Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tarcza antyrakietowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tarcza antyrakietowa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Czarnobyl-2 albo „Rosyjski Dzięcioł”


Antena super-radaru z ziemi...


Konstantin Fiedotow

Specjaliści wojskowi na Zachodzie doszli do wniosku, że „Rosyjski Dzięcioł” okazuje się być supersilną stacją radiolokacyjną. I długo chodziły słuchy, że te anteny są przeznaczone do kierowania pogodą albo do kontroli ludzkiego zachowania.

Jeżeli nazwa miasta Czarnobyl po katastrofie w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej stała się znaną na cały świat, to o Czarnobylu-2 nikt nic nie słyszał, chociaż to miasteczko znajduje się nieopodal miejsca katastrofy.


...i z jej wierzchołka


Superszpiedzy


Mieszkańcy Czarnobyla pracowali – jak się im wydawało – nad „pokojowym” atomem, zaś mieszkańcy miasta-widma, tysiąc z hakiem ludzi, wszyscy zajmowali się – jakby to można powiedzieć – wojskowo-kosmicznym szpiegostwem w skali globalnej.

W latach 70. ubiegłego wieku uczeni radzieccy opracowali system lokalizacyjny, pozwalający na obserwację startów rakiet balistycznych nawet przeprowadzonych na drugim końcu świata. Tak nazwano ów system: ZGRLS – po polsku PHSRL czyli Poza-Horyzontalna Stacja Radio-Lokacyjna. Zbudowanie pierwszej jaskółki – kompleksu DUGA-1 (co oznaczało, że zamierzano zbudować cała sieć takich kompleksów) zostało zdecydowane w czarnobylskim lesie. Jednym z głównych argumentów przemawiających za taką lokalizacją była bliskość CzEJ, bowiem ten radiolokator potrzebował co najmniej 10 MW energii elektrycznej (!!!).

Generalnym projektantem PHSRL został Naukowo Badawczy Instytut Dalekiej Radiołączności (NIIDAR), zaś głównym konstruktorem – inż. Franc Kuzminskij. Koszt budowy tego potężnego super-radaru jest różny w różnych opracowaniach ale wiadomo, że DUGA-1 kosztowała państwo dwukrotnie więcej, niż CzEJ. (!!!)


Super-antena super-radaru...


Nie ma analogów


Osiedle Czarnobyl-2 bardzo szybko wyrosło koło wybudowanej w rekordowym tempie supertajnej instalacji i przeznaczone było dla mniej więcej 1000 mieszkańców. Wszyscy oni pracowali w PHSRL składającej się z dwóch gigantycznych anten – niskoczęstotliwościowej i wysokoczęstotliwościowej. Jeżeli sądzić po zdjęciach z orbity, to długość niskoczęstotliwościowej anteny wynosiła 460 m a wysokość prawie 150 m. Długość wysokoczęstotliwościowej anteny wynosiła 230 m, zaś wysokość 100 m.

To unikalne, nie mające analogii w świecie, cudo myśli inżynierskiej (anteny w dniu dzisiejszym są częściowo zdemontowane) pokrywają swym zasięgiem właściwie cała planetę i było ono w stanie momentalnie wykryć start ICBM z każdego kontynentu.


...i widok z jej wierzchołka na kompleks DUGA-1



Zachód się skarży…


Prawdą jest, że po uruchomieniu systemu i włączeniu go do eksploatacji – co miało miejsce 31 maja 1982 roku – pojawiły się pewne niedoróbki.
Po pierwsze – radar wyłapywał tylko dostatecznie duże skupisko celów. Coś takiego mogło mieć miejsce tylko i wyłącznie w czasie zmasowanego ataku rakietowo-jądrowego (czego właśnie najbardziej obawiały się obie strony – przyp. tłum.) i nie były w stanie wykryć odpalenia pojedynczej rakiety.

Po drugie – wiele częstotliwości, na których pracowała PHSRL, były wykorzystywane przez służby państwowe naszego kraju i innych państw, których przedstawiciele zaczęli wkrótce skarżyć się na zakłócanie pracy ich sprzętu radiowego. Po włączeniu stacji na całym świecie w eterze słychać było charakterystyczne stuki zakłócające wysokoczęstotliwościowe nadajniki i nawet rozmowy telefoniczne!

Nie patrząc na najwyższy stopień utajnienia obiektu, Europejczycy od razu wyczuli skąd wiatr wieje i nazwali PHSRL „Rosyjskim Dzięciołem” i przedstawili swe pretensje rządowi ZSRR.


Katastrofa


Pretensje zostały przyjęte i nasi uczeni zajęli się modernizacją radaru by wykluczyć te niedoróbki bez obniżania poziomu bezpieczeństwa państwa. Do roku 1985 wszystkie te niedoróbki zostały zlikwidowane i na PHSRL zaczęła się normalna praca, aż tu nagle gruchnęła katastrofa w CzEJ.

Stacja została zdjęta z dyżuru bojowego, a jej osprzętowanie techniczne zakonserwowano, natomiast personel wraz z rodzinami został ewakuowany z „gorącej” strefy radioaktywnego skażenia.

Rok upłynął, zanim kierownictwo kraju pojęło, że o ponownym uruchomieniu tej stacji radiolokacyjnej w Czarnobylu-2 nie może być nawet mowy. I właśnie dlatego, w 1987 roku, cenne oprzyrządowanie wywieziono do Komsomolska n./Amurem. Osiedle porzucono, jedynie anteny sterczą tam do dziś dnia jakby przypominały o poprzedniej sile Supermocarstwa.


