Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ebola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ebola. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Czarna śmierć czy z… Kosmosu?





Jednym z najciekawszych zagadnień w historii naszej cywilizacji są epidemie i pandemie Czarnej czy Czerwonej Śmierci, które dziesiątkowały populację Europy i reszty świata w tzw. „ciemnym millenium chorób” w latach 700 – 1700 n.e. Dowiedziałem się o nich w obszernej pracy dr Miloša Jesenský’ego pt. „Bogowie atomowych wojen” (AOS Publishing, Ústi n./Labem 1998), którą polecam Czytelnikowi – zob. na http://hyboriana.blogspot.com/2012/07/bogowie-atomowych-wojen-1.html i dalsze. Osobiście widziałem w tym możliwość interwencji z Kosmosu – albo Kosmitów, albo… naszych odległych przodków z poprzednich cywilizacji, co u nas sugerował Aleksander Mora w serii artykułów pt. „Atomowa wojna bogów” w lubelskiej „Kamenie” w 1978 roku (zob.  http://hyboriana.blogspot.com/2012/08/bogowie-atomowych-wojen-14_5.html i dalsze). Moje wątpliwości i spostrzeżenia zawarłem w artykule pt. „Czarna zaraza spadła z nieba?” w „Wizjach Peryferyjnych” nr 4/1996, ss. 16-19, zob. http://hyboriana.blogspot.com/2016/05/wizje-peryferyjne-nr-41997.html.  
  
Moje zainteresowanie tematem przeżyło swój nawrót, kiedy przygotowywałem materiał fotograficzny do pracy Wiktorii Leśniakiewicz & Katarzyny Wilczak pt. „Jordanowskie miejsca pamięci – mały przewodnik”, (TMZJ, Jordanów 2016) w którym udokumentowano m.in. dwa cmentarze ofiar epidemii cholery w 1831, 1949, 1855 i 1873 – łącznie 107 ofiar, epidemii tyfusu głodowego w 1847 roku – łącznie 300 ofiar oraz grypy „hiszpanki” w latach 1918-1919 – ilość ofiar nieustalona. Znów powróciła myśl o pozaziemskim pochodzeniu tych plag, przy czym znajdowane jest coraz to więcej dowodów wprost na to, że mikroorganizmy chorobotwórcze spadają na nas wprost z nieba, a ich ślady znajdujemy na meteorytach…   

Ostatnio w magazynie „Świat wiedzy - Historia” nr 4/2016, ss. 80-85, znalazłem bardzo ciekawy artykuł Zygmunta Gołąba & Miłosza A. Gerlicha pt. „Horror czarnej śmierci”. W powołanym artykule pisze się o pojawieniu się w Europie wszelkich zaraz, z których cztery były najgorszymi „terminatorami” jej ludności: czarna ospa (Variola vera - 40 mln ofiar), dżuma dymieniczna, płucna i posocznicowa (Yersinia pestis - te dwie ostatnie mają letalność 100%, a zabiły 200 mln ofiar), dżuma Justyniana (prawdopodobnie była to dżuma dymieniczna, która zabiła 100 mln ofiar), cholera (Vibrio cholerae - 40 mln ofiar) oraz grypa „hiszpanka” (Influenza, szczep H1N1 ok. 50-100 mln)[1]. 

Te dopusty boże mogły spadać z nieba – i to dosłownie: wraz z meteorytami, pyłem kosmicznym, a także w biologicznych bombach pozostałych po konfliktach bogów-astronautów za czasów panowania Imperium Atlantydy. Założyłem bowiem, że w czasach panowania Atlantydów doszło do jednego lub kilku konfliktów ogólnoświatowych z masowym użyciem broni masowego rażenia – w tym A, B, C i D oraz wszystkich innych, które znamy, a które doprowadziły do upadku cywilizacji i cofnięcia się Ludzkości do czasów jaskiniowych. Tak powstał świat, w którym żyjemy my. 

Tym niemniej w tym zrujnowanym świecie pozostały i być może wciąż są aktywne mordercze artefakty – BMR, które od czasu do czasu uaktywniają swe działanie. Jeżeli idzie o bronie B i C, to jak podają obaj autorzy:

Średniowieczni Europejczycy dopatrywali się zapowiedzi epidemii w wielu zjawiskach. Trwogę budziły nietypowe konstelacje (układy) bądź koniunkcje (ułożenie w jednej linii) wybranych planet. Mór wieściły też deszcze meteorów, zorze, zaćmienia Słońca czy Księżyca oraz inne zjawiska optyczne czy przyrodnicze.
Również silny wiatr, burze, gradobicia czy upalne lato „przepowiadały” dżumę.
Szczególną  grozę budziły mgły. Zabójczych właściwości dopatrywano się tez w „miazmatach” – wyziewach wydobywających się  z jaskiń, rozpadlin, bagien, wysypisk śmieci czy cmentarzy.
Zwiastunami nieszczęścia miały być także nagle więdnące kwiaty, psująca się szybko żywność, trująca dla zwierząt domowych rosa oraz tajemnicze głosy i omamy wzrokowe.

Tak właśnie to wyglądało. Dżuma swój pochód w latach 1338-1339 rozpoczęła w rejonie jeziora Issyk-kul (dzisiaj Kirgistan). A Issyk-kul to jedno z najbardziej tajemniczych jezior na świecie. Wystarczy przeczytać o jego tajemnicach na moim blogu - http://wszechocean.blogspot.com/2011/06/tajemnice-jeziora-issyk-kul.html, http://wszechocean.blogspot.com/2013/01/tajemnice-jeziora-issyk-kul.html. Wygląda na to, że w okolicy jeziora znajdują się pozostałości po starożytnej cywilizacji. Jaki to ma znaczenie dla sprawy, zaraz powiem.

