Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyspa Wielkanocna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyspa Wielkanocna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 kwietnia 2026

CE4 na Wyspie Wielkanocnej

 


Albert Rosales

Lokalizacja: W pobliżu Hanga Roa, Wyspa Wielkanocna, Chile

Data: 1950

Godzina: wieczór

Opis incydentu:

Veri Ica, znana pisarka i poetka języka rapanui, wspominała dziwne zdarzenie, którego doświadczyła jako mała dziewczynka. W tamtym czasie każdego wieczoru spacerowała tą samą ścieżką, aby spotkać się z ojcem, który pracował na pobliskim lotnisku.[1] Tego wieczoru oboje wracali do domu i wspomina, że ​​słońce jeszcze nie zaszło. Nagle usłyszała głośny hałas i odwróciła się, aby zobaczyć dziwny obiekt w kształcie dysku, który unosił się nad pobliskim wzgórzem. Chwilę później obiekt przeleciał nad ścieżką, na której się znajdowali, i wylądował na polu przy pobliskim domu. Podczas lądowania zobaczyła, jak trawa się porusza, a ziemia jest mocno poruszona, najwyraźniej przez jakiś rodzaj napędu. Obiekt miał około 5 metrów średnicy i mniej więcej taką samą wysokość. Jednak najbardziej dziwaczna część spotkania miała dopiero nastąpić. Statek wylądował w pobliżu mężczyzny lub tubylca Rapanui, ubranego w białą koszulę i „normalne” spodnie, co sprawiało wrażenie, jakby „czekał” na przybycie statku. W statku otworzył się właz i z obiektu wyszła wysoka, szczupła istota, około 2 metrów wzrostu. Istota miała na sobie srebrzysty, metaliczny, jednoczęściowy, obcisły kombinezon. Kombinezon zakrywał dłonie i uszy istoty, twarz „jak u nurka” pozostała odsłonięta, ale pamiętała jedynie, że była bardzo blada i nie mogła sobie przypomnieć żadnych innych rysów. Teraz, gdy właz się otworzył, świadek mogła zajrzeć do środka i zobaczyć coś, co wyglądało na „srebrzyste zasłony”, najwyraźniej wykonane z tego samego materiału co kombinezon istoty. Kilka sekund później druga istota, bardzo podobna do pierwszej, wyszła z obiektu i wpatrywała się prosto w Veri i jej ojca. Ignorując ich, dwie istoty i lokalny mężczyzna Rapanui zaczęli rozmawiać między sobą. Chwilę później cała trójka weszła do obiektu, który następnie uniósł się w powietrze i zniknął w oddali z dużą prędkością.

Dodatek do HC

Źródło: Miguel Pedrero i Fran Contreras, Año Cero # 252

Typ: B


Komentarze:

Kim był mężczyzna, którego dwaj kosmici zabrali na swój statek kosmiczny? (Albert Rosales)

Zdumiewające (Victor Rogers)

Zdumiewająca lokalizacja i interesujący jest ten facet zabrany przez Ufiastych. (Kath MacCarthe-Johnson)

Wygląda na to, że pani Veri i jej ojciec byli świadkami zabrania z Ziemi agenta Obcych, który został wycofany z naszej planety. Obawiam się, że może mieć to związek z ziemskim programem kosmicznym z lat 80. XX wieku – port lotniczy Mataveri był zapasowym lądowiskiem dla amerykańskich promów kosmicznych, a w odległości 2681 km znajduje się tzw. Punkt Nemo – zrzutowisko dla zdeorbitowanych sztucznych satelitów Ziemi. I nie ma tu znaczenia, że to CE miało miejsce w 1950 roku – bo UFO poruszają się równie dobrze w Czasie jak i Przestrzeni. Należałoby sprawdzić, czy podobne obserwacje wydarzyły się na drugiej pobliskiej wyspie Duice (Ducie) odległej także o 2681 km od Punktu Nemo. Niestety, jest ona niezamieszkała… (Robert Leśniakiewicz)

Też chciałbym żeby tak było (Albert Rosales)

Opracował - ©R.K.Fr. Sas – Leśniakiewicz



[1] Lotnisko Mataveri zostało zbudowane dopiero w latach 80. na mocy porozumienia Chile – USA i miało służyć jako awaryjne lądowisko dla promów kosmicznych. Pas startowy liczy sobie 3318 m długości. Autorowi prawdopodobnie chodzi o inne lotnisko. 

niedziela, 11 kwietnia 2021

Kamienne idole Wyspy Wielkanocnej



Margarita Kapskaja

 

Długość pasa startowego portu lotniczego Mataveri na Wyspie Wielkanocnej wynosi 3318 m, był przedłużany w 1986 roku na prośbę USA, by lotnisko było rezerwowym lądowiskiem dla promów kosmicznych.

Ten niewielki skrawek lądu jest uważane za jeden z najbardziej tajemniczych miejsc naszej planety. Zagadki dla uczonych napotyka się tutaj na każdym kroku. Jak tutaj znaleźli się krajowcy – a do tego ludzie różnych ras: i biali i ciemnoskórzy? Jak oni byli w stanie przeżyć, skoro na wyspie nie było dużych drzew i jej mieszkańcy nie mieli opału w chłodne i wietrzne zimy? O oczywiście największa zagadka tego miejsca: ogromne kamienne figury. Mnóstwo figur. Kto i dlaczego je stworzył i ustawił w dziwnym porządku?

 

Jasnoskóry tubylec

 

Wyspa była odkryta w niedzielę wielkanocną w 1722 roku, przez ekspedycję niderlandzkiego żeglarza Jacoba Roggevena.[1] Europejczycy byli tam wszystkiego tylko jeden dzień – ale zapisy w dzienniku pokładowym świadczą o tym, że oni od razu zetknęli się z nierozwiązanymi zagadkami. Pierwsza z nich: pośród krajowców, którzy weszli na pokład statku jeden z nich był białoskórym! Druga: tubylcy mieli ciała pokryte tatuażami wyobrażającymi ptaki i zwierzęta, których na wyspie nie było. No i najdziwniejsze – na brzegu oceanu, plecami do wody stały ogromne, kamienne figury, którym krajowcy oddawali cześć, ale o powstaniu których niczego nie potrafili powiedzieć.

Rano Kao - bagno w kraterze
Człowiek-ptak

Trzy mniejsze wyspy wielkanocne: iglica Motu Kao Kao, mniejsza Motu Iti i wyspa ludzi-ptaków Motu Nui


Petroglify na Orongo

Dzisiaj Wyspa Wielkanocna (miejscowa nazwa Rapa Nui) należy terytorialnie do Republiki Chile i jest najbardziej oddalonym od kontynentów zamieszkałym skrawkiem lądu w świecie (odległość od najbliższego lądu wynosi 3500 km). Powierzchnia tego kawałka lądu wynosi 163 km², zasiedlenie w roku 2012 wynosiło 5806 mieszkańców. Oficjalne języki to hiszpański i rapanujski (dialekt polinezyjskiego), a gospodarka bazuje na turystyce.

Ekspedycja Jacoba Roggevena oceniła liczbę krajowców na ok. 2000 osób. I oczywiście Europejczycy nie byli w stanie zrozumieć, jak miejscowi – którzy nawet łódki robili z kawałków drewna (ówcześnie na wyspie rosły tylko krzewy) mogli wyrąbać w skale monolityczne figury i przemieścić je do miejsca przeznaczenia.


Cyklopowy mur ahu - wybudowany tak, jak mury inkaskich twierdz górskich 
Zapadnięta w grunt figura
Czerwona "peruka" pukao z głowy figury

Nieukończone kamienne figury w kamieniołomie Rano Raraku...
...i figura stojąca na platformie ahu

Przez całe stulecia uczeni łamali sobie głowy nad tą zagadką. Kamienne figury, które wyspiarze nazywają moai, sięgają do 10 m wysokości. Wykuwano je w kraterach wygasłych wulkanów (tam do dziś dnia znajdują się nieukończone figury). Ogólnie rzecz biorąc, jest ich około 900. Rozmieszczenie niektórych z nich wydaje się być chaotycznym, zaś inne stoją w dokładnym porządku. Są one do siebie podobne: ogromne głowy z wystającymi podbródkami, z długimi uszami, z grubymi i wyraźnymi rysami twarzy. Wulkaniczny tuf, z którego zostały wyrzeźbione jest stosunkowo lekkim materiałem, ale że na wyspie nie ma drzew (to znaczy nie ma jak i z czego zrobić dźwignie i sanie transportowe) praca nad przemieszczeniem kamiennych gigantów wydaje się współczesnym uczonym niemożliwą dla krajowców. To dało niektórym badaczom powód do wygłaszania opinii, że figury wycinali z kamienia, transportowali i ustawiali jacyś przedstawiciele wysoko rozwiniętej cywilizacji. Tym bardziej, że zgodnie z legendami, kamienne figury samodzielnie dochodziły do miejsc, na których dzisiaj się znajdują.

 

Łodzie i ziemniaki

 

Zadziwiające jest to, że w 2012 roku rozpoczęto prace odkopywania niektórych figur. I okazało się, że mają one nie tylko głowy, ale także ciała pokryte różnymi wzorami! Przy czym są one podobne do tatuaży krajowców – wyobrażenia niektórych przedmiotów, a także zwierząt i ptaków, których na wyspie nie ma.

Wyjaśniło się, że ciał tych kamiennych posągów nikt nie zakopywał – to one same zapadły się w ziemię pod wpływem swego ciężaru.

Rysunki na nich pomogły odpowiedzieć na cały szereg pytań. Przede wszystkim na to, kiedy na wyspie pojawili się ludzie. Na niektórych figurach wyrzeźbione są ogromne łodzie płynące na morzu.[2] To potwierdziło domysły uczonych, że Rapa Nui została zasiedlona przez Polinezyjczyków (mieszkańców wysp środkowej i zachodniej części Pacyfiku).


Obalone figury w czasach huri moai
Kamieniołomy Rano Raraku
Zrekonstruowane Ahu Tongariki







Krajobrazy Rapa Nui z kamiennymi posągami

Ale jednocześnie potwierdziła się wersja słynnego norweskiego podróżnika Thora Heyerdahla, który twierdził, że kamienne idole Wyspy Wielkanocnej są podobne do dawnych posagów znalezionych w Ameryce Pd., a rosnące na Rapa Nui słodkie ziemniaki mówią o kontaktach z tym kontynentem. Jak wiadomo, ekspedycja pod kierownictwem Thora Heyerdahla dokonała rejsu na tratwie Kon-Tiki od brzegów Peru do archipelagu Tuamotu[3] – o wiele dalej niż do Wyspy Wielkanocnej, żeby dowieść, że podobne podróże w przeszłości były realizowane.

Tak więc nie ma żadnych wątpliwości, że kolonizacja Wyspy Wielkanocnej miała kilka etapów i z wielu miejsc zasiedlonych przez ludzi.

Pozostało tylko wyjaśnić, w jaki sposób ona przebiegała.

 

Bogowie z długimi uszami

 

Zgodnie z miejscowymi przekazami, kiedyś na wyspie mieszkali ludzie z długimi uszami – oni wstawiali w małżowiny uszne kamienie, które je rozciągały nawet do barków. W dżunglach Ameryki Południowej do niedawna znajdowały się plemiona robiące podobnie, tak że można powiedzieć, że byli to uchodźcy z tych miejsc (z największą wiarygodnością  z dzisiejszego Peru, na co wskazywał Thor Heyerdahl). Ale wraz z nimi na wyspie mieszkali krótkousi – potomkowie tych, którzy przybyli tam z Polinezji.

Rozszyfrowane dosłownie kilka lat temu drewniane deseczki z miejscowym pismem (kohau rongo-rongo), a także badania paleontologów pozwoliły nam na opracowanie historii ten wyspy.

Wyspa została zasiedlona przez Polinezyjczyków około roku 400 n.e. Rosły na niej banany, ziemniaki, trzcina cukrowa. Przesiedleńcy przywieźli ze sobą kury, które doskonale się zaadoptowały do warunków. Wyspa wyglądała wtedy jak rajski zakątek – subtropikalny las z dużymi palmami i smacznymi owocami. Wielkość populacji mogła wynosić 20.000 ludzi, którzy zajmowali się nie tylko rolnictwem, ale także łowieniem ryb.




Kamienne idole na Tahiti

Około roku 1200, pojawili się tam przybysze z Ameryki Pd. – długousi ludzie. No i miejscowi uznali ich za bogów – bowiem posiadali oni wysoką wiedzę. Długousi z Peru przejęli władzę na wyspie nad potomkami Polinezyjczyków. Nakazali oni krótkouchym wycinanie ze skał kamiennych kolosów, które podkreślały prestiż rasy rządzącej.

W czasie wykopalisk przy posągach znaleziono resztki powrozów i drewnianych dźwigni – a to oznacza, że na wyspie rosły wielkie drzewa. Stało się oczywiste, skąd wzięła się legenda, że posągi kroczyły samodzielnie: przesuwano je w pozycji pionowej wykonując niewielkie „kroki” o długości 20-30 cm (tak jak przemieszcza się ciężki mebel). Niezorientowanym mogło się wydawać, że moai same przemieszczają się po brukowanych drogach, trzy z których zachowały się do naszych czasów.

 

Katastrofa ekologiczna

 

W XIV-XV wieku, życie na wyspie się załamało. Potomkowie pierwszych długouchych podzielili się na klany i zaczęli ze sobą wojny. Ale co najważniejsze – każdy chciał mieć na własność największe, a więc najsilniejsze kamienne idole. Las został całkowicie wyrąbany do ich transportowania. Jako że nie było już owoców, to spowodowało, że Rapa Nui opuściły ptaki. Przybrzeżne ryby i delfiny odeszły na inne miejsca – w wodzie przy wyspach nie starczyło dla nich pokarmu. Wśród mieszkańców wyspy zaczął się głód i kanibalizm. Populacja wymierała i w końcu krótkousi się zbuntowali. Trudno powiedzieć, jak długo trwało powstanie - niektórzy badacze mówią o dziesiątkach lat. W rezultacie tego, wszyscy długousi zostali wybici. Przestano wykuwać kamienne figury, część z nich pozostała w kamieniołomach.

Ale dla zniszczonej przyrody straty okazały się nie do odrobienia. Nie było drzew i ludzie nie mieli materiałów konstrukcyjnych do chat i łodzi. Długousi nie raczyli przekazać krótkouchym sekretów efektywnej uprawy roślin, na wyspie panował głód – i w konsekwencji kanibalizm. Populacja zmniejszyła się co najmniej 10 razy.

W 1862 roku, przybyli z Peru łowcy niewolników porwali niemal wszystkich mieszkańców w niewolę.

 

Dukaty w sakiewce

 

Udało się rozwiązać zagadkę powstania kamiennych figur. Ale wyspa kryje w sobie wiele innych tajemnic. Jedna z nich – niepojęte i niewyjaśnione zniknięcie tego skrawka lądu, niejednokrotnie odnotowane w dziennikach pokładowych przepływających tamże statków. I tak np. w sierpniu 1908 roku, chilijski statek SS Gloria skierował się na Rapa Nui, by uzupełnić zapas słodkiej wody. No, ale w pożądanym miejscu wyspy po prostu… nie było. Wedle obliczeń, statek po prostu przeszedł przez nią na wylot!

Podobna historia miała miejsce w 1928 roku z turystycznym liniowcem.

A w czasie II Wojny Światowej dwa niemieckie U-booty podpłynęły do Wyspy Wielkanocnej, gdzie ich powinien spotkać okręt zaopatrzeniowy – i także nie odnalazły Rapa Nui.

W 1922 roku, po silnym tsunami, piloci wysłanych na rozpoznanie samolotów oświadczyli, że cała wyspa skryła się pod wodą. Ale po kilku dniach Rapa Nui znów znajdowała się na swoim miejscu.

Wielu badaczy przypuszcza, że Wyspy Wielkanocne znajdują się w anomalnej strefie, w której mogą pojawiać się ludzie i/albo przedmioty z innych wymiarów – i zaczarowane wyspy mogą na jakiś czas znikać.

Ale to nie wszystko. Pod koniec lat 80-tych ubiegłego wieku, australijska ekspedycja odkryła tam pozostałości średniowiecznego rycerza i jego konia. Wykopaliska przebiegały na skraju niewielkiego bagna i ciała jeźdźca i jego konia doskonale się zachowały. Sądząc po artefaktach, rycerz był członkiem tzw. Zakonu Inflanckiego[4] z XIV-XV wieku, a w jego sakiewce znajdowały się złote dukaty wybite w 1326 roku. Jakim sposobem znalazł się on na tej zagubionej pośród oceanu wyspie? Jedyne przypuszczenie jakie wysunęli uczeni: jakieś mistyczne siły przeniosły go tutaj z miejsca, w którym uległ on śmiertelnemu niebezpieczeństwu.

To jest jedynie mała część zagadek tajemniczych wysp, i będziemy czekać na następne odkrycia ich badaczy.

 

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 33/2019, ss. 20-21

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

Zdjęcia - ©W.Leśniakiewicz       



[1] W rzeczywistości są tam cztery wyspy: wyspa główna - Rapa Nui, i mniejsze: Motu Kau Kau, Motu Iti i Motu Nui – wyspa Ludzi Ptaków.

[2] Na Wyspie Wielkanocnej do dziś używa się łodzi zrobionych nie z drewna, ale z trzciny tortora rosnącej w jeziorkach w kraterze Rano Kao.

[3] Rafa Raroia.

[4] Livoński Zakon (pełna nazwa — Bractwo Rycerzy Chrystusa Livonii, łac.: Fratres miliciae Christi de Livonia, niem.: Brüder der Ritterschaft Christi von Livland — oddział (landmaisterstwo) Zakonu Teutońskiego (Krzyżaków) w Livonii (dzisiejsze terytoria Łotwy i Estonii) w latach 1237—1567. Założony w 1237 roku z pozostałości rozgromionego przez ludy bałtyckie Zakonu Kawalerów Mieczowych. Miał on szeroką autonomię. Rezydencją Wielkiego Mistrza Zakonu był Wenden Schloß (Zamek w Cesis - Kiesi) na Łotwie.


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Wyspa Wielkanocna: jak zginęli bogowie

Mapa Wyspy Wielkanocnej (Internet)


Andriej Lieszukonskij


W 1962 roku obok stolicy Wyspy Wielkanocnej – Hanga-Roa – amerykańscy specjaliści zbudowali port lotniczy Mataveri, ponieważ NASA potrzebowała bazy na Oceanie Spokojnym do śledzenia startów sztucznych satelitów Ziemi.

[A przede wszystkim, w latach 80., wybudowano tam czterokilometrowy pas startowy do przyjmowania wahadłowców w ramach misji kosmicznych NASA i „wojen gwiezdnych” – uwaga tłum.]

Czy chcecie zniszczyć cała cywilizację, ale nie wiecie jak? Zapytajcie o to mieszkańców Rapa Nui, bardziej znanej jako Wyspa Wielkanocna. To właśnie ich przodkowie wymądrzyli się i zmienili rajski zakątek planety w jałowy kawał skały, praktycznie nie nadającej się do życia. Ostatnie wnioski brzmią: to nie Europejczycy zlikwidowali wyspiarzy. Ich spotkanie z białymi była jedynie ostatnim krokiem ku zagładzie. Cywilizację Wyspy Wielkanocnej zgubiły rewolucja religijna i bezpowrotne naruszenie równowagi ekosystemu.

Znane na cały świat kamienne idole z Wyspy Wielkanocnej

Niektóre idole pozostałe w kamieniołomach

Mieszkaniec Wyspy Wielkanocnej w tradycyjnym stroju

Tak właśnie stawiano gigantyczne posągi...


Idźcie i mnóżcie się!


Zgodnie z miejscową legendą, pierwsi osiedleńcy przybyli na Rapa Nui dwoma ogromnymi pirogami – właściwie statkami. Byli to najprawdopodobniej mieszkańcy Polinezji. Nie jest znany dokładny czas zasiedlenia wyspy, ale przyjęto iż stało się to około 900 roku.

Wyspa Rapa Nui była idealnym miejscem do samowystarczalnej egzystencji. Stąd do najbliższych zamieszkałych wysp dystans wynosi ponad 2.000 km, zaś do kontynentu co najmniej dwukrotnie dalej. Oczywiście na wyspę mogli przeniknąć także i wrogowie. Do momentu pojawienia się tutaj ludzi na Rapa Nui, jak wykazują to analizy radiowęglowe, był to rzeczywisty rajski zakątek. Wyspa gęsto zarośnięta była palmami, wśród których mieszkało wiele ptaków i zwierząt. Na Rapa Nui nie było żadnych drapieżników. W przybrzeżnych wodach wyspy kipiało od ryb i krabów. Średnia temperatura powietrza wynosiła +20°C. Co można robić w takich rajskich warunkach? Płodzić się i rozmnażać! I to właśnie tym zajęli się osiedleńcy.

Jezioro kraterowe w Rano Kao - to własnie tam rośnie sitowie totora, z którego wyrabiano m.in. łodzie i pływaki dla rybaków z Rapa Nui (fot. W. Leśniakiewicz)

Wizerunek człowieka-ptaka wyryty na kamieniu w ruinach Orongo Nui (fot. W. Leśniakiewicz)

Wizerunki ludzi-ptaków wyryte w ruinach Orobgo. Na dalszym planie widoczne są: iglica Motu Kao-Kao oraz wyspy ludzi-ptaków - Motu Iti i Motu Nui (fot. W. Leśniakiewicz)

Wyspy Motu Nui, Motu Iti i iglica skalna Motu Kao-Kao (fot. W. Leśniakiewicz)

Szczegół konstrukcji platformy sakralnej ahu. w te szczeliny pomiędzy poszczególnymi elementami konstrukcji ahu nie wchodzi nawet ostrze żyletki, a całość przypomina indiańskie konstrukcje z Ameryki Południowej, co naprowadziło prof. Thora Hayerdahla na teorię migracji z lądu amerykańskiego na Pacyfik i jego archipelagi (fot. W. Leśniakiewicz)

Widok na Ahu Tongariki... (fot. W. Leśniakiewicz)


Rajski zakątek


Niestety, o historii Wyspy Wielkanocnej do czasu pojawienia się na niej Europejczyków wiemy bardzo mało. Niejednokrotnie naukowcom przychodzi nie tylko polegać na naukowych danych, np. na wykopkach archeologicznych, ale także na legendach zapisanych przez pierwoodkrywców Rapa Nui. Zupełnie niedawno do tych wszystkich świadectw dodano świeże dane uzyskane z radiowęglowej analizy gleby i pozostałości kostnych pierwszych mieszkańców, które pozwalają na sporządzenie modelu narodzin, rozkwitu i upadku cywilizacji Wyspy Wielkanocnej.

I tak kolonizatorzy zaczęli szybko przekształcać swój nowy dom. Wyrąbując palmy uzyskiwali oni miejsca pod zasiewy, na których sadzili bataty – słodkie ziemniaki, które najprawdopodobniej przywieźli ze sobą. Na żyznych stokach wulkanicznych wzniesień hodowali banany. Wyspiarze poławiali także ryby. Ale największym delikatesem były u nich żółwie morskie. Tu i ówdzie na Rapa Nui budowano także wieże obserwacyjne, żeby zaobserwować pojawienie się żółwi w przybrzeżnych wodach.  

Stopniowo jeden naród rozpadł się na 10 (według innych na 12) plemion. Od czasu do czasu wojowały one ze sobą, ale do globalnej wojny nie dochodziło. Ale już wtedy na wyspie dochodziło do kanibalizmu, lecz miał on rytualny charakter – ciała zabitych wrogów zjadano nie z głodu, ale dla tradycji. (W ten sposób przejmowano siłę pokonanego wroga i jego zdolności – przyp. tłum.)

Podział na kasty miał miejsce także w samych plemionach. Władza należała do tzw. „długouchych” – wodzów, kapłanów i wojowników. „Krótkousi” byli im podlegli i byli od wykonywania najgorszej i najcięższej roboty: od zdobywania i przygotowania żywności do rzeźbienia i ustawienia moai – tych kamiennych symboli Wyspy Wielkanocnej, których rozmiary i masa przerastają naszą wyobraźnię. Wyrzeźbienie jednego kamiennego idola mogło trwać kilka miesięcy, jego wzrost wynosił od kilku do kilkunastu metrów, zaś masa kolosów sięgała dziesiątków i nawet sto ton i więcej.


...jedyne ahu na którym znów postawiono moai (fot. W. Leśniakiewicz) 


Kamienne posągi gotowe do drogi (fot. W. Leśniakiewicz)


Tufowe peruki czy też kapelusze na głowę kamiennych figur - pukao (fot. W. Leśniakiewicz)


Widmo głodowej śmierci


Do czego były potrzebne te wielotonowe moai, których wykonanie, dostawa na miejsce i postawienie w pozycji pionowej wymagały ogromnych sił i środków, tego się nie dowiemy – a jeżeli nawet, to nie tak szybko. Być może odpowiedzi na te i inne pytania dają zapisy Rapanujańczyków zwane (kohau) rongo-rongo, które w niewielkiej ilości dotrwały do naszych czasów. Niestety, do dziś dnia nie udało się ich rozszyfrować.

[Próby rozszyfrowania podjął się polski uczony prof. dr hab. Benon Zbigniew Szałek, który rezultaty swej pracy podał w opracowaniu pt. „Korzenie Wyspy Wielkanocnej” (Szczecin 1995), w której przeprowadza analizę pisma z Wyspy Wielkanocnej, Mohenjo Daro i Krety (dokładniej chodzi o pismo linearne ze słynnego Dysku z Phaistos) i dochodzi do wniosku, że kiedyś istniał na Ziemi jeden język i jedno pismo. Polecam tą pracę wszystkim zainteresowanym tym tematem – uwaga tłum.]

Cały szereg uczonych wysuwa ciekawą teorię: otóż wielkie figury były potrzebne w celach religijnych, jak i po to, by czerń… nie miała za dużo wolnego czasu. Wojskowa zasada: nawet kiedy żołnierze nie mają zajęcia, to je wymyśl po to, by nie mieli czasu na bezczynność i myślenie. Jakby to nie było, „krótkousi” wyrąbywali ze skały wielkie idole, transportowali je na miejsce postoju swego plemienia i ustawiali je twarzami do osiedla. Być może ludzie wierzyli, że moai chroniły ich przed nieszczęściami, głodem i morem. Tymczasem „długousi” zajmowali się politycznymi, gospodarczymi i wojskowymi zagadnieniami.

W XV wieku, zasiedlenie Rapa Nui wynosiło ok. 15-17 tys. ludzi. w tym czasie, wedle szacunków uczonych, wyspa była w stanie zapewnić żywność jedynie dla 2-3 tys. ludzi. Dla Wyspy Wielkanocnej nastały ciężkie czasy. Wielu „krótkouchych” obwiniali za ten stan rzeczy swe elity. Tymczasem „długousi” ustanowili tabu na łowienie ryb i krabów w zimowe miesiące. Wyjaśnienie tego jest proste: morskie zwierzęta powinny zachowywać swe populacje. (Niedopuszczenie do przełowienia jadalnych gatunków fauny morskiej, jak to ma miejsce teraz w strefach ekonomicznych wielu państw – przyp. tłum.) No ale spróbuj to wytłumaczyć głodnemu rybakowi!

W tym czasie większość lasów na wyspie została wyrąbana pod uprawy batatów. Niestety, ziemia bardzo szybko jałowiała i przestawała wydawać plony. Wiatry i deszcze wymywały żyzną warstwę gleby – po wyrąbaniu palm proces erozji stał się nieodwracalnym. Rozumiejąc to „długousi” zabronili wyrębu palmowych lasów. Faktycznie, dla wielu mieszkańców Rapa Nui był to wyrok śmierci. Plony batatów stawały się coraz to mniejsze, a w zimowe miesiące, kiedy nie można było łowić ryb, na Rapa Nui ludzie zaczynali umierać z głodu – w pierwszym rzędzie starcy i młodociani.


Kamienne figury na stokach Rano Raraku (fot. W. Leśniakiewicz)

Rano Raraku - kamienny gigant gotowy do transportu (fot. W. Leśniakiewicz)


Jedna z nietypowych figur podniesiona przez ekipę prof. Hayerdahla (fot. W. Leśniakiewicz)


Rewolucja uszu


Starcia pomiędzy plemionami stały się codziennością – zaś kanibalizm nie tylko rytuałem, ale środkiem pozwalającym uniknąć śmierci głodowej. Szczególnie w XV wieku, rybacy robili sobie haczyki na ryby z ludzkich kości. I właśnie w tym okresie – sądząc wedle rezultatów prac archeologicznych – w tym czasie nastąpił szybki rozwój broni z ostrzami z obsydianu: kopii, strzał i swego rodzaju mieczy. W końcu „krótkousi” winiąc „długouchych” za wszystkie nieszczęścia, powstali przeciwko nim. Wszystko to nie stało się w jednym czasie we wszystkich plemionach, ale w okresie kilku lat wszyscy „długousi” zostali zlikwidowani.

Niestety, nie wszystkim kucharkom dane było rządzić państwem. „Krótkousi” dorwawszy się do władzy pierwszym dekretem postanowili powalić idole – jako symbole władzy ciemiężycieli.

(Przypomina mi to niektórych polskich pseudo-patriotów, walczących z pomnikami poległych żołnierzy radzieckich i chcących burzyć Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. To jest dokładnie ten sam obłęd destrukcji, jaki poraża wszelkich rewolucjonistów nie zdających sobie sprawy z tego, że historii nie da się zakłamać i wykreślić z annałów. Tak zawsze było od już Ramzesa II i innych postaci Starożytności… – przyp. tłum.)

Potem zdjęli oni tabu z połowów zimowych i wyrębu lasów. Po pewnym czasie dało to efekty: plony batatów zwiększyły się, jak i wyłów ryb i krabów. Widmo głodowej śmierci odstąpiło. Na jakiś czas…

Jednakże Przyrody nie da się oszukać. Wyręb palm doprowadził do katastrofy. Wyginęły ptaki i nieliczne zwierzęta zamieszkujące miejscowe lasy. Żyzna niegdyś wyspa zamieniła się w kawał skalistej ziemi. Kipiące życiem przybrzeżne wody już nie były w stanie wykarmić wyspiarzy. Pomiędzy plemionami wybuchły mordercze wojny, a ludzkie mięso znów weszło w skład menu Rapanuiczyków.

Populacja wyspiarzy gwałtownie malała. Winne temu były wojny i epidemie – nieodłączni towarzysze głodu. W 1722 roku, kiedy na brzegu Rapa Nui wylądowali Europejczycy, ujrzeli tam żałosne bytowanie około 2000 zdegradowanych wyspiarzy. Na wyspie nie było żadnego materiału pisanego (zniszczono je wraz z „długouchymi”), ani jednej religii (po zwaleniu idoli każde plemię czciło swe własne duchy). Tak więc wbrew rozpowszechnionemu poglądowi, to nie Europejczycy są winni tego stanu rzeczy. Biały człowiek zastał tam jedynie pozostałości po kiedyś silnym narodzie. Choć z drugiej strony, jak było to wiele razy w historii, zadał on coup de grâce kończący żywot Rapanuiczyków.

I wszyscy mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej stali się – według ostatnich poglądów uczonych – ofiarami przeludnienia, rewolucji i w konsekwencji – bezlitosnego naruszenia równowagi ekosystemu. Wyspa Wielkanocna jest dobitnym przykładem tego, jak człowiek swymi rekami może zniszczyć otaczający go świat i zagnać siebie samego w ciasną ulicę bez wyjścia. Chodzi o to, by błędy Rapanuiczyków nie były powtórzone w skali planety.

Te Pito o te Heuna - omfalos, pępek świata na Rapa Nui jest potężnym ośrodkiem siły mana 
(fot. W. Leśniakiewicz)


Wizerunki żółwi morskich ulubionego przysmaku krajowców z Wyspy Wielkanocnej 
(fot. W. Leśniakiewicz)

Rytualne tańce wyspiarzy z Wyspy Wielkanocnej (fot. W. Leśniakiewicz)


Komentarze z KKK


W kwestii jednego języka na Ziemi w odległych czasach, mowa o pra-indo-europejskim, do którego, pod pewnymi względami gramatycznymi, najbardziej zbliżone są języki pali i polski! Nasz język nadal ma 7 z ośmiu możliwych przypadków rzeczownika.

Co więcej, podejrzewa się wręcz proto-genezę wspólnego języka z jeszcze starszego, bowiem analiza niektórych ziemskich języków afrykańskich i nawet jednego europejskiego (całkowicie kosmicznego i niezrozumiałego), bodajże też jednego enklawicznego chińskiego, pozwala domniemywać, iż za czasów praindoeuropejskiego istniał jeszcze jeden pień językowy, co z kolei może sugerować istnienie jeszcze starszego pnia, wręcz korzenia wszelkich języków, który był stworzony bądź wyrósł w zamierzchłej przeszłości. W tej sferze rozpatrywań wszelka teoria nie jest w stanie sprostać głodowi wiedzy.

W kwestii świata jako sceny i życia jako sztuki stworzonej przez głupca, historii zaś, co kołem się toczy... czyż nie jest remedium na zaniżaną średnią świadomości praca u podstaw polskiego odrodzenia? To jednak nie w smak tym, którzy dać muszą zajęcie robolom, by ci przypadkiem myśleć nie zaczęli... (Smok Ogniotrwały)


Źródło: „Tajny XX wieka” nr 7/2015, ss. 14-15
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

Ilustracje „Tajny XX wieka” i Wiktoria Leśniakiewicz ©