Widok na kompleks DUGA-1 z powietrza


Ciekawostka


Obok PHSRL w miasteczku Czarnobyl-2 znajdował się kompleks pod kryptonimem Krug (dosł.: krąg – przyp. tłum.) powołany do prac nad optymalizacją działania DUGA-1. Krug składał się z 240 anten o wysokości 12 m każda, rozmieszczonych w kręgu w dwóch rzędach. W centrum kręgu znajdowała się jeszcze jedna antena. Super-radar nadawał sygnał, który obiegał całą kulę ziemską, poczym kompleks ten wyłapywał go. Unikalność Kręgu polegała na tym, że był on w stanie wychwycić ten sygnał jeszcze raz, kiedy po raz drugi obleciał on Ziemię. (!!!)


Kilka uwag tłumacza


Kiedy przekładałem ten tekst, to od razu opis tych instalacji skojarzył mi się z amerykańskimi instalacjami HAARP czy szwedzko-norweskim EISCART.No i zrozumiałem, dlaczego w rejonie obydwu Czarnobyli tak często obserwowano pojawienia się UFO. Nie jest bowiem tajemnicą, że konstrukcja DUGA-1 była unikalną i nietypową konstrukcją o przeznaczeniu stricte wojskowym, ergo – podpadała pod zainteresowania Obcych, których poza CzEJ zainteresowało potężne źródło promieniowania radiowego. Dla porównania, nadajnik RCN w Solcu Kujawskim ma moc 1,2 MW, zaś ten już nieistniejący w Gąbinie – 3 MW.  DUGA-1 wykorzystywała 10 MW! Czy był to tylko radar czy jeszcze cos innego – oto jest pytanie! Taka potężna ilość energii wypromieniowana w atmosferę nie może pozostać bez echa i z całą pewnością na nią oddziaływała – i to wcale nie pozytywnie… 

W tym kontekście staje się zrozumiałe postępowanie Rosjan po katastrofie w CzEJ, kiedy na wszystkie szczegóły katastrofy nałożono knebel i czapę na wszystkie informacje o terenach skażonych – obawiali się, że ktoś przeniknie prawdziwy cel istnienia kompleksów Czarnobyla-2. Bo chociaż same kompleksy były doskonale widoczne z orbity, to zagadkami pozostawały szczegóły techniczne tych konstrukcji.

Takich szkieletów w szafach z czasów Zimnej Wojny jest jeszcze więcej, i w miarę otwierania się krajów byłego ZSRR na świat będą one sukcesywnie wypadać.


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 28/2012, ss. 20-21
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©  

niedziela, 26 sierpnia 2012

Gwiezdne Wrota czy Gwiezdne Wojny? (2)



Misja 10. Floty polega na służeniu Cyber Command i przetestowaniu kontroli operacyjnej US Navy, koordynacji współdziałania z innymi flotami, współpraca Połączonych Sił w zakresie pełnego spektrum cybernetycznego, elektronicznego uzbrojenia i wyposażenia, informacji operacyjnych i możliwości wywiadowczych łączności oraz misji zwalczających cybernetyczne, elektromagnetyczne i kosmiczne zagrożenia.

SBIRS: Kosmiczny System Podczerwonego Naprowadzania

Rzecznik firmy Lockheed Martin z Cape Canaveral AFB oznajmił, że satelita SBIRS GEO-1 zaczął nową erę trwałej odgórnej inwigilacji – POS. Statki kosmiczne wyposażone w skanery mogą zapewnić stały dozór w podczerwieni powierzchni Ziemi Stanom Zjednoczonym i ich sprzymierzeńcom.
SBIRS dostarczy pełnych danych z obserwacji w podczerwieni do dowództwa połączonych sił i innych użytkowników, a w szczególności planistów operacji militarnych, misji bojowych, zwiadowczych, dywersyjnych, i innych. Ekipa SBIRS jest kierowana przez Infrafed Space Systems Directorate przy USAF i Missile Systems Centre. Pierwszym kontraktorem SBIRS jest firma Lockheed Martin, a wykorzystuje go Air Force Space Command – Dowództwo Sił Kosmicznych. Architektura SBIRS zawiera wysokoczułe detektory promieniowania podczerwonego umieszczone na satelitach na HEO[1] oraz GEO[2] w celu wykrycia, przetworzenia i przesłania informacji o promieniowaniu podczerwonym do centrów decyzyjnych.   
     




Uwaga Edytora:

Wysoce interesującymi obiektami w przestrzeni kosmicznej mogłyby być międzykontynentalne pociski balistyczne (ICBM) jak i UFO należące do Obcych. Proszę zwrócić uwagę na dyski na rysunkach z Lockheeda. Proszę pamiętać, że samoloty stealth były trzymane w najściślejszej tajemnicy przez ponad 10 lat. SBIRS będzie pracował na HEO, czyli orbicie o bardzo wysłużonej elipsie idącej głęboko w przestrzeń kosmiczną. Te różne nieszczelności systemu rysują nieciekawy obraz zaawansowanych technicznie możliwości ochrony Ziemi.

