Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Czarny Baron". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Czarny Baron". Pokaż wszystkie posty

środa, 17 stycznia 2024

I znów o „Czarnym Baronie”

 


Enigmatyczny obiekt w orbicie Ziemi: kosmiczny obserwator. Tajemnice starożytne. W rozległej przestrzeni Kosmosu, gdzie tajemnice wszechświata często przyćmiewają nasze zrozumienie, istnieje niebiańska zagadka, która zaintrygowała naukowców i zwolenników teorii spiskowych.

Swoisty obiekt, zauważony przez astronautów podczas misji promu kosmicznego w grudniu 1998 roku, nadal przeciwstawia się konwencjonalnemu wyjaśnieniu. W świecie pełnym sferycznych satelitów i statków kosmicznych, ten nieregularny cień w kosmosie sprawił, że obserwatorzy byli zdumieni. Ta kosmiczna anomalia po raz pierwszy weszła w świadomość publiczną, gdy załoga promu kosmicznego Endeavor, z misją budowy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, natknęła się na obiekt, który nie pasował do niczego. Jego ciemny kolor i niekonwencjonalny kształt natychmiast odróżniają go od oczekiwanych szczątków, które wypełnia kosmiczną pustkę. To było prawie tak, jakby obiekt ten został celowo zaprojektowany, aby płynnie wtopić się w atramentowe tło przestrzeni. Uchwycony na zdjęciach wykonanych przez astronautów, ten enigmatyczny obiekt wywołał burzę spekulacji. Niektórzy obserwatorzy, podsycani swoją fascynacją życiem pozaziemskim, szybko zrobili z tego obcy statek kosmiczny lub latający spodek. Jednak sama natura tej niebiańskiego przedmiotu przeciwstawiła się konwencjonalnej mądrości.

 

Dark Knight Satellite

 

Satelity, jak je znamy, zazwyczaj mają kuliste lub stworzone przez człowieka projekty. Przedmiotem, o którym mowa, stanowił jednak kłopotliwy zestaw dziwnych kątów i zakrzywionych krawędzi, które wydawały się wykraczać poza zakres inżynierii ludzkiej. Kiedy NASA w końcu rozważyła tę sprawę, zaoferowali bardziej prozaiczne wyjaśnienie. Według agencji kosmicznej ten tajemniczy obiekt był niczym więcej niż osłoną termiczną, która nieumyślnie wyłamała się od stacji kosmicznej podczas jej budowy. Podczas gdy to wyjaśnienie stanowiło proste rozwiązanie zagadki, wielu z nich pozostało sceptycznymi. W końcu, czy zwykła osłona termiczna może spowodować tak niezwykłą i kłopotliwą sylwetkę z kosmicznego płótna? Satelita Czarny Rycerz, termin, który stał się synonimem tej niewyjaśnionej obecności na orbicie Ziemi.[1]

Początki tej nazwy pozostają owiane tajemnicą. Pomimo szeroko zakrojonych badań, nikt nie był w stanie wskazać dokładnego momentu lub źródła terminu Czarny Rycerz. Jednak w 1954 roku wybitna amerykańska gazeta zawierała historię o znanym śledczym UFO o imieniu Donald Kehoe. Kehoe twierdził, że obiekt pozaziemskiego pochodzenia przemierza orbitę Ziemi, nie został stworzony przez ludzkie ręce. Satelita Czarny Rycerz pod wieloma względami ucieleśnia jedną z najtrwalszych kosmicznych tajemnic. Dominująca teoria sugeruje, że służy on jako cichy strażnik w przestrzeni, kosmiczny obserwator o nieznanym celu.

Ale jaki ten cel może być? Niektórzy sugerują, że może to być monitorowanie naszej planety, podobnie jak filmy dokumentalne o dzikiej przyrodzie przechwytują zwierzęta w ich naturalnych siedliskach, nieświadomych spojrzenia kamery. Jeśli Ziemia rzeczywiście jest pod obserwacją, to ten satelita może mieć za zadanie nagrywanie, zbieranie i przekazywanie informacji o nas z powrotem do obcej cywilizacji. Co ciekawe, nasze własne przedsięwzięcia kosmiczne oferują równoległą perspektywę. Gdy ludzie wysyłają misje do eksploracji Marsa i wysyłania sond do najdalszych zakątków naszego Układu Słonecznego, to my również angażujemy się w kosmiczną obserwację.

Czy w istocie nie naśladujemy działań hipotetycznej pozaziemskiej cywilizacji? Czy to możliwe, że w naszym dążeniu do zrozumienia Wszechświata, nieumyślnie naśladujemy zachowanie, w jakie spekulujemy, że istoty pozaziemskie mogą się zaangażować? Niektórzy naukowcy zaproponowali alternatywną strategię obserwacji kosmosu – taką, która polega na obserwowaniu Ziemi ze znacznie większej odległości. Odległe asteroidy, znane jako obiekty koordynalne, zapewniają dyskretny punkt widokowy. Te koorbitalne[2] obiekty przypominają satelity Ziemi, takie jak nasz Księżyc, ale są umieszczone znacznie dalej. Odkryto je zaledwie dwie dekady temu, a ich prawdziwa natura pozostaje przedmiotem badań. Z najbliższym obiektem koorbitalnym około 3 milionów mil od Ziemi, oferuje punkt widokowy, który jest zarówno odległy, jak i niepozorny, idealny do tajnej obserwacji.

W końcu zagadka satelity Czarnego Rycerza nadal trwa, jego prawdziwa natura i cel zasłonięty w kosmiczną niepewność. Chociaż nigdy nie możemy definitywnie rozwikłać tajemnicy tej niebiańskiej osobliwości, służy ona jako przypomnienie głębokich tajemnic, które przykuwają do nas z głębi Kosmosu, kwestionując nasze zrozumienie i rozpalając naszą wyobraźnię.

 

Oryginalne źródło: https://anciently.net/the-enigmatic-object-in-earths-orbit-a-cosmic-observer-18728/?fbclid=IwAR16MCp4ktDe39y2pvUCxAX2DMrgfRDWHIQLzuuAJESgiUia-uD_W54YuI0

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz



[1] W literaturze obiekt ten zwie się także Czarnym Baronem, Czarnym Księciem czy Ciemnym Rycerzem.

[2] Obiekt koorbitalny – ciało niebieskie, poruszające się wraz z drugim, znacznie masywniejszym ciałem, po orbicie synchronicznej wokół grawitacyjnie dominującego ciała w centrum układu.

środa, 16 listopada 2022

Znowu Czarny Rycerz

 


Zobacz satelitę Obcych - Black Knight – to najbardziej tajemnicza obserwacja Obcych wszechczasów – udokumentowane nawet przez NASA [QQ]

Historia satelity Black Knight jest zdecydowanie jedną z najciekawszych ze względu na to, ile jest dowodów na jej poparcie. Według oficjalnej tradycji za tym wszystkim stoi starożytny satelita Obcych, który okrąża naszą planetę mniej więcej co 15 do 20 lat.


Pierwotnie odkryty przez samego Nikolę Teslę w 1899 roku, wiele osób było wobec niego sceptycznych, delikatnie mówiąc, aż do 14 maja 1954 roku.

To wtedy gazety „St. Louis Post Dispatch” i „San Francisco Examiner” przedstawiły tę historię szerokiej opinii publicznej.



Lata 60. przyniosły jednak zarówno ZSRR, jak i USA potwierdzenie jego istnienia. 11 lutego satelita oficjalnie pojawił się na ich radarze. Po tym, jak obaj zaprzeczyli, że był to jeden z ich własnych satelitów, oficjalnie zgłoszono, że jest to jakiś obcy statek. Gordon Cooper był pierwszym człowiekiem, który zauważył to na własne oczy i według niego jest co najmniej masywny obiekt. NASA odrzuciła jednak jego twierdzenia, stwierdzając, że wszystko to była halucynogenna podróż wywołana brakiem CO2 w powietrzu.

Ale krótko potem, NASA opublikowała te wszystkie zdjęcia, które wykonano w czasie misji wahadłowca STS-88. Są to najlepsze zdjęcia Czarnego Rycerza i można powiedzieć, że są one cudowne.

 

Moje 3 grosze

 

Pragnę zwrócić uwagę Czytelników na pewną osobliwość uwiecznioną na filmie przedstawiającym przelot Czarnego Rycerza przez pole widzenia filmującego go astronauty. Otóż od tego niezwykłego obiektu od czasu do czasu oddzielają się małe fragmenty „czegoś”. I dwa z nich uchwyciła kamera. Dziwne – nieprawdaż? Szkoda tylko, że nie dało się ich złapać i przywieźć na Ziemię. A może to i lepiej, bo nie wiemy, co byśmy na nią zawlekli, np. COVID, dengę czy inną ebolę. Póki co lepiej tego nie tykać i poprzestać na obserwacjach…  






Źródło - http://viralnews77.com/tq/ancient-aliens-and-history-qq/2780/?fbclid=IwAR2IIdOQnCLo7RepA5pm6EKnu8IXgyhGuqLffDMj4pKspABeBAM3qiRk-fo

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Znowu Czarny Baron?

 



Kilka dni temu na FB pojawił się filmik nakręcony rzekomo przez załogantów którejś z misji kosmicznych NASA i przedstawiający obiekt, który nazywa się różnie: Czarny Baron, Czarny Książę, Czarny lub Ciemny Rycerz a teraz Czarny Koń – choć dalipan, trzeba mieć wiele wyobraźni, by w tej smolistej bryle dostrzec jakikolwiek znajomy kształt. Filmik można obejrzeć na stronie https://www.facebook.com/rayver.estilloso.5/videos/435274438640321.




Oczywiście w NASA wymyślono rozwiązanie – zwinięty koc termiczny wyrzucony przez załogę wahadłowca, ale – na litość! – czy w ogóle wygląda to na zwinięty materiał? Innym pomysłem jest fragment osłony termicznej wahadłowca czy innego statku kosmicznego, który został na stałej orbicie i krąży wokół Ziemi. I oczywiście nie zbadano tego tłumacząc się innymi zadaniami.

A zatem tajemnica jest nadal tajemnicą…  

piątek, 10 grudnia 2021

UFO-konspiratorzy twierdzą, że "Czarny Rycerz" odwiedził Ziemię

 

Mityczny satelita Obcych - Czarny Rycerz...

Mityczny „obcy satelita, który orbituje wokół Ziemi od 13.000 lat” został sfilmowany tuż nad powierzchnią naszej planety – twierdzą UFO-konspiratorzy.

Domniemany zapis wideo obcego satelity Black Knight czyli Czarny Rycerz[1] lecącego na niebie ponad Florydą pojawił się na YT. Zdarzyło się to w dzień po tym, jak Express.co.uk doniósł o tym, że inni łowcy Obcych sfilmowali Czarnego Rycerza lecącego obok MSK/ISS i zanim oddzielnie sfotografowali go jak przelatywał na tle tarczy Księżyca.

Kanał Secureteam10 na YT wypuścił ostatnio rzekomy zapis wideo pt. „Tajemniczy satelita Black Knight jest prawdziwy! Obcy zdemaskowani”.   

Ten szokujący zapis – jak się mówi – został nakręcony nad Jacksonville, FL, i ukazuje on jakiś czarny obiekt, o dziwnym kształcie, zorientowany w pionie, z trzema innymi mniejszymi obiektami latającymi obok niego. Kobieta, która sfilmowała ten obiekt wysłała zapis do Secureteam i początkowo sądziła, że to po prostu był latawiec, ale potem doszła do wniosku, że jednak nie.

Obiekt poruszał się powoli i w końcu znikł tajemniczo.




UFO nad Jacksonville - kadry z amatorskiego filmu nakręconego przez świadka

Szybko uznano to za prymitywne CGI (wygenerowane komputerowo) oszustwo przez kilkunastu internautów – chociaż inni wskazywali na podobieństwo do historycznych zapisów i zdjęć tego legendarnego obiektu kosmicznego.

Pewien widz powiedział – Jestem przekonany na 99%, że to jest CGI.

Inny dodał – To na pewno nie CGI.

Secureteam10, prowadzony przez Tylnera Glocknera, był oskarżony o wprowadzenie sfałszowanych filmów w przeszłości – coś, czemu in zaprzecza.   

Pan Glockner tak wypowiedział się o tym wideo – Ten pojazd wygląda tajemniczo i jest podobny do satelity Black Knight, który został uchwycony na zdjęciach NASA w 1998 roku. Ma on pozaziemskie pochodzenie i orbituje wokół nas na polarnej NEO.[2] Podobieństwo Czarnego Rycerza do pojazdu widzianego nad Jacksonville powoduje pytanie o to, czy Black Knight jest czymś prawdziwym i czy ma możliwości zejścia z orbity na Ziemię i odwiedzać nas w nieznanym celu.

Hipotezy o satelicie Black Knight pojawiły się po tym, jak NASA opublikowała serię zdjęć w 1988 roku, zrobionych w czasie misji wahadłowca Endeavour do MSK/ISS. Oczywiście NASA oświadczyła, że był to tylko koc termiczny, który wyrzucono w czasie prac z pokładu MSK/ISS.

Legenda o satelicie Obcych jest datowana na wcześniejszy okres – a dokładniej od 1899 roku, kiedy to Nikola Tesla ogłosił, że wyłapał sygnały radiowe pochodzące z Kosmosu, a co zasugerowało ludziom, że coś obcego tam się znajduje. Eksperymenty w 1928 roku w Oslo, Norwegia, wychwyciły te same radiosygnały.

W 1954 roku, amerykańskie gazety rządowe przyniosły cytaty z wywiadu mjr rez. USAF i ufologa Donalda Keyhoe mówiące o tym, że USAF wykryły 2 satelity obiegające Ziemię, chociaż żaden z nich nie był wystrzelony z naszej planety.[3]

Nieco później, w 1960 roku, sztuczne satelity Ziemi zostały już wystrzelone, i znów US Navy wykryła ciemny obiekt, być może radzieckiego satelitę szpiegowskiego, na bardzo nieregularnej orbicie.[4]

Mit ten rozwinął się w 1963 roku, kiedy astronauta NASA Gordon Cooper zameldował o obserwacji satelity Black Knight w przestrzeni kosmicznej, ale media nie podchwyciły tematu i NASA zwaliła to wszystko na karb kosmicznej halucynacji.[5]

W 10 lat później, w 1973 roku, szkocki badacz Duncan Lunan przejrzał dane norweskich uczonych z badań z 1928 roku, które sugerowały, że Black Knight został wysłany z okładu planetarnego gwiazdy ε Boötis A[6], a który nadaje swe posłanie dla Ziemian od 12.600 lat.[7]   




Archiwalne zdjęcia Czarnego Rycerza

Wielu sceptyków twierdzi, że Legenda została stworzona po 1998 roku, kiedy zostały opublikowane zdjęcia tego niezwykłego obiektu i pojawiła się po to, by je uwiarygodnić.

Tajemnicze radiosygnały z 1899 i 1928 pozostają bez wyjaśnienia, ale możliwe przyczyny wcale nie muszą dotyczyć satelitów Obcych, jak twierdzą uczeni. Są oni zdania, że jak wykazało ich dochodzenie, w 1954 roku mjr Keyhoe promował swoją książkę i te artykuły były opublikowane w prasie właśnie dla promocji jego pracy.

Następnie, nieco szerzej znanym artykułem w „Time” był ten potwierdzający, że ten obcy satelita był de facto niczym innym jak szczątkami satelity USAF Discoverer-5, który potem spalił się w atmosferze – co też oni odkryli. 

Poza tym istnieją doniesienia, że astronauta Cooper chociaż twierdził, że widział UFO w kosmosie, to nigdy nie powiedział, że był to Black Knight, którego on rzekomo widział w czasie swej misji.

Dr Lunan – jak później doniosła prasa – odwołał swe sugestie, że był to jakiś obcy satelita pochodzący sprzed 12.600 lat i swe nienaukowe konkluzje, że radiosygnały tworzą mapę gwiezdną.[8]  

 


Moje 3 grosze

 

I jeszcze à propos gwiazd, z których Obcy mogą przylecieć do nas, to w naszym pobliżu – do 20 ly znajduje się większość czerwonych karłów – gwiazd klasy widmowej M, które mogą mieć zdatne do życia planety, to na dodatek czas ich istnienia wynosi setki miliardów lat. Jest ich – jak widać 2/3 całej populacji gwiezdnej. Gwiazd podobnych do Słońca jest znacznie mniej bo tylko 10%, ale one też mają planety, które być może są zdatne do życia – jednymi z nich są Toliman A i τ Ceti – dwie bliskie gwiazdy, które mogą mieć swe planety i cywilizacje na nich... 

 

Źródło – News 24

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz



[1] Zwany także „Black Baron” („Czarny Baron”), „Black Prince” („Czarny Książę”) w literaturze ufologicznej.

[2] Near Earth Orbit – orbita bliska Ziemi.

[3] Posłużyło to za kanwę powieści G. Martynowa pt. „Gianeja” (Warszawa 1972)

[4] W styczniu 1959 roku miał miejsce spadek jakiegoś obiektu do basenu portowego nr 4 w Gdyni, być może był to jeden z tajemniczych satelitów zestrzelony przez Rosjan i cichcem - chyłkiem przewieziony do ZSRR… Oczywiście jest to tylko moja hipoteza, boż dowodów na jej prawdziwość nie mam i mieć nie będę. Zob. R. Leśniakiewicz – „UFO i Kosmos” (Tolkmicko 2010)

[5] Według NASA, Cooper uległ w czasie lotu lekkiemu zatruciu … amoniakiem z popsutej instalacji skafandra.

[6] Al-Izar – gwiazda klasy widmowej K0/G9II-III odległa o 202 ly, drugi składnik klasy widmowej A0V.

[7] Inne źródła mówią o 13.000 lat.

[8] Nawiasem mówiąc odwracając mapę Lunana o 90 stopni w lewo można dopatrzeć się konstelacji wieloryba z wyróżnioną na niej gwiazdą τ Ceti (Tau Ceti, al-Na’amat) o klasie widmowej G8V (podobnej do naszego Słońca mającego klasę G2V) z 4 planetami i odległej o tylko 11,9 ly od Słońca. Jeżeli hipotetyczny „Czarny Rycerz” miałby skądś przybyć w okolice Ziemi, to najbardziej właśnie stamtąd, ze względu na podobieństwo Słońca i Tau Ceti…

niedziela, 5 września 2021

Mit o Czarnym Rycerzu żyje w Internecie

 


Clas Svahn

 

Czy ciemny obiekt na zdjęciu to satelita z innego świata, który monitoruje Ziemię? A może wyjaśnienie jest całkiem inne? Idea Czarnego Rycerza żyje własnym życiem w Internecie pomimo prób wyjaśnień przez NASA. „UFO-Aktuellt” spróbuje dowiedzieć się, co jest prawdą, a co nie ma podstaw w rzeczywistości.

 

Szukając w Google hasła Czarny Rycerz[1] otrzymujemy ponad 10.000 wyników. Klikając znajdujemy tam obraz jakiegoś ciemnego obiektu znajdującego się na tle Ziemi. Zdjęcia te były wykonane przez astronautów z pokładu wahadłowca Endeavour wykonującego misję oznaczoną jako STS-88.

Na wielu stronach znajduje się historia o tym, jak to tajemniczy satelita był obserwowany już od lat 50-tych, zanim wystrzelono Sputnika-1, a krzykliwe nagłówki mówią do dziś zrozumiałym językiem:

„Czarny Rycerz to UFO-satelita”, „Satelita sprzed 13.000 lat” i „UFO Czarny Rycerz i satelita Obcych – historia prawdziwa z 2014 r.”

Spekulacji na ten temat jest wiele, ale jedna szczególnie się utrwaliła: To co widać na zdjęciu to satelita z innego świata. Pomimo faktu, że zdjęcia pochodzą z 1998 roku, dopiero w latach 2000 pojawiły się spekulacje, że to obiekt pozaziemski, został utrwalony na zdjęciach, a dziś jest tak wiele legend wokół tej historii, że zaczyna robić się sensacja, złożona z faktów i fikcji.

Odpowiedź na historię Czarnego Rycerza jest taka, że ​​składa się ona z wielu różnych działań, które tak naprawdę nie mają ze sobą nic wspólnego, ale które w ostatnich latach zostały połączone w nową historię, która na pierwszy rzut oka może wydawać się wiarygodna.

Chodzi tu w zasadzie o pozaziemską cywilizację która umieściła wokół Ziemi satelitę rozpoznawczego, mającego na celu odkrywanie życia. Gdy pojawiły się pierwsze oznaki życia, satelita wysłał sygnał z powrotem do konstruktorów, którzy mogli następnie wysłać ekspedycję na Ziemię.

Część obrazu mitu składa się z prawdziwych zdarzeń, takich jak odkrycie przez US Navy w lutym 1960 r. ciemnego, nieznanego obiektu na orbicie Ziemi, czegoś, co uważano za dotychczasowego radzieckiego satelitę. Ale bliższe badanie wykazało, że ten obiekt był pozostałością amerykańskiego satelity Discoverer-8, który zboczył z kursu.

Niemniej jednak nieznany satelita przetrwał w Internecie, gdzie mity nie mają nawet statusu faktów.

Ale są fakty - i mnóstwo fikcji.

 

Kilka spacerów kosmicznych

 

Amerykański specjalista od lotów kosmicznych Jim Oberg był w stanie wykazać, że istniejące obrazy Czarnego Rycerza w rzeczywistości pokazują koc, który został użyty do ochrony części powstającej stacji kosmicznej MSK/ISS przed nagrzewaniem się lakieru, ale który został wyrzucony przez astronautów z pokładu promu kosmicznego Endeavour. Błąd ten miał miejsce dnia 9.XII.1998 r., kiedy to astronauta Jerry Ross pracował poza tym, co miało stać się MSK/MSK. Ross opuścił Ziemię kilka dni wcześniej na pokładzie Endeavoura wraz ze swoimi kolegami astronautami: Bobem Cabana, Rickiem Sturckowem, Nancy Currie i Jimem Newmanem, a także rosyjskim kosmonautą Siergiejem Krikajłowem.

Szóstka astronautów miała za zadanie umieszczenie amerykańskiego modułu w kosmosie, a następnie przechwycenie rosyjskiego modułu, który został już wysłany na orbitę okołoziemską, i złożenie ich dwóch do kupy. Podczas prac nad dwoma modułami kilka spacerów kosmicznych zostało dokonanych, a podczas jednego z nich astronauci mocowali specjalne zabezpieczenia lakieru przed ciepłem do niektórych węzłów poza stacją. Prom kosmiczny znajdował się wówczas po drugiej stronie Atlantyku, u południowo-zachodniego wybrzeża Afryki.


W zapisie komunikacji między Jerrym Rossem jako pracownikiem odpowiedzialnym za pracę poza wahadłowcem, a Bobem Cabaną, który był na pokładzie wahadłowca, można dokładnie przeczytać, co się działo:

- Jerry, jedna z powłok termicznych wymknęła ci się – powiedział Cabana.

- Jak poszło? Widziałem linę, gwarantuję ci. Gdzie to poszło? – zapytał Ross.

- Nie widziałem tego – odpowiedział Cabana.

- Nie sądzę, że to prawda – mówi zniechęcony Ross.

Chwilę później Jerry Ross prosi kolegę Jima Newmana, który również pracuje nad mocowaniem stałych mat grzewczych na dwóch węzłach, do których był przymocowany uciekający teraz koc, bo obawia się, że więcej mocowań może się poluzować.

Zagubiony koc w ciągu kilku sekund zamienił się w nieznany statek kosmiczny.

 





Meldowaliśmy!

 

Kiedy Jim Oberg później przeprowadził wywiad z Jerrym Rossem na temat rozmowy i tego, co Ross chciałby powiedzieć tym, którzy wierzą, że zgubiony koc termiczny to coś zupełnie innego, Ross odpowiedział:

- Jeśli coś zobaczymy, gdy tam jesteśmy, będziemy pierwszymi, którzy zaczną zadawać pytania i mówić ludziom, że widzieliśmy coś, czego nie rozumiemy.

I dalej:

- Teorie konspiracyjne są zabawne dla tych, którzy je tworzą, ale tylko marnują cenną moc mózgu.

Upuszczony koc był na tyle duży, że można go było zobaczyć na radarze z Ziemi, i nawet otrzymał oficjalny numer NASA: 025570.

Chociaż istnieje seria sześciu zdjęć, które pokazują, jak utracony koc cieplny odsuwa się od MSK/ISS i jak w oczywisty sposób jest to cienki i nieregularny obiekt, który oddala się od kamery i wydaje się, że w rzeczywistości jest to jakiś nieznany satelita, i tak Black Knight nadal żyje w Sieci.

Oprócz nieruchomych obrazów jest też kilka filmów, które pokazują to samo, a James Oberg zauważa, że ​​załoga na pokładzie promu słyszy argumentację, czy Newman lub Ross mogliby złapać uciekający koc termiczny. Ale ucieka on zbyt szybko i zaledwie tydzień później spłonie w ziemskiej atmosferze.

Kiedy NASA jakiś czas po tym, jak plotki o nieznanym satelicie zaczęły nabierać kształtu na różnych szmatławych stronach, zreorganizowała swoje archiwum obrazów, wiele osób nie mogło już znaleźć obrazów z STS-88. To było to coś, co stworzyło teorie, że NASA rzeczywiście nałożyła na nie knebel i czapę.

W rzeczywistości obrazy pozostają i ktokolwiek chce, może pobrać serię obrazów od STS088-724-65-3 do STS088-724-70-3. Coś, co zrobiło „UFO-Aktuellt” do niniejszego artykułu.[2]

Mniej ostrożni teoretycy spiskowi opublikowali również zdjęcia, w których koc termiczny został pokazany w innych kontekstach, które wyglądają, jakby skontaktował się z nim prom kosmiczny, a wiele artykułów i wpisów na YouTube głosi tajemnice poprzez nagłówki, takie jak „The Black Knight nadal jest jednym z najbardziej mitycznych obiektów poruszających się wokół Ziemi”.

Każdy, kto zobaczy pojedynczy nieruchomy obraz może uwierzyć, że w rzeczywistości istnieje nieznany satelita, a w połączeniu z brakiem wiedzy o tym, jak obiekty poruszają się w kosmosie, wiara ta dodatkowo się zwiększa. Kiedy ktoś pisze w komentarzu do YT, że obiekt ten nie może być kocem, który wiruje w przestrzeniach, bo w przestrzeni nie wieje wiatr, co może się to wydawać dobrym argumentem.

I oczywiście nie wieje w próżni kosmicznej. Z drugiej strony obiekty, które mają małą prędkość, są prawie niemożliwe do zatrzymania, ponieważ poruszają się szybko, bo nie ma powietrza, które mogłoby je zahamować.

 

Nadchodzi Nikola Tesla

 

Jak większość upartych teorii spiskowych, satelita Black Knight nie istnieje w próżni. Ci, którzy postanowili w to uwierzyć, stworzyli również historię, która sięga aż do 1899 roku, kiedy to Nikola Tesla odkrył jakieś sygnały z kosmosu, które, jak sądził, mogły pochodzić z innej planety, być może z Marsa.

I nadal nie wiemy na pewno, czy to, co Tesli dostało się do jego instrumentów w Stanach Zjednoczonych naprawdę pochodziło z kosmosu, czy też powstało na Ziemi. Coś, co nie jest szczególnie nieprawdopodobne.

Ale z jakiegoś powodu odkrycie Tesli stało się elementem mitologii wokół Black Knighta, bez żadnego związku między nimi.

Inną ważną częścią mitologii otaczającej Black Knighta jest to, że powinien zostać odkryty już w latach pięćdziesiątych, a jeszcze inną, że nieznany satelita ma 13.000 lat.


Pomysł, że byłby to satelita z innego świata ukrytego gdzieś na Ziemi sprzed 13.000 lat, pokolenie Internetu pożyczyło z książki z 1974 roku. Często nie wiedząc o tym. W tym samym roku brytyjski autor Duncan Lunan ​​wyszedł z książką „Man and the Stars” (Souvenir Press, 1974), która przeszłaby zupełnie niezauważona, gdyby nie rozdział na końcu. W nim Lunan stwierdził, że pozaziemska cywilizacja około 13 000 lat temu, umieściła tam sondę kosmiczną, gdzieś wokół Księżyca. Sonda ta, która od tego czasu obserwuje Ludzkość, która emitowała sygnały radiowe, a które zostały przechwycone przez nią w Kosmosie. Pod koniec lat dwudziestych jeden z tych sygnałów trafił do pozaziemskiej sondy, która się zaktywizowała. Sonda odpowiedziała, wysyłając sygnał z powrotem na Ziemię – jak pomyślał Lunan.

Myśl nie była taka głupia. A zatem cywilizacja z innego świata wysłała sieć sond i umieściła je wokół planet w odpowiedniej odległości od swojego słońca, tak że gdy rozwijająca się cywilizacja budzi się na pewnym poziomie technicznym i powinna być słyszana - tego nie można całkowicie odrzucić.[3]

Ale czy tak było naprawdę?

Duncan Lunan oparł swój pomysł na danych naukowych zebranych w latach 1927-1929, kiedy to norweski inżynier Jørgen Hals odkrył, że niektóre wysyłane sygnały radiowe były opóźnione. Zdezorientowany napisał list do słynnego norweskiego fizyka Carla Størmera:

 

Pod koniec lata 1927 roku wielokrotnie słyszałem sygnały z holenderskiego nadajnika krótkofalowego PCJJ w Eindhoven. W tym samym czasie usłyszałem zwykłe echo, które dźwięczy wokół Ziemi w odstępie około jednej siódmej sekundy oraz słabe echo około trzech sekund od zaniku sygnału głównego. Kiedy sygnał był szczególnie silny, powiedziałbym, że amplituda ostatniego echa, które pojawiło się trzy sekundy później, była między jedną dziesiątą a jedną dwudziestą siły sygnału pierwotnego. Skąd to pochodzi, czy z echa, nie wiem - przypadkiem mogę tylko potwierdzić, że naprawdę to słyszałem - napisał Hals do Størmera.

 



W kierunku konstelacji Wolarza

 

Kilku badaczy odkryło ten sam rodzaj echa, echa, które pojawiło się z trzysekundowym opóźnieniem. Oznaczałoby to, że sygnał został wysłany do Księżyca, a potem wrócił tutaj. Odległość do Księżyca to 1,3 sekundy świetlnej.

Kiedy Lunan zaczął rysować sygnały na diagramie, to wydawało mu się, że widzi, jak niektóre punkty tworzą konstelację Wolarza – po łacinie Bootes. Jednak najjaśniejsza gwiazda Arcturus[4] tej konstelacji, która świeci jasno na półkuli północnej, nie była we właściwym miejscu. Coś, co irytowało Lunana, który jednak nie dał za wygraną. Arktur jest jedną z najszybciej poruszających się gwiazd na niebie, co wiadomo od dłuższego czasu!  Kiedy Lunan obliczył różnice to odkrył, że mapa nieba, którą stworzył, przedstawiała Wolarza tak, jak ta konstelacja wyglądała około 13.000 lat temu.

Teraz okazuje się, że inne sygnały wysyłane z Ziemi wracały po znacznym opóźnieniu przez długi czas. Wynosiło ono nawet do 30 sekund. Ale jak tylko fatalny sygnał powrócił jako echo, które skłoniło ich do podjęcia śledztwa. Po wykonaniu dalszych obliczeń na podstawie tych nowych sygnałów, Lunanowi wydawało się, że widzi linię wskazującą na konkretną gwiazdę w Wolarzu – Epsilon Wolarza.[5]

Domyślał się, że to właśnie stamtąd sonda kosmiczna ujawniła się naprawdę. Satelita, który był teraz w trakcie wysyłania sygnałów na Ziemię, ale także zwrócił uwagę na planetę, którą Lunan oznaczył na orbicie wokół Epsilona Booti i która teraz dowiedziała się, że Ziemia ma już inteligentne życie.[6]

Jak ciekawą może się wydawać teoria Duncana Lunana, to tajemnica opóźnionych ech nie została jeszcze rozwiązana. Ale nie brakuje alternatywnych wyjaśnień, na przestrzeni lat wysunięto ich około piętnastu. Między innymi fale radiowe mogą przemieszczać się do 65 razy wokół Ziemi, a tym samym docierać do odbiornika jak echo nawet do dziewięciu sekundach po pierwszym usłyszeniu. Inne wyjaśnienia wskazują, że sygnały radiowe mogą być wychwytywane w częściach ziemskiego pola magnetycznego i w ten sposób przetwarzane i powracać jako echo. Inny zaś obejmuje sygnał przechwycony między dwiema zjonizowanymi warstwami atmosfery, które następnie przemieszczają się wokół planety, zanim ponownie dotrą do odbiornika na Ziemi.

Prawdopodobieństwo, że Duncan Lunan odkrył satelitę z innego układu słonecznego, jest przecież niewielkie, nawet jeśli pomysł nie jest taki głupi. Jednak tajemniczy satelita Black Knight ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. I nic z teoriami Duncana Lunana. Sam Duncan Lunan orzekł, że ​​zdjęcia astronautów będą czymś innym niż ochroną przed zagubionymi przedmiotami. Pisze on:

Astronauci są dobrze wyszkoleni, jeśli chodzi o robienie zdjęć, zwłaszcza w różnych warunkach oświetleniowych, które mogą pojawić się w Kosmosie, a jeśli zobaczyliby w pobliżu statek kosmiczny, to możesz być pewny, że by go sfotografowali - napisał Lunan w komentarzu przed kilku laty.

 

Moje 3 grosze

 

Sprawą obserwacji Czarnego Księcia/Barona/Rycerza zajmuję się od lat. Zasadniczo zgadzam się z Autorem – obiekt sfotografowany przez astronautów z misji STS-88 nie jest na pewno tym tajemniczym obiektem. Zresztą już dawno spadł w atmosferę i spłonął. Natomiast uważam, że Black Knight istnieje naprawdę i to już od lat 50-tych XX wieku.

Obiekt ten – pisze Bill Rose - wciąż znajduje się na orbicie wokółziemskiej lub wokółksiężycowej i działa. Był on obserwowany w latach 50., 60., 70. przez astronomów i astronautów na całym świecie. W roku 1979, radziecki naukowiec prof. Siergiej Bożicz wywołał sensację tym, że - jak twierdził - Ziemię na wysokości około 2.000 km okrążają ogromne metaliczne odłamy, szczątki nieznanego obiektu kosmicznego.

W swoim doniesieniu stwierdził on, że te kilka odłamów o rozmiarach 70 x 35 m, pochodzi od jednego obiektu, który rozpadł się na orbicie wokółziemskiej w grudniu 1955 roku - na dowód przedstawił on swe obliczenia. Oznacza to, że wydarzenie to miało miejsce zaledwie na dwa lata przed startem pierwszego ludzkiego aparatu kosmicznego, który osiągnął orbitę!!!

Obliczenia prof. Bożicza zostały potwierdzone przez dwóch jego kolegów: dr Władimira Ażażę i prof. Aleksieja Zołotowa, którzy sugerowali swym zachodnim uczonym kolegom, takim jak: dr Henry’emu Monteithowi i dr Stantonowi T. Friedmanowi, by zorganizować wspólną, międzynarodową wyprawę w celu zbadania szczątków tajemniczego obiektu, którego Rosjanie nazywali CZARNYM KSIĘCIEM, a u nas ochrzczono go CZARNYM BARONEM.

W mniej więcej tym samym czasie, astronom dr John Bagby odrzucił cały ten pomysł jako kompletny nonsens stwierdzając, że ów obiekt i jego szczątki jest niczym innym, jak naturalnym ciałem niebieskim. Tym niemniej, Bagby zgodził się z Bożiczem, iż odłamy te pochodzą z jednego ciała, które rozpadło się z niewiadomych przyczyn na orbicie, w dniu 18 grudnia 1955 roku. Tak czy owak, wydaje się być niemożliwym, by taka misja doszła do skutku, aczkolwiek Rosjanie, NASA czy USAF - a raczej NSDA są w stanie wykonać zdjęcia tych szczątków w każdej chwili.

Kiedy zainteresowałem się ta historią pod koniec 1996 roku, postanowiłem dokonać poszukiwań poprzez różne organizacje astronomiczne. Nie wyciągnąłem na światło dzienne niczego nowego i zdaje się, że każdy jest zadowolony z tego, że temat ten umarł śmiercią naturalną.

I dlatego cieszę się, że Autor znów wyciągnął go na światło dzienne.

O Czarnym Baronie pisze także rosyjski autor A.I. Wojciechowskij w kontekście… upadku Tunguskiego Ciała Kosmicznego.[7] Stawia on interesujące pytanie:

 

Czy istniał „czarny gwiazdolot”? W połowie 1988 roku, w całym szeregu gazet centralnych i magazynach popularnonaukowych pojawiły się publikacje, w których odświeżono starą wersję naukowca i pisarza SF dr. Aleksandra Kazancewa o pozaziemskim statku kosmicznym, który eksplodował w 1908 roku nad tunguską tajgą. Co głosiła ta wersja?

Wybuch TM to zjawisko unikalne, - pisze on - które dotąd pozostaje niezrozumiałym we wszystkich tego słowa znaczeniach. Nie ma dzisiaj hipotezy, która kompleksowo objaśniałaby wszystkie anomalie związane z tą katastrofą. Pośród wielu ekspedycji, które niemalże każdego roku zapuszczały się w tajgę, była także i pod auspicjami samego dr. Siergieja P. Korolowa, który - uwaga!!! -   chciał  dostać  w  swe  ręce kawałek statku kosmicznego z Marsa!  I taki kawałek naprawdę znaleziono! -  po 68 latach od wybuchu, w odległości 1.000 km od jego epicentrum, nad brzegami rzeki Waszka w Republice Komi. I to w miejscu znajdującym się   na przedłużeniu trajektorii lotu Tunguskiego Meteorytu... Dwoje robotników łowiących ryby w okolicach wioski Ertom znalazło na brzegu rzeki niezwykły kawał metalu o masie 1,5 kg. Kiedy uderzyli nim o kamień, wytrysnął z niego snop iskier. To zainteresowało ludzi, którzy wysłali go do Moskwy.

W niezwykłym stopie znajdowało się 67% ceru [Ce], 10% lantanu [La] - który oddzielono od domieszek innych lantanowców, czego nigdy nie udało się nikomu dokonać w świecie, i 8% niobu [Nb]. W znalezisku tym odkryto 0,4% czystego żelaza [Fe], bez tlenków - czyli dokładnie tak, jak w nierdzewnej kolumnie w Dehli i w ... księżycowym gruncie! Wiek metalicznego odłamka waha się pomiędzy 30.000 - 100.000 lat.

Kształt odłamka wskazywał na to, ze był on częścią kulistej lub toroidalnej konstrukcji o średnicy około 1,2 m. Oryginalne były właściwości magnetyczne stopu: w różnych kierunkach odłamka zmieniały się one nawet więcej, niż 15-krotnie. Wszystko  przemawiało za tym - i przyznali to sami badacze - że stop ten był sztucznego pochodzenia. Z drugiej zaś strony - nie otrzymano odpowiedzi na zasadnicze pytanie: Gdzie i w jakich aparatach lub silnikach są wykorzystywane takie detale i stopy? Dlatego też wysunięto propozycję: być może była to część silnika antygrawitacyjnego statku kosmicznego pozaziemskiej cywilizacji???... 

Następnie Kazancew przypomina odkrycie z 1969 roku amerykańskiego astronoma dr. Jamesa Bagby’ego 10-12 księżyców Ziemi z dziwnymi trajektoriami. Takie satelity mogą być łatwo dostrzeżone przy obserwacjach astronomicznych. I rzeczywiście, w latach 1947, 1952, 1956 i 1957 obserwowano nieznane obiekty kosmiczne, przy czym w 1956 i w 1957 roku widziano aż dwa obiekty. Ostatnia obserwację w 1957 roku zaliczył właśnie dr Bagby.

W swej publikacji w amerykańskim czasopiśmie „Icarus” dr Bagby twierdzi, że pierwsze obserwacje w 1947 i 1952 roku dotyczyły jednego „rodzicielskiego” ciała kosmicznego, które rozpadło się na części w dniu 18 grudnia 1955 roku i obecnie przedstawia sobą „rodzinkę” księżyców Ziemi o średnicach od 7 do 30 m, poruszających się po 6 różnych orbitach. W marcu i kwietniu 1968 roku, dr. Bagby’emu udało się sfotografować kilka tych quasi-księżyców. Ten fakt - jak uważają astronomowie - potwierdzał hipotezę o istnieniu zwiadowczych sputników, choć było na to jeszcze za wcześnie. Aliści data 18.XII.1955 roku - jak twierdzi Kazancew -  doskonale pasuje do zaobserwowanego przez astronomów rozbłysku na orbicie. Co to było? Jakiś naturalny obiekt? - ale dlaczego nie zaobserwowano go wcześniej? A jak został on rozerwany jakimiś siłami Natury, to jakimi? Prawdopodobnie, jak zakłada uczony rosyjski dr S. Bożicz, eksplodował jakiś gwiazdolot Pozaziemian, wcześniej krążący na orbicie wokółziemskiej.

Wynika z tego zasadnicze pytanie: A dlaczegóż to przed 1955 rokiem tego dziwnego ciała nikt nie widział w teleskopie? Jednakże sam Bagby twierdzi, że takie obserwacje były, ale nie jest to w tej chwili najważniejsze. Obiekt mógł wejść w punkt wybuchu z innej - wyższej - orbity. Jeżeli to zagadkowe ciało było gwiazdolotem, to był on koloru czarnego - doskonale czarnego: jego powierzchnia wchłaniała całą energię z Kosmosu, jak to robią nasze słoneczne baterie stacji Mir  i innych sztucznych obiektów obiegających Ziemię, i to właśnie dlatego nie było widać go z naszej planety! - a zatem z Ziemi można było zobaczyć szczątki gwiazdolotu, kiedy już po wybuchu pokazały swoją nie-czarną stronę...

Kazancew sądzi, że można tym wytłumaczyć wydarzenia sprzed niemal wieku:

W 1908 roku w przestrzeń Układu Słonecznego wleciał wielki statek kosmiczny, który nie powinien był się spuszczać ku powierzchni Ziemi: nad Tunguską eksplodował jego lądownik. Sam gwiazdolot pozostał na orbicie, a straciwszy łączność z lądownikiem czekał na powrót załogi, korygując automatycznie swoją orbitę, by nie spaść na Ziemię. Skończyły się jednak zapasy paliwa, i gwiazdolot bezwładnie powinien spaść na powierzchnię planety. Można przypuszczać, że w programach jego komputerów był wpisany zakaz spadku na zamieszkały świat, więc zadziałały systemy autodestrukcji i nastąpił wybuch...

Szczątki, które wciąż orbitują wokół Ziemi w przyszłości wyjaśnią wiele fenomenów związanych z tunguską katastrofą. Są one czymś realnym i można je dotknąć rękami. Dobrawszy się do nich, kosmonauci mogliby zbadać m.in. ich skład chemiczny, który być może pokryłby się ze składem „znaleziska waszkijskiego”, a także i inne rzeczy, o których możemy sobie tylko pomarzyć...

Hipoteza całkiem zgrabna i do przyjęcia, a jak odnieśli się do niej uczeni? Czy w jakiejś mierze jest ona wiarygodna?

Odpowiedzi na te pytania - jak mi się wydaje - zawarto w komentarzu pióra prof. W. Bronsztejna, opublikowanym w czasopiśmie „Ziemla i Wsieliennaja” nr 4,1989. Powiem krótko - na autorze hipotezy nie pozostawił on suchej nitki. Pisze on tak:

Wszystkie te fakty, które A. Kazancew przytacza na poparcie swych wywodów po sprawdzeniu okazały się być fikcją, zmyśleniami. Weźmy np. tą informację o znalezieniu metalowego odłamku, który według Kazancewa należał do szczątków międzyplanetarnego statku kosmicznego. Jacy uczeni i w jakich instytutach przeprowadzili analizy jakościowe tego odłamka? Gdzie opublikowali rezultaty swych badań? Okazuje się, że tylko w gazecie „Socjalisticzieskaja Industria” w numerze z dnia 27 stycznia 1985 roku, w artykule członka Komisji ds. Zjawisk Anomalnych W. Fomienko, zaś w prasie naukowej niczego nie opublikowano, i być nie mogło... Żaden z dyrektorów instytutów, którym rzekomo przekazano do zbadania fragment tego „kosmo-złomu” nie potwierdził tego faktu. Nie potwierdziło się także i to, że analizy dokonali pracownicy instytutów całkiem nieformalnie. Przekazać do analizy uczonym ten kawałek „złomu” W. Fomienko się wzbrania...

Dalej prof. Bronsztejn komentuje odkrycie Bagby’ego w następujący sposób:

... można przedłużać spory o „księżyce Bagby’ego”, ale co ma do tego Tunguski Meteoryt? Sam Bagby nie wspomina o tym ani słowem! Według niego, towarzyszący im obiekt wszedł w gęste warstwy atmosfery ziemskiej i spłonął... Wśród rosyjskich uczonych i badaczy Kosmosu nie ma żadnego S. Bożicza.[8] Być może taka postać istnieje, ale nie ma nic wspólnego z astronomią... Smutny przykład tej historii pokazuje nam, że w naszym kraju są ludzie, którzy rozdmuchują sensacyjne i niepotwierdzone wiadomości, nie mające nic wspólnego z osiągnięciami rosyjskich uczonych. Mało tego - są także u nas redaktorzy gazet, którzy publikują te sensacje bez jakiejkolwiek kontroli...


Co można do tego dodać? Tylko jedno: postawiono kropkę nad „i”, ale pytania pozostały!... I wcale nie jest powiedziane, że w latach 50. na orbicie widziano koc termiczny… Prędzej uwierzę w to, że na orbicie znajdował się jakiś sztuczny obiekt umieszczony tam w latach 40. przez ekipę SS-Sturmbahnführera dr. Wernhera von Brauna i gen. Waltera Dornbergera na rozkaz gen. SS-Obergruppenführera Hansa Friedricha Carla Franza Kammlera. Czy było to niemożliwe? Raczej nie, bo III Rzesza miała takich specjalistów, ale na szczęście nie miała już możliwości.

Ale to już temat z innej ballady.

 

Źródło – „UFO-Aktuellt” nr 2/2021, ss.16-19

Przekład ze szwedzkiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz



[1] Po ang.: Black Knight zwany także Czarny Książę, Czarny Baron i Ciemny Rycerz z ang.: Dark Knight.

[3] Jest to hipoteza o sondach poszukiwawczych sformowana przez australijskiego naukowca Ronalda Bracewella, który sformułował ją jeszcze w latach 60-tych ub. stulecia.

[4] Arktur, α Boo.

[5] Izar, Pulcherrima, ε Boo.

[6] Izar jest oddalony od nas o 202 ly, a zatem sygnał radiowy od sondy dopiero do niej dolatuje. Oni jeszcze nic o nas nie wiedzą…

[7] A. I. Wojciechowskij – „Czto eto było?”, Moskwa 1991 – przekład mój.

[8] S. Bożicz jest astronomem związanym ze służbami specjalnymi ZSRR i Wojskami Kosmicznymi FR.