Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pozzuoli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pozzuoli. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 maja 2012

Przeprowadzka misia Yogi?

 Gorące punkty pióropuszy magmowych
Yellowstone N.P. - większość obszaru zajmuje ukryty pod ziemią superwulkan... (BBC)




Kilka polskich kolorowych magazynów [=> np. „Forum” z 10 stycznia 2005 roku, „Metro” z 11 marca 2005 br., „Gwiazdy mówią” z dnia 21 kwietnia br.], podniosło ostatnio alarm w związku z doniesieniami z Azji Południowo-Wschodniej, gdzie potężne trzęsienia ziemi i powstałe w ich wyniku tsunami zabiły bez mała 300 tys. osób i spowodowały straszliwe zniszczenia. Polska na razie wykpiła się tylko lekkimi trzęsieniami ziemi na Warmii, Mazurach i Pomorzu Gdańskim oraz na Podhalu... Uczeni ostrzegają o kolejnym potencjalnym kataklizmie, który nie grozi nam z kosmosu, ale spod ziemi. Jest nią – według wyżej wymienionych pism...



...superwulkan Yellowstone



Jako dziecko lubiłem oglądać kreskówki z dziwnym psem Huckelburrym, kotem Jinxem i jego myszkami Pixie i Dixie no i oczywiście z mieszkańcami Yellowstone National Park (WY) – misiami Yogi i Booboo oraz ich strażnikiem Smithem. Wygląda zatem na to, że misie wraz ze strażnikiem będą musiały zmienić swe miejsce zamieszkania...



Stan Wyoming i część Idaho zagrożone są wybuchem olbrzymiego wulkanu, który może powstać wskutek przebicia się na powierzchnię Ziemi pęcherza magmy o średnicy 60 km, a który aktualnie znajduje się na głębokości 6 km pod ziemią. Zdaniem dr Billa McGuire’a z University College w Londynie, wulkan ten byłby w stanie wyemitować do atmosfery 1.000 km³ magmy w postaci materiałów piroklastycznych na wysokość nawet 50 km! Skutki ekologiczne takiej erupcji byłyby wręcz niewyobrażalne i można by je porównać tylko do skutków wojny nuklearnej czy spadku planetoidy Chicxulub, który to impakt zabił dinozaury 64,8 MA temu.



Poraża liczba 1.000 km³ - to jest ogromna ilość. To jest sześcian o długości krawędzi równej 10 km – tj. 10 km długości, 10 km szerokości i 10 km wysokości – już w stratosferze!... Wyżej, niż Mt. Everest! Dla porównania:

wybuch wulkanu Tambora (1815) wyrzucił w atmosferę 80 - 160 km³ (szacunki są rozbieżne)  popiołów wulkanicznych,

v    Mt. Mazama (4.600 p.n.e.) – 42 km³;

v    Krakatau (1883) – 18 km³;

v    Mt. Katmai (1912) – 12 km³;

v    Wezuwiusz (79 p.n.e.) – 3 km³.

v    Wybuchy Mt. St. Helens (1900 p.n.e.) dały 4 km³, w roku 1500  – 1 km³ i w 1980 roku – też 1 km³.

(=> Wiktor Niedzicki – „Tajemnice Ziemi”, Warszawa 1985)



Jest się czego bać. Jakie mogą być efekty ekologiczne takiego wybuchu – a właściwie to mega-wybuchu? Przede wszystkim zmiana stałej słonecznej i co za tym idzie – ochłodzenie klimatu – czyli zima poerupcyjna, podobna do zimy poimpaktowej czy zimy po wojnie nuklearnej. Ale czy w ogóle do niej dojdzie? Czy dojdzie do erupcji superwulkanu Yellowstone?



Pióropusze i plamy gorąca



Możliwość tego rodzaju erupcji zawdzięczamy istnieniu tzw. pióropuszy magmy w płaszczu Ziemi i istniejącymi nad nimi tzw. plamom gorąca. Pióropusze magmy są transporterami ciepła z wnętrza Ziemi do jej powierzchni. Ruch materii powoduje także generowanie i przesuwanie się płyt oceanicznych względem siebie (spreading)  i powstawanie różnych konfiguracji mas kontynentalnych względem siebie, a co za tym idzie – całą maszynę klimatyczną na planecie. Poza tym dzięki temu ruchowi, we Wszechoceanie nie ma osadów starszych, niż 140-160 MA (Środkowa Jura) czy maksymalnie 190 MA (Dolna Jura [Lias]), bowiem wszystkie starsze osady zostały wchłonięte (subdukowane) pod płyty kontynentalne i właśnie ulegają przetopieniu w wewnętrznych warstwach płaszcza Ziemi. Materia, którą teraz wyrzucają wulkany, pochodzi z przetopionych osadów triasowych i paleozoicznych... Szkoda, bo zniszczone zostały w ten sposób najstarsze karty zapisu kopalnego życia na naszej planecie.