Komentarz tłumacza

We wrześniu 1996 roku, miałem okazję spotkać się w Debreczynie w czasie II Międzynarodowej Konferencji Ufologicznej z jednym z orędowników programu SDI/NMD – płk dr Kolomanem S. von Keviczkym (1909-1998), który uważał ów program jako coś wymierzonego nie tylko przeciwko ZSRR i Układowi Warszawskiemu, ale nade wszystko przeciwko eskadrom UFO, które któregoś dnia mogłyby zaatakować Ziemię. Von Keviczky wygłosił wtedy niezwykle ciekawy niemal dwugodzinny wykład na temat możliwości odparcia ataku ze strony Obcych przy pomocy SDI, który to wykład ilustrował bogatym materiałem filmowym. Jego wykład jest dostępny w Internecie na YT - http://www.youtube.com/watch?v=kEL-3BN1jNg&feature=related oraz http://www.youtube.com/watch?v=bYSIfpkI1SE&feature=relmfu – w języku węgierskim, ale sądzę, że ilustracje do tego wykładu są wystarczająco wymowne.[3]

Jako dinozaura Zimnej Wojny zaciekawiły mnie dwie rzeczy. Nie wiem, czy zwróciłeś Czytelniku uwagę na wystąpienia Ronalda Reagana, w których daje on do zrozumienia, że Obcy są wśród nas i trzeba się szykować do „gorącej” wojny z Nimi. Interesujące jest pokłosie tego wystąpienia w czasie ZO ONZ w 1987 roku. Od wczesnych lat 80. Hollywood przygotowywał do niego grunt i oczyszczał przedpole wypuszczając kolejne filmy, w których Ziemia była wystawiana na ataki krwiożerczych Kosmitów, że wspomnę tylko takie tytuły jak zakazany przez cenzurę PRL „Z jak Zwycięstwo” (1983), kultowe horrory s-f: „Predator” (1987), „Coś” (1982), „Blob” (1988) i inne. Poza nimi furorę zrobiły dwa filmy o „dobrych” kosmitach: „Bliskie Spotkania Trzeciego Stopnia” (1977) oraz „ET” (1982). No i nade wszystko „Star Wars” (1977, 1980, 1983), kultowa saga, od której wszystko się zaczęło. A tak naprawdę, to „Gwiezdne wojny” zostały zainspirowane postępami astronautyki amerykańskiej, bowiem nad wyprowadzeniem wojny w Kosmos pracowano już od samego początku, czyli połowy lat 40. XX wieku. Odkąd Niemcy udowodnili, że stworzenie broni rakietowej jest możliwe i tego dokonali!

Dawniej cieszył mnie każdy krok człowieka w Kosmos. Cieszyłem się z radzieckich i amerykańskich osiągnięć w tej dziedzinie. Marzyłem o tym, że kiedyś – taka cezurą był rok 2000 – zaczniemy kolonizować Księżyc, który będzie punktem wypadowym na inne planety, a potem i inne układy gwiezdne. Patrzyłem w niebo i płonące na nim gwiazdy jak na światła dalekich miast, które trzeba było w przyszłości zwiedzić…


Druga sprawa, to te wszystkie cudowności ze statkami-awiomatkami. Amerykanie (i najprawdopodobniej też Rosjanie) wykorzystują ogromne sterowce jako platformy startowe dla jednostopniowych stateczków kosmicznych, które są najpierw podnoszone na wysokość 40-100 km nad Ziemię, a potem umieszczane na LEO – niskiej orbicie wokółziemskiej. Prawdopodobnie nad tą techniką wystrzeliwania pocisków rakietowych V-1 i V-2 pracowali Niemcy w czasie II Wojny Światowej. Na szczęście im to udaremniono.  Rzecz w tym, że sterowiec jest bardzo skutecznym i tanim – o wiele tańszym od satelity (!!!) środkiem przenoszenia dużego payloadu na duże odległości i na dużej wysokości. Jego użyteczność doceniła przede wszystkim US Navy i… CIA. Sterowiec jest w stanie dozorować poligony konwencjonalne i testowe nieprzyjaciela, uprawiać wywiad radiowy czy służyć jako ruchoma platforma startowa dla samolotów konwencjonalnych i kosmicznych.    

Dzisiaj, kiedy ze słowem Kosmos wiązane są przerażające słowa-klucze: „masowa zagłada”, „dominacja”, „militaryzacja”, „wojna kosmiczna”, patrzę w niebo z obawą, bo kto wie, co umieścili na orbitach wokółziemskich jacyś szaleńcy i czy nie spełni się ponura wizja Johna Wyndhama, jaką zawarł w swej powieści „Dzień tryfidów” (1975).

Historia ma to do siebie, że powtarza się tyle razy, ile tylko może. W blogu „Xięgi niewydane” przypomniałem ostatnio pracę dr Miloša Jesenský’ego pt. „Bogowie atomowych wojen” (Ústi n./Labem, 1998), w której autor znajduje kolejne argumenty za prawdziwością hipotezy o tym, że poprzednie cywilizacje zginęły wskutek serii globalnych konfliktów, które miały miejsce jakieś 50-12 tys. lat temu i które zakończyły się ich definitywnym upadkiem, a w przypadku Atlantydy – katastrofą o skali planetarnej. 

W tej chwili straszy się nas wizjami końca świata, który przewidują różni oszuści i hochsztaplerzy zbijający kasę na naiwności „lemingów” i różnych „pożytecznych idiotów”… Tak naprawdę Przyroda może nas zgładzić w każdej chwili – wystarczy że wybuchnie superwulkan pod Yellowstone N. P. i już po cywilizacji – przynajmniej po cywilizacji białego człowieka. Być może ocaleją jacyś ludzie zamieszkujący lasy Brazylii i wyspy Pacyfiku. Po pierwszym szoku zaczną walkę o przetrwanie w powulkanicznym świecie, a kiedy opadną pyły i znów błyśnie słońce, będą szukać lepszych siedlisk dla siebie i swych zwierząt.

