w Europie: w Belgii i Niemczech. To zaczyna być naprawdę niebezpieczne - módlmy się o długą i ostrą zimę...!


środa, 6 sierpnia 2014

Epidemia EVD: Ebola w Afryce (2)



Epidemia – aktualizacja, 4.VIII.2014 r.


Kontynuacja tematu ze strony - http://wszechocean.blogspot.com/2014/06/najgorsza-epidemia-eboli-poza-wszelka.html. 
WHO wraz z ministerstwami zdrowia w Gwinei, Sierra Leone, Liberii i Nigerii ogłosiły, że na terytorium tych krajów jest 1603 zachorowań na Ebolę (EVD) oraz 887 przypadków śmierci – na dzień 1.VIII.2014 r. Na 1603 przypadki kliniczne, 1009 przypadków zostało potwierdzonych jako EVD.

Strefy skażenia wirusem EVD w Afryce Zachodniej

W Gwinei mamy 485 przypadków infekcji w tym 358 zgonów i 340 potwierdzeń laboratoryjnych EVD – o czym powiadomiło ministerstwo zdrowia Gwinei i WHO na dzień 1.VIII.2014 r. Aktywne badania mają miejsce w Konakry oraz okręgach Guéckédou, Boffa, Pita, Siguiri, i Kourourssa.

W Sierra Leone WHO i ministerstwo zdrowia raportują o 646 wykrytych i potwierdzonych zachorowaniach EVD na dzień 1.VIII.2014 r. Z tych 646 zachorowań – 540 przypadków zostało potwierdzonych laboratoryjnie, a 273 osoby zmarły. Zachorowania mają miejsce w okręgach Kailahun, Kenema, Kambia, Port Loko, Bo oraz Western Area, do czego wlicza się także stolica kraju – Freetown. Ostatnio także okręgi Tonkolili, Bambali, Moyamba, Bonthe, and Punjehun także doniosły o stwierdzeniu potwierdzonych laboratoryjnie przypadków EVD. Badania ludności trwają w całym kraju.

Tablice informacyjne o objawach zakażenia wirusem EVD

W dniu 1.VIII.2014 r., ministerstwo zdrowia Liberii i WHO doniosły o 468 klinicznych przypadkach EVD, w tym 129 potwierdzonych laboratoryjnie i 225 zejściach śmiertelnych. Podejrzane i potwierdzone przypadki miały miejsce w hrabstwach Lofa, Montserado, Margibi, Bomi, Bong, Nimba, RiverCess, Grand Cape Mount, i Grand Bassa. Testy laboratoryjne są robione w Monrovii.

EVD - epidemie i strefa zagrożenia

W Nigerii WHO i nigeryjskie ministerstwo zdrowia doniosły o 1 możliwym śmiertelnym zejściu i 4 podejrzanych przypadkach na dzień 1.VIII.2014 roku.
Amerykańskie CDC w Atlancie, GA, jest w stałym kontakcie z WHO, MSF ministerstwami zdrowia i innymi organizacjami walczącymi z epidemią. Aktualnie CDC ma swój personel we wszystkich 4 krajach towarzysząc pracownikom ministerstw zdrowia i WHO, które jest odpowiedzialne za zwalczanie epidemii Eboli.

Na podstawie raportów z ministerstwa zdrowia Gwinei, Sierra Leone, Liberii i Nigerii oraz WHO na dzień 4.VIII.2014 r.    



Przekład z j. angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©