Powered By Blogger

czwartek, 5 maja 2016

Ziemia żyje i… oddycha!



Prof. James Lovelock - autor hipotezy Gai


Paweł Bukin

Anglik Samuel B. Rowbotham wydał w XIX wieku książkę, w której udowadniał, że Ziemia jest płaska („Zetetic Astronomy: Earth Not a Globe”, 1881). 

W Przeszłości wiele narodów czciło Ziemię i inne planety uznając je za gigantyczne żywe organizmy, obdarzone wolną wolą i myśleniem. W Średniowieczu tradycja ta przetrwała w wielu aspektach. Także naszą planetę porównywał do żywego organizmu sam Leonardo da Vinci. Co ciekawe, najnowsze dane naukowe coraz bardziej dowodzą tego, że jest jakaś doza prawdy w tym stwierdzeniu i nasza planeta jest naprawdę żywa. 


Unikalny przyrząd


W latach 60., cechował burzliwy rozwój naukowo-techniczny XX wieku, kiedy to ledwie co narodzona kosmonautyka zaczęła opanowywać przestrzeń wokółziemską i przestrzeń Układu Słonecznego, a polski pisarz-fantasta Stanisław Lem napisał powieść „Solaris” o planecie z myślącym oceanem, brytyjski uczony James Lovelock próbował udowodnić, że nasza Ziemi jest rozumną istotą.

James Ephraim Lovelock – członek Londyńskiego Royal Society – jest specjalistą w dziedzinie chemii, biologii, medycyny i ekologii, urodził się w Letchworth Garden City, Hertfordshire, ale wkrótce przeprowadził się do Londynu, gdzie pobierał nauki w szkole w Strand. Potem studiował chemię na Uniwersytecie Manchester. Jeszcze będąc studentem Lovelock podjął pracę w Londyńskim Instytucie Badań medycznych. W 1941 roku James uzyskał dyplom chemika, a w 1948 roku dyplom doktora medycyny w Londyńskim Instytucie Higieny i Medycyny Tropikalnej. On zajmował się badaniami natury przeziębienia i chorób z nim związanych, zastosował elektroniczny detektor do gazowej chromatografii do wykrywania związków chemicznych przedstawiających zagrożenie dla środowiska.

I oto agencja kosmonautyczna NASA zaprosiła Lovelocka do Laboratorium Napędu Odrzutowego – JPL w Pasadenie – do poszukiwań rozumnego życia na Marsie. Głównym zadaniem profesora stało się skonstruowanie specjalnego przyrządu, który by pozwolił z maksymalną dokładnością odpowiedzieć na pytanie: czy istnieje życie na Marsie? Według planów kierownictwa NASA taki przyrząd na Marsa miałby przetransportować statek kosmiczny Voyager-1. 

W kwietniu 1961 roku, prof. Lovelock przystąpił do pracy . w czasie kilku lat skonstruował on unikalny przyrząd – analizator gazowy będący w stanie przeprowadzić analizę chemiczną gazów z atmosfery i wykryć gazy, które wydalają w atmosferę istoty żywe. Tak więc jeżeli istnieje życie na Marsie, to w jego atmosferze powinna znajdować się kombinacja gazów świadcząca właśnie o tym. 

Według słów profesora, jeżeli na tamtej planecie jest życie, to wraz ze wszystkimi żywymi organizmami żyje i rozwija się cała planeta, i czy to Mars czy Ziemia, zasadniczo zmienia się ich atmosfera, gleba i woda. Ewolucja istot żywych to proces nieoddzielony od ewolucji planety w całości, że jest to oczywiste, że wszystkie żywe stworzenia zmieniają otaczające je środowiska. Przyrząd opracowany przez prof. Lovelocka okazał się być na tyle unikalnym, że pozwolił na badania składu chemicznego atmosfery Czerwonej Planety bezpośrednio z Ziemi. kiedy profesor powiedział o tym kierownictwu NASA, to nikt mu nie uwierzył. Lovelocka odstawili od tych prac. Wtedy profesor oświadczył, że jest niezależnym uczonym i zaczął wspólnie z Deanem Hitchcockiem prowadzić własne badania. Już po roku Lovelock oświadczył – na Marsie życia nie ma. A to dlatego, że atmosfera Marsa znajduje się w takich warunkach chemicznych, że praktycznie jej elementy składowe nie zachodzą w żadne reakcje chemiczne. A to oznaczało, że na Marsie nie ma żadnych żywych stworzeń mogących zmieniać koncentrację gazów w atmosferze, a to oznacza, że planeta jest martwa.