I wszystko zacznie się od nowa…                 

Zebrał: George A. Filer III
Przekład z j. angielskiego i komentarz – Robert K. Leśniakiewicz ©



[1] Highly Elliptical Orbit – wysoka eliptyczna orbita.
[2] Geosynchronous Earth Orbit – geosynchroniczna orbita wokółziemska.
[3] Filmy te zostały zrobione nieco wcześniej, bo w 1994 roku na HUFOCON-ie

sobota, 25 sierpnia 2012

Gwiezdne Wrota czy Gwiezdne Wojny? (1)




Każda broń i jej użycie tworzy fakty dokonane i nieodwracalne…

Robert K. Leśniakiewicz


Brytyjski ufolog Darren Perks pisze: Od około 1980 roku, tajna flota kosmiczna nazwana kodowo „Solar Warden”[1] działa bez wiedzy opinii publicznej. Czy jest to nonsens, konspiracja, czy po prostu tak niezwykłe, że może wywołać zamieszki na całym świecie?

To są moje własne słowa po ukończeniu badań tego sekretnego programu. Korzystając z FOIA[2] zapytałem o to DoD[3] w 2010 roku i ku memu zdumieniu otrzymałem via email odpowiedź, w której czytamy:

Jakąś godzinę temu zapytałem rzecznika NASA, który potwierdził, że rzeczywiście istniał taki program i został on zakończony przez prezydenta. On także poinformował mnie, że nie był to połączony program z DoD. Rzecznik NASA powiedział mi, że powinien się Pan skierować w tej sprawie do dyrektora ds. FOIA w Johnson Space Center.   
  
Przesłałem Pańskie pytanie do jednego z naszych oddziałów zajmujących się kosmosem i czekam na odpowiedź z wydziału Dowództwa. Skontaktuję się z Panem, jak tylko dostanę odpowiedź z innego wydziału. Czy NASA odesłała Pana do nas?

Program ten rzeczywiście działa pod osłoną tajności rządu Stanów Zjednoczonych, ale także jest utajniony przez ONZ. Zapewne może się dziwicie, skąd mam takie informacje?

Mamy tutaj także kilku ludzi, którzy bardzo starają się odkryć prawdę i osiągnęli pewne powodzenie wyciągając informacje czy pytając wprost agencji rządowych tak, jak zrobił to Darren Perks z DoD. Jednym z najbardziej znanych jest Garry McKinnon.

Kiedy Garry McKinnon kilka lat temu shakował komputery US Space Command[4], to dowiedział się m.in. o „nieziemskich oficerach” i transferach „z floty do floty” oraz o ultra-sekretnym programie „Solar Warden” – został oskarżony przez bushowski Departament Sprawiedliwości o „największy komputerowy haking wszech czasów” i stanął w obliczu możliwości trafienia do więzienia na 70 lat po ekstradycji z Wielkiej Brytanii.
Ale proces sądowy McKinnona przy otwartych drzwiach mógłby doprowadzić do ujawnienia utajnionych faktów, bo prokurator byłby w stanie przesłuchiwać rządowych oficjeli na temat Kosmicznej Floty. Data ekstradycji McKinnona z Wielkiej Brytanii przesunęła się ad calendas Graecas…

Ponoć McKinnon także znalazł informacje i statkach i pojazdach należących do „Solar Warden”. Mowi się, że mają oni 8 statków-matek[5] (każdy z nich długi jak dwa boiska futbolowe od końca do końca)[6] i 43 mniejsze „statki wypadowe”. Cała ta Solar Warden Space Fleet jest dowodzona przez US Naval Network oraz Space Operations Command (NNSOC) [dawniejsze Naval Space Command]. W bazie tej pracuje ponad 300 osób i ich liczba wzrasta.
Mówi się też, że „Solar Warden” zostały stworzone przez amerykańskie przedsiębiorstwa czarno-projektowe, które kooperują ze swymi analogami z kanady, UK, Włoch, Austrii, Rosji i Australii. Poza tym mówi się, że program ten jest testowany i sterowany z tajnych baz wojskowych takich jak słynny poligon Area 51, NV, USA.

Czy to, o czym napisałem jest zupełnym nonsensem? Nie, nie jest I prawda powoli bo powoli, ale zawsze wyjdzie na wierzch. Wielu ludzi na całym świecie widziało te pojazdy poruszające się w powietrzu czy na pograniczu kosmosu, jakby nie obowiązywały je prawa grawitacji. Czy były one częścią programu „Solar Warden”, wojskowymi pojazdami atmosferycznymi i/albo kosmicznymi, to tysiące ludzi wie, że je widziało.

Moim zdaniem „Solar Warden” jest bardzo prawdziwym i bardzo prawdopodobnym. Tak zatem nie możemy go odrzucić jako kompletnego nonsensu. Oczywiście wszystkie fakty na temat programu i kontrowersje wokół nich są utrzymane w sekrecie.

John Sensitive to doskonale rozumie. Ten program mógłby zmienić świat i nasze poglądy na eksplorację Kosmosu i podróże w nim, tak więc nie ma się co dziwić, że wszystko jest utrzymane w „głębokiej tajemnicy”. Wszystko to powinniśmy trzymać w zakamarkach naszej pamięci. Dziękuję Sheryl Dingman, która przeczytała wywiad z Darrenem Perksem ze strony www.ufoshropshire.co.uk.





