Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mafia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mafia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 sierpnia 2022

Znikają nastoletnie dziewczyny


Nastolatka jest poszukiwana od kilku dni. Młoda kobieta we wtorek przyjechała do Wrocławia z rodziną. 16-latka wysiadła z auta przy ulicy Oficerskiej tylko na chwilę, aby zadzwonić, wtedy ślad po niej zaginął.

Od wtorku, 2 sierpnia, rodzina i służby poszukują 16-letniej Kateryny Dyadiowy. Obywatelka Ukrainy zaginęła we Wrocławiu, nastolatka wysiadła z auta, którym jechała z rodzicami niedaleko MOPS-u przy ulicy Oficerskiej. Wyszła, by zadzwonić, korzystając z chwili gdy rodzice załatwiali formalności w urzędzie. W tym momencie ślad po niej zaginął. Nastolatka mieszka od lipca mieszka w Bielanach Wrocławskich.

"Podczas 20-minutowej nieobecności mamy dziewczynka wyszła z samochodu, aby zadzwonić, i udała się w nieznanym kierunku" - informuje na facebookowym profilu SOS Zaginięcia. Rodzina była wówczas przy ul. Oficerskiej 11 w okolicy ZUS-u.

Nastolatka ma przy sobie paszport. Od momentu zaginięcia jej telefon pozostaje nieaktywny, a 16-latka nie skontaktowała się z rodziną.

 

Zaginęła Kateryna Dyadiova

 

W chwili zaginięcia 16-latka była ubrana była w koszulę w zieloną kratę, czarne krótkie spodenki i białe tenisówki. Miała przy sobie czarną materiałową torbę.

Kateryna ma 175 cm wzrostu, jest szczupłej budowy ciała, ma ciemne krótkie włosy i jasne oczy. Ma też znaki szczególne, są nimi: małe znamię pod lewym okiem oraz aparat na zębach.

Młoda kobieta w momencie zaginięcia miała przy sobie dokumenty tożsamości, a także telefon komórkowy. Jej rodzice we wtorek zawiadomili policję o zaginięciu.

Jeśli widziałeś gdzieś zaginioną lub znasz miejsce jej pobytu, skontaktuj się z policją pod numerem telefonu +48-47 871 16 00, +48-478 71 16 03 lub z najbliższą jednostką policji pod numerem alarmowym 112.

 

Zaginęły także:

 

Jak podaje portal MSN zaginęły w tym czasie także:

+ Kraków. Zaginęła 16-letnia Anastazja Tyńska

+  Zaginęła 16-letnia Roksana z Kutna. Szuka jej policja.

 

Moje 3 grosze

 

No mnie to akurat nie dziwi. Sytuacja w Europie, w której podziemie przestępcze dostało potężny „zastrzyk” sił w postaci „migrantów” z krajów Afryki i Azji, a także mafii z krajów b. ZSRR i SFRJ, Albanii czy Pn. Macedonii, stała się bardzo niebezpieczna dla młodych kobiet, które są porywane a następnie sprzedawane do krajów muzułmańskich. Sprawa ta szczególnie narosła po 1989 roku, kiedy to znikły obostrzenia w ruchu granicznym i do Polski zaczęły się zjeżdżać wszelkiego rodzaju męty i szumowiny z całej Europy. Oczywiście liberalne władze naszego kraju przymykały oko na problem już to dlatego, że chciały by oni też zechcieli żyć jak w Europie, co dotyczyło szczególnie Europy Wschodniej i Południowej, już to dlatego, że same korzystały z tego stanu rzeczy. Przykładem tutaj może być sprawa zaginięcia bez wieści Ernestyny Wieruszewskiej i Anny Semczuk, które przepadły bez wieści w Zakopanem. I nie tylko ich, bo kronika „Projektu Tatry” podaje listę kilkunastu nazwisk kobiet, które w tajemniczy sposób znikły tylko w Zakopanem w latach 90-tych ub. stulecia – i nie zostały odnalezione.  

Porywanie kobiet i handel ludźmi to był i jest opłacalny biznes, a szczególnie w tych niepewnych czasach, kiedy to w Polsce mamy kilka milionów „migrantów” i władze niewiele mogą na to poradzić, poza stawianiem płotów i wzmocnienia ochrony granic. Napisałem „granic”, bo zagrożone są wszystkie granice naszego kraju. Kto ponosi winę za ten stan rzeczy? Oczywiście chore, słabe i skorumpowane rządy prawicowe i liberalne, które nie chciały dostrzec problemu i robiły wszystko, by zminimalizować koszty ochrony granic Polski i w ogóle zmniejszyć nakłady na Wojsko Polskie i siły bezpieczeństwa wewnętrznego. Poza tym skok na kasę z naszych emerytur i rent przeprowadzony pod płaszczykiem „dekomunizacji” resortu. Ta kasa zamiast do żołnierzy i funkcjonariuszy zapewne poszła do Torunia czy EP. A tymczasem za naszymi wschodnimi granicami narastał potworny wrzód w postaci armii „migrantów” ściągniętych na Białoruś przez Putina i Łukaszenkę. Wrzód ten pękł przed inwazją Rosji na Ukrainę, czyli że chodziło tutaj o sprawdzenie, na ile mogą oni sobie pozwolić w stosunku do Polski i NATO oraz UE. Daliśmy im i nadal dajemy odpór, wbrew wrzaskom nawiedzonych celebrytek-idiotek, pokręconych lewackich p-osłów czy pożytecznych idiotów vel liberałów-aferałów na usługach rosyjskich służb.

