Powered By Blogger

czwartek, 20 kwietnia 2023

UFO i modelka

 


Paweł Wawrzyniak

 

Badaczom UFO przydarzyła się na dniach taka gratka:

https://www.facebook.com/watch/?v=6069575356454464

 

I tutaj:

https://www.facebook.com/watch/?v=891442985276507

 

Cytaty:

Modelka Valentina Rueda opublikowała na swoim Instagramie filmik z prywatnej awionetki, który ukazuje niezwykłe zjawisko. Lecąc na wysokości 6 km z pilotem, zauważyła dziwny obiekt, co skłoniło ich do wykonania manewru i nagrania obiektu. Obserwacja miała miejsce w dniu 4 kwietnia 2023 roku. Na nagraniu widać obiekt o dziwnym kształcie mijający się z samolotem. Obecnie trwają analizy filmu przez ekspertów, aby zweryfikować to zjawisko.

Świat UFOlogów pozostaje w szoku po udostępnieniu przez Valentine Ruedę nagrania z prywatnej awionetki. Obserwacja dziwnego obiektu na wysokości 6 km wciąż budzi więcej pytań niż odpowiedzi. Nawiązano kontakt z Valentiną i ma udostępnić oryginalny materiał co jeszcze bardziej rozgrzało atmosferę. Najważniejsze, że sprawa jest w toku a autorka twierdzi, że nagranie nie zostało sfabrykowane. Będziemy informować na bieżąco o dalszych postępach w tej historii.

Całości dopełnia profil modelki - moim zdaniem sprawę warto rozpatrywać także w kontekście popularności:

https://www.instagram.com/valentinarueda.v/

 

Nagranie wygląda dobrze - na pierwszy rzut oka nie widać śladów montażu. Niemniej jestem sceptyczny i mam nadzieję, że uda nam się dowiedzieć czegoś więcej. Myślę, że profil modelki rejestruje obecnie rekordowe liczby odwiedzin i na tym spotkaniu z UFO może Ona już tylko zyskać. Większa popularność to w tej branży większe pieniądze…

 

Moje 3 grosze

 

Faktycznie, ten UAO robi wrażenie! Wygląda to na autentyk, ale dokładne przebadanie materiału zdjęciowego jest w stanie określić jego autentyczność.

Inna rzecz to ostatnie stwierdzenie w materiale Autora – niestety takie coś przelicza się na popularność, a ta na pieniądze. A gdzie są pieniądze możliwe jest w zasadzie wszystko. Nawet UAO lecące w kierunku awionetki…  

wtorek, 18 kwietnia 2023

Mały atom - wielki problem w Polsce

 


Ktoś w PiS wpadł na genialny pomysł, otóż żeby zapewnić Polakom dostawy taniej i czystej energii elektrycznej postanowiono na terytorium naszego kraju posadowić 7 małych elektrowni jądrowych, które by stanowiły uzupełnienie dla dwóch dużych posadowionych w Turowie i Kopańcu.

Pomysł niby przedni. Duża elektrownia jądrowa kosztuje jakieś 100 mld PLN i pochłania duże ilości wody do chłodzenia reaktorów oraz paliwo nuklearne (uran lub pluton), które jest kosztowne, a które jest produkowane poza granicami kraju.

Pamiętam, jak władze – jeszcze wtedy Czechosłowacji – zapewniały mieszkańców, że po uruchomieniu dwóch elektrowni nuklearnych będą mieli prądu po dziurki w nosie za ułamek halerza za megawat. Niestety, do tego nie doszło… - m.in. ze względu na koszty budowy i eksploatacji. Podobnie będzie w przypadku Polski.

Pomijając już inne kwestie, prawdziwym problemem będzie zabezpieczenie antyterrorystyczne - AT tych obiektów. Nie byłoby to problemem w normalnym, jednorodnym społeczeństwie, ale w takim wielonarodowym i wielorasowym tyglu, którym się powoli stajemy, zawsze znajdą się świry, które będą chciały wykorzystać elektrownie jako tzw. „brudne bomby atomowe” przeciwko innym ludziom. Przykład wojny na Ukrainie pokazuje, jak naprawdę niebezpieczną są działania wojsk rosyjskich, które w każdej chwili mogą przerobić 6 reaktorów Zaporoskiej EJ w sześć „brudnych” bomb A à la Czarnobyl czy Daiichi-Fukushima. Efekty tego byłyby wprost niewyobrażalne – cała północna hemisfera Ziemi zostałaby skażona przez „gorący” fall-out z radioaktywnych obłoków. A zatem te wszystkie obiekty nuklearne bez względu na wielkość MUSZĄ być zabezpieczone przed terrorystami i grupami dywersyjnymi wrogich wojsk. To byłaby robota dla terytorialsów z WOT, ale jednocześnie musieliby oni współpracować – i to ściśle z jednostkami SG, Policji, służbami wywiadu i kontrwywiadu wojskowego oraz prowadzić pracę operacyjną na zabezpieczanych obiektach i w ich sąsiedztwie. A taki proces trwa latami. Zasieki, zabezpieczenia elektroniczne, psy wartownicze, agentura terenowa, itd. – to wszystko kosztuje sumy i to niebagatelne. Trudno będzie sobie z tym poradzić szczególnie, że trzeba zaczynać od zera…

Kolejny problem – lokalizacja tych elektrowni. Każda z nich będzie zbudowana w okolicach dużych miast. W przypadku awarii będzie zagrożona ich populacja – nawet setki tysięcy ludzi. Mam nadzieję, że będą je wykonywały zagraniczne firmy – na krajowe nie liczę. Polska bylejakość i nasermateryzm wykonania nie nadaje się do budowy urządzeń wymagających dokładności do szóstego - siódmego miejsca po przecinku. W takim przypadku będziemy mieli mały atom i wielki problem.