  
Od Edytora:

Słyszałem podobne historie, które jak się wydaje, mają ziarno prawdy. Komandor Graham Bethune, który był przełożonym pilotów kilku admirałów opowiedział mi podobną historię i dodał, że mamy swe bazy na Księżycu i na Marsie. Historia ta była podobna do serialu TV pt. „Stargate SG-1” i jego sequeli. Kilka typów statków kosmicznych wyprawiono w późniejszych sezonach z misjami od Ludzkości na inne planety właśnie poprzez Stargate – Gwiezdne Wrota. Przypominam, że Gwiezdne Wrota są narzędziem Obcych, które znaleziono na Ziemi, a które umożliwia podróżowanie poprzez Uniwersum do innych planet na których znajdują się takie same Gwiezdne Wrota połączone ze sobą kontrolowanymi korytarzami poza-przestrzennymi zwanymi wormholes. Część z tych kosmicznych ras jest wroga wobec Ziemian i zamierza osiągnąć galaktyczną dominację, ale wybudowane kosztem bilionów dolarów amerykańskie statki kosmiczne są odpowiedzią na to możliwe zagrożenie.

Ziemianie budują swoje myśliwce kosmiczne i ogromne statki-matki (zwane awiomatkami) w oparciu o technologie Obcych. Planami tych pojazdów podzielono się z Rosjanami. Pierwszym takim statkiem latającym zbudowanym przez Ziemię jest F-302, niewielki, dwumiejscowy pojazd podobny do zwykłego ziemskiego samolotu. Później Ziemianie skonstruowali międzygwiezdne krążowniki bojowe, takie jak krążownik Daedalus.

Czy możliwe jest, że seria ta jest oparta o tajemnicze informacje? Takie filmy jak „Hangar nr 18” i seriale TV były finansowane przez rząd w celu edukowania Ludzkości. Dyrektor od „skunksiej roboty” koncernu Lockheed  - Ben Rich twierdzi, że zbudowaliśmy pojazd, który może zawieźć ET do domu. Oczywiście pytanie brzmi, dlaczego wydano biliony na siły zbrojne w Kosmosie?

Serial „Stargate” ma swe podobieństwa do systemów Wojen Gwiezdnych zaproponowanych przez prezydenta Ronalda Reagana. W jego mowie z dnia 23 marca 1983 roku, ogłosił on:


Wzywam naszą społeczność naukową, która dała nam bronie jądrowe, by zwróciła swe wielkie talenty by doprowadzić Ludzkość do światowego pokoju: by dała nam środki które spowodują to, że te bronie jądrowe staną się bezsilne i nieszkodliwe. I do tego zdumiewające oświadczenie – on także zaproponował podzielenie się technologią z Sowietami. 
  
Program Wojen Gwiezdnych stał się największym i najdroższym programem badawczo-rozwojowym nad bronią i pochłaniał 8,5 mld USD z Budżetu Państwa w ciągu roku. Chociaż, jak to się mówiło, SDI/NMD był zaprojektowany by niszczyć nadlatujące głowice jądrowe, byłby to jednak efektywny system ochrony Stanów Zjednoczonych przed UFO, co Reagan nadmienił kilkakrotnie przy wielu okazjach. W 1984 roku, SDIO[7] została powołana do życia, w celu wprowadzenia do realizacji programu SDI, który był prowadzony przez gen.-por. Jamesa Alana Abrahamsona[8] z USAF, w przeszłości dyrektor programu NASA Space Shuttle. Początkowo program był nastawiony tylko i wyłącznie na przełamanie radzieckiego kontruderzenia nuklearnego. Jest możliwe, że dawni wrogowie stali się ponownie aliantami. Oświadczenie prasowe US Navy twierdzi, że 10. Flota jest oskarżana o „planowanie i wykonywanie operacji kosmicznych” i „misje krzyżujące działania w domenach cybernetycznej, elektromagnetycznej i kosmicznej”.





Czy siły zbrojne Obcych nie są już wśród nas?                 

Prezydent Reagan oświadczył w swym wystąpieniu na 42. Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w dniu 21 września 1987 roku, co następuje: W naszych obsesyjnych antagonizmach w pewnym momencie, często zapominamy o tym, jak bardzo łączy nas to, ze jesteśmy członkami Ludzkości. Być może potrzebujemy pewnego uniwersalnego zagrożenia, które zmusi nas do zrealizowania powiązania nas wszystkich i jedności. Czasami myślę sobie, jak szybko zniknęłyby wszystkie różnice pomiędzy nami, gdyby Ludzkość stanęła w obliczu obcego zagrożenia spoza Ziemi. I teraz chcę was zapytać: CZY SIŁY ZBROJNE OBCYCH NIE SĄ JUŻ POMIĘDZY NAMI?

Tylko kilka osób zna odpowiedź twierdzącą, że siły zbrojne Obcych są już na naszej planecie. Reagan otrzymywał regularne meldunki wywiadów o obserwacjach i aktywności UFO, w tym o lądowaniach NOL-i.
Tymczasem Michaił Gorbaczow oświadczył w audycji radiowej „Che Tempo Che Fa” w Kanale RAI 3 Włoskiego Radia, w dniu 29 października 2006, co następuje:

Pamiętam, jak w czasie spaceru po ogrodzie willi, gdzie się spotkaliśmy, prezydent Reagan zatrzymał się i rzekł – „Ale niech mnie pan posłucha, panie przewodniczący Gorbaczow. GDYBYŚMY ZOSTALI ZAATAKOWANI Z KOSMOSU, CZY POSZLIBYSMY WALCZYĆ RAZEM? CZY POŁĄCZYLIBYŚMY SWE SIŁY?
A ja odpowiedziałem mu – „Nie wiem, o czy pan myśli o tym, ale proponuję pójść razem, i połączyć siły.
[Aplauz słuchaczy]

Tymczasem USAF ogłosiły, że X-37B usiadł na pasie w Vanderberg AFB po wykonaniu swej operacji w kosmosie. Wylądował on w dniu 15 czerwca 2012 roku, po rocznym pobycie na orbicie. X-37B zszedł z orbity i wylądował kończąc fazę demonstracyjną swego programu i zaczynając fazę przeglądowo-naprawczą swej misji.

CDN.



[1] Dosł. „Słoneczny Inspektor”.
[2] Freedom of Information Act – Ustawa o wolności informacji.
[3] Departament of Defence – Departament Obrony USA.
[4] Dowództwo Sił Kosmicznych USA.
[5] Mothership.
[6] Czyli ok. 220 m.
[7] Strategic Defense Initiative Organization – Organizacja Inicjatywy Obrony Strategicznej.  
[8] Polski odpowiednik: generał broni. 

niedziela, 15 lipca 2012

"Dwa Orły" w Kosmosie




Nina Koniewa



Na początku lat 60., prezydent USA John F. Kennedy zwrócił się do Nikity Siergiejewicza Chruszczowa z propozycja wspólnego opracowania programu badań naturalnego satelity Ziemi. Ale radziecki przywódca odrzucił propozycję…



Dwa Orły/Dwa Orła/Two Eagles – taki kryptonim został nadany tajnemu programowi kosmicznemu, który opracowano w latach 90. jednocześnie w USA i Rosji. I nie był to jedyny tego rodzaju projekt, kiedy dwa supermocarstwa pracują razem ręka w rękę.



Światła Bajkonuru



W podboju Kosmosu w USA nie prowadzą prywatne organizacje, ale tajne instytucje wojskowe. Jednakowoż w Ameryce takich organizacji wojskowych, które zajmują się astronautyką nie wskaże nikt. Ale można wskazać na dwie największe: to SAC NORAD czyli Strategic Air Command & North American Aerospace Defense Command – Dowództwo Powietrznych Sił Strategicznych i Dowództwo Obrony Północnoamerykańskiej Przestrzeni Powietrznej i Kosmicznej oraz SMDC czyli Space & Missile Defense Command – Dowództwo Obrony Kosmicznej i Przeciwbalistycznej. Obie te instytucje mają do dyspozycji najnowsze środki techniczne i dlatego są najpilniej strzeżone przed wrogą penetracją. Centrum dowodzenia NORAD znajduje się we wnętrzu góry Mt. Cheyenne, CO i w Vanderberg AFB k./Santa Maria, CA.



Jednakże były ZSRR nie rozproszył swych sił w czasie Zimnej Wojny i Pierestrojki. Światła Bajkonuru świecą jasno i coraz jaśniej. To właśnie dzięki przestarzałym konstrukcjom radzieckim udaje się podtrzymywać funkcjonowanie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej – ISS. Bez względu na wojny i globalny terroryzm, Rosja pomyślnie prowadzi podbój Kosmosu nawet czasami wyprzedzając USA.



A teraz pojawiają się nieoczekiwane detale z przeszłości – okazuje się, że Rosja w swym czasie poważnie pomagała USA w podboju Kosmosu.



LBR na orbicie



Współczesne projekty obu supermocarstw są utrzymywane w najwyższej tajemnicy, ale coś niecoś stało się wiadomym szerszej publiczności. I tak np. okazało się, że w latach 90. Rosja opracowywała supernowoczesne technologie podboju Księżyca, na podstawie których pojawił się rosyjsko-amerykański program Dwa Orły.



Departament Obrony USA przedstawił zatem wstępny plan tego przedsięwzięcia: w celu zasiedlenia Księżyca zaproponowano użycie rosyjskiej rakiety nośnej Proton. Przy jej pomocy planowano wyniesienie na orbitę satelitów, których jedynym przeznaczeniem byłoby skalibrowanie ogromnego działa laserowego, głównego instrumentu projektu Dwa Orły.



W ramach tego projektu proponowano wykonanie dokładnej mapy fotograficznej Srebrnego Globu, pobrać i przewieść na ziemię próbki jego gleby i skał oraz dokładnie zbadać 40 obszarów tego naturalnego satelity Ziemi.



Ale najważniejsze – generałowie chcieli wykonać eksperyment z wykorzystaniem działa laserowego w przestrzeni kosmicznej, bowiem osobnym zadaniem projektu Dwa Orły było sprawdzenie możliwości umieszczenia na Księżycu działa laserowego jako LBR – Laserowej Broni Radiacyjnej.



Zakładano, że ta broń o ogromnej sile rażenia w przypadku jej użycia byłaby w stanie zamienić w proch i pył każdy dowolny kraj na Ziemi i z tego względu taka LBR jest jeszcze gorsza od wszystkich głowic atomowych i wodorowych razem wziętych. Poza tym po takim ataku i ostrzale kraju przy użyciu LBR – nie byłoby możliwości odpowiedzieć na taki atak. Nikt nie będzie w stanie niczego przedsięwziąć, bowiem wszyscy będą momentalnie zniszczeni.



To idealna wojskowo-polityczna sytuacja: przy pomocy takiego super-lasera można manipulować wszystkimi wrogimi państwami i w porę przerywać wszelkie przygotowania do agresji na własne terytorium.



Shopping tour do Rosji



Kompania McDonnell-Douglas Aerospace Co. Ltd. powinna się stać filarem projektu Dwa Orły z amerykańskiej strony. Jednakże – jak twierdzą koła dobrze poinformowane – nie doszło do tego, a projekt Dwa Orły z niewyjaśnionych przyczyn nie został zrealizowany. Ale my wiemy, że zakazane w Rosji oprzyrządowanie zostało wykonane i dostarczone na miejsce przeznaczenia w terminie. Jak głęboką była współpraca pomiędzy Rosją a USA w tym projekcie?



