Powered By Blogger

wtorek, 5 lutego 2013

Ziemię przeszywają tunele


Zjazd w otchłań Ziemi


Igor Wołozniew

Jaskinia Świetlików na Nowej Zelandii została nazwana tak dlatego, że zamieszkują ją robaki które świecą w ciemnościach i dlatego wyglądają jak gwiazdy na nocnym niebie.

Zagadkowe podziemne tunele znajdują się na wszystkich kontynentach. Specjaliści są przekonani: to są bardzo dawne wytwory rąk. Ale do dziś dnia nie wiadomo, kto je wykonał i po co?


Korytarze pod światem


Polski badacz Jan Pająk twierdzi, że system dawnych tuneli obejmuje całą naszą planetę w tym nawet dno Wszechoceanu. Tunele te są literalnie wytopione w skałach. Ich ściany pokryte są zeszkloną skałą. Współczesnej Ludzkości taka technologia tworzenia podziemnych tuneli jest całkowicie nieznana (Zob. Jan Pająk, Kazimierz Pańszczyk – „Tunele NOL spod Babiej Góry”, Kraków 1998 lub w Internecie na stronie -  http://energia.sl.pl/tekst_4b.htm – przyp. tłum.)

Najstarsze tunele, których wiek szacuje się na miliony lat, zostały znalezione w 1965 roku przez argentyńskiego etnologa Juana Moricza. W Ekwadorze, w prowincji Morona-Santiago jego ekspedycja zbadała i zmapowała system tuneli, w większej części skręcających pod katem prostym i znajdującym się 230 m pod ziemią. Ich gładkie ściany wydają się być wypolerowane. W nich spotyka się szyby wentylacyjne o średnicy 70 cm. Te przedziwne podziemne konstrukcje ciągną się na przestrzeni setek kilometrów, w różnych kierunkach, w tym także w kierunku Pacyfiku. Większość z nich do dziś dnia pozostaje niezbadana.

Amerykański specjalista Andrew Thomas jest przekonanym, że dawne  podziemne tunele przeszywają kontynent północnoamerykański i łączą go z Europą i Wschodnią Azją. W niektórych miejscach znajdują się skrzyżowania tych tuneli – ich węzły. Jeden z takich węzłów znajduje się pod Mt. Shasta w Kalifornii. Stąd właśnie jedno z odgałęzień biegnie do wielkiej podziemnej przestrzeni znalezionej w 1980 roku pod dnem Oceanu Spokojnego nieopodal brzegów Kalifornii.

Jeszcze jednym węzłem jest Tybet, który też jest podziurawiony podziemnymi tunelami z idealnie gładkimi ścianami. Buddyjscy mnisi twierdzą, że właśnie tutaj we wnętrzu gór i ziemi znajduje się legendarna Szamballa, w której zamieszkują święci mędrcy. Ci zagadkowi ludzie poruszają się w tunelach w urządzeniach przemieszczających się z ogromna prędkością. (Zob. Antoni F. Ossendowski – „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”, Warszawa 1923 – przyp. tłum.)

Jeden z najmłodszych i najsłabiej obrobionych tuneli...


Olbrzymie niezbadane puste przestrzenie odkryto niedawno pod płaskowyżem Giza w Egipcie. One rozprzestrzeniają się ogromnymi galeriami na północ – w kierunku Morza Czarnego i Kaukazu, na wschód – do Tybetu i na zachód – do Atlantyku. Tam właśnie – najwidoczniej – spotykają się z tunelami z systemu amerykańskiego.

W rejonie Kaukazu i na Krymie jest rozmieszczony jeszcze jeden węzeł podziemnego systemu korytarzy. Speleolodzy znaleźli na Kaukazie, pod Grzbietem Uwarowa tunele biegnące z Krymu, Morza Kaspijskiego i Powołża. Na Powołżu znajduje się Niedźwiedzia Grzęda, pasmo górskie, w łonie którego też znajduje się sieć tuneli. Większość z nich ma kolisty przekrój, którego średnica waha się pomiędzy 7 a 30 metrów. Spotyka się tam także sale o ogromnych rozmiarach.
Badacz P. Mironiczenko  w swej książce pt. „Legenda o LSP” pisze, że cała Rosja jest przecięta wieloma dawnymi podziemnymi tunelami – w rtym Syberia i Daleki Wschód. Jak dotąd wiele z nich jest nie odkrytych. Podobne odkrycia mają miejsce zazwyczaj przypadkowo, i tak np. w latach 50., w czasie budowania tunelu kolejowego pod dnem Cieśniny Tatarskiej łączącym Sachalin z resztą kontynentu. Według wspomnień jednej z pracownic na tej budowie, doktora nauk  matematyczno-fizycznych L. Berman – budowniczowie nie tylko budowali, ale i wykorzystali do budowy tego tunelu jeszcze starszy tunel. Do jego końca nie doszli. Domniemywa się, że biegnie on poprzez Sachalin do Japonii i dalej do Ameryki.


Dawni ludzie czekali na atak atomowy


Zauważono, że im starsze i głębsze tunele, tym one są lepiej i staranniej skonstruowane i dokładniej zorientowane. Tunele o wieku 12.000 lat znalezione w Zachodniej Europie – są najmłodszymi, a ich konstrukcja jest najbardziej prymitywna ze wszystkich podziemnych budowli tego rodzaju. Ale i one także nie mogły być zbudowane przez ludzi zasiedlających tamte tereny. A co dopiero mówić o tych starszych tunelach, których wiek ocenia się na dziesiątki, setki tysięcy a nawet miliony lat! Należałoby więc przypuszczać, że w tych czasach na Ziemi istniała jakaś wysoko rozwinięta cywilizacja, która z jakichś nieznanych i niezrozumiałych przyczyn znikła z powierzchni planety pozostawiwszy na niej tylko naszych nieucywilizowanych przodków.

