Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UMH. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UMH. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 grudnia 2025

CE0 z UMH w Arizonie

 


Albert Rosales

 

Miejsce: Tucson, AZ

Data: 6.XI.2003 r.

Godzina: wieczór

Opis incydentu:

Gdy świadek (nastolatka) i jej matka wychodziły przez drzwi wejściowe, matka odwróciła się, by zamknąć drzwi, a młoda świadkowa, Sarah A., ruszyła w stronę samochodu. Zbliżając się do samochodu, zaskoczył ją widok ciemnej postaci przypominającej połączenie człowieka i małpy. Stwór kucał, niczym żaba, i skoczył w kierunku świadka, jakby ten go spłoszył. Następnie wydał głośny syk. Ze strachu młoda dziewczyna zamknęła oczy i nie poruszyła się, dopóki nie usłyszała, jak matka ją woła. Matka dostrzegła kątem prawego oka coś uciekającego, ale było zbyt szybkie, by dostrzec jakiekolwiek szczegóły. Świadek opisała dalej stworzenie jako mające ogromne tylne nogi i wygięty, kolczasty grzbiet oraz bardzo duże, przenikliwe oczy.

Dodatek HC

Źródło: Paranormalabout.com. Twoje prawdziwe opowieści, grudzień 2003

Typ: E

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

czwartek, 18 grudnia 2025

CE3 z humanoidami w Pennsylwanii

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Greensburg, Pensylwania

Data: 14 lutego 1981 r.

Godzina: 01:45 EST

Opis incydentu:

17-letnia dziewczyna opiekowała się dziećmi w domu sąsiada, gdy zauważyła obiekt na poziomie dachu, nie dalej niż 15 metrów od niej, unoszący się bezszelestnie z trzema białymi światłami tworzącymi wierzchołki trójkąta równobocznego. Jej zdaniem obiekt był trójkątny i wykonany z ciemnego metalu. Światło najbliższe świadka było znacznie jaśniejsze niż dwa pozostałe, a tuż nad nim znajdowało się przezroczyste okno. Po lewej i prawej stronie przedniej szyby, oddzielone cienkimi, metalowymi przegrodami, znajdowały się dwa okna oplatające boki statku. Bardzo słabe, białe światło, przypominające snop światła latarki, rozciągało się od spodu do ziemi. Dziewczyna powiedziała, że ​​widziała, jak snop światła powoli opadał, aż dotarł do ulicy.

Młoda kobieta powiedziała, że ​​mogła zajrzeć bezpośrednio do środka statku przez przednie okno, gdzie dostrzegła dwie humanoidalne istoty. Opisała je jako osoby o „bardzo dużych głowach, orientalnych oczach, skrzelopodobnych uszach i dwóch otworach zamiast nosa”. Jedna z osób wydawała się siedzieć, a druga stać za deską rozdzielczą. Deska rozdzielcza była biała. Cała scena zdawała się być oświetlona białym światłem. Widoczne były tylko głowa i ręce siedzącej istoty, która obsługiwała kilka elementów sterujących. Na desce rozdzielczej znajdowały się również grupy czarnych i szaro-czarnych, okrągłych elementów sterujących.

Druga osoba była widoczna od pasa w górę i nie miała na sobie koszuli. Miała długą, wąską szyję, szerokie ramiona, gładką białą skórę i normalnie wyglądające ramiona. Istota wyciągała ramiona w przód i w tył nad częścią deski rozdzielczej, na której nie było elementów sterujących. Wpatrywała się w świadka białymi oczami o zmniejszonych źrenicach. Dziewczyna nie była w stanie przypomnieć sobie dłoni ani ust żadnej z osób. Była oczarowana tym dziwnym zjawiskiem i poczuła się zmuszona stanąć na ganku i obserwować przez około 15 minut, zanim niechętnie wróciła do salonu. Następnie zawołała rodziców, żeby przyjechali po nią i małego chłopca. Kiedy jej ojciec przybył o 2:50 nad ranem, obiekt zniknął.

Dodatek HC nr 724

Źródło: Bob Gribble, Mufon Journal nr 274, cytując „The Tribune Democrat”, Johnstown, Pensylwania, 17.04.1981

Typ: A

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

niedziela, 30 listopada 2025

CE0 z małym humanoidem (UMH)

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Dallas, Teksas

Data: Lato 1955

Godzina: późna noc

Opis incydentu:

Pani J. D., wówczas 12-letnia dziewczynka, wyjrzała przez okno swojej sypialni i zobaczyła małego humanoida (wielkości mniej więcej 10-letniego chłopca) w obcisłym, srebrzystym kostiumie. Patrzyli na siebie przez około 5 minut, jego oczy, być może nieco większe niż zwykle, były „przyjazne”. Potem odszedł i zniknął z pola widzenia.

Humcat 1955-29

Źródło: Larry Sessions dla CUFOS

Typ: E

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 21 listopada 2025

CE0 z Yeti w Pamirze

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Góry Pamiru, Kirgistan (ZSRR)

Data: 1982

Godzina: noc

Opis incydentu:

Grupa entuzjastów poszukiwań UMH „Wielkiej Stopy” czyli Yeti albo Ałmasa w Pamirze rozbiła obóz w wąwozie nad rzeką. Podejrzewali, że nieuchwytne stworzenie zamieszkuje okolicę obozu. Podczas nocnej zmiany dwie kobiety z grupy próbowały nawiązać mentalną komunikację ze stworzeniem, życząc mu powodzenia i prosząc o pojawienie się. W odpowiedzi usłyszały dźwięk przypominający trzask łamanego bambusa, przypominający rytm ludzkiej mowy. Nagle pojawiła się potężna postać, która powoli przeszła przez obóz, a następnie zniknęła w krzakach. W tym samym momencie z krzaków wyłoniła się również wysoka, atletyczna postać mężczyzny w obcisłym, ciemnym kombinezonie, która również przeszła przez obóz i zniknęła w tym samym kierunku co potężna, owłosiona postać. Zauważono, że postacie, przemierzając obóz, zdawały się przechodzić przez przeszkody, jakby ich tam nie było, niczym obrazy holograficzne.

Dodatek HC

Źródło: http://zhurnal.lib.ru/k/kizilow_g_i/ufo23072007.shtml

Typ: E

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

czwartek, 20 listopada 2025

CE0 z wodnymi istotami na Krymie

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Góra Ajudah, Krym, Ukraina

Data: 1983

Godzina: rano

Opis incydentu:

Raisa Ignatiuk, mieszkanka nadmorskiej wioski, powiedziała, że ​​jej mąż pewnego ranka wybrał się na ryby i zobaczył kilka dużych „postaci” w srebrnych, opalizujących kombinezonach, pluskających się w wodzie. Dopłynęli w kierunku góry Ajudah, a kiedy do niej dotarli, zanurkowali. Mężczyzna nawet się zaniepokoił, ponieważ pływacy nie wypłynęli, i powiadomił Straż Przybrzeżną.