Nie jestem wrogiem energii jądrowej, sam wielokrotnie powtarzałem i powtarzam – pozwolę postawić ją koło mojej zagrody, aliści pod tym warunkiem, że jej konstruktorzy i budowniczowie zapewnią mi 100% bezpieczeństwa. A tego nie ma.

Jednym słowem – pomysł jest dobry – bo potrzeba nam energii czystej i taniej – ale uważam, że należy całą rzecz jeszcze raz przemyśleć i skorygować. Polska ma realne szanse stać się energetyczną bonanzą – zwłaszcza po decyzjach Niemców i Szwedów, którzy rezygnują z atomu na rzecz odnawialnych źródeł energii – nawet dla Europy. Ale niesie to ze sobą zagrożenia, o których pisałem powyżej. Poza tym obawiam się tego, że te wszystkie plany są niczym innym, jak „atomową kiełbasą wyborczą” PiS i czeka je los Izery czy CPK… Nie bez kozery bowiem, podano je do wiadomości publicznej akurat teraz – w okresie przedwyborczym. A nuż naród głupi to kupi i przełoży się to na głosy na partię rządzącą?   

poniedziałek, 17 kwietnia 2023

Rękopis Voynicha: nowe hipotezy, stary problem?

 


Monika Kuncova

 

Tajemniczy rękopis opiera się nawet sztucznej inteligencji

 

Kryptografowie z NSA, programiści, językoznawcy, amatorscy badacze… Ci wszyscy połamali zęby na tajemniczym średniowiecznym rękopisie, który być może pochodzi z Czech.

A chodzi o tajemniczy Rękopis Voynicha napisany nieznanym pismem i w nieznanym języku. A co dopiero ilustracje! Z poniekąd naiwnych obrazków wychodzi coś, czego nie rozumiemy: przedziwnie wyglądające rośliny, z których większość nie istnieje. Nagie kobiety w basenach kąpielowych przypominających ludzkie organy. Znaki Zodiaku. Złożone diagramy astrologiczne…

Tajemniczy rękopis zainspirował Dana Browna do napisania bestselleru „Zaginiony symbol” (2009). To właśnie wokół niego toczy się trzyodcinkowy serial TV pt. „Zagubiona brama” Arnošta Vašíčka. Czy chodzi w nim o mapę pokazującą drogę do świata alternatywnego, ukrytą w sercu Pragi? Czy jest to herbarz zakazanych roślin? A może podręcznik średniowiecznych procedur balneologicznych? Jak dotąd próby zdeszyfrowania tego liczącego sobie 600 lat rękopisu spełzły na niczym. Nie poradziła sobie z nim nawet współczesna technika obliczeniowa.

 

Mapa do alternatywnego wszechświata? Herbarz zakazanych roślin? A może instrukcja procedur balneologicznych?

 

Tom o rozmiarach 23,5 x 16,2 cm jest napisany na pergaminie gęsim piórem i pięciobarwnymi atramentami. Ma on 240 stron, ale wedle paginacji było ich początkowo 272. Zachowana część jest w doskonałym stanie, nie ma żadnych śladów uszkodzeń ogniem, wodą czy starością. Czy to oznacza, że brakujące strony ktoś celowo wyrwał? Jeśli tak, to dlaczego? – pyta badacz Arnošt Vašíček w książce pt. „Niezłamany szyfr”.

Zanim wstąpimy do wiru teorii i hipotez, podejdźmy do rękopisy jak małe dzieci – bez znajomości słów. Co mamy na obrazkach? Manuskrypt złożony jest z kilku działów: botaniczny, astrologiczny, balneologiczny, kosmologiczny i farmaceutyczny.

Część wstępna na pierwszy rzut oka przypomina herbarz czyli zielnik. Zawiera ona 131 całostronicowych rysunków roślin, które jakby były z innego wszechświata – są one bardziej alegoryczne niż botaniczne. Ówczesne herbarze mają dokładniejsze ilustracje i mają o wiele większy zakres. A zatem jest to wybór? Ale jaki?

Redaktor naczelny strony internetowej Botany.czLadislav Hoskovec domniemywa, że jest to tajny spis zakazanych roślin. W średniowiecznych kodeksach znajdowały się opisy roślin bajkowych, nierealnych, całkowicie zmyślonych. A o leczniczych i lekarskich wiedziano doskonale i o ich właściwościach leczniczych. Te rośliny (z Rękopisu) nie mogły się nigdzie oficjalnie pojawić, a ich nazw nie mogło się nigdzie wysłowić – argumentuje on. Jest zatem możliwe, że autor tekstu nigdy tych roślin nie widział na własne oczy. Albo umyślnie zdeformował ich kształt znanych roślin, by utrudnić ich identyfikację.