Mówiąc o przyczynach jej zniknięcia, niektórzy specjaliści wskazują na możliwość rozpętania przez nią wojny jądrowej. (Zob. Miloš Jesenský – „Bogowie atomowych wojen”, Ústi n/Labem 1998, i w Internecie na stronie - http://hyboriana.blogspot.com/2012/07/bogowie-atomowych-wojen-1.html i dalsze - przyp. tłum.) Dokładne badania wykonane przez grupę francuskich uczonych kilkudziesięciu dużych kraterów na powierzchni naszej planety – które powszechnie uważa się za kratery poimpaktowe – wykazało, że mogły one powstać w rezultacie jądrowych wybuchów. Wiek tych kraterów wynosi 25.000 lat. Najgłębszy z nich znajduje się w Południowej Afryce. Według obliczeń uczonych, powstała ona od eksplozji jądrowej o mocy 500 kt TNT  (czyli 0,5 Mt – przyp. tłum.) przy czym moc bomby zrzuconej na Hiroszimę wynosiła zaledwie ok. 20 kt.

Najwidoczniej, 25.000 lat temu ówczesna Ludzkość wiedziała o skutkach atomowego bombardowania i zawczasu przygotowywała się do niego. Właśnie do tego celu służyły podziemne budowle. Ale czy one cos na to pomogły: odkryte tunele były puste. A zatem powstaje pytanie: kto skonstruował jeszcze starsze podziemne instalacje o wieku setek tysięcy i milionów lat? W jakim celu je zbudowano?


Podziemna kraina


Najprościej można objaśnić ich powstanie poprzez działanie Przybyszów z Innej Planety. Jednakże większość badaczy skłania się ku hipotezie, że instalacje te zostały zbudowane przez mieszkańców Ziemi, którzy mieli wysokie technologie. Najstarsze tunele zostały zbudowane z powodu przewidywania jakiejś globalnej katastrofy. Na szczęście nasza nauka już oswoiła się z myślą, że od czasu do czasu na Ziemi mają miejsce straszliwe kataklizmy. Najbardziej śmiercionośne miały miejsce około 60 MA temu. (A dokładniej 64,8 MA, kiedy to doszło do impaktu 10-kilometrowej średnicy asteroidy Chicxulub w okolice Jukatanu, którego efekty ekologiczne doprowadziły do wymarcia m.in. dinozaurów – uwaga tłum.) Nie tak silne, ale również zagrażające egzystencji Ludzkości katastrofy miały miejsce 100.000, 41.000 i 21.000 lat temu. Wiedząc o tym, ci ludzie początkowo zbudowali tunele, a potem wszyscy uciekli do wielkich podziemnych pustek pod ziemią, gdzie są tameczne morza, flora i fauna. (Ciekawie opisał to polski pisarz W. Montyhert w swej powieści fantastycznej „Atlantyda i Agharta”, 1935, którą polecam, bo mimo jej okultystycznego i metafizycznego balastu, to jej lektura jest nader interesująca – uwaga tłum.) Istnienie pod ziemią samowystarczalnej biosfery z wieloma dawnymi formami życia teoretycznie dopuszcza współczesna nauka. Ludzie mogli się zaadaptować w tym podziemnym świecie i nadal wieść swe bytowanie.

Mamy wszelkie podstawy sądzić, że oni mieszkają do dziś dnia pod naszymi stopami. W Anglii, w czasie kontroli kopalni górnicy usłyszeli dochodzące spod ziemi dźwięki pracujących mechanizmów. Ludzie przebili skałę w kierunku dochodzących dźwięków i ich oczom ukazał się pionowy, okrągły w przekroju szyb o idealnie gładkich ścianach. Tymczasem tajemnicze dźwięki nasiliły się. Znaleziskiem zainteresowały się zrazu specsłużby i usunięto robotników z kopalni. O dalszych badaniach i odkryciach w tej kopalni – jak zwykle w takich przypadkach – niczego nie wiadomo. Specsłużby wmieszały się także do badań tajemniczych podziemi pod Nową Zelandią, z których dobiegały tajemnicze stukania i dźwięki przypominające ryk syreny. Z tej samej przyczyny jest niedostępny dla ludzi podziemny labirynt w prowincji Hunan w Chinach. Według wieści stamtąd dochodzących, odkryto tam podziemną salę z mnóstwem starych rysunków z wyobrażeniami ludzi we współczesnej odzieży siedzących w aparatach przypominających UFO. W podziemiach słychać od czasu do czasu jakieś dziwne dźwięki dobiegające spod ziemi.

Grupa XIX-wiecznych myśliwych z ustrzelonym przez nich... pterodaktylem!


I jeszcze jeden dowód na istnienie zamieszkałego podziemnego świata – pojawiające się na Ziemi zagadkowe żywe stworzenia: pterodaktyle, podwodne dinozaury, chupacabry i inne zwierzęta, które uważa się za dawno wymarłe czy w ogóle nieznane, pojawiające się od czasu do czasu znikąd i przepadające bez śladu. Oczywiście podziemny świat jest połączony z naszym setkami podziemnych i podwodnych korytarzy. To właśnie dzięki nim przenikają do nas te stworzenia.

