Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erupcja wulkaniczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erupcja wulkaniczna. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 czerwca 2024

Pinatubo przemówił…

 


Stanisław Bednarz

 

15-18 czerwca 1991 miała miejsce bardzo silna  eksplozja wulkanu Pinatubo na Filipinach  (oceniana na 6 w 8 stopniowej skali eksplozywności - VEI),  druga pod względem wielkości dla żyjących pokoleń.

Zanim doszło do jego przebudzenia, Pinatubo nie wyróżniał się szczególnie na tle wielu innych filipińskich wulkanów. Był silnie zerodowany, porośnięty gęstym lasem deszczowym, niepozorny. Do czasu.  7 czerwca Pinatubo zdecydowanie się ożywia, generując obłok erupcyjny o wysokości 8 km. Wulkan zostaje objęty czwartym stopniem alarmu... Brak decyzji o ewakuacji w odpowiedniej chwili mógłby doprowadzić do śmierci tysięcy ludzi.

Po objęciu Pinatubo piątym stopniem alarmu 13 czerwca władze ewakuują około 60 tys. ludzi. Wkrótce po tym, 12 czerwca 1991 roku, dochodzi do pierwszej z serii potężnych erupcji wulkanu Pinatubo. Pliniańska kolumna erupcyjna (czyli słup popiołów wznoszący się do stratosfery i tam rozprzestrzeniający się poziomo) nad wulkanem sięga wysokości 19 kilometrów…

15 czerwca 1991 roku Pinatubo wybucha po raz kolejny, w dodatku erupcja jest najpotężniejsza ze wszystkich dotychczasowych. Popioły wznoszą się na wysokość 34 kilometrów i tam rozszerzają się, rozprzestrzeniając wokół całego globu. Potężne spływy piroklastyczne (mieszanina gorących gazów i popiołów) docierają na odległość 16 km. Wskutek opadania popiołów na centralnych terenach wyspy Luzon zapadają ciemności. Popioły opadają na obszary Wietnamu, Kambodży i Malezji. Wierzchołek wulkanu zapada się, formując kalderę o średnicy 2,5 km, w której pojawia się jezioro kraterowe. Pinatubo „maleje” – z początkowych 1745 m n.p.m. pozostaje 1485 m n.p.m.






Jakby nie było jeszcze dość nieszczęść, w tym samym czasie w odległości 100 km na północny wschód od Pinatubo przechodzi tajfun Yunya. Ulewne opady deszczu przyczyniają się do powstania potoków błota (laharów), które mkną z prędkością 30 km na godzinę dolinami wulkanu, niszcząc wszystko na swojej drodze.

W wyniku erupcji Pinatubo zginęło 847 osób, w dużej mierze z powodu zawalania się na ich głowy zasypanych mokrym popiołem dachów domów.. Umarło 800 tys. zwierząt hodowlanych i drobiu. Kompletnemu zniszczeniu uległo 8000 domów, a uszkodzeniu 73 tys. Zdewastowane zostały dwie amerykańskie bazy: lotnicza Clark i morska Subic Bay.). Pyły i aerozol siarkowy trafiły do stratosfery, czego rezultatem był spadek średnich globalnych temperatur w 1992 roku o 0,5 stopnia Celsjusza. Niegdyś bujne lasy i szerokie doliny u stóp Pinatubo zostały pokryte warstwą popiołu i pumeksu o grubości 50-200 metrów.

piątek, 13 maja 2022

Karaibskie POMPEJE

 


Stanisław Bednarz

 

Wulkan Montagne Pelée na Martynice jest czołowym zabójcą, ten typ erupcji został nazwany paleańskim… Dziś to drzemiący wulkan, położony w północnej części wyspy. Wznosi się na wysokość 1397 m n.p.m. Kluczowy wybuch miał miejsce 8 maja 1902 roku.

Pierwszymi oznakami były fumarole, zaobserwowane na szczycie wulkanu już w 1889 roku. W styczniu 1902 roku rolnicy wyczuli zapach siarkowodoru. W rejonie wulkanu znaleziono wówczas również wiele martwych sztuk bydła i ptaków.

23.IV.1902 roku wulkan wyrzucił z siebie pierwsze strumienie lawy, a 26 kwietnia na Saint-Pierre spadł deszcz popiołu. Po tym wydarzeniu 27 kwietnia zorganizowano małą ekspedycję na szczyt wulkanu. Jej uczestnicy zaobserwowali, że drugorzędny krater o szerokości 180 metrów, wypełniony był wrzącą wodą.

2 maja o godzinie 11:30 doszło do kolejnej erupcji. Nad stożkiem wulkanu wytworzyła się duża czarna chmura popiołu, a na prawie całą północną część wyspy spadł deszcz drobnego pumeksu. Na zboczach góry pomarły pasące się tam zwierzęta. Nieustające opady popiołu wkrótce zerwały linię telegraficzną. W fabryce cukru  położonej 3,2 km na północny zachód od Saint-Pierre, zauważono tysiące mrówek i stonóg, które wyszły z ziemi. W tym samym czasie na ulicach Saint-Pierre pojawiły się setki jadowitych grzechotników z endemicznego  gatunku Bothrops lanceolatus. Od ukąszeń tych uciekających z wulkanu węży zmarło około 50 ludzi i 200 zwierząt domowych.

Dwa dni później, w poniedziałek 5 maja, na szczycie Montagne Pelée obsunęła się krawędź Étang Sec. Jezioro kraterowe rozlało się po zboczach góry. Powstała w ten sposób lawina błotna, od której silnie wezbrała rzeka Rivière Blanche. Położona u jej ujścia fabryka cukru została pogrzebana pod sześciometrową warstwą błota. Życie straciło przy tym do 150 osób.

W nocy z 6 na 7 maja mieszkańcy okolic góry dostrzegli wyładowania atmosferyczne w chmurze wulkanicznej.

Rankiem 8 maja o 7:52 wulkanem wstrząsnęły trzy silne wybuchy, które słyszane były nawet z odległości 600 km. Pękła południowo-zachodnia ściana góry i zeszła stamtąd lawina piroklastyczna. Jednocześnie nad szczytem wulkanu wytworzyła się chmura pliniańska, która przesłoniła niebo w promieniu 80 km. Chmura lawiny piroklastycznej, osiągnęła prędkość ok. 670 km/h, zeszła w kierunku Saint-Pierre, docierając do zabudowań w ciągu niecałej minuty. Miasto zostało całkowicie zniszczone, gorący podmuch wywołał liczne pożary i eksplozje w gorzelniach i magazynach rumu.