W czasie spotkania z nieżyjącym już niestety inż. Ivanem Mackerlem, które wraz z dr Jesenským mieliśmy w dniu 1.V.1998 roku w hotelu Pyramida w czeskiej Pradze, przedyskutowaliśmy problem pozostałości po poprzednich cywilizacjach w Ameryce Południowej. Chodziło m.in. o Mato Grosso i Złote Miasto – Eldorado, które chciał odszukać inż. Mackerle. Wtedy właśnie przyszło nam do głów, że wszystkie ekspedycje, które poszły na poszukiwania tych złotych miast mogły zginąć z prozaicznego powodu – właśnie dzięki aktywności powojennych pozostałości sprzed 12.000 lat, z czasów Wielkiej Wojny Bogów – Astronautów, o której pisał Aleksander Mora w „Atomowych wojnach bogów” czy obecnie Daniel Laskowski w swej powieści „Bractwo Zielonego Smoka”. 

Co takiego mogło spotkać te ekspedycje, poza dżunglą, krajowcami, ognistymi mrówkami, jaguarami, krokodylami i innymi tego rodzaju „atrakcjami” Amazonii? Nasza hipoteza brzmi – przede wszystkim pozostałości atlantydzkiej broni B. Broń jądrową, termojądrową, dezintegracyjną czy neutronową oraz chemiczną wykluczam – dawno już eksplodowała czy rozsypała się w trujący, radioaktywny pył, który gdzieś tam może znajdować się w warstwach rzecznych osadów… - natomiast wirusy, bakterie, riketsje i inne drobnoustroje chorobotwórcze wcale nie zginęły, a wręcz odwrotnie – przetrwały i niczego nie straciły ze swych morderczych właściwości. Na tym właśnie polega niebezpieczeństwo użycia tej broni – na jej możliwościach przystosowawczych do każdych warunków i długofalowości działania. Poza tym szczepy drobnoustrojów potrafią się przystosować do nowych warunków bytowania i w rezultacie zmieniać swe właściwości, ale jeżeli miały wszczepiony gen powodujący ich agresywność w stosunku do komórek organizmów roślinnych, zwierzęcych czy ludzkich, to ów gen mógł cały czas być przekazywany w ich materiale genetycznym, jak było to właśnie z bakteriami dżumy, przy której ktoś kombinował jakieś 2-20 tys. lat temu. A kto? – tego możemy się tylko domyślić… 2000 lat temu nikt nie miał takich możliwości, ale 20.000 lat temu istniało jeszcze Imperium Atlantydzkie z jego nauką i techniką.  

Ktoś powie, że to mało prawdopodobne. OK., w takim razie niech sobie przejrzy ostatnie newsy z Syberii, gdzie trwa właśnie tzw. „zombie epidemia” wąglika – Anthrax wywołaną przez laseczkę wąglika – Bacillus anthracis. Wąglik zdziesiątkował kilka lat temu stada reniferów, których zwłoki zamarzły na długi okres czasu, a teraz – przez EGO odtajały i uwolniły do środowiska morderczą zawartość. Stąd właśnie wzięła się nazwa „zombie epidemia”… Dokładnie coś takiego mogło mieć miejsce w rejonie Issyk-kul czy w Ameryce Południowej. 

Ograniczamy się tylko do ludzi, a przecież poza nami są zwierzęta i rośliny, które też chorują. Istnieją epizootie, które dziesiątkują czy wybijają całe populacje różnych zwierząt. Nie zwracamy na nie zbytnio uwagi, póki nie zagrożą bezpośrednio nam i/albo zwierzętom hodowlanym – że wspomnę tutaj wirusy grypy ptasiej – H5N1, świńskiej – A/H1N1 czy SARS, priony BSE/nCJD, a także wirusy HIV/AIDS… Wojna biologiczna trwała od początku naszego istnienia, to prawda, ale komuś bardzo zależało, by drobnoustroje były szybsze niż nasze systemy odpornościowe. Pytanie: czy te choroby początkowo miały atakować tylko zwierzęta czy także i ludzi? 

Jaki jest związek pomiędzy Ufiastymi a epi- i pandemiami różnych chorób? Związek ten istnieje i z całą pewnością nie jest przypadkowy. Czyżby Ufiaści zarażali nas różnymi chorobami w celu eksterminacji ludzkiej populacji na tej planecie? Wydaje mi się, że nie – byłoby to działanie bez sensu. Wystarczyłoby po prostu wywołać jakąś wojnę i wszystko załatwilibyśmy sami. 

Nasunęła mi się dziwna myśl, a mianowicie: być może Ufiaści zakażali nas przypadkowo – chorobami, które pochodzą z innych planet, albo z Przyszłości lub Przeszłości naszej planety. Taka możliwość zakłada Ich niefrasobliwość. My zawsze odkażamy nasze aparaty kosmiczne tak, by ziemskie mikroorganizmy nie skaziły innych światów… 

W drugim przypadku może być tak, że Ufiaści celowo zakażają nas drobnoustrojami, które dopiero mogą pojawić się na Ziemi w Przyszłości. Nie zapominajmy, że nie wszystkie Wielkie Wymierania mają swe wyjaśnienia w wielkich katastrofach. Cicha śmierć mogła spaść z Kosmosu i razić gadzią i ssaczą megafaunę, której systemy odpornościowe nie były w stanie dogonić możliwości małych agresorów i w rezultacie wymarły – dając ewolucyjne zielone światło tym lepiej przystosowanym. Jednakże sądzę, że Ufiaści poprzestają jedynie na obserwacjach tego, co się dzieje na Ziemi nie interweniując, a jeżeli nawet, to subtelnie, w sposób bardzo delikatny i dla Ziemian niezauważalny… - a raczej zauważalnym już post factum – kiedy widzimy efekty tych działań. 

