Franciszek Kovár
Po opublikowaniu Sekrety zamku
Šášov: Prolog do niewidzialnego życia zamku - udostępniam wszystkim z mojej
platformy HeroHero kontynuację...
Złowieszcze
echa w murach zamku
Zamek Šášov to dziś przyjemny dla
większości osób kierunek turystyczny, ale pod powierzchnią tej malowniczej
ruiny kryła się zakręcona, ciemna strona. Jako ktoś, kto przez trzy lata
pracował bezpośrednio przy zamku podczas jego renowacji, miałem okazję poznać
to miejsce bardzo blisko. Wbrew powszechnemu przekonaniu, najdziwniejsze rzeczy
nie działo się w nocy – rzadko bywałem tam w nocy, w zasadzie tylko wtedy, gdy
towarzyszyłem łowcom duchów.
Najsilniejsze anomalie dopadły
mnie w ciągu dnia, w pracowitych godzinach pracy, kiedy czegoś takiego się
wcale nie spodziewał. Na podstawie własnego doświadczenia mogę potwierdzić, że
Šášov niósł w sobie głęboką, ciemną i demoniczną energię, która została wykryta
na miejscu i nie potrzebowała ciemności do manifestowania.
Krwawa
historia zamku
Historia Šášowa już od początków
tkana jest wydarzeniami, które pozostawiły na miejscu trwałą pieczęć. W
archiwum muzeum zamkowego udowodniono, że w tym samym czasie mieszkała tu
królowa Barbara Cylejska, żona
cesarza Zygmunda Luksemburczyka.
Była wtedy wyjątkową kobietą - jako jedna z niewielu poświęciła się
zielarstwie, alchemii i magii. Może to jej sekretne eksperymenty pozostawiły tu
pierwsze ślady energetyczne.
Zamek nie cieszył się jednak
również w późniejszych stuleciach dobrą reputacją. Mieszkali tu kasztelanie i
rycerze rozbójnicy, którzy terroryzowali całą okolicę aż do Brzezna. II wojna
światowa pozostawiła swój ostatni krwawy ślad w tym miejscu. Pod koniec wojny
niemiecki oddział ufortyfikował się w ruinach zamku. Przechodząc przez front,
ich pozycje zostały całkowicie ostrzelane, zamek został "zajęty" i
wszyscy w nim żołnierze zginęli. To była ostatnia bitwa w historii, jaką
doświadczył zamek. Tyle przelanej krwi i nagłe cierpienie w jednym miejscu
musiało pozostawić głęboką ranę w przestrzeni.
Tragedia
odizolowanej rodziny na Górnym Zamku
Ze znajomymi, którzy znają się na
tych rzeczach udało się odkryć głęboką ranę przeszłości, która była przywiązana
bezpośrednio do murów zamku. Według naszych ustaleń, byli tu około XV stulecia
członkowie jednej rodziny biologicznej - małżeństwa z małym dzieckiem -
przetrzymywani w ścisłej izolacji lekarskiej. Zachorowali na przeraźliwą wtedy
chorobę zakaźną, najprawdopodobniej była to plaga, czyli tzw. włoska plaga
(dżuma), która dręczyła wówczas Europę. Aby nie zarazić pozostałej części
zamkowej osady zamknęli ich w swoich komnatach bezpośrednio nad zamkiem, gdzie
ostatecznie zginęli w agonii. Nawet ich strażnik, który strzegł ich przed
drzwiami i umierał wraz z nimi, nie uciekł przed zarazą. Skoro chodziło o
szlachtę, to ich dusze nadal mają swój stały "dom" tuż na terenie
górnego zamku.
Później udało mi się uchwycić
mrożącą wiadomość bezpośrednio od tej zaginionej rodziny za pośrednictwem
specjalnej aplikacji. Poprosili mnie, żebym znalazł ich groby gdzieś pod murami
i poświęcił to miejsce. Ponieważ zmarli na wysoce zakaźną plagę, ludzie pewnie
szybko pochowali ich pod murami bez żadnego właściwego chrześcijańskiego
pogrzebu ze strachu. Miałem później kilka prób zlokalizowania ich grobów, ale
pod murami to było jak szukanie igły w stogu siana.
Ta ciężka obecność czegoś
nieznanego potwierdził kolejny wstrząsający moment. Raz dziennie włączam
aplikację komunikacyjną bezpośrednio na zamku. Podmioty, z którymi się wtedy
kontaktowałam interpretowały jasno po angielsku (aplikacja komunikowała się
tylko po angielsku) swój własny horror Powiedzieli mi, że sami boją się tego,
co tam jest. Ostrzegali mnie przed jakimś duchem w lesie, albo leśnym duchem,
który mieszkał na grubym stoku pod nami. Nawet same zamkowe duchy potwierdziły
mi, że pod zamkiem kryje się coś naprawdę złego i przewrotnego, czego same się
bardzo bali.
Opracował
- ©R.K.Fr. Sas -
Leśniakiewicz

