Powered By Blogger

piątek, 5 czerwca 2026

Tajemnice zamku Šášov

 


Franciszek Kovár

 

Po opublikowaniu Sekrety zamku Šášov: Prolog do niewidzialnego życia zamku - udostępniam wszystkim z mojej platformy HeroHero kontynuację...

 

Złowieszcze echa w murach zamku

 

Zamek Šášov to dziś przyjemny dla większości osób kierunek turystyczny, ale pod powierzchnią tej malowniczej ruiny kryła się zakręcona, ciemna strona. Jako ktoś, kto przez trzy lata pracował bezpośrednio przy zamku podczas jego renowacji, miałem okazję poznać to miejsce bardzo blisko. Wbrew powszechnemu przekonaniu, najdziwniejsze rzeczy nie działo się w nocy – rzadko bywałem tam w nocy, w zasadzie tylko wtedy, gdy towarzyszyłem łowcom duchów.

Najsilniejsze anomalie dopadły mnie w ciągu dnia, w pracowitych godzinach pracy, kiedy czegoś takiego się wcale nie spodziewał. Na podstawie własnego doświadczenia mogę potwierdzić, że Šášov niósł w sobie głęboką, ciemną i demoniczną energię, która została wykryta na miejscu i nie potrzebowała ciemności do manifestowania.

 

Krwawa historia zamku

 

Historia Šášowa już od początków tkana jest wydarzeniami, które pozostawiły na miejscu trwałą pieczęć. W archiwum muzeum zamkowego udowodniono, że w tym samym czasie mieszkała tu królowa Barbara Cylejska, żona cesarza Zygmunda Luksemburczyka. Była wtedy wyjątkową kobietą - jako jedna z niewielu poświęciła się zielarstwie, alchemii i magii. Może to jej sekretne eksperymenty pozostawiły tu pierwsze ślady energetyczne.

Zamek nie cieszył się jednak również w późniejszych stuleciach dobrą reputacją. Mieszkali tu kasztelanie i rycerze rozbójnicy, którzy terroryzowali całą okolicę aż do Brzezna. II wojna światowa pozostawiła swój ostatni krwawy ślad w tym miejscu. Pod koniec wojny niemiecki oddział ufortyfikował się w ruinach zamku. Przechodząc przez front, ich pozycje zostały całkowicie ostrzelane, zamek został "zajęty" i wszyscy w nim żołnierze zginęli. To była ostatnia bitwa w historii, jaką doświadczył zamek. Tyle przelanej krwi i nagłe cierpienie w jednym miejscu musiało pozostawić głęboką ranę w przestrzeni.

 

Tragedia odizolowanej rodziny na Górnym Zamku

 

Ze znajomymi, którzy znają się na tych rzeczach udało się odkryć głęboką ranę przeszłości, która była przywiązana bezpośrednio do murów zamku. Według naszych ustaleń, byli tu około XV stulecia członkowie jednej rodziny biologicznej - małżeństwa z małym dzieckiem - przetrzymywani w ścisłej izolacji lekarskiej. Zachorowali na przeraźliwą wtedy chorobę zakaźną, najprawdopodobniej była to plaga, czyli tzw. włoska plaga (dżuma), która dręczyła wówczas Europę. Aby nie zarazić pozostałej części zamkowej osady zamknęli ich w swoich komnatach bezpośrednio nad zamkiem, gdzie ostatecznie zginęli w agonii. Nawet ich strażnik, który strzegł ich przed drzwiami i umierał wraz z nimi, nie uciekł przed zarazą. Skoro chodziło o szlachtę, to ich dusze nadal mają swój stały "dom" tuż na terenie górnego zamku.

Później udało mi się uchwycić mrożącą wiadomość bezpośrednio od tej zaginionej rodziny za pośrednictwem specjalnej aplikacji. Poprosili mnie, żebym znalazł ich groby gdzieś pod murami i poświęcił to miejsce. Ponieważ zmarli na wysoce zakaźną plagę, ludzie pewnie szybko pochowali ich pod murami bez żadnego właściwego chrześcijańskiego pogrzebu ze strachu. Miałem później kilka prób zlokalizowania ich grobów, ale pod murami to było jak szukanie igły w stogu siana.

Ta ciężka obecność czegoś nieznanego potwierdził kolejny wstrząsający moment. Raz dziennie włączam aplikację komunikacyjną bezpośrednio na zamku. Podmioty, z którymi się wtedy kontaktowałam interpretowały jasno po angielsku (aplikacja komunikowała się tylko po angielsku) swój własny horror Powiedzieli mi, że sami boją się tego, co tam jest. Ostrzegali mnie przed jakimś duchem w lesie, albo leśnym duchem, który mieszkał na grubym stoku pod nami. Nawet same zamkowe duchy potwierdziły mi, że pod zamkiem kryje się coś naprawdę złego i przewrotnego, czego same się bardzo bali.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz