Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CE6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CE6. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 czerwca 2025

CE6 i uzdrowienie w Czechach

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Na Tokani, region Děčín, Czechy

Data: 1975

Godzina: popołudnie

Opis incydentu:

Grupa uczniów szkoły średniej, w tym jeden chłopiec, który był niewidomy na jedno oko od dzieciństwa, szła doliną w pobliżu skalnych występów, gdy nagle zobaczyli świetlistą kulę o średnicy ponad 2 metrów, która nagle spłynęła ze skał. Zaskoczona grupa zatrzymała się z przerażeniem. Nagle w środku dziwnej kuli zmaterializowała się świecąca biała postać kobieca, która wyszła i podeszła do grupy. Tajemnicza kobieta gestem nakazała półślepemu chłopcu, aby wystąpił naprzód i umył oczy w pobliskim strumieniu. Następnie zniknęła bez śladu. Chłopiec posłuchał jej polecenia i zrobił to, co mu kazała. Ku jego wielkiemu zdziwieniu, następnego ranka stwierdził, że widzi doskonale na oba oczy. Z obawy przed ośmieszeniem grupa postanowiła nie mówić o tym niesamowitym doświadczeniu.

Dodatek HC

Źródło: Vladimir Šiška, Project Zaře, cytując „Magazine 2000”

Typ: B?

Komentarze:

Albert Rosales: Twierdzenie o wyleczeniu. Można to również interpretować jako swego rodzaju objawienie maryjne.

Mike Burkhalte: Jest to zgodne z pewnymi wydarzeniami duchowymi, w których miało miejsce uzdrowienie. Byłoby interesujące dowiedzieć się więcej o religijnym pochodzeniu świadków.

Robert Leśniakiewicz: Być może było to objawienie maryjne, ale bardziej możliwe jest zwyczajne CE. Czy istnieją jakieś dokumenty – np. świadectwa lekarskie na temat tego wydarzenia? Poza tym, czy ta kobieta była ubrana czy nie?

Opracował: ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

sobota, 10 maja 2025

NL/CE0+4+6 z koszmarem w lesie

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Black River, Michigan

Data: 28.VII.1992

Czas: noc

Wczesnym rankiem 28 lipca Joe Gauthier obudził się nagle w swoim domu, gdy jasne światła wypełniły jego dom. Oślepiające białe światło wpadało przez okna jego domu i pomyślał, że coś na zewnątrz się pali. Wyskoczył z łóżka i zbiegł na dół i na zewnątrz. Kiedy wyszedł z domu, światło zniknęło, ale zauważył lśniący, srebrzysty obiekt tuż nad linią drzew za swoim domem.

Obserwował obiekt, aż zniknął na niebie, co zajęło mniej niż 10 sekund. Joe nagle poczuł mdłości i ogarnął go zapach „palonej gumy”. Wtedy zauważył, że jedno z drzew na jego posesji trzęsło się gwałtownie w przód i w tył. Najpierw zauważył kołysanie się na szczycie drzewa, ale gdy spojrzał w stronę podstawy, zobaczył duże, ciemne stworzenie trzymające się pnia i kołyszące całym drzewem w przód i w tył. Jego pierwszą myślą było, że widzi „wściekłego niedźwiedzia”, ale po kilku sekundach wiedział, że widzi coś, co „nie mogło istnieć”. Stworzenie miało siedem do ośmiu stóp wzrostu i było pokryte czymś, co wyglądało jak „powiewające futro”. Stworzenie nie miało również nóg i wydawało się „unosić” stopę lub więcej nad ziemią. Joe krzyknął na stworzenie i po zrobieniu tego „natychmiast pożałował krzyku”. Stworzenie przestało „przytulać” drzewo i zwróciło wzrok na Joego. Jego „jasne, świecące oczy” wywołały „totalny terror” w umyśle Joego.

Według Joego stworzenie odwróciło się w jego stronę i zaczęło się szybko poruszać, „unosząc się” w jego kierunku. Krzyknął na widok zbliżającego się stworzenia, a następnie obudził się w swoim łóżku. Bose stopy Joego były pokryte brudem i błotem, a po obejrzeniu domu odkrył, że drzwi wejściowe są otwarte. Stworzenie zniknęło, a drzewo na jego posesji wydawało się nienaruszone. Przez następne „pięć lub sześć dni” Joe miał sny, które nieustannie go przerażały i wybudzały. Nie mógł sobie przypomnieć, jakie były wydarzenia w snach.

Dodatek HC

Źródło: Y. Hampton, „Nightmare Forests: The Michigan Monster Attacks” 1992-1993 s. 9-10.

Typ: E

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

sobota, 7 grudnia 2024

CE6/CE-III-H/ψ z "robotami" w Kolcowie, Rosja



Albert Rosales

 

Lokalizacja: Kolcowo, Nowosybirsk, Rosja

Data: 13.VI.1991

Godzina: popołudnie

Opis incydentu:

Świadek jechał autobusem wahadłowym na lotnisko, gdy nagle za oknem promu pojawił się ogromny UFO. Statek był srebrzystym dyskiem o średnicy około 600-700 metrów. Poruszał się wzdłuż autobusu migając w promieniach słońca. Niedowierzający świadek krzyknął do pozostałych pasażerów autobusu: „Hej, spójrzcie, ogromne UFO nad nami!”. Dziwne, że nie było żadnej reakcji, ponieważ reszta pasażerów wydawała się być w jakimś stanie katatonicznym, zupełnie nieświadoma tego, co się wokół nich dzieje. Oszołomiony świadek nagle poczuł jakiś rodzaj wibracji i poczuł, jak jego „ciało” unosi się z miejsca, zaczyna unosić się w kierunku cienkiej chmury, jednak gdy spojrzał w dół, nadal mógł zobaczyć swoje „ziemskie” ciało nadal siedzące przy oknie i wpatrzone w UFO. Nadal czuł połączenie ze swoim ciałem fizycznym, gdy unosił się wyżej, pozornie otoczony pewnego rodzaju chmurą, która umożliwiała mu przenikanie przez obiekty stałe. Poczuł się przyciągany w stronę dna unoszącego się srebrzystego obiektu. Czuł się całkowicie bezradny, gdy podróżował przez otwór przypominający lejek, najwyraźniej w kierunku unoszącego się UFO. Wkrótce znalazł się przy drzwiach unoszącego się szarego metalicznego obiektu. Obok niego stały dwa ponad 2-metrowe byty, podobne wyglądem do ludzi. Nosili obcisłe srebrzyste kombinezony, które zakrywały ich stopy i dłonie. Obaj nosili ciemne daszki. Bez ostrzeżenia został złapany przez stworzenia i zaniesiony głębiej do wnętrza obiektu. Nagle znalazł się otoczony ciemnością i nie pamięta, co wydarzyło się później. Wkrótce „obudził się” w autobusie, niejasno pamiętając, że został przeniesiony z powrotem na miejsce, delikatnie przenikając przez solidne ściany autobusu, a następnie umieszczony w swoim „fizycznym ciele”. A potem natychmiast zasnął, zapominając o UFO. Obudził się tuż przed przybyciem na lotnisko, gdzie pracował jako artysta, a po pracy wrócił do domu.

W domu czuł się bardzo słaby i miał okropny ból głowy. Później, z pomocą ufologa i przyjaciela Siergieja Jury, zaczął odzyskiwać część brakujących wspomnień. Pamiętał, jak wszedł do obiektu, a za nim dwa wysokie, srebrzyste, ubrane „roboty”. W tym momencie Siergiej, w stanie medytacyjnym, nagle był w stanie dołączyć do świadka, będąc również poza swoim ciałem i w jakiś sposób „uczestniczyć” w poprzednim doświadczeniu. Znikąd Siergiej pojawił się obok świadka, co zaniepokoiło dwie istoty przypominające roboty. Podnieśli się i podnieśli ramiona, a nagle przed Siergiejem pojawiła się niewidzialna bariera, której nie mógł przebić, potężna siła rzuciła nim do góry nogami i bezradnie zawisł w powietrzu. Następnie został wrzucony do pokoju, który był pokryty licznymi aparatami przypominającymi macki, które natychmiast połączyły się z kilkoma częściami ciała Siergieja, najwyraźniej wykonując badania medyczne i odczyty. Nagle został wyniesiony z pokoju i wpadł w jakąś pustkę. W międzyczasie główny świadek został skonfrontowany z dwoma wysokimi, srebrzystymi, odzianymi w robotyczne istoty, które teraz wydawały się „spokojniejsze”. Przerażony zapytał, dlaczego zabrano go na pokład statku, był bardzo pobudzony i miał trudności z oddychaniem. Ściany pokoju nagle się rozstąpiły i nagle pojawił się przestronny pokój z dużym ekranem na suficie. Miękki wir nagle posadził go na przezroczystym krześle, co automatycznie umieściło świadka w wygodnej pozycji. Na ekranie nagle pojawiło się kilka „znajomych” stworzeń. „Co cię do nas sprowadza” zapytały istoty. Jednak stworzenia wydawały się nerwowe, gdy świadkowie usłyszeli, jak ktoś krzyczy: „Odpowiedz!” Wszystko zaczęło wibrować i brzęczeć wokół niego, nagle zobaczył Siergieja siedzącego w pokoju, gdy niewidzialna siła lub promień nagle uderzył Siergieja, najwyraźniej go parząc. Nagle zapadła dziwna cisza. Promień światła podniósł świadka i przeniósł go do poprzedniego pokoju, gdzie czekali na niego jego przyjaciele, w tym teraz oszołomiony Siergiej.

Dodatek HC

Źródło: Hope Maslov 13 marca 2008 r., z materiałów badawczych Swietłany Aninowej 2007

Typ: X

 

Przekład z angielskiego - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz


wtorek, 27 lutego 2024

CE6/CE-III-H: Dziwna sprawa Geni Lisboa

 


Claudio Tsuyoshi Suenaga 

 

Przypadek gospodyni domowej Geni Lisboa jest jednym z najdziwniejszych i najbardziej egzotycznych w ufologii. W sobotę 26 maja 1973 roku Geni przygotowywała na zamówienie torty weselne w swoim domu w São José do Rio Preto, mieście na północno-zachodniej granicy stanu São Paulo, kiedy stanęła w obliczu trzech ciemnoskórych karzełków, które były na pokładzie UFO. Latający spodek uderzył ją promieniami światła, które wywołały u niej silny ból w kończynach dolnych, zwłaszcza w stawach kolanowych i okolicach biodrowo-udowych. Inżynier José Wilson Ribeiro oraz lekarz i ufolog Walter Karl Bühler zbadali przypadek na miejscu i odkryli, że w wyniku kontaktu ogromnie ucierpiało zdrowie Geni, która doznała nawet wypadnięcia macicy.

Geni Lisboa, urodzona w 1916 r., mieszkała w dzielnicy Santa Cruz, w São José do Rio Preto, mieście na północno-zachodniej granicy stanu São Paulo, 451 kilometrów od stolicy São Paulo. Znana ze swojej działalności cukierniczej, przygotowywała torty weselne na zamówienie. Aby zagwarantować dobrą jakość swoich produktów, Geni zawsze przygotowywała je w nocy lub we wczesnych godzinach porannych, przed imprezą.

W sobotę 26 maja 1973 roku po południu, Geni pomogła udekorować kościół na wesele, które miało odbyć się następnego dnia. Po tym zadaniu wieczorem zabrała się za pieczenie trzech tortów na to i inne przyjęcia weselne. Między 2.00 a 2.30 w nocy była wciąż zajęta przygotowywaniem trzeciego zamówionego ciasta.

We wspomnianym momencie uwagę Geni przykuło odbicie światła, które zauważyła przez okna balkonu. Otwierając drzwi balkonowe, Dona Geni zobaczyła zbliżający się w powietrzu mały obiekt.

Urządzenie to zostało „zaparkowane” nad dachem, na tyłach podwórza. Znajdowało się około 15 metrów od Geni i około 5 metrów od ziemi, a zatem około 2 metry od dachu pokoju Jobe. Obiekt miał metaliczny wygląd i miał od 2 do 4 metrów szerokości i 1 do 2 metrów wysokości; posiadał rodzaj balkonu z balustradą, wzdłuż którego rozmieszczone były równomiernie trzy postacie o wymiarach krasnoludków.

Istoty miały dysproporcję pomiędzy głowami, ramionami i dłońmi. Głowy były wielkości porównywalnej z głowami dorosłych, a nawet nieco większe, natomiast ramiona były bardzo małe, podobne do dziecięcych. Dłonie były jednak grube.

Nie można było ocenić wielkości całego ciała istot, gdyż ponad balustradą widniał jedynie popiersie, ramiona i głowa. W sumie widoczna część każdego z nich mierzyła około 60 centymetrów. Reszta tułowia i nóg nie była widoczna. Każde ze stworzeń trzymało obiema rękami latarnię lub pochodnię, która emitowała inny promień światła. Od lewej do prawej: zielony, czerwony i pomarańczowy. Geni ze swojego miejsca zauważyła, że promienie światła omiatały teren podwórza, od lewej do prawej. Latające urządzenie wydawało dźwięk podobny do dźwięku helikoptera lub brzęczyka, tylko bardziej intensywny i oscylował z jednej strony na drugą. Ciekawostką było to, że oscylacje pojazdu wydawały się zsynchronizowane z ruchem świateł reflektorów. Geni pomyślała: „Czy ci ludzie coś tutaj stracili?

  Trzy postacie były do ​​siebie bardzo podobne, jakby były trojaczkami. Ich skóra miała ciemny odcień. Głowy miały zaokrąglony zarys. Podbródki były cofnięte. Oczy były duże i „trochę skośne, jak u Azjatów”. Ich usta były duże, z grubymi wargami i na końcach zakrzywione w dół. Uszy wydawały się małe, a nosy długie i płaskie. Nie nosili brody. Na głowach istoty nosiły rodzaj hełmu przypominającego czapkę, z małą kulką pośrodku. Stworzenia zdawały się nie mieć szyi, gdyż głowa spoczywała na ramionach, których szerokość była normalna w porównaniu z ziemskimi ludźmi. Ubranie miało wygląd zbliżony do koloru skóry.

Pani Geni była przerażona, gdy skierowały się w jej stronę promienie światła emitowane przez istoty. Poczuła się oszołomiona i chciała uciec z tego miejsca, ale nie mogła, gdyż była „przybita do ziemi” do tego stopnia, że nawet ugięła kolana. Geni próbowała chronić się przed światłami, zakrywając oczy ramionami i jęcząc: „Och, co to jest?” Zaniepokojona zawołała do lokatorkę, która spała na zapleczu: „Jobe, pomóż mi!” Nie otrzymała jednak żadnej odpowiedzi.