Jeżeli jest tak, jak przypuszczam, a dowodów wprost na to nie mam, bo z oczywistych powodów mieć nie mogę, to może oznaczać tylko jedno, a mianowicie – nasze życie na naszej planecie jest regulowane przez mikroskopijne biologiczne regulatory…

W Kosmosie życie może powstawać samoczynnie wszędzie tam, gdzie są po temu warunki: na planetach i w przestrzeni, na asteroidach i kometach, wszędzie i zawsze życie zawsze znajdzie sposób, by obejść wszystkie warunki niesprzyjające jego powstaniu i istnieniu. Ta myśl wyrażona przez Michaela Crightona cały czas pozostaje w mocy i należy się z nią liczyć. Obawiam się, że trzeba będzie się z tym liczyć bardziej, niż z możliwością bombardowania Ziemi przez asteroidy i komety. Zauważmy, że zawsze po przejściu przez Układ Słoneczny jasnych (a zatem przelatujących blisko Ziemi) komet, mieliśmy zazwyczaj jakiś straszliwy „dopust Boży” w postaci epidemii czy pandemii albo masowego pomoru. To oznaczałoby, że komety rozsiewają prymitywne mikroorganizmy, które spadając na planety po znalezieniu dogodnych dla siebie warunków – opanowują nisze korzystne dla siebie. W taki sposób można wytłumaczyć obecność mikroorganizmów pod lodami Antarktyki. W ten sposób też da się wyjaśnić obecność bakterii siarkolubnych w pobliżu śródoceanicznych kominów „palaczy” na dnie Wszechoceanu. Te ekstremofilne bakterie wcale nie musiały powstać na Ziemi- one mogły spaść wraz z meteorytami w głąb wód Wszechoceanu, a napotkawszy sprzyjające dla siebie warunki – związki siarki i wysoką temperaturę – zaczęły się rozmnażać. To dzięki nim w okolicach „palaczy” utworzyły się unikalne ekosystemy, bowiem są one podstawą łańcuchów troficznych.

Tak więc istnieje możliwość, że życie na naszej planecie zostało w ogóle „zasiane”, kiedy tylko powstały na niej odpowiednie warunki do jego przetrwania i rozwoju. Nie zapominajmy, że Ziemia istnieje ok. 4,5 mld lat, a życie – jakie znamy – istnieje dopiero 650 mln lat, po Kriogenie i epizodzie Ziemi-śnieżki. Co było przed tym największym znanym zlodowaceniem – tego możemy się tylko domyślać. Mówi się powszechnie o bakteriach i sinicach. Ale czy tylko one? A może istniały jakieś bardziej zaawansowane organizmy, które zginęły pod białym wiekiem lodowcowej trumny? To tylko takie pytania, które narodziły się w kontekście poruszonego tutaj tematu. Wydaje się, że życie w postaci drobnoustrojów mogło powstać gdzieś w Kosmosie, a potem zostało rozwleczone po całym Wszechświecie przez meteory, komety czy ciśnienie światła – to nazywa się panspermią, a twórcą tej hipotezy jest Svante Arrhenius. 

Panspermia kierowana zakłada, że Ziemia została celowo „zakażona” życiem, które rozwinęło się od kilku bakterii, które wpadły do gotowego, czekającego na pierwszy impuls „chemicznego bulionu”. A potem już poszło. Kiedy to się stało? – a wtedy, kiedy powstały pierwsze oceany – czyli jakieś 4,2-3,8 mld lat temu. Jeżeli tak właśnie było, to można by założyć, że przed Kriogenem na Ziemi mogła istnieć nawet cywilizacja istot rozumnych. Wnioski wyciągnij sobie Czytelniku sam.


Komentarze z KKK


Od 30-35 lat jest tego pewien - fajny tekst! (Avicenna)
*
*
Właściwie jestem bankowo przekonany o tym, że życie na Ziemię zostało zawleczone i to nieprzypadkowo! Powiedziałbym wprost, że to była celowa robota Kogoś rozumnego, kto teraz ma nas na muszce i cały czas nas obserwuje. Nie muszę chyba nawet mówić, jak bacznie…? (Daniel Laskowski) 


[1] Dane niekompletne ze względu na chaos panujący w Europie po zakończeniu I Wojny Światowej.

wtorek, 23 czerwca 2015

To straszne słowo EBOLA…

Ofiary Eboli stają się zombies...?


Jelena Gałanowa


Trzeci człowiek, który umarł na gorączkę krwotoczną Ebola, powstał z martwych! Po raz pierwszy w historii wykonano zdjęcie człowieka-zombi! Umarłszy na Ebolę, wskrzesił się w ciągu kilku godzin po tym, jak lekarze stwierdzili jego śmierć! 


Żywi i martwi


Taka informacja obiegła Internet na początku października 2014 roku. Do tekstu załączono zdjęcie czarnoskórego człowieka, którego twarz była pokryta wrzodami, a oczy patrzą na nas niewidzącym wzrokiem. Dalej pisało się o informacjach o pierwszych zmartwychwstałych ofiarach gorączki krwotocznej Ebola, które pojawiły się w liberyjskiej gazecie rządowej. Przedstawiciele WHO potwierdzili tą informację i włączyli do akcji lekarzy i wojsko: dwóch ludzi, którzy powrócili do życia wzięto pod dokładną obserwację.

Szybko się wyjaśniło, że ta informacja jest czystej wody kaczką dziennikarską, ale nie tak całkiem… Fotografia jest fałszywką. Przedstawia ona ucharakteryzowanego na zombie aktora, który grał w filmie grozy „28 Days Later” (2002, reż. Danny Boyle – uwaga tłum.) Jednakże co się tyczy tej dwójki to faktycznie uznano je za zmarłych, a one ożyły: tak czy inaczej nikt nie sprostował informacji z liberyjskiego dziennika. Dwie wiejskie kobiety – Doris Kwon i Ma Kebe – ożyły w tym momencie, kiedy niesiono je już na cmentarz. Wiadomo, że chora Ma Kebe przeleżała w domu przez dwa dni bez wody i pomocy medycznej, zanim stwierdzono jej śmierć. Opowiadano i o umarłym mężczyźnie, który leżał na bezdechu na ulicy, jednakże zaczął on wymachiwać rękami, kiedy przyszli po niego grabarze.

Te zdarzenia są autentyczną prawdą. Ale ci ludzie naprawdę nie umarli, tylko pomyłkowo wzięto ich za umarłych. Bywa i tak. Jednakże niewyjaśnionym pozostaje jeden fakt: świat jest przerażony atakiem śmiercionośnego wirusa, a bezsilny przed możliwą pandemią wymyśla takie niewiarygodne pogłoski!


Dziwi mnie jedno - dlaczego nie pali się zwłok ofiar Eboli?


Intrygi CIA albo…?


Wielu ludzi bulwersuje to, czym jest i skąd się wzięła ta gorączka krwotoczna Ebola. Uważa się, że wirus przeszedł na ludzi od małp – goryli i szympansów. Jednakże istnieje hipoteza, że wirus ten został stworzony sztucznie podobnie jak wirus HIV odpowiedzialny za AIDS. Po co? Jest kilka wariantów odpowiedzi. I wszystkie zgadzają się co do tego, że:
v gorączka krwotoczna Ebola to broń B – biologiczna - stworzona w celu redukcji populacji ludzi na Ziemi, czyli depopulacji. Autorzy tej hipotezy są przekonani, że chodzi przede wszystkim o tzw. kolorowych. Uczeni są przekonani, że stworzono wirusa, który atakuje tylko czarnych, żółtych i „szaroburo-malinowych” – słowem wszystkich, tylko nie białych. Prawda jest taka, że teoria ta została obalona: kilkoro Europejczyków też zachorowało i zmarło.
v Drugi wariant: jest to broń B wymierzona w ludność afrykańską. Wirus Eboli został zsyntetyzowany w laboratoriach CIA i przerzucony na Czarny Kontynent, by stać się środkiem walki z komunizmem i nacjonalizmem w Centralnej Afryce.
v Trzeci wariant: wirus stworzono w interesie kompanii farmaceutycznych. One chcą teraz wypuścić na rynek szczepionkę, którą zrobiono na podstawie dwóch komponentów: wirusa Ebola i wirusa wścieklizny. Początkowo zarażono ludzi, a potem zmusi się ich do zakupów szczepionek i lekarstw, żeby wzbogaciły się farmaceutyczne grube ryby.

Co do wirusa wścieklizny, to tutaj też należy wspomnieć film „28 dni później” – w nim świat też nawiedza pandemia wścieklizny, którą powoduje wirus, który „uciekł” z laboratorium. Na jego podstawie uczeni chcieli sporządzić lekarstwo… Wniosek: nie warto kupować szczepionek, bo ona bardziej zaszkodzi, niż pomoże i należy się leczyć samodzielnie: np. wcierać w skórę miksturę z wapna i soku z cebuli. Liberyjscy ludowi uzdrawiacze twierdzą, że ta mikstura czyni cuda. Zaś w Nigerii krążą słuchy, że dla profilaktyki należy pić ciepłą, osoloną wodę. Im więcej – tym lepiej. Wiadomo, że czworo ludzi zastosowało się do tej rady i zmarli – z powodu zastosowania tej procedury…

Sami Afrykańczycy – z tych, którzy odznaczają się głęboką religijnością – wierzą w to, że wirusa nasłał na nich sam Pan Bóg. To jest kara Boska. Tak właśnie Wszechmogący postanowił ukarać ich za straszne grzechy: korupcję i homoseksualizm.


Tekst i zdjęcia – „Tajny XX wieka” nr 50/2014, s. 3

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

czwartek, 15 stycznia 2015

Ebola: Zemsta znieważonej Przyrody



Borys Szarow


W I Wojnie Światowej w czasie 4 lat zginęło 14.000.000 ludzi, i w tym czasie wkrótce po niej w czasie kilku miesięcy kolejnych 20.000.000 ludzi zmarło w czasie pandemii hiszpańskiej grypy (H1N1 – przyp. tłum.).

Ebola. Ten śmiertelnie niebezpieczny wirus został odkryty 40 lat temu. Wywołuje on gorączkę krwotoczną i jest letalny w 90%. Do dziś dnia nie znaleziono jego naturalnych źródeł, do dziś dnia nie są zrozumiałe mechanizmy jego przenoszenia się i przeznaczenie jego niektórych białek. Amerykańscy wirusolodzy badający wirus Ebola nazywają swych kolegów wyjeżdżających do Afryki do walki z chorobą Ebola Virus Disease - EVD, bezrozumnymi. Między innymi ten wybuch epidemii EVD grozi staniem się najbardziej niszczycielską plagą na Ziemi. Eksperci z WHO twierdzą, że ta gorączka krwotoczna wymyka się już spod jakiejkolwiek kontroli.