Obecnie znamy kilkanaście takich pióropuszy i plam gorąca – vide mapka (=> Steven M. Stanley – „Historia Ziemi”, Warszawa 2002). Większość z nich występuje na krawędziach płyt oceanicznych i jest odpowiedzialna za istnienie całych łańcuchów górskich na dnie Wszechoceanu. Kilka z nich występuje pod płytami oceanicznymi, a jedna jedyna – pod kontynentalną i jest to plama gorąca pod Yellowstone National Park... Wprawdzie plamy gorąca znajdują się pod Islandią, wyspą Hawai czy Afarem, ale lądy te de facto są jedynie wyniesionymi nad poziom wody obszarami dna oceanicznego, i gdyby pióropusze magmy naraz znikły, lądy te z powrotem pogrążyłyby się w wodnych toniach. Tak być mogło 12.000 lat temu z Atlantydą czy Mu albo Lanką... To właśnie w tym fakcie, że plama ta leży pod płytą kontynentalną uczeni dopatrują się największego zagrożenia dla naszej egzystencji.



Jak wykazują to zdjęcia satelitarne, Yellowstone NP znajduje się na miejscu ogromnej kaldery wulkanicznej o rozmiarach 80 x 50 km, która powstała wskutek erupcji mających miejsce 650.000, 1,3 MA i 2 MA lat temu, co oznacza, że wybucha on co 600-700 tys. lat. Uczeni twierdzą, że w każdej chwili grozi nam potężna erupcja wulkaniczna, w czasie której materiały piroklastyczne zostaną wystrzelone do atmosfery na wysokość 50 km; z wulkanu wyleje się kilka tysięcy kilometrów sześciennych lawy, a pyły spowodują obniżenie średniej temperatury na całej Ziemi – a przynajmniej na jej północnej hemisferze. Erupcja ta może zdarzyć się jeszcze za naszego życia!



Zagadkowe bazalty



Wszystko to brzmi nader alarmistycznie i groźnie, a dotychczasowy meteorytowy, kometarny i asteroidalny Armageddon został zastąpiony nowym zagrożeniem. Jednakże nie sądzę, by mogło być aż tak źle, jak się zakłada. Owszem – wybuch tego superwulkanu Yellowstone jest możliwy, ale jego przebieg wcale nie musi być gwałtowny. Gdyby trzy znane nam wybuchy były tak gwałtowne – jak się zakłada, to po prostu nie istnielibyśmy jako gatunek, podobnie jak wiele innych zwierząt. Być może te wybuchy mają związek z Epokami Lodowymi i brakiem ludzi w Ameryce przed 10.000 lat, ale...



Zlodowacenia w Europie i Ameryce zaczęły się 1,7 MA temu (I glacjał Brügen/Donau), potem 1 MA temu (II glacjał Menap-Eburon/Günz), 500.000 lat temu (III glacjał Elster/Mindel), 200.000 lat temu (IV glacjał Sal/Ris) i ostatni najmłodszy – 70.000 lat temu (V glacjał Vislan/Würm), który skończył się 10-12 tys. lat temu. Jak widać – nie pasuje to do hipotezy wulkanicznej...



Czas tych glacjałów jest mierzony w tysiącleciach, więc zimy poerupcyjnej nie było. A zatem erupcja superwulkanu Yellowstone musiała mieć spokojny charakter, w innym przypadku pozostałyby ślady w zapisie kopalnym na całym świecie, a przynajmniej na północnej hemisferze. I rzeczywiście – ślady takie istnieją – są to trapy wulkaniczne (ogromne pola lawowe) Columbia-Snake Plateau powstałe na terenach dzisiejszych stanów Oregon, Idaho, Montana i Wyoming na przełomie Paleogenu i Neogenu – czyli 1,8 – 2 MA temu. O ile jednak bazalty Snake River można uznać za ślad przejścia kontynentu amerykańskiego nad plamą gorąca Yellowstone (plama gorąca przesuwa się ruchem odwrotnym w stosunku do ruchu kontynentu, a zatem z kierunku SW-W na NE-E z prędkością ok. 2 cm rocznie), to bazalty Columbii River mogą mieć, ale wcale nie muszą mieć z nią związek i ich pochodzenie może być inne – np. mogły powstać wskutek impaktu asteroidy na antypodach, jak to miało miejsce w przypadku trapów Dekanu, które powstały wskutek impaktu asteroidy Chicxulub...