 

Sztuczne baseny wodne o dziwnych kształtach, połączone złożonym systemem rur przypominające organy ciała człowieka

 

Po roślinach następuje sekcja astrologiczna , co nie jest wcale takie dziwne: średniowieczna medycyna przy leczeniu często korzystała z horoskopów. Bardziej zagadkową jest kolejna część Rękopisu, która przypomina balneologiczny prospekt. Zawiera ona sztuczne zbiorniki wodne o dziwnych kształtach, połączonych złożonym systemem rur i uzupełniony o dziwnego kształtu urządzenia techniczne. Baseny przypominają trochę organy naszego ciała i uzupełnione są one tętnicami i żyłami. Nie jest to jednak przypadkowe, że w łaźni nie znajdziecie obrazka ani jednego mężczyzny.  Są tam tylko nagie kobiety, często w ciąży. Odpoczywają w wodzie, stoją pod rurami z cieknącą wodą, wkładają ręce do otworów w rurach, z których tryska woda albo para. Czy może jest to jakiś rodzaj promieniowania? Czy chodzi o fontanny młodości, które zapewniają urodę, zdrowie, długowieczność czy nawet nieśmiertelność? spekuluje Arnošt Vašiček.

Wyjaśnienie może być daleko prostsze: zioła, astrologia, ciąże, baseny, recepty… W czasach, kiedy medycyna postępowała na granicy legalności i „czarodziejstwa”, to właśnie na tej gorącej granicy były procedury kąpieli dla kobiet, szczególnie w okresie ciąży: właśnie wedle Kościoła to wszystko spoczywało w rękach bożych! I to właśnie dlatego, z obawy przed Świętą Inkwizycją Rękopis ten jest napisany tajnym językiem.

Po części „kąpielowej” następuje krótka część kosmologiczna z opracowanymi rysunkami. Pomiędzy dziwnymi strukturami można znaleźć nieprzypadkowe miniatury budowli: minarety z kopułami czy średniowieczne miasto otoczone murami, zdobne typowo dla Renesansu. Ale co oznaczają same te rysunki? Czy są to obrazki z mikroświata? Kosmiczne galaktyki? Mapy pozaziemskie? W tym przypadku mamy więcej hipotez niż samych rysunków.

Rękopis zawiera dział farmaceutyczny: 237 mniejszych ilustracji ukazuje części roślin – korzenie, liście, kwiaty i w każdym razie utworzone dawki, które się zachowały. Na to wskazuje formatowanie tekstu podobne do recepty – krótkie odsyłacze okraszone kwiatami czy gwiazdami.









Język aniołów diabelskie pismo?

 

Odkrywca Rękopisu, amerykański antykwariusz Wilfrid Michael Voynich wierzył w to, że jest on dziełem średniowiecznego filozofa Rogera Bacona, który eksperymentował ze zjawiskami optycznymi. Wszak kilka ilustracji ukazuje widok uzyskany przez mikroskop. Czy inspirował je mikroświat widziany przez połączone ze sobą szkła powiększające?

Dalszym kandydatem na autora Rękopisu jest rudolfiński alchemik Edward Kelley. Ten charyzmatyczny szarlatan i oszust rozmawiał ponoć z aniołami w ich własnym języku – enocheńskim, który jako medium przekładał swemu koledze dr. Johnowi Dee. Współpraca ta się skończyła, kiedy anielskie głosy zanikły, kiedy magowie wymienili się małżonkami… (???) Czy jest więc Rękopis oczywistą fałszywką bez realnej zawartości, który wykonał oszust i hochsztapler Kelley?

I jeszcze à propos trzeciego przypuszczenia: obrazki są nieco naiwne, jakby rysowało je utalentowane dziecko. Trzeba by na to… Leonarda da Vinci, kiedy był jeszcze małym chłopcem. Na końcu Rękopisu zaszyfrował datę swego narodzenia: w horoskopie Barana a w nim znajduje się piętnaście kobiet trzymających gwiazdy – symbol narodzin. A Leonardo urodził się 15 kwietnia 1452 roku.

 

Nie znajdziecie obrazka mężczyzny. Tylko nagie kobiety, często w ciąży…

 

Wszystkie tu wymienione teorie zburzyła metoda datowania radionuklidem węgla 14C. Ta w roku 2009 ustanowiła z prawdopodobieństwem 95%, że Rękopis powstał pomiędzy rokiem 1404 a 1438. Wtedy Bacon nie żył już od co najmniej stu lat, a dwaj pozostali się jeszcze nie narodzili. Oszust Kelley też ma alibi. Jednakże… metoda radiowęglowa daje także szersze ramy czasowe – od XIII do aż XVI wieku i to z prawdopodobieństwem 85%.

Nie powiedziała nam za dużo analiza spektograficzna: owszem, potwierdziła, że Rękopis został napisany dębowym atramentem. Barwy otrzymano dzięki pigmentom takim jak: azuryt - Cu3(CO3)2(OH)2 (niebieska), żelazo – Fe (czerwona i brązowa) i hematyt - Fe2O3, α-Fe2O3 (ochra), a zatem materiały odpowiadające XV i XVI stuleciu. Nie powie niczego i ten fakt, kto był właścicielem Rękopisu? Pod światłem UV na pierwszej stronie został znaleziony podpis Jacobj à Tepence wskazującego na Jacoba Horčické’ego z Tepence – osobistego lekarza cesarza Rudolfa II i opiekuna jego ogrodu botanicznego. Ten jednak żył na przełomie XVI i XVII wieku, tak więc szło o wpis właściciela książki, a nie o autora.

 

Najprawdopodobniej to nie jest szyfr

 

Pierwszym udokumentowanym właścicielem Rękopisu był Jiři Bareš alias Georgius Barschius, kolega Horčické’ego z Klementina. Nie przydał mu się do niczego, a tylko bezużytecznie zabierał mu miejsce w bibliotece. Nie emocjonował się nim ani niemiecki uczony o. Athanasius Kircher SJ, za którego pośrednictwem Rękopis znalazł się w Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. Tam leżał w zapomnieniu aż do 1912 roku, kiedy nabył go już tu wymieniony Wilfrid Voynich. Po jego śmierci Rękopis przejęła jego małżonka, aż po dwukrotnej zmianie właścicieli – osób prywatnych – trafił on wreszcie do skarbca Uniwersytetu Yale.

Główny problem polega na tym, że Rękopis jest napisany nie tyle w nieznanym języku, ale nieznanym pismem. Wiemy tylko, że ma on 35.000 słów, czyta się od lewej do prawej (jak u nas), a pismo jest utworzone z 20-30 znaków. Szyfr to czy nieznany język?

Większość badaczy skłania się do tego drugiego. Wzorce słów odpowiadają językom. Dzielenie słów jest podobne do łaciny czy angielszczyzną, ale ich struktura jest podobna do języków semickich. Zastosowane tam dyftongi (podwójne zgłoski) mogłyby być typowe dla języka staroczeskiego, co wyłącza wielką ilość krótkich słów. 

Przeciwko teoriom o szyfrach mówi i fakt, że Rękopis trzyma się Prawa Zipfa: Pierwotnie prawo to zostało sformułowane dla języków naturalnych, w których zaobserwowano, że gdy na podstawie ich korpusów językowych ustali się wykaz wyrazów ułożonych w malejącym porządku częstotliwości ich występowania, to ranga (numer porządkowy) wyrazu jest odwrotnie proporcjonalna do częstotliwości, zatem iloczyn częstotliwości i rangi powinien być wielkością stałą. Przykładowo: w korpusie Browna dla języka angielskiego w wersji amerykańskiej, najczęściej występujące słowo „the” stanowi aż 7% wszystkich słów, drugie w kolejności „of” stanowi 3,5%, trzecie „a” 1,75%, zaś pierwsze 135 słów składa się na 50% objętości całego korpusu.

Matematycznie można to wyrazić w formie równania:

 

r x f = const.

 

- gdzie r jest to ranga wyrazu w tekście lub grupie tekstów, a f częstotliwość jego występowania.

W odpowiednio obszernych korpusach językowych wartość stałej jest charakterystyczna dla danego języka, a prawo jest spełnione niemal doskonale dla pierwszych, najczęściej występujących 200-300 słów. W poszczególnych tekstach zależy ona natomiast od stylu i tematyki. Porównanie rozkładu Zipfa obliczonego dla korpusu języka z rozkładem dla danego tekstu pozwala na ocenę stylu autora i jego zrozumiałość przez przeciętnego czytelnika. Im bardziej rozkład dla analizowanego tekstu jest zgodny z rozkładem ogólnym dla języka, w którym go napisano, tym jest on bardziej zrozumiały dla większości osób posługujących się na co dzień tym językiem. (Wikipedia)

A zatem częstotliwość pojawiania się jednakowych słów tworzy krzywą opadającą, co jest typowe dla języków naturalnych a niemożliwe u większości szyfrów. Wszakże na tym Rękopisie połamał sobie zęby sławny matematyk i kryptograf Alan Turing, który złamał nazistowski kod Enigmy. (Po raz pierwszy szyfrogramy zakodowane przy pomocy Enigmy udało się rozszyfrować polskim kryptologom w grudniu 1932 [lub styczniu 1933] w Pałacu Saskim w Warszawie, mieszczącym siedzibę Biura Szyfrów Oddziału II Sztabu Głównego Wojska Polskiego. Praca Polaków: mjr Franciszka Pokornego, kpt. Maksymiliana Ciężkiego, inż. Antoniego Pallutha oraz uzdolnionych młodych matematyków: Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego pozwoliły na dalsze wysiłki nad dekodowaniem szyfrów stale unowocześnianych maszyn Enigma najpierw w Polsce, a po wybuchu II wojny światowej we Francji i Wielkiej Brytanii. Do wybuchu wojny pracę kryptologów wydatnie wspierali inżynierowie z Wytwórni Radiotechnicznej „AVA” którzy konstruowali sobowtóry „Enigmy” oraz urządzenia i narzędzia pomocnicze do dekryptażu. Turing jedynie zastosował do łamania szyfrów maszynę cyfrową czyli pierwotny komputer - Wikipedia)

Nie dali sobie rady ani specjaliści z National Security Agency, którzy Rękopis w latach 60. XX wieku przepisali do postaci kodu komputerowego i próbowali złamać przy pomocy oprogramowania Kerberos.

 

Intermezzo z Nowego Świata

 

W amerykańskim specjalistycznym czasopiśmie „Herbal-Gram” wyszedł w roku 2014 artykuł botanika Arthura Tuckera i informatyka Rexforda Talberta. Są oni przeświadczeni, że w Rękopisie zidentyfikowali 51 południowoamerykańskich roślin m.in. polne bratki (Viola arvensis), opuncje (Opuntia) czy męczennice (Passiflora), zauważyli także iż w składzie chemicznym atramentu znajdował się chilijski minerał atakamit - Cu2Cl(OH)3.

Natomiast na jednym z rysunków znaleźli niebieski kryształ boelitu (odmiana azurytu) występujący w Meksyku. Wychodzi więc na to, że Rękopis został napisany z Mezoameryki i napisał go około roku 1565 syn azteckiego szlachcica wykształconego przez franciszkanów i to w dialekcie języka nahuatl. Tą ciekawą hipotezę będzie bardzo trudno zweryfikować, bowiem chodzi o język martwy.

