Powered By Blogger

niedziela, 26 lutego 2017

POWIETRZNA BATALIA NAD URALEM (2)




Kpt. F. G. Powers (po prawej)


Rozkaz „Smoka”


Tego dnia, 1.V.1960 roku, zastępca dowódcy eskadry – kpt. pil. Borys Ajwazjan  i st. por. pil. Siergiej Safronow pełnili dyżur bojowy na lotnisku wojskowym. Po sygnale alarmu, wystartowali o godzinie 07:03 i po 32 minutach znaleźli się na lotnisku Swierdłowsk-Kolcowo, a potem… Oddajmy głos Borysowi Ajwazjanowi – bezpośredniemu uczestnikowi tych wypadków:

Na lotnisku w Swierdłowsku nasze samoloty zaczęto szybko napełniać paliwem. Szybciej napełnili zbiorniki samolotu Siergieja i ja przesiadłem się do niego gotowy do startu na przechwyt nieprzyjaciela. Jednakże start opóźniono o 68 minut. Na lotnisku zwyczajnie pokazał się samolot Su-9 – to kpt. Igor Mientjukow przyprowadził tego myśliwca z fabryki do jednostki. Maszyna lepsza od MiG-19, a przede wszystkim jej praktyczny pułap operacyjny wynosił 20.000 m. Prawdę powiedziawszy, ona jeszcze nie była gotowa do boju – brakowało jej uzbrojenia, zaś lotnik nie miał ubioru kompensacyjnego. 

Na SD najwidoczniej ocenili wysokość lotu intruza i zrozumieli, że dostać go mógł tylko Su-9. Kapitanowi Mientjukowowi rozkazano przechwycić U-2 na podejściu do Swierdłowska. Przez włączone radio słyszałem rozmowy SD z pilotem: „Zadanie – zniszczyć cel, taranem” – usłyszałem głos nawigatora naprowadzania. Kilka sekund milczenia i potem – „Rozkazał «Smok»” (był to frontowy kryptonim gen. Jewgienija Sawickiego, który znał każdy lotnik). 

Nie wiem, czy rozkaz ten wydał sam Sawickij czy ktoś w jego imieniu, ale zrozumiałem: lotnik ten szedł na pewną śmierć. Taranować na takiej wysokości bez ubioru kompensującego, bez maski tlenowej… Jak widać, innego pomysłu dowództwo na ten czas nie miało. Rakiety? Rakiety były tu bezsilne. Rzecz w tym, że atak należało przeprowadzić w pierwszym rzędzie na południe od Swierdłowska. Nieprzyjaciel mógł ominąć miasto i obejść miejsce dyslokacji dywizjonów rakiet OPLOT. 

…Kiedy na lotnisku w Peszawarze podwożąc Powersa płk William Shelton mówił mu, że Sowieci nie mają rakiet o zasięgu umożliwiającym strącenie jego samolotu – albo kłamał, albo miał przestarzałe informacje. W tym czasie w ZSRR obok dużych centrów ekonomicznych znajdowały się rakietowe kompleksy PLOT. – S-75, które były w stanie razić cele na wysokościach >20.000 m. Ponadto w tym czasie w Związku Radzieckim istniały wysokościowe myśliwce Su-9. Ale powróćmy do relacji Igora Mentjukowa:

Pod koniec kwietnia w Sawasliejce (wtedy Obwód Niżniegorodskij) gdzie służyłem, postawiono mi zadanie – polecieć do Nowosybirska, wziąć tam Su-9 z dużą ilością paliwa, polecieć do Baranowicz (na Białorusi) i objąć dyżur bojowy. Wtedy znajdował się tam pułk lotnictwa myśliwskiego, na jego stanie znajdowały się także Su-9. One zabierały na pokład 3250 kg paliwa. Do maja 1960 roku w Nowosybirsku już przygotowano samoloty biorące 3720 kg paliwa. A prawie pół tony paliwa to większy zasięg lotu i co za tym idzie – rubież przechwytu. Postawiono nam jasne zadanie – 1 maja mamy obowiązkowo być w Baranowiczach. 

W dniu 27 kwietnia wraz z partnerem, kpt. Anatolijem Sakowiczem, przylecieliśmy do Nowosybirska, wzięliśmy nasz Su-9 z fabryki i z powrotem na zachód – goniąc czas…30 kwietnia byliśmy już w Swierdłowsku, na lotnisku Kolcowo, ale tam nas zatrzymali ze względu na pogodę.

Rankiem, 1 maja, mniej więcej o siódmej rano podrywają nas. Przez telefon dostaję rozkaz: „Przygotować numer jeden”. Pomyślałem: pogoda się polepszyła i nas przyspieszają. Wystartowaliśmy i podali nam kierunek – na Czelabińsk. Od razu pojawiło się pytanie: czemu skierowali nas na wschód? W chwilę później niepokój się nasilił. Ze mną nawiązał łączność nie kontrola lotniska, ale dowódca lotnictwa WOPK gen. mjr lot. Jurij Wowk. „Ja «Sokół», 732 jak mnie słyszysz? Słuchajcie mnie uważnie. Cel – realny, wysoki. Taranować. Rozkaz z Moskwy. Przekazał «Smok».” 

Nastały minuty rozmyślań. Poważny – znaczy się – przypadek, skoro rozkazy wydaje sam «Smok». Odpowiadam „Do taranowania gotów, jedna prośba – nie zapomnijcie o matce i rodzinie”. „Wszystko będzie zrobione”. 

Lecę w kierunku Czelabińska przez jakieś 17 minut, a nikt nie nawiązuje ze mną łączności. Pomyślałem już: skierowali i zapomnieli. I naraz w słuchawkach się rozległo: „Jak mnie słyszycie?” „Rozumiem” – odpowiadam. „Lećcie tym kursem” i w chwilę później „Wyczerpaliście paliwo ze dodatkowych zbiorników?” „Jeszcze nie” – mówię. A potem usłyszałem rozkaz: „Odrzucaj dodatkowe zbiorniki, pójdziesz na taran”. Odrzuciłem zbiorniki. Padł rozkaz „Dopalacz”. Włączyłem dopalacz, skręciłem samolot na 120° i rozpędziłem do 1,9 Ma, a może i do 2 Ma. Zaczęło mnie wynosić na 20.000 m. 

Po kilku minutach oznajmiają „Do celu macie 25 km”. Włączyłem celownik, a ekran w interferencjach. Ot, pech. Po starcie pracował normalnie, a tutaj… Melduję: „Celownik zatkany interferencjami, przełączam się na wizualne odszukanie celu”. Ale to nie takie proste. U-2 porusza się z prędkością 750-780 km/h, a moja maszyna dwa Machy z ułamkami. Jednym słowem nie widzę celu, choć w pysk daj. Kiedy do celu pozostało 12 km, to mi powiedziano, że zaczyna zwrot. Potem się dowiedziałem, że w tym właśnie momencie cel znika z ekranu radiolokatora. Wykonuję zwrot za intruzem. Informują mnie, że dogonię cel na dystansie 8 km i przeskoczę go. Gen. Wowk krzyczy do mnie „wyłącz dopalacz, zmniejsz prędkość!” – ja też się wkurzyłem, bo zrozumiałem, że na SD nie wiedzieli jak wykorzystywać i naprowadzać Su-9. „Wyłączaj, to rozkaz!” – powiedział jeszcze raz generał. Zakląłem i wyłączyłem. A tutaj nowy rozkaz „Uciekaj ze strefy, bo cię namierzają!” Krzyczę „Widzę!” W powietrzu w tym momencie pojawiły się obłoczki eksplozji. Jeden błysk nieco w przedzie na kursie, druga z prawej. Strzelali rakietowcy PLOT. 

CDN.

sobota, 25 lutego 2017

POWIETRZNA BATALIA NAD URALEM (1)




Jak zestrzelono szpiegowski samolot Lockheed U-2 w maju 1960 roku

Anatolij Dokuczajew


Wstęp


Samoloty Lockheed U-2 w pełnym tego słowa znaczeniu można było nazwać samolotami-widmami. Przez długi czas one bezkarnie naruszały przestrzeń powietrzną Związku Radzieckiego, fotografując tajne obiekty wojskowe i instalacje obronne na Syberii i Azji Środkowej, w Centralnej Rosji i Zakaukaziu, w republikach bałtyckich i na Dalekim Wschodzie. Amerykańscy piloci czuli się bezpiecznie, bowiem loty te miały miejsce na pułapie 20-22 tys. m. 

Dnia 1.V.1960 roku miała miejsce kolejna operacja rozpoznawczo-wywiadowcza pod kryptonimem Overflight (Przelot), która zakończyła się krachem. Jaki był przebieg dramatycznych wydarzeń nad Uralem? Kto i jak zestrzelił samolot-szpiega, w kabinie którego siedział lotnik Francis [Gary] Powers?


Zwyczajny lot zwiadowczy


W dniu 9.IV.1960 roku, obejrzawszy i sfotografowawszy ultrasekretne obiekty ZSRR – Semipałatyński Poligon Nuklearny, bazę strategicznych bombowców Tu-95 w jego pobliżu, Poligon Obrony Antyrakietowej w Sary-Szagan, Poligon Rakietowy Tiura-Tam/Kosmodrom Bajkonur, U-2 wyskoczył z przestrzeni powietrznej Związku Radzieckiego w rejonie na południe od miasta Mary. Strona radziecka w nocie protestacyjnej zawarła ostre oświadczenie. Amerykanie zbyli ja milczeniem: i tak niczego naruszycielowi granicy nie można było zrobić. Przemilczeli i kontynuowali zaplanowane operacje szpiegowskich lotów nad terytorium ZSRR.

Jednakże w połowie kwietnia 1960 roku, prezydent Stanów Zjednoczonych – Eisenhower opamiętał się i nie zatwierdził kolejnego lotu szpiegowskiego. A to wszystko dlatego, że w maju miało dojść do spotkania „Wielkiej Czwórki” – USA, ZSRR, Wielkiej Brytanii i Francji w Paryżu, gdzie miało dojść do nowego spotkania głowy amerykańskiego państwa z radzieckim przywódcą – Nikitą S. Chruszczowem. A na lipiec planowało się odwiedziny prezydenta USA w ZSRR (Chruszczow pojechał do USA w 1959 roku).
- Jeżeli jakiś samolot będzie stracony w chwili, kiedy my będziemy zajęci rozmowami, to sprawy mogą przyjąć nieoczekiwany obrót i może dojść do efektywnych działańoświadczył Eisenhower radzie konsultacyjnej ds. działalności wywiadowczej. Wybuchnie wielki skandal, jeżeli samolot spadnie na ziemię. Ale dyrektor CIA Allen Dulles był uparty i prezydent się poddał, on jedynie dał rozkaz nie podejmowania lotów przed dniem 1 maja, ustanowiwszy przed paryskim spotkaniem dwutygodniową „kwarantannę”. 

Według planów CIA, w kwietniu powinien mieć miejsce jeszcze jeden lot, ale wciąż go przekładano – przeszkadzało zachmurzenie. Dnia 1.V.1960 roku, por. USAF Francis Gary Powers znajdował się na lotnisku nieopodal pakistańskiego miasta Peszawar, gdzie przybył wraz ze swym partnerem z bazy w Indżirlik w Turcji. Pogoda sprzyjała i o godzinie 05:20 PKT, U-2 pilotowany przez Powersa wystartował i szybko wspiął się na pułap 20.000 m – Operacja Overflight weszła w aktywna fazę. O godzinie 05:36 PKT samolot przeleciał radziecką granicę. 

…Pozostawiwszy z tyłu Taszkient, minąwszy Syr-Darię U-2 poleciał wzdłuż brzegu Jeziora Aralskiego i skręcił w prawo. Przeleciał nad miastami Troick, Czelabińsk… Lot przebiegał bez żadnych problemów.


Alarm!


O locie obcego samolotu nad terytorium ZSRR wkrótce dowiedziała się Moskwa. O godzinie szóstej rano, sygnał alarmu poderwał oficerów i żołnierzy we wszystkich rakietowych, myśliwskich i radiolokacyjnych jednostkach i pododdziałach Azji Środkowej i Kazachstanu, Syberii, Uralu, europejskiej części ZSRR i Dalekiej Północy. Do Centralnego Stanowiska Dowodzenia (CSD) Wojsk Obrony Powietrznej Kraju zaczęli przybywać: ich głównodowodzący marszałek Związku Radzieckiego Siergiej Biriuzow, jego pierwszy zastępca marszałek artylerii Nikołaj Jakowlew, szef Głównego Sztabu WOPK gen. płk Piotr Demidow, dowódca lotnictwa myśliwskiego WOPK gen. por. Jewgienij Sawickij , dowódca wojsk rakietowych WOPK gen. płk Konstantin Kazakow i inni oficerowie z bojowego rozdzielnika. 

Biriuzow sporadycznie łącząc się z dowódcami podległych jednostek, uściślał położenie i rozkazał przerwać ten przelot. A gen. Sawickij wydał rozkaz dowódcom jednostek lotniczych: Zaatakować intruza wszystkimi dyżurnymi środkami w rejonie przelotu intruza, w razie potrzeby - staranować.

Według wspomnień gen. płk w st. spocz. Georgija Michajłowa i płk w st. spocz. Aleksandra Orłowa, którzy w tym czasie służyli w Głównym Sztabie WOPK, sytuacja panująca na CSD była dość nerwowa. Dzwonki telefonu od ministra obrony marszałka Związku Radzieckiego Rodiona Malinowskiego  z Kremla i od Nikity Chruszczowa dzwoniły jeden po drugim. Ich treść była mniej więcej taka: Baczność! Kraj zaopatrzył WOPK we wszystko, co niezbędne, a wy nie możecie zestrzelić samolotu poddźwiękowego! A na to Siergiej Biriuzow odpowiadał: Gdybym mógł być rakietą, to bym sam poleciał i zestrzelił tego przeklętego naruszyciela!

O godzinie 08:00 MSK, na CSD WOPK doszli do wniosku, że trasa lotu samolotu-szpiega przez rejon Swierdłowska wiedzie dalej ku Morzu Białemu, a U-2 wyląduje zapewne w bazie lotniczej w Bodø (Norwegia).  W związku ze startem myśliwców przechwytujących i zaistniała potrzeba wyczyszczenia nieba z wszystkich maszyn będących w powietrzu, na polecenie kierownictwa państwa wydano rozkaz „Kowier” („Dywan”). Zgodnie z nim wszystkie samoloty i helikoptery nie zaangażowane w unieszkodliwienie intruza miały siadać na najbliższych lotniskach. To pozwoliło stacjom radiolokacyjnym dokładniej prowadzić cel.

Czy można było przechwycić tego intruza przed Uralem? Marszałek Rodion Malinowskij w maju 1960 roku zauważył, że amerykański samolot zestrzelono w takim miejscu, żeby pilot nie mógł się tłumaczyć, że naruszył przez pomyłkę radziecką przestrzeń powietrzną. Oświadczenie ministra obrony było obliczone przede wszystkim dla krajowej opinii publicznej i zagranicy, i nie odpowiadało istocie sprawy. W istocie chodziło o to, że myśliwce przechwytujące nie dolatywały do wysokości lotu U-2, która wynosiła 21.000 m z prędkością 750 km/h. Dywizjony rakietowe OPLOT. nie strzelały z innej przyczyny – trajektoria lotu intruza do Uralu przebiegała poza sektorami i zasięgiem rażenia ich pocisków ziemia-powietrze.


CDN.

czwartek, 23 lutego 2017

Tajne projekty: Samolot à la latający talerz (dokończenie)





Moje 3 grosze


Na tym urywa się przesłany mi fragment. Od siebie mogę tylko dodać, że nie było to w sumie nic nowego, a powrót do starego Projektu Farside, który został przeprowadzony w latach 50. Na czym on polegał?

Projekt Farside – jak twierdzi „Encyclopedia Astronautica” – był próbą osiągnięcia jak największych wysokości przy pomocy 4-stopniowej rakiety podwieszonej pod balonem o pojemności 106.188 m³, a dzięki temu osiągnięto wysokość 6437 km jesienią 1957 roku.
Farside był czterostopniowym pojazdem, wypuszczono ogółem 6 tego rodzaju misji. Ciąg = 667 kN, masa startowa 900 kg, wysokość 7,3 m, średnica 46 cm, apogeum – 4500 km. Farside był projektem Air Force Office of Scientific Research, który używał wielu różnych przyrządów z Uniwersytetu Maryland. 6 rakiet zbudowano w Aeronutronic Systems Inc. Zła telemetria spowodowana była odkryciem pasów radiacji Van Allena – Wiernowa w czasie prób z Farside na atolu Eniwetok.
Misje:
1.      25.IX.1957 roku, z atolu Eniwetok, balon + Farside, apogeum 20 km. Nieudana.
2.     3.X.1957 roku, z atolu Eniwetok, balon + Farside, apogeum 800 km.
3.     7.X.1957 roku, z atolu Eniwetok, balon + Farside, zakładane apogeum 700 km. Nieudane.
4.     11.X.1957 roku, z atolu Eniwetok, balon + Farside, zakładane apogeum 30 km. Nieudane.
5.      20.X.1957 roku, z atolu Eniwetok, balon + Farside, apogeum 5000 km.
6.     22.X.1957 roku, z atolu Eniwetok, balon + Farside, apogeum 5000 km.
Dane: „Encyclopedia Astronautica” - http://www.astronautix.com/f/farside.html             


Ciekawa jest sama rakieta Farside – przypomina mi ona dość dokładnie niemiecki przeciwlotniczy pocisk rakietowy Rheinbote, który opracowano i wypróbowano na poligonie w Łebie-Rąbce – dziś znajduje się tam Muzeum Wyrzutni Rakietowych, gdzie możemy go podziwiać. Czyżby kolejne „zapożyczenie” nazistowskiej konstrukcji przez Amerykanów? Właśnie o to m.in. chodziło mojemu znajomemu Kanadyjczykowi  Edwardowi Gillianowi, który specjalnie podkreślał wszelkie podobieństwa pomiędzy konstrukcjami nazistów a późniejszymi konstrukcjami amerykańskimi i radzieckimi.

Swoją drogą ten nazistowski pocisk plot. – jak mniemam – był przeznaczony nie do walki z samolotami, ale bardziej pasował do… zwalczania pocisków rakietowych w rodzaju A-4/V-2, na co wskazują jego osiągi i parametry bojowe. Była to typowa antyrakieta. Jest to tylko hipoteza, ale mająca wysokie prawdopodobieństwo. Po prostu zrobiono go na zasadzie tarczy i miecza. Niemcy doskonale zdawali sobie sprawę, że tajemnice latających bomb Fi-103/A-2/V-1 i balistycznych pocisków A-4/V-2 prędzej czy później przestaną nimi być dla Aliantów (Alianci przejęli 5 bomb V-1 i pocisk V-2, który spadł na terytorium Szwecji), więc pracowali także nad przeciwrakietami – takimi jak Rheinbote o prędkości marszowej 4,03 Ma, głowicy bojowej o masie 50-70 kg, pułapie operacyjnym 80 km i zasięgu 160 km… (zob. http://wszechocean.blogspot.com/2012/10/podroz-uczona-na-hel-12.html, http://wszechocean.blogspot.com/2013/08/kosmiczne-dziao-hitlera.html i in.) 

Do Projektu Farside powrócono w latach 70., kiedy to zamierzano w ten sposób odpalać ICBM wyciąganych w górne warstwy atmosfery przy pomocy balonów. Pisałem o tym m.in. w „UFO nad granicą” (Kraków 2000). NB., podobne próby prowadzili zapewne także i Rosjanie w latach 1968-74, bowiem „balonowe” UFO obserwowano nad Węgrami, Jugosławią, Bułgarią i Polską. Powraca się także dzisiaj, tylko że rolę balonów przejmują wielkie sterowce, których zadaniem jest wyniesienie lekkich pojazdów orbitalnych na wysokość 40-100 km i wysłanie ich na LEO. Kto wie, czy te wszystkie obserwowane na niebie „awiomatki” wypuszczające UFO nie są właśnie takimi wielkimi sterowcami…? (zob. http://wszechocean.blogspot.com/2013/08/cufo-ufo-awiomatki-czy-sterowce.html, http://wszechocean.blogspot.com/2013/08/kosmiczny-sterowiec-nad-polska.html, http://wszechocean.blogspot.com/2011/08/powracaja-sterowce-1.html i dalsze) 

I jeszcze jedno: nie zapominajmy, że wszystkie te projekty były, są i będą wymierzone w nas. Przede wszystkim w Polskę, bo przypadku III Wojny Światowej Polska będzie pierwszoplanowym celem ataku z lądu, morza, powietrza i przestrzeni kosmicznej. Jest to oczywista oczywistość, bowiem to przez Polskę przebiegają najważniejsze linie komunikacyjne Wschód – Zachód i to one będą przede wszystkim przerywane i przez naszych sojuszników i przez wrogów. Poza tym to Polska z racji swego położenia będzie polem atomowej bitwy pomiędzy armiami WNP i NATO. Warto o tym pamiętać słuchając propagandowych wrzasków podżegaczy wojennych i podpalaczy świata, którym marzy się kolejny wielkoskalowy konflikt w Europie…   


Przekład z angielskiego i opracowanie – ©Robert K. F. Leśniakiewicz

środa, 22 lutego 2017

Tajne projekty: Samolot à la latający talerz (6)






VII.3. Statek kosmiczny Suchanowa i Latający Talerz Dalekiego Zasięgu


We wczesnych latach 60., ZSRR rozpoczął prace nad serią tajnych studiów, które szeroko odzwierciadlały dyskokształtne amerykańskie bombowce orbitalne. Ekipa Suchanowa była początkowo odpowiedzialna za ten projekt, i on sam pracując jako konsultant Iliuszyna. Kiedy Amerykanie zamierzali wystrzelić swój dyskoidalny statek kosmiczny i deltoidalny X-20  Dyna Soar rakietoplan przy pomocy boosterów rakietowych na ciekłe paliwo, Rosjanie zorientowali się w użyteczności tego systemu do przeprowadzenia wyprzedzającego ataku i wybrali całkowicie zwrotny, startujący z pasa startowego, dwustopniowy orbitalny samolot kosmiczny. Dyskoidalny statek-matka mógłby podnieść dzięki 4 silnikom rakietowym na paliwo ciekłe mniejszy też dyskokształtny statek kosmiczny, o połowę mniejszej średnicy. Osiągając prędkość 5 Ma i wysokość około 175.000 ft/53.000 m, statek kosmiczny odłączałby się od awiomatki, a potem mógłby lecieć na LEO – niską orbitę wokółziemską, wykorzystując 4 lub 5 silników rakietowych na paliwo ciekłe, co dawałoby mu możliwość dolecenia do orbity 620 mi/1000 km. Awiomatka mogłaby wrócić do bazy używając pomocniczych silników odrzutowych w celu kontrolowanego lądowania na pasie, zaś statek kosmiczny mógłby wracać lotem ślizgowym do bazy po zakończeniu misji. 

Kilka różnych projektów kosmicznych dyskoplanów zostało zaprojektowanych, a wszystkie miały na przedzie kabinę załogową. Małe silniczki rakietowe miały zapewnić pojazdowi możliwość manewrowania w przestrzeni kosmicznej, a dwie duże płaszczyzny umożliwiałyby pełna kontrolę nad pojazdem w podorbitalnym locie atmosferycznym. Pośrodku pojazdu, z jego spodniej strony, znajdowało się coś, co przypominałoby luk bombowy a także 6-kołowe podwozie. Silniki rakietowe na paliwo ciekłe napędzające statek kosmiczny i paliwo byłoby umieszczone w zbiornikach, które stanowiłyby o okrągłym kształcie pojazdu. Bez wątpienia Rosjanie mieli zamiar użyć tego pojazdu w czasie kryzysu jako szybkiego systemu dostarczania nuklearnych pocisków klasy przestrzeń kosmiczna-ziemia, albo w misjach globalnego rozpoznania i zwiadu. Liczebność załogi i czas misji jest nieznana, chociaż rozważano opcję wersji bezzałogowej. 

Rosjanie studiowali kilka różnych koncepcji statku-matki z różnymi konfiguracjami rozmieszczenia kabiny pilotów i silników. Rysunki pokazują dwa duże stateczniki na górnej części i dolnej powierzchni dysku, a także 2-4 rakiety na paliwo ciekłe często wspierane przez dwa silniki turboodrzutowe. Jeden z projektów awiomatki ma pociskowatego kształtu kabinę na przedzie dysku, być może w celu służenia lepszym widokiem oraz jako kapsuły ratowniczej. Awiomatka Iliuszyna był także rozważany jako dalekodystansowy, bombowiec operujący na dużych wysokościach i transportowiec, zazwyczaj napędzany przez 8 silników odrzutowych. Jest nieprawdopodobne, że żaden z tych projektów nie wyszedł poza stopień elementarnego planu, ale sprawa pozostawała aktualną aż do końca lat 70.




 Rysunki techniczne dyskoplanów Suchanowa i Iliuszyna

VII.4. Planetarne próby Aeroshell 


We wczesnych latach 60., NASA-owskie Jet Propulsion Laboratory (Laboratorium Napędu Odrzutowego) w Pasadenie, CA, zaczęło poszukiwać sposobów  miękkiego lądowania bezzałogowego pojazdu na Marsie.  Ten ambitny Projekt Voyager został później zmieniony na Projekt Viking, zaś tytułowy Voyager został przekształcony w projekt lotu do granic Układu Słonecznego i planet Jowisz, Saturn, Uran i Neptun. Ale testując sprzęt dla celów misji na Marsa natrafiono na wielkie trudności, bowiem odkryto, że tameczna atmosfera z dwutlenku węgla jest o wiele cieńsza niż to uczeni sądzili. Zostało to odkryte w dniu 14.VII.1965 roku, kiedy sonda NASA Mariner-4 przeleciała koło Marsa i zmiana mocy sygnału radiowego pokazała, że gęstość atmosfery na powierzchni Czerwonej Planety jest mniejsza od 1% tego, co mamy na powierzchni morza na Ziemi

Tak więc jedynym łatwym sposobem do osiągnięcia orbity byłoby wyciagnięcie pojazdu na największą możliwą wysokość przy pomocy rakiety albo balonu. Czegoś takiego właśnie dokonała NASA Langley tworząc PEPPPlanetary Entry Parachute Program – program powrotu przy użyciu spadochronu, którym kierował John C. McFall

Pierwszy pojazd PEPP (uznany także za samodzielny samolot) miał kształt dysku o średnicy 15 ft/4,57 m i był wyładowany różnymi instrumentami i spadochronem. Ważąc 1600 lb/725 kg był wyposażony w pierścień 12 małych silników rakietowych na paliwo stałe TX-18, z których każdy wytwarzał ciąg 3400 lb/1542 kg pracując przez 1,5 sekundy. Pomysł polegał na wyciągnięciu PEPP na wysokość 130.000 ft/39.624 m przy pomocy największego balonu jaki kiedykolwiek skonstruowano i, w 4 sekundy po odpaleniu silników, celem rozpędzenia pojazdu i wprowadzeniu go na paraboliczną trajektorię, aż do osiągnięcia wysokości 160.000 ft/48.768 m przy Vmax = 1,2 Ma. Chociaż odpalenie silników pojazdu i oddzielenie go od balonu było zdalnie sterowane, to nie było transmisji telemetrycznej danych aparatury naukowej z pokładu pojazdu, bowiem byłoby to niepożądaną komplikacją. 

Pierwszy lot odbył się w dniu 30.VIII.1966 roku z Walker AFB w Roswell, NM i pojazd uniósł się podwieszony pod helowym balonem wysokim na 800 ft/244 m o pojemności 26 mln ft kw./ 736.238 m³, wyprodukowanego przez G. T. Schjeldahl Co. […]


Modele pojazdów PEPP na poligonie w walker AFB k./Roswell, NM


CDN.