Jan Pająk i inni badacze uważają, że ta podziemna cywilizacja jest wyżej rozwinięta technicznie od naszej. To właśnie stamtąd przybywają do nas aparaty latające, które my nazywamy UFO. W samej rzeczy: gdyby to byli Kosmici, to Ich statki nie pojawiałyby się tak często. Logicznym więc jest, że miejsce, skąd Oni przybywają nie znajduje się w Kosmosie, ale gdzieś obok nas. I oczywistym jest, że ufopiloci chronią miejsce skąd do nas przylatują i dlatego podszywają się pod Kosmitów.
O podziemnym świecie zaludnionym przed milionami lat nic nie wiedzą uczeni. Ale doskonale wiedzą o nim służby specjalne. Nie jest wykluczone, że one utrzymują już od wielu lat sekretne kontakty z Nimi…


Moje 3 grosze


Obawiam się, że ten ostatni wniosek jest jednak na wyrost, ale faktem jest, że służby się zajmują takimi dziwnymi rzeczami, choćby ze względu na bezpieczeństwo państwa. Na pewno zajmowały się tym służby Hitlera i Himmlera, którzy wysyłali ekspedycje w celu ich odszukania. Wiadomym jest, że nazistowscy speleolodzy przeszukiwali jaskinie na całym świecie w poszukiwaniu wejść do Agharty. No i im się to nie udało…

Mnie bardziej interesuje związek planetarnego podziemia z UFO. Gdyby enuncjacje tu wymienionych badaczy i poszukiwaczy były prawdziwe, to hipoteza ETI straciłaby w ogóle rację bytu, bo zamiast ETI byliby Interterranie – jak nazwał Ich Robin Cook w jednej ze swych powieści („Uprowadzenie”, 1999), albo Ludzie Oceanu. Oczywiście są to jedynie hipotezy, ale o wiele bardziej prawdopodobne od jakichś mniej czy bardziej zakamuflowanych wizyt i akcji Obcych z Kosmosu.

Na temat kryptyd już wypowiadałem się wcześniej i uważam, że istnieją dwie zasadnicze możliwości:

·        Kryptydy pochodzą z Interterry czy jak kto woli z Agharty;
·        Kryptydy pochodzą z innego czasu i są przenoszone przy wykorzystaniu chronomocji.

Nie mogą to być zwierzęta z innych planet po prostu dlatego, ze nie byłyby się w stanie zaadaptować do warunków ziemskich.

Tak czy inaczej, ich istnienie stanowi kolejną poszlakę na to, że na Ziemi dzieje się coś niezwykłego i na da się tego objaśnić na mocy naturalnych praw fizyki, i co za tym idzie interwencją Kogoś, kto istnieje równolegle do nas na tej planecie…       


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 39/2012, ss.18-19
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©               

poniedziałek, 4 lutego 2013

KARELIA: Zagadka kamiennej księgi




Wiosną 1960 roku, pracownik jednego z karelskich kołchozów odkrył na gładkich przybrzeżnych kamieniach Jeziora Onega, zagadkowe rysunki. Zainteresowany swym znaleziskiem, w najbliższy wolny od pracy dzień udał się na wycieczkę wokół jeziora. Okazało się, że takich rysunków znajduje się tam ogromna ilość. Dziwna „galeria rysunków” ciągnie się na 20 km! Szczególnie dużo rysunków znajduje się na dwóch wybiegających w wody jeziora przylądkach: Biesow Nos i Pieri Nos. O odkryciu tym mówi artykuł Jurija Ljubimowa, który ukazał się na łamach tygodnika Калейдоскоп НЛО nr 24 (291)/2003 z dnia 6 czerwca 2003 roku.

Po pewnym czasie nad brzegi Onegi przybyła ekspedycja archeologiczna. Rychło okazało się, że rysunki naskalne (petroglify) takie, jak na brzegach tego jeziora, znajdują się także na brzegach i niektórych wyspach Morza Białego. (!!!) Z biegiem czasu, archeolodzy odkrywali coraz to nowe rysunki. Aktualnie na brzegach Onegi odkryto ponad 1.000 zagadkowych malunków, a na wybrzeżach Morza Białego – ponad 2.000! Archeolodzy nazwali je stronicami kamiennej księgi albo galerią dzieł sztuki. I w samej rzeczy, kamienne obrazy dawnych mistrzów przedstawiają nam nie tylko życie, ale i myśli tych dawno żyjących ludzi z epoki Mezolitu.  Wydaje się czasem, że w tych rysunkach znajdują się jakieś zaszyfrowane przekazy, jednakże jeszcze nie jesteśmy w stanie ich odczytać, z powodu nieznajomości kodu, czy klucza szyfru... Uczeni uważają, że petroglify Karelii okazują się być złożonymi symbolami, które zawierają wyobrażenia i wiedzę dawnych Karelczyków o otaczającym ich świecie.



Z tego wszystkiego wynika, że dawni artyści tworzyli swe obrazy na powierzchni głazów uderzając w nie kawałkami kwarcu. Uzyskiwano niezbyt głębokie linie – około 2 mm. Razem ze scenami myśliwskimi i połowów ryb odnotowano tamże i dziwne epizody: jakieś stworzenia z grubsza tylko przypominające ludzi, trzymające w rękach jakieś rytualne przybory, których przeznaczenie jest dla uczonych zupełnie niezrozumiałe. Rysunki figurek ludzkich i zwierzęcych są małe – ich długość wynosi 5 cm, chociaż zdarzają się i ogromne – do 4 m wysokości! Najciekawszym jest jednak to, że figurki te widać najlepiej, kiedy oświetlają je ukośne promienie wschodzącego lub zachodzącego Słońca! Szczególnie widać w takie momenty zagadkowe rzeźby i znaki lunarne oraz solarne.