Cztery miesiące później, członek Straży Przybrzeżnej, Daniło Orłowicz, natknął się na kilka nieznanych stworzeń w morzu podczas żeglowania. Orłowicz nurkował w tym rejonie, gdy nagle zobaczył w pobliżu kilka dużych, humanoidalnych postaci w srebrnych kombinezonach do nurkowania. Ich ruchy różniły się od ludzkich. Ich technika pływania była zupełnie inna, a dodatkowo całe ich ciała, łącznie z głową, były zakryte jednym, jednoczęściowym kombinezonem.

Dodatek do HC

Źródło: https://dzen.ru/a/Y8XMRYLOKgvbZqPn  - Trzymetrowe atlanty z góry Ayu-Dag. Co mówią naoczni świadkowie, którzy spotkali te stworzenia? | BIOsferatum | Zen (dzen.ru)

Typ: E

Uwagi:

Jest to kolejny przypadek obserwacji obecności wodnych UMH w wodach otaczających Krym, a szczególnie w okolicach Ajudahu i znajdujących się tam baz wojskowych – a szczególnie atomowych okrętów podwodnych w Bałakławie, uzbrojonych w SLBM z głowicami nuklearnymi i takież torpedy. To potwierdza zainteresowanie się nimi przez Obcych z hydrosfery naszej planety.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz   

poniedziałek, 11 listopada 2013

CE0 z UMH w Uzbekistanie

Wygląd twarzy UMH z Uzbekistanu - rekonstrukcja


Tahir Ajubowicz Gazijew


W roku 1990 pełniłem służbę wojskową w Uzbekistanie, a dokładniej w Samarkandzie. W marcu nasza jednostka wojskowa została przedyslokowana w góry i mieszkaliśmy w namiotach. Było jeszcze zimno, i grzaliśmy się przy piecykach „kozach”. Obsługiwali je specjalni dyżurni palacze, których obowiązkiem było podtrzymywać ogień i przynosić drewno.


O godzinie szóstej rano, dyżurni (każdy namiot miał swego) musieli pójść do lasu po drewno. Po jakimś czasie, kiedy szliśmy na plac apelowy na apel poranny, usłyszeliśmy naraz dziki wrzask. Nie od razu się zorientowaliśmy, kto krzyczy: ranek był mglisty, że na pięć metrów niczego nie było widać. I nar4az zobaczyliśmy, że to nasz dyżurny palacz Aleksiej biegnie z lasu w stronę obozu z prędkością kozicy. Pomiędzy nim a miasteczkiem namiotowym przepływał górski potok, jego prąd nie był bystry, ale z nóg zbić potrafi… A nasz wojownik z akrobatyczną zręcznością przeskoczył tą przeszkodę. I przez całą drogę nie przestawał krzyczeć.


My doszliśmy do wniosku, że napadły na nas „duchy”, jednakże dobiegłszy do obozu dyżurny krzyknął:
- Niedźwiedź! Niedźwiedź!!!
Podbiegli sierżanci i oficerowie. Wezwali przerażonego żołnierzyka do swego namiotu. A w kierunku, z którego przybiegł żołnierz udał się uzbrojony patrol.


Wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy, kiedy Aleksiej wyjdzie z oficerskiego namiotu. Nie było go jakieś 20 minut. Potem on wyszedł i w towarzystwie sierżanta podszedł do nas. Ale niczego powiedzieć w miarę logicznie nie mógł. Jego wygląd był nieciekawy: blady, trzęsący się, a nawet zapłakany. Nie odpowiadał na żadne pytania, którymi go zarzuciliśmy. W tym samym czasie powrócił patrol. Żołnierze nikogo i niczego nie znaleźli, poza porzuconą przez palacza czapką.


Dopiero po śniadaniu nasz palacz był w stanie cokolwiek powiedzieć o tym, co mu się przydarzyło:

W okolicach obozu praktycznie nie było już drewna, więc Aleksiej zdecydował się pójść dalej w głąb lasu. Przeskoczył przez strumień, a potem poszedł krętą ścieżką na stoku górskim i zbierał chrust. Naraz zauważył we mgle jakąś stojąca postać. Sądził, że jest to taki sam dyżurny, który wybrał się po chrust z obozu i poszedł mu na spotkanie. Już zamierzał go okrzyknąć i zrobił kilka kroków w jego stronę. Kiedy przyjrzał się dokładniej swojemu „konkurentowi”, to literalnie osłupiał. Ten ktoś, kto stał przed nim miał co najmniej 3 m wzrostu. Jego ręce były długie, głowa jak dynia. Twarz Obcego była jakby ludzka, ale w kolorze srebrzysto-szarym. Czy miał on usta, tego Aleksiej nie zapamiętał. Ale nade wszystko dyżurnego palacza poraził widok jego oczu tego stworzenia. Miały one rozmiar jaj kurzych, wypukłe i bez źrenic.
- Czarne-czarne, nieprzenikniona czerń. I nie mrugają! – opowiadał później.
On twierdził, że gdyby wtedy spojrzał w oczy tego stworzenia, to z całą pewnością by umarł ze strachu. Ale to spotkanie trwało zaledwie kilka sekund, po których Aleksiej odwrócił się i dał nogę, że omal w tej mgle nie skręcił karku. Dlaczego krzyczał „Niedźwiedź! Niedźwiedź!!!” tego on sam nie pojmował…


Co to było za stworzenie? Yeti, górski duch czy przybysz z Kosmosu?


Moje 3 grosze


W ufologii coś takiego określa się jako Bliskie Spotkanie Zerowego Rodzaju z Nieznanym Tajemniczym Humanoidem – czyli CE0 z UMH. CE0 polega na tym, że spotyka się nieznanego Kogoś czy Coś (bo nie mam pewności, że mamy do czynienia z żywymi istotami, a np. z automatami czy neuromatami) bez obecności Nieznanego Obiektu Latającego. Oczywiście mógłby to być na upartego Kosmita, to też jest możliwe. Ale z drugiej strony wcale to nie jest takie oczywiste, że ten UMH pochodził akurat z obcego układu planetarnego. Wysoki wzrost mógł być spowodowany znanym efektem tego, że „strach ma wielkie oczy”.  Oczywiście ten żołnierzyk mógł ocenić prawidłowo wzrost tego humanoida, ale to akurat nie jest w tym rzecz.


To nie był typowy Szarak, ale istota wysoka, humanoidalna. Tak jak Yeti czy Ałmasny. Kryptyda znana i poszukiwana od lat na co najmniej trzech kontynentach. Szczególnie interesujące są jego oczy. Właśnie one. Zasłonięte czarnymi filtrami przeciwsłonecznymi. Takie ciemne filtry przepuszczają także promieniowanie podczerwone – ten UMH mógł widzieć w ciemnościach i nie tylko – także w zadymieniu, we mgle… Podobnie jak istoty, które przedstawiają japońskie figurki gangu i dogu. Taka istota mogłaby zamieszkiwać tam, gdzie nie ma promieniowania słonecznego. W podziemnym świecie  Agharti.


Nie zapominajmy, że wydarzenie to miało miejsce właśnie w Azji Środkowej, gdzie krążą legendy o podziemnym świecie zamieszkałym przez istoty ludzkie o wysokiej wiedzy. Wedle legend, Agharta istnieje już co najmniej od 60.000 lat. A ja stawiam osobiście na 70.000 – od czasu supererupcji superwulkanu Toba. Ale to już zupełnie inna historia.


Tekst i ilustracja – „Tajny XX wieka” nr 27/2013, s. 25
Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –

Robert K. Leśniakiewicz ©     

sobota, 17 sierpnia 2013

Rosyjskie Bliskie Spotkania z wodnymi UMH



Paul Stonehill


Teren pozostający pod wojskową jurysdykcją, gdzie służył Sztejnberg, miał ogromny zbiornik wodny – Oziero Sarezijskoje (w Pamirze) – rozległe na kilometr i głębokie na pół kilometra. Sarezkie jezioro jest widoczny dla ludzi znajdujących się w POWT - punkcie obserwacji wzrokowo-technicznej w górach Pamiru – a chodzi o śledzenie amerykańskich satelitów z programu SDI przez Rosjan). Superdokładne instrumenty i urządzenia radzieckich pododdziałów (które aktualnie dokonują tego śledzenia) wielokrotnie rejestrowały pojawianie się w wodach Sarezijskiego Oziera podwodnych, dyskokształtnych obiektów, ich wynurzanie się na powierzchnię i nurkowanie w głębinach.

Kartoteki Rosyjskiego Centrum Badań Ufologicznych (RCBUFO) zawierają o wiele więcej informacji o rosyjskich obserwacjach UAO/USO, w tym oświadczenia i relacje oficerów floty wojennej i meldunki wywiadu. Najbardziej interesujące informacje zostaną opublikowane w książce Paula Stonehilla i Philipa Mantle’a, i można bezpiecznie stwierdzić, że Rosjanie mieli i mają do czynienia z Obcymi Istotami ukrywającymi się w ich wodach. RCBUFO ma cały zbiór tego rodzaju podwodnych obserwacji. Tajne dossier Radzickiej/Rosyjskiej Floty zawierają najbardziej dokładne informacje o obserwacjach USO. Radzieccy badacze wojskowi są – podobnie jak i ich zbiory – w głównej mierze niedostępne, nawet po upadku ZSRR, ale mimo tego udało mi się zebrać nieco ciekawych informacji.


Okręty podwodne


Pan Krapiwa, który mieszka na Ukrainie, posługuje się wieloma relacjami przekazanymi przez weteranów-podwodniaków, oficerów służących na radzieckich atomowych okrętach podwodnych. Oni służyli na radzieckiej/rosyjskiej Dalekiej Północy w tamtejszych bazach lub w tajnych instalacjach marynarki. Relacje te czasami wahają się pomiędzy konkretnymi prezentacjami a opowiadaniami lub legendami miejskimi. Np. epizody, w których radzieccy sonarzyści namierzali na wielkich głębokościach dziwne cele.

Ich okręty podwodne były ścigane przez inne „okręty”. Ścigający zmieniali swoją prędkość jak chcieli – szybkości, które były o wiele większe niż jakiegokolwiek ówczesnego statku na świecie. Kmdr por. Oleg Sokołow poufnie poinformował studentów, że kiedy służył on jako oficer nawigacyjny, to zaobserwował przez peryskop start spod wody jakiegoś NOL-a. Nie był on w stanie zidentyfikować go, bowiem widział to przez system optyczny peryskopu. Ten podwodny „start” miał miejsce w latach 60. XX wieku.


Sewastopol


Kilka lat temu, W. W. Kapiwa spotkał się z prof. Korsakowem z Uniwersytetu Odesskiego. Profesor opowiedział mu o rozmowie, jaką odbył on ze swoim przyjacielem, oficerem marynarki wojennej, który służył w bazie Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu. Otóż ten oficer w latach 50. osobiście widział UFO. Obiekt ten wyskoczył z wody za rufą krążownika. Ów oficer był pod wrażeniem, kiedy obiekt ten wynurzył się na powierzchnię z głębin Morza Czarnego. Profesor Korsakow ma nawet zdjęcie tego obiektu.


Relacje naocznych świadków


W sierpniu 1965 roku, załoga statku SS Raduga płynącego na Morzu Czerwonym, zaobserwowała niezwykły fenomen. W odległości około 2 mn/3,7 km od statku z morza wynurzyła się czerwona kula i zawisła nad powierzchnią wody oświetlając ją. Miała ona 60 m średnicy i wisiała nad powierzchnią morza na wysokości 150 m. Z morza podniósł się ogromny słup wodny, kiedy kula podniosła się z wody i zanurzyła w chwilę później.

W grudniu 1977 roku, nieopodal wyspy New Georgia (Archipelag Wysp Salomona, Pacyfik), załoga trawlera MS Wasilij Kisielew także zaobserwowała coś niezwykłego. Z wody wyleciał pionowo w górę NLO w kształcie pączka (torusa), którego średnica wynosiła 300 – 500 m. obiekt zawisł na wysokości 4-5 km nad powierzchnią oceanu. Radiolokator statku natychmiast przestał działać. UFO wisiał nad akwenem przez trzy godziny, a potem naraz znikł.

Tymczasem inne oświadczenie Aleksandra G. Głoby – marynarza z MT Gori – radzieckiego tankowca – zostało opublikowane w odesskim magazynie „Zagadki Sfinksa” nr 3/1992. W czerwcu 1984 roku, MT Gori znajdował się na Morzu Śródziemnym, 20 mn/37 km na wschód od Cieśniny Gibraltarskiej. O godzinie 16:00 Głoba miał wachtę. Wraz z nim był tam II oficer S. Bołotow. Oni stali na lewym skrzydle mostku kapitańskiego, kiedy naraz obaj ujrzeli dziwny, wielokolorowy obiekt. Kiedy NOL był za rufą, to naraz się zatrzymał. S. Bołotow w podnieceniu potrząsał swoją lornetką i wołał: To jest latający spodek! Prawdziwy latający spodek! O Boże! Szybko, szybko – patrzcie!!!
Głoba spojrzał przez swoją lornetę i zobaczył gdzieś za rufą unoszące się UFO, który przypominał mu obróconą miednicę.

UFO był szarego koloru z metalicznym połyskiem. Część dolna tego pojazdu miała precyzyjnie okrągły kształt i średnicę nie więcej niż 20 m. wokół dolnej części Głoba zauważył „fale” „protuberancji” na jej zewnętrznej powierzchni. Poza tym na podstawie dysku znajdowały się dwa pół-dyski, mniejszy na górnej stronie, które powoli wirowały w przeciwnych kierunkach. Na obwodzie dużego dysku Głoba zauważył wiele jaskrawo świecących koralikowych świateł. Uwaga marynarza była skupiona na spodniej części obiektu. Wyglądała ona jakby była wypolerowana i gładka, jej kolor przypominał żółtko jajka, a pośrodku jej Głoba zauważył okrągłą plamę. Na krawędzi spodu UFO, który był doskonale widoczny, znajdowało się coś w kształcie rury. To świeciło nienaturalnie różowym kolorem i wyglądało jak neonowa lampa. Szczyt górnej części dysku był ukoronowany czymś w kształcie trójkąta. To wyglądało jakby poruszało się w kierunku ruchu dolnej części, ale nieco wolniej. Naraz NOL podskoczył kilka razy tak, jakby znajdował się na niewidzialnej fali. Na jego spodniej stronie świeciło się wiele światełek. Załoga MT Gori usiłowała zwrócić na siebie uwagę używając lampy sygnalizacyjnej. W tym czasie kapitan tankowca Sokołowskij znajdował się na mostku. Kapitan i II oficer intensywnie obserwowali obiekt. Jednak uwagę UFO przyciągnął inny statek, który zbliżał się od strony portu. Był to jakiś arabski masowiec, który szedł do Grecji.

Arabowie potwierdzili to, że NOL zawisł nad ich statkiem. Po kilku minutach UFO zmienił kierunek swego lotu, skręcił w prawo i powoli zwiększając prędkość odleciał ostro w górę. Radzieccy marynarze patrzyli jak się wznosi i znika za chmurami od czasu do czasu odbijając słoneczne promienie. Naraz NOL rozbłysnął gwałtownie jak iskra i znikł błyskawicznie.


Historia


Najwcześniejsza wzmianka o ogromnych istotach (przypominających „pływaków” Sztajnberga) pochodzą z wczesnych lat na początku XX wieku. Kilku chłopców w Gruzji (dawna carska Rosja) odkryli jaskinię wewnątrz góry, pełną humanoidalnych szkieletów. Każdy ze szkieletów mierzył 3 m długości. Aby dostać się do jaskimi, chłopcy musieli zanurkować w jeziorze. Grigorij Papaszwili i jego zona przypominają ten incydent w książce pt. „Anything Can Happen”, Nowy Jork, St. Martin Press 1925.

Władimir Gieorgijewicz Ażaża – dzisiaj jest prominentną postacią w Rosyjskim Towarzystwie Ufologicznym (RTU). Ale nie zawsze był on ufologiem, i zanim nim został to ściągnął na siebie gniew Partii Komunistycznej, która tępiła tych, którzy badali niewygodne tematy. Z pomocą wysoko postawionych grubych ryb z Floty mógł on wydrukować swój artykuł na temat Trójkąta Bermudzkiego w czasopiśmie „Nauka i Żyzń” – renomowanym radzieckim magazynie popularno-naukowym. Ponadto był on badaczem morza, który przy wielu okazjach, badał głębiny Oceanu Atlantyckiego z pokładów radzieckich okrętów podwodnych (w których wiele urządzeń było zaprojektowanych przez niego).

Inni radzieccy mainstreamowi badacze morza w ogóle nie poruszają takich drażliwych tematów. Jeżeli idzie o jego prace, to posiłkował się dwoma źródłami: Charlesa Berlitza „The Bermuda Triangle” – w której wspomina się o UFO (nie mógł on znaleźć innej książki w bibliotekach), zaś drugim źródłem był wiceadm. J. W. Iwanow – szef wywiadu Marynarki Wojennej. Ażaża odkrył, że wywiad marynarki wojennej od dawna uważał UFO za przedmiot poważnego dochodzenia. Ale te nowe odkrycie postawiło go na bardzo cienkim lodzie. Jego wysiłki dokonane w celu studiowania i promocji ufologii postawiły go na cel krytyki oficjalnej nauki i funkcjonariuszy partyjnych. Jego nazwisko zostało obsmarowane przez radzieckie media, a jego prace ocenzurowane. Jego wykłady zostały odwołane. Zwolniono go z kilku miejsc pracy i zabroniono publicznego zabierania głosu. Jego przyjaciele z marynarki pomogli znaleźć mu nową pracę, i pisać o UFO dla ich praktycznego użytku. W swej broszurze „UWAGA: UFO!” stwierdził, że fala UFO z 1989 roku cały czas trwa w 1991, kiedy ja wydano, i jest odpowiedzialna za to, że to ona zmiotła ideologiczne i cenzorskie bariery, które postawiono przed ufologią w ZSRR. Ale właśnie dlatego, przez te dekady milczenia, ludzie nie są przygotowani na fenomen UFO. Tak więc pomógł on zorganizować SOYUZUFOCENTER w celu promocji naukowych badań tego fenomenu. To właśnie przełamało zmowę milczenia w AN ZSRR, ponieważ wielu jej członków zaczęło się tym zajmować, właśnie dzięki działalności Ażaży.

Radziecki historyk i znany pisarz A. Gorbowskij, aktualnie mieszkający w Wielkiej Brytanii, opublikował książkę zatytułowaną „Enigmas of Ancient History” we wczesnych latach 70. Dla wielu ludzi w Związku Radzieckim ta książka stała się wstępem do zakazanego świata ufologii, paleokontaktów (rosyjski termin brzmi antyczna astronautyka) oraz tajemnic antycznej historii. Gorbowskij wspomina incydent, który miał miejsce w antycznych czasach na Morzu Śródziemnym, gdzie ludzie zaobserwowali dziwny podwodny pojazd poruszający się na powierzchni morza z ogromną prędkością. Obiekt ten wyskoczył potem z wody i szybko znikł.