Narodził się, by zabijać


Czynnik chorobotwórczy gorączki krwotocznej Ebola należy do rodziny filowirusów, które porażają świnie, naczelne i człowieka. Wywołuje on krwawą biegunkę, która narusza równowagę elektrolitów w organizmie. We krwi pojawiają się zgęstki, które hamują jej obieg. Jest ich coraz więcej i są coraz większe, zatykają kapilary i przerywają dopływ krwi do narządów ciała.

Potem obumierają płaty mózgu i innych narządów a także skóry. Następują wylewy krwi pod skórę, która pokrywa się czerwonymi plamami. Ebola poraża wszystkie organy z wyjątkiem kości i mięśni. Zainfekowany człowiek literalnie rozpada się za życia, wydzielając krew ze wszystkich otworów ciała i w wewnętrznych krwotokach. Poza tym wirus wydziela substancje paraliżującą wytwarzanie przeciwciał. 

Efektywnego leczenia i szczepionki przeciwko EVD jak dotąd nie ma, wprawdzie niektórych pacjentów udało się uratować za pomocą terapii zastępczej, walcząc z odwodnieniem organizmu przy pomocy wewnętrznych iniekcji. Okres inkubacji wynosi od 2 dni do 3 tygodni. Jest oczywistym, że Ebola przechodzi na człowieka od dzikich zwierząt, ale jak – do dziś dnia nie wiadomo.

Istnieje pięć różnych gatunków wirusa Ebola, które nazywają się od miejsca pierwszej odnotowanej epidemii: Ebola-Zair, Ebola z Wybrzeża Kości Słoniowej, Ebola-Sudan, Ebola-Bundiburgio (Uganda) i Ebola-Reston. Ta ostatnia nie jest niebezpieczna dla człowieka tylko dla małp. Krewnymi Eboli są wirusy gorączki krwotocznej Marburg i wirus Lloviu/LLOV. Pierwszy został odkryty w 1967 roku w czasie epidemii gorączki krwotocznej w małpiarni w niemieckim Marburgu, zaś drugi – mało zbadany – jest niebezpieczny dla nietoperzy.

 (LLOV został po raz pierwszy wspomniany w literaturze fachowej dopiero w 2010 roku – uwaga tłum.)

Poza tym niczego o nich nie wiadomo poza tym, że Ebola jest idealną maszyną do zabijania. Wirusowi HIV powodującego AIDS potrzeba 10 lat by rozprawić się ze swą ofiarą i przez cały czas żyje na koszt swego nosiciela. Umiera ofiara – ginie i wirus. Ebola zabija w kilka dni i – w odróżnieniu od innych śmiercionośnych mikroorganizmów – wciąż zachowuje swe właściwości nawet po śmierci swej ofiary. Innymi słowy mówiąc, większość patogenów pasożytuje na swej ofierze, zabijając ją ubocznymi produktami swej życiowej działalności. Natomiast Ebola stara się zabić zainfekowany organizm jak najszybciej i najskuteczniej. 

Uczeni ustalili, że wirus ten ma swe pochodzenie od odry, wścieklizny i im podobnych, ale w procesie ewolucji nabrał on samych niebezpiecznych właściwości.

(Podobnie rzecz się ma z bakterią dżumy – Yersinia pestis, która początkowo była nieszkodliwą dla ludzi, ale jakieś 20.000 lat temu naraz zmutowała i stała się plagą nękającą Ludzkość. Należałoby więc postawić pytanie, czy Ebola nie jest właśnie takim mutantem i czy ta mutacja nie powstała sztucznie, jak się to podejrzewa w przypadku dżumy – uwaga tłum.) 

Zadziwiające jest to, że wirus Ebola w przeciwieństwie do dwóch tu wymienionych chorób, do dziś dnia nie wyruszył na „zdobywanie” świata. Choroba pojawia się dosłownie znikąd, zakaża ludzi na ograniczonym terytorium i bez śladu znika.

[Jak widać, jest to idealna broń B (biologiczna z triady ABC BMR) dywersyjnego zastosowania, idealna do rozsiewania jej w postaci aerozolu z samolotów (sławetne „chemtrails”!!!) czy nawet bezzałogowych dronów… - przyp. tłum.]  


Pierwsze spotkanie


We wrześniu 1976 roku, na północy Zairu wybuchła zagadkowa epidemia. Praktycznie w tym samym czasie w 55 wioskach rozmieszczonych w lasach deszczowych regionu Bumba! Centrum zapowietrzonego rejonu stała się wioska, w którym była jedyna w okręgu misja medyczna. Pierwszego chorego dostarczono z dżungli już w stanie agonalnym. Potem infekcja zaczęła się rozprzestrzeniać po całym regionie, zaś pacjenci i personel medyczny wymarł dosłownie w całości.

Misję obsługiwali belgijscy lekarze i siostry – ludzie doskonale wykwalifikowani. Ale niczego nie mogli zrozumieć z tego, co się działo w tamtym miejscu. Jedną z zarażonych sióstr dostarczono do kliniki w Kinszasie. Tam ona zmarła powodując panikę wśród personelu. Naoczni świadkowie wspominali, że ściany namiotu były zbryzgane jej krwią, a jej ciało zamieniło się w galaretowatą masę. 

Tymczasem z zapowietrzonego regionu Bumba poszły pogłoski o nowej, zagadkowej i strasznej infekcji. Stolicę Zairu ogarnęła panika: nieznana choroba w dwumilionowym megapolis, i w dodatku przy niskim poziomie afrykańskiej medycyny… Prezydent kraju Mobutu Sese Seko polecił wojsku otoczyć szpital w Kinszasie i cały region Bumba. A do każdego, kto chciał nielegalnie opuścić zapowietrzone strefy strzelano bez uprzedzenia i tak, żeby zabić.