Dalszą teorię opublikował dwa lata temu lingwista Gerard Cheschire w specjalistycznym czasopiśmie „Romance Studies”. Według niej, chodzi o zbiór rad udzielonych królowej Marii Kastylijskiej. Powstał on na wysepce koło Ischii i napisały go siostry dominikanki zapomnianą już protoromańszczyzną, która była hipotetycznym językiem będącym podstawą dla wszystkich dzisiejszych języków romańskich.

 

Język protoromański nie istnieje…

 

Społeczność akademicka odniosła się do tego niezbyt poważnie. - Przepraszam ludzie, ale język protoromański nie istnieje. Jest to tylko aspirujący, samosię nakręcający wymysł, który wciąż powraca – tweetowała amerykańska historyczka Lisa Fagin-Davis.

Za najbardziej prawdopodobną aktualnie uchodzi teoria, że Rękopis był napisany w jakimś naturalnym języku, ale sztucznym, fonetycznym pismem. Temu odpowiada i najnowsze odkrycie dokonane przez Laboratorium Sztucznej Inteligencji w Albercie. Za pomocą algorytmicznego deszyfrowania komputerowi lingwiści porównali 400 języków i doszli do wniosku, że może chodzić o wizualnie zakodowany język hebrajski. Spróbowali zatem załadować część do translatora Google i ku ich wielkiemu zdumieniu otrzymali wynik, który wyrażał sens: Dała zalecenia księciu, panu domu, mnie i ludowi. Na przykładzie tego doświadczenia można zacząć współpracę ze specjalistami od języka starohebrajskiego.

 

Roger Bacon

Edward Kelley

Karel Dudek


Ślady prowadzą do Czech?

 

A może wszystko jest inaczej?  Jestem przeświadczona o tym, że jeżeli ktoś kiedyś odczyta ten Rękopis Voynicha, to będzie Czech. Nie tylko dlatego, że być może to Czech ów Rękopis napisał, ale także i z tego powodu, że międzynarodowa organizacja loteryjna testuje swe nowe typy gier właśnie u nas. A zatem jak Czesi nie wynajdą sposobu na rozkodowanie tego Rękopisu, to już nikt – napisała Jitka Lenkova w studium do czeskiego wydania faksimile Rękopisu w 2012 roku.

Według zagadkologa Arnošta Vašíčka autorem Rękopisu jest Angelo z Florencji, nadworny lekarz cesarza Karola IV i jego syna Wacława IV. A może także członek tajnego mistycznego bractwa Sad Bai, którego członkowie przybyli z Indii do Czech, gdzie na granicy dwóch światów założyli miasto Praga. Bramą wejściową do świata alternatywnego ma być rotunda św. Krzyża. Kto widział w TV trylogię „Zagubiona brama”, ten wie… (NB, rotunda ta przypomina mi konstrukcje wzniesione przez nazistów we Wrocławiu, których przeznaczenie jest niejasne. Jedni twierdzą, że były to reaktory jądrowe inni, że były to cyklotrony, jeszcze inni, że były to bramy do innego czasu czy innego świata. Faktem jest, że naziści szukali dróg wiodących do królestwa Ariów i mitycznej Szamballi-Agharty… Dróg tych nie znaleźli, ale energię atomową – tak. I nawet ją zastosowali – o czym pisałem już w tym blogu.)

Zainteresowanie publiczności wzbudziła także amatorska hazardzistka Irena Hanzíková. Według niej, Rękopis jest prywatnym dziennikiem trydenckiego biskupa Jerzego III z Lichtensteinu, a chodzi tutaj o „Księgę życia”, w której opisuje on pojednanie z Bogiem. Tekst był napisany w języku staroczeskim i zakodowany w sposób ciągły nie zmieniającym się szyfrem. Nigdy jednak nie pokusiła się o próbę jego zdeszyfrowania.

Wielokrotnie pojawiają się pytania, jeżeli to, co deszyfrowała jest trasnskrypcją albo transliteracją? Czy to zapis ówczesnego języka? Przekład do współczesnego czeskiego? Wydaje się, że Irena Hanzíková tych pojęć po prostu nie rozróżnia – skonstatowała uniwersytecka znawczyni języka staroczeskiego prof. Hana Borovská w wywiadzie dla Goscha TV.

Nie zmienia to w niczym faktu, że pani Hanzíková zebrała od drobnych darczyńców ponad ¾ mln koron. Jednakże w lutym tego roku graczka zwróciła wszystkie pieniądze darczyńcom. Nieważna jest wielkość darów, ale powstałe zainteresowanie tematem – powiedział reżyser Igor Chaun, założyciel Goscha TV.

Także badacz Karel Dudek wierzy w to, że chodzi o zaszyfrowany język staroczeski. W książce „Ślad wiedzie do Czech” prezentuje pomysł, że Rękopis jest dziełem Jiří’ego Hanče z Limuz (Georg Handsh von Limuz), osobistego lekarza arcyksięcia Ferdynanda II Tyrolskiego. Dysponuję rękopisem Hančego z Biblioteki Narodowej w Wiedniu: pociągnięcia, pochylenie pisma, a i także niektóre znaki dokładnie odpowiadają tym z Rękopisu. Myślę, że chodzi o lekarską i alchemiczną księgę połączoną z dziennikiem – powiedział on dla „Magazynu”.

Według niej w Rękopisie pokazany jest tytoń, który został zawieziony na nasz kontynent dopiero po odkryciu Ameryki w 1492 roku, czy kielisznik wydmowy (Calystegia soldanella), która działa jako roślina lecznicza – diuretyk. Analiza zielonych pigmentów znalazła na kilku stronach atakamit, a ten – owszem – mógł się znaleźć w Europie dopiero po zdobyciu Chile przez Hiszpanów. Domniemywam przeto, że pergaminy pochodzące z XV wieku, leżały przez dziesiątki lat w jakimś lamusie. Zapisane zostały one w latach 1550 – 1570 – twierdzi badacz.

A więc znów jesteśmy na początku… Skoro pergaminy powstały wcześniej niż zapisy na nich, to wróci do gry nie tylko Jakub Horčicky, ale także Bacon, da Vinci, Kelly… I tak Rękopis, który wywołał takie poruszenie po 600 latach zachowuje nadal swe tajemnice.

 

Moje 3 grosze

 

Sprawa zagadkowego Rękopisu Voynicha zaprząta wielu ludzi, którzy widzą w nim już to genialne oszustwo już to czyjś niesamowity żart albo posłanie od Kosmitów. Osobiście widzę w tym posłanie od mieszkańców legendarnej Atlantydy. Będzie ono trudne (ale nie niemożliwe) do odczytania, ale można by pójść tym tropem analizując wszystkie antyczne języki z obu stron Atlantyku.

Podobnie rzecz się ma z analizą porównawczą rysunków. Należy szukać podobieństwa do istniejących roślin i innych istot. Tak już nawiasem, to do grona badaczy Rękopisu na pewno należał także dr John Dee zwany Deviusem, który był jedną z najciekawszych postaci Średniowiecza i to on, a nie Kelley zasługuje na miano uczonego i badacza. 

Zastanawiam się, czy Rękopis nie wpadł w pole widzenia nazistowskich fanatyków z organizacji Thule i/czy Ahnenerbe – wszak stanowiłby on coś, co oni kochali – tajemniczy rękopis, który zostałby okrzyknięty jako dzieło Ariów, no i wskazałby Himmlerowi drogę do Agharty…

Pozostała jeszcze zagadka wyrwanych stronic – ciekaw jestem, co tam musiało się znajdować! Musiało to być coś, co stanowiło wstrząs dla któregoś z posiadaczy czy badaczy Rękopisu. Może było tam coś kojarzonego z „siłami nieczystymi” i dlatego zostało usunięte z i tak już podpadającego Rękopisu… Być może jeszcze są w jakiejś bibliotece i pokrywają się kurzem na półkach czy w pancernych safesach służb, a zatem szukać trzeba – może na nich znajduje się klucz szyfru – kto wie?

 

Opinia specjalisty

 

Mam jeszcze jedno przypomnienie wieku pisma. Rękopis jest prosto z drukarki. Nie jest odcięty, tylko przepisany. To czysta karta. Jest napisane atramentem kwietniowym. Ma to tę wadę, że czcionka nie podnosi się zaraz po napisaniu, a dopiero w kilka sekund. Sól żelaza musi utlenić się w powietrzu, aby czcionka zrobiła się brązowa. Myślę, że nie da się napisać czystej kartki, jeśli od razu nie widzę czcionki. Jest jednak rozwiązanie. Substancja chemiczna z drzewa kamforowego. Nazwa pochodzi od meksykańskiego stanu Campeche, gdzie rośnie. Czeski Common Kreven es. Po dodaniu czcionka natychmiast powstanie. Ale jest tu problem, jak z atakamitem. Meksyk został podbity przez Corteza dopiero w XVI wieku. Dopiero wtedy ta substancja dotarła do Europy i została użyta. (Karel Dudek)


Źródło: „Pravo”, kwiecień 2023 r, ss. 29-33

Zdjęcia:

·        Yale University

·        Milan Mileček – „Pravo”

Przekład z czeskiego: ©R.K.F. Sas – Leśniakiewicz         

niedziela, 16 kwietnia 2023

Jeszcze o „Titanicu”


 

Stanisław Bednarz

 

A tej nocy niebo było tak wygwieżdżone. Wczesną nocą 15 kwietnia 1912 roku, podczas  dziewiczego rejsu na trasie Southampton - Nowy Jork, RMS Titanic – brytyjski transatlantyk  otarł się o górę lodową i zatonął. W  chwili wodowania  był   drugim po  bliźniaczym Olympicu największym parowym statkiem pasażerskim na świecie. Cały kadłub został podzielony na 16 oddzielnych pomieszczeń z systemem zamykania grodzi wodoszczelnych. Opinia publiczna uważała statek za niezatapialny. Opinię tę rozpowszechniało przedsiębiorstwo, które wyprodukowało grodzie wodoszczelne. Problemem były szalupy. Ostatecznie pojawiło się tylko 20 szalup mogących pomieścić jedynie 1100 osób, czyli połowę osób.

Statek  przewyższał  wystrojem i luksusem każdą inną jednostkę. Punktualnie w południe 10 kwietnia 1912  statek wypłynął. Wieczorem 14 kwietnia 1912 temperatura morza była bliska 0 stopni, a Księżyc był  w nowiu.

Ostrzeżenia o górach lodowych były odbierane przez kilka ostatnich dni.  O godzinie 23:40  marynarze z bocianiego gniazda,  zauważyli na wprost statku odcinający się na rozgwieżdżonym niebie czarny zarys – górę lodową. Od zauważenia góry lodowej do momentu kolizji minęło około 37 sekund.

Od samego początku mechanizm powstania uszkodzeń kadłuba wzbudzał kontrowersje. Początkowo powszechnie przyjmowano teorię „rozdarcia”, która stwierdzała, że ostre krawędzie lodu rozdarły poszycie statku.