Zwierzęta morskie i leśne, ptaki wodne, ludzie, łodzie, łuk, strzały, harpuny – to wszystko dawni artyści zaczęli utrwalać w kamieniu około 6.000 lat temu. Jednakowoż praca w tej „karelskiej galerii sztuki” szła już od bardzo dawna, co najmniej od kilkudziesięciu stuleci. Archeolodzy - którzy prowadzą tam wykopaliska - twierdzą, iż petroglify pojawiły się tam wraz z pierwszymi śladami osadnictwa. Być może, rysunki te były robione początkowo w miejscach kultu. Nieprzypadkowo znajdują się one w ustronnych miejscach wybrzeża. Znajdują się tak blisko wody, że wydaje się, iż istoty na nich przedstawione właśnie wyszły z głębin lub w nie się zapuszczają. Niektóre obrazy są ukryte pod wodą. Jak się podejdzie do kamieni z największą liczbą petroglifów i popatrzeć na strony, to staje się jasne – są one punktami styku trzech światów: powietrznego, ziemnego i podwodnego. To właśnie w tych miejscach szczególnie odczuwa się wielkość wiedzy, czuje się konieczność obcowania z siłami wyższymi i mitycznymi postaciami niewidzialnego świata. Człowiek, który znajdzie się tutaj, odczuwa pobudzenie sił witalnych i mentalnych. Archeolodzy ustalili, że dawne świątynie znajdowały się tutaj na długo przed pojawieniem się petroglifów!

Radiesteci przy pomocy swych przyrządów ustalili, że na tym terenie znajdują się silnie promieniujące strefy energetyczne – stąd pobudzenie sił witalnych u ludzi – które wpływają dodatnio na ludzkie organizmy. Być może dlatego dawni Karelczycy, którzy nie oddalili się zbytnio od Przyrody i wyczuwali energetyczne rytmy Ziemi, właśnie te miejsca wybierali na swe świątynie. Z początku na kamieniach pojawiały się niedołężne rysunki wykonane węglem drzewnym czy krwią, ale pierwsza ulewa zmywała je. Dlatego więc artyści zaczęli rzeźbić je w kamieniach, by pozostały w nich na wieki. Ukazane na stronicach „kamiennej księgi” zwierzęta, ludzie i zagadkowe, fantastyczne stworzenia stały się nieśmiertelnymi i oglądały je następne pokolenia, aż do dziś dnia. To tutaj z wiosna zaczynały się obrzędy kultu płodności, rytuały łowieckie, inicjacje, składanie ofiar duchom Przodków...



Może być, że zagadkowe istoty przedstawione na kamieniach, tylko z grubsza przypominające ludzi – stanowią li tylko wymysł fantazji dawnych Karelczyków? Nie można wykluczyć, że przed nami znajdują się realne przedstawienia wydarzeń z odległych tysiącleci. Kogo one przedstawiają? Jak dotąd, to na to pytanie nikt nie był w stanie odpowiedzieć do dziś dnia...

Uczeni przyznają, że sens karelskich petroglifów do dziś dnia pozostaje dla nich zagadką. Niestety, współczesny człowiek nie może spojrzeć na te rysunki oczami swych dawnych przodków. Dlatego właśnie streszczenie treści tej „kamiennej księgi” pozostaje dla nas niedostępnym.

* * *

Tyle Jurij Ljubimow. 1 sierpnia 2003 roku, skontaktował się ze mną w tej sprawie rosyjski tłumacz, dziennikarz i literat Wadim Konstantynowicz Ilin z Sankt Petersburga, który zwrócił mi uwagę na to, że w świetle posiadanych przezeń materiałów sprawa karelskich petroglifów była badana przez uczonych rosyjskich już w pierwszej połowie XIX wieku! – i przesłał mi e-mailem kopię artykułu Władimira Lewina pt. Рисунки эпохи каменного века на скалах Карелии, który w Polsce ukazał się na łamach czasopisma „Dookoła świata” nr 29/1975, ss. 5-6 pod polskim tytułem „Pracownie świadomości”.

W artykule W. Lewina pisze się, że sprawą petroglifów zajęto się już w roku 1848, kiedy to konserwator Muzeum Mineralogii K. Grewingk został wysłany przez Akademię Nauk i Towarzystwo Ekonomiczne z Sankt Petersburga do Archangielskiej i Ołonieckiej Guberni w celu zbadania stanu ludności w tych regionach Imperium Carów. I oto w jednej z wsi nad Onegą usłyszał on historię o „diabelskich znakach” na przylądku Biesow Nos. Udał się tam i zobaczył właśnie karelskie petroglify, o których następnie wygłosił prelekcję w Sankt Petersburgu. Niemalże w tym samym czasie na skałę na Biesow Nosie natknął się nauczyciel gimnazjalny P. Szwed, który opisał swe spostrzeżenia.



Następne odkrycie miało miejsce już po przewrocie listopadowym, w 1925 roku. Studentowi geografii z Sankt Petersburga – Aleksandrowi Liniejewowi – pokazano we wsi Wygostron na brzegu Morza Białego ogromną skałę pokrytą petroglifami. To właśnie Liniewskij jako pierwszy bada te rysunki – zarówno znad Morza Białego, jak i znad Onegi. W ciągu 10 lat przerysowuje i porównuje ze sobą petroglify. Benedyktyńska to praca!
Według uczonego radzieckiego – akademika A. P. Okładnikowa – rysunki te powstały w czasie zmiany gospodarowania z myśliwsko-zbierackiej na rolno-hodowlaną. Tymczasem Liniewskij wysunął hipotezę, że mają charakter sakralno-magiczny.



Inny uczony – W. I. Rawdonikas – sądzi, że petroglify te oddają nie tylko rzeczywistość z epoki kamiennej, ale także odtwarzają one nierzeczywisty, fantastyczny świat baśni i legend ludu, który je stworzył. Dało to pole do szerokich spekulacji na temat treści poszczególnych „stronic” tej „kamiennej kroniki”. Myśl rzuconą przez Rawdonikasa rozszerzył inny badacz K. D. Lauszkin, który podniósł ją do rangi naukowej hipotezy. Twierdzi on przy tym, że mamy do czynienia z gigantyczną świątynią Boga-Słońca, gdzie kopułą jest samo niebo, ołtarzem - horyzont, a Słońce – żywym bogiem...
Petroglify odkryto także na wyspach Szojrukszin i Erpin Pudas na Onedze oraz w okolicach miejscowości Załawruga i Nowaja Załawruga na wyspie Bolszoj Malinin na Morzu Białym. Odkryto ogółem 1176 nowych petroglifów, czyli dwukrotnie więcej, niż na Onedze. Wśród nich było aż 428 rysunków łodzi.