Cały epizod trwał od trzech do czterech minut, po czym obiekt zaczął się oddalać. Jednakże reflektory załogi pozostały zapalone.

Geni wstała z trudem, gdyż odczuwała silny ból w kończynach dolnych, zwłaszcza w stawach kolanowych i okolicy biodrowo-udowej. Właściwie bolało ją całe ciało. Około dziesięć minut po odcinku, kiedy lokatorka poszła jej pomóc, zauważyła, że ​​twarz Geni była spuchnięta, a oczy przekrwione.

Bóle ciała i przekrwione oczy utrzymywały się przez trzy dni. Trzy godziny po zdarzeniach, czyli o 5 rano, Geni doznała wypadnięcia drugiego stopnia (upadku lub przemieszczenia narządu z normalnego miejsca w macicy), co wyjaśnił później jej lekarz specjalista.

Jej wzrok również uległ znacznemu uszczerbkowi. Do nocy, gdy na jej podwórku pojawił się latający obiekt, Geni miała doskonały wzrok i nie musiała nosić okularów. Jednak po tym epizodzie nastąpiło nagłe pogorszenie jej wzroku, co zmusiło ją do noszenia okularów z bliskiej odległości, około trzech dioptrii (miara zbieżności soczewki), o czym Bühler osobiście się przekonał, wizualnie porównując je z własnymi okularami. Ponadto Geni poinformowała, że ​​przez jakiś czas po epizodzie na jej skórze pojawiały się ciemne plamy. Trudności w poruszaniu się świadka stopniowo ustępowały.

Jednakże Geni miała problemy z wysokim ciśnieniem krwi. Po incydencie lekarze byli zaskoczeni, gdy zobaczyli, że ciśnienie krwi świadka samoistnie się poprawiło.

 

Źródło: Biuletyn SBEDV, Rio de Janeiro, nr 121-125, 1978-03-12.

Brazylijskie Towarzystwo Badań nad Latającymi Spodkami (SBEDV) było jedną z pierwszych instytucji w kraju, która naukowo badała UFO. Założona w 1954 roku przez grupę lekarzy i innych specjalistów.

 Zob.  https://www.claudiosuenaga.com.br/.../68841765.../genilisboa

Przekład z portugalskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

sobota, 24 lutego 2024

CE6/CE-III-H w Richmond, VA

  


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Richmond, Virginia, USA

Data: 1.VI.1967 r.

Czas: dzień

Opis incydentu:

7-letni świadek rąbał drewno toporem przed swoim domem, gdy usłyszał za sobą głośny trzask. Odwracając się, był oszołomiony, gdy zobaczył szary obiekt w kształcie dysku o średnicy 13 stóp, wielkości volkswagena, schodzący między drzewami w stronę ziemi pod kątem 90 stopni. Gdy zbliżył się do ziemi, podniósł się, ukazując cztery wypustki przypominające nogi, które wskazywały niebo. Następnie wykonał obrót o 180 stopni i wylądował około 3 metrów od świadka. Natychmiast z nich wyskoczyły dwa reflektory w kształcie owada, przymocowane do jakiegoś kabla – jeden czerwony i drugi zielony.

Błysk światła skierowany był w stronę świadka i poczuł on straszny ból w plecach. Zszokowany słyszy trzaskanie i widzi, jak wokół kopuły pojazdu porusza się przypominający dźwignię występ. W tym momencie poczuł silny „porażenie prądem” i upadł na ziemię. Następnie statek przechylony na jednej z nóg zaczął się obracać, a następnie wystrzelił pionowo i szybko zniknął z pola widzenia. Świadek odzyskał już siły i pobiegł do domu. Według doniesień jego ciotka widziała obiekt z jednego z okien.

Dodatek HC

Źródło: Michael Schratt, YouTube Channel

Typ: X & I

Przekład z angielskiego - (C) R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

czwartek, 1 lutego 2024

CE6/CE-III-H: „Aby kontrolować samą naturę…”

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Saint Jean du Gard, Gard, Francja

Data: 9.VIII.1972

Godzina: 02:30 CEST

Opis incydentu:

Świadek biwakowała na podwórzu domu przyjaciela i wyszła na spacer, kiedy zauważyła białe, kuliste światło, które najwyraźniej było na pobliskim polu. Kiedy tak stała i patrzyła, usłyszała za sobą kroki, jakby ktoś chodził po suchej trawie. Kiedy się odwróciła, stanęła przed nią wysoka na pięć stóp/~150 cm/, całkowicie czarna postać przypominająca robota. Jego głowa miała kształt jajka i miała dwa okrągłe białe dyski na wysokości oczu. Świadek poczuła niewiarygodny strach i w jakiś sposób miała wrażenie, że istota posiada niezwykłe moce i potrafi kontrolować „samą naturę”. Świadek najwyraźniej straciła przytomność, a później znalazła się z powrotem w namiocie ze swoim mężem.

Dodatek HC nr 1102

Źródło: Jean Claude Bourret, „Pęknięcie we wszechświecie”

Typ: C

 

Moje 3 grosze

 

No i mamy kolejne spotkanie z Obcym, który wyglądał jak robot i najprawdopodobniej był robotem lub cyborgiem. Jak już wielokrotnie pisałem – eksploracja Wszechświata, czy choćby własnej planety w innych wymiarach Czasu, jest bardziej opłacalna przy użyciu robotów/cyborgów niż wysyłaniu „w teren” żywych istot.

 

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

wtorek, 9 sierpnia 2016

CE6 z UFO: to może być niebezpieczne!





Wadim Ilin


CE6 albo CE-III-H* to bliskie spotkania z Nieznanymi Obiektami Latającymi, w czasie których zostali poszkodowani ludzie, czy nawet ponieśli śmierć lub trwałe kalectwo. 

W 1976 roku, na poligonie Emba II w Kazachstanie, przy próbie zestrzelenia pozorowanego celu rakietą plot., pojawił się NOL o średnicy ok. 500 m, który wyemitował promień światła, który zniszczył rakietę w chwilę po jej starcie. 
W realne istnienie UFO wierzy teraz wiele osób, ale nie wszyscy. Z tej przyczyny, że przez wiele lat służby specjalne – tak nasze jak i zagraniczne – utajniały wszelkie informacje o kontaktach z latającymi talerzami, a szczególnie: oficjalne raporty i meldunki wojskowych i cywilnych lotników, a także raporty służb naziemnych. A przede wszystkim dotyczyło to tych zdarzeń, kiedy kontakty z UFO doprowadzał do ciężkich uszkodzeń ciała. 
Prawdą jest, że z biegiem lat zdjęto gryf tajności z niektórych tego rodzaju dokumentów, i o opisanych w nich incydentach ludzie dowiadywali się z mediów. A zatem zaznajomię Czytelników z niektórymi z nich.


Odwetowe uderzenie „powietrze-ziemia”


W 1964 roku, w Indochinach trwała wojna pomiędzy socjalistycznym Wietnamem Północnym a kapitalistycznym Wietnamem Południowym. W tej wojnie aktywnie uczestniczył ZSRR - po stronie Północy i USA – po stronie Południa. Po rozpoczęciu działań wojennych wokół stolicy Wietnamu Północnego – Hanoi – w celu obrony przed nalotami amerykańskiego lotnictwa rozmieszczono korpus WOPK, na uzbrojeniu którego były najnowsze kompleksy rakietowe OPLot. Cała technika i personel był radziecki. 

W cichy letni wieczór 1965 roku, nad pozycjami stanowisk rakietowych jednej z brygad, pojawił się ogromny dyskokształtny obiekt latający o średnicy co najmniej 300 m i zawisł nieruchomo na wysokości ok. 10.000 m. O wydarzeniu zameldowano dowódcy brygady, który polecił zidentyfikować intruza przy użyciu urządzenia IFF. Odpowiedzi nie było. Obiekt nie odpowiedział także na żądanie lądowania. Dowódca brygady powiadomił o sytuacji dowódcę korpusu i otrzymał rozkaz: „otworzyć ogień i zestrzelić”. 

Wykonanie rozkazu zostało powierzone trzem z pięciu dywizjonów brygady, które wystrzeliły w kierunku celu 10 pocisków rakietowych „ziemia-powietrze”. Wszystkie one nie doleciawszy do obiektu eksplodowały w znacznej odeń odległości. A po tym srebrzysty dysk wystrzelił cienki jak igła promień światła na stanowisko ogniowe jednego z dywizjonów, i w chwilę później trzy stanowiska rakiet, stacja radiolokacyjna, aparatura systemu naprowadzania rakiet i inne urządzenia zamieniły się w kupy roztopionego metalu. Zginął cały obsługujący je personel – ok. 200 osób. 

Po tym odwetowym uderzeniu nie wystrzelono już żadnej rakiety, zaś groźny NOL znikł ludziom z oczu tak szybko, jak się pojawił. 

O tym tragicznym zdarzeniu opowiadał na stronicach polskiego magazynu „Czas UFO” nr 12/2000 pisarz i ufolog Bronisław Rzepecki, powołując się na książkę byłego szefa sztabu radzieckich sił zbrojnych marszałka Zacharowa pt. „Wojna w Azji Południowo-Wschodniej”. (Zob. http://hyboriana.blogspot.com/2016/06/czas-ufo-nr-122000.html, ss. 34-35 – przyp. tłum.) W tej trzytomowej pracy, mającej swego czasu wysoki stopień tajności, marszałek drobiazgowo opisuje tok działań wojennych w Wietnamie i rozkazie specjalnym D WOPK kategorycznie zakazującym otwierania ognia do nieznanych obiektów kosmicznych i podejmowania przeciwko nim jakichś wrogich działań. Niestety, ten rozkaz wyszedł już po opisanych tragicznych wydarzeniach, jednak wiadomo, że próby przedsięwzięcia działań wojennych przeciwko UFO miały miejsce i po wejściu w życie tego rozkazu.


Tragedia na amerykańskim niebie


Pierwsze tragiczne CE samolotu z UFO zakończyła się śmiercią pilota, miała miejsce w dniu 7.I.1948 roku, kiedy to Mustang P-51 kpt. pil. Thomasa Mantella z Gorman AFB, KY, zaczął ścigać zaobserwowanego przez naziemne radary NOL-a. Osiągnąwszy pułap 4500 m, Mantell nadał, że widzi NOL-a i w tej samej chwili łączność z nim się urwała w pół słowa, a samolot runął na ziemię w odległości 220 km od bazy. W oficjalnym oświadczeniu od USAF mjr Jeremy Boggs stwierdził, że kpt. Mantell zginął wskutek hipoksji w czasie szybkiego wznoszenia się, kiedy to „prowadził pościg za planetą Wenus”. 

W śledztwie w sprawie katastrofy uczestniczył mjr James Dussler. W 1995 roku on ujawnił niektóre okoliczności tej tragedii, będących ściśle tajnymi. Po spadnięciu samolot Mantella został prawie cały i leżał na wąskiej przesiece obok nienaruszonych drzew. Wyglądało to tak, jakby samolot wylądował pionowo poruszając się z góry w dół. W kokpicie nie było śladów krwi, a w czasie oględzin ciała Mantella okazało się, że jego wszystkie organy wewnętrzne, a nawet kości, zamieniły się w jednorodną, żelatynową masę.


Zguba i zniknięcie myśliwców


Dnia 25.VI.1953 roku, A2 USAF (wywiad Sił Powietrznych USA) otrzymał taki oto telegram:
24 czerwca, o godzinie 23:30 piloci samolotów liniowych American Airlines i Eastern Airlines oświadczyli, że widzą w powietrzu nieznane obiekty. Podniesione z Quonset Point AFB, RI, dwa odrzutowe myśliwce zbliżyły się do wspomnianych obiektów, następnie objęte płomieniami spadły w odległości 15 mi na zachód od bazy. Piloci samolotów pasażerskich zostaną odkomenderowani na przesłuchanie do kwatery głównej A2 USAF. 

W dniu 23.XI.1953 roku, w Kinross (dziś Kincheloe) AFB, MI, w trybie alarmowym poderwano w powietrze odrzutowego myśliwca F-89C Scorpion z zadaniem przechwycenia UFO wykrytego przez radary nad miasteczkiem Soo Locks. MI. Pościgowiec pilotowany przez dwóch poruczników Moncle’a i Wilsona zaczął gonić NOL-a z prędkością 750 km/h. Po upływie 9 minut, operator służby naziemnego kierowania przechwytem powiedział pilotom, że powinni zobaczyć cel na optycznej. A w chwilę potem dwa echa na ekranie radiolokatora – samolotu i UFO – naraz zlały się w jedną i po chwili znikły. A potem mimo intensywnych poszukiwań nie znaleziono ani śladów katastrofy ani obu pilotów.


Pionowe lądowanie „pocztowca”


W lecie 1961 roku, samolot An-24 z 7-osobową załogą i pocztą leciał ze Swierdłowska do Kurganu. Kiedy oddalił się od Swierdłowska na 140 km, to naraz znikł z ekranów radarów. Po długich poszukiwaniach znaleziono go całkowicie nieuszkodzony w tajdze. Nie ma takiego sposobu, by pilot mógł posadzić go na tym miejscu. Mógłby on tylko płynnie i ostrożnie usiąść na tym miejscu pionowo z góry. 

W środku samolotu też nie stwierdzono jakichś uszkodzeń. Kiedy znajdujący się w ekipie poszukiwawczo-ratunkowej mechanicy spróbowali włączyć jego silniki, to zaskoczyły one „od pierwszego kopa”. Mniej więcej 100 m od samolotu, ratownicy odkryli polankę, gdzie w dokładnie zakreślonym 30-metrowym kręgu znajdowała się wypalona trawa i jakby ubita, utwardzona ziemia.

Pracownicy Moskiewskiego Instytutu Awiacji biorący udział w poszukiwaniach tego An-24 dodają, że na kilka sekund przed zniknięciem samolotu z ekranów radarów, pojawiło się jeszcze jedno echo od NOL-a i usłyszano jakieś dziwne radiosygnały. 

Cokolwiek tam się stało – pozostaje tajemnicą.


Niewygodny kontaktowiec


W dniu 16.VI.1948 roku, pilot doświadczalny Arkadij Iwanowicz Apraksin  leciał prototypowym odrzutowcem w pobliżu bazy lotniczej Kapustin Jar, w odległości 100 km na wschód od Stalingradu (dziś Wołgograd). Naraz ujrzał on w oddali dziwny obiekt, podobny do ogromnego ogórka. Z bazy powiedziano mu, że także widzą tego NOL-a na ekranach radiolokatorów, a dowódca polecił mu zbliżyć się do niego i zmusić go do lądowania. 

Apraksin poszedł na zbliżenie z UFO, a ten ostatni zaczął się zniżać. Kiedy dystans pomiędzy samolotem a NOL-em zmniejszył się do 10 km, ten ostatni wyemitował stożkowaty promień światła, który naraz zawirował i uderzył w kokpit samolotu. Na moment Apraksin oślepł, a kiedy zaczął znowu widzieć, to zrozumiał, że wszystkie przyrządy nawigacyjne padły i żaden z systemów sterowania samolotem nie pracuje normalnie. Jednak bez względu na to, doświadczonemu pilotowi udało się bezpiecznie posadzić niemal całkowicie bezwładną maszynę.

Jednakże wkrótce Apraksina zaczęli przesłuchiwać oficerowie kontrwywiadu, zaś jego przełożeni przenosili go z jednej jednostki do drugiej. Kiedy Apraksin po raz drugi zaliczył CE w powietrzu z NOL-em w dniu 6.V.1949 roku i zameldował o tym zdarzeniu przełożonym, to umieszczono go na oddziale psychiatrycznym szpitala wojskowego, gdzie leczono go przez pół roku silnymi środkami farmakologicznymi i terapią szokową. W styczniu 1950 roku komisja lekarska orzekła o jego niezdolności do dalszej służby i przyznała mu I grupę inwalidztwa. 

W czasie następnego roku Apraksin usiłował daremnie przekonać naczalstwo – nawet do stanowiska ministra obrony ZSRR – o tym, że jest on całkowicie zdrów: psychicznie i fizycznie. As lotnictwa, Bohater Związku Radzieckiego, kawaler wielu orderów i odznaczeń stał się dla WOPK kulą u nogi i niebezpieczną przeszkodą.


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 42/2015, ss. 30-31
Przekład z j. rosyjskiego - ©Robert K. Leśniakiewicz  

-----------------
* - Oznaczenie proponowane.

            

wtorek, 4 sierpnia 2015

Gdzie się podziały dwie godziny?



Jelena I. Buchariewa (Moskwa)


To dziwne zdarzenie miało miejsce na początku czerwca 1980 roku. My, studenci pierwszego roku Moskiewskiego Instytutu Ekonomiki i Matematyki, po pomyślnym zaliczeniu sesji egzaminacyjnej (a tego roku w związku z Olimpiadą zdawało się jak najszybciej) pojechaliśmy na wycieczkę na kilka dni do miejsca nieopodal Prioksko-Terrasnego Rezerwatu Przyrody.

Rezerwat położony jest na lewym brzegu Oki, w Sierpuchowskim Rejonie Moskiewskiej Obłasti. Dostaliśmy się tam rzecznym tramwajem, wysiedliśmy z niego na jakiejś małej, odległej przystani. Już nie pomnę jej nazwy. Przystań ta znajdowała się daleko od zamieszkałych miejsc. Dalej szliśmy jakieś 5-6 km w dół Oki.

Rozlokowaliśmy się na brzegu rzeki. Las, świeża trawka, ptaszki, pszczółki, motylki. Dookoła żywej duszy, tylko nasza grupa – dwanaścioro ludzi. czas spędziliśmy cudownie: śpiewaliśmy pod gitarę, siedząc przy ognisku, piliśmy herbatkę z dymkiem, piekliśmy ryby tu złapane. Cztery dni przeleciały szybko.
Zdecydowaliśmy się powrócić piątego dnia po obiedzie. Dodam, że w tej głuszy tramwaj wodny kursował tylko dwukrotnie na dzień: rano i wieczorem. No i fajnie.

Aha, i jeszcze jedno: u dwóch chłopaków stanęły mechaniczne zegarki, ale to taki drobiazg, którym się nikt nie przejmował. Może zapomnieli je nakręcić, a może stanęły od uderzenia – przecież biegaliśmy, graliśmy w piłkę, itd.
I tak studenci nakręciwszy zegarki ruszyli ku przystani.

Według ich zegarków była mniej więcej godzina 16. Szłam i patrzyłam na niebo i słońce i było mi smutno.
- To dziwne, wczoraj o tej porze słońce znajdowało się wyraźnie wyżej, niż dzisiaj – powiedziałam do przyjaciela. Ten się zgodził.

Czekaliśmy cierpliwie na przybycie tramwaju wodnego. Upłynęło 10, 20 i 30 minut, a jego nie było. I robiło się już ciemno. Naraz pojawił się jakiś człowiek pędzący przed sobą krowę.
- Nie wie pan, dlaczego nie ma tramwaju wodnego? – zapytaliśmy go.
- Słuchajcie dzieciaki, spóźniliście się, on już odpłynął - odpowiedział on.
- Jak to odpłynął? Przecież jest dopiero szósta, a my tu czekamy jakieś 40 minut!
- Jaka szósta? Spójrzcie na niebo, studenci! Słońce jest już całkiem nisko. Jest już ósma. Gonię krowę do obory z pastwiska.

Wszyscy popatrzyliśmy na zegarki. Wszystkie wskazywały ten sam czas – godzinę 18:00. Wprawdzie dwa zegarki zostały ustawione według wskazań pozostałych, ale przecież grupa duża, zegarki mieli wszyscy. Męczyło nas jedno pytanie: gdzie nam przepadły dwie godziny???

Cóż było robić? Powróciliśmy na poprzednie miejsce. Nastrój był niezbyt wesoły. Martwiliśmy się tym, że nasi rodzice pewnikiem wpadli w panikę i zaczynają nas szukać. Następnego dnia już bez przygód dotarliśmy do Moskwy.

Minęło wiele lat, i do dziś dnia męczy mnie pytanie: jak to się stało, że u nas wszystkich zegarki cofnęły się o dwie godziny? Gdzie się podziały dwie godziny?


Komentarze z KKK


Nie dalej jak 10 godzin temu wgapiałem się w przegapiony ongiś odcinek Bliskich Spotkań na jednym z kanałów Discovery i, jak się zapewne domyślasz, gwoli przydługiego wstępu, zaszła tego typu synchroniczność, jakiej w tylko Lem by się dopuścił, tudzież reszta wspaniałej Piątki powieściopisarzy fantastyki naukowej.
Otóż fragment jednego odcinka traktował o relacji z CE II pewnego policjanta z USA, który śledząc nocą BOLa (i podejrzewając początkowo, że to jest samolot przemytników), miał niezwykłą przygodę. Ścigał z dużą prędkością nocne światło, aż w końcu okazało się, że to nie jest samolot - po pewnym czasie ów BOL zachował się wręcz nader niezwykle - zawrócił i niespodziewanie staranował samochód oficera. Ten z kolei, zanim stracił świadomość, usłyszał podczas tego manewru bzyczenie.
Co ważne, gdy się obudził, miał zbitą przednią szybę radiowozu, obrażenia głowy i missing time. Oczywiście z początku nie był to brakujący czas, ale zwykły szok fizyczny wywołany wstrząsem uderzenia głową o kierownicę, jednak po chwili natura zdarzenia przybrała głębszy wymiar - zarówno jego mechaniczny zegarek naręczny, jak i zegar w aucie, były spóźnione o 14 minut względem informacji nadanej przez radio przez dyspozytora tuż po zgłoszeniu przez niego zajścia. Oba zegary doznały tego samego przesunięcia/zatrzymania.

Trochę z innej beczki - kiedy jako młodziak kupiłem wideo o tytule Ufo - pojazdy spoza czasu, z góry założyłem, że starają się zrobić na oglądającym wrażenie i będą podciągać fakty do teorii. Po obejrzeniu całości zwróciłem się ku sobie i swoim przemyśleniom, nie wydając już żadnej opinii. Z biegiem lat, wraz z poszerzeniem i tak nikłej u ludzi wiedzy o wymiarach, korelacjach, budowie rzeczywistości itp., jestem w stanie uznać, że te pojazdy wykorzystują technologię ponad-czterowymiarową. Zgodnie ze spojrzeniem na teorię strun i multiversum zaprezentowanym przez Roberta Bryantona w swoim projekcie Imaginingthetenthdimension, żyjemy tak naprawdę w pięciu wymiarach: trzech przestrzennych w ramach naszego biologizmu, czwartego - również przestrzennego, ale o wyższym stopniu swobody względem poprzednich trzech, który jest odbierany jako czas, i wreszcie w piątym jako sferze probabilistycznej, gnieżdżącej wszelkie alternatywy niższego rzędu, np. naszego życia/śmierci. W dodatku jesteśmy osadzeni w przestrzeni sześciowymiarowej alternatyw wykraczających poza powyżej wymienione, a następnie w siedmiowymiarowej - struktury różnych alternatyw całego naszego wszechświata. Nie wiem, z racji niewiedzy, w którym wymiarze można podróżować, by wywoływać wpływ na strukturę czasu, ale jest to raczej na pewno któryś z wyższy z racji wyższego stopnia swobody (podobnie wyższym stopniem swobody dla żaby chcącej zmienić staw jest grobla lub pas ziemi oddzielający akweny).

Nasza rzeczywistość jest bardziej tajemnicza, niż nam się wydaje. Zarówno bardziej skomplikowana, jak i bardziej podatna na technologiczne wpływy, a na to byśmy nie wpadli jeszcze przez dziesiątki albo i setki lat pewnie, gdyby nie same zwiastuny tych cudów - nasi przyjaciele w poznaniu - nole. (SMOK OGNIOTRWAŁY)


Osobiście jestem zdania, że nasi przyjaciele z Rosji mogli mieć po prostu CE3 a nawet CE4 z jakimś NOL-em, poczym pamięć tego spotkania zatarto w ich psychice. Takich CE było wiele, więc jest to po prostu jedno spotkanie więcej. By to udowodnić wystarczyłoby poddać świadka regresji hipnotycznej. Tak swoją drogą to byłoby to Bliskie Spotkanie VI Rodzaju - wszak jego uczestnikom z naszej strony wymazano pamięć, ergo ponieśli uszczerbek na zdrowiu - przynajmniej psychicznym, bo fizycznie byli OK. (Daniel Laskowski)


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 6/2015, s. 25

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©