Bazalty Columbia River powstały wskutek silnych wylewów lawy poprzez szczeliny w warstwach nadkładu już 16-13 MA temu. Grubość potoków lawowych sięga tam 30-150 m, zaś miąższość skał wulkanicznych sięga miejscami 5 km! Uczeni wiążą to z przejściem plamy gorąca Yellowstone na południe od tego regionu, ale pytanie pozostaje: co spowodowało powstanie tej sieci spękań? Być może to był właśnie impakt asteroidy na południową część Oceanu Indyjskiego... A zatem nic nie wskazuje na to, że wybuch superwulkanu teraz będzie miał jakiś gwałtowny przebieg.



A w Polsce?



W Polsce też istniały superwulkany, oczywiście w dawnych epokach geologicznych. Wiktor Niedzicki wymienia kilka lokalizacji struktur powulkanicznych w naszym kraju. Pierwszą z nich jest góra Wżar k./Czorsztyna. Tamtejszy wulkan był aktywny 30-40 MA temu. Jeszcze dzisiaj możemy podziwiać skały wylewne w tamtejszych kamieniołomach oraz na Zamku Czorsztynskim, gdzie pokłady kredy z zachowanymi w nich muszlami zwierząt morskich sąsiadują z czerwonymi i czarnymi skałami ogniowymi.



Drugim miejsce, gdzie wulkany pozostawiły ślad swej aktywności jest południowy region Jury Krakowsko-Wieluńskiej, położony na zachód od Krakowa. Chodzi o Tenczyn i Alwernię, gdzie wydobywa się dzisiaj tufy i melafiry.



Trzecie miejsce, to Mikołajowice k./Legnicy na Dolnym Śląsku, gdzie występuje się bazalt w kształcie sześciokątnych słupów. Wiktor Niedzicki tłumaczy to powolnym zastyganiem jeziora płynnej lawy bazaltowej, co pozwoliło na niemalże idealną krystalizację bazaltu. Podobne pokłady bazaltu znajdują się w Strzegomiu k./Lubania Śląskiego. Te wulkany zostały zniszczone przez erozję – są bowiem bardzo stare i ich wiek sięga Ery Paleozoicznej.



Podobnie stare wulkany znajdowały się pomiędzy Krakowem a Katowicami. Około 280-240 MA temu w dzisiejszej Miękini k./Krzeszowic powstała olbrzymia kaldera. Była ona efektem potężnego wybuchu wulkanicznego, który wyrzucił ogromne ilości lawy i materiałów piroklastycznych. Jej średnica wynosiła 20 km, ale dzisiaj pozostały po niej jedynie pokłady porfiru i pokrywy lawowe o grubości 20 m! Podziwiać je można jadąc z Krzeszowic do Paryża i Nowej Góry. Tam był naprawdę superwulkan!



Drugim super-kraterem jest formacja o średnicy 25 km, która znajduje się pomiędzy miejscowościami Jaworem, Bolkowem a Złotoryją. Nie jest ona jednak pochodzenia wulkanicznego, a kosmicznego i stanowi astroblem wybity uderzeniem jakiegoś dużego meteoroidu czy może nawet komety około 200 MA temu... Tak czy owak, impakt ten był kataklizmem wcale nie mniejszym od wybuchu wulkanu!



Najlepiej zachowanymi stożkami wulkanicznymi w Polsce są Góry Wałbrzyskie – pomiędzy Wałbrzychem a Mieroszowem, następnie Góra św. Anny na Opolszczyźnie i góra Ostrzyca k./Lwówka Śląskiego oraz sopki z okolic Niemodlina.



Ze strony tych wulkanów nie grozi nam żadne niebezpieczeństwo, więc możemy spać spokojnie. A misie Yogi & Booboo? No cóż, wygląda na to, że będą musiały spakować swe walizki i udać się do Meksyku albo Kanady, bo w Yellowstone może być dla nich nieco za gorąco...



Jordanów, dn. 2005-04-24



* * *



Jak na razie to nie grozi nam supererupcja Yellowstone. Natomiast grozi nam supererupcja innego groźnego superwulkanu – a jest nim niedawno odkryty superwulkan Pozzuoli we Włoszech. Ten superwulkan czai się pod Golfo di Pozzuoli – Zatoką Pozzuoli i Campi di Flegrei – Polami Flegrejskimi. Pisałem już o tym na tym blogu. Ostatnie trzęsienia ziemi w północnych Włoszech – region Bolonii, gdzie siła wstrząsu sięgnęła 6,5°R – mogą stanowić sygnały ostrzegawcze jakiejś przemiany mającej miejsce pod Półwyspem Apenińskim.