Według badacza petroglifów karelskich A. D. Stolara – petroglify te okazują się być nie tylko „kroniką” czy „encyklopedią” dawnego życia, ale nade wszystko swoistą „pracownią świadomości”, w której przez tysiąclecia gromadziły się i uświadamiane były wartości duchowe człowieczeństwa. 
Problem karelskich petroglifów jest wciąż badany.

* * *

To było napisane w latach 70. XX wieku.

A co możemy powiedzieć teraz, na początku XXI wieku? Osobiście jestem przekonany o tym, że karelska „kamienna kronika” przedstawiała obraz tego, z czym zetknęli się ocaleni z upadku ludzie z poprzedniej cywilizacji, która zakończyła się wraz z zalaniem Atlantydy wodami Potopu generalnego – czy jak kto woli - gigantycznego tsunami. Dla mnie jest to kolejne ogniwo w długim łańcuchu dowodów na to, że nie jesteśmy tutaj pierwsi...

No bo spójrzmy na kilka ogniwek, które znaleziono tylko na terytorium Federacji Rosyjskiej: kamienna „mapa bogów” z Ufy, „uralskie pisanice” dr W. I. Tjurina-Awińskiego, rysunki naskalne z sajańskiego kanionu Jenisieju przedstawiające „ludzi-grzybów”, rysunki naskalne z Jakucji... – a teraz „kamienna księga” z Karelii. I wszystkie one datowane są na 10-6 tys. lat p.n.e. Czy to jest tylko przypadek? Nie, takich przypadków nie ma i być   n i e   może!

A teraz spójrzmy, jakim wizjonerem był XIX-wieczny polski uczony, orientalista i pisarz Jan Józef Sękowski (1800-1858), który pisał po rosyjsku i wydawał swe utwory w Sankt Petersburgu, a który w swym opowiadaniu pt. „Podróż uczona na Wyspę Niedźwiedzia” opisuje odkrycie poczynione w delcie Leny, a mianowicie – jaskini-schronu, której ściany pokryto pismem hieroglificznym – relacją o Potopie i zagładzie cywilizacji nas poprzedzającej, który spowodował impakt ogromnej komety!!! Sękowski czyni to w formie humorystyczno-satyrycznej, ale myśl jest zdrowa. W swym nowatorstwie wyprzedził on atlantologów i uczonych pokroju Alvarezów, którzy w zderzeniach Ziemi z drobnymi ciałami niebieskimi upatrują przyczyn Wielkich Wymierań, ale także motoru ewolucji! Rodzi się uzasadnione pytanie: skąd Sękowski wytrzasnął pomysł na swe opowiadanie i hieroglify egipskie na niegościnnych brzegach mórz rosyjskiej Dalekiej Północy? Odpowiedź na to   t e r a z   jest już prosta. Podróżując po Rosji mógł zobaczyć pokryte zagadkowymi petroglifami skały nad brzegami Morza Białego, która potem zamienia się w Писанную Комнатъ w delcie Leny, na Wyspie Niedźwiedziej... Przynajmniej ta zagadka znalazła swe rozwiązanie! Jaka szkoda, że jest on pisarzem zupełnie u nas zapomnianym...

A zatem mamy do czynienia z kolejnym tropem wiodącym ku zaginionym kontynentom i cywilizacjom zagubionym w otchłaniach czasu...

Przekład z j. rosyjskiego i opracowanie -
Robert K. Leśniakiewicz ©

niedziela, 3 lutego 2013

Tajemnica karelskich „kamieni diabelskich”


Aleksiej Popow


Dimitrij Sokołow

W 1988 roku, mieszkaniec stanu Północna Karolina w USA znalazł duży kamień. Przez długi czas używał go jako naturalną ozdobę, póki się nie wyjaśniło, że to jest szafir wart kilka milionów dolarów.

Na terytorium Europy znajduje się duża ilość tzw. kamieni diabelskich (w oryginale sliedowiki – dosł.: kamienie ze śladami, ale w polskiej literaturze ufologicznej nazywa się je diabelskimi kamieniami i dlatego używam tutaj tej nazwy – przyp. tłum.) noszących na sobie ślady ludzkich rąk i nóg. Te ślady legendy przypisują świętym lub bóstwom (pogańskim). One są zróżnicowane wedle rozmiarów, i według związanych z nimi etnograficznymi świadectwami, a także charakterem samych wyobrażeń. Ciekawe, czym naprawdę są te dziwne kamienie? O tym mówi naszemu pismu znany karelski etnograf, wiceprzewodniczący Towarzystwa Rasieja Aleksiej Popow w wywiadzie specjalnie dla „Tajn XX wieka”:


Kamienie na rosyjskiej Północy


·        Aleksieju, dlaczego dla swych badań wybraliście właśnie Karelię?
- Rzecz w tym, że Karelię, która jest położona na północnym-zachodzie Rosji można nazwać pełnoprawnym megalitycznym regionem, bowiem kult kamienia na tych terytoriach w głębokiej przeszłości miał nie tylko swe specyficzne cechy, ale zawsze był on ważna częścią krajobrazu kulturowego. Nosił on symbole żywych tradycji i więzi człowieka i Przyrody, idących z głębin tysiącleci.

Karelia to piękny kraj mający wiele tajemnic...


·        Czy oficjalna nauka potwierdza niezwykłe właściwości tych głazów?
- Dzisiejsze odnoszenie się oficjalnej nauki do tych świętych kamieni brzmi mniej więcej jak kpina: Przy aktualnym stanie źródeł naukowej bazy, znaczna część tych tzw. „świętych” kamieni powinna być zdjęta z naukowego zainteresowania z powodu niejednoznaczności świadectw, nie umożliwiającej kompleksowego badania obiektów.

Wiele z tych „świętych” kamieni już nie istnieje: zostały rozbite, zakopane czy zatopione. Robi się to także dzisiaj. Entuzjaści ratują je, jak żywe zwierzęta, tworząc całe ogrody i muzea takich kamieni. Ale wyrwane ze swych miejsc „święte” kamienie tracą swoją moc, swoją świętość, swe legendy…


Kształcenie dawnych narodów


·        Skąd się wziął kult kamieni?
- W II wieku naszej ery, starorzymski filozof Abel Korneliusz Cels pisał: Istnieje dawna wiedza, którą uprawiały dawne narody, państwa i mądrzy ludzie – Egipcjanie, Asyryjczycy, Hyperborejczycy, Celtyccy druidzi i Goci… Bardzo mało z tej „antycznej wiedzy” uchowało się do naszych dni. Jest ona jedną z największych zagadek  tego rodzaju reliktów – megalityczne budowle pełniące religijne, astronomiczno-astrologiczne i magiczne funkcje – i służące, jak pokazują to współczesne badania, do wykorzystywania potężnych i nieznanych współczesnej nauce sił Przyrody.

·        O jakich megalitach mowa?
- Najbardziej rozpowszechnione są kamienie z widocznymi na nich odciskami, które w Rosji nazywa się sliedowiki. Odciski te przedstawiają szeroki diapazon kształtów – od ewidentnie wytworzonych ręką człowieka z czystymi i wyraźnymi konturami aż do ledwie co widocznych, wyglądających na igraszkę Natury. Ich cechą wspólną jest to, że są to zawsze ślady – „boże”, „diabelskie”, „czartowskie”, ślady Bogarodzicy, różnych świętych, itd. – także w tych przypadkach, kiedy odcisk ledwie co przypomina ślad.


Ślad indoeuropejski


·        Z czym ludziom kojarzą się one częściej: z diabłami czy ze świętymi?
- „Diabelskie kamienie” są bardzo różnorodne. Odróżniają się od siebie rozmiarami wykutych w nich śladów – od zwykłych do ogromnych, i ich naturą – od ludzkich, do niedźwiedzich, ptasich i innych oraz ich ilością na jednym kamieniu, a także techniką ich wykonania. Także wiek tych śladów jest bardzo zróżnicowany. Istnieje niemało świadectw o jeszcze żywej tradycji wykuwania śladów na kamieniach, zaś samo pojawienie się tej tradycji wskazuje na Epokę Neolitu. Za tym datowaniem przemawia do badaczy materialny związek „diabelskich kamieni” z archeologicznymi artefaktami Epok Neolitu i Brązu.

Typowy "diabelski kamień" z wyraźnym odciskiem ludzkiej stopy


Dzisiaj nikt nie może powiedzieć dokładnie, jakie znaczenie miały te kamienie tym bardziej, że nie ma żadnych pisemnych źródeł, które by o nich mówiły. Chociaż cały szereg poważnych badaczy wiąże ich pojawienie się z dawnymi aryjskimi wierzeniami,  a dokładniej z legenda o trzech krokach Wisznu, symbolizującej ruch słońca na niebie – od wschodu poprzez zenit aż do zachodu. „Diabelskie kamienie” to niemi świadkowie przemieszczania się z północy na południe archaicznej powszechnej indoeuropejskiej kultury, wierzeń i kultów.


Świadkowie dawnej wiedzy


·        Na czym polegał sens tych kultów?
- Na przestrzeni wieków wiele z tych pomników obrosło w legendy mówiących o pochodzeniu kamieni albo znaków na nich, a także innych ogromnych budowli megalitycznych. Większość z tych „diabelskich kamieni” leży obok szlaków czy dróg. W starodawnych czasach, kiedy na Ziemi żyli magowie i czarodzieje, ludzie nie tylko znali język zwierząt i roślin, ale przy pomocy magii mogli zmienić strukturę kamieni, robiąc je miękkimi jak świeża glina. Takie legendy do dziś dnia krążą w Karelii. Miejscowi pieczołowicie chronią stronice dawnych dziejów i epok. Oczywiście nie ma to żadnego związku z nauką, ale jak mówią starcy – ma związek z życiem.

Istnieje wiele świadectw o dziwnych właściwościach „diabelskich kamieni”. Według słów miejscowych, wilgoć skraplająca się we wgłębieniach wyleczyła wielu ludzi z chorób skórnych. Wieśniacy z Karelii święcie wierzą w magiczna moc tych zagadkowych kamieni.


Cienie przeszłości na skałach Morza Białego


·        Jakie „diabelskie kamienie” są najbardziej znane w Karelii?
- Mamy dostatecznie dużo oficjalnie zarejestrowanych „diabelskich kamieni”, ale najbardziej znanymi można uważać słynne petroglify (na temat karelskich petroglifów znad jeziora Onega jeszcze będzie na tym blogu – przyp. tłum.) na brzegach Morza Białego. Tak np. na skałach u ujścia rzeki Byg znajduje się około 300 wyobrażeń datowanych na przełom III/II tysiąclecia p.n.e. Są to tzw. „ślady diabelskie”, w większej części związane z tematyka polowań na łosie, foki, niedźwiedzie czy ryby. Na tym tle interesująco wygląda łańcuch śladów idących w kierunku wielkiej figury człowieka, która zda się być symbolem jakiegoś bóstwa.

Bóstwo czy demon?


Na rysunku widzimy człowieka stojącego na jednej nodze, z podniesioną lewą ręką i zakrytym jednym okiem. Ta specyficzna poza, nie patrząc na to, że jest ona znana w historii europejskiego szamanizmu, w środowisku radzieckich/rosyjskich badaczy nie cieszyła się dostatecznym zainteresowaniem. I tak jak np. u celtyckich narodów nazywa się to „pozą Luga” (Lugh - jedno z celtyckich bóstw – przyp. tłum.) albo „pozą Kuchulina” (Cú Chulainn - bohater z mitologii iryjskiej – przyp. tłum.). Symboliczna jednonogość człowieka (szamana, maga, czarownika) stojącego na jednej nodze jest wprost związana z archaicznymi kultami bogów śmierci i magii (por. jednookiego Odyna ze skandynawskiej mitologii z jednonogą Babą-Jagą – z mitologii słowiańskiej, jednonogich strażników wejścia do innego świata, itd. itp. – przyp. aut.)


W przeszłości zdarzało się, że mag przyjmujący „pozę Luga” znajdował się od razu w dwóch światach (realnym i innym) i widział świat realny – okiem otwartym, i inny (świat duchów) – okiem zamkniętym.


A zatem to wyobrażenie – jak mi się wydaje – jest wyobrażeniem szamana czy czarownika w sakralnej pozie i ma ono związek z północnorosyjskim szamanizmem. (Ta figura wyobrażona na skale – jest symbolicznym przedstawieniem jakiegoś bóstwa – zob. D. Sokołow – „Północna Szamballa: ziemia nieznana” w „Tajny XX wieka” nr 37/2012 – gdzie opisano podobną, lub tą samą figurę znajdującą się w masywie Łujawrurt/Łowozierskije Tundry na Półwyspie Kolskim, zob. także http://wszechocean.blogspot.com/2013/01/ponocna-szamballa-ziemia-nieznana.html – przyp. tłum.) Obraz ten stanowi klucz do sakralnych tajemnic Morza Białego dawnej hiperborejskiej przeszłości Rosyjskiego Północnego-Zachodu. Dlatego też wykuty w skałach łańcuch ludzkich śladów ma swój głęboki magiczny sens i pełni swoją w pełni uzasadnioną rolę niezrozumiała dla uczonych, ale doskonale zrozumiałą dla rdzennych mieszkańców Karelii: dolmeny, głazy narzutowe, kamienne labirynty, „diabelskie kamienie” – to wszystko są wejścia do niewidzialnego świata tajemnych sił, którym kłaniali się nasi przodkowie… 


Moje 3 grosze


Sprawa „diabelskich kamieni” ma swoją tradycję także i u nas, ale związana jest ona przede wszystkim z pojawianiem się fenomenu UFO. Zainteresowanych odsyłam do prac dr Jana Pająka, Kazimierza Bzowskiego, inż. Miłosława Wilka i Bronisława Rzepeckiego, którzy dostrzegli związek pomiędzy obserwacjami UFO a obecnością w ich okolicy „diabelskich kamieni” stanowiących znaki nawigacyjne dla Nieznanych Obiektów Latających. Ciekawy jestem, czy NOL-e pojawiają się także w okolicach czy wprost nad megalitami Karelii i Północnej Rosji?


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 39/2012, ss. 16-17
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©

sobota, 2 lutego 2013

Bliski przelot asteroidy 2012 DA14




Asteroida o wielkości połowy boiska futbolowego zbliży się do Ziemi na bardzo małą odległość, nawet bliżej niż wiele satelitów, ale nie zderzy się z naszą planetą – twierdzą specjaliści z NASA.

Asteroida oznaczona jako 2012 DA14 przeleci koło Ziemi w dniu 15.II w odległości zaledwie 17.200 mi/27.680 km w czasie tego kosmicznego bliskiego spotkania. Asteroida zbliży się do Ziemi o wiele bliżej, niż Księżyc i orbity komunikacyjnych i nawigacyjnych satelitów.

Przelot obok Ziemi asteroidy 2012 DA14 w dniu 15.II.2013 r.


- To jest rekordowe zbliżenie do Ziemi – mówi w swym oświadczeniu Don Yeomans, kierownik programu śledzenia asteroidów NASA. – Odkąd zaczęliśmy regularnie obserwować niebo w latach 90., to jeszcze nie widzieliśmy obiektu, który zbliżyłby się tak bardzo do Ziemi.

Asteroida 2012 DA14 została odkryta w lutym ub. roku przez amatorskich obserwatorów w obserwatorium La Sagra, Hiszpania. Yeomans kładzie nacisk na to, że chociaż przeleci ona w odległości mniejszej od geosynchronicznych orbit wielu satelitów orbitujących 22.245 mi/35.800 km od Ziemi, to 2012 DA14 nie przedstawia sobą realnego śmiertelnego zagrożenia dla nas.
- 2012 DA14 nie uderzy w Ziemię. Orbita tej asteroidy jest dobrze znana i odrzucamy możliwość impaktu – twierdzi Yeomans – poza tym możliwość zderzenia się z jakimś satelitą jest „niezmiernie mała”.

Taki typowy asteroid jak 2012 DA14 – który mierzy 150 ft/45 m średnicy  - pojawia się obok Ziemi co jakieś 40 lat, ale zderza się z nia raz na 1200 lat – Yeomans ocenia, że skutki takiego impaktu nie są katastrofalne i nie obejmują dużego obszaru.  

Asteroida 2012 DA14 jest mniej więcej takich samych rozmiarów, jak ten, który eksplodował nad Syberią w 1908 roku (Meteoryt Tunguski) kładąc las na powierzchni setek mil kwadratowych w tym, co naukowcy nazwali „Wydarzeniem Tunguskim” – oświadczyli specjaliści z NASA.

Yeomans dodał, że podobnej wielkości asteroid jak 2012 DA14 uderzył w Ziemię 50.000 lat temu wybijając w niej Meteor Crater (Crater Barringera, Crater Cañon Diablo) w Arizonie. Ale Meteor Crater został wybity przez bryłę żelaza, co spowodowało, ze impakt był o wiele silniejszy.

Kiedy asteroida 2012 DA14 zbliży się do Ziemi, naukowcy z NASA będą ją śledzić i przyjrzą się bliżej. NASA planuje użycia radaru z Goldstone na pustyni Mojave w Kalifornii w celu obserwacji satelity w dniach 16-20.II. Pozwoli to na stworzenie trójwymiarowej mapy 2012 DA14, co pozwoli na zrobienie dokładnego modelu tego okruchu kosmicznej materii.

Mimo tego, że obiekt ten będzie poruszał się bardzo szybko, i będzie blisko, to będą mogli go obserwować wytrawni astronomowie.

- Asteroida będzie poruszała się na niebie z prędkością pełnego stopnia łuku (dwukrotnie więcej od pełnej tarczy Księżyca) na minutę, czyli będzie trudna do namierzenia – twierdzi Yeomans.


Przekład z j. angielskiego -
Robert K. Leśniakiewicz ©      

piątek, 1 lutego 2013

UFO-katastrofa w Powołżu (relacja naocznego świadka)




Wiera Wolyniec

To wydarzyło się w końcu lat 80. Jeszcze się wtedy uczyłam w szkole i interesowała mnie astronomia. Kiedyś przyszło mi do głowy narysować w zeszycie trajektorie satelitów przelatujących nad moim domem i zapisać czasy ich przelotów. Długo obserwowałam gwiaździste niebo i wreszcie – jest! Biorę zeszyt, zapisuję czas i rysuję. I naraz z satelitą stało się coś dziwnego. Przeleciał on niedużą odległość i stanął a potem pomknął w drugą stronę, znów zawisł, a potem zaczął opisywać na niebie jakieś skomplikowane koliste wzory. Wiedziałam ze szkolnego kursu fizyki, jak powinny poruszać się satelity.
- Coś takiego jest niemożliwe! – pomyślałam.

No i naraz obok pierwszego sputnika pojawił się drugi, też niezwykły egzemplarz. A po chwili pojawił się trzeci. Obserwowałam te obiekty, a one dosłownie tańczyły na niebie. A to przyspieszały, a to zwalniały, a to zawisały, przecząc wszystkim znanym mi prawom fizyki. Od tego czasu zaczęłam często patrzeć w gwiaździste niebo i niejednokrotnie widziałam takie świecące kulki. Pokazałam te obiekty swoim znajomym, ale to ich nie zainteresowało.
- E tam, to zapewne są jakieś wojskowe aparaty – twierdzili oni – i po prostu nam o tym nie mówią…

To miało miejsce w sierpniowy wieczór 1989 roku. Odpoczywałam wtedy nad Wołgą we wsi Zolnoje. Wraz z przyjaciółką siedziałyśmy na ławce i patrzałyśmy na światła przepływających Wołgą statków. Za naszymi plecami miałyśmy niewysokie, zalesione Góry Żigulewskie. Niebo było jak zwykle, wygwieżdżone. Od czasu do czasu przelatywały nad nami migające światełkami samoloty.




Gadałam sobie z przyjaciółką i naraz kątem oka zauważyłam, ze jeden z samolotów nie jest podobny do innych. Były to trzy jasne światła, nie migające, które szybko leciały w dół rzeki. Odniosłam wrażenie, że jest to masywny, trójkątny aparat z jasnymi reflektorami na rogach. Naraz „samolot” się zatrzymał, zawisł na jakiś czas nad rzeką, i naraz nieoczekiwanie ruszył w naszą stronę. On szybko powiększał swe rozmiary.
- Patrz! Ten samolot spada na nas! – krzyknęłam do przyjaciółki.
Przeraziłyśmy się. Wydawało się, że lada chwila „samolot” spadnie na nas, ale przygniecione panicznym strachem nie mogłyśmy się ruszyć z miejsca. Nasze okrzyki zwabiły do okien sąsiadów, którzy także zaczęli obserwować dziwny obiekt.

Zauważyłam, że z tylnej części obiektu zaczęły wylatywać świetliste kulki podobne do tych, które niejednokrotnie widziałam na niebie. One ustawiały się za obiektem jak na szachownicy. Trójkąt nieco zmienił trajektorię, co najwidoczniej nas uratowało i skrył się za górami za naszymi plecami. Po chwili w tamtym miejscu zauważyłyśmy błysk jak od pioruna, ale nie było żadnego huku czy fali uderzeniowej.



Świadkowie gubili się w domysłach. Oczywiście każdy z nas pomyślał, że to byli Oni – ci sami, o których tyle piszą w gazetach. Do tego zrozumieliśmy, że z tymi Przybyszami z Innych Planet coś się stało, i to złego. A do tego błyski w rejonie spadku NLO się powtarzały, przy tym jakby przemieszczały się w prawo i wkrótce przestały się pokazywać.

Było już późno, więc rozeszłyśmy się do domów mając nadzieję, że jutro powiedzą nam coś o tym w radio czy TV i sprawa się wyjaśni co to właściwie było. Ale chociaż nie wykręciliśmy gałek radioodbiorników czy telewizorów, przeglądaliśmy gazety – niczego w nich na temat tych wydarzeń nie było. TV milczała. A większość moich znajomych dalej twierdziła, że to wszystko brednie i UFO nie istnieje.

* * *

Od siebie dodam tylko, że Góry Żigulewskie to jedna ze stref anomalnych, w których często obserwuje się obecność UFO i pod tym względem można je porównać do Gór Pennine w Anglii czy Gór Skandynawskich w okolicy Hessdalen. Do tego tematu jeszcze powrócę i to nieraz.

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 39/2012, s. 10
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©