Kiedy lawina dotarła do morza, jego wody zagotowały się. W porcie wybuchły beczki rumu, przygotowane do eksportu do Europy. Większość statków zatonęła albo spłonęła. Tylko dwóm statkom udało się oddalić na czas od wybrzeży. Niemal wszyscy mieszkańcy Saint-Pierre około  30 tysięcy  zmarli w ciągu kilku sekund. Wielu z nich zmarło w kościołach, w których odbywały się nabożeństwa Wniebowstąpienia. Wielu ugotowało się w zatoce.

Wybuch spustoszył 58 km². Miasto płonęło jeszcze kilka dni, aż do samych fundamentów. Na lądzie tylko trzech mieszkańców Saint-Pierre przeżyło wybuch wulkanu.  Młody szewc Léon Compère-Léandre przebywał w czasie nadejścia podmuchu piroklastycznego ciężko ranny zdołał uciec do wyżej położonej miejscowości Havivra. Da Ifrile, młoda dziewczyna, była właśnie w drodze do katedry, kiedy matka kazała jej kupić kilka rzeczy w cukierni… Kiedy wewnątrz krateru ujrzała wrzącą magmę, uciekła na wybrzeże, wsiadła na łódź swojego brata i zdołała schronić się w grocie. Przed utratą przytomności zapamiętała jeszcze gwałtowne wezbranie wody. Później francuski parowiec Suchet  delegowany na wyspę dla oceny zniszczeń uratował ją dryfującą w łodzi.

Marynarz Louis-Auguste Cyparis odsiadywał karę w więzieniu za awantury. Jego podziemna cela miała grube, kamienne ściany i mały, okratowany otwór nad drzwiami zamiast okna. Cyparis doznał ciężkich oparzeń, kiedy chmura piroklastyczna dosięgnęła więzienia, zdołał jednak przeżyć… Cyparis został ułaskawiony przez gubernatora, a po powrocie do zdrowia jeździł z cyrkiem P.T. Barnuma po całych USA, pokazując blizny po oparzeniach i opowiadając swoją historię.











Tuż u wybrzeży miasta jeszcze dziś na głębokości 60 m spoczywa wrak pasażersko-towarowego parowca Roraima kanadyjskiej linii do Québecu…

Ze stojących 8 maja w porcie Saint-Pierre statków ocalał jedynie parowiec Roddam. W czerwcu 1902 roku geolog Antoine Lacroix pojechał na Martynikę i opisał zjawisko gorących chmur wulkanicznych i nazwał je nuées ardente zaklasyfikował wybuch jako erupcję peleańską.

Do początku czerwca z kopuły wyrosła potężna kolumna lawy gęstej andezytowej (mówiono o niej l’aiguille - iglica), otrzymała zwyczajową nazwę Wieża Pelée. Osiągnęła wysokość do 211 metrów, mierzyła u podstawy 160 metrów średnicy i urosła o 15 metrów w ciągu kilku dni. Według wyliczeń, osiągnąwszy największe rozmiary, dorównała objętością Piramidzie Cheopsa. Między 6 czerwca a 10 sierpnia stopniowo się kruszyła, wywołując strumień piroklastyczny 9 lipca. Kiedy odłamał się od niej duży kawałek 10 sierpnia, powstał strumień większy niż poprzednie i zepchnął w dół wschodnią część zbocza. W efekcie zniszczone zostały miejscowości Morne-Rouge, gdzie około 800 osób straciło życie. W marcu 1903 roku kolumna lawy rozpadła się zupełnie. Kolejną fazę aktywności wulkanu zarejestrowano w latach 1929–1932. Od tamtej pory wulkan się nie przebudził.

 

Moje 3 grosze

 

Przebudził się za to wulkan Mt. Soúfriere Hills na nieodległej wyspie Montserrat, który zalał lawą i zasypał tefrą południową połowę tej wyspy. Obie wyspy dzieli odległość tylko 265 km i ich wulkany czerpią magmę ze wspólnego źródła. Ale ad rem.

Do materiału Pana Bednarza dorzuciłbym jeszcze słowo o osobliwości tego wulkanu – ognistej chmurze i iglicy Mt. Pelée. Tak pisze o niej słynny belgijski wulkanolog Haroun Tazieff w swej książce „Kratery w płomieniach”:

Z katastrofy w St. Pierre i jej osobliwego przebiegu należało wyciągnąć konsekwencje naukowe. […] …słynny francuski geolog Lacroix, który spędził na wyspie długie miesiące, studiując nieznaną dotąd współczesnemu człowiekowi postać wulkanicznego wybuchu zasługującemu na nazwę ognistej chmury. […]

28 lat później nowe, znacznie mniej groźne przebudzenie tegoż wulkanu dało okazję dało okazję wielkiemu wulkanologowi Perretowi do sprecyzowania i ugruntowania wiedzy o erupcji noszącej nazwy „Typu Pelée”, i odznaczającej się występowaniem charakterystycznej ognistej chmury. Jest to w istocie lawina rozpylonej siłą wybuchu lawy, której każda najmniejsza jak i największa cząsteczka jest otoczona rodzajem powłoki gazu o bardzo wysokiej temperaturze. Można by się wyrazić, że jest to zawiesina rozżarzonej lawy w płonących gazach. Ta izolująca od siebie poszczególne stałe składniki lawiny eliminuje wszelkie tarcie i nadaje jej niezwykłą ruchliwość.

Należy uznać za wielce prawdopodobne, że ognista chmura, ten poziomy wytrysk lawy i gazu spowodowany jest nagłym wzrostem temperatury kwaśnej i lepkiej mało ruchliwej magmy słabo nasyconej gazami. […]

Czyli było dokładnie jak w Pompejach w pamiętnym 79 roku. Tam też na ludzi zwaliła się chmura gorących gazów i pyłu, który pozbawił życia mieszkańców Herkulaneum, Pompejów i Stabiae dusząc, paląc i przysypując ich wielometrową warstwą lapilli i materiałów piroklastycznych. A teraz o iglicy Haroun Tazieff pisze tak:

Ale zdarza się coś jeszcze bardziej niezwykłego. Przez szczelinę rozwartą w sklepieniu kopuły zaczyna wznosić się ku górze monolitowa iglica. Wierzchołek jej nieustannie kruszy się i osypuje palącymi lawinami po zboczach wulkanu, mimo to iglica wznosi się coraz wyżej. Po katastrofie z 1902 roku iglica ta rosnąca 10 do 12 m dziennie, osiąga wysokość ponad 300 m. Tworząca ją lepka i gęsta lawa pokrywała się stopniowo twardą skorupą, ale wewnątrz rosnącej iglicy pozostawała przez dłuższy czas w półpłynnym stanie. Kiedy gazy z krateru przestały ulatniać się ku górze, wnętrze potężnej iglicy wystygło, klawa zaczęła kruszyć się i pękać. Odpadające bloki skalne staczały się w dół , wierzchołek iglicy postrzępił się i powoli cały monolit zaczął się rozszczepiać i rozpadać. A po upływie kilku miesięcy z dumnej iglicy, fantastycznej katedry, pozostał jedynie bezładny stos kamieni. 