Na miejsce tych wydarzeń udała się misja WHO, ale już nie było czego badać. Z regionem Bumba przerwała się nawet łączność radiowa. W niektórych ocalałych wioskach mieszkańcy nie wpuszczali nikogo obcego, a zakażonych ludzi po prostu palili. Kwarantanna dała rezultat: przybyli na miejsce medycy nie znaleźli żadnego chorego. W próbkach pobranych u nielicznych, co to przeżyli udało się wydzielić sprawcę. Wirusa nazwali Ebola – od nazwy rzeki, która przepływała przez region Bumba.

Wtedy też lekarze uznali, że wirus przerzuca się wraz z krwią i innymi płynami ustrojowymi ludzkiego organizmu, zaś epidemię spowodowało masowe użycie wielorazowych igieł bez sterylizacji. Mniej więcej w tym samym czasie podobny wybuch infekcji miał miejsce na terytorium Sudanu. Tam także znienacka epidemia wybuchła na ograniczonym rejonie. I równie nagle choroba znikła. Wprawdzie w Zairze umarło 9 na 10 chorych w rejonie ogarniętym epidemią, to w Sudanie mniej więcej 2/3 zakażonych. Lekarze sądzili, że mają do czynienia z innym patogenem, ale badania dały jednoznaczną odpowiedź: to była Ebola, ale w jakimś innym wariancie. Ale i w tym przypadku sposób emisji zakażeń pozostał zagadką.


Wydarzenia w małpiarni


W USA, nieopodal Waszyngtonu znajduje się miasteczko Reston. Tam znajduje się stacja kwarantanny dla małp, w której trzyma się naczelne przywożone do kraju w celach naukowych.

W 1989 roku dostarczono tam partię koczkodanów zielonych z Filipin, ogółem 100 głów. One powinny przeżyć miesięczną kwarantannę, ale niemal natychmiast zaobserwowano u mnich symptomy zagadkowej choroby. Kiedy zaczęły padać, próbki ich tkanek i krwi dostarczono do ośrodka USAMRIID w Ft. Detrick. Rezultaty badań tych próbek wstrząsnęły Amerykanami – eksperci wyizolowali z nich wirus Eboli. Ale przecież koczkodany były pochodzenia azjatyckiego i w żaden sposób nie mogły się zetknąć ze swymi afrykańskimi krewnymi! 

Po pewnym czasie epidemia zaatakowała także innym mieszkańców małpiarni. To oznaczało, że EVD przenosi się drogą powietrzno-kropelkową. Ten wniosek przewrócił dosłownie wszystko, co medycy wiedzieli na temat Eboli. Okazało się bowiem, że choroba ta jest bardziej zaraźliwa i niebezpieczna, niż wcześniej sądzono. Okazało się przy tym, że żaden człowiek opiekujący się tymi małpami nie zachorował, z czego wyciągnięto ostrożny wniosek, że ten szczep wirusa jest dla człowieka nieszkodliwy.

Małpki zostały uśpione, a małpiarnię poddano dokładnej sterylizacji, zaś w Pentagonie zaczęto myśleć o sporządzeniu szczepionki przeciwko tej strasznej infekcji. Poza tym wojskowi obawiali się, że na bazie tego wirusa ktoś może stworzyć broń biologiczna o niesłychanej mocy.



Świat na progu pandemii?


W czasie ostatnich 20 lat, epidemia gorączki krwotocznej Ebola wybuchały w różnych kątach Afryki i to nie raz, w: Zairze, Sierra Leone, Ugandzie, Sudanie. Za każdym razem udawało się je wygasić za pomocą kwarantanny, a wirusy naraz pozostawiały porażone epidemią rejony, jakby wracały z powrotem do dżungli. Ale medycy ani na krok nie przybliżyli się do rozwiązania zagadki Eboli. A w 2012 roku, amerykańscy wojskowi zaprzestali prac nad szczepionką. Według oficjalnej wersji – z powodu braku funduszy na ten cel.

Wiosną tego roku (2014) w Afryce wybuchła kolejna epidemia EVD. Zaczęła się ona w Gwinei, ale szybko przedostała się na terytoria Liberii, Sierra Leone i Wybrzeża Kości Słoniowej. Sytuację utrudnia to, że są to najbiedniejsze kraje kontynentu z przerażająco niskim poziomem medycyny. Granice pomiędzy tymi krajami też są umowne, a upilnować je w dżungli – niepodobna!

Natomiast mieszkańcy z zapowietrzonych regionów w ogromnej liczbie przemieszczają się po kraju. Kto jest zarażony, a kto nie – nie wiadomo do czasu przejścia choroby w fazę terminalną. Ale wtedy już jest na wszystko za późno: pozostaje jedynie przyłączenie do strefy kwarantanny nowy rejon.

W wielu wsiach i nawet niedużych miastach, krewni zmarłych na EVD ukrywają takie fakty i w tajemnicy chowają swych zmarłych. A to z kolei doprowadza do jeszcze większego rozprzestrzeniania się epidemii, bowiem wirus wcale nie ginie ze swa ofiarą, ale staje się bardziej agresywny.

[Dlatego właśnie najbardziej sensownym byłoby palenie ciał ofiar EVD. Nawiasem mówiąc krajowcy boją się leczenia szpitalnego, bowiem krążą wśród nich pogłoski o tym, że to biali sprowadzili na nich epidemię Eboli i że choroba ta jest wymierzona właśnie w nich… – uwaga tłum.]

Także i tym razem Ebola ponownie jest nieprzewidywalna. Jednakże póki nie ma jakiejkolwiek wiarygodnej informacji, terytorium z milionowym zasiedleniem jest ogarnięte paniką. Liczba umarłych i zainfekowanych w każdym razie już przekroczyła poprzednie epidemie. Także i areał rozprzestrzenienia się EVD tym razem jest nadzwyczaj bardzo duży.

Póki w afrykańskiej dżungli garstka entuzjastów próbuje powstrzymać rozprzestrzenianie się EVD, wielu specjalistów sprzecza się co do tego, czy światu zagraża globalna pandemia? Jedni twierdzą, że prędzej czy później wirus wyrwie się z Czarnego Kontynentu i przetrzebi ludzka populację bardziej, niż bakteria dżumy dymieniczej w Średniowieczu. Inni powołują się na wysoką śmiertelność i nader szybki przebieg choroby. Wszystko to – jak twierdzą „optymiści” – będzie miało wpływ na wygaśnięcie epidemii i zmieni jej globalny charakter.

A jak na razie, to pozostaje nam tylko pogadać sobie o stosunku człowieka do śmiercionośnego wirusa. Ciekawa jest teoria amerykańskiego wirusologa dr Richarda Prestona, który sądzi, że powstanie i rozprzestrzenianie się takich wirusów jak HIV/AIDS czy Ebola powstało wskutek rozchwiania równowagi ekosystemu lasów deszczowych. Jest całkowicie możliwe, że to jest właśnie tak jak twierdzi dr Preston, wszak Przyroda ma masę sposobów na przywracanie naruszonej równowagi.

A zatem Ebola i EVD przez nią spowodowana, to jest jakaś obronna reakcja Natury? A to oznacza, że wcześniej czy później patogen wyrwie się z afrykańskich dżungli i z sześciu miliardów ludzi na Ziemi (czy aż 7,2 mld – przyp. tłum.) pozostanie tylko 6.000.000…  



Moje 3 grosze


W grudniu 2014 roku w jordanowskim Miejskim Ośrodku Kultury przeprowadziłem prelekcję na temat „Ebola: Czerwony Mór XXI wieku” – przez analogię do opowiadania Edgara Allana Poë pt. „Maska Szkarłatnej Śmierci” a traktującej o epidemii Czerwonego Moru i ludzkich zachowań w atmosferze biologicznego horroru, w czasie której szczególną uwagę zwróciłem na szalenie realne niebezpieczeństwo przedostania się wirusa Ebola do Europy i swobodne jego rozprzestrzenianie się dzięki Efektowi Globalnego Ocieplenia.

Na domiar złego dzięki „reformom” rządów po 1989 roku, ze szkół średnich znikło Przysposobienie Obronne, które uczyło młodzież podstawowych zasad ochrony i obrony przed wszystkimi BMR z triady A, B i C. Nie trzeba dużej wyobraźni, by uzmysłowić sobie, do czego brak tej wiedzy może doprowadzić w przypadku inwazji EVD na nasz kontynent i w nasz kraj…  

Jak dotąd ustalono, że Ebola rozprzestrzenia się roznoszona przez małpy i nietoperze – co ciekawe – owocożerne, a nie drapieżne, zaś głównym źródłem zakażeń jest ich mięso spożywane przez tamecznych mieszkańców. Jednym ze sposobów unikania zakażenia jest wegetarianizm.

A oto kilka faktów, które uzupełniają artykuł Borysa Szarowa: 
           

Organizacje państwowe w Stanach Zjednoczonych zajmujące się badaniami i zwalczaniem  EVD

USAMRIID – United States Army Medical Research Institute of the Infection Diseases – Instytut Badań Medycznych Chorób Zakaźnych Armii Stanów Zjednoczonych w Ft. Detrick, MD.
CDC – Centers for Disease Control & Prevention  - Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom w Atlancie, GA.
FDA – Food and Drug Administration – Agencja Żywności i Leków w Silver Spring, MD.

EVD – pojawy i epidemie (wg. CDC i WHO)

- podano tutaj kolejno: rok, kraj, szczep wirusa, ilość zakażeń/ilość zgonów, letalność wirusa w procentach i uwagi:

·        1967 – RFN, SFRJ – Ebola Marburg – 25/7 (17,5%) – zakażenie odzwierzęce od małp z Ugandy
·        1976 – Zair (DRC) – szczep Ebola Zair – 318/280 (88%)
·        1976 – Pd. Sudan – Ebola Sudan – 284/151 (53%)
·        1976 – Anglia – Ebola Sudan – 1/0 (0%) – przypadek laboratoryjny
·        1977 – Zair – Ebola Zair – 1/1(100%)
·        1979 – Pd. Sudan – Ebola Sudan – 34/22 (65%)
·        1989 – USA – Ebola Reston – 0/0 (0%) – zachorowały małpy przywiezione z Filipin
·        1990 – USA – Ebola Reston – 4 asymptomatyczne/0 (0%) – przypadek jw.
·        1989-1990 – Filipiny – Ebola Reston – 3 asymptomatyczne/0 (0%) – przypadek jw.
·        1992 – Włochy – Ebola Reston – 0/0 (0%) – przypadek jw.
·        1994 – Gabon – Ebola Zair – 52/31 (60%) – początkowo sądzono, że jest to Yellow Fever
·        1994 – Wybrzeże Kości Słoniowej – Ebola Taï Forest – 1/0 (0%)
·        1995 – Zair – Ebola Zair – 315/250 (81%)
·        1996.I-IV. – Gabon – Ebola Zair – 37/21 (57%) – znaleziono także martwe szympansy
·        1996 – RPA – Ebola Zair – 2/1 (50%) – zawleczona z Gabonu
·        1996 – USA – Ebola Reston – 0/0 (0%) – zachorowały małpy z Filipin
·        1996 – Filipiny – Ebola Reston – 0/0 (0%) – epizootia wśród małp
·        1996 – Rosja – Ebola Zair – 1/1 (100%) – przypadek laboratoryjny
·        2000-2001 – Uganda – Ebola Sudan – 425/224 (53%)
·        X.2000-III.2001 – Gabon – Ebola Zair – 65/53 (82%)
·        III.2001-2002 – Kongo – Ebola Zair – 57/43 (75%)
·        IV.2002-2003 – Kongo – Ebola Zair – 143/128 (89%)
·        XI-XII.2003 – Kongo – Ebola Zair – 35/29 (83%)
·        2004 – Pd. Sudan – Ebola Sudan – 17/7 (41%)
·        2004 – Rosja – Ebola Zair – 1/1 (100%) – zakażenie laboratoryjne
·        IV.2005 – Angola – Ebola Marburg – 244+ – nieznany szczep wirusa o wysokiej letalności
·        2007 – Zair – Ebola Zair – 264/187 (71%)
·        XII.2007-I.2008 – Uganda – Ebola Bundibugyo – 149/37 (25%)
·        XI.2008 – Filipiny – Ebola Reston – 6 asymptomatyczne/0 (0%)
·        XII.2008-II.2009 – Zair – Ebola Zair – 32/15 (47%)
·        V.2011 – Uganda – Ebola Sudan – 1/1 (100%)
·        VI-X.2012 – Uganda – Ebola Sudan – 11/4 (36,4%)
·        VI-XI.2012 – Zair – Ebola Bundibugyo – 36/13 (36,1%)
·        XI.2012-I.2013 – Uganda – Ebola Sudan – 6/3 (50%)[1]
·        III.2014  - ??? – kraje w Afryce, Europie i Ameryce – Ebola Zair – 5481/2946 (54%)[2]

EVD - przeciwdziałanie

Standardowe leczenie polega na łagodzeniu objawów Eboli, podczas gdy organizm walczy z infekcją. Ten rodzaj leczenia znany jest pod nazwą leczenia podtrzymującego. Obecna epidemia spowodowała więcej zgonów, niż inne do tej pory rejestrowane, powiedział przedstawiciel organizacji „Lekarze bez granic”, przy umieralności w granicach 60-90% można by myśleć, że medyczny establishment otworzy się na rozwiązania, które mają naukowe uzasadnienie.
Wirusolodzy tak bardzo ugrzęźli w błędnym paradygmacie szczepień, że zawęzili sobie pole widzenia i nie dostrzegają, co może zadziałać. W przypadku Eboli nie ma szczepionki i nie będzie przez następne kilka lat.
Pacjenci szukający pomocy w ośrodkach leczenia nie dostają leków, są tylko nawadniani kroplówkami. Uważa się, że epidemia szalejąca w Afryce Zachodniej jest całkowicie poza kontrolą, zaś lekarze niezmordowanie próbują walczyć z chorobą zgodnie z aktualnie obowiązującym podejściem, które w większości przypadków nie ratuje pacjentów od śmierci.
Obecnie w leczeniu Eboli wykorzystuje się zazwyczaj dożylne podawanie płynów, a dodatkowo podaje się antybiotyki i tlen. Leczenie może również obejmować stosowanie środków przeciwgorączkowych, zwiększających krzepliwość krwi i utrzymujących ciśnienie krwi. Nawet przy takim leczeniu podtrzymującym zgon następuje u 50 - 90% ludzi chorych na Ebolę.
Dożylne płyny do utrzymywania odpowiedniego poziomu nawodnienia i elektrolity (sód, potas i chlorki).  Tlen i sprzęt wspomagający oddychanie.
Leki utrzymujące pod kontrolą gorączkę, wspomagające krzepliwość krwi i podtrzymujące ciśnienie krwi
Antybiotyki przeciwdziałające wtórnym zakażeniom bakteryjnym
Najlepszą metodą walki z EVD jest utrzymanie organizmu chorego w dobrej kondycji jego funkcji obronnych. Podawanie mikroelementów w rodzaju selenu (Se), Magnezu (Mg) oraz witamin A, C, D i E. Wszystkie te środki wzmacniają zdolności komórek pacjenta do walki z atakującymi je wirusami, a co za tym idzie – wzmacniają ogólną odporność.[3]

Ebola - teorie spiskowe

·        Ebola jest bronią biologiczną USA, Wk. Brytanii, Francji, Chin lub RPA zastosowana celowo przeciwko Afrykańczykom;
·        Ebola jest narzędziem depopulacji zastosowaną przez wyznawców NWO;
·        Ebola jest to broń biologiczna Muammara Kadafiego wymierzona w Afrykańczyków w celu ich całkowitej eksterminacji;
·        Bill Gates, CDC i koncerny farmaceutyczne mają szczepionkę na Ebolę, ale jej nie udostępniają, bo chcą wywindować jej cenę i uzyskać jak największe zyski;
·        Ebola spadła z Kosmosu wraz z meteorytami;
·        Ebola (i inne letalne infekcje) została rozsiana przez Kosmitów chcących eksterminować ludzi i zagarnąć Ziemię dla siebie.

Zalecana lektura dla polskiego Czytelnika:

·        R. Preston – „Strefa skażenia”, Warszawa 1996
·        M. B. A. Oldstone – „Wirusy, plagi i dzieje ludzkości”, Warszawa 2002
·        Ch. Wills – „Żółta febra, czarna bogini”, Poznań 2001
·        P. Radetsky – „Niewidzialni najeźdźcy”, Warszawa 1998

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 34/2014, ss. 20-21
Przełożył z j. rosyjskiego i opracował – Robert K. Leśniakiewicz ©


[1] Dane potwierdzone laboratoryjnie.
[2] Dane z dnia 22.X.2014 roku.
[3] Źródło - Wikipedia.