Jak twierdzą wulkanolodzy – supererupcja superwulkanu Pozzuoli mogłaby obrócić w perzynę cały nasz kontynent – dość wspomnieć, że po supererupcji superwulkanu Toba grubość warstwy tefry sięgnęła 200 m w najbliższym sąsiedztwie wulkanu, a w odległych o kilka tysięcy kilometrów Indiach opad popiołu wulkanicznego osiągnął grubość kilku metrów… To samo czeka także i nas. Opad toksycznego popiołu wulkanicznego zlikwiduje wszelkie życia w promieniu kilku tysięcy kilometrów od superwulkanu. Popiół wulkaniczny jest żyzny, to prawda, ale dopiero po jego odgazowaniu i zdekontamitowaniu, a to trochę trwa…

wtorek, 15 maja 2012

Europejski superwulkan: Czy podzielimy los mamutów?



Zatoka Pozzuoli - widok z orbity
Dwa śmiertelnie niebezpiezne wulkany: Wezuwiusz i Pozzuoli, a pomiedzy nimi 3,5-milionowe miasto Neapol z satelitarnymi miejscowościami. Wybuch któregokolwiek z nich będzie oznaczał śmierć tych ludzi, a kto wie, czy nie koniec życia w Europie...



Phil Robinson



Wielki ojciec Wezuwiusza: Superwulkan, który zagraża życiu w całej Europie



Ponad 2000 lat temu erupcja Wezuwiusza zniszczyła Pompeje. Dzisiaj jeszcze większy i daleko jeszcze bardziej śmiercionośny superwulkan ukrywa się po drugiej stronie Neapolu. Jeżeli on wybuchnie, to ów złowrogi superwulkan Campi Flegrei (Pola Flegrejskie) wymaże wszelkie życie w całej Europie. A zatem dlaczego brytyjscy naukowcy proszą Włochów o prawa do dziurawienia go przy pomocy świdrów?



Kaldera Pól Flegrejskich jest superwulkanem. Nowa erupcja może utworzyć wielki stożek w rodzaju Wezuwiusza, ale najgorszy scenariusz zakłada nawet całkowitą likwidację życia w Europie.



Neapol, najbliższa przyszłość



To rozpocznie się od dużej ilości, ok. 1000 słabych trzęsień ziemi, które doprowadzą do popękania fundamentów w Neapolu. Wysiądzie klimatyzacja zatkana przez odłamki gruzu lub zerwana ze ścian. W Narodowym Instytucie Geofizyki i Wulkanologii ekrany komputerów i innych przyrządów pokażą, że wstrząsy te nie zostały wygenerowane przez Górę Wezuwiusz, która wznosi się nad miastem.



Wstrząsy te pochodzą od czegoś leżącego dalej i większego – z jednego z największych i najbardziej niebezpiecznych wulkanów świata – z Pól Flegrejskich, gdzie znajduje się jego kaldera. Wezuwiusz, który w 79 roku zniszczył rzymskie miasta Herkulanum, Pompeje i Stabie, zatruł i udusił tysiące ich mieszkańców, jest niczym innym, jak małym kajtkiem w porównaniu z uśpionym potworem pod Polami Flegrejskimi – który jest aktywnym, szerokim na 4 mi/6,4 km, zatopionym wulkanem. Krótki i szybki telefon do ministra spraw wewnętrznych i Obrony Cywilnej, a potem błyskawiczna decyzja: miasto musi być ewakuowane i to natychmiast!



Co więcej… Czy da się zrobić coś więcej?



Zupełnie niedaleko, grunt koło antycznego miasteczka Pozzuoli zaczyna się wybrzuszać, wypuczać i giąć. Fumarole emitują całe ogromne kolumny pary bogate w CO2. Tymczasem 4,5 mi/7,2 km poniżej poziomu ziemi strumień magmy wyrwał się z głównego zbiornika i zmierza do góry zmieniając się i modyfikując. Kiedy dosięgnie wód gruntowych, zamieni się w gąbczastą skałę. Kiedy wody się wygotują to dodaje to dodatkową porcje gazu do tego pumeksu i wreszcie prężność pary i gazów pokonuje jej spoistość. Dochodzi do potężnej eksplozji, jak przegrzanego kotła parowego.



Setki milionów metrów sześciennych skał wulkanicznych wyleci w powietrze i przedostanie się do atmosfery: eksplozja 200 razy silniejsza od wybuchu islandzkiego wulkanu Eyjafjallajökull, która spowodowała chaos w całej Europie, uziemiając samoloty na tydzień tylko w UK, co spowodowało straty sięgające 3 mld GBP. Ale wróćmy na ulice Neapolu – jest już za późno na ucieczkę. Karambole i zderzenia zablokują ulice. Ludzie uwięzieni w gigantycznych korkach będą patrzyli bezsilnie, jak buzująca żarem czarna chmura gorących gazów i płynnej skały nadlatuje znad horyzontu z ogromną prędkością, palą i dusząc wszystko na swej drodze. Na tym terenie, zamieszkałym przez miliony ludzi, którzy zbudowali swe domy na jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc na świecie, wszelkie życie zniknie.



Kaldera Pola Flegrejskie jest superwulkanem. I chociaż nie ma tutaj jakże malowniczego stożka wulkanicznego, wulkan o ogromnej mocy leży schowany pod powierzchnią morza i ziemi, tykając jak bomba zegarowa. W najlepszym przypadku jego erupcja utworzy drugi stożek wulkaniczny podobny do Wezuwiusza, w najgorszym erupcja ta zmiecie życie w całej Europie. W takiej ewentualności, powierzchnia ziemi wygnie się i popęka, a seria małych erupcji spowoduje powstanie szerokiej na 4 mi/6,4 km kaldery, której dno zapadnie się do większego rezerwuaru magmy, co wypchnie jeszcze więcej magmy na powierzchnię.



Ostatni raz tego rodzaju wydarzenie miało miejsce 39.000 lat temu, kiedy kaldera się uformowała i powstały wtedy klify, które są tak chętnie pokazywane na widokówkach z Sorrento – są to warstwy popiołów wulkanicznych grube na ponad 100 m. Gdyby taki sam rodzaj erupcji miał miejsce dzisiaj, ta część Włoch przestałaby istnieć, a obłoki pyłu zablokowałyby światło słoneczne powodując ochłodzenie atmosfery i w rezultacie zimę jądrową czy poimpaktową. Życie na terytorium UK przestałoby istnieć. Ludzie straciliby swoją podstawę żywieniową – uprawy zbóż i innych jadalnych roślin, a to wtrąciłoby nas w ciemne lata rozruchów, głodu i bezustannej zimy.



Aktualnie międzynarodowa ekipa naukowców – w tym uczeni z UK – chcą przeprowadzić wiercenia w kalderze po to, by lepiej zrozumieć dlaczego jej część podniosła się o 3,3 m od 1969 roku. A zagrożenie jest oczywiste, bowiem w okolicy epicentrum wiele ulic i domów się pozapadało lub uległo zniszczeniu. W ostatnim czasie grunt się uniósł, jak wtedy (pomiędzy rokiem 1430 a 1538), kiedy nastąpiła erupcja, która spowodowała powstanie nowego wulkanu.



Szefem tej całej operacji jest brytyjski wulkanolog Chris Kilburn z University College London, który mieszka w Neapolu od 20 lat. […] Chce on zbadać wnętrze kaldery wiercąc w niej otwór do pobrania próbek, co pozwoliłoby na określenie mocy i czasu erupcji. Jednakże miejscowi naukowcy się temu sprzeciwiają twierdząc, że otwór w dnie kaldery może spowodować przedwczesny wybuch superwulkanu, który doprowadzi do zniszczenia miasta. Tak czy owak, czy Neapolitańczycy mają tak przegwizdane, bez względu na to, czy jeden zwykły otwór spowoduje erupcję, od której życie w Europie może zaniknąć, czy nie?



Dr Renato Somma z NIGiW w Neapolu jedzie z nami swoim fiatem po drodze pomiędzy hotelem a klubem fitness, zbudowanych na boku krateru Solfatary. Modny ten hotel ten jest często odwiedzany przez oficerów US Navy, póki teren nie podniósł się o 2 metry, co spowodowało skruszenie jego fundamentów, a tymczasem baza USN przeniosła się o 20 mi/32 km od Neapolu.



Droga się skończyła, a dr Somma zatrzymał się przed opuszczonym, zdewastowanym przez trzęsienie ziemi budynkiem. Po naszej prawej stronie znajdował się stok, który piął się w górę. Po lewej – dziurę w ziemi i dalej widać dolinę. Jedną dziwną rzeczą jest kolosalny strumień pary wydobywającej się z otworu. Idziemy wąska ścieżką wzdłuż płotu i obserwujemy jak para wiruje na wietrze.



Naraz Tarmac się kończy i żółte i białe wulkaniczne kamienie trzaskają pod nogami jak kawałki suchego chleba. Kilka kroków dalej stajemy przed ścianą z par siarki, która skręca się nad nami w niewidzialne fale siadają w naszych gardłach i nicują nasze żołądki. Wychodzimy wreszcie na miejsce pokryte pumeksem, z kałużami wrzącej, błotnistej wody. Gdzieś tam pod nami magma i woda spotkały się i stworzyły dwutlenek węgla , który przenika przez pumeks i zabija wszelkie życie w najbliższej okolicy.



Powiedziałem Sommie, że jestem rozczarowany brakiem lawy: patrzysz na wulkan i chcesz lawy – to tak jak Martini bez oliwki.

Somma śmieje się.

- To jest jeszcze bardziej niebezpieczne od wypływu lawy – powiada – bowiem mamy tutaj możliwość i ryzyko wystąpienia hydro-magmatycznej erupcji, w której magma spotyka się z wodą i tworzy mieszaninę jeszcze bardziej wybuchową, niż normalnie magma.



Teoretycznie gdyby Pola Flegrejskie eksplodowały, znaczna część metropolii neapolitańskiej zostałaby obrócona w perzynę. Dr Somma wskazuje na to, że teren ten jest dobrze monitorowany, dane spływaja do centrum operacyjnego instytutu w Neapolu. Kamery na podczerwień otaczają cały stary krater Solfatary oraz mierniki mierzą ciśnienie i stężenie CO2. Kiedy one podniosą alarm, to oznacza, że trzeba pakować dzieciaki do samochodu.

- OK. – powiada dr Somma – już pan to zobaczył, a teraz pokaże panu, dlaczego okoliczna ludność nazywa to potworem. Musi pan zobaczyć tego potwora, zanim zasiądzie pan w centrum kontrolnym!



Powracamy do zrujnowanego budynku.

- Od czasów trzęsienia ziemi, potwór rośnie w tym domu!

Ma rację. Tutaj jest potwór. To jest tak, jakby samo Piekło przeniknęło przez fundamenty, rozpychając ciężkie płyty podłogowe i przenikając przez otwory i ściany. Osady z lśniącej, zielonkawej siarki, mszyste wykwity w kolorach czerwonym, zielonym i kobaltowo-niebieskim. Siarkowa para wydobywa się ze skał poniżej i osadza się na ścianach. Szpaki i inne ptaki, które przybyły tu w poszukiwaniu pożywienia, leżały martwe – zatrute przez CO2.



Centrum, to przede wszystkim dwadzieścia ekranów sytuacyjnych podłączonych do różnych przyrządów. Mierniki wysokości pływów pokazują prawdziwą wysokość poziomu dna w Golfo di Pozzuoli, sejsmografy mierzą puls wulkanów wychwytując każdy wstrząs. Linie na monitorach drgają w górę i w dół nawet przy płytkich wstrząsach. W przypadku pojawienia się poważnego „zdarzenia sejsmicznego” – zadaniem de Natale’a jest zebrać dane i doradzić włoskiemu ministrowi spraw wewnętrznych czy ewakuować miasto.



Czy ludzie powinni się tym martwić?



- Zawsze istnieje możliwość erupcji superwulkanu w czasie naszego życia – twierdzi de Natale. – Problem polega na tym, że Neapolitańczycy mają świadomość zagrożenia ze strony Wezuwiusza, ale tylko kilku mieszkańców tego miasta ma pojęcie o istnieniu kaldery lub tego, że cała ta ziemia jest wulkaniczna. W porównaniu z kalderą Wezuwiusz jest karłem i moim zdaniem największe niebezpieczeństwo stanowi właśnie kaldera. Wezuwiusz jest otoczony przez wielu mieszkających tam ludzi, ale nie osiąga to takiego zagęszczenia populacji, jak w Neapolu.



Plan de Natale’a polega na wykonaniu odwiertu na głębokość 2,5 mi/4 km przy pomocy ekipy z International Continental Scientific Drilling Programme – ICSDP i jej InnovaRig – wielofunkcyjnego urządzenia wiertniczego mogącego dokonywać pomiarów ciśnienia i temperatury, pobierania próbek skały i gazu, etc. etc. – w takim przypadku do zbiornika magmy pozostałoby jeszcze jakieś 2 mi/3,2 km… […] De Natale sądzi, że wykonanie takiego odwiertu jest w stanie pomóc mieszkańcom Neapolu uniknąć losu Pompejów.



Monitorowanie aktywności wulkanicznej



Przede wszystkim, po pierwsze: da to uczonym wiedzę o tym, co się tutaj działo w Przeszłości  i o erupcyjnej aktywności kaldery. Po drugie: będą mogli rozwiązać zagadkę, co właściwie spowodowało wypuczenie się terenu wokół Pozzuoli – czy spowodowała to magma, para wodna czy przesuwające się skały?



Po trzecie: dzięki wierceniom będą oni w stanie zmierzyć temperaturę skał i umieścić tam sensory, dzięki czemu będzie można stworzyć model 3D tej części skorupy ziemskiej.



I wreszcie: umożliwi to uczonym zbadanie próbek skał w brytyjskiej naukowej placówce. Jeżeli podnoszenie się gruntu powtórzy się znowu, to będą oni w stanie lepiej zbadać skład chemiczny skał i to, jak będzie się ona zachowywała pod wpływem różnych czynników: ściskania, rozciągania, pękania, itd. itp. w czasie erupcji.



Próbki gleby i skał będą dostarczone do UCL, gdzie Chris Kilburn wprowadzi nowe dane do modeli komputerowych, które ukażą nam warunki w jakich formowała się kaldera i pomoże przewidzieć jej zachowanie erupcyjne w najbliższej Przyszłości.



- Kaldery mają potencjalne możliwości do ogromnych erupcji. Zrozumiemy więc, jakie istnieją zależności pomiędzy kalderą, magmą i gruntem pomiędzy nimi – mówi on. – Pola Flegrejskie są także płaskie. Większość erupcji miała miejsce na czteromilowym terenie. Nie wiemy, czy będzie to po lewej czy po prawej, na północy czy na południu tego terenu. Krótkookresowe ostrzeżenia takie jak serie drgań sejsmicznych albo deformacji skorupy ziemskiej, mogą się wydarzyć na parę dni przed erupcją, a nawet w czasie krótko poprzedzającym erupcję. Oto dlaczego przewidywania zachowania się kaldery są trudniejsze od przewidywania zachowania się wulkanów, których stożek jest widoczny na powierzchni ziemi, a to dlatego, że na dobrą sprawę nie wiemy, gdzie i kiedy dojdzie do ulotu magmy.  



Pozzuoli



Tylko jedna rzecz stanęła pomiędzy 25-osobową ekipą naukowców z ICSDP a pilotującym otworem, który chcą oni wydrążyć, a jest nią naukowiec, geochemik dr Benedetto de Vivo. Posługując się argumentami, które nie są popierane przez większość społeczności naukowej, de Vivo uważa mianowicie, że głęboki na 1700 ft/~566 m otwór pilotujący może wymazać Neapol z powierzchni ziemi, a jego obawy przed katastrofą zostały szeroko opublikowane we włoskiej prasie. Obawiając się publicznego napiętnowania, burmistrz Neapolu odwołał początek wierceń w rejonie Bagnoli czekając na dalsze raporty techniczne. Zapytałem de Vivo, czy naprawdę sądzi, że wiercenia mogą spowodować super-erupcję?

- Wiercenia mogą spowodować eksplozję, a nie erupcję spowodowaną przez nadkrytyczne ciśnienie gazów i może spowodować małe trzęsienie ziemi. To się zdarzało w czasie innych tego rodzaju projektów na świecie.



- Wiercenie spowodowało erupcję wulkanu błotnego Lusi w Indonezji – mówi dr Dougal Jerram z Durham University. – To było bardzo podobne do tego, co wydarzyło się w Zatoce Meksykańskiej. Wiercono tam w skałach poddanych ogromnemu ciśnieniu, co spowodowało erupcję ku powierzchni. Tam to było gorące błoto i woda, a tutaj mamy coś innego. Różnica jest taka, że wiercicie do stopionej skały, która nie powinna wydostać się na powierzchnię. Jeżeli patrzymy na Eyjafjallajökull na Islandii, to widzimy tam instrumenty GPS śledzące wszystko, co się dzieje wokół wulkanu. Ich priorytetowym zadaniem jest ostrzeganie przed erupcją poprzez dokonywanie pomiarów wskazujących, ze magma gromadzi się pod wulkanem i przebija się ku powierzchni, zbiera się płytko pod powierzchnią i jest gotowa do erupcji w każdej chwili. Oczywiście w takim przypadku jak Pola Flegrejskie, priorytetem jest wychwycenie sygnałów na gruncie w celu stwierdzenia rodzaju eksplozji. Niedawno Pola Flegrejskie miały swój okres aktywności – czy mimo tego poszedłby pan wiercić bardzo blisko nich albo na nich? Chyba nie. Ale jeżeli ten system jest bardzo stabilny, tak jak w Solfatara, to jest jasne, że zachodzi tam aktywny proces odgazowania. Widział pan fumarole na powierzchni i pod jakim ciśnieniem wyrywają się z nich gazy. Kiedy otworzy pan butelkę z napojem gazowanym, uprzednio mocno ją potrząsając, to wtedy gaz będzie się wydostawał nie inaczej, tylko wybuchowo.



Uli Harms – kierownik niemieckiej części ICSDP w Poczdamie  - pomagał zaprojektować wiertło, które miało być użyte w drugiej części wierceń w Bagnoli. Pewnego razu Harms wiercił w kierunku niespodziewanej kieszeni magmowej w czasie Projektu na Islandii w 2009 roku. Daleka od stworzenia nowego wulkanu magma w kontakcie z błotem do wierteł zamieniła się w szkliwo wulkaniczne. Twierdzi on, że magma nie może ruszyć do góry, wzdłuż otworu wiertniczego, bowiem wystarczy szklanka wody, by go zakorkować na amen.

– Otwór ma tak małe rozmiary i jest zatkany błotem do wierteł, specjalną mieszanką, która nawilża głowicę wiertła. Nie jest to otwarty otwór, nie może być poszerzony przez magmę do tego stopnia, by wytrysnęła ona na zewnątrz, czy coś w tym rodzaju. Ale dla Neapolitańczyków nie jest jasnym, że wiercenia nie przedstawiają niebezpieczeństwa, prawdziwym zagrożeniem są dwa wulkany: Wezuwiusz i kaldera. Stanowią one największe niebezpieczeństwo.



De Natale jest przekonany, że skoro aktualnie mamy technologię, która pomoże nam zrozumieć aktywność wulkaniczną, to powinniśmy jej użyć: wiercenia powinny się już zacząć.

- Mieszkam w Neapolu – powiada – i jak większość mieszkańców tego miasta nie wyobrażam sobie jego opuszczenia. Ale musimy zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa, które czai się pod naszymi stopami.



Mieszkańcy Pompejów nie mieli takiego luksusu…          

        








* * *



Superwulkan jest jedną z tych rzeczy, której trzeba się obawiać na serio. 70.000 lat temu wybuch superwulkanu Toba omal nie starł z powierzchni Ziemi gatunku Homo sapiens. Potworna erupcja spowodowała poerupcyjną zimę i skażenie atmosfery, które przez długi okres czasu dało znać o sobie i które wpłynęło na Ludzkość tworząc ją taką, jaką teraz jest.



Kto wie, czy właśnie wtedy nie powstało podziemne państwo Agarty, w którym schroniła się część Hominis sapientis przed tym kataklizmem. W tym przypadku azjatyckie legendy wydają się mówi prawdę…



I jeszcze jedno – supererupcja Pozzuoli byłaby kresem cywilizowanego życia w Europie, podobnie jak supererupcja Yellowstone – w Ameryce. A teraz wyobraźmy sobie, że jakiś szaleniec czy terrorysta chciałby to wykorzystać do unicestwienia naszej cywilizacji? No bo wystarczyłoby zdetonować kilka megaton w Golfo di Pozzuoli i czekać, aż poprzez skruszone falami uderzeniowymi i sejsmicznymi skały przeciśnie się magma, której supererupja będzie miała moc tysięcy megaton!



We współczesnym świecie nie jest tak trudno skonstruować bombę A czy H, jak się to powszechnie wydaje. A wariatów, frustratów czy po prostu terrorystów walczących o jakieś brednie tez nie brakuje. I dlatego na miejscu rządów Włoch, USA i Hiszpanii objąłbym szczególną kontrolą tak newralgiczne miejsca, w których tykają geologiczne bomby zegarowe, jak: Yellowstone N.P., Zatokę Pozzuoli oraz wyspę La Palma de Canaria. Bo to są realne zagrożenia. Nie jakieś brednie Gerryli i innych nawiedzonych pomyleńców bredzących coś o kalendarzach Majów, ale właśnie niewidzialna śmierć czająca się tuż pod ziemią…           



Przekład z j. angielskiego –

Robert K. Leśniakiewicz ©