Obecnie obowiązuje teoria „wadliwych nitów”. Podczas zderzenia z górą lodową arkusze blachy poszycia wytrzymały ale równocześnie nity je łączące uległy zniszczeniu. W rezultacie pomiędzy arkuszami blachy powstały szczeliny, przez które woda dostała się do kadłuba. Początkowo nikt nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. Na oględziny statku niezwłocznie wybrał się kapitan Edward Smith wraz z konstruktorem statku. Kiedy wrócili na pokład, stwierdzono, że statek zatonie w ciągu około półtorej godziny. Dopiero czterdzieści pięć minut od zderzenia rozkazano przygotować szalupy i umieszczać w nich kobiety i dzieci…

Na rozkaz kapitana orkiestra zaczęła grać – miało to zapobiec panice. O fakcie, że dla połowy ludzi brak miejsca w szalupach, wiedziało jedynie kilku  osób. Objawy paniki można było zauważyć dopiero między godziną pierwszą a drugą w nocy. Wtedy już gołym okiem było widać nienaturalne pochylenie statku. Statkiem, który był najbliżej i odpowiedział na wezwanie, była Carpathia, która do Titanica miała 58 mil morskich (około 4 godzin). Ostatnie dwie  szalupy zostały zwodowane  o 02:10.

 Statek ciągle nabierał wody, osiągając przegłębienie  przekraczające 30 stopni. Wszystkie  elementy górnego pokładu zaczęły się zsuwać, powodowało to, że ludzie  ześlizgiwali po deskach  do oceanu. O godzinie drugiej w nocy, przestał pracować generator prądu - statek spowiły ciemności. O  02:17 rufa odłamała się od przedniej części przed trzecim kominem. Dziobowa część statku, która nabrała wody, natychmiast poszła na dno.  Rufa unosiła się na wodzie jeszcze przez kilka chwil. Zniknęła pod wodą o godzinie 02:20 w dn. 15 kwietnia 1912.

Wrak statku osiadł na dnie Atlantyku, na głębokości ok. 4000 m.

Rozbitków, którzy uratowali się w szalupach, wzięła na pokład Carpathia,  o godzinie 04:00 nad ranem. Spośród 2228 pasażerów i załogi zginęło ponad 1500  osób. Przeżyło katastrofę tylko około 730. W łodziach Titanica było miejsce dla ponad 1100 osób, ale wiele z nich było częściowo pustych… Dopiero w dalszej fazie wypadku łodzie odpływały pełne…

Do strat w ludziach należy również zaliczyć ofiary paniki w trakcie ucieczki. Niektórzy mężczyźni usiłowali przedrzeć się do szalup przed kobietami m.in. dyrektor linii Bruce Ismay zakradł się potajemnie. Oficerowie zastrzelili 13 takich  mężczyzn.

Wrak Titanica odnaleziono 1 września 1985 na głębokości 3802 m. W latach 1987-2004 wydobyto z wraku ponad 5500 przedmiotów. Ostatnią osobą pamiętającą katastrofę  była Lillian Asplund – Amerykanka, która w chwili tragedii miała 5 lat, zmarła 6 maja 2006 roku. 

Są alternatywne teorie. Jedna z nich  opowiada o tym, że zatonięcie było starannie przygotowane i zaplanowane w celu wyłudzenia gigantycznego odszkodowania. Oprócz tego istnieje szereg teorii upatrujących przyczyn zatonięcia statku w klątwie przewożonej mumii, mistyfikacjach, malwersacjach i niepopartych faktami powiązaniach numerów i zdarzeń. Każda katastrofa jak wiemy  obrasta irracjonalnymi legendami. Zawsze  w połowie  kwietnia koło Nowej Funlandii odbywają się pochody gór lodowych, tak było i w 1912 i w 2017 o czym donosiła prasa przed kilkoma dniami.

sobota, 15 kwietnia 2023

Wulkany przemówią…

 


Aleksandra Orłowa

 

… i umrze wszystko, co żyje… Rozpalone do czerwoności kamienie z ogromną prędkością wylatują w powietrze, padają na ziemię, stając się przyczyną śmierci wielu ofiar. Popiół osadza się jak śnieg i jeżeli jego warstwa jest wystarczająco gruba, to wszystko co żyje: ludzie, zwierzęta i rośliny zginą z niedostatku tlenu. Po stokach, podobnie jak śnieżne lawiny, z prędkością huraganu lecą potoki roztopionej, pełnej toksycznych gazów lawy… tak wybucha wulkan – piękne, ale nadzwyczaj niebezpieczne zjawisko Przyrody, niosące ze sobą zniszczenia i śmierć. A oto najniebezpieczniejsze z nich:

 


Wezuwiusz

 

Jest to najbardziej znany wulkan na Ziemi – bez wątpienia Wezuwiusz. Przez cały czas jego istnienia miało miejsce ponad 80 jego erupcji, zaś najsilniejsze w 79 roku starło z powierzchni Ziemi Pompeje i kilka innych miejscowości. Potężny wyrzut popiołów na wysokość 20 km i rozpalona lawa nie dały nikomu szans. (Tak naprawdę, to najbardziej szkodliwym i śmiercionośnym był spływ piroklastyczny.) W 1631 roku Wezuwiusz zabił 4000 ludzi, a w 1805 – 26.000 Neapolitańczyków. Od ponad pół wieku (od 1944 roku) wulkan-zabójca śpi, ale uczeni uważają, że jego następna erupcja będzie po prostu katastroficzna.

