Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Epoka Lodowcowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Epoka Lodowcowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 czerwca 2011

Wies’ - żywa skamieniałość Północy







Siergiej Kożuszko

List do redakcji „Tajn XX wieka” od czytelnika:

Droga Redakcjo!

- w dziewiątym numerze „Tajn XX wieka” przeczytałem interesujący artykuł o tym, że uczeni zabierają się za klonowanie mamuta. A tak nawiasem mówiąc, to niektórzy staruszkowie mieszkający na Północy mówią, że mamuty nie wymarły i istnieją także dzisiaj. Ale odkrycie ich jest bardzo trudne, tak jak śnieżnego człowieka. 

Inż. K. I. Kamieńskij z Jakucka

W czasie ostatnich dwóch stuleci z Syberii wywieziono około 50.000 mamutów. Sprzedaje się je za granicę w cenie 100,- USD za kilogram – jak twierdzi Siergiej Kożuszko w swym artykule zamieszczonym w „Tajny XX wieka” nr 11/2011.

Co mówi nauka?

Tobolski administrator P. Gorodcow w XIX wieku pisał: Mamut – jest to zwierzę roślinożerne i nie czyniące krzywdy ludziom. Przy spotkaniach z ludźmi mamut zachowuje się przyjaźnie…

Uczeni twierdzą tymczasem, że zgodnie z punktem widzenia współczesnych nauk, mamuty wymarły około 20 – 25 tys. lat temu. Jest to potwierdzone przez wyniki badań ilości radionuklidu 14C zawartych w wielu szczątkach tych zwierząt tego kopalnego zwierzęcia, które znaleziono na Syberii, rosyjskiej Dalekiej Północy i na Alasce.

W XX wieku uczeni wysunęli kilkanaście hipotez na temat wymarcia mamutów. Najbardziej popularną stała się hipoteza o wybiciu ich przez przodków człowieka. Jednakże w II połowie ub. wieku, pojawiło się przypuszczenie o tym, że wyginięcie mamutów na gigantycznych przestrzeniach kontynentu eurazjatyckiego było spowodowane przez jakąś ogromną, globalną katastrofę.  Stronnicy tej teorii sądzą, że te kopalne zwierzęta żyjące w strefach umiarkowanie zimnych, nie były w stanie przystosować się do drastycznej zmiany klimatu z umiarkowanie chłodnego na arktyczny 20.000 lat temu. Część uczonych za bezpośrednia przyczynę wymarcia mamutów uważa gwałtowne obniżenie się dobowej temperatury wskutek spadku jakiegoś ciała niebieskiego, które naruszyło równowagę klimatyczną, albo z powodu gwałtownej zmiany Biegunów naszej planety.

Zagadki historycznych kronik

Jednakże poglądom współczesnych uczonych o całkowitym wymarciu północnych słoni w czasie ostatniego glacjału, przeczy cały szereg historycznych dokumentów i świadectw. Tak więc chiński geograf Sy-ma Ciang żyjący w II w. p.n.e., po swej podróży po środkowej Syberii pisał, że: Co do zwierząt jakie tam żyją, to są to ogromne dziki, północne nosorożce i słonie pokryte sierścią… Z kolei nowogrodzcy i pskowscy kupcy już w XII i XIII wieku podróżujący za Kamienny Pas (Ural) w celach handlowych z tamtejszymi ludami, powracając do domu opowiadali o zagadkowych zwierzętach, w tym wspominali o ogromnych krowach pokrytych długą sierścią, z długim nosem i straszliwymi, długimi na trzy metry kłami. W roku 1238, nowogrodzki książę Aleksander Jarosławicz zapragnął schwytać to osobliwe zwierzę, ale nadejście wojsk Batyja pomieszało mu szyki i popsuło te plany…

Pośrodku XVI wieku ambasador austriacki Zygmunt Gerberstein przybywszy do Księstwa Moskiewskiego za czasów rządów cara Iwana IV Groźnego w swych „Zapiskach z Moskwy” stwierdził, że: na Syberii żyje wielka ilość ptaków i różnych zwierząt, jak np. kuny, sobole, gronostaje, wiewiórki i wies’…

Z zagadkowym wies’-em (весь - jak syberyjskie narody nazywają włochatego słonia) spotkali się w roku 1581 roku Kozacy atamana Jermaka Timofiejewicza. W tajdze, w miejscu zejścia się rzeki Isiet’ z rzeką Toboł natknęli się oni na gigantycznego słonia pokrytego długą sierścią. Tubylcy opowiadali zdobywcom Syberii o tym, że wies’ rzadko pokazuje się ludziom na oczy. W lecie przychodzą one z „lodowatej ziemi”, zaś w zimie odchodzą tam, „gdzie noc”. Ze słów syberyjskich tubylców wynika, że podobne stworzenie miał u siebie tajbugiński chan Kułuk Sułtan. 

Już w 1714 roku, chiński wysłannik Tu Li Shen w czasie swej długiej podróży do Petersburga przejechawszy cała Syberię pisał do swego cesarza: A znajduje się w owej zimnej krainie pewien zwierz, który – jak opowiadają – chodzi pod powierzchnią ziemi, a jak słońce czy ciepłe powietrze doń się dostanie, to ono umiera. Jego miano brzmi „mamut”, a po chińsku „hi-shu”.

Prawdziwe legendy

Obscy Ugrowie czyli syberyjscy Tatarzy, Tunguzi, Ewenkowie, Jakuci i nawet pierwsi rosyjscy osadnicy przekazywali sobie z ust do ust legendy o żywych skamieniałościach Północy. W ich opisach wies’ (wies, wieska, wiesok, itd.) był łagodnym zwierzęciem, które mierzyło w kłębie 3,5 metra, i z ogromnymi ciosami. Zgodnie z wierzeniami wielu syberyjskich narodów, w gęstej sierści tych stworzeń zamieszkują wiewiórki i ptaki.

Ewenkowie, Nieńcy, Jakuci i Ulczowie wierzą, że mamuty mieszkają w wielkich podziemnych norach, w których przemieszczają się na duże odległości. Z tymi opowieściami zgadzają się także chińskie legendy o tien-tu – ogromnym podziemnym szczurze z trąbą i słoniowymi ciosami, którego tłuszcz był cenionym wśród lekarzy Państwa Środka.

Rosyjscy pionierzy przekazują legendy o „cudownym nieznanym”, który jakoby przemieszczał się pod ziemią, opowiadali także o „długonosych krowach wielkości góry”, mieszkającym u tego dziwnego narodu, który żywił się ich pożywnym i  sytym mlekiem i ogrzewających w swej długiej sierści ludzkie małe dzieci.

Z tymi legendami zgadza się fińska legenda mówiąca o przedziwnych stworzeniach w sihirti, które dawno temu ukryły się pod ziemią, gdzie mieszkają do dziś dnia. W sihirti są podziemne renifery, pokryte gęstą sierścią, które nocami wychodzą na powierzchnię ziemi.  Ale jeżeli tylko promień słońca padnie na takiego renifera, to on ginie.

Jedna z tunguskich legend opowiada o tym, że dawno temu żył bogatyr o imieniu Kieczin, który posiadał stado takich włochatych bestii. One pasły się na brzegach Jeniseju i wykarmiały mlekiem cały ród bogatyra. Pewnego razu Kieczina ugryzła jadowita żmija. Bohater zmarł, a jego stado spłynęło z wodami burzliwej rzeki, by znaleźć się w ochibuganie – cesarstwie zmarłych, gdzie znajdowała się dusza jego gospodarza…

Realne świadectwa

Jeszcze bardziej niewiarygodnymi są niedawne świadectwa przedstawione przez naocznych świadków, którzy spotkali się z mamutami na przestrzeniach Syberii. I tak mieszkaniec wioski Igrim, położonej na brzegu rzeki Siewiernaja Soswa – Stiepan Gromow w mło0dości słyszał opowiadanie swojego dziadka – myśliwego, który wraz z jeszcze jednym człowiekiem w 1949 roku natknął się na takiego włochatego giganta. Tej jesieni myśliwi ujrzeli w tajdze niezwykle wielkie ślady, których rozstaw wynosił prawie 4 metry. Zdumieni ich wielkością długo szli po śladach, póki nie zobaczyli wielkie szarego koloru cielsko, które majaczyło pomiędzy cedrami. Kiedy podeszli bliżej, to ku swemu zdumieniu ujrzeli… mamuta – i to dokładnie takiego samego, jakiego wyobrażały rysunki w książkach!

Zwierzę nabierało trąbą wodę z niedużego jeziorka i wylewało ją sobie na grzbiet. Naraz mamut odwrócił się i powoli ruszył na myśliwych, nie okazując przy tym jakichkolwiek oznak agresji. Bez względu na ciekawość, obaj myśliwi uznali, że lepiej będzie uciec z miejsca spotkania…

Podobne zdarzenie miało miejsce z grupą poszukiwaczy złota, którzy płukali złoto w jednym z dopływów rzeki Indigirka, w końcu lat 70. XX wieku. Pewnego ranka, o wczesnej godzinie, kiedy poszukiwacze jeszcze spali rozległ się głuchy tupot, od którego zaczęła się trząść ziemia. Poszukiwacze szybko się obudzili i chwyciwszy za strzelby wysypali się na ulicę. Od strony rzeki dochodził plusk wody. Mężczyźni przekradli się na brzeg i ku swemu zdumieniu ujrzeli jakieś dziesięć mamutów, które stały w wodzie i piły jej chłodną wodę. Po jakiejś pół godziny potężne zwierzęta ugasiwszy pragnienie powoli powróciły do tajgi…

W czasach współczesnych nam pojawiła się – na pierwszy rzut oka całkiem bezrozumna – idea sklonowania mamuta. I całkiem bliską wydaje się ta chwila, w której każdy, kto tego sobie zażyczy, będzie mógł zobaczyć żywego mamuta, pełnoprawnego gospodarza bezkresnych syberyjskich przestrzeni…

Moje 3 grosze

Kiedyś, jeszcze na początku lat 90. ubiegłego wieku rzuciłem na łamach „Nieznanego Świata” propozycję stworzenia gdzieś w Polsce prawdziwego parku zwierząt uznanych za wymarłe w Paleogenie i Neogenie – taki Ice Age Park – Park Epoki Lodowej. Do pomysłu tego wróciłem zresztą w 2009 roku na łamach „Echa Jordanowa” postulując utworzenie takiego parku właśnie u nas – w Jordanowie. Dlaczego właśnie tutaj? Ano dlatego, że nieopodal mamy dwa Parki Dinozaurów – w Zatorze z ruchomymi makietami dinozaurów i w Inwałdzie k./Wadowic z nieruchomymi makietami, ale za to ze zbiorem makiet pierwszych wodnych bezkręgowców i kręgowców. Jordanowski Park byłby zatem uzupełnieniem tych dwóch parków. Oczywiście rzecz rozbiła się o brak pieniędzy i postawę miejscowych władz, które na tą rzecz spojrzały krzywo nie racząc nawet się do niej ustosunkować. No bywa i tak.

Tymczasem chciałbym przypomnieć, że o wyginięciu megafauny w Paleogenie pisał swego czasu polski uczony pracujący i piszący w Rosji – Julian Józef Sękowski (1800-1858) w noweli „Podróż uczona na Wyspę Niedźwiedzia” (wyd. rosyjskie 1833, wyd. polskie 1840)  - który jako chyba pierwszy uczony przed Luisem i Walterem Alvarezem  stwierdził, że niejednokrotnie Armagedon na Ziemi mogły powodować inne ciała niebieskie: Dnia 10 drugiego miesiąca bieżącego 11.789 roku na północno-wschodniej części nieba ukazał się mały kometa… - pisze on. I rzecz ciekawa – wiąże on spadek komety z zagładą cywilizacji barabińskiej (czytaj: atlantydzkiej). Oczywiście w tym także całej megafauny około 12.000 lat temu. Oczywiście Sękowski był stronnikiem teorii katastrof Georgesa Cuviera (1769-1832), ale jako pierwszy wprost nazwał rzecz po imieniu i stwierdził, że wielkie katastrofy geologiczne mogły wywołać impakty ciał niebieskich…

Czy zmiana biegunowości mogła wpłynąć w jakiś sposób na zagładę mamutów? Nie sądzę. Zmiany biegunowości występowały tak wiele razy w historii Ziemi, że gdyby dochodziło do jakichś gwałtownych wielkich wymierań, to właściwie człowiek jako gatunek nie miałby minimalnych szans na powstanie i całe życie na Ziemi składałoby się tylko z jednokomórkowców.

Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz ©   

sobota, 18 czerwca 2011

Zagadka Ziemi-śnieżki



W dotychczasowych „Okruchach Wszechświata” pisało się o dużych obiektach, które zagrażały Ziemi i innym planetom: asteroidach, Planetach od A do X, kometach i pomniejszych obiektach przemierzających przestrzeń kosmiczną.

Tym razem chciałbym powiedzieć coś o dwóch epizodach w życiu naszej planety, które miały ważki wpływ na przebieg ewolucji życia na Ziemi i które mają związek z epizodami Wielkich Wymierań. A co najciekawsze, nie były one spowodowane przez impakty wielkich asteroidów czy innych meteoroidów, ale przez strumienie śmiercionośnego, wysokoenergetycznego promieniowania atomowego – promieniowania gamma – γ, które co najmniej dwa razy w historii spustoszyło naszą planetę (i inne być może też!!!) ogałacając ją z wszelkich form życia bytujących na lądach i w płytkich strefach Wszechoceanu Ziemi.

Supernowe i Hipernowe 

Zaczniemy od teorii rozbłysków γ, które od czasu do czasu są obserwowane przez astronomów – a dokładniej przez ich przyrządy naziemne i kosmiczne. Najgroźniejsze z nich są emitowane przez wybuchy gwiazd Supernowych i Hipernowych.

Gwiazdami Supernowymi stają się wszystkie gwiazdy, których masa przekracza magiczną granicę 1,4 masy Słońca zwaną granicą Chandasekhara. Jak wiemy, gwiazdy istnieją dzięki dwóm ścierającym się siłom: sile grawitacji utrzymującą ją w jednym miejscu, i sile promieniowania dążącej do jej rozerwania.  Istnieją dwie możliwe drogi prowadzące do takiego wybuchu: w jądrze masywnej gwiazdy przestały zachodzić reakcje termojądrowe i pozbawiona ciśnienia promieniowania zaczyna zapadać się pod własnym ciężarem, lub też – w przypadku takiej gwiazdy w układzie podwójnym lub wielokrotnym – biały karzeł tak długo pobierał masę z sąsiedniej gwiazdy, aż przekroczył masę Chandrasekhara, co spowodowało eksplozję termojądrową. W obydwu przypadkach, następująca eksplozja supernowej z ogromną siłą wyrzuca w przestrzeń większość lub całą materię gwiazdy. Utworzona w ten sposób mgławica jest bardzo nietrwała i ulega całkowitemu zniszczeniu już po okresie kilkudziesięciu tysięcy lat, znikając zupełnie bez śladu. Z tego powodu w naszej Galaktyce znamy obecnie zaledwie 265 pozostałości po supernowych, choć szacunkowa liczba tego rodzaju wybuchów w ciągu ostatnich kilku miliardów lat jest rzędu wielu milionów. Najsłynniejszymi Supernowymi są wg. Wikipedii:

Rok 1006 - SN 1006 - niezwykle jasna supernowa w Wilku; obserwowana w Egipcie, Iraku, Włoszech, Szwajcarii, Chinach, Japonii oraz prawdopodobnie Francji i Syrii. Osiągnęła prawdopodobnie jasność ok. -7,5 m, dzięki czemu mogła być widoczna nawet w dzień.
Rok 1054 - SN 1054 - supernowa o jasności ok. -4 m; jej pozostałością jest słynna Mgławica Krab w Byku. Obserwowana w Chinach i Ameryce Północnej. Istnieją przesłanki, że obserwowana była także przez astronomów arabskich. Zaobserwowana 4 lipca.
Rok 1181 - SN 1181 - odnotowana przez chińskich i japońskich astronomów supernowa w Kasjopei. Jej pozostałością jest prawdopodobnie pulsar 3C 58
Rok 1572 - SN 1572, "gwiazda Tychona" - supernowa w Kasjopei, obserwowana przez Tychona Brahe, który w książce "De Nova Stella" po raz pierwszy użył określenia "nova". Zaobserwowana 6 listopada.
Rok 1604 - SN 1604, "gwiazda Keplera" - supernowa w Wężowniku, obserwowana przez Johannesa Keplera; ostatnia jak dotychczas supernowa w Drodze Mlecznej. Posłużyła Galileuszowi jako dowód przeciwko panującemu ówcześnie przekonaniu, że niebo nigdy się nie zmienia. Zaobserwowana 9 października.
Rok 1885 - S Andromedae w Galaktyce Andromedy, odkryta przez Ernsta Hartwiga
Rok 1987 - SN 1987A w Wielkim Obłoku Magellana, obserwowana już w kilka godzin po rozbłysku; była pierwszą okazją do obserwacyjnego zweryfikowania współczesnych teorii pochodzenia supernowych
Rok 2005 - SN 2005ap - najsilniejsza dotychczas zaobserwowana eksplozja.

Ta ostatnie – jak się wydaje – jest czymś, co astronomowie nazwali gwiazdą Hipernową. Czym jest Hipernowa? - Hipernowa (kolapsar) – to hipotetyczny rodzaj wysokoenergetycznej Supernowej powstający, gdy wyjątkowo masywna gwiazda zapada się na skutek ustania w niej reakcji termojądrowych.

Początkowo nazwa ta odnosiła się do eksplozji o energii przekraczającej stukrotnie jasność zwykłej Supernowej (czyli powyżej 10^46 J). Później terminem tym zaczęto wyróżniać wybuchy gwiazd najbardziej masywnych, o masach kilkadziesiąt razy przekraczających masę Słońca. Dokładna wartość wyjściowej masy gwiazdy przed kolapsem (na ciągu głównym), potrzebna do tego, aby jej wybuch spowodował hipernową, nie jest znana, zaś astrofizycy szacują ją na co najmniej kilkadziesiąt mas Słońca, w oparciu o teoretyczne modele budowy i ewolucji gwiazd. Podczas wybuchu hipernowej jądro gwiazdy zapada się bezpośrednio do stadium czarnej dziury. Jeśli gwiazda ta szybko rotuje, to z okolic jej biegunów, wzdłuż osi rotacji, wyrzucane są dwa wysokoenergetyczne strumienie plazmy, poruszające się z prędkością bliską prędkości światła w postaci dżetów. Strumienie te emitują intensywne promieniowanie gamma i są jednym z możliwych źródeł potężnych błysków gamma.

Ponieważ gwiazdy dostatecznie duże, by zapaść się bezpośrednio do czarnej dziury, występują dość rzadko, również eksplozje Hipernowych powinny być niezwykle rzadkim zjawiskiem. Część naukowców zaproponowała oddalonego o ponad 7,5 tysięcy lat świetlnych olbrzyma Eta-Carinae (η Car) jako kandydata na Hipernową w naszej Galaktyce w ciągu najbliższego miliona lat. (Wikipedia)

Wszystkie tu wymienione gwiazdy w czasie swego wybuchu emitują z rejonów swych biegunów tzw. dżety materii i bardzo silnego promieniowania γ. Są one bardzo wąskie i ich stopień rozpraszania jest bardzo mały. W przypadku trafienia w pokrytą życiem planetę wyjaławiają jej powierzchnię zabijając żywe organizmy co do nogi.

Tak było na Ziemi

Zapis kopalny wskazuje na to, że przynajmniej raz Ziemia znalazła się w strumieniu takiego silnego promieniowania γ. Uderzenie promieniowania spowodowało Wielkie Wymieranie na przełomie okresów Ordowiku i Syluru. Doprowadziło to do wymarcia 85% - czyli 100 rodzin – gatunków istot żywych zamieszkujących Wszechocean naszej planety: ramienionogi, mszywioły, trylobity, graptolity i konodonty.

Przyjmuje się, że bezpośrednią przyczyną było zlodowacenie superkontynentu Gondwany i takońska faza górotwórcza. Jednakże wygląda na to, że pierwszą przyczyną tego Epizodu Wielkiego Wymierania było właśnie uderzenie Ziemi przez strumień promieniowania gamma, które najpierw wysterylizowało jej kontynenty z pierwocin życia, które dopiero zaczęło wychodzić na ich brzegi, a także płytkie morza i szelf kontynentalny. Ostały się tylko te organizmy, które zamieszkiwały eufotyczna strefę Wszechoceanu – gdzie nie dosięgły ich mordercze promienie.

Ale to był zaledwie początek – nawała promienista doprowadziła do powstania w ziemskiej atmosferze ogromna ilość tlenków azotu, które spowodowały zwielokrotniony efekt cieplarniany, po którym nastąpiło zlodowacenie. Życie przetrwało, ale tylko w głębinach oceanicznych. A wszystko to działo się 438 mln lat (MA) temu.

Oczywiście życie ma to do siebie, że szybko odrabia poniesione straty i po tym Epizodzie miała miejsce eksplozja gatunków, które w Sylurze definitywnie opanowuje lądy. Są to początkowo sinice i grzyby, które jeszcze bardziej wzbogacają atmosferę w tlen niezbędny do życia. Występuje także burzliwy rozwój fauny morskiej. Jak widać – ten Epizod mimo początkowej hekatomby przyczynił się do rozwoju życia na Ziemi. Ewolucja rozkręciła się na szczątkach poprzedniego życia.

Ale przedtem był jeszcze jeden dziwny okres w dziejach młodej Ziemi, w którym to…

…Ziemia zamieniła się w kulę śnieżną…

W Dolnym Proterozoiku miało miejsce pierwsze w dziejach ziemi zlodowacenie; w ciągu całej ery miało miejsce ich kilka, a największe z nich w Kriogenie (Ziemia-śnieżka) – istnieje hipoteza, że cała planeta pokryta była lodowcem, nie zamrożone były jedynie głębie oceaniczne (podgrzewane ciepłem Ziemi).  Musimy się cofnąć w czasie aż o 850 MA.

Naukowcy powszechnie zgadzają się, że ważnym czynnikiem określającym temperaturę na Ziemi jest ilość dwutlenku węgla (CO2) w atmosferze. Wzrost poziomu CO2 powoduje wzrost średnich temperatur na całej planecie. Zjawisko to nosi nazwę efektu cieplarnianego (który może, ale nie musi być zależny od wpływu człowieka). Jednak co się stanie, kiedy cieplarnianych gazów zacznie ubywać? W takiej sytuacji cała planeta może się znacznie oziębić. Być może erozja krzemianów może doprowadzić do szybszego niż zwykle wiązania dwutlenku węgla w glebie. Dodatkowo 750 mln lat temu na Ziemi istniały już zdolne do fotosyntezy bakterie. One również są w stanie wiązać CO2, produkując związki organiczne. Nagły wzrost aktywności takich organizmów oraz pochłaniania gazów cieplarnianych przez glebę mógł spowodować tak silny spadek sprawności efektu cieplarnianego, że średnie temperatury na całej planecie znacznie się obniżyły. Powstający lód spowodował jeszcze większe obniżenie temperatury (albedo Ziemi wynosiło prawie 1) i w końcu cała Ziemia zamarzła. Podczas gdy w czasie ostatnich epok lodowych temperatura obniżała się o ok. 3 – 12 °C, to po zamarznięciu całej planety jej średnia temperatura mogła wynosić nawet –50 °C. Tak podaje Wikipedia.

Niby wszystko jest w porządku, ale… No właśnie. Jak dotąd nie mówi się niczego o przyczynie tego zlodowacenia. Ubywanie CO2 z atmosfery mogło mieć swój wpływ. Tym niemniej nie wyobrażam sobie, by tylko CO2 był absorbowany przez sinice i zielenica oraz krzemiany w takiej ilości, że spowodowałoby to efekt zamrażarki. Poza tym lwią część CO2 dają ziemskiej atmosferze wulkany, a w Kriogenie musiało być ich o wiele więcej, niż obecnie. Przyczyna? – bardzo prosta – Ziemia miała wtedy o wiele cieńszą skorupę. Strumień ciepła dopływający z jej wnętrza musiał być o wiele silniejszy od dzisiejszego. Strumień ten opisuje tzw. stopień geotermiczny – przeciętnie wynosi on 33 m/°C (w Polsce 47,2 m/°C) co wynosi mniej więcej 60 mW/m². Uczeni szacują, że spadek temperatury Ziemi w ciągu 1 GA (miliarda lat) wynosił zaledwie 130 K, a zatem nie miał on żadnego znaczenia.

Owszem, dla Ziemi jako całości, z jej ognistopłynnym jądrem o temperaturze 5000 – 6000 K to tak, ale czy dla jej powierzchni? – chyba nie. Gdyby tak było, to nie  mogłoby się pojawić ani jedno zlodowacenie, a tymczasem w historii naszej planety było ich kilka...

A zatem co się stało w Kriogenie?

Mikrofalówka i zamrażarka

Jestem przekonany, że podobnie jak w przypadku Epizodu Wielkiego Wymierania dinozaurów na granicy Kredy i Paleogenu, czyli K/Pg – co miało miejsce 64.800.031 lat temu – asteroid Chicxulub i towarzyszące pomniejsze meteoroidy zadały coup de gràce i tak ginącemu światu dinozaurów, tak w Kriogenie taka przyczyną zlodowacenia Ziemi mogło być uderzenie w naszą planetę całego dżetu powstałego po wybuchu Hipernowej.

Podobnie jak w Epizodzie z granicy O/S doprowadziło to najpierw do podgrzania całej atmosfery, likwidacji warstwy ozonowej i zatruciu jej tlenkami azotu. W dalszym ciągu nastąpiły opady kwaśnych deszczów zatruwających wody Wszechoceanu i śmierć żyjących w nich organizmów. Przetrwały tylko organizmy głębinowe…

W Kriogenie były już organizmy morskie, a w ogóle z Proterozoiku z pochodzą najstarsze znaleziska kopalne zwierząt - prymitywnych tkankowców (fauna ediakarańska). Pod koniec tego okresu pojawiają się jamochłony, gąbki, pierścienice, stawonogi. Życie ograniczone jest wyłącznie do morza. Środowiska ekstremalne powszechnie zasiedlają archeowce i bakterie. Pytanie, które stawiam brzmi – czy na pewno?

Życie I Generacji

Do czego zmierzam – otóż do tego, że przez Ziemią-śnieżką naszą planetę mogły zamieszkiwać istoty wyżej rozwinięte, niż tylko bakteria i prymitywne rośliny i zwierzęta morskie. A co za tym idzie – życie, które my znamy i którego częścią jesteśmy my sami mogłoby być życiem II Generacji. Generacji zrodzonej po katastrofie w Kriogenie.

Oczywiście na to trzeba dowodów. Zastanówmy się – tragedia sprzed 850 MA pozostawiła zaledwie nikłe ślady widoczne do dziś dnia, a przecież była kataklizmem w skali planetarnej, jakiej jeszcze świat nie widział. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z przepaści Czasu o jakich mówimy!

Współcześnie uczeni twierdzą, że życie zaczęło swój bieg ku wyżej zorganizowanym formom już w Archaiku – czyli po utworzeniu się stałej skorupy Ziemi i Wszechoceanu, w którym bytowały pierwotne bakterie i sinice. A to było 2,5 GA temu!

Życie jakie znamy datuje się właściwie właśnie od ediakariańskiej eksplozji życia po zlodowaceniach Kriogenu. Pytanie zatem brzmi: co się działo pomiędzy 2,5 GA a 850 MA temu? Pytanie jest o tyle ważkie, że jest to odcinek czasu równy aż 1.65 GA – czyli miliard, sześćset pięćdziesiąt milionów lat, a zatem niemal dwukrotnie dłuższy niż odcinek czasu, w którym powstało i rozwinęło się życie w postaci, jaką znamy!

Czy było tak, jak opisuje Robin Cook w swym „Uprowadzeniu” (Warszawa 2005), w którym ludzie spotykają się z istotami powstałymi w czasie istnienia życia I Generacji. Czy byłoby to możliwe? Owszem – być może istniało nawet kilka generacji takiego życia, albo – co jest jeszcze ciekawsze – na Ziemi współżyje z nami równolegle rasa istot rozumnych powstałego jeszcze przed Kriogenem… Istotom tym w przetrwaniu tego kataklizmu (i innych też) pomogła technika i kto wie, czy wszystkie dziwne incydenty i zjawiska nie mają związku z Ich obecnością na Ziemi?

Czy można znaleźć ślady życia I Generacji w zapisie kopalnym? Myślę, że tak, ale będzie to niesłychanie trudne. Jeżeli już gdzieś one mogłyby się zachować, to tylko i wyłącznie na obszarach najstarszych kratonów – a dokładniej tarcz i platform kontynentalnych, bowiem tam występują najstarsze skały osadowe na Ziemi.

Jaka jest nasza przyszłość?

Najgorszy scenariusz przewiduje niespodziewane uderzenie promieniowania γ po wybuchu gwiazdy Supernowej czy Hipernowej w odległości do 8000 lat świetlnych od Układu Słonecznego. Niespodziewane dlatego, że lecące z prędkością światła promienie γ są dla nas niewidzialne dotąd, dopóki nie uderzą w naszą atmosferę. Zastanawiające jest to, że taki dżet mógł trafić także w Marsa – zdzierając z niego atmosferę i wyżarzając na kość oraz Wenus, powodując na niej mega-efekt cieplarniany, który trwa tam do dziś dnia. Pozostałe planety przetrwały bez zmian dzięki ich potężnym polom grawitacyjnym, które utrzymały wyziębione atmosfery.

Tak samo nie będziemy w stanie zobaczyć wybuchającej gwiazdy, która je wyemituje. W bezpośrednim sąsiedztwie Słońca nie ma takich groźnych gwiazd, ale grozi nam przekształcenie się Betelgeuse (Alfa-Orionis, α Ori), która jest czerwonym olbrzymem w gwiazdę  Supernową. Betelgeuse jest odległa tylko o ok. 500 ly… Drugą zagrażającą wybuchem jest gwiazda WR-104 w Strzelcu, która jest odległa o 8000 ly.  Prognozy australijskich astronomów wskazują na to, że może dojść do wybuchu Betelgeuse na przełomie lat 2011/1012, o czym pisałem już w artykule „Nad Ziemią zajaśnieją dwa słońca?”.


Jakie mogą być skutki tego wydarzenia? Jeżeli biegun Betelgeuse nie będzie wycelowany w Ziemię – przeżyjemy. Jeżeli tak… - podzielimy los istot należących do życia I Generacji, albo ordowickich wielkoraków i innych belemnitów… Życie przetrwa, ale tylko i wyłącznie w postaci istot żyjących w pobliżach dennych źródeł hydrotermalnych w strefie abysalnej Wszechoceanu. I odrodzi się na nowo jako życie kolejnej – już III Generacji.

Na jak długo?...

Jordanów, 2011-05-21