Dochodzenie wskazuje na to, że tajna wymiana technologii szła pełna parą. Głównym punktem tego dochodzenia było naukowo-badawcze centrum położone pod Moskwą, które sprzedało wyniki swych badań Pentagonowi. A wszystko to przeszło jak najzupełniej oficjalnie, za zgodą ówczesnego prezydenta Borysa N. Jelcyna.



W Rosji w tym czasie było wszystko to, czego nie mieli Amerykanie w swych ambitnych planach podboju przestrzeni kosmicznej – np. silniki, które nie potrzebowały paliwa, ale pracują na zasadzie magnetyzmu. I bez takich magnetycznych silników Amerykanie nie byliby w stanie zrealizować swoich kosmicznych projektów obronnych. I nie tylko bez magnetycznych technologii, a także bez reaktorów jądrowych z żaroodpornymi obudowami, które już zostały rozpracowane w Rosji.



No i kto mógłby pomyśleć, że za tymi wszystkimi nowinkami globalne supermocarstwo USA udało się na shopping tour do Rosji – do swego największego i najgorszego wroga?



Katastrofa Estonii – robota specsłużb?



Transport „zakupów” był oczywiście tajny. Wszystkie „towary” wieziono ciężarówkami z Moskwy do portu w Tallinie, Estonia. I tam ładowano je na pokład MF Estonia. A na drugiej stronie Morza Bałtyckiego, w Szwecji, ładunki były przewożone na lotnisko wojskowe, gdzie oczekiwał na nie amerykański samolot transportowy.



Ten mechanizm tzw. „szwedzkiej karuzeli” ujawniła niemiecka dziennikarka Jutta Rabe. Zajmowała się ona zagadkową katastrofą estońskiego rorowca MF Estonia, w nocy 27/28 września 1994 roku, i tym samym wyjaśniła także nieoczekiwanie pewne detale projektu Dwa Orły. Dzięki niej udało się nam nieco przybliżyć do prawdy o niecnych postępkach i  machinacjach byłych zaprzysięgłych wrogów – USA i Rosji.



Dziennikarka odkryła, że w ostatnim rejsie Estonii na pokładzie znajdował się estoński pasażer, który okazał się być właścicielem spółki akcyjnej technologii kosmicznych. To jest co najmniej dziwne, bowiem Estonia nigdy nie uczestniczyła w badaniach nad kosmicznymi hi-tech. Według Rabe, to estońskie przedsiębiorstwo było tylko przykrywką, która przykrywała transport tajnych wojskowych technologii.



Jutta Rabe jest przekonana, że katastrofa MF Estonia jest ściśle związana z tajnym transferem rosyjskich technologii do USA. Przyczyną katastrofy tego promu mógł być wybuch spowodowany przez służby specjalne – przekonuje ona. Pozostali przy życiu pasażerowie promu opowiadali, że wyraźnie słyszeli odgłos wybuchu…



Komu i dlaczego zależało na zatopieniu promu i w jaki sposób jest to powiązane z programem Dwa Orły – to nie jest całkiem jasne. Jednakże wiadomo, że amerykańscy nurkowie wielokrotnie nurkowali do wraku Estonii. Nurkowania się skończyły, kiedy to w grudniu 1994 roku znaleziona została tajemnicza czarna walizeczka, którego ślad potem zaginął.



Czy katastrofa MF Estonia jest związana z operacją Dwa Orły, tego dokładnie nie wiemy. Ale wszystkie fakty i domysły mówią o tym, że USA rzeczywiście chciały osiągnąć militarną przewagę w Kosmosie za pomocą Rosjan.



Komentarz od tłumacza



Dla mnie brzmi to zbyt niewiarygodnie… Trudno bowiem przyjąć, by prezydent Rosji nawet tak rozlazły, zapijaczony, ale w razie potrzeby energiczny jak Borys Jelcyn pozwolił na ujawnienie Amerykanom największych sekretów Rosyjskiej Agencji Kosmicznej czy tym bardziej Kosmicznych Wojsk Federacji Rosyjskiej. Nie wierzę w cuda, chyba że ktoś zrobił to poza plecami Jelcyna – co akurat jest możliwe, bo Rosja po próbie przewrotu Kriuczkowa-Pugo-Jazowa z 19-21 sierpnia 1991 roku, to już nie była ta sama Rosja z czasów Związku Radzieckiego. Panujący tam bałagan i bezhołowie mogło doprowadzić nawet do III Wojny Światowej wskutek byle głupiego, czeskiego błędu.



Alternatywą może być to, że Rosjanie sprzedali Amerykanom taką technologię, bo sami mieli już coś lepszego. Myśl nie jest nowa i od dawna lansuje ją m.in. Mariusz Fryckowski. Zastanówmy się na chwilę: silnik magnetyczny – to jest raczej magnetohydrodynamiczny (MHD) i teorię magnolotu (nie lubię słowa „magnokraft”) teoretycznie opracował prof. dr inż. Jan Pająk na początku lat 70. XX stulecia. Pytanie zatem brzmi – czy prof. Pająk opracował oryginalne rozwiązania tego napędu czy też rozgryzł napęd MHD już zastosowany przez Rosjan? W obu przypadkach możemy tylko podziwiać jego techniczny geniusz, wiedzę i intuicję. Oczywiście w Polsce wyśmiano go jak każdego outsidera, a w ZSRR...? Kto wie, czy tam nie pracowano nad jego wynalazkiem? Tak czy owak, Rosjanie mogli opracować napęd MHD już w latach 60. ubiegłego stulecia i go zastosować w praktyce. Stąd te wszystkie fale UFO nad bazami ICBM opisane przez Roberta Duvala i Roberta Hastingsa!



