Powered By Blogger

poniedziałek, 4 września 2017

Słowo o trąbach…

Tornado w Kretowiskach

…oczywiście o trąbach powietrznych i wodnych.

Trąby, tornada, trąby wodne i inne powietrzne dopusty Boże, które ostatnio nawiedzają nasz kraj, wcale nie są aż tak rzadkie, jak to się wydaje. Jeżeli idzie o mnie, to miałem okazję spotkać kilka razy w życiu te groźne zjawiska.

Pierwszą trąbę powietrzną zaliczyłem we wczesnych latach 60. ubiegłego stulecia z Jordanowie. Wtedy to zagładzie uległ cały pas lasu na Ciosku oraz na pd. stronie Hajdówki. To było sierpniu 1961 roku, uderzenie straszliwie silnego wiatru miało miejsce w czasie burzy w czasie upalnego dnia. Niebo stało się czarne, przyszła burza z piorunami, z deszczem i gradem o wielkości fasoli jaśka albo większym. Kierunek położenia drzew wskazywał na to, że wiatr przyszedł z kierunku NW-W. Blizna w drzewostanie po tym wydarzeniu na stoku Cioska widoczna była jeszcze we wczesnych latach 80. Cała sprawa została przeze mnie opisana na łamach "Echa Jordanowa".

Mniej więcej w tym samym czasie, mieszkaniec Jordanowa – Pan J.J. miał okazję zobaczyć powstawanie trąby powietrznej w postaci wiru kłaków siana na Osielskiej Górze, na zjeździe do Jordanowa. Dziś znajduje się tam restauracja Karczma Przykiec. Był letni i upalny dzień. Wir powietrza powoli skierował się ku Jastrzębnikowi, gdzie rozproszył się na porastającym jego stoki lesie.

Zjawisko trąby wodnej miałem okazje podziwiać w sierpniu 1986 roku z pokładu polskiego promu MF Wilanów. Wracaliśmy wtedy z Ystad do Świnoujścia. Pogoda była sztormowa – wiało z kierunku NW, temperatura wynosiła jakieś +20°C, fala 5-6°B, zachmurzenie całkowite. Było około godziny 15-tej, czyli gdzieś na trawersie Cap Arkona na Rugii (ok. 75 km od Ystad), kiedy kilkanaście stopni na zachód od kursu zauważyliśmy spuszczającą się z nieba trąbę powietrzną. Trwało to kilka minut, potem zjawisko znikło równie szybko, jak się pojawiło. Wraz z towarzyszącym mi płk W.S. obserwowałem je przez 12-x lornetę i na ekranie radiolokatora. W lornetce wyraźnie widzieliśmy ruch wirowy mas powietrza. Tymczasem radiolokator nie pokazywał niczego, poza otaczającymi nas statkami, co być może wynikało z tego, że radar pracował na II podzakresie – 6 mn/~11 km, i najwidoczniej albo nie widział zjawiska, bo znajdowało się poza jego zasięgiem lub było ono dlań niewidzialne…

Kolejny wir powietrza tworzący się nad polem zboża miałem okazję podziwiać w dniu 8.VII.1999 roku, wraz z pp. K.P., B.R. i M.K. okolicach Łęczycy, gdzie zatrzymaliśmy się na popas w przydrożnym barze. Pogoda była upalna, miało się na burzę, która dopadła nas potem na A-4 w okolicach Trzebini. Wir utworzył się nad polem i powoli dryfował na wschód, a po kilku minutach się rozwiązał, osłabł i znikł.

NB, mieliśmy nadzieję, że zobaczymy po nim krąg zbożowy czy jak kto woli agroznak (agroglif, agroformację), ale poza falującym zbożem niczego tam nie było, a zatem nie stali za tym żadni Kosmici czy inne pozaziemskie siły i ta jakże frapująca i obiecująca hipoteza padła… (zob.: Bronisław Rzepecki – „«Zbożowe kręgi» z Pigży” i Robert Leśniakiewicz – „Zagadka kręgów zbożowych rozwiązana?” w „Czas UFO” nr 12/2000 - http://hyboriana.blogspot.com/2016/06/czas-ufo-nr-122000.html)     

Kolejne zjawisko narodzin trąby powietrznej zaobserwowałem osobiście wraz z pp. A.J. & A.J. w dniu 28.VI.2001 roku na Bystrzańskim Dziale. Tym razem wir powietrza uformował się w gorący i upalny dzień, nad łączką obok potoku Strącze, na skraju Majerzowego Lasu. I tym razem także unosił kłaczki siana na wysokość ok. 100-120 m, powoli kierując się w kierunku Bystrej Podhalańskiej. Po przebyciu ok. 50 m wir natknął się na las i tam wytracił swą moc – widzieliśmy jak wiatr targał gałęziami drzew. Po kilku minutach jego siła osłabła, a siano zaczęło spadać na las pokrywając owalny obszar o długości 1,5 km.

A oto mój meldunek dla zainteresowanych – członków byłego Małopolskiego Centrum Badań UFO i Zjawisk Anomalnych oraz KKK:

W dniu 28 czerwca 2001 roku, około godziny 13:10 CEST (11:10 GMT) miałem okazję zaobserwować pojawienie się i zniknięcie małej trąby powietrznej w okolicach Jordanowa. Jest to materiał uzupełniający do mojego poprzedniego artykułu na temat pojawiania się trąb powietrznych na terenie Orawsko-Podhalańskiej Alei Huraganów.  Wydarzenie to miało przebieg następujący:

W tym dniu pracowałem na polu przy grabieniu i kopieniu siana wraz z dwoma świadkami - małżeństwem: A. i A.J., zamieszkałymi w miejscowości Bystra Podhalańska.