środa, 19 stycznia 2022

Potężna erupcja wulkanu na Tonga

 

Schemat katastrofy wulkanicznej na Tonga (wg. Al-Jazeera)

W dniu 15.I.2022 roku na jednej z wysp archipelagu Tonga doszło do straszliwej erupcji wulkanu, który już wcześniej sprawiał poważne kłopoty w tym wyspiarskim kraju. Tym razem podwodny wulkan Tonga-Hunga Ha’apai dał o sobie znać erupcją o indeksie VEI 5.

Wcześniejsze dane o gwałtownej eksplozji wulkanicznej sugerowały, że była ona silniejsza od erupcji Mt. Pinatubo (Filipiny) 30 lat temu – jak twierdzą wulkanolodzy, a dane pozwalają ocenić tą erupcję na VEI 6.

W dniu 14.I.2022 roku rozpoczęła się erupcja tego wulkanu na południowym Oceanie Spokojnym. Znajduje się on w odległości 65 km na północ od Tongatapu – największej wyspy tego miniaturowego państwa. Erupcja ta spowodowała tsunami w Tonga, Fidżi, Amerykańskim Samoa, Vanuatu oraz wzdłuż wybrzeży Pacyfiku w Nowej Zelandii, Japonii i USA, na Rosyjskim Dalekim Wschodzie, Chile i Peru.

Kilkanaście osób pozostaje zaginionych na Fidżi, 2 osoby utonęły w Peru, 3 osoby zostały ranne przez 3-metrowe fale na amerykańskim wybrzeżu Pacyfiku, 1 osoba ranna w Japonii, jak doniesiono po tsunami.

Do tej pory zgłoszono 1 zgon w Tonga, ale w ostatnich dniach podczas lotów rozpoznawczych zaobserwowano rozległe zniszczenia.

Wydarzenie to jest prawdopodobnie największą erupcją wulkanu XXI wieku i prawdopodobnie silniejszą erupcją wulkanu od czasu legendarnej eksplozji Mt. Pinatubo na Filipinach w 1991 roku – indeks VEI 6.

 


Wygląd erupcji z ziemi...

Kolejne ostrzeżenie zostało przekazane całej Tonga wieczorem 15.I.2022 r. po kolejnej erupcji, ok. g. 15:10 TOT.

17.I.2022 r. Departament Środowiska na Fidżi potwierdził stężenie dwutlenku siarki w atmosferze. Departament wezwał społeczeństwo do zakrycia wszystkich domowych zbiorników na wodę i pozostania w domu na wypadek kwaśnego deszczu.

Według urzędnika rządowego Nowej Zelandii, w stolicy Tonga, Nuku’alofa, wzdłuż wybrzeża miasta dotkniętego tsunami doszło do rozległych zniszczeń.

Firma Southern Cross Cable poinformował, że erupcja mogła uszkodzić system Tonga Cable, łączący Tonga z transpacyficznym kablem Southern Cross na Fidżi.

17.I.2022 r. urzędnicy w Tonga na portalu społecznościowym napisali: Tonga potrzebuje natychmiastowej pomocy, aby zapewnić swoim obywatelom świeżą wodę pitną i żywność. Międzynarodowy Czerwony Krzyż, Ruch Czerwonego Półksiężyca i Forum Wysp Pacyfiku są przygotowane do pomocy.

Fala uderzeniowa ciśnienia powietrza pojawiła się po obu głównych erupcjach na całym świecie, z krótkotrwałymi zmianami ciśnienia powietrza od 7 hPa na wyspie Norfolk w Australii do 2-3 hPa w wielu krajach europejskich. Także w Polsce odnotowano jej przejście m.in. w obserwatoriach meteorologicznych na Kasprowym Wierchu i Ojcowie w dniu 17 stycznia, o godzinie 20:23 CET. Jak rozchodziła się fala tsunami – widzimy na filmikach.

Efekt największej erupcji wulkanu na świecie w ciągu ostatnich 30 lat powinien mieć istotny wpływ na efekt globalnego ochłodzenia w kolejnych miesiącach.

Szacunkowa siła erupcji VEI 5 powinna spowodować ochłodzenie Ziemi do kilku dziesiętnych stopni Celsjusza – erupcja osiągnęła prawie 100.000 stóp (98,425 stóp)/~30 km, a cząstki tefry już zostały wstrzelone do stratosfery.

 






...i z wysokości orbity

Stolica Tonga, Nuku’alofa, została pokryta dwucentymetrową warstwą popiołu wulkanicznego oraz pyłem. W niektórych regionach stolicy przywrócono już dostawy prądu. Lokalne połączenia telefoniczne zostały wznowione, ale komunikacja międzynarodowa nie jest możliwa.

Nabrzeże stolicy zostało poważnie zniszczone przez skały i gruz zepchnięty w głąb lądu przez tsunami. Zdjęcia satelitarne opublikowane przez Centrum Satelitarne ONZ pokazały wpływ erupcji i tsunami na maleńką wyspę Nomuka, jedną z najbliższych wulkanu Hunga-Tonga-Hunga-Ha’apai. Centrum satelitarne poinformowało, że ze 104 struktur przeanalizowanych na obszarze bez chmur, 41 struktur zidentyfikowano jako uszkodzone i prawie wszystkie zostały pokryte popiołem.

Lotnisko Tonga przewiduje, że do wtorku usunie popiół wulkaniczny z pasa startowego stolicy – podało OCHA. Władze Australii przewidują, że popiół musi zostać usunięty, zanim będzie mógł wylądować z pomocą humanitarną samolotem wojskowym C-130.

Liczba ofiar wśród ludzi pozostaje nieznana.