(To wcale nie jest takie oczywiste, bowiem istoty żywe mogą zamieszkiwać planetarne podziemie, które wcale nie musi mieć połączeń z powierzchnią planety. Poza tym mogą tam zamieszkiwać istoty żywe, których chemizm życia może być oparty o inne pierwiastki niż węgiel – np. krzem… - uwaga tłum.)

Chociaż możliwość istnienia życia na Marsie w Przeszłości James Lovelock wcale nie wykluczył.





Koncepcja Gai


Badając atmosferę Czerwonej Planety, prof. Lovelock dokonał ważnego odkrycia: na naszej Ziemi, w odróżnieniu od Marsa, otoczka gazowa jest niestabilna. W niej cały czas zachodzą reakcje chemiczne. Wraz z tym, w ciągu setek tysięcy i milionów lat, temperatura powierzchni Ziemi i skład jej atmosfery pozostają niezmienne. To właśnie dzięki temu od tego czasu na naszej planecie zrodziło się życie, ciepłe promieniowanie Słońca podwyższyło się niemal czterokrotnie. 

(To wynika z ewolucji gwiazdy, jaką jest nasze Słońce, które za parę miliardów lat przejdzie ze stadium żółtego karła klasy widmowej G2V w stadium czerwonego podolbrzyma klasy widmowej K. Jak na razie Słońce będzie stabilnie wypalać wodór przemieniając go w hel, więc na razie ze strony naszej dziennej gwiazdy nic nam nie grozi… Najbardziej zbliżoną do niego gwiazdą jest Arktur, czyli α Wolarza, o klasie widmowej K2III, który jest starszy o ok. 3 mld lat od Słońca i w jego jądrze już jest spalany hel… Drugą podobną gwiazdą jest Aldebaran – α Byka, o klasie widmowej K5III - uwaga tłum.)

To może oznaczać tylko jedno: Ziemia jest żywa! Ona właśnie kontroluje atmosferę, temperaturę swej powierzchni, grubość warstwy ozonowej, poziom zasolenia Wszechoceanu, utrzymując to wszystko na odpowiednim poziomie. 

W latach 70. XX wieku, swe rozmyślania na ten temat Lovelock sformułował w tzw. koncepcji Gai. Naukowo-teoretyczna część tej hipotezy zwana geofizyczną jest bardzo bliska koncepcji biosfery prof. Władimira Iwanowicza Wiernadskiego (znanego m.in. z teorii na temat Tunguskiego Ciała Kosmicznego – przyp. tłum.). Pesymistycznie oceniając sytuację ekologiczną na naszej planecie, prof. Lovelock z czasem zmienił swe poglądy na mroczne widoki na Przyszłość. I tak w 2006 roku on oświadczył, że wskutek Efektu Globalnego Ocieplenia w końcu XXI wieku, 80% populacji Ziemi – czyli miliardy ludzi – zginie, a żyjący zamieszkają w Arktyce, gdzie klimat będzie sprzyjający. Nowy – tworzący się teraz klimat – będzie trwał przez następne 100.000 lat. Wedle prognozy Lovelocka, temperatura w tropikach podniesie się o kilka stopni, gleba stanie się suchą i nieprzyjazną dla życia, większa część Europy przekształci się w pustynię, dlatego też zaczną się masowe migracje na północ i w Arktyce powstaną nowe miasta. Jednakże w 2007 roku uczony nieco zmienił swe czarne prognozy powiedziawszy, że klimat planety się stabilizuje ona sama dla siebie ustanowi nowe warunki życia.

(Polecam Czytelnikowi świetne eko-thrillery Clive Cusslera - "Sahara", Warszawa 1993, Maxime Chattam pt. „Teoria Gai”, Katowice 2010, a także Franka Schätziga – „Odwet oceanu”, Wrocław 2006, w którym przedstawione są niektóre aspekty przemian klimatycznych i innych mających związek z hipotezą Gai prof. Lovelocka – uwaga tłum.)


Ziemia rośnie i komplikuje się


Rzeczywiście, jeżeli dokładniej się przyjrzeć budowie Ziemi, to można wyjaśnić, że wymiana materii w jej wnętrzu jest o wiele bardziej złożony, niż w organizmie człowieka: w warstwie magmy (astenosferze) istnieją ponad tysiąckilometrowe prądy, a w rezultacie licznych chemicznych i nuklearnych reakcji, Ziemia wytwarza nowe pierwiastki i związki chemiczne.

Dr n. geograficznych Aleksiej Armand – wiodący pracownik Instytutu Geografii RAN - opowiadał znanemu prezenterowi TV i pisarzowi Igorowi Prokopienko:
- Ziemia rozwija się w kierunku skomplikowania, jakby miała w tym jakiś cel, jakby ktoś czy coś kierowało tym procesem komplikacji. Objaśnić tą silnie rozwiniętą ewolucję można, jeżeli tylko ewolucja ta jest ukierunkowana rozumnie. Jeżeli ewolucja ta ma jakiś cel. Jeżeli jest jakiś punkt końcowy, ku któremu ona zmierza. Jak na razie wszystko to, co obserwujemy mówi o tym, że Ziemia zmierza ku wielkiemu porządkowi, do wielkiego zróżnicowania swych systemów. 

Ale tak jak zauważa Prokopienko w swej nowej książce pt. „Bitwa cywilizacji”, to jeszcze nie wszystko. Jak każdy żywy organizm, nasza planeta wzrasta. Według danych niektórych naukowców, w czasie ostatnich 200 MA promień Ziemi niemal się podwoił. To właśnie dlatego na planecie pojawiło się 6 kontynentów. Skorupa ziemska po prostu pękła, jak ciasne ubranie i istniejący wtedy prakontynent rozdzielił się na części.

[Owszem, Ziemia „tyje” codziennie o 100-1000 ton materii meteorytowej, która spada na nią z kosmosu i w ciągu 200 MA zgromadziło się jej wiele, ale nie na tyle, by jej promień wzrósł dwukrotnie – uwaga tłum.]


Oddech planety


Całkiem niedawno udowodnić, że Ziemia jest żywym organizmem, udało się i rosyjskim uczonym. Dyrektor Centrum Badań Ziemi prof. Wiktor Rogożkin jak i brytyjski prof. Lovelock całe swe życie poświecił badaniom naszej planety. Przez wiele lat badań jemu udało się mu dokonać niewiarygodnego odkrycia: eksperymentalnie udowodnić, że Ziemia oddycha poprzez pęknięcia skorupy ziemskiej! Ziemia oddycha rytmicznie i głęboko, dokładnie tak jak każdy żywy organizm. A do tego rytm oddechu naszej planety zależy od pory doby, pory roku i szerokości geograficznej. I tak np. na średnich szerokościach geograficznych Ziemia wdycha i wydycha w co każde 40 minut, a na równiku oddycha rzadziej – raz na 130 minut. Uczony twierdzi:
- Pierwszy głęboki i wydłużony wdech Ziemia wykonuje w czasie wschodu Słońca, wchłaniając kosmiczną energię. Potem następuje niemniej potężny wydech. Następnie ma miejsce rytmiczne oddychanie do zachodu Słońca. 

W 1997 roku rosyjskiemu badaczowi udało się dokonać jeszcze ciekawszego i wstrząsającego odkrycia. Okazuje się, że Ziemia reaguje na wydarzenia w Kosmosie. Podobnie jak żywe stworzenie, jest ona w stanie odczuwać strach. Pojawienie się na naszym niebie komety C/1995 O1 Hale-Bopp w marcu 1997 roku skróciło rytm oddychania z 30-40 min. do 1 minuty! Planeta „zadyszała jak zagoniony koń” i trwało to do lutego 1998 roku. 



Ale to jeszcze nie wszystko. W rok później, w sierpniu 1999 roku zdarzyło się zaćmienie Słońca. I właśnie w ten moment, kiedy Księżyc całkowicie zakrył Słońce, nasza Ziemia literalnie zadrżała ze strachu! W Turcji jedno za drugim zdarzyło się trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,4°R, które zabiło 18.000 osób. Niektórzy uczeni uważają, że w tym momencie nasza planeta znajdowała się w stanie, który człowiek przeżywa w śmierci klinicznej. Według słów Rogożkina:
- to wszystko na poziomie naszych przyrządów odnotowali nasi uczeni, zaszło coś w rodzaju spadku naszego pola elektromagnetycznego Ziemi. Coś jakby śmierć kliniczna, a potem w czasie kilku minut po zakończeniu zaćmienia Ziemia jakby złapała oddech. Ziemia jakby była w szoku…



Wiktor Rogożkin jest przekonany, że:
- Kiedyś zapewne Ludzkość nauczy się pojmować Wszechświat i znajdzie z nim wspólny język. I być może, może powróci się do tego, o czym ludzie wiedzieli w dalekiej Przeszłości.


Opinia Czytelnika

 

Pisze Pan:
"(To wcale nie jest takie oczywiste, bowiem istoty żywe mogą zamieszkiwać planetarne podziemie, które wcale nie musi mieć połączeń z powierzchnią planety. Poza tym mogą tam zamieszkiwać istoty żywe, których chemizm życia może być oparty o inne pierwiastki niż węgiel – np. krzem… - uwaga tłum.)"
Zgadzam się.
Kwestia tego, jak rozstrzygniemy sprawę powstania istot rozumnych. Czy to ślepy traf ewolucji, czy ingerencja a la Daeniken itd. Hipotez na ten temat jest wiele i wszystkie na pewien sposób ciekawe.
Ale dodam do Pana komentarza taki pomysł, a jak Ziemia została zasiedlona/skolonizowana przez obcą rasę. A może ludzie na nią po prostu przylecieli. Kiedyś i o tym pisałem. Że ludzie są kolonizatorami i w zasadzie obcym w jednym.
Inna sprawa to ta, że możemy zamieszkiwać i pod ziemią, gdyby zmusiły nas do tego warunki panujące na powierzchni (tj, wojna atomowa, promieniowanie, chmury radioaktywne, zeszlibyśmy pod ziemię). (M.S.)

Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieku” nr 35/2015, ss. 22-23
Przekład z j. rosyjskiego - ©Robert K. Leśniakiewicz                                                 

poniedziałek, 2 maja 2016

Apel AVAAZ w sprawie ochrony wielorybów!



Przyjaciółki i Przyjaciele!


Na świecie pozostał już tylko jeden niemal nietknięty przez człowieka akwen – to magiczne miejsce, w którym mogą swobodnie żyć majestatyczne płetwale, pingwiny i tajemnicze ośmiornice.
Jednak ten raj – o powierzchni Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii razem wziętych – może wkrótce przestać istnieć. Wielorybnicy dokonali już rzezi tysięcy zagrożonych wielorybów na antarktycznym Morzu Rossa, a ogromne przemysłowe floty rybackie planują już dalszą eksploatację.

Jednak jeśli 24 kraje wyrażą na to zgodę, ten pradawny ocean może stać się największym chronionym obszarem morskim na świecie. Zgodziły się już 23 państwa, ale pozostaje jeszcze jedno.

Rosja.

Właśnie teraz mamy niesamowitą szansę przekonać Rosję, by dołączyła do tej inicjatywy. Eksperci oceanologii mają się wkrótce spotkać z czołowymi doradcami prezydenta Putina i bezpośrednio dostarczyć im naszą petycję! Dodaj swój podpis:
https://secure.avaaz.org/pl/protect_the_ross_sea_gl_loc/?tBBLebb

Przez długie lata Ocean Południowy chroniło jego odległe położenie. Dziś jednak przemysłowe kutry rybackie, które odpowiadają za przełowienie rodzimych akwenów, zmierzają w stronę tego ostatniego sanktuarium.

Jeśli uda nam się je zabezpieczyć, te wielkie statki będą miały zakaz wstępu na obszar o powierzchni 1,34 miliona km2! To naprawdę bezprecedensowe rozwiązanie.
Nasza społeczność pomogła już zabezpieczyć dwa wielkie obszary morskie. Wiemy, jak ważne dla odbudowy środowiska naturalnego są lądowe rezerwaty przyrody. To samo dotyczy oceanów, o ile tylko nasze rządy zdecydują się na utworzenie morskich rezerwatów i egzekwowanie przepisów, które je chronią.

Mamy teraz szansę to osiągnąć! Po latach blokowania rozmaitych inicjatyw, do krajów wspierających ochronę Morza Rossa właśnie dołączyły Chiny. Teraz brakuje już tylko jednego kraju. Stwórzmy gigantyczną kampanię, która nakłoni Rosję do wsparcia projektu największego sanktuarium na świecie! Dodaj swój podpis i prześlij innym ten e-mail:
https://secure.avaaz.org/pl/protect_the_ross_sea_gl_loc/?tBBLebb

Członkowie i członkinie Avaaz od dawna podkreślają, że ochrona oceanów jest sprawą ważną i kluczową dla klimatu, dla przetrwania tysięcy cennych gatunków, ale także dla czegoś więcej. Ocean zajmuje dwie trzecie naszej planety, a bicie jego serca czujemy wszyscy. Antarktyda jest doskonałym przykładem współpracy wielu krajów na rzecz ochrony przyrody. Dziś możemy rozszerzyć tę ochronę na otaczające kontynent lodowe morza.

Z nadzieją i determinacją,

Nataliya, Alex, Christoph, Mélanie, Alice, Ricken, Lisa i Fatima wraz z całym zespołem Avaaz






Dowiedz się więcej:
Polskie Radio: Apel o ochronę Oceanu Antarktycznego. Powstanie największy na świecie rezerwat?
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/888317,Apel-o-ochrone-Oceanu-Antarktycznego-Powstanie-najwiekszy-na-swiecie-rezerwat

Onet.pl: Rusza rozgrywka o Antarktydę
http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/rusza-rozgrywka-o-antarktyde-nowy-punkt-sporny-na-mapie-swiata/mlflq

Kopalnia Wiedzy: Ostatnie dziewicze morze Ziemi bez ochrony
http://kopalniawiedzy.pl/Morze-Rossa-ekosystem-obszar-chroniony,18463

Last Ocean: Dlaczego chronimy Morze Rossa (tekst w j. angielskim)
http://www.lastocean.org/Marine-Protection/Last-Ocean-New-Zealand-__I.2506

UNEP: Patron Oceanów ONZ nurkuje w lodowatej wodzie, żeby ocalić morze (tekst w j. angielskim)
http://www.unep.org/gwa/news/Ocean-campaigner-puts-his-body-in-ice-to-save-a-sea.asp#sthash.250QF8sS.PrcPb1pm.dpbs

Reuters: Rosja pokrzyżowała plany utworzenia rezerwatu na Oceanie Antarktycznym, China on board (tekst w j. angielskim)
http://www.reuters.com/article/us-environment-antarctic-park-idUSKCN0SO07120151030

Star2.com: Jeśli szczętki wyginą, antarktycznej faunie grozi głód (tekst w j. angielskim)
http://www.star2.com/living/animals/2016/04/26/antarcticas-wildlife-go-hungry-as-krill-disappear/

ABC: Naukowcy podsłuchują płetwale błękitne w Oceanie Południowym nawet z odległości 1000 kilometrów (tekst w j. angielskim)
http://www.abc.net.au/news/2015-03-11/scientists-eavesdrop-on-rare-whales-in-southern-ocean/6303542

Vice News: Władymir Putin ratuje tygrysy (tekst w j. angielskim)
https://news.vice.com/article/vladimir-putin-really-loves-tigers-and-its-actually-making-a-difference-in-the-world



Wieloryby u wybrzeży Islandii (fot. W. Leśniakiewicz)



niedziela, 1 maja 2016

Czas rozbija się o piramidy





Natalia Trubinowskaja


Egipcjanie wynaleźli zamek z kluczami, grzebień i nożyce, makijaż i dezodorant, szczoteczkę do zębów i pastę, a kobiety w dawnym Egipcie używały kosmetyków w celu ochrony skóry przed promieniami słońca. 

W Egipcie jest przysłowie: Człowiek boi się Czasu, ale Czas boi się piramid. I rzeczywiście, piramidy egipskie są tak stare, że nie można dokładnie ocenić ich wieku. interesujące jest to, że różni historycy potwierdzają to, że egipska cywilizacja jest o wiele starsza, niż się to nam wydaje.


630.000 lat temu


Oficjalnie przyjęto uważać, że historia cywilizowanego Egiptu zaczęła się gdzieś w V tysiącleciu p.n.e. Jednakże wielu historyków podaje inne daty i wskazują na to, że na wiele lat przed cywilizacją egipską już istniała tam wysoko rozwinięta cywilizacja.

Słynny Herodot (484-425 r. p.n.e.) na ten przykład w „Euterpe” (II części swej słynnej „Historii”) pisał:
Do tej pory Egipcjanie i ich kapłani opowiadają mi historie o starodawnych czasach. Oni wyjaśnili mi, że od czasów pierwszego faraona do ostatniego kapłana Hefesta przeminęło 341 pokoleń ludzi, i w tym czasie było tyleż kapłanów i faraonów. Ale 300 pokoleń to jakieś 10.000 lat licząc po 3 pokolenia na stulecie. A dodając do tego 41 pokoleń otrzymujemy 13.400 lat. 

Liczby te, przytoczone przez ojca historii, jak nazywa się Herodota, o wiele przewyższają te, które są przyjęte w oficjalnej historiografii Egiptu.
Bizantyjski historyk Georgios Sinkell żyjący w VIII wieku, tez pisał bardzo interesujące rzeczy i dawnych egipskich dynastiach:
Egipcjanie mają jakąś płytę, którą nazywają „Starą kroniką”. Zawiera ona 30 dynastii w czasie 113 pokoleń na przestrzeni okresu długiego na 36.525 lat. I dynastia książąt Aurytów, II – Mestoreni, III – Egipcjanie.

Znany filozof i uczony – Diogenes (ten od beczki) – twierdził, że Egipcjanie prowadzili obserwacje astronomiczne od 49.000 lat przed pojawieniem się na świecie Aleksandra Macedońskiego, który urodził się w 356 r. p.n.e. Zaś grecki filozof Symplicjusz z Cylicji, żyjący w VI w n.e., poszedł jeszcze dalej i napisał, że Egipcjanie badali Kosmos już przez 630.000 lat!


Opowieść kapłana


A co takiego pisali na ten temat sami Egipcjanie? Oddajmy głos Manethonowi żyjącemu w III w p.n.e., naczelnemu kapłanowi świątyni w mieście Heliopolis (dzisiaj Al-Mataria k./Kairu), uważanej za centrum myśli naukowej antycznego Egiptu. Znajdowało się tam wiele dokumentów, papirusów, tabliczek z hieroglifami i innych świadectw Przeszłości. Cała ta informacja pomogła Manethonowi napisać unikalną „Historię Egiptu”. W niej wymienia się rozliczne dynastie faraonów egipskich, zestawionych według różnych dokumentów. 

Jednakże praca Manethona została zaprzepaszczona w czasie pożaru Biblioteki Aleksandryjskiej – wraz z innymi bezcennymi dokumentami z antycznego świata. W „Historii” Manethona pozostało jedynie kilka wyrywków, które cytowali w swych pracach dawni historycy – [Sekstus] Juliusz Afrykański i Euzebiusz [z Cezarei].

A oto jak wyglądała historia Egiptu w opisie kapłana:
Pierwszy człowiek (albo bóg) w Egipcie to Hefest, który jest także znany Egipcjanom jako pierwszy odkrywca ognia. Potomkiem jego syna Heliosa (Słońce) był Sosis, a potem wedle kolejności Chronos (Kronos), Osiris (Ozyrys), Tyfon – brat Ozyrysa i na koniec Hor – syn Ozyrysa i Izydy. Oni to byli pierwszymi władcami Egiptu. Potem władza faraona przechodziła z jednego na drugiego, nieprzerwania, aż do Bidisa przez 13.900 lat. Potem przez 1255 lat rządzili bogowie i półbogowie, i ponownie na 1817 lat drugi ród królewski sprawował władzę w tej krainie. Potem jeszcze 30 memfijskich królów rządziło przez 1790 lat, a po nich jeszcze 10 faraonów przez 350 lat. Potem nastąpiły czasy rządzenia krajem Khem przez „martwe dusze”, co trwało 5813 lat.

Zgodzicie się zapewne z tym, że liczby te nijak maja się do tego, co wiemy o dawnym Egipcie.




Papirus z Luksoru


Istnienie dawniejszych władców Egiptu potwierdza także Turyński Papirus. Został on odkryty w 1820 roku, w Luksorze przez włoskiego egiptologa Bernardino Drovettiego i wywieziony do Turynu, gdzie znajduje się do dnia dzisiejszego. 

Papirus z Turynu początkowo miał długość 1,70 m, ale w czasie transportu rozsypał się na kilka fragmentów. Czas jego powstania nie jest znany dokładnie, ale na jego verso znajduje się imię Ramzesa III, który panował w latach 1185-1153 p.n.e. W tym papirusie wymienia się imiona wszystkich faraonów egipskich, przy czym rzecz jasna, był on skopiowany z wcześniejszych źródeł. 

Wyliczenie dynastii jest znacznie szersze od tych, które są znane nauce. Ciekawe, że lista zaczyna się od dynastii bogów: Ptacha, Amona, Anubisa, Ibisa, Apisa, Mnewisa i innych. 

I najciekawsze: tylko w 2009 roku odkryto, że w magazynach turyńskiego muzeum znaleziono kilka nieznanych wcześniej fragmentów papirusu. Naprasza się pytanie: dlaczegóż to taki rarytas został na tyle lat zapomniany i co napisano na tych kawałkach? Nie jest wykluczone, że mówi się tam o jeszcze dawniejszych dynastiach. 


Tamże, we Włoszech, znajduje się Kamień z Palermo, który został wywieziony z Egiptu w nieznanych okolicznościach. Przez długi czas leżał on w muzeum w Palermo, nie wywołując jakiegokolwiek zainteresowania. I dopiero u końca XIX wieku ta czarna płytka bazaltowa przyciągnęła uwagę uczonych i kamień został dokładnie zbadany. Okazało się, że na nim wyliczono imiona zagadkowych dawnych władców Egiptu. Do tego później się okazało, że ten kamień jest tylko jednym z wielu podobnych, tak że gdzieś znajdują się jeszcze inne kamienie z wyrytymi na nich imionami władców egipskich żyjących wiele tysiącleci przed nami.





Świątynia w Denderze


Ale najciekawsze świadectwo tego, że cywilizacja Egiptu jest jeszcze starsza, niż to można sobie wyobrazić, znajduje się w świątyni w Denderze. Dokładniej znajdowało się, dlatego że Europejczycy grabiący Egipt w przeszłych wiekach wywieźli ten dowód z tego kraju dokładnie i zupełnie. 

Mowa tutaj o słynnym plafonie z denderskiej świątyni, który tak zdumiał Francuzów, że zabrali go w całości do Paryża. Dzisiaj znajduje się on w Luwrze, a w świątyni znajduje się jego dokładna kopia. Na nim przedstawiono zodiakalny krąg zadziwiającej piękności. 

Ale najciekawsze na tym plafonie pokazało się później – znaki Zodiaku przedstawione na nim przedstawiają gwiazdy i ich położenie w przybliżeniu 90.000 roku p.n.e.! Tak więc ci, którzy namalowali ten zodiakalny krąg widzieli nad sobą zupełnie inne niebo…  


Skradziony fragment


Tak całkiem niedawno w mediach została podana sensacyjna nowina, która potwierdza to, że cywilizacja Egiptu jest o wiele starszą, niż to sobie wyobrażamy. W Egipcie doszło do kuriozalnego przypadku, który dowiódł tego, że piramidy są o wiele starsze, niż to się powszechnie uważa.

Oficjalna historia twierdzi, że budowa piramidy Cheopsa została ukończona w roku 2540 p.n.e. I oto dwaj niemieccy studenci znaleźli w jej wnętrzu odkuty kawałek kamienia, cichcem wywieźli go z Egiptu i w Niemczech przeprowadzili analizę jego wieku. okazało się, że ów fragment miał ponad 20.000 lat! I nawet nie wiadomo, czy nie był on starszy, a jeżeli to jak bardzo!
Ale jeżeli sposób uzyskania informacji przez studentów był bezprawnym, to czy można się było opierać tylko na zbadanym jednym fragmencie piramidy wywiezionym przemytniczym sposobem? 

I tam w oficjalnej historiografii Egiptu nic się nie zmieniło – a wszelkie tajemnice Przeszłości uczeni obchodzą bokiem…

Jak zwykle. 


Opinia Czytelnika


Witam,


ciekawy tekst, trochę przypomina mi ten, który sam napisałem, zwłaszcza wstęp. Autorka pisze na końcu, że przebadano kamień i wynik wskazuje na 20 tysięcy lat. Też mi tak wychodzi tylko z chłodnej kalkulacji. Podejrzewam, że ostatnia epoka lodowcowa miała wpływ na tą cywilizację. 13-14 tysięcy lat temu lodowiec zaczyna się cofać, a klimat zmieniać. Więc ona musiała istnieć wcześniej.


Co do tego cofania zegara o 600 tysięcy lat..., to mam kłopoty, neurony mi się przegrzewają. To troszeczkę abstrakcyjne zadanie, wyobrażać sobie tamte czasy... Mam wrażenie, że autorka jest czytelniczką książek Stichina. Te 90 tysięcy jeszcze jakoś jakoś, ale nie twierdzę że to nie możliwe. Najnowsze badania naukowe dowodzą, że już 400 tysięcy lat temu człowiek przejawiał skłonności społeczne, dotej pory przypisywane tylko Homo Sapiens (40 tys. lat temu). (M.S.)



Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 35/2015, ss. 20-21
Przekład z j. rosyjskiego – © Robert K. Leśniakiewicz