Z granicznego doświadczenia wiem, że w takich przypadkach z kraju uciekają ludzie na bakier z prawem. Nie robotnicy, nie chłopi, nie inteligencja – ich po prostu na to nie stać. Oni bronią swego kraju przed najeźdźcami. Uciekają zawsze ci, którzy są na tyle bogaci, że ich na to stać i ci, którzy mogliby być ujęci i skazani. Nie za politykę, ale za przestępstwa pospolite: kradzieże, afery finansowe, przekręty gospodarcze, itd. itp. taka jest większość tych „uciekinierów”.

Tak samo było w Polsce lat 80-tych. Przez granicę pchały się złodziejskie szumowiny i w tzw. „wolnych” krajach opowiadały banialuki jak to „cierpieli” w PRL-u „za miliony”. Prawdziwi opozycjoniści zostawali w kraju i tam walczyli, bo wiedzieli, że gdyby uciekli to staliby się niewiarygodni…

Wracając do sprawy – jestem pewny, że większość z tych zaginionych dziewcząt znajduje się gdzieś w Dubaju czy inny m mieście rozpusty na Wschodzie, gdzie jest zmuszana do uprawiania miłości z różnymi wstręciuchami i oblechami z petrodolarowych krain…    

 

Źródło - https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/16-letnia-kateryna-wysiad%C5%82a-tylko-na-chwil%C4%99-zagin%C4%99%C5%82a/ar-AA10lPKo?ocid=winp1taskbar&cvid=568ecc0f0479443093df0740f6c599a9

czwartek, 31 maja 2018

Jakże wspaniale palą się… śmieci!




Od kilku dni polskie media żyją relacjami o pożarach śmieciowisk i składowisk odpadów. Premier zapowiedział walkę z tym zjawiskiem. Wszystko to cacy, tylko nie powiedział jak ma zamiar to zrobić. Ba, gdyby to były tylko śmieci, to pół biedy. Problem polega na tym, że Polska stała się śmietnikiem Europy i nie tylko śmietnikiem, bo mogilnikiem wszelkiego rodzaju chemicznego świństwa, które zwożone jest z krajów zachodnich UE w celu utylizacji – cokolwiek to znaczy…

Na portalu MSN czytamy:

Spalanie odpadów na wysypiskach, składowiskach czy w zakładach recyklingu powoduje, że do atmosfery ulatuje cała tablica Mendelejewa; to, co najgorsze i najbardziej niebezpieczne dla naszego zdrowia – powiedział PAP prof. Piotr Skubała, ekolog z Uniwersytetu Śląskiego.
Według danych Ministerstwa Środowiska w tym roku odnotowano 63 pożary wysypisk i składowisk śmieci i odpadów. Wśród nich było 27 bardzo dużych i dużych pożarów. W całym ubiegłym roku Państwowa Straż Pożarna zanotowała 37 tego typu zdarzeń. Rzecznik prasowy Komendanta Głównego PSP st. bryg. Frątczak poinformował PAP, że w ostatnich dniach w różnych miejscach w Polsce paliły się m.in. sortowania śmieci, hala ze starymi meblami tapicerowanymi, składowisko odpadów, niebezpieczne odpady chemiczne.
– Opony, plastiki, tapicerowane meble... Z takiego pożaru do atmosfery uwalnia się wszystko, co najgorsze i najbardziej niebezpieczne dla zdrowia. W emisjach z takich pożarów znajdziemy chlorowodór, cyjanowodór, fluorowodór, wszelkiego rodzaju metale ciężkie; dioksyny i furany – należące do najbardziej rakotwórczych związków, a także wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne – wymienia prof. Skubała.
Dodał, że niekorzystne dla zdrowia są nawet emisje ze zwykłego spalania węgla, nie mówiąc o spalaniu jego odpadów czy zwykłych śmieci. – Jako społeczeństwo robimy wszystko, żeby te odpady były przechowywane, poddawane recyklingowi albo przekształceniu termicznemu w spalarniach. Wykorzystywane są przy tym takie technologie, które pozwalają minimalizować niekorzystny wpływ toksycznych związków na otoczenie – zauważył profesor.
Dodał, że choć obecne technologie do przetwarzania odpadów nie są idealne, to dzięki ich wykorzystaniu do środowiska dostaje się stosunkowo niewiele niebezpiecznych substancji: dwutlenku węgla czy dioksyn. – Nie najlepszym rozwiązaniem jest nawet planowane spalanie odpadów, bo pozostają po nim pyły czy popiół, a te również trzeba składować. Plusem jest to, że spalamy odpady w specjalnie przystosowanych zakładach, w kontrolowanych warunkach – podkreślił.[1]

Kiedy obalono „komunę”, to skończyła się wszelka kontrola nad tym, co wwoziło się do Polski. Dość powiedzieć, że w samym tylko przejściu granicznym Łysa Polana – Javorina nie zezwolono na wjazd do kraju kilkunastu transportom różnych odpadów chemicznych i biologicznych – do tych drugich zaliczono odpady poprodukcyjne w postaci resztek skór zwierzęcych i środków chemicznych, którymi je traktowano. Oczywiście wwożono je nielegalnie. Legalnie też i te transporty – niestety – musieliśmy puścić. Potem widziałem wysypane m.in. do Skawy beczki z chemikaliami, które „utylizowano”. Polscy „biznesmeni” brali kasę od Austriaków, Włochów czy Niemców, którzy pozbyli się problemu za śmieszne pieniądze w porównaniu z tymi, które zapłaciliby za utylizację czy składowanie tych świństw u siebie, a następnie „utylizowali” je zakopując, wrzucając do rzek czy po prostu pozostawiając w lasach lub polach niebezpieczne, czasami wręcz śmiercionośne ładunki i na tym się kończyło. I wszyscy byli zadowoleni, bo chore prawo RP nr III i ½ pozwalało im na to. Jeżeli nawet doszło do jakichś spraw, to kończyły się szybko i na niczym.