- W tej chwili głównym priorytetem jest dostęp do czystej wody pitnej – powiedział we wtorek minister obrony Nowej Zelandii. - ponieważ źródła wody w Tonga mogły zostać zatrute przez opad wulkaniczny.

 




Wyspa przed i po erupcji

Ekspert ds. wulkanów Ray Cas z Monash University w Australii podejrzewa, na podstawie intensywność eksplozji, że duża ilość gazu dostała się do komina wulkanicznego. - Tsunami mogło zostać wywołane przez fale uderzeniowe rozchodzące się w wodzie – skomentował w Australian Science Media Center.

- Ale bardziej prawdopodobne jest jednak głównie przez osunięcie się ziemi w podmorskiej części gmachu wulkanicznego wywołane przez wybuchową erupcję – dodał. Jeszcze inna możliwość jest taka, że szczególne położenie wulkanu tuż pod powierzchnią oceanu mogło zaostrzyć negatywne skutki tego zjawiska.

Zapis barograficzny fal uderzeniowych na Kasprowym Wierchu

Wulkan wznoszący się 1800 m n.p.m. jest prawie całkowicie zanurzony pod powierzchnią oceanu, a jedynie krawędź krateru tworzy niezamieszkaną wyspę.

- Kiedy erupcje występują głęboko w oceanie, woda zwykle tłumi ich aktywności. Kiedy dzieje się to w powietrzu, ryzyko koncentruje się na bezpośrednim obszarze – powiedział geolog z Paryża, Raphael Grandin. - Ale kiedy jest tuż pod powierzchnią, wtedy ryzyko tsunami jest największe – dodał.

- Media donoszą, że ludzie słyszeli erupcję Hunga Tonga-Hunga Ha’apai tak daleko jak Alaska, 9000 kilometrów od źródła, co – jak stwierdził Grandin - czyni ją wyjątkową. O ile wiem, ostatni wybuch, która była słyszalna z podobna odległości, towarzyszył wulkanowi Krakatoa w Indonezji w 1883 roku – jego erupcja zabiła wówczas 36 tys. osób – dodał.

Eksperci podkreślili również, że chociaż wulkan może być aktywny jeszcze przez wiele tygodni, a nawet miesięcy, wcześniejsze badania pokazują, że erupcje na taką skalę jak w sobotę prawdopodobnie występują tylko co 1000 lat. Naukowcy, którzy skomentowali to zjawisko, powiedzieli, że dowiedzą się więcej o nim, kiedy zostanie przywrócona komunikacja z narodem Pacyfiku leżącym na około 170 wyspach.

 

Moje 3 grosze

 

Mnie osobiście ta erupcja kojarzy się z erupcjami Krakarau z 1883 r. o VEI 6. Wybuch Krakatau w 1883 roku doprowadził do powstania fali tsunami o wysokości 40 m. Opłynęła ona połowę naszej planety. 2/3 wyspy zniknęło z powierzchni ziemi, zginęło prawie ok. 40 tys. ludzi, choć nie istnieją żadne dokładne dane. Ocenia się, że erupcja miała siłę ok. 200 Mt, a gazy uwolnione w jej wyniku sprawiły, że przez 3 lata słońce miało zielonkawą barwę i nie tylko, bo zachody słońca miały piękną, czerwoną barwę, co uwieczniono na obrazach i rysunkach z epoki. Pył pokrył 70% powierzchni Ziemi, a fala sejsmiczna obiegła ją 7 razy. Eksplozja wyrzuciła ogółem 46 km³ pylistej tefry do stratosfery. Fala uderzeniowa wybuchu obiegła trzykrotnie kulę ziemską i odnotowano ją na całym świecie.

Drugim podobnym wydarzeniem była erupcja i wybuch wulkanu Nova Rupta z grupy Mt. Katmai na Alasce w 1012 roku, o indeksie VEI 6. W jej wyniku powstała Dolina Dziesięciu Tysięcy Dymów. Była to największa eksplozja wulkaniczna w XX wieku. Nie jest ona tak znana jak erupcja i eksplozja Krakatau, bowiem wydarzyła się w słabo zaludnionym regionie globu i nie było ofiar w ludziach.

Erupcja ta przypomina mi także wybuch wulkanu Santorini na Morzu Egejskim, który miał miejsce w roku 1613 p.n.e. Wybuch ten wyrzucił ok. 60 km³ tefry w stratosferę. Wybuch ten oszacowano na dwukrotnie silniejszy od erupcji Krakatau z 1883 roku, ale przypisano mu indeks VEI 6. Po tej erupcji, podobnie jak w obu cytowanych powyżej przypadkach – część wyspy wyleciała w powietrze, jak Wyspa Lincolna z powieści Juliusza Verne’a. Podejrzewam, że właśnie Verne wziął pomysł zagłady Wyspy Lincolna z katastrofy wulkanu Rakata-Krakatau…   

 

Źródła:

·        https://mkweather.com/tongas-violent-volcanic-eruption.../

·        https://podroze.radiozet.pl/News/Wybuchl-wulkan-Krakatau-w-Indonezji-To-jeden-z-najbardziej-niebezpiecznych-obiektow-tego-typu

·        Wikipedia

·        https://krolowasuperstarblog.wordpress.com/2022/01/18/rozlegle-zniszczenia-w-dotknietych-tsunami-wyspach-tonga/#more-181913

·        https://krolowasuperstarblog.wordpress.com/2022/01/18/naukowcy-fale-uderzeniowe-i-osuwiska-mogly-spowodowac-rzadkie-wulkaniczne-tsunami/#more-181860

 

Opracował - ©R.K.F. Leśniakiewicz

wtorek, 25 sierpnia 2020

Milcząca groźba

 


Stanisław Bednarz

 

Wezuwiusz podstępny zabójca. Bardzo długo nie wybuchał, stoki pokryły się winnicami i bogatymi miastami. Wulkan przebudził się nagle 24 sierpnia (lub października) 79 r. n.e. około południa w upalny, dzień. Najpierw nad kraterem uniosły się wysokie słupy ognia, potem wydobyła się z niego gęsta czarna chmura, która przysłoniła słońce. Na Pompeje spadł deszcz żarzących się łupków, a na sam koniec opadły jak całun wilgotne, gorące i zabierające ostatni oddech popioły. Okolica Wezuwiusza pogrążyła się w apokaliptycznych ciemnościach, które raz na jakiś czas rozświetlały zimnym światłem ostre błyskawice.

Po trzech dniach zapadła głucha cisza, a cały obszar wokół wulkanu zakryła pokrywa popiołów dochodząca do 6 metrów grubości. Po zniszczeniach Pompeje i Herkulaneum zostały zapomniane na wiele wieków. Nad zastygłym popiołem i lawą wznosiły się gdzieniegdzie ruiny, stąd niekiedy pojawiali się w tym miejscu rabusie i poszukiwacze złotych przedmiotów.

Wybuchowi Wezuwiusza przyglądał się z miejscowości Misenum Pliniusz Młodszy, któremu zawdzięczamy dokładny opis tego kataklizmu. Do dziś mówi się o erupcjach typu pinieńskiego gdyż Pliniusz zauważył że popioły upodobniają się do drzewa pinia. Jego wuj Pliniusz Starszy, historyk i naukowiec, autor swoistej encyklopedii „Historii naturalnej”, z ciekawości popłynął statkiem, aby przyjrzeć się z bliska tej katastrofie. Zszedł na brzeg w Herkulaneum, ale widząc ogrom paniki oraz skalę postępujących zniszczeń, ruszył na ratunek mieszkańcom. I zginął.

Pierwsze prace wykopaliskowe prowadzono w czasach Burbonów, ale i one były raczej gonitwą za skarbami, choć potem część wykopanych przedmiotów trafiła do muzeum w Neapolu. Dopiero w 1860 r. ruszyły prawdziwe naukowe badania, które prowadził Giuseppe Fiorelli – m.in. autor metody sporządzania odlewów ciał katastrofy.

Od 1909 r. rozpoczęto odsłanianie całych domów od dachu po fundamenty. Szacuje się, że odsłonięto 2/3 miasta. W ostatnich dziesięcioleciach prace na terenie stanowiska w Pompejach koncentrują się na konserwacji, utrzymaniu, zabezpieczeniu i dokumentowaniu ogromnej liczby zabytków.

Obecnie sytuacja jest budzącą obawy. Ostatni raz Wezuwiusz wybuchł w 1944 roku podczas alianckiej ofensywy, od tej pory złowróżbnie milczy, a stoki znów pokryły się osiedlami.

 






Moje 3 grosze

 

Wezuwiusz złowrogo milczy i czai się do kolejnej erupcji, która może się zacząć w każdej chwili, bo pod nim zgromadziło się już kilkanaście km³ magmy. Nie zapominajmy też, że na drugiej stronie zatoki znajduje się superwulkan Pola Flegrejskie (Campi Flegrei), pod którym gromadzi się magma do kolejnej erupcji - miejmy nadzieję, że „rozejdzie się po kościach” jak w roku 1538, kiedy to powstał stożek i krater Monte Nuovo.

I jeszcze jedno – niektóre fakty wskazują na to, że ta fatalna erupcja miała miejsce nie w sierpniu, ale w październiku 79 roku. Nie ma to większego znaczenia, chyba tylko dla historyków. Wybuch był niszczycielski, ale miał tylko VEI 5, a zatem był średniej wielkości.

I trzecia rzecz. Nieprawdą jest to, że Rzymianie nic nie wiedzieli o wulkanach, jak się to nam sugeruje. Wszak w okolicy Rzymu i w całym Imperium znajdowały się wulkany: na Sycylii – Etna, na Wyspach Liparyjskich – Stromboli – ta „latania morska Morza Śródziemnego”, Volcano i kilka mniejszych, na Polach Flegrejskich, a także w Grecji (będącą ówczesna kolonią rzymską) na Karpathos – dziś Santorini. Słynna erupcja w 79 r n.e. została poprzedzona licznymi innymi wybuchami w prehistorii, w tym co najmniej trzema znacznie większymi, najbardziej znana jest erupcja Avellino około 1800 r. p.n.e., która pochłonęła kilka osad z Epoki Brązu.

Od roku 79 wulkan również wybuchł kilkanaście razy, w latach 172, 203, 222, ewentualnie w 303, 379, 472, 512, 536, 685, 787, około 860, około 900, 968, 991, 999, 1006, 1037, 1049, około 1073, 1139, 1150, i mogły być słabsze erupcje w 1270, 1347 oraz 1500. Wulkan wybuchł ponownie w 1631, sześć razy w XVIII wieku (w tym 1779 i 1794), osiem razy w XIX wieku (zwłaszcza w roku 1872), w 1906, 1929 i 1944 roku. Jak na razie, to nie nastąpiły wybuchy od 1944 roku, a żadna z erupcji po AD 79 była tak duża lub destrukcyjna jak ta Pompejańska.

wtorek, 15 maja 2012

Europejski superwulkan: Czy podzielimy los mamutów?



Zatoka Pozzuoli - widok z orbity
Dwa śmiertelnie niebezpiezne wulkany: Wezuwiusz i Pozzuoli, a pomiedzy nimi 3,5-milionowe miasto Neapol z satelitarnymi miejscowościami. Wybuch któregokolwiek z nich będzie oznaczał śmierć tych ludzi, a kto wie, czy nie koniec życia w Europie...



Phil Robinson



Wielki ojciec Wezuwiusza: Superwulkan, który zagraża życiu w całej Europie



Ponad 2000 lat temu erupcja Wezuwiusza zniszczyła Pompeje. Dzisiaj jeszcze większy i daleko jeszcze bardziej śmiercionośny superwulkan ukrywa się po drugiej stronie Neapolu. Jeżeli on wybuchnie, to ów złowrogi superwulkan Campi Flegrei (Pola Flegrejskie) wymaże wszelkie życie w całej Europie. A zatem dlaczego brytyjscy naukowcy proszą Włochów o prawa do dziurawienia go przy pomocy świdrów?



Kaldera Pól Flegrejskich jest superwulkanem. Nowa erupcja może utworzyć wielki stożek w rodzaju Wezuwiusza, ale najgorszy scenariusz zakłada nawet całkowitą likwidację życia w Europie.



Neapol, najbliższa przyszłość



To rozpocznie się od dużej ilości, ok. 1000 słabych trzęsień ziemi, które doprowadzą do popękania fundamentów w Neapolu. Wysiądzie klimatyzacja zatkana przez odłamki gruzu lub zerwana ze ścian. W Narodowym Instytucie Geofizyki i Wulkanologii ekrany komputerów i innych przyrządów pokażą, że wstrząsy te nie zostały wygenerowane przez Górę Wezuwiusz, która wznosi się nad miastem.



Wstrząsy te pochodzą od czegoś leżącego dalej i większego – z jednego z największych i najbardziej niebezpiecznych wulkanów świata – z Pól Flegrejskich, gdzie znajduje się jego kaldera. Wezuwiusz, który w 79 roku zniszczył rzymskie miasta Herkulanum, Pompeje i Stabie, zatruł i udusił tysiące ich mieszkańców, jest niczym innym, jak małym kajtkiem w porównaniu z uśpionym potworem pod Polami Flegrejskimi – który jest aktywnym, szerokim na 4 mi/6,4 km, zatopionym wulkanem. Krótki i szybki telefon do ministra spraw wewnętrznych i Obrony Cywilnej, a potem błyskawiczna decyzja: miasto musi być ewakuowane i to natychmiast!



Co więcej… Czy da się zrobić coś więcej?



Zupełnie niedaleko, grunt koło antycznego miasteczka Pozzuoli zaczyna się wybrzuszać, wypuczać i giąć. Fumarole emitują całe ogromne kolumny pary bogate w CO2. Tymczasem 4,5 mi/7,2 km poniżej poziomu ziemi strumień magmy wyrwał się z głównego zbiornika i zmierza do góry zmieniając się i modyfikując. Kiedy dosięgnie wód gruntowych, zamieni się w gąbczastą skałę. Kiedy wody się wygotują to dodaje to dodatkową porcje gazu do tego pumeksu i wreszcie prężność pary i gazów pokonuje jej spoistość. Dochodzi do potężnej eksplozji, jak przegrzanego kotła parowego.



Setki milionów metrów sześciennych skał wulkanicznych wyleci w powietrze i przedostanie się do atmosfery: eksplozja 200 razy silniejsza od wybuchu islandzkiego wulkanu Eyjafjallajökull, która spowodowała chaos w całej Europie, uziemiając samoloty na tydzień tylko w UK, co spowodowało straty sięgające 3 mld GBP. Ale wróćmy na ulice Neapolu – jest już za późno na ucieczkę. Karambole i zderzenia zablokują ulice. Ludzie uwięzieni w gigantycznych korkach będą patrzyli bezsilnie, jak buzująca żarem czarna chmura gorących gazów i płynnej skały nadlatuje znad horyzontu z ogromną prędkością, palą i dusząc wszystko na swej drodze. Na tym terenie, zamieszkałym przez miliony ludzi, którzy zbudowali swe domy na jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc na świecie, wszelkie życie zniknie.



Kaldera Pola Flegrejskie jest superwulkanem. I chociaż nie ma tutaj jakże malowniczego stożka wulkanicznego, wulkan o ogromnej mocy leży schowany pod powierzchnią morza i ziemi, tykając jak bomba zegarowa. W najlepszym przypadku jego erupcja utworzy drugi stożek wulkaniczny podobny do Wezuwiusza, w najgorszym erupcja ta zmiecie życie w całej Europie. W takiej ewentualności, powierzchnia ziemi wygnie się i popęka, a seria małych erupcji spowoduje powstanie szerokiej na 4 mi/6,4 km kaldery, której dno zapadnie się do większego rezerwuaru magmy, co wypchnie jeszcze więcej magmy na powierzchnię.



Ostatni raz tego rodzaju wydarzenie miało miejsce 39.000 lat temu, kiedy kaldera się uformowała i powstały wtedy klify, które są tak chętnie pokazywane na widokówkach z Sorrento – są to warstwy popiołów wulkanicznych grube na ponad 100 m. Gdyby taki sam rodzaj erupcji miał miejsce dzisiaj, ta część Włoch przestałaby istnieć, a obłoki pyłu zablokowałyby światło słoneczne powodując ochłodzenie atmosfery i w rezultacie zimę jądrową czy poimpaktową. Życie na terytorium UK przestałoby istnieć. Ludzie straciliby swoją podstawę żywieniową – uprawy zbóż i innych jadalnych roślin, a to wtrąciłoby nas w ciemne lata rozruchów, głodu i bezustannej zimy.



Aktualnie międzynarodowa ekipa naukowców – w tym uczeni z UK – chcą przeprowadzić wiercenia w kalderze po to, by lepiej zrozumieć dlaczego jej część podniosła się o 3,3 m od 1969 roku. A zagrożenie jest oczywiste, bowiem w okolicy epicentrum wiele ulic i domów się pozapadało lub uległo zniszczeniu. W ostatnim czasie grunt się uniósł, jak wtedy (pomiędzy rokiem 1430 a 1538), kiedy nastąpiła erupcja, która spowodowała powstanie nowego wulkanu.



Szefem tej całej operacji jest brytyjski wulkanolog Chris Kilburn z University College London, który mieszka w Neapolu od 20 lat. […] Chce on zbadać wnętrze kaldery wiercąc w niej otwór do pobrania próbek, co pozwoliłoby na określenie mocy i czasu erupcji. Jednakże miejscowi naukowcy się temu sprzeciwiają twierdząc, że otwór w dnie kaldery może spowodować przedwczesny wybuch superwulkanu, który doprowadzi do zniszczenia miasta. Tak czy owak, czy Neapolitańczycy mają tak przegwizdane, bez względu na to, czy jeden zwykły otwór spowoduje erupcję, od której życie w Europie może zaniknąć, czy nie?



Dr Renato Somma z NIGiW w Neapolu jedzie z nami swoim fiatem po drodze pomiędzy hotelem a klubem fitness, zbudowanych na boku krateru Solfatary. Modny ten hotel ten jest często odwiedzany przez oficerów US Navy, póki teren nie podniósł się o 2 metry, co spowodowało skruszenie jego fundamentów, a tymczasem baza USN przeniosła się o 20 mi/32 km od Neapolu.



Droga się skończyła, a dr Somma zatrzymał się przed opuszczonym, zdewastowanym przez trzęsienie ziemi budynkiem. Po naszej prawej stronie znajdował się stok, który piął się w górę. Po lewej – dziurę w ziemi i dalej widać dolinę. Jedną dziwną rzeczą jest kolosalny strumień pary wydobywającej się z otworu. Idziemy wąska ścieżką wzdłuż płotu i obserwujemy jak para wiruje na wietrze.



Naraz Tarmac się kończy i żółte i białe wulkaniczne kamienie trzaskają pod nogami jak kawałki suchego chleba. Kilka kroków dalej stajemy przed ścianą z par siarki, która skręca się nad nami w niewidzialne fale siadają w naszych gardłach i nicują nasze żołądki. Wychodzimy wreszcie na miejsce pokryte pumeksem, z kałużami wrzącej, błotnistej wody. Gdzieś tam pod nami magma i woda spotkały się i stworzyły dwutlenek węgla , który przenika przez pumeks i zabija wszelkie życie w najbliższej okolicy.



Powiedziałem Sommie, że jestem rozczarowany brakiem lawy: patrzysz na wulkan i chcesz lawy – to tak jak Martini bez oliwki.

Somma śmieje się.

- To jest jeszcze bardziej niebezpieczne od wypływu lawy – powiada – bowiem mamy tutaj możliwość i ryzyko wystąpienia hydro-magmatycznej erupcji, w której magma spotyka się z wodą i tworzy mieszaninę jeszcze bardziej wybuchową, niż normalnie magma.



Teoretycznie gdyby Pola Flegrejskie eksplodowały, znaczna część metropolii neapolitańskiej zostałaby obrócona w perzynę. Dr Somma wskazuje na to, że teren ten jest dobrze monitorowany, dane spływaja do centrum operacyjnego instytutu w Neapolu. Kamery na podczerwień otaczają cały stary krater Solfatary oraz mierniki mierzą ciśnienie i stężenie CO2. Kiedy one podniosą alarm, to oznacza, że trzeba pakować dzieciaki do samochodu.

- OK. – powiada dr Somma – już pan to zobaczył, a teraz pokaże panu, dlaczego okoliczna ludność nazywa to potworem. Musi pan zobaczyć tego potwora, zanim zasiądzie pan w centrum kontrolnym!



Powracamy do zrujnowanego budynku.

- Od czasów trzęsienia ziemi, potwór rośnie w tym domu!

Ma rację. Tutaj jest potwór. To jest tak, jakby samo Piekło przeniknęło przez fundamenty, rozpychając ciężkie płyty podłogowe i przenikając przez otwory i ściany. Osady z lśniącej, zielonkawej siarki, mszyste wykwity w kolorach czerwonym, zielonym i kobaltowo-niebieskim. Siarkowa para wydobywa się ze skał poniżej i osadza się na ścianach. Szpaki i inne ptaki, które przybyły tu w poszukiwaniu pożywienia, leżały martwe – zatrute przez CO2.



Centrum, to przede wszystkim dwadzieścia ekranów sytuacyjnych podłączonych do różnych przyrządów. Mierniki wysokości pływów pokazują prawdziwą wysokość poziomu dna w Golfo di Pozzuoli, sejsmografy mierzą puls wulkanów wychwytując każdy wstrząs. Linie na monitorach drgają w górę i w dół nawet przy płytkich wstrząsach. W przypadku pojawienia się poważnego „zdarzenia sejsmicznego” – zadaniem de Natale’a jest zebrać dane i doradzić włoskiemu ministrowi spraw wewnętrznych czy ewakuować miasto.



Czy ludzie powinni się tym martwić?



- Zawsze istnieje możliwość erupcji superwulkanu w czasie naszego życia – twierdzi de Natale. – Problem polega na tym, że Neapolitańczycy mają świadomość zagrożenia ze strony Wezuwiusza, ale tylko kilku mieszkańców tego miasta ma pojęcie o istnieniu kaldery lub tego, że cała ta ziemia jest wulkaniczna. W porównaniu z kalderą Wezuwiusz jest karłem i moim zdaniem największe niebezpieczeństwo stanowi właśnie kaldera. Wezuwiusz jest otoczony przez wielu mieszkających tam ludzi, ale nie osiąga to takiego zagęszczenia populacji, jak w Neapolu.



Plan de Natale’a polega na wykonaniu odwiertu na głębokość 2,5 mi/4 km przy pomocy ekipy z International Continental Scientific Drilling Programme – ICSDP i jej InnovaRig – wielofunkcyjnego urządzenia wiertniczego mogącego dokonywać pomiarów ciśnienia i temperatury, pobierania próbek skały i gazu, etc. etc. – w takim przypadku do zbiornika magmy pozostałoby jeszcze jakieś 2 mi/3,2 km… […] De Natale sądzi, że wykonanie takiego odwiertu jest w stanie pomóc mieszkańcom Neapolu uniknąć losu Pompejów.



Monitorowanie aktywności wulkanicznej



Przede wszystkim, po pierwsze: da to uczonym wiedzę o tym, co się tutaj działo w Przeszłości  i o erupcyjnej aktywności kaldery. Po drugie: będą mogli rozwiązać zagadkę, co właściwie spowodowało wypuczenie się terenu wokół Pozzuoli – czy spowodowała to magma, para wodna czy przesuwające się skały?



Po trzecie: dzięki wierceniom będą oni w stanie zmierzyć temperaturę skał i umieścić tam sensory, dzięki czemu będzie można stworzyć model 3D tej części skorupy ziemskiej.



I wreszcie: umożliwi to uczonym zbadanie próbek skał w brytyjskiej naukowej placówce. Jeżeli podnoszenie się gruntu powtórzy się znowu, to będą oni w stanie lepiej zbadać skład chemiczny skał i to, jak będzie się ona zachowywała pod wpływem różnych czynników: ściskania, rozciągania, pękania, itd. itp. w czasie erupcji.



Próbki gleby i skał będą dostarczone do UCL, gdzie Chris Kilburn wprowadzi nowe dane do modeli komputerowych, które ukażą nam warunki w jakich formowała się kaldera i pomoże przewidzieć jej zachowanie erupcyjne w najbliższej Przyszłości.



- Kaldery mają potencjalne możliwości do ogromnych erupcji. Zrozumiemy więc, jakie istnieją zależności pomiędzy kalderą, magmą i gruntem pomiędzy nimi – mówi on. – Pola Flegrejskie są także płaskie. Większość erupcji miała miejsce na czteromilowym terenie. Nie wiemy, czy będzie to po lewej czy po prawej, na północy czy na południu tego terenu. Krótkookresowe ostrzeżenia takie jak serie drgań sejsmicznych albo deformacji skorupy ziemskiej, mogą się wydarzyć na parę dni przed erupcją, a nawet w czasie krótko poprzedzającym erupcję. Oto dlaczego przewidywania zachowania się kaldery są trudniejsze od przewidywania zachowania się wulkanów, których stożek jest widoczny na powierzchni ziemi, a to dlatego, że na dobrą sprawę nie wiemy, gdzie i kiedy dojdzie do ulotu magmy.  



Pozzuoli



Tylko jedna rzecz stanęła pomiędzy 25-osobową ekipą naukowców z ICSDP a pilotującym otworem, który chcą oni wydrążyć, a jest nią naukowiec, geochemik dr Benedetto de Vivo. Posługując się argumentami, które nie są popierane przez większość społeczności naukowej, de Vivo uważa mianowicie, że głęboki na 1700 ft/~566 m otwór pilotujący może wymazać Neapol z powierzchni ziemi, a jego obawy przed katastrofą zostały szeroko opublikowane we włoskiej prasie. Obawiając się publicznego napiętnowania, burmistrz Neapolu odwołał początek wierceń w rejonie Bagnoli czekając na dalsze raporty techniczne. Zapytałem de Vivo, czy naprawdę sądzi, że wiercenia mogą spowodować super-erupcję?

- Wiercenia mogą spowodować eksplozję, a nie erupcję spowodowaną przez nadkrytyczne ciśnienie gazów i może spowodować małe trzęsienie ziemi. To się zdarzało w czasie innych tego rodzaju projektów na świecie.



- Wiercenie spowodowało erupcję wulkanu błotnego Lusi w Indonezji – mówi dr Dougal Jerram z Durham University. – To było bardzo podobne do tego, co wydarzyło się w Zatoce Meksykańskiej. Wiercono tam w skałach poddanych ogromnemu ciśnieniu, co spowodowało erupcję ku powierzchni. Tam to było gorące błoto i woda, a tutaj mamy coś innego. Różnica jest taka, że wiercicie do stopionej skały, która nie powinna wydostać się na powierzchnię. Jeżeli patrzymy na Eyjafjallajökull na Islandii, to widzimy tam instrumenty GPS śledzące wszystko, co się dzieje wokół wulkanu. Ich priorytetowym zadaniem jest ostrzeganie przed erupcją poprzez dokonywanie pomiarów wskazujących, ze magma gromadzi się pod wulkanem i przebija się ku powierzchni, zbiera się płytko pod powierzchnią i jest gotowa do erupcji w każdej chwili. Oczywiście w takim przypadku jak Pola Flegrejskie, priorytetem jest wychwycenie sygnałów na gruncie w celu stwierdzenia rodzaju eksplozji. Niedawno Pola Flegrejskie miały swój okres aktywności – czy mimo tego poszedłby pan wiercić bardzo blisko nich albo na nich? Chyba nie. Ale jeżeli ten system jest bardzo stabilny, tak jak w Solfatara, to jest jasne, że zachodzi tam aktywny proces odgazowania. Widział pan fumarole na powierzchni i pod jakim ciśnieniem wyrywają się z nich gazy. Kiedy otworzy pan butelkę z napojem gazowanym, uprzednio mocno ją potrząsając, to wtedy gaz będzie się wydostawał nie inaczej, tylko wybuchowo.



Uli Harms – kierownik niemieckiej części ICSDP w Poczdamie  - pomagał zaprojektować wiertło, które miało być użyte w drugiej części wierceń w Bagnoli. Pewnego razu Harms wiercił w kierunku niespodziewanej kieszeni magmowej w czasie Projektu na Islandii w 2009 roku. Daleka od stworzenia nowego wulkanu magma w kontakcie z błotem do wierteł zamieniła się w szkliwo wulkaniczne. Twierdzi on, że magma nie może ruszyć do góry, wzdłuż otworu wiertniczego, bowiem wystarczy szklanka wody, by go zakorkować na amen.

– Otwór ma tak małe rozmiary i jest zatkany błotem do wierteł, specjalną mieszanką, która nawilża głowicę wiertła. Nie jest to otwarty otwór, nie może być poszerzony przez magmę do tego stopnia, by wytrysnęła ona na zewnątrz, czy coś w tym rodzaju. Ale dla Neapolitańczyków nie jest jasnym, że wiercenia nie przedstawiają niebezpieczeństwa, prawdziwym zagrożeniem są dwa wulkany: Wezuwiusz i kaldera. Stanowią one największe niebezpieczeństwo.



De Natale jest przekonany, że skoro aktualnie mamy technologię, która pomoże nam zrozumieć aktywność wulkaniczną, to powinniśmy jej użyć: wiercenia powinny się już zacząć.

- Mieszkam w Neapolu – powiada – i jak większość mieszkańców tego miasta nie wyobrażam sobie jego opuszczenia. Ale musimy zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa, które czai się pod naszymi stopami.



Mieszkańcy Pompejów nie mieli takiego luksusu…          

        








* * *



Superwulkan jest jedną z tych rzeczy, której trzeba się obawiać na serio. 70.000 lat temu wybuch superwulkanu Toba omal nie starł z powierzchni Ziemi gatunku Homo sapiens. Potworna erupcja spowodowała poerupcyjną zimę i skażenie atmosfery, które przez długi okres czasu dało znać o sobie i które wpłynęło na Ludzkość tworząc ją taką, jaką teraz jest.



Kto wie, czy właśnie wtedy nie powstało podziemne państwo Agarty, w którym schroniła się część Hominis sapientis przed tym kataklizmem. W tym przypadku azjatyckie legendy wydają się mówi prawdę…



I jeszcze jedno – supererupcja Pozzuoli byłaby kresem cywilizowanego życia w Europie, podobnie jak supererupcja Yellowstone – w Ameryce. A teraz wyobraźmy sobie, że jakiś szaleniec czy terrorysta chciałby to wykorzystać do unicestwienia naszej cywilizacji? No bo wystarczyłoby zdetonować kilka megaton w Golfo di Pozzuoli i czekać, aż poprzez skruszone falami uderzeniowymi i sejsmicznymi skały przeciśnie się magma, której supererupja będzie miała moc tysięcy megaton!



We współczesnym świecie nie jest tak trudno skonstruować bombę A czy H, jak się to powszechnie wydaje. A wariatów, frustratów czy po prostu terrorystów walczących o jakieś brednie tez nie brakuje. I dlatego na miejscu rządów Włoch, USA i Hiszpanii objąłbym szczególną kontrolą tak newralgiczne miejsca, w których tykają geologiczne bomby zegarowe, jak: Yellowstone N.P., Zatokę Pozzuoli oraz wyspę La Palma de Canaria. Bo to są realne zagrożenia. Nie jakieś brednie Gerryli i innych nawiedzonych pomyleńców bredzących coś o kalendarzach Majów, ale właśnie niewidzialna śmierć czająca się tuż pod ziemią…           



Przekład z j. angielskiego –

Robert K. Leśniakiewicz ©