Pogoda była wspaniała: zachmurzenie - 0,0; bezwietrznie; temperatura +34°C, w słońcu +52°C; ciśnienie 959 (1017) hPa z tendencją wzrostową. Tornado zaczęło się rozkręcać w prawym kącie widocznej łąki, na której suszyło się siano. Wir powietrza podnosił kłaki siana na wysokość około 100-120 m nad poziom dolinki potoku Strącze i przenosił je w kierunku zachodnim, gdzie spadały w odległości około 1.200-1.500 m, w okolicy mostku przez rzekę Skawę na drodze gruntowej pomiędzy Jordanowem a Bystrą Podhalańską.

Całe zjawisko trwało około 10 minut. Po tym czasie, wir powietrza poruszający się stosunkowo powoli na zachód, z prędkością szacowaną na 3-5 km/h, uderzył w ścianę Lasu Na Majerzówce i tam wiatr rozproszył się na ścianie leśnej. Kłaki siana spadały jeszcze przez około 5 minut, a potem wszystko wróciło do normy. Mimo tego, że wir znajdował się w odległości około 500 m od nas, wyraźnie czuliśmy silne podmuchy wiatru lecącego w kierunku wiru. Wiatr ten ustał w momencie zderzenia się wiry powietrznego ze ścianą lasu.

W dniu 29 czerwca 2001 roku, udałem się na miejsce incydentu i stwierdziłem, że na miejscu tym nie było żadnych śladów przejścia trąby powietrznej, poza wyrzuconym na wysokość kilku metrów na gałęzie drzew kłakami siana. Na nieskoszonej trawie nie było żadnego śladu przejścia wiru. Skoszona trawa była także słabo naruszona. Trawa nie była naruszona, nie stwierdziłem żadnego śladu wyrwania czy wygniecenia trawy.

NB, nie stwierdziłem żadnych tego typu fenomenów na miejscu przejścia silnej trąby powietrznej we wsi Bielanka, w maju 2001 roku, a także nikt nie sygnalizował pojawienia się kręgów zbożowych czy trawiastych w okolicy wsi: Pyzówka, Morawczyna, Lasku, Baligówki i Długopola po przejściu tego kataklizmu.

Zjawisko to widziałem już po raz drugi, pierwszy raz miałem okazję to zobaczyć w okolicach Łęczycy, w dniu 8 lipca 1999 roku, około godziny 16:00. I w tym przypadku, wir powietrza przemieszczał się nad polem pszenicy i nie zostawiał żadnego widocznego śladu, poza unoszącym się nad polem słupa kurzu i ździebeł słomy. W tym dniu również temperatura powietrza wynosiła w granicach +30°C, ale zbliżała się burza, która dopadła nas na drodze nr S-1 (E-75) i wyszliśmy z jej zasięgu dopiero w połowie autostrady A-4 w godzinach 19:30 - 20:30.

Okoliczna ludność objaśnia ten fenomen tym, że to diabły tańczą z Południcą - jak wyjaśniła to mgr Wiktoria Leśniakiewicz, która interesuje się folklorem. Istotnie, nieznane zjawisko w połączeniu z upałem i możliwością udaru słonecznego mogło lec u podstaw tego zabobonu.

Natomiast z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że nie znalazłem w okolicy żadnych kręgów zbożowych czy trawiastych, które według jednej z teorii powstają właśnie wskutek działania wirów powietrznych.

Inną pokutującą ostatnio brednią stworzoną przez współczesną naukę jest wyjątkowo kretyńskie wyjaśnienie pochodzenia kręgów trawiastych i zbożowych, które mają być robione przez zwierzęta leśne, które albo odbywają swe tańce godowe, albo wylegując się i żerując robią właśnie takie kręgi. Jak widać, trawa była wygnieciona chaotycznie i daleko jej do idealnej formy koła, pierścienia czy piktogramu, które obserwuje się w przypadku działalności UFO...

Powyższa informacja zadaje cios dwóm teoriom lansowanym  przez tzw. oficjalną naukę, chociaż są one niezwykle popularne, co miałem okazję zobaczyć i usłyszeć na własne oczy i uszy w czasie badań piktogramu w Kielanówce k./Rzeszowa w rozmowie ze świadkami, mieszkańcami Kielanówki i w trakcie realizacji reportaży dla TVP-3 Rzeszów.


Wszystkie te obserwacje miały miejsce w miesiącach letnich, co zgadza się z tym, co ma miejsce w Alei Tornad w USA. Nagrzane powietrze unosi się do góry i skręca pod wpływem siły Coriolisa tworząc najpierw lokalny niż baryczny, a potem kręcący się wściekle wir powietrza, który wzmaga się i niszczy wszystko, co napotka na swej drodze.

Przykładowa mapka zagrożeń tornadami w Polsce

Aktualnie tego rodzaju bardzo groźnych zjawisk jest coraz więcej i ich moc jest coraz większa, co wynika z pogłębiającego się EGO, a co widzimy na co dzień. Należy więc się obawiać, że w przyszłych latach będzie jeszcze gorzej.

W swej ufologicznej Biblii, Mistrz Lucjan Znicz-Sawicki lokuje to zjawisko obok takich tajemnic jak Trójkąt Bermudzki czy UFO. Osobiście uważam, że w przeciwieństwie do nich ma ono racjonalne wyjaśnienie i nie trzeba tutaj mieszać w to UFO i Kosmitów. Tym niemniej nie można go lekceważyć, bowiem zjawiska te będą wciąż potęgować swoją niszczącą siłę i zagrożony jest każdy region kraju, w którym przetrzebiono lasy, będące jedyną siłą, która jest w stanie powstrzymać ten kataklizm w zarodku. A do czego doprowadza jego rozpętanie się i rozkręcenie widzimy w Borach Tucholskich -  zob.: http://wszechocean.blogspot.com/2017/08/szalenstwa-sierpniowej-pogody.html. 