Moc eksplozji 6-7 VEI.

 


Etna

 

Istniejący wulkan Etna na Sycylii wybuchał co najmniej 200 razy. W 1169 roku wskutek erupcji zginęło 15.000 ludzi, a w 1669 erupcja trwająca pół roku starło z powierzchni ziemi kilkanaście miast i wsi oraz pozbawiło życia 100.000 ludzi. Raz na 100 – 200 lat ona niszczy jedno osiedle ludzkie, ale ludzie wciąż odbudowują swe miasta. Ich upór związany jest z tym, że stoki Etny są bardzo żyzne. Moc erupcji 6 VEI.

 



Krakatau/Anak Krakatau

 

Wiosną 1883 roku zaczął się budzić wulkan Krakatau na niewielkiej wyspie Indonezji. A pod koniec lata, na wyspie zabrzmiały 4 eksplozje o mocy 200.000 razy większej niż w Hiroszimie – czyli ok. 200 Mt w równoważniku trotylowym. Obłok popiołu wzbił się na wysokość 80 km, a ogniste chmury z ogromną prędkością runęły w ocean. Trzęsienia ziemi wywołały tsunami. Ilość ofiar szacuje się na 40.000 ludzi. Pyły i gazy wywołały powstanie anomalii klimatycznej. Moc eksplozji 5-6 VEI.

W latach 20. XX wieku na jego miejscu powstał nowy wulkan, który nazwano Anak Krakatau (Syn Krakatau), i który kiedyś eksploduje tak jak jego ojciec w 1883 roku.

 



Tambora

 

W 1815 roku zaczęła się erupcja wulkanu Tambora na indonezyjskiej wyspie Sumbawa. Lawa, rozpalone gazy i kamienie poleciały ku morzu zmiatając wszystko co stało im na drodze. W promieniu 100 km powierzchnia ziemi była pokryta wulkanicznym pyłem, który spadł nawet na Borneo, znajdującej się w odległości 750 km od wulkanu. Wybuch spowodował powstanie tsunami. W rezultacie zginęło 90.000 osób, wszystkie zwierzęta i wegetacja roślinna. A siarkowe gazy (SO2 i SO3) wystrzelone do atmosfery wywołały anomalię klimatyczną. Skala eksplozji 7 VEI.

Skutki wybuchu:

·        setki tysięcy ofiar śmiertelnych, w tym ok. 11 700 bezpośrednio wskutek wybuchu, reszta na skutek głodu i chorób spowodowanego zniszczeniem zbiorów i pól, zatruciem zbiorników wodnych, powietrza itp.

·        całkowita zagłada ludu Tambora

·        fala tsunami o wysokości 10 m

·        trzęsienia ziemi odczuwane m.in. w odległym o ok. 500 km mieście Surabaja;

·        brak lata w 1816 r. w wielu miejscach na półkuli północnej, głównie w Europie i Ameryce Pn. i związana z tym klęska nieurodzaju i głodu

·        obniżenie średnich temperatur globalnych o 0,3-0,4 C.

 



Mt. Pelée

 

W 1902 roku erupcja wulkanu Mt. Pelée na francuskiej wyspie Martynika pozbawiło życia 30.000 ludzi. Mieszkańcy portowego miasta St. Pierre położonego 8 km od wulkanu nie byli w stanie się uratować nawet ci, którzy zdołali ukryć się na statkach w porcie. Przeżyły tylko dwie (w rzeczywistości trzy) osoby: więzień w podziemnej celi i mieszkaniec peryferii miasta (oraz dziewczyna, która uciekła do morskiej groty). Moc erupcji tylko 4 VEI.  

 


Nevado del Ruiz

 

W 1985 roku andyjski wulkan Nevado del Ruiz milczący od 150 lat, wyrzucił z krateru słup popiołu na wysokość 30 km. Pod wpływem rozpalonej lawy, bomb wulkanicznych i gazów zaczęły topnieć lodowce. Potężne potoki wody zmyły literalnie dwa miasta: Armero i Chinchina. W rezultacie zginęło 22.000 ludzi, ci co przeżyli zostali ciężko poszkodowani. Poza tym zostały zniszczone wszystkie plantacje, co przyniosło ogromny uszczerebek kolumbijskiej gospodarki.   Siła erupcji tylko 3 VEI.

 





Superzagłada

 

Tyle autorka.

Od siebie dodam tylko tyle, że poza wymienionymi tu wulkanami na Ziemi istnieją jeszcze Superwulkany – o sile erupcji równe 8 VEI. Są to:

1.      Toba w Indonezji,

2.     Aira,

3.      Aso i

4.     Kikai w Japonii,

5.      Long Valley,

6.     Bruneau-Jarbridge,

7.      Valle Grande,

8.     La Gritta,

9.     Snake River i

10. Yellowstone w USA,

11.   Pola Flegrejskie i

12.  Laacher See w Europie oraz

13.  Taupo na Nowej Zelandii.

Ostatnio doszły nam dwa nowe superwulkany w Rosji:

14. Karymszyn na Kamczatce i…

15.   …superwulkan na Putorańskim Plateau niedaleko od Norylska.

Wybuch któregokolwiek z nich może cofnąć naszą cywilizację do tzw. „wieków ciemnych” i spowodować straszliwe straty w ludziach i innych istotach żywych.  

 



Źródło: 

1. „Siekriety i archiwy” nr 3/2017, s. 2

2. Wikipedia

3. WEP

Przekład z rosyjskiego i uzupełnienia - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz