Powered By Blogger

poniedziałek, 4 maja 2020

Łuk na niebie




Napisał do mnie Smok Ogniolubny* z Wielunia w załączeniu do serii kilku fotografii nietypowego obłoku na niebie: Druga część zdjęć to dowód na istnienie smokofotus cirrus curvensis, smugowca wywołanego wyjściem smoka na zewnątrz.

Oczywiście to był żart, ale kształt chmury mnie zainteresował, więc…

R.L.: Obejrzałem fotki Ogniolubnego i zaciekawiła mnie ta smuga. Czyżby przelatywał tam jakiś odrzutowiec? Ciekawie to wygląda.
S.O.: Owszem, stawiam właśnie na to i na klin wyższego ciśnienia (?), ale tutaj strzelam z armaty w komara. W tym zakresie wiele chciałbym się dowiedzieć. Na pewno był to efekt specyficznego i spokojnego ruchu powietrza w tej warstwie atmosfery. Cirrusy miały się dobrze, choć nie było ich dużo.
R.L.: Mnie to przypomina fragment okręgu zrobiony przez odrzutowca, ale chyba żadnegoś w okolicy nie widział? Tak czy inaczej mam ochotę zamieścić tą fotkę na moim blogu z osobliwościami.
S.O.: Można. Zauważ, Robercie, że na innym zdjęciu pod księżycem znajduje się nieco podobnie zakrzywiona chmura. Samolotów nie widziałem, nie pamiętam, czy przelatywały, ale to nie wykluczone.




Chemtrails to czy contrails - oto jest pytanie? Chmura wygląda na zwykłą smugę kondensacyjną, ale jest wygięta w regularny łuk. Drugi, już rozmyty, znajduje się poniżej Księżyca na zdjęciu – a zatem były dwa takie – powstały nie jednocześnie, ale jeden za drugim. Być może jest to jakaś nietypowa ale zwyczajna chmurka, ale w takim razie jak ona powstała?

Może któryś z Czytelników ma jakiś pomysł?


--------------------------
* Nazwisko i adres znane autorowi.

niedziela, 3 maja 2020

Na Azorach




Stanisław Bednarz


Zawsze chciałem odwiedzić Azory. W tą majówkę mogę odwiedzić Przykiec nad Jordanowem. Jako ciekawostkę podam że gdy w 1932 na zachodnich peryferiach Krakowa budowano osiedle to było to tak daleko od centrum że nazwano to osiedle Azory. Prawdziwe Azory to – archipelag dziewięciu wysp wulkanicznych należących do Portugalii położony w środkowej części Atlantyku. Znajduje się 1500 km od Portugalii . Na długości 650 km są wyspy Flores i Corvo Faial, Pico, São Jorge, Graciosa, Terceira, São Miguel i Santa Maria.

Azory leżą na skrzyżowaniu trzech płyt tektonicznych: euroazjatyckiej, afrykańskiej i północnoamerykańskiej. Ostatnia erupcja wulkaniczna miała miejsce w 1957 roku. Wyspy zbudowane są ze skał wulkanicznych - bazalty, andezyty, i tufy. Archipelag powstał w Neogenie w wyniku rozszerzania dna oceanicznego. Granicę między płytami stanowi uskok Azory–Gibraltar - ten sam, który był przyczyną trzęsienia w 1755 roku, które spustoszyło Lizbonę.

Znajduje się tam wiele wulkanów; jeden z nich, Pico jest najwyższym (2351 m). Wyspy, znane w starożytności, zostały ponownie odkryte w 1427 roku przez Portugalczyków. Jest to ważna stacja dla statków przepływających przez Ocean, a także ważna baza dla samolotów. Dopiero w 1943 r. nastąpiła zmiana polityki dyktatora Salazara, który udostępnił bazy wojskowe Aliantom. Ewentualna odmowa byłaby praktycznie bez znaczenia, Alianci by zajęli Azory…








Pico to jedyna wyspa w archipelagu, gdzie uprawia się winorośl. Najbardziej znanym winem z Pico jest słodkie robione z odmiany o nazwie verdelho. Uprawy mocno ucierpiały w czasie plagi filoksery, która dotarła nawet tu. W 1866r zamiast zwyczajowych 15.000 beczek wina wyprodukowano tylko 100. Na początku XX wieku musiało być sławne, gdyż w czasie rewolucji październikowej w carskich piwnicach znaleziono kilkaset butelek wina Verdelho do Pico. Poza wspomnianym produkuje się tu sporo wytrawnych win białych. Klimat sprzyjał tutaj uprawie herbaty i sadzonki przyjęły się na wyspie San Miguel. Początkowo uprawiano krzewy z Chin. Dziś większość upraw to herbata asamska na ostatnich dwóch plantacjach. Jedna z nich szczyci się historią sięgającą 1883 roku.

W 1929 roku, podczas próby przelotu przez Atlantyk zginął major Ludwik Idzikowski na samolocie Amiot 123. Wystartował 13 lipca 1929 r., z lotniska Paryż - Le Bourget. Po przeleceniu 2140 km, silnik zaczął wydawać trzaski, pilot zdecydował się lądować na wyspie Graciosa. Samolot wpadł na wał z kamieni i spłonął.





8 lutego 1989 uległ katastrofie Boeing-707-331 B linii Independent Air. Zginęły 144 osoby. Samolot z Bergamo do Punta Cama na Dominikanie zderzył się ze skalną ścianą góry wulkanu Pico Alto na wysokości 547 m n.p.m. Była to najpoważniejsza katastrofa na terytorium Azorów, a także całej Portugalii.


Moje 3 grosze


Nazwa Azory bierze się z portugalskiego słowa açores – jastrzębie, których jest tam wiele i jastrząb figuruje na fladze tego okręgu autonomicznego.

Niektórzy badacze Nieznanego uznają je za wschodni kraniec Imperium Atlantydzkiego, które opisywał Platon w swych dialogach. Przedstawiają na to ciekawe argumenty – m.in. obecność tam Guanczów – pierwotnych mieszkańców tych wysp i ich kulturę. Podobnie jest w przypadku Wysp Kanaryjskich i Wysp Zielonego Przylądka. Tylko one ocalały ze straszliwego kataklizmu, który pochłonął Atlantydę jakieś 20.000 lat temu.

Azory były przez długi czas jednym z „punktów bez powrotu” w czasie lotów transatlantyckich, kiedy samoloty nie mogły brać dostatecznej ilości paliwa, by wziąć Atlantyk „jednym skokiem”. Atlantyk pokonywano wtedy trzema skokami: Paryż/Londyn – Azory, potem Azory – Bermudy i w końcu Bermudy – Nowy Jork.

Ale najciekawsze – jak zwykle – znajduje się na dnie oceanu. Spójrzmy na mapę dna oceanicznego na południe od Azorów. Znajduje się tam sześć dziwnych, półkolistych obiektów, które przypominają kratery – czy są to kratery wulkaniczne – kaldery czy też astroblemy czyli kratery poimpaktowe? Nie zapominajmy, że według jednej z hipotez wyspa Atlantyda została zniszczona przez impakt asteroidy – w atlantologii zwanej Planetoida A. Czyżby więc były to ślady jej upadku na (jeszcze wtedy) suchy ląd?


Dziwnym jest także siódmy obiekt, który przypomina góry stołowe powstałe z gór wulkanicznych, które zostały zniszczone przez działanie wiatru i fal. Oznacza to, że góra ta kiedyś była wyspą i wznosiła się ponad poziom morza…


Drugim ciekawym miejscem jest obszar dna oceanicznego pomiędzy Maderą a Europą i Afryką. Ten z pozoru chaotyczny obraz jest spowodowany przez uskok tektoniczny Azory – Gibraltar. Uskok ten jest wciąż aktywny i od czasu do czasu dno Atlantyku drży w tamtym regionie. Wydarzenia z 1.XI.1755 roku są bardzo poważnym ostrzeżeniem.     

piątek, 1 maja 2020

DD Jordanów 19920604


Panorama Doliny Skawy

Jordanów, to niewielkie miasteczko w południowej części powiatu suskiego, na południowym – zachodzie województwa małopolskiego, leżące dokładnie na N 49°38’ - E 019°49’, na wysokości 450-500 m n.p.m. Miasteczko liczy sobie 20,9 km², na której to powierzchni mieszka 4.988 mieszkańców (dane za 1998 rok). Obszar Jordanowszczyzny obejmuje gminę Jordanów i przyległą do niej gminę Bystra Podhalańska – Sidzina, razem 100,13 km² oraz 11.113 dusz na nich żyjących.

Odnotowałem tam kilkanaście obserwacji i Bliskich Spotkań z UFO i Ufiastymi, ale ta obserwacja była chyba najbardziej spektakularną obserwacją NOL-a w Jordanowie!

Widok na Targoszówkę - to właśnie nad nią pojawił się BOL

Trwała ona blisko 3,5 godziny i jej świadkami było wiele osób – w szczególności mieszkańców ulicy Mickiewicza. 4 czerwca 1992 roku, w godzinach 18:00 – 23:30, nad doliną Skawy, powoli przemieszczała się czerwono-pomarańczowa świecąca pulsującym światłem kula. Obserwowana ona była przez panie Annę i Agatę M., rodziny pp. G. i L., B. oraz G. - razem ponad 20 osób! Wszyscy zgodnie oświadczyli, że BOL ukazał się w rejonie Targoszówki i zmierzał w kierunku Bystrej Podhalańskiej, gdzie ostatecznie znikł. Ówczesny krakowski student UJ – pan Achilles Serwiusz Filipowski zaobserwował tego NL z domku letniskowego na Staszkowej Polanie w Sidzinie!


Widoki na miejsce zniknięcia BOL-a

Przelot BOL-a spowodował panikę niektórych mieszkańców – sądzili oni, że zaczął się atak atomowy! – co akurat nie jest takie dziwne, jako że w latach 60. i 70. Jordanów był na liście pierwszoplanowego uderzenia jądrowego ze strony NATO i USA – o czym nas informowała Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa – a chodziło tu o magazyny Wojska Polskiego położone w okolicy stacji PKP. Inni domniemywali, że były to radzieckie lub czeskie próby z rakietami, ale kiedy stwierdzono, że „to coś” porusza się wolno i pulsuje światłem o częstotliwości 1-2 Hz – porzucili tę myśl.

Wiarygodność świadków tej obserwacji jest wysoka. Blask bijący od BOL-a był tak silny, że oświetlał wysokie cirrusy wiszące na dużej wysokości, co obserwowano ze znacznej odległości.


* * *


I rzecz ciekawa – tego dnia byłem w Jordanowie. Wyjechałem do Zakopanego autobusem o godzinie 18:00. Wyjeżdżając nie mógłbym zaobserwować tego BOL-a, bo nadlatywał on ze strony masywu Targoszówki, który zasłaniała mi góra Hajdówka. O wszystkim dowiedziałem się dopiero od rodziny.

Nawiasem mówiąc podobny obiekt zaobserwował mój kuzyn dr Bogdan Masłowski wraz z moim kolegą Marianem Chudym, którzy zaobserwowali tenże obiekt lecący nad doliną rzeki Skawy w latach 60. XX wieku. Niestety, byli wtedy małymi chłopcami i nie przywiązali do tej obserwacji większej wagi. Dopiero potem doszli do wniosku, że widzieli UFO w postaci BOL.

Poza tym miałem jeszcze kilka innych sygnałów o obserwacjach świecących kul w okolicach Jordanowa oraz wsi Wysoka, w rejonie przysiółka Targoszówka, a więc z kierunku z którego przyleciał obiekt widziany 4 czerwca 1992 roku. Opisałem je w książce „Projekt Tatry” (Kraków, 2002). Obserwacje te urwały się po 2000 roku.

czwartek, 30 kwietnia 2020

Na tropie zwierzęcia konodontowego




Stanisław Bednarz


Tak się złożyło że wszystko co ważne w geologii odkryto po zakończeniu moich studiów z geologii. Tak było z wymieraniem różnych organizmów, z tektoniką płyt, no i wreszcie ze zwierzęciem konodontowym.

Szczątki konodontów są jednymi z najpowszechniejszych skamieniałości. Jeśli kawałek skały wapiennej morskiej z okresu od późnego kambru do późnego triasu (500-200 min lat temu) rozpuścimy w kwasie octowym to w pozostałych resztkach prawie na pewno znajdziemy fragmenty konodontów, a być może nawet ich tysiące. Są to z reguły elementy o wielkości 0,1-3 mm, w kształcie, przypominające zęby kręgowców zbudowane z fosforanu wapnia. Już 50 lat temu zorientowano się że mogą służyć do datowania skał.

Pytanie o tożsamość zwierząt konodontowych długo dręczyło geologów. Na moich studiach profesor bezradnie rozkładał ręce i mówił. Tak naprawdę to nic nie wiadomo… Powszechne występowanie elementów konodontowych w osadach, tworzonych przez 300 milionów lat we wszystkich oceanach, świadczy, że konodonty były bardzo dobrze przystosowane do życia w różnych środowiskach morskich, słodkowodnych nie opanowały. Specjaliści nazywali takie zespoły ząbków aparatami. W latach 70-tych szwedzki profesor Mauritz Lindstorn próbował odtworzyć takie zwierzę, potem zapewne śmiał się z tego. Przedstawił coś zbliżonego do pękatej rolki papieru toaletowego ozdobionej od zewnątrz ząbkami, (czyli filtrator najeżony ząbkami.). Do prawdy było daleko.







W 1983 roku dwóch brytyjskich paleontologów Euan Clarkson i Derek Briggs badając krewetki w skałach karbonu Szkocji znaleźli w łupku dziwny odcisk. Zwierzę było wielkości małego palca od ręki, smukłe, a na jednym końcu miało koliście rozmieszczone ząbki konodontów. Czapki z głów - to zwierzę wielkości małej rybki pływające w ławicach miały aparat gębowy zbudowany z ząbków konodontowych. Nie było robakiem, ani filtratorem tylko prymitywnym strunowcem (coś jak minóg), jeszcze bez wykształconych szczęk. Jedynym elementem szkieletowym były te ząbki znajdowane wcześniej jako konodonty. Ponieważ zwierz nie miał szczęk, więc konodonty nie są tak naprawdę prawdziwymi zębami, tylko elementami chwytnymi otworu gębowego. Ta szczególna ostrość zębów sprawiała, że z pewnością częściej się uszkadzały i tępiły, stąd występujący u konodontów mechanizm regeneracji uszkodzeń, cechy, która (niestety) zanikła u pozostałych kręgowców. Ostre ząbki służyły także do wbijania się w ciało ofiary i mogło służyć do wstrzykiwania jej jadu. Złapana ofiara była szatkowana na części przesuwając się w aparacie gębowym. Tajemnica rozwiązana. Polecam moim kolegom geologom.

środa, 29 kwietnia 2020

NL/RV Zakopane 19790117




Prezentowany na FB przez Leszka Ostoję-Owsianego cykl wycinków prasowych z lat 70. i 80. na temat obserwacji UFO przypomniał mi o najbardziej widowiskowej obserwacji NOL-a na Podhalu i Tatrach. To był najbardziej spektakularny i bogaty w literaturę incydent z NOL-em, który na oczach dosłownie całego Zakopanego przedefilował po niebie i wywołał nawet elektryczny black-out tamtejszej elektrowni w Kuźnicach. Było to rankiem, dnia 17 stycznia 1979 roku. Nie będę się tu rozpisywał na ten temat, bo przypadek ten ma – jak tu już rzekłem – bogatą literaturę i był opisywany przez m.in. Lucjana Znicza-Sawickiego, a ja przypomnę tutaj to wydarzenie w opisie Krzysztofa Piechoty:

W środę, 17 stycznia 1979 roku, około godziny 06:10 rano, fotograf i dokumentalista z miejscowego Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych[1] - chor. MO Antoni Szreder wyszedł z domu udając się na Równię Krupową do pracy przy ul. Kościuszki, do RUSW Zakopane. W pewnej chwili patrząc w kierunku Tatr, na wysokości około 300 nad stacją IMGW na Kasprowym Wierchu ujrzał dwa jasno świecące  obiekty – jeden niemal idealnie nad drugim. Nagle ten, który tkwił nieco wyżej wykonał gwałtowny ruch w dół (...) i zawisł nad Kasprowym Wierchem. Wszystko trwało nie dłużej, niż trzy sekundy.
W tym samym czasie pełniący dyżur w elektrowni wodnej w Kuźnicach pan Józef Kois  przeżywa niesamowite CE2 z BOL-em , który:
... porusza się na niewielkiej wysokości i ryczy jak samolot odrzutowy na pasie startowym.
Spotkanie trwa kilkadziesiąt sekund i BOL świecący pomarańczowym światłem odlatuje w kierunku Polany Kalackiej i Kopy Kondrackiej.

Chor. Szreder w tym czasie wykonuje 36 zdjęć ze służbowego aparatu fotograficznego z teleobiektywem o f = 400 mm. Zdjęcia te poszły do analizy w WUSW w Krakowie. Także kilka innych osób obserwuje przelot NOL-a nad ulicami Zakopanego. Ich wypowiedzi odnotowano i pokazano w filmie „UFO nad Tatrami”.

W tej sprawie zabrali głos uczeni...


WYJAŚNIENIE ALTERNATYWNE:


... którzy oczywiście, a jakżeby inaczej, stwierdzili, iż wszyscy świadkowie widzieli i fotografowali planetę Wenus!!! Na łamach „Dziennika Polskiego” wypowiedzieli się dwaj fizycy i astronom, którzy w swym artykule krytycznym rozciągnęli czas przelotu NOL-a z kilku sekund na kilka minut, zignorowali fakt, że świadkowie widzieli wyraźnie DWA obiekty, nie mówiąc już o całkowitym zignorowaniu dowodów rzeczowych w postaci zdjęć NOL-a...

Żeby było śmieszniej, to wystąpili oni z hipotezą, że planeta Wenus świecąca nad szczytami o różnej wysokości zda się być raz bliżej, a raz dalej od obserwatora, w zależności od wysokości szczytu, nad którym aktualnie się znajduje!!! Nie ustosunkowuję się do tego – pożal się Boże – „wyjaśnienia”, boż tu potrzeba nie ufologa, ale psychiatry... Faktycznie, Wenus była obiektem na niebie – tym niższym. Wyżej od niej znajdował się NOL, który według zeznań świadków – i to zgodnych co do joty – poleciał w kierunku Kopy Kondrackiej, czyli najniższego i najbardziej wysuniętego na wschód szczytu Czerwonych Wierchów. Ta nazwa jeszcze nie raz przewinie się w tym Raporcie...[2]

Zdjęcia wykonane przez chor. Szredera są koronnym dowodem na to, że nie była to planeta Wenus, bowiem Wenus nawet przy swej największej jasności, czyli –4,2 mag. jest o wiele ciemniejsza od obiektu uchwyconego na zdjęciu, a który jest o wiele jaśniejszy od oświetlonego okna!

Jednym słowem, mimo obiekcji uczonych można stwierdzić, że wszyscy tego ranka widzieli i fotografowali TRUFO, tak prawdziwe, jak to z dnia 13 września 1973 roku.


* * *


Od opisywanych tu wydarzeń upłynęło już 41 lat, a my nadal nie wiemy, co widziano i sfotografowano nad Tatrami w ten zimny, styczniowy ranek. W latach 90., kiedy w Polsce był ufologiczny boom, z inicjatywy zakopiańskiego badacza i popularyzatora Nieznanego – śp. inż. Jerzego Łataka – został zrobiony przez TVP-3 Kraków film właśnie na temat tej obserwacji. W nim przeprowadzono wywiad ze wspomnianym tu śp. Antonim Szrederem, dr Magdaleną Rubiś i śp. Stanisławem Koisem, którzy byli świadkami tego przelotu. Na podstawie ich relacji jestem absolutnie przekonany, że to Nocne Światło nie mogło być samolotem czy czymś w tym rodzaju.

Od lewej: inż. Jerzy Łatak, dr Magdalena Rubiś i pan Józef Kois. Zdjęcie wykonano w dyżurce elektrowni wodnej w Kuźnicach. (Fot. R. Leśniakiewicz)

Poza tym zaobserwowane przez nich zjawiska towarzyszące obserwacji tego obiektu wpisują się w znane schematy Bliskich Spotkań z UFO i Ufiastymi, aczkolwiek do tego ostatniego nie doszło. Ale czy na pewno?

Realizując mój Projekt Tatry natknąłem się na relacje o Bliskich Spotkaniach z Istotami, które przenikały do domów i oddziaływały psychicznie na mieszkających tam ludzi. I nie była to tylko i jedynie gra rozhisteryzowanej wyobraźni, bo te Spotkania pozostawiły trwały ślad w psychice tych ludzi… Tak czy inaczej, incydent ten był tylko ogniwem z długiego łańcucha niewyjaśnionych zdarzeń w naszym regionie i kraju związanych z II Falą UFO z przełomu lat 70-tych i 80-tych ubiegłego stulecia.



[1] Dzisiaj Powiatowa Komenda Policji.
[2] R. Leśniakiewicz – „Projekt Tatry”, Kraków 2002.