B. Borowikow od lat polował na rekiny w Morzu Czarnym, jednakże wydarzyło się coś, co położyło kres jego hobby. Nurkując w rejonie Anapy zanurzył się na głębokość 8 m i ujrzał ogromne istoty wynurzające się z głębin. Były one mlecznobiałe, z ludzkimi twarzami i z rybimi ogonami. Osobnik prowadzący grupę zauważył Borowikowa i zatrzymał się. Miał on ogromne, wyłupiaste oczy w okularach. Dwa inne UMH dołączyły doń. Ten pierwszy pomachał rękami, palce u jego dłoni były spięte błoną pławną. Cała trójka podpłynęła do nurka na niewielką odległość. Potem oni się obrócili i odpłynęli. Opowiadanie Borowikowa opublikowano w „XX wiek: Kronika niewyjaśnionego” (Moskwa 1996)

D. Powalijajew uprawiał paralotniarstwo nad Kawgołowem (Leningradskaja Obłast’) we wczesnych latach 90. Znajduje się tam kilka jezior i w jednym z nich nasz paralotniarz zauważył trzy wielkie „ryby”. Zniżył lot i mógł wyraźnie rozróżnić „pływaków” w srebrzystych kostiumach. Wspomniał potem ten epizod w swej książce „Lietuczij Gollandets” (1995). Było tam wiele obserwacji UFO nad tymi obszarami.


Źródło: Paul Stonehill, Russian Ufology Research Center, P.O.Box 571951 Tarzana, Rosja


Przekład z j. angielskiego –

Robert K. Leśniakiewicz ©           

piątek, 2 sierpnia 2013

Człekokształtny UMH w Japonii?



Kiyoshi Amamiya


Stworzenie to nazywa się Hibagon i według relacji wielu świadków widziano je w Japonii w latach 70.na terenach Prefektury Hiroszima, w paśmie górskim Hiba. Nazwa istoty Hibagon  bierze się właśnie od nazwy góry Hiba, gdzie zauważono je po raz pierwszy.


Rysopis tego stworzenia


UMH[1] jest podobny do dużej małpy i porusza się na dwóch nogach. Jego ciało jest pokryte czarnym gęstym włosem w kolorze czarnym lub brązowym. Twarz tej istoty ma kształt odwróconego trójkąta równoramiennego kątem w dół. Oczy stworzenia są duże. Wzrost 1,5 m, postać tęga, istota ta wydawała się być osobnikiem dorosłym. Masa ciała tej istoty została oszacowana na 85 kg. Długość stopy tej istoty wynosiła 27 cm. Istota ta chodząc powłóczyła jedną nogą. Najprawdopodobniej była samotna.

Widziano ją po raz pierwszy w dniu 20 lipca 1970 roku. W dniu 18 sierpnia 1974 udało się wykonać jej zdjęcie. Spotkania z tym UMA zakończyły się w październiku 1974 roku i już nigdy nie zaobserwowano tej istoty więcej na tym terenie i w Japonii.


Wpływ na społeczeństwo


Sytuację uznano na tyle poważną, że Urzędzie Miejskim miasta Hibagun Saijo (Prefektura Hiroszima) powołano specjalnego doradcę ds. małp w kwietniu 1971 roku, który pełnił swą funkcję do marca 1975 roku po tym, jak stwierdził on, że "Hibagon nie zagraża bezpieczeństwu publicznemu".


Hipoteza robocza


Istnieje możliwość, że tym nieznanym UMA był niedźwiedź himalajski [Niedźwiedź himalajski, albo tybetański, albo księżycowy, lub obrożny - Ursus thibetanus lub Selenarctos thibetanus – gatunek drapieżnego ssaka z rodziny niedźwiedziowatych, blisko spokrewniony z baribalem. Żyje w lasach na terenach górzystych (do 4 700 m n.p.m.) od zachodniej (Afganistan) do wschodniej (wschodnie Chiny) oraz w południowo-wschodniej Azji. Niedźwiedź ten ma czarne długie futro z wyraźną białą plamą na piersi w kształcie litery V, często kojarzonej z kształtem księżyca - stąd nazwa niedźwiedź księżycowy. Dorasta do 130-190 cm długości. Jest trochę mniejszy od niedźwiedzia brunatnego i polarnego. Samiec na ogół jest większy od samicy i waży przeciętnie 100-218 kg (samice 50-125 kg). Jest zwierzęciem wszystkożernym. Zjada owoce, bambusy, bezkręgowce, miód i mięso. W czasie chłodniejszych zim zapada w sen zimowy. Gatunek posiada grzywę u obu płci ale samiec ma bujniejszą. Uważany za agresywnego. Częste ataki na ludzi, nierzadko zakończone śmiercią ofiary są prawdopodobnie wynikiem nakładania się terytoriów człowieka i niedźwiedzia. Prowadzą życie samotników, kojarząc się tylko w okresie godowym. Ciąża trwa ok. 7 miesięcy, po których samica rodzi 2-4 młodych. Młode towarzyszą matce przez dwa lata. Niedźwiedzie himalajskie żyją ok. 25 lat – Wikipedia] widziany w niesprzyjających warunkach obserwacji - mgła, gra świateł i cieni, zadymienie, itd. itp. Istnieje także możliwość, że był to makak japoński (Macaca fuscata – małpa wąskonosa z rodziny makakowatych. Żyje na Wyspach Japońskich, oprócz Hokkaido. Zwierzę znane jest ze swych zdolności uczenia się. Występuje w japońskiej mitologii, literaturze i sztuce. Rysopis: długość ciała: 47–60 cm; długość ogona: 7–12 cm; masa ciała: samce 11 kg, samice 9 kg; ciąża: 170–180 dni; liczba młodych w miocie: 1; dojrzałość płciowa: 3,5–4 lata; pożywienie: liście, owoce, owady; długość życia: 19 lat (w niewoli); oczy umiejscowione z przodu twarzy (są najdoskonalszym zmysłem makaka); nos wąski, skierowany ku dołowi. Twarz czerwona, pozbawiona owłosienia. Dłoń pięciopalczasta. Futro gęste, barwa sierści przechodzi od szarobrązowej do oliwkowobrązowej. Ulubionym siedliskiem makaków jest las tropikalny, liściasty i iglasty. Występują w Honsiu, Kiusiu, Sikoku i Yakushimie. Makaki japońskie zażywające kąpieli. Małe makaki zażywają rozgrzewających kąpieli w ramionach matek. Ulubioną zabawą młodych zwierząt są skoki do gorącej wody. Małpy chętnie bawią się śniegiem. Potrafią lepić z niego kulki o średnicy 60 milimetrów i rzucać nimi jak piłką. Zimą często posilają się korą drzew liściastych, igliwiem i opadłymi orzechami - Wikipedia)