I póki ten kraj będzie rządzony przez czarnych inkasentów, różnych pasożytów oraz biernych, miernych ale wiernych przeciwrozumców i bezrozumów, klakierów, podnóżków, liżyłapów i włazidupów trzebiących rabunkowo polskie lasy i opowiadający ckliwe bajeczki o ich wzrastającym areale, w które wierzą już tylko mohairowe idiotki – tak długo Polska będzie zagrożona wszystkimi tego rodzaju kataklizmami. Las wycina się szybko, ale odrasta przez 80-120 lat. I jeżeli nic się nie zmieni, to Polska będzie pustoszona przez anomalie klimatyczne przez co najmniej kolejny wiek.

Czy stać nas na to? Emeryci wymrą, i komu ta władza zabierze emerytury i renty na kretyńskie, demoralizujące programy w rodzaju 500+ i odszkodowania dla powodzian, pogorzelców i ofiar trąb powietrznych? Sobie? Jako ateista to programowo w cuda nie wierzę, a przynajmniej nie w takie…     


Ilustracje – InfoMeteo Elbląg  

sobota, 2 września 2017

Jak powstało życie?



Dawniej Ziemia nie krążyła wokół Słońca sama, lecz miała siostrę. Miliardy lat temu zderzyła się z nią z prędkością 40 tysięcy kilometrów na godzinę. Astronomowie odkryli, że gdyby nie ta megakolizja, to życie na naszej planecie prawdopodobnie nigdy by nie powstało.


Kosmiczna kraksa sprzed 4,5 miliarda lat


Odkrycie zespołu badaczy pod kierownictwem Paula Warrena, Edwarda Younga oraz Issaku Kohla (na zdjęciu) zbliża nas do odkrycia tajemnicy, jak powstało życie na Ziemi? Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles porównali próbki skał przywiezionych z Księżyca z minerałami ziemskimi. Wyniki ich zaskoczyły. Okazało się, że zawartość izotopów tlenu w skałach jest niemal identyczna. A tym samym dowiedziono, że Ziemia i Księżyc składają się z tego samego materiału.  Oznacza to, że Teja musiała stopić się z naszą planetą, a nie jak zakładano wcześniej, tylko otrzeć się zostając satelitą.

To Ziemia staranowała Teję z niewyobrażalną prędkością. Dawniej nie krążyła wokół Słońca sama. Podczas gwałtownego zderzenia oderwały się odłamki skalne i fragmenty płaszcza ziemskiego. Z nich z czasem uformuje się Księżyc. Wówczas znajdował się tak blisko, że wydawał się 20 razy większy niż dziś. Teja stała się częścią Ziemi zwiększając obwód planety, która bez tego nie miałaby wystarczającej masy i grawitacji, aby wytworzyć atmosferę.

Jak doszło do kolizji? Teja była mniejszą siostrą Ziemi, tzw. planetą trojańską i umieściła się wygodnie na orbicie naszej planety w punkcie libracyjnym (lub Lagrange'a). Zresztą nie tylko ona, ale również miliardy ton gruzu, który gromadziła, zwiększając masę i zmniejszając prędkość, a tym samym wchodząc na kurs kolizyjny.

Edward Young za pomocą złożonych symulacji komputerowych zbadał matematycznie, jak mogłoby wyglądać zderzenie planet. Jest przy tym przekonany, że kosmiczna kraksa mogła stworzyć warunki do zaistnienia życia na Ziemi. Bowiem powiększone jądro z żelaza zawdzięcza właśnie siostrze, a te wytwarza pole magnetyczne, chroniąc nas przed niebezpiecznym wiatrem słonecznym.

Marcin Szerenos
Warszawa, 1 lipca 2016 r.


Ramka:
Planeta trojańska – hipotetyczna planeta pozasłoneczna, krążąca wokół gwiazdy po tej samej (lub bardzo zbliżonej) orbicie co inne, masywniejsze ciało w pobliżu punktu libracyjnego. W początkowych etapach tworzenia się Układu Słonecznego mogło istnieć kilka takich planet.


Na podstawie: „Czy Ziemia składa się z dwóch planet?”, Świat Wiedzy 8/2016.
Konsultacja naukowa: dr Tomasz Mrozek, Instytut Astronomiczny Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Zakład Fizyki Słońca Centrum Badań Kosmicznych PAN.


Przykładowa ilustracja:
Naukowcy:
Planeta trojańska:


piątek, 1 września 2017

Meteoryt Ratyń i Baszkówka



Ratyń – meteoryt spadły 24 sierpnia 1880 roku w miejscowości Ratyń w Polsce. Meteoryt nie zachował się do naszych czasów.



Meteoryt ten prawdopodobnie był meteorytem kamiennym i pochodził z tego samego ciała niebieskiego co meteoryty: Mt. Tazerzait, Baszkówka i Tjerebon. Daty spadków tych meteorytów oraz ich budowa są na tyle zbliżone, że przed wejściem w atmosferę ziemską mogły poruszać się po podobnej trajektorii. Według relacji świadków spadkowi towarzyszył głośny huk i okropny szum. Meteoryt wpadł między kosiarzy na łące, owiewając ich gorącym jak żar wiatrem. Meteoryt ważył około 1 kg i miał nieforemny kształt. Był twardy jak szkliwo, a powierzchnia miała otoczkę opalenizny. Znaleziony meteoryt był fragmentem większej całości i podobny był do "skrystalizowanej soli". Po wydobyciu go z ziemi z głębokości około "1/4 łokcia" został zaniesiony do wójta gminy Golina, pana Johna. Od tamtej pory meteoryt zaginął.



Baszkówka – meteoryt z grupy chondrytów zwyczajnych, o masie 15,7 kg, który spadł 25 sierpnia 1994 we wsi Baszkówka koło Piaseczna.

Meteoryt Baszkówka znany jest tylko z jednego okazu. Jego analiza dowodzi, że jest to okaz, który nie rozpadł się w trakcie przelotu przez atmosferę. Chondry mają budowę porfirową, gdzie prakryształy zbudowane są z pikotytu (odmiana spinelu bogata w chrom) i oliwinu, rozmieszczonych w masie bogatej w kamacyt (żelazo) i troilit. Chondry zajmują 30 – 50% objętości okazu i osiągają do 4 mm wielkości. Wiek datowany metodą K-Ar wynosi 3,8 mld lat.

Baszkówka charakteryzuje się:
•         bardzo znaczną porowatością wynoszącą 15 – 20%
•         bardzo dobrym stanem zachowania, gdyż meteoryt nie uległ metamorfizmowi kontaktowemu ani wietrzeniu. W 95% zachowała się obtopiona powierzchnia zewnętrzna. Dzięki temu skład Baszkówki jest tylko nieznacznie zmieniony w stosunku do składu wyjściowego.
•         dużą urodą formy, dzięki czemu uważany jest za jeden z najładniejszych meteorytów świata.

Baszkówka jest eksponowana w muzeum Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie.


Opracował: Stanisław Bednarz

wtorek, 29 sierpnia 2017

Antares, Betelgeza, WR 104: kiedy wielkie BUM???

Betelgeuse - jej lokalizacja i wygląd zewnętrzny

Kiedy patrzymy na nocne niebo, to mimowolnie zadajemy sobie pytanie - co nam grozi z tych czarnych otchłani? Jakie niebezpieczeństwa czają się w przepaściach przestrzeni i czasu? Czy coś jest wymierzone w naszą planetę, co przerwie naszą egzystencję?

Oczywiście najpierw przychodzą nam na myśl asteroidy i meteory. Ich potęgę mieliśmy okazję zobaczyć 30.VI.1908 roku na Syberii. Ślady tej kolizji widać tam do dnia dzisiejszego. Ostatnio coś podobnego miało miejsce nad Czelabińskiem, w dniu 15.II.2013 roku, co było powtórką z Tunguski, tyko że w mniejszej skali…

Spadek asteroidy będzie miał fatalne skutki – to oczywista oczywistość. Przede wszystkim efekty poimpaktowe: aktywizacja wulkanów, trzęsienia ziemi, tsunami, wyrzut milionów ton pyłów do atmosfery i związana z tym zima poimpaktowa, wtórne bombardowanie materiałem z asteroidy i ziemskim wybitym uderzeniem w atmosferę i poza nią, to wszystko będą czynniki letalne, które mogą być i będą przyczyną kolejnego Wielkiego Wymierania.

Istnieją jednak zagrożenia w skali kosmicznej, na które nie mamy żadnego wpływu i nie mamy żadnego sposobu obrony przed nimi. Zagrożenia pędzące z prędkością światła, które zobaczymy wtedy, kiedy już nas dosięgną… Mowa o eksplodujących gwiazdach – tzw. Supernowych.

Planeta w okolicy wybuchającej Supernowej


Gwiazdowe bum!


Gwiazdy o małej masie – czerwone karły o klasie widmowej M, jak nasza najbliższa kosmiczna sąsiadka Toliman C czyli Proxima w konstelacji Centaura, odległa o 4,24 ly, jest właśnie taką długowieczną gwiazdą, która istnieje 4,85 mld lat i będzie istnieć jeszcze 4 bln lat, świecąc niezmiennie z mocą jedynie 0,0056% mocy promieniowania słonecznego, dlatego jej jasność wynosi jedynie +11,13 mag., co nie powinno dziwić nikogo, bowiem temperatura jej powierzchni wynosi zaledwie ~3000 K.

Gwiazdy z tzw. ciągu głównego o klasach widmowych – jak nasze Słońce - G2V oraz Toliman A - G2V i Toliman B – K0-1V, odległe o 4,36 ly, mają temperatury powierzchniowe rzędu 5-6 tys. K i po pewnym czasie szacowanym na 5-6 mld lat przekształcą się w czerwone olbrzymy o klasie widmowej M, poczym zamienią się w białe karły o klasie widmowej A, które świecić będą biliony lat… Te gwiazdy też są spokojne i poza burzliwym stadium czerwonego olbrzyma są właściwie nieszkodliwe. Typowym białym karłem najbliższym Ziemi jest Syriusz B, odległy o 8,4 ly.

Najgorsze są masywne gwiazdy o masach powyżej 1,44 masy Słońca i klasach widmowych O i B. Ich ewolucja jest krótka, ale burzliwa. Po szybkim wypaleniu się wodoru następuje kolejna faza „spalania” termojądrowego „paliwa” – przemiana helu w węgiel, itd. aż do żelaza. Śmierć gwiazdy zaczyna się w momencie zsyntetyzowania przez nią pierwszego jądra żelaza. A śmierć ta jest bardzo wybuchowa! Wybuch Supernowej jest najbardziej spektakularnym wydarzeniem w skali Wszechświata. I najgroźniejszym, może poza eksplozją Hipernowej.


Antares

Antares


W naszym najbliższym sąsiedztwie, bo 110-550 ly, znajduje się gwiazda Antares A – α Sco (Alfa Skorpiona), który jest czerwonym nadolbrzymem o klasie widmowej M1,5Iab-Ib (gwiazda zmienna nieregularna) i temperaturze powierzchniowej 3400 K. Jego masa wynosi ok. 17 mas Słońca, a zatem w przyszłości stanie się on Supernową. Antares A jest gigantem – jego średnica wynosi 1,182 mld km i gdyby znajdował się w Układzie Słonecznym, to jego fotosfera znajdowałaby się na orbicie Marsa, a nawet nieco poza nią…


Towarzyszący mu Antares B jest typową gwiazdą ciągu głównego na diagramie H-R, klasy widmowej B o niebieskiej lub niebiesko-zielonej barwie i bardzo wysokiej temperaturze powierzchni. Jej masa wynosi 7-8 mas Słońca. Wiek całego układu wynosi ok. 12 mln lat, a zatem jest on bardzo młody…

Antares i Słońce

Antares A jest w stadium rozdymania się, który poprzedza fazę kolapsowania, zakończonej finalna eksplozją Supernowej, powstaniem mgławicy powybuchowej à la Mgławica Krab (M-1, NGC 1952) i wirującego wściekle pulsara. Będzie to wybuch Supernowej typu Ia.

Cyfrowy obraz Betelgezy

Betelgeuse


Drugą gwiazdą, która może wybuchnąć jako Supernowa jest Betelgeuse (Betelgeza, α Ori – Alfa Oriona) w konstelacji Oriona. Odległa jest od nas o ok. 640-820 ly. Jest to czerwony nadolbrzym o klasie widmowej M1-2 Ia-Iab i masie 18 razy większej od masy Słońca. Temperatura na jej powierzchni wynosi ok. 3500 K. Jej wiek wynosi 8-8,5 mln lat, a zatem jest to gwiazda młoda. Gdyby znajdowała się w Układzie słonecznym, jej fotosfera znalazłaby się na orbicie Jowisza!

Podobnie jak nasze Słońce Betelgeza jest singielką. Nie posiada układu planetarnego i – podobnie jak Antares – umrze w potwornej eksplozji. Będzie to – jak dotąd – najbliższa Słońcu eksplozja Supernowej, jak dotąd bliską była Supernowa Keplera (SN 1604) w odległości 20.000 ly. Przemiana Betelgezy w Supernową ma nastąpić w ciągu najbliższych 100.000 lat – w geologicznej skali to bardzo szybko…


Czy musimy się ich obawiać? Raczej nie, bowiem nie zapominajmy o tym, że eksplozje te, acz potworne, będą od nas oddalone i nie są w stanie nam zaszkodzić. Promieniowanie rozprasza się do sześcianu w kwadracie odległości, więc nam się dostanie jakaś minimalna jego część, bez znaczenia. Tylko że Supernowe te będą widzialne w dzień, a w nocy ich jasność będzie wyższa niż Księżyca w pełni czyli powyżej -12,71 mag. W przypadku Betelgeuse będzie to wybuch Supernowej typu II i pozostanie po niej tylko pulsar i mgławica poeksplozyjna. W obu przypadkach wybuchy te dadzą początek nowym gwiazdom i nowym planetom, i być może – a właściwie na pewno – nowemu życiu.



Gamma-laser ze Strzelca


Poza tymi dwoma gwiazdami, potencjalnymi Supernowymi są gwiazdy takie, jak: η-Car (Eta Kilu) błękitny supergigant o masie 100-150 razy większej od Słońca, jedna z największych i najmasywniejszych gwiazd w Galaktyce, odległa o 7500 ly i IK Pegasi (HR 8210) w konstelacji Pegaza, która znajduje się zaledwie 150 ly od Słońca, ale jej masa wynosi już 1,65 masy Słońca, a zatem leży poza tzw. granicą Chandrasekhara – 1,44 masy słonecznej, a zatem może przemienić się w Supernową typu Ia.

Jednakże najbardziej groźną z tych wszystkich gwiazd jest odległa o 8000 ly gwiazda WR 104 w Strzelcu. I to jej należy się obawiać. Ma ona masę 25 Słońc i typ widmowy WCv+ (gwiazda Wolfa-Reyeta, węglowa). Dlaczego jest aż tak niebezpieczna? Ano dlatego, że może się zmienić w Supernową, a może nawet w Hipernową. Sama eksplozja nie jest dla nas groźna, groźny jest dżet promieniowania γ, który zostanie wystrzelony z bieguna eksplodującej gwiazdy w kierunku Układu Słonecznego.

Obliczono, że taki dżet w sumie jest bardzo ściśniętą, skolimowaną jak w laserze wiązką wysokoenergetycznego promieniowania γ, które praktycznie nie ulega rozpraszaniu nawet na kosmicznych dystansach i cały czas zachowuje swą morderczą siłę. O czymś podobnym, ale w mniejszej skali, marzą wszystkie świry pragnący przenieść wojnę w Kosmos. Zainteresowanych odsyłam do prac prof. dr inż. Zbigniewa Schneigerta na temat Wojen Gwiezdnych, w których opisuje te chore projekty.

Najprawdopodobniej Ziemia już przeżyła coś takiego w swej dalekiej Przeszłości – na granicy Ordowiku i Syluru, jakieś 438 MA temu. Trafienie Ziemi dżetem promieniowania γ skończyło się Epizodem Wielkiego Wymierania na granicy O/S i było to jedno z największych Wielkich Wymierań.
Co się wtedy stało? Strumień promieniowania γ uderzył w ziemską atmosferę powodując zanik warstwy ozonowej, co z kolei spowodowało kaskadę zabójczego promieniowania UV ze Słońca. Na lądach życia nie było, ale oberwało się wszystkim istotom żywym żyjącym w strefie przypowierzchniowej Wszechoceanu do 30 m głębokości. I to nawet nie promieniowaniem, ale kwaśnymi deszczami, które powstały w efekcie połączenia się tlenków azotu z parą wodną. Promieniowanie γ spowodowało ich syntezę w atmosferze naszej planety, a potem spadły one w postaci deszczów kwasu azotowego z letalnym skutkiem – przede wszystkim dla fitoplanktonu. To uderzyło we wszystkie łańcuchy troficzne z jedynym możliwym skutkiem – wyginięcia 85% gatunków czyli 100 rodzin, które nie potrafiły się do tego przystosować… Wyginęły zupełnie trylobity, graptolity i konodonty, zaś mszywioły i ramienionogi wyszły z tego znacznie poszkodowane. Strach pomyśleć, co wydarzyłoby się dzisiaj, gdyby taki dżet uderzył w naszą planetę! Najgorsze jest to, że zobaczylibyśmy go dopiero, gdyby zaczął oddziaływać na Ziemię! Poruszające się z v = c promienie γ zobaczylibyśmy dopiero wtedy, gdyby do nas doleciały – i nie wcześniej! Podobnie jest z materią dżetu pochodzącą z umarłej Supernowej. Materia ta przemieszcza się z v = 99,99% c, więc na ostrzeżenie pozostałoby za mało czasu…

Obliczono, że taka sekwencja wydarzeń może mieć miejsce raz na 500 mln lat, a zatem czasu zostało niewiele do ponownego śmiercionośnego strzału z takiego gamma-lasera! W porównaniu z innymi zagrożeniami, to jest najgorsze z możliwych, bo nie dość że niewidzialne, to na dodatek niewykrywalne – przynajmniej na razie… 

niedziela, 27 sierpnia 2017

Szaleństwa sierpniowej pogody

Powalone Bory Tucholskie - widok z powietrza...

To, co się wyrabiało w tegorocznym sierpniu można określić jednym słowem – szaleństwo. Dokładnie. Aktywność Atlantyku nagrzewanego słońcem powoduje powstawanie niżów, które zmierzają na wschód mieszając w pogodowym kotle nad Polską i Środkową Europą. Różnice temperatur i wilgotności powietrza powodują powstawanie niszczących zjawisk atmosferycznych, które wyładowują swą morderczą siłę na ludziach i ich dobytku.

Tak właśnie było w drugiej dekadzie sierpnia 2017 roku, kiedy to na Pomorze zwalił się huraganowy wiatr, który pozbawił energii elektrycznej ponad 170.000 gospodarstw, wykosił 44.000 ha lasów w Borach Tucholskich, straty oceniono na 8.000.000 m³ drewna – to największa klęska jaka dotknęła Lasy Państwowe, no i sześcioro ofiar w ludziach, w tym dwie harcerki z ZHR.







... i z ziemi...

Mnie to przypominało dość dokładnie skutki śnieżnej nawałnicy w dniu 19.XI.2004 roku w Beskidach i Tatrach. Wtedy też lasy położyło tak, jak trawę pod ciosami kosy po obu stronach granicy. A jak to wyglądało, to przypominam na stronach: http://wszechocean.blogspot.com/2017/08/dujawica-nad-jordanowem-przypomnienie.html i http://wszechocean.blogspot.com/2017/08/czy-jeszcze-bedzie-tanap-wspomnienie.html.

W mediach podniósł się raban. A to harcerze nie posłuchali ostrzeżeń, a to władze zawiodły, a to, a tamto… I żadne z nich nie zająknęło się ani słowem o przyczynach tego stanu rzeczy. Nikt nie napisał, że masowa wycinka lasów daje właśnie takie, a nie inne skutki. To oczywiste – nikt tego nie napisze, by nie narazić się ministrowi od (niszczenia) środowiska i jego rzeczywistemu protektorowi i rozkazodawcy z Torunia.



Typowy przemarsz deszczowego frontu nad Polską w sierpniu 2017 roku (DWD)

Jak do tego doszło? Front burzowy znad Czech i Dolnego Śląska przesunął się nad Wielkopolskę, Kujawy i Pomorze. Wiatr nabierał rozpędu i uderzył w Bory Tucholskie. Efekty jego działania były straszliwe – jeszcze gorsze, niż w przypadku Wielkiej Dujawicy z listopada 2004 roku. Nas chroniły zalesione góry, które rozpraszały i kanalizowały przepływ strumieni powietrza. Na polskich nizinach nie było czegokolwiek, co powstrzymałoby trąby powietrzne. Wyrąbane lasy nie mogły stawić jakiegokolwiek oporu, który rozproszyłby i osłabił trąby powietrzne. Potężne uderzenie wiatru doprowadziły do zagłady całe połacie Borów Tucholskich.






Szkody spowodowane huraganem w okolicach Tucholi

Rozmawiałem z naocznymi świadkami tego, co się tam działo. Wszyscy opowiadają o straszliwym naporze huraganu – a właściwie orkanu – latających przedmiotach rażących jak pociski, drzewach wyrywanych z korzeniami lub łamanych albo kładzionych pokotami… Opowiadano mi o czarnej ścianie chmur, z której uderzały pioruny z częstotliwością kilku na sekundę i trąbach powietrznych, które niszczyły wszystko, co napotkały na swej drodze. O potwornej sile wiatru mogą świadczyć słupy linii wysokiego napięcia, które były zwinięte w ruloniki… Opowiadania ludzi, którzy przeżyli to piekło, przypominają jako żywo relacje mieszkańców amerykańskiej Alei Tornad. No i nie dziwota – polski klimat powoli upodabnia się do klimatu Big Bad Lands w środkowych stanach USA.

Nie będę pisał na temat reakcji władz centralnych na ten kataklizm. Opisują to artykuły Mariusza Fryckowskiego z TOKiS Press – zainteresowanych odsyłam do - http://tokis.pl/. Jego opisy porażają. Bałagan, bezhołowie a nade wszystko przerażająca niekompetencja władz wojewódzkich i centralnych! Najbardziej jednak bulwersująca jest nieporadność Wojska Polskiego. Może jest dobre na pielgrzymkach czy miesięcznicach smoleńskich i defiladach ku czci, ale tutaj w ogóle nie zdało egzaminu. Pod tym względem Ludowe Wojsko Polskie biło je na głowę. I tak niekompetentni ludzie mają nas bronić w razie czego? To już wolałbym strażaków i to tych z OSP, bo PSP też się pogubiło, ale nie tak jak żołnierze… - co przyznawali wszyscy moi rozmówcy. Wspaniali byli wolontariusze, którzy podjęli się udzielaniu pomocy poszkodowanej ludności. 

Co najgorsze, władze nałożyły czapę i knebel na wszelkie informacje dotyczące negatywnych aspektów katastrofy – o wiele gorzej niż w Polsce Ludowej. Tak więc nieprawdą jest, że wszystko już jest w porządku – bo nic nie jest w porządku. Do niektórych miejscowości pomoc dotarła dopiero po tygodniu a nawet dwóch! Ci ludzie zostali pozostawieni sami sobie, bez pomocy, bez wody, bez prądu, bez pomocy lekarskiej… Przedstawiciele rządu się pojawili, pokazali do kamer, pojechali do Warszawy i… i jest jak było.
Czy coś to nas nauczyło? Jak widać niczego. Władze olewają wszelkie ostrzeżenia klimatologów, sozologów, ekologów, łowców burz. Mają nas po prostu sami-wiecie-w-czym. I tylko żal ludzi, którzy stracili majątek, zdrowie i życie.

Szkoda mi dwóch młodych dziewczyn, które zginęły głupio i niepotrzebnie. A najbardziej mnie wkurza to, że za moich czasów, kiedy sam byłem druhem w ZHP, coś takiego byłoby niemożliwe. Po prostu NIEMOŻLIWE! Za moich czasów harcerzy i zuchów uczono sposobów przetrwania w trudnych sytuacjach, tzw. samarytanki (kto jeszcze wie, co oznacza ten termin?), ochrony przed skutkami działania broni masowego rażenia, sprawności obronnych, zaprawy fizycznej… Uczniowie szkół średnich przechodzili przeszkolenie w zakresie Obrony Cywilnej na lekcjach Przysposobienia Obronnego. Kiedy poszedłem do wojska, to nie miałem tam żadnych problemów z tym, co wbijano nam w głowy na unitarce. Poza tym mieliśmy także zajęcia z meteorologii, terenoznawstwa i topografii oraz wielu innych rzeczy, które stanowiły przygotowanie do dorosłego życia i służby dla Polski. Nie komunizmu, nie socjalizmu, ale po prostu dla Ojczyzny! Ale to było w tej strasznej, komunistycznej Polsce Ludowej. Dzisiaj harcerze uczą się klepania paciorków i pseudopatriotycznych bzdur. Nie wyobrażam sobie ich w czasie jakiegoś kataklizmu czy wojny – zginą w pierwszych minutach, jak zginęły te dwie biedulki - quod erat demonstrandum!

I to właśnie wkurza mnie najbardziej z tego wszystkiego. O ile jakoś jeszcze mogę zaakceptować śmierć dorosłych, to krew mnie zalewa, kiedy giną ludzie młodzi – jakby nie było – przyszłość naszego narodu. I jego nadzieja. Słucham jubileuszowego bełkotu żrących się między sobą solidaruchów i solidurni wmawiających ogłupiałym ludziom jakieś pokręcone brednie o „wielkim zwycięstwie” nad komunizmem i budowaniu nowego lepszego świata, wbrew „cywilizacji śmierci”, której oni sami hołdują bez opamiętania. Wycinane lasy, mordowane zwierzęta, dewastowane puszcze i parki narodowe – za to wszystko przyjdzie zemsta ze strony Natury. Już nadchodzi. To, co wydarzyło się w Borach Tucholskich i na Pomorzu stanowi bardzo poważne ostrzeżenie, które – jak widać – ministerstwo od niszczenia środowiska ma dokładnie sami-wiecie-gdzie-i-w-czym.








Położone i połamane drzewa w okolicach Tucholi

Z cywila jestem leśnikiem. Kiedy w latach 70-tych pobierałem nauki, to przede wszystkim kładziono nacisk na ochronę lasu. Ochronę przed wszystkim – od patogenów do pożarów. A każde wycięte drzewo zastępowano nowym posadzonym na jego miejscu, a nawet trzema. Bo tak było trzeba, by las przetrwał. Dzisiaj Lasy Państwowe stały się łakomym kąskiem dla biznesu – poprzednie rządy PO-PSL chciały je sprywatyzować – efekt tego mógł być tylko jeden, rabunkowa eksploatacja i szybki ich zanik. Wszak las wycina się szybko, ale rośnie długo – 100 i więcej lat. Na szczęście nie udało im się. Niestety, stało się najgorsze - rządy dojnej zmiany dorwały się do Lasów i tną je bez opamiętania, co mnie nie dziwi, bo to jest normalne w kraju, gdzie władzę sprawują małpy z brzytwami, quasi-patrioci opłacani przez ambasady światowych mocarstw, dewoci-idioci mający gdzieś dobro Polski, niedouczeni ekonomiści i cała rzesza miernych-biernych-ale-wiernych podnóżków, klakierów, cichowlazów i liżyłapów – a wszyscy razem niekompetentni na zajmowanych stanowiskach, co wyszło właśnie teraz jak słoma z buta chama awansowanego na pana.  

Następne kataklizmy to tylko kwestia czasu… Szkoda tylko ludzi, którzy znów będą przez nie pokrzywdzeni i zostaną pozostawieni sami sobie, bo dojna zmiana nie będzie miała dla nich czasu. Dojna zmiana chce rządzić ile się da, w tym celu chce zmienić konstytucję tego nieszczęsnego kraju, by go doić dalej.

Bo przecież jej tylko na tym zależy. W obecnym rządzie pełno takich „specjalistów”:
v mamy ministra (już nie „ochrony”) środowiska z daczą o wartości 500 tys., której „zapomniał” wpisać do oświadczenia, robiącego z Puszczy Białowieskiej polanę - zabierając zdrowe drewno, a zostawiając korę z kornikiem;
v mamy ministra MSWiA, który zatrudnia do BOR-u ludzi nie potrafiących prowadzić auta zgodnie z przepisami ruchu drogowego ani zmienić w nim opony;
v mamy niedouczonego mgr prawa, któremu „studentki wpłacają” po 20 tysięcy na partię, i który jako Prokurator Generalny marzy o nieograniczonej władzy nad prokuraturą i sądami, w tym SN, KRS i PKW;
v mamy prokuratora stanu wojennego wołającego do innych: „precz z komuną”;
v „uniewinnionego niewinnego” szefa CBA;
v mamy „prezesa” TK z wilczym biletem od sądu rejonowego za nieróbstwo i niekompetencję;
v mamy TW Wolfganga, tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa PRL, jako ambasadora Polski (IPN oczyścił go z zarzutów 😏);
v mieliśmy sędziego TK, który otwarcie twierdził, że reprezentuje rząd;
v mamy świra który podczas szaleńczego rajdu z jednego bankietu na następny rozbija dwie limuzyny zakupione wcześniej po 1,2 mln za szt., który zachowuje się jak ruski agent demontujący Wojsko Polskie;
v mamy zamiatacza aptecznego, nad którym oficerowie Wojska Polskiego trzymają parasole, a generałowie salutują „Czołem Panie Ministrze” (jak generałowie nie potrafią się szanować, to nie powinni być generałami! 👿);
v mamy pszczelarza-gawędziarza zajmującego się cyber-bezpieczeństwem, zagrożeniami w sieci oraz cyberatakami;
v mamy czyściciela akwariów na stanowisku szefa zarządzającego wytwórnią materiałów wybuchowych Nitro-Chem;
v mamy salową, która jest inspektorem w biurze Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa;
v mamy prezesa SKOK brylującego na stanowisku szefa komisji finansów w Senacie, podczas gdy my jako klienci banków spłacamy ponad 6 mld manka w nadzorowanej przez niego piramidzie finansowej (wiadomo czyjej 👎);
v mamy posła zamieszanego w aferę Amber Gold, pełniącego funkcję wiceprzewodniczącego komisji śledczej ds. tej afery i który w roli świadka chce przesłuchiwać Katarzynę Wielką;
v mamy politologa jako przewodniczącego komisji ds. reprywatyzacji, bez wymaganych kompetencji prawnych, „rozwiązujący” już dawno rozwiązane sprawy;
v mamy posłankę, która oficjalnie nazywa flagę Unii „szmatą”, a sale sejmową traktuje jak bar mleczny lub stołówkę;
v mamy szefa TVP, który publicznie piętnuje „alimenciarzy”, równocześnie nie płacąc alimentów na swojego syna;
v mamy telewizję publiczną, która nawet największą porażkę ekipy rządzącej przedstawia jako ogromny sukces, niespotykany w skali światowej;
v mamy sekretarza stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej, który uczył Francuzów jeść widelcem;
v mamy geniusza dyplomacji, który jako sukces swoich zabiegów dyplomatycznych podaje nawiązanie kontaktu z San Escobar;
v mamy geniusza finansów, który w półtora roku nabił nam ponad 150 miliardów nowych długów;
v mamy marszałka sejmu, którego szczytem kariery jest przeprowadzenie glosowania nad budżetem w skandaliczny sposób i bez wymaganego quorum;
v mamy sołtysową wykonującą co piątek i poniedziałek, wbrew przepisom lot wojskową CASĄ do i ze swojej wioski, gdzie każdy przelot kosztuje więcej niż przeciętny Polak zarabia przez cale życie i która szczyci się „sukcesem” - 27:1;
v mamy prezydenta, który otwarcie mówi, że nie jest prezydentem wszystkich Polaków;
v mamy rząd, który głośno nawołuje do dymisji oponentów z najbardziej błahych powodów, ale sam nie bierze żadnej odpowiedzialności nawet za największe skandale (wieczna wina Tuska i komunistów);
v ten sam rząd szczyci się i przypisuje sobie wszystkie osiągnięcia poprzedniej ekipy, ponownie otwierając już otwarte zbiorniki wodne, tamy, autostrady oraz chwali się jako swoim, sprzętem wojskowym zakupionym przez poprzedników;
v a wszystkimi nimi zawiaduje woniejący naftaliną eksponat z muzeum PRL-u, który wpuszczony do sklepu na zakupy, z koszykiem w jednej i stówą w drugiej ręce, doszczętnie sie pogubił; żyjący wyłącznie żądzą zemsty na Tusku, PO i „komunie”, choć to on sam wykonał telefon do swojego brata „ląduj dziadu” ... za wszelką cenę, w gęstej mgle. (Źródło: G+)

A wracając do pogody, to możemy tylko wznosić modły dziękczynne za to, że mieszkamy w takim spokojnym kącie kraju. I tylko myśl nieznośna gryzie – na jak długo…?

Fot.: TOKiS Press i MSN Wiadomości
Jordanów, 26.VIII.2017 roku