Po wejściu Polski do Układu z Schengen jest jeszcze gorzej, bo do Polski nadal wwozi się chemiczne czy biologiczne odpady, które składuje się na śmietnikach już bez żadnej kontroli. SG niby ma jakieś tam uprawnienia Inspekcja Drogowa też, tylko że ilość kontrolerów i ich kompetencje jest niewspółmierna do tego, co nas zalewa zza granicy. Co dalej? Śmietniki się podpala i jest OK., odpady się „zutylizowały”, na śmietnikach jest więcej miejsca do składowania i biznes się kręci…

O tym wszystkim WOP a potem SG wraz z Urzędami Celnymi meldowały komu trzeba jeszcze we wczesnych latach 90-tych ub. stulecia. Meldunki i analizy szły wyżej i… gdzieś się rozpływały. Z tego, co mi wiadomo także PSP biła na alarm. I co? I nic – politycy zajmowali się aborcją i kształtem korony na głowie Orła Białego, jakby nie było ważniejszych problemów. Śmieciowa mafia rosła w siłę a jej członkowie żyli dostatniej.

Słucham zapewnień Morawieckiego odnośnie walki ze śmieciową mafią i pozwolę sobie stwierdzić, że jeżeli nawet do niej dojdzie, to niczego nie osiągnie, co najwyżej kilka spektakularnych pokazówek dla mediów i na tym koniec. To są pieniądze – bardzo duże pieniądze i powiązania na wysokich szczeblach, którym nie da się łatwo uciąć łba.

Wprost donosi:

Z informacji zdobytych przez RMF FM wynika, że powstała specjalna grupa funkcjonariuszy, którzy zajmą się wyjaśnieniem przyczyn pożarów wysypisk śmieci w Polsce. Kilkanaście postępowań z całego kraju będzie koordynowane przez Biuro Kryminalne Komendy Głównej Policji.
Powołanie specgrupy może świadczyć o tym, że policjanci chcą uzyskać szersze spojrzenie na wszystkie przypadki pożarów w wysypiskach i sortowniach. Prawdopodobnie KGP doszła do wniosku, że część z tych wydarzeń może być nieprzypadkowych, lub w jakiś sposób ze sobą powiązanych. RMF FM podało, że mając na uwadze dobro postępowania, mundurowi nie zdradzają, jakie postępy uczynili w toku śledztwa.
Radio przypomina, że od stycznia w całym kraju odnotowano kilkadziesiąt przypadków pożarów sortowni i wysypisk śmierci. W ciągu ostatniego tygodnia doszło aż do czterech takich zdarzeń. 23 maja wybuchł pożar w sortowni w Warszawie, który gasiły 42 jednostki straży pożarnej.
Następnego dnia paliła się hala ze starymi meblami tapicerowanymi w Olsztynie. Z kolei 25 maja wybuchł pożar na składowisku odpadów w Zgierzu, którego dogaszanie wciąż trwa. Wczoraj paliły się niebezpieczne odpady chemiczne składowane na wysypisku we Wszedzieniu w woj. kujawsko-pomorskim.[2]
 
Brzmi to mocno, ale czy w starciu z tą mafią policjanci będą w stanie położyć kres temu procederowi? Poważnie w to wątpię. Mafia to ogromnie pieniądze, ogromne wpływy i poparcie polityków. To za nich trzeba by się zabrać w pierwszej kolejności… Mimo wszystko życzę premierowi powodzenia, ale nie wierzę, by mu się to udało. Chyba, że będzie to kolejna piana wyborcza dla PiS, na co ten ogłupiony naród da się nabrać – jak zwykle.          


poniedziałek, 9 grudnia 2013

TAJEMNICA RZEKI PAD


- Czy nie uważa pan, że pierwszym celem istot podwodnych byłoby opanowanie lądów? - ot, choćby w skafandrach wypełnionych wodą?...
Stanisław Lem – „Niezwyciężony”



Ten materiał nie powstałby wcale, gdyby nie moja znajomość z włoskim ufologiem i bibliotekarzem Uniwersytetu w Mediolanie Alfredo Lissonim z Peschiera Borromeo oraz dr Sebastiano di Gennaro z Sta. Maria Maddalena di Rovigo, który jest szefem grupy ufologicznej USAC Centro di Studi Ufologico.

Mottem dla tego rozdziału jest cytat z „Niezwyciężonego” Stanisława Lema. Jest on o tyle na miejscu, że stawia niezwykle ważkie pytanie dla naszego problemu: co zrobiłyby hipotetyczne istoty podwodne, gdyby istniały na Ziemi i stanowiły alternatywną do naszej, cywilizację na naszej planecie? Odpowiedź na to pytanie leży być może nad brzegami Padu czyli Po - najdłuższej rzeki Italii.



Dziwne ślady na piasku



O co tu chodzi? Otóż w latach 1987-1990, włoscy badacze stanęli w obliczu niezwykłej zagadki. Rybacy, plażowicze, farmerzy i mieszkańcy miejscowości w dolnym biegu rzeki Po znajdywali na jej piaszczystych brzegach i łachach dziwne ślady upłetwionych stóp o długości 45-60 cm, pozostawionych jakby przez duże zwierzęta (???) przypominające wyglądem jaszczury. Czyżby były to jakieś reperkusje rodem z „Parku jurajskiego” Stevena Spielberga i Michela Crightona? Być może, ale wtedy jeszcze nie śnił im się scenariusz tego filmu, a zatem co to było?

Badania włoskich ufologów wykazały, że nie mogły to być ślady dinozaurów, a to z tego prostego powodu, że ślad dinozaura nie mógłby być radioaktywnym... Niewiele tego było, bo zaledwie 10-15 μR/h ponad promieniowanie naturalnego tła Ziemi, ale zawsze. I nie da się tego wytłumaczyć jedynie efektem skażenia powstałego w wyniku eksplozji w Czarnobylskiej EJ w kwietniu 1986 roku i opadu promieniotwórczego powstałego w jej wyniku. Zresztą dziwnym byłoby, gdyby ślady powstawały tylko tam, gdzie znajdowały się „gorące plamy” poczarnobylskiego fall-out’u... - nieprawdaż?

I Alfredo Lissoni i dr Sebastiano di Gennaro są zdania, że były to ślady pozostawione przez „ludzi-jaszczury” - zwanych z angielska „lizzardmen”, którzy penetrują Ziemią przy pomocy pojazdów znanych u nas jako UFO i USO...

Przyznaję się bez bicia - myśl nie pozbawiona uroku. O ile dobrze pamiętam, to po raz pierwszy o rozumnych jaszczurach pisał czeski pisarz Karel Čapek w katastroficznej powieści pt. „Inwazja jaszczurów” („Valká s mlaků), gdzie rozumne gady opanowują Ziemię. Podobne pomysły mieli realizatorzy filmu science-fiction pt. „Z jak Zwycięstwo” i jeszcze kilku innych utworów tego typu. Kanadyjscy - a potem także i amerykańscy uczeni - stworzyli model „rozwojowy” rozumnego dinozaura - Dinozauroida - który   e w e n t u a l n i e   mógłby zastąpić Homo sapiens sapiens na Ziemi...



Nie tylko we Włoszech...


Owe hipotetyczne Dinozauroidy pokazywały się także na bagnach Florydy, Luizjany i Georgii w Stanach Zjednoczonych. Wszędzie tam znajdowano dziwne ślady podobne do tych, które znajdowano we Włoszech. Ale czy   t y l k o   hipotetyczne Dinozauroidy mogłyby ewentualnie pozostawiać takie ślady? Oczywiście nie - bo wystarczy człowiek, który włożyłby na stopy odpowiednio ukształtowane płetwy i mamy ślady Dinozauroida jak się patrzy! Proszę zwrócić uwagę na to,  g d z i e   te ślady znajdowano poza Italią. Były to południowe i wschodnie wybrzeża USA - czyli dokładnie tam, gdzie operowały radzieckie midgety z Kuby, a ponadto statki i motorówki oraz inne „drobnoustroje” karteli narkotykowych z Calí i Medellin w Kolumbii.

Czy kartele narkotykowe mogły współpracować z radzieckimi służbami specjalnymi w rodzaju GRU czy KGB? Ależ oczywiście! Wszak kartele miały interesy zbieżne z tymi dwoma instytucjami, a jak dowodzi Afera Iran-Contras płk CIA Olivera „Ollie” Northa zyski z handlu z kartelami narkotykowymi czerpała także Ameryka. Business is business, keep it well - time’s money and money’s freedom - jak mawiają Amerykanie. W sytuacji panującej w Ameryce Południowej i Środkowej w warunkach mega-korupcji i totalnej hiper-biurokracji możliwy jest każdy przekręt i każda nielegalna machinacja finansowa - kwestią jest tylko pytanie: ile i za ile? Oporni szybko - wedle amerykańskiego powiedzenia - push up the daisies... - czyli mówiąc po polsku - wąchają kwiatki od spodu... Niemal tak samo, jak u nas. No cóż, wedle stawu grobla - CIA wiedziała o radzieckiej i kubańskiej działalności wspierającej kartele kolumbijskie, ale sama miała z tego konkretne korzyści, więc nie interweniowała. Z kolei DEA i FBI były zainteresowane w tym, by narkotykowa ruletka kręciła się na Karaibach, bo to uzasadniało ogromne subwencje finansowe, które rząd USA przeznaczał na walkę z plagą narkomanii.

Kartele narkotykowe to mafia, a gdzie mafia tam polityka. Faktu tego w Polsce nie dostrzegano, nie chciano dostrzec i zrobiono wszystko, by go nie dostrzegać w latach 1989-1998, dopiero zuchwałe i bezczelne zabójstwo Komendanta Głównego Policji gen. Marka Papały otworzyło oczy polskim politykom na problem przestępczości zorganizowanej w kraju. Politycy zdali sobie sprawę z tego, że następnym kandydatem do oberwania kulką w głowę mogą być oni sami. Opamiętanie z tej euro-euforii, na fali której doprowadzono do kilku wyjątkowo głupich posunięć - m.in. zniesienie kary śmierci i złagodzenie kodeksu karnego - przyszło niestety zbyt późno. Kolejne polskie rządy i parlamenty ogłupione skutecznie proeuropejskim kursem wytkniętym przez krótkowzrocznych i pazernych polityków z tzw. „demokratycznej opozycji”, co do których idealnie pasuje określenie NSZZ - Nareszcie Sami Zostaniemy Złodziejami, boją się podjąć skutecznych kroków w walce ze strukturami przestępczości zorganizowanej w Polsce. Jedynym środkiem odstraszającym jest nie tyle wprowadzenie kary śmierci, ale   p o z b a w i e n i e   wszelkich korzyści płynących z podjęcia i prowadzenia przestępczego procederu delikwenta i jego rodziny oraz tych, z którymi delikwent był powiązany w trakcie swej przestępczej działalności. Ale na to trzeba odwagi. No i czystych rąk w rządzie i parlamencie. Dlatego też wszystkie te rady pozostają w sferze pobożnych życzeń...



„Lizzardmen” versus mafia?...


A co z odkryciami w dolinie Padu? - zapyta ktoś. Jeżeli za tymi dziwnymi śladami stoi mafia, camorra, Cosa Nostra, ‘Ndrangheta czy jeszcze coś innego plus radzieckie i amerykańskie spec-służby, to sprawa staje się absolutnie jasna - wszystko to jest jedną wielką mistyfikacją, boż nie ma lepszego sposobu na ukrycie sekretu, niż przykrycie go jeszcze większą tajemnicą, a zatem dokładnie tak, jak miało to miejsce w przypadku incydentu nad Maury Island czy w Roswell...

Tak samo, jak było w Saint George Triangle na akwenie Zatoki Meksykańskiej. Ginęły tam jachty, łodzie i inna „drobnica”, które to zniknięcia zwalano na rozpościerający się w pobliżu Trójkąt Bermudzki. Dzięki wzmożonej aktywności CIA, FBI, DEA i USCG z jednej strony, a meksykańskimi Federales[1] z drugiej, udało się ustalić, że tajemnicze zniknięcia mają związek z działalnością narkotykowych karteli z Ameryki Środkowej i Południowej. Kartele te opanowały wkrótce całe Karaiby i Trójkąt Bermudzki oraz komunistyczną Kubę, na co dowodem miał być proces gen. Arnaldo Ochoa Sancheza zwanego procesem 8A. Tego ostatniego oskarżono o współpracę z Kartelem Medellin, osadzono i stracono. A może chodziło tak naprawdę o to, że generał wiedział za dużo na temat powiązań kubańskiego rządu - a właściwie DGI[2] i jego kremlowskich mocodawców - z kartelami narkotykowymi Kolumbii i innych bananowych (a może raczej kokainowych) republik?

We Włoszech sytuacja wyglądała podobnie - skorumpowani politycy, słaba policja, chore promafijne prawo i spenetrowanie kraju przez sowieckie służby specjalne, działające dzięki silnej Włoskiej Partii Komunistycznej, lewaccy terroryści spod znaku Brigade Rosso z jednej strony i faszystowskie bojówki z drugiej. Jednym słowem kraj, w którym mógłby wyjść każdy taki „numer”, kto chciałby go wykonać.

No bo co to takiego wypalić kilka kręgów w trawie palnikami acetylenowymi, spopielić zwłoki kota, odcisnąć kilka płetwiastych śladów w piasku plaży czy na gliniastym brzegu i posypać je lekko radioaktywnym proszkiem, który można łatwo nabyć u pracowników elektrowni jądrowych, a potem dać w łapę ubogim rybakom czy mieszkańcom nadrzecznych slumsów kilka tysięcy lirów (czy teraz euro), by rozpowiadali niestworzone historie o UFO i USO w Padzie... I niech całe przedsięwzięcie kosztuje mafię 1.000 USD, to na takiej „maskirowce” zarobi ona kilkaset tysięcy marek czy dolarów. Mafiosi nie są tępymi durniami, jakich zrobili z nich reżyserzy włoskich i amerykańskich filmów sensacyjno-kryminalnych. To są ludzie myślący perspektywicznie - a to jest cecha, której brakuje polskim politykom, dla których jedynym celem politycznym jest dorwanie się do koryta i „nachapanie” się ile wlezie - oni myślą w kategoriach globalnych i dzięki temu potrafią „chapać” przez całe dziesięciolecia... Wiedzą zatem, że informacje od rybaków dotrą wkrótce do ufologów i uczonych, którzy z kolei podniosą rwetes w mediach. Potem sprawą zajmie się SISCI oraz SISMI[3] i służby wywiadowcze NATO. I o to właśnie chodzi. Wszyscy będą tropili Dinozauroidów, część będzie pro, większość contra, a tymczasem do Włoch - które stanowią „miękkie podbrzusze” Unii Europejskiej - będą napływały tony narkotyków, nielegalnych imigrantów z Europy Wschodniej, Azji i Afryki i Bóg jeden wie, co tam jeszcze.

Smutne to i niesmaczne zarazem, że ufologię i kryptozoologię, te dwie największe przygody naszego czasu sprostytuowano do   t a k i c h   celów... 

Dlatego właśnie żywię głęboki wstręt do polityki i polityków, a szczególnie tych, którzy obiecują „głębokie” i „skuteczne” reformy, a potem okazuje się, że miały one na celu jedynie podreperowanie kont bankowych tychże polityków. Tak samo, jak nie wierzę w żadne programy rządowe niekonwencjonalnych badań, którymi kierują naukowcy, a szczególnie akademicy. To jest dokładnie taki sam szwindel, jak obietnice przedwyborcze liderów różnych partii i partyjek...



Andrzej Lepper i „la piovra”



Sprawa Andrzeja Leppera, człowieka, który wprost powiedział w Sejmie to, o czym ludzie szeptali po kątach, sprawiła wiele hałasu i stała się sensacją dnia. Jednakże szybko znikła z łamów prasy, kiedy zaczęto doszukiwać się jakiegoś racjonalnego jądra w tych - rzekomo paranoicznych - wypowiedziach ex-wicemarszałka Sejmu... Czyżby jednak miał on rację twierdząc, że polscy gangsterzy współpracowali z Usamą ben-Ladenem i jego al-Quaedą? Każdy polski polityk na fali lizusowskiego proamerykańskiego i proeuropejskiego uniesienia zaraz krzyknie, że to potwarz! Ale powoli, powoli...

W 1994 roku, polskie służby celne zatrzymały na polsko-białoruskiej granicy trzy super-transporty po 2.500 kg haszyszu każdy. Ekspertyza wykazała, że był to afgański haszysz (tzw. czarny). Nie muszę chyba przypominać o tym, że trasa z Afganistanu biegnie przez kraje byłego ZSRR. Jakoś nie słyszałem, by znaleziono adresata tej przesyłki w III Najjaśniejszej, bo musiał on stać bardzo, ale to bardzo wysoko  w hierarchii państwowej, że w końcu ukręcono łeb całej sprawie...

Patrząc na to wszystko z tej perspektywy, wcale nie dziwią mnie oskarżenia rzucane przez posła Leppera, bo idę o zakład, że hasz szedł przez Polskę i dalej na Zachód, a pieniądze z jego sprzedaży były transferowane drobnymi sumami do osób prywatnych w Iranie, Iraku, Palestynie, Pakistanie, Afganistanie, Omanie, ZEA, Malezji, Indonezji, Arabii Saudyjskiej, Jemenu i innych krajach arabskich oraz krajach byłej SFRJ, byłego ZSRR, Bułgarii i Turcji... - skąd z powrotem - już dokładnie „wyprane” szły na konta amerykańskich i zachodnioeuropejskich ekspozytur al-Quaedy. Mechanizm prosty i nadzwyczaj skuteczny, któremu nie podołają nawet najlepsze komputery bankowe USA i UE. Dzięki chciwości i głupocie, cywilizacja kupczyków i dealerów - jak mawia Piotr Listkiewicz - sama sobie ukręciła powróz na szyję w postaci la piovry - ośmiornicy w ciele nawet nie mafii, ale najskuteczniejszej organizacji terrorystycznej od czasów Starca z Gór - al-Kaidy. A początki jej działalności w Europie lokują się mniej więcej w czasie, kiedy na włoskich brzegach pojawiły się ślady dziwnych Dinozauroidów...

Dlatego nie potępię Andrzeja Leppera, bo chociaż część jego oskarżeń jest kuriozalna, to jednak w wielu przypadkach ma on rację. Ale przegra, bo po pierwsze: nikt nie jest prorokiem we własnym kraju, a po drugie: w Polsce nie ma nieprzekupnych sędziów i prokuratorów, a że każdy chce żyć, więc prawdy o jego oskarżeniach nie dowiemy się za naszego życia...  


* * *


No i niestety miałem rację – Andrzej Lepper został zamordowany przez „seryjnego samobójcę” w dniu 4.VIII.2011 roku. Ta tajemnicza śmierć może być w bardzo bliskim związku z tym, co głosił za życia. Komuś bardzo na tym zależało, by go uciszyć. A przecież śmiano się z niego i jego opowieści o Talibach w Klewkach. No i okazało się, że w Polsce jednak były tajne więzienia CIA. I parę innych rzeczy też.

Mafia (w sensie ugrupowań przestępczo-politycznych) jak na razie ma się doskonale i coraz lepiej. Wprawdzie Włosi wypowiedzieli jej wojnę, ale jak na razie z mizernymi efektami. Za kościelną mafię, która rozbuchała sięga rządów Jana PawłaII, zabiera się aktualny papież Franciszek. Niestety, nie rokuję mu powodzenia, bowiem niewiele wskóra wskutek oporu w łonie Kościoła katolickiego ze strony zdeprawowanych kardynałów i biskupów, a może skończyć jak Jan Paweł I – od kuli zamachowca czy przedawkowania leków. Finanse były zawsze newralgicznym punktem Kościoła…

Co do Dinozauroidów znad rzeki Pad, sprawa jakoś dziwnie przycichła i czasami jest wzmiankowana gdzieś w kuluarach zjazdów ufologicznych czy krypto zoologicznych. Czego to dowodzi? – ano tego, że była to jedynie sensacja dnia, która szybko przemija...   




[1] Popularna nazwa meksykańskiej policji federalnej stanowiącej odpowiednik amerykańskiej FBI.
[2] Kubański odpowiednik radzieckiego KGB.
[3] SISCI - włoski wywiad cywilny, SISMI - włoski wywiad wojskowy.

niedziela, 13 maja 2012

Możliwe przyczyny katastrofy polskiego samolotu rządowego Tupolew 154M (3)


Katastrofa smoleńska, to jeden wielki, międzynarodowy kłopot, z którym tak do końca niewiadomo, co zrobić. Sprawę komplikują dodatkowo domysły, spekulacje zarówno przeciętnych obywateli, jak i medialnych specjalistów. Zauważmy, że osoby odpowiedzialne za analizy, ściślej, ich opinie, są dla ogółu niedostępne i słusznie, gdyby pełnia informacji została opublikowana, zapewne stopień zagrożenia ze strony Rosji wobec Polski, uległby gwałtownej zmianie.



Od czasów „awantury gruzińskiej”, gdzie polski prezydent uległ sytuacji, ilość głowic bojowych, skierowanych w Polskę ze Wschodu, uległa potrojeniu. Kaliningradzki straszak póki, co nie funkcjonuje, zastąpiły go…atrapy, jednak wiecznie tak nie będzie.



Polska dyplomacja w Rosji nie istnieje, odpowiedzialni za rozmowy z sąsiadem są bezsilni, wobec doświadczenia ich polityków. Nasza rola ograniczona została do potakiwania, lub wyłącznych kompromisów, zawsze na naszą szkodę. Nawet w czasach Wałęsy, sytuacja taka, nie miała miejsca w sposób tak ostentacyjny.



Polski rząd wręcz panicznie boi się strony rosyjskiej, sprawa najbardziej drażliwa – Smoleńsk jest problemem nie do opanowania. Jesteśmy bezsilni w każdej części śledztwa, które oficjalnie praktycznie zakończyło się, nieformalnie trwa nadal. Ludzie, którzy zajmują się tą sprawą, nie mają łatwej sytuacji, stan osobowy ulega ciągłym zmianom, pracują pod presja z jednego powodu, sprawa stała się polityczną, a wszystko uwikłane zostało w czas najbliższych wyborów. Smoleńsk to karta atu, wielu polityków liczy na to, że dzięki niej dojdą ponownie do władzy. Czy mają jakieś szanse? Raczej nie, świat ma dosyć Smoleńska, nikt o zdrowych zmysłach nie będzie wikłał się w wewnętrzne spory Polaków, którzy podzielili się na tych, co mają dowody i na tych, którzy wolą oglądać Kiepskich, uznając, że w podobnym stanie ducha i wiedzy znajdowali się ci, którzy już nie żyją. Tak naprawdę nikomu z polskich polityków wszystkich opcji, nie zależy na wyjaśnieniu tej sprawy, liczą wyłącznie na głosy elektoratu, mamiąc go dobrą miną, do złej gry.



To straszna prawda i można krzyczeć, tupać, a nawet wyć z rozpaczy, fakt jest tylko jeden, wszyscy mają tego dosyć. Czy na to liczą Rosjanie? Oczywiście, jednak pamiętajmy, że ten kraj faktycznie tkwi w czasach realnego socjalizmu, a tamte mechanizmy mówiły jasno – za wszelką cenę chronić dobre imię Matki Rosji. Istnieją sprawdzone mechanizmy, które automatycznie wprowadzane są w życie z chwilą jakiegokolwiek zagrożenia. Kiedy nie można powiedzieć prawdy, zastępuje ją pospolite… kłamstwo. Możemy oburzać się, na tę obłudę, jednak to działa i to od dziesiątków lat. Gdyby dzisiaj okazało się, że są pewne dowody tego, że w Smoleńsku doszło do zamachu, który poprzedził polsko – rosyjski spisek, wobec dawnej ekipy rządzącej, nie mam wątpliwości, Amerykanie z trwogą i bezradnością obserwowaliby otwierające się zdezelowane, zardzewiałe, ale ciągle sprawne sowieckie silosy atomowe.



Czy ktokolwiek przyszedłby Polakom z pomocą? Wolne żarty! Powtórzyłby się 1939 rok i jak zawsze wspólne zdanie Zachodu, że to nie ich wojna. W obliczu takich zagrożeń, solidarność nie istnieje, a podpisane pakty warte są tyle, co papier, na których je spisano – dokładnie nic.



Ekipa Tuska jest świadoma tego, że nie jest wstanie prowadzić skutecznej polityki dialogu z Rosją, to spuścizna i dowód niekompetencji dawnego prezydenta, który tkwił w uporze, nie mając zielonego pojęcia o polityce obłudy.



Wszystko jest polityką, aby ją skutecznie uprawiać należy być oszustem, złodziejem, donosicielem, sprzedawczykiem, wariatem i pospolitym mordercą wysługującym się cudzymi rękoma. Bez różnicy jest to, pod którą szerokością uprawia się to ”rzemiosło”, mechanizm jest zawsze ten sam.



Polacy toną w domysłach, kontekst Smoleńska budzi nieuzasadnione emocje, wylewane są hektolitry żółci, która oblewa nie tych, którzy odpowiadają za tak fatalne zaniedbania (czyżby?), a rozmówców z ich własnego kręgu. To już nie paranoja, a histeria, umiejętnie podsycana przez grupę osób okupujących kluczowe witryny internetowe, traktujące o problemie.



Mechanizm jest zawsze taki sam, każda rocznica, nowa informacja medialna , powodują, że ich działalność w jednej chwili zwiększa się. Mówimy o prowokatorach i zwyczajnych, prawych obywatelach, których zwyczajnie boli to, że w XXI wieku ginie cały gabinet z prezydentem włącznie.



Mają słuszność, to nie był zwyczajny wypadek, do których przyzwyczaiły nas telewizje relacjonujące katastrofy samolotów pasażerskich, bez wątpienia było coś jeszcze, ale tego nie dowiemy się nigdy, a ci, którzy złamią się i zechcą zabawić się w szczerość…znikną, jak kokpit polskiej „Tutki” i trzecia „czarna skrzynka” z jego pokładu.



Jest coś jeszcze…, nigdy nie uwierzyliśmy w winę pilotów i słusznie, zrobili więcej, niż było w ludzkiej mocy, jednak najłatwiej właśnie ich było obarczyć winą. Dlaczego? Zawsze tak było, jest i będzie.



W końcu tak latają „debeściaki”, chociaż na lotnisku jest kompletna „p….zda”(fragmenty stenogramów z rozmowy pilota Jaka 40 z kapitanem Protasiukiem z rządowej „tutki”.



* * *



Po katastrofie samolotu CASA mój nieżyjący już przyjaciel kapitan żeglugi wielkiej Pan Marek Pierzynowski z Międzyzdrojów napisał takie epitafium dla poległych lotników:



POLEGŁYM LOTNIKOM



Trzynasta eskadra,

Samolot piętnasty,

Zginęła w nim kadra.

Z nieba, w drzewa, chwasty,



Wpadła z samolotem.

Huk, trzask, wybuchł pożar!

A co było potem?

Ognista kula, wielki żar!



I cisza, nikt się nie rusza.

I cisza, aż w uszach dzwoni.

I cisza, a płacze ma dusza.

Nie żyją, czym winni oni?



Polecieli do nieba

W szyku, czwórek pięć,

Jak wojsko, tak jak trzeba!

Bez samolotu ZERO JEDEN PIĘĆ!

Bez samolotu CASA C - DWA DZIEWIĘĆ PIĘĆ!



Cześć Ich Pamięci!



Pozwolę sobie na krótki komentarz do tekstu Mariusza Fryckowskiego. „Polski lotnik poleci nawet na drzwiach od stodoły” – powiedział pewien polityk, którego nazwiska nie wymienię, by nie robić mu dodatkowego obciachu. Jakie jest polskie lotnictwo wojskowe – każdy widzi. Przestarzały sprzęt, niedoszkolony personel, przedpotopowe zaplecze techniczne, niedofinansowanie, a do tego generalska wyobraźnia dowódców i chorobliwe ambicje polityków – oto symptomy choroby trawiącej nasze lotnictwo wojskowe i siły zbrojne w ogóle. Moim zdaniem katastrofa smoleńska po prostu MUSIAŁA SIĘ WYDARZYĆ. Pierwszym ostrzeżeniem był wypadek helikoptera Mi-8 wiozącego Leszka Millera, potem była katastrofa samolotu CASA. Zlekceważono je, co zaowocowało katastrofą w Rosji…    



W kwestii Olega Deripaski i jego dziwnych spraw, to czytając tekst Pana Mariusza Fryckowskiego przypomniały mi się wydarzenia z przełomu lat 80. i 90., kiedy to Polska odzyskała ponoć tzw. „wolność” oraz „niepodległość” i otworzyła się na świat. Do Polski zaczęli ściągać zagraniczni biznesmeni i politycy, a za nimi mafia i wszelka inna przestępczość zorganizowana.



Kiedy służyłem na granicy, to w latach 1989-94 miałem okazję widzieć to na własne oczy, jak wszelkiego rodzaju mafie, Cosa Nostra, Camorra, ‘Ndrangheta, Yakuza, Triada i rosyjskie „organizacje” pchają się do kraju, co było o tyle oczywiste, że tzw. „demokratyczne” rządy zrobiły z Polski potężny tort, z którego każda z tych organizacji pragnęła ukroić coś dla siebie. Co bardziej doświadczeni pogranicznicy informowali, meldowali, ostrzegali o zagrożeniu ze strony zorganizowanej przestępczości międzynarodowej. Wszystko na nic – nasze meldunki szły do Wydziałów Zwiadu Brygad WOP (potem do Wydziałów Kontroli Ruchu Granicznego Oddziałów SG), skąd wysyłano je do Warszawy. Tam podobno były przekazywane do odpowiednich pionów MSWiA, gdzie najprawdopodobniej szły ad kosz. Dlaczego? To teraz jest oczywiste – po prostu politycy szybko zwietrzyli dobry interes i wszystkie nasze meldunki były ignorowane, a przestępczość zorganizowana miała się dobrze i coraz lepiej.



Pamiętam, jak we wrześniu 1991 roku ukazał się na łamach „Polski Zbrojnej” mój artykuł pt. „Skąd się wzięła rosyjska mafia w Polsce?”, który wywołał szok. W dwa dni po opublikowaniu artykułu byłem w Warszawie na dywaniku, gdzie dostałem propozycję „kopniaka w górę”. Odmówiłem, więc kazano mi podpisać „lojalkę” która zabraniała mi zajmowania się publicystyką. W 1994 roku i tak musiałem przejść na emeryturę. Nie z mojej woli… - bo pozbyto się mnie tak, jak wszystkich funkcjonariuszy SG, którzy dostrzegali pochód mafii w Polsce i ostrzegali przed nią.



W 1991 roku po zakończeniu dziwnego puczu Janajewa-Pugo-Kriuczkowa-Jazowa wymierzonego w Michaiła Gorbaczowa, nastąpiły znaczne redukcje w KGB i GRU. Ich pracownicy szybko zasilili szeregi mafii i zaczęli działać w najbardziej sprzyjającym im kraju – w Polsce. Dzięki liberalnej polityce imigracyjnej wielu z nich uzyskało obywatelstwo RP tylko po to, by potem jako „Polacy” mogli wyjeżdżać na Zachód. Ci, co pozostali w Polsce z miejsca przyłączyli się do krajowych band i grup przestępczych jako tzw. „żołnierze” (nie wiem, co za dziennikarski kretyn wymyślił ten termin, który uwłacza prawdziwym żołnierzom!). Ich skuteczność pokazała się w czasie strzelaniny w Magdalence, kiedy to dwóch przestępców trzymało w szachu pluton specjalny AT przez kilkanaście godzin! 



Pamiętam, jak później – już koło 1995 roku – wraz ze śp. red. Andrzejem Zalewskim propagowaliśmy hasło „TIR-y na tory”. Odpowiedzią na to było stwierdzenie ówczesnego ministra z namaszczenia Unii Wolności, że póki on jest na urzędzie a UW przy władzy, to nie dopuści do czegoś takiego, bo – uwaga! – „coś takiego uniemożliwiłoby kontakty obywateli krajów byłego ZSRR z obywatelami polskimi” (!!!). A zatem kontakty takie były ważniejsze od stanu finansowego PKP i kondycji polskich dróg!? Oczywiście! Jak z tego była korzyść i to bardzo wymierna, to czemu nie?



Podsumowując – katastrofa ta i ja poprzedzające mają jeszcze jeden wątek – wątek, nazwijmy go, mafijnym. Wątek ten jest bardzo prawdopodobny, liberalno-aferalny, który mógł mieć związek z zagraniczną (niekoniecznie rosyjską) przestępczością zorganizowaną i jej polskimi pomocnikami i poplecznikami, którzy mają z tego określone korzyści. A jeżeli tak jest, to prawda o tej katastrofie nigdy nie wyjdzie na jaw, bo wbrew pozorom, nie ma w Polsce sił, którym zależałoby na jej ujawnieniu.



A do tego jeszcze dochodzi niewyjaśniona do dziś dnia sprawa zabójstwa gen. Papały…


Robert K. Leśniakiewicz