Informacja dodatkowa dla Kolegów na całym świecie


Wraz z moją żoną wspiąłem się na górę Ookunimi (498 m n.p.m.) w dniu 17 września. Podjechaliśmy najpierw w okolice góry samochodem, a potem wspięliśmy się na nią i spędziliśmy na niej trochę czasu. Nieopodal jej szczytu znajdowała się jeden wielki monolit skalny i sześć mniejszych kamieni. Monolit ten jest specjalnie traktowany przez Japończyków i ma on związek z ich wierzeniami związanymi ze zstąpieniem Boga na ziemię. Jest on zwany przez ludzi Iwakura - co po japońsku znaczy "skalne siedzenie", "wyniesione siedzenie" czy "skalny tron". A teraz moje przypuszczenie - te kamienie pokryte są słomianymi festonami i połączone ze sobą sznurem uplecionym z trawy. Istnieje legenda, że Oświecony usiadł na tej skale, a ludzie nazwali ją potem Świecącą Skałą - po japońsku Toumyou-Iwa. Historia opowiada też, że na pewnym statku zagrożonym zatonięciem w czasie sztormu, załoga dostrzegła jasne swiatło i skierowała swój statek w kierunku lądu, gdzie udało się osadzić go na skałach i zapobiec katastrofie.

Tenri, 18.09.2009 r.








Z ostatniej chwili:


Japonia: niedźwiedź zaatakował turystów

W centralnej Japonii czarny niedźwiedź zaatakował grupę turystów. Dziewięć osób doznało obrażeń - podają niedzielne media tokijskie.
Do wydarzenia doszło w sobotę w rejonie położonego w górach miasta Nyukawa, 230 kilometrów na zachód od Tokio.
Zwierzę wyłoniło się z lasu i bez powodu zaatakowało grupę ludzi, odpoczywających na parkingu autobusowym. Później niedźwiedź wdarł się do sklepiku z pamiątkami - tam został zastrzelony przez sprowadzonego myśliwego.
Tego typu przypadki w Japonii należą do rzadkości. Droga, na której doszło do ataku, jest uczęszczana głównie przez turystów - pozostaje otwarta wyłącznie w lecie i to tylko dla licencjonowanych autokarów i taksówek. Rejon Nyukawy znany jest z pięknych widoków. (Onet.pl, 2009-09-20)
        
A więc jednak to był chyba zwykły miś. Szkoda tylko, że go zastrzelono. Nie można go było uśpić i po prostu wywieźć w inne okolice? Przypomina mi się smutna historia Kuby Kondrackiego i Magdy Roztoczanki - niedźwiedzi tatrzańskich, które zapłaciły najwyższą cenę za konfrontację z człowiekiem. 

Czy wydarzenia te mają jakiś związek z tymi, które sygnalizowano nam z rejonu Tatr Polskich, gdzie w sierpniu br. ponoć widziano i sfilmowano UMH kojarzącego się z Yeti? Być może przeżywamy "falę" kolejnego fenomenu, lub - co jest o wiele bardziej prawdopodobne - wraca moda na obserwacje UMA w rodzaju Yeti czy Nessie, bo mediom przejadły się już UFO i kręgi zbożowe, więc na gwałt potrzebny był kolejny temat do wakacyjnych wydań bulwarówek, więc trzeba było reanimować Yeti...

Przekład z j. angielskiego -
Robert K. Leśniakiewicz © 



[1] Unknown Mysterious Humanoid – nieznany, tajemniczy humanoid. 

wtorek, 16 lipca 2013

Straszydła z podziemnych labiryntów



Okolice Cusco obfitują w fantastyczne skałki pomiedzy którymi znajduja sie wejścia do tajemniczych tuneli...


Valdis Pejpińš


W hiszpańskiej jaskini Altamira znaleziono rysunki zwierząt. Ich wiek wynosi ponad 10.000 lat. Szczególne kontury ścian jaskini były wykorzystywane przez dawnych malarzy dla uzyskania efektu 3D!

Trudno jest znaleźć naród, u którego nie byłoby bajek, legend, podań, opowieści o stworzeniach, które zamieszkują mroki podziemi. Czegóż tam nie było!? Byli tam nagowie z indyjskich mitów, cudaki i żmije z rosyjskich baśni, Fomorianie z podań irlandzkich… Wszyscy oni kiedyś tam musieli opuścić powierzchnię Ziemi i pójść w mroki planetarnego podziemia. Jaskiniowe trolle, gnomy, koboldy, gobliny – długo można by wyliczać mieszkańców podziemi. Wszystkie te tajemnicze istoty posiadały tajemną wiedzę i uprawiały dziwne rzemiosła. Odnoszenie się ich do ludzi było raczej wrogie.


Zagadkowe Chincanas


Całe systemy podziemnych tuneli znajdują się w różnych stronach świata: pod pustyniami Sahary, w Pakistanie, w Ałtaju i w Wyspie Wielkanocnej. Ale najwięcej opowieści o nich krąży w Ameryce Południowej. Jeszcze znany angielski podróżnik Percy Fawcett poświęciwszy swoje życie poszukiwaniom legendarnego Eldorado, wspominał w swych książkach o podziemnych tunelach w okolicach wulkanów Popocatepetl, Inlacuatl (Meksyk) i w rejonie góry Mt. Shasta (CA, USA). W Peru wiele mówi się o tajemniczych i mających najgorszą reputację jaskiniach Chincanas, które – jak się uważa – biorą swój początek w okolicach miasta Cusco.

Jeszcze w XVI wieku, wspominali o nich zakonnicy jezuici, przygotowujący miejscową ludność do przyjęcia chrześcijaństwa. Ojciec Martin de Moyia pisał:
Wielka jaskinia pod Cusco, przechodząca popod całym miastem, połączona jest z tunelami, które prowadzą w kierunku Sacsahuamanu (gigantyczny, megalityczny pomnik – przyp. aut.)[1] a potem podziemny system biegnie dalej spuszczając się w dół wzgórza poprzez Santo Christobal i dochodzi do miasta Santo Domingo. Tak więc być może w ten właśnie sposób Inkowie mieli drogę odwrotu i ucieczki w przypadku nagłego najazdu.

Podobnie o chinkanas donosi o. Garciaso de la Vega:
Labirynt składał się z ogromnych podziemnych ulic, a także pieczar z absolutnie jednakowymi wejściami. System ten okazuje się być tak złożonym, że nawet najodważniejsi poszukiwacze nie odważyli się wchodzić do niego bez zwoju liny, której koniec uwiązywano u głównego wejścia. Niektórzy twierdzą, że tunele wiodą w samo serce Andów, ale gdzie jest ich koniec – tego nie wie nikt.


Rezerwat Repiloidów?


Legendy peruwiańskich Indian głoszą, że w głębinach Chincanas mieszkają tajemnicze ludzie-gady, a także iż w tych jaskiniach składali swoje skarby Inkowie. W XX wieku zginęło tam kilkunastu awanturników. Wydostać się stamtąd udało się niewielu, a ci „szczęśliwcy” postradali rozum na zawsze… Z ich bezładnych opowieści można było zrozumieć, że w głębinach Ziemi oni spotkali się z dziwnymi stworzeniami podobnych jednocześnie do człowieka i jaszczura.

Kilka peruwiańskich ekspedycji na zawsze pozostały w głębinach Chincanas w latach 20. XX wieku. W roku 1952 chciała je zbadać międzynarodowa grupa naukowców złożona z amerykańskich i francuskich specjalistów. Archeolodzy nie zamierzali zatrzymywać się tam na długo i wzięli ze sobą żywność tylko na 5 dni. Jednak z 7 uczestników ekspedycji po 15 dniach pobytu w podziemiach wyszedł z nich tylko jeden Francuz – Philippe Lamonter. Był on bardzo wyczerpany i niemal niczego nie pamiętał, a na domiar złego stwierdzono u niego symptomy dżumy dymieniczej. Zeznał on, że jego towarzysze wpadli w bezdenną przepaść. Władze obawiając się epidemii dżumy, zablokowały wejście do podziemia żelbetową płytą. Lamonter zmarł po 10 dniach, ale został po nim znaleziony przez niego pod ziemią kaczan kukurydzy wykonany z czystego złota!

Kilka lat temu, dr Raul Rius Senteno – znany badacz kultury inkaskiej spróbował powtórzyć trasę zaginionej ekspedycji. Jego grupa wyposażona w najnowszą aparaturę badawczą weszła w podziemia z zapomnianej świątyni, położonej o kilka kilometrów od Cusco. Z początku natknęli się na kręty tunel podobny do ogromnego szybu wentylacyjnego. Jego ściany nie odbijały promieni IR, co mówiło o dużym stężeniu glinu w ich składzie chemicznym. Kiedy tunel zwęził się do średnicy 90 cm, archeolodzy zdecydowali się powrócić.

Z Chincanas są związane najdziwniejsze fantastyczne hipotezy, i tak np. niektórzy badacze w oparciu o opowiadania Indian o ludziach-jaszczurach sądzą, że ten rozgałęziony system podziemnych korytarzy stał się schronem dla rozumnych potomków dinozaurów – Dinozauroidów. Jakoby niewielki dinozaur – Stenonychozaur vel Troodon – żyjący na naszej planecie 70 MA temu, powoli przekształcił się w istotę rozumną, swą morfologią i intelektem przypominający ludzi współczesnych. Ów Dinozauroid mógł spokojnie przeżyć kilka epok lodowcowych właśnie znajdując się pod ziemią.[2] W rezultacie czego pojawiła się cywilizacja Dinozauroidów, co wyjaśnia wiele znalezisk w Chincanas, jak np. dziwne ślady w starych skałach. Wersje tą doskonale potwierdzają tzw. Kamienie z Ica na których narysowano ludzi w towarzystwie wielkich gadów.[3] Tak czy inaczej, podziemia budował ktoś poruszający się w postawie wyprostowanej – wszak tam występują schody!


Zagadkowe miasta


Coś równie zagadkowego występuje w Chile. W tym kraju, w 1972 roku pracowała grupa radzieckich geologów pod kierownictwem Nikołaja Popowa i Jefima Czubarina. Kiedy badali oni znajdującą się 40 km od miasta Chiquano[4] kopalnię miedzi, porzuconą w 1945 roku, to jakoby odkryli ogromną bramę przełamaną od środka. Wszedłszy do tunelu, geolodzy ujrzeli dziwny ślad – jakby ogromny wąż wpełznął w głąb ziemi. Przeszedłszy jeszcze jakieś 30-40 m geolodzy zobaczyli owalny otwór wysoki na 1,5 m, uchodzący gdzieś w głębiny ziemi. Ciekawe jest to, że jego powierzchnia była pokarbowana. Zszedłszy niżej po karbowanym spągu, radzieccy geolodzy znaleźli dziwne miedziane bryły w kształcie i rozmiarach strusich jaj. Nie chcąc kusić losu, powrócili na powierzchnię. Potem rozmawiając z miejscowymi usłyszeli oni opowieści o strasznych wężach z ludzkimi głowami, które czasami wypełzają z tego szybu.

Opowieści o takich stworzeniach krążą także po Australii. Tam Ludzie-węże zamieszkują w okolicach tzw. „czarnych gór”. Tak nazywają się wielkie nasypy z czarnych głazów. Według słów Aborygenów, wszyscy próbujący dostać się do środka „czarnych gór”, przepadali tam na zawsze. Nieszczęśnicy ci byli porywani do podziemnych miast Ludzie-węże.

Podania o podziemnych miastach, wybudowanych przez Ludzi-jaszczurów ponad 5000 lat temu, opowiada się wśród północnoamerykańskich Indian Hopi. Jedno z podziemnych miast Dinozauroidów znajduje się ponoć pod dzisiejszym Los Angeles. W 1934 roku pewien amerykański geofizyk odkrył pod miastem system jaskiń, w których – według wskazań przyrządów – znajdowały się niezmierne zasoby złota. Z początku władze dały uczonemu zezwolenie na wykopki, ale po przemyśleniu sprawy cofnięto mu zezwolenie, natomiast sam geofizyk znikł w tajemniczych okolicznościach…


Potwór z rostowskich katakumb


Do tego przez cały czas różni ludzie poszukują tajemniczych tuneli i zamieszkujących je istot. I wcale nie muszą szukać daleko. Istnieją stworzone sztucznie podziemia, w których mają miejsca straszne i dziwne zdarzenia i incydenty, np. w jaskiniach Kobiakowa – grodziska w okolicach Rostowa nad Donem i pod samym Rostowem. Tunele, groty i jaskinie biegną nie wiadomo dokąd na odległość wielu kilometrów, zaś na głębokości 400 m pod miastem znajduje się wielkie podziemne jezioro!

Krajoznawcy twierdzą, że jeszcze w przeszłości, mieszkańcy powstałego w czasach Cesarstwa Bosporskiego miasta Kobiakowa składali ofiary z ludzi jakiemuś smokowi, który wypełzł spod ziemi. W 1437 roku przebywała tam wyprawa kupców weneckich, którą dowodził Jozafat Barbaro – przedstawiciel starego rodu zajmującego się okultyzmem od pokoleń. Wenecjanin ten poszukiwał w tutejszych nekropoliach jakichś dawnych artefaktów albo śladów „krwawych świętych”, a zatem reptoida Lucyfera czy jakiegoś innego ducha nieczystego. A jeszcze 200-300 lat temu ziemię rostowską w tym samym celu odwiedził pewien „jezuicki zwiadowca” podający się za kupca. Czy ci „archeolodzy” znaleźli cokolwiek – tego nie wie nikt…

Jaskinie te do dziś dnia są uważane za niedobre miejsca. Miejscowi, kiedy mowa schodzi na te podziemia, odradzają ciekawskim wchodzenia do nich nawet pod groźbą utraty życia. Opowiadają oni o wielu dziwnych przypadkach zaginięcia czy śmierci ludzi, którzy próbowali badać te jaskinie. Niejednokrotnie u wejścia do jaskiń przepadały zwierzęta domowe i bydło. Czasami znajdowano po nich jedynie nagie kości. W 1949 roku, kiedy na miejscu dzisiejszej restauracji Okiean wojsko zapragnęło zbudować podziemne centrum dowodzenia Północno-Kaukaskiego Okręgu Wojskowego, w jaskiniach przepadło dwóch żołnierzy. Kiedy ratownicy znaleźli ich zwłoki, to stało się jasne, że tych ludzi dosłownie ktoś rozdarł na strzępy. Później w miejscowym zakładzie przetwórczym doszło do obwału podłogi, która została wchłonięta przez jakieś podziemne pustki. Oszołomieni tym wypadkiem robotnicy zauważyli w tym korytarzu coś jakby ciało ogromnego węża, które błyskawicznie znikło w głębi korytarza, przy czym słychać było diaboliczny ryk, zaś będące na miejscu akcji psy ratownicze ze strachu uciekły…

Już za czasów Jelcyna, wojskowi znów zainteresowali się rostowskimi katakumbami, chcieli oni zbudować w nich tajny bunkier na wypadek wojny jądrowej. Wykonano pomiary, zebrano próbki gruntu, przebadano cała miejscowość. I znów przerwano roboty, po zaginięciu kolejnych dwóch żołnierzy. Tym razem ciała tych ludzi były przecięte na dwoje czymś w rodzaju lasera. Po tym wypadku wejście do podziemia zostało założone płytami z żelbetu. Jednakże mimo tego, kopaczom udało się przeniknąć do jaskiń, gdzie znaleziono pojemniki i butle z BŚT – w postaci gazów trujących. Najwidoczniej wojskowi chcieli wykurzyć potwora, ale znów nie wiadomo, czy coś wskórali czy nie.[5]


Komentarz od tłumacza


Legendy o tunelach i podziemnych salach istnieją także w Polsce, że wspomnę tylko legendę o śpiących rycerzach w Tatrach, śpiącym wojsku w Czantorii w Beskidzie Śląskim, opowieści o tunelach pod górami Beskidu Wysokiego – a szczególnie Pasma Babiogórskiego, opowieść o tunelu w Babiej Górze, opowieść o sztucznie wyrąbanym przejściu podziemnym w masywie Beskidu pomiędzy Sidziną a Podwilkiem, o tunelach wykopanych przez poszukiwaczy złota i kryształów w Karkonoszach i innych górach Dolnego Śląska… W Górach Sowich ponoć więźniowie kopiący podziemne sale i tunele napotykali na bardzo stare chodniki wykute w skałach tysiące lat temu… Mieszkańcy Pomorza opowiadali mi o tunelach i jaskiniach mieszczących się pod Gdynią i innymi miejscowościami nad Zatoką Gdańską i Pucką. Tyle w tym prawdy, że mieszczą się tam jakieś podziemne budowle z czasów II Wojny Światowej, ale być może zostały one zbudowane na bazie już istniejących korytarzy i podziemnych sal, tego nie wiadomo. Planetarne podziemie istnieje i jest realnym faktem. Jak powiedział mi kiedyś red. Robert Jordan ze Szczecina – ludzka fantazja nie znosi próżni i zaludniła podziemia także różnymi dziwnymi istotami. Ale czy tylko?

Przypomina mi to legendę o Agharcie i jej kwitnącej od 61.000 lat cywilizacji, która być może była cywilizacją uciekinierów z powierzchni Ziemi po wybuchu superwulkanu Toba. Zadomowiła się w podziemiach i pobyt tam przypadł jej do gustu. Do czego zmierzam – być może jest właśnie tak, jak pisali średniowieczni i odrodzeniowi kosmografowie iż „Ziemia przypomina ogromny dom zawierający wielką ilość szczelin i szpar”. I tak właśnie jest. Przy czym Ziemia jest tak wielka, że mogą w niej mieszkać Dinozauroidzi, Agartyjczycy, Lemurejczycy i kto tam jeszcze, a nawet ogromne gady sprzed 64.800.033 lat, a także patogeny dżumy, cholery czarnej ospy, AIDS, Hanty, Eboli i czego tam jeszcze, przed czym ostrzegaliśmy podróżników udających się do Eldorado…


Źródło: „Tajny XX wieka” nr 14/2013, ss. 28-29
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©                       





[1] W rzeczywistości jest to potężna górska twierdza z czasów przed-inkaskich.
[2] Stąd właśnie poszły później literackie parantele tych opowieści i legend w postaci powieści i opowiadań Roberta E. Howarda i jego naśladowców o Valussii/Valusii/Valuzji (krainie Ludzi-węży).
[3] Podobnie jest w przypadku Figurek z Acambaro, wśród których znajdują się figurki ludzi z dinozaurami…
[4] Autorowi chodzi prawdopodobnie o miasto Chuquicamata ( Chuqui) na północy Chile znanego z kopalni rud miedzi.
[5] Jestem zdania, że raczej znaleziono doskonały pretekst do stworzenia składowiska przeterminowanej broni C, a przy okazji próbowano wykurzyć stamtąd te kryptydy, które tam zamieszkiwały.