Sprawa tragedii Estonii ma jeszcze jeden ciekawy aspekt, a mianowicie taki, że władze fińskie ogłosiły akwen, na którym leży wrak na pozycji: 59°23’N – 021°42’E, jako obszar zamknięty dla nurkowania. To daje do myślenia. No i doskonale potwierdza domysły Jutty Rabe. Tragedia ta też ma swe polskie parantele. Jak pamiętamy, w dniu 14 stycznia 1991 roku, na Bałtyku poszedł na dno polski rorowiec MF Jan Heweliusz. Jego tragedia również osłonięta jest mgłą tajemnicy. Jego wrak leży teraz na dnie Zatoki Pomorskiej na pozycji: 54°36’N – 014°13’E. Po tej tragedii długo krążyły różne pogłoski o tym, że na pokładzie polskich „kolejarzy” (i innych rorowców) przewożono różne „trefne” ładunki przeznaczone już to dla Amerykanów, już to dla amerykańskich służb specjalnych (i nie tylko).



Czy było to możliwe? Zasadniczo tak. Jeżeli ładunek szedł na tzw. „Karnecie TIR”, oplombowany pod plandeką czy w chłodni sprawdzało się tylko prawidłowość i nienaruszalność zabezpieczeń: plomb, plandek, lin mocujących czy zamknięć. Ładunek nie otwierany szedł do miejsca przeznaczenia. Chyba że ktoś miał jakieś zastrzeżenia co do ładunku czy prawidłowości zabezpieczeń, wtedy przyczepa czy naczepa była otwierana i ładunek poddawano kontroli. Tak zatem mogło przejechać wszystko – od działek Boforsa aż do radzieckich „mateczek” (żargonowe określenie walizkowych bomb atomowych o mocy od 1 do 100 kt) „zagubionych” przez Armię Radziecką na początku lat 90. ubiegłego wieku. W „Karnecie…” stało np. „maszyny rolnicze”, „drobnica” czy „chemikalia” bez wyszczególnienia jakie i właściwie mogło przejść wszystko. Nawet reaktor jądrowy – byle papiery się zgadzały…  



Na tej samej zasadzie Niemcy z NRD przewozili do ZSRR cholernie „gorące” „popioły” z reaktorów atomowych ze wschodnioniemieckich elektrowni jądrowych, a w drugą stronę pręty paliwowe, a wszystko w sposób niejawny, na pokładach promów pasażersko-samochodowych kursujących z Mukranu do Kłajpedy (dziś Litwa) i z powrotem. I nikt by się o tym nie dowiedział, gdyby nie wpadła na to CIA i nie narobiła wrzasku na cały świat.



Nawiasem mówiąc CIA wykorzystywała terytorium Polski do przewozu swych więźniów do bazy w Guantanamo na Kubie. To jest jeszcze jedna poszlaka mówiąca za hipotezą o amerykańskich konszachtach z m.in. Rosją. Kto wie, czy trefne technologie nie były szmuglowane do baz lotniczych na terytorium Niemiec przez terytorium Polski? To jest więcej, niż możliwe!  



A zatem rzecz jest całkowicie możliwa i „szwedzka karuzela” (termin ten zapożyczyłem z innej sprawy mającej związek z przekazywaniem informacji wywiadowczych z okupowanej Europy via Szwecja do Anglii) mogła się kręcić dość długo – przynajmniej przez trzy – cztery lata.



Czemu urwała się współpraca? Z powodu II Wojny w Zatoce i kampanii afgańskiej po 11 września 2001 roku. Aktualny kryzys w Syrii też nie sprzyja współpracy w Kosmosie. Ale na jak długo? Jak długo obłąkańcze plany kosmicznych wojen i dominacji będą spoczywały na dnie szuflad?



Oczywiście tak długo, aż oba supermocarstwa poczują się zagrożone przez trzecie wyrastające u ich boku – Chiny. Ch.R.L. szybko odrabia zaległości i zaczyna doganiać Amerykanów i Rosjan. Europejska ESA w tym wyścigu wlecze się na szarym końcu, a japońska JAXA ogląda się na NASA…



Problem TA



Ściśle z powyższym wiąże się także problematyka projektu Tarczy Antyrakietowej. Rosjanie obawiają się – i słusznie – elementów TA, która może być użyta przeciwko Rosji. TA ma za zadanie odeprzeć odwetową kontrę w przypadku użycia ICBM przeciwko Rosji i uniemożliwić jej zadanie ciosu odwetowego – vide schemat. Tak już nawiasem, to w obu przypadkach użycia TA Polska znajduje się w strefie radioaktywnego fall-out’u, który powstanie wskutek zestrzeliwania rosyjskich międzykontynentalnych pocisków rakietowych przez przeciwpociski. Three Mile Island, Czarnobyl i Fukushima razem wzięte, to mały pikuś w porównaniu z piekłem, jakie byłoby wtedy w Europie Środkowej, z której pozostałaby jedynie radioaktywna pustynia. To rozumie każdy, kto ma jakieś pojęcie o działaniu BMR oraz systemów ASAT i OPB, natomiast nie dociera to do polityków, którym marzy się Polska pod opiekuńczymi skrzydłami Wuja Sama, a którzy nie przyjmują do wiadomości, że na sojuszu z USA zawsze wychodziliśmy jak Zabłocki na mydle czy Stańczyk na grzybach.                          



Źródło – „Tajny XX wieka” nr 13/2012, ss. 4-5



Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz ©