Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima poerupcyjna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima poerupcyjna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 marca 2018

Przebudzenie superwulkanu


Gejzer w Yellowstone N.P.

Na naszej planecie istnieje kilkanaście superwulkanów – niewidzialnych na pierwszy rzut oka struktur pod powierzchnią Ziemi, które potrafią być śmiercionośnymi bardziej, niż wszystkie „normalne” wulkany razem wzięte. W przeciwieństwie do zwykłych wulkanów, które są groźne lokalnie i rzadko kiedy oddziaływają na większe obszary, supererupcje mają zasięg wszechświatowy i oddziaływają na całą naszą planetę.

Superwulkany i megality

Jednym z najbardziej niebezpiecznych superwulkanów jest z całą pewnością drzemiący superwulkan pod Yellowstone N.P., który ostatnio wybuchł jakieś 640.000 lat temu. Znajduje się on nad tzw. plamą gorąca z wnętrza Ziemi, gdzie cały czas wypływa gorący pióropusz magmy powodujący wytapiania komór lawowych w skorupie ziemskiej. Jednak komora, to kilkadziesiąt kilometrów sześciennych nasyconej gazami, roztopionej skały, która toruje sobie drogę ku powierzchni Ziemi, zgodnie z gradientem ciśnienia. Kiedy się wydostanie, nastąpi supererupcja o indeksie VEI-8.

Erupcja następuje w momencie wydostania się jej na powierzchnię ziemi i co za tym idzie – opróżnianie komór z ognistopłynnej zawartości. Może to trwać latami. Po opróżnieniu komór magmowych zapadają się one i na powierzchni powstaje kaldera o średnicy wielu kilometrów. Superwulkan zapada w drzemkę do kolejnej supererupcji. Tak w największym skrócie wygląda przebieg supererupcji.

A co się dzieje z produktami supererupcji? Przede wszystkim są one wystrzelone na dużą wysokość – nawet poza granicę atmosfery, a następnie spadają w dół. Pyliste frakcje tefry są roznoszone wiatrami na wszystkie strony świata, podobnie jak gazowe ekshalacje wulkaniczne, które składają się z: pary wodnej, tlenków węgla – CO1-2, tlenków siarki – SO2-3, halogenków (fluor – F2, chlor – Cl2) i azotu – N2, wodoru – H2, siarkowodoru – H2S, metanu – CH4, chlorowodoru – HCl, i in., które tworzą zaporę dla światła słonecznego na wiele miesięcy a nawet lat, co powoduje z kolei zimę poerupcyjną.

Brak światła słonecznego spowoduje także zmiany klimatyczne, które mogą doprowadzić do zagłady roślin i zwierząt. Tak właśnie było w przypadku supererupcji Toba około 70.000 lat temu, która omal nie doprowadziła do zagłady gatunku Homo sapiens.

W przypadku Yellowstone mamy do czynienia nie z jedną, ale trzema komorami magmowymi o objętości kilku tysięcy kilometrów sześciennych. To będzie potężna erupcja, której należy się obawiać.

Oczywiście w wizjach różnych wizjonerów, wróżbitów i przepowiadaczy przyszłości mówi się o trzech dniach ciemności, co zaczęło się w latach 80., kiedy straszono nas efektami zmasowanego użycia broni jądrowej i termojądrowej, gdzie poza promieniowaniem wszystkie istoty żywe (które przeżyłyby to atomowe piekło) cierpiałyby z zimna w czasie zimy jądrowej. Nie będę omawiał efektów tego Armagedonu, bo zrobili to lepiej ode mnie autorzy wielu prac naukowych z tego zakresu. Dość powiedzieć, że supererupcja miałaby podobny skutek, no może poza skażeniem promienistym, chociaż… - istniejące elektrownie jądrowe i składy broni nuklearnych przedstawiają zagrożenie porównywalne z tym, jakie powstałoby w czasie wojny jądrowej.

Niedawno zetknąłem się z wizją o. Pio, który pisał o tym tak:


 28 STYCZEŃ 1950
Dobrze pozamykajcie i uszczelnijcie okna. Nie wyglądajcie na zewnątrz. Zapalcie święconą świece, która wystarczy na wiele dni. Módlcie się na różańcu. Czytajcie duchowe książki. Czyńcie akty przyjęcia Duchowej Komunii, a także uczynki miłości, które są nam tak potrzebne. Módlcie się z wyciągniętymi rękami lub padając na twarz, aby uratować wiele dusz. Niewolno wam wychodzić na zewnątrz. Zaopatrzcie się w wystarczającą ilość pożywienia. Moce natury zostaną wstrząśnięte i deszcz ognia napełni ludzi przerażeniem. Miejcie odwagę! Jestem pośród was.
 7 LUTY 1950
 Otoczcie opieką swoje zwierzęta, podczas tych dni. Ja Jestem Stworzycielem i Opiekunem dla wszystkiego stworzenia, tak samo jak dla człowieka. Dam wam wcześniej znaki, kiedy powinniście pozostawić większą ilość jedzenia dla swoich zwierząt. Ochronię dobytek wybranych, w tym także zwierzęta, które będą później w potrzebie pożywienia. Niech nikt nie próbuje wychodzić na zewnątrz, nawet, aby nakarmić swoje zwierzęta, – kto będzie nieposłuszny temu słowu, zginie! Dokładnie zakryjcie okna. Moi wybrani nie powinni widzieć Mojego gniewu. Miejcie Ufność we Mnie, a Ja będę waszą obroną. Wasza wiara, zobowiązuje Mnie, do przybycia wam z pomocą.
 Godzina Mego powrotu jest bliska! Jednak okażę Miłosierdzie. Najstraszliwsza karę będzie cierpieć świadek czasów. Moi aniołowie, którzy będą egzekutorami tej pracy, stoją już w gotowości z ostrymi mieczami! Szczególnie zadbają o zniszczenie tych, którzy Mnie przedrzeźniali i nie wierzyli w Moje objawienia.
 Nawałnica ognia wyleje się z chmur i rozciągnie na całą ziemię! Sztormy, grzmoty, straszliwa pogoda i trzęsienia ziemi pokryją świat na kilka dni. Nastanie nieprzerwany deszcz ognia! Wszystko rozpocznie się w bardzo zimną noc. Te wydarzenia mają udowodnić, że Bóg jest Panem wszelkiego Stworzenia. Ci, którzy pokładają we Mnie nadzieję i wierzą w Moje słowa, nie mają się, czego obawiać. Nie zaprę się tych, którzy rozpowszechniają Moje przesłanie. Żadna krzywda nie spotka dusz w łasce uświęcającej i tych, które szukają obrony u Mojej Matki.
 Dam wam następujące znaki i instrukcje, w ten sposób możecie być przygotowani na nadchodzące wydarzenia:
Noc będzie bardzo zimna, a wiatr zacznie przeraźliwie huczeć i wyć. Po krótkim czasie usłyszycie grzmoty. Zamknijcie wszystkie drzwi i okna i z nikim nie rozmawiajcie z zewnątrz. Padnijcie przed krzyżem, żałujcie za grzechy i błagajcie o opiekę Mojej Matki. Nie patrzcie przez okno podczas trzęsienia ziemi, ponieważ gniew Boży jest święty! (Jezus nie chce, abyśmy ujrzeli gniew Boga, gdyż musi być rozważany w strachu i trwodze. Ci, którzy nie potraktują poważnie tego polecenia, zginą na miejscu.) Wiatr, przyniesie ze sobą trujące gazy, które rozniosą się po całej ziemi. Każdy, kto będzie cierpiał i umrze niewinnie, stanie się męczennikiem i będzie przebywał ze Mną, w Moim Królestwie.
 Szatan zatryumfuje! Jednak po trzech nocach, ogień i trzęsienie ziemi ustaną. Następnego dnia słońce znów wzejdzie i oświeci ziemię. 
Aniołowie przybędą z Nieba i przykryją ziemie duchem pokoju. Uczucie niezmierzonej wdzięczności ogarnie tych, którzy przeżyją okropne doświadczenia – bliską karę -, którymi Bóg nawiedza ziemię od jej stworzenia.
 Wybrałem dusze także w innych krajach jak: Belgia, Szwajcaria, czy Hiszpania i otrzymały to samo objawienie, aby te kraje również mogły się przygotować. Módlcie się dużo w czasie tego Świętego Roku 1950. Módlcie się na różańcu, ale tak, aby wasze modlitwy dosięgły Nieba. Wkrótce znacznie gorsza katastrofa nadejdzie na cały świat, jakiej nikt nie widział, straszliwa kara! Wojna 1950 roku jest wstępem do tych wydarzeń.
 Jakże obojętny jest człowiek na te sprawy, które już wkrótce staną się rzeczywistością, wbrew wszelkim oczekiwaniom! Jakże dalecy są od roztropnego przygotowania się na te przepowiedziane, a niewysłuchane wydarzenia, przez które niebawem będą musieli przejść.
Wpływ Boskiej równowagi dosięgną ziemi! Gniew Mego Ojca zostanie wylany na cały świat! Kolejny raz ostrzegam świat, po przez wasze środki, jak dotąd zawsze to czyniłem. Grzechy ludzkości przerosły miarę: Lekceważąca postawa w Kościele, grzeszna duma wywołana wstydem przed aktywnością religijną, brak prawdziwej, braterskiej miłości, nieprzyzwoitość   w ubieraniu się, a zwłaszcza w okresach letnich… Świat jest pijany od grzechu.
 Ta katastrofa przyjdzie na ludzkość jak przebłysk światła, w chwili, gdy wschód poranku zostanie zastąpiony ciemnościami! Od tego momentu, nikomu nie wolno opuścić domu lub wyjrzeć przez okno. Ja Sam, przybędę pośród grzmotów i piorunów. Słabsi powinni zawierzyć się Mojemu Najświętszemu Sercu. Nastanie wielki chaos z powodu całkowitych ciemności, które okryją ziemie i wielu, wielu zginie od przerażenia i rozpaczy.
 Ci, którzy będą „walczyć” dla Mojej sprawy, otrzymają łaski z Mojego Najświętszego Serca, a pokorny płacz skruchy: „KTÓŻ JEST JAK BÓG” będzie ratunkiem dla wielu. Jednakże, niezliczona ilość spłonie na otwartych polach jak wyschnięta trawa! Bezbożni zostaną unicestwieni, aby później sprawiedliwość narodziła się na nowo.
 W dniu, jak tylko nadejdą całkowite ciemności, nikt nie powinien opuszczać swojego domu lub wyglądać przez okno. Ciemności będą trwały dzień i noc, kontynuując kolejny dzień i kolejną noc i jeszcze jeden dzień, lecz następnej nocy gwiazdy znów wzejdą na niebie, a przy nadchodzącym dniu ponownie ujrzycie brzask słońca i będzie to CZAS WIOSNY!
W ciągu dni ciemności, Moi wybrani nie powinni spać, jak uczniowie w Ogrodzie Oliwnym. Muszą się modlić nieprzerwanie, a nie zawiodę ich. Zbiorę Moich wybranych! Piekło uwierzy, że włada całą ziemią, ale Ja ją odzyskam!
 Czy być może myślicie, że pozwoliłbym Ojcu na zesłanie takiej kary na cały świat, jeśli ludzie odwróciliby się od swoich zbrodni dla sprawiedliwości? Ale to z powodu Mojej wielkiej miłości, te cierpienia za Moim dozwoleniem zostaną zesłane na was. Wielu Mnie przeklnie, a mimo to tysiące dusz ocali się przez nich. Żadne ludzkie rozumowanie nie jest w stanie pojąć głębin Mojej Miłości!
 Módlcie się! Módlcie się! Pragnę waszych modlitw. Moja Najdroższa Matka, Maryja, Św. Józef, Św. Elżbieta, Św. Konrad, Św. Michał, Św. Piotr, Mała Tereska, wasi Aniołowie Stróżowie niech będą waszymi rzecznikami. Błagajcie o ich pomoc! Bądźcie dzielnymi żołnierzami Chrystusa! Gdy powróci Światłość, niech wszyscy złożą dziękczynienie Świętej Trójcy za opiekę! Zniszczenia będą ogromne! Ale Ja, wasz Bóg oczyszczę ziemię. Jestem z wami. Miejcie ufność!
(Koniec listu Ojca Pio)

Pomijając religijne wskazania, o. Pio daje konkretne dobre rady, jak przeżyć taki właśnie kataklizm, jakim będzie supererupcja o VEI-8. Niestety, jak we wszystkich tego rodzaju przypadkach, nie ma podanej daty tego wydarzenia, a szkoda. Jednakże widzimy, że Yellowstone przebudza się. Podziemne ognie coraz bardziej wytapiają swoją drogę, a gazy wulkaniczne rozrywają kolejne warstwy skorupy ziemskiej w drodze ku powierzchni. A kiedy do niej dojdą, to scenariusz superwybuchu może rozegrać się na trzy sposoby:

·        nie dojdzie do erupcji, a magma „wymrozi się” i przekształci w lakolit, lopolit lub sill;
·        zwyczajny wybuch wulkaniczny trwający parę lat nieprzerwanie, ale spokojnie;
·        supererupcja o VEI-8, która obróci w perzynę kontynent północnoamerykański i zatruje gazami całą hemisferę…

…to będzie straszna próba dla Ludzkości, której sprostają nieliczni. A potem (jak zwykle) powróci Złoty Wiek. 

Szacuje się – jak podaje Wikipedia - że kolejna erupcja o skali tej sprzed 640.000 lat zniszczyłaby znaczną część Stanów Zjednoczonych i doprowadziła do ochłodzenia klimatu z powodu olbrzymich ilości uwalnianych do atmosfery tlenków siarki, które tworzą cienki welon kwasu siarkowego naokoło planety odbijający słoneczne światło przez wiele lat. Szacuje się, że około 5 miliardów ludzi umarłoby z głodu. Według niektórych hipotez, podobne skutki przyniósł wybuch superwulkanu Toba na Sumatrze ok. 75 tys. lat temu, stawiając na krawędzi zagłady gatunek Homo sapiens i ograniczając populację ludzką do zaledwie kilku tysięcy osobników. Scenariusz możliwej katastrofy, wywołanej kolejną erupcją superwulkanu Yellowstone, został przedstawiony w filmie, zrealizowanym w koprodukcji BBC i Discovery Channel w 2005 r., któremu nadano tytuł „Superwulkan”.




Widok na Pola Flegrejskie, wybuch Monte Nuovo i solfatary 

Nie zapominajmy, że znacznie bliżej nas, bo we Włoszech znajduje się superwulkan pod Campi Flegrei, który znów daje znać o sobie, a wybuchł 40.000 lat temu. Drugim jest grecka Thira/Santorini, którego superwybuch zmiótł w 1613 roku p.n.e. cywilizację minojską, którą niektórzy kojarzą z platońską Atlantydą. Trzecim – ponoć potencjalnie niebezpiecznym superwulkanem – jest niemiecki Laacher See (Nadrenia-Palatynat), który wybuchł 10.930 lat temu, co także kojarzy się z katastrofą Atlantydy… Każdy z nich może się obudzić i spowodować erupcję o mocy co najmniej VEI-7!



Laacher See i jego wizja superwybuchu

Jak widać z tego, grożą nam dwa wielkie, nieprzewidywalne i niepokonane niebezpieczeństwa: wybuchy superwulkanów oraz spadki asteroid i komet, które mogą się zdarzyć dosłownie w każdej chwili. Podobnie rzecz się ma z dżetami zabójczego promieniowania gamma po wybuchu Supernowej czy Hipernowej. Ale życie jest w stanie je przetrwać, bowiem zdarzały się już niejednokrotnie w historii naszej planety. Uświadamia to nam poniższa tabela:

Ostrzał meteorytowy Ziemi i trapy wulkaniczne

Okres geol.
Spadek komet lub komet
Trapy bazaltowe
Paleogen
9 średnich + 6 małych
2
Kreda
1 duża + 9 średnich + 4 małe
4  (trapy dekańskie i trapy Parany)
Jura
3 średnie + 2 małe
3
Trias
1 średnia
1
Perm
1 średnia + 1 mała
1 (trapy syberyjskie)
Karbon
3 średnie + 3 małe

Dewon
2 średnie + 2 małe
2
Sylur
1 mała

Ordowik
1 średnia + 3 małe

Kambr
1 mała

Prekambr
brak danych
5

Jak widać jesteśmy cały czas narażeni na uderzenie z Kosmosu i spod powierzchni Ziemi, a to oznacza, że przed nami mogła być niejedna cywilizacja i niejedna cywilizacja była zmieciona przez kataklizmy, które nie pozostawiały po nich nawet śladu. I kto wie, czy one nie broniły się przed zapomnieniem stawiając ogromne, trwałe i trudne do zniszczenia konstrukcje, jakimi są np. piramidy. Czy przetrwałyby one tam, gdzie istnieje zagrożenie supererupcją? Zapewne nie, bo zasypałaby je gruba warstwa tefry. Więc postawiono je tam, gdzie takiego zagrożenia nie ma lub jest niewielkie, ale to już inna ballada.  

piątek, 8 maja 2015

Wybuchy zmieniające świat

Wybuch "normalnego" wulkanu...


Wiktor Miednikow

Kosmiczny aparat Voyager-2 sfotografował erupcje kilku superwulkanów na księżycu Jowisza – Io i na całym szeregu księżyców Saturna. Poza tym kratery superwulkanów znaleziono także na powierzchni Marsa.

Epidemię można przetrwać. Wojnę – przerwać wysiłkiem dyplomatów. Asteroidę – zbić z trajektorii wielomegatonowym ładunkiem. Ale przerwać erupcję wulkaniczną, a jeszcze taką przy której Wezuwiusz wygląda jak Manneken Pis – siusiający chłopczyk w Amsterdamie na tle fontanny Przyjaźni Narodów, nigdy się nie uda. Według uczonych erupcja takiego superwulkanu czeka nas w niedalekiej przyszłości.
Walerij Czumakow


Brzeg jeziora Toba na Sumatrze - superwulkanu, który wybuchł 73.000 lat temu


Budzący się demon


Tą górę ludzie omijali z daleka. Oni wiedzieli, że w jej wnętrzu przebywa potężny zły duch. On niemal przez cały czas śpi, ale kiedy się obudzi to rozpala ogromną fajkę i z dachu jego dachu podnosi się w górę ogromny słup dymu. Kto się nim zaciągnie, ten zachoruje i umrze w strasznych cierpieniach. A kiedy gospodarz góry przewraca się z boku na bok, to ziemia się trzęsie.

Ostatnimi czasy demon spał dość niespokojnie i wstrząsy powtarzały się coraz częściej. Z tej miejscowości znikły zwierzęta i ptaki. A potem śpiący się obudził…

Uczeni odtworzyli obraz katastroficznej erupcji superwulkanu w rejonie jeziora Toba na Sumatrze, Indonezja, co miało miejsce 73.000 lat temu. Po straszliwym wybuchu, którego grzmot był usłyszany w odległości tysięcy kilometrów, z ziemi wzniósł się z naddźwiękową prędkością słup rozżarzonego gazu i popiołów, który dotarł do granicy stratosfery – czyli jakichś 50 km. Do góry poleciały także odłamki skalne z górnej kopuły wulkanu ognista ściana magmy. Kiedy to wszystko runęło w dół, z powrotem do wnętrza Ziemi, w powietrze runęły obłoki rozpalonych gazów i popiołów – czyli spływ piroklastyczny. One poruszały się z prędkością 400 km/h rozżarzając na swej drodze kamienie i palące wszystko co żywe. Superwulkanu wyrzucił w powietrze prawie 3000 km³ popiołów. Było tego dostatecznie dużo, by pokryć terytorium Rosji ośmiometrowym całunem lawy. Na miejscu erupcji powstała kaldera o powierzchni 1775 km². W takiej kalderze śmiało zmieściłyby się dwie Moskwy.

Wyrzucone w atmosferę popioły zakryły słońce. Na planecie zapadła „zima poerupcyjna”. Średnia temperatura spadła o 15°C. Do tego jeszcze wraz z chmurami pyłu i popiołów, w atmosferę poleciało także 3 mld ton tlenków siarki – SOn. W rezultacie tego niszczące wegetację roślinną kwaśne deszcze padały przez 6 lat. Zginęło 5 na każde 6 zamieszkujących Ziemię stworzeń. Populacja ludzka skurczyła się do 5-10 tys. osobników.

Niektórzy uczeni twierdzą, że ten Superwybuch cofnął ewolucyjnie Ziemię o jakieś 2 MA. Jednakże ta straszliwa katastrofa miała i swe dodatnie aspekty. Zgodnie z jedną z hipotez Megaeksplozja pomogła Kromaniończykom, których potomkami jesteśmy my, w walce z Neandertalczykami. Przed katastrofą to właśnie oni byli rasą dominującą na Ziemi. Ich ilość przewyższała Kromaniończyków kilka razy, ale po eksplozji Toby nastąpiła mikroepoka lodowa, kiedy to ani włosy ani sierść nie mogły chronić przed ostrym mrozem. A rozpalanie ognia i budować pułapki na mamuty i inną grubą zwierzynę, tego Neandertalczycy nie umieli. Dlatego też musieli oni zejść z ewolucyjnej drogi bardziej rozumnym Kromaniończykom, a potem całkiem znikli z powierzchni Ziemi (czy aby na pewno? – uwaga tłum.). Wprawdzie niektórzy badacze są zdania, że ta gałąź humanoidów dotrwała do naszych dni w postaci tajemniczego, na wpół mitycznego Człowieka Śniegu. No, ale to osobny temat.

Kromaniończycy

Yellowstone N.P. - pod tą sielską okolicą czai się zagłada...


Podstępna zagłada


Co zazwyczaj kojarzy się człowiekowi ze słowem „superwulkan”? Zazwyczaj jest to ogromna, plująca ogniem góra, wznosząca się pod niebiosa. W rzeczywistości superwulkanu jest to zagłada ukryta pod ziemią. One ukryte są pod powierzchnią naszej planety. Są to gigantyczne podziemne przestrzenie, wypełnione kipiąca magmą. Magma wskutek wysokiej temperatury i wysokiego ciśnienia na pewnych odcinkach podchodzi z głębin planety do jej powierzchni dostatecznie blisko (niekiedy tylko na kilka kilometrów). W ramach dalszego zwiększania się ciśnienia w tym gigantycznym rezerwuarze magmy, powierzchnia ziemi zaczyna się wypuczać i zaczyna się robić swoisty „korek w butelce szampana”. Proces ten powoduje powstanie wielu pęknięć i szczelin, przez które rozpalone gazy, magma i inne ekshalacje wulkaniczne wydostają się na zewnątrz. Po czymś takim ciśnienie spada, zaś gigantyczny korek  o średnicy setek kilometrów nie mający pod sobą punktu oparcia, poza kipiącym zbiornikiem magmy, zapada się w nią ponownie się roztapiając i znów stygnąc na swych krawędziach, która go znów wypycha do góry tworząc coś w rodzaju brustwery czy wału na powierzchni ziemi. Powstaje w ten sposób nierówny owal z zagłębieniem w ziemi – kaldera – o średnicy setek kilometrów jest widzialny dla specjalistów tylko po gruntownych analizach zdjęć satelitarnych albo aerofotografii wraz z sejsmicznym skanowaniem wnętrza ziemi. a zwyczajny człowiek może zobaczyć tylko zwyczajną, malowniczą dolinę, często z jeziorem pośrodku niej.

Na Ziemi doliczono się 20 superwulkanów. Największymi z nich są:
v Long Valley (CA, USA),
v Toba (Sumatra, Indonezja),
v Tuapo (Nowa Zelandia),
v Yellowstone N.P. (WY, ID, MO; USA).
Poza nimi istnieją jeszcze superwulkany na:
v Kamczatce,
v we Włoszech (Pola Flegrejskie k./Neapolu),
v pod wyspami Morza Egejskiego (Kos).
Po dokładnych badaniach można powiedzieć z cała pewnością, że istnieją także inne superwulkany, które znajdują się w rejonach pod:
v Ameryką Środkową,
v Andami (Peru)
v Filipinami,
v Japonią,
v Indonezją.

Zachowują się one rozmaicie.  Na razie spokojnie sobie śpią, w niczym nie przejawiając swej aktywności, inne wystrzeliwują fontanny gejzerów, gorącej pary i dymów (fumarole) jak na Kamczatce czy Islandii. Ale ich erupcji nie jest w stanie przewidzieć żaden wulkanolog. Superwulkanu mogą drzemać setki tysięcy lat, a potem przebudzą się i wstrząsną Ziemią katakliktycznym wybuchem.

Erupcja superwulkanu Yellowstone stworzy ogromną strefę śmierci na terytorium USA i Kanady


Wulkan Dnia Sądu Ostatecznego


Toba, którego wybuch opisano na początku artykułu, wcale nie jest największym z superwulkanów. Największy z nam znanych znajduje się w USA, w Parku Narodowym Yellowstone (Yellowstone N.P.) znany ze swych gejzerów i gorących źródeł. Kaldera tego superwulkanu ma 72 km długości i 55 km szerokości. Jak udało się ustalić, zbiornik magmy znajduje się całkiem blisko powierzchni ziemi, na głębokości wszystkiego 8 km. Ten superwulkan może wyrzucić 2500 km³ materii wulkanicznej. Dla porównania, w czasie największej znanej nam erupcji wulkanu Tambora (wyspa Sumbawa, Indonezja)  w 1815 roku wyrzucił on 150 km³ materii wulkanicznej, a znany Krakatau k./Jawy, też Indonezja, który zabił w 1883 roku 36.000 ludzi i huczący przy tym tak, że słychać go było we wszystkich kątach planety – wyrzucił wszystkiego tylko 18 km³ materii.

Analizując osady wulkaniczne, pozostałe po poprzednich supererupcjach Yellowstone, uczeni z US Geological Survey – amerykańskiej służby geologicznej – doszli do wniosku, że aktywność tego superwulkanu jest cykliczna: on wybuchnął 2 MA temu, potem 1,3 MA i wreszcie 630.000 lat temu. Nietrudno z tego wyliczyć, że czas kolejnej supererupcji już nastał. Już widać symptomy nadciągającego kataklizmu. W niedużej odległości od starek kaldery – w rejonie Three Sisters (wygasłego wulkanu) stwierdzono duże wypuczenie się gruntu – w ciągu 4 lat ziemia tam podniosła się o 178 cm, przy czym w czasie poprzedniego dziesięciolecia ona podniosła się tylko o 10 cm, co też stanowi duży wynik. Niedawno amerykańscy wulkanolodzy odkryli, że magmatyczne potoki pod Yellowstone podniosły się i znajdują się już na głębokości jedynie 480 m.

W 1999 roku, angielski geolog prof. Mac Guire przygotował dla rządu Wielkiej Brytanii specjalny referat, w którym oświadczył on, że wedle jego obliczeń Yellowstone powinien eksplodować w 2074 roku, zaś inni geolodzy orzekli, że nawet znacznie wcześniej.

Jak to przebiegnie, to pokazano w katastroficznym filmie pt. „2012”. Rozpocznie się to od wybuchu o mocy tysiąca bomb atomowych. Naziemna część superwulkanu wyleci w powietrze pozostawiając na ziemi krater o średnicy 55-65 km. W niebo poleci co najmniej 1000 km³ magmy – to wystarczy by pokryć większą część Ameryki Północnej, już bez tego zniszczonej trzęsieniami ziemi i tsunami, warstwą popiołu wulkanicznego o grubości ≥30 cm w pobliżu erupcji do 1 mm w odległości 3000 km od superwulkanu. Ponadto – wedle najmroczniejszych prognoz – temperatura na Ziemi obniży się o 21°C, zaś widzialność przez kilka lat nie będzie przekraczała 0,3 m. To będzie zupełnie inne życie, podobne do życia w następstwach jądrowej zimy (po wojnie nuklearnej czy tzw. zimy poimpaktowej po uderzeniu asteroidy w Ziemię – uwaga tłum.). Poza tym erupcja Yellowstone stanie się detonatorem budzącym inne superwulkany. I na Ziemi rozpocznie się Apokalipsa!

Uczeni i politycy starają się uspokoić społeczeństwa, twierdząc, że przez najbliższe 1-2 MA Ziemi nie grozi supererupcja, ale tymczasem z Yellowstone N.P. uciekają stada bizonów i reniferów!

A oto jedno z ostatnich doniesień:
16.07.2014 r. jeden z największych i najniebezpieczniejszych superwulkanów świata w Yellowstone, roztopił asfalt na głównej drodze w tym niezwykłym parku narodowym. I dlatego tą popularną drogę turystyczną trzeba było zamknąć.


Moje 3 grosze


Jak już pisałem na temat Yellowstone – stanowi ono zagrożenie dla całego świata i co najgorsze – supererupcję może spowodować sam człowiek np. detonując nad/obok superwulkanu ładunek jądrowy czy termojądrowy. Znając głupotę i nieodpowiedzialność gatunku Homo sapiens sapiens zacząłbym się naprawdę obawiać, że ktoś w swym nieodpowiedzialnym szaleństwie zrobi to, pogrążając cały glob w totalnym chaosie. I to będzie prawdziwy koniec cywilizacji, bo niedobitki Ludzkości (o ile przeżyją) cofną się cywilizacyjnie do Epoki Kamienia Jeszcze Nie Rozłupanego, czyli jakieś 2 MA do tyłu. Jednym słowem, będzie jeszcze gorzej, niż po katastrofie Atlantydy, Lanki czy Mu razem wziętych. Po nich pozostały legendy i przekazy, na podstawie których powstały potem bohaterskie eposy i wreszcie religie.


Schemat dwóch komór magmowych superwulkanu Yellowstone

W przypadku uruchomienia się superwybuchu jakiegokolwiek superwulkanu, będziemy wystawieni na jego ciosy bardziej, niż nasi przodkowie po wybuchu Toby. Dlaczego? – ano dlatego, że jesteśmy rozpieszczeni przez cywilizację, rozhartowani i pozbawieni zdolności do przeżycia. Zasada jest prosta – im kto wyżej się wdrapie, tym dłużej i boleśniej spada. Celnie ujął to Stanisław Lem w opowiadaniu pt. „Profesor A. Dońda”, w którym opisał on właśnie taki koniec świata wywołany przez kryzys informatyczny spowodowany zamianą informacji w masę… Coś podobnego, tylko na gorszą sprawę, będzie w przypadku supererupcji. Dlatego byłem, jestem i będę przeciwko wycofaniu Przysposobienia Obronnego z programów szkolnych, które powinno także objąć survival na wypadek katastrof elementarnych. Dla naszego własnego dobra




Kaldery superwulkanu Yellowstone N.P. wg różnych autorów - ich wiek w mln lat

Jest jednak i druga, jaśniejsza strona tego wszystkiego, a mianowicie: mimo wybuchu superwulkanu Toba 70.000 lat temu i serii supererupcji Yellowstone, które miały miejsce w Kenozoiku i wcześniej: 16,1 MA; 15,6 MA; 15,5 MA; 13,8 MA x 2; 13,7 MA; 12,5 MA; 11 MA; 10,3 MA; 6,6 MA, 6,2 MA, 4,3 MA; 2 MA; 1,3 MA oraz 600.000 lat temu (zob. mapka) życie w Ameryce Północnej i na całej Ziemi nadal istnieje i gdyby nie niszcząca działalność człowieka – miałoby się doskonale. Tak więc istnieją szanse na przeżycie kolejnej Supererupcji i jej efektów bez zbytnich strat w globalnym stanie gatunków roślin i zwierząt. Oczywiście te Superwybuchy mogą ponosić częściową winę za zagładę megafauny w Neogenie, ale nie znaczy to, że tak się akurat stało. Wszak potężna dynastia dinozaurów istniała przez ponad 150 MA i gdyby nie zmiany geologiczne pod koniec Kredy i coup de grâce zadany przez asteroidę Chicxulub oraz inne asteroidy, które wraz z nią uderzyły w Ziemię, wciąż by istniała jako całość, a nie jej nędzne resztki w postaci krokodyli i kilku innych gatunków gadów. Uważam, że ten alarmistyczny ton jest nieco za głośny – to da się przeżyć, o ile nie dołączy się do tego inny kataklizm, którego synergiczne działanie doprowadzi życie na Ziemi do końca. I tak moim zdaniem należy widzieć ten problem.





Ilość produktów wulkanicznych wyrzuconych przez wulkany i superwulkany w km sześć.


Komentarz z KKK


Nieco off-topic.

Na temat zbijania asteroidy z trajektorii przy użyciu BMR pisano już wiele, nawet Szanowny Dragonrider o to się pokusił spory czas temu, ale najbardziej przekonującym argumentem jest ten, który wyjaśnia, że to wcale nie jest takie proste - prawie cała siła eksplozji zmarnotrawi się nie będąc siłą ukierunkowaną, w dodatku 'pierwiastkowieje' wraz z odległością, a jeśli zastosować ją zbyt blisko problematycznego celu, może się okazać, że mamy zbyt wiele problemów w postaci części tej asteroidy, by sobie poradzić. Co więcej, takie działania trzeba by zaplanować z wyprzedzeniem, zastosować z wyprzedzeniem, i najprawdopodobniej ponowić raz za razem, choćby po to, by suma mniejszych i bezpieczniejszych wybuchów złożyła się w postępową zmianę trajektorii ów asteroidy, a to wszystko wymaga czasu, także wcelowanie się w te ciało to kwestia sporna. Obecnie możemy jedynie gdybać, ale myślę, że najrozsądniejsze rozwiązanie już zostało zastosowane - czyż nie istnieje mit o górze, która przybyła z nieba i zakopała się pod ziemię, by po wiekach sprawić wielki cud AD1908?

Według mnie, można by wybiec w przyszłość puszczając lejce wyobraźni i pomyśleć o zastosowaniu zaburzeń grawitacyjnych dla zmiany trajektorii lotu, ewentualnie o zastosowaniu silników (logistyka takiego przedsięwzięcia to już zadanie dla cywilizacji typu 1+, a nie 0.7).

Człowiek śniegu to zagadka, powątpiewałbym natomiast opowiastkom paleohistoryków, bowiem oni już wiedzą wszystko najlepiej i basta. Jedyne, co można stwierdzić, to to, że człowiek śniegu najprawdopodobniej istnieje, i najpewniej nie jest to jeden gatunek, a wręcz kilka (może kiedyś był jeden, ale habituacja do odmiennych warunków zdywersyfikowała go ewolucyjnie).

Kwestia supremacji gatunków to temat gorący jak lawa, ponieważ tak naprawdę jest to gmatwanina faktów, przekłamań, domysłów i pomysłów, a danie to popieprzone jest teoriami spiskowymi - i masz babo placek. Skoro jednak domysły to to, co pozostaje maluczkim, to myślmy i dociekajmy. Osobiście uważam, że to mogło zachodzić wielopoziomowo, tzn. i selekcja naturalna wchodziła w grę (i nadal wchodzi), i sterowanie rozwojem z wyższego poziomu, i samosterowanie z poziomu rozwiniętych cywilizacji (wojny i przymierza międzygatunkowe różnych ras i gatunków ludzi - vide mity hinduskie), i wszystko (z innymi) naraz, bowiem sądzę, że na Ziemi były, są i będą różne enklawy rozwoju na różnych poziomach, a czy Neandertalczycy byli faktycznie prymitywni... co dziś sądzimy, jutro zapominamy ze wstydem. Czyż nie chowali swoich bliskich i nie mieli sztuki plemiennej? Czy wyznawanie linii postępu to nie kluczowy błąd? A może fakt, że kiedyś ludzie mieli większe mózgoczaszki dowodzi, iż tworzyli coś więcej, niż przypuszczamy, i na razie odżegnuję się od wchodzenia w temat struktury nerwowej i gęstości upakowania neuroglejów i neuronów? Może regres to wynik istnienia pętli rozwojowych, skoro raz się jest na wozie, a zaraz koń jedzie sam i to bez wozu? Mała dygresja - biorąc pod uwagę słabość człowieka względem innych naczelnych, można przypuszczać, że wielu gatunkom człowieka dano podobne zdolności, ale to ich użytek spowodował, że to my dziś zostaliśmy na stronie tytułowej... Choć pewnie trzyma się na podorędziu naszych zaginionych braci, gdybyśmy jednak nie podołali zadaniom. Podrasowanie nas zmiękczyło nas. Kto potem jednak... Orang Pendek? Big Foot? A może inny, niepoznany kuzyn, o którym nie wiemy (ala Floriensis)? W sumie, czy to tak bardzo ważne, czy wiemy wszystko? Dowiedzmy się tego, co najbardziej nam pomoże, a potem, gotowi do prawdziwego poznania, dowiedzmy się prawdy ostatecznej. Obecnie jesteśmy wychowani na zbyt głupich, by poradzić sobie z własnymi atawizmami, zatem już nawet nie jestem zły na to, że ukrywa się i lekceważy artefakty - być może następuje dywersyfikacja, ale wymiarem jej jest coś bardziej abstrakcyjnego, niż warunki geograficzne.

A przysposobienie obronne? Sam nie wiem, czego nie lubiłem bardziej - jego, czy lekcji religii. Obie czasem ciekawe, ale generalnie potwornie nudne, strasznie marnotrawiące czas, i podające prawie całkowicie zbyteczną wiedzę (jeśli ktoś nie szedł do wojska), np. gradację odznaczeń wojskowych. Super ciekawe przez chwilę, ale całkowicie zbyteczne, jeśli zejść na ziemię. To i tak trzeba wkuć od nowa, jeśli taka potrzeba - wiedza zapominana jest wypychana, czyli jej nie ma, a wiadomo czym jest wiedza - to to, co nam zostaje, gdy zapomnimy całą resztę. Ale lekcje survivalu - jak najbardziej. Wiedza ogólna? Jak najbardziej (choć nasz wosowiec narzekał, że te kilkaset stron podręcznika to tak strasznie mało, że aż mu żal!). Nie ma niczego gorszego, niż zniechęcić do przedmiotu, a to właśnie się dzieje z WOSem i podobnymi, gdy w sposób oczywisty przegina się w kierunku uczenia na zapas tego, co nie zostaje w pamięci w ogóle - dla uczniów jest to oczywiste, więc się buntują. Jest dokładnie tak, jak po studiach - człowiek się uczy jednego, ale w pracy poznaje coś odwrotnego niejednokrotnie, i musi się oduczać i uczyć od nowa. Jaki w tym sens? Potrzeba czegoś nowego, sensownego, chwytającego tak, że nikt nie powie, że to nie jest potrzebne, nawet w czasach pokoju. Survival - jestem na tak, i w jego program wpisałbym nieco teorii, by ścieżki obejmowały przeżycie po różnych kataklizmach, po atakach, i tym sposobem przemycał wiedzę, a nie książki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Fe, be, paskuda!!!!!!!!!! I głupota. Żywa wiedza jest ryta bardzo trwale. Po co komu wiedza o strukturach dowodzenia i innych pierdołach, które zabijają mózg gwoździami z sucharów? Powstaje papka, która dusi. Kto lubi, niech się edukuje, sposobności ma aż nadmiar, w tym księgarnie lub szkoły wojskowe. Na muchę lepszy lep niż dzida. Na lekcjach survivalu skorzysta nawet ten, który nie chce tego. A więc może delegacja tygodniowa do hufców? Takie małe praktyki z survivalu o kilku ścieżkach? (Smok Ogniotrwały)   


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 43/2014, ss. 20-21

Przekład z